Month: October 2026

  • ogłoszenia – październik 2026

    Październikowy miesiąc przybliża nas do Matki Bożej, która jest Królową Różańca Świętego.

    ***

    ***

    17 października wspominamy 55. rocznicę beatyfikacji św. Maksymiliana Marii Kolbego. Św. Maksymilian był beatyfikowany jako wyznawca przez papieża Pawła VI (17.10.1971) a kanonizowany jako męczennik przez papieża Jana Pawła II (10.10.1982). To jedyny taki przypadek w historii Kościoła, aby motywy beatyfikacji i kanonizacji były różne. Również po raz pierwszy w historii Kościoła beatyfikacji dokonał osobiście papież.

    ***

    LITURGIA MSZY ŚWIĘTEJ I SAKRAMENTY

    w naszym ojczystym języku sprawowane są w kościele św. Piotra

    46 Hyndland St, Partick, Glasgow G11 5PS

    Niedziela 13/12 Msza św. g. 14:00 kościół św. Piotra (St Peters) Glasgow

    W KAŻDY PIĄTEK jest GODZINNA ADORACJA od godz.. 18.00

    W TYM CZASIE JEST MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ.

    MSZA ŚWIĘTA jest o godz. 19.00

    ***

    W KAŻDĄ SOBOTĘ O GODZ. 18.00 JEST MSZA ŚWIĘTA WIGILIJNA Z NIEDZIELI

    MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ JEST PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ OD GODZ. 17.00

    ***

    W PIERWSZE SOBOTY MIESIĄCA PO MSZY ŚWIĘTEJ JEST NABOŻEŃSTWO PIĘCIU SOBÓB WYNAGRADZAJĄCYCH ZA ZNIEWAGI I BLUŹNIERSTWA PRZECIKO NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY.

    ***

    W DRUGIE SOBOTY MIESIĄCA PO MSZY ŚWIĘTEJ MODLIMY SIĘ KORONKĄ DO SERCA BOLESNEJ MATKI PRZEBITEGO SIEDMIOKROTNIE MIECZEM BOLEŚCI.

    ***

    W TRZECIE SOBOTY MIESIĄCA PO MSZY ŚWIĘTEJ MODLIMY SIĘ NA RÓŻAŃCU O POKÓJ NA ŚWIECIE.

    ***

    W KAŻDĄ NIEDZIELĘ MSZA ŚWIĘTA JEST O GODZ. 14.00

    PRZED MSZĄ ŚWIĘTĄ JEST ADORACJA I MOŻLIWOŚĆ SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ OD GODZ. 13.30

    ***

    w pierwsze czwartki miesiąca

    MSZA ŚWIĘTA jest o godz. 19.00

    po MSZY ŚWIĘTEJ GODZINNA ADORACJA w intencji kapłanów.

    w kaplicy-izbie Jezusa Miłosiernego (4 Park Grove Terrace, Glasgow G3 7SD)

    This image has an empty alt attribute; its file name is image-2-e1673870873179-1024x683.png

    Kaplice adoracji nie są jedynie schronieniem dla pobożnych wiernych. Są one pełnymi blasku ośrodkami intensywnego Boskiego działania, które wychodzi poza mury kaplicy – do domów, szkół i szpitali, a także do ciemnych i zimnych miejsc, w których dusze są zniewalane przez szatana – i przenika serca, uzdrawia chorych i nawołuje do powrotu do domu tych, którzy oddalili się ode Mnie. To właśnie dlatego dzieło nieustannej adoracji – albo choćby dłuższej codziennej adoracji – ma głęboko apostolski charakter i wyróżnia się nadprzyrodzoną owocnością. (z książki “IN SINU JESU” )

    ***

    poniedziałek – 19 października 2026

    42. rocznica porwania ks. Jerzego Popiełuszki. Msza Święta w Warszawie

    W poniedziałek 19 października przypada 42. rocznica porwania błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki. Kapelan Solidarności, obrońca wiary i najwyższych wartości głoszonych z narażeniem życia w okresie stanu wojennego, został zamordowany przez funkcjonariuszy komunistycznych. W poniedziałek o godzinie 18:00 w stołecznym kościele p.w. Św. Stanisława Kostki odprawiona zostanie uroczysta Msza święta z udziałem metropolity warszawskiego abpa Adriana Galbasa. 

    Śmierć księdza Popiełuszki wstrząsnęła Polską i poruszyła światową opinię publiczną – przypomina Biuro Prasowe Sanktuarium Bł. Ks. Jerzego Popiełuszki. Beatyfikacja kapłana w 2010 roku była dowodem trwałej siły jego kultu. Grób męczennika komunizmu odwiedziły do dziś ponad 23 miliony ludzi.

    Dzień porwania księdza Popiełuszki przypadający 19 października ustanowiony został Narodowym Dniem Duchownych Niezłomnych.

    W Mszy Świętej sprawowanej w poniedziałek w  stołecznym kościele p.w. św. Stanisława Kostki weźmie udział rodzina księdza Jerzego Popiełuszki, wysocy rangą przedstawiciele administracji państwowej oraz liczne poczty sztandarowe Solidarności wraz z władzami związku. Na zakończenie obchodów, o godzinie 20:30 w kościele odbędzie się młodzieżowe czuwanie modlitewne.

    – Ksiądz Jerzy Popiełuszko nie tylko mówił o Polsce, ale przede wszystkim jej służył. Była to służba ewangeliczna niesiona aż do ofiary z życia. Pokazał w ten sposób, na czym polega wolność od nienawiści. Takiej wolności bardzo nam dziś potrzeba – powiedział ks. Karol Oparcik, kustosz Sanktuarium Bł. Ks. Jerzego Popiełuszki.

    Świecką część obchodów objął patronatem Prezydent RP Karol Nawrocki. Wydarzeniom religijnym patronuje Metropolita Warszawski Abp Adrian Galbas.

    Ksiądz Jerzy Popiełuszko, urodzony w 1947 roku w Okopach na Białostocczyźnie, po zdaniu matury wstąpił do Warszawskiego Seminarium Duchownego. Jako kleryk odbywał przymusową służbę wojskową w specjalnej jednostce kleryckiej w Bartoszycach, gdzie wobec komunistycznej indoktrynacji dał się poznać jako niezłomny obrońca wiary i wartości.

    Po święceniach kapłańskich w 1972 roku pełnił posługę w kilku parafiach Archidiecezji Warszawskiej, zajmując się m.in. duszpasterstwem młodzieży i służby zdrowia.

    W ostatnich latach życia posługiwał w parafii św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu, gdzie związał się z Solidarnością oraz celebrował comiesięczne Msze święte za Ojczyznę gromadzące wokół świątyni wielotysięczne tłumy. W czasie stanu wojennego ksiądz Jerzy występował w obronie internowanych, wskutek czego stał się obiektem nękania i prowokacji ze strony służb komunistycznego reżimu.

    Swoją ostatnią duszpasterską podróż odbył 19 października 1984 roku do Parafii Świętych Polskich Braci Męczenników do Bydgoszczy. Podczas podróży powrotnej został porwany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Oficjalna wersja uwiarygadniana farsowym procesem toruńskim mówi, że zginął tego samego dnia. Ustalenia prokuratora Andrzeja Witkowskiego mówią zaś o przejęciu duchownego przez funkcjonariuszy Wojskowej Służby Wewnętrznej, kilkudniowych torturach towarzyszących nakłanianiu do podjęcia współpracy, wreszcie śmierci, prawdopodobnie dopiero 25 października. Umęczone ciało księdza wrzucono do Wisły na wysokości tamy we Włocławku.

    Pogrzeb Księdza Jerzego, który odbył się 3 listopada 1984 roku, zgromadził blisko milionową rzeszę ludzi.

    Od 1984 roku grób męczennika odwiedził blisko 23 miliony wiernych, w tym liczni prezydenci i przedstawiciele świata kultury. Papież Benedykt XVI 6 czerwca 2010 roku zaliczył księdza Jerzego Popiełuszkę do grona błogosławionych, a papież Franciszek w 2014 r. ustanowił go patronem Solidarności.

    Kult ks. Popiełuszki trwa nieprzerwanie od czasu jego śmierci i przejawia się na wielu płaszczyznach – od licznych pielgrzymek do miejsc związanych z jego życiem i męczeństwem, poprzez powstające w Polsce i za granicą ośrodki jego kultu, po niezliczone inicjatywy edukacyjne i artystyczne. 

    Relikwie błogosławionego znajdują się w 67 krajach na sześciu kontynentach. Ten globalny zasięg świadczy o uniwersalnym oddziaływaniu kapłana. 

    źródła: KAI, PCh24.pl

    ***

    Niedziela Misyjna – 18 października

    100. Światowy Dzień Misyjny. Stolica Apostolska ogłasza możliwość uzyskania odpustu

    Penitencjaria Apostolska na mocy uprawnień udzielonych przez Papieża Leona XIV ogłosiła, iż 18 października 2026 roku, w 100. Światowym Dniu Misyjnym można uzyskać odpust zupełny modląc się na różańcu i wypełniając zwykłe warunki uzyskania odpustu.

    Fot. Vatican Media
    fot. Vatican Media

    ***

    Warunki umożliwiające uzyskanie odpustu

    Aby móc uzyskać odpust w tym dniu należy włączyć się w modlitwę różańcową oraz wypełnić zwykłe warunki: być w stanie łaski uświęcającej lub przystąpić do sakramentu spowiedzi i przyjąć Komunię Świętą. Następnie w sumieniu szczerze wyrzec się przywiązania do wszelkiego grzechu oraz pomodlić się w intencjach, w których modli się Papież.  

    Możliwość odpustu dla starszych i chorych

    Osoby starsze, chore, ich opiekunowie oraz wszyscy, którzy z poważnych powodów nie mogą tego dnia opuścić domu mogą również uzyskać odpust zupełny. Warunkiem jest wyrzeczenie się przywiązania do wszelkiego grzechu i wzbudzenie intencji wypełnienia trzech zwykłych warunków, gdy tylko będzie to możliwe (być w stanie łaski uświęcającej lub przystąpić do sakramentu spowiedzi, przyjąć Komunię Świętą oraz pomodlić się w intencjach, w których modli się Papież). Muszą też duchowo przyłączyć się do tej modlitwy różańcowej, ofiarując miłosiernemu Bogu swoje modlitwy, cierpienia lub trudy własnego życia i znajdując w tym pociechę pośród utrapień.

    Penitencjaria Apostolska usilnie prosi, by kapłani posiadający odpowiednie upoważnienia do spowiadania z gotowością, wielkodusznie i miłosiernie oddali się do dyspozycji wiernych w sprawowaniu sakramentu pokuty.

    Dar odpustu zupełnego związany jest z obchodami setnej rocznicy ustanowienia Światowego Dnia Misyjnego, w Polsce nazywanego Niedzielą Misyjną. Odpust zupełny można ofiarować za dusze w czyśćcu cierpiące. 

    Dekret w sprawie odpustu podpisał bp Krzysztof Nykiel, regens Penitencjarii Apostolskiej.

    żródło: vaticannews.va/pl

    ***

    Papież Leon XIV dziękuje za modlitwy: Naprawdę odczułem wasze wsparcie!

    Leon XIV pozdrawia wiernych podczas modlitwy Anioł Pański

    W pozdrowieniu po modlitwie Anioł Pański Papież podziękował wiernym za wsparcie modlitewne podczas jego operacji i hospitalizacji. Zapowiedział, że będzie teraz stopniowo wracał do swoich obowiązków.

    „Pragnę podziękować wszystkim, którzy w ostatnich dniach modlili się za mnie. Naprawdę czułem wasze wsparcie, dziękuję!” – powiedział Leon XIV na zakończenie modlitwy Anioł Pański z kilkunastoma tysiącami wiernych zebranych na Placu św. Piotra, pod oknami Pałacu Apostolskiego.

    „Szczególną wdzięczność wyrażam lekarzom, pielęgniarkom i pielęgniarzom oraz całemu personelowi Polikliniki Gemelli” – mówił Ojciec Święty.

    „To doświadczenie sprawiło, że w szczególny sposób doświadczyłem bliskości z tymi, którzy zmagają się z chorobą i słabością. Po przejściu tego trudnego etapu, jak wiecie, będę teraz stopniowo powracał do swoich zajęć, zawsze z Bożą pomocą i wspierany waszymi modlitwami” – dodał Papież.

    Wspomnienie misjonarzy

    Wcześniej Leon XIV przypomniał obchodzony w tę niedzielę 100. Światowy Dzień Misyjny. „Pomyślmy, jak bogata jest historia misji w ciągu tych stu lat! Módlmy się, aby Kościół zawsze pozostawał wierny nakazowi Pana Zmartwychwstałego: ‘Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!’” – stwierdził Papież.

    Pierwszy Anioł Pański po operacji

    Był to pierwszy Anioł Pański Papieża z wiernymi po wyjściu ze szpitala. Leon XIV spędził pięć dni w Klinice Gemelli, gdzie usunięto mu dolny płat prawego płuca w związku z wykryciem na nim guzka. W sobotę 17 października lekarze stwierdzili, że stan Ojca Świętego jest dobry i może on opuścić szpital. Leon XIV powrócił do Watykanu 17 października wczesnym popołudniem.

    Wojciech Rogacin – Watykan

    ***

    Kościół katolicki nadal się rozwija.

    Oto najnowsze dane podane przez Watykan.

    Pomimo kryzysu religijnego obserwowanego w wielu krajach zachodnich Kościół katolicki na świecie nadal się rozwija. Z najnowszego raportu watykańskiej agencji Fides, opublikowanego 16 października, wynika, że liczba katolików przekroczyła 1,42 miliarda. Szczególną uwagę zwraca sytuacja w Afryce, gdzie katolicyzm rozwija się dynamicznie, a liczba wiernych jest już większa niż w Europie.

    Bazylika św. Piotra
    Bazylika św. Piotra · fot. via Pixabay.com

    ***

    Raport przygotowano przed setnym Światowym Dniem Misyjnym, obchodzonym 18 października pod hasłem „Jedno w Chrystusie, zjednoczeni w misji”. Dane dotyczą 2024 roku i zostały porównane z rokiem poprzednim.

    Afryka wyprzedza Europę – rośnie liczba katolików i kapłanów

    Według Fides na świecie żyje obecnie, według najnowszych dostępnych statystyk, 1 422 144 000 katolików, czyli 17,8 proc. ludności globu. W ciągu roku ich liczba wzrosła o 16,69 mln. Największy przyrost odnotowano w Afryce – 7,58 mln, a następnie w obu Amerykach – blisko 7 mln.

    Szczególnie wymowne jest porównanie Afryki i Europy. Na Czarnym Lądzie mieszka już 288,3 mln katolików, podczas gdy w Europie – 287,2 mln. Jeszcze większe różnice widać w statystykach powołań kapłańskich i zakonnych.

    – Liczba katolików na świecie rośnie, a liczba kapłanów ponownie wzrasta, choć nieznacznie – informuje agencja Fides.

    Po pięciu latach spadków liczba księży wzrosła o 425, osiągając 407 421. W Afryce przybyło 1676 kapłanów, w Azji 1065, natomiast w Europie ubyło ich aż 2483.

    Niepokojące pozostają jednak dane dotyczące nowych powołań. Na całym świecie liczba seminarzystów wyższych seminariów duchownych zmniejszyła się o 2891, do 103 604. Jedynym kontynentem, na którym odnotowano wzrost, była Afryka, gdzie przybyło 786 seminarzystów.

    Spadła również liczba sióstr zakonnych – o 9292, do 580 131. Także w tym przypadku wyjątkiem okazała się Afryka, gdzie liczba zakonnic wzrosła o 2190.

    – Afryka odnotowała największy wzrost liczby katolików i była jedynym kontynentem, na którym zwiększyła się zarówno liczba sióstr zakonnych, jak i seminarzystów – podkreślono w watykańskim opracowaniu.

    Raport pokazuje również rosnące zaangażowanie świeckich. Liczba misjonarzy świeckich wzrosła o ponad 18 tys., a katechistów o ponad 22 tys.

    Najnowsze statystyki potwierdzają zatem, że geograficzny środek ciężkości światowego katolicyzmu stopniowo przesuwa się w stronę Afryki. Podczas gdy Europa zmaga się ze spadkiem liczby duchownych i powołań, Kościół afrykański staje się coraz ważniejszą częścią wspólnoty katolickiej.

    żródło: mp/ Agenzia Fides, Vatican News, Fronda.pl

    ***

    Nie możesz się zabrać za różaniec? Zrób te 3 rzeczy

    Publikacja 12.10.26|

    Redakcja

    |2 min czytania

    shutterstock_1339331306.jpg
    A small child takes a rosary from his dad’s hand

    ***

    Jak przełamać w sobie opór do różańca? Mamy dla ciebie trzy proste rady.

    Różaniec nie jest najłatwiejszy

    Różaniec jest jednocześnie prostą i trudną modlitwą. Jego struktura nie jest skomplikowana, a samo powtarzanie „Zdrowaś Maryjo” nie nastręcza większych trudności. Jeśli jednak różaniec ma być owocną modlitwą, wymaga nieco wysiłku, czasu i motywacji. A tych w codziennym zabieganiu może nam po prostu brakować.

    Oto trzy proste porady, jak zabrać się za różaniec.

    1. Wzbudź intencję

    Dobrą motywacją do odmawiania różańca jest intencja, w której ofiarujemy całą modlitwę lub poszczególne dziesiątki. Warto nie tylko prosić, ale także dziękować. Wdzięczne serce otwiera się na przychodzącego Boga i ułatwia spędzanie z Nim czasu na modlitwie.

    2. Podziel różaniec

    Może być nam trudno odmówić cały różaniec za jednym razem. Możemy jednak w wolnych chwilach w ciągu dnia odmawiać poszczególne dziesiątki. Warto wykorzystać na to dojazd do pracy, przerwę na kawę czy spacer do sklepu. Skupienie się na medytacji jednej tajemnicy, zamiast wszystkich pięciu, również może być łatwiejsze.

    3. Po prostu zacznij

    Różaniec trzeba po prostu zacząć. Gdy tylko przyjdzie ci do głowy myśl: „Może odmówić różaniec?”, zacznij go odmawiać. Zmów tyle dziesiątek, ile dasz radę. Przecież nie chodzi o to, by koniecznie go skończyć, ale by być z Jezusem i rozważać tajemnice Jego życia.

    ***

    sobota -17 października

    Dziś w Rzymie międzynarodowy różaniec

    W przededniu 100. Światowego Dnia Misyjnego wierni na całym świecie zaproszeni zostali do włączenia się w Międzynarodowy Różaniec Misyjny w intencji papieża i jego powrotu do zdrowia. Inicjatorem wspólnej modlitwy są Papieskie Dzieła Misyjne, które przypominają, że „Leon XIV to misjonarz, który został papieżem”.

    Adobe Stock

    ***

    Główna modlitwa odbędzie się w Rzymie. W sobotę o godz. 15 wierni zawierzą papieża opiece Matki Bożej. Różaniec poprowadzi kard. Louis Antonio Tagle, pro-prefekt Dykasterii ds. Ewangelizacji oraz od niedawna dziekan Kolegium Kardynalskiego.

    Uczestnicy będą rozważać kolejne tajemnice radosne na tarasie Międzynarodowego Centrum Animacji Misyjnej, które znajduje się na kampusie Papieskiego Uniwersytetu Urbanianum – roztacza się stamtąd widok na Plac św. Piotra. Do duchowego włączenia się w tę modlitwę zaproszeni są misjonarze, parafie, rodziny i wierni na całym świecie.

    Misyjna modlitwa

    Nazwy kolejnych tajemnic różańca będą wypowiadane w języku włoskim, angielskim i hiszpańskim, a pięćdziesiąt modlitw „Zdrowaś Maryjo”, zostanie poświęconych każdemu z pięciu kontynentów (w kolejności: Afryce, Ameryce, Europie, Oceanii i Azja) i odmówionych w dwóch językach lokalnych.

    Medytacji towarzyszyć będą trzy fragmenty z orędzi papieża Franciszka na Światowe Dni Misyjne oraz dwa z nauczania Leona XIV. Mają wybrzmieć m.in. jego pierwsze słowa wypowiedziane do wiernych tuż po wyborze na Następcę św. Piotra: „Musimy razem poszukiwać sposobów, jak być Kościołem misyjnym, Kościołem, który buduje mosty, dialog, zawsze otwartym na przyjęcie, jak ten plac, z otwartymi ramionami dla wszystkich, wszystkich, którzy potrzebują naszego miłosierdzia, naszej obecności, dialogu i miłości”.

    Modlitwa poszerza serca

    Międzynarodowy Różaniec Misyjny został zaplanowany już wcześniej z okazji jubileuszu Światowego Dnia Misyjnego, ale w obecnej sytuacji nabiera głębszego znaczenia. Modlitwie za papieża towarzyszyć będzie wołanie w intencji Kościoła i jego posługi misyjnej oraz za misjonarzy rozsianych w najdalszych zakątkach globu.

    Różaniec Misyjny zapoczątkował w lutym 1951 r. amerykański duchowny abp. Fulton J. Sheen, niedawno ogłoszony błogosławionym, który pełnił wówczas funkcję krajowego dyrektora Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary. Różaniec miał otworzyć ludzkie serca na modlitwę nie tylko w osobistych intencjach, ale objąć nią potrzeby całej rodziny ludzkiej oraz dzieło ewangelizacyjne Kościoła na świecie.

    Wielki jubileusz misji

    Światowy Dzień Misyjny został ustanowiony w 1926 roku przez papieża Piusa XI i obchodzony jest co roku w przedostatnią niedzielę października. W tym roku przypada jego setna edycja.

    Orędzie Leona XIV na ten jubileuszowy dzień nosi tytuł „Jedno w Chrystusie, zjednoczeni w misji” i przypomina, że „im bardziej będziemy zjednoczeni w Chrystusie, tym pełniej będziemy mogli wspólnie wypełniać misję, jaką On nam powierzył”.

    W Polsce Światowy Dzień Misyjny, zwany także Niedzielą Misyjną, otwiera Tydzień Misyjny.

     jol, Fides/KA/TYgodnik NiedzielaI

    ***

    Dziś 17 października papież opuścił szpital

    Ojciec Święty może już opuścić szpital – poinformowali lekarze nadzorujący leczenie Leona XIV w Klinice Gemelli. W związku z tym Papież jeszcze dziś 17 października powróci z Kliniki Gemelli do Watykanu

    O godz. 12.00 Leon XIV odprawił Mszę św. w sali specjalnie przygotowanej na 10 piętrze Polikliniki Gemelli.

    Leon XIV odprawił Eucharystię w Klinice Gemelli

    Biuro prasowe Stolicy Apostolskiej przekazało komunikat:

    Dr Luigi Carbone i prof. Stefano Margaritora przekazują następujące informacje dotyczące przebiegu rekonwalescencji Papieża po operacji: Na podstawie wyników badań krwi, badania radiologicznego klatki piersiowej wykonanego dziś rano oraz oceny stanu klinicznego uznano, że Ojciec Święty może zostać wypisany ze szpitala.

    Papież wraca do Watykanu. Anioł Pański z okien Pałacu

    W związku z informacją przedstawioną przez lekarzy, papież Leon XIV zostanie dziś wypisany z Kliniki Gemelli, gdzie przebywał w związku z operacją prawego płuca i jutro w niedzielę będzie mógł przewodniczyć modlitwie Anioł Pański z okna papieskiego apartamentu.

    Vatican News

    ***

    Różaniec to “Ewangelia” przełożona na modlitwę

    Modlitwa różańcowa od wieków pozostaje jedną z najważniejszych praktyk duchowych Kościoła. Skąd się wywodzi, dlaczego Maryja tak często zachęca do jej odmawiania i jak przeżywać ją owocnie? O tym opowiada bp Maciej Małyga.

    Zdaniem biskupa Macieja Małygi, korzeni różańca należy szukać przede wszystkim na kartach Pisma Świętego. – Początków modlitwy różańcowej możemy się dopatrywać w Ewangelii. Właściwie większość modlitwy Zdrowaś Maryjo to są słowa, które do Maryi wypowiedział Archanioł Gabriel, jak nam przekazuje św. Łukasz, czyli: “Bądź pozdrowiona”, to znaczy “Raduj się”, czyli “Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą”. Tam są też słowa Elżbiety do Maryi, do Matki Bożej. Jeśli chodzi o same tzw. zdrowaśki, to właśnie one pochodzą z Ewangelii. Oczywiście cała modlitwa Ojcze nasz, czyli początek każdej dziesiątki, jest zupełnie ewangelijna. To modlitwa, której nauczył swoich uczniów Pan Jezus, czyli także nas.”

    Tajemnice różańcowe są bezpośrednio związane z wydarzeniami opisanymi przez ewangelistów. – Same tajemnice to oczywiście znowu Ewangelia. Dwadzieścia różnych wydarzeń z życia Pana Jezusa. Możemy więc powiedzieć, że różaniec bardzo mocno łączy się z tym, o czym mówi nam Pismo Święte. Właściwie łączy się lub jest niemalże tożsamy. To jest Pismo Święte przełożone na bardzo prostą modlitwę, na modlitwę medytacyjną, której rytm uspokaja i powinien naszą uwagę kierować właśnie na to, co stało się dwa tysiące lat temu – wskazuje biskup.

    Biskup Maciej przywołał również osobiste wspomnienie związane z Piesza Pielgrzymką Wrocławską, które dobrze oddaje sens modlitwy różańcowej. – Bardzo lubię rozważanie księdza Orzechowskiego, które raz tylko słyszałem podczas pierwszej pielgrzymki wrocławskiej, kilkadziesiąt lat temu. To było chyba podczas modlitwy tajemnicą bolesną – ukrzyżowanie Pana Jezusa. Ksiądz Orzechowski mówił: “Oto teraz Maryja prowadzi nas pod krzyż i pokazuje nam swojego cierpiącego Pana Jezusa”. Właśnie to jest tajemnicą różańca: Maryja, która prowadzi nas za swoim Synem.

    Ważnym etapem rozwoju różańca było ukształtowanie modlitwy maryjnej w znanej dziś formie. – Zakon cystersów, bardzo zakochany w Maryi, tę modlitwę rozwija o element związany z postacią Matki Bożej. Wiąże ją także z obrazem róż, czyli stu pięćdziesięciu róż ofiarowanych Maryi. Około roku 1350 ukształtowała się modlitwa “Zdrowaś Maryjo”, jaką znamy dzisiaj. Pierwsza część modlitwy to słowa Archanioła Gabriela, potem słowa Elżbiety, a następnie dodano jeszcze wezwanie: “Módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen”.

    Jak zaznacza bp Małyga, różaniec jest owocem długiego procesu duchowego dojrzewania całego Kościoła. – Historia jest taka: początkowo niejasna, a potem pojawia się coraz więcej różnych elementów. Różne szkoły duchowości coś dodają, więc różaniec jest jakimś wspólnym długim dziełem Kościoła. Jego powstanie jest pięknym procesem. Każdy coś dodał. Jest to dzieło ludu Bożego prowadzonego przez Magisterium i Słowo Boże.

    Maryja w objawieniach wielokrotnie zachęca wiernych do odmawiania różańca. – Myślę, że siła różańca tkwi w tym jednym słowie, które się powtarza sto pięćdziesiąt razy, czyli “Jezus”. I to słowo, właściwie to imię, jest rozważane w bardzo konkretnych okolicznościach, które bardzo pasują do naszego życia. Bo mamy swoje tajemnice radosne i mamy swoje tajemnice bolesne. Nie brakuje nam światła i czasem jest także wiele Bożej chwały. To sprawia, że różaniec jest nam bliski – wskazuje bp Małyga, dodając, że powtarzalny rytm modlitwy pomaga również uporządkować wnętrze człowieka. – Ten rytm, który z jednej strony może wprowadzić jakąś nieuważność, z drugiej strony pozwala naszej duszy się uspokoić, naszej duszy i naszemu ciału, i powędrować gdzieś dalej. To już zależy od naszej uwagi, dokąd ten duch powędruje. Czy do Nazaretu, jak w wielu tajemnicach radosnych, czy gdzieś na sufit – mówi biskup Maciej.

    Wielu ludziom, szczególnie młodym, różaniec może wydawać się modlitwą długą i powtarzalną. – Bardzo dobrym sposobem jest różaniec z dopowiedzeniami, czyli w każdej dziesiątce po imieniu Jezus można dodać taką ilustrację. Na przykład: “Jezus, który zmartwychwstał”. I potem dalsza część modlitwy. Ale możemy to rozwijać: “który zmartwychwstał dla mnie”, “który jest życiem”. Albo możemy to ilustrować jeszcze bardziej Ewangelią: “który ukazał się Marii Magdalenie w ogrodzie”, “który powiedział uczniom: Pokój wam”- opowiada hierarcha, zachęcając również do rozważania fragmentów Biblii przed każdą dziesiątką: – Na pewno rozważanie przed rozpoczęciem każdej dziesiątki. Najlepszym jest zawsze odczytanie fragmentu Słowa Bożego, czyli tego wydarzenia, które będzie rozważane. Ale też tam umieszczamy swoje życie. Właśnie nasze światła, krzyże i radości.

    Różaniec jest także przestrzenią do dawania świadectwa. – Na pewno jest jakimś znakiem i na pewno ma jakieś znaczenie. Na pewno też powinien być używany zgodnie ze swoim znaczeniem, ale jest pięknym znakiem. Budzi się we mnie sympatia, gdy widzę jakiegoś kierowcę, który w swoim samochodzie ma zawieszony różaniec. Myślę, że jest on zawieszony zasadniczo jako znak modlitwy, żeby się pomodlić, żeby pamiętać o Panu Jezusie – podkreśla biskup przyznając, że sam również wozi różaniec w samochodzie. – Ja mam różaniec zawieszony w swoim samochodzie po to, żeby mi przypominał o modlitwie. I mam jeszcze taki drugi oczywiście pod ręką, żeby się nim w czasie drogi modlić.

    Różaniec jest związany także z doświadczeniem bliskości Boga i pokojem serca: – Kiedy się modlimy, jesteśmy bliżej Niego. Przenosimy się naszymi myślami i może naszą wyobraźnią, w ogóle naszą duszą właśnie na te dróżki Palestyny, po których Maryja nas prowadzi. I to już jest bardzo ważne doświadczenie prawdy różańca – zaznacza biskup, dodając: – Różaniec daje pokój. Zwłaszcza kiedy nam trudno poskładać myśli, jest dobrą modlitwą. A także doświadczamy siły Boga, który odpowiada na nasze prośby i intencje zanoszone podczas tej modlitwy.

    bp Maciej Małyga – ks. Łukasz Romańczuk/Tygodnik Niedziela

    (artykuł powstał na podstawie rozmowy w Katolickim Radiu Rodzina)

    ***

    15 obietnic, które Boża Matka ofiaruje każdemu, kto modli się modlitwą różańcową.

    53181.jpg
    fot. wikimedia.org

    ***

    Rozpropagowanie modlitwy różańcowej powszechna świadomość przypisuje św. Dominikowi Guzmanowi, założycielowi Zakonu Kaznodziejskiego. I choć jest w tym sporo racji, trzeba podkreślić, że to innemu dominikaninowi zawdzięczamy kształt Różańca oraz poznanie obietnic przekazanych ludzkości przez Matkę Bożą.

    Rola jaką odegrał św. Dominik w szerzeniu nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny jest niepodważalna. Według przekazów to właśnie jemu objawiła się Matka Boża wręczając skuteczną broń przeciwko odstępstwom od wiary – modlitwę różańcową. Była to Jej odpowiedź na błagalne wołanie o pomoc w walce o wybawienie dusz od herezji albigensów.

    Kształt Różańca, opracowany przez Dominika, różnił się od tego znanego nam dzisiaj. Początkowo składał się ze 150 powtórzeń (na wzór 150 psalmów Starego Testamentu) Pozdrowienia Anielskiego. Było to podyktowane względami praktycznymi, ponieważ nie wszyscy bracia zakonni potrafili czytać, dlatego też przełożeni zalecali im zastępowanie lektury Pisma Świętego modlitwą różańcową, zwaną ówcześnie Psałterzem Maryjnym.

    W tej formie Różaniec (z kilkoma niewielkimi zmianami, takimi jak dodanie na końcu każdego „Zdrowaś Maryjo” jednego z wydarzeń z życia Pana Jezusa i Maryi w celu rozmyślań) dotrwał aż do XV wieku. Wtedy to bł. Alan de La Roche, również dominikanin, przebudował strukturę modlitwy różańcowej, dzieląc ją na trzy części (Radosną, Bolesną i Chwalebną) oraz dodając do niej modlitwę „Ojcze nasz”. Ten układ Różańca (wraz z modlitwą „O mój Jezu” odmawianą po każdej dziesiątce na polecenie Maryi, która ukazała się Pastuszkom w Fatimie oraz z tajemnicami światła dodanymi w 2002 roku przez św. Jana Pawła II) znamy i stosujemy do dziś.

    Bł. Alan de La Roche kochał Matkę Bożą nie mniej niż św. Dominik. Propagował oddawanie Jej czci zakładając Bractwa Różańcowe do czego namawiała go sama Maryja. W objawieniu, otrzymanym przez dominikanina, Bogarodzica przekazała mu również 15 obietnic. Wyświadczone zostaną one każdemu, kto poważnie i sumiennie będzie odmawiał Różaniec.

    Oto one:

    1. Tym, którzy będą pobożnie odmawiali Różaniec, obiecuję szczególną opiekę.

    2. Dla tych, którzy będą wytrwale odmawiali Różaniec, zachowam pewne szczególne łaski.

    3. Różaniec będzie potężną bronią przeciwko piekłu; zniszczy występek i rozgromi herezję.
    4. Różaniec doprowadzi do zwycięstwa cnoty i dobra; w miejsce miłości do świata wprowadzi miłość do Boga i obudzi w sercach ludzi pragnienie szukania nieba.
    5. Ci, którzy zawierzą mi się przez Różaniec, nie zginą.
    6. Ci, którzy będą z pobożnością odmawiali mój Różaniec, rozważając jego tajemnice, nie zostaną zdruzgotani nieszczęściem ani nie umrą nie przygotowani.
    7. Ci, którzy prawdziwie oddadzą się memu Różańcowi, nie umrą bez pocieszenia Kościoła.
    8. Ci, którzy będą odmawiali Różaniec, znajdą podczas swego życia i w chwili śmierci światło Boże oraz pełnię Bożej łaski i będą mieli udział w zasługach błogosławionych.
    9. Szybko wyprowadzę z czyśćca te dusze, które z pobożnością odmawiały Różaniec.
    10. Prawdziwe dzieci mojego Różańca będą się radować wielką chwałą w niebie.
    11. To, o co prosić będziecie przez mój Różaniec, otrzymacie.
    12. Ci, którzy będą szerzyć nabożeństwo do mojego Różańca, otrzymają ode mnie pomoc w swych potrzebach.
    13. Otrzymałam od mego Syna zapewnienie, że czciciele mego Różańca będą mieli w świętych niebieskich przyjaciół w życiu i w godzinie śmierci.
    14. Ci, którzy wiernie odmawiają mój Różaniec, są moimi dziećmi – prawdziwie są oni braćmi i siostrami mego Syna, Jezusa Chrystusa.
    15. Nabożeństwo do mego Różańca jest szczególnym znakiem Bożego upodobania

    Dlatego warto przecierać palcami paciorki różańca rozważając wydarzenia z życia Pana Jezusa i Maryi. Tym bardziej, że – jak zapewniała sama Matka Boża – “nie ma takiego problemu, ani osobistego, ani rodzinnego, ani narodowego, ani międzynarodowego, którego nie można byłoby rozwiązać przy pomocy Różańca”.

    PCh24.pl

    ***

    piątek – 16 października

    Z Krakowa na Stolicę Piotrową.

    48 lat temu wybrano Kardynała Karola Wojtyłę na 264 następcę św. Piotra.

     

    Karol Wojtyła jako Jan Paweł II na balkonie bazyliki św. Piotra w dniu wyboru/Wikipedia

    ***

    48 lat temu, 16 października 1978 r., kardynałowie wybrali na papieża metropolitę krakowskiego, 58-letniego kard. Karola Wojtyłę. Przyjął on imię Jan Paweł II.

    Został 264. zwierzchnikiem Kościoła katolickiego i pierwszym od 1903 r. papieżem, który nigdy nie był urzędnikiem Kurii Rzymskiej. Konklawe, czyli wybór następcy, rozpoczęło się 14 października 1978 r. Uczestniczyło w nim 111 kardynałów. Z tego 56 było Europejczykami, a 26 Włochami.

    Zgodnie z obowiązującym prawem obrady i głosowania odbywały się w Kaplicy Sykstyńskiej. Przed wyjazdem na pogrzeb Jana Pawła I i na konklawe kard. Karol Wojtyła noc spędził w domu gościnnym sióstr urszulanek na warszawskim Powiślu. W czasie konklawe, w wyniku ósmego głosowania 16 października, kardynałowie wybrali na papieża metropolitę Krakowa, 58-letniego kard. Karola Wojtyłę.

    Oznaczało to, że pierwszy raz od 1522 r. papieżem został duchowny, który nie był Włochem. Na kard. Wojtyłę zagłosowało wówczas 99 kardynałów ze 111 uczestniczących w konklawe. O wyniku wyborów poinformował świat zewnętrzny biały dym unoszący się nad Kaplicą Sykstyńską.

    Dym powstaje ze spalenia kartek do głosowania, do których dodaje się mniej lub więcej słomy i ewentualnie innych substancji (dla uzyskania odpowiedniego koloru dymu). Kard. Wojtyła przyjął imię Jan Paweł II. Tradycja, w której nowo wybrany papież przybiera nowe imię, wywodzi się z Biblii. Powołując Szymona (w języku hebr. Szymon pochodzi od im. Symeon – “Jahwe wysłuchał”) na apostoła, Jezus zmienił jego imię na Kefas (po aramejsku, w tłum. na grekę “Piotr”, czyli “kamień”).

    Była to zapowiedź tego, czym Piotr stanie się dla Kościoła. Pełny tytuł Jana Pawła II brzmiał: “Jego Świątobliwość Ojciec Święty Jan Paweł II, Biskup Rzymski, Namiestnik Pana Naszego Jezusa Chrystusa, Następca Księcia Apostołów, Najwyższy Kapłan Kościoła Katolickiego, Patriarcha Zachodu, Prymas Italii, Arcybiskup i Metropolita Rzymskiej Prowincji Kościelnej, Suwerenny Władca Państwa Watykańskiego”. Został on 264. zwierzchnikiem Kościoła katolickiego i pierwszym od 1903 r. papieżem, który nigdy nie był urzędnikiem kurii rzymskiej.

    W pierwszym wystąpieniu powiedział, że kardynałowie “powołali go z dalekiego kraju, z dalekiego, lecz zawsze tak bliskiego przez łączność w wierze i tradycji chrześcijańskiej. Lękałem się przyjęcia tego wyboru, jednak czynię to w duchu posłuszeństwa naszemu Panu Jezusowi Chrystusowi oraz w całkowitym zawierzeniu Jego Matce, Najświętszej Maryi Pannie”.

    Uroczysta msza inaugurująca pontyfikat odbyła się 22 października na Placu św. Piotra w Rzymie. W homilii nowy papież powiedział: “Nie lękajcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi”. Przesłanie to uważane jest za jeden ze społecznych i teologicznych fundamentów jego pontyfikatu. Pierwszą pielgrzymką papieża była wizyta 29 października w Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej na Mentorelli.

    Podczas 27 lat posługi odbył 104 pielgrzymki międzynarodowe, odwiedzając 129 krajów na wszystkich kontynentach. Ponadto odbył ponad 140 podróży apostolskich po Włoszech. Pierwszą podróż odbył do Republiki Dominikańskiej, Meksyku i na Wyspy Bahama – w styczniu 1979 r. Polska jest krajem, który papież odwiedzał najczęściej – dziewięć razy. Siedem razy odwiedził USA i Francję, Meksyk i Hiszpanię – po pięć razy.

    W czasie podróży zagranicznych Jan Paweł II wygłosił ponad 2400 przemówień. Najdalszą była 32. podróż zagraniczna – na Daleki Wschód i do Oceanii (18 listopada – 1 grudnia 1986 r.), papież przebył 48 974 km. Podróż na Daleki Wschód i do Oceanii była też najdłuższa, trwała 13 dni.

    Na drugim miejscu pod tym względem była pielgrzymka do Ameryki Południowej (31 marca – 13 kwietnia 1987 r.). Na trzecim – siódma podróż do Polski – 12 dni.

    Podczas swego pontyfikatu papież Jan Paweł II ogłosił 14 encyklik, 14 adhortacji, 11 konstytucji apostolskich i 43 listy apostolskie. Zwołał 9 konsystorzy, mianował 232 kardynałów (łącznie z ogłoszonymi 28 września 2003 r.), w tym 10 Polaków. Kanonizował 478 świętych (w tym 9 Polaków i dwóch świętych związanych z Polską) i beatyfikował 1318 błogosławionych (w tym 154 Polaków). 

    Gość Niedzielny

    ***

    „Czy przyjmujesz?” Jan Paweł II wiedział, komu powierza swoje życie

    O godz. 19.20 16 października 1978 r. nowy papież Jan Paweł II ukazał się w Loży Błogosławieństw

    W poniedziałek 16 października 1978 roku o godzinie 19.20, papież Jan Paweł II ukazał się w Loży Błogosławieństw i powiedział: “Staję przed wami, aby wyznać naszą wspólną wiarę i bezgraniczne zaufanie do Matki Najświętszej”.
    fot. Arturo Mari/L’Osservatore Romano

    ***

    16 października 1978 roku Karol Wojtyła usłyszał w Kaplicy Sykstyńskiej pytanie, od którego zależała jego przyszłość. Odpowiedział, choć nie wiedział, co przyniosą następne lata. Kilka miesięcy później wyjaśnił, na czym opierała się jego decyzja. To świadectwo pozwala dostrzec zasadniczy rys całego pontyfikatu. TODO MESSAGE

    „Czy przyjmujesz?” Jan Paweł II wiedział, komu powierza swoje życie

    Wspomnienie wyboru Jana Pawła II przywołuje przede wszystkim scenę na balkonie Bazyliki św. Piotra. Nowy papież, pierwszy od wieków nie-Włoch, pozdrawia zgromadzonych wiernych. W Polsce wiadomość wywołuje niezwykłe poruszenie. Rozpoczyna się pontyfikat, który wywrze ogromny wpływ na dzieje Kościoła i świata.

    Warto jednak cofnąć się o kilkadziesiąt minut, do Kaplicy Sykstyńskiej. Tam, po zakończeniu głosowania, Karol Wojtyła usłyszał krótkie pytanie: „Czy przyjmujesz?”. Odpowiedź nie była formalnością. Wybrany kardynał miał prawo odmówić. Wojtyła przyjął wybór, a wraz z nim odpowiedzialność, której rozmiarów nie mógł w pełni przewidzieć.

    Co myślał Karol Wojtyła?

    Moglibyśmy  zapytać, co wówczas czuł i myślał. Czy obawiał się nowego zadania? Czy zastanawiał się nad losem krakowskiej diecezji, którą pozostawiał? Czy próbował wyobrazić sobie przyszłość?

    Odpowiedź na te pytania byłaby niezmiernie interesująca, ale jej nie znamy. Nie znamy i nie będziemy jej zgadywać. Próby odtwarzania cudzych przeżyć, choć tak popularne w opowieściach o wielkich postaciach, więcej często mówią o wyobraźni autorów niż o samych bohaterach. Mamy natomiast własne świadectwo Jana Pawła II, zapisane zaledwie kilka miesięcy po wyborze.

    Znalazło się ono w pierwszej encyklice Redemptor hominis, ogłoszonej kilka miesięcy później, 4 marca 1979 roku. Papież wrócił do tamtego momentu. Przytoczył pytanie, które usłyszał, i odpowiedź, jakiej udzielił: „W posłuszeństwie wiary wobec Chrystusa, mojego Pana, zawierzając Matce Chrystusa i Kościoła — świadom wielkich trudności — przyjmuję”.

    Trzeba uważnie przeczytać to zdanie. Wojtyła nie powołuje się na swoje doświadczenie, zdolności czy gotowość do kierowania Kościołem. Przeciwnie, zaznacza świadomość trudności. Uzasadnieniem jego decyzji jest posłuszeństwo Chrystusowi. W tych kilku słowach zawiera się coś, co okaże się jednym z najważniejszych rysów całego pontyfikatu.

    Chrystus, a nie program naprawy świata

    Pierwsze zdanie Redemptor hominis brzmi: „Odkupiciel człowieka Jezus Chrystus jest ośrodkiem wszechświata i historii”. To niezwykle mocne otwarcie dokumentu, w którym nowy papież przedstawia podstawowe kierunki swojej posługi.

    Warto przypomnieć atmosferę, w jakiej te słowa zostały wypowiedziane. Od zakończenia Soboru Watykańskiego II minęło zaledwie kilkanaście lat. Życie Kościoła wypełniały dyskusje o odnowie, stosunku do współczesnego świata, dialogu, nowych formach duszpasterstwa i przemianach społecznych. W niektórych nurtach debaty posoborowej można było odnieść wrażenie, że sprawą najważniejszą staje się znalezienie nowego sposobu obecności Kościoła w świecie.

    Jan Paweł II nie kwestionował potrzeby tej odnowy. Przeciwnie, wielokrotnie podkreślał, że realizacja nauczania soborowego należy do podstawowych zadań jego pontyfikatu. Wskazywał jednak punkt, od którego należy rozpocząć: nie od analizy świata, nie od programu reform, nawet nie od rozważań o samym Kościele. Rozpocząć należy od Chrystusa.

    Nie było to odrzucenie Soboru, ale konsekwentne rozwinięcie jego nauczania. Konstytucja Gaudium et spes, poświęcona przecież Kościołowi w świecie współczesnym, zawiera fundamentalne stwierdzenie, że tajemnica człowieka wyjaśnia się dopiero w tajemnicy Słowa Wcielonego.

    Wojtyła uczynił tę prawdę osią swojej refleksji. Nie można właściwie zrozumieć człowieka, jego godności, wolności, cierpienia i przeznaczenia, pomijając Chrystusa. I nie można zrozumieć misji Kościoła, traktując ją jedynie jako działalność społeczną, wychowawczą czy humanitarną. Powtórzy tę myśl potem w słynnym kazaniu na placu Zwycięstwa w Warszawie, 2 czerwca 1979 roku.

    Kościół ma służyć człowiekowi, ponieważ Chrystus przyszedł człowieka odkupić. Chodzi o porządek teologiczny: to od Chrystusa należy wychodzić, by zrozumieć człowieka, a nie odwrotnie. Odwrócenie tego porządku prowadziłoby do zasadniczej zmiany sensu misji Kościoła.

    „Świadom wielkich trudności”

    Powróćmy jednak do Kaplicy Sykstyńskiej. W odpowiedzi Wojtyły znajduje się jeszcze jedno istotne sformułowanie: „świadom wielkich trudności”. Nie jest to zapewnienie człowieka, który nie ma wątpliwości co do własnych możliwości. Przeciwnie, papież otwarcie przyznaje, że podejmuje zadanie trudne. A jednak je przyjmuje.

    Właśnie tu ujawnia się praktyczne znaczenie chrystocentryzmu. Nie chodzi wyłącznie o pogląd teologiczny, o przekonanie dotyczące miejsca Chrystusa w historii zbawienia. Chodzi również o sposób podejmowania decyzji i rozumienia własnego życia.

    Jeśli Chrystus jest Panem, to chrześcijanin nie musi uważać siebie za ostateczne źródło własnej siły. Nie musi też znać całej przyszłości, zanim odpowie na rozpoznane powołanie.

    Nie oznacza to oczywiście rezygnacji z rozsądku. Wiara nie zwalnia z rozeznawania, przygotowania ani przewidywania konsekwencji decyzji. Nie każda propozycja jest powołaniem i nie każde trudne zadanie należy przyjmować.

    Ale nawet po starannym rozeznaniu pozostaje granica ludzkiej wiedzy. Podejmujemy zobowiązania, których wszystkich następstw nie możemy przewidzieć. Karol Wojtyła nie wiedział 16 października 1978 roku, jakie wydarzenia przyniesie jego pontyfikat. Nie znał przyszłych pielgrzymek, dramatycznych wydarzeń na placu św. Piotra, przemian politycznych w Europie ani własnej drogi przez cierpienie i chorobę. Znał natomiast Tego, któremu zawierzył.

    Pytanie, które dotyczy również nas

    Łatwo uznać wydarzenie z Kaplicy Sykstyńskiej za wyjątkową historię, niemającą wiele wspólnego z codziennym życiem. W końcu wybór papieża zdarza się niezwykle rzadko, a większość ludzi nigdy nie stanie wobec odpowiedzialności o podobnej skali. Jednak samo pytanie „czy przyjmujesz?” nie jest nam obce.

    Staje przed nim człowiek podejmujący decyzję o małżeństwie. Stają przed nim rodzice przyjmujący odpowiedzialność za dziecko. Jak mocno brzmią wtedy właśnie, gdy dowiadują się o poczęciu te słowa encykliki: „W posłuszeństwie wiary wobec Chrystusa, mojego Pana, zawierzając Matce Chrystusa i Kościoła — świadom wielkich trudności — przyjmuję”. Może je wypowiedzieć ktoś, kto musi zaopiekować się bliskim człowiekiem, choć wie, jak bardzo zmieni to jego życie. Dotyczą one kapłana rozpoczynającego posługę. Każdy, komu zostaje powierzony obowiązek, którego nie potrafi wypełnić bez wysiłku i wyrzeczeń może je powtarzać.

    Żadna z tych osób nie zna swojej przyszłości. Nie może przewidzieć wszystkich trudności ani zagwarantować, że zawsze podejmie właściwą decyzję. Pewność powodzenia nie jest wcale warunkiem podjęcia odpowiedzialności. Chrześcijańska odpowiedź na pytanie o powołanie nie opiera się wyłącznie na przekonaniu o własnych możliwościach. Istotne jest również pytanie, czy rozpoznajemy w nim wolę Boga i czy jesteśmy gotowi Mu zaufać.

    To zasadnicza różnica między poleganiem jedynie na sobie a posłuszeństwem wiary.

    Od kogo zaczynamy?

    W 48. rocznicę wyboru Jana Pawła II warto przypomnieć sobie nie tylko wydarzenie historyczne, lecz także tę prostą prawdę, którą nowy papież postawił w centrum swojego nauczania. Dziś, podobnie jak pod koniec lat siedemdziesiątych, Kościół staje wobec licznych pytań o swoje miejsce w świecie, o język, jakim powinien się posługiwać, o sposoby docierania do ludzi i o odpowiedzi na współczesne problemy.

    Są to pytania ważne. Ale pierwsze pytanie dotyczy Chrystusa. Jan Paweł II przypomniał to już w chwili przyjęcia wyboru, a następnie uczynił fundamentem swojej pierwszej encykliki.

    Być może właśnie dlatego jego odpowiedź z 16 października 1978 roku pozostaje tak aktualna. Nie daje gotowej recepty na wszystkie życiowe trudności. Wskazuje jednak, od czego należy zacząć, kiedy przychodzi podjąć odpowiedzialność, która nas przerasta.

    Od Chrystusa.

    Michał Jędryka/Aleteia.pl

    ***

    Msza święta przy grobie św. Jana Pawła II stała się polską tradycją na Watykanie.

    W każdy czwartek o godz. 7.10 Polacy gromadzą się w w Bazylice św. Piotra w kaplicy św. Sebastiana.

     Odprawianie Mszy św. przy grobie Jana Pawła II zainicjował ks. Konrad Krajewski, ceremoniarz papieski, obecnie kardynał i ordynariusz Archidiecezji łódzkiej.

    fot. Roman Koszowski /Gość Niedzielny

    ***

    W tej kaplicy pod ołtarzem znajduje się sarkofag św. Jana Pawła II. Polacy w każdy czwartkowy poranek uczestniczą tam we Mszy świętej koncelebrowanej przez 30 kapłanów, czasem 100, a  nawet 150. W ciągu roku tę Eucharystię celebruje 2200 polskich księży. A ilość wiernych jest nieraz tak duża, że często nie mieszczą się w kaplicy św. Sebastiana i wypełniają nawet część nawy Bazyliki św. Piotra. Choć św. Jan Paweł II “odszedł do domu Ojca” – jak to pięknie określił w czasie pogrzebu na placu przed watykańską Bazyliką kardynał Joseph Ratzinger – minęło już 21 lat, to nadal uczestników tej Eucharystii nie ubywa.

    ***

    Polacy zgromadzili się na Placu św. Piotra w 48. rocznicę wyboru św. Jana Pawła II modląc się na różańcu

    Watykan_Plac Świętego Piotra_night_noc.jpg
    fot. Pixabay / jeon214

    ***

    W 48. rocznicę wyboru Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową Polacy zgromadzili się na Placu św. Piotra, by odmówić różaniec w intencji pokoju oraz powrotu do zdrowia Leona XIV. Pięć dziesiątek powierzono różnym środowiskom polonijnym. W ten sposób rocznica sprzed niemal pół wieku połączyła pamięć o Papieżu Polaku z troską o jego następcę.

    Pięć dziesiątek, jedna intencja

    Nie była to uroczystość poświęcona wyłącznie wspominaniu wyboru św. Jana Pawła II. W centrum spotkania znalazły się sprawy, które dziś szczególnie poruszają Kościół: zdrowie Ojca Świętego i pokój w świecie naznaczonym konfliktami.

    Organizatorem czuwania był Kościół i Hospicjum św. Stanisława w Rzymie, we współpracy z Watykańską Fundacją Jana Pawła II oraz polskimi duszpasterstwami działającymi przy sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Rzymie i kościele św. Mikołaja w Ostii.

    Poszczególne dziesiątki prowadzili przedstawiciele polskich wspólnot i organizacji oraz siostra zakonna. Każde środowisko wniosło swój udział w czuwanie, łącząc Polaków związanych z różnymi miejscami i instytucjami Wiecznego Miasta. Czuwaniu przewodniczył o. Jan Maciejowski OFMConv, gwardian kolegium penitencjarzy Bazyliki Watykańskiej.

    Modlitwa za Leona XIV i o pokój

    W dniu rocznicy wyboru pierwszego Papieża Polaka uczestnicy zwrócili się szczególnie ku Leonowi XIV, który przebywa w rzymskiej Poliklinice Gemelli. Prosili o jego zdrowie, siły fizyczne i duchowe oraz światło Ducha Świętego w kierowaniu Kościołem. W ten sposób wdzięczność za pontyfikat Jana Pawła II została wyrażona poprzez duchową bliskość z obecnym Następcą św. Piotra.

    Drugim ważnym wymiarem czuwania był pokój. Uczestnicy odmówili modlitwę Jana Pawła II, której słowa nabierają szczególnej wymowy wobec współczesnych wojen: „Niech już nie będzie więcej wojny – złej przygody, z której nie ma odwrotu, niech już nie będzie więcej wojny – kłębowiska walki i przemocy”. W dalszej części modlitwy znalazło się wezwanie do przezwyciężenia logiki odwetu i zemsty oraz poszukiwania rozwiązań opartych na dialogu i cierpliwości.

    źródło: KAI / Ks. Paweł Rytel-Andrianik, ks. Łukasz Bankowski, Vatican News .pl

    ***

    św. Jan Paweł II w obronie teologii moralnej. 6 głównych błędów potępionych w encyklice „Veritatis splendor”

    6570422177_2e6e8c346b_o-2.jpg
    św. Jan Paweł II, fot. Piotr Drabik/Flickr, Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)

    ***

    Teologii moralnej Jan Paweł II poświęcił swoją encyklikę Veritatis splendor („Blask prawdy”). Przypomniał w niej o podstawowych zasadach moralności chrześcijańskiej i wskazał błędy podważające nauczanie Kościoła.

    Kryzys teologii moralnej w XX wieku

    Wiek XX to niewątpliwie czas wielu błędów w dziedzinie teologii moralnej. To właśnie w II połowie tego stulecia coraz bardziej szerzył się relatywizm moralny, który nie uznawał jednoznacznego dobra i zła, co jak nietrudno się domyślić było pochodną modernizmu. Innym niebezpieczeństwem była opcja fundamentalna, czyli pogląd, że dopóki człowiek ukierunkowuje swoje życie na Boga, to jego grzechy się nie liczą. Trzeba również wspomnieć o poglądzie, że przykazania są rzekomo zbyt trudne do zachowywania, oraz o słynnym „cel uświęca środki”.

    Do odnowy teologii moralnej wezwał Sobór Watykański II, jednak przygotowany wówczas przez specjalną komisję projekt dokumentu został odrzucony przez ojców soborowych jako nieadekwatny. A ponieważ nie byli w stanie opracować nowego tekstu, kwestię teologii moralnej i wydania odpowiedniego dokumentu w tej sprawie pozostawiono późniejszym papieżom.

    Tego zadania podjął się najpierw św. Paweł VI, wydając 1968 roku encyklikę Humanae vitae o zasadach moralnych w dziedzinie przekazywania życia ludzkiego. Papież bronił nauczania Kościoła w tej kwestii i jednoznacznie potępił jakiekolwiek praktyki antykoncepcyjne.

    Z kolei św. Jan Paweł II postanowił w encyklice Veritatis splendor dokonać głębszej refleksji w dziedzinie teologii moralnej i omówić jej fundamentalne prawdy. Przypomniał kryteria podziału grzechów na lekkie i ciężkie (czyli śmiertelne). Podkreślił także, że dobro lub zło konkretnego czynu zależą zarówno od przedmiotu działania, jak i od intencji danej osoby, okoliczności oraz konsekwencji. Ponadto poruszył temat ludzkiej wolności.

    Jednak jednym z najważniejszych celów tego dokumentu było wskazanie i odrzucenie błędnych koncepcji moralnych rozpowszechnionych w XX wieku. Wśród najistotniejszych zagadnień omawianych przez papieża znalazły się: fałszywie rozumiana autonomia sumienia, relatywizm moralny, ewolucjonizm dogmatyczny, podwójny status prawdy moralnej, opcja fundamentalna i przekonanie, że cel uświęca środki.

    Błąd #1: fałszywie rozumiana autonomia sumienia

    Jednym z podejmowanych przez św. Jana Pawła II zagadnień była kwestia sumienia i tego, co należy rozumieć przez fakt, że dokonuje ono osądów moralnych. Papież zwrócił uwagę na szerzący się wówczas błąd, którego zwolennicy twierdzili, że sumienie jest ostatecznym trybunałem rozstrzygania dobra i zła.

    Do tezy o obowiązku kierowania się własnym sumieniem niesłusznie dodano tezę, wedle której osąd moralny jest prawdziwy na mocy samego faktu, że pochodzi z sumienia. (…) Powstała tendencja, by przyznać sumieniu jednostki wyłączny przywilej autonomicznego określania kryteriów dobra i zła oraz zgodnego z tym działania. Wizja ta łączy się z etyką indywidualistyczną, według której każdy człowiek staje wobec własnej prawdy, różnej od prawdy innych. Posunięty do skrajnych konsekwencji, indywidualizm prowadzi do zaprzeczenia samej idei natury ludzkiej – pisał papież (VS 32).

    Tymczasem Jan Paweł II podkreślił, że sumienie nie ustanawia samodzielnie norm moralnych ani nie decyduje arbitralnie o tym, co jest dobre, a co złe. Jego zadaniem jest rozpoznawanie prawdy moralnej i wydawanie osądu na temat konkretnego ludzkiego działania w jej świetle. Dlatego sumienie wymaga nieustannej formacji, która pomaga właściwie rozeznawać dobro i unikać zła. Dokonuje się ona między innymi poprzez zgłębianie Pisma Świętego oraz poznawanie nauczania Kościoła.

    Błąd #2: relatywizm moralny

    Jeszcze większym XX-wiecznym błędem było całkowite odrzucanie istnienia norm moralnych wypływających z Objawienia Bożego.

    Jan Paweł II wskazał, że niektórzy teologowie moralni – wbrew nauczaniu Kościoła – rozróżniali „porządek zbawienia”, dotyczący relacji człowieka z Bogiem i dążenia do zbawienia, oraz „porządek etyczny”, dotyczący konkretnych czynów człowieka i jego relacji ze światem. Uznawali te dwie sfery za odrębne, co doprowadziło ich do wniosku, że Objawienie Boże nie zawiera uniwersalnych prawd moralnych.

    Doszli do stwierdzenia, że Boże Objawienie nie zawiera żadnej konkretnej i określonej treści moralnej, trwale i powszechnie obowiązującej: Słowo Boże miałoby moc wiążącą jedynie jako zachęta, ogólnikowe napomnienie, które później tylko autonomiczny rozum musi sam wypełnić konkretną treścią, ustanawiając normy moralne rzeczywiście „obiektywne”, tzn. dostosowane do określonej sytuacji historycznej – zauważył Jan Paweł II (VS 37).

    Takie podejście prowadzi w konsekwencji do odrzucenia nie tylko norm moralnych zawartych w Objawieniu, lecz także autorytetu doktrynalnego Kościoła.

    Papież wyjaśnił, że rozdzielenie „porządku zbawienia” od „porządku etycznego” jest niezgodne z nauczaniem katolickim. Już w chwili stworzenia Bóg obdarzył bowiem człowieka prawem naturalnym, które jest światłem rozumu wszczepionym przez Boga w ludzką naturę. Dzięki niemu człowiek może rozpoznawać, co należy czynić, a czego unikać. Prawo to nazywamy naturalnym, ponieważ rozum, który je rozpoznaje i ogłasza, należy do ludzkiej natury.

    Ojciec Święty przywołał słowa swojego poprzednika, Leona XIII, który pisał, że „prawo naturalne zostało wypisane i wyryte w duszy wszystkich ludzi i każdego człowieka, nie jest to bowiem nic innego, jak sam ludzki rozum, który nakazuje nam czynić dobro i zabrania grzeszyć”.

    Aby pomóc człowiekowi w pełniejszym rozpoznawaniu dobra i zła, Bóg obdarzył go również darem Objawienia i wiarą. Objawienie obejmuje prawdy, które Bóg objawił o sobie w Piśmie Świętym, Tradycji oraz przez Wcielenie swojego Syna. Jednym z pierwszych wyrazów tego Objawienia było przekazanie Dziesięciu Przykazań i innych przepisów Narodowi Wybranemu. Z kolei w Nowym Testamencie Bóg, przyjmując ludzką naturę, przyszedł na ziemię i obdarzył ludzkość Nowym Prawem, zapisanym przede wszystkim na kartach Ewangelii.

    Zadanie interpretacji reguł moralnych zawartych w Objawieniu Chrystus „powierzył Apostołom i ich następcom, zapewniając im specjalną pomoc Ducha prawdy” (VS 25).

    Błąd #3: ewolucjonizm dogmatyczny

    Trzecią grupę błądzących stanowią ci, którzy choć uznają istnienie norm moralnych objawionych przez Boga, to twierdzą, że ich obowiązywanie może zmieniać się w zależności od kontekstu kulturowego i historycznego. W konsekwencji coś, co było uznawane za złe w czasach apostolskich, niekoniecznie musiałoby być złe również dzisiaj. Takie podejście podważa niezmienność prawa moralnego i jest częścią herezji ewolucjonizmu dogmatycznego, wynikającej z modernizmu.

    Prawda jest jednak inna: normy moralne zachowują swoją moc obowiązującą niezależnie od zmieniających się warunków historycznych. I tak choćby słowa Chrystusa: „Kto oddala żonę, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo” (por. Mt 19,9) nie straciły na aktualności. Ich znaczenie nie ograniczało się do czasów, w których Zbawiciel nauczał, lecz pozostaje aktualne także dzisiaj. Nie zmieniają tego ani postęp technologiczny, ani przemiany cywilizacyjne.

    Jan Paweł II podkreślił, że choć człowiek zawsze żyje w określonej kulturze, to jednocześnie jego natura wykracza poza uwarunkowania kulturowe. Możliwy jest zatem rozwój rozumienia prawa moralnego, ale nie zmiana jego istoty.

    Ta prawda prawa moralnego, podobnie jak prawda „depozytu wiary”, ujawnia się stopniowo w ciągu stuleci: wyrażające ją normy w swej istocie pozostają w mocy, muszą jednak być uściślane i definiowane „eodem sensu eademque sententia” [w tym samym sensie i w tym samym znaczeniu – red.] w świetle historycznych okoliczności przez Magisterium Kościoła, którego decyzję poprzedza i wspomaga proces ich odczytywania i formułowania, dokonujący się w umysłach wierzących i w ramach refleksji teologicznej – wyjaśnił papież (VS 53).

    Błąd #4: podwójny status prawdy moralnej

    Kolejny błąd omawiany przez Jana Pawła II polega na uznawaniu, że choć objawione prawo moralne istnieje i jest niezmienne, to w pewnych sytuacjach można od niego odstąpić. Zwolennicy tego poglądu przypisują prawdzie moralnej rzekomo „podwójny status”. Pierwszy określają jako doktrynalny lub abstrakcyjny, i odnosi się on do ogólnych zasad moralnych. Drugi zaś nazywają egzystencjalnym lub pastoralnym, i dotyczy on konkretnych sytuacji życiowych.

    Ujęcie to, uwzględniające okoliczności i sytuację, mogłoby dostarczać uzasadnień dla wyjątków od reguły ogólnej i tym samym pozwalać w praktyce na dokonywanie z czystym sumieniem czynów, które prawo moralne uznaje za wewnętrznie złe. W ten sposób wprowadza się w niektórych przypadkach rozdział lub nawet opozycję między doktryną wyrażoną przez nakaz o znaczeniu ogólnym a normą indywidualnego sumienia, które w praktyce miałoby stanowić ostateczną instancję orzekającą o dobru i złu – zauważył Ojciec Święty (VS 56).

    Papież wskazał, że na tej podstawie próbuje się uzasadnić istnienie rzekomych „pastoralnych” rozwiązań, sprzecznych z Magisterium Kościoła, a także usprawiedliwiać łamanie zakazów w nim zawartych, które w tym ujęciu nie miałyby obowiązywać bezwzględnie.

    Tezy te podważają samą tożsamość sumienia w jego relacji do wolności człowieka i prawa Bożego – podkreślił święty papież (VS 56).

    Błąd #5: opcja fundamentalna

    Piątym błędem jest popularna w XX wieku koncepcja opcji fundamentalnej. Jej zwolennicy twierdzą, że dopóki człowiek zasadniczo ukierunkowuje swoje życie na Boga, to popełniane przez niego pojedyncze grzechy ciężkie nie skazują go na wieczne potępienie. W tym ujęciu pojęcia dobra i zła moralnego odnoszą się jedynie do całościowego wyboru człowieka – opowiedzenia się za Bogiem lub odrzucenia Go. Co zaś tyczy się konkretnych, codziennych wyborów, zwolennicy tej teorii używają jedynie pojęć słuszności i niesłuszności, rezygnując z oceny moralnej danych czynów.

    W ten sposób wewnątrz rzeczywistości ludzkiego działania zarysowuje się jakby podział na dwie płaszczyzny moralności: na porządek dobra i zła, zależny od woli, oraz sferę konkretnych czynów, które oceniane są jako moralnie słuszne lub niesłuszne wyłącznie na podstawie technicznego obliczenia proporcji między dobrem i złem, „przed-moralnym” lub „fizycznym”, które jest rzeczywistym następstwem czynu. Podział ten sięga tak daleko, że konkretne działanie, nawet będące skutkiem wolnej decyzji, rozpatruje się jako proces czysto fizyczny, nie zaś w kategoriach właściwych dla czynu ludzkiego. Skutkiem takiego ujęcia jest ograniczenie moralnej oceny osoby w oparciu o dokonaną przez nią opcję fundamentalną, wyłączając z tej oceny, całkowicie lub częściowo, poszczególne czyny i konkretne zachowania – pisał św. Jan Paweł II (VS 65).

    Papież zauważył, że gdyby koncepcja opcji fundamentalnej była prawdziwa, wówczas „człowiek miałby pozostawać moralnie dobrym, trwać w łasce Bożej i osiągnąć własne zbawienie, nawet gdyby poprzez niektóre swoje czyny sprzeciwiał się świadomie i w rzeczy ważnej przykazaniom Bożym przedstawionym na nowo przez Kościół” (VS 68). Oznaczałoby to, że nawet po popełnieniu grzechu ciężkiego człowiek nie zrywałby relacji z Bogiem, jeśli tylko prawdziwie kocha Go w swoim sercu. Tymczasem świadoma decyzja o popełnieniu grzechu ciężkiego już jest zaprzeczeniem tej miłości.

    Ojciec Święty podkreślił, że podstawowy wybór Boga i przyjęcie radykalnych zobowiązań wobec Niego – będące odpowiedzią na wezwanie Chrystusa „Pójdź za Mną” – mają oczywiście fundamentalne znaczenie. Nie można jednak oddzielać ich od konkretnych czynów i codziennych decyzji. Co więcej, to właśnie poprzez te decyzje urzeczywistnia się wybór Boga dokonany przez człowieka.

    W rzeczywistości człowiek nie idzie na zatracenie tylko na skutek niewierności wobec tej opcji fundamentalnej, poprzez którą „z własnej woli cały powierza się Bogu”. Za każdym razem, gdy świadomie popełnia grzech śmiertelny, obraża Boga, który nadał mu prawo i tym samym staje się winnym wobec całego prawa (…); choć zachowuje wiarę, traci „łaskę uświęcającą”, „miłość”, i „szczęśliwość wieczną” „Raz otrzymaną łaskę usprawiedliwienia – naucza Sobór Trydencki – można utracić nie tylko na skutek niewierności, która prowadzi aż do utraty wiary, ale także przez jakikolwiek inny grzech śmiertelny” – przypomniał Jan Paweł II (VS 68).

    Błąd #6: cel uświęca środki

    Szóstym wreszcie błędem jest przekonanie, że cel uświęca środki. Jan Paweł II stanowczo odrzucił tę zasadę i przypomniał, że nigdy nie wolno popełniać czynów wewnętrznie złych (intrinsece malum – czyli takich, które są złe w każdej okoliczności), nawet jeśli miałyby one prowadzić do osiągnięcia dobrego rezultatu.

    Nie można zatem usprawiedliwiać czynów moralnie niedopuszczalnych samym powołaniem się na ich spodziewane korzystne skutki. Ocena moralna nie zależy bowiem wyłącznie od celu, jaki chce osiągnąć działający. Papież przytoczył w tym kontekście słowa św. Tomasza z Akwinu:

    Zdarza się często – pisze znowu Akwinata – że człowiek działa w dobrej intencji, ale bez duchowego pożytku, ponieważ zabrakło mu prawej woli; dzieje się tak wówczas, gdy na przykład ktoś kradnie, aby nakarmić biednego: w tym przypadku, chociaż intencja jest dobra, brakuje prawości woli. W konsekwencji, nie można usprawiedliwić żadnego złego czynu dokonanego w dobrej intencji: „A czyż mamy (jak nas powtarzają i jak niektórzy powiadają, że mówimy) czynić złe rzeczy, aby z nich wyszły dobre? Potępienie takich jest sprawiedliwe” (por. Rz 3, 8) – pisał Jan Paweł II (VS 78).

    Powołując się na nauczanie Soboru Watykańskiego II, papież wymienił szereg czynów, których nie można zaakceptować w żadnych okolicznościach:

    Sam Sobór Watykański II, mówiąc o szacunku należnym ludzkiej osobie, wymienia wiele przykładów takich czynów: „Wszystko, co godzi w samo życie, jak wszelkiego rodzaju zabójstwa, ludobójstwa, spędzanie płodu, eutanazja i dobrowolne samobójstwo; wszystko, cokolwiek narusza całość osoby ludzkiej, jak okaleczenia, tortury zadawane ciału i duszy, wysiłki w kierunku przymusu psychicznego; wszystko, co ubliża godności ludzkiej, jak nieludzkie warunki życia, arbitralne aresztowania, deportacje, niewolnictwo, prostytucja, handel kobietami i młodzieżą, a także nieludzkie warunki pracy, w których traktuje się pracowników jak zwykłe narzędzia zysku, a nie jak wolne, odpowiedzialne osoby; wszystkie te i tym podobne sprawy i praktyki są czymś haniebnym; zakażają cywilizację ludzką, bardziej hańbią tych, którzy się ich dopuszczają, niż tych, którzy doznają krzywdy i są jak najbardziej sprzeczne z czcią należną Stwórcy”­ – podkreślił Ojciec Święty (VS 80).

    Znaczenie encykliki

    Encyklika Veritatis splendor, ogłoszona 6 sierpnia 1993 roku, miała ogromne znaczenie dla Kościoła. Wobec pojawiających się teorii podważających podstawowe zasady katolickiej teologii moralnej konieczne stało się jasne przedstawienie stanowiska Kościoła oraz wskazanie błędów, które zagrażały integralności jego nauczania.

    Należy docenić wkład zarówno św. Pawła VI, jak i św. Jana Pawła II, którzy poprzez swoje encykliki bronili katolickiej teologii moralnej przed koncepcjami podważającymi jej fundamenty. Humanae vitae potwierdziła nauczanie Kościoła w kwestii przekazywania życia ludzkiego, natomiast Veritatis splendor przedstawiła szerszą refleksję nad podstawami moralności chrześcijańskiej.

    Niestety, nauczanie obu papieży bywa dziś pomijane, a wielu katolików w swoim codziennym życiu postępuje w sposób sprzeczny z zawartymi w nim wskazaniami. Nie brakuje osób, które deklarują przywiązanie do Kościoła, a jednocześnie odrzucają te elementy jego nauczania, które uznają za zbyt wymagające lub niedostosowane do współczesnych realiów.

    Warto sięgnąć po papieskie encykliki – a św. Jan Paweł II pozostawił ich po sobie cały szereg – aby lepiej poznać i zrozumieć nauczanie Kościoła. Trudno żyć zgodnie z zasadami, których się nie zna lub których znaczenia się nie rozumie. Sama lektura nie gwarantuje oczywiście zmiany postępowania, ale może być pierwszym krokiem ku refleksji i wcielaniu nauczania Kościoła we własne życie.

    Adrian Fyda/PCh24.pl

    ***

    wtorek – 13 października 2026

    Znak, o którym zaświadczyły tysiące. Mija 109. rocznica Cudu Słońca z Fatimy

    13 października 1917 doszło do cudu, znaku zapowiadanego przez Maryję, który wpłynął na odbiór wydarzeń z Fatimy. Wielki tłum ludzi – wśród którego byli wierzący, poszukujący uzdrowienia, ciekawscy, jak i… zadeklarowani antyklerykałowie – stał się świadkiem rzeczy niewytłumaczalnej. Słońce zaczęło przypominać srebrny dysk i… tańczyć!

    Wiemy, że całe to zdarzenie nie trwało długo, około dziesięciu minut. Obserwowało go kilkadziesiąt tysięcy osób o różnym nastawianiu i stosunku wobec wiary. Słońce zaczęło przypominać ogromny srebrny dysk, jego promienie jednak nie oślepiały. Na krawędziach Słońca pojawiły się różnobarwne rozbłyski, dysk począł drżeć, ślizgać się po niebie. Słońce „tańczyło”. Następnie okazało się, że promienie tak dziwnie zachowującego się Słońca osuszyły ubrania zgromadzonych i samo wzgórze.

    Wiemy, że reakcje zgromadzonych ludzi były różne. Niektórzy myśleli, że oto nadciąga koniec świata, słychać było modlitwę, inni wyznawali swoje grzechy. Wiemy że w trakcie tych wydarzeń doszło do wielu nawróceń, doszło także do uzdrowień. Nawrócił się m.in. dowódca mundurowych wysłanych w okolice Cova da Iria celem zapobieżenia gromadzeniu się ludzi. Wiemy także, że wskutek tego cudu nawrócił się wpływowy mason Antonio da Silva, przez co spotkał się z szykanami ze strony dawnych „braci”. Wiemy także, że te ani wydarzenia ani relacja świadków nie wpłynęły na stanowisko Artura de Oliveira Santos, masona, republikanina i antyklerykała parającego się dziennikarstwem. Umarł wspominając swą dawno utraconą pozycję i wpływy polityczne.

    Wiemy także, że objawienia w Fatimie i Cud Słońca wywołały wściekłą reakcję masonerii i środowisk pracujących nad laicyzacją Portugalii, prowadzących walkę na śmierć i życie z Kościołem i religią. Często nie pamiętamy o kontekście, w którym doszło do samych objawień: w Portugalii tamtych czasów masoneria i animowani przez nią republikanie starali się „zmodernizować” Portugalię i Portugalczyków, a to oznaczać miało koniec wiary, koniec religii, koniec Kościoła. Małe, katolickie dotąd państwo na Półwyspie Iberyjskim stało się areną prześladowań, a Lizbona została okrzyknięta stolicą ateizmu. Wiemy, że kres życia masońskich animatorów tego ruchu był… smutny. Jeden z nich porzucił swój światopogląd racjonalistyczny i oddał się spirytyzmowi. Dla innego kres życia był okresem rozczarowania i zgryzoty.

    Sednem objawień nie był oczywiście znak, tylko treść objawień danych pastuszkom. Dany został także i znak, lecz to, do czego on prowadził zależało już jednak od wolnej woli konkretnych ludzi.

    „Matka Boża otworzyła po raz pierwszy ręce, przekazując nam światło tak silne, jak gdyby blask wychodzący z Jej rąk. To światło dotarło do naszego wnętrza, do najgłębszej głębi duszy, i spowodowało, żeśmy się widzieli w Bogu, który jest tym światłem, wyraźniej niż w najlepszym zwierciadle. Pod wpływem wewnętrznego impulsu, również nam przekazanego, padliśmy na kolana i powtarzaliśmy bardzo pobożnie: »O Trójco Przenajświętsza, uwielbiam Cię, mój Boże, kocham Cię w Najświętszym Sakramencie«”.

    PCh24.pl

    ***

    „Cud słońca” w Fatimie

    Tłum patrzący na “Cud Słońca” – fot. Judah Rua/Wikipedia

    ***

    13 października 1917 r. w Fatimie miał miejsce tzw. cud słońca. Wydarzenie to zakończyło trwające kilka miesięcy objawienia Matki Bożej. Czym był “cud słońca”?

    Mimo ulewnego deszczu na cud oczekiwało 90 tys. osób

    Opisy tego ostatniego, publicznego akcentu objawień obiegły całą ówczesną prasę. Objawienia były już na tyle znane i wywoływały sprzeczne emocje, że w Fatimie, mimo ulewnego deszczu oczekiwało wówczas 70 tys. osób przybyłych z całej Portugalii, a kolejne 20 tys. na obrzeżach. Byli to zarówno wierzący jak i skrajni sceptycy i antyklerykałowie, gdyż taki reżim panował wówczas w Portugalii.

    Po długim czasie oczekiwania nad skalnym dębem ukazała się Maryja, zwracająca się do Łucji z prośbą, aby zbudowano tu na jej cześć kaplicę. Dodaje, że jest Matką Bożą Różańcową, wzywa do odmawiania różańca i zapowiada rychły koniec wojny i powrót z niej żołnierzy.

    Tłum patrzący na „Cud Słońca” | fot. Judah Rua/Wikipedia

    ***

    Jak wyglądał „cud słońca”?

    Wkrótce potem Maryja rozchyla szeroko ręce, nagle przestaje padać deszcz, rozstępują się chmury i ukazuje się słońce, świecące silniejszym blaskiem niż zwykle. Wtem – jak czytamy w opisach – słońce zaczyna migotać, jakby zapalało się i przygasało, a następnie wirować, rzucając we wszystkie strony promienie w różnych kolorach.

    Nagle słońce przestaje wirować, a olbrzymia świetlista kula pędzi z wielką prędkością w kierunku przerażonego tłumu. Nagle zatrzymuje się i wraca na swoje miejsce. A kiedy rzesze szaleją z zachwytu, trójka pastuszków doznaje wizji, w której Maryja wraz z Dzieciątkiem błogosławi świat.

    W ten sposób zakończyły się najsłynniejsze w XX stuleciu objawienia maryjne, które nastąpiły w czasie, gdy toczyła się pierwsza wojna światowa, a w Portugalii sprawował rządy ostro antykościelny reżim. W Rosji za kilka tygodni miała zacząć ateistyczna rewolucja, która – w swych konsekwencjach – przyniosła najwięcej zbrodni i ofiar w historii świata oraz prześladowania Kościoła w niespotykanej dotąd skali.

    KAI,zś/Stacja7

    ***

    Fatima – wyjaśnienie i rozwiązanie współczesnego kryzysu

    fatima.jpg
    fot. MA/PCh24.pl

    ***

    Społeczność ludzka zaprezentowała w pierwszej części tego stulecia, tj. przed rokiem 1914, swoją świetlaną stronę. We wszystkich dziedzinach postęp był niekwestionowany. Gospodarka znajdowała się w bezprecedensowym rozkwicie. Życie społeczne wydawało się wkraczać w złotą erę.

    Tymczasem pewne poważne symptomy zaciemniały ten radosny obraz. Istniały problemy moralne i materialne, lecz niewielu zwracało w pełni uwagę na zakres i znaczenie tych zjawisk. Olbrzymia większość oczekiwała, że nauka i postęp rozwiążą wszystkie te problemy.

    Pierwsza wojna światowa była straszliwym tego zaprzeczeniem. We wszystkich sferach życia narastały nieustannie trudności, aż do 1939 r., kiedy to wybuchła II wojna światowa. I tak dochodzimy do sytuacji obecnej, gdzie możemy powiedzieć, że nie ma ani jednego narodu na ziemi, który nie borykałby się z poważnymi problemami w prawie wszystkich dziedzinach.

    Innymi słowy, gdy analizujemy wewnętrzną sytuację każdego narodu, to zauważamy tam stan pełen niepokoju, zamętu, rozpasania apetytów i ambicji oraz podważania wszystkich wartości, który jeśli nie jest już otwartą anarchią, to w każdym razie do niej zmierza. Żaden z mężów stanu nie potrafił zaproponować lekarstwa, które położyłoby kres temu chorobliwemu procesowi o światowym zasięgu.

    Istotnym elementem orędzi Matki Bożej i Anioła Portugalii w Fatimie w roku 1917 jest uświadomienie ludziom powagi tej sytuacji i wyjaśnienie jej w świetle planów Opatrzności Bożej oraz wskazanie niezbędnych środków do uniknięcia katastrofy. Oto jest właściwa historia naszej epoki, a nawet więcej, jest to jej przyszłość, o której poucza nas Matka Najświętsza.

    Zachodnie Cesarstwo Rzymskie zakończyło swoje istnienie katastrofą, opisaną i wyjaśnioną przez geniusz wielkiego Doktora Kościoła – św. Augustyna. Upadek średniowiecza został przewidziany przez wielkiego proroka, św. Wincentego Ferreriusza. Rewolucja francuska, która oznacza koniec epoki nowożytnej, była przewidziana przez innego wielkiego proroka, św. Ludwika Marię Grignion de Montfort. Epoka współczesna, która wydaje się kończyć nowym kryzysem, została obdarzona większym przywilejem, gdyż to sama Matka Boża przyszła przemówić do ludzi.

    Św. Augustyn mógł tylko potomności wyjaśnić przyczyny tragedii, której sam był świadkiem. Św. Wincentemu Ferreriuszowi i św. Ludwikowi Grignion de Montfort nie udało się odsunąć burzy, gdyż ludzie nie chcieli ich słuchać. Z kolei Matka Boża wyjaśnia przyczyny obecnego kryzysu i zarazem wskazuje środki zaradcze, przepowiadając jednocześnie katastrofę, jeśli ludzie Jej nie posłuchają.

    Pod każdym względem, zarówno z powodu swej treści, jak i godności objawiającej się Osoby, orędzie fatimskie przewyższa więc to wszystko, co Opatrzność przekazywała ludziom w obliczu wielkich nawałnic dziejowych.

    Z tego też powodu, można kategorycznie stwierdzić bez najmniejszej obawy popadnięcia w sprzeczność, że objawienia Matki Bożej i Anioła Pokoju w Fatimie stanowią najważniejsze i najbardziej zachwycające wydarzenia XX wieku.

    Plinio Corrêa de Oliveira

    * Powyższy artykuł, tak trafnie przewidujący również obecne wydarzenia na świecie, został opublikowany ponad pięćdziesiąt lat temu w miesięczniku „Catolicismo”, nr 29, maj 1953 r. (fragmenty).

    źródło: przymierzezmaryja.pl

    ***

    455 lat po Lepanto. Czy dziś wierzymy jeszcze w moc broni, która ocaliła Europę?

    455 lat po zwycięstwie pod Lepanto znów kreślone są scenariusze, w których Europa staje się zdominowana przez wyznawców islamu. Tym razem mają zapewnić to już nie potężne wojska sułtana, a – jak miał wyrazić się niegdyś prezydent Algierii Huari Bumedien – brzuchy muzułmańskich kobiet. To więc może ostatni dzwonek, by sięgnąć po broń, która przed podobnym zagrożeniem ochroniła Stary Kontynent 7 października 1571 roku?

    Grafika wygenerowana komputerowo
    Grafika wygenerowana komputerowo

    ***

    Dziś mija 455 lat od niezwykłego wydarzenia, które zdecydowało o losach Europy. 7 października 1571 roku flota chrześcijańska pokonała pod Lepanto wojska tureckie. Stało się tak, choć wielu przewidywało tryumf sił sułtana Selima II, który chciał podbić Europę i zaprowadzić w niej muzułmańską wiarę. Liczebna przewaga sił Imperium Osmańskiego została jednak zniwelowana przez… nieoczekiwaną, a sprzyjającą flocie Ligi Świętej zmianę wiatru, która utrudniła manewry wrogiej armadzie.

    Non virtus, non arma, non duces, sed Mariae Rosiae victores nos fecit

    Współcześni widzieli w tym wydarzeniu cud. Nie był to jednak cud niespodziewany, a cud wymodlony. Gdy ówczesny papież, św. Pius V usłyszał o zbliżającej się wojnie, wezwał cały katolicki świat do modlitwy różańcowej. W całej Europie samą bitwę poprzedziła walka innej armii – codziennie odmawiającej różaniec, poszczącej i organizującej maryjne procesje. Tak też Pius V nie miał wątpliwości co do tego, komu należy przypisać zwycięstwo pod Lepanto i ocalenie Europy. Na pamiątkę tego zwycięstwa uczynił 7 października świętem Matki Bożej Zwycięskiej, które obchodzimy dziś jako święto Matki Bożej Różańcowej. 

    Różaniec to przedziwna modlitwa. Każdy katolik dobrze ją zna – przecież towarzyszy nam od dziecka. Zasad jej odmawiania nauczyliśmy się mając zaledwie kilka lat. Wielu z nas szczególnie w pamięci zapadły październikowe nabożeństwa z okresu przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej. W dorosłym życiu jesteśmy różańcowi mniej lub bardziej wierni. Niezależnie od tego, na koniec bliscy odmówią go przy naszej trumnie. 

    Odkrywając skarb, który przynosi pokój 

    Ogłaszając Rok Różańca, św. Jan Paweł II pisał w Liście Apostolskim Rosarium Virginis Mariae, że różaniec to „skarb, który trzeba odkryć”. Są przynajmniej cztery powody, które sprawiają, że dziś papieskie przesłanie jest jeszcze aktualniejsze. 

    Pierwszym z tych powodów jest coraz bardziej niepokojąca sytuacja na świecie. W 2002 roku, widząc początki nowych niepokojów czy to w zamachach z 11 września 2001 roku, czy w wydarzeniach na Bliskim Wschodzie, papież z Polski pisał o „pilnej potrzebie wołania do Boga o dar pokoju”. 24 lata później widzimy, że niestety potrzeba ta stała się jeszcze pilniejsza. Dlatego Leon XIV, mówiąc o dramacie trwających wojen i widmie ich rozszerzenia, wskazuje na różaniec, apelując o wspólną modlitwę w intencji pokoju. Różaniec stał się typową dla tej intencji formą modlitwy. Być może dlatego, że jego naturalnym działaniem jest wprowadzanie pokoju do serca i umysłu osoby go odmawiającej. „Różaniec ze swej natury jest modlitwą pokoju z racji samego faktu, że polega na kontemplowaniu Chrystusa, który jest Księciem Pokoju i « naszym pokojem » (Ef 2, 14). Kto przyswaja sobie misterium Chrystusa – a różaniec właśnie do tego prowadzi – dowiaduje się, na czym polega sekret pokoju, i przyjmuje to jako życiowy projekt. Ponadto, mocą swego charakteru medytacyjnego, przez spokojne następowanie po sobie kolejnych « Zdrowaś Maryjo », różaniec wywiera na modlącego się kojący wpływ, który usposabia go do przyjmowania i doświadczania w głębi swego jestestwa oraz do szerzenia wokół siebie tego prawdziwego pokoju, który jest szczególnym darem Zmartwychwstałego (por. J 14, 27; 20, 21)” – pisał św. Jan Paweł II. 

    Bardzo modne – co również zauważał już Wojtyła – jest dziś sięganie po znane z obcych tradycji religijnych metody medytacji, wyciszenia i uspokojenia. Joga, mantra, techniki oddechowe, medytacja transcendentalna, zen, mindfulness… Znany z dzieciństwa różaniec może wydaje nam się zbyt staroświecki i nudny. Może kojarzy się jedynie z bezmyślnym powtarzaniem formułki. Może tak jest, bo nigdy nie spróbowaliśmy odmówić go jako dorośli i jak dorośli, zatrzymując się jedynie na etapie dziecięcej modlitwy. Różaniec to modlitwa kontemplacji, w której uczymy się przyglądać życiu Chrystusa i swojemu życiu w perspektywie Ewangelii. Dlatego „z natury swej wymaga odmawiania w rytmie spokojnej modlitwy i powolnej refleksji”. Tak odmawiany – przemienia odmawiającego, napełniając jego życie pokojem. 

    Odkrywając skarb, który chroni rodzinę

    Obok modlitwy o pokój, Jan Paweł II wskazał też na pilną potrzebę modlitwy w intencji rodziny, zwracając uwagę na grożące jej u początku XXI wieku niebezpieczeństwa. Zauważył, że rodzina jest „coraz bardziej zagrożona na płaszczyźnie ideologicznej i praktycznej siłami godzącymi w jej jedność, które budzą obawy o przyszłość tej podstawowej i niezbywalnej instytucji, a wraz z nią o losy całego społeczeństwa”. Tak wiele uwagi poświęcamy dziś grożącym rodzinie ideologiom. Czy sięgamy po narzędzie, w którym nasz święty rodak widział skuteczną obronę przed tym zagrożeniem?

    Szczególną wartość papież widział we wspólnym odmawianiu różańca w rodzinie. Różaniec odmawiany wspólnie przez małżonków, różaniec odmawiany przez rodziców z dziećmi… Już sama wspólna modlitwa jednoczy i wzmacnia rodzinę. Dlatego Jan Paweł II określił różaniec „modlitwą rodziny i za rodzinę”. 

    Odkrywając skarb, który strzeże wiary Kościoła 

    O rodzinie, stojących przed nią zagrożeniach i związanych z tym wyzwaniach duszpasterskich papież Leon XIV będzie w najbliższych dniach rozmawiał z biskupami całego świata. Dziś rozpoczyna się w Watykanie spotkanie zwołane przez ojca świętego z okazji 10. rocznicy ogłoszenia adhortacji apostolskiej Amoris laetitia. Ten przygotowany przez papieża Franciszka dokument wywołał prawdziwe trzęsienie ziemi w Kościele katolickim. Pojawiła się w nim możliwość dopuszczenia do Komunii świętej rozwodników żyjących w ponownych związkach, nawet jeżeli nie zachowują wstrzemięźliwości seksualnej. Dokonano w ten sposób przewrotu kopernikańskiego w katolickiej teologii moralnej, stawiając pod znakiem zapytania samą istotę nierozerwalności małżeństwa? Katolików przestały obowiązywać obiektywne normy i podlegają już tylko subiektywnej ocenie własnego sumienia? Amoris laetitia jest jednym z tych dokumentów, które wywołały dyskusję na temat zachowania jedności doktrynalnej w Kościele katolickim. Czy Kościół przetrwa jako wierny swojej doktrynie? 
    Wedle tradycji Maryja przekazała św. Dominiakowi różaniec jako broń przeciwko herezji albigensów. „Historia różańca pokazuje, jak tej modlitwy używali zwłaszcza dominikanie, gdy Kościół przeżywał trudne chwile z powodu szerzenia się herezji. Dziś stoimy wobec nowych wyzwań. Czemuż nie wziąć znowu do ręki koronki z wiarą tych, którzy byli przed nami?” – pytał św. Jan Paweł II. 

    Odkrywając skarb, który broni chrześcijańskiego dziedzictwa Europy

    Wedle badań przeprowadzonych przez francuskie Obserwatorium Imigracji i Demografii, niezależnie od wariantu polityki imigracyjnej, dotychczasowe otwarcie Francji na masową migrację sprawi, że do 2050 roku w kraju tym nastąpią bardzo poważne zmiany demograficzne. We dwóch z trzech przebadanych scenariuszy osoby bez pochodzenia migracyjnego staną się między 2050 a 2060 rokiem mniejszością w ludności tego europejskiego kraju. Zmiany demograficzne niosą ze sobą oczywiście również zmiany religijne. Mówimy wszak o imigrantach w przytłaczającej większości wyznających islam. „Pewnego dnia miliony ludzi opuszczą półkulę południową, aby wedrzeć się na półkulę północną. I z pewnością nie jako przyjaciele. Ponieważ wedrą się, aby dokonać podboju. I podbiją ją, zaludniając swoimi dziećmi. To brzuchy naszych kobiet dadzą nam zwycięstwo” – miał powiedzieć na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ w 1974 roku prezydent Algierii Houari Boumedienne. Czy rzeczywistość ta się zrealizuje, a Europa stanie się muzułmańska? 

    Przed podobnym zagrożeniem nasz kontynent stanął 455 lat temu. Wówczas uratował go różaniec. Przez wieki ratował też rodzinę i jedność Kościoła, a pokolenia katolików widziały w nim nadzieję wobec targających światem wojen. Wiele uwagi poświęcamy dziś w Kościele rozważaniom na temat kryzysu rodziny. Z przerażeniem obserwujemy sytuację geopolityczną. Rozprawiamy na temat podejścia do doktryny. Zastanawiamy się nad rosnącym wpływem islamu. Czy w tym wszystkim wierzymy jeszcze w moc różańca? To skarb, który na tych czterech płaszczyznach może okazać się niezwykle cenny. 

    Karol Kubicki/Fronda.pl

    ***

    Odmawiam różaniec, ale myślę o wszystkim oprócz różańca.

    W modlitwie różańcowej jest nasza siła.

    Przy pierwszym „Zdrowaś Maryjo” jeszcze wiemy, po co się modlimy. Przy drugim przypominamy sobie, że mieliśmy odpisać na wiadomość. Przy trzecim myślimy o jutrze. Przy czwartym wraca rozmowa sprzed kilku dni. Przy piątym zastanawiamy się, czy o czymś ważnym nie zapomnieliśmy. I nagle orientujemy się, że właśnie skończyliśmy dziesiątkę. Chyba wielu z nas zna ten moment.

    W odmawianiu Różańca jest nasza siła

    fot. Karol Porwich/Tygodnik Niedziela

    ***

    Bierzemy różaniec do ręki. Siadamy albo wychodzimy na spacer. Chcemy się pomodlić. Naprawdę chcemy. Przez chwilę jesteśmy skupieni, a potem myśli zaczynają biec w zupełnie inną stronę. Praca, zakupy, wiadomość, na którą wciąż nie odpisaliśmy. Ktoś, kto nas zranił. Ktoś, za kim tęsknimy. Sprawa, którą odkładamy od kilku tygodni. Coś, co wydarzyło się dzisiaj. Coś, co może wydarzyć się jutro. Czasem można odnieść wrażenie, że właśnie podczas różańca przypominamy sobie o wszystkim. I wtedy pojawia się myśl: „Przecież ja się w ogóle nie modlę”. Ale może nie do końca tak jest.

    Może po prostu przychodzimy na modlitwę tacy, jacy jesteśmy. Ze zmęczeniem, niepokojem, problemami i sprawami, których nie udało nam się zostawić przed drzwiami. Bo jeśli podczas różańca przypomina nam się ktoś bliski, możemy przecież pomodlić się właśnie za niego. Jeśli myślimy o kimś chorym – powierzmy go Maryi. Jeśli wraca osoba, która nas zraniła, możemy oddać Jej również tę trudną relację. A kiedy zaczynamy martwić się o przyszłość, czasem wystarczy powiedzieć: „Maryjo, Ty przecież wiesz”. Wtedy różaniec przestaje być czymś oderwanym od naszego życia. To właśnie nasze życie przynosimy na modlitwę.

    Oczywiście, dobrze jest się skupić. Dobrze jest zatrzymać się przy tajemnicy, którą rozważamy. Ale nie zawsze się to udaje. Czasem przez kilka minut jesteśmy gdzieś daleko i dopiero po chwili orientujemy się, że nie wiemy nawet, które „Zdrowaś Maryjo” właśnie odmówiliśmy.

    Wtedy można po prostu wrócić. Bez złości na siebie. Bez przekonania, że wszystko robimy źle. Bez zaczynania modlitwy od wyrzutów sumienia. Po prostu wrócić. I może właśnie tego różaniec uczy nas nie tylko w modlitwie.

    Ile razy w ciągu dnia tracimy z oczu to, co naprawdę ważne? Ile razy zamartwiamy się czymś, co jeszcze się nie wydarzyło? Ile razy wracamy myślami do sytuacji, których nie możemy już zmienić? A przecież zawsze można spróbować wrócić do tego, co jest teraz. Do człowieka, który stoi obok. Do chwili, która właśnie trwa. Do Boga. Dlatego jeśli podczas różańca znowu uciekły nam myśli, nie musimy się zniechęcać. Możemy wrócić. Nawet jeśli zdarzy się to po raz dziesiąty. Nawet jeśli po raz pięćdziesiąty.

    Maryja nie czeka na nas z oceną, czy dobrze odmówiliśmy różaniec. Przynosimy Jej to, co mamy: radość, zmęczenie, wdzięczność, lęk, ludzi, o których chcemy pamiętać, i sprawy, które od dawna chodzą nam po głowie. Bierzemy więc paciorki do ręki. I zacznijmy jeszcze raz: „Zdrowaś Maryjo…”

    Natalia Janowiec/TYgodnik Niedziela

    ***

    Pomoce do dobrego odmawiania różańca

    Ojciec Święty proponuje pewne innowacje, zmiany, które mogą pogłębić modlitwę różańcową i uczynić ją drogą do kontemplacji Oblicza Jezusa.

    fot. Magdalena Pijewska

    ***

    Pierwsza rada papieska dotyczy modlitw: Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo. Po wysłuchaniu słowa Bożego i skupieniu się na rozważanej tajemnicy, czymś naturalnym jest wzniesienie ducha ku Ojcu. Jezus w każdej swej tajemnicy prowadzi nas do Ojca, np. w czasie chrztu w Jordanie, czy w momencie przemienienia na Taborze. Jest On zawsze zjednoczony z Ojcem i nas chce wprowadzić w zażyłość z Nim, byśmy razem z Jezusem wołali Abba, Ojcze (Rz 8,15; Ga 4,6). Ojcze nasz nadaje charakter eklezjalny modlitwie różańcowej. Zdrowaś Maryjo zajmuje najwięcej miejsca w Różańcu. Dzięki temu jest on modlitwą maryjną. Charakter maryjny nie przeciwstawia się chrystologicznemu, ale go podkreśla i uwypukla.

    Pierwsza część Zdrowaś Maryjo jest zaczerpnięta ze słów Gabriela i św. Elżbiety i skierowana do Maryi; jest adorującą kontemplacją tajemnicy Wcielenia, która spełnia się w Maryi za sprawą Ducha Świętego. Ośrodkiem Zdrowaś Maryjo i zwornikiem między jego pierwszą a drugą częścią jest święte imię Jezus. Przy zbyt szybkim odmawianiu centrum to uchodzi uwagi, a wraz z nim misterium Chrystusa, które jest kontemplowane. Umyka to, co jest istotne w Różańcu – imię Jezus i to, co gwarantuje jego owocność, a mianowicie medytacja tajemnicy. Tylko jeden krok do klepania pacierzy. Jan Paweł II, idąc za Pawłem VI, proponuje, żeby podkreślić imię Jezus, dodając do niego tzw. dopowiedzenie, które nawiązuje do rozważanej tajemnicy (RVM 33). Dopowiedzenie można by nazwać „przystankiem Jezus” w modlitwie Różańca. Świadome zatrzymanie się zwraca uwagę na Jezusa, Jego życie i misteria; jest wyznaniem wiary i pozwala przyswajać treść tajemnicy. Na „przystanku Jezus”, modlący się budzi się z monotonnego odmawiania modlitwy i staje w obliczu Jezusa, naszego Pana i Zbawiciela. Czyż to nie jest właśnie kontemplacja: pełne miłości i podziwu zatrzymanie się przy Jezusie. Jak powinno wyglądać takie dopowiedzenie? Weźmy jako przykład znak Kany (J 2,1-12). Pod imieniu „Jezus” możemy dodać: który wysłuchuje prośbę swej Matki.

    Druga rada Papieża, wielkiego Duszpasterza – rola doksologii i końcowy akt strzelisty. Doksologia trynitarna, czyli Chwała Ojcu…, jest celem chrześcijańskiej kontemplacji (RVM 34).

    Drogą jest sam Chrystus, który prowadzi nas do Ojca w Duchu Świętym. Idąc drogą Chrystusa stajemy wobec misterium trzech Osób Boskich, którym należy się chwała i uwielbienie. Chwała Ojcu jako szczyt kontemplacji powinno być w publicznym odmawianiu uwydatnione, np. śpiewem. Krótkie Chwała Ojcu… nie pełni tylko roli zakończenia. To ma być szczyt kontemplacji, doświadczenie Taboru, przedsmak kontemplacji (wizji) uszczęśliwiającej. „Dobrze, że tu jesteśmy” (Łk 9,33). Po doksologii trynitamej następuje końcowy akt strzelisty, który ma różną formę. U nas w Polsce funkcjonują szczególnie dwa: O Maryjo bez zmazy pierworodnej poczęta… i fatimska: O mój Jezu… Ojciec Święty ma tu bardzo interesującą propozycję: lepiej będzie można wyrazić owocność danej tajemnicy, gdy każdą tajemnicę zakończy się modlitwą o osiągnięcie specyficznych owoców konkretnej tajemnicy. W ten sposób będzie można podkreślić związek Różańca z życiem. Papież wzywa tu do badań i pastoralnych eksperymentów, które można przeprowadzić w sanktuariach maryjnych. Co można by tu zaproponować?

    W prywatnym odmawianiu Różańca, akty strzeliste mogą być improwizowane; natomiast w odmawianiu wspólnotowym można czerpać akty strzeliste z liturgii lub pieśni Kościoła.

    Mamy wielkie bogactwo pieśni na Boże Narodzenie, na Wielki Post, na święta maryjne i eucharystyczne. Dopowiedzenia do tajemnic światła:
    1) …Jezus, który w czasie chrztu w Jordanie został namaszczony Duchem Świętym;
    2) …Jezus, który objawił w Kanie swą chwałę i uwierzyli w Niego;
    3) …Jezus, który głosił nadejście panowania Boga i wzywał wszystkich do nawrócenia;
    4) …Jezus, który objawił uczniom swoje Bóstwo na Taborze, aby ich wzmocnić na godzinę męki;
    5) …Jezus, który z miłości oddał swoje Ciało i Krew za zbawienie świata.

    Akty strzeliste wymawiane po Chwała Ojcu:
    1) Panie Jezu, który w czasie chrztu w Jordanie zostałeś namaszczony Duchem Świętym, spraw, abyśmy byli wrażliwi na natchnienia Twojego Ducha i żyli zobowiązaniami chrztu świętego. Tobie cześć i chwała na wieki.
    2) Jezu, który objawiłeś swoją chwałę na weselu w Kanie, spraw, abyśmy na wzór Twojej Matki wierzyli w Ciebie bez cudownych znaków. Tobie cześć…
    3) Jezu, który głosiłeś nadejście panowania Boga, spraw, abyśmy się nawrócili i przyjęli orędzie Dobrej Nowiny…
    4) Jezu, który objawiłeś swe Bóstwo na Taborze, spraw, abyśmy zawsze kontemplowali Twe Oblicze wraz z Maryją i słuchali Twojego słowa. Tobie cześć…
    5) Jezu, który w czasie Wieczerzy dałeś swoje Ciało i Krew za zbawienie świata, spraw, abyśmy żyli dla braci. Tobie…

    Warto skorzystać z propozycji Ojca Świętego.

    ks. Józef Kudasiewicz/Tygodnik Niedziela

    ***

    Krótka historia różańca świętego według o. Amortha

    Wszystko zaczęło się w klasztorach. Tu od nie-pamiętnych czasów odmawiano sto pięćdziesiąt psalmów Dawidowych. Mnichom, a także ludowi, który nawiedzał klasztory, trudno było nauczyć się na pamięć każdego z nich. W związku z tym około roku 850 pewien mnich o irlandzkich korzeniach zaproponował, aby odmawiano zamiast nich sto pięćdziesiąt razy Ojcze nasz. I tak się stało. Wierni i mnisi skorzystali z rady irlandzkie-go duchownego i zaczęli odliczać powtórzenia Modlitwy Pańskiej na różne sposoby. Niektórzy posługiwali się stu pięćdziesięcioma kamykami, niektórzy sznurkami, a jeszcze inni węzłami.

    Fot. screenshot - YouTube/Pixabay (Myriams-Fotos)
    fot. screenshot – YouTube/Pixabay (Myriams-Fotos)

    ***

    Wszystko zaczęło się w klasztorach. Tu od nie-pamiętnych czasów odmawiano sto pięćdziesiąt psalmów Dawidowych. Mnichom, a także ludowi, który nawiedzał klasztory, trudno było nauczyć się na pamięć każdego z nich. W związku z tym około roku 850 pewien mnich o irlandzkich korzeniach zaproponował, aby odmawiano zamiast nich sto pięćdziesiąt razy Ojcze nasz. I tak się stało. Wierni i mnisi skorzystali z rady irlandzkie-go duchownego i zaczęli odliczać powtórzenia Modlitwy Pańskiej na różne sposoby. Niektórzy posługiwali się stu pięćdziesięcioma kamykami, niektórzy sznurkami, a jeszcze inni węzłami.

    Z biegiem lat z węzłów i kamyków powstał różaniec. W XIII wieku mnisi cysterscy opracowali nową formę modlitwy, którą nazwali właśnie różańcem. Dlaczego? Po prostu porównywali ją do bukietu mistycznych róż ofiarowanych Maryi. Następnie św. Dominik rozpowszechnił różaniec, ogłaszając w 1214 roku, że nabożeństwo różańcowe jest pomocne w walce chrześcijan z herezjami.

    Tajemnice różańcowe w takiej postaci, w jakiej znamy je dzisiaj, jeszcze się wtedy nie ukształtowały. Nastąpiło to dopiero w XIII wieku. Różni teologowie od dawna uważali, że sto pięćdziesiąt psalmów to ukryte proroctwa o życiu Jezusa. W oparciu o studia nad psalmami opracowano psałterze naszego Pana, Jezusa Chrystusa, a tak-że hymny na cześć Maryi. Powstały cztery różne psałterze: sto pięćdziesiąt razy Ojcze nasz, sto pięćdziesiąt razy Pozdrowienie anielskie, sto pięćdziesiąt razy Chwała Jezusowi, sto pięćdziesiąt razy Chwała Maryi.

    Około roku 1350 ukształtowało się Zdrowaś Mario w takiej postaci, w jakiej znamy je dzisiaj. Stało się to dzięki zakonowi kartuzów, który połączył pozdrowienie archanioła Gabriela z pozdrowieniem św. Elżbiety oraz dodał „teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen”.

    W XIV wieku cystersi, zwłaszcza we francuskim regionie Trèves, wprowadzili dodatkowe fragmenty wypowiadane po imieniu Jezus, aby objąć w tej modlitwie całe życie Chrystusa.

    Około połowy XIV wieku Enrico Kalkar, kar-tuz z Kolonii, wprowadził Ojcze nasz przed każdą dziesiątką Zdrowaś Mario. Ten sposób odmawiania różańca szybko rozpowszechnił się w całej Eu-ropie.

    Również w kartuzji w Trewirze na początku XV wieku Dominik Helion (zwany także Dominikiem z Prus lub Dominikiem z Trewiru) opracował różaniec, do którego dodał pięćdziesiąt ułożonych przez siebie formuł odnoszących się do wydarzeń związanych z życiem Jezusa Chrystusa. Formuły dodawał po każdym odmawianym Zdrowaś Mario, po słowach „błogosławiony owoc żywota twojego, Jezus”.

    Podobnie jak w propozycji Enrica Kalkara, wezwania Dominika z Prus były podzielone w grupy po dziesięć, przy czym każdą grupę poprzedzało Ojcze nasz.

    W latach 1435–1445 Dominik ułożył dla flamandzkich braci kartuzów odmawiających psałterz Maryi sto pięćdziesiąt formuł podzielonych na trzy grupy odwołujące się do ewangelicznych przekazów o dzieciństwie Chrystusa, Jego publicznej działalności i męce oraz zmartwychwstaniu.

    W 1470 roku dominikanin Alan de la Roche w porozumieniu z kartuzami, od których na-uczył się odmawiać różaniec, stworzył pierwszą konfraternię różańcową, szybko rozpowszechniając ten rodzaj modlitwy. Nazwał nowym różańcem formę obejmującą rozważania wewnątrz każdego Zdrowaś Mario, a starym różańcem – formę bez medytacji, w której odmawia się jedynie Zdrowaś Mario.

    Należy również wspomnieć o św. Piotrze z Werony, dominikaninie, który przyczynił się do wielkiej popularyzacji konfraterni maryjnych. Alan de la Roche ograniczył modlitwę różańcową do piętnastu tajemnic podzielonych na radosne, bolesne i chwalebne i – jak już wspomniałem – dopiero Jan Paweł II, wielki apostoł modlitwy różańcowej, w liście apostolskim Rosarium Virginis Mariae wprowadził tajemnice światła streszczające publiczne życie Jezusa.

    Dominikanie byli wielkimi głosicielami modlitwy różańcowej na świecie. Stworzyli liczne bractwa różańcowe, wśród których należy wy-mienić Konfraternię Różańca założoną w 1470 roku, Konfraternię Różańca Nieustającego, zwaną także Godziną Czuwania, założoną w 1630 roku przez ojca Tymoteusza Ricciego (inicjatywa polegała na tym, aby odmawiać różaniec przez wszystkie godziny dnia i nocy we wszystkie dni roku) oraz Konfraternię Żywego Różańca założoną w 1826 roku przez Paulinę Jaricot.

    Od średniowiecznej formuły różańca odchodzono stopniowo w okresie renesansu. Ostateczną formę różaniec uzyskał w 1521 roku za sprawą dominikanina Alberta de Castella.

    Święty Pius V, również dominikanin, był pierwszym papieżem różańcowym. W 1569 roku opisał owoce zebrane przez św. Dominika dzięki tej modlitwie i zachęcał wszystkich chrześcijan, aby ją odmawiali. Leon XIII ze swoimi dwunasto-ma encyklikami poświęconymi różańcowi był drugim papieżem różańcowym.

    Od roku 1478 do dnia dzisiejszego powstało ponad dwieście dokumentów papieskich poświęconych różańcowi.

    W kilku objawieniach sama Matka Boża wskazała modlitwę różańcową jako najbardziej potrzebną ludzkości. W czasie objawienia w Lourdes w 1858 roku miała długi sznur różańca na ramieniu. W 1917 roku w Fatimie, podobnie jak w ostatnich latach w Medjugorje, Matka Boża zachęcała, aby odmawiać różaniec codziennie.

    o. Gabriele Amorth

    Esej pochodzi z książki “Mój różaniec” o. Gabriele Amortha wydanej nakładem wydawnictwa Esprit

    ***

    Niedziela – 11 października

    Leon XIV: Nasza radość, to dar Boży dla zbawienia świata

    Tysiące ludzi przybyły na modlitwę Anioł pański z Leonem XIV

    Przyjęcie weselne z ewangelicznej przypowieści, to nasze święto, a sala bankietowa to nasze kościoły, domy, gdzie każdego dnia Syn Króla – Jezus Chrystus, powraca, by wyrażać nam swoją miłość – wskazał Leon XIV w katechezie podczas modlitwy Anioł Pański. Papież dodał, że głoszona przez chrześcijan radość, łzy, gesty dobroci są darem Bożym dla zbawienia świata.

    Dobro dąży do rozprzestrzeniania się

    Papież w katechezie nawiązał do sceny z Ewangelii św. Mateusza, odczytywanej w tę niedzielę, przedstawiającej ucztę weselną, wyprawianą przez króla dla jego syna. Zaproszenie na ucztę wielu osób jest znakiem – jak pisał św. Tomasz z Akwinu w Summa theologiae – że dobro z natury dąży do rozprzestrzeniania się: „Bonum dicitur diffusivum sui”.

    Niestety – wskazał Ojciec Święty – „nie zawsze dobro, które oferujemy, jest rozumiane, dostrzegane i doceniane; wręcz przeciwnie, czasami jest ono źle interpretowane i odrzucane.” Stąd wielu w przypowieści odrzuca zaproszenie króla. Ten jednak nie rezygnuje z uroczystości, przeciwnie, zaprasza jeszcze więcej osób, przechodniów, „aby radość nowożeńców stała się darem dla wszystkich”.

    Na modlitwie obecni licznie Polacy

    Na modlitwie obecni licznie Polacy   (VATICAN MEDIA)

    Jesteśmy wybrani na ucztę

    Papież wskazał, że to my jesteśmy tymi wybranymi na ucztę. „Przyjęcie weselne to nasze święto, a sala bankietowa to nasze kościoły, nasze domy, miejsca, w których żyjemy i gdzie każdego dnia Syn Króla – Jezus Chrystus, powraca, by wyrażać nam swoją miłość i oczekuje na nasze „tak” – mówił Papież.

    Tam Go spotykamy przyodziani w białą szatę chrzcielną i „ozdobieni klejnotami dobrych uczynków, które przybliżają nas do Boga i do siebie nawzajem.”

    Jak mówił Leon XIV, radość, którą głosimy, „nie jest zatem sztuczna, lecz głęboka, konkretna, rzeczywista, piękna jak oblicza ludzi, których spotykamy, prawdziwa jak praca, uśmiechy, łzy, uściski dłoni i gesty dobroci, które wypełniają nasze dni. Jest to dar Boży dla zbawienia świata.”

    Wojciech Rogacin – Watykan

    ***

    piątek – 9 października 2026

    Kardynał Gerhard Müller:

    Tak, Maryja jest Współodkupicielką. Oto, dlaczego

    Maryja 12.webp

    Matka Boża jest Współodkupicielką. Ten tytuł w pełni sprawiedliwie opisuje Jej rolę w Bożym planie zbawienia. Maryja w pełnej wolności wypowiedziała “fiat”, dając w ten sposób wzór doskonałego chrześcijaństwa. Mówił o tym kardynał Gerhard Ludwig Müller, były prefekt Kongregacji Nauki Wiary.

    Kardynał Gerhard Müller opublikował artykuł na temat roli Matki Bożej na włoskim portalu “La Nuova Bussola Quotidiana”. To treść przemówienia, które wygłosił w czwartek 8 października na konferencji międzynarodowej “De Maria numquam satis”, która odbyła się w Rzymie na Augustinianum.

    Purpurat rozpoczął od kwestii fundamentalnych, pokazując, jaka jest natura relacji pomiędzy Bogiem a człowiekiem. “Bóg niczego nie zyskuje ani nie traci, pozwalając stworzeniom osobowym uczestniczyć w swojej nieskończonej Istocie, swoim Duchu i swojej niewyczerpanej dobroci. Łaska Boża nie wzrasta, im mniej myślimy o człowieku. Jego Majestat nie miażdży nas w proch. Wręcz przeciwnie: Syn, współistotny Ojcu, przyjmuje nasze uniżenie i staje się podobny do nas, ludzi, aż do śmierci na krzyżu, aby wywyższyć nas w swojej osobie ku chwale Boga Ojca. Jego doskonałość objawia się w tym, że stwarza nas bez nas i odkupuje od grzechu pierworodnego i grzechów osobistych czystą łaską” – mówił.

    Następnie wskazał, że współpraca człowieka z Bogiem jest najwyższą godnością, jaką Bóg może przekazać ludzkości. “Bóg nie wyklucza nas z dzieła odkupienia, lecz włącza nas, pozwalając nam uczestniczyć i współpracować w dziele odkupienia i udoskonalenia ludzkości we wspólnocie Ojca, Syna i Ducha Świętego. Ludzka współpraca z Bogiem stanowi zatem najwyższą godność, jaką Bóg może przekazać ludzkości, ponieważ natura, stworzona i pobłogosławiona przez Boga, urzeczywistnia się w duchowych aktach poznania Boga i doskonali się w działaniu moralnym w wolnej przyczynowości” – zaznaczył. 
    “Musimy zrozumieć, że współpraca stworzenia w Bożym planie zbawienia jest szczytem naszej ludzkiej godności” – podkreślił dobitnie.

    Z tego wypływają konkretne wnioski dla prawdy o Matce Bożej.

    “Mariologia jest szczytem antropologii katolickiej i kryterium katolickiej ortodoksji, ponieważ całe odkupienie zależy od tego, czy Bóg udzieli Maryi dignitas causalitatis w urzeczywistnieniu swojej powszechnej woli zbawczej. Akt Wcielenia jest wyłącznym dziełem Boga, ponieważ wieczny Syn Ojca przyjął ludzką naturę z Maryi i uczynił ją trwałą w swojej Boskiej Osobie” – wyjaśnił. 

    Jak powiedział, ludzka natura Matki Bożej jest “duchową naturą wolnej osoby”; dlatego Jej “fiat” to nie jest tylko “posłuszne wykonanie rozkazu przełożonego, jak w wojsku”. 

    “Bóg objawia wielkość swojej łaski w miłości, która nie przytłacza, lecz przynosi zbawienie, podporządkowując się wolnej zgodzie, „ consensusowi ” stworzenia. Bóg uzależnił wypełnienie swojej zbawczej woli we Wcieleniu, Krzyżu i Zmartwychwstaniu swego Syna od dobrowolnej zgody jednej kobiety, powierzając jej w ten sposób zbawienie całej ludzkości w jej dziewiczym i macierzyńskim sercu” – powiedział kardynał.
    “Gdyby zaparła się swego „ Fiat ”, wszyscy bylibyśmy na wieki zgubieni. Lecz Bóg nie ryzykował; wręcz przeciwnie, od wieczności wybrał Maryję, aby stała się Matką swego Syna. I z tego powodu, od pierwszej chwili swego poczęcia, została Ona również zachowana od grzechu pierworodnego dla odkupienia świata przez swego Syna. Zatem Jej dobrowolne „tak” nie było arbitralnym wyborem między dwiema równoważnymi możliwościami, lecz wypełnieniem Jej najczystszej miłości, która jednoczy Ją w oblubieńczym przymierzu z Duchem Świętym, właśnie jako Oblubienicę” – kontynuował.
    Właśnie to sprawia, że Matka Boża jest w tak wyjątkowy sposób związana ze zbawczym dziełem Jej Syna.

    “Maryja deklaruje gotowość, w wolności urzeczywistnionej przez łaskę, do oddania się na służbę powszechnej woli zbawczej Boga, a tym samym do współpracy w jej historycznym urzeczywistnieniu aż do krzyża i zmartwychwstania Chrystusa. To ten sam Duch Święty, który dokonał wcielenia Słowa w Jej ciele i w Jej woli, i który w swoim eschatologicznym wylaniu na uczniów Jezusa czyni Maryję Dziewicą, która otrzymuje wszelką łaskę, i Matką wierzących. Z tego powodu Maryja jest w sposób wyjątkowy i istotny związana ze zbawczym dziełem Chrystusa” – powiedział były prefekt Kongregacji Nauki Wiary.
    To z kolei oznacza, że można w pełni sprawiedliwie mówić o współpracy Matki Bożej w dziele Odkupienia.

    “Maryja, poprzez swoją konstytutywną współpracę we Wcieleniu, jest nierozerwalnie i ściśle związana z dziełem odkupienia. Jeśli Maryja, swoim „ Fiat mihi secundum verbum tuum ”, przyczyniła się konstytutywnie do Wcielenia, to obejmuje to również – w imieniu całej ludzkości – Jej współpracę w odkupieniu przez krzyż Jej Syna, obok którego stała i gdzie Jej dusza została przebita mieczem. W istocie, ciało, które wisiało na krzyżu i w którym Chrystus ofiarował się Ojcu dla zbawienia świata, jest tym samym ciałem, które narodziło się z Niej dla zbawienia świata” – wyjaśnił.
    Wynika stąd, że tytuł “Współodkupicielka” jest wobec Maryi w pełni adekwatny.

    “Kiedy Maryja jest nazywana „współodkupicielką” w katolickiej pobożności i teologii, nie jest to mylące określenie ani entuzjastyczna przesada, lecz prawda obiektywnie zawarta w objawieniu. Tytułu tego nie należy wstrzymywać z powodu jego odrzucenia przez protestantów, którzy, opierając się na swojej doktrynie usprawiedliwienia, rozumieją odkupienie bez dobrowolnego udziału człowieka, a tym samym je minimalizują. Wymaga on wyjaśnienia w ogólnym kontekście bosko-ludzkiego dzieła odkupienia dokonanego przez Chrystusa, Syna Bożego, i Maryję” – zaznaczył.

    PCh24.pl/źródło: La Nuova Bussola Quotidiana

    ***

    środa – 7 października 2026

    Msza św. w kaplicy Jezusa Milosiernego o godz. 19.00

    Święto Matki Bożej Różańcowej.

    Pamiątka cudownej interwencji Maryi pod Lepanto

    31363.jpg
    Lepanto. Andries van Eertvelt

    ***

    Październik w Kościele katolickim jest miesiącem poświęconym Maryi i modlitwie różańcowej. 7 października Kościół obchodzi święto Matki Bożej Różańcowej, ustanowione przez papieża Piusa V w 1572 r.

    Święto Matki Bożej Różańcowej zostało ustanowione na pamiątkę zwycięstwa wojsk Ligi Świętej, skupionej wokół Państwa Kościelnego, nad wojskami Imperium Osmańskiego, odniesionego pod Lepanto 7 października 1571 r.

    Przed bitwą, w obliczu zagrożenia islamizacją Europy, papież Pius V, dominikanin, skierował do całego Kościoła wezwanie do modlitwy różańcowej w intencji zwycięstwa chrześcijan. Według tradycji w czasie modlitwy różańcowej Pius V miał wizję, w której zobaczył zatokę, gdzie toczyła się walka, a nad nią Maryję patrzącą ze spokojem na zmagania.

    Bitwa, która rozstrzygnęła o losach wojny, przypadła akurat w dzień, kiedy dominikanie obchodzili wspomnienie Maryi Królowej Różańca. Mimo znacznej przewagi liczebnej wojska Imperium Osmańskiego poniosły klęskę. Do zwycięstwa przyczyniła się raptowna zmiana kierunku wiatru, co papież przypisał interwencji Maryi.

    W podzięce ustanowił 7 października świętem Matki Bożej Zwycięskiej i zezwolił na jego obchodzenie w tych kościołach, w których istniały Bractwa Różańcowe. Dwa lata później papież Grzegorz XIII zmienił nazwę święta na święto Matki Bożej Różańcowej a jego obchody przeniósł na pierwszą niedzielę października. Obchody święta na cały Kościół rozszerzył w 1716 r. papież Klemens XI, w podzięce za odniesione pod Belgradem kolejne zwycięstwo nad Turkami.

    W 1883 r. Leon XIII wprowadził do Litanii loretańskiej do Najświętszej Marii Panny wezwanie „Królowo różańca świętego – módl się za nami”, a w dwa lata później zalecił, by w kościołach odmawiano różaniec przez cały październik.

    Pierwsze ślady modlitwy różańcowej zostały zanotowane wśród egipskich pustelników w V w. n.e. Mnisi powtarzali wielokrotnie pierwszą część modlitwy Zdrowaś Maryjo, czyli pozdrowienie anielskie, i błogosławieństwo św. Elżbiety. Drugą część modlitwy dodano prawdopodobnie w XIV w. podczas epidemii dżumy w Europie. Ostateczny tekst modlitwy Zdrowaś Maryjo zatwierdził papież Pius V w 1568 r.

    Powstanie modlitwy różańcowej w formie zbliżonej do znanej obecnie tradycja Kościoła przypisuje założycielowi zakonu dominikanów św. Dominikowi Guzmánowi. Matka Boża miała mu się objawić i podarować różaniec, zachęcając go do odmawiania tej modlitwy.

    Różaniec składający się z trzech części – radosnej, bolesnej i chwalebnej – i z 15 tajemnic, zatwierdził po soborze trydenckim w roku 1569 papież Pius V. W 2002 r. papież Jan Paweł II listem apostolskim Rosarium Virginis Mariae dodał do różańca tajemnice światła, zapełniając lukę między dzieciństwem Pana Jezusa i Jego męką.

    Na modlitwę różańcową jako szczególnie skuteczną i miłą Bogu wskazywało wielu papieży, począwszy od Piusa X. Wielkim czcicielem różańca był m.in. papież Leon XIII, którego pontyfikat przypadał na lata 1878-1903. Napisał on 12 encyklik i dwa listy apostolskie poświęcone różańcowi. Papież Paweł VI w adhortacji Marialis cultus z 2 lutego 1974 r. wskazał na różaniec jako na modlitwę głęboko zakorzenioną w Biblii.

    W liście apostolskim Rosarium Virginis Mariae z 16 października 2002 r. papież Jan Paweł II nazwał różaniec „modlitwą o wielkim znaczeniu, przynoszącą owoce świętości”.

    „W powściągliwości swych elementów skupia w sobie głębię całego przesłania ewangelicznego, którego jest jakby streszczeniem” – zaznaczył papież. Podkreślił, że od młodzieńczych lat modlitwa ta miała ważne miejsce w jego życiu duchowym i zachęcał wszystkich do jej odmawiania.

    Jak wskazał, różaniec jest szczególnie skuteczną modlitwą o dar pokoju. Zachęcał, by różańcem modlić się w rodzinach.

    „Powrót do różańca w rodzinach chrześcijańskich ma być, w ramach szerzej zakrojonego duszpasterstwa rodzin, skuteczną pomocą, by zapobiec zgubnym następstwom tego kryzysu znamiennego dla naszej epoki” – pisał.

    źródło: Iwona Żurek/PAP/PCh24.pl

    ***
    455 lat po Lepanto. Czy dziś wierzymy jeszcze w moc broni, która ocaliła Europę?

    455 lat po zwycięstwie pod Lepanto znów kreślone są scenariusze, w których Europa staje się zdominowana przez wyznawców islamu. Tym razem mają zapewnić to już nie potężne wojska sułtana, a – jak miał wyrazić się niegdyś prezydent Algierii Huari Bumedien – brzuchy muzułmańskich kobiet. To więc może ostatni dzwonek, by sięgnąć po broń, która przed podobnym zagrożeniem ochroniła Stary Kontynent 7 października 1571 roku?

    Grafika wygenerowana komputerowo
    Grafika wygenerowana komputerowo

    ***

    Dziś mija 455 lat od niezwykłego wydarzenia, które zdecydowało o losach Europy. 7 października 1571 roku flota chrześcijańska pokonała pod Lepanto wojska tureckie. Stało się tak, choć wielu przewidywało tryumf sił sułtana Selima II, który chciał podbić Europę i zaprowadzić w niej muzułmańską wiarę. Liczebna przewaga sił Imperium Osmańskiego została jednak zniwelowana przez… nieoczekiwaną, a sprzyjającą flocie Ligi Świętej zmianę wiatru, która utrudniła manewry wrogiej armadzie.

    Non virtus, non arma, non duces, sed Mariae Rosiae victores nos fecit

    Współcześni widzieli w tym wydarzeniu cud. Nie był to jednak cud niespodziewany, a cud wymodlony. Gdy ówczesny papież, św. Pius V usłyszał o zbliżającej się wojnie, wezwał cały katolicki świat do modlitwy różańcowej. W całej Europie samą bitwę poprzedziła walka innej armii – codziennie odmawiającej różaniec, poszczącej i organizującej maryjne procesje. Tak też Pius V nie miał wątpliwości co do tego, komu należy przypisać zwycięstwo pod Lepanto i ocalenie Europy. Na pamiątkę tego zwycięstwa uczynił 7 października świętem Matki Bożej Zwycięskiej, które obchodzimy dziś jako święto Matki Bożej Różańcowej. 

    Różaniec to przedziwna modlitwa. Każdy katolik dobrze ją zna – przecież towarzyszy nam od dziecka. Zasad jej odmawiania nauczyliśmy się mając zaledwie kilka lat. Wielu z nas szczególnie w pamięci zapadły październikowe nabożeństwa z okresu przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej. W dorosłym życiu jesteśmy różańcowi mniej lub bardziej wierni. Niezależnie od tego, na koniec bliscy odmówią go przy naszej trumnie. 

    Odkrywając skarb, który przynosi pokój 

    Ogłaszając Rok Różańca, św. Jan Paweł II pisał w Liście Apostolskim Rosarium Virginis Mariae, że różaniec to „skarb, który trzeba odkryć”. Są przynajmniej cztery powody, które sprawiają, że dziś papieskie przesłanie jest jeszcze aktualniejsze. 

    Pierwszym z tych powodów jest coraz bardziej niepokojąca sytuacja na świecie. W 2002 roku, widząc początki nowych niepokojów czy to w zamachach z 11 września 2001 roku, czy w wydarzeniach na Bliskim Wschodzie, papież z Polski pisał o „pilnej potrzebie wołania do Boga o dar pokoju”. 24 lata później widzimy, że niestety potrzeba ta stała się jeszcze pilniejsza. Dlatego Leon XIV, mówiąc o dramacie trwających wojen i widmie ich rozszerzenia, wskazuje na różaniec, apelując o wspólną modlitwę w intencji pokoju. Różaniec stał się typową dla tej intencji formą modlitwy. Być może dlatego, że jego naturalnym działaniem jest wprowadzanie pokoju do serca i umysłu osoby go odmawiającej. „Różaniec ze swej natury jest modlitwą pokoju z racji samego faktu, że polega na kontemplowaniu Chrystusa, który jest Księciem Pokoju i « naszym pokojem » (Ef 2, 14). Kto przyswaja sobie misterium Chrystusa – a różaniec właśnie do tego prowadzi – dowiaduje się, na czym polega sekret pokoju, i przyjmuje to jako życiowy projekt. Ponadto, mocą swego charakteru medytacyjnego, przez spokojne następowanie po sobie kolejnych « Zdrowaś Maryjo », różaniec wywiera na modlącego się kojący wpływ, który usposabia go do przyjmowania i doświadczania w głębi swego jestestwa oraz do szerzenia wokół siebie tego prawdziwego pokoju, który jest szczególnym darem Zmartwychwstałego (por. J 14, 27; 20, 21)” – pisał św. Jan Paweł II. 

    Bardzo modne – co również zauważał już Wojtyła – jest dziś sięganie po znane z obcych tradycji religijnych metody medytacji, wyciszenia i uspokojenia. Joga, mantra, techniki oddechowe, medytacja transcendentalna, zen, mindfulness… Znany z dzieciństwa różaniec może wydaje nam się zbyt staroświecki i nudny. Może kojarzy się jedynie z bezmyślnym powtarzaniem formułki. Może tak jest, bo nigdy nie spróbowaliśmy odmówić go jako dorośli i jak dorośli, zatrzymując się jedynie na etapie dziecięcej modlitwy. Różaniec to modlitwa kontemplacji, w której uczymy się przyglądać życiu Chrystusa i swojemu życiu w perspektywie Ewangelii. Dlatego „z natury swej wymaga odmawiania w rytmie spokojnej modlitwy i powolnej refleksji”. Tak odmawiany – przemienia odmawiającego, napełniając jego życie pokojem. 

    Odkrywając skarb, który chroni rodzinę

    Obok modlitwy o pokój, Jan Paweł II wskazał też na pilną potrzebę modlitwy w intencji rodziny, zwracając uwagę na grożące jej u początku XXI wieku niebezpieczeństwa. Zauważył, że rodzina jest „coraz bardziej zagrożona na płaszczyźnie ideologicznej i praktycznej siłami godzącymi w jej jedność, które budzą obawy o przyszłość tej podstawowej i niezbywalnej instytucji, a wraz z nią o losy całego społeczeństwa”. Tak wiele uwagi poświęcamy dziś grożącym rodzinie ideologiom. Czy sięgamy po narzędzie, w którym nasz święty rodak widział skuteczną obronę przed tym zagrożeniem?

    Szczególną wartość papież widział we wspólnym odmawianiu różańca w rodzinie. Różaniec odmawiany wspólnie przez małżonków, różaniec odmawiany przez rodziców z dziećmi… Już sama wspólna modlitwa jednoczy i wzmacnia rodzinę. Dlatego Jan Paweł II określił różaniec „modlitwą rodziny i za rodzinę”. 

    Odkrywając skarb, który strzeże wiary Kościoła 

    O rodzinie, stojących przed nią zagrożeniach i związanych z tym wyzwaniach duszpasterskich papież Leon XIV będzie w najbliższych dniach rozmawiał z biskupami całego świata. Dziś rozpoczyna się w Watykanie spotkanie zwołane przez ojca świętego z okazji 10. rocznicy ogłoszenia adhortacji apostolskiej Amoris laetitia. Ten przygotowany przez papieża Franciszka dokument wywołał prawdziwe trzęsienie ziemi w Kościele katolickim. Pojawiła się w nim możliwość dopuszczenia do Komunii świętej rozwodników żyjących w ponownych związkach, nawet jeżeli nie zachowują wstrzemięźliwości seksualnej. Dokonano w ten sposób przewrotu kopernikańskiego w katolickiej teologii moralnej, stawiając pod znakiem zapytania samą istotę nierozerwalności małżeństwa? Katolików przestały obowiązywać obiektywne normy i podlegają już tylko subiektywnej ocenie własnego sumienia? Amoris laetitia jest jednym z tych dokumentów, które wywołały dyskusję na temat zachowania jedności doktrynalnej w Kościele katolickim. Czy Kościół przetrwa jako wierny swojej doktrynie? 
    Wedle tradycji Maryja przekazała św. Dominiakowi różaniec jako broń przeciwko herezji albigensów. „Historia różańca pokazuje, jak tej modlitwy używali zwłaszcza dominikanie, gdy Kościół przeżywał trudne chwile z powodu szerzenia się herezji. Dziś stoimy wobec nowych wyzwań. Czemuż nie wziąć znowu do ręki koronki z wiarą tych, którzy byli przed nami?” – pytał św. Jan Paweł II. 

    Odkrywając skarb, który broni chrześcijańskiego dziedzictwa Europy

    Wedle badań przeprowadzonych przez francuskie Obserwatorium Imigracji i Demografii, niezależnie od wariantu polityki imigracyjnej, dotychczasowe otwarcie Francji na masową migrację sprawi, że do 2050 roku w kraju tym nastąpią bardzo poważne zmiany demograficzne. We dwóch z trzech przebadanych scenariuszy osoby bez pochodzenia migracyjnego staną się między 2050 a 2060 rokiem mniejszością w ludności tego europejskiego kraju. Zmiany demograficzne niosą ze sobą oczywiście również zmiany religijne. Mówimy wszak o imigrantach w przytłaczającej większości wyznających islam. „Pewnego dnia miliony ludzi opuszczą półkulę południową, aby wedrzeć się na półkulę północną. I z pewnością nie jako przyjaciele. Ponieważ wedrą się, aby dokonać podboju. I podbiją ją, zaludniając swoimi dziećmi. To brzuchy naszych kobiet dadzą nam zwycięstwo” – miał powiedzieć na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ w 1974 roku prezydent Algierii Houari Boumedienne. Czy rzeczywistość ta się zrealizuje, a Europa stanie się muzułmańska? 

    Przed podobnym zagrożeniem nasz kontynent stanął 455 lat temu. Wówczas uratował go różaniec. Przez wieki ratował też rodzinę i jedność Kościoła, a pokolenia katolików widziały w nim nadzieję wobec targających światem wojen. Wiele uwagi poświęcamy dziś w Kościele rozważaniom na temat kryzysu rodziny. Z przerażeniem obserwujemy sytuację geopolityczną. Rozprawiamy na temat podejścia do doktryny. Zastanawiamy się nad rosnącym wpływem islamu. Czy w tym wszystkim wierzymy jeszcze w moc różańca? To skarb, który na tych czterech płaszczyznach może okazać się niezwykle cenny. 

    Karol Kubicki/żródło: Fronda.pl

    ***

    poniedziałek – 5 października 2026

    Św. Faustyna Kowalska. Apostołka Miłosierdzia

    wikipedia

    ***

    Choć edukację zakończyła po zaledwie 3 latach podstawówki – jej książka jest jednym z największych światowych bestsellerów. Pogardzana w zakonie, posądzana o szaleństwo stała się wielkim narzędziem w rękach Pana Boga, który przypomniał światu o swoim Miłosierdziu.

    Św. Faustyna urodziła się 25 sierpnia 1905 r. jako trzecie z dziesięciorga dzieci w ubogiej wiejskiej rodzinie. Rodzice Heleny, bo takie imię święta otrzymał na chrzcie, mieszkali we wsi Głogowiec. Z trudem utrzymywali rodzinę z 3 hektarów posiadanej ziemi. Dzieci musiały ciężko pracować, by pomóc w gospodarstwie.

    Dopiero w wieku 12 lat Helena poszła do szkoły, w której mogła, z powodu biedy, uczyć się tylko trzy lata. W wieku 16 lat rozpoczęła pracę w mieście jako służąca. Jak ważne było dla niej życie duchowe pokazuje fakt, że w umowie zastrzegła sobie prawo odprawiania dorocznych rekolekcji, codzienne uczestnictwo we Mszy św. oraz możliwość odwiedzania chorych i potrzebujących pomocy.

    Decyzja o zakonie

    Mając 20 lat wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Decyzję wstąpienia do klasztoru podjęła podczas jakiejś zabawy tanecznej. Po latach opisała to w swoim „Dzienniczku”: „W chwili, kiedy zaczęłam tańczyć, nagle ujrzałam Jezusa obok, Jezusa umęczonego, obnażonego z szat, okrytego ranami, który mi powiedział: »Dokąd cierpiał będę i dokąd Mnie zwodzić będziesz«”. To była chwila, która dała jej siłę, by pokonać wszelkie przeszkody: sprzeciw rodziców, brak posagu (dawniej wstępując do zakonu trzeba było wnieść całkiem niemały posag), własny lęk i niezdecydowanie.

    Orędzie miłosierdzia

    Przez 13 lat zakonnego życia wielokrotnie objawiał jej się Jezus przekazując orędzie miłosierdzia, które Faustyna zapisywała w swoim „Dzienniczku”, tłumaczonym dziś na wiele języków. Jedno z tych objawień zaowocowało znanym dziś w całym świecie obrazem Jezusa Miłosiernego. Święta opisuje to pod datą 22 lutego 1931: „Wieczorem, kiedy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony a drugi blady (…) Po chwili powiedział mi Jezus: wymaluj obraz według wzoru, który widzisz, z podpisem: »Jezu, ufam Tobie«”.

    Obraz w dwóch wersjach powstał dopiero kilka lat później. Jeden znajduje się w Wilnie, w polskim kościele Świętego Ducha, drugi w sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie-Łagiewnikach. Na polecenie Chrystusa przekazane przez Faustynę pierwsza niedziela po Wielkanocy miała być – i obecnie rzeczywiście jest – obchodzona jako Niedziela Miłosierdzia.

    „Moje posłannictwo nie kończy się ze śmiercią, ale się zacznie”

    Faustyna zmarła 5 października 1938 r. Była prostą, niewykształconą kobietą, najdłużej mieszkała w klasztorze w Krakowie, także w Wilnie, Płocku i Warszawie, pełniąc obowiązki kucharki, ogrodniczki i furtianki. W ostatnich latach życia bardzo cierpiała – trawiła ją gruźlica, była też niezrozumiana przez współsiostry, które czyniły jej wiele przykrości.

    Doświadczała jako mistyczka cierpień Chrystusa, pisała: „Czuję dobrze, że nie kończy się posłannictwo moje ze śmiercią, ale się zacznie. O dusze wątpiące, uchylę wam zasłony nieba, aby was przekonać o dobroci Boga, abyście już więcej nie raniły niedowierzaniem Najsłodszego Serca Jezusa. Bóg jest miłością i Miłosierdziem”. Beatyfikował ją Jan Paweł II 18 kwietnia 1993 r. w Rzymie, a kanonizował 30 kwietnia 2000 r. też w Rzymie. Wspominana jest w Liturgii Kościoła 5 października.

    Obietnica Jezusa

    Jezus, który wielokrotnie objawiał się Faustynie, kazał jej zapisać takie słowa: „Córko moja miłowana, mów światu o moim miłosierdziu, o mojej miłości. Palą mnie płomienie miłosierdzia, pragnę je wylewać na dusze ludzkie. O jaki mi ból sprawiają, kiedy ich przyjąć nie chcą. Córko moja, czyń co jest w twej mocy w sprawie rozszerzenia czci miłosierdzia mojego, ja dopełnię czego ci nie dostawa. Powiedz zbolałej ludzkości, niech się przytuli do miłosiernego serca mojego, a ja ich napełnię pokojem. Powiedz, córko moja, że jestem miłością i miłosierdziem samym. Kiedy dusza zbliża się do mnie z ufnością, napełniam ją takim ogromem łaski, że sama w sobie tej łaski pomieścić nie może, ale promieniuje na inne dusze. Dusze, które szerzą cześć miłosierdzia mojego, osłaniam je przez życie całe, jak czuła matka swe niemowlę, a w godzinę śmierci nie będę im sędzią, ale miłosiernym zbawicielem. W tej ostatniej godzinie nic dusza nie ma na swą obronę, prócz miłosierdzia mojego; szczęśliwa dusza, która przez życie zanurzała się w zdroju miłosierdzia, bo nie dosięgnie jej sprawiedliwość. Wszystko, co istnieje, jest zawarte we wnętrznościach mojego miłosierdzia, głębiej niż niemowlę w łonie matki. Jak boleśnie rani mnie niedowierzanie mojej dobroci? Najboleśniej ranią mnie grzechy nieufności”.

    5 form kultu Bożego Miłosierdzia

    Od Faustyny pochodzi pięć form kultu Bożego Miłosierdzia: obraz Miłosierdzia Bożego – „Jezu ufam Tobie”; Koronka do Miłosierdzia Bożego, Godzina Miłosierdzia (godz. 15, w której Jezus skonał na krzyżu), a także Litania i samo święto – Niedziela Miłosierdzia.

    W czasie konsekracji sanktuarium Bożego Miłosierdzia w sierpniu 2002 Ojciec Święty zawierzył cały świat Bożemu Miłosierdziu i wezwał do rozprzestrzenia kultu miłosierdzia. Jan Paweł II powiedział: „Dziś w tym sanktuarium chcę dokonać uroczystego aktu zawierzenia świata Bożemu miłosierdziu. Czynię to z gorącym pragnieniem, aby orędzie o miłosiernej miłości Boga, które tu zostało ogłoszone przez pośrednictwo św. Faustyny, dotarło do wszystkich mieszkańców ziemi i napełniało ich serca nadzieją. Niech to przesłanie rozchodzi się z tego miejsca na całą naszą umiłowaną Ojczyznę i na cały świat. Niech się spełnia zobowiązująca obietnica Pana Jezusa, że stąd ma wyjść »iskra, która przygotuje świat na ostateczne Jego przyjście« (por. Dzienniczek, 1732). Trzeba tę iskrę Bożej łaski rozniecać. Trzeba przekazywać światu ogień miłosierdzia. W miłosierdziu Boga świat znajdzie pokój, a człowiek szczęście! To zadanie powierzam wam, drodzy bracia i siostry, Kościołowi w Krakowie i w Polsce oraz wszystkim czcicielom Bożego miłosierdzia, którzy tu przybywać będą z Polski i z całego świata. Bądźcie świadkami miłosierdzia!”

    Miłosierdzie na co dzień

    Kult Miłosierdzia Bożego, zainicjowany przez św. Faustynę i bł. ks. Michała Sopoćkę (beatyfikowanego w 2008 r., wileńskiego spowiednika Faustyny, głosiciela kultu miłosierdzia, założyciela zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego) rozwinął się z Polski na cały świat. Chyba najbardziej przyjął się na Filipinach, gdzie codziennie o godzinie 15:00 zamiera ruch na ulicach i odmawiana jest koronka do Miłosierdzia Bożego, a także w Stanach Zjednoczonych i wielu innych miejscach świata. Do sanktuarium w Łagiewnikach pielgrzymowały już miliony wiernych. Wyzwaniem pozostaje konkretne okazywanie miłosierdzia na co dzień wobec bliźnich i przyjęcie daru Bożego przebaczenia w postaci trwałej przemiany życia.

    KAI

    ***

    Co to jest miłość miłosierna?

    Dlaczego Święto Miłosierdzia obchodzone jest w Drugą Niedzielę Wielkanocną? Wybór tego właśnie dnia nie jest przypadkiem.

    Kluczem jest fragment Ewangelii św. Jana odczytywany zawsze w czytaniach z tej niedzieli (J 20, 19-31). Mowa w nich o ukazaniu się Jezusa Apostołom w pierwszym dniu tygodnia w Wieczerniku, pokazaniu im ran, przekazaniu władzy odpuszczania grzechów oraz o kłopotach Apostoła Tomasza z wiarą w zmartwychwstanie.

    Bł. ks. Michał Sopoćko podkreślał, że obraz Jezusa miłosiernego namalowany według wizji św. Faustyny ma oddawać właśnie ów moment ukazania się Zmartwychwstałego w Wieczerniku. Nawiasem mówiąc z tych powodów krytykował obraz Adolfa Hyły jako nieliturgiczny, a bronił pierwszego wizerunku namalowanego w Wilnie przez artystę Eugeniusza Kazimirowskiego. Zostawmy jednak na boku spór o to, który obraz lepiej oddaje wizję św. Faustyny. Faktem jest, że pierwsze publiczne wystawienie pierwszego obrazu miało miejsce w 1935 roku w Ostrej Bramie właśnie w II Niedzielę Wielkanocną.

    Najprościej i najkrócej można powiedzieć, że tak chciał sam Jezus, który „sekretarce” Bożego Miłosierdzia powiedział: „Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia” (Dzienniczek 299). Ale jakie jest powiązanie kazania się Jezusa Zmartwychwstałego w Wieczerniku z tajemnicą Bożego Miłosierdzia? Na pierwszy rzut oka nie widać tego związku, ale spróbujmy poukładać pewne fakty po kolei.

    Miłosierdzie – ruch w dół i w górę

    Jezus mówi do Siostry Faustyny: „Powiedz, że miłosierdzie jest największym przymiotem Boga. Wszystkie dzieła rąk moich są ukoronowaniem miłosierdzia” (Dzienniczek, 301). Pojawia się pytanie, czym właściwie jest miłosierdzie i czym różni się ono od miłości. Św. Jan pisze „Bóg jest miłością” (1 J 4,8). Można powiedzieć, że miłosierdzie jest wyjątkowym, najpiękniejszym obliczem Bożej miłości. Jest ono Bożą odpowiedzią na tajemnicę zła, śmierci i grzechu. Prościej, jest to miłość wobec słabych, dotkniętych złem, grzechem, chorobą, samotnością, rozpaczą, śmiercią.

    Miłosierdzie ma sobie podwójny dynamizm: ruch w dół i w górę. Pierwszy jest ruch w dół – zejście na poziom ludzkiego bólu, grzechu, samotności, choroby, śmierci. Drugi jest ruch w górę, czyli wydobywanie nieszczęśnika z dołka, podnoszenie z upadku, przywracanie do życia przez przebaczenie, uzdrowienie.

    Biblia pokazuje tę dwoistą aktywność miłosierdzia w wielu obrazach. Dobry Pasterz wyrusza na poszukiwanie zagubionej owcy, następnie przyprowadza ją do stada. Samarytanin pochyla się nad ofiarą napadu, a następnie leczy jej rany, zawozi do gospody.

    Co to jest miłość miłosierna?

    Ten podwójny ruch miłosierdzia Bożego widać w osobie Jezusa, w całej jego misji, ale najpełniej w krzyżu i zmartwychwstaniu, czyli Jego Passze.

    Krzyż to ogołocenie, uniżenie, zejście Boga w ludzkiej postaci na samo dno ludzkiego bólu, samotności, ciemności. „Zstąpił do piekieł” – mówimy w credo, czyli wszedł w rzeczywistość ludzkiej śmierci. Jan Paweł II pisze: „Krzyż stanowi najgłębsze pochylenie się Bóstwa nad człowiekiem… Krzyż stanowi jakby dotknięcie odwieczną miłością najboleśniejszych ran ziemskiej egzystencji człowieka”. Dlatego w koronce powtarzamy: „Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i całego świata”. „Dla” – czyli „z powodu”, „ze względu na”.

    Krzyż jest jednak tylko pierwszym etapem aktywności Bożego miłosierdzia. Drugim jest powstanie z martwych. Jezus po to wchodzi do mrocznej krainy śmierci, by nas z niej wybawić, czyli pociągnąć w górę ku życiu, ku zmartwychwstaniu.

    Miłosierdzie pochyla się nie tylko, by współczuć, by towarzyszyć w ciemności. Ono wyprowadza z mroku do światła, ze śmierci ku życiu, bierze na ręce i przyprowadza do wspólnoty zbawionych.

    Miłosierna miłość Boga okazuje się potężniejsza niż nienawiść, grzech i śmierć. „Wykonało się!” – te słowa zwiastują już na krzyżu zwycięstwo Bożego miłosierdzia.

    „Pokazał im ręce i bok”

    Wróćmy teraz do Wieczernika. Zmartwychwstały Jezus ukazuje się jako ten, który właśnie odbył paschalną drogę, dokonał największego dzieła Bożego miłosierdzia. Przynosi uczniom owoce tego czynu. Daje im pokój i przekazuje moc odpuszczania grzechów. „Weźmijcie Ducha Świętego!” – mówi.

    A Duch Święty to owa miłosierna miłość Boga, która przeprowadziła Jezusa ze śmierci do życia. Ta sama moc miłosierdzia będzie odtąd obecna we wspólnocie Kościoła, w sakramentach. Teraz uczniowie Pana mają dawać ją światu, leczyć nią ludzi, wydobywać ich z niewoli zła.

    Jezus „pokazał im ręce i bok”, czyli swoje rany. Wątpiącemu Tomaszowi kazał nawet dotknąć ran. Mówi tym gestem: „Moja miłość jest silniejsza niż wszelkie zło, wszystko przetrzyma. Wasze zranienia ranią i Mnie. To, co was najbardziej boli, dotyczy Mnie. Jestem w samym środku waszego cierpienia. Dlatego w moich ranach jest wasze uzdrowienie, przebaczenie, życie. Te rany są zdrojem miłosierdzia, które nieustannie rozlewa się na cały świat!”.

    „Ofiaruj mi nędzę i niemoc swoją, a ucieszysz serce moje”

    „Miejscem”, gdzie łaska Bożego Miłosierdzia dotyka nas i leczy są sakramenty, a zwłaszcza chrzest i spowiedź.

    Ochrzczeni jako dzieci nie bardzo rozumiemy, że chrzest jest sakramentem odpuszczenia grzechów. Ale każda spowiedź jest w gruncie rzeczy odnowieniem łaski chrztu. Jezus może powtórzyć każdemu z nas, to co powiedział do św. Faustyny: „Jestem dla ciebie miłosierdziem samym, przeto proszę cię, ofiaruj mi nędzę i tę niemoc swoją, a ucieszysz tym serce moje”. Czy nie tak dzieje się zawsze, gdy klękamy przy konfesjonale?

    Osobiście z Niedzielą Miłosierdzia kojarzy mi się wiersz ks. Jana Twardowskiego. Usłyszałem go kiedyś od innego księdza, który mówił z ambony, a ja siedziałem w konfesjonale. Spowiadałem innych, ale ciążyły mi strasznie własne grzechy. Ja, wątpiący Tomasz, usłyszałem wtedy odpowiedź z Góry:

    „Święty Tomaszu niewierny
    ze mną było inaczej
    On sam mnie dotknął
    włożył dłonie w grzechu mego rany
    bym uwierzył że grzeszę i jestem kochany

    Bóg grzechu nie pomniejsza ale go wybaczy
    za trudne
    i po co tłumaczyć”
    („Wybaczyć).

    ks. Tomasz Jaklewicz/Stacja7.pl

    ***

    Co można wyczytać z obrazu Jezusa Miłosiernego?

    fot. Stacja7

    ***

    Prosta siostra Faustyna “od garnków”, zobaczyła i przekazała nam obraz, który teraz znany jest na całym świecie. O co w nim chodzi? O fenomenie Bożego Miłosierdzia opowiada s. Gaudia Skass.

    „Uratowani” to ludzie, którzy w pewnym momencie swojego życia spotkali Chrystusa i poszli za Nim. „Uratowani” to też Ci, którzy w konfesjonale zostawiają cały swój ból Jezusowi. Jesteśmy wszyscy uratowani przez Miłość, bo za wszystkich nas umarł Chrystus. Wydarzenie Jego męki i śmierci najwięcej mówi o tym, jak bardzo nas kocha. Nie nas ogólnie, ale nas szczególnie – Ciebie i mnie.

    Ktoś oddał za Ciebie życie

    Nie każdy jest tego świadomy. To wielka szkoda. To straszne, jak wielu ludzi nie wie, że są uratowani. Przypomina mi się historia ze Stanów Zjednoczonych. Wyobraźcie sobie typowy amerykański dom – duży, zadbany, elegancki. W dużym salonie na parterze w szklanej gablocie wisiał mundur strażacki. Brudny, podarty mundur – widać, że po akcji. Kiedyś zaproszeni przez właścicieli goście zapytali, o co chodzi z tym mundurem, bo to dość nietypowe. Właściciel opowiedział im, że kiedy był mały w jego domu rodzinnym wybuchł pożar. Mundur ten należał do strażaka, który uratował go z płomieni, ale sam nie przeżył. „Od tej pory trzymam ten mundur u siebie w domu, żeby codziennie pamiętać, że ktoś oddał za mnie życie” – powiedział właściciel.

    fot. www.faustyna.pl

    ***

    „Wszystko mi mówi o Bożym miłosierdziu”

    W pewnym sensie s. Faustyna miała łatwiej, bo mówiła „wszystko mi mówi o Bożym miłosierdziu”. Można by jej pozazdrościć. A nam na pewno o Bożym Miłosierdziu mówi ten obraz, obraz Jezusa Miłosiernego. Patrząc na niego możemy mówić „mam wizję, mam objawienie”, bo uczestniczymy w tym samym wydarzeniu, które opisała Faustyna. Ona była zachwycona i przerażona zarazem, bo z jednej strony to wielka radość, że Bóg jest tak blisko, a jednocześnie drżenie – bo to przecież Bóg. Jezus powiedział po prostu „Wymaluj obraz. Chcę by był czczony na całym świecie. Będę dawał wiele łask przez ten obraz.”

    Jezus Miłosierny na tym obrazie jest odpowiedzią na kryzys bliskich relacji, których ciągle nam brakuje. On przychodzi zwyczajnie, by z Tobą być, by Ciebie słuchać. Ręce Jezusa mają ślady po gwoździach. Bóg, który do nas przychodzi to poraniony Bóg i może dlatego tak łatwo nam z Nim być – bo też jesteśmy poranieni. Jego dłonie są też odpowiedzią na nasze niskie poczucie własnej wartości, bo krwawa rana to wyryte na nich moje i Twoje imię. Już przez Izajasza Bóg mówił nam „jesteś dla mnie bezcenny, wykupiłem Cię”.

    Fot. faustyna.pl

    Prosta siostra Faustyna od garnków, zobaczyła i przekazała nam obraz, który teraz znany jest na całym świecie. A wszystko zaczęło się w Płocku, w Polsce. Naprawdę dzieją się cuda, ludzie zbliżają się do Boga. Ten obraz jest niejako oknem na spotkanie z Bogiem. Jezus z tego obrazu mówi dziś „Spójrz na moje stopy. Nieustannie idę do Ciebie, nieustannie Cię szukam, ścigam Cię gdy się zagubisz”.

    fot. faustyna.pl

    ***

    Krew i woda – eucharystia i spowiedź, życie i oczyszczenie

    Jezus chce wyprostować wszystkie zawikłane ścieżki i chce dać Ci pełnię życia, abyś poczuł jego smak. Dlatego czeka na Ciebie w sakramentach. Jezus powiedział Faustynie – „moją chwałą jest grzesznik”. Bóg nie męczy się przebaczaniem, mówił o tym papież Franciszek. On jest gotów cały czas nam przebaczać. Miłosierdzie Boże to odpowiedź na naszą nieumiejętność przebaczania sobie samym i innym, których często tak łatwo osądzamy.

    „Jezu, ufam Tobie”

    Ufa się tylko komuś, o kim wiesz, że Cię akceptuje takiego, jakim jesteś; kto Cię nie odrzuci, nawet gdybyś powiedział o najgorszych świństwach swojego życia. Bóg Cię nie odrzuci, będzie wzruszony, że mu zaufałeś. Takiego Boga poznała s. Faustyna – zaufała Mu na całego. Wiedziała, że Bóg jest samą Miłością i nie ma innej opcji, jak tylko zaufać Mu bezgranicznie.

    Stacja7.pl
    siostra Gaudia Skass ZMBM – malarka i dziennikarka, przez wiele lat pracowała w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Współorganizowała duchowe przygotowania do Światowych Dni Młodzieży.

    ***

    siostra Gaudia Skass ZMBM:

    Koronka do Miłosierdzia Bożego modlitwą całego świata

    Oblicze Jezusa z obrazu z Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Wilnie

    Proste obrazki z modlitwą, dramat II wojny światowej, działalność misjonarzy i papieży sprawiły, że Koronka do Miłosierdzia Bożego dotarła niemal do wszystkich zakątków świata. „To jest zadziwiające, na jak wielką skalę rozeszła się ta modlitwa” – mówi Vatican News s. Gaudia Skass ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. W tych dniach mija 89 lat od pierwszego wydania Koronki w Krakowie.

    Pierwszy druk w Krakowie

    Podczas audiencji generalnej 7 października Leon XIV zawierzył Polaków wstawiennictwu św. Faustyny, której liturgiczne wspomnienie przypadało dwa dni wcześniej. Jest jeszcze inna ważna data w październiku, związana z kultem Miłosierdzia Bożego. Jesienią 1937 roku w oficynie Józefa Cebulskiego przy ul. Szewskiej 22 w Krakowie wydrukowano pierwsze obrazki Jezusa Miłosiernego z Koronką do Miłosierdzia Bożego oraz małe modlitewniki. Ich wydanie przygotował bł. ks. Michał Sopoćko, kierownik duchowy s. Faustyny, który przekazał do druku Koronkę, nowennę oraz ułożoną przez siebie litanię do Miłosierdzia Bożego. 27 września siostra Faustyna odwiedziła drukarnię wraz z przełożoną matką Ireną Krzyżanowską, a w październiku publikacja znalazła się na półkach księgarskich.

    To Jezus polecił Faustynie rozpowszechnienie nabożeństwa Koronki do Miłosierdzia Bożego

    To Jezus polecił Faustynie rozpowszechnienie nabożeństwa Koronki do Miłosierdzia Bożego

    Modlitwa na czas wojny

    „Koronka bardzo szybko zaczęła docierać do ludzi poprzez obrazki Jezusa Miłosiernego, na odwrocie których drukowano tekst modlitwy. Jeszcze przed II wojną światową wydawano też małe modlitewniki, dzięki którym Koronka trafiała do coraz szerszego grona osób.” – mówi s. Gaudia Skass.

    Paradoksalnie do jej dalszego rozpowszechnienia przyczynił się dramat wojny. „To był taki czas, kiedy ludzie bardzo szukali nadziei, pomocy i ta modlitwa nagle przynosiła im dużo pocieszenia, dodawała sił” – wskazuje. Jak dodaje, zachowały się także świadectwa ludzi, którym w czasie wojny Koronka „dosłownie ratowała życie”.

    Kongres Miłosierdzia Bożego w Wielnie w czerwcu 2026 r.

    Kongres Miłosierdzia Bożego w Wielnie w czerwcu 2026 r.   ((© Aistė Karpytė))

    Papieże i Miłosierdzie

    W kolejnych dziesięcioleciach kult Bożego Miłosierdzia rozwijał się na świecie, a szczególne znaczenie miał pontyfikat św. Jana Pawła II. „To jest jego olbrzymia zasługa” – podkreśla s. Gaudia.

    W kontekście samej Koronki rozmówczyni Vatican News wspomina również Papieża Franciszka i inicjatywę „Misericordina” – pudełeczka stylizowanego na opakowanie lekarstwa, zawierającego m.in. różaniec i obrazek z tekstem Koronki. „Papież Franciszek w mojej pamięci jest zapamiętany jako promotor Koronki” – dodaje.

    Symfonia Miłosierdzia - z Krakowa na cały świat

    Symfonia Miłosierdzia – z Krakowa na cały świat

    W 2025 roku zorganizowano wielki most modlitewny spod Łagiewnik na kilka kontynentów. Ludzie modlili się Koronką do Miłosierdzia Bożego

    Siła Koronki

    Według s. Gaudii wyjątkowość modlitwy nie wynika jedynie z jej prostoty. „Myślę, że siła Koronki głównie tkwi w tym, że podyktował ją sam Jezus” – mówi. Jak zaznacza, w „Dzienniczku” św. Faustyny wielokrotnie pojawia się przypomnienie o mocy tej modlitwy i łaskach, które mogą być przez nią wypraszane.

    „Ta modlitwa w swojej istocie, w swoim teologicznym przekazie odwołuje się do samego centrum Ewangelii – do miłosiernej miłości Boga objawionej w Misterium Paschalnym, w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa” – wyjaśnia.

    Dla s. Gaudii Koronka jest przede wszystkim modlitwą nadziei. „Każdy mój upadek woła po prostu o miłosierdzie Boga, a Bóg jest tym, który to miłosierdzie chce mi okazywać” – mówi.

    Koronka do Miłosierdzia Bożego - potężna modlitwa grzeszników

    Koronka do Miłosierdzia Bożego – potężna modlitwa grzeszników

    Siłę Koronki do Miłosierdzia Bożego stanowi fakt, że to sam Jezus polecił modlić się tą modlitwą

    W niemal każdym języku

    Dokładnej skali rozpowszechnienia Koronki nie sposób dziś określić. „To jest w ogóle nie do zbadania, bo ta skala jest tak olbrzymia” – przyznaje s. Gaudia Skass. Jak zauważa, modlitwę tłumaczono nie tylko na języki narodowe, ale również na liczne lokalne dialekty. Siostra z klasztoru w krakowskich Łagiewnikach żartobliwie zauważa, że łatwiej byłoby dziś wskazać języki, na które Koronka nie została jeszcze przełożona.

    „Koronka jest przetłumaczona na wszystkie języki, o których ja kiedykolwiek słyszałam, także na wiele dialektów” – mówi. Dużą rolę odegrali w tym misjonarze. „Koronka dotarła nawet do niewielkich społeczności, małych grup etnicznych, które posługują się własnymi lokalnymi językami czy dialektami. Czasem mówi nimi zaledwie garstka ludzi, ale oni też modlą się słowami Koronki. To naprawdę zadziwiające, jak daleko dotarła ta modlitwa” – zaznacza.

    Symfonia Miłosierdzia w Krakowie

    Symfonia Miłosierdzia w Krakowie

    Transmisja na cały świat

    Skalę kultu pokazują również codzienne transmisje modlitwy z Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Koronkę transmituje kilka stacji telewizyjnych, w tym jedna ogólnopolska i jedna wileńska, kilkanaście rozgłośni radiowych. Z krakowskim sanktuarium można łączyć się także za pośrednictwem YouTube’a, dziewięciu stron internetowych, również zagranicznych oraz aplikacji Faustyna.pl. „Ciężko to zliczyć, ale średnio tylko w samym TVP na modlitwie z nami łączy się około 400–500 tysięcy osób dziennie, w dzień powszedni” – podaje s. Gaudia. Jak dodaje, według docierających do niej szacunków łączna liczba uczestników codziennej modlitwy może sięgać nawet około milion.

    Karol Darmoros – Vatican News

    ***

    Bł. Bartolo Longo: były satanista i pierwszy apostoł Nowenny Pompejańskiej

    BARTOLO LONGO

    Wstąpił do sekty spirytystów i oddał duszę diabłu. Dziś jest błogosławionym. W tej niezwykłej historii pojawia się również – a jakże – różaniec.TODO MESSAGE

    5 października Kościół wspomina bł. Bartolo Longo. Przeszedł drogę od piekła do chwały ołtarzy. Mówiono o nim: kapłan szatana. Po nawróceniu stał się oddanym sługą Matki Bożej – Królowej Różańca Świętego.

    Jan Paweł II określił go „wzorem dla współczesnych świeckich katolików”. I choć nazywa się go pierwszym apostołem Nowenny pompejańskiej, to jego kult w Kościele wciąż jest mało rozpowszechniony.

    Bartolo Longo: kapłan szatana

    Bartolo (Bartłomiej) Longo urodził się w 1841 roku w Latiano we Włoszech. Jego rodzina była religijna. Kultywowało się w niej tradycje chrześcijańskie. Upowszechnienie różnych idei i ateistycznych koncepcji w tamtym czasie – na temat wiary, istnienia Boga – miały negatywny wpływ na młodego mężczyznę.

    Bartolo rozpoczął studia prawnicze na uniwersytecie w Neapolu. Wstąpił w szeregi satanistycznej sekty spirytystów. Służył tam jako kapłan szatana i okultysta.

    Podczas jednej z wizji oddał swoją duszę diabłu. Brał aktywny udział w demonstracjach wolnomularskich opowiadających się przeciwko religii i papiestwu. Był czas, że czuł się jak obłąkany, myślał o samobójstwie.

    Czy chcesz trafić do piekła?

    Pewnego dnia w niewytłumaczalny sposób usłyszał błagalny głos swego zmarłego ojca, który namawiał go do nawrócenia i zawierzenia Bogu. Longo zwrócił się z pomocą do przyjaciela, opowiadając mu o zaistniałej sytuacji. Vincenzo Pepe zapytał go wprost, czy chce trafić do piekła, czy jednak może zmieni dotychczasowe życie.

    Obaj udali się do dominikanina Alberta Radentego – filozofa i teologa. Zakonnik otoczył Bartolo modlitwą, przekonał do generalnej spowiedzi. Po okresie przygotowawczym 25 marca 1871 roku wstąpił do świeckiego zakonu dominikańskiego. Przyjął imię „Brat Różaniec” (Rosario).

    Bartolo Longo: nawrócenie i różaniec

    W swoim dziele zatytułowanym „Cuda i łaski Królowej Różańca Świętego w Pompejach” Bartolo Longo napisał, że każdy grzesznik, choćby był najbardziej upadły, jeśli zwróci się do Matki Bożej, może znaleźć ocalenie.

    Ratunkiem na tej drodze jest różaniec, bowiem czysta intencja sprowadza z nieba nadprzyrodzoną moc.

    On sam podążał tą drogą wiodącą do zbawienia, odkąd w duszy usłyszał głos: „Kto szerzy różaniec, będzie zbawiony”.

    Owoce nawrócenia

    Owoce jego nawrócenia i pracy były ogromne. Powstało sanktuarium Matki Bożej Różańcowej, wybudowano sierocińce, domy opieki, rozpoczęto wydawanie czasopisma „Różaniec i Pompeje” (drukowane do dziś i rozprowadzane po całym świecie).

    Bartolo był również inicjatorem powstania Zgromadzenia Sióstr Różańca Świętego. Dzięki jego staraniom na ponurej ziemi naznaczonej wybuchami Wezuwiusza powstało nowe miasto z nowymi drogami, zakładami, usługami. Jego wiara i miłość do Matki Bożej zaczęła promieniować na zewnątrz i przejawiała się w konkretnych działaniach.

    W domu Cateriny Volpicelli, założycielki Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca, poznał swoją przyszłą małżonkę – Mariannę de Fusco (sługę Bożą, trwa jej proces beatyfikacyjny). Kobieta była wdową, miała pięcioro dzieci. Bartolo został administratorem jej dóbr oraz opiekunem jej dzieci.

    Pobrali się w 1885 roku, żyjąc w czystej miłości. Po śmierci Marianny spadkobiercy przejęli dom. Longo wyjechał do rodzinnej miejscowości – Francavilli. Po namowach przyjaciół powrócił w 1925 roku do Pompejów. Nie posiadał wówczas żadnych dóbr. Mieszkańcy miasta przyjęli go niezwykle życzliwie. Otrzymał od nich zaszczytny tytuł Rycerza Wielkiego Krzyża Orderu Grobu Świętego w Jerozolimie.

    Powołany do wielkich spraw

    Kilka lat wcześniej o. Emanuel Ribera, redemptorysta, przepowiedział mu, że Bóg oczekuje od niego wielkich rzeczy. Takie też były jego udziałem. To jemu zawdzięczamy Nowe Pompeje, jest inicjatorem modlitwy piętnastu sobót oraz autorem medytacji.

    Dzięki jego prośbie papież Leon XIII ustanowił w 1883 roku październik miesiącem różańca świętego. To on spisał obietnicę Maryi daną Fortunatinie: „ktokolwiek odmówi tę nowennę, otrzyma łaski, o które prosi”.

    Jego marzeniem było zobaczyć Maryję. Zmarł 5 października 1926 roku. Pochowany został w krypcie pod obrazem Matki Bożej Pompejańskiej.

    Przepowiedział wizyty papieży w Pompejach. Dwukrotnie to miejsce odwiedził Jan Paweł II w 1979 i 2003 roku. W 2008 r. przybył tam także Benedykt XVI. Bartolo został beatyfikowany 26 października 1980 r.

    Anna Gębalska-Berekets/Aleteia.pl

    ***

    Niezwykła historia o tym, jak powstała Nowenna pompejańska i o cudach Matki Bożej Różańcowej

    Our-Lady-of-the-Rosary-Basilica-in-Pompeii

    Concettina była przerażona i zdziwiona zarazem. Dała im znak, by zbliżyły się po cichu i szepnęła: „Natina rozmawia z Najświętszą Panną”.TODO MESSAGE

    Biografia bł. Bartola Longa – włoskiego satanisty, który przeżył cudowne uwolnienie i nawrócenie, a w ramach pokuty obiecał, że „nie opuści tej dzikiej krainy, dopóki nie rozszerzy tutaj różańca Maryi” – jest materiałem na świetny film. Jednak dziś nie opowiemy Państwu o życiu budowniczego Pompejów, ale o Nowennie pompejańskiej, nazywanej „nowenną nie do odparcia”, którą miliony wierzących na całym świecie modli się z ufnością w sprawach, których po ludzku nie da się rozwiązać. I zaświadczają, że sprawy te zostają rozwiązane.

    Bartolo Longo: satanista zostaje tercjarzem

    Nawrócenie Bartola Longa było mocne, przeżył potężny wstrząs. Ale nie było jednorazowym aktem. Co pewien czas targały nim nie tylko wątpliwości, ale doświadczał napadów panicznego wręcz lęku.

    „Pomimo pokuty wciąż gnębiła mnie myśl, że należę do szatana i nadal jestem jego niewolnikiem, a on oczekuje na mnie w piekle. Rozważając to popadłem w rozpacz i byłem bliski samobójstwa” – pisał były kapłan świątyni szatana.

    Dominikanin Albert Radente, u którego Bartolo odbył generalną spowiedź, modlił się za niego gorąco i pościł w jego intencji. 25 marca 1871 r. przyjął go do trzeciego zakonu dominikańskiego, a Longo wybrał dla siebie imię brat Różaniec.

    Różaniec i zbawienie

    Mimo powracającej depresji  i lęków walczył, podjął pokutę. Porządkował dawne sprawy i odwiedzał znajomych z sekty, mówiąc im, że całym sercem tkwią w błędzie, który może skazać ich na wieczne potępienie. Był wyśmiewany, nikt nie rozumiał, o co mu chodzi.

    Poszedł nawet na spotkanie grupy oddającej się seansom spirytystycznym i trzymając w dłoniach medalik Matki Bożej zawołał: „Wyrzekam się spirytyzmu, bo jest on tylko plątaniną kłamstw i błędów!”. W chwilach największych pokus przeciw nadziei przywoływał słowa o. Radentego, powtarzającego za Maryją: „Ten, kto propaguje mój różaniec, będzie zbawiony”.

    Podczas kolejnego ataku rozpaczy, którego doświadczył już w Pompejach, też przypomniał sobie te słowa, upadł na kolana i wyznał: „Jeżeli te słowa są prawdą, to osiągnę zbawienie, ponieważ nie opuszczę tej dzikiej krainy, dopóki nie rozszerzę tutaj Twojego różańca”.

    I ruszył. Tak zaczęła się jego ciężka, wyczerpująca zdrowie i siły, pełna trudności praca nad zbudowaniem nie tylko świątyni z kamieni i drewna, ale żywej, z serc ludzi wierzących Królowej Różańca Świętego. „Opatrzność wzięła mnie za rękę, tak jak ktoś, kto prowadzi niewidomych i dzieci” – zanotował po latach.

    BARTOLO LONGO
    Bartolo Longo

    ***

    Potęga ufności Bartola Longa

    Był rok 1879, Bartolo Longo chorował na dur brzuszny, którego nikt nie potrafił wyleczyć. Bardzo cierpiał, wydawało się, że umiera. Jednocześnie nadzorował prace budowy świątyni w Pompejach.

    „Nadszedł dzień Wniebowzięcia, 15 sierpnia 1879 roku. Po raz pierwszy koronę ze złota umieszczono na głowie Matki Bożej, lecz tego dnia leżałem w łóżku we wciąż pogarszającym się stanie. Wszyscy otaczający mnie przyjaciele, a wśród nich ojciec Radente, modlili się do Madonny za moje życie. Nie było nawet promyka nadziei…

    Wtedy pomyślałem, żeby już dłużej nie czekać i z Bożą pomocą zatrzymać ciężki dur. Trzeba było wziąć obraz z parafii i postawić go w mojej sypialni. Tak się stało. Obecni powtarzali: Wtedy i my uwierzymy w cuda Maryi pod tym obrazem, gdy wyzdrowieje. A ja zwróciłem się z ufnością do świętej Katarzyny ze Sieny i powiedziałem jej tak:

    Moja droga siostro, napisałem o tobie w książce «Piętnaście Sobót», że z nieba narzekasz na małą liczbę swoich wiernych na ziemi, którzy uciekaliby się do ciebie z prośbą o łaski, jakby zmniejszyła się w niebie moc, którą Jezus powierzył ci na ziemi. Dziś jakim sposobem czytelnicy mają dać wiarę moim słowom, jeśli ja jako pierwszy, który się do ciebie zwracam, nie otrzymam od ciebie łaski? I jak uwierzą w cuda Maryi Różańcowej z Pompejów, jeśli ona pozwoli umrzeć temu, kto zainicjował budowę jej świątyni i rozpowiada o jej czynach?

    Niewypowiedziana dobroci Matki, która spełniła modlitwy świętej Katarzyny! O północy otworzyłem oczy – ból w karku i kręgosłupie minął wraz z durem, tak że pierwszy promień słońca przyjemnie skaleczył moje oczy pierwszy raz po wielu dniach, gdy przez ból nie znosiłem światła! Czy nie jest to jawny cud?” – pisał wzruszony Bartolo Longo będąc pewnym interwencji Matki Bożej Różańcowej.

    Pięć lat później, w 1884 r., Maryja czczona w Pompejach w wizerunku Królowej Różańca sama zabierze głos, dając tym samym światło Bartolowi Longowi na napisanie nowenny, dziś zwanej pompejańską.

    Sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Pompejach
    Sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Pompejach

    ***

    Cud Królowej Różańca

    8 maja 1884 r. w Neapolu, na pierwszym piętrze pałacu Rocco przy Via Settembrini 5 wydarza się rzecz niewytłumaczalna. W pokoju stoi 21-letnia Fortunatina Agrelli, od prawie dwóch lat chorująca na dziwną chorobę, która objawiała się silnymi konwulsjami, trwającymi nieustannie przez dziesięć godzin. Każdego wieczoru coś dusiło ją w środku, a ona trzymała się kurczowo za gardło, rzucała się na łóżku, wyrywała włosy z głowy, gryzła i z nadludzką siłą uderzała w ludzi i przedmioty.

    Były wieczory, że czterech silnych mężczyzn nie potrafiło utrzymać jej na łóżku. Po atakach padała bezsilna i wyczerpana, a jej ciałem wstrząsały drgawki. Poza atakami cierpiała na bóle głowy, nóg i brzucha, a temperatura jej ciała raz opadała, a raz się podnosiła do niebezpiecznych wartości. Nikt nie wiedział, co robić. Medycyna wyczerpała możliwości, nietypowe objawy trwały przez dwa lata.

    Fortunatina, nazywana przez bliskich Natiną, modliła się do Matki Bożej, prosząc Ją o pomoc. I właśnie 8 maja, po tych dwuletnich torturach wstała z krzesła i bez żadnego problemu stanęła prosto na środku pokoju. Wszyscy świadkowie wstrzymali oddech, a ona odkryła, że może się poruszać, nic jej nie dusi, nie przypiera do łóżka. Została uzdrowiona!

    Natychmiast przypomniała sobie słowa Maryi: „Kiedy zaczniesz znów chodzić, uklęknij i odmów trzy razy Zdrowaś, Maryjo w podziękowaniu”. Ruszyła pod obraz i uklękła w skupieniu.

    18 czerwca 1884 r. przyjechała do Doliny Pompejańskiej i w obecności całej rodziny dała świadectwo cudu. Był to cud nie tylko o jej uzdrowieniu, ale o skuteczności nowenny, którą podpowiedziała sama Maryja. Bartolo Longo rozpropagował modlitwę w oparciu o relację Fortunatiny, która pod przysięgą zeznała, że sposób odmawiania został jej objawiony przez Matkę Bożą. Jak to się stało?

    Skuteczność „pompejanki”

    Żeby zrozumieć cud uzdrowienia Fortunatiny i rolę, którą odegrał w spisaniu nowenny pompejańskiej Bartolo Longo, musimy się cofnąć w czasie. „Był 16 lutego 1884 roku. Pan Mariano Rosati, gorliwy pomocnik w budowie świątyni, przybył do mnie i poprosił o poświęcony medalik Matki Bożej Pompejańskiej. Chciał go wręczyć swojemu przyjacielowi, doktorowi Belmontemu dla jego ciężko chorej pacjentki” – zapisał w książce pt. Cuda i łaski Królowej Różańca Świętego w Pompejach bł. Bartolo Longo.

    „Jeżeli Najświętsza Panna Pompejańska uzdrowi pannę Agrelli – powiedział – to do grona jej czcicieli na pewno dołączy wielu neapolitańczyków. Ojciec chorej ma sporo przyjaciół. Wyślę jej także książeczkę z nowenną, niech rodzina się modli, a obrazek Matki Bożej Pompejańskiej niech zawieszą nad łóżkiem chorej”.

    Kiedy Natina odebrała obrazek, medalik i nowennę od swojego lekarza, poczuła przypływ miłości i jakąś tajemniczą ufność ku nabożeństwu do Matki Bożej Pompejańskiej. Przejęta tym pobożnym uczuciem zapragnęła napisać prośbę do Matki Bożej. Ponieważ była bardzo osłabiona i nie mogła utrzymać pióra, podyktowała następujące słowa:

    Ciężko chora Fortunatina Agrelli prosi o uzdrowienie Najświętszą Pannę Różańcową w Pompejach. Jeżeli zostanie wysłuchana, przyrzeka osobiście przybyć do Pompejów, złożyć swoje podziękowanie i przekazać ofiarę na Jej kościół”.

    Pan Rosati odesłał prośbę do Pompejów, Bartolo Longo złożył ją na ołtarzu u stóp Matki Bożej Pompejańskiej, a Fortunatina i cała jej rodzina rozpoczęła nowennę w intencji odzyskania zdrowia. Stan chorej nie tylko nie ulegał poprawie, ale zaczął się pogarszać. Dziewczyna zaczęła wątpić w pomoc Maryi.

    Gdy jednak upłynęły dwa dni od zakończenia nowenny, zaczęły dziać się nadzwyczajne zdarzenia, które obszernie opisała, a potwierdzili je liczni świadkowie, w tym jej ojciec, adwokat Camil Agrelli, ksiądz Salvator Nisio oraz Vincent Belmonte, lekarz z Neapolu.

    BLESSED VIRGIN OF THE ROSARY OF POMPEI
    Matka Boża Pompejańska – obraz znajdujący się w ołtarzu głównym bazyliki w Pompejach

    ***

    Rozmowy z Maryją

    W świadectwie złożonym w sanktuarium w Pompejach czytamy: „3 marca po godzinie 14 na nowo zaczęły się konwulsje, które po godzinie jednak niespodziewanie ustąpiły. Concettina, która siedziała przy łóżku chorej, usłyszała nagle głos Fortunatiny, która zupełnie głośno i wyraźnie wypowiedziała następujące słowa: Królowo Różańca z Pompejów, udziel mi tej łaski!

    Wystraszyło to Concettinę i zaczęła uważnie przysłuchiwać się słowom chorej. Pragnąc, by także inni członkowie rodziny byli świadkami tego nadzwyczajnego wydarzenia, pociągnęła za dzwonek. Przybyła natychmiast jej matka Teresa oraz inni domownicy. Concettina była przerażona i zdziwiona zarazem. Dała im znak, by zbliżyły się po cichu i szepnęła: Natina rozmawia z Najświętszą Panną!

    Wszyscy zaczęli przysłuchiwać się tej tajemniczej rozmowie. Do ich uszu docierały tylko odpowiedzi chorej, ale nie słyszeli słów niewidzialnej Rozmówczyni. Zauważyli, że podczas rozmowy Natina szukała czegoś na szyi, jakby pragnęła wziąć do ręki medalik Matki Bożej. Zabrano mi go! – zawołała głosem pełnym bólu. Potem zaczęła składać różne obietnice, że będzie ten medalik nosiła na szyi i zawiesi obrazek nad łóżkiem. W końcu usłyszeli takie słowa: Pozwól mi, Matko, ucałować koniec Twojej szaty!

    Zapadła cisza. Fortunatina przeżegnała się tak dokładnie i z taką swobodą, jakby odzyskała wszystkie siły. Lecz zaraz potem znów wpadła w konwulsje”.

    Świadectwo widzenia Maryi

    Fortunatina później zrelacjonowała swoje widzenie: „Leżałam w półśnie, gdy ukazała mi się Matka Boża Różańcowa. Gdy ją ujrzałam, natychmiast uczyniłam znak krzyża. Najświętsza Panna jedną ręką trzymała Dzieciątko Jezus, a drugą różaniec. Siedziała na tronie, który otaczali aniołowie. Maryja i Jezus byli ubrani w biało-złote szaty z jedwabiu, na głowach mieli korony wysadzane drogimi kamieniami.

    Towarzyszyli im zakonnik i zakonnica św. Dominika. Tron, piękno Maryi i wspaniałość nieba mnie zachwyciły. Maryja patrzała na mnie czułym, macierzyńskim wzrokiem. Wzbudziło to moje zaufanie i zaczęłam ją natychmiast błagać:

    Królowo Różańca Świętego w Pompejach, udziel mi łaski zdrowia! Już złożyłam Ci tę prośbę, odmówiłam nowennę, ale nie doświadczyłam jeszcze Twojego miłosierdzia. O Maryjo, dotąd nie wyświadczyłaś mi jeszcze żadnej łaski. Chcę być zdrowa!

    Maryja odpowiedziała: Modliłaś się do mnie pod różnymi wezwaniami i zawsze odbierałaś łaski. Teraz, gdy mnie wzywasz pod imieniem Królowej Różańca Świętego z Pompejów, które mi jest bliższe ponad wszystkie inne, nie mogę ci odmówić. Odpraw trzy nowenny, oddawaj mi cześć, a wyzdrowiejesz”.

    Nowenna pompejańska

    W trakcie trwania trzyczęściowej nowenny Maryja przyszła do Fortunatiny jeszcze kilka razy. W czasie jednego z widzeń powiedziała: „W trakcie ostatniej nowenny pogorszy ci się tak bardzo, że lekarz potwierdzi beznadziejny stan. A gdy już wszyscy zwątpią w twoje wyzdrowienie, ty tym bardziej w to ufaj. 15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia, będziesz zupełnie zdrowa”.

    Po dwóch tygodniach, w nocy z 19 na 20 kwietnia Fortunatina znów zobaczyła Matkę Bożą Różańcową. To widzenie dodało jej odwagi i wyznała: „Najświętsza Panno Pompejańska, nie chcę czekać do 15 sierpnia na całkowite wyzdrowienie”. I o dziwo Maryja wysłuchała prośby o zmianę daty cudu uzdrowienia. Co ciekawe, Maryja odpowiedziała natychmiast:

    „Ponieważ znosiłaś chorobę z poddaniem się woli Bożej, Bóg udzieli ci tej łaski na Moją prośbę. W 26 dniu tego miesiąca zostaniesz uzdrowiona z porażenia. 30 kwietnia ustaną wszystkie inne cierpienia. Od tego dnia będziesz mogła chodzić. Kiedy znów staniesz na nogi, uklęknij i odmów trzy razy Zdrowaś, Maryjo w podziękowaniu. Zanim upłynie maj, wyjdziesz z domu”.

    Zanim odeszła, dodała głosem pełnym przychylności i dobroci: „Ktokolwiek pragnie otrzymać łaski, niech odprawi na moją cześć trzy nowenny, odmawiając piętnaście tajemnic różańca, a potem niech odmówi znowu trzy nowenny dziękczynne” – zapisał Bartolo Longo.

    26 kwietnia, w święto Matki Bożej Dobrej Rady, około godziny 3 nad ranem, całkowicie ustało wewnętrzne porażenie, któremu medycyna nie mogła w żaden sposób zaradzić. Fortunatina Agrelli cierpiała na nie przez rok i dwa tygodnie bez przerwy. W ten sposób spełniła się zapowiedź Maryi. Zgodnie z Jej słowami 30 kwietnia ustały wszystkie inne cierpienia.

    8 maja odmówiła modlitwę błagalną do potężnej Królowej Różańca w Pompejach, którą tego dnia w południe odmawiają wszyscy czciciele Matki Bożej Różańcowej. Wpatrywała się też ufnie w obraz Matki Bożej Pompejańskiej wiszący na przeciwległej ścianie, przed którym paliły się od rana dwie duże świece.

    WIARA

    Cuda z rąk Matki

    Bartolo Longo, pewny wstawiennictwa Maryi nie tylko uporządkował Jej rady co do sposobu odprawiania nowenny, ale zaczął starannie zapisywać wszystkie świadectwa o łaskach otrzymanych za pośrednictwem Królowej Pompejów.

    „O ukochane serce Maryi! Pojawiła się ona córce kapitana Agrelli z Neapolu i powtórzyła jej te słodkie słowa: Za każdym razem, gdy chcesz otrzymać ode mnie łaskę, zmów trzy razy nowennę z piętnastoma tajemnicami różańca, a potem trzy nowenny dziękczynne.

    Młoda Fortunatina odmówiła wszystko w tym porządku i cudownie ozdrowiała. Za jej przykładem, po odmówieniu trzech nowenn, cudownie ozdrowiało i otrzymało odpowiednie łaski tysiące osób nie tylko we Włoszech, ale także we wszystkich rejonach Europy, w Ameryce, Afryce, a nawet w Indiach i Chinach.

    Relacje o łaskach i cudach, jakie miały miejsce w następstwie odmawiania nowenny pompejańskiej – poświadczone procesami kanonicznymi i zeznaniami wiarygodnych świadków oraz dyplomowanych lekarzy, opisywane przez wielu biskupów z dalekich diecezji – przeczytać można w czasopiśmie Różaniec i Nowe Pompeje począwszy od roku 1884 aż do dziś” – pisał niestrudzony brat Różaniec.

    B. Longo, “Historia sanktuarium w Pompejach”.
    B. Longo, “Cuda i łaski Królowej Różańca Świętego w Pompejach
    “.

    Agnieszka Bugała/Aleteia.pl

    ***

    Niedziela – 4 października

    Dzisiejsze przesłasnie Ojca świętego Leon XIV:

    Naszymi wyborami budujemy lub niszczymy Kościół

    Leon XIV

    W rozważaniu przed modlitwą Anioł Pański Leon XIV mówił o tym, że człowiek przez swoje wybory może budować lub niszczyć Kościół. Jako przykład wielkiego budowniczego Kościoła wskazał św. Franciszka z Asyżu, który „naprawił Kościół mocą wiary w Pana Jezusa” i którego charyzmat wciąż jest żywy.

    Aktualność przypowieści o winnicy

    W rozważaniu, wygłoszonym jak co tydzień z okna biblioteki w Pałacu Apostolskim, Papież odwołał się dzisiejszej Ewangelii i zawartej w niej przypowieści o winnicy oraz słów o tym, że „kamień, który odrzucili budujący stał się głowicą węgła”. Leon XIV wskazał na aktualność tego fragmentu: zarówno jego przesłania o odrzuceniu Boga, które dokonuje się także dziś, jak też na obraz niszczonej winnicy. „Winnicą, którą należy uprawiać w duchu sprawiedliwości, jest Kościół, który budujemy lub niszczymy poprzez nasze wybory” – przypomniał. 

    Bóg odpowiada miłosierdziem na odrzucenie

    Ojciec Święty mówił o tym, że nauczanie Chrystusa „skłaniając nas do refleksji nad licznymi okrucieństwami, które niszczą świat i historię narodów, objawia zawsze większe miłosierdzie Jego Ojca”. Podkreślił, że nawet gwałtowne odrzucenie Boga przez człowieka nie jest w stanie „udaremnić woli Boga, który w swojej nieskończonej sprawiedliwości przemienia zło w odkupienie”. Jak zapewnił Papież „Wszechmocny kieruje biegiem historii, przychodząc nam z pomocą we wszystkich naszych upadkach: Bóg nigdy nie odrzuca naszego życia!”.

    Św. Franciszek – zbudował życie na Chrystusie i odbudował Kościół mocą wiary

    Mówiąc o biblijnych robotnikach w winnicy, Papież przypomniał też o św. Franciszku, którego 800. rocznicę śmierci wspomina dziś Kościół i który otrzymał od Chrystusa polecenie, aby ten Jego Kościół odbudować. „Franciszek, zainspirowany Krucyfiksem, zbudował przede wszystkim własne życie na fundamencie Chrystusa, dzieląc Jego ubóstwo, radość i cierpienia, aż po mistyczny znak stygmatów – mówił – Będąc człowiekiem żarliwej modlitwy, pełen miłości wobec wszystkich, był wzorem dla pierwszych braci, którzy podzielali jego ascezę, uznając ją za autentyczny warunek reformy Kościoła. Św. Franciszek naprawił Kościół mocą wiary w Pana Jezusa, uzdrawiając pęknięcia niezgody świadectwem braterskiej miłości”.

    Aktualność franciszkańskiego charyzmatu

    Leon XIV wskazał też na aktualność charyzmatu św. Franciszka, o czym świadczy m.in. liczna rodzina franciszkańska. Zachęcił by jubileusz 800-lecia śmierci Biedaczyny z Asyżu był czasem wytrwałej modlitwy o pokój o zaangażowania w budowę zgody między narodami. Zapewnił też o duchowej łączności z sanktuarium w Pompejach, gdzie odmawiana jest suplika do Matki Bożej Różańcowej.

    Dorota Abdelmoula-Viet – Watykan

    ***

    Święty Franciszek z Asyżu – ten, który pogodził życie ze śmiercią

    800 lat od śmierci św. Franciszka, Jan Paweł II w Asyżu (1982)

    Pierwszy historycznie potwierdzony stygmatyk, jedyny święty, który nie ma wrogów. 4 października przypada wspomnienie św. Franciszka z Asyżu. W 2026 roku ten dzień jest wyjątkowy, ze względu na obchody 800-lecia śmierci Biedaczyny z Asyżu.

    Franciszek, a właściwie Jan Bernardone, przyszedł na świat na przełomie 1181 i 1182 roku we włoskiej Umbrii. Jego rodzice Piotr i Joanna należeli do zamożniejszych obywateli miasta. Chłopcu nie spieszno było ani do nauki, ani do interesów. Swoją młodość spędzał beztrosko w otoczeniu kompanów, marząc o sławie rycerskiej.

    Przełomowe zdarzenie

    20-letni Jan Bernardone wyruszył na wojnę z Perugią. Dostał się do niewoli i ciężko zachorował. Gdy wyzdrowiał, ponownie spróbował żołnierskiej przygody, ale w jego duszy toczyła się już cicha walka. 

    W pewnym momencie postanowił jednak zostawić przyjaciół, interesy ojca i marzenia o sławie. W samotności, ubóstwie i na modlitwie, pragnął zostać doskonałym naśladowcą Chrystusa i „odbudować Jego Kościół”. Szybko zgromadzili się wokół niego uczniowie, a papież zatwierdził ułożoną przez Franciszka regułę, która dała początek Zakonowi Braci Mniejszych, Sióstr Klarysek i Trzeciemu Zakonowi, przeznaczonemu dla ludzi świeckich.

    Dziś mija 800 lat od śmierci św. Franciszka. W 1982 r. z okazji 800. rocznicy jego urodzin do Asyżu pielgrzymował Jan Paweł II. W watykańskim archiwum zachowało się nagranie …

    Radosny stygmatyk

    14 września 1224 roku spełniło się największe pragnienie Franciszka – upodobnić się całkowicie do Mistrza. Chrystus w postaci serafina odcisnął na jego ciele swoje rany (pierwsze potwierdzone stygmaty). Od tamtej chwili Franciszek, nazywany „Serafickim”, żył jeszcze dwa lata, w czasie których Bóg stopniowo go ogołacał. 

    Wtedy jednak, gdy tracił wzrok, cierpiał na malarię, wrzody żołądka i reumatyzm, napisał swoją „Pieśń słoneczną”, najradośniejszą modlitwę jaką zna świat.

    Nie tylko rośliny i zwierzęta

    W świadomości przeciętnego chrześcijanina funkcjonuje na ogół uproszczony obraz św. Franciszka, kojarzonego z kwiatkami, ptaszkami i wilkiem podającym łapę. A przecież ten mistyk i stygmatyk był człowiekiem z krwi i kości, był kimś, kto w XIII wieku nie tylko wydobył Kościół z kryzysu, ale dokonał w nim największej „rewolucji”, trwającej po dzień dzisiejszy. 

    Postać, która nie przestaje inspirować

    Jest rzeczą niepojętą, że ten, którego „tak trudno naśladować”, który wydaje się tak odległy, tak niepodobny do współczesnego człowieka, wciąż zadziwia, oczarowuje, i to nie tylko chrześcijan, bo nawet niewierzący są pod urokiem tej postaci. „To chyba jedyny święty, który nie ma wrogów i jest powszechnie akceptowany” – słusznie ktoś zauważył.

    Św. Franciszek między pamięcią a przyszłością. Obchody 800-lecia śmierci

    W Sali Marconi w Palazzo Pio zaprezentowano kalendarz wydarzeń związanych z 800. rocznicą śmierci św. Franciszka z Asyżu. „Nauczanie Franciszka zachowuje nieustanną aktualność, …

    Święty pokoju i pojednania

    Gdy Franciszek umierał 3 października 1226 roku na gołej ziemi w Porcjunkuli poprosił braci, aby mu zaśpiewali: ci rzewnie płacząc rozpoczęli „Pieśń słoneczną”, ułożoną przez niego w czasie choroby. Gdy skończyli, słabnącym głosem dodał do niej ostatnią strofę: „Bądź pochwalony, Panie mój, przez naszą siostrę, Śmierć cielesną…”.

    Tak umierał ten, któremu tu na ziemi udało się pogodzić człowieka z wilkiem, radość z cierpieniem i życie ze śmiercią.

    Biedaczynę z Asyżu kanonizował papież Grzegorz IX w 1228 roku. Jego relikwie znajdują się w bazylice jemu poświęconej w Asyżu. Patronuje franciszkanom, ekologom i handlarzom.

    ks. Arkadiusz Nocoń, Artur Hanula – Vatican News

    ***

    Ostatnie godziny świętego Franciszka z Asyżu

    Giotto, śmierć św. Franciszka, domena publiczna

    3 października 2026

    Osiemset lat temu, 3 października 1226 roku, też była sobota. Franciszek miał zaledwie 44 lata. Chciał umrzeć tam, gdzie przed laty zaczęła się historia jego wspólnoty

    Żył zaledwie 44 lata. A Kościół odmienił tak bardzo, że nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo styl chrześcijaństwa, w którym dziś jesteśmy zanurzeni, ukształtował właśnie on. 

    800 lat temu, 3 października 1226 roku też była sobota.  Organizm Franciszka był wyniszczony chorobami i latami bardzo surowego życia. Dwa lata wcześniej, na górze La Verna, otrzymał stygmaty. 

    Od kilku lat cierpiał na ciężką, postępującą chorobę oczu. Niemal nie widział, musiał stronić od światła, a podejmowane leczenie nie przyniosło poprawy. Dziś lekarze przypuszczają, że mogła to być jaglica, czyli przewlekłe zakażenie spojówek i rogówki. Nieleczone prowadzi do bliznowacenia i utraty wzroku. Franciszek mógł nabawić się tej choroby podczas wyprawy na Wschód w 1219 r., kiedy przebywał w rejonie Damietty podczas V krucjaty. 

    Ale jego organizm wyniszczała inna choroba, rodzaj malarii, też nabytej prawdopodobnie na Wschodzie. Już po powrocie stamtąd, w 1220 roku, zrezygnował z kierowania założonym przez siebie zakonem. Z jednej strony widział problemy, jakie rodziły się w rozrastającej się dynamicznie wspólnocie, które wymagały jego twardej ręki, z drugiej strony – był świadomy, że z powodu utraty sił nie jest w stanie stawić im czoła. O pomoc w tej sprawie zwrócił się do papieża. Franciszek pracował nad regułą zakonu, którą ostatecznie papież zaaprobował w 1223 roku. 

    Po ustanowieniu reguły stan Franciszka zaczął się pogarszać jeszcze bardziej. Zdołał przenieść się do Greccio, gdzie urządził pierwszą bożonarodzeniową szopkę, wprowadzając zaszczepiony do dziś w chrześcijaństwie sposób świętowania uroczystości Narodzenia Pana. Nie mieszkał wtedy we wspólnocie wraz z braćmi, lecz najpierw w chatce przy kościele San Damiano w Asyżu – to tam, niemal zupełnie niewidomy, napisał Pieśń Słoneczną – a potem w pustelni.

    Wiosną 1226 roku był już tak słaby, że braciom podyktował krótką ostatnią wolę. Sprowadzała się właściwie do trzech próśb: żeby bracia wzajemnie się kochali, pozostali wierni ubóstwu i byli wierni Kościołowi. Sam nie był już w stanie długo mówić.

    Ostatnie miesiące życia spędzał w okolicach Asyżu. Kiedy zrozumiał, że śmierć jest blisko, podjął jeszcze jedną decyzję.

    Chciał umrzeć tam, gdzie wszystko się zaczęło

    Franciszek przebywał wówczas w rezydencji biskupa Asyżu. Poprosił braci, żeby przenieśli go kilka kilometrów niżej, do Porcjunkuli, niewielkiego kościółka Matki Bożej Anielskiej.

    To miejsce było dla niego szczególne. Tutaj przed laty gromadzili się pierwsi bracia, tutaj odbywały się kapituły rodzącego się zakonu i stąd bracia wyruszali głosić Ewangelię. Franciszek chciał więc umrzeć tam, gdzie jego franciszkańska droga właściwie się zaczęła. Tradycja zapamiętała to jako pragnienie, by „oddać ducha życia tam, gdzie otrzymał ducha łaski”.

    W drodze do Porcjunkuli Franciszek poprosił niosących go braci, aby zatrzymali się i odwrócili go twarzą w stronę Asyżu. Niemal niewidomy pobłogosławił wtedy miasto.

    Z ostatnimi dniami Franciszka wiąże się również jedna z najbardziej niezwykłych kobiecych postaci w jego biografii: rzymska arystokratka Jakobina Settesoli.

    Franciszek znał ją z wcześniejszych pobytów w Rzymie. Pomagała mu w organizacji wielu spraw zakonnych, przyczyniła się do uzyskania audiencji u papieży. Została tercjarką. Franciszek przed śmiercią chciał ją wezwać i prosił, aby przywiozła rzeczy potrzebne do jego pochówku oraz potrawę, którą przygotowywała dla niego podczas wcześniejszej choroby. Oraz mustaccioli, słodkie ciasteczka przypominające toruńskie pierniki.

    List nie zdążył nawet zostać wysłany, kiedy Jakobina pojawiła się w Porcjunkuli sama, przywożąc wszystko to, o co Franciszek chciał prosić. Również neapolitańskie pierniczki.

    Chciał umierać na nagiej ziemi

    Franciszek chciał umierać tak, jak próbował żyć: niczego nie posiadając. Poprosił braci, aby mógł nałożyć włosienicę. Wymógł również, aby położono go na gołej ziemi. Franciszkańska tradycja zachowała obraz umierającego założyciela leżącego bezpośrednio na ziemi, pozbawionego wszystkiego, co mógłby jeszcze nazwać swoim.

    Giotto di Bondone, Śmierć św. Franciszka, fot. domena publiczna

    ***

    Ale Franciszek nie chciał umierać sam. Wokół niego byli bracia. Pobłogosławił ich, także tych nieobecnych i tych, którzy mieli dopiero kiedyś do zakonu wstąpić. Jeszcze w swoim testamencie nazywał siebie „małym bratem Franciszkiem”.

    W pewnym momencie poprosił o Ewangeliarz. Chciał usłyszeć fragment Ewangelii według św. Jana rozpoczynający się od słów: „Było to przed Świętem Paschy…”. To początek trzynastego rozdziału Ewangelii św. Jana relacjonującego Ostatnią Wieczerzę, obmycie nóg uczniom i ostatnie godziny Jezusa przed Męką.

    Potem Franciszek zaczął odmawiać Psalm 142: „Głośno wołam do Pana, głośno Pana błagam”. Psalm kończy się prośbą człowieka osaczonego i bezsilnego: „Wyprowadź mnie z więzienia, bym dziękował Twemu imieniu”.

    Św. Bonawentura napisał, że właśnie po modlitwie tym psalmem Franciszek umarł.

    „Siostra śmierć”

    Rok wcześniej, ciężko chory i cierpiący, dopisał do swojej „Pieśni słonecznej” słowa pochwały Boga za „siostrę naszą, śmierć cielesną, której żaden człowiek żyjący uniknąć nie może”.

    Śmierć nie przestała być śmiercią. Franciszek nie udawał, że choroba nie boli ani że umieranie jest łatwe. Ale Franciszek nawet śmierć włączył do wielkiej rodziny stworzenia. Słońce było bratem. Księżyc siostrą. Woda siostrą. Ogień bratem. A na końcu siostrą stała się również śmierć.

    Pochwalony bądź, Panie, przez naszą siostrę, śmierć cielesną,
    Której żaden człowiek żywy ująć nie może;
    Biada tym, co konają w grzechach śmiertelnych;
    Błogosławieni, którzy znajdą się w Twej najświętszej woli,
    Bowiem śmierć wtóra zła im nie uczyni.

    Franciszek umarł w sobotę wieczorem, 3 października 1226 roku, w Porcjunkuli. Franciszkanie 3 października obchodzą jego Transitus, czyli „przejście”. Według liturgicznego sposobu liczenia czasu rozpoczął się już następny dzień, jego wspomnienie przypada 4 października. 

    I dziś wieczorem, 3 października, osiemset lat po tamtym wieczorze, franciszkanie na całym świecie będą celebrowali niezwykłą noc, w której śmierć nazywają nie końcem, lecz Transitus. Przejściem.

    mt/stacja7.pl

    ***

    ***

    Plac św. Piotra rozświetli różaniec o pokój

    2023.10.08 Rosario e Processione in Piazza San Pietro 7 ottobre

    W każdą sobotę października Plac św. Piotra rozświetlą pochodnie. O godz. 21.00 wierni i pielgrzymi będą wspólnie odmawiać różaniec, prosząc o zakończenie wojen i pokój między narodami. Pięć wieczorów modlitwy z wizerunkiem Mater Ecclesiae będzie odpowiedzią na szczególny apel Leona XIV.

    Plac św. Piotra rozświetli różaniec o pokój

    W każdą sobotę października Plac św. Piotra rozświetlą pochodnie. O godz. 21.00 wierni i pielgrzymi będą wspólnie odmawiać różaniec, prosząc o zakończenie wojen i pokój między narodami. Pięć wieczorów modlitwy z wizerunkiem Mater Ecclesiae będzie odpowiedzią na szczególny apel Leona XIV.

    Z Różańcem przeciw wojnie

    3, 10, 17, 24 i 31 października – przez pięć kolejnych sobót – Plac św. Piotra stanie się miejscem wieczornej modlitwy o pokój. O godz. 21.00 rozpoczynać się będzie różaniec aux flambeaux, odmawiany przy świetle pochodni. Modlitwie towarzyszyć będzie wizerunek Matki Bożej Mater Ecclesiae.

    Intencja jest jedna: pokój dla narodów dotkniętych wojną.

    Odpowiedź na apel Leona XIV

    Inicjatywa jest bezpośrednią odpowiedzią na wezwanie Ojca Świętego, który prosił, aby październik stał się czasem szczególnej modlitwy różańcowej o ustanie konfliktów.

    „Zapraszam wszystkich wiernych i wszystkie wspólnoty chrześcijańskie, aby w nadchodzącym październiku odmawiali różaniec w szczególnej intencji ustania wojen i zaprowadzenia pokoju między narodami pozostającymi w konflikcie” – mówił Leon XIV.

    Pięć wieczorów pod oknami Papieża

    W blasku pochodni mieszkańcy Rzymu i pielgrzymi z całego świata będą powierzać Maryi cierpienie ludzi żyjących pośród wojny. Organizatorzy zapraszają do wspólnego rozważania tajemnic życia Chrystusa i modlitwy o pojednanie.

    Przez cały październik, w każdą sobotę wieczorem, Plac św. Piotra ma więc odpowiadać Różańcem na jedno z najczęściej powracających wezwań Leona XIV:  wezwanie do modlitwy o pokój.

    ks. Łukasz Bankowski – Watykan

    ***

    środa – 1 październik 2026

    Ojciec św. Leon XIV podczas audiencji generalnej na placu św. Piotra powiedział:

    „Kościół jest zbudowany z osób miłujących Jezusa Chrystusa”.

    Nie można nie zauważyć wyraźnych znaków nadziei widocznych we Francji

    mid-epa13272107-2.jpg
    Leon XIV, fot. EPA/ETTORE FERRARI Dostawca: PAP/EPA.

    ***

    Papież Leon XIV zwrócił uwagę na pewne oznaki nadziei, które dostrzegł podczas podróży apostolskiej do Francji. Podkreślił, że od kilku lat rośnie liczba nawróceń i chrztów osób dorosłych. Wskazał również, że symbolem tego odrodzenia może być odbudowa paryskiej katedry Notre Dame.

    Papież podczas audiencji generalnej w Watykanie podzielił się swoimi obserwacjami po zakończonej podróży apostolskiej do Francji. Zwrócił uwagę na kilka ważnych zjawisk i wydarzeń, które napawają radością i nadzieją. Leon XIV podkreślił, że podróż ta „była wielkim darem dla niego i dla Ludu Bożego” we Francji. Ojciec święty wskazał na odrodzenie, które jest kluczem do odczytania jego pielgrzymki do Paryża, Lourdes i Metz.

    Leon XIV zwrócił uwagę na dwa ważne wydarzenia. Z jednej strony na Nieszpory sprawowane ku czci Najświętszej Maryi Panny oraz sprawowanie solennej Mszy świętej w katedrze Notre Dame.

    „Chciałbym zebrać – wciąż jeszcze bardzo żywe – myśli i wrażenia z tej wizyty duszpasterskiej wokół jednego wielkiego symbolu: Katedry Notre-Dame w Paryżu. Tam, po południu pierwszego dnia, sprawowaliśmy Nieszpory ku czci Najświętszej Maryi Panny, solenną, a zarazem pełną radości liturgię, podczas której muzyka, śpiew i piękno świątyni poruszały do głębi serca zjednoczone w modlitwie. Właśnie Katedra Notre-Dame, poprzez dramat, którego doświadczyła, może symbolicznie rzucić światło na całą tę Podróż Apostolską, dając nam klucz do jej odczytania, który ująłbym w jednym słowie, jakim jest odrodzenie” – mówił Ojciec święty.

    „Przede wszystkim jednak Notre-Dame jest obrazem Kościoła żywych kamieni, świętego Ludu Bożego” – wskazał.

    Leon XIV zwrócił uwagę również na drugie spotkanie z wiernymi, do którego doszło na stadionie Stade de France w Paryżu. Uczestniczyły w nim tysiące młodych osób,

    „Dwa zupełnie różne miejsca, a jednak dwa wydarzenia wzajemnie się dopełniające, jakby zjednoczone duchowo. Co je łączyło? Kościół, który nie jest zbudowany z kamieni ani betonu, lecz z osób miłujących Jezusa Chrystusa, ponieważ same zostały przez Niego umiłowane. W Notre-Dame byli kapłani i diakoni, osoby konsekrowane oraz osoby zaangażowane w duszpasterstwo; na stadionie zaś zgromadziło się nowe pokolenie Francuzów: nowe, powiedziałbym, nie tylko ze względu na wiek, lecz jeszcze bardziej ze względu na ducha, wolność serca i wiarę. Ci młodzi śpiewali i wołali, ale potrafili także trwać w ciszy i słuchać. Ich skupione i wzruszone twarze odsłaniały serca spragnione prawdy i miłości. Z radością powiedziałem im: „Jesteście świętymi Francji!”. Tamto czuwanie było wielkim znakiem nadziei” – podkreślił papież.

    Leon XIV zauważył również, że we Francji jest dostrzegalny również inny znak nadziei i odrodzenia, który dostrzegalny jest od kilku lat. Zwrócił uwagę, że stale rośni liczna osób, które proszą o chrzest w Kościele katolickim.

    „Kulminacyjnym wydarzeniem mojej wizyty w stolicy była Msza św. na Place de la Concorde. Tam znak odrodzenia ukazał się w sposób zaskakujący: zgromadzenie liturgiczne, obejmujące na rozległym placu kapłanów, chór i znaczącą rzeszę wiernych, rozciągało się wzdłuż całej Avenue des Champs-Élysées aż po Łuk Triumfalny. W czasie Komunii św. wszyscy mogli przystąpić do Eucharystii, która była udzielana w wielu miejscach. Oto prawdziwa odbudowa, odnowa Kościoła, której może dokonać jedynie Bóg za wstawiennictwem Maryi Panny” – mówił Ojciec święty.

    „Było więc czymś naturalnym i koniecznym, abym po Paryżu udał się jako pielgrzym do Lourdes, aby oddać cześć Maryi, Matce Kościoła – Tej, która w godzinie męki i śmierci podtrzymuje lampę wiary i nadziei. Poprzez macierzyńską troskę Maryi Panny, w Lourdes, Pan kieruje przesłanie nadziei i odrodzenia do wszystkich: do pielgrzymów, a zwłaszcza do osób cierpiących na ciele i duchu. Pragnąłem wyraźnie przypomnieć to przesłanie: każde ludzkie życie, niezależnie od jego kondycji, nawet naznaczone najgłębszą kruchością, zachowuje swoją nienaruszalną godność i zasługuje na troskę, towarzyszenie oraz niesienie ulgi w cierpieniu, z ludzkim współczuciem i przy wykorzystaniu środków, jakie daje nam nauka. Dlatego Lourdes jest dla całego świata sanktuarium cywilizacji miłości” – podsumował Leon XIV.

    źródło: vaticanbews.va, KAI

    ***

    1 października 2026

    Akcja „Milion dzieci modli się na różańcu”

    Październik to tradycyjnie miesiąc modlitwy różańcowej. 1 października o godz. 18.00 ok. tysiąc dzieci z Rzymu będzie modlić się w Ogrodach Watykańskich razem z Papieżem na Różańcu w intencji pokoju. Wspólna modlitwa przy Grocie Lourdes zainauguruje inicjatywę „Milion dzieci modli się na różańcu”. Jej organizatorem jest Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN). Zapraszamy do śledzenia transmisji z tego wydarzenia w mediach watykańskich.

    Gdy Leon XIV odwiedził Lourdes w czasie podróży apostolskiej do Francji, zachęcił wiernych by w październiku odmawiali Różaniec Święty „w szczególnej intencji ustania wojen i nastania pokoju między ludami pozostającymi w konflikcie”. Prosił też by tej modlitwie towarzyszyły „konkretne uczynki pokuty i miłosierdzia oraz zobowiązanie do nieustannego wspierania dialogu i pojednania”.

    Do szczególnej gorliwości w modlitwie różańcowej Leon XIV zachęcił również podczas audiencji ogólnej 30 września br. Wezwał, aby w październiku odmawiać Różaniec Święty, zwłaszcza w intencji zakończenia wojen i osiągnięcia pokoju.

    To wyjątkowa inauguracja miesiąca różańcowego – wspólna modlitwa Leona XIV z dziećmi z rzymskich szkół i parafii. Przy grocie Matki Bożej z Lourdes w Ogrodach Watykańskich o godz. 18.00 Ojciec Święty odmówi Różaniec z ok 700-1000 dziećmi.

    Tegoroczna kampania modlitewna pierwszy raz potrwa cały tydzień, od 1 do 7 października.

    Tego wieczoru z Watykanem duchowo połączą się dzieci, rodziny, szkoły i wspólnoty na całym świecie. Od wspólnot tubylczych boliwijskiej Amazonii po parafie w Sudanie, Zimbabwe, Mozambiku, Sierra Leone i wielu innych miejscach naznaczonych wojną, ubóstwem lub niestabilnością.

    Szczególną inspiracją dla tegorocznej kampanii jest przesłanie fatimskie: „Na końcu moje Niepokalane Serce zatriumfuje”.

    Gdy miliony ludzi zmagają się z wojną, przemocą, prześladowaniami, ubóstwem i niepewnością, ta inicjatywa modlitewna ma szczególne znaczenie.

    Niezwykły rozwój inicjatywy

    Akcja „Milion dzieci modli się na różańcu” powstała w Wenezueli w 2005 roku. Stopniowo przekształciła się w światowy ruch modlitewny, który angażuje dzieci, rodziny, parafie, szkoły i grupy kościelne na wszystkich kontynentach. Kampania czerpie inspirację ze słów przypisywanych św. Ojcu Pio z Pietrelciny: „Kiedy milion dzieci będzie odmawiać Różaniec, świat się zmieni”.

    Do modlitwy zaproszone są nie tylko dzieci, ale takżę rodzice, nauczyciele, kapłani, osoby zakonne, katecheci i rodziny.

    Międzynarodowa inicjatywa odbywa się we współpracy z Sanktuarium Fatimskim, Światową Siecią Modlitwy Papieża oraz Światowym

    Wojciech Rogacin, Artur Hanula – Vatican News

    ***

    Dzieci z całego świata łączą się z Ojcem Świętym w modlitwie różańcowej

    mid-epa13272099.jpg
    fot. PAP/EPA/ETTORE FERRARI

    ***

    Październik to tradycyjnie miesiąc modlitwy różańcowej. 1 października o godz. 18.00 około tysiąca dzieci z Rzymu będzie modlić się w Ogrodach Watykańskich razem z Papieżem na Różańcu w intencji pokoju. Wspólna modlitwa przy Grocie Lourdes zainauguruje inicjatywę „Milion dzieci modli się na różańcu”. Jej organizatorem jest Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN).

    Gdy Leon XIV odwiedził Lourdes w czasie podróży apostolskiej do Francji, zachęcił wiernych by w październiku odmawiali Różaniec Święty „w szczególnej intencji ustania wojen i nastania pokoju między ludami pozostającymi w konflikcie”. Prosił też by tej modlitwie towarzyszyły „konkretne uczynki pokuty i miłosierdzia oraz zobowiązanie do nieustannego wspierania dialogu i pojednania”.

    Do szczególnej gorliwości w modlitwie różańcowej Leon XIV zachęcił również podczas audiencji ogólnej 30 września br. Wezwał, aby w październiku odmawiać Różaniec Święty, zwłaszcza w intencji zakończenia wojen i osiągnięcia pokoju.

    To wyjątkowa inauguracja miesiąca różańcowego – wspólna modlitwa Leona XIV z dziećmi z rzymskich szkół i parafii. Przy grocie Matki Bożej z Lourdes w Ogrodach Watykańskich o godz. 18.00 Ojciec Święty odmówi Różaniec z ok 700-1000 dziećmi.  Tegoroczna kampania modlitewna pierwszy raz potrwa cały tydzień, od 1 do 7 października.

    Tego wieczoru z Watykanem duchowo połączą się dzieci, rodziny, szkoły i wspólnoty na całym świecie. Od wspólnot tubylczych boliwijskiej Amazonii po parafie w Sudanie, Zimbabwe, Mozambiku, Sierra Leone i wielu innych miejscach naznaczonych wojną, ubóstwem lub niestabilnością.

    Szczególną inspiracją dla tegorocznej kampanii jest przesłanie fatimskie: „Na końcu moje Niepokalane Serce zatriumfuje”. Gdy miliony ludzi zmagają się z wojną, przemocą, prześladowaniami, ubóstwem i niepewnością, ta inicjatywa modlitewna ma szczególne znaczenie. 

    Akcja „Milion dzieci modli się na różańcu” powstała w Wenezueli w 2005 roku. Stopniowo przekształciła się w światowy ruch modlitewny, który angażuje dzieci, rodziny, parafie, szkoły i grupy kościelne na wszystkich kontynentach. Kampania czerpie inspirację ze słów przypisywanych św. Ojcu Pio z Pietrelciny: „Kiedy milion dzieci będzie odmawiać Różaniec, świat się zmieni”.

    Do modlitwy zaproszone są nie tylko dzieci, ale takżę rodzice, nauczyciele, kapłani, osoby zakonne, katecheci i rodziny.

    Międzynarodowa inicjatywa odbywa się we współpracy z Sanktuarium Fatimskim, Światową Siecią Modlitwy Papieża oraz Światowym Apostolatem Fatimskim. W tym roku po raz pierwszy do inicjatywy dołączy również Światowy Dzień Różańca (World Rosary Day).

    żródło: Vatican News PL, Wojciech Rogacin, Artur Hanula / KAI

    ***

    Papież, setki dzieci i Różaniec o pokój

    Październik to tradycyjnie miesiąc modlitwy różańcowej. 1 października o godz. 18.00 ok. tysiąc dzieci z Rzymu będzie modlić się w Ogrodach Watykańskich razem z Papieżem na Różańcu w intencji pokoju. Wspólna modlitwa przy Grocie Lourdes zainauguruje inicjatywę „Milion dzieci modli się na różańcu”. Jej organizatorem jest Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN). Zapraszamy do śledzenia transmisji z tego wydarzenia w mediach watykańskich.

    Apele Papieża

    Gdy Leon XIV odwiedził Lourdes w czasie podróży apostolskiej do Francji, zachęcił wiernych by w październiku odmawiali Różaniec Święty „w szczególnej intencji ustania wojen i nastania pokoju między ludami pozostającymi w konflikcie”. Prosił też by tej modlitwie towarzyszyły „konkretne uczynki pokuty i miłosierdzia oraz zobowiązanie do nieustannego wspierania dialogu i pojednania”.

    Do szczególnej gorliwości w modlitwie różańcowej Leon XIV zachęcił również podczas audiencji ogólnej 30 września br. Wezwał, aby w październiku odmawiać Różaniec Święty, zwłaszcza w intencji zakończenia wojen i osiągnięcia pokoju.

    Szczególna inicjatywa

    To wyjątkowa inauguracja miesiąca różańcowego – wspólna modlitwa Leona XIV z dziećmi z rzymskich szkół i parafii. Przy grocie Matki Bożej z Lourdes w Ogrodach Watykańskich o godz. 18.00 Ojciec Święty odmówi Różaniec z ok 700-1000 dziećmi. 

    Tegoroczna kampania modlitewna pierwszy raz potrwa cały tydzień, od 1 do 7 października.

    Dzieci z Różańcem

    Tego wieczoru z Watykanem duchowo połączą się dzieci, rodziny, szkoły i wspólnoty na całym świecie. Od wspólnot tubylczych boliwijskiej Amazonii po parafie w Sudanie, Zimbabwe, Mozambiku, Sierra Leone i wielu innych miejscach naznaczonych wojną, ubóstwem lub niestabilnością.

    Świat potrzebuje modlitwy

    Szczególną inspiracją dla tegorocznej kampanii jest przesłanie fatimskie: „Na końcu moje Niepokalane Serce zatriumfuje”.

    Gdy miliony ludzi zmagają się z wojną, przemocą, prześladowaniami, ubóstwem i niepewnością, ta inicjatywa modlitewna ma szczególne znaczenie. 

    Wojciech Rogacin, Artur Hanula – Vatican News

    ***

    Ojciec św. Leon XIV przewodzi dziś różańcowej modlitwie o pokój z setkami dzieci w Watykanie

    Papież będzie się modlić wraz z dziećmi przy grocie Matki Bożej z Lourdes w Ogrodach Watykańskich

    Około tysiąc dzieci z Rzymu będzie się modlić w Ogrodach Watykańskich razem z Papieżem na Różańcu w intencji pokoju. Wspólna modlitwa 1 października przy Grocie Lourdes zainauguruje inicjatywę „Milion dzieci modli się na różańcu”, zorganizowaną przez papieską fundację Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN).

    Poświęcony Różańcowi miesiąc – październik – Papież Leon XIV rozpocznie wspólną modlitwą wraz z dzieci z rzymskich szkół i parafii. Przy grocie Matki Bożej z Lourdes w Ogrodach Watykańskich 1 października o godz. 17 Ojciec Święty odmówi Różaniec z ok 700-1000 dziećmi. W ten sposób zainaugurują oni wspólnie tegoroczną akcję „Milion dzieci modli się na Różańcu”, organizowaną od ponad dwudziestu lat przez papieską fundację Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN).

    Z Watykanem tego wieczora łączyć się będą duchowo dzieci, rodziny, szkoły i wspólnoty na całym świecie.

    W tym roku – jak informuje ACN – po raz pierwszy kampania potrwa cały tydzień, od 1 do 7 października – do dnia święta Matki Bożej Różańcowej – aby umożliwić diecezjom, parafiom, szkołom, wspólnotom i rodzinom na różnych kontynentach wybór dnia najlepiej odpowiadającego ich rzeczywistości duszpasterskiej, przy jednoczesnym zjednoczeniu we wspólnej intencji modlitwy o pokój i jedność.

    Pomoc Kościołowi w Potrzebie pomaga prześladowanym

    Pomoc Kościołowi w Potrzebie pomaga prześladowanym

    Papieska fundacja działa wśród Kościoła prześladowanego

    Dzieci z całego świata zjednoczone na modlitwie

    Podczas gdy w Rzymie dzieci będą modlić się wraz z Leonem XIV, podobne inicjatywy są już przygotowywane w wielu krajach — od wspólnot tubylczych boliwijskiej Amazonii po parafie w Sudanie, Zimbabwe, Mozambiku, Sierra Leone i wielu innych miejscach naznaczonych wojną, ubóstwem lub niestabilnością.

    Modlitwa za zraniony świat

    Kampania 2026 czerpie inspirację z przesłania fatimskiego: „Na końcu moje Niepokalane Serce zatriumfuje”.

    W tegorocznym zaproszeniu skierowanym do uczestników kardynał Kurt Koch, międzynarodowy przewodniczący Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie oraz prefekt Dykasterii ds. Popierania Jedności Chrześcijan, przypomina, że Niepokalane Serce Maryi oznacza życie całkowicie otwarte na Ducha Świętego i ukazuje Maryję jako wzór wiary, miłości i modlitwy.

    Inicjatywa nabiera szczególnego znaczenia w czasie, gdy miliony ludzi zmagają się z wojną, przemocą, prześladowaniami, ubóstwem i niepewnością. Modlitwa dzieci ma być w tym kontekście prostym, a zarazem uniwersalnym znakiem zaufania i nadziei: dzieci różnych języków, kultur i krajów, zjednoczone we wspólnej modlitwie o pokój.

    Papież również w maju 2026 r.  modlił się wraz z wiernymi na Różańcu przed grotą Matki Bożej z Lourdes

    Papież również w maju 2026 r. modlił się wraz z wiernymi na Różańcu przed grotą Matki Bożej z Lourdes   (@Vatican Media)

    Od małej grupy w Wenezueli do światowej sieci

    Inicjatywa „Milion dzieci modli się na różańcu” narodziła się w Wenezueli w 2005 roku i stopniowo przekształciła się w światowy ruch modlitewny, który angażuje dzieci, rodziny, parafie, szkoły i grupy kościelne na wszystkich kontynentach.

    Kampania czerpie inspirację ze słów przypisywanych św. Ojcu Pio z Pietrelciny: „Kiedy milion dzieci będzie odmawiać Różaniec, świat się zmieni”.

    Zaproszenie nie jest skierowane wyłącznie do dzieci, ale też do rodziców, nauczycieli, kapłanów, osoby zakonne, katechetów i rodziny, aby modlili się razem z nimi. Wystarczy odmówienie dziesiątka Różańca.

    Międzynarodowa inicjatywa odbywa się we współpracy z Sanktuarium Fatimskim, Światową Siecią Modlitwy Papieża oraz Światowym Apostolatem Fatimskim. W tym roku po raz pierwszy do inicjatywy dołączy również Światowy Dzień Różańca (World Rosary Day).

    Wojciech Rogacin – Vatycan News

    ***
    Dzień i noc przez cały październik. Polacy podejmą „Nieustający Różaniec” w intencji pokoju

    Przez cały październik, dzień i noc, ma trwać nieprzerwana modlitwa różańcowa o pokój na świecie i Boże błogosławieństwo dla Polski. Organizatorzy piątej edycji „Nieustającego Różańca” proszą o zapisy, aby wypełnić wszystkie godziny miesiąca. Dołączyć może każdy, odpowiadając w ten sposób na ponawiane przez Leona XIV wezwania do modlitwy o pokój.

    Fot. Vatican Media
    Fot. Vatican Media

    ***

    Potrzeba ludzi na każdą godzinę

    Od pierwszej minuty 1 października aż do końca miesiąca różaniec ma być odmawiany bez przerwy w dzień i w nocy. Aby było to możliwe, potrzebni są kolejni uczestnicy. Zapisy już trwają na stronie nieustajacyrozaniec.pl.

    Dalsza część artykułu pod video

    „Chcemy, żeby przez cały październik trwała nieustanna modlitwa różańcowa o pokój na świecie i Boże błogosławieństwo dla Polski” – mówi Vatican News Arkadiusz Kuzniacki, jeden z organizatorów inicjatywy.

    Doba została podzielona na półgodzinne odcinki. Uczestnik wybiera odpowiadającą mu porę i zobowiązuje się w tym czasie do odmówienia różańca. Każdego dnia potrzeba więc co najmniej 48 osób, aby modlitwa nie została przerwana ani na chwilę.

    Inicjatywa otrzymała błogosławieństwo bp. Tadeusza Lityńskiego, ordynariusza diecezji zielonogórsko-gorzowskiej.

    W jedności z Leonem XIV

    Tegoroczny „Nieustający Różaniec” rozpocznie się w szczególnym momencie. 1 października, dokładnie w dniu rozpoczęcia inicjatywy, Leon XIV będzie modlił się na różańcu o pokój wraz z setkami dzieci w Ogrodach Watykańskich. Spotkanie przy Grocie Matki Bożej z Lourdes rozpocznie światowy tydzień modlitwy w ramach inicjatywy „Milion dzieci modli się na różańcu”.

    W ten sposób polska inicjatywa wpisuje się w modlitwę, do której Ojciec Święty zaprasza cały Kościół. Leon XIV regularnie apeluje o modlitwę za narody dotknięte wojną, ofiary przemocy oraz o pokój. 

    Październikowy różaniec może być więc bardzo konkretną odpowiedzią na jego wezwanie – wybrać swoją godzinę i dołączyć do modlitwy, która przez cały miesiąc nie ma ustawać.

    744 godziny – także w środku nocy

    „Nieustający Różaniec” organizowany jest już po raz piąty przez Stowarzyszenie Katolicka Wschowa. Co roku formalnie zapisuje się ponad 120 osób. Niektórzy wybierają szczególnie wymagające godziny – drugą czy trzecią w nocy – i pozostają im wierni przez cały miesiąc.

    W tym roku organizatorzy wprowadzają również skrzynkę intencji. Uczestnicy będą mogli przekazywać własne prośby, które zostaną objęte wspólną modlitwą. Jedną z głównych intencji będzie także odnowa życia sakramentalnego Polaków w perspektywie zbliżającej się 150. rocznicy objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie.

    Wybierz swoją godzinę

    Do „Nieustającego Różańca” może dołączyć każdy – nie trzeba należeć do żadnej wspólnoty ani stowarzyszenia. Wystarczy ofiarować swój czas, wybrać godzinę i włączyć się w modlitwę o pokój podejmowaną w jedności z Ojcem Świętym.

    Zapisy prowadzone są na stronie nieustajacyrozaniec.pl. Można tam wybrać dzień i godzinę modlitwy oraz dołączyć do 744-godzinnego różańcowego łańcucha.

    Vatican News/ ks. Łukasz Bankowski

    ***

    Październik z różańcem. Skąd wzięła się ta modlitwa i jakie ma znaczenie?

    Październik jest w Kościele katolickim miesiącem poświęconym modlitwie różańcowej. Według papieża Jana Pawła II różaniec, choć ma charakter maryjny, w istocie jest modlitwą chrystologiczną.

     James Coleman/Unsplash

    ***

    Należy do tradycji kontemplacji chrześcijańskiej i jest jakby streszczeniem ewangelicznego przesłania. Przez cały październik w parafiach odprawiane są nabożeństwa różańcowe. Ponadto 7 października obchodzone jest wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Różańcowej, ustanowione na pamiątkę zwycięstwa floty chrześcijańskiej nad wojskami tureckimi pod Lepanto 7 października 1571 r.

    Pierwsze ślady modlitwy różańcowej zanotowali egipscy pustelnicy w V w. n.e. Mnisi powtarzali wielokrotnie pierwszą część modlitwy “Zdrowaś Maryjo”, czyli pozdrowienie anielskie, i błogosławieństwo św. Elżbiety. Drugą jej część dodano prawdopodobnie w XIV w. podczas epidemii dżumy w Europie. Ostateczny tekst “Zdrowaś Maryjo” zatwierdził papież Pius V w 1568 r.

    Powstanie modlitwy różańcowej w formie zbliżonej do znanej obecnie tradycja Kościoła przypisuje założycielowi zakonu dominikanów św. Dominikowi Guzmanowi. Matka Boża miała mu się objawić i podarować różaniec, zachęcając go do odmawiania tej modlitwy. Różaniec w znanym dziś kształcie zatwierdził papież Pius V w 1569 r.

    Do 2002 r. składał się z trzech części: radosnej, bolesnej i chwalebnej, po pięć tajemnic w każdej. Czwartą część różańca, tajemnice światła, dodał papież Jan Paweł II 16 października 2002 r. listem apostolskim “Rosarium Virginis Mariae”, zapełniając lukę między dzieciństwem Pana Jezusa i Jego męką. W dokumencie tym papież zaznaczył, że “różaniec należy do najlepszej i najbardziej wypróbowanej tradycji kontemplacji chrześcijańskiej”. Podkreślił, że różaniec jest modlitwą typowo medytacyjną i odpowiada poniekąd “modlitwie sercať czy “modlitwie Jezusowej”, która wyrosła na glebie chrześcijańskiego Wschodu.

    Według Jana Pawła II różaniec, choć ma charakter maryjny, jest modlitwą o sercu chrystologicznym. “W powściągliwości swych elementów skupia w sobie głębię całego przesłania ewangelicznego, którego jest jakby streszczeniem […]. Przez różaniec lud chrześcijański niejako wstępuje do szkoły Maryi, dając się wprowadzić w kontemplację piękna oblicza Chrystusa i w doświadczanie głębi Jego miłości” – pisał papież. Dodał, że jest to modlitwa “o wielkim znaczeniu, przynosząca owoce świętości”.

    Papież przypomniał również, że to właśnie do modlitwy różańcowej wzywała wielokrotnie Matka Boża w wielu objawieniach oficjalnie uznanych przez Kościół katolicki, m.in. w Fatimie i Lourdes. O modlitwie różańcowej wielokrotnie pisali również inni papieże. Leon XIII w ogłoszonej 1 września 1883 r. encyklice “Supremi apostolatus officio” nazwał różaniec skutecznym narzędziem duchowym wobec bolączek społeczeństwa. Paweł VI w adhortacji apostolskiej “Marialis cultus” podkreślił kontemplacyjny charakter różańca, przestrzegając: “jeśli różańcowi brak kontemplacji, upodabnia się on do ciała bez duszy i zachodzi niebezpieczeństwo, że odmawianie stanie się bezmyślnym powtarzaniem formuł”.

    Na niezwykłą moc tej prostej modlitwy wskazywało na przestrzeni wieków także wielu świętych. Jednym z nich był francuski misjonarz św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, który uważał różaniec za “przedziwny sekret” i “potężną broń duchową”. Kapucyn, św. ojciec Pio z Pietrelciny nazywał różaniec “tarczą w walce z pokusami” i radził, by nigdy się z nim nie rozstawać.

    Jednym z najgorliwszych propagatorów różańca był kanonizowany w październiku 2025 r. świecki tercjarz dominikański św. Bartolo Longo – inicjator budowy Sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Pompejach i autor “Nowenny pompejańskiej”. Longo, który nawrócił się po wielu latach życia z dala od Kościoła, miał usłyszeć od Maryi zapewnienie, że “kto szerzy różaniec, będzie zbawiony”.

    Z kolei założyciel Rycerstwa Niepokalanej św. Maksymilian Kolbe nazwał różaniec “prostą a wzniosłą zarazem modlitwą, którą sama Niepokalana wskazała, objawiając się w Lourdes”. Dodał, że różaniec powinien stać się “mieczem każdego Rycerza i Rycerki Niepokalanej”. 

    Gość Niedzielny

    ***

    Różaniec – pomoc na drodze do Nieba

    6279.jpg
    fot. notoryczna / freeimages.com

    ***

    Jako Matka Jezusa Chrystusa, Maryja Dziewica godna jest wszelkiego uwielbienia. I dlatego chrześcijanie, od najdawniejszych czasów, pozdrawiali ją słowami anioła: Zdrowaś, łaski pełna, Pan z Tobą (czyli bądź pozdrowiona pełna łaski).

    Do tych słów dołączano zwykle inne, wypowiedziane przez św. Elżbietę (matkę św. Jana Chrzciciela, proroka poprzedzającego Mesjasza), gdy Maryja, jej kuzynka, przyszła ją odwiedzić. Wiedząc, dzięki nadprzyrodzonej wizji, że będzie ona matką Boga, św. Elżbieta pozdrowiła ją mówiąc: Błogosławionaś ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota Twojego.

    Ze swej strony Kościół stosownie dołączył słowa Jezus po żywota Twojego, i Maryja po początkowym zdrowaś. W wieku XII używanie tej pierwszej części Zdrowaś Maryjo stało się częstsze, a w następnym stuleciu liczne zakony religijne zalecały jej odmawianie swoim członkom. W XIV wieku zaczęto dodawać prośbę: Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.

    W 1568 roku papież św. Pius V usankcjonował tę dodaną część, gdy ogłaszając Brewiarz Rzymski (zbiór modlitw i lektur przeznaczonych do codziennego odmawiania przez księży), nakazał, aby po Ojcze Nasz, na początku każdej godziny Brewiarza, odmawiać także Zdrowaś Maryjo.

    Jako że słowa anioła Gabriela stanowią pierwotny rdzeń, do którego dodawano różne elementy, które tworzą dziś Zdrowaś Maryjo, modlitwa ta nazywana jest Pozdrowieniem Anielskim.

    Odnawianie radości zwiastowania

    Zdrowaś Maryjo jest najwznioślejszym pozdrowieniem Przenajświętszej Dziewicy, najdoskonalszą pochwałą, jaką możemy do Niej skierować, składa się ona bowiem ze słów, jakimi sam Bóg natchnął swojego posłańca, anioła Gabriela.

    Maryja nie posiadała się z radości w obliczu dobrej nowiny o nadejściu Odkupiciela, którą oznajmił jej anioł. Dlatego też chrześcijanie wierzyli, że każde powtarzane przez nich Zdrowaś Maryjo, będzie usłyszane przez Przenajświętszą Maryję Pannę jako echo tej radości. I przyłączając się do tego radowania, chętnie powtarzali wiele razy Zdrowaś Maryjo.

    Temu maryjnemu pozdrowieniu zwykle towarzyszyło uklęknięcie, by lepiej wyrazić znaczenie słowa Ave, co oznacza „pozdrawiam Cię”. Opowiada się na przykład o św. Ludwiku, królu Francji w latach 1226–1270, że miał on zwyczaj odmawiać codziennie 50 Zdrowaś Maryjo, to klękając, to powstając na przemian przy każdym, wolno odmawianym, Zdrowaś Maryjo.

    Powstanie Różańca

    Z biegiem czasu utrwalił się zwyczaj odmawiania za jednym razem 150 Zdrowaś Maryjo. Liczba ta odpowiada liczbie Psalmów (poematów religijnych ułożonych w większości przez Króla Dawida). A jako że zbiór 150 psalmów nazywany jest Psałterzem, analogicznie nadano zbiorowi 150 Zdrowaś Maryjo tak odmawianych nazwę Psałterza Maryi.

    Do Zdrowaś Maryjo dołączono Ojcze Nasz, doskonałą modlitwę, której Jezus Chrystus nauczył swoich uczniów. A później również Chwała Ojcu – doksologię (rodzaj formuły wychwalającej) Trójcy Świętej: Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu. Jak była na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.

    Dla lepszego układu całości, zbiór 150 Zdrowaś Maryjo został podzielony na 15 dziesiątek, a każda dziesiątka poprzedzona Ojcze Nasz i zakończona Chwała Ojcu.

    Aby ułatwić liczenie dziesiątek Zdrowaś Maryjo, używa się nasion pewnych roślin lub ziarenek (zwanych paciorkami) zrobionych z drewna, metalu, kamienia lub innego materiału, nawleczonych regularnie na sznurek lub połączonych drutem. Krzyżyk upamiętniający Krzyż, na którym nasz Pan Jezus Chrystus zmarł dla odkupienia ludzi, stanowi wykończenie tego nabożnego przedmiotu.

    Takie jest nabożeństwo, które pobożność katolicka nazwała Różańcem (nazwę tę rozciąga się także na opisany wcześniej przedmiot, za pomocą którego liczy się kolejne Zdrowaś Maryjo).

    Zaczynając modlitwę różańcową, odmawia się Credo (streszczenie podstawowych artykułów wiary katolickiej), trzymając nabożnie krzyżyk.

    Skąd wzięła się nazwa Różaniec?

    Nazwa Różaniec pochodzi, jak wiadomo, od róży. W średniowiecznej łacinie rosarium oznaczało różany ogród. A Najświętsza Panna, w niektórych poematach średniowiecznych, nazywana jest różanym ogrodem.

    W Różańcu kolejne Zdrowaś Maryjo pojmuje się jako róże duchowe, które wierny składa Maryi Przenajświętszej Dziewicy, wijąc w ten sposób, na jej cześć, symboliczną koronę różaną lub wianek z róż (stąd określenia corona po włosku i chapelet po francusku, a więc dosłownie „korona”, „wianek” na oznaczenie jednej trzeciej Różańca […].

    Różaniec, wspaniała forma kultu

    Różaniec stanowi szczególnie wspaniałą formę kultu prywatnego oddawanego Bogu i Przenajświętszej Dziewicy.

    Pierwszym i najwyższym aktem kultu katolickiego jest ofiara Mszy Świętej. Pobożność katolicka umieszcza święty Różaniec jako nabożeństwo zaraz po Mszy Świętej i Modlitwie Brewiarzowej (dawniej Brewiarz, dzisiaj Liturgia Godzin) dla kapłanów i uczestnictwie w sakramentach dla świeckich.

    Pewnego dnia Przenajświętsza Maryja Panna objawiła błogosławionemu Alanowi de la Roche, że po ofierze Mszy Świętej, która jest pierwszą i najbardziej żywą pamiątką Męki Jezusa Chrystusa, nie ma praktyki wspanialszej i przynoszącej większe zasługi niż Różaniec, który jest jakby drugim upamiętnieniem i przedstawieniem życia i męki Jezusa Chrystusa (Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, Przedziwny sekret Różańca świętego, Wrocław, 2000 str. 53).

    Tajemnice Różańca świętego

    Mając na uwadze fakt, że ciągłe powtarzanie tej samej formuły mogłoby często prowadzić do błądzenia myśli, powstał pomysł, aby połączyć odmawianie Zdrowaś Maryjo z rozważaniem tajemnic naszej wiary związanych z pozdrowieniem Anielskim. W ten sposób, podczas gdy usta wymawiałyby słowa Pozdrowienia Anielskiego, duch kontemplowałby różne momenty historii naszego zbawienia. To szczęśliwe połączenie modlitwy ustnej z modlitwą myślną przypisuje się mnichowi kartuskiemu Dominikowi z Prus, który żył w Niemczech na początku XV wieku. […]

    Na początku każdy wybierał tajemnice wedle własnego uznania, podczas odmawiania 150 Zdrowaś Maryjo. Z biegiem czasu jednak ich liczba została ograniczona do piętnastu, a każdej tajemnicy przypisane zostało dziesięć Zdrowaś Maryjo.

    Tajemnice z kolei zostały podzielone na trzy serie, każda licząca pięć tajemnic, zwane odpowiednio tajemnicami radosnymi, bolesnymi i chwalebnymi.

    W tajemnicach radosnych rozważamy radości Matki Boskiej: (I) zwiastowanie anielskie; (II) nawiedzenie jej kuzynki, świętej Elżbiety; (III) narodzenie naszego Pana Jezusa Chrystusa w grocie w Betlejem; (IV) ofiarowanie małego Jezusa w świątyni w Jerozolimie czterdzieści dni po Jego narodzeniu; (V) zgubienie i odnalezienie małego Jezusa w świątyni, gdy miał dwanaście lat i słuchał oraz wypytywał uczonych w piśmie.

    W tajemnicach bolesnych kontemplujemy różne wydarzenia związane z męką i śmiercią naszego Pana Jezusa Chrystusa: (I) Jego modlitwę w Ogrodzie Oliwnym, gdy pocił się krwią; (II) biczowanie przywiązanego do kolumny przez rzymskich żołnierzy; (III) umieszczenie na Jego głowie korony cierniowej; (IV) skazanie Go na śmierć i dźwiganie przezeń krzyża aż na szczyt Góry Kalwaryjskiej; i w końcu (V) Jego odkupieńczą śmierć na krzyżu.

    W tajemnicach chwalebnych rozważamy triumf naszego Pana Jezusa Chrystusa i Jego Przenajświętszej Matki: (I) Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa; (II) Jego Wniebowstąpienie; (III) zesłanie Ducha Świętego na Matkę Boską i Apostołów pięćdziesiąt dni (Pięćdziesiątnica, pol. Zielone Świątki) po Zmartwychwstaniu; (IV) Wniebowzięcie Matki Boskiej; (V) chwalebne ukoronowanie Matki Boskiej w niebie jako Królowej Aniołów i Świętych.

    Jednocześnie taki podział tajemnic Różańca został powszechnie zaakceptowany dopiero, gdy został ustalony i zatwierdzony przez papieża Benedykta XIII w bulli Pretiosus z 26 maja 1727 roku, która uczyniła obligatoryjnym rozważanie tajemnic, równocześnie z odmawianiem ustnym Pozdrowienia Anielskiego, aby pozyskać odpusty łączone z tym nabożeństwem. […]

    Odpusty złączone z Różańcem

    Odmawianie Różańca zostało wzbogacone cennymi odpustami: odpustem zupełnym, jeśli dokonuje się w kościele, w publicznym miejscu modlitwy lub w rodzinie, społeczności religijnej lub pobożnym stowarzyszeniu; odpust cząstkowy – w innych okolicznościach.

    Aby uzyskać odpust całkowity, wystarczy odmawiać jedną trzecią Różańca (cząstkę), lecz wtedy owe pięć dziesiątek należy odmawiać w sposób nieprzerwany. A do modlitwy ustnej powinno się dodać pobożne rozważanie tajemnic.

    Wierny, który posługuje się z należytą czcią przedmiotem kultu (Krzyż lub Krucyfiks, Różaniec, Szkaplerz, Medalik), odpowiednio pobłogosławionym przez kapłana, może uzyskać odpust cząstkowy.

    Warto podkreślić wagę, jaką przywiązuje Kościół do części Różańca odmawianej w rodzinie: mianowicie przyznając odpust zupełny wszystkim, którzy w tym uczestniczą.

    Odmawianie Różańca w rodzinie jest bardzo miłe Matce Boskiej. To właśnie w nawiązaniu do tego o. Peyton ułożył formułę, uświęconą później przez papieża Piusa XII: Rodzina, która modli się zjednoczona, zjednoczoną pozostaje.

    Różaniec sprzyja bowiem jedności rodziny, dobru w najwyższym stopniu cennemu, zwłaszcza w naszych czasach, gdy rodzina zagrożona jest przez tyle czynników rozkładu, jak bezbożne wychowanie przekazywane w tylu szkołach, demoralizujące filmy i programy, które wdzierają się nawet do takiego schronienia, jakim jest ognisko domowe, rozpowszechniająca się rozwiązłość obyczajów etc. Przeciwko temu wszystkiemu Różaniec odmawiany w rodzinie jest szczególnym antidotum.

    W rzeczywistości Różaniec jest jednym z najdoskonalszych środków, aby otrzymać od Boga, za pośrednictwem Matki Boskiej, wszystkie cnoty i wykorzenić wszelkie wady i złe skłonności. […]

    Różaniec w walce z szatanem

    Opętany wieczną nienawiścią szatan pragnie jedynie powodować wszelkiego rodzaju szkody chwale Boga i zabrać do piekła tyle dusz, ile tylko będzie mógł. A jako że utracił on niebo na zawsze, pragnie, aby wszyscy, podobnie jak on, byli wiecznie nieszczęśliwi.

    Dlatego kusi on nieustannie ludzi, starając się pociągnąć ich do grzechu. Miało to już miejsce w przypadku Adama i Ewy w raju i dziać się będzie podobnie w przypadku wszystkich ludzi aż do końca świata – oprócz wyjątków szczególnego boskiego przywileju, na przykład u Najświętszej Maryi Panny.

    W walce z Szatanem człowiek może liczyć na pomoc łaski, której udziela mu Bóg i na specjalnych opiekunów, jak Najświętsza Maryja Panna, Aniołowie Stróże i święci.

    W tej walce rola Matki Boskiej jest wybitna. Nazywa się Ją Postrachem demonów. W najbardziej znanym ze swoich dzieł, Traktacie o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny, święty Ludwik Grignion de Montfort wyjaśnia, dlaczego:

    Jedyna nieprzyjaźń, jaką Bóg popierał i ustanowił, wrogość nieprzejednana, która nie tylko ma trwać, lecz zwiększać się aż do końca: to nieprzyjaźń pomiędzy Maryją, Jego godną Matką a Szatanem; pomiędzy synami i sługami Przenajświętszej Maryi Panny a synami i zwolennikami Lucyfera; tak, że Maryja jest najstraszliwszą nieprzyjaciółką, jaką Bóg ustanowił przeciwko Szatanowi. On dał Jej, począwszy od raju, aż tyle nienawiści do tego przeklętego nieprzyjaciela Boga, tyle przenikliwości w wykrywaniu podłości tego starego węża, tyle siły, aby zwyciężyć, zmiażdżyć i unicestwić tego pysznego bezbożnika, że przestrach jaki Maria wzbudza w Szatanie jest większy niż ten, jaki wzbudzają w nim wszyscy aniołowie i ludzie, i w pewnym sensie, sam Bóg. Nie chodzi o to, że gniew, nienawiść i potęga Boga nie są nieskończenie większe od tych, które posiada Najświętsza Maryja Panna, bowiem doskonałości Maryi są ograniczone, lecz po pierwsze, że Szatan, jako że jest dumny, cierpi nieporównanie bardziej dlatego, że zwyciężyła go i ukarała mała i pokorna niewolnica Boga, której pokora upokarza go bardziej niż potęga Boska; po drugie, ponieważ Bóg udzielił Maryi tak wielkiej mocy nad demonami, że jak to wiele razy zmuszeni wyznali ustami opętanych, tylko jedno z Jej westchnień za jedną duszę napawa ich większym strachem niż modlitwy wszystkich świętych; a jedna tylko Jej groźba bardziej niż wszystkie inne tortury. (op. cit., str. 517–518).

    Aby uzyskać wstawiennictwo Matki Boskiej na rzecz nas samych w walce z Szatanem, nie ma nabożeństwa bardziej wskazanego niż Różaniec:

    Uzbrójcie się bronią Boga, uzbrójcie się w Różaniec – mówi święty Ludwik Grignion de Montfort – a zmiażdżycie głowę Szatana i pozostaniecie niewzruszeni wobec wszelkich jego pokus. Stąd bierze się to, że Różaniec, mimo iż jest narzędziem materialnym, jest tak przerażający dla diabła i fakt, że święci posługiwali się nim, aby spętać Szatana i wydalić go z ciała opętanych [to jest ludzi, których ciałem zawładnął Szatan], co poświadcza wiele historii.

    Pewien człowiek, mówi nam błogosławiony Alan, na próżno próbował wszelkiego rodzaju pobożnych praktyk, aby uwolnić się od złego ducha, który go opętał, wpadł tedy na pomysł, aby umieścić cząstkę Różańca na własnej szyi, co przyniosło mu ulgę. A upewniwszy się, że gdy ściągał go z szyi, Szatan wielce go dręczył, postanowił nosić go na szyi dzień i noc, co zupełnie przepędziło diabła, który nie mógł znieść tak straszliwego łańcucha.

    Błogosławiony Alan zaświadcza, że uwolnił wielką liczbę opętanych, kładąc im na szyi cząstkę Różańca.

    Ojciec Juan Amat, z zakonu świętego Dominika, głosił kazania w czasie Wielkiego Postu w pewnym miejscu położonym w Królestwie Aragonu; przyprowadzono wtedy do niego pewną dziewczynę opętaną przez diabła. Po tym jak wiele razy na próżno odprawił nad nią egzorcyzmy, położył jej na szyi cząstkę Różańca, a ona natychmiast poczęła krzyczeć i wydawać przeraźliwe jęki, wołając: Zabierz, zabierz te paciorki, które mnie dręczą. W końcu, ulitowawszy się nad nią, Ojciec zdjął jej z szyi cząstkę różańcową.

    Tej nocy, gdy czcigodny Ojciec odpoczywał w swoim łożu, te same demony, które opętały ową dziewczynę, rzuciły się na niego i z pianą wściekłości na ustach starały się nim zawładnąć; jednak kapłan, mocno ściskając Różaniec w dłoni, mimo wysiłków czynionych przez demony, aby go wyrwać, smagał je nim, a krzycząc Święta Maryjo, Matko Boska Różańcowa, pomóż mi! wreszcie je odpędził.

    Następnego ranka, kiedy poszedł do kościoła, spotkał biedną dziewczynę nadal będącą w mocy Szatana; jeden z demonów, które w niej przebywały, począł się śmiać, drwiąc z niego: Ach! bracie, gdybyś nie miał twego Różańca, zgotowałybyśmy ci los. Wówczas szacowny Ojciec zarzucił ponownie cząstkę Różańca na szyję dziewczyny mówiąc: Na najświętsze imiona Jezusa i Maryi Jego świętej Matki, i na mocy Przenajświętszego Różańca, nakazuję wam, złe duchy, abyście natychmiast opuściły to ciało. I tak oto diabły zmuszone zostały do natychmiastowego posłuchu, a dziewczyna została uwolniona.

    Te historie ukazują siłę świętego Różańca, zdolną pokonać wszelkie diabelskie sztuczki i wszelkie możliwe grzechy, ponieważ błogosławione paciorki cząstki Różańca przepędzają je. (Przedziwny sekret Różańca świętego, str. 335–336).

    Antonio A. Borelli – PCh24.pl

    tekst jest fragmentem książki Antonio A. Borellego pt. „Różaniec – ratunek dla świata”.

    ***

    Różaniec Święty – nić kontemplacji spleciona z bojowym orężem

    meski-rozaniec2-1.jpg
    zdjęcie: Męski Różaniec / meskirozaniec.pl

    ***

    Pomimo usilnych prób ukrycia niewygodnego oblicza Ecclesia Militans podejmowanych przez kościelnych modernistów, prawda na temat natury Matki naszej, Kościoła Świętego, pozostaje zawsze na wyciągnięcie ręki. Wystarczy sięgnąć do tradycyjnego Magisterium lub… do kieszeni. Na paciorkach różańca, który tam znajdziemy, zapisane są nie tylko święte tajemnice życia, śmierci i zmartwychwstania naszego Pana, ale także chwalebne dzieje potyczek Christianitas z bezbożnym światem. 

    „W pobożności – tak samo jak w miłości – nie przykrzy się częste powtarzanie tych samych słów, gdyż ogień miłości, która nas rozpala, sprawia, że zawsze zawierają coś nowego” – pisał o Różańcu Ojciec Święty Pius XI. Ilość fenomenów zawartych w tej prostej, a jednocześnie niezwykłej modlitwie, trudno zliczyć – podobnie jak wypowiedzi świętych, myślicieli katolickich i papieży na jej temat. Sam Leon XIII zyskał sobie przydomek „różańcowego papieża”, gdyś poświęcił Różańcowi aż 12 encyklik. To właśnie ten papież dodał do Litranii Loretańskiej wezwanie „Królowo Różańca Świętego”.

    „Kochajcie Maryję i czyńcie wszystko, co możecie, aby ludzie ją kochali. Odmawiajcie ku jej czci różaniec. Czyńcie to zawsze. Przylgnijcie do różańca. Okazujcie wdzięczność Maryi, bo to Ona dała nam Jezusa. Modlitwa różańcowa jest syntezą naszej wiary, podporą naszej nadziei, żarem naszej miłości” – nauczał św. o. Pio.

    Z kolei wielki czciciel Bogurodzicy, św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, wzywał: „Niechaj wszyscy, mężczyźni i niewiasty, uczeni i prości, sprawiedliwi i grzesznicy, wielcy i mali, wysławiają i cześć oddają Jezusowi dniem i nocą odmawiając święty różaniec. Wierzcie w moc różańca. Nie oparł mu się żaden grzesznik, skoro oplotłem go różańcem.  Różaniec to łańcuch bezpieczeństwa na stromej skale szczytów górskich. Nie wolno się zatrzymywać na żadnej tajemnicy. Trzeba iść dalej. Bo pełnia życia jest u szczytu. Zżyjmy się z różańcem tak, abyśmy go stale odmawiali, abyśmy łatwo doń wracali, abyśmy mu poświęcali wszystkie wolne chwile”.

    „Nie ma w życiu problemu, którego by nie można rozwiązać za pomocą różańca” – zapewniała siostra Łucja z Fatimy. Najbardziej skuteczną formą tej modlitwy jest cudowna nowenna pompejańska, a sam Różaniec towarzyszy dziejom chrześcijańskiego świata w najbardziej chwalebnych chwilach jego tryumfu nad siłami zła, jak również w codziennych, mniejszych lub większych, potyczkach.

    Skąd się wzięło święto Matki Bożej Różańcowej?

    „Pragniemy, aby cały miesiąc październik bieżącego roku był poświęcony niebieskiej Królowej Rożańcowej. Poczynając od pierwszego października do drugiego listopada, we wszystkich kościołach parafialnych oraz innych, jeśli Ordynariusze miejscowi uznają to za stosowne, a także we wszystkich kościołach i kaplicach poświęconych czci Bogurodzicy winna być odmawiana uroczyście przynajmniej jedna część różańca wraz z litanią loretańską. Zalecamy też, by odmawianie różańca z ludem było połączone z nabożeństwem lub wystawieniem Najświętszego Sakramentu” – pisał Leon XIII w encyklice Supremi apostolatus w roku 1883.

    W innej maryjno-różańcowej encyklice, zatytułowanej Laetitiae sanctae, papież zwracał uwagę na trzy choroby ówczesnego świata. Były nimi niechęć do chrześcijańskiego modelu pracowitego, upływającego w cichości życia, chęć wyrugowania cierpienia przez człowieka i zapomnienie o perspektywie wieczności. Czy choroby te nie osiągają dziś swego delirium? Powszechny socjalizm wykorzenia szacunek dla owoców własnej pracy, żądanie uznania aborcji i eutanazji za „prawa człowieka” wpisują się w wizję świata bez przeciwności i cierpienia, a wreszcie kryzys, jaki dotyka samego Kościoła – jest smutnym „ukoronowaniem” porzucenia nadprzyrodzonej postawy na rzecz świeckiego „humanitaryzmu”. Lekarstwem na te choroby duszy jest według Leona XIII stała, wytrwała modlitwa połączona z rozważaniem tajemnic Różańca Świętego.

    Obchodząc przypadające na 7 października święto Najświętszej Maryi Panny Różańcowej, należy pamiętać, że o ile Różaniec stanowił zawsze duchową broń w walce o własne zbawienie i o przyprowadzenie heretyków na łono Kościoła, o tyle ma on również swoją odsłonę stricte militarną. I to niebagatelną. Chodzi oczywiście o kontekst bitwy pod Lepanto, z którym nierozerwalnie związane jest maryjno-różańcowe wspomnienie liturgiczne.

    „Pragniemy szczególnie, aby nigdy nie zostało zapomniane wspomnienie wielkiego zwycięstwa uzyskanego od Boga przez zasługi i wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny w dniu 7 października 1571 r., odniesione w walce przeciw Turkom, nieprzyjaciołom wiary katolickiej” – pisał św. Pius V, ustanawiając święto Matki Bożej Różańcowej. Jak wiemy, podczas gdy działa chrześcijańskiej floty morskiej uderzyły w tureckie statki, w Rzymie pod wodzą świętego papieża wierni szturmowali niebo z różańcami w rękach.

    Nie był to ostatni i jedyny dowód specjalnej przychylności Opatrzności Bożej wyjednanej przez modlitwę różańcową. Jej rola była niebagatelna także przy zwycięskim pochodzie wojsk Jana III Sobieskiego pod Wiedeń. Po drodze król zatrzymywał się w maryjnych sanktuariach, a gdy doszło do potyczki wojsk Rzeczypospolitej ze znacznie liczniejszymi zastępami ottomańskich bisurmanów, polskie miasta, w tym szczególnie Kraków, trwały właśnie na modlitwie różańcowej. W procesji z Najświętszym Sakramentem lud śpiewał Różaniec, a życie w mieście zamarło na rzecz postu, umartwienia i modlitwy w intencji zwycięstwa.

    Męski Różaniec – przypomina o roli mężczyzny

    Jakiś czas temu Gazeta Wyborcza próbowała wszcząć „awanturę o bojowy różaniec”. Publikując zdjęcie Wojciecha Cejrowskiego z różańcem z linki spadochronowej, lewicowa redakcja sugerowała, że może to być… „sprawa dla ABW”, gdyż jak to – tak masywne, twarde i wytrzymałe sakramentalium, do tego jeszcze z ostrymi krawędziami, może stanowić doskonałą broń… nie tylko duchową!

    Abstrahując od kuriozalności tego publicystycznego casusu, zwróciliśmy się z pytaniem do jednego z koordynatorów inicjatywy Męski Różaniec, reżysera Dariusza Walusiaka. – Dlaczego męski Różaniec? Od jakiegoś czasu przyjęło się, że Różaniec kojarzony jest wyłącznie z kobietami, ze starszymi paniami, które siedzą i klepią „Zdrowaśki”. Jednak zupełnie inaczej wyglądało to w przeszłości, kiedy rolą mężczyzny w sposób oczywisty i niezaprzeczalny była walka. Różaniec jest dla nas bronią przeciwko władzy szatana na ziemi. Tę broń dostaliśmy od Maryi i zawsze tak było, że mężczyźni, rycerze, szli walczyć z wrogiem, który zagrażał nam jako katolikom, z muzułmanami czy bolszewikami, których celem było zniszczenie chrześcijańskiego świata. Polacy zawsze stawali naprzeciw tej ekspansji, broniąc dostępu do Europy. Ale w tym samym czasie, gdy rycerstwo lub wojsko wychodziło do walki, trwały procesje, modlitwy, pokuty, wznoszono do Boga modły o zwycięstwo. Żony, matki i starcy, a nawet dzieci, mieli w ten sposób swój udział, sięgając częstokroć właśnie po Różaniec. Każde zwycięstwo oręża polskiego zostało wymodlone – podkreśla rozmówca PCh24.pl. 

    Męski Różaniec to ogólnopolska akcja, w ramach której katolicy podejmują wezwanie Najświętszej Maryi Panny do modlitwy za grzechy świata, odmawiając publicznie Różaniec – Wracamy do tego modelu, w którym mężczyzna jest zawsze wojownikiem. Kościół w swojej pierwotnej formie był także wojowniczy. Wszystkie wyzwania, jakie niosło życie, związane były z walką – walką ze złem, której elementem była broń w postaci różańca. Dzisiejszy mężczyzna w sytuacji, kiedy jesteśmy atakowani i siły zła chcą zmienić nasze podejście do życia, odebrać nam Boga, czuje w sobie agresję, ale z drugiej strony jest też bezsilność, bo nie ma możliwości podjęcia fizycznej walki, jak kiedyś. Ale mam broń, Różaniec, i ta walka odbywa się dziś przede wszystkim na duchowej płaszczyźnie. Stajemy przeciwko przejawom złego ducha, a z nim możemy walczyć tą bronią, którą otrzymaliśmy od Maryi, która zdeptała głowę węża. Uczestnicząc w Męskim Różańcu, nie czujemy się bezsilni, odnajdujemy jedność siłę i wspólną wiarę w modlitwę, które może odmienić oblicze świata – tłumaczy Dariusz Walusiak.

    Nasz rozmówca odniósł się także do zmiany paradygmatu w samym Kościele, gdzie nie mówi się już o Kościele wojującym, lecz raczej pielgrzymującym. – To odejście od Kościoła Wojującego, który walczył ze złem, doprowadziło w jakiś sposób do zinfantylizowania Kościoła. Wielu mężczyzn nie widzi swojego miejsca. W sytuacji, gdy kościół był wojowniczy odnajdowaliśmy swoje miejsce zgodne z charakterem i naturą. Chcieliśmy pokazać, że nasze miejsce w Kościele to jest walka ze złem, obrona rodziny i cywilizacji. Staję z Różańcem w ręku i spełniam swoją powinność. W przeciwnym wypadku pozostaje albo fizyczny bunt na ulicy albo położenie uszu po sobie, kapitulacja i dostosowanie się do świata – mówi. I niech te słowa posłużą za puentę tych refleksji na święto Najświętszej Maryi Panny Różańcowej.

    17 października odbędą procesje w Warszawie i kilku innych miastach w Polsce organizowane przez środowisko Męskiego Różańca.

    Filip Obara/PCh24.pl

    ***

    Dlaczego różaniec nazywa się różańcem? Poznaj historię jednej z najpopularniejszych modlitw Kościoła

    ***

    Październik nazywany jest miesiącem różańcowym. Kościół w tym czasie szczególnie zaleca tę prostą i zarazem głęboką modlitwę. Znasz jego historię?

    150 psalmów

    Tradycja monastycznej modlitwy zwraca uwagę na ciągłą potrzebę trwania w Bożej obecności. Kolejno anachoreci, benedyktyni, cystersi, kartuzi słysząc słowa: „Nieustannie się módlcie” (1Tes 5,17), na wzór Chrystusa uświęcali poszczególne pory dnia i nocy, obok Eucharystii, rozważaniem Ojcze nasz oraz modlitwą stu pięćdziesięcioma psalmami.

    Wschodni chrześcijanie, wzrastając w tradycji medytacji, wprowadzili powtarzanie wybranych słów Pisma: „Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu” czy „Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną”. Czyniono to w rytm oddechu, posługiwano się często kamykami, by zliczyć ilość powtórzeń i pomóc w skupieniu.

    W późniejszych wiekach różaniec połączy rozmaite tradycje, w tym także hezychastyczną modlitwę Jezusową. Na Zachodzie przy klasztorach w VIII i IX w. uczono świeckich wiernych oraz rozmaitych illiterati (analfabetów) modlitw, opartych na Piśmie Świętym, pobożnych hymnach, a przede wszystkim na Modlitwie Pańskiej. Taki zastępczy „psałterz” służył także mnichom, którzy nawet podczas pracy fizycznej mogli odmówić 150 modlitw – tyle, ile jest psalmów w Psałterzu.

    „Zdrowaś Maryjo”

    Powoli powstawały różne nurty modlitwy medytacyjnej, powiązanej z kultem oddawanym Bogurodzicy. Znana nam w obecnej formie modlitwa Ave Maria ukształtowała się dopiero około XIII i XIV w., kiedy to najpierw powiązano ze sobą ewangeliczne słowa pozdrowienia anielskiego oraz słowa św. Elżbiety.

    Epidemie „czarnej śmierci”, dziesiątkujące ludzi w średniowiecznej Europie, spowodowały, że do pozdrowienia dołączono następnie prośbę do Maryi o modlitwę za „nas grzesznych teraz i w godzinę śmierci naszej”. Zdarzało się, że odmawiano pięćdziesiąt czy sto razy Zdrowaś Maryjo między innymi na pamiątkę dzieła stworzenia świata. Stopniowo utarło się stosowanie stu pięćdziesięciu wezwań do Maryi.

    Skąd nazwa „różaniec”?

    Interesujące są również hipotezy dotyczące pochodzenia nazwy „różaniec” (rosarium). Jedna z nich kieruje nas na Daleki Wschód, gdzie ludzie także wykorzystują jako techniczną pomoc w medytacji sznur modlitewny. Indyjskie słowo „japamala” oznaczające „zbiór modlitw”, bądź „zbiór róż” („japa” – róża), służyło dla opisu metody modlitwy na paciorkach, która w VIII i IX wieku przeszła do islamu, a na przełomie XII i XIII wieku dalej, do chrześcijaństwa.

    Między innymi dominikanin Wilhelm de Nubruk, przebywając jakiś czas wśród Tatarów, relacjonuje: „Oni noszą sznury modlitewne (paternoster) tak jak my”. Tradycja zachodnia podaje legendę o cystersie, któremu Maryja objawiła, że zamiast wieńca kwiatów składanego u stóp jej figury, może składać „wieniec róż” (niem. Rosenkranz; róża – kwiat symbolicznie związany z Bogurodzicą) w formie wielokrotnej modlitwy Ave Maria.

    W XV wieku ostatecznie powiązano dwa wymiary: powtarzanie modlitewnych formuł oraz rozważanie tajemnic z życia Jezusa i Maryi. Obok maryjnego różańca, znane są inne jego formy. Przykładem może być Różaniec Najświętszego Imienia Jezus, odmawiany podobnie, choć odnoszący się do innych tajemnic radosnych z życia Jezusa.

    Pierwszy podział różańca, tajemnice, bractwa różańcowe

    Ważną rolę w rozpowszechnianiu różańca odgrywają dominikanie, którzy uczą, jak się modlić, odwołując się przy tym do rozważań biblijnych. Bretoński dominikanin bł. Alain de la Roche porządkuje rozmaite tradycje i upowszechnia podział różańca (nazywa go Psałterzem Jezusa i Maryi) na piętnaście dziesiątków (jedno Ojcze nasz, dziesięć Zdrowaś) podzielonych na trzy części.

    Od XV wieku rozkwitają także bractwa różańcowe, dla których pierwszy statut opracował w 1476 r. przeor dominikańskiego kościoła św. Andrzeja z Kolonii. Znamy też jeden z pierwszych obrazów różańcowych (ok. 1500 r.), przedstawiający Maryję z Dzieciątkiem trzymającym w ręku różaniec, obok których klęczą św. Dominik i męczennik Piotr z Werony; pod płaszczem opieki Maryi zgromadzeni są licznie duchowni i świeccy.

    Dominikanie – propagatorzy modlitwy różańcowej

    Za przyczyną żyjącego w XVI w. kartuza Dominika z Prus zaczyna rozpowszechniać się legenda o św. Dominiku, który otrzymał od Maryi sznur różańcowych pereł jako broń w duchowej walce z herezją albigensów. Przez długi czas powstanie różańca kojarzono z postacią św. Dominika, który miał go „otrzymać” od samej Matki Bożej podczas objawienia.

    Widać jednak, że różaniec powstawał przez wieki i nie sposób przypisać jego genezę jednemu objawieniu czy człowiekowi. Niewątpliwie jednak Zakon św. Dominika, wędrowni kaznodzieje, którzy przemarzali Europę, ogromnie przyczynił się do rozpowszechnienia tej modlitwy.

    „W tej chwili jakaś siła wstąpiła w duszę moją”. Św. s. Faustyna o modlitwie różańcowej

    Różaniec zatwierdzony przez Papieża

    Oficjalnie jednolity Różaniec Najświętszej Maryi Panny zatwierdza papież (też dominikanin) św. Pius V w 1569 r., a później, na pamiątkę zwycięstwa chrześcijan nad Turkami pod Lepanto, ustanawia dzień 7 października świętem Matki Bożej Różańcowej.

    Na różańcu modli się, zalecając go jednocześnie innym, wielu papieży, między innymi Leon XIII, bł. Jan XXIII, Paweł VI, aż przychodzi czas obecnego pontyfikatu. Jan Paweł II wpisuje się w ciągłość nauki o znaczeniu różańcowej modlitwy, a w liście „Rosarium Virginis Mariae” (RVM) z 2002 r. uzupełnienia ją przez dodanie rozważań tajemnic światła.

    Zarys teologii różańca

    Różaniec jest modlitwą co najmniej dwupoziomową. Pierwszy poziom urzeczywistnia się przez stosowanie specjalnej techniki modlitewnej: rytmicznym powtarzaniu formuły. Dzięki melodyce i rytmowi słów, serce i umysł mogą oczyścić się z natłoku uczuć i myśli, a skoncentrować na sprawach Bożych. Przywoływanie słów Modlitwy Pańskiej czy Pozdrowienia Anielskiego pozawala, by w sercu doświadczać bardziej opieki świętych osób.

    Powtarzanie jest jedną z metod pomagającą przez kontemplację wspominać i uobecniać Osoby Boże, a w powiązaniu z Nimi także Maryję. Przywoływanie imienia ukochanej osoby pozwala zobaczyć, że podobnie jak w centrum modlitwy Zdrowaś Maryjo tkwi słowo „Jezus”, imię Zbawiciela może przenikać nasze życie.

    POLECAMY: Rozważania różańcowe z Prymasem Wyszyńskim [POBIERZ PDF]

    Jak powracanie do ukochanej osoby – wciąż i wciąż

    Nasza pamięć przywołuje ukochaną Osobę, rozmawiamy z Przyjacielem, jakby „oddychamy uczuciami Chrystusa” (RVM 15), a to powoduje zacieśnienie więzów przyjaźni. By przyjaźń wzrastała, trzeba „przegadać” wiele godzin!

    Powracanie do ukochanej osoby nie nuży, ale umacnia, podobnie jak trzykrotne wyznanie miłości do Zmartwychwstałego ze strony Piotra (RVM 26). Poziom rytmicznego powtarzania jest ściśle związany z używaniem paciorków, które pomagają odmierzać rytm modlitwy i dają szansę skupienia się.

    Więź z Chrystusem

    Metoda modlitwy na różańcu znajduje liczne interpretacje i omówienia, z których na uwagę szczególną zasługuje „List o Różańcu” (RVM) Jana Pawła II. Co prawda, jak uczy św. Augustyn, kiedy dzięki jakiejś metodzie kontaktujemy się z Bogiem, to w rzeczywistości nie możemy na tym spocząć. Gdybyśmy się zatrzymali na określonym sposobie kontaktu, to poprzestalibyśmy na metodzie, a nie na żywym Bogu, którego żadna droga, metoda czy forma objąć i wyczerpać nie może. Bóg jest zawsze dalej, zawsze bardziej, zawsze inaczej niż pozwalają sięgnąć możliwości jego stworzeń.

    Jednakże w nauce wielu mistrzów duchowych słyszymy, iż metody, o ile nie „ubóstwiają” same siebie, służą pomocą w tym, co nazwać i określić nie sposób, czyli w osobowym spotkaniu z żywym Bogiem. Więź z Chrystusem, która jest celem, może być osiągana za pomocą różnych metod, spośród których szczególnie wartościową jest różaniec.

    Prostota i głębia

    Różaniec łączy prostotę i głębię. „Rozwinięty na Zachodzie, jest modlitwą typowo medytacyjną i odpowiada poniekąd modlitwie serca czy modlitwie Jezusowej, która wyrosła na glebie chrześcijańskiego Wschodu” (RVM 5). Poziom medytacyjnego powtarzania, zaczerpnięty z tradycji wschodniej, łączy się z rozważaniem i kontemplacją tajemnic życia Jezusa i całej Trójcy Św. oraz Maryi i innych świętych, które są przedmiotem tzw. tajemnic czterech części różańca.

    Tajemnice różańca są określane mianem miniaturowej Biblii. Trudno przecenić ich rolę w kształtowaniu biblijnej świadomości katolików. Najbardziej dotyczą nauki o Jezusie Chrystusie. Dokonane niedawno papieskie uzupełnienie wypełnia pewną chrystologiczną lukę. Otóż tajemnice radosne opisują akt Wcielenia oraz dzieciństwo Jezusa. Bolesne odsyłają nas do Jego męki i śmierci. Część chwalebna przypomina o tym, że nasz Pasterz wrócił do życia i jest zmartwychwstały.

    Tajemnice światła

    Dodanie tajemnic światła rozwija wymiar chrystologiczny, wnikając w tajemnice publicznego życia Chrystusa. Ewangelii i tak nie sposób wyczerpać. Wskazanie na chrzest w Jordanie, początek znaków w Kanie Galilejskiej, głoszenie Dobrej Nowiny i wzywanie do nawrócenia, Góra Przemienienia i ustanowienie Eucharystii pomagają nam zobaczyć, że bogactwo tajemnicy Chrystusa staje przed nami otworem.

    Nie jesteśmy zatem ograniczeni piętnastoma, czy nawet dwudziestoma tajemnicami różańca. Pozostajemy otwarci na nie dającą się domknąć przestrzeń głębi Bożej tajemnicy (Kol 2,2-3), tajemnicy, która przewyższa wszelką wiedzę (Ef 3,19). Gdy wspominamy, wraz z Maryją, życie Chrystusa, światło łaski pozwala nam dostrzec w Nim nie tylko Boga, ale misterium człowieka, godność jego poczęcia, narodzin, nauki, wesela, pracy czy śmierci (25).


    o. Marcin Lisak OP, KAI

    ***

    Jak odmawiać różaniec?

    Modlitwa różańcowa krok po kroku

    Różaniec to modlitwa, która w prosty sposób wskaże ci drogę do Bożej Miłości. Daj sobie szansę i znajdź czas na chwilę spędzoną sam na sam z Bogiem i Maryją. Jak odmawiać różaniec?

    Zastanawiasz się jak odmawiać różaniec? To proste! Wystarczy poznać kilka podstawowych zasad i chwycić różaniec w dłoń, a także znaleźć ciche miejsce, w którym będziesz mógł się skupić i już! My powiemy ci, jak prawidłowo odmawiać tę piękną modlitwę.

    Zanim przejdziemy do tekstu, warto wspomnieć o wyjątkowym przewodniku duchowym na każdy czas. Mowa o książce pt. „37 scen z życia ks. Jerzego Popiełuszki”. Sceny wybrane z trzydziestu siedmiu lat życia księdza Popiełuszki to 37 szans, by przejrzeć się w nich i postawić sobie bardzo osobiste pytania o prawdę, lęk, nienawiść, rządzę odwetu i o zwycięstwo dobra w życiu. Książkę znajdziesz na Dobroci.pl!

    Różaniec – modlitwa znana już od średniowiecza, która wiąże się z powrotem rycerzy z pierwszych wypraw krzyżowych. Odmawianie różańca polega na rytmicznym powtarzaniu wybranych modlitw i odmierzaniu koralików nawleczonych na sznurek. Różaniec znany jest także mieszkańcom Palestyny, muzułmanom, a także wyznawcom buddyzmu i hinduizmu.

    Aby pogłębić swoje duchowe życie i lepiej zrozumieć znaczenie modlitwy, sięgnij po modlitewnik „Weź i się módl”. To duchowy przewodnik, który pomoże Ci skupić się na Słowie Bożym. Zawiera słowa klucze, cytaty z Pisma Świętego i rozważania na każdy dzień roku, przygotowane przez 100 kapłanów. Dzięki temu modlitewnikowi, codzienna modlitwa stanie się bardziej świadoma i głęboka. Więcej informacji i możliwość zakupu znajdziesz tutaj.

    Jak odmawiać różaniec? Modlitwy

    Różaniec rozpoczynamy od Znaku Krzyża Świętego – tzw. „przeżegnania się”. Na różańcowym krzyżu odmawiamy „Wierzę w Boga”, a następnie przesuwając się na pierwszy koralik odmawiamy „Ojcze Nasz”. Na trzech kolejnych koralikach 3 razy „Zdrowaś Mario”, a na kolejnym koraliku wieńczącym część różańca, która nie wchodzi w okrąg odmawiamy „Chwała Ojcu i Synowi” oraz „O mój Jezu’.

    Kiedy wchodzimy w koraliki, które znajdują się w okręgu różańca, odmawiamy na pierwszym koraliku „Ojcze nasz”, a następnie 10x „Zdrowaś Mario”, na łączącym koraliku „Chwała Ojcu” i „O mój Jezu”. Po tym podajemy nazwę tajemnicy różańca i odmawiamy ponownie „Ojcze nasz”. Tę sekwencję powtarzamy pięć razy. Na koniec modlitwy odmawiamy „Pod Twoją obronę”.

    Modlitwy przed rozważaniem tajemnic

    • Znak Krzyża Świętego
    • Wierzę w Boga
    • Ojcze Nasz
    • Zdrowaś Maryjo (3x)
    • Chwała Ojcu
    • O mój Jezu

    Odmawianie poszczególnych tajemnic

    • Podaj nazwę tajemnicy
    • Ojcze Nasz
    • Zdrowaś Mario (10x)
    • Chwała Ojcu
    • O mój Jezu

    Modlitwa na koniec:

    • Pod Twoją obronę
    Modlitwa różańcowa – co odmawiamy na poszczególnych koralikach?

    Jak odmawiać różaniec? Tajemnice różańca

    Tajemnice różańca to nieodłączny element modlitwy różańcowej. Służą one rozważaniu poszczególnych wydarzeż z życia Jezusa i Maryi. Każda część tajemnicy różańca zawiera 5 tajemnic, co w sumie daje 20 tajemnic różańca. Wyróżniamy cztery części różańca: część radosną, część światła, część bolesną część chwalebną.

    Tajemnice radosne:

    • Zwiastowanie Najświętszej Maryi Panny,
    • Nawiedzenie św. Elżbiety,
    • Narodziny Jezusa,
    • Ofiarowanie Jezusa w świątyni,
    • Odnalezienie Jezusa w świątyni.

    Rozważania tajemnice radosne >>>

    Tajemnice światła:

    • Chrzest Jezusa w Jordanie,
    • Wesele w Kanie Galilejskiej,
    • Głoszenie Królestwa Bożego,
    • Przemienienie na górze Tabor,
    • Ustanowienie Eucharystii.

    Rozważania tajemnice światła >>>

    Tajemnice bolesne:

    • Modlitwa Jezusa w Ogrójcu,
    • Biczowanie Jezusa,
    • Cierniem ukoronowanie,
    • Droga krzyżowa,
    • Ukrzyżowanie.

    Rozważania tajemnice bolesne >>>

    Tajemnice chwalebne

    • Zmartwychwstanie Jezusa,
    • Wniebowstąpienie Jezusa,
    • Zesłanie Ducha Świętego,
    • Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny,
    • Ukoronowanie Matki Bożej na Królową Nieba i Ziemi.

    Rozważania tajemnice chwalebne >>>

    Każda tajemnica różańca ma swoje rozważanie. Każda część różańca przypisana jest do poszczególnego dnia tygodnia. Tajemnice radosne odmawiamy w poniedziałek i sobotę, tajemnice bolesne we wtorek i w piątek, tajemnice światła w czwartek, a tajemnice chwalebne w środę i w niedzielę.

    ***

    Rozważanie Różańcowych Tajemnic

    Te rozważania mogą pomóc szczególnie tym,, którym trudno znaleźć chwilę na cały różaniec. Wystarczy jedna tajemnica, by każdego dnia poczuć się częścią wielkiego różańcowego poruszenia!

    Rozważania pochodzą z różnych źródeł, dzięki czemu każdego dnia można modlić się w nieco inny sposób. Są tu rozważania inspirowane nauczaniem Prymasa Wyszyńskiego oraz rozważania ks. Gabriela Amortha, znanego egzorcysty. Wykorzystaliśmy także teksty z cyklu „Różaniec. Prosta droga do nieba” o. Macieja Okońskiego OP oraz historie z książki „30 Scen z życia Maryi” Anety Liberackiej.


    1 października

    PIERWSZA TAJEMNICA BOLESNA:  MODLITWA W OGRÓJCU

    Po Ostatniej Wieczerzy Jezus udał się do Ogrodu Oliwnego. Droga była krótka, ale wystarczająca, aby w Jezusie zaszła radykalna przemiana – ogarnęły Go strach i przygnębienie. Powiedział wtedy: „Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie!”. Następnie upadł twarzą na ziemię i długo się modlił: „Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich. Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty [niech się stanie]”.

    Patrząc na tę orację, warto zastanowić się, czego Jezus uczy nas na temat modlitwy. Po pierwsze: słuszne jest modlenie się w intencji potrzeb materialnych (zdrowia, pracy, uczuć), ale kto zatrzymuje się w tym miejscu, nie modli się, a jedynie prosi. Modlitwa to coś innego. Pierwszym krokiem powinna być adoracja wielkiego i świętego Pana. Drugim – dziękowanie Mu za to, czym jesteśmy i co posiadamy, ponieważ jest to Jego darem i nie mamy w tym żadnej zasługi. Trzecim – wystosowanie prośby o przebaczenie naszych niedoskonałości. Dopiero na końcu możemy prosić Boga o to, czego potrzebujemy.

    Po drugie: modlitwa Jezusa – krótka, ale jakże intensywna – uczy nas, że rozmowie z Bogiem trzeba poświęcić czas, i że należy ją powtarzać. Nie jest ona jak włączanie światła, nie wystarczy naciśnięcie przycisku.

    Po trzecie – Jezus uczy nas, że modlitwa powinna kończyć się całkowitym poddaniem się woli Bożej. My sami nigdy nie wiemy, co jest dla nas najlepsze. Po powrocie Jezus zastał trzech apostołów śpiących. Zwrócił się do Piotra, który niedawno oświadczył, że jest gotowy umrzeć za Niego: „Tak [oto] nie mogliście jednej godziny czuwać ze Mną? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe”. Jaka wspaniała lekcja! Diabeł nieustannie nas kusi i jeśli nie będziemy czuwać, możemy ulec pokusie, upaść. Aby tego uniknąć, trzeba się modlić.

    Rozważanie jest fragmentami z książki „Mój różaniec” ks. Gabriela Amortha, egzorcysty.

    ***


    PIERWSZA TAJEMNICA RADOSNA: ZWIASTOWANIE

    Każdy z nas byłby zaskoczony tą sytuacją. Oto przychodzi anioł i mówi “będziesz matką”. “Będziesz Matką Syna Bożego”. “Będzie On nazwany Synem Najwyższego”.

    Wobec tej sytuacji Maryja pyta jak się to stanie i po zupełnie niezwykłym wyjaśnieniu anioła mówi “tak, zgadzam się, niech się dzieje wola Pana Boga”.

    Oddała wszystko, co miała – swoje plany, swoją cielesność, swój czas. Oddała wszystko, a Bóg dał jej jeszcze więcej. Jej postawa uczy nas “To, co daje Bóg: chwile, mgnienia dni, Ty w Miłości je oddaj”.

    Maryjo, ucz nas oddawania tego, co dla nas najcenniejsze, byśmy mogli otrzymać jeszcze więcej.

    Rozważanie inspirowane nauczaniem Prymasa Wyszyńskiego, przygotowane przez redakcję Stacji7


    PIERWSZA TAJEMNICA CHWALEBNA: ZMARTWYCHWSTANIE PANA JEZUSA

    Po upływie szabatu, o świcie pierwszego dnia tygodnia przyszła Maria Magdalena i druga Maria obejrzeć grób. A oto nastąpiło wielkie trzęsienie ziemi. Albowiem anioł Pański zstąpił z nieba, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim. Postać jego jaśniała jak błyskawica, a szaty jego były białe jak śnieg. Ze strachu przed nim zadrżeli strażnicy i stali się jakby martwi.

    Anioł zaś przemówił do niewiast: „Wy się nie bójcie! Gdyż wiem, że szukacie Jezusa Ukrzyżowanego. Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak zapowiedział. Przyjdźcie, zobaczcie miejsce, gdzie leżał. A idźcie szybko i powiedzcie Jego uczniom: Powstał z martwych i oto udaje się przed wami do Galilei. Tam Go ujrzycie. Oto, co wam powiedziałem”.

    Pośpiesznie więc oddaliły się od grobu, z bojaźnią i wielką radością, i pobiegły oznajmić to Jego uczniom.

    A oto Jezus stanął przed nimi, mówiąc: „Witajcie!” One podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: „Nie bójcie się! Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech udadzą się do Galilei, tam Mnie zobaczą”.

    (Mt 28, 1-10)

    ***

  • Matka Boża i Święci Pańscy – październik 2026

    ***

    obraz z kościoła pw. śś. Piotra i Pawła Apostołów w Stopnicy

    ***

    Wszyscy wierni, wyposażeni w tyle tak wielkich środków zbawienia, we wszystkich sytuacjach życiowych i w każdym stanie powołani są przez Pana, każdy na swojej drodze do doskonałej świętości.

    z Konstytucji o Kościele (Sobór Watykański II)

    Kościół nieustannie podaje nam wciąż nowe osoby, które w swoim życiu w sposób doskonały współpracowały z Bożą łaską i dziś oglądają już Boga twarzą w twarz. To są nasi błogosławieni, którzy nieustannie przed Bożym Obliczem orędują za nami i są wzorem dla nas szukającym swojej drogi prowadzącej do Boga.

    Jakże piękne i pełne pociechy jest świętych obcowanie! Jest to rzeczywistość, która nadaje inny wymiar całemu naszemu życiu. Nigdy nie jesteśmy sami! Należymy do duchowego «towarzystwa», w którym panuje głęboka solidarność: dobro każdego przynosi korzyść wszystkim i odwrotnie, wspólne szczęście promieniuje na jednostki.

    Każdy powinien mieć jakiegoś Świętego, z którym pozostawałby w bardzo zażyłej relacji, aby odczuwać jego bliskość przez modlitwę i wstawiennictwo, ale także, aby go naśladować. Chciałbym zaprosić was, abyście bardziej poznawali Świętych, rozpoczynając od tego, którego imię nosicie, czytając ich życiorysy i pisma. Bądźcie pewni, że staną się oni dobrymi przewodnikami, abyście jeszcze bardziej kochali Pana oraz będą cenną pomocą dla wzrostu ludzkiego i chrześcijańskiego.

    papież Benedykt XVI


    pixabay.com

    O co chodzi w kulcie świętych?

    Po co nam święci? Po co się do nich modlić? Czy sam Pan Jezus nam nie wystarcza? Tego typu pytania pojawiają się nieraz w dyskusjach. Żeby dać na nie jakąś sensowną odpowiedź, trzeba jednak zacząć nie od świętych, ale od Kościoła – i jego miejsca w naszym przeżywaniu wiary.

    Większość z nas zgodzi się pewnie, że wiara jest czymś do głębi osobistym – jej siedliskiem jest serce, w które nie ma wglądu nikt poza Bogiem i nami. Marcin Luter, próbując ująć ten osobisty charakter wiary, w jednym z kazań powiedział kiedyś, że „wierzyć może tylko każdy sam, tak jak umrzeć może każdy sam”. Wiara jest jak moment odejścia z tego świata: stoję w niej sam wobec Tajemnicy Boga, jak umierający stoi sam wobec otchłani śmierci – i nikt mnie w tym nie zastąpi. Brzmi dramatycznie? Na szczęście nie jest to katolicka wizja wiary, choć może niejeden i niejedna z nas tak właśnie swoją wiarę przeżywa.

    Wiara, choć ma swój wymiar osobisty i nieprzekazywalny, nie rozwija się bowiem w izolacji. W momencie gdy przyjmę chrzest i uwierzę, automatycznie zostaję włączony w sieć relacji, które łączą wszystkich wierzących. Ta sieć relacji to Kościół. Moje odniesienie do Boga nigdy nie jest więc tylko moje – w Katechizmie czytamy, że „nikt nie może wierzyć sam, tak jak nikt nie może żyć sam” (KKK 166). Podobnie jak w codziennym życiu, również w dziedzinie wiary wzajemnie od siebie zależymy, możemy sobie pomagać, troszczyć się o siebie, a w chwilach słabości być dla siebie nawzajem oparciem. Kiedy Kościół zachęca do modlitwy za wstawiennictwem świętych, mówi po prostu, że ta wzajemna pomoc i wymiana darów obejmuje nie tylko tych członków Kościoła, którzy aktualnie żyją na tym świecie, ale także tych, którzy żyją już na wieki w Bogu. Ci ostatni, będąc teraz bliżej Boga, zamiast o nas zapomnieć i zająć się wyłącznie przeżywaniem swojego szczęścia, tym bardziej o nas pamiętają i tym skuteczniej mogą nas wspierać na naszej drodze wiary.

    „Żywe kamienie”

    Na czym jednak miałoby polegać to wsparcie? Jeśli to Chrystus wysłużył nam zbawienie, to po co nam jeszcze jacyś inni, ludzcy pomocnicy? Czy, szukając ich, przypadkiem Go nie obrażamy? W odpowiedzi na to pytanie znowu pomoże nam odwołanie do naszego potocznego doświadczenia. Być może ciesząc się ze swojego sukcesu (np. na jakimś konkursie albo na zawodach sportowych) zastanawiałeś się, czy to nie jest pycha – przypisywać sobie sukces, podczas gdy powinieneś raczej podziękować Jezusowi? Bo jeśli to Twoja zasługa, to może w ten sposób odbierasz zasługę Temu, od którego wszystko otrzymujesz? Otóż nic z tych rzeczy. Pan Jezus nie patrzy na ludzi jak na swoich konkurentów. Nie jest jak nadopiekuńczy rodzic, który chce wszystko robić za dziecko, skrycie chełpiąc się, że wszystko to jego zasługa. Jest raczej jak rodzic mądry, który cieszy się, kiedy dziecko zrobi coś samodzielnie (choćby nie było to w sensie ścisłym konieczne) i wie, że w żaden sposób nie traci przez to zasługi – to w końcu on dał dziecku życie i umożliwił jego rozwój.

    Podobnie jest z naszym szukaniem wsparcia u świętych. To prawda, że wsparcie to całkowicie zależy od samego Jezusa, Jedynego Pośrednika między Bogiem a ludźmi (por. 1 Tm 2,5). Zamiast jednak zazdrośnie strzec swojej wyłączności, cieszy się On, gdy może włączyć w zbawcze działanie względem nas także tych naszych braci, którzy już doszli do celu. Chrystus buduje swój Kościół nie z martwych kamieni, które mogą się jedynie biernie poddawać Jego wszechmocy, ale z „żywych kamieni” (por. 1 P 2,5), obdarzonych wolnością i powołanych do aktywnego udziału w dziele zbawienia. Święci są takimi „żywymi kamieniami” w sensie o wiele doskonalszym niż my, stąd też skuteczność wsparcia, które możemy od nich otrzymać.

    Poszukiwanie inspiracji

    Ks. Janusz St. Pasierb zauważył kiedyś, że święci są tak bardzo niepodobni do siebie nawzajem, a jednocześnie wszyscy tak bardzo podobni do Pana Jezusa. Jesteśmy powołani przede wszystkim do tego, żeby naśladować samego Jezusa, ale to naśladowanie może się dokonać na tyle różnych sposobów, ile jest różnych charakterów, temperamentów i konkretnych powołań. Wielobarwny tłum świętych pokazuje nam, że w świętości nie ma nic z mechanicznego powielania i że nawet największy oryginał może znaleźć drogę do Boga, pozostając sobą. To dlatego, oprócz praktykowania modlitwy za wstawiennictwem świętych, warto ich poznawać i szukać wśród nich inspiracji dla własnej drogi wiary.

    ks. Andrzej Persidok/Stacja7.pl


    Latria i dulia – dwa słowa, które wytłumaczą katolicki kult świętych

    Latria i dulia
    fot. Thoom / Shutterstock/Aleteia.pl

    ***

    Trochę szkoda, że te terminy: latria i dulia praktycznie nie pojawiają się w kazaniach i katechezie. Z ich pomocą łatwo wytłumaczyć, czym różni się kult Boga i modlitwa do Niego od czci oddawanej Maryi i innym świętym.

    (Nie) modlimy się do świętych!

    To często spotykany zarzut wobec katolików – że modlą się do Maryi i świętych jak do Boga. Można nawet czasem usłyszeć zarzuty o bałwochwalstwo i niestosowanie się do tego, co mówi Pismo Święte, zwłaszcza Stary Testament. Nawet sami katolicy nie zawsze potrafią jasno wytłumaczyć, czym się różni kult Boga od kultu świętych.

    Chyba każdy, kto się modli, zdaje sobie sprawę z tego, że tylko modlitwa do Boga jest modlitwą w ścisłym sensie – bo wtedy zwracam się do Tego, który mnie stworzył i odkupił, jest godny najwyższej czci i chwały, jest mi bliższy niż ja sama sobie, a w dodatku wszystko może. Natomiast kiedy mówię o modlitwie za wstawiennictwem jakiegoś świętego (czasem mówi się skrótowo: do świętego), używam słowa „modlitwa” poniekąd w cudzysłowie. Zwracanie się do świętego przypomina raczej pogawędkę z przyjacielem, który jest już w niebie, ma bezpośredni dostęp do Boga i dostał mi przez Niego dany jako towarzysz drogi i wsparcie.

    No właśnie – wszyscy to wiedzą, ale chyba mało kto potrafi to precyzyjnie wytłumaczyć. Co najwyżej powie – skądinąd słusznie – że te dwa rodzaje modlitwy i dwa rodzaje kultu to „coś innego”.

    Latria i dulia – dwie różne modlitwy

    Tymczasem mamy doskonałe narzędzie do wyjaśnienia tej kwestii: latria i dulia. Ten pierwszy termin stosujemy do określenia kultu Boga, a ten drugi – kultu świętych.

    Latria pochodzi od greckiego słowa latreia (λατρεία), które oznacza dosłownie „kult” lub „służbę”. W starożytnej Grecji słowo to odnosiło się do służby lub pracy wykonywanej przez najemników, ale w kontekście religijnym z czasem zaczęło oznaczać kult bóstw.

    W teologii chrześcijańskiej termin latria został przyjęty do opisania najwyższego rodzaju czci i uwielbienia, które należą się jedynie Bogu. Jest to wyraz oddania i czci w pełnym sensie, wyrażający się w takich praktykach, jak modlitwa, adoracja i ofiara. Latria jest wyrazem uznania wyłącznej transcendencji i boskości Boga.

    Od tego pochodzi wyraz idolatria: latria idoli, czyli bożków albo – w języku staropolskim – bałwanów. Inna nazwa idolatrii to bałwochwalstwo. Oznacza traktowanie jak Boga osób lub rzeczy, którym się to nie należy.

    Latria to cześć i adoracja oddawane Bogu

    Natomiast dulia pochodzi od greckiego słowa douleia (δουλεία), które oznacza „służbę” lub „niewolnictwo”. W katolickiej teologii dulia to szacunek i podziw dla świętych i aniołów jako sług Bożych. Oznacza jednak uznanie i respekt, a nie uwielbienie czy adorację.

    Nawet najpobożniejsza cześć dla świętych, nawet najdłużej trwająca nowenna, uczczenie relikwii świętego czy uroczyste powitanie jego obrazu w parafii nie jest tym samym co adoracja, np. adoracja Najświętszego Sakramentu.

    Dulia to szacunek i podziw dla świętych oddawane im ze względu na ich bliskość z Bogiem

    Szczególnym rodzajem dulii jest hiperdulia (dosłownie: wielka, szczególna dulia) – cześć oddawana Matce Bożej ze względu na Jej szczególną rolę w historii zbawienia.

    Joanna Operacz/Aleteia.pl

    ***

    Kogo nie można przedstawiać z aureolą lub świetlistą poświatą wokół głowy? Sprawdź, co na ten temat mówi prawo kanonizacyjne.

    Wystawa ikon: ikona Wszyscy święci. Ikona pochodzi z 1854 roku
    fot. Henryk Przondziono/Gość Niedzielny

    ***

    W Kościele można przedstawiać osoby zmarłe w opinii świętości w malarstwie ściennym lub na witrażach. Zawsze jednak bez nimbu czy aureoli, gdyż wierni muszą mieć możność łatwego rozpoznania, że chodzi o postać, której nie przysługuje kult publiczny, ponieważ jeszcze nie została wyniesiona na ołtarze.

    Nie ma chyba człowieka wierzącego, który nie umiałby rozpoznać wizerunków ludzi zaliczonych w poczet świętych Kościoła katolickiego. Zazwyczaj wskazuje na to świetlisty otok wokół głów postaci przedstawionych na obrazach. Czy wiemy, co symbolizuje owo światło?

    Ogień, jak śpiewał w swej “Pieśni słonecznej” św. Franciszek, jest bratem, który oświeca, rozświetla i rozjaśnia mroki nocy, pozostając pięknym, radosnym, żarliwym i mocnym, a nawet nieprzejednanym. Takimi naszymi braćmi są także błogosławieni oraz święci Kościoła, do których przynależy i on sam – Biedaczyna z Asyżu. To oni przecież oświecają nas przykładem swego życia, rozświetlają i rozjaśniają mroki naszych ciemnych nocy. Pozostają też dla nas pięknymi i radosnymi wzorami naśladowania Chrystusa i często jawią się jako nieprzejednani, gdy mentalność tego świata chciałaby nas sprowadzić na manowce, czy też proponować Ewangelię “ze zniżką!”.

    Malarskie wizje świętości

    Dlatego też, by niejako uwidocznić ten chwalebny wpływ błogosławionych na nasze życie i potwierdzić, że oni oświecają nasze drogi, przyozdabiamy ich głowy nimbem – świetlistą, nawiązującą do ognia poświatą rozjaśniającą tło za ich głowami. Co więcej, w odniesieniu do świętych czynimy to, posługując się aureolą, czyli świetlistym kręgiem, który może otaczać nie tylko ich głowę, ale także całą postać.

    W malarstwie nimb ma najczęściej kolor promienistego światła – złota i czerwieni. Natomiast aureola, gdy otacza tylko głowę, jest okrągła, ale gdy okala całe ciało świętej lub świętego, bywa owalna, przyjmując niejako formę migdała (po włosku mandorla), stąd bywa nazywana mandorlą.

    W przypadku Najświętszej Maryi Panny, jako Niewiasty z Apokalipsy, aureola czy mandorla stanowi wieniec z dwunastu gwiazd (Ap 12,1). Ulubione przez malarzy kolory aureoli to złoty, żółty i czerwony. Niekiedy ma ona kształt promieni, które podkreślają emanowanie od świętego światła oświecającego drogi człowieka.

    Wytyczne prawa kanonizacyjnego

    W 1634 roku papież Urban VIII wydał konstytucję apostolską Caelestis Hierusalem cives, w której zakazał przyozdabiania nimbem lub aureolą kandydatów do chwały ołtarzy, tj. sług i służebnic Bożych przed ich beatyfikacją i kanonizacją. Nimb i aureola zostały uznane za wyrazy kultu publicznego, jaki przysługuje osobom już wyniesionym na ołtarze, a nie będącym w drodze do tegoż wyniesienia, poprzez objęcie ich postępowaniem beatyfikacyjnym lub kanonizacyjnym, najpierw w diecezji, a potem w Kurii Rzymskiej, w Dykasterii Spraw Kanonizacyjnych. Ma to swoje przełożenie na przepis kanonu 1187 Kodeksu Prawa Kanonicznego, który postanawia, że “kult publiczny można oddawać tylko tym sługom Bożym, którzy autorytetem Kościoła zostali zaliczeni w poczet świętych lub błogosławionych”.

    Jakkolwiek postulatorzy spraw beatyfikacyjnych czuwają nad zachowaniem tych wytycznych i w czasie procesu przewidziana jest zawsze sesja de non cultu proibito (o braku kultu publicznego), zdarzają się jeszcze przypadki nadużyć, jak np. umieszczanie wokół głowy nimbu, promieni czy rozjaśnień światłem przy wykonywaniu podobizny osób zmarłych w opinii świętości albo aureoli-mandorli wokół ich ciała oraz innych oznak przysługujących wyłącznie postaciom już wyniesionym na ołtarze (np. lilii czy palm w dłoniach lub Dzieciątka Jezus na rękach).

    W Kościele można przedstawiać osoby zmarłe w opinii świętości w malarstwie ściennym lub na witrażach. Zawsze jednak bez nimbu czy aureoli, gdyż wierni muszą mieć możność łatwego rozpoznania, że chodzi o postać, której nie przysługuje kult publiczny, ponieważ jeszcze nie została wyniesiona na ołtarze.

    Pochodnie na Bożych ścieżkach

    Święci, których głowy przyozdabiane są świetlistym nimbem, a całe postaci aureolą, rozświetlają mroki naszego życia tak jak ogień ciemność nocy i zachęcają do dostrzegania wszędzie śladów Stwórcy (vestigia Creatoris) i Jego wielbienia.

    Dobitnie ową szczególną rolę Bożych wybrańców oddaje tłumaczenie “Pieśni słonecznej” dokonane przez Romana Brandstaettera:

    “Panie, bądź pochwalony przez naszego brata ogień,
    Którym rozświetlasz noc,
    A on jest piękny i radosny, żarliwy i mocny”.

    Podczas gdy inni tłumacze mówią, że ogień jest “silny”, “krzepki”, “nieprzejednany”, poeta ten jako jedyny do jego charakterystyki używa słowa “żarliwy”. Jest to bardzo trafne określenie, ponieważ ogień promieniuje żarem. Takie właśnie odniesienia najczęściej znajdziemy w Piśmie Świętym (zob. Prz 25,21-22; Pnp 8,6; Rz 12,20; Ef 6,16; Ap 8,3.5). To przy żarze ogniska “Piotr stał i grzał się” (J 18,25), a zmartwychwstały Jezus na żarzących się na ziemi węglach przygotował apostołom rybę oraz chleb do spożycia nad Jeziorem Tyberiadzkim (J 21,9). Zaś w hymnie do Ducha Świętego (Veni Creator), On, który zstąpił na Maryję i apostołów w dniu Pięćdziesiątnicy pod postacią ognistych języków (Dz 2,3), przywoływany jest jako “zdrój żywy, miłość, ognia żar”.

    Ojciec Szczepan Tadeusz Praśkiewicz – karmelita bosy, teolog i publicysta. Relator watykańskiej Dykasterii Spraw Kanonizacyjnych. Nadzorował opracowanie Positio, dokumentu o cnotach heroicznych w wielu sprawach sług Bożych uwieńczonych beatyfikacjami, m.in. ks. Michała Rapacza w Krakowie, Jana Havlika na Słowacji czy Alojzego Palicia i Gijona Gazzulli w Albanii. Pozostałe ze stu dwudziestu kolejnych opracowań przygotowanych pod jego okiem oczekują na dyskusje historyków lub teologów.

    Deon.pl/tekst pochodzi numeru “Głosu Ojca Pio”. 

    ***


    21 października

    Święty Kasper del Bufalo, prezbiter

    Zobacz także:
      •  Błogosławiony Jakub Strzemię, biskup
      •  Święta Urszula, dziewica i męczennica
    Święty Kasper del Bufalo

    Kasper urodził się 6 stycznia 1786 r. w Rzymie, ochrzczony został dzień później w rzymskim kościele San Martino ai Monti. 6 sierpnia 1787 r. przyjął w domu bierzmowanie z powodu groźby śmierci. W 1788 r. został uzdrowiony z choroby oczu za wstawiennictwem św. Franciszka Ksawerego.
    Ojciec Kaspra, Antoni, był kucharzem, matka – Anuncjata z domu Quartieroni – zajmowała się synem, bo był on chorowitym chłopcem. Od najmłodszych lat często przebywał w kościele, a zapał, z jakim poznawał prawdy wiary sprawił, że zyskał przydomek “małego apostoła Rzymu”. Chciał być misjonarzem. Gdy miał dziewiętnaście lat, został przełożonym nowej szkoły katechetycznej przy Santa Maria del Pianto. Często przemawiał w kościołach i na placach Rzymu, mówił jasnym i prostym językiem. Zajmował się też ewangelizacją prostych, biednych ludzi z wiosek. Ze szczególną miłością zajmował się obłożnie chorymi w hospicjach i szpitalach. W latach 1797-1808 studiował w Collegium Romanum w Rzymie od pierwszego kursu łaciny aż do ukończenia teologii.
    Dnia 31 lipca 1808 r. otrzymał święcenia kapłańskie w kościele Misjonarzy św. Wincentego a Paulo w Montecitorio i został mianowany kanonikiem przy bazylice San Marco. Zajmował się wiernymi w ubogich dzielnicach miasta. Gdy Napoleon zajął Rzym i deportował papieża, a od kapłanów zażądał złożenia przysięgi na wierność sobie, Kasper, kierując się wiernością Ojcu Świętemu, 13 czerwca 1810 r. odmówił złożenia przysięgi. Został za to zesłany do Piacenzy, a później do Bolonii. 13 września 1812 r. został uwięziony w San Giovanni in Monte, w Bolonii, za powtórne odmówienie złożenia przysięgi na wierność Napoleonowi. 12 stycznia 1813 r. przewieziono go do więzienia w Imoli. Gdy 16 maja 1813 r. po raz trzeci odmówił złożenia przysięgi, został przewieziony do fortecy w Lugo, a 10 grudnia skazano go na wyjazd na Korsykę.
    W lutym 1814 r., po czterech latach wygnania i niewoli, Kasper wrócił do Rzymu. Liczył na to, że teraz za przykładem św. Franciszka Ksawerego, którego chciał naśladować, zostanie misjonarzem. Jednak wówczas powierzono mu, wraz z grupą księży i za zgodą papieża, głoszenie nauk rekolekcyjnych i misji ludowych na terenie Włoch. Chciał wstąpić do jezuitów, ale jego spowiednik i przewodnik duchowy poradził mu, by założył własny zakon. Ponieważ chciał przybliżyć wiernym tajemnicę Krwi Chrystusa, założył, wraz z trzema towarzyszami, Zgromadzenie Misjonarzy Krwi Chrystusa. Miało to miejsce w opactwie w San Felice w Giano, w dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, 15 sierpnia 1815 r. Bardzo szybko papież Pius VII zaakceptował nazwę i to on ofiarował pierwszą siedzibę.
    W styczniu 1821 r. Kasper wstawił się u papieża w sprawie ocalenia miasta Sonnino, które miało być ukarane z powodu istniejącego tam rozboju. Dlatego Pius VII powierzył mu uzdrowienie moralne całej prowincji dotkniętej bandyckimi napadami. W czasie swojej posługi Kasper mocno naraził się karbonariuszom, których zwalczał. Oskarżano go nawet przed papieżem. Reakcję papieża Leona XII, który w rezultacie pomówień wycofał udzielone pełnomocnictwa i gotów był rozwiązać założoną przez Kaspra kongregację, zniósł z pokorą i w rezultacie niebawem mógł znowu podjąć przerwaną działalność. 15 sierpnia 1825 r. papież zorientował się, że oskarżenia skierowane przeciwko Kasprowi były fałszywe. W lutym następnego roku chciał go nominować na biskupa, internuncjusza w Brazylii, ale Kasper odmówił przyjęcia tej godności. Pozostał w Rzymie i pracował w Kongregacji Rozkrzewiania Wiary, a w październiku 1826 r. wrócił do pracy w swoim zgromadzeniu. W 1834 r. pomógł św. Marii de Mattias założyć Zgromadzenie Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa.
    W dwa lata później był już tak wyczerpany, że musiał zmniejszyć swoją aktywność. Jednak gdy w grudniu 1837 r. dowiedział się, że w Rzymie wybuchła epidemia cholery, pośpieszył do miasta, by nieść posługę kapłańską wśród umierających na ulicach. Wygłaszał dla nich ostatnie nauki rekolekcyjne. Gdy sam zachorował, 27 grudnia 1837 r. w Albano otrzymał sakrament namaszczenia chorych, a dzień później zmarł. Pochowano go w kościele San Paolo w Albano. Beatyfikował go w bazylice św. Piotra w Rzymie papież Pius X dnia 18 grudnia 1904 r., a kanonizował w pięćdziesiąt lat później papież Pius XII.Święty Kasper uznawany jest za jednego z patronów osób cierpiących na choroby nowotworowe.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    20 października

    Święty Jan Kanty, prezbiter

    Święty Jan Kanty

    Jan urodził się 24 czerwca 1390 r. w Kętach (ok. 30 km od Oświęcimia). Do naszych czasów przetrwało ok. 60 dokumentów z jego autografem, stąd wiemy, że podpisywał się najczęściej po łacinie jako Jan z Kęt (Johannes de Kanti, Johannes de Kanty, Johannes Kanti i Joannes Canthy). Po ukończeniu szkoły w Kętach, która musiała stać na wysokim poziomie, zapisał się w 1413 r. na Uniwersytet Jagielloński (miał wówczas już 23 lata). Studia przebiegały pomyślnie, o czym świadczą daty osiąganych stopni naukowych. Najpierw studiował nauki wyzwolone na wydziale artium, gdzie głównym wykładanym przedmiotem była filozofia Arystotelesa. Tu uzyskał w 1415 roku stopień bakałarza, a trzy lata później w styczniu 1418 roku został magistrem filozofii. Objął wówczas funkcję wykładowcy. Stanowisko to było wówczas bezpłatne. Dlatego na swoje utrzymanie Jan zarabiał prywatnymi lekcjami i pomocą duszpasterską jako kapłan (nie znamy dokładnej daty ani miejsca święceń kapłańskich, ale musiało to być między 1418 a 1421 rokiem).
    W 1421 r. na prośbę bożogrobców z Miechowa Akademia Krakowska wysłała Jana Kantego w charakterze kierownika do tamtejszej szkoły klasztornej. Spędził tam osiem lat (1421-1429). Zadaniem szkoły było przede wszystkim kształcenie kleryków zakonnych. Wolny czas Jan spędzał na przepisywaniu rękopisów, które były mu potrzebne do wykładów. Wśród zachowanych kopii są pisma Ojców Kościoła, św. Augustyna, św. Tomasza, a także Arystotelesa. W Miechowie Jan Kanty pełnił równocześnie obowiązki kaznodziei przy kościele klasztornym. Musiał również interesować się w pewnej mierze muzyką, gdyż odnaleziono drobne fragmenty zapisów pieśni dwugłosowych, skreślonych jego ręką.
    W roku 1429 zwolniło się miejsce w jednym z kolegiów Akademii Krakowskiej. Przyjaciele natychmiast zawiadomili o tym Jana i sprowadzili go do Krakowa. Kolegium dawało pewną stabilizację – zapewniało bowiem utrzymanie i mieszkanie. Profesorowie w kolegiach mieszkali razem i wiedli życie na wzór zakonny. W początkach Uniwersytetu tych kolegiów było niewiele i były bardzo małe. Dlatego niełatwo było w nich o miejsce.
    Gdy tylko Jan wrócił do Krakowa, objął wykłady na wydziale filozoficznym. Równocześnie jednak zaczął studiować teologię (miał wówczas już ok. 40 lat). Jednocześnie jako profesor wykładał traktaty, które przypadły mu – ówczesnym zwyczajem – przez losowanie. Z nielicznych zapisków wiemy, że komentował logikę, potem fizykę i ekonomię Arystotelesa. Na tym wydziale piastował także urząd dziekański w półroczach zimowych: 1432/1433, 1437/1438 oraz w półroczu letnim 1438. Od roku 1434 sprawował także urząd rektora Kolegium Większego.
    W roku 1439 zdobył tytuł bakałarza z teologii. Pod kierunkiem swojego mistrza studiował Pismo święte, potem cztery księgi Piotra Lombarda, wreszcie teologię ścisłą. Co pewien czas trzeba było zdawać egzaminy, brać udział w dysputach, mówić kazania i prowadzić ćwiczenia. Ponieważ Jan był równocześnie profesorem filozofii, dziekanem i rektorem Kolegium Większego, nie dziw, że jego studia teologiczne wydłużyły się aż do 13 lat. Dopiero w roku 1443 uzyskał tytuł magistra teologii, który był wówczas jednoznaczny z doktoratem.
    W roku 1439 został kanonikiem i kantorem kapituły św. Floriana w Krakowie oraz proboszczem w Olkuszu. Nie był jednak w stanie pogodzić obowiązków duszpasterskich i uniwersyteckich. Po kilku miesiącach zrzekł się probostwa w Olkuszu. Hagiografowie zgodnie podkreślają, że beż żalu zrezygnował ze sporych dochodów. Fakt, że został wybrany na kantora, świadczy, że musiał znać się na muzyce. Urząd ten nakładał bowiem obowiązek opieki nad muzyką i śpiewem liturgicznym.
    Po uzyskaniu stopnia magistra (mistrza) teologii w roku 1443 Jan Kanty poświęcił się do końca życia wykładom z tej dziedziny. Pośród tych rozlicznych zajęć Jan znajdował jeszcze czas na przepisywanie manuskryptów. Jego rękopisy liczą łącznie ponad 18 000 stron. Biblioteka Jagiellońska przechowuje je w 15 grubych tomach. Część z nich znajduje się w Bibliotece Watykańskiej. Własnoręcznie przepisał 26 kodeksów. Zapewne sprzedawał je nie tyle na swoje utrzymanie, gdyż miał je wystarczające, ile raczej na dzieła miłosierdzia i na pielgrzymki. Jest rzeczą pewną, że w roku 1450 udał się do Rzymu, aby uczestniczyć w roku świętym i uzyskać odpust jubileuszowy. Prawdopodobnie do Rzymu pielgrzymował więcej razy, aby w ten sposób okazać swoje przywiązanie do Kościoła i uzyskać odpusty. Dyskusyjna jest natomiast pielgrzymka do Ziemi Świętej, o której piszą niektórzy biografowie. Niewykluczone, że Jan Kanty pielgrzymował nie do grobu świętego, ale do jego kopii w miechowskim kościele bożogrobców.
    Był człowiekiem żywej wiary i głębokiej pobożności. Słynął z wielkiego miłosierdzia. Nie mogąc zaradzić nędzy, wyzbył się nawet własnego odzienia i obuwia. Wielokrotne dzielił się posiłkiem z biednymi. Legenda mówi, że zdarzało się, iż wiktuały dane potrzebującemu bliźniemu w cudowny sposób odnawiały się na talerzu Jana. Będąc rektorem Akademii, zapoczątkował tradycję odkładania ze stołu profesorów części pożywienia codziennie dla jednego biednego. Dbał także o ubogich studentów, których wspomagał z własnych, skromnych zasobów. Przez całe życie nie zaniechał działalności duszpasterskiej. Wiemy, że krzewił kult eucharystyczny i zachęcał do częstego przyjmowania Komunii świętej, a wiele czasu poświęcał pracy w konfesjonale.
    Pomimo bardzo pracowitego i pokutnego życia, jakie Jan prowadził, dożył 83 lat. Zmarł w Krakowie 24 grudnia 1473 r. Istniało tak powszechne przekonanie o jego świętości, że od razu pochowano go w kościele św. Anny pod amboną. W 1621 r. synod biskupów w Piotrkowie wniósł prośbę do Stolicy Apostolskiej o rozpoczęcie procesu kanonicznego. Prace przygotowawcze rozpoczęto w roku 1628. W roku 1625 napisano życiorys Jana. Dla kanonizacji przygotowano jeszcze jeden żywot, według schematu przysłanego kwestionariusza. Beatyfikacja nastąpiła 27 września 1680 r. Dokonał jej papież bł. Innocenty XI. Kanonizacji – łącznie ze św. Józefem Kalasantym – dokonał Klemens XIII 16 lipca 1767 r.
    Kult św. Jana Kantego jest do dnia dzisiejszego żywy. Jest on bowiem czczony przede wszystkim jako patron uczącej się i studiującej młodzieży. Poświęcił jej przecież prawie całe swoje życie, aż 55 lat profesury. Jest także patronem Polski, archidiecezji krakowskiej i Krakowa; profesorów, szkół katolickich i “Caritasu”.W ikonografii św. Jan przedstawiany jest w todze profesorskiej. Często w ręku ma krzyż. Bywa ukazywany w otoczeniu studentów lub ubogich. Jego atrybutami są: scalony dzbanek, obuwie, które daje ubogiemu, pieniądze wręczane zbójcom, różaniec.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    19 października

    Błogosławiony Jerzy Popiełuszko,
    prezbiter i męczennik

    Zobacz także:
      •  Święci męczennicy Jan de Brebeuf, Izaak Jogues, prezbiterzy, oraz Towarzysze
      •  Święty Paweł od Krzyża, prezbiter
      •  Święty Piotr z Alkantary, prezbiter
    Błogosławiony Jerzy Popiełuszko

    Jerzy Popiełuszko urodził się 14 września 1947 r. na Podlasiu we wsi Okopy, w parafii Suchowola, z rodziców Władysława i Marianny z domu Gniedziejko. W dwa dni po urodzeniu, 16 września, został ochrzczony w parafialnym kościele pod wezwaniem świętych Apostołów Piotra i Pawła w Suchowoli i otrzymał imię swojego stryja, Alfonsa (zmienił je na Jerzy Aleksander dopiero w okresie nauki w seminarium, w 1971 r.). W tym samym kościele 17 czerwca 1956 r. przyjął bierzmowanie z rąk biskupa Władysława Suszyńskiego. Wybrał sobie wówczas imię patrona archidiecezji wileńskiej – Kazimierza.
    W latach 1954-1965 Alek Popiełuszko uczęszczał do Szkoły Podstawowej oraz Liceum Ogólnokształcącego w Suchowoli. W kościele parafialnym, odległym od domu o kilka kilometrów, od 11. roku życia był ministrantem i służył do Mszy św. codziennie przed lekcjami w szkole. Uzyskawszy świadectwo maturalne, zgłosił się 24 czerwca 1965 r. do Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego św. Jana Chrzciciela w Warszawie, gdzie przez siedem lat przygotowywał się intelektualnie i duchowo do przyjęcia święceń kapłańskich. Podczas tych studiów musiał odbyć dwuletnią służbę wojskową w specjalnej jednostce dla kleryków w Bartoszycach. Z tego okresu znany jest fakt mężnej postawy alumna Popiełuszki, który nie pozwolił odebrać sobie medalika i różańca, za co był szykanowany przez tamtejsze władze wojskowe. Celem tych szykan i obostrzeń w służbie było zniechęcanie żołnierzy-kleryków do kontynuowania drogi powołania kapłańskiego.
    Po powrocie do seminarium musiał poddać się operacji tarczycy, leczył się też z powodu choroby serca. W pewnym momencie był w tak ciężkim stanie, że koledzy kursowi całą noc modlili się w jego intencji (18 kwietnia 1970 r.). Przeżycia w wojsku, choroba i pobyt w szpitalu bardzo zbliżyły go do kolegów oraz w szczególny sposób uwrażliwiły na potrzeby, cierpienia i krzywdy bliźnich. Stał się opiekuńczy i zatroskany, zwłaszcza o chorych.
    W dniu 12 grudnia 1971 r. otrzymał święcenia subdiakonatu, a 12 marca 1972 r. – diakonatu. Święcenia kapłańskie przyjął z rąk kardynała Stefana Wyszyńskiego dnia 28 maja 1972 r. w bazylice archikatedralnej św. Jana Chrzciciela w Warszawie. Jako neoprezbiter został skierowany do pracy duszpasterskiej i katechetycznej najpierw w parafii Świętej Trójcy w Ząbkach koło Warszawy, gdzie pracował trzy lata (1972-1975), a następnie do parafii Matki Bożej Królowej Polski w Warszawie-Aninie. Po kolejnych trzech latach, 20 maja 1978 r., został przeniesiony na wikariat do parafii Dzieciątka Jezus w Warszawie na Żoliborzu, skąd 25 maja 1979 r. władza archidiecezjalna skierowała go do pracy duszpasterskiej przy kościele akademickim św. Anny w Warszawie. Prowadził tam konwersatoria dla studentów medycyny, organizował rekolekcje i obozy o charakterze rekolekcyjnym oraz kierował duszpasterstwem pielęgniarek w kaplicy Res Sacra Miser. Był członkiem Krajowej Konsulty Duszpasterstwa Służby Zdrowia, a na terenie archidiecezji warszawskiej – diecezjalnym duszpasterzem środowisk medycznych. Dnia 6 października 1981 r. podjął się także opieki duszpasterskiej nad chorymi w Domu Zasłużonego Pracownika Służby Zdrowia w Warszawie przy ul. Elekcyjnej 37, urządzając tam własnym sumptem kaplicę i stając się na mocy nominacji kurialnej kapelanem.
    Ostatnim miejscem zamieszkania i pracy ks. Jerzego Popiełuszki od 20 maja 1980 r. była parafia św. Stanisława Kostki w Warszawie na Żoliborzu, gdzie jako rezydent pomagał w pracy parafialnej i zajmował się duszpasterstwem specjalistycznym. Między innymi kierował zebraniami formacyjnymi grupy studentów Akademii Medycznej, był duszpasterzem średniego personelu medycznego (pielęgniarek) oraz co miesiąc urządzał dla lekarzy spotkania modlitewne.
    Na podkreślenie zasługuje udział ks. Jerzego Popiełuszki w przygotowaniu dwóch wizyt papieskich w Ojczyźnie (w 1979 i 1983 r.). W obydwu przypadkach, wbrew sprzeciwom władz komunistycznych i Służby Bezpieczeństwa, był faktycznym przewodniczącym Sekcji Sanitarnej Komitetu Przyjęcia Jana Pawła II w Warszawie i ze swoją kilkusetosobową grupą medyczną roztaczał z ramienia Kościoła opiekę zdrowotną nad uczestnikami pielgrzymek.
    Oddzielną kartę życia ks. Jerzego, która doprowadziła go do palmy męczeństwa, było jego bezkompromisowe zaangażowanie się w duszpasterstwo świata pracy, zarówno w okresie tworzenia się “Solidarności”, jak i później, gdy trwał stan wojenny w Polsce oraz po jego zniesieniu. Pomimo szykan ze strony czynników państwowych i esbeckich oraz pomówień i oszczerstw w środkach masowego przekazu, był rzecznikiem i obrońcą godności człowieka, praw ludzkich do wolności, sprawiedliwości, miłości i prawdy, a także heroldem Pawłowego i papieskiego nauczania, że zło należy zwyciężać dobrem. Prawdy te głosił wraz ze swym proboszczem – ks. prałatem Teofilem Boguckim – przede wszystkim podczas nabożeństw za Ojczyznę, urządzanych w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu od czasu ogłoszenia stanu wojennego we wszystkie ostatnie niedziele miesiąca. Pierwsza taka Msza św. została odprawiona 28 lutego 1982 r.
    Serdeczne więzy ks. Popiełuszki ze światem pracy, zwłaszcza z pracownikami Huty Warszawa, zadzierzgnięte zostały w sposób niemal przypadkowy, ale opatrznościowy i nieodwracalny. Gdy w sierpniu 1980 r. doszło do strajku w Hucie Warszawa, pięciu przedstawicieli tej Huty przybyło do rezydencji arcybiskupów warszawskich, prosząc kardynała Stefana Wyszyńskiego, ażeby przyjechał do nich lub wyznaczył im jakiegoś kapłana do odprawienia Mszy świętej. Twierdzili, że prawie wszyscy strajkujący wewnątrz Huty są katolikami i pragną uczestniczyć w niedzielnej liturgii mszalnej, ale ze względu na sytuację – nie mogą opuścić miejsca pracy. Była to pierwsza niedziela, około godziny ósmej, kiedy strajkowały już Gdańsk, Szczecin i śląskie kopalnie. Prymas Polski, nie mogąc ze względu na inne zaplanowane zajęcia osobiście odprawić tej Mszy świętej, zlecił swojemu kapelanowi – ks. prałatowi Bronisławowi Piaseckiemu: “Poszukaj księdza”. Ks. kapelan udał się niezwłocznie na pobliski Żoliborz, do kościoła św. Stanisława Kostki, i propozycję pójścia do Huty przedstawił pierwszemu napotkanemu kapłanowi – ks. Jerzemu Popiełuszce. Ks. Jerzy chętnie przyjął propozycję i, po porozumieniu się z proboszczem, wyruszył do Huty. Był to początek kolejnej formy jego duszpasterstwa – duszpasterstwa, które zakończyło się jego męczeńską śmiercią.
    Kiedy w 1981 roku strajkowały uczelnie wyższe, ks. Jerzy Popiełuszko roztoczył opiekę duszpasterską nad studentami warszawskiej Akademii Medycznej i jednocześnie nad słuchaczami Wyższej Oficerskiej Szkoły Pożarniczej, gdzie protest miał dramatyczny przebieg. Kiedy 2 grudnia 1981 r. władze dokonały pacyfikacji WOSP w Warszawie przy użyciu helikopterów i sprzętu bojowego (co stanowiło swoiste preludium do wprowadzenia za kilka dni stanu wojennego), ksiądz Jerzy był w gmachu uczelni.
    Władze komunistyczne nasiliły szykanowanie kapłana. Był wielokrotnie przesłuchiwany w prokuraturze, zatrzymywany i aresztowany. Przedstawiono mu nawet akt oskarżenia, w którym zarzucano mu, że działał na szkodę interesów PRL, ponieważ nadużywając funkcji kapłana czynił z kościołów miejsce propagandy antypaństwowej (sąd umorzył postępowanie w sierpniu 1984 r.). Prasa reżimowa nasiliła ataki drukując liczne oszczercze artykuły, mające skompromitować kapelana Solidarności (opisywano rzekome nadużycia finansowe i skandale obyczajowe).
    Ksiądz Jerzy nie zaprzestał swojej działalności. Oprócz Mszy św. za Ojczyznę, zainicjował w 1982 r. pielgrzymkę robotników Huty Warszawa na Jasna Górę, która przerodziła się wkrótce w Ogólnopolską Pielgrzymkę Ludzi Pracy. W końcu władze zdecydowały się na ostrzejsze działania. 13 października 1984 r. milicja usiłowała doprowadzić do wypadku drogowego, w którym ks. Jerzy miał zginąć; akcja ta nie powiodła się. Kolejną próbę podjęto kilka dni później.

    Błogosławiony Jerzy Popiełuszko

    Kiedy późnym wieczorem dnia 19 października 1984 r. ks. Jerzy wracał samochodem z posługi duszpasterskiej w Bydgoszczy, został zatrzymany przez trzech funkcjonariuszy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (Wydział do walki z Kościołem) i uprowadzony. Stało się to na szosie w Górsku niedaleko Torunia. Niemal cudem ocalał kierowca – pan Waldemar Chrostowski, jedyny świadek bandyckiego porwania, który, chociaż skuty kajdankami, wyskoczył z pędzącego samochodu i niezwłocznie powiadomił władze kościelne i społeczeństwo o dokonanym przez przedstawicieli władz komunistycznych bezprawiu. Nastało wtedy dziesięć dni modlitewnego oczekiwania na powrót kapłana w wielu świątyniach kraju, zwłaszcza w kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie. Niestety, w dniu 30 października 1984 r. ze sztucznego zbiornika wodnego przy tamie na Wiśle koło Włocławka milicja wyłowiła ciało ks. Jerzego Popiełuszki. Sekcja zmasakrowanego ciała została przeprowadzona w Białymstoku, ale pogrzeb, zgodnie z wolą katolickiego społeczeństwa, odbył się w Warszawie 3 listopada 1984 r. Ks. Jerzy Popiełuszko został pochowany w grobie przy kościele św. Stanisława Kostki. Obrzędom pogrzebowym przewodniczył i okolicznościowe kazanie wygłosił kardynał Józef Glemp, Prymas Polski. W pogrzebie uczestniczyło wielu biskupów, kilkuset kapłanów oraz prawie milion wiernych, w tym setki pocztów sztandarowych spod znaku “Solidarności” z całego kraju.
    Przekonanie duchowieństwa i wiernych o męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki za wiarę spowodowało, że kardynał Józef Glemp, arcybiskup metropolita gnieźnieński i warszawski oraz Prymas Polski, wystarał się o potrzebne zezwolenie Stolicy Apostolskiej i powołał archidiecezjalny trybunał, który zajął się procesem beatyfikacyjnym ks. Jerzego. Proces ten na szczeblu diecezjalnym trwał od 8 lutego 1997 r. do 8 lutego 2001 r. Następnie akta procesu zostały przewiezione do Stolicy Apostolskiej i poddane dalszym badaniom w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. 6 czerwca 2010 r. w Warszawie odbyła się beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki. Jego liturgiczne wspomnienie wyznaczono na 19 października – w dniu jego narodzin dla nieba.opracowano na podstawie tekstu ks. Grzegorza Kalwarczyka

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    18 października

    Święty Łukasz, Ewangelista

    Święty Łukasz

    Euzebiusz z Cezarei i Tertulian piszą, że rodzinnym miastem św. Łukasza była Antiochia Syryjska. W tym cała tradycja jest zgodna. Był poganinem, a nie Żydem. Zdaje się to potwierdzać pośrednio św. Paweł Apostoł, kiedy w Liście do Kolosan wymienia najpierw swoich przyjaciół i pomocników z narodu żydowskiego, a potem z pogaństwa. Łukasza umieszcza w grupie drugiej (Kol 4, 10-14). Naukę Chrystusa Łukasz przyjął przed przystąpieniem do św. Pawła. Nie należał do 72 uczniów Pana Jezusa, jak o tym pisze św. Epifaniusz, ani też nie należy go utożsamiać z uczniem, który z Jezusem zetknął się w dzień Jego zmartwychwstania w drodze do Emaus, jak to twierdzą św. Grzegorz Wielki i Teofilakt.
    Z zawodu Łukasz był lekarzem, jak o tym pisze wprost św. Paweł Apostoł (Kol 4, 14). Należał do ludzi wykształconych i doskonale obeznanych z ówczesną literaturą. Świadczy o tym jego piękny język grecki, kronikarska dokładność informacji i umiejętność zdobywania źródeł. Jego znajomość judaizmu jest powierzchowna, a łacińskie imię wskazuje na jego pochodzenie. Około 40 r. po narodzeniu Chrystusa i ok. 7 lat po Jego śmierci zapewne w samej Antiochii stał się wyznawcą Chrystusa.
    Około 50 r. po raz pierwszy spotyka na swojej drodze św. Pawła, przyłącza się do niego jako uczeń, towarzysz podróży i lekarz. Nie wiemy, dlaczego dopiero w Troadzie św. Paweł zabrał go ze sobą w długą podróż apostolską (Dz 16, 10-17). W Filippach św. Paweł go zostawia, znowu nie wiemy z jakiej przyczyny. Dopiero w trakcie trzeciej podróży, która rozpoczęła się w 58 r., Łukasz przyłącza się ponownie do Apostoła, aby go już więcej nie opuścić. Towarzyszy mu do Jerozolimy, potem zaś do Rzymu. Swą wierność Łukasz posunął tak dalece, że jako jedyny pozostał przy św. Pawle w więzieniu w Rzymie (2 Tm 4, 11). W czasie aresztowania i dwóch lat więzienia św. Pawła w Cezarei Palestyńskiej Łukasz miał dosyć czasu, aby zapytać naocznych świadków o szczegóły, które przekazał w swojej Ewangelii.
    Nie wiemy, co działo się z Łukaszem po męczeńskiej śmierci św. Pawła (+ 67). Ojcowie Kościoła i liczne legendy wymieniają wiele różnych miejsc (Achaję, Galię, Macedonię itp.), w których miał nauczać. Wydaje się to mało wiarygodne. Bardziej prawdopodobna wydaje się wzmianka, w której autor pewnego prologu do Ewangelii (pochodzącego z II w.) twierdzi stanowczo, że Łukasz zmarł w Beocji przeżywszy 84 lata. Tak dawna wzmianka, sięgająca czasów niemal apostolskich, zasługuje na wiarę. Autor nie wspomina jednak o śmierci męczeńskiej, pisze tylko, że Łukasz zmarł “pełen Ducha Świętego”. Dlatego późniejsze świadectwa o jego męczeńskiej śmierci są raczej legendą.

    Święty Łukasz

    Łukasz zostawił po sobie dwie bezcenne pamiątki, które zaskarbiły mu wdzięczność całego chrześcijaństwa. Są nimi Ewangelia i Dzieje Apostolskie. Chociaż sam prawdopodobnie nie znał Jezusa, to jednak badał świadków i od nich jako z pierwszego źródła czerpał wszystkie wiadomości. Formę i układ swej Ewangelii upodobnił do tekstu poprzedników, czyli do Mateusza i Marka. Ubogacił ją jednak w wiele cennych szczegółów, które tamci pominęli w swoich relacjach. Jako jedyny przekazał scenę zwiastowania i narodzenia Jana Chrzciciela i Jezusa, nawiedzenie św. Elżbiety, pokłon pasterzy, ofiarowanie Jezusa i znalezienie Go w świątyni – jest więc autorem tzw. Ewangelii Dzieciństwa Jezusa. Zawdzięczamy mu niejeden szczegół z życia Matki Bożej. On także przekazał pierwsze wystąpienie Jezusa w Nazarecie i próbę zamachu na Jego życie, wskrzeszenie młodzieńca z Nain, opowiadanie o jawnogrzesznicy w domu Szymona faryzeusza, o posługiwaniu pobożnych niewiast, zapisał okrzyk niewiasty: “Błogosławione łono, które Cię nosiło”, gniew Apostołów na miasto w Samarii, rozesłanie 72 uczniów oraz przypowieści: o miłosiernym Samarytaninie, o nieurodzajnym drzewie, o zaproszonych na gody weselne, o zgubionej owcy i drachmie, o synu marnotrawnym, o przewrotnym włodarzu, o bogaczu i Łazarzu. Przekazał nam scenę uzdrowienia dziesięciu trędowatych i nawrócenie Zacheusza.
    Bardzo cennym dokumentem są także Dzieje Apostolskie. Jest to bowiem jedyny dokument o początkach Kościoła, mówiący o tym, co się działo po wniebowstąpieniu Jezusa. Ponieważ w wielu wypadkach Łukasz sam był uczestnikiem opisywanych wydarzeń, związanych z podróżami apostolskimi św. Pawła, dlatego przekazał ich przebieg z niezwykłą sumiennością.
    Dante określił Łukasza “historykiem łagodności Chrystusowej”. Nie wiemy, gdzie znajduje się grób św. Łukasza. Przyznają się do posiadania jego relikwii Efez, Beocja, Wenecja i Padwa. Przez długie wieki pokazywano i czczono relikwie św. Łukasza w Konstantynopolu. Tam miały być przeniesione za cesarza Justyniana (ok. 527). Potem relikwie przewieziono do Wenecji, a stąd w czasie najazdu Węgrów miały być umieszczone dla bezpieczeństwa w Padwie (899). Do dnia dzisiejszego pokazują je tam w kaplicy bazyliki św. Justyny.
    Św. Łukasz jest patronem Hiszpanii i miasta Achai; introligatorów, lekarzy, malarzy i rzeźbiarzy, notariuszy, rzeźników, złotników. Według legendy malował portrety Jezusa, apostołów, a zwłaszcza Maryi, Matki Bożej. Jeden z nich, jak opisuje Teodor Lektor z VI wieku, cesarzowa Eudoksja, żona Teodozego II Wielkiego, zabrała z Jerozolimy i przesłała św. Pulcherii, siostrze cesarza. Według innej opowieści kopią jednego z obrazów św. Łukasza jest ikona jasnogórska.W ikonografii św. Łukasz prezentowany jest jako młodzieniec o ciemnych, krótkich, kędzierzawych włosach, w tunice. Sztuka zachodnia ukazuje go z tonsurą lub łysiną, czasami bez zarostu. Bywa przedstawiany, gdy maluje obraz. Jego atrybutami są: księga, paleta malarska, przyrządy medyczne, skalpel, wizerunek lub figura Matki Bożej, wół, zwój.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    17 października

    Święty Ignacy Antiocheński, biskup i męczennik

    Święty Ignacy Antiocheński

    Legenda głosi, że Ignacy był tym szczęśliwym dzieckiem, które kiedyś Chrystus postawił przed uczniami swoimi i rzekł: “Zaprawdę powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży, jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje” (Mt 18, 1-5).
    Nie wiemy nic o latach dziecięcych i młodzieńczych Ignacego. Spotykamy go dopiero jako trzeciego z kolei biskupa Antiochii (po św. Piotrze Apostole i św. Ewodiuszu). W czasie prześladowania za cesarza Trajana Ignacy został uwięziony i skazany na śmierć. Wysłano go pod eskortą żołnierzy do Rzymu, aby tam rzucić na pożarcie dzikim zwierzętom w czasie organizowanych właśnie igrzysk.
    W czasie tej podróży Ignacy zatrzymał się w Smyrnie, gdzie czekał na okręt. Korzystając z chwilowej przerwy, napisał 4 listy do gmin chrześcijańskich: w Efezie, Magnezji, w Trallach i w Rzymie. Wyszedł mu naprzeciw św. Polikarp z liczną delegacją, by uczcić w ten sposób bohatera. Polikarp dostarczył Ignacemu materiału do pisania i zobowiązał się odesłać jego listy do adresatów. Ignacy ukazał w tych listach Chrystusa jako prawdziwego Boga i człowieka, łączącego w sobie naturę Boską i ludzką; określił Kościół jako katolicki na oznaczenie całego ludu Bożego złączonego z Chrystusem w jeden organizm. Hierarchię Kościoła stanowią biskupi, prezbiterzy i diakoni. Biskupi reprezentują autorytet Boga Ojca, prezbiterzy stanowią grono apostolskie, a diakoni pełnią zadanie Chrystusa sługi. Według św. Ignacego, ten, kto ma wiarę, nadzieję i miłość, jest zjednoczony z Chrystusem Panem. Wiele szacunku okazał też biskup Antiochii Kościołowi, który jest w stolicy cesarstwa rzymskiego.
    W swoich listach Ignacy wyraził żarliwość wiary oraz głęboki pokój serca wobec czekającego go męczeństwa. Listy te są ważnym dokumentem wiary pierwotnego Kościoła. W Godzinie Czytań we wspomnienie św. Ignacego czytamy jego znamienne słowa napisane do Rzymian, których prosił, aby nie starali się o uwolnienie go od męczeńskiej śmierci, której bardzo pragnął: “Pozwólcie mi się stać pożywieniem dla dzikich zwierząt, dzięki którym dojdę do Boga. Jestem Bożą pszenicą. Zostanę starty zębami dzikich zwierząt, aby się stać czystym chlebem Chrystusa. Proście za mną Chrystusa, abym za sprawą owych zwierząt stał się żertwą ofiarną dla Boga”.
    W Troadzie Ignacy musiał ponownie przesiąść się na inny okręt. Skorzystał z okazji, by napisać listy do Filadelfii, Smyrny i do św. Polikarpa. Z Troady dotarł do Neapolu, miasta w Macedonii (dzisiaj nosi ono nazwę Cavalla), a następnie musiał podążać pieszo pod eskortą do Filippi, Salonik i Dyrrachium. Tam dopiero wszyscy wsiedli na statek i dopłynęli do portu włoskiego, Brindisi. Stąd znowu pieszo szli drogą lądową aż do Rzymu. Dla osiemdziesięcioletniego starca cała ta podróż była prawdziwą katorgą.
    Św. Ignacy, “Teoforos” (tzn. “niosący Boga”) – jak przedstawia się w pismach – zginął śmiercią męczeńską na arenie w Rzymie, prawdopodobnie w Koloseum. Dzieje jego bohaterskiej śmierci opisali między innymi: św. Ireneusz, Orygenes, Euzebiusz z Cezarei, św. Polikarp, św. Jan Chryzostom i św. Hieronim. Przyjmuje się, że jego śmierć miała miejsce ok. roku 107. Chrześcijanie zebrali ze czcią pozostałe na arenie kości Męczennika, a potem przewieźli je do Antiochii. Wiemy o tym z mowy św. Jana Chryzostoma, poświęconej Ignacemu. Cesarz Teodozjusz II (+ 450) nakazał umieścić relikwie św. Ignacego w świątyni Fortuny, zamienionej na chrześcijańską. Trzecie przeniesienie relikwii odbyło się w roku 540, kiedy Chozroes, król perski, najechał na Palestynę i Syrię. Wreszcie relikwie powróciły do Rzymu, kiedy w VII w. Saraceni zajęli Syrię. Imię św. Ignacego wymieniane jest w Kanonie Rzymskim.W ikonografii św. Ignacy ukazywany jest w szatach biskupich rytu wschodniego lub jako młody biskup z raną na piersi. Jego atrybutami są lew u stóp, symbol IHS na piersi Świętego.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    16 października

    Święta Jadwiga Śląska

    Zobacz także:
      •  Święty Gerard Majella, zakonnik
      •  Święty Gaweł (Gall), opat
    Święta Jadwiga Śląska

    Jadwiga urodziła się między 1174 a 1180 rokiem na zamku nad jeziorem Amer w Bawarii jako córka hrabiego Bertolda VI i Agnieszki Wettyńskiej, hrabiów Andechs, którzy tytułowali się również książętami Meranu (w północnej Dalmacji) i margrabiami Istrii. Miała czterech braci i trzy siostry. Jedną wydano za Filipa, króla Francji, drugą za Andrzeja, króla Węgier (była matką św. Elżbiety), trzecia wstąpiła do klasztoru. Jadwiga otrzymała staranne wychowanie najpierw na rodzinnym zamku, potem zaś w klasztorze benedyktynek w Kitzingen nad Menem (diecezja Würzburg), znanym wówczas ośrodku kulturalnym. Do programu ówczesnych szkół klasztornych należała nauka łaciny, Pisma Świętego, dzieł Ojców Kościoła i żywotów świętych, a także haftu i malowania, muzyki i pielęgnowania chorych.
    W roku 1190 Jadwiga została wysłana do Wrocławia na dwór księcia Bolesława Wysokiego, gdyż została upatrzona na żonę dla jego syna, Henryka. Miała wtedy prawdopodobnie zaledwie 12 lat. Data ślubu nie jest bliżej znana. Możliwym do przyjęcia jest czas pomiędzy rokiem 1186 a 1190. Jako miejsce ślubu przyjmuje się zamek Andechs, chociaż nie jest też wykluczone, że było to we Wrocławiu lub Legnicy. Henryk Brodaty 8 listopada 1202 r. został panem całego księstwa. Rychło też udało mu się do dzielnicy śląskiej dołączyć dzielnicę senioratu, czyli krakowską, a także znaczną część Wielkopolski. Dlatego figuruje on w spisie władców Polski.
    Henryk i Jadwiga stanowili wzorowe małżeństwo. Mieli siedmioro dzieci: Bolesława (ur. ok. 1194), Konrada (1195), Henryka (1197), Agnieszkę (ok. 1196), Gertrudę (ok. 1200), Zofię (przed 1208) i najmłodsze, nieznane z imienia dziecko, ochrzczone w okresie Bożego Narodzenia na zamku w Głogowie w 1208 roku, które prawdopodobnie wkrótce zmarło (według niektórych źródeł był to syn Władysław). Krótko żyło kilkoro dzieci Jadwigi: Bolesław zmarł pomiędzy 1206 a 1208 r., zaś Konrad w 1213 roku. Podobnie dwie córki: Agnieszka i Zofia zostały pochowane przed 1214 rokiem. Tak więc w okres pełnej dojrzałości weszli tylko Henryk i Gertruda.
    Ostatnich 28 lat pożycia małżeńskiego małżonkowie przeżyli wstrzemięźliwie, związani ślubem czystości zawartym uroczyście w 1209 roku przed biskupem wrocławskim Wawrzyńcem. Jadwiga miała w chwili składania tego ślubu około 33 lat, a Henryk Brodaty ok. 43 (na pamiątkę tego wydarzenia Henryk zaczął nosić tonsurę mniszą i zapuścił brodę, której nie zgolił aż do śmierci).
    Na dworze wrocławskim powszechne były zwyczaje i język polski. Jadwiga umiała się do nich dostosować, nauczyła się języka i posługiwała się nim. Jej dwór słynął z karności i dobrych obyczajów, gdyż księżna dbała o dobór osób. Macierzyńską troską otaczała służbę dworu. Wyposażyła wiele kościołów w szaty liturgiczne haftowane ręką jej i jej dwórek. Do dworu księżnej należała również niewielka grupa mężczyzn duchownych i świeckich. Księżna bardzo troszczyła się o to, aby urzędnicy w jej dobrach nie uciskali poddanych kmieci. Obniżyła im czynsze, przewodniczyła sądom, darowała grzywny karne, a w razie klęsk nakazywała mimo protestów zarządców rozdawać ziarno, mięso, sól itp. Zorganizowała także szpitalik dworski, gdzie codziennie znajdowało utrzymanie 13 chorych i kalek (liczba ta miała symbolizować Pana Jezusa w otoczeniu 12 Apostołów). W czasie objazdów księstwa osobiście odwiedzała chorych i wspierała hojnie ubogich.
    Jadwiga popierała także szkołę katedralną we Wrocławiu i wspierała ubogich zdolnych chłopców, którzy chcieli się uczyć. Starała się także łagodzić dolę więźniów, posyłając im żywność, świece i odzież. Bywało, że zamieniała karę śmierci czy długiego więzienia na prace przy budowie kościołów lub klasztorów. Jej mąż chętnie na to przystawał. Była jednak tak delikatna wobec Henryka, że zawsze to jemu zostawiała ostateczną decyzję. Dlatego to jego podpis figuruje przy licznych dekretach fundacji.

    Święta Jadwiga Śląska

    W swoim życiu Jadwiga dość mocno doświadczyła tajemnicy Krzyża. Przeżyła śmierć męża i prawie wszystkich dzieci. Jej ukochany syn, Henryk Pobożny, zginął jako wódz wojska chrześcijańskiego w walce z Tatarami pod Legnicą w 1241 r. Narzeczony jej córki Gertrudy, Otto von Wittelsbach, stał się mordercą króla niemieckiego Filipa, w następstwie czego zamek rodzinny Andechs zrównano z ziemią, a Ottona utopiono w Dunaju. Po tych strasznych wydarzeniach Gertruda nie chciała wychodzić za mąż za kogo innego. Po osiągnięciu odpowiedniego wieku wstąpiła w 1212 roku do klasztoru trzebnickiego, ufundowanego dziesięć lat wcześniej przez jej rodziców.
    Siostra Jadwigi, również Gertruda, królowa węgierska, została skrytobójczo zamordowana; druga siostra, królowa francuska, Agnieszka, ściągnęła na rodzinę hańbę małżeństwem, którego nie uznał papież (ponieważ poprzedni związek Filipa II Augusta nie został unieważniony), była zatem matką nieślubnych dzieci. Mąż Jadwigi, książę Henryk, w 1229 r. dostał się do niewoli Konrada Mazowieckiego; Jadwiga pieszo i boso poszła z Wrocławia do Czerska i rzuciła się do nóg Konradowi – dopiero wówczas wyżebrała uwolnienie męża, pod warunkiem jednak, że ten zrezygnuje z pretensji do Krakowa. W końcu jeszcze spadł na Henryka grom klątwy za przywłaszczenie sobie dóbr kościelnych i książę umarł obłożony klątwą. Jadwiga jednak bez szemrania znosiła te wszystkie dopusty Boże.
    Po śmierci męża, Henryka (19 marca 1238 r.), Jadwiga zdała rządy żonie Henryka Pobożnego, Annie, i zamknęła się w klasztorze sióstr cysterek w Trzebnicy, który sama wcześniej ufundowała. Kiedy dowiedziała się o niezwykle surowym życiu swojej siostrzenicy, św. Elżbiety z Turyngii (+ 1231), postanowiła ją naśladować. Do cierpień osobistych zaczęła dodawać pokuty, posty, biczowania, włosiennicę i czuwania nocne. Przez 40 lat życia spożywała pokarm tylko dwa razy dziennie, bez mięsa i nabiału. W 1238 r. na ręce swojej córki Gertrudy, ksieni w Trzebnicy, złożyła śluby zakonne i stała się jej posłuszna. Zasłynęła z pobożności i czynów miłosierdzia.
    Wyczerpana surowym życiem mniszki, zmarła 14 października 1243 r., mając ponad 60 lat. Zaraz po jej śmierci do jej grobu w Trzebnicy zaczęły napływać liczne pielgrzymki: ze Śląska, Wielkopolski, Łużyc i Miśni. Gertruda z całą gorliwością popierała kult swojej matki. Ostatni etap procesu kanonicznego św. Stanisława biskupa dostarczył cysterkom w Trzebnicy zachęty do starania się o wyniesienie także na ołtarze Jadwigi. Zaczęto spisywać łaski, a grób otoczono wielką troską. Już w 1251 r. zaczęto obchodzić w klasztorze co roku pamiątkę śmierci Jadwigi. Kiedy w roku 1260 odwiedził Trzebnicę legat papieski Anzelm, siostry wniosły prośbę o kanonizację. Tę inicjatywę poparł polski Episkopat i Piastowicze. Z polecenia papieża w latach 1262-1264 przeprowadzono badania kanoniczne w Trzebnicy i we Wrocławiu. Ich akta przesłano do Rzymu. O kanonizację Jadwigi zabiegał także papież Urban IV, który jako legat papieski w latach 1248-1249 aż trzy razy odwiedził Wrocław i znał dobrze Jadwigę. Jednak jego śmierć przeszkodziła kanonizacji. Dokonał jej dopiero jego następca, Klemens IV, w kościele dominikanów w Viterbo 26 marca 1267 r. Na prośbę Jana III Sobieskiego papież bł. Innocenty XI rozciągnął kult św. Jadwigi na cały Kościół (1680).
    Ku czci św. Jadwigi powstała na Śląsku (w 1848 r. we Wrocławiu) rodzina zakonna – siostry jadwiżanki. Św. Jadwiga Śląska czczona jest jako patronka Polski, Śląska, archidiecezji wrocławskiej i diecezji w Görlitz; miast: Andechs, Berlina, Krakowa, Trzebnicy i Wrocławia; Europy; uchodźców oraz pojednania i pokoju.W ikonografii św. Jadwiga przedstawiana jest jako młoda mężatka w długiej sukni lub w książęcym płaszczu z diademem na głowie, czasami w habicie cysterskim. Jej atrybutami są: but w ręce, krzyż, księga, figurka Matki Bożej, makieta kościoła w dłoniach, różaniec.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***


    16 października

    Błogosławiony Józef Jankowski SAC,
    prezbiter i męczennik

    Błogosławiony Józef Jankowski

    Józef urodził się 17 listopada 1910 r. w pomorskiej wsi Czyczkowy koło Brus. Był drugim synem z ośmiorga dzieci rolników Roberta i Michaliny. Już jako dziecko lubił się modlić, jego wiara szybko się pogłębiała. Odznaczał się też wrażliwością na potrzeby innych ludzi. Bardzo wcześnie rozpoznał w sobie powołanie kapłańskie.
    W latach 1924-1925 rozpoczął naukę w założonym zaledwie trzy lata wcześniej gimnazjum pallotyńskim w Sucharach koło Bydgoszczy. Później kontynuował ją w założonym w 1909 r. pallotyńskim “Collegium Marianum” w Wadowicach, na Kopcu. Działał w kółku misyjnym i gimnazjalnej orkiestrze, a w lecie wakacje spędzał w domu, gdzie chętnie wracał, by pomagać rodzicom w pracach polowych.
    W 1929 r. rozpoczął nowicjat w Ołtarzewie u pallotynów. Aby ukończyć gimnazjum, wrócił do Wadowic i tam w 1931 r. złożył pierwszą profesję. Następnie w Wyższym Seminarium Duchownym w Ołtarzewie ukończył studia filozoficzno-teologiczne. W 1934 r. otrzymał tonsurę i święcenia niższe z rąk ks. kard. Augusta Hlonda, ówczesnego Prymasa Polski. Rok później został subdiakonem i diakonem. Na kapłana wyświęcił go w Sucharach biskup gnieźnieński Antoni Laubitza w dniu 2 sierpnia 1936 r.
    W swojej pracy ks. Józef zawsze kierował się postanowieniem: “Chcę dążyć do wielkiej świętości i kochać Boga nade wszystko, ale równocześnie chcę być zapomnianym”. Dlatego powierzone funkcje pełnił ofiarnie, zapominając o sobie. Był prefektem szkół w Ołtarzewie i okolicy oraz opiekunem Krucjaty Eucharystycznej i postulantów.
    Na jego życie wewnętrzne głęboki wpływ wywarła lektura Dziejów duszy św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Z dużą gorliwością zachęcał dzieci i młodzież do wchodzenia na drogę dziecięctwa duchowego, proponowanego przez Teresę. Stał się też cenionym spowiednikiem. Pamiętając o swojej licznej i niezamożnej rodzinie, starał się być dla niej przewodnikiem duchowym.
    Od 1939 r., po wybuchu II wojny światowej, był sekretarzem Komitetu Pomocy Dzieciom – organizacji, która była bardzo potrzebna, bo ojcowie rodzin byli często na froncie. Pracował także jako duszpasterz żołnierzy i ludności cywilnej. Podczas kampanii wrześniowej, walki w ramach tzw. bitwy nad Bzurą toczyły się w okolicach Ołtarzewa. Ks. Józef poszedł spowiadać rannych, a umierających przygotować na śmierć.
    Gdy rozpoczęła się okupacja niemiecka, klerycy zostali ewakuowani na wschód. Józef pozostał z kilkoma braćmi w Ołtarzewie, pomagając okolicznej ludności i ukrywającym się żołnierzom kampanii wrześniowej. Został ekonomem domu seminaryjnego, w którym przebywało wtedy około stu osób. Gdy na jakiś czas Niemcy zamienili ten dom w szpital wojenny, Józef odpowiadał za jego zaopatrzenie.
    Z chęcią podejmował się coraz to większej ilości obowiązków, bo jak napisał, “nie godność, nie władza daje szczęście, ale zbliżenie się do Boga – miłość”.
    W 1941 r. został mistrzem nowicjatu. Zanotował wtedy: “Za najszczęśliwsze uważam w swym życiu chwile, które przepędziłem na serdecznej modlitwie, w bezpośrednim obcowaniu z Bogiem”.

    Błogosławiony Józef Jankowski

    16 maja 1941 r. został aresztowany przez gestapo, przewieziony na warszawski Pawiak, a po dwóch tygodniach okrutnych tortur zabrany, tym samym transportem co o. Maksymilian Kolbe, do obozu zagłady w Oświęcimiu. Dostał numer 16895. Przez pięć miesięcy pracował ponad siły o głodzie i w ciągłych upokorzeniach.
    Naoczni świadkowie zapamiętali, z jaką godnością i spokojem znosił prześladowania, poniżenia i udręki, zadawane mu z nienawiści do wiary i kapłaństwa. Do końca był wierny zapisanym kiedyś przez siebie słowom: “Pragnę kochać Boga nad życie. Oddam je chętnie w każdym czasie, ale bez gorącej i wielkiej miłości Boga nie chciałbym iść na drugi świat”.
    Nawet oprawcy dziwili się jego pokornej postawie. Aby go złamać, 16 października 1941 r. oddano go w ręce “krwiożercy” – kryminalisty Heinricha Krotta, słynącego ze swego okrucieństwa kapo podobozu Babice. Był to ten sam sadysta, który nękał o. Maksymiliana. To on poddał Józefa tak okrutnym torturom, że tego samego dnia umęczony pallotyn odszedł do Pana. Jego ciało spalono w obozowym krematorium. Miał zaledwie 31 lat, z czego 5 lat przeżył w kapłaństwie.
    Kierując się przykładem św. Wincentego Pallottiego, przez całe życie ks. Józef konsekwentnie dążył do świętości i stawiał sobie najwyższe wymagania. Swoją miłość do Boga potwierdził niezłomną postawą i ofiarą z własnego życia. Był przykładem – w słowie i czynie – szczególnej miłości do Jezusa Eucharystycznego i szczerego zawierzenia Matce Bożej, Królowej Apostołów.W 1999 r. został beatyfikowany przez św. Jana Pawła II w grupie 108 polskich męczenników II wojny światowej. Papież powiedział wtedy:W akcie beatyfikacji niejako odżywa w nas wiara, że bez względu na okoliczności, we wszystkim możemy odnieść pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. Błogosławieni męczennicy wołają do naszych serc: Uwierzcie, że Bóg jest miłością! Uwierzcie na dobre i na złe! Obudźcie w sobie nadzieję! Niech ta nadzieja wyda w was owoc wierności Bogu we wszelkiej próbie!
    Raduj się, Polsko, z nowych błogosławionych […] Spodobało się Bogu wykazać przemożne bogactwo Jego łaski na przykładzie dobroci twoich synów i córek w Chrystusie Jezusie. Oto bogactwo Jego łaski, oto fundament naszej niewzruszonej ufności w zbawczą obecność Boga na drogach człowieka w trzecim tysiącleciu! Jemu niech będzie chwała na wieki wieków.
    Za zgodą Stolicy Apostolskiej bł. Józef Jankowski został ogłoszony patronem miasta i gminy Brusy.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***


    15 października

    Święta Teresa od Jezusa,
    dziewica i doktor Kościoła

    Święta Teresa od Jezusa

    Teresa de Cepeda y Ahumada urodziła się 28 marca 1515 r. w Hiszpanii. Pochodziła ze szlacheckiej i zamożnej rodziny zamieszkałej w Avila. Miała dwie siostry i dziewięciu braci. Czytanie żywotów świętych tak rozbudziło jej wyobraźnię, że postanowiła uciec do Afryki, aby tam z rąk Maurów ponieść śmierć męczeńską. Miała wtedy zaledwie 7 lat. Zdołała namówić do tej wyprawy także młodszego od siebie brata, Rodriga. Na szczęście wuj odkrył ich plany i w porę zawrócił oboje do domu. Kiedy przygoda się nie powiodła, Teresa obrała sobie na pustelnię kącik w ogrodzie, by naśladować dawnych pokutników i pustelników. Mając 12 lat przeżyła śmierć matki. Pisała o tym w swej biografii: “Gdy mi umarła matka… rozumiejąc wielkość straty, udałam się w swoim utrapieniu przed obraz Matki Bożej i rzewnie płacząc, błagałam Ją, aby mi była matką. Prośba ta, choć z dziecinną prostotą uczyniona, nie była – zdaje mi się – daremną, bo ile razy w potrzebie polecałam się tej wszechwładnej Pani, zawsze w sposób widoczny doznawałam jej pomocy”.
    Jako panienka, Teresa została oddana do internatu augustianek w Avila (1530). Jednak ciężka choroba zmusiła ją do powrotu do domu. Kiedy poczuła się lepiej, w 20. roku życia wstąpiła do klasztoru karmelitanek w tym samym mieście. Ku swojemu niezadowoleniu zastała tam wielkie rozluźnienie. Siostry prowadziły życie na wzór wielkich pań. Przyjmowały liczne wizyty, a ich rozmowy były dalekie od ducha Ewangelii. Już wtedy powstała w Teresie myśl o reformie. Złożyła śluby zakonne w roku 1537, ale nawrót poważnej choroby zmusił ją do chwilowego opuszczenia klasztoru. Powróciła po roku. Wkrótce niemoc dosięgła ją po raz trzeci, tak że Teresa była już bliska śmierci. Jak wyznaje w swoich pismach, została wtedy cudownie uzdrowiona. Pisze, że zawdzięcza to św. Józefowi. Odtąd będzie wyróżniać się nabożeństwem do tego właśnie świętego. Choroba pogłębiła w Teresie życie wewnętrzne. Poznała znikomość świata i nauczyła się rozumieć cierpienia innych. Podczas długich godzin samotności i cierpienia zaczęło się jej życie mistyczne i zjednoczenie z Bogiem. Utalentowana i wrażliwa, odkryła, że modlitwa jest tajemniczą bramą, przez którą wchodzi się do “twierdzy wewnętrznej”. Mistyczka i wizjonerka, a jednocześnie osoba o umysłowości wielce rzeczowej i praktycznej.
    Pewnego dnia, w 1557 r., wpatrzona w obraz Chrystusa ubiczowanego, Teresa doznała przemiany wewnętrznej. Uznała, że dotychczasowe ponad 20 lat spędzone w Karmelu nie było życiem w pełni zakonnym. Zrozumiała także, że wolą Bożą jest nie tylko jej własne uświęcenie, ale także uświęcenie jej współsióstr; że klasztor powinien być miejscem modlitwy i pokuty, a nie azylem dla wygodnych pań. W owym czasie Teresa przeżywała szczyt przeżyć mistycznych, które przekazała w swoich pismach. W roku 1560 przeżyła wizję piekła. Wstrząsnęła ona nią do głębi, napełniła bojaźnią Bożą oraz zatroskaniem o zbawienie grzeszników i duchem apostolskim ratowania dusz nieśmiertelnych. Miała szczęście do wyjątkowych kierowników duchowych: św. Franciszka Borgiasza (1557) i św. Piotra z Alkantary (1560-1562), który właśnie dokonywał reformy w zakonie franciszkańskim.
    Teresa zabrała się najpierw do reformy domu karmelitanek w Avila. Kiedy jednak zobaczyła, że to jest niemożliwe, za radą prowincjała karmelitów i swojego spowiednika postanowiła założyć nowy dom, gdzie można by było przywrócić pierwotną obserwancję zakonną. Na wiadomość o tym zawrzało w jej klasztorze. Wymuszono na prowincjale, by odwołał zezwolenie. Teresę przeniesiono karnie do Toledo. Reformatorka nie zamierzała jednak ustąpić. Dzięki pomocy św. Piotra z Alkantary otrzymała od papieża Piusa IV breve, zezwalające na założenie domu pierwotnej obserwy. W roku 1562 zakupiła skromną posiadłość w Avila, dokąd przeniosła się z czterema ochotniczkami. W roku 1567 odwiedził Avila przełożony generalny karmelitów, Jan Chrzciciel de Rossi. Ze wzruszeniem wysłuchał wyznań Teresy i dał jej ustne zatwierdzenie oraz zachętę, by zabrała się także do reformy zakonu męskiego. Ponieważ przybywało coraz więcej kandydatek, Teresa założyła nowy klasztor w Medina del Campo (1567).
    Tam spotkała neoprezbitera-karmelitę, 25-letniego o. Jana od św. Macieja (to przyszły św. Jan od Krzyża, reformator męskiej gałęzi Karmelu). On również bolał nad upadkiem obserwancji w swoim zakonie. Postanowili pomagać sobie w przeprowadzeniu reformy. Bóg błogosławił reformie, gdyż mimo bardzo surowej reguły zgłaszało się coraz więcej kandydatek. W roku 1568 powstały klasztory karmelitanek reformowanych w Malagon i w Valladolid, w roku 1569 w Toledo i w Pastrans, w roku 1570 w Salamance, a w roku 1571 w Alba de Tormes. Z polecenia wizytatora apostolskiego Teresa została mianowana przełożoną sióstr karmelitanek w Avila, w klasztorze, w którym odbyła nowicjat i złożyła śluby. Zakonnic było tam ok. 130. Przyjęły ją niechętnie i z lękiem. Swoją dobrocią i delikatnością Teresa doprowadziła jednak do tego, że i ten klasztor przyjął reformę. Pomógł jej w tym św. Jan od Krzyża, który został mianowany spowiednikiem w tym klasztorze.

    Święta Teresa od Jezusa
    Nie wszystkie klasztory chciały przyjąć reformę. Siostry zmobilizowały do “obrony” wiele wpływowych osób. Doszło do tego, że Teresie zakazano tworzenia nowych klasztorów (1575). Nałożono na nią nawet “areszt domowy” i zakaz opuszczania klasztoru w Avila. Nasłano na nią inkwizycję, która przebadała pilnie jej pisma, czy nie ma tam jakiejś herezji. Nie znaleziono wprawdzie niczego podejrzanego, ale utrzymano zakaz opuszczania klasztoru. W tym samym czasie prześladowanie i niezrozumienie dotknęło również św. Jana od Krzyża, którego więziono i torturowano.
    Klasztor w Avila otrzymał polecenie wybrania nowej ksieni. Kiedy siostry stawiły opór, 50 z nich zostało obłożonych klątwą kościelną. Teresa jednak nie załamała się. Nieustannie pisała listy do władz duchownych i świeckich wszystkich instancji, przekonując, prostując oskarżenia i błagając. Dzieło reformy zostało ostatecznie uratowane. Dzięki możnym obrońcom zdołano przekonać króla i jego radę. Król wezwał nuncjusza papieskiego i polecił mu, aby anulował wszystkie drastyczne zarządzenia wydane względem reformatorów (1579). Teresa i Jan od Krzyża odzyskali wolność. Mogli bez żadnych obaw powadzić dalej wielkie dzieło. Karmelici i karmelitanki zreformowani otrzymali osobnego przełożonego prowincji. Liczba wszystkich, osobiście założonych przez Teresę domów, doszła do 15. Św. Jan od Krzyża zreformował 22 klasztory męskie. Grzegorz XIII w roku 1580 zatwierdził nowe prowincje: karmelitów i karmelitanek bosych.
    Pan Bóg doświadczył Teresę wieloma innymi cierpieniami. Trapiły ją nieustannie dolegliwości ciała, jak choroby, osłabienie i gorączka. Równie ciężkie były cierpienia duchowe, jak oschłości, skrupuły, osamotnienie. Wszystko to znosiła z heroicznym poddaniem się woli Bożej.
    Zmarła 4 października 1582 r. w wieku 67 lat w klasztorze karmelitańskim w Alba de Tormes koło Salamanki. Tam, w kościele Zwiastowania NMP, znajduje się jej grób. Została beatyfikowana w roku 1614 przez Pawła V, a kanonizował ją w roku 1622 Grzegorz XV.Św. Teresa Wielka zapisała wspaniałą kartę nie tylko jako reformatorka Karmelu, ale też jako autorka wielu dzieł. Kiedy 27 września 1970 r. Paweł VI ogłosił ją doktorem Kościoła, nadał jej tytuł “doktora mistycznego”. Zasłużyła sobie na ten tytuł w całej pełni. Zostawiła bowiem dzieła, które można nazwać w dziedzinie mistyki klasycznymi. W odróżnieniu od pism św. Jana od Krzyża, jej styl jest prosty i przystępny. Jej dzieła doczekały się przekładów na niemal wszystkie języki świata. Do najważniejszych jej dzieł należą: Życie (1565), Sprawozdania duchowe (1560-1581), Droga doskonałości (1565-1568), Twierdza wewnętrzna (1577), Podniety miłości Bożej (1571-1575), Wołania duszy do Boga (1569), Księga fundacji (1573-1582) i inne pomniejsze. Św. Teresa Wielka zostawiła po sobie także poezje i listy. Tych ostatnich było wiele. Do naszych czasów zachowało się 440 jej listów.
    Św. Teresa z Avila jest patronką Hiszpanii, miast Avila i Alba de Tormes; karmelitów bosych, karmelitów trzewiczkowych, chorych – zwłaszcza uskarżających się na bóle głowy i serce, dusz w czyśćcu cierpiących.W ikonografii św. Teresa przedstawiana jest w habicie karmelitanki. Jej atrybutami są: anioł przeszywający jej serce strzałą miłości, gołąb, krzyż, pióro i księga, napis: Misericordias Domini in aeternum cantabo, strzała.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    14 października

    Święta Małgorzata Maria Alacoque, dziewica

    Zobacz także:
      •  Święty Kalikst I, papież i męczennik
      •  Błogosławiony Radzim Gaudenty, biskup
      •  Święty Jan Ogilvie, prezbiter i męczennik
    Święta Małgorzata Maria Alacoque

    Małgorzata urodziła się 22 lipca 1647 r. w Burgundii (Francja). Kiedy Małgorzata miała zaledwie 4 lata, złożyła ślub dozgonnej czystości. Jej ojciec był notariuszem i sędzią. Zmarł, gdy Małgorzata miała 8 lat. Oddano ją wtedy do kolegium klarysek w Charolles. Ciężka choroba zmusiła ją jednak do powrotu do domu. Oddana z kolei na wychowanie do apodyktycznego wuja i gderliwych ciotek, wiele od nich wycierpiała. Choroba trwała cztery długie lata. Dziecko dojrzało w niej duchowo. Nie pociągał jej świat, czuła za to wielki głód Boga. Pragnęła też gorąco poświęcić się służbie Bożej. Musiała jednak pomagać w domu swoich opiekunów. Marzenie jej spełniło się dopiero kiedy miała 24 lata. Wstąpiła wtedy do Sióstr Nawiedzenia (wizytek) w Paray-le-Monial. Zakon ten założyli św. Franciszek Salezy (+ 1622) i św. Joanna Chantal (+ 1641), a przez 40 lat kierownictwo duchowe nad nim miał św. Wincenty a Paulo (+ 1660). Małgorzata otrzymała habit zakonny 25 sierpnia 1671 r. Musiała wyróżniać się wśród sióstr, skoro dwa razy piastowała urząd asystentki przełożonej, a w latach 1685-1687 była mistrzynią nowicjuszek.
    Małgorzata była mistyczką – od 21 grudnia 1674 r. przez ponad półtora roku Pan Jezus w wielu objawieniach przedstawiał jej swe Serce, kochające ludzi i spragnione ich miłości. Chrystus żądał od Małgorzaty, by często przystępowała do Komunii świętej, jak tylko pozwoli jej na to posłuszeństwo, a przede wszystkim tego, by przyjmowała Go w Komunii świętej w pierwsze piątki miesiąca. Polecał także, aby w każdą noc z czwartku na pierwszy piątek uczestniczyła w Jego śmiertelnym konaniu w Ogrójcu między godziną 23 a 24: “Upadniesz na twarz i spędzisz ze Mną jedną godzinę. Będziesz wzywała miłosierdzia Bożego dla uproszenia przebaczenia grzesznikom i będziesz się starała osłodzić mi choć trochę gorycz, jakiej doznałem”.
    W związku z otrzymanym orędziem i poleceniem, aby ustanowiono święto czczące Jego Najświętsze Serce oraz przystępowano przez 9 miesięcy do pierwszopiątkowej Komunii św. wynagradzającej, Małgorzata doznała wielu przykrości i sprzeciwów. Nawet jej przełożona nie wierzyła w prawdziwość objawień. Dopiero w 1683 r., gdy wybrano nową przełożoną, Małgorzata mogła rozpocząć rozpowszechnianie Bożego przesłania. Od 1686 r. obchodziła święto Najświętszego Serca Jezusa i rozszerzyła je na inne klasztory sióstr wizytek. Z jej inicjatywy wybudowano w Paray-le-Monial kaplicę poświęconą Sercu Jezusa.
    Małgorzata zmarła 17 października 1690 r. po 43 latach życia, w tym 18 latach profesji. Beatyfikował ją Pius IX (1864), kanonizował Benedykt XV (1920). Wraz ze św. Janem Eudesem jest nazywana “świętą od Serca Jezusowego”. Kult Najświętszego Serca Pana Jezusa został uznany oficjalnie w 1765 r. przez Klemensa XIII.W ikonografii św. Małgorzata Maria przedstawiana jest w czarnym habicie wizytek, w rękach trzyma przebite serce.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    13 października

    Błogosławiony Honorat Koźmiński, prezbiter

    Zobacz także:
      •  Święty Teofil z Antiochii, biskup
    Błogosławiony Honorat Koźmiński

    Wacław Koźmiński urodził się 16 października 1829 r. w Białej Podlaskiej, w rodzinie inteligenckiej, jako drugi syn Stefana i Aleksandry z Kahlów. Miał także dwie młodsze siostry. Był bardzo zdolny, po ukończeniu gimnazjum w Płocku studiował na wydziale budownictwa warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych. Będąc w gimnazjum zaniechał praktyk religijnych, a w czasie studiów zupełnie stracił wiarę.
    23 kwietnia 1846 r. został aresztowany przez policję carską pod zarzutem udziału w spisku i osadzony w X pawilonie Cytadeli Warszawskiej. Wówczas ciężko zachorował; powracając do zdrowia, przemyślał dokładnie swoje życie i nawrócił się. Uwolniony z więzienia po blisko roku, podjął dalsze studia, a jednocześnie prowadził bardzo surowy tryb życia.
    Po ukończeniu studiów, 8 grudnia 1848 r. wstąpił do klasztoru kapucynów. Już 21 grudnia przyjął habit zakonny i otrzymał imię Honorat. Pierwszą profesję złożył dokładnie rok później. Chociaż pragnął być bratem zakonnym, przełożeni polecili mu, aby przygotowywał się do kapłaństwa. Po ukończeniu studiów teologicznych przyjął święcenia kapłańskie 27 listopada 1852 r. Wkrótce został mianowany profesorem retoryki oraz sekretarzem prowincjała, lektorem teologii i spowiednikiem nawracających się. Zasłynął w Warszawie jako znakomity rekolekcjonista i misjonarz ludowy. Pracując w III Zakonie św. Franciszka, gorliwie działał w kościołach Warszawy. Swoją głęboką religijnością i troską o człowieka zjednywał wielu ludzi dla Chrystusa.
    W 1861 roku, po kasacie zakonów przez władze carskie, o. Honorat został przewieziony do Zakroczymia pod Warszawą. Pomimo trudnych warunków tworzył tam dalej grupy tercjarek. Około 1889 r. zwrócił się do Stolicy Świętej o zatwierdzenie zgromadzeń bezhabitowych. W tym samym roku uzyskał aprobatę. Dzięki temu powstało 26 stowarzyszeń tercjarskich, z których na przestrzeni lat uformowały się liczne zgromadzenia zakonne. Ojciec Honorat stał się odnowicielem życia zakonnego i twórcą jego nowej formy zbliżonej do dzisiejszych instytutów świeckich. Poprzez swoje duchowe córki i synów starał się docierać do wszystkich środowisk i odrodzić w społeczeństwie ducha gorliwości pierwszych chrześcijan. Kierował tymi wspólnotami przez konfesjonał i korespondencję, ponieważ rząd carski nie pozwoliłby na formowanie się nowych zakonów, zaś w roku 1864 skasował zakon kapucynów, pozostawiając tylko klasztor w Zakroczymiu. Do dziś istnieją trzy zgromadzenia honorackie habitowe: felicjanki – powołane we współpracy z bł. Marią Angelą Zofią Truszkowską, serafitki i kapucynki oraz czternaście bezhabitowych, utajonych przed carskim zaborcą.
    Zgromadzenia o. Honorata podejmowały prace charytatywne i apostolskie, m.in. wśród młodzieży szkolnej i rzemieślniczej, w fabrykach, wśród ludu wiejskiego, w przytułkach dla ludzi starych i upośledzonych. Powstały w 1893 r. na terenie Królestwa ruch mariawitów zaszkodził opinii o. Honorata. Gdy w 1908 r. biskupi zreorganizowali jego zgromadzenia, a ich postanowienie zatwierdził Watykan, zalecając o. Honoratowi powstrzymanie się od dalszego kierowania nimi, przyjął to z pokorą i posłuszeństwem.

    Błogosławiony Honorat Koźmiński

    Ostatecznie osiadł w Nowym Mieście nad Pilicą. W 1895 r. został komisarzem generalnym polskiej prowincji kapucynów i przyczynił się do znacznego rozwoju zakonu. Jednocześnie prowadził intensywną pracę pisarską, zabierał głos w aktualnych sprawach, zajmował się zagadnieniami społecznymi. Był człowiekiem wielkiej gorliwości, jeśli chodzi o zbawienie dusz. Wiele godzin spędzał w konfesjonale. Praktykował surowe umartwienia, sporo czasu spędzał na modlitwie.
    Pozbawiony słuchu i cierpiący fizycznie, resztę lat spędził na modlitwie i kontemplacji. Wyczerpany pracą apostolską, zmarł w opinii świętości 16 grudnia 1916 r. 16 października 1988 r., w 10. rocznicę swego pontyfikatu, beatyfikował go św. Jan Paweł II. Bł. Honorat jest głównym patronem diecezji łowickiej.W ikonografii bł. Honorat przedstawiany jest w habicie kapucynów.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    13 października

    Błogosławiona Aleksandrina Maria da Costa, dziewica

    Błogosławiona Aleksandrina Maria da Costa

    Aleksandra urodziła się 30 marca 1904 r. w Balasarze koło Bragi, w Portugalii. W wieku 7 lat została wysłana przez rodziców na naukę do szkoły powszechnej w Póvoa de Varzim. Dziewczynka zamieszkała przy rodzinie pewnego stolarza. W 1911 r. przyjęła I Komunię świętą, a potem wróciła do domu rodzinnego.
    W Wielką Sobotę 1918 r. została napadnięta przez mężczyznę, który chciał ją zgwałcić. Uciekając przed nim, wyskoczyła przez okno i spadła z wysokości ok. 4 metrów. Z powodu tego upadku została całkowicie sparaliżowana. Od kwietnia 1925 r. nie była w stanie zupełnie podnieść się z łóżka; spędziła w nim kolejnych 30 lat.
    W pierwszych latach choroby Aleksandra błagała Boga – przez wstawiennictwo Maryi – o łaskę uzdrowienia. Obiecywała Mu, że gdy wyzdrowieje, poświęci się bez reszty pracy misyjnej. Jednak gdy przez trzy lata paraliż nie ustępował, zrozumiała, że to cierpienie jest jej powołaniem – i przyjęła je całym sercem. Jak sama powiedziała, “Matka Najświętsza wyjednała jej jeszcze większą łaskę: najpierw rezygnację, potem całkowite poddanie się woli Bożej, a w końcu pragnienie cierpienia”.
    Przeżywanie cierpienia otworzyło Aleksandrę na doświadczenia mistyczne. Doznawała głębokiego zjednoczenia z Chrystusem Eucharystycznym. Powtarzała nieraz: “Jezu, jesteś więźniem tabernakulum, a ja mojego łóżka, z Twojej woli. Będę więc trwała przy Tobie”. Między 3 października 1938 roku a 24 marca 1942 roku, co piątek (a więc w sumie 182 razy), pomimo paraliżu i w niewytłumaczalny dla nikogo sposób, wstawała z łóżka i przez trzy i pół godziny rozważała stacje Drogi Krzyżowej. 3 kwietnia 1939 r. stan jej zdrowia pogorszył się, przyjęła więc sakrament namaszczenia chorych. Zaczęła cierpieć jeszcze bardziej, tym razem także duchowo.
    W 1936 r. Pan Jezus za pośrednictwem Aleksandry polecił papieżowi poświęcić świat Niepokalanemu Sercu Maryi. Kierownik duchowy Aleksandry, o. Pinho, trzykrotnie przekazywał to życzenie papieżom. Wreszcie po dokładnym zbadaniu wiarygodności objawień przez arcybiskupa Bragi, papież Pius XII 31 października 1942 r. zawierzył świat Niepokalanemu Sercu Maryi w przesłaniu wysłanym do Fatimy. 8 grudnia tego samego roku powtórzył ten akt w watykańskiej bazylice św. Piotra.
    W dniach 13 i 28 czerwca 1939 r. Pan Jezus w widzeniu zapowiedział Aleksandrze wybuch II wojny światowej jako kary za ciężkie grzechy. Aleksandra ofiarowała Mu swoje życie, by powstrzymać rozlew krwi.
    Od 27 marca 1942 r. Jezus obdarzył Aleksandrę jeszcze jedną łaską mistyczną: od tej pory nie przyjmowała już żadnego pokarmu, żyła jedynie Eucharystią. Za radą kolejnego kierownika duchowego, ks. Umberta Pasquale, salezjanina, wstąpiła do Unii Współpracowników Salezjańskich, aby móc ofiarować swoje cierpienie dla zbawienia młodzieży. Wiele osób przybywało do niej po rady i z prośbą o modlitwę. W tym czasie ks. Pasquale zaczął gromadzić świadectwa o życiu, cierpieniach i łaskach otrzymanych przez modlitwę Aleksandry – zebrał ok. pięciu tysięcy stron.
    7 stycznia 1955 r. Jezus objawił Aleksandrze, że w tym roku zakończy ona swoje ziemskie życie; 6 maja potwierdziła to także Matka Boża. W dniu 12 października Aleksandra przyjęła sakrament namaszczenia chorych, a następnego dnia, 13 października 1955 r. – w rocznicę ostatniego objawienia Matki Bożej w Fatimie – odeszła do Pana.
    Do grona błogosławionych wprowadził ją św. Jan Paweł II w dniu 25 kwietnia 2004 r.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    12 października

    Błogosławiony Jan Beyzym, prezbiter

    Zobacz także:
      •  Święty Serafin z Montegranaro, zakonnik
      •  Święty Edwin, król
    Błogosławiony Jan Beyzym

    Jan Beyzym urodził się 15 maja 1850 roku w Beyzymach na Wołyniu, w rodzinie szlacheckiej. Po ukończeniu gimnazjum w Kijowie w 1872 r. wstąpił do Towarzystwa Jezusowego (jezuitów). 26 lipca 1881 r. w Krakowie przyjął święcenia kapłańskie. Przez wiele lat był wychowawcą i opiekunem młodzieży w kolegiach Towarzystwa Jezusowego w Tarnopolu i Chyrowie.
    W wieku 48 lat podjął decyzję o wyjeździe na misje. Prośba, którą 23 października 1897 roku skierował do generała zakonu jezuitów, o. Ludwika Martina, świadczy o tym, że była ona głęboko przemyślana:Rozpalony pragnieniem leczenia trędowatych, proszę usilnie Najprzewielebniejszego Ojca Generała o łaskawe wysłanie mnie do jakiegoś domu misyjnego, gdzie mógłbym służyć tym najbiedniejszym ludziom, dopóki będzie się to Bogu podobało. Wiem bardzo dobrze, co to jest trąd i na co muszę być przygotowany; to wszystko jednak mnie nie odstrasza, przeciwnie, pociąga, ponieważ dzięki takiej służbie łatwiej będę mógł wynagrodzić za swoje grzechy.Generał wyraził zgodę. Początkowo o. Beyzym miał jechać do Indii, ale nie znał języka angielskiego. Udał się więc na Madagaskar, gdzie językiem urzędowym był francuski, którego Beyzym uczył się już w Chyrowie. Tam oddał wszystkie swoje siły, zdolności i serce opuszczonym, chorym, głodnym, wyrzuconym poza nawias społeczeństwa; szczególnie dużo uczynił dla trędowatych. Zamieszkał wśród nich na stałe, by opiekować się nimi dniem i nocą. Stworzył pionierskie dzieło, które uczyniło go prekursorem współczesnej opieki nad trędowatymi. Z ofiar zebranych głównie wśród rodaków w kraju (w Galicji) i na emigracji wybudował w 1911 r. w Maranie szpital dla 150 chorych, by zapewnić im leczenie i przywracać nadzieję. W głównym ołtarzu szpitalnej kaplicy znajduje się sprowadzona przez o. Beyzyma kopia obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Do dzisiaj chorzy Malgasze otaczają Maryję z Jasnej Góry wielką czcią. Szpital bowiem istnieje do dziś.Wyczerpany pracą ponad siły, o. Beyzym zmarł 2 października 1912 roku, otoczony nimbem bohaterstwa i świętości. Śmierć nie pozwoliła mu zrealizować innego cichego pragnienia – wyjazdu na Sachalin do pracy misyjnej wśród katorżników.Proces beatyfikacyjny o. Jana Beyzyma SJ – “posługacza trędowatych” – rozpoczął się w 1984 roku. Dekret Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych dotyczący heroiczności życia i cnót o. Beyzyma został odczytany w obecności św. Jana Pawła II w Watykanie 21 grudnia 1992 roku. W marcu 2002 r. kard. Macharski zamknął dochodzenie kanoniczne w sprawie cudownego uzdrowienia młodego mężczyzny za wstawiennictwem Jana Beyzyma. Jego beatyfikacji dokonał podczas swej ostatniej pielgrzymki do Polski św. Jan Paweł II. Na krakowskich Błoniach 18 sierpnia 2002 r. mówił on m.in.:

    Św. Jan Paweł II podczas beatyfikacji Jana Beyzyma SJ, Kraków-Błonia, 18 sierpnia 2002 r.

    Pragnienie niesienia miłosierdzia najbardziej potrzebującym zaprowadziło błogosławionego Jana Beyzyma – jezuitę, wielkiego misjonarza – na daleki Madagaskar, gdzie z miłości do Chrystusa poświęcił swoje życie trędowatym. Służył dniem i nocą tym, którzy byli niejako wyrzuceni poza nawias życia społecznego. Przez swoje czyny miłosierdzia wobec ludzi opuszczonych i wzgardzonych dawał niezwykłe świadectwo Ewangelii. Najwcześniej odczytał je Kraków, a potem cały kraj i emigracja. Zbierano fundusze na budowę na Madagaskarze szpitala pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej, który istnieje do dziś. Jednym z promotorów tej pomocy był św. Brat Albert.
    Dobroczynna działalność błogosławionego Jana Beyzyma była wpisana w jego podstawową misję: niesienie Ewangelii tym, którzy jej nie znają. Oto największy dar: dar miłosierdzia – prowadzić ludzi do Chrystusa, pozwolić im poznać i zakosztować Jego miłości. Proszę was zatem, módlcie się, aby w Kościele w Polsce rodziły się coraz liczniejsze powołania misyjne. W duchu miłosierdzia nieustannie wspierajcie misjonarzy pomocą i modlitwą.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    12 października

    Święty Karol Acutis

    Święty Karol Acutis

    Karol (Carlo) Acutis urodził się 3 maja 1991 r. w Londynie, gdzie przebywali jego rodzice. Już od najmłodszych lat wyróżniał się niezwykłą pobożnością. Codziennie odmawiał różaniec, a w wieku 7 lat poprosił o możliwość przyjęcia Pierwszej Komunii Świętej. Był zwykłym chłopcem, który lubił sport, komputery i nowe technologie. Fascynowały go również zwierzęta, które hodował w domu.
    Jednocześnie Carlo aktywnie wspierał imigrantów w Mediolanie, pomagał młodszym kolegom w nauce i tworzył strony internetowe dla parafii oraz różne projekty. W wieku 11 lat rozpoczął prace nad swoją najsłynniejszą inicjatywą: stroną internetową dokumentującą cuda eucharystyczne z całego świata.
    Jego życie nagle przerwała choroba. Początkowo myślano, że to przeziębienie, ale diagnoza okazała się poważna: stwierdzono ostrą białaczkę szpikową. Carlo zmarł 12 października 2006 r. w Monzie we Włoszech zaledwie 72 godziny po postawieniu diagnozy.
    Jego proces beatyfikacyjny rozpoczął się w diecezji mediolańskiej w 2013 r. W 2018 r. papież Franciszek zatwierdził dekret o heroiczności jego cnót, a w 2020 r. cud za jego wstawiennictwem. Carlo Acutis został beatyfikowany 10 października 2020 r. w Asyżu, gdzie spoczywają jego szczątki. W dniu 7 września 2025 r. papież Leon XIV dokonał jego kanonizacji.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    11 października

    Święty Jan XXIII, papież

    Zobacz także:
      •  Święty Aleksander Sauli, biskup
      •  Święty Bruno I Wielki z Kolonii, biskup
    Błogosławiony Jan XXIII

    Urodził się we Włoszech 25 listopada 1881 r. jako Angelo Giuseppe Roncalli, w biednej rodzinie chłopskiej. Jego matka była osobą bardzo religijną. Urodziła 11 dzieci, z których Angelo przyszedł na świat jako czwarty. Charakteryzowała go niezwykła dobroć, ciepło i pogoda ducha.
    Mając 12 lat wstąpił do niższego seminarium duchownego w Bergamo, które było wówczas jednym z najbardziej prestiżowych miejsc kształcenia przyszłych księży. Tam też został przyjęty do III Zakonu św. Franciszka (1 marca 1896 r.). Po otrzymaniu stypendium za wyniki w nauce, rozpoczął naukę w Papieskim Seminarium Rzymskim. W 1902 roku przerwał naukę na rok, żeby odbyć służbę wojskową. Po jej zakończeniu obronił doktorat z teologii i przyjął święcenia kapłańskie. Rok po podjęciu nauki w seminarium zaczął spisywać swoje notatki duchowe i kontynuował tę pracę aż do późnej starości. Jego zapiski wydane zostały pod tytułem “Dziennik duszy”. W 1903 roku napisał w nim między innymi: “Bóg pragnie, abyśmy podążali wzorem świętych poprzez czerpanie z życiodajnej esencji ich cnót, a następnie przerabianie jej na swój własny sposób, adaptowanie do naszych indywidualnych możliwości i okoliczności życia. Gdyby św. Alojzy był taki, jak ja, stałby się świętym w zupełnie inny sposób”.
    Jako młodemu księdzu powierzono mu funkcję sekretarza biskupa Bergamo, Giacomo Radiniego Tedeschi. W tym czasie wykładał też w seminarium, redagował biuletyn “Życie diecezjalne”, współpracował również z innym lokalnym pismem katolickim, a także był duszpasterzem Akcji Katolickiej. Inspirowała go zwłaszcza postawa świętych: Karola Boromeusza, Franciszka Salezego i Grzegorza Barbarigo.
    W 1925 mianowany został oficjałem w Bułgarii i arcybiskupem Areopolis. Jako swoje hasło biskupie Angelo Roncalli wybrał Obedientia et Pax (Posłuszeństwo i pokój). W późniejszych latach pełnił funkcję kolejno: apostolskiego delegata w Bułgarii, w Turcji i Grecji oraz nuncjusza apostolskiego w Paryżu. Tę ostatnią funkcję sprawował już w czasie trwania II wojny światowej.
    W 1953 roku Angelo Roncalli został mianowany kardynałem i patriarchą Wenecji. Prezydent Francji, Vincent Auriol, powołał się na stary przywilej francuskich królów i sam włożył czerwony kapelusz na głowę kardynała Roncalli w czasie ceremonii w Pałacu Elizejskim. Z tego okresu przyszły papież zapamiętał pewne humorystyczne zdarzenie, kiedy to na jednym z oficjalnych przyjęć, na jakie został zaproszony, pojawiła się kobieta w sukni z zadziwiająco dużym dekoltem. Zwróciło to uwagę nie tyle na samą kobietę, co na kardynała – goście przyglądali się jego reakcji na odsłonięte kobiece wdzięki. Po przyjęciu kardynał podszedł do kobiety, wręczył jej czerwone jabłko i zapytał: “Pamięta Pani, co uświadomiła sobie Ewa, kiedy zjadła jabłko?”.

    Błogosławiony Jan XXIII

    W 1958 roku, po śmierci Piusa XII, podczas trzydniowego konklawe, kard. Roncalli został wybrany papieżem. Jego pierwszą reakcją był strach i zmieszanie wyrażone w słowach: tremens factus sum ego timero (drżę i lękam się). Ufny w wybór biskupów i Bożą Opatrzność, Angelo Roncalli przyjął wybór konklawe, a wraz z nim imię Jana XXIII. Przez zebranych na konklawe biskupów był traktowany jako “papież przejściowy”. Ich faworytem był arcybiskup Mediolanu Montini, ale ten nie był w tamtym czasie jeszcze kardynałem. Godność tę otrzymał później z rąk samego Jana XXIII, a jeszcze później został jego następcą jako Paweł VI.
    Jan XXIII jako papież podbił serca wiernych. Zawsze otwarty na kontakty z prasą, patrzył odważnie w obiektyw aparatu. Był pierwszym papieżem od 1870 r., który odbył oficjalne spotkanie poza Watykanem. Spotkał się wówczas z więźniami, którzy sami do niego przyjść nie mogli. Słynął także ze zdystansowanego podejścia do ceremoniału papieskiego. Starał się go przestrzegać, ale z przymrużeniem oka. Anegdotyczna opowieść dotycząca dnia koronacji Jana XXIII na papieża mówi, że kiedy podszedł do niego po błogosławieństwo włoski ordynariusz polowy, zobaczył, jak papież przyjmuje postawę zasadniczą i usłyszał: “Panie generale, melduje się sierżant Roncalli”. Przez ludzi zapamiętany został jako papież, który palił fajkę i zawsze się uśmiechał, a przede wszystkim jako papież, który zwołał Sobór Watykański II i na zawsze zmienił historię Kościoła.
    Sobór Watykański II zwołano, ku zdziwieniu wielu, na mniej niż 90 lat po kontrowersyjnym Soborze Watykańskim I. Ponadto, pomimo zapewnień sekretarzy, że na przygotowania potrzeba dziesiątek lat – Jan XXIII przewidział tylko kilkanaście miesięcy pomiędzy zwołaniem a rozpoczęciem soboru 11 października 1962 r.

    Błogosławiony Jan XXIII

    Jan XXIII ogłosił osiem encyklik, z których najważniejsze to “Mater et Magistra” oraz “Pacem in terris”. Ta druga adresowana była do “wszystkich ludzi dobrej woli”, nawoływała do pokoju między narodami całego świata. Papież ustanowił komisję ds. rewizji prawa kanonicznego, której ostatecznym celem było opracowanie nowego Kodeksu Prawa Kanonicznego (opublikowanego w 1983 r.). Wiele ojcowskiej troski wykazał o “Kościół milczenia”, prześladowany na różne sposoby w krajach rządzonych przez komunistów, m.in. w Polsce.
    3 czerwca 1963 roku, o godzinie 19:49 (dzień po Zesłaniu Ducha Świętego), w wyniku krwotoku związanego z wcześniej zdiagnozowanym rakiem żołądka, Jan XXIII zmarł. Jego ostatnie słowa brzmiały: “Nie mam innej woli, jak tylko wolę Boga. Ut unum sint!” (Aby byli jedno!). W swoim testamencie, nawiązując do duchowości franciszkańskiej, z jaką związał się we wczesnych latach młodości, pisał: “Pozory dostatku często zasłaniały ukryte ciernie dotkliwego ubóstwa i uniemożliwiały mi dawanie zawsze z taką hojnością, jakiej bym pragnął. Dziękuję Bogu za tę łaskę ubóstwa, które ślubowałem w młodości, ubóstwa ducha, jako kapłan Serca Bożego, i ubóstwa rzeczywistego, co mi dopomogło, by nigdy o nic nie prosić, ani o stanowiska, ani o pieniądze, ani o względy, nigdy, ani dla siebie, ani dla mojej rodziny, czy przyjaciół”.
    Św. Jan Paweł II ogłosił go błogosławionym w 2000 roku, razem z papieżem Piusem IX. W liturgii wspominany jest 11 października – w rocznicę dnia, w którym nastąpiło uroczyste otwarcie Soboru Watykańskiego II.
    Jan XXIII został kanonizowany przez papieża Franciszka – wraz z Janem Pawłem II – na placu św. Piotra w Rzymie w niedzielę Miłosierdzia Bożego, 27 kwietnia 2014 r.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    10 października

    Błogosławiona
    Maria Angela Truszkowska, dziewica

    Zobacz także:
      •  Święci męczennicy Daniel i Towarzysze
      •  Święty Jan z Bridlington, prezbiter
      •  Święty Tomasz z Villanova, biskup
      •  Święty Paulin z Yorku, biskup
    Błogosławiona Maria Angela Truszkowska

    Zofia Kamila urodziła się 16 maja 1825 r. w Kaliszu jako dziecko wielodzietnej, głęboko wierzącej rodziny szlacheckiej. Jej ojciec był prawnikiem. Od najmłodszych lat wyczulona była na działanie łaski Bożej i wrażliwa na potrzeby drugiego człowieka. Pragnęła życia zakonnego i usilnie pracowała nad sobą. Po latach edukacji w Warszawie i Szwajcarii wróciła do domu i pielęgnowała chorego ojca, a w miarę możliwości niosła pomoc ubogim.
    W 1854 r. wstąpiła w szeregi Stowarzyszenia św. Wincentego a Paulo i należała do członkiń najgorliwiej odwiedzających chorych i opiekujących się ubogimi. Umiała zachęcić do działalności charytatywnej wiele młodych kobiet. Z jej inicjatywy powstał w Warszawie mały przytułek dla biednych dzieci i opuszczonych samotnych staruszek. 27 maja 1855 r. razem ze swoją krewną wstąpiła do świeckiego III zakonu św. Franciszka. Jej powołanie związane było z postacią bł. ojca Honorata Koźmińskiego, wielkiego apostoła zgromadzeń bezhabitowych. 21 listopada 1855 r. obie siostry Truszkowskie poświęciły się Najświętszej Maryi Pannie, obiecując rozwijać dzieło rozpoczęte z woli Boga. Datę tę przyjmuje się jako początek nowego Zgromadzenia. Siostry wraz ze swymi podopiecznymi często modliły się w kościele ojców kapucynów przed ołtarzem św. Feliksa z Cantalice, dlatego też nazwano je “felicjankami”.
    10 kwietnia 1857 r. siostry przyjęły habit zakonny, a ich wspólnotą kierował dalej o. Honorat Koźmiński. Pod koniec 1859 r. matka Angela stanęła oficjalnie na czele nowego zgromadzenia. W latach 1858-1864 siostry felicjanki założyły 27 ochronek wiejskich i rozwinęły wielostronną działalność charytatywną w Warszawie. W październiku 1860 r. matka Angela wraz z jedenastoma towarzyszkami odłączyła się od sióstr czynnych, tworząc grupę kontemplacyjną opartą na drugiej regule św. Franciszka – siostry kapucynki. Po wybuchu powstania styczniowego na mocy ukazu carskiego felicjanki czynne zostały rozwiązane. Podczas obrad kapituły zgromadzenia, 25 sierpnia 1868 r., matka Angela została jednogłośnie wybrana po raz trzeci przełożoną generalną. 21 listopada tegoż roku złożyła śluby wieczyste. Rok później, ze względu na postępującą chorobę nowotworową oraz prawie całkowitą utratę słuchu, zrzekła się urzędu. Odtąd przez 30 lat służyła swemu Zgromadzeniu cichą pracą, modlitwą, ofiarą, dobrym przykładem i radą.
    Wzór doskonałego posłuszeństwa wobec woli Bożej Maria Angela widziała w Maryi. Uczyła się od Niej pokory, zawierzenia i męstwa w cierpieniu. Wierzyła, że tylko przez Maryję można osiągnąć doskonałe zjednoczenie z Bogiem. Dlatego wszystkie swoje siostry oddała Niepokalanemu Sercu Maryi. Żywiła wielki kult Eucharystii, wielbiła Chrystusa ukrytego w tabernakulum. Usilnie zabiegała o uzyskanie dla swojego zgromadzenia przywileju nieustannej adoracji, aby ożywiać i umacniać w siostrach miłość do Eucharystii.
    Na kilka miesięcy przed śmiercią przeżyła wielką radość, przyjmując z rąk kardynała Jana Puzyny dekret papieża Leona XIII zatwierdzający zgromadzenie. Zmarła wyniszczona chorobą nowotworową i cierpieniami, które znosiła w pokorze, 10 października 1899 r. w Krakowie. Św. Jan Paweł II dokonał beatyfikacji matki Marii Angeli Truszkowskiej 18 kwietnia 1993 r. podczas uroczystej Mszy św. na placu św. Piotra w Rzymie. Mówił wtedy, że jej życie “znaczone było miłością. Była to troska o wszystkich głodnych chleba, serca i domu oraz prawdy ewangelicznej”.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***


    9 października

    Błogosławiony Wincenty Kadłubek, biskup

    Zobacz także:
      •  Święci męczennicy Dionizy, biskup, i Towarzysze
      •  Święty Jan Leonardi, prezbiter
      •  Święty Ludwik Bertrand, prezbiter
      •  Święci Cyryl Bertram i Towarzysze, męczennicy
      •  Święty Jan Henryk Newman, prezbiter i doktor Kościoła
      •  Abraham, patriarcha
    Błogosławiony Wincenty Kadłubek

    Wincenty urodził się w Karwowie pod Opatowem pomiędzy 1155 a 1160 r. W sprawie jego pochodzenia historycy nie są zgodni. Jedni uważają, że pochodził z rodu Porajów herbu Róża (Różyców). Inni natomiast podają, że z tego rodu pochodziła matka Wincentego, a ojcu przypisują imię Bogusław. W jeszcze innych źródłach pojawia się informacja, że Wincenty należał do rodu Lisów, a jego ojcem był możny palatyn Stefan, brat wojewody krakowskiego Mikołaja (Mikory). Nazwisko Kadłubek pojawia się po raz pierwszy dopiero w dokumentach z XV w. Przypuszcza się jednak, że pochodzi z rękopisów dawniejszych.
    Pierwsze nauki Wincenty pobierał w pobliskiej Stopnicy, potem udał się do Krakowa, gdzie uczęszczał do szkoły katedralnej, w której wykładał biskup Mateusz Cholewa. Cieszył się przyjaźnią księcia Kazimierza Sprawiedliwego, który być może wspomógł go materialnie i umożliwił studia za granicą. Nie wiemy, na którym uniwersytecie Wincenty wówczas studiował. Nie było jednak jeszcze wtedy wielu uniwersytetów. Przypuszcza się, że miejscem jego nauki były Paryż albo Bolonia – albo obie te uczelnie. Wincenty należał więc do elity uczonych w Polsce.
    Po raz pierwszy Wincenty nazwany jest mistrzem (magistrem) w dyplomie Kazimierza Sprawiedliwego z 12 kwietnia 1189 r. Zapewne zaraz po powrocie ze swoich studiów otrzymał święcenia kapłańskie. Do kraju powrócił Mistrz Wincenty między 1183 a 1189 r., gdyż w 1189 r. był na pewno na dworze książęcym Kazimierza Sprawiedliwego, zapewne w charakterze notariusza, a potem kanclerza jego dworu. Zapewne zaraz po powrocie ze swoich studiów otrzymał święcenia kapłańskie. Mógł więc być także kapelanem książęcym. W tym czasie zaczął zapewne pisać swoją Kronikę polską (Chronica Polonorum) – największe dzieło swego życia i literatury tamtych czasów. Wracając z zagranicy prawdopodobnie przywiózł ze sobą relikwie św. Floriana męczennika. Mógłby na to wskazywać fakt szczególnego nabożeństwa Wincentego do św. Floriana, który dotąd był w Polsce zupełnie nieznany.
    Po śmierci księcia Wincenty został prepozytem kolegiaty sandomierskiej (1194). Korzystając z wolnego czasu kontynuował pisanie Kroniki (1194-1207). W 1207 r. umarł biskup krakowski, Pełka. Na jego następcę został wybrany Wincenty. Papież Innocenty III bullą z 18 marca 1208 r. wybór ten zatwierdził. Konsekracji dokonał arcybiskup gnieźnieński, Kietlicz. Wincenty jako biskup podpisywał się “niegodny sługa Kościoła”. Świadczy to, jak pojmował zadanie swojego urzędu. Należał do najżarliwszych zwolenników reform, jakie wówczas w Polsce przeprowadził abp Henryk Kietlicz (wprowadzenie celibatu, uniezależnienie Kościoła od władzy świeckiej). Dla poparcia reform, inspirowanych przez Stolicę Apostolską, Wincenty brał udział w synodach, zwołanych specjalnie w tym celu w Borzykowie (1210), w Matyczowie (1212), w Wolborzu (1214), w których uczestniczyli również książęta – Leszek Biały, Konrad Mazowiecki, Henryk Brodaty i Władysław Odonicz. Reformy te przeprowadzano również na zjazdach w Gnieźnie (1213) i w Sieradzu (1213). Kiedy na Kraków najechał Mieszek Raciborski, przeciwnik reform, Wincenty – z powodu swojej postawy – musiał czasowo opuścić miasto (1210). W 1212 r. na zjeździe w Mąkowie omawiano sprawę Prus i nawrócenia Prusaków. Tego roku Wincenty wziął udział w konsekracji biskupa poznańskiego w Mstowie.
    Wincenty jako biskup krakowski wspierał szczególnie zakony bożogrobowców (nadał dziesięciny ze wsi Świniarowo Kanonikom Bożego Grobu w Miechowie) i cystersów (klasztorowi w Sulejowie darował dwie wsie, opactwu w Pokrzywnicy darował wieś, a opactwu w Jędrzejowie nadał przywilej pobierania dziesięcin z trzech wsi). Wśród jego osiągnięć warto wymienić zreformowanie kapituł prowincjalnych, zlikwidowanie kolegiaty w Kijach (1213), oddanie kościoła oraz wsi Podłęże zreformowanej kolegiacie w Kielcach (1214), konsekrację bazyliki w Krakowie pod wezwaniem św. Floriana (1216) i wreszcie osobisty udział w uroczystej koronacji Kolomana Węgierskiego na króla Rusi Halickiej oraz w Soborze Laterańskim IV (1215), który miał charakter wybitnie reformistyczny. O soborze Wincenty zawiadomił swoje duchowieństwo i wiernych na synodzie w Sieradzu, gdzie przygotowano propozycje na sobór (1213). Na tym właśnie soborze wprowadzono obowiązek spowiedzi i Komunii wielkanocnej, obostrzono przepisy odnośnie małżeństwa, by nie dopuścić do konkubinatów, obostrzono przepisy dotyczące karności kościelnej, zwłaszcza celibatu duchownych, i ogłoszono nową krucjatę na rok 1217.
    Po powrocie do kraju Wincenty energicznie wprowadził w swojej diecezji uchwalone na soborze ustawy. Niewykluczone, że z polecenia księcia Leszka Białego pośredniczył także w wysłaniu na dwór węgierski księżniczki bł. Salomei. Wincenty ma także zasługę w podniesieniu poziomu szkoły katedralnej, którą kiedyś sam prowadził. Szerzył kult św. Floriana i św. Stanisława, biskupa. Cześć do Najświętszego Sakramentu miał podkreślić przez wprowadzenie tzw. wiecznej lampki przed tabernakulum.

    Błogosławiony Wincenty Kadłubek

    Po dziesięciu latach pasterzowania diecezji krakowskiej, za pozwoleniem papieża Honoriusza III, w 1218 r. Wincenty zrzekł się urzędu. Czuł, że spełnił zadanie swojego życia i postanowił wstąpić do klasztoru. Wybrał sobie opactwo cystersów w Jędrzejowie, przy kościele, który sam konsekrował. Zgodnie z zasadą ascetyczną “Bogu wszystko – sobie nic” pozostawił swój majątek rodowy, bogactwo i splendor urzędu biskupiego, sławę, jaką cieszył się na dworze księcia krakowskiego i – jak podaje tradycja – boso i pieszo jako pokutnik udał się do klasztoru. Przyjął go opat Teodoryk (1206-1247), trzeci z kolei przełożony klasztoru. Opat z zakonnikami wyszli mu na spotkanie; miejscowi do dziś pokazują usypany na tym miejscu Kopiec Spotkania. Ówczesnym zwyczajem biskup rzucił się przed opatem i całym konwentem na twarz i prosił o przyjęcie. Wincenty przeżył tam ostatnich 5 lat swego życia. Mimo że liczył wtedy ok. 70 lat, jako zwyczajny mnich spełniał wszystkie obowiązki surowej reguły: wstawał o północy na dwugodzinne pacierze, uczestniczył siedem razy każdego dnia we wspólnych modlitwach, zachowywał posty. Zasadą cysterskich pokutników było skąpe pożywienie, zgrzebny strój i krótki sen.
    W wolnych chwilach kończył pisać Kronikę polską. Jako biskup krakowski napisał trzy pierwsze księgi. Teraz zamierzał dzieło dokończyć. Niestety napisał tylko część czwartą – śmierć zabrała go zbyt rychło i przerwała Kronikę w najciekawszym miejscu, kiedy zaczął pisać dzieje, których sam był świadkiem. Kronikę swoją zdołał doprowadzić zaledwie do roku 1202, to jest do końca księgi czwartej. Wincenty Kadłubek jest pierwszym historykiem polskim. Jego historia ma formę dialogu. Jest pisana pięknym językiem łacińskim. Zasługą Wincentego jest to, że zebrał w niej wszystkie podania i mity o początkach Polski. Dużo jest w niej poetyckiej fantazji, ale są także ważne ziarna tradycji.
    Wincenty zmarł w Jędrzejowie 8 marca 1223 r. i został pochowany w prezbiterium klasztornego kościoła, co może świadczyć o tym, że zmarł w opinii świętości. Publiczny kult biskupa-mnicha nie rozwinął się od razu. Klasztory cysterskie były wtedy szczelnie zamknięte, nawet ich wspaniałe świątynie służyły jedynie celom klasztornym. Nawiedzali grób Wincentego Konrad Mazowiecki, król Kazimierz Wielki, król Kazimierz Jagiellończyk wraz ze swoją matką królową Zofią i Jan Długosz, który w swoich Dziejach wydał mu najpiękniejsze świadectwo. Z lat 1583-1640 Szymon Starowolski na podstawie ksiąg klasztornych przytacza ponad 150 wypadków cudownych, przypisywanych Wincentemu. Wśród nich są nawet wskrzeszenia umarłych.
    26 kwietnia 1633 r. dokonano otwarcia grobu Wincentego. Ciało znaleziono prawie nienaruszone, co przyczyniło się do rozbudzenia jego czci. 19 sierpnia tegoż roku ciało umieszczono w mauzoleum, specjalnie dla tego celu zbudowanym. Odtąd kult Wincentego stał się bardzo żywy. Zaczęli napływać pielgrzymi, za zgodą biskupa krakowskiego odprawiano przed ołtarzem wzniesionym Msze wotywne ku czci Kadłubka, przed mauzoleum palono świece. W 1683 r. papież bł. Innocenty XI uznał ołtarz Wincentego za uprzywilejowany, tzn. obdarzony przywilejem odpustu. 13 listopada 1634 r. synod krajowy pod przewodnictwem prymasa Jana Wężyka wniósł do Stolicy Apostolskiej urzędową prośbę o kanonizację Wincentego Kadłubka (oraz Stanisława Kostki, Kingi, Władysława z Gielniowa, Jozafata Kuncewicza i Jana Kantego). W roku 1764 Kongregacja Obrzędów zatwierdziła kult, a papież Klemens XIII podpisał odpowiednią bullę, co równało się formalnej beatyfikacji. Wincenty jest patronem archidiecezji warmińskiej oraz diecezji kieleckiej i sandomierskiej.W ikonografii bł. Wincenty przedstawiany jest w stroju biskupim. Jego atrybutami są pastorał oraz infuła u stóp.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***


    Bł. Wincenty Kadłubek: Wychowawca Narodu Polskiego

    Fot. via Wikipedia, CC 0
    fot. via Wikipedia, CC 0 · fot. Fot. via Wikipedia, CC 0

    ***

    Bł. Wincenty Kadłubek: Wychowawca Narodu Polskiego

    W swym trudzie pisarskim błogosławiony Wincenty czuwał nad tym, aby wszystkich swoich czytelników uczyć przede wszystkim miłości ojczyzny. Nie tylko walczy o praworządność kraju, nie tylko zwalcza i odważnie piętnuje nadużycie prawa – jak czynił to później Piotr Skarga – ale w sposób pozytywny uczy miłości ojczyzny i wyzbywania się prywaty dla dobra publicznego – mówił Prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński w homilii na 200-lecie beatyfikacji Wincentego Kadłubka. Opublikowana została ona przed rokiem w „Teologii Politycznej Co Tydzień”: „Mistrz Wincenty. Opowiadanie Polski”

    Myśli, które nam Kościół pragnie przedstawić dziś, w uroczystość 200-lecia beatyfikacji błogosławionego Wincentego Kadłubka (homilia z 30. VIII 1964 r. wygłoszona w opactwie cystersów w Jędrzejowie – red.), biskupa i zakonnika cystersów, ujmiemy w słowach wstępnych dzisiejszej liturgii: Pan zawarł z nim przymierze pokoju i ustanowił go przełożonym, aby godność kapłańska została przy nim (Syr 45,20).

     Tę wysoką godność otrzymał zwykły, prosty, świecki człowiek, który po rzetelnych studiach w kraju i na uniwersytetach zagranicznych został kapłanem, a po powrocie do ojczyzny, współpracując najbliżej z dworem książęcym, został biskupem krakowskim, a wreszcie zakonnikiem. Darów tych użył znakomicie.

    Błogosławiony mistrz Wincenty, pierwszy historyk polski, jest postacią tak ubogaconą, że dziś, po siedmiu wiekach, trudno byłoby wyczerpująco przedstawić te wszystkie dary Boże. Dlatego pragnąłbym rozważyć przynajmniej kilka bardziej zasadniczych rysów jego życia.

    Zastanowimy się, co zmarły w 1223 roku w Jędrzejowie i tu pochowany, błogosławiony Wincenty Kadłubek może nam dziś jeszcze, po wiekach, powiedzieć. Zdawałoby się, że człowiek, który żył tak dawno, nie ma nic do powiedzenia współczesnemu Polakowi. Nieraz z wyniosłością odnosimy się do przeszłości. Wydaje nam się, że tamte czasy, to „uwsteczniony ciemnogród”, jak nieraz czyta się w prasie. Jest to jakaś wielka pycha i zarozumiałość ludzi współczesnych wobec przeszłości narodu, z którego przecież wyrośliśmy. To tak jakby liść, albo owoc na drzewie był zarozumiały i pyszny z powodu tego, że rośnie dzisiaj. Zapomina o tym, że potrzebował pracy wielu lat całego drzewa, z którego i dziś jeszcze czerpie soki, aby mógł wznieść się na wyżyny.

    Podobnie jest z narodem i z naszym pokoleniem, w którego żyłach płynie krew ojców i matek, dziadów i pradziadów, a w którego duchowej formacji mieści się cała przeszłość historyczna i przeżycia tysiącletniej pracy Kościoła Chrystusowego.

    Wzór świętości dla przyszłych pokoleń

    W szeregu najrozmaitszych zasług błogosławionego Wincentego jest jedna, o której tu, w promieniach tych wieżyc i krzyży, trzeba naprzód powiedzieć. Stał się on niejako kolebą, wzorcem świętości Polaków. Żyjąc w wieku XII zapoczątkował wiek świętych. Zostawił po sobie przykład życia, wspaniałe pisma i Kronikę Polski, która stała się natchnieniem i pobudką wychowawczą dla przyszłych pokoleń.

    Zaraz później przychodzi wiek XIII, wiek świętych w Polsce. Wśród nich święty Jacek, błogosławiony Czesław, błogosławiona Salomea, błogosławiona Bronisława, błogosławiona Kinga, błogosławiona Jolanta, święta Jadwiga Śląska i inni wielcy ludzie, jak Iwo Odrowąż i jemu podobni. Wiek XIII to czasy dalekie, ale jednak do dziś dnia imiona tych ludzi żyją w Kościele Chrystusowym: Obchodzimy ich święta, chociaż ciała ich rozsypały się w proch, a dusze są u Ojca niebieskiego. Co więcej, my sami nosimy ich imiona. Gdybym w tej chwili poprosił was, aby wszyscy imiennicy wymienionych świętych podnieśli swe dłonie, ujrzelibyśmy las ramion, który świadczyłby, że święci wieku XIII żyją dzisiaj wśród nas, jak w liściu żyją soki drzewa, przekazywane z ojczystej piersi matki ziemi.

    Warto też przypomnieć – gdy dziś przy ołtarzu pontyfikalnym staje arcybiskup metropolita krakowski – że błogosławiony Wincenty oddał wielkie zasługi w przygotowaniu drogi do kanonizacji biskupa krakowskiego, świętego Stanisława Szczepanowskiego. Za swoich czasów miał wielki wpływ na ówczesną inteligencję, na ludzi, którzy czytali książki, jeździli za granicę i szukali tam wiedzy. A i dzisiaj ma wielki wpływ na historyków, badaczy przeszłości i tych, którzy tę przeszłość znają.

    Sam Wincenty zanim został biskupem krakowskim, studiował na uniwersytetach zagranicznych. Wrócił stamtąd z duchową formacją zachodnio-europejską, tak że można go było wtedy nazwać człowiekiem na miarę Europejczyka. Po powrocie do ojczyzny pracował naprzód jako biskup krakowski, a później złożył mitrę i na kolanach przyklęknął w tej świątyni, aby przyjąć habit zakonnika cysterskiego.

    Wychowawca narodu

    Druga myśl, którą warto tu rozwinąć, wiąże również przeszłość z teraźniejszością i sprawia, że mistrz Wincenty żyje swoją duchowością w naszym pokoleniu. Można powiedzieć, że za swoich czasów Wincenty Kadłubek był wychowawcą narodu. Właściwie to on zaczął formować cnoty społeczne i poczucie wspólnoty narodowej, chociażby przez to, że sięgnąwszy do przeszłości historycznej Polski wieku XII i początków XIII, wszystkie fragmenty naszych dziejów starannie zebrał, zapisał w Kronice – pierwszej historii Polski, zostawił swemu pokoleniu i naszym czasom. Jest to księga ciekawa, niezwykła, pełna przedziwnego optymizmu i głębokiego szacunku dla dziejów narodu.

    Jak wy w domu waszym znajdujecie pamiątki po matce, ojcu, dziadkach, szanujecie je i przechowujecie, tak na przykład pukiel włosów zmarłej matki, czy zdartą szatę ojca, tak dla was drogą, tak dla błogosławionego Wincentego drogim było wszystko, co stanowiło przeszłość dziejową narodu. W przedziwnym świetle, ze szlachetnym entuzjazmem i niezwykłym uwielbieniem ukazywał ją tak, że można go nazwać nie tylko kaznodzieją, ale i wychowawcą. A jego Kronikę, która ma charakter wybitnie nauczycielski, można nazwać pedagogiką katolicką i narodową.

    W swym trudzie pisarskim błogosławiony Wincenty czuwał nad tym, aby wszystkich swoich czytelników uczyć przede wszystkim miłości ojczyzny. To jest znamienne! Czegoś równie gorącego i żarliwego nie znajdziemy łatwo w piśmiennictwie polskim, chyba dopiero w Kazaniach sejmowych Piotra Skargi, dla którego Wincenty Kadłubek był wzorem. Nie tylko walczy on o praworządność kraju, nie tylko zwalcza i odważnie piętnuje nadużycie prawa – jak czynił to później Piotr Skarga – ale w sposób pozytywny uczy miłości ojczyzny i wyzbywania się prywaty dla dobra publicznego. Swojej Kronice stawia bardzo ciekawy i świetlany cel: uczyć cnoty, zwłaszcza miłości ojczyzny, własnego kraju i ziemi ojczystej, zachęcać do czynów rycerskich i wzniosłych.

    Dawne to czasy, ale wyraziście przemawiają do nas dziś, gdy stojąc na progu tysiąclecia chrztu Polski, zachęcamy się wzajemnie do wyniszczania wszystkich wad narodowych, tych „nabytków” dziejowych, i do wypracowywania w sobie cnót, potrzebnych do dalszego spokojnego życia i współżycia wszystkich warstw społecznych naszej ojczyzny w sprawiedliwości i miłości.

    Kronika błogosławionego Wincentego jest wstępem do nieustannego trudu uczenia cnoty. Zachęcał on usilnie do czynów rycerskich i wzniosłych. Pozwólcie, że z jego pism przytoczę kilka wyjątków, w których przemawia do młodzieży. Między innymi tak mówi: Ktokolwiek występuje przeciwko męstwu, świadczy tchórzostwem, przeciwko siwiźnie – jest szaleństwo, a przeciwko gnuśności trzeba zawsze przeciwstawić młodość. […] Trzeba szukać sposobności okazania odwagi, jeżeli sama się nie nawinie. […] – Kto kiedy uchylał się przed okazją sławy, chyba tylko ten, kto całkiem zatracił poczucie sławy. – Obrona lub ocalenie szczęścia współobywateli, największym jest ze wszystkich triumfów. – Nie godzi się myśleć o własnym bezpieczeństwie, gdy dobro ogółu na niebezpieczeństwo jest narażone.

    Widzimy z tego, jak bardzo mistrz z Jędrzejowa uczy nas troski o społeczne życie narodu, jak ostrzega przed prywatą, samolubstwem, kręceniem się wokół siebie i wokół własnych spraw. Czyż te słowa nie są dziś na czasie? Czyż nie należałoby ich wypisać na wszystkich sztandarach, transparentach i na ulicach w czasie uroczystości narodowych?

    Dzisiaj często spotykamy się ze zjawiskiem „opluwania własnego gniazda”. Ludzie, zwłaszcza niezbyt wykształceni, natrząsają się z naszej przeszłości historycznej, nie doceniając wielkiej ofiary, każdej kropli krwi wylanej za naród, czy każdej kropli potu z czoła rolnika, która wsiąkła w ziemię ojczystą. To wszystko wskazuje na wielką potrzebę wołania o szacunek dla dziejów narodowych, dla trudu pokoleń, które minęły, dla ich ofiarnej krwi wylanej w powstaniach, w walce o wolność ojczyzny, na wszystkich kontynentach, czy w ostatnim powstaniu warszawskim. Chociaż wiele z tych zrywów było nieudanych, jednak zawdzięczamy im to, że sumieniu międzynarodowemu przypomniały o naszym narodzie. Ich praca, trud i ofiarne poświęcenie dało taki rezultat, że obecnie jesteśmy i istniejemy w granicach własnego państwa i narodu.

    Błogosławiony Wincenty występował otwarcie przeciwko wszystkim kpiarzom, którzy wyśmiewali przeszłość i oceniali ją niesprawiedliwie, jak to niekiedy i dziś się zdarza. Można powiedzieć, że Kronika, którą napisał Wincenty Kadłubek, jest księgą miłości ojczyzny. Jest to wołanie o miłość ojczyzny!

    Przypomnę z niej jeszcze jedno zdanie: Co się z miłości ku ojczyźnie podejmuje, miłością jest, nie szałem, walecznością a nie zuchwalstwem; waleczną bowiem niby śmierć jest miłość. I daje nam przykład zdawałoby się tragiczny. Oto opis oblężenia Głogowa. Wspominając widok polskich dzieci przywiązanych przez najeźdźców do oblężniczych machin, które szły na mury Głogowa, pisze: Lecz wszystko na próżno, nieugięcie trwa ojców postanowienie… że lepiej, by rodzice utracili dzieci, niżby obywatelom wydarto ojczyznę, i że raczej o wolności, niż o dzieciach myśleć należy!

    W imię takiego założenia ojczyzna nasza wiele razy wzywała waszych synów i córki; aby poświęcili wszystko, byleby tylko ocalał naród, i to, co jest obok miłości najwspanialszym darem – wolność.

    Obrońca ludu

    Tych kilka myśli wystarczy, aby przypomnieć, że pierwszym nauczycielem miłości ojczyzny na ziemi naszej był mistrz Wincenty, którego śmiertelne szczątki przechowywane są w tej świątyni. Ale w czasach dzisiejszych, w wieku postępu społecznego, walki o sprawiedliwość i wyrównanie społeczne, można przytoczyć inne jeszcze przykłady z jego pism i życia.

    Pamiętajmy, że był to wiek XII. Inna była wtedy formacja społeczna, inny ustrój, choć może w Polsce nie tak bolesny, jak w innych ówczesnych państwach europejskich. Niemniej jednak istniała w Polsce warstwa ludzi, której warunki bytowania były szczególnie krzywdzące i trudne. Byli to ludzie pracujący na roli, obarczeni nadmiernymi ciężarami osobistego wysiłku i pracy, a zarazem niedocenieni społecznie, bez należytej pozycji w narodzie. Ludzie ci swoim stanem i niskim poziomem bytowania, brakiem opieki i oświecenia budzili współczucie tych, którzy myśleli szeroko i którzy do swego serca dali dostęp uczuciom prawdziwie chrześcijańskim.

    W szeregu takich ludzi wieku XII i XIII stanęli również biskupi polscy. W roku 1180 odbywał się synod kościelny w dalekiej Łęczycy. Błogosławiony Wincenty opisuje w swojej Kronice owoce pracy tego synodu, który między innymi zajął się poprawą bytu ludności rolniczej i pracującej na roli. Można powiedzieć, że tak zwana „sprawa chłopska”, która stała się głośną w wieku ubiegłym i obecnym, została właściwie zapoczątkowana już w pismach Wincentego Kadłubka. Było to dzieło synodu łęczyckiego, a więc kościelnego zjazdu biskupów katolickich, w głównej mierze dzieło współdziałania arcybiskupa gnieźnieńskiego Henryka, zwanego Kietliczem i biskupa krakowskiego Wincentego Kadłubka. Oni to dali początek prawodawstwu na rzecz ludności rolniczej.

    Tenże Wincenty Kadłubek, notując wysiłki i osiągnięcia w dziedzinie poprawy bytu ludności rolniczej, z wielkim uznaniem odnosi się do ówczesnego biskupa krakowskiego Gedko, który za czasów Mieszka Starego widział niesprawiedliwość sędziów gnębiących lud rolniczy. O biskupie Gedko tak pisze błogosławiony Wincenty: Nie mógł bowiem pobożny Pasterz zaniedbać i w zapomnienie puścić tak okropnego ucisku trzody swojej, nie narażając własnego zbawienia.

    Nie brak więc było w tym czasie ludzi, którzy po chrześcijańsku czuli, że trzeba dążyć do wyrównania społecznego, bo w nauce Chrystusowej nie masz niewolnika ani wolnego, ale wszyscy jesteśmy braćmi. Te rzucane ziarna może zbyt długo leżały w ziemi, może zbyt późno kiełkowały, ale jednak nurtowały sumienia. Takich uczuć doznawali też i późniejsi czytelnicy Kroniki polskiej Kadłubka. Może wzrastał w nich niepokój i dlatego dążyli do większej sprawiedliwości i wyrównania ekonomicznego, co w szczególny sposób przeżywaliśmy w drugiej połowie wieku XIX i w naszych czasach.

    Obrońca wolności Kościoła

    Jeszcze jedną myśl chciałbym tu rozwinąć. Błogosławiony Wincenty Kadłubek żył w czasach niesłychanie trudnych i burzliwych dla Kościoła powszechnego i dla naszej ojczyzny. W takich czasach umiał połączyć miłość ojczyzny i Kościoła.

    Na zewnątrz w całym niemal świecie panowała wtedy walka o wolność Kościoła, której przewodniczył wybitny papież Innocenty III. Ale i u nas nie było wtedy czasów spokojnych, bo między książętami różnych dzielnic ówczesnej Polski rozgorzała walka o pierwszeństwo. I może w tej walce zagubiliby ojczyznę, gdyby nie to, że był Kościół rzymskokatolicki, uznawany przez książąt; byli biskupi, był lud katolicki, tak że w imię wyższych spraw można było odwołać się do walczących i uspokoić ich.

    Błogosławiony Wincenty razem z arcybiskupem gnieźnieńskim Kietliczem odegrali tutaj niezwykle dodatnią i pożyteczną dla narodu i dla Kościoła w Polsce rolę. Stanęli na stanowisku, że Kościół święty musi odzyskać pełną i całkowitą swobodę i wolność od władców, zwłaszcza niesprawiedliwych. Błogosławionemu Wincentemu jako biskupowi krakowskiemu udało się przekonać o tym władców; podobnie w skali ogólnopolskiej udało się to arcybiskupowi gnieźnieńskiemu Henrykowi Kietliczowi. Rzecz znamienna, że w walce o wolność Kościoła Gniezno i Kraków – arcybiskup gnieźnieński i biskup krakowski – wspierali się wzajemnie i podawali sobie dłonie. Działali ożywieni przekonaniem, że Kościół święty, swobodnie prowadzący swoją pracę, odda się całkowicie sprawie Bożej i w duchu Ewangelii będzie uczył powszechnego braterstwa. Taki Kościół przynosi ojczyźnie sprawiedliwość, miłość i pokój, a więc tylko korzyść. Ich walka więc o wolność Kościoła nie była walką przeciwko Polsce, ale była walką na rzecz Polski, na rzecz zespolenia dzieci jednego narodu, we wspólnej miłości w Jezusie Chrystusie.

    Biskup zakonnik

    Wielkie były zmagania i niełatwe zadania biskupa krakowskiego. Może umęczony nimi, a zwłaszcza znużony wiekiem, postanowił odsunąć się od trudów. A były one liczne. Wędrował przecież – w ówczesnych czasach samochodów nie było – od jednego miasta do drugiego. Kroniki zapisują jego wszędobylstwo, pomimo że oddawał się pracy naukowej. Był więc już dostatecznie znużony. Kierując się też pobudkami nadprzyrodzonymi złożył w ręce Stolicy Świętej swoją mitrę i pastorał biskupi w Krakowie i przywędrował tutaj, aby na kolanach prosić o przyjęcie do nowicjatu zakonu cystersów.

    Sądzę, że człowiek tego typu i o takich zasługach wiedział, gdzie trafić. Zakon cystersów w owych czasach był instytucją religijną o niezwykłej mocy. Było to gniazdo czynów i twórczej pracy. Kwitła tam praca naukowa, o czym możecie się przekonać, przyglądając się tu, w krużgankach, wystawie historii zakonu cystersów. Kwitła tam również sztuka budowlana. Najwspanialsze budowle, które wtedy powstawały, były dziełem zakonu cysterskiego. Zakon ten, pomimo że kontemplacyjny i całkowicie skierowany ku Bogu, umiał jednak sprawy Boże łączyć ze sprawami ziemskimi. Synowie tego zakonu w całym świecie, a i w ojczyźnie naszej, byli przodownikami w dziedzinie ówczesnej kultury rolnej. Oni pierwsi na ziemi naszej zajęli się systematyczną uprawą roli, karczowaniem lasów, melioracją bagnisk, budowaniem mostów. W ten sposób modlitwę łączyli z pracą – pracę uświęcali modlitwą. Swój twórczy trud poświęcali dla ludzi biednych, bo im samym niewiele było potrzeba. Z ich pracy cywilizacyjnej korzystały szerokie warstwy społeczne, zwłaszcza biedny lud.

    Do takiego zakonu przyszedł biskup o czynnej, ruchliwej psychice i duchowości i tu szukał odpoczynku i schronienia. Dobrze trafił, bo prawdopodobnie jego doświadczenia i umiłowania przyczyniły się do spotęgowania błogosławionej pracy zakonu, w której sprawy ludzkie wiązały się przez modlitwę ze sprawami Bożymi.

    Biskup – zakonnik nie przestał być człowiekiem skierowanym sercem ku swojemu narodowi, który tym razem umacniał przykładem modlitwy i któremu na modlitwie wyjednywał opiekę Ojca wszystkich narodów. Ostatnie lata błogosławionego Wincentego upływają na czytaniu pism świętego Bernarda z Clairvaux, wielkiego czciciela Matki Najświętszej. To również zaznaczyło się w pismach i w duchowości błogosławionego Wincentego Kadłubka. Dał wzór i przykład wielkiej żarliwości w czci należnej Matce Najświętszej.

    Można by tak iść rozdział po rozdziale, strona po stronicy Kroniki Polski, pisanej przez błogosławionego Wincentego i widzieć, jak w zamierzchłych czasach żył duch i zasady, które mają znaczenie i dla naszych czasów. Tak więc uroczystość dzisiejsza nie jest wspomnieniem historycznym, ale ma charakter programowania na czasy nowe!

    Stefan kard. Wyszyński

    mod/Teologia Polityczna Co Tydzień

    ***

    8 października

    Święta Pelagia, męczennica

    Święta Pelagia

    Pelagia, znana również jako Małgorzata, pochodziła z Antiochii. Żyła w V w. Wedle przekazów była kobietą lekkich obyczajów, obdarzoną nieprzeciętną urodą. Pochodziła z bogatej pogańskiej rodziny.
    Biskup Antiochii zaprosił pewnego razu do siebie ośmiu biskupów, wśród nich m.in. Nonnusa z Heliopolis, znanego ze swej pobożności i ascezy. Gdy wszyscy zgromadzili się przed kościołem, a Nonnus przemawiał do nich, nieopodal przejeżdżała Pelagia. Jej kosztowny strój zwracał uwagę. Nonnus dostrzegł to i gorzko zapłakał, wskazując, że jego słuchacze nie dbają o swoje dusze w takim stopniu, w jakim owa kobieta dbała o własną urodę. Gdy Nonnus wrócił do swej celi, podjął modlitwę o nawrócenie spotkanej kobiety.
    Otrzymał wówczas widzenie: ujrzał czarną gołębicę, która – zanurzona przez Nonnusa w wodzie święconej – stała się czysta i biała. Biskup odczytał to jako znak zapowiadający nawrócenie Pelagii. Kiedy kolejnym razem nauczał o Sądzie Ostatecznym, do świątyni weszła Pelagia. Usłyszane słowa wywarły na niej wielkie wrażenie. Z płaczem rzuciła się do nóg biskupa. Nonnus ochrzcił ją. Pelagia postanowiła oddać swój majątek biskupowi, by ten mógł go rozdzielić między potrzebujących.
    Nowo nawrócona kobieta podjęła pokutę. Wkrótce potem udała się do Jerozolimy. Tam, ukrywając się pod przybranym męskim imieniem, podjęła surowe wysiłki ascetyczne. Zamieszkała w jednej z pustelni na Górze Oliwnej, gdzie około 457 roku odeszła do Pana.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***


    7 października

    Najświętsza Maryja Panna Różańcowa

    Zobacz także:
      •  Święta Justyna z Padwy, dziewica i męczennica
    Matka Boża Różańcowa Tarnopolska

    Dzisiejsze wspomnienie zostało ustanowione na pamiątkę zwycięstwa floty chrześcijańskiej nad wojskami tureckimi, odniesionego pod Lepanto (nad Zatoką Koryncką) 7 października 1571 r. Sułtan turecki Selim II pragnął podbić całą Europę i zaprowadzić w niej wiarę muzułmańską. Ówczesny papież – św. Pius V, dominikanin, gorący czciciel Matki Bożej – usłyszawszy o zbliżającej się wojnie, ze łzami w oczach zaczął zanosić żarliwe modlitwy do Maryi, powierzając Jej swą troskę podczas odmawiania różańca. Nagle doznał wizji: zdawało mu się, że znalazł się na miejscu bitwy pod Lepanto. Zobaczył ogromne floty, przygotowujące się do starcia. Nad nimi ujrzał Maryję, która patrzyła na niego spokojnym wzrokiem. Nieoczekiwana zmiana wiatru uniemożliwiła manewry muzułmanom, a sprzyjała flocie chrześcijańskiej. Udało się powstrzymać inwazję Turków na Europę.

    Matka Boża Różańcowa z kościoła mniszek dominikańskich w Radoniach pod Warszawą

    Zwycięstwo było ogromne. Po zaledwie czterech godzinach walki zatopiono sześćdziesiąt galer wroga, zdobyto połowę okrętów tureckich, uwolniono dwanaście tysięcy chrześcijańskich galerników; śmierć poniosło 27 tys. Turków, kolejne 5 tys. dostało się do niewoli. Pius V, świadom, komu zawdzięcza cudowne ocalenie Europy, uczynił dzień 7 października świętem Matki Bożej Różańcowej i zezwolił na jego obchodzenie w tych kościołach, w których istniały Bractwa Różańcowe. Klemens XI, w podzięce za kolejne zwycięstwo nad Turkami odniesione pod Belgradem w 1716 r., rozszerzył to święto na cały Kościół. W roku 1883 Leon XIII wprowadził do Litanii Loretańskiej wezwanie “Królowo Różańca świętego – módl się za nami”, a w dwa lata później zalecił, by w kościołach odmawiano różaniec przez cały październik.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    6 października

    Święty Brunon Kartuz, opat

    Zobacz także:
      •  Błogosławiony Jakub (Dydak) Alojzy de San Vitores, prezbiter i męczennik
      •  Święta Maria Franciszka od Pięciu Ran Pana Jezusa, dziewica
      •  Błogosławiony Innocenty z Berzo, prezbiter
    Święty Brunon

    Brunon urodził się w Kolonii około 1030 r. Pochodził ze znakomitej rodziny. Po ukończeniu szkół na miejscu udał się do Reims, gdzie była głośna szkoła katedralna. Następnie udał się do Tours, gdzie za nauczyciela miał słynnego wówczas Berengariusza. W roku 1048 powrócił do Kolonii, gdzie został kanonikiem przy kościele św. Kuniberta. Ok. roku 1055 przyjął święcenia kapłańskie. W rok potem powołał go do siebie biskup Reims, Manasses I, by prowadził mu szkołę katedralną. Pozostał tu 20 lat (1056-1075). Z jego szkoły wyszło wielu wybitnych mężów owych czasów. W roku 1075 arcybiskup Reims mianował Brunona swoim kanclerzem. Kiedy Brunon wystąpił przeciw niemu z powodu symonii, stracił urząd, majątek i musiał opuścić miasto. Wrócił do Reims w 1080 r., gdzie zaproponowano mu biskupstwo; nie przyjął jednak tej godności.
    Wkrótce z dwoma towarzyszami opuścił Reims i udał się do opactwa cystersów w Seche-Fontaine, by poddać się kierownictwu św. Roberta. Po pewnym jednak czasie opuścił wspomniany klasztor i w towarzystwie 8 uczniów udał się do Grenoble. Tam św. Hugo przyjął swojego mistrza z wielką radością i jako biskup oddał mu w posiadanie odległą od Grenoble o 24 kilometry pustelnię, zwaną Kartuzją. Tutaj w roku 1084 Bruno urządził sobie mieszkanie. Zbudowano również skromny kościółek. Konsekracji kościółka i poświęcenia klasztoru oraz uroczystego wprowadzenia do niego zakonników dokonał św. Hugo. Klasztor niebawem tak się rozrósł, że otrzymał nazwę “Wielkiej Kartuzji” (La Grande Chartreuse). Osada ta stała się kolebką nowego zakonu – kartuzów.
    W 1090 r. Bruno został wezwany do Rzymu przez swojego dawnego ucznia – papieża bł. Urbana II – na doradcę. Bruno zabrał ze sobą kilku towarzyszy i z nimi zamieszkał przy kościele św. Cyriaka. W tym czasie na Rzym najechał antypapież i bł. Urban wraz z Brunonem musieli chronić się ucieczką pod opiekę króla Normanów, Rogera. Daremnie Bruno błagał papieża, by mu pozwolił wrócić do Francji. Papież zgodził się jedynie, by mnich założył nową kartuzję w Kalabrii. Król Roger chętnie ofiarował mu ustronne miejsce, zwane La Torre. Tu z pomocą arcybiskupa Reggio Calabria wystawiono nową kartuzję w roku 1092, która istnieje do dziś. W pobliskim San Stefano in Bosco Bruno stworzył jej filię. Tam zmarł 6 października 1101 r.
    Jego śmiertelne szczątki pochowano w kościele opactwa. W roku 1513 znaleziono je jeszcze nienaruszone. Obecnie kości Brunona znajdują się w trumience wraz z relikwiami jego następcy. Jego kanonizacja nie odbyła się nigdy uroczyście. Na oddawanie św. Brunonowi kultu pozwolił Leon X w roku 1514. Grzegorz XV rozszerzył jego kult w 1623 r. na cały Kościół. Św. Brunon jest patronem kartuzów.W ikonografii św. Brunon przedstawiany jest w białym habicie kartuzów. Jego atrybutami są: gałązka oliwna, globus, krzyż, mitra i pastorał u stóp, palec przy ustach, czaszka.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    5 października

    Święta Faustyna Kowalska, dziewica

    Zobacz także:
      •  Błogosławiony Rajmund z Kapui, prezbiter
      •  Błogosławiony Albert Marvelli
      •  Błogosławiony Franciszek Ksawery Seelos, prezbiter
      •  Święty Bartolo Longo
    Święta Faustyna Kowalska

    Helena Kowalska urodziła się 25 sierpnia 1905 r. w rolniczej rodzinie z Głogowca k/Łodzi jako trzecie z dziesięciorga dzieci. Dwa dni później została ochrzczona w kościele parafialnym pod wezwaniem św. Kazimierza w Świnicach Warckich (diecezja włocławska). Nadano jej wówczas imię Helena. Kiedy miała siedem lat, po raz pierwszy usłyszała w duszy głos wzywający do doskonalszego życia. W 1914 r. przyjęła I Komunię świętą, a dopiero trzy lata później rozpoczęła naukę w szkole podstawowej. Mimo dobrych wyników uczyła się tylko trzy lata, potem musiała zrezygnować, aby pomagać matce w domu.
    W szesnastym roku życia opuściła dom rodzinny, by na służbie u zamożnych rodzin w Aleksandrowie, Łodzi i Ostrówku zarobić na własne utrzymanie i pomóc rodzicom. Przez cały czas bardzo pragnęła życia zakonnego, ale rodzicom powiedziała o swoich zamiarach dopiero w 1922 r. Ojciec jednak nie wyraził zgody, motywując odmowę brakiem pieniędzy na wyprawę wymaganą w klasztorach.
    W lipcu 1924 r., kiedy Helena z koleżankami uczestniczyła w zabawie w parku koło łódzkiej katedry, Pan Jezus przemówił do niej i polecił niezwłocznie pojechać do Warszawy i wstąpić do klasztoru. Helena postanowiła nie wracać do domu i postawić rodziców przed faktem dokonanym. O tym planie powiedziała tylko siostrze, z którą była, i pierwszym pociągiem przyjechała do Warszawy. Tu następnego dnia zgłosiła się do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia przy ul. Żytniej. Musiała jednak jeszcze rok przepracować w Warszawie, aby odłożyć pieniądze na skromną wyprawę. 1 sierpnia 1925 r. została przyjęta do Zgromadzenia. Postulat odbywała w Warszawie, a nowicjat w Krakowie, gdzie w czasie obłóczyn zakonnych razem z habitem otrzymała imię Maria Faustyna. Od marca 1926 r. Bóg doświadczał siostrę Faustynę ogromnymi trudnościami wewnętrznymi; wiele przecierpiała aż do końca nowicjatu. W Wielki Piątek 1927 r. zbolałą duszę nowicjuszki ogarnął żar Bożej Miłości. Zapomniała o własnych cierpieniach, poznając, jak bardzo cierpiał dla niej Jezus. 30 kwietnia 1928 r. złożyła pierwsze śluby zakonne, następnie z pokorą i radością pracowała w różnych domach zakonnych, m.in. w Krakowie, Płocku i Wilnie, pełniąc rozmaite obowiązki. Zawsze pozostawała w pełnym zjednoczeniu z Bogiem. Jej bogate życie wewnętrzne wspierane było poprzez wizje i objawienia.

    Święta Faustyna Kowalska

    W zakonie przeżyła 13 lat. 22 lutego 1931 r. po raz pierwszy ujrzała Pana Jezusa Miłosiernego. Otrzymała wtedy polecenie namalowania takiego obrazu, jak ukazana jej postać Zbawiciela, oraz publicznego wystawienia go w kościele. Mimo znacznego pogorszenia stanu zdrowia pozwolono jej na złożenie profesji wieczystej 30 kwietnia 1933 r. Później została skierowana do domu zakonnego w Wilnie. Na początku 1934 roku zwróciła się z prośbą do artysty-malarza Eugeniusza Kazimirowskiego o wykonanie według jej wskazówek obrazu Miłosierdzia Bożego. Gdy w czerwcu ujrzała ukończony obraz, płakała, że Chrystus nie jest tak piękny, jak Go widziała.

    Dzięki usilnym staraniom ks. Michała Sopoćko, kierownika duchowego siostry Faustyny, obraz został wystawiony po raz pierwszy w czasie triduum poprzedzającego uroczystość zakończenia Jubileuszu Odkupienia świata w dniach 26-28 kwietnia 1935 r. Został umieszczony wysoko w oknie Ostrej Bramy i widać go było z daleka. Uroczystość ta zbiegła się z pierwszą niedzielą po Wielkanocy, tzw. niedzielą przewodnią, która – jak twierdziła siostra Faustyna – miała być przeżywana na polecenie Chrystusa jako święto Miłosierdzia Bożego. Ksiądz Michał Sopoćko wygłosił wówczas kazanie o Bożym Miłosierdziu.
    W 1936 r. stan zdrowia siostry Faustyny pogorszył się znacznie, stwierdzono u niej zaawansowaną gruźlicę. Od marca tego roku do grudnia 1937 r. przebywała na leczeniu w szpitalu na krakowskim Prądniku Białym. Wiele modliła się w tym czasie, odwiedzała chorych, a umierających otaczała szczególną modlitewną pomocą. Po powrocie ze szpitala pełniła przez pewien czas obowiązki furtianki. Starała się bardzo, by żaden ubogi nie odszedł bez najmniejszego choćby wsparcia od furty klasztornej. Wywierała bardzo pozytywny wpływ na wychowanki Zgromadzenia, dając im przykład pobożności i gorliwości, a zarazem wielkiej miłości.
    Chrystus uczynił siostrę Faustynę odpowiedzialną za szerzenie kultu Jego Miłosierdzia. Polecił pisanie Dzienniczka poświęconego tej sprawie, odmawianie nowenny, koronki i innych modlitw do Bożego Miłosierdzia. Codziennie o godzinie 15:00 Faustyna czciła Jego konanie na krzyżu. Przepowiedziała także, że szerzona przez nią forma kultu Miłosierdzia Bożego będzie zabroniona przez władze kościelne. Dzięki s. Faustynie odnowiony i pogłębiony został kult Miłosierdzia Bożego. To od niej pochodzi pięć form jego czci: obraz Jezusa Miłosiernego (“Jezu, ufam Tobie”), koronka do Miłosierdzia Bożego, Godzina Miłosierdzia (godzina 15, w której Jezus umarł na krzyżu), litania oraz święto Miłosierdzia Bożego w II Niedzielę Wielkanocną.
    W kwietniu 1938 r. nastąpiło gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia siostry Faustyny. Ksiądz Michał Sopoćko udzielił jej w szpitalu sakramentu chorych, widział ją tam w ekstazie. Po długich cierpieniach, które znosiła bardzo cierpliwie, zmarła w wieku 33 lat – 5 października 1938 r. Jej ciało pochowano na cmentarzu zakonnym w Krakowie-Łagiewnikach. W 1966 r. w trakcie trwania procesu informacyjnego w sprawie beatyfikacji siostry Faustyny, przeniesiono jej doczesne szczątki do kaplicy Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach.
    S. Faustyna została beatyfikowana 18 kwietnia 1993 r., a ogłoszona świętą 30 kwietnia 2000 r. Uroczystość kanonizacji przypadła w II Niedzielę Wielkanocną, którą św. Jan Paweł II ustanowił wtedy świętem Miłosierdzia Bożego. Relikwie św. siostry Faustyny znajdują się w Krakowie-Łagiewnikach, gdzie mieści się sanktuarium Miłosierdzia Bożego odwiedzane przez setki tysięcy wiernych z kraju i z całego świata. Dwukrotnie nawiedził je również św. Jan Paweł II, po raz pierwszy w 1997 r., a po raz drugi – 17 sierpnia 2002 r., aby dokonać uroczystej konsekracji nowo wybudowanej świątyni w Krakowie-Łagiewnikach i zawierzyć cały świat Bożemu Miłosierdziu.W ikonografii św. Faustyna przedstawiana jest w czarnym habicie, w stroju swego zgromadzenia.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    4 października

    Święty Franciszek z Asyżu

    Święty Franciszek z Asyżu

    Św. Franciszek – Jan Bernardone – przyszedł na świat w 1182 r. w Asyżu w środkowych Włoszech. Urodził się w bogatej rodzinie kupieckiej. Jego rodzice pragnęli, by osiągnął on stan szlachecki, nie przeszkadzali mu więc w marzeniach o ostrogach rycerskich. Nie szczędzili pieniędzy na wystawne i kosztowne uczty, organizowane przez niego dla towarzyszy i rówieśników. Jako młody człowiek Franciszek odznaczał się wrażliwością, lubił poezję, muzykę. Ubierał się dość ekstrawagancko. Został okrzyknięty królem młodzieży asyskiej. W 1202 r. wziął udział w wojnie między Asyżem a Perugią. Przygoda ta zakończyła się dla niego niepowodzeniem i niewolą. Podczas rocznego pobytu w więzieniu Franciszek osłabł i popadł w długą chorobę.

    Święty Franciszek z Asyżu

    W roku 1205 uzyskał ostrogi rycerskie (został pasowany na rycerza) i udał się na wojnę, prowadzoną między Fryderykiem II a papieżem. W tym czasie Bóg wyraźniej zaczął działać w życiu Franciszka. W Spoletto miał sen, w którym usłyszał wezwanie Boga. Powrócił do Asyżu. Postanowił zamienić swoje bogate ubranie z żebrakiem i sam zaczął prosić przechodzących o jałmużnę. To doświadczenie nie pozwoliło mu już dłużej trwać w zgiełku miasta. Oddał się modlitwie i pokucie. Kolejne doświadczenia utwierdziły go w tym, że wybrał dobrą drogę. Pewnego dnia w kościele św. Damiana usłyszał głos: “Franciszku, napraw mój Kościół”. Wezwanie zrozumiał dosłownie, więc zabrał się do odbudowy zrujnowanej świątyni. Aby uzyskać potrzebne fundusze, wyniósł z domu kawał sukna. Ojciec zareagował na to wydziedziczeniem syna. Pragnąc nadać temu charakter urzędowy, dokonał tego wobec biskupa. Na placu publicznym, pośród zgromadzonego tłumu przechodniów i gapiów, rozegrała się dramatyczna scena między ojcem a synem. Po decyzji ojca o wydziedziczeniu Franciszek zdjął z siebie ubranie, które kiedyś od niego dostał, i nagi złożył mu je u stóp, mówiąc: “Kiedy wyrzekł się mnie ziemski ojciec, mam prawo Ciebie, Boże, odtąd wyłącznie nazywać Ojcem”. Po tym wydarzeniu Franciszek zajął się odnową zniszczonych wiekiem kościołów. Zapragnął żyć według Ewangelii i głosić nawrócenie i pokutę. Z czasem jego dotychczasowi towarzysze zabaw poszli za nim.24 lutego 1208 r. podczas czytania Ewangelii o rozesłaniu uczniów, uderzyły go słowa: “Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski” (Mt 10, 10). Odnalazł swoją drogę życia. Zrozumiał, że chodziło o budowę trudniejszą – odnowę Kościoła targanego wewnętrznymi niepokojami i herezjami. Nie chcąc zostać uznanym za twórcę kolejnej grupy heretyków, Franciszek spisał swoje propozycje życia ubogiego według rad Ewangelii i w 1209 r. wraz ze swymi braćmi udał się do Rzymu. Papież Innocenty III zatwierdził jego regułę. Odtąd Franciszek i jego bracia nazywani byli braćmi mniejszymi. Wrócili do Asyżu i osiedli przy kościele Matki Bożej Anielskiej, który stał się kolebką Zakonu. Franciszkowy ideał życia przyjmowały również kobiety. Już dwa lata później, dzięki św. Klarze, która była wierną towarzyszką duchową św. Franciszka, powstał Zakon Ubogich Pań – klaryski.

    Święty Franciszek z Asyżu

    Franciszek wędrował od miasta do miasta i głosił pokutę. Wielu ludzi pragnęło naśladować jego sposób życia. Dali oni początek wielkiej rzeszy braci i sióstr Franciszkańskiego Zakonu Świeckich (tercjarstwu), utworzonemu w 1211 r. W tym też roku Franciszek wybrał się do Syrii, ale tam nie dotarł i wrócił do Włoch. W 1217 r. zamierzał udać się do Francji, lecz został zmuszony do pozostania we Włoszech. Uczestniczył w Soborze Laterańskim IV. Z myślą o ewangelizacji pogan wybrał się na Wschód. W 1219 r. wraz z krzyżowcami dotarł do Egiptu i tam spotkał się z sułtanem Melek-el-Kamelem, wobec którego świadczył o Chrystusie. Sułtan zezwolił mu bezpiecznie opuścić obóz muzułmański i dał mu pozwolenie na odwiedzenie miejsc uświęconych życiem Chrystusa w Palestynie, która była wtedy pod panowaniem muzułmańskich Arabów.

    Święty Franciszek z Asyżu

    W 1220 r. Franciszek wrócił do Italii. Na Boże Narodzenie 1223 r., podczas jednej ze swoich misyjnych wędrówek, w Greccio zainscenizował religijny mimodram. W żłobie, przy którym stał wół i osioł, położył małe dziecko na sianie, po czym odczytał fragment Ewangelii o narodzeniu Pana Jezusa i wygłosił homilię. Inscenizacją owego “żywego obrazu” dał początek “żłóbkom”, “jasełkom”, teatrowi nowożytnemu w Europie. 14 września 1224 r. w Alvernii, podczas czterdziestodniowego postu przed uroczystością św. Michała Archanioła, Chrystus objawił się Franciszkowi i obdarzył go łaską stygmatów – śladów Męki Pańskiej. W ten sposób Franciszek, na dwa lata przed swą śmiercią, został pierwszym w historii Kościoła stygmatykiem.Franciszek aprobował świat i stworzenie, obdarzony był niewiarygodnym osobistym wdziękiem. Dzięki niemu świat ujrzał ludzi z kart Ewangelii: prostych, odważnych i pogodnych. Wywarł olbrzymi wpływ na życie duchowe i artystyczne średniowiecza. Trudy apostolstwa, surowa pokuta, długie noce czuwania na modlitwie wyczerpały siły Franciszka. Zachorował na oczy, próby leczenia nie przynosiły skutku. Zmarł 3 października 1226 r. o zachodzie słońca w kościele Matki Bożej Anielskiej w Asyżu. Kiedy umierał, prosił, by bracia zwlekli z niego odzienie i położyli go na ziemi. Rozkrzyżował przebite stygmatami ręce. Odszedł z psalmem 141 na ustach, wcześniej wysłuchawszy Męki Pańskiej według św. Jana. W chwili śmierci miał 45 lat. W dwa lata później uroczyście kanonizował go Grzegorz IX.Najpopularniejszym tekstem św. Franciszka jest Pieśń słoneczna. Pozostawił po sobie pisma: Napomnienia, listy, teksty poetyckie i modlitewne. Św. Franciszek jest patronem wielu zakonów, m. in.: albertynów, franciszkanów, kapucynów, franciszkanów konwentualnych, bernardynek, kapucynek, klarysek, koletanek; tercjarzy; Włoch, Asyżu, Bazylei; Akcji Katolickiej; aktorów, ekologów, niewidomych, pokoju, robotników, tapicerów, ubogich, więźniów.W ikonografii św. Franciszek ukazywany jest w habicie franciszkańskim, czasami ze stygmatami. Bywa przedstawiany w otoczeniu ptaków. Jego atrybutami są: baranek, krucyfiks, księga, ryba w ręku.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***


    3 października

    Święty Franciszek Borgiasz, prezbiter

    Zobacz także:
      •  Święty Chrodegang z Metzu, biskup
      •  Błogosławiony Kolumban Józef Marmion, prezbiter
    Święty Franciszek Borgiasz

    Franciszek urodził się 28 października 1510 r. w Gandii koło Walencji, w jednym z najznakomitszych hiszpańskich rodów Borgiów. Był pierworodnym dzieckiem Jana, księcia Gandii, i Joanny Aragońskiej, a prawnukiem: po mieczu – niesławnego papieża Aleksandra VI, zaś po kądzieli – króla Ferdynanda Katolickiego. W młodości otrzymał bardzo dobre wykształcenie. Gdy miał dziesięć lat, umarła jego ukochana matka. Zaopiekował się nim i zadbał o jego wykształcenie wuj, arcybiskup Saragossy.
    Już jako młodzieniec Franciszek miał ochotę zamienić wspaniałe komnaty pałacowe na klasztorną celę, ale ojciec wysłał go jako pazia na dwór cesarza Karola V do Valladolid, gdzie, mimo okazji do złego, Franciszek zachował czystość. Podczas służby ożenił się z Eleonorą de Castro Melo e Menezes, która słynęła nie tylko z urody, ale i z niezwykłej zacności duszy. Mieli ośmioro dzieci – Karola Carlosa urodzonego w 1530 r., dwa lata młodszą Izabelę (matkę Franciszka Goméz de Sandoval y Rojas – faworyta króla Filipa III Habsburga), trzy lata młodszego Jana. Były jeszcze o pięć lat młodsze od Karola bliźniaki Alvaro i Joanna, a także Ferdynand, Dorota i Alfons.
    O pobożności całej rodziny niech świadczy fakt, że ilekroć usłyszeli dzwonek towarzyszący kapłanowi idącemu do umierającego, zrywali się wraz z dziećmi, we dnie czy w nocy, i odprowadzali księdza z Ciałem Pańskim na miejsce.
    Mimo że szczęście sprzyjało Franciszkowi, nie zaprzestał pracy nad sobą. Często uczestniczył we Mszy świętej, przystępował do spowiedzi i Komunii i dużo pracował. W rzadkich godzinach wypoczynku zajmował się śpiewem i muzyką, niekiedy myślistwem, unikał gier w karty i kostki, bo jak mawiał, “tracimy przez to trzy kosztowne rzeczy: czas, pieniądze i sumienie”.
    W 1539 r. podczas sejmu w Toledo niespodzianie zmarła młoda cesarzowa Izabela Portugalska. Uchodziła ona za dobrą, szlachetną i najpiękniejszą z kobiet swoich czasów. Miała zaledwie 36 lat i cieszyła się powszechną miłością dla swej szlachetności i dobroci. Franciszek towarzyszył z urzędu jej ciału do grobu w Grenadzie. Wielkie wrażenia na nim zrobiły zmiany, jakie poczyniła śmierć na twarzy cesarzowej. Postanowił odtąd służyć Bogu i wstąpić do zakonu, gdyby przeżył żonę. Później nieraz wspominał, że śmierć cesarzowej Izabeli powołała go do nowego życia.
    Niezwłocznie po pogrzebie pośpieszył do Toledo, aby zrezygnować z pełnienia urzędu, ale cesarz nie chciał się pozbyć swego najwierniejszego towarzysza i mianował go wicekrólem Katalonii. Franciszek Borgiasz w latach 1539-1543 rządził mądrze i sprawiedliwie i był dla wszystkich wzorem zacności. Co dzień odmawiał różaniec, spowiadał się, przystępował do Komunii w każdą niedzielę i święto, biczował się, a sypiał tylko cztery do pięciu godzin na dobę.
    Po śmierci ojca w 1543 r. zrzekł się godności wicekróla, wyjechał z Katalonii i objął zarząd dziedzicznego księstwa Gandii. Dbał o swoich poddanych. Starał się o poprawę ich moralności i warunków materialnych. Chciał też podnieść poziom oświaty. Swoim przykładem doprowadził do tego, że każdy w Gandii chociaż raz na miesiąc przystępował do Stołu Pańskiego.
    Gdy umierała jego żona Eleonora, klęcząc u stóp Ukrzyżowanego, prosił Boga o jej zdrowie i życie. Usłyszał wtedy głos: “Jeśli koniecznie żądasz, aby małżonka twoja dłużej żyła, niech się stanie wola twoja, ale wiedz, że to nie wyjdzie jej na dobre”. “Panie – odpowiedział zapłakany Franciszek – jakże bym miał żądać, abyś spełnił wolę moją? Niech się zawsze i wszędzie dzieje wola Twoja! U nóg Twych składam moje, mej żony i mych dzieci życie i wszystko, co tylko posiadam. Rozporządzaj wszystkim według upodobania”.

    Święty Franciszek Borgiasz

    W 1548 r. żona Franciszka umarła, mając tylko 35 lat. Wypełnił on wtedy powzięte po śmierci cesarzowej Izabeli postanowienie – wstąpił do zakonu jezuitów. Za pozwoleniem Stolicy Apostolskiej został jeszcze rok w świecie, aby zabezpieczyć dzieci i zamknąć wszystkie sprawy osobiste i publiczne. W 1549 r. w Rzymie został przez św. Ignacego przyjęty do zakonu. Na wieść o tym, że papież Juliusz III chce mu ofiarować kapelusz kardynalski, uciekł z Rzymu i wrócił do Hiszpanii, gdzie w roku 1551 przyjął święcenia kapłańskie.
    W małej celce kolegium w Ognate przeżył kilka następnych lat na modlitwie i pokucie, pełniąc najniższe posługi. Codzienne zastanawiał się nad sobą i robił rachunek sumienia, co doprowadziło do takiej pokory, że uważał się za największego grzesznika na świecie. Swoje listy podpisywał wtedy “Franciszek grzesznik”. W okolicy działał jako misjonarz. Tam, gdzie przychodził, zbierały się tysiące ludzi, by go słuchać i doznać od niego pociechy. Później św. Ignacy wysłał go na dwa lata, by był kaznodzieją i spowiednikiem przy dworze portugalskim. Cieszył się tam zaufaniem najwyższych dostojników i magnatów. Pięć razy papież ofiarował mu godność kardynalską, on jednak za każdym razem odpowiadał: “Nie dlatego zrzuciłem gronostaje książęce, aby przywdziać arcykapłańską purpurę!”
    Nie chciał piastować żadnych stanowisk, ale przekonano go, że jego pochodzenie, zdolności i wykształcenie powodują, że powinien kierować innymi. Dlatego w 1554 r. został prowincjałem Hiszpanii, Portugalii i Indii, a jedenaście lat później wybrano go na generała zakonu. Przyjął tę godność, mówiąc: “Prosiłem Boga o krzyż, ale przyznaję się, że o takim jak ten nie myślałem”. Rządził z niezwykłą mądrością. Zakon liczył wtedy już około stu trzydziestu domów i trzech i pół tysiąca członków, dlatego Franciszek musiał odbywać częste i męczące podróże. Wzmocnił organizacyjnie zakon, kładąc podstawy pod jego potęgę. To on przyjął do nowicjatu Stanisława Kostkę. Był również spowiednikiem św. Teresy z Avila.
    Będąc przyjacielem i doradcą Ignacego Loyoli, wspomógł utworzenie przez niego Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego (Collegium Romanum). Ponadto w Rzymie głosił kazania, uczył dzieci, a w czasie zarazy w 1566 r. ratował chorych.

    Święty Franciszek Borgiasz

    W 1572 r. z polecenia papieża św. Piusa V Franciszek, mimo złego samopoczucia, objechał wraz z kardynałem Alessandrim dwory hiszpański, francuski i portugalski, aby namówić te państwa do wyprawy przeciw Turkom. Ta mediacja doprowadziła do powstania koalicji państw chrześcijańskich, która pokonała wielką flotę turecką pod Lepanto.
    W czasie drogi powrotnej, już we Włoszech, zasłabł tak bardzo, że zaniesiono go w lektyce do Rzymu, gdzie zmarł po kilku miesiącach 1 października 1572 r. w opinii świętości. Przeżył 62 lata. Pozostawił po sobie wiele pism filozoficznych. Relikwie Franciszka Borgiasza zostały przeniesione z Ferrary do kościoła jezuitów w Madrycie w 1901 roku.
    Został beatyfikowany przez papieża Urbana III 23 listopada 1624 r., a kanonizowany przez Klemensa X 20 czerwca 1670 r. Jest patronem Portugalii, Roty (Mariany Północne), a także orędownikiem, do którego zwracają się zagrożeni trzęsieniem ziemi. W ikonografii jego atrybutem jest często czaszka w diademie.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    2 października

    Świętych Aniołów Stróżów

    Anioł Stróż

    Aniele Boży, Stróżu mój,
    Ty zawsze przy mnie stój.
    Rano, w wieczór, w dzień i w nocy
    Bądź mi zawsze ku pomocy.
    Strzeż duszy i ciała mego
    I doprowadź mnie do żywota wiecznego. Amen.


    Anioł Stróż

    Chociaż może ta modlitwa kojarzy się z dzieciństwem i dziećmi, przekonanie o istnieniu i obecności Aniołów, w tym również Aniołów Stróżów, jest jednym z ważnych elementów naszej wiary. Aniołowie są duchami stworzonymi przez Boga dla Jego chwały i pomocy ludziom. Ci, którym Bóg zleca opiekę nad ludźmi, są nazywani Aniołami Stróżami. Opieka ta trwa przez całe nasze ziemskie życie. Każdy z nas ma swojego, “osobnego” Anioła Stróża.
    Pismo Święte nie pozostawia wątpliwości co do istnienia aniołów, posłańców Bożych, którzy uczestniczą w dziejach zbawienia człowieka. Te czysto duchowe istoty pośredniczą między Bogiem a ludźmi. Nauka o nich jest oparta przede wszystkim na dwóch fragmentach Biblii. W psalmie 91 czytamy:Niedola nie przystąpi do ciebie, a cios nie spotka twojego namiotu, bo swoim aniołom dał rozkaz o tobie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach. Na rękach będą cię nosili, abyś nie uraził swej stopy o kamień.Natomiast św. Mateusz przekazuje nam w swojej Ewangelii m.in. takie słowa Jezusa:Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie.Nie są to bynajmniej jedyne teksty Pisma świętego wskazujące na to, że Bóg posługuje się aniołami dla dobra rodzaju ludzkiego lub poszczególnych ludzi. Wystarczy przypomnieć o opiece anioła nad Hagar i jej synem, Izmaelem (Rdz 16, 7-12); anioł powstrzymuje Abrahama, by nie dokonywał zabójstwa swego pierworodnego syna, Izaaka (Rdz 22, 11), anioł ratuje Lota i jego rodzinę (Rdz 19), anioł ratuje trzech młodzieńców od śmierci w piecu ognistym (Dn 3, 49-50) i Daniela w lwiej jamie (Dn 6-22), żywi proroka Eliasza i ratuje go od śmierci głodowej (1 Krl 19, 5-8), wyprowadza Apostołów z więzienia (Dz 5, 19-20) i ratuje św. Piotra z rąk Heroda (Dz 12, 7-23).

    Anioł Stróż

    Aniołowie byli obecni w nauczaniu Kościoła już od pierwszych wieków, w dziełach wybitnych myślicieli chrześcijańskich. W pismach ojców Kościoła naukę o Aniołach Stróżach spotykamy już w pierwotnych dokumentach chrześcijaństwa. Św. Cyprian (+ 258) nazywa aniołów naszymi przyjaciółmi. Św. Bazyli (+ 379) widzi w nich naszych pedagogów. Św. Ambroży (+ 397) uważa ich za naszych pomocników. Św. Hieronim (+ ok. 420) twierdzi: “Tak wielka jest godność duszy, że każda ma ku obronie Anioła Stróża”. Św. Bazyli idzie dalej, gdy pisze: “Niektórzy między aniołami są przełożonymi nad narodami, inni zaś dodani każdemu z wiernych”. Podobnie pisze św. Augustyn (+ 430): “Wielkim jest staranie, jakie ma Pan Bóg o ludzi. Wielką nam miłość okazał przez to, że ustanowił aniołów, aby nas strzegli”.
    Wśród świętych, którzy wyróżniali się szczególnym nabożeństwem do Aniołów Stróżów, należałoby wymienić: św. Cecylię (+ w. III), św. Franciszkę Rzymiankę (+ 1440) i bł. Dalmacjusza, dominikanina z Gerony (+ 1341), którzy mieli szczęście często przestawać ze swoim Aniołem Stróżem, jak głoszą ich żywoty; św. Stanisława Kostkę, naszego rodaka, patrona Polski, który z rąk anioła miał otrzymać cudownie Komunię świętą, gdy był w drodze do Dyllingen; św. Franciszka Salezego, który miał zwyczaj pozdrawiać Anioła Stróża w każdej miejscowości, do której przybywał; oraz św. Jana Bosko, którego Anioł Stróż kilka razy uratował od niechybnej śmierci w czasie czynionych na niego zamachów, kiedy posyłał mu tajemniczego psa ku obronie.

    Anioł Stróż

    Aniołom oddawano cześć już w liturgii starochrześcijańskiej. Wprawdzie pierwotne chrześcijaństwo walczące z wszelkimi przejawami pogaństwa nie rozwinęło kultu aniołów, podobnie jak powstrzymywało się od publicznego kultu Matki Bożej i świętych, jednak pierwsze wzmianki o kulcie aniołów spotykamy już u św. Justyna (+ ok. 165) w jego pierwszej Apologii. Od IV w. wyróżnia się kult św. Michała Archanioła. Aniołowie są wymieniani często w różnych liturgiach jako oddający chwałę Panu Bogu. W ikonografii spotykamy aniołów już w katakumbach (w. III).
    Osobne święto pojawiło się dopiero w XV w. na Półwyspie Iberyjskim, zwłaszcza na terenie Hiszpanii oraz we Francji. W roku 1608 Paweł V pozwolił obchodzić to święto w pierwszy dzień zwykły po św. Michale. Na stałe do kalendarza liturgicznego dla całego Kościoła wprowadził je Klemens X w roku 1670. Żywą wiarą w Aniołów Stróżów wyróżniał się m.in. bł. Jan XXIII, który jeszcze jako nuncjusz apostolski przed każdym ważnym spotkaniem prosił swego Anioła Stróża o pomyślny przebieg rozmowy i jej dobre owoce.Niech dzisiejsze wspomnienie uświadomi nam, że Aniołowie Stróżowie realnie istnieją, opiekują się nami, chroniąc przed złem i prowadząc ku dobru, a wiara w nich nie jest zarezerwowana tylko dla dzieci. Nie zapominajmy o częstej modlitwie do naszych duchowych opiekunów.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    1 października

    Święta Teresa od Dzieciątka Jezus,
    dziewica i doktor Kościoła

    Zobacz także:
      •  Święty Remigiusz, biskup
      •  Święty Roman Hymnograf, diakon
    Święta Teresa z Lisieux

    Święta Teresa od Dzieciątka Jezus, zwana także Małą Tereską (dla odróżnienia od św. Teresy z Avila, zwanej Wielką) albo Teresą z Lisieux, urodziła się w Alencon (Normandia) w nocy z 2 na 3 stycznia 1873 r. jako dziewiąte dziecko Ludwika i Zofii. Kiedy miała 4 lata, umarła jej matka. Wychowaniem dziewcząt zajął się ojciec. Teresa po śmierci matki obrała sobie za matkę Najświętszą Maryję Pannę. W tym samym roku (1877) ojciec przeniósł się z pięcioma swoimi córkami do Lisieux. W latach 1881-1886 Teresa przebywała u sióstr benedyktynek w Lisieux, które w swoim opactwie miały także szkołę z internatem dla dziewcząt.
    25 marca 1883 r. dziesięcioletnia Teresa zapadła na ciężką chorobę, która trwała do 13 maja. Jak sama wyznała, uzdrowiła ją cudownie Matka Boża. W roku 1884 Teresa przyjęła pierwszą Komunię świętą. Odtąd przy każdej Komunii świętej powtarzała z radością: “Już nie ja żyję, ale żyje we mnie Jezus”. W tym samym roku otrzymała sakrament bierzmowania.
    Przez ponad rok dręczyły ją poważne skrupuły. Jak sama wyznała, uleczenie z tej duchowej choroby zawdzięczała swoim trzem siostrom i bratu, którzy zmarli w latach niemowlęcych. W pamiętniku zapisała, że w czasie pasterki w noc Bożego Narodzenia przeżyła “całkowite nawrócenie”. Postanowiła zupełnie zapomnieć o sobie, a oddać się Jezusowi i sprawie zbawienia dusz. Zaczęła odczuwać gorycz i wstręt do przyjemności i ponęt ziemskich. Ogarnęła ją tęsknota za modlitwą, rozmową z Bogiem. Odtąd zaczęła się jej wielka droga ku świętości. Miała wtedy zaledwie 13 lat.
    Rok później skazano na śmierć głośnego bandytę, który był postrachem całej okolicy, Pranziniego. Teresa dowiedziała się z gazet, że zbrodniarz ani myśli pojednać się z Panem Bogiem. Postanowiła zdobyć jego duszę dla Jezusa. Zaczęła się serdecznie modlić o jego nawrócenie. Ofiarowała też w jego intencji specjalne pokuty i umartwienia. Wołała: “Jestem pewna, Boże, że przebaczysz temu biednemu człowiekowi (…). Oto mój pierwszy grzesznik. Dla mojej pociechy spraw, aby okazał jakiś znak skruchy”. Nadszedł czas egzekucji, lecz bandyta nawet wtedy odrzucił kapłana. A jednak ku zdziwieniu wszystkich, kiedy miał podstawić głowę pod gilotynę, nagle zwrócił się do kapłana, poprosił o krzyż i zaczął go całować. Na wiadomość o tym Teresa zawołała szczęśliwa: “To mój pierwszy syn!”

    Święta Teresa z Lisieux

    Kiedy Teresa miała 15 lat, zapukała do bramy Karmelu, prosząc o przyjęcie. Przełożona jednak, widząc wątłą i bardzo młodą panienkę, nie przyjęła Teresy, obawiając się, że nie przetrzyma ona tak trudnych i surowych warunków życia. Teresa jednak nie dała za wygraną; udała się z prośbą o pomoc do miejscowego biskupa. Ten jednak zasłonił się prawem kościelnym, które nie zezwala w tak młodym wieku wstępować do zakonu. W tej sytuacji dziewczyna nakłoniła ojca, by pojechał z nią do Rzymu. Leon XIII obchodził właśnie złoty jubileusz swojego kapłaństwa (1887). Teresa upadła przed nim na kolana i zawołała: “Ojcze święty, pozwól, abym dla uczczenia Twego jubileuszu mogła wstąpić do Karmelu w piętnastym roku życia”. Papież nie chciał jednak uczynić wyjątku. Teresa chciała się wytłumaczyć, ale gwardia papieska usunęła ją siłą, by także inni mogli – zgodnie z ówczesnym zwyczajem – ucałować nogi papieża.
    Marzenie Teresy spełniło się dopiero po roku. Została przyjęta najpierw w charakterze postulantki, potem nowicjuszki. Zaraz przy wejściu do klasztoru uczyniła postanowienie: “Chcę być świętą”. W styczniu 1889 r. odbyły się jej obłóczyny i otrzymała imię: Teresa od Dzieciątka Jezus i od Świętego Oblicza. Jej drugim postanowieniem było: “Przybyłam tutaj, aby zbawiać dusze, a nade wszystko, by się modlić za kapłanów”. W roku 1890 złożyła uroczystą profesję. W dwa lata potem po raz ostatni odwiedził siostrę Teresę ojciec. Cierpiał już wtedy na zaburzenia umysłowe, ale rozpoznał córkę i powiedział do niej na pożegnanie: “W niebie”. Przełożona poznała się na niezwykłych cnotach młodej siostry, skoro zaledwie w trzy lata po złożeniu ślubów wyznaczyła ją na mistrzynię nowicjuszek. Obowiązek ten Teresa spełniała do śmierci, to jest przez cztery lata.
    W zakonnym życiu zadziwiała jej dojrzałość duchowa. Starała się doskonale spełniać wszystkie, nawet najmniejsze obowiązki. Nazwała tę drogę do doskonałości “małą drogą dziecięctwa Bożego”. Widząc, że miłość Boga jest zapomniana, oddała się Bogu jako ofiara za zbawienie świata. Swoje przeżycia i cierpienia opisała w księdze Dzieje duszy.

    Święta Teresa z Lisieux

    Zanim zapadła na śmiertelną chorobę, Teresa była wyjątkowo surowo traktowana przez przełożoną, która uważała, że dziewczyna lekkomyślnie i niepoważnie zgłosiła się do Karmelu. Jej stały uśmiech brała za lekkie traktowanie swojej profesji. Także zakonnica, którą się s. Teresa opiekowała z racji jej wieku i kalectwa, nie umiała zdobyć się na słowo podzięki, ale często ją rugała i mnożyła swoje wymagania. Teresa cieszyła się z tych krzyży, bo widziała w nich piękny prezent, jaki może złożyć Bogu.
    Na rok przed śmiercią zaczęły pojawiać się u Teresy pierwsze objawy daleko już posuniętej gruźlicy: wysoka gorączka, osłabienie, zanik apetytu, a nawet krwotoki. Pierwszy krwotok zaalarmował klasztor w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek. Mimo to siostra Teresa spełniała nadal wszystkie zlecone jej obowiązki: mistrzyni, zakrystianki i opiekunki jednej ze starszych sióstr. Zima w roku 1896/1897 była wyjątkowo surowa, klasztor zaś był nie ogrzewany. Teresa przeżywała prawdziwe tortury. Nękał ją uciążliwy kaszel i duszność. Przełożona zlekceważyła jej stan. Nie oddano jej do infirmerii ani nie wezwano lekarza. Uczyniono to dopiero wtedy, kiedy stan był już beznadziejny. Jeszcze wówczas zastosowano wobec chorej drakońskie środki, takie jak stawianie baniek. Z poranionymi plecami i piersiami musiała iść do normalnych zajęć i pokut zakonnych, nawet do prania. Do infirmerii posłano ją dopiero w lipcu roku 1897, gdzie po kilkunastu tygodniach niezwykłych mąk 30 września 1897 roku zmarła, zapowiedziawszy: “Chcę, przebywając w niebie, czynić dobro na ziemi.
    Po śmierci spuszczę na nią deszcz róż”.

    Święta Teresa z Lisieux

    Pius XI beatyfikował ją w 1923 r., a już w dwa lata później – kanonizował. W 1927 r. ogłosił ją, obok św. Franciszka Ksawerego, główną patronką misji katolickich. W roku 1890 bowiem – a więc jeszcze za życia Teresy – klasztor w Sajgonie zamierzał otworzyć w Hanoi drugi klasztor karmelitanek na ziemiach wietnamskich. W tej sprawie zwrócono się do klasztoru macierzystego w Lisieux o pomoc. Siostry zamierzały wysłać pomoc także w personelu. Wśród pierwszych ochotniczek była także siostra Teresa od Dzieciątka Jezus. Ustalenia trwały jednak zbyt długo; Teresa zachorowała i zmarła.
    W roku 1944 Pius XII ustanowił św. Teresę drugą, obok św. Joanny d’Arc, patronką Francji. W 1997 r., w 100. rocznicę śmierci św. Teresy, papież św. Jan Paweł II ogłosił ją doktorem Kościoła – razem z Teresą z Avili i Katarzyną ze Sieny. Św. Teresa z Lisieux jest patronką zakonów: karmelitanek, teresek, terezjanek; archidiecezji łódzkiej.W ikonografii św. Teresa przedstawiana jest na podstawie autentycznych fotografii. Jej atrybutami są: Dziecię Jezus, księga, pęk róż, pióro pisarskie.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***