Category: 1sza strona

Najnowszy wpis pojawia się NA 1 STRONIE.

  • Wieża z miliarda nienarodzonych sięgnęłaby do Księżyca – tyle zabito od 1920 roku

    Dzieło słowackiego artysty Martina Hudáčka/żródło: pch24.

    Odkąd 100 lat temu zalegalizowano aborcję w Rosji na świecie, zginęło w jej skutek ponad miliard dzieci nienarodzonych. Komentatorzy mówią tu o otwarciu bram piekieł rozpoczętym w 1920 roku i trwającym po dziś dzień.

    Jak zauważył już w 2017 roku Pete Baklinski, o ogromie tej liczby świadczy choćby fakt, że odliczanie do miliarda zajęłoby niemal 100 lat. Miliard minut temu na świecie żył Pan Jezus. Wieża z miliarda nienarodzonych dzieci dosięgłaby księżyca. Bolszewicki dekret z 1920 roku oznaczał de facto darmowe aborcje na życzenie pod warunkiem przeprowadzania ich przez lekarza. Minimalnym obostrzeniem okazało się zobowiązanie medyków do zniechęcania kobiet, jeśli nie istniały żadne społeczne, ekonomiczne ani medyczne przesłanki do dokonania aborcji.  

    Co ciekawe, sto lat temu w dość prymitywnym, rolniczym kraju, jakim była Rosja, kraju zdominowanym przez ludobójczą ideologię, argumentowano podobnie jak dziś. Otóż chodziło o zapobieganie negatywnym skutkom nielegalnego dzieciobójstwa dla zdrowia kobiet. Według Michaela Heynesa z Life Site News w 1920 roku Rosja stała się pierwszym krajem świata legalizującym aborcję. Kraje kapitalistyczne wówczas chroniły życie. Kilka miesięcy wcześniej nawet laicka Francja zakazała nawet sprzedaży oraz promocji antykoncepcji.  

    Wskutek decyzji z 1920 roku już dwa lata później w samej Moskwie dokonano 7969 aborcji (urodziło się wówczas 35 320 dzieci). Oznacza to, że na jedne narodziny przypadało ok. 0.23 aborcji. Z kolei do 1925 roku doszło tam do 18071 aborcji i 57537 narodzin (co daje proporcję 0.31). W 1926 doszło już do 31 986 aborcji. Według doktora Marka Fielda publikującego na łamach „New England Journal of Medicine” można sądzić, że do końca lat 20. liczba aborcji rosła wskutek nagromadzenia ludności w miastach i związanej z tym ciasnocie w mieszkaniach (jeden pokój dla całej rodziny, wspólne łazienki) oraz aktywizacji zawodowej kobiet.

    Następnie doszło do pewnego odwrotu. W 1936 roku za rządów Józefa Stalina mordowanie nienarodzonych zostało w znacznej mierze zakazane. Argumentowano, że aborcje podziemne to skutek działań nieoświeconych klas, a Związek Radziecki lepiej od krajów kapitalistycznych docenia kobietę jako matkę. Jednak w 1955 roku prawo aborcyjne zostało ponownie „zliberalizowane”, co również argumentowano problemem nielegalnych aborcji.

    Choć komunizm podobno upadł, to w Rosji aborcja pozostaje wciąż poważnym problemem. Obecnie na 1000 urodzin przypada 412 aborcji, a więc więcej niż w Rosji Radzieckiej lat 20. XX wieku. Jak zauważył ojciec Richard Heilman na Life Site News, wraz z legalizacją aborcji w Rosji Radzieckiej otwarły się bramy piekła. Niewykluczone, że Matka Boża przewidując to w 1917 roku mówiła w Fatimie o błędach Rosji i wzywała do poświęcenia tego kraju Niepokalanemu Sercu. Niestety wspomniane w Fatimie „błędy Rosji” przedostają się na zachód – zgodnie zresztą z fatimskim ostrzeżeniem. Co ciekawe, niekoniecznie jest to proces li-tylko spontaniczny.

    Wszak były agent KGB Jurij Bezmenov w wywiadzie z Edwardem Griffinem z 1984 roku mówił, że aż 85 procent budżetu KGB przeznacza się na ideologiczną „subwersję”, a nie tradycyjne szpiegostwo. Wspomniał o 4 stadiach „wielkiego prania mózgu” dokonywanego z inspiracji sowieckiego wywiadu w USA. To: demoralizacja (skłonienie do pogardy dla własnej kultury i tradycji), destabilizacja (osłabienie kluczowych instytucji); kryzys (rewolucyjna zmiana struktur władzy politycznej i elit ekonomicznych) i normalizacja w nowej już rzeczywistości. Dziś masowe aborcje (a także rozwody czy seksualne wynaturzenia) to problem nie tylko Rosji, lecz także USA czy innych krajów cywilizacji zachodniej. Ślady tego odnajdujemy w wulgarnych działaniach feministycznego Strajku Lempart.

    źródła: lifesitenews.com / pch24.pl/mjend/2020-11-18

  • Dr Gabriele Kuby apeluje do Polek: Wybierzcie życie. Zabijanie ludzi to nie jest prawo człowieka!

    Dr Gabriele Kuby apeluje do Polek: Wybierzcie życie. Zabijanie ludzi to nie jest prawo człowieka!
    fot. PCh24

    W Europie toczy się wojna. Jej główny front przebiega przez Polskę. Kultura życia toczy bój z kulturą śmierci. Ludzie, którym wydaje się, że są ukoronowaniem rozwoju ludzkości, wzywają do brutalnego mordowania dzieci nienarodzonych. Polskie kobiety nie mogą pozwolić, by nasz kraj poszedł tą samą drogą co wiele innych państw europejskich. O tym mówił dr Gabriele Kuby. 

    Instytut Ordo Iuris zorganizował konferencję online w obronie praw kobiet. Jednym z prelegentów była niemiecka socjolog, dr Gabriele Kuby, ceniona i znana w Polsce autorka książek poświęconych między innymi ideologii gender. Dr Kuby apelowała do polskich kobiet o to, by wybrały kulturę życia, a nie zabijania.

    Na początku dr Kuby zwróciła się z apelem do tych kobiet, które na ulicach Polski domagają się prawa do aborcji, niszczą kościoły, używają wulgarnych słów. Kobiety te powinny przemyśleć, co to znaczy być kobietą. – Jesteśmy w środku wojny. To wojna między kulturą życia a kulturą śmierci. Lub inaczej, to wojna między ateistycznym marksizmem, który chce doprowadzić do całkowitej jednakowości, a między tymi, którzy wierzą w Boga i domagają się sprawiedliwości. To wojna tych, którzy chcą utworzyć totalitarną dyktaturę manipulując świadomością mas, manipulując prawem i posługując się przemocą – z tymi, którzy wierzą w moc natury, rozumu i Boga – i dlatego walczą o wolność i sprawiedliwość. Wiedzą, że Bóg, natura i rozum wygrają tę wojnę – powiedziała.

    Jak wskazała Kuby, dziś w Europie główny front tej wojny przebiega przez Polskę. Kolejne europejskie narody w niesamowitym tempie porzucają Boga; od Pana odwracają się Hiszpania, Włochy, Irlandia czy Malta, kraje, które przez wieki były głęboko katolickie. – Czy także Polska pójdzie tą drogą? – zapytała.

    Jak przypomniała, Polska dzięki wierze katolickiej przetrwała nazistowski i komunistyczny terror. Państwa, które odrzucają Boga, ulegają kłamstwu węża z ogrodu Eden: nie, nie umrzesz, będziesz jak Bóg. – Wąż jednak kłamie. Po pierwsze, wszyscy umrzemy – także ci, którzy niszczą kościoły, dewastują pomniki Matki Bożej. Oni również umrą – wskazała.

    Nawiązała następnie do kwestii tak zwanej aborcji eugenicznej.

    – Drogie siostry w Polsce, może niektóre z was walczą o prawo do zabicia dziecka tylko i wyłącznie w odniesieniu do dzieci i tak skazanych na śmierć ze względu na ciężkie schorzenia i dysfunkcje. One też mają prawo do życia. Nie chcemy społeczeństwa, gdzie tylko zdrowi mają prawo do życia. Nie chcemy społeczeństwa, gdzie chorzy, niezależnie od etapu ich rozwoju, są zabijani. Może się wam wydawać, że to nie do przyjęcia, by wychowywać dziecko z zespołem Downa, że wasze życie jest zrujnowane. Nie wątpię, że bardzo trudno pogodzić się z takim wyrokiem losu. Rodzice dzieci ze specjalnymi potrzebami powinni być wyjątkowo szanowani w społeczeństwie i otrzymywać zarówno od społeczeństwa jak i od rządu każdą możliwą pomoc – stwierdziła.

    Dalej odniosła się do postulatów aborcji na żądanie jako rzekomego prawa człowieka.

    – Radykalne feministki w Polsce i na świecie walczą o więcej. Walczą o prawo człowieka do dokonania aborcji. Drogie kobiety, czy jesteście świadome tego, o co prosicie? Po horrorach i strasznych wydarzeniach II wojny światowej świat zgodził się, że są pewne prawa przynależne każdemu człowiekowi tylko dlatego, że ona czy on jest istotą ludzką, ma swoją ludzką godność. Oczywiście, ochrona prawa do życia jest ważniejsza niż jakiekolwiek inne prawo człowieka. Ale czy naprawdę jest prawem człowieka, że jedni ludzie mogą zabijać drugich? Każda z nas – wy też – zaczął swoje życie jako embrion. Czy w łonie matki byłyśmy czymś innym niż człowiekiem? – pytała.

    Następnie wskazała na różne metody zabijania dzieci nienarodzonych.

    Pierwszą z nich jest ekstrakcja, czyli wysysanie ciała dziecka we wczesnym etapie ciąży; taka metoda jest wykorzystywana w krajach, gdzie aborcja jest zakazana.

    Druga metoda polega na rozerwaniu starszego już dziecka, którego na USG widoczne są rączki czy rozwijający się mózg. Dziecko jest chwytane przez specjalne ostrze, rozrywane i usuwane po kawałku.

    Trzecia metoda to wysysanie za pomocą specjalnej tuby wprowadzanej do macicy, która rozcina ciało dziecka na części i wysysa je.

    Po czwartym miesiącu zabić dziecko jest trudniej, bo jego ciało jest już sztywniejsze a kościec twardszy. Wprowadza się więc do macicy mocne nożyce, które odcinają kończyny dziecka. Kiedy dziecko wykrwawi się na śmierć, usuwa się jego tors. Przy większych dzieciach miażdży się główkę żeby mogła opuścić drogi rodne kobiety.

    Kolejna metoda polega na zatruciu dziecka roztworem z solnym. Dziecko połyka ten roztwór i w ciągu kilku godzin ginie bolesną i ciężką śmiercią przez zatrucie solą. W ciągu następnych 48 godzin martwe dziecko, zabarwione na czerwono, jest rodzone przez sztucznie wywołane skurcze.

    Następna metoda polega na wstrzyknięciu rivanolu, środka dezynfekującego zawierającego alkohol. Rivanol wnika w skórę dziecka i niszczy jego ciało. Wysoki odsetek alkoholu jest dla dziecka toksyczny, zatrzymuje pracę jego serca. Rezultatem jest urodzenie zwłok zabarwionych na żółto.

    Wreszcie kolejna metoda to zabijanie dziecka zastrzykiem z trucizną zatrzymującą pracę serca. W końcowym etapie ciąży przez podbrzusze matki wprowadzana jest igła, która wprowadza roztwór chlorku potasu do serca dziecka. W efekcie następuje skurcz mięśni i praca serca zostaje zatrzymana. Martwe dziecko jest rodzone w wyniku sztucznie wywołanego porodu.

    Ostatnia metoda to aborcja chemiczna. Połyka się pigułkę, która może działać do drugiego trymestru ciąży. Wielu kobietom wydaje się to mniej brutalne niż rozrywanie dziecka na kawałki. Tabletka zawiera niezwykle silny syntetyczny hormon, który blokuje progesteron wymagany do rozwoju ciąży.

    W efekcie macica zaciska się; agonia dziecka trwa wiele godzin. Dziecko umiera wskutek zagłodzenia i zaduszenia. Dziecko jest rodzone i zwykle kończy w toalecie.

    – Wszystkie te rzeczy dzieją się w społeczeństwie, które uważa się za ukoronowanie ludzkości. Czy naprawdę nim jesteśmy? – zapytała.

    – Tak naprawdę wróciliśmy do najbardziej brutalnych epok naszej historii – dodała.

    – Drogie siostry, walczycie o prawo do zabicia swojego dziecka. Czy naprawdę tego właśnie chcecie? Jestem przekonana, że nie. Po prostu nie wyobrażacie sobie dziecka w swoim życiu. Jako matka trójki dzieci i babcia trójki dzieci mogę powiedzieć – życie samo w sobie jest niezwykle potężne. Żyjące dziecko, maleńkie, bezbronne, znajdzie sobie miejsce na ziemi, aby współistnieć razem z tobą, ze swoją matką. Będzie cię kochać, bezwarunkowo, niezależnie od tego kim jesteś i jaka jesteś. Nikt inny nie będzie cię tak kochał. Niezliczone kobiety, które powstrzymały swoją chęć dokonania aborcji, dzisiaj są z tego powodu niezwykle szczęśliwe, ze względu na radość, jaką dało im to dziecko – wskazała.

    – Nikt nie akceptuje cię tak, jak twoje własne dziecko. To będzie ścieżka twojego własnego uzdrowienia. Dziecko wzmocni twoją więź z życiem jako takim, z przyszłością. Miłość, jaką okazujesz dzisiaj dziecku, wróci do ciebie, kiedy ty będziesz potrzebowała miłości swoich dzieci. Wszyscy chcemy, żeby świat stał się lepszym miejscem. Zabijając nienarodzone dzieci tego nie osiągniemy. Jeżeli akceptujesz dziecko z całego serca, jeżeli kochasz je macierzyńską miłością, jeśli jesteś gotowa dokonywać poświęceń dla swojego dziecka, jak każda matka i każdy ojciec, to może się okazać, że twoje dziecko sprawi, iż świat naprawdę stanie się lepszym miejscem. Radość i głęboka satysfakcja, jakie wiążą się z potrzebą realizacji macierzyństwa, będą dla ciebie wspaniałą nagrodą – stwierdziła.

    Na koniec wezwała, by Polki podtrzymały przykład, jakim Polska była zawsze dla świata, sprzeciw wobec zbrodniczych ideologii i siłę wiary.

    PCh24.pl/Pach/2020-11-13

  • Sługa Boży Ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński w obronie poczętych dzieci

    Sample
    fot. BP/KEP

    Prymas Tysiąclecia w swoich przemówieniach często nawiązywał do ochrony poczętego życia. Był świadkiem jak w 1956 roku komuniści wprowadzili prawo do aborcji na życzenie, w wyniku której dokonano ok. 20 mln aborcji. Wielokrotnie apelował o zaprzestanie tego procederu i szacunek wobec dziecka w łonie matki. Oto kilka cytatów Prymasa Tysiąclecia, które świadczą o wielkiej trosce do nienarodzonych dzieci.

    „Matka ma prawo do swego ciała, ale nie ma prawa do poczętego dziecięcia, bo ono jest własnością Boga i narodu.”

    „Obudźcie się! Ratujcie życie! Wszak chodzi tu o życie narodu! Zginajcie kolana przed każdym rodzącym się życiem, przed każdym dziecięciem”

    „Jeżeli najbardziej niewinne i bezbronne dziecko nie może czuć się bezpiecznie w jakimś społeczeństwie, wówczas już nikt bezpiecznie czuć się w nim nie może!”

    „Największym szczęściem jest dziecko! Może stu inżynierów postawić tysiące kombinatów fabrycznych, ale żadna z tych budowli nie ma w sobie życia wiecznego. A małe niemowlę, które wyda na świat mocami Bożymi matka, ma w sobie życie wieczne.”

    „Pamiętajcie, nowa Polska nie może być Polską bez dzieci Bożych! Polską niepłodnych lub mordujących nowe życie matek! Polską pijaków! Polską ludzi niewiary, bez miłości Bożej! Nie może być ojczyzną ludzi bez wzajemnej czci jedni dla drugich, bez ducha ofiary i służby, bez umiejętności dzielenia się owocami pracy z tymi, którzy sami nie są w stanie zapracować na życie i utrzymanie.”

    „Jaka jest rodzina domowa, taka też będzie rodzina ojczysta. Jeśli nie będą umieli uszanować maleńkiego życia, które się rodzi w komórce życia domowego, nie uszanują i życia obywateli, bo nauczą się mordować już w rodzinach. W ten sposób zamiast społeczności życiodajnej, będzie się wyrabiać społeczność morderców. Będzie to naród samobójczy (…). Taki naród się skończy.”

    „Prawo do życia musi każdy uszanować: rodzice, Naród, społeczeństwo, Państwo i Kościół. Nikt nie może go pogwałcić, choćby dotyczyło istoty, która kryje się jeszcze pod sercem matki, bo już jest ona człowiekiem (…). Ta maleńka istota ma pełne prawo do życia i nikt, bez odpowiedzialności za zwykłe zabójstwo, nie może tego prawa naruszyć!”

    „Każde tak zwane prawo, które daje komukolwiek możliwość dysponowania i przesądzania o ludzkim życiu, jest bezprawiem. Każdy czyn, który zmierza wprost do zniszczenia i przekreślenia prawa człowieka do życia jest zwykłą zbrodnią.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! (…) Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu – nauczał Prymas Tysiąclecia – jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! Powstające pod sercem matki nowe życie nie należy do niej. Jest ono własnością nowego człowieka! Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna. Musi więc mieć swoich obrońców. Obrońcą jest sam Bóg, który się upomni o to życie…”

  • Pro-liferka odpowiada na argumenty zwolenników pro-choice.

    Rozmowa ze Stephanie Gray Connors

    STEPHANIE GRAY CONNORS
    fot. archiwum prywatne/Aleteia

    – Dziecko przed narodzeniem jest człowiekiem, ponieważ posiada ludzkich rodziców i jest żywe, ponieważ rośnie. Ma więc niezbywalne prawo do życia – mówi Stephanie Gray Connors w wywiadzie dla Aletei. Odpowiada na najbardziej znane argumenty osób opowiadających się za prawem do aborcji.

    Stephanie jest międzynarodową mówczynią pro-life, która dała już prawie tysiąc prezentacji na całym świecie, i autorką książki „Miłość uwalnia życie. Aborcja i sztuka komunikowania prawdy”.

    Ewa Rejman: Zacznijmy od tego: czy pozwolisz mi zająć stanowisko za aborcją, lub, jak niektórzy wolą mówić, „za wyborem”, na czas tego wywiadu? Zapewniam cię, że uważnie śledziłam argumenty tej strony debaty w ostatnich tygodniach.

    Stephanie Gray Connors: Jasne, bardzo proszę!

    Wchodzę więc w moją rolę. Wierzysz w Boga Stworzyciela, masz swój własny zestaw zasad i podążasz za nimi. Oczywiście możesz to robić. Ale kto dał ci prawo narzucania swojej moralności innym ludziom, kiedy to nie ty będziesz ponosić konsekwencje ich wyborów?

    Na kwestię aborcji możemy patrzeć z perspektywy religijnej lub niereligijnej. Oczywiście, jestem religijna i wiem, że Bóg, w którego wierzę, kocha wszystkich ludzi, bez względu na to, jak rozwinięci są i jakie umiejętności mają. Jednak, także ktoś, kto nie jest religijny, może dojść do wniosku, że zabójstwo jest czymś złym. Ateiści także potępiają rasizm i walczą z nim. Nie wierzą w Boga, ale wierzą, że złem jest dyskryminowanie kogoś z powodu jego rasy. Mają poczucie, czy to intuicyjne, czy wynikające z ogólnych standardów ludzkiej równości, że musimy traktować inne osoby, jako równych. Nawet jeśli ktoś nie podziela mojego religijnego światopoglądu, mam nadzieję, że wierzy, że ludzie są równi i posiadają prawa człowieka, a wśród nich najbardziej podstawowe – prawo do życia. Skoro dziecko przed narodzeniem jest człowiekiem – jest nim, ponieważ ma ludzkich rodziców, i jest żywe, ponieważ rośnie, wtedy z perspektywy praw człowieka byłoby czymś złym zakończenie jego życia.

    Jako społeczeństwo mamy prawa, które chronią już urodzone osoby. Wszystko, o co prosimy, to konsekwencja, tak aby prawo chroniło także osoby przed narodzeniem, bez dyskryminacji ze względu na wiek. https://www.youtube.com/embed/DzzfSq2DEc4

    Wydaje się, że zapominasz, że prawa kobiet, włącznie z prawem wyboru, też są prawami człowieka! Czy naprawdę myślisz, że płód jest równy kobiecie, która ma już rozwinięty każdy aspekt swojego życia?

    Jeśli pochylamy się nad ideą praw kobiet, musimy zadać kluczowe pytanie: kiedy zaczynają się te prawa? Prawa kobiet zaczynają się wtedy, kiedy zaczyna się życie kobiety. Nauka uczy nas, że życie kobiety zaczyna się w momencie poczęcia. Jeżeli ktoś uważa, że kobieta powinna mieć prawo do aborcji, chciałabym poprosić tę osobę aby przemyślała następującą sytuację. Co jeśli kobieta chce aborcji, ponieważ nie chce urodzić dziewczynki? Zdaję sobie sprawę, że nie jest to raczej problem Polski, ale weźmy pod uwagę część świata, w której istnieje silna preferencja dla dzieci płci męskiej, na przykład południowo-wschodnią Azję. Jeśli ktoś twierdzi, że kobieta powinna mieć prawo do aborcji, wówczas powinien wspierać kobiety w Indiach, które decydują się na nią, ponieważ chcą chłopca i czują się nieszczęśliwe, będąc w ciąży z dziewczynką. Myślę, że większość obrońców praw kobiet, także tych w Polsce, byłoby przerażonych obieraniem za cel dziewczynek tylko ze względu na ich płeć. Jeśli sprzeciwiałyby się aborcji na dziewczynkach – z tego powodu, że są one dziewczynkami, powinny sprzeciwiać się wszystkim aborcjom. Tak, czymś złym jest zabicie dziewczynek, ponieważ są dziewczynkami, ale jest także czymś złym zabijanie małych ludzi, którzy są chłopcami – ponieważ są oni ludźmi.

    Żadna kobieta ani mężczyzna nie powinni mieć prawa zakończyć życia swojego dziecka. Pomyśl o sytuacji, kiedy mężczyzna zabija kobietę w ciąży. Nawet wielu zwolenników aborcji przyznałoby, że byłoby to uznane za podwójne zabójstwo.

    Moment, istnieje jednak pewna różnica pomiędzy sytuacją mężczyzn a kobiet. Mężczyźni nie zachodzą w ciążę. Urodzone dziecko można oddać komuś innemu, ale będąc w ciąży, jesteś jedyną osobą obciążoną i nikt inny nie może przejąć tego ciężaru.

    Masz rację. Pytanie brzmi – czy ten fakt usprawiedliwia aborcję, czy czyni nas jeszcze bardziej odpowiedzialnym za dziecko w łonie? Jeżeli ktoś się krztusi i w pomieszczeniu znajduje się dziesięć osób potrafiących udzielić pierwszej pomocy i uratować mu życie, wówczas jesteś mniej odpowiedzialna za udzielenie jej, ponieważ wiesz, że to samo może zrobić dziewięć innych osób. Co jednak, jeśli ktoś się krztusi i nie ma dziewięciu innych osób, jesteś tylko ty i wiesz, jak udzielić pierwszej pomocy? Wtedy czyni cię to bardziej odpowiedzialną, i jeżeli nie zrobisz nic, będzie to oznaczało, że zrobiłaś coś złego. Analogicznie, jeśli uznajemy, że dużo osób mogłoby zająć się już urodzonym dzieckiem – jest to prawdą – musimy uznać, że jeśli tylko kobieta w ciąży może zająć się dzieckiem przed urodzeniem, czyni ją to jeszcze bardziej za nie odpowiedzialną.

    Innym punktem, który bym podkreśliła jest to, że ostatecznie, zabicie dwulatka nie jest czymś złym, dlatego, że są inne osoby, które mogłyby się o niego zatroszczyć. Zabicie dwulatka jest czymś złym, ponieważ dwulatek jest człowiekiem, a wszyscy ludzie są równi i mają podstawowe prawo do życia. Co jeśli nie byłoby nikogo, kto zająłby się tym dwulatkiem? Oczywiście, nie dałoby nam to prawa do zabicia go. To samo jest prawdą, w przypadku dziecka przed narodzeniem.

    To, kiedy zaczyna się życie i czy płód może być uznany za człowieka jest pytaniem filozoficznym. Nie możesz tworzyć praw na tej podstawie.

    To, czy mamy do czynienia z człowiekiem czy nie, jest pytaniem całkowicie naukowym, ta kwestia może być obiektywnie ustalona przez test DNA. Filozoficzny aspekt debaty o aborcji polega raczej na czymś innym: gdy już ustalimy, czy mamy do czynienia z człowiekiem, jak powinniśmy traktować ludzi? Światopogląd, który ja proponuję, zgadza się z założeniami ONZ i wielu społeczeństw obywatelskich na całym świecie, a mianowicie oznacza, że jeśli należysz to ludzkiej rodziny, to jesteś równy innym i posiadasz prawo do życia. Niektórzy filozofowie nie podzielają tego poglądu. Niedawno debatowałam z prof. Peterem Singerem z Princeton. Uważa on, że tylko ci ludzie, którzy funkcjonują w danej chwili na określonym poziomie mają prawo do życia. Ten światopogląd jest problematyczny, ponieważ wyklucza nie tylko dzieci przed narodzeniem. Zgodnie z własnymi założeniami pozwala na zabijanie niemowląt. Większość osób byłoby tym przerażonych.https://www.youtube.com/embed/5OfNsPJ3hNM?feature=oembed

    Nie bierzesz pod uwagę przypadków ekstremalnych, w których aborcja mogłaby być dobrym rozwiązaniem. Pomyśl o matce, które wie, że jej dziecko umrze krótko po urodzeniu.

    Oczywiście musimy podchodzić z ogromnym współczuciem i delikatnością do osób w tak trudnych sytuacjach. Pytaniem, które musimy sobie zadać jest jednak: czy zakończenie życia osoby chorej jest aktem miłości? Zasugerowałabym, że nie i możemy pomyśleć o tym w następujący sposób. Jeśli miałabyś kogoś w innym kraju, kogoś, kogo bardzo kochasz i ta osoba zadzwoniłaby do ciebie i powiedziała, że zostały jej tylko cztery tygodnie życia, czy czekałabyś do końca trzeciego tygodnia, żeby do niej polecieć i pożegnać się z nią?

    Oczywiście, że nie! Zrobiłabym wszystko, żeby polecieć w pierwszym możliwym terminie i spędzić z tą osobą tyle czasu, ile to tylko możliwe.

    Ja również. Nie sądzę, żeby wiele osób wybrało tę drugą możliwość. Jeśli pozostało nam niewiele czasu do spędzenia wspólnie, chcemy rozciągnąć czas, który nam jeszcze pozostał, a nie go skracać. Jeżeli ktoś jest w zdrowej ciąży, może mieć przed sobą 50 lat na spędzenie ich razem z dzieckiem. Jeżeli jednak w 20. tygodniu dowie się, że jego dziecko umrze zaraz po urodzeniu, zamiast 50 lat ma tylko 20 kolejnych tygodni. Aborcja skróciłaby ten czas jeszcze bardziej.

    Nie sądzisz, że bardzo bolesne jest bycie w ciąży ze świadomością nieuchronnej śmierci swojego dziecka?

    Jeśli bolesna jest dla ciebie śmierć dziecka krótko po urodzeniu, prawdopodobnie również aborcja jest dla ciebie bolesna. Dokonanie jej nie sprawi, że smutek zniknie. Kiedy nadejdą pierwsze święta Bożego Narodzenia i nie będziesz mieć przy sobie dziecka, będziesz smutna. Kiedy nadejdzie pierwsza rocznica terminu porodu będziesz smutna tak czy inaczej. Ale inny rodzaj smutku występuje, kiedy ktoś umiera, ponieważ nie mogliśmy ocalić jego życia, a inny wtedy kiedy ktoś umiera, bo to życie mu odebraliśmy.

    Mówienie, że aborcja jest odbieraniem życia brzmi jak osądzenie kobiet, które miały aborcje. W wielu przypadkach może być to nasza matka, siostra, bliska przyjaciółka.

    Żaden człowiek nie jest idealny i każdy, kogo kochamy, czasami robi rzeczy, których nienawidzimy. Może pomocne byłoby przywołanie przykładu prowadzenia samochodu i jednoczesnego pisania wiadomości na telefonie – zgadzamy się, że jest to czymś złym. Jeśli twoja najlepsza przyjaciółka zabiłaby kogoś w wypadku, który spowodowała, ponieważ prowadziła samochód, pisząc wiadomości, nie popierałabyś tego, co zrobiła, gdyż znasz różnicę między osobą, a jej zachowaniem. Jednocześnie, nadal powinnaś kochać swoją przyjaciółkę, kochać ją nawet mocniej, kiedy cierpi w wyniku tego, co się stało.

    Ewa Rejman /17.11.20/ Aleteia.pl

  • Modlitwa rodziców, winnych zabójstwa nienarodzonych dzieci

    Opublikowano 21 sierpnia 2020 by wobroniewiary

    Autorem modlitwy jest kapłan, który chce zachować anonimowość. Redakcji strony „w obronie wiary” jest dobrze znany.

    Boże, nasz kochany Ojcze!

    Przychodzimy do Ciebie z wielkim bólem, ze złamanym sercem, z głębokim smutkiem. Nasza dusza nie przestaje płakać, a nasz wzrok jest spuszczony i nie mamy odwagi spojrzeć Ci w oczy. Naruszyliśmy Twoje przykazanie NIE ZABIJAJ!

    Matko Najświętsza, Matko Miłosierdzia, ucieczko grzeszników, oręduj za nami u Boga. Bóg Ci niczego nie odmawia, gdyż i Ty nigdy Mu niczego nie odmówiłaś. On ustanowił Cię Bramą Nieba, więc w Tobie i w Twej modlitwie pokładamy nadzieję. Przeprowadź nas nad otchłanią grzechu i zła, uproś nam Boże Miłosierdzie, zanim nie staniemy przed Sędzią Sprawiedliwym.

    Bardzo pobłądziliśmy! Nie jest prawdą, że istnieje jakiś „ślepy los”, „przeznaczenie”, i nikt się przed nim nie uchroni – „jeśli ma spotkać go zło, to go spotka, jeśli ma wypełnić dobro, to je wypełni”. Ty stwarzasz, Boże, każde swoje dziecko do szczęścia, tak ziemskiego jak i wiecznego, dla każdego z nich masz swój wspaniały plan i powołanie, jednak dla jego wypełnienia każdy ma współpracować z Tobą w sposób wolny, wybierając dobro i odrzucając zło. Także nasze dziecko otrzymało dar powołania, którego nie znamy. My jednak nadużyliśmy swojej wolności, podnosząc na nie rękę i odbierając mu życie, a przez to nie pozwalając mu tego powołania wypełnić, choć tyle małżeństw bezdzietnych chętnie zapewniłoby mu przyszłość. Zdążyło zaledwie złożyć Ci ofiarę z doznanej męczarni i okrutnej śmierci. Ponieważ stwarzasz od razu duszę człowieka jako dorosłą, dziecko miało pełną świadomość tego co się dzieje i było zdolne do złożenia takiej ofiary. Mamy nadzieję, że ginąc nie zaniosło przed Twój tron oskarżenia przeciwko nam, tylko modlitwę o przebaczenie i miłosierdzie, i nadal tę modlitwę za nas zanosi – o nią je prosimy.

    Nasz Ojcze, Ty nie brzydzisz się żadnym ze swoich dzieci, nawet najbardziej brudnym i grzesznym. Przychodzimy więc do Ciebie z wielką ufnością i świadomością faktu, że im dalej od Ciebie odeszliśmy, tym bardziej cieszy Cię nasz powrót. Przeżywasz radość, gdy możesz przebaczyć, widząc szczery żal oraz mocne postanowienie poprawy, a także wolę wynagrodzenia dobrem za popełnione zło. Na pewno to wszystko widzisz w naszym sercu. Błagamy Cię, byś nie tylko przyjął nas na nowo w swoje ramiona, ale także umożliwił nam życie miłe Tobie i obfitujące w jak największe zasługi.

    Dodaje nam odwagi, a nawet pociesza nas ogrom Twojego Miłosierdzia. Gdy komuś zło przebaczasz, czynisz to w sposób całkowity i pełny i patrzysz odtąd na niego tak, jakby wcale tego zła się nie dopuścił! Wymazujesz je ze swej pamięci i z serca i nie chcesz już do niego powracać, a na nas patrzysz jak na świętych… Pozostaje nam już tylko wyrównywanie naruszonego porządku czynieniem dobra, czy to na ziemi, czy w Czyśćcu. Jakie to dla nas szczęście! Chętnie włączymy się w dzieło duchowej adopcji dziecka poczętego, swoją codzienną modlitwą wypraszając szczęśliwe narodziny jakiegoś maleństwa, którego matka nie kocha i chciałaby je zabić w swoim łonie. Naszej pomocy potrzebują także biedne rodziny, wśród nich wielodzietne.

    Chociaż jesteśmy na drodze nawrócenia, piekielny oskarżyciel nadal trzyma swój pazur na ranie naszego serca i wciąż ją rozdrapuje. Kiedyś, przed grzechem zabójstwa, kusił nas do bagatelizowania i pomniejszania zła, podsuwał rzekome usprawiedliwienia, by zdławić głos ostrzegającego nas sumienia. Teraz natomiast – wprost przeciwnie: wyolbrzymia zło, ukazuje je jako „niewybaczalne” i wmawia nam, że zawsze w Twoich oczach będziemy przestępcami i nie możemy liczyć na Twoje Miłosierdzie! Nie chcemy być jego niewolnikami, nie pozwolimy mu dalej na wchodzenie między Ciebie a nas i na zatruwanie nam życia. Przezwyciężymy te jego ataki potężną modlitwą uwielbienia Ciebie i dziękczynienia za Twoją dobroć. Taką modlitwą przepełnione jest całe Niebo, niech więc nasz głos złączy się z głosami Aniołów i Świętych. Prostujemy się więc przed Twoim Obliczem, unosimy głowę, podnosimy wzrok, dotąd ze wstydem spuszczany, i wznosimy w górę serce. Alleluja – chwalmy Pana! Hosanna na wysokości!

    Ufamy, że spotkamy nasze dziecko w chwale Nieba i na wieki będziemy razem z nim szczęśliwi tam, gdzie wszelkie zło zostało zapomniane, a dobro rozkwitło w całej swej pełni.

    Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.

  • Komentarz

    Komentarz

    Ciągłe dojrzewanie
    II Niedziela Wielkiego Postu
    ROK A

    8 marca 2020

    Pan Jezus prowadzi człowieka „na górę wysoką osobno”, aby pokazać coś zupełnie niewyrażalnego słowami. Mówimy – Przemienienie Pańskie. Jaki jest kontekst tego wydarzenia? Tuż przed górą Tabor Chrystus zapowiada, że „musi iść do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie”. I zaraz dodaje, mówiąc wyraźnie swoim uczniom: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”.

    Po zejściu zaś z góry Tabor znowu zapowiada swoją mękę. Uzdrawia epileptyka, który był pod mocą złego. A zdziwionym uczniom: „Dlaczego my nie mogliśmy go wypędzić?” odpowiada: „Ten rodzaj złych duchów wyrzuca się tylko modlitwą i postem”.

    Góra Przemienienia jest więc jakby otoczona Górą Kalwarii.

    Ojciec Jacek Salij pisząc o Górze Przemienienia i o Górze Kalwarii tłumaczy, że „jest to ta sama góra jedności człowieka z Bogiem, tyle tylko, że góra ta ma dwa wymiary. W swoim aspekcie trudnym i bolesnym, ale na szczęście krótkim i przemijającym jest ona Górą Kalwarii. Natomiast w swoim aspekcie ostatecznym i wiekuistym jest to Góra Przemienienia; góra przepełniona światłem Bożej obecności i szczęściem przyjaźni z samym Bogiem”.

    Ci sami trzej uczniowie, którym było dane przeżyć Przemienienie Chrystusa Pana na górze Tabor – byli również obecni na górze Oliwnej, gdzie Pan Jezus przygotowywał się do swojej męki i śmierci na krzyżu. Prosił ich, aby czuwali z Nim, ale oczy ich zmorzone były snem. Potem przyszła kohorta z mieczami i kijami i pojmali Pana. Wystraszeni apostołowie pouciekali. Stało się tak, pomimo że bardzo mocno przeżyli chwile, kiedy Chrystus przemienił się wobec nich. Dlaczego doświadczenie Bożego światła jest powiązane z ciemnościami zwątpienia? Piotr, Jakub i Jan wiernie towarzyszyli Panu – a jednak nie ominął ich dramat strachu, lęku, który spowodował ucieczkę, nawet zdradę.

    „Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę: ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara”. W ten sposób Pan Jezus przygotowywał Piotra na to, co już niedługo miało nadejść.

    Bóg, obdarowując człowieka darem życia, prowadzi go ścieżkami wielorakich doświadczeń, aby stawał się coraz dojrzalszy. To ciągłe dojrzewanie staje się możliwe, jak pisze święty Paweł w dzisiejszym II Czytaniu „przez pojawienie się naszego Zbawiciela, Chrystusa Jezusa, który przezwyciężył śmierć, a rzucił światło na życie i nieśmiertelność przez Ewangelię”.

    Syn Boży sam na sobie przeżywając na wzgórzu Oliwnym krwawą noc, bo „Jego pot był jak gęste krople krwi” i podczas agonii na krzyżu, kiedy „mrok ogarnął całą ziemię” doświadczył co znaczy zawierzyć w takiej sytuacji Przedwiecznemu Ojcu.

    Święty Jan Vianney wyznał, że kiedy spotykało go coś przykrego, coś ciężkiego i buntował się – to wtedy stawał się coraz słabszy. Natomiast kiedy przyjmował wszystko, zgadzając się z wolą Bożą – czuje jak stawał się coraz mocniejszy.

    Ojciec Święty Jan Paweł II kiedy ukończył 65 lat, ułożył modlitwę, która właściwie jest jego aktem oddania się Miłosiernemu Bogu. W pierwszej części dziękuje za wszystko czego dotychczas Bóg pozwolił mu doświadczyć. Dalej, opisując w modlitwie ludzi w podeszłym wieku, którym towarzyszą różnego rodzaju cierpienia, tak się modlił: …”Panie, więc już dzisiaj, gdy jeszcze posiadam sprawność fizyczną i umysłową, zgadzam się na Twoją świętą wolę, jeżeli włożysz na mnie krzyż cierpienia, aby w ten sposób służyć Twojej chwale i zbawianiu dusz… Jeżeli przyjdzie dzień, w którym choroba ogarnie mój umysł i pozbawi mnie świadomości, już dziś Panie, oddaję się Tobie, aby trwać w milczącej adoracji. Jeżeli dotknie mnie stan przedłużającej się nieświadomości, pragnąłbym, aby każda chwila mojego życia stała się nieprzerwanym ciągiem łaski i aby mój ostatni oddech był również oddechem miłości”…

    Czytałem kiedyś taką historię o małym chłopcu i jego pięcioletniej siostrzyczce chorej na rzadko spotykaną chorobę krwi, wymagającą transfuzji. Krew musiała pochodzić od kogoś z rodziny. Jej brat był najlepszym dawcą.

    – Synu, zapytał doktor, czy oddałbyś krew po to, by twoja siostra mogła żyć?

    Chłopiec był przerażony, ale zgodził się natychmiast. Po transfuzji, kiedy przyszedł do niego lekarz, aby zobaczyć jak się czuje, on od razu zapytał:

    – Doktorze, kiedy ja umrę?

    Wtedy dopiero lekarz zrozumiał, jak chłopiec zupełnie nie zdawał sobie sprawy na co się zgodził. Był przekonany, iż żeby uratować swoją siostrę, musi oddać całą swoją krew – tak jak Jezus oddał całe swoje ciało i krew, aby mnie, biednego człowieka, uratować.

    W dzisiejszym I Czytaniu jest wypowiedziane zaproszenie: „Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę”. Abram więc udał się w drogę, która wiodła poprzez ciemność. Jedynym światłem było tylko Boże Słowo.

    Czas Wielkiego Postu, który teraz przeżywam jest czasem, w którym bardzo pragnę, aby Bóg wyprowadzał mnie z nizin, bo utknąłem w nich jak w grzęzawisku.

    ks. Marian Łękawa SAC 

  • Komentarz

    Komentarz

    Czas wewnętrznej przemiany
    I Niedziela Wielkiego Postu – ROK A

    1 marca 2020

    Niedawno minął Adwent i Boże Narodzenie a tu już Liturgia Kościoła daje nam do przeżywania szczególny okres – czas Wielkiego Postu. Ciemny fiolet bardzo dobrze wprowadza w ten nastrój, że oto zaczyna się coś ważnego i poważnego: czas pokuty, tzn. wewnętrznej przemiany. Nasze głowy już są posypane popiołem.

    I usłyszeliśmy słowa nad nami wypowiedziane: „Nawracajcie się i wierzcie Ewangelii.” Również tej dzisiejszej, która ukazuje Jezusa na pustyni. Po 40 dniach postu – zjawia się diabeł. Nie ten, którego zwykliśmy traktować pobłażliwie, nie wierząc do końca, że jest to ktoś realny – z rogami, z ogonem i z kopytami. Ten prawdziwy zły towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów. Pierwsze Czytanie z Księgi Rodzaju opisuje początek tej znajomości, która rozpoczęła się fatalnie dla człowieka. A wyglądało tak niewinnie. Niby proste zapytanie: „Czy to prawda, że Bóg powiedział: nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?” Zasianie tej wątpliwości w człowieku pozostanie już jego metodą. Pierwsze kłamstwo dodane do drugiego kłamstwa poszerza przestrzeń serca, które już nie ufa całkowicie Stwórcy. Wystarczyło zapewnienie diabła: „Na pewno nie umrzecie!.. otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło”. No i się zaczęło. Rzeczywiście, oczy się otworzyły, ale zupełnie inaczej, niż obiecywał diabeł. Pierwsi rodzice przekonali się, jakże boleśnie, że grzech ma zupełnie inny smak przed popełnieniem. To jest całkowita odwrotność. Skąd ja to znam?

    Natrafiłem na takie pouczające opowiadanie Sławomira Mrożka pt. Koegzystencja, które bardzo trafnie pokazuje perfidną taktykę diabła.

    „Żył sobie gorliwy proboszcz, który cały swój czas poświęcał parafii: pracował od świtu do nocy. I oto pewnego razu wróciwszy do domu, zastał przy stole diabła w czerwonej, dżokejskiej czapeczce. Zmęczony staruszek zapytał tylko krótko i niegościnnie:

    – Czego?

    – Właściwie to niczego, po prostu jestem. Nie obawiaj się. Posiedzę sobie, to wszystko.

    Ksiądz zdając sobie sprawę z natury diabelskiej, obiecał sobie, że rozprawi się z szatanem zaraz potem: gdy tylko zdejmie buty… gdy zaparzy herbatę… gdy odmówi brewiarz… gdy poczyta książkę… gdy się zdrzemnie… gdy nieco odpocznie… I tak spokojny, grzeczny diabeł uśpił czujność duszpasterza, który w końcu – jako praktyk – wykonkludował: Niech sobie siedzi, mnie on nie przeszkadza, tu go mam na oku i dopóki tu jest, nie może szkodzić innym.

    I tak pleban spędził pierwszą noc razem z diabłem. Dziwił się tylko potem rano, że mimo obecności diabła, spał jak zazwyczaj głęboko i bez złych snów. Kiedy opuszczał plebanię, aby udać się do swych codziennych obowiązków parafialnych, diabeł odprowadził go do drzwi spojrzeniem. Tym samym spojrzeniem przywitał go na wieczór. Był jak wierny, dobrze wychowany pies, a nie kosztował nic. Ksiądz przypomniał sobie wczorajsze postanowienie, przepędzenia nieproszonego gościa, ale znowu wzięły górę praktyczne argumenty: On mi nic nie robi, ja mu nic nie robię; u mnie jest nieszkodliwy, a jak spróbuje coś robić, to mam egzorcyzmy.

    Ale diabeł nie próbował nic robić. I ksiądz nie pytał o nic. Po prostu nie odzywali się do siebie. Ksiądz wracał zmęczony i szedł spać, a diabeł czuwał. I tak się między nimi jakoś ułożyło.

    Spokój zakłócił biskup, który przybył na wizytację. Kościół znalazł w doskonałym stanie, duszpasterstwo wzorowe. Na koniec chciał jeszcze zobaczyć plebanię. Proboszcz przeraził się, ale odmówić nie mógł. Przekonany, że teraz wybuchnie skandal i kompromitacja na całego, otworzył drzwi do swego mieszkania. A tu – ku zaskoczeniu duchownego – pokój pusty, diabeł zniknął.

    Biskup rozejrzał się i już miał pochwalić skromne mieszkanie, gdy dostrzegł czerwoną czapeczkę, którą diabeł zostawił na stole. Z niemym zapytaniem przeniósł wzrok na proboszcza, bo wydało mu się to dziwne, aby taka dostojna osoba używała takiego nakrycia głowy.

    – To… to mój siostrzeniec… odwiedza mnie czasami – skłamał proboszcz.

    Biskup pokiwał głową ze zrozumieniem i wyraził zadowolenie z ogólnego stanu parafii. Kiedy ksiądz został sam w mieszkaniu, diabeł wyszedł z szafy, w której się ukrył. Zbliżył się do proboszcza i z ohydnym uśmiechem triumfu, wykrzywiając paszczę, zawołał radośnie:

    – Wujku!”

    Ze sobą samym można się dogadać o wiele łatwiej niż z drugim człowiekiem – choć często zależy to od argumentów, jakich się używa. Ale z szatanem nie ma żadnej dyskusji. Pan Jezus w rozmowie z faryzeuszami próbującymi zastawić na Niego pułapkę zawsze wychodzi zwycięsko. Mówimy: Mądrość Boża. Natomiast w konfrontacji z diabłem – cytuje tylko Pismo Święte. I za każdym razem Chrystus rozpoczyna tak samo: „Napisane jest”….

    Te szatańskie pokusy można odnaleźć podczas 40-letniej wędrówki narodu wybranego, który tak często ulegał pokusie chleba. Ale przecież nie tylko tam. Ta pokusa jest mi bardzo dobrze znana. Całkowite zaangażowanie na poziomie tylko materialnym, aby jak najwięcej mieć przysłowiowego chleba. To nasycenie sprawami tego świata może całkowicie zasłonić wydarzenia Wielkiego Czwartku – dnia, w którym Pan Jezus wciela się pod postacie właśnie chleba, aby odtąd umacniać człowieka, żeby diabeł nie potrafił tak łatwo mieszać mu w głowie.

    A druga pokusa: ciągłe handryczenie się z Mojżeszem po co ich wyciągał z Egiptu? Na poniewierkę, pewną śmierć? Jak bardzo jest mi to bliskie. A to przecież sam diabeł podsuwa pokusę, aby uczynić z własnych kłopotów, niepowodzeń, z cierpienia, z którym nie umiem sobie poradzić – najważniejsze wydarzenie na świecie. Ile razy człowiek próbuje podporządkować nawet Boga do swoich planów i marzeń.

    W Wielki Piątek Pan Jezus wydaje swoje Ciało i przelewa swoją Krew również za mnie, aby mnie wyzwolić z mojego egoizmu, abym mógł zobaczyć drugiego człowieka.

    I wreszcie trzecia pokusa: nie starczyło ludziom cierpliwości, nawet na 40 dni. Nie czekając dłużej na Mojżesza, który przecież już schodził z góry z kamiennymi tablicami, ulali swojego złotego cielca i oddawali mu pokłon. Znowu, jak często ima się człowieka ta pokusa, aby zrobić nawet lekki skłon. Będzie dla mnie korzystniejsza sytuacja. A potem przychodzi czas na głębsze ukłony. Jeszcze odzywa się sumienie: Przecież to zdrada! No, ale przecież można wygodniej żyć.

    Męka i agonia Ukrzyżowanego trwa, potem następuje stacja 14-ta i cisza Wielkiej Soboty, jak na pustyni, aż do Wielkiej Nocy. Wchodzę w tę ciszę z pustynią swojego serca, powtarzając dzisiejszy psalm responsoryjny: „Zmiłuj się nade mną, Boże, w łaskawości swojej, w ogromie swej litości zgładź moją nieprawość.”

    ks. Marian Łękawa SAC

     

  • Komentarz

    Komentarz

    Boża sprawiedliwość
    VI Niedziela Zwykła – ROK A

    16.02.2020

    Kolejna Niedziela, kolejny Dzień Pana zgromadził nas na Eucharystii. To dzięki Bożemu zaproszeniu jest nam dane spotkać się w Mistycznym Ciele, którego głową jest Pan Nasz, Jezus Chrystus – a my jesteśmy Jego Ciałem. Dobrze, że przyjeliśmy Jego zaproszenie, bo dzięki temu Bożemu spotkaniu dzieło przemiany ludzkich serc wciąż w nas trwa i dokonuje się. Wysłuchaliśmy Bożych Słów. Zostały wypowiedziane tu i teraz. Dlatego niech te Słowa wejdą w nas i napełnią nas.

    Przyszliśmy tutaj z takiego świata, gdzie wydaje się dominować tylko ziemska sprawiedliwość, głoszona i podawana przez ludzkie “autorytety” pełne “uczonych w piśmie i doktorów”. A tu usłyszeliśmy o całkowicie innej sprawiedliwości, która pochodzi z góry, od Boga i jest odwieczna i niezmienna. Mam dać odpowiedź Bogu – za którą się opowiadam i według której postepuję? Ta odpowiedź jest bardzo ważna, bo dotyczy najważniejszej sprawy mojego życia. Pan Jezus mówi wyraźnie i zdecydowanie: “Jeżeli sprawiedliwość wasza nie będzie obfitowała więcej niż doktorów i uczonych w piśmie, nie wejdziecie do Królestwa Bożego”. Na czym więc polega różnica tych dwóch sprawiedliwości?

    Każde pokolenie ma swoich uczonych w piśmie i proroków sprawiedliwości, którzy predendują do roli Pana Boga, ogłaszając wszem i wobec swoje normy postępowania, ustalają styl życia, kładąc na nim swój sygmat władzy i sankcje prawne: “Będziesz postępował tak i musisz tak postępować”. Przy dzisiejszych możliwościach multi-medialnych dzieje się to sprytnie i sugestywnie, bo podawane jest niby w inteligentny sposób tzn. w wyrafinowany, że wielu nawet nie wie, iż już przyjęło za swoje własne poglądy owe bałamutne “mądrości”, bo cały ten proces owiany jest – a jakże – prawami człowieka, w atmosferze tolerancji, oczywiście jednostronnej. Od zawsze, odkąd człowiek zbłądził, dając wiarę bardziej diabłu aniżeli Bogu, pokusy dokonywania pewnych uproszczeń i poprawek, czy przesuwania akcentów, aby złagodzić zbyt trudne i surowe wymagania, aby żyło się lekko i przyjemnie, bez wysiłku zawsze towarzyszyły ludzkim poczynaniom każdej epoki. Dlatego tworzono takie miary “sprawiedliwości” z pozoru wyglądające uczciwie, nie wiele niewymagające, miary oparte na pewnym kompromisie, na logice “tego świata”. W konfrontacji ze sprawiedliwością, która pochodzi z góry, od Boga – wymyślono taki usprawiedliwiający slogan, który pasuje do każdej sytuacji, jak wytrych i brzmi całkiem przekonywująco: “Dziś wszyscy tak postępują”, albo “Dziś nikt tak nie postępuje”.

    Za naszych dni ten proces zniewolenia umysłów ma się całkiem dobrze, bo trucizna już została wsączona na różne poziomy ludzkich zachowań. Wystarczy parę kropel atramentu wpuścić do wody i woda już odtąd będzie trochę bardziej niebieska niż była dotąd. Czas poprawiania surowych norm, podretuszowywania ich jest już niewystarczający. Dziś bez żadnych zahamowań społeczeństwu podaje się kompletnie przeinaczony świat.

    Widząc tę kondensację nieprawości nie mogę być niemym świadkiem, kibicem przeróżnych patologii, bo postawę złowieszczej neutralności czy obojętności Pismo Święte osądza bardzo ostro: “Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust”. Tu zacytuję poetę okresu międzywojennego Brunona Jasińskiego, który w niedokończonym poemacie rewolucyjnym tak napisał: “Nie boję się zdrajców, bo zdrajca może tylko zdradzić. Nie boję się wrogów, bo wróg może tylko zabić. Ale boję się ludzi obojętnych, bo to za ich milczącą zgodą dzieją się zdrada i zbrodnia”.

    Minionej niedzieli Pan Jesus powiedział każdemu z nas i to nie w formie życzeniowej, że jestemy solą ziemi, że jesteśmy światłem dla świata, bo tu na Eucharystii spotykamy się z Nim i z Nim wychodzimy do naszego konkretnego świata. Mając taki dostęp do Bożego źródła nie mogę nie świadczyć swoim życiem o tej niepojętej tajemnicy Boga, który staje się dla nas ludzi pokarmem. Moje wady, moje grzechy nie mogą przesłonić Chrystusowego światła. Przez każdą Mszę św. zgodność mojego życia z Chrystusową wolą wzrasta. Jesteśmy jak kryształ, przez który rozszczepia się światło, ukazując całe bogactwo barw, które nie są z nas, ani nie są nasze, ale dzięki nam mogą stać się widoczne.

    W ten właśnie sposób, jak mówił św. Jan Paweł Wielki – “chrześcijaństwo wznosi swój wkład w budowę społeczeństwa godnego człowieka, dając mu duszę i ukazując wymogi prawa Bożego, na którym cała organizacja i prawodawstwo społeczeństwa muszą się oprzeć, jeżeli chcą zagwarantować rozwój człowieka, wyzwolenie od wszelkich form zniewolenia i prawdziwy postęp”.

    ksiądz Marian Łękawa SAC

  • Komentarz

    Komentarz

    Miłość nieprzyjaciół
    VII Niedziela Zwykła – ROK A

    23.02.2020

    Dzisiejsza niedziela jest już kolejną, w której Pan Jezus odsłania Bożą mądrość całkowicie odmienną od mądrości tego świata – o czym św. Paweł bardzo wyraźnie przypomina, żebyśmy nie ulegali złudzeniom, “bowiem mądrość tego świata jest głupstwem u Boga”. Prawdziwej mądrości można nauczyć się tylko od Boga.

    W naszej zadumie nad dzisiejszym, bardzo trudnym, Bożym Przesłaniem, bo dotyczącym miłości nieprzyjaciół, przywołam najpierw słowa świętego Jana Pawła II: “Za pośrednictwem Eucharystii odnajdujemy naszą tożsamość chrześcijańską. Bóg miłuje nas, ponieważ On jest miłością. My miłujemy Go, ponieważ On pierwszy nas umiłował. Miłość nabiera w nauce Chrystusa decydującego znaczenia. A miłość człowieka do Boga realizuje się w miłowaniu ludzi. “Kto miłuje, zna Boga”.

    Boża miłość jest niepojęta dla nas ludzi, bo nie ma w niej ani nienawiści ani obojętności. Ogarnia zaś wszystkich – zarówno dobrych jak i złych, choć Jego łaski jednym zdają się być słońcem, innym zaś – deszczem. Człowiek bardzo często posuwa się do oskarżeń i złorzeczy Bogu w najróżniejszych sytuacjach w jakich przychodzi mu przeżywać ludzki padół. Potrafi nawet powiedzieć swemu Stwórcy i Odkupicielowi – nie ma Ciebie! Nie istniejesz! A On, nieskończenie miłosierny Bóg, robi wszystko, abyśmy się od Niego nie odwracali. Ale niestety, bywa, nawet często i tak, że Bóg musi uszanować wolną wolę człowieka i ten człowiek wybiera – wybiera na serio – dobrowolnie i świadomie odrzucenie miłosiernego Boga. I pozostaje pytanie – co wtedy?

    Dlatego zawierzmy całkowicie, całym swoim sercem Bogu, Jego sposobowi postępowania. Bo sami nie jesteśmy w stanie pojąć dlaczego tak bardzo trudne wymagania stawia przed nami Jezus – “Miłujcie waszych nieprzyjaciół”. Przecież ta poprzeczka wykracza daleko poza możliwości naszej ludzkiej natury. To nie jest miłość, która rodzi się w człowieku spontanicznie i przychodzi z łatwością. Miłość nieprzyjaciół nie jest czymś naturalnym dla człowieka, czymś oczywistym. Zacytuję tutaj papieża Benedykta XVI, który w swojej pierwszej encyklice “Deus Caritas est” (Bóg jest Miłością) napisał takie zdanie: “W Chrystusie miłość przestała być przykazaniem a stała się odpowiedzią”. I to jest właściwie treść Ewangelii, która naprawdę jest Dobrą Nowiną dla nas, bo Jezus nas pokochał jako nieprzyjaciół. Dla człowieka stał się człowiekiem i dla człowieka dał się przybić do krzyża. A więc umarł za nas, gdyśmy byli grzesznikami i nadal, i wciąż nas miłuje nie dlatego, że się nawracamy, tylko bardzo często, mimo tego, że się nie nawracamy. Pan Jezus w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie przedstawił tę sytuację. Kiedy czytamy ową przypowieść – to w jakiej postaci odnajdujemy siebie? W kapłanie czy w lewicie, którzy zobaczyli i mineli? Czy w dobrym Samarytaninie, jeżeli mamy bardzo dobre mniemanie o sobie? A tak naprawdę ja mam siebie rozpoznać w tym napadniętnym, który leży przy drodze podarty i poraniony na różne sposoby. A Samarytaninem jest przede wszystkim i tylko sam Chrystus. Poprzez tę przypowieść widzimy wyraźnie, że Syn Boży kocha nas jako swoich nieprzyjaciół. Nie przypadkowo w tej przypowieści występują przedstawiciele dwóch nienawidzących się plemion. Odkrycie prawdy o sobie i prawdy o nieskończenie miłosiernym Bogu daje dopiero łaskę zrozumienia na czym polega Ewangelia. Pomimo mojego grzechu, który wciąż popełniam, pomimo mojej zdrady, mojego ciągłego szukania szczęścia gdzieś w niebezpiecznych dla mnie rejonach “Jerycha” – Pan Jezus nie przestaje mnie kochać. Kocha mnie, choć jestem dla Niego nieprzyjacielem, bo stale o grzech się potykam i dlatego mówi do mnie: Zobacz, odnalazłem cię, kiedy byłeś porzucony na drodze tego świata. Opatrzyłem twoje rany. Zabrałem cię do mojego Kościoła. Pokochaj teraz twoich nieprzyjaciół. Odważ się na taką miłość jaką Ja mam do ciebie. Daję ci taką właśnie miłość w darze. Ona jest daleko większa od tego, co ty sam z siebie możesz.

    Aby to Boże doświadczenie dotknęło mnie – konieczna jest modlitwa: “Proście a otrzymacie”. Jeżeli nie będziemy prosić, modlić się – nie będziemy w stanie przyjąć Bożego daru. Jesteśmy na Eucharystii. Modlimy się, abyśmy byli przygotowani przyjąć Boży dar. Tuż przed przyjęciem Ciała Pańskiego będzie nasze pojednanie – a potem po wyjściu jego dalszy ciąg. Bo dzięki takiemu doświadczeniu z Panem Jezusem tu przy tym ołtarzu, będziemy potrafili ogarnąć z całą serdecznością także i tych, którzy nas nienawidzą.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • Rozważania

    Rozważania

    Ile zawdzięczam Chrystusowi?
    II Niedziela Zwykła – ROK A
    19.01.2020

    Dzisiejsze Słowo Boże ukazuje Pana Jezusa, tak jak rozpoznał Go św. Jan Chrzciciel, jako Baranka Bożego: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”. W czasie każdej Mszy św. wypowiadam te słowa tuż przed przyjęciem Chrystusowego Ciała. A nieco wcześniej wraz z całą wspólnotą śpiewam je trzykrotnie.

    Już niedługo, kiedy minie zima, będę miał znowu okazję patrzeć na maleńkie baranki dopiero co urodzone na rozległych wrzosowych polach. Co roku przeżywam ten widok przemierzając szkocką krainę, aby nawiedzić moich Rodaków, też tak rozrzuconych jak te owce. Wtedy patrzę i rozmyślam. Jak wygląda baranek z bliska? Taki jeszcze maleńki, puszysty, nie mający ani rogów, ani kopytek – właściwie sama bezbronność. Czy to znaczy, że Pan Jezus też jest taki w moim życiu – po prostu jak baranek, z którym można zrobić wszystko? Maleńki Jezus, urodzony w stajni. Aż chce się śpiewać: „Ach, ubogi w żłobie, cóż ja widzę w tobie? Droższy widok niż ma niebo w maleńkiej Osobie”. I śpiewam aż do 5 zwrotki włącznie: „Zmiłuj się nad nami, obmyj z grzechów łzami, przyjmij serca te skruszone, które Ci składamy”.

    Zapowiadany Mesjasz w Księgach Starego Testamentu nazywany jest Bożym Sługą, bowiem On poprzez swoją wynagradzającą śmierć „gładzi grzechy świata”. Prorok Izajasz nazywa oczekiwanego Sługę również Barankiem. W języku aramejskim słowo talja odnosi się zarówno i do sługi i do baranka. Niedawno natrafiłem na komentarz biblijny, w którym autor zauważa, że Jezus, wybierając godzinę swojej śmierci wybrał tę porę, kiedy w świątyni zabijano baranki przeznaczone na paschalną ucztę.

    Czym jest Tajemnica Odkupienia?

    W Paryżu znajduje się księga podatkowa z notatką dotyczącą gminy Domremy: „Z powodu zasług bohaterskich gmina nie płaci podatków”. Chodzi tu o św. Joannę d’Arc, która uratowała Francję z beznadziejnej sytuacji walcząc z królem Anglii, Edwardem III. Dzięki niej, to co uczyniła, uwolniło jej rodzinną wieś na długie lata, bo aż do rewolucji francuskiej, od podatków.

    Ile zawdzięczam Chrystusowi? Ile zawdzięcza cała ludzkość uwolniona ze straszliwej niewoli grzechu? Dzieło Odkupienia odmieniło całkowicie człowieczy los, bowiem Jezus, gładząc grzechy, dokonał naszego pojednania ze swoim Ojcem. W dzisiejszej Ewangelii tłem w odsłanianiu przeżyć, właściwie mistycznych przeżyć św. Jana Chrzciciela, jest rzeka Jordan. Jest ona bardzo wymownym symbolem, bowiem w niej dokonała się nieprawdopodobna wymiana. „Zanurzając się w wody Jordanu, pisze dominikanin ojciec Jacek Salij – wody całe brudne od grzechów, jakie symbolicznie pozostawili tam chrzczeni przez Jana grzesznicy – Syn Boży dał wyraz swojej woli, żeby aż do samego końca, aż do straszliwej męki krzyżowej, zanurzyć się w naszym ludzkim świecie, jaki na przekór Bogu ukształtowaliśmy naszymi grzechami”. Pan Jezus czekającą Go mękę i śmierć nazywa swoim chrztem. „Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie”. Synom zaś Zebedeuszowym, którzy w początkowym okresie znajomości Mistrza nie omieszkali zapytać o swoją karierę w kategoriach tego świata, Jezus stawia pytanie: „Czyż możecie przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony?”

    W różnych religiach człowiek zawsze usiłował z ziemi zrobić coś w rodzaju katapulty, aby odbić się od niej i dosięgnąć Olimpu, tak jak by to była jedyna możliwość zabrania bogom ognia. Przypomina mi się prosta odpowiedź ojca, podczas zabawy na śniegu, na pytanie najmłodszego syna w momencie kiedy przelatywał nad nimi samolot:

    – Tatusiu, jak ludzie wchodzą na niebo, żeby wsiąść do samolotu?

    – Nie wchodzą na niebo, syneczku, samolot ląduje na ziemi i wtedy ludzie mogą do niego wejść.

    To jest cała prawda o Bożym Narodzeniu, którą wciąż wyśpiewujemy w kolędach. Nie musimy wspinać się do nieba, by tam szukać Boga. Sam Bóg zszedł do nas na ziemię, aby nas odnaleźć. Bo biedny człowiek nie tylko, że się zagubił, ale wpadł w okropną pułapkę zastawioną przez Złego. „On mnie zwiódł” – mówi biedny człowiek, fundując sobie fałszywe bóstwa żerujące na nim. Bo żeby te fałszywe bóstwa ożyły, muszą się karmić krwią i mózgiem człowieka. Wystarczy przypomnieć te ołtarze oglądane w muzeach z wyżłobionymi rowkami, po których spływała krew. Bóstwa, którym trzeba było składać ofiary z ludzi. Ale dlaczego piszę w czasie przeszłym? Przecież to odbywa się w dalszym ciągu. Fundowanie sobie fałszywych bóstw jest dziś tak powszechne, że aż przerażające. A tymczasem przyjście prawdziwego Zbawcy jest takie jak i wtedy: „Syn Boży przyszedł do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli”. Dlaczego nie cieszy pojawienie się Zbawiciela? Czyżby grzech potrafił spowodować aż taką niezdolność zobaczenia co czyni Jezus? Fałszywe bóstwa wysysają ludzką krew, jak wampiry. Jezus zaś, który jest Bogiem prawdziwym, oddaje swoją krew. Tu przetaczanie ma zupełnie odwrotny kierunek, bowiem jak modlimy się w litanii do najdroższej Krwi Chrystusa Pana, ta Krew Chrystusa jest zapłatą naszego zbawienia.

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami!

    ksiądz Marian Łękawa SAC