Month: February 2025

  • ogłoszenia – luty 2025

    ***

    W Liturgii Kościoła od 13 stycznia do 5 marca, kiedy rozpocznie się Wielki Post Środą Popielcową, przeżywamy tzw. okres zwykły. Słowo “zwykłość” kojarzy się z powszechnie rozumianą codziennością, która może wydawać się banalna i nieciekawa. Tymczasem Kościół zwraca uwagę, że czas jest Bożym darem, jedynym i niepowtarzalnym. Dlatego każda chwila – tu i teraz – jest tak bardzo ważna. Dobrze jest przypomnieć sobie słowa św. o. Pio, który tak tłumaczył to nasze <dziś>: “Nie należy uciekać od codziennych obowiązków, ponieważ Pan Bóg spotyka nas właśnie w nich. Nie powinniśmy też żyć w przeświadczeniu, że wszystko zrobilibyśmy lepiej “gdzie indziej”. Diabeł jest właśnie w tym “gdzie indziej” a wola Boża znajduje się “tutaj”. Zaś św. Tereska od Dzieciątka Jezus napisała po prostu: “Aby kochać Ciebie, mój Boże, mam tylko <teraz>”.

    ***

    Adobe Stock

    ***

    KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ przyjmujemy z należytym uszanowaniem do ust albo na rękę – wtedy CIAŁO PAŃSKIE spożywamy w obecności kapłana. Przyjmując KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ – na słowa kapłana: CIAŁO CHRYSTUSA – odpowiadamy: AMEN.

    ***

    Co oznacza nasze „Amen”, które wypowiadamy podczas Komunii św. przyjmując „Ciało Chrystusa”?

    Kapłanowi, który rozdając Eucharystię mówi tobie: „Ciało Chrystusa”, odpowiadasz: „Amen” – to znaczy uznajesz łaskę i zaangażowanie, jakie pociąga za sobą stanie się Ciałem Chrystusa. Gdy przyjmujesz bowiem Eucharystię, stajesz się Ciałem Chrystusa. To bardzo piękne! Komunia, jednocząc nas z Chrystusem, wyrywając z naszego egoizmu, otwiera nas i jednoczy ze wszystkimi, którzy są jedno w Nim. Oto cud Komunii Świętej: stajemy się Tym, Którego otrzymujemy!

    Benedykt XVI –Jan Paweł II - Wielki Tydzień 2004

    Benedykt XVI –Jan Paweł II – Wielki Tydzień 2004 

    ***

    “Ten kto MNIE spożywa, będzie żył przez MNIE” (J 6,57)

    „Wiara Kościoła jest istotową wiarą eucharystyczną, a więc sakramentalną, i karmi się ona w szczególny sposób przy stole Eucharystii”. (papież Benedykt XVI)

    ***

    Czekanie na Spotkanie. Post eucharystyczny – dlaczego, dla kogo i jak?

    Praktykę postu eucharystycznego wprowadził papież Marcin V w XV wieku. Obowiązywał od północy aż do przyjęcia Komunii. Obecne przepisy stanowią, że należy go zachować przynajmniej przez godzinę przed przyjęciem Komunii świętej.

    Każde dziecko komunijne wie, że godzinę przed przyjęciem Komunii św. należy powstrzymać się od jedzenia i picia. To tzw. post eucharystyczny. Zasadniczym celem tej praktyki jest okazanie szacunku Ciału Pańskiemu. Mówi o tym Katechizm Kościoła Katolickiego. „Aby przygotować się odpowiednio na przyjęcie sakramentu Eucharystii, wierni zachowają ustanowiony przez Kościół post. Postawa zewnętrzna (gesty, ubranie) powinna być wyrazem szacunku, powagi i radości tej chwili, w której Chrystus staje się naszym gościem” – czytamy (1387).

    Różnie z tym musiało bywać, skoro już św. Paweł upominał Koryntian: „Gdy się zbieracie, nie ma u was spożywania Wieczerzy Pańskiej. Każdy bowiem już wcześniej zabiera się do własnego jedzenia, i tak się zdarza, że jeden jest głodny, podczas gdy drugi nietrzeźwy. Czyż nie macie domów, aby tam jeść i pić? Czy chcecie znieważać Boże zgromadzenie i zawstydzać tych, którzy nic nie mają? Cóż wam powiem? Czy będę was chwalił? Nie, za to was nie chwalę!” (1 Kor 11,20-22).

    Dalej apostoł przestrzega przed świętokradztwem: „Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije, nie zważając na Ciało Pańskie, wyrok sobie spożywa i pije” (1 Kor 11,28-29).

    Tak stanowcze słowa zawsze pobudzały chrześcijan do szczególnej uważności w obchodzeniu się z postaciami eucharystycznymi.

    – Praktyka postu eucharystycznego pojawiła się w starożytności jako efekt rozwoju duchowości i być może także dyscypliny kościelnej. Starano się, aby przyjęcie Komunii jako pokarmu cielesno-duchowego nie było w pewnym sensie osłabione przez przyjęcie innego pokarmu. Taka dyscyplina sprawiła, że zanikły Msze wieczorne – wyjaśnia liturgista, ks. dr hab. Dominik Ostrowski.

    Wzmianki o praktykach, które można określić jako post eucharystyczny, znajdujemy m.in. u św. Augustyna, który pisał: „Eucharystię świętą przyjmuje się zawsze na czczo i taki zwyczaj zachowany jest na całym świecie”. Święty stwierdzał: „Podobało się Duchowi Świętemu, by na wyrażenie czci dla tak wzniosłego Sakramentu najpierw do ust chrześcijan wchodziło Ciało Pańskie, wpierw przed innym pokarmem”.

    W średniowieczu nie zajmowano się zbytnio kwestią postu eucharystycznego, ponieważ wierni bardzo rzadko przystępowali do Komunii, ograniczając się do spoglądania na Hostię podczas Mszy lub przyjmowania Komunii duchowej. Dopiero w XV wieku upowszechniła się praktyka zachowywania postu od północy aż do momentu przyjęcia Komunii. – Praktykę postu eucharystycznego wprowadził dla całego Kościoła papież Marcin V w XV wieku; od tego czasu post ten wymagał bycia na czczo od północy aż do przyjęcia Komunii – podkreśla duchowny.

    Wielkie zmiany

    Post eucharystyczny w takiej formie funkcjonował w Kościele przez wieki. Zmiana nastąpiła dopiero w XX wieku, wraz z rozwojem praktyki częstego przystępowania do stołu Pańskiego. W 1953 roku Pius XII skrócił post eucharystyczny do trzech godzin przed przyjęciem Komunii Świętej i orzekł, że wypicie wody nie łamie tego postu. Zezwolił też chorym na przyjmowanie bez ograniczenia czasu przed przyjęciem Komunii Świętej napoju niealkoholowego i lekarstwa, zarówno płynnego, jak i stałego. Zaznaczył także, że osoby przyjmujące Wiatyk w niebezpieczeństwie śmierci nie są związane żadnym prawem postu.

    W ustanawiającym zmianę dokumencie Christus Dominus papież przypomniał, że post eucharystyczny „służy nie tylko do okazania należnej czci Boskiemu Zbawicielowi, ale przyczynia się także do rozwoju pobożności, może powiększyć również owoce świętości, do których zdobywania przy pomocy łaski Bożej nas tak bardzo zachęca sam Chrystus, źródło świętości i jej twórca”. Dzięki zmianie wprowadzonej przez Piusa XII po wielu wiekach zaczęto odprawiać Msze św. wieczorne.

    Dalsze złagodzenie postu eucharystycznego wprowadził Paweł VI w roku 1964, skracając go do jednej godziny przed przyjęciem Komunii. Ten sam papież w 1973 roku w instrukcji Immensae caritatis określił post eucharystyczny trwający „mniej więcej piętnaście minut” dla osób chorych i starszych, przebywających w szpitalach lub domach, a także dla ich opiekunów, pragnących razem z nimi przystąpić do Komunii Świętej.

    Obecnie obowiązujące prawo kanoniczne znosi post eucharystyczny dla chorych i osób w podeszłym wieku. „Osoby w podeszłym wieku lub złożone jakąś chorobą, jak również ci, którzy się nimi opiekują, mogą przyjąć Najświętszą Eucharystię, chociażby coś spożyli w ciągu godziny poprzedzającej” – czytamy w Kodeksie Prawa Kanonicznego (kan. 919 § 3). Kodeks stanowi także, że z zachowania postu eucharystycznego są zwolnieni kapłani, którzy danego dnia po odprawieniu jednej Mszy muszą celebrować drugą albo trzecią. W takim wypadku po pierwszej lub po drugiej Mszy Świętej mogą spożywać posiłki, nawet jeśli przed przyjęciem Komunii Świętej nie zachodziłaby przerwa jednej godziny (kan. 919 § 2 KPK). – Przyjmuje się, że zwolnienie kapłana z postu eucharystycznego przed kolejną Mszą ma na celu dobro wiernych, którzy nie powinni być pozbawieni Eucharystii z powodu kolejnego godzinnego postu kapłana – podkreśla ks. Dominik Ostrowski. Zaznacza, że przyjęcie przez kapłana Komunii na Mszy Świętej jest koniecznością, dlatego konieczność sprawowania dwóch Mszy nie może stać w sprzeczności z prawem o Komunii kapłana. – On przez swoje kapłaństwo urzędowe umożliwia wiernym skorzystanie z Mszy Świętej, z Komunii. Dlatego jego zwalnia się z obowiązku postu, który ma drugorzędne znaczenie wobec samej Eucharystii i ma jej służyć – wyjaśnia.

    A co jeśli…

    Obecne przepisy prawa kanonicznego, stanowiące, że post eucharystyczny należy zachować przynajmniej przez godzinę przed przyjęciem Komunii (kan. 919 § 1 KPK), oznaczają, że godzina to niezbędne minimum. Zawiera się w tym natomiast sugestia, iż w miarę możliwości można wydłużyć ten czas. Co jednak robić w sytuacji, gdy ktoś przez nieuwagę zjadł coś i jego post eucharystyczny będzie za krótki? Albo jak się zachować, gdy ten problem powstaje wskutek niespodziewanego przyśpieszenia godziny Mszy Świętej?

    – Wszystkie przepisy prawa kościelnego są podporządkowane celowi głównemu, jakim jest zbawienie dusz, a zatem trzeba zawsze uważać, aby przez dosłowne przestrzeganie zapisu nie zaszkodzić temu, co ten przepis chroni. Jeśli przyjmujemy, że celem postu jest odpowiednie duchowe przygotowanie do przyjęcia Komunii Świętej, to w sytuacji, gdy nie mamy dokładnie 60 minut postu, należy ocenić, czy brakujące 5 minut „robi różnicę”. Moim zdaniem lepiej jest być posłusznym Kościołowi i powstrzymać się od Komunii, jeśli nie minęła godzina, bo Bogu podoba się nasze posłuszeństwo, a brak możliwości przystąpienia do Komunii nie jest z definicji szkodą, raczej jest to swoista chwilowa utrata przywileju i nie przynosi ona zagrożenia duchowego, wręcz przeciwnie, może pogłębić w nas szacunek do Eucharystii, a także być swoistą nauką, żeby nie powiedzieć nauczką. Moglibyśmy się zastanawiać, czy mamy prawo „zerwać kłosy w szabat”, jak apostołowie, ale tu są potrzebne duża dojrzałość i mądra wolność, ponieważ jeśli można samemu skrócić post o 5 minut, to dlaczego nie o 25? – wskazuje liturgista. – Jeśli dojrzała osoba zinterpretuje, że kilka minut nie robi różnicy i nie uczyni z tego narzędzia do nadużyć, to nie zdziwię się, jeżeli także autorytet duchowny ją usprawiedliwi. Ks. Krzysztof Grzywocz tłumaczył, że potrzeba dużej mądrości i dojrzałości, aby wiedzieć, kiedy „zerwać kłosy”. Wskazywał też na niebezpieczeństwo zaburzeń i skrupułów, zwłaszcza u osób osamotnionych i bez relacji, które bezpiecznie czują się tylko w ogrodzeniu przepisów. Odnowiona liturgia i prawo dają dużo przestrzeni do samodzielnych decyzji i oczekują pewnej dojrzałości – zauważa kapłan. Jako przykład wskazuje zapis o obmyciu palców przez kapłana, jeśli pozostały na nich partykuły (czyli cząstki Ciała Chrystusa); dawniej należało obmyć palce zawsze.

    Co po Komunii?

    Nieraz wierni zadają sobie pytanie, czy po przyjęciu Ciała Pańskiego należy zachować jakiś odstęp czasowy przed zjedzeniem posiłku. Problem taki może występować na przykład w szpitalu, gdzie chory po przyjęciu Komunii mógłby od razu coś zjeść lub popić kawą. Kapelani apelują tu zazwyczaj do osobistego wyczucia osoby przyjmującej Komunię. – Nie spotkałem przepisu, który by tego zabraniał, chociaż słyszałem opinie, że istnieje pewien „bufor czasowy”, czasem określany na 15 minut; nie jest to jednak oficjalne prawo. Po przyjęciu Komunii Świętej i zakończeniu obrzędu można udać się od razu na posiłek, są przecież tzw. agapy przedłużające spotkanie wspólnoty – tłumaczy ks. Dominik Ostrowski. I dodaje: – Na pewno jednak warto przypomnieć, że po Komunii Kościół przez wieki odmawiał modlitwy dziękczynne, a więc istnieje powód, aby odczekać chwilę z kolejnym posiłkiem.

    Franciszek Kucharczak/Gość Niedzielny

    ***

    Nabożeństwo 40 godzinne

    Współcześnie czterdziestogodzinne nabożeństwo jest stopniowo zapominane. Najczęściej służy jedynie jako „wstęp” do Wielkiego Postu. Ma jednak bardzo bogatą i długą tradycję. Już w 1539 r. papież Paweł III pisał, że powstało, aby „ułagodzić gniew Boga, spowodowany występkami chrześcijan, oraz aby udaremnić wysiłki i machinacje Turków, dążących do zniszczenia chrześcijaństwa”.

    Czterdziestogodzinne nabożeństwo nazywane jest Quarant’ Ore (lub Quarantore), od quarant – „czterdzieści” oraz hora – „godzina”. Polega na nieustannej, trwającej czterdzieści godzin modlitwie przed wystawionym Najświętszym Sakramentem…

    Adoracja trwa 40 godzin przede wszystkim dla upamiętnienia czasu, jaki według tradycji ciało Zbawiciela było złożone w grobie. Ale liczba 40 jest często wymieniana w Biblii i zawsze oznacza święty czas: przed rozpoczęciem nauczania Pan Jezus przebywał na pustyni przez 40 dni, tyle samo czasu padał deszcz w trakcie potopu, Żydzi błąkali się na pustyni przez 40 lat.

    Współcześnie dokumenty liturgiczne mówią nie tyle o „czterdziestogodzinnym nabożeństwie”, co o dłuższej adoracji, bez określania czasu jej trwania. Termin zachował się w praktyce duszpasterskiej i najczęściej określa się nim trzydniową adorację, odbywającą się albo w trzy kolejne niedziele przed Wielkim Postem, albo w niedzielę (od ostatniej Mszy porannej), poniedziałek i wtorek przed Środą Popielcową. 

    Nabożeństwo ma charakter głównie pokutny oraz przebłagalny za grzechy popełnione przez chrześcijan w okresie karnawału. Co istotne, jest wynagrodzeniem za winy nie tylko samych uczestniczących w adoracji, ale wszystkich ich współwyznawców. Traktuje się to nabożeństwo również jako chroniące przed złem, pokusami i wszelkimi niebezpieczeństwami. Jednak, jak w przypadku każdej adoracji Najświętszego Sakramentu, ma przede wszystkim służyć pogłębieniu wiary i umocnieniu relacji z Bogiem.(źródło: Dominikański Ośrodek Liturgiczny)

    W Archidiecezji Glasgow jest praktykowane nabożeństwo 40 godzinne, które rozpoczyna się w niedzielę wieczorem i adoracja Najświętszego Sakramentu trwa przez cały dzień w poniedziałek i we wtorek:

    • 2 marca w VII Niedzielę zwykłą – St. Benedict’s, Drumchapel
    • Każdego tygodnia w kościele Ojców Pasjonistów – St. Mungo’s (52 Parson St. G4 0RX) jest dwugodzinna adoracja Najświętszego Sakramentu: poniedziałek & środa od 14.00 – 16.00 i sobotę od 15.00 – 17.00


    ***

    Figura św. Piotra z tiarą w bazylice watykańskiejVATICAN NEWS 

    ***

    Na figurę św. Piotra w jego rzymskiej bazylice nałożono dziś tiarę i czerwoną szatę. Dlaczego?

    Z okazji święta Katedry Świętego Piotra, które przypada 22 lutego, figura Księcia Apostołów w bazylice watykańskiej została „ubrana” w uroczystą kapę czerwonego koloru, a na głowę posągu pierwszego papieża nałożona została tiara.

    Tego dnia szczególnie wielu pielgrzymów zbliża się ze czcią do figury Piotra. A święto to przypomina, że Chrystus powierzył Piotrowi urząd swojego zastępcy na ziemi.

    Figura św. Piotra jest przystrajana w uroczyste szaty dwa razy w roku – 22 lutego i 29 czerwca. Druga data przypada w uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła, patronów Wiecznego Miasta.

    Symbol autorytetu biskupa i jedności Kościoła

    Z kolei 22 lutego w kalendarzu liturgicznym tego dnia obchodzone jest święto Katedry św. Piotra Apostoła. We wczesnej tradycji chrześcijańskiej katedra oznaczała tron biskupa, znajdujący się w jego głównej świątyni, z którego głosił on Ewangelię oraz wyjaśniał prawdy wiary i moralności.

    Tak rozumiana katedra stała się symbolem autorytetu biskupa i jedności Kościoła lokalnego, któremu on przewodniczył. Św. Augustyn, biskup Hippony, tłumaczył w jednym ze swoich kazań, że katedra – rozumiana właśnie w sensie tronu – powinna być umieszczona w absydzie, aby biskup był łatwiej rozpoznawalny w kościele, a przede wszystkim, aby w ten sposób ukazać sprawowany przez niego urząd.

    Jeśli tak się dzieje w przypadku każdego biskupa kierującego diecezją, to cóż dopiero powiedzieć o biskupie Rzymu i jego katedrze?

    Święto od wczesnych wieków

    Pierwsze – wprawdzie nieliczne i mało wyraźne – wzmianki o takim święcie pochodzą już z III wieku. W następnym pojawiła się łacińska nazwa Natale Petri de cathedra, co dosłownie oznacza „Narodziny Piotra od katedry”. Z niektórych dokumentów wynika, że w V wieku w Rzymie było ono obchodzone uroczyście, w obecności papieża i biskupów, i że nawet było poprzedzone wigilią.

    Jednak jego późniejsza historia jest dosyć złożona i mocno związana z Galią; w rzeczywistości pierwsze formularze liturgiczne na to święto zachowały się w księgach liturgicznych powstałych w tamtym regionie i są datowane na VIII wiek. Uroczystość „powróciła” na dobre do Rzymu w X wieku, ale jej oficjalne obchody jako święta zostały zatwierdzone dopiero przez papieża Pawła IV w 1558 roku.

    Wtedy jednak obchodzono 18 stycznia pamiątkę wstąpienia św. Piotra na tron rzymski, a 22 lutego wspominano objęcie przez apostoła katedry w Antiochii, czyli, zgodnie z tradycją, w jego pierwszym biskupstwie. Paweł IV zdecydował także, aby oba święta, które początkowo obchodzono tylko w Rzymie, zostały rozszerzone na cały Kościół łaciński. Tak było aż do 1960 roku, czyli do reformy kalendarza liturgicznego.

    Z brązu i z drewna

    Wielu pielgrzymów odwiedzających bazylikę św. Piotra 22 lutego zbliża się do „ubranej” statuy Rybaka Apostoła, żeby zrobić zdjęcia i dotknąć ze czcią jego stopy. Niewielu idzie dalej, w kierunku prezbiterium, by pokłonić się słynnej katedrze św. Piotra, bo to w rzeczywistości „jej” święto. Dzieło to zostało wykonane przez słynnych artystów włoskiego baroku, braci Gianlorenza i Luigiego Berninich, i uroczyście odsłonięte w 1666 roku.

    Na marmurowym postumencie ustawiono cztery imponujące figury, przedstawiające dwóch ojców Kościoła zachodniego: świętych Ambrożego i Augustyna oraz dwóch ojców Kościoła wschodniego: świętych Atanazego i Jana Chryzostoma. Oczywiście, dobór nie był przypadkowy – chodziło o wybitnych pasterzy i teologów, którzy ukazywali, że Kościół wschodni i zachodni nie różni się między sobą, gdy chodzi o zasadnicze kwestie doktrynalne, oparte na Ewangelii, wyznaniu wiary i nauce apostołów. Ten fakt podkreśla też wymowny gest: czterej biskupi dotykają wielkiej katedry na znak łączności z Piotrem.
    Katedra św. Piotra przechowywana w bazylice watykańskiej
    Katedra św. Piotra przechowywana w bazylice watykańskiej

    Wewnątrz katedry z brązu znajduje się druga, drewniana, czczona jako relikwia; wedle tradycji służyła ona samemu św. Piotrowi, gdy głosił Ewangelię i przekazywał prawdy wiary. Tę właśnie drewnianą katedrę przechowywano przez wiele wieków w klasztorze św. Marcina, obok starej bazyliki, później zaś w jednej z kaplic nowej świątyni, a w 1666 roku umieszczono ją w katedrze z brązu. Za pontyfikatu św. Pawła VI przeprowadzono szczegółowe badania cennego zabytku. Stwierdzono, że katedra składa się z części dębowej (IX wiek) oraz zewnętrznej obudowy( z różnych gatunków drewna XII–XIII wiek). Nie wyklucza się jednak, że niektóre kawałki drewna mogą pochodzić z jeszcze odleglejszych czasów.

    Siła skały

    Oto krótki zarys historyczny katedry św. Piotra Apostoła i jej święta, w którym splatają się różne wątki: duchowe, teologiczne, kulturowe. Warto zapytać o przesłanie tego dnia z punktu widzenia chrześcijanina należącego do rzymskiego Kościoła katolickiego, który na każdej Mszy Świętej słyszy, jak jest wspominane imię aktualnego następcy św. Piotra.

    We wstępie do tego święta umieszczonym w Mszale rzymskim dla diecezji polskich czytamy: „Katedra św. Piotra przypomina, że Chrystus powierzył mu urząd swojego zastępcy na ziemi. Wiara św. Piotra jest skałą, na której Chrystus zbudował swój Kościół”.

    Gdzie jest Piotr, tam jest Kościół

    Trzeba pamiętać o jednej rzeczy: to sam Jezus powierzył kiedyś misję św. Piotrowi i to Zbawiciel jest Tym, który kieruje losami Kościoła i świata. Posługuje się niekiedy nawet grzesznymi papieżami, aby realizować swój zbawczy projekt. Jeśli w naszych czasach wspomniana statua św. Piotra nadal jest „ubierana”, to także po to, aby nam fizycznie uzmysłowić, że misja św. Piotra jest ciągle aktualna i że św. Piotr jest żywy w swoich następcach. Właśnie tak, jak pisał św. Ambroży: „Gdzie jest Piotr, tam jest Kościół”.

    ks. Waldemar Turek/Gość Niedzielny

    ***

    94 lata temu Jezus pierwszy raz objawił się s. Faustynie

    fot. wikipedia/domena publiczna / CC BY-SA 4.0

    ***

    94 lata temu Jezus pierwszy raz objawił się s. Faustynie


    Mijają 94 lata od pierwszego objawienia Chrystusa Miłosiernego siostrze Faustynie Kowalskiej. Wydarzyło się to w jej celi w klasztorze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Płocku. W sobotę w nowym płockim sanktuarium Bożego Miłosierdzia odbywają się uroczystości rocznicowe pod przewodnictwem biskupa płockiego Szymona Stułkowskiego.

    Widzenie opisane w „Dzienniczku”

    Siostra Faustyna Kowalska wieczorem 22 lutego 1931 roku przebywała w swej celi w płockim klasztorze, kiedy objawił się jej Pan Jezus. Faustyna tak to opisała w swoim „Dzienniczku”: „Wieczorem, kiedy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie: jeden czerwony, a drugi blady. W milczeniu wpatrywałam się w Pana, dusza moja była przejęta bojaźnią, ale i radością wielką. – Po chwili powiedział mi Jezus: wymaluj obraz według rysunku, który widzisz z podpisem: Jezu, ufam Tobie. Pragnę, aby ten obraz czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie”.

    Święto Miłosierdzia ustanowione przez Jana Pawła II

    Podczas widzeń w Płocku Pan Jezus powiedział również siostrze Faustynie, że pragnie, aby w pierwszą niedzielę po Wielkanocy zostało ustanowione Święto Miłosierdzia Bożego. Pierwsze zabiegi o ustanowienie tego święta podejmował już spowiednik s. Faustyny ks. Michał Sopoćko. Dopiero jednak papież Polak Jan Paweł II w 2000 roku w dniu kanonizacji s. Faustyny ustanowił święto Miłosierdzia Bożego dla całego Kościoła powszechnego, wyznaczając je na drugą niedzielę Wielkanocną, zgodnie z wolą Chrystusa wyrażoną podczas objawienia siostrze Faustynie.

    Obchody i odwiedzanie celi s. Faustyny

    W 94. rocznicę objawień Chrystusa s. Faustynie w nowym Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Płocku odbywają się uroczyste obchody rocznicowe, z Mszą św. pod przewodnictwem bp. Szymona Stułkowskiego o godz. 12 oraz uroczystą Koronką do Miłosierdzia Bożego, odprawianą o godz. 15.

    Wierni mogą również nawiedzać celę s. Faustyny.

    Wojciech Rogacin – Watykan/vaticannews.va/pl

    ***

    „Jezu, ufam Tobie”

    94 lata temu Chrystus Pan polecił s. Faustynie namalować swój wizerunek

    Dokładnie 94 lata temu, 22 lutego 1931 r., Chrystus polecił polskiej zakonnicy s. Faustynie Kowalskiej namalować swój wizerunek z podpisem „Jezu, ufam Tobie”. Obecnie obrazy Miłosiernego Jezusa, namalowane według opisu św. Faustyny, są najbardziej rozpoznawalne nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Tylko Bóg jeden wie ile ludzkich serc już wyprosiło i nadal wyprasza przed wizerunkiem Boże Miłosierdzie.

    Obraz Jezusa Miłosiernego namalowany przez Eugeniusza Kazimirowskiego

    Obraz Jezusa Miłosiernego namalowany przez Eugeniusza Kazimirowskiego

    ***

    Wizerunek Jezusa Miłosiernego został objawiony w Płocku. Tego dnia przypadała pierwsza niedziela Wielkiego Postu.

    Dzięki staraniom ks. Michała Sopoćki udało się znaleźć artystę, który podjął się namalowania obrazu według wskazówek s. Faustyny. Był nim Eugeniusz Kazimirowski. Gotowy obraz Jezusa Miłosiernego został pokazany wiernym w pierwszą niedzielę po Wielkanocy w 1935 r. w Ostrej Bramie w Wilnie.

    Ten obraz to bardzo charakterystyczny wizerunek, przedstawiający Jezusa Zmartwychwstałego w postawie kroczącej. Na Jego dłoniach i stopach dostrzegamy ślady po ukrzyżowaniu. Prawa dłoń Chrystusa jest uniesiona w geście błogosławieństwa, lewa zaś odsłania białą szatę w okolicy serca, skąd wychodzą dwa promienie – czerwony symbolizuje krew, błękitny wodę. Na dole obrazu widać napis „Jezu, ufam Tobie”, który przetłumaczono na wiele języków.

    Obok s. Faustyny jednym z największych czcicieli Bożego Miłosierdzia był św. Jan Paweł II, który w 2000 r. ustanowił święto Bożego Miłosierdzia, przypadające w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. W 2002 r. konsekrował świątynię w Krakowie-Łagiewnikach, która jest światowym centrum kultu Jezusa Miłosiernego.

    O Miłosierdziu Bożym mówił i pisał także Prymas Polski w latach 1948-1981, przyjaciel papieża-Polaka, bł. kard. Stefan Wyszyński. Przypominamy kilka wybranych cytatów.

    1. Miarą dla miłosierdzia Bożego jest nie tyle świętość i chwała Jego przyjaciół, ile zbawienie największych łotrów. Dopiero widok zbawionych zbrodniarzy, których cały świat znienawidził, a których Bóg jeszcze uratował, otworzy nam oczy na potęgę miłosierdzia Bożego. Ale to może stać się dopiero w życiu przyszłym, gdyż obecnie nie jesteśmy zdolni tego pojąć. Musimy naprzód sami dobrze poznać nędzę własną na Sądzie Ostatecznym, by zrozumieć, dlaczego Bóg nie rezygnuje z łotrów.

    2. Chrystus jest dla nas przede wszystkim pokojem. Można było nad stajenką betlejemską wyśpiewać inne motywy radości. Można było mówić o wielkiej miłości, która jest istotą Boga. Bóg jest Miłością. Można było mówić o Jego sprawiedliwości i miłosierdziu, o niezwykłej wrażliwości na dzieło Jego rąk, na człowieka. A jednak nad stajenką betlejemską mówiono przede wszystkim o pokoju: pokój ludziom dobrej woli.

    3. Ty wiesz, Matko, że dzisiaj ludzie mówią, iż Ojczyzna nasza zasłużyła sobie na to, aby była zaszczycona przez wybór Papieża, pochodzącego z polskiej ziemi. My natomiast wiemy, jak miłosierny i wyrozumiały Bóg ocenia naszą pracę i trudy, naszą żywą wiarę i gorącą ufność ku Tobie. Jednak lękamy się, Matko, by nasze słabości i winy, wady narodowe i różne niedole nie rzuciły cienia na Królestwo Twoje, aby ten cień nie padł na Twojego Sługę, którego Duch Święty wyrwał z polskiej ziemi i osadził tutaj, na Skale Piotrowej.

    4. Surrexit Dominus vere et apparuit Simoni. Alleluja. To prawdziwa radość Piotra, gdyż było to dowodem przebaczenia. Wystarczyło, że Chrystus spojrzał na Piotra; była to absolucja, udzielona Głowie widzialnej Kościoła przez Chrystusa. Jest to i nasza radość, bo wiąże się z nadzieją. Chrystus przebaczył Piotrowi; wzrasta nadzieja, że i nam przebaczy. Ten, który kazał modlić się za nieprzyjaciół i sam to czyni, wie, że nie jesteśmy Jego nieprzyjaciółmi. Tym więcej liczyć możemy na miłosierne spojrzenie Chrystusowe.

    Prymas Wyszyński o miłosierdziu Bożym nie tylko mówił i pisał, ale przede wszystkim wcielał je w czyn. Świadczy o tym poniższy cytat:

    5. „Tyle wart jest nasz rok, ile zdołaliśmy przezwyciężyć w sobie niechęci, ile zdołaliśmy przełamać ludzkiej złości i gniewu. Tyle wart jest nasz rok, ile ludziom zdołaliśmy zaoszczędzić smutku, cierpień, przeciwności. Tyle wart jest nasz rok, ile zdołaliśmy okazać ludziom serca, bliskości, współczucia, dobroci i pociechy. Tyle wart jest nasz rok, ile zdołaliśmy zapłacić dobrem za wyrządzane nam zło”.

    Krzysztof Tadej/Family News Service/Tygodnik Niedziela

    ***

    The Jubilee Prayer

    Father in heaven, may the faith you have given us in your Son, Jesus Christ, our brother, and the flame of charity enkindled in our hearts by the Holy Spirit, reawaken in us the blessed hope for the coming of your Kingdom.

    May your grace transform us into tireless cultivators of the seeds of the Gospel.

    May those seeds transform from within both humanity and the whole cosmos in the sure expectation of a new heaven and a new earth, when, with the powers of evil vanquished, your glory will shine eternally.

    May the grace of the Jubilee reawaken in us, Pilgrims of Hope, a yearning for the treasures of heaven. May that same grace spread the joy and peace of our Redeemer throughout the earth. To you our God, eternally blessed, be glory and praise for ever. Amen

    Rok Jubileuszowy 2025. Co warto o nim wiedzieć?

    Najważniejsze informacje, które warto wiedzieć o Roku Świętym.

    fot. CLAUDIO HIRSCHBERGER/UNSPLASH

    ***

    Rok Jubileuszowy 2025 obchodzony jest pod hasłem „Pielgrzymi nadziei”. Rozpoczęcie Jubileuszu miało miejsce 24 grudnia wieczorem ceremonią otwarcia w Bazylice Watykańskiej Drzwi Świętych. Zakończenie będzie 6 stycznia 2026 r. w uroczystość Objawienia Pańskiego. Oto 7 najważniejszych informacji, które warto wiedzieć:

    1. Początki Jubileuszu

    Jubileusz to tradycja biblijna. Był obchodzony co 50 lat. Przypominał Izraelitom o darowanej im przez Boga wolności i godności. Do tej tradycji odwołał się sam Jezus, kiedy, rozpoczynając publiczną działalność, ogłaszał Rok Łaski od Pana. Kościół zaadaptował tradycję jubileuszy w 1300 r. Począwszy od 1475 r. są one obchodzone co 25 lat, aby każde pokolenie mogło doznać łaski Roku Świętego i uzyskać odpust zupełny. 

    2. Drzwi Święte

    Rok Święty to czas duchowej odnowy. Istotnym środkiem jest tu odbycie pielgrzymki, przejście przez Drzwi Święte, symbolizujące Jezusa, który mówi o sobie, że jest dla nas bramą. Stąd znaczenie Rzymu. W odróżnieniu od ostatnich jubileuszy, tym razem Drzwi Święte zostaną otwarte wyłącznie w Wiecznym Mieście: w czterech bazylikach papieskich i więzieniu Rebibbia.

    3. Spowiedź podstawą Jubileuszu

    Podstawowym warunkiem odpustu jest spowiedź sakramentalna. Szeroki jest zakres praktyk, dzięki którym można uzyskać odpust zupełny. Podała je Penitencjaria Stolicy Apostolskiej, a można je przeczytać na stronie Penitencjarii.

    4. Kalendarz Jubileuszu

    Stolica Apostolska przygotowała kalendarz Roku Świętego. Wyznaczono Jubileusze dla różnych kategorii wiernych: młodych, rodzin, katechetów, artystów, seminarzystów itd. Do Rzymu można przyjechać na jubileusz partykularny albo w jakimkolwiek innym terminie.

    Dla pątników przygotowano różne trasy pielgrzymkowe w samym Rzymie. Najbardziej zakorzeniona w tradycji Wiecznego Miasta jest trasa siedmiu kościołów. Liczy ona 25 km i obok 4 bazylik papieskich obejmuje również bazylikę św. Sebastiana (nad katakumbami), Świętego Krzyża i św. Wawrzyńca. Wyznaczono też trasę upamiętniającą święte kobiety: doktorów Kościoła i patronki Europy, a także trasę po kościołach 27 krajów Unii Europejskiej.

    5. Jubileusz w diecezjach

    Z Jubileuszu nie są wykluczeni ci, którzy nie mogą odbyć pielgrzymki do Rzymu czy Ziemi Świętej. Mogą oni uczestniczyć w wydarzeniach organizowanych na szczeblu lokalnym i nawiedzać święte miejsca wyznaczone przez swego biskupa. 

    6. Portal Jubileuszu po polsku

    Stolica Apostolska uruchomiła portal internetowy poświęcony Jubileuszowi 2025. Jest on obsługiwany również w języku polskim, Można za jego pośrednictwem uzyskać kartę pielgrzyma oraz zarejestrować się na różne jubileuszowe wydarzenia. 

    7. Na bieżąco

    Bieżące informacje o Roku Świętym będą publikowane na polskiej stronie Vatican News (www.vaticannews.va/pl) i w watykańskich mediach społecznościowych jak również w Radiu Watykańskim i w miesięczniku L’Osservatore Romano. W ramach duchowego przygotowania do Jubileuszu 2025 warto sięgnąć po bullę Papieża Franciszka „Spes non confudit” ogłaszająca Jubileusz oraz Encyklikę Benedykta XVI „Spe salvi”, ponieważ tematem obecnego Jubileuszu jest nadzieja. 

    KAI, Krzysztof Bronk, Vatican News PL/Stacja7

    ***

    Podwójna kumulacja łaski. Czyli po co nam Rok Jubileuszowy

    fot. canva/stacja7

    ***

    Absolutna nowość tego jubileuszu to możliwość uzyskania dwóch odpustów tego samego dnia. Dotąd była tylko opcja “albo-albo”…

    Jeśli idziesz z rodziną do restauracji, czy to znaczy, że nie możecie zjeść w domu? Oczywiście, że możecie. Przecież zazwyczaj tak jest. Ale właśnie dlatego, że robicie tak zazwyczaj, to kiedy zmieni się miejsce, czas i sposób, zwykła czynność nabiera nowego znaczenia. Wtedy inaczej wyraża się miłość: inaczej się słucha, inaczej się patrzy, wszystko przeżywa się inaczej. 

    Potrzebujemy celebracji, i to nie tylko tych liturgicznych: celebrujemy posiłki, spotkania, wydarzenia kulturalne, uroczyste otwarcia… Dzielimy czas zwykły i świąteczny. Mamy miejsca święte i czasy święte. Mamy święte rytuały. Tacy jesteśmy. Potrzebujemy tego. 

    Czy rok 2025 jest lepszy niż 2024 lub 2026? Nie. Po prostu nadaliśmy mu szczególne znaczenie. Nie chodzi o czas chronos: że to właśnie ten rok, te miesiące, te dni. Chodzi o kairos, czas łaski, czas zbawienia, zawsze jednak zawarty w jakiś ramach czasowych „z naszego świata”, bo w nim żyjemy. Ale zapowiada czasy przyszłe: wieczny bankiet, na którym będziemy świętować razem, na zawsze. Ucztę Baranka.

    Przejdziemy przez to… 

    Dekret O UZYSKANIU ODPUSTU PODCZAS ZWYCZAJNEGO JUBILEUSZU ROKU 2025 zaprasza nas przede wszystkim do pielgrzymki. W chrześcijaństwie to symbol. Oznacza, że jesteśmy jednym Ciałem, ciągle w drodze, a nasze życie ma punkt wyjścia i punkt dojścia. Czas, miejsce i sposób – mają znaczenie. 

    Pielgrzymkę można przeżyć na trzy sposoby: 1. pojechać do Rzymu i przejść przez Drzwi Święte jednej z bazylik; 2. zaplanować taki wyjazd do jednego z miejsc wyznaczonych w swojej diecezji, 3. obrać sobie za miejsce pielgrzymki serce drugiego człowieka, znajdujące się w domu po sąsiedzku albo w pobliskim więzieniu czy szpitalu.  

    W ten sposób szansę pielgrzymki ma więc każdy, także ten, kto nie ma możliwości wybrania się w daleką drogę, ze względu na chorobę czy pracę zawodową. 

    Odpuść…! 

    W jubileuszowym odpuście chodzi przede wszystkim o odpuszczenie win i kar, które należą nam się za popełnione grzechy, przebaczone już w spowiedzi sakramentalnej. Ale jest jeden warunek: pragnienie nawrócenia. Jak powiedział niedawno abp Adrian Galbas w rozmowie z mediami watykańskimi: Nie chodzi o pojechanie, ale o pojednanie

    Ale co wtedy, kiedy trudno jest się pojednać, no bo co powiem nagle, po latach? Z jakiej racji właśnie teraz? Tyle lat to trwa, jak to teraz odkręcić? Rok Święty jest właśnie taką okazją: Słuchaj, jubileusz jest. Odpuśćmy sobie.  

    Odpuść też sam sobie. Odpuść już to gniewanie się. Odpuść sobie katowanie się poczuciem winy, trwanie w wątpliwościach, podważanie wszystkiego. Odpuść to, to jest ten czas. Rzuć się w Miłosierdzie. Ostatecznie – tymi Drzwiami Świętymi jest Serce Jezusa. 

    Najcenniejsze, co mamy, to czas 

    Odpust jest przypisany nie tylko do samych sakramentów, ale też do dzieł miłosierdzia wobec ludzi obciążonych różnymi potrzebami. Krótko mówiąc: nie wystarczy pobożność, musi być czyn codzienny, bo jesteśmy cielesno – duchowi i nawrócenie dotyczy nas całych. Ciało też potrzebuje wyznać wiarę. 

    Dekret mówi o poświęceniu znacznej części wolnego czasu na wolontariat, przypominając uczynki co do ciała i co do duszy. Czyli można uzyskać odpust, kiedy się wysłucha kogoś w kolejce do lekarza albo gdy pocieszy się koleżankę cierpiącą z powodu śmierci kogoś bliskiego, albo odwiedzi sąsiada i po prostu z nim posiedzi. Dzisiaj to szczególnie ważne wobec ogromu  ludzkiej samotności i poczucia niewysłuchania. Podarować swój czas.  

    Rozrywka czy odpoczynek? 

    Dekret jubileuszowy zachęca do odnowienia w sobie wartości pokuty. W jej nowoczesnym i aktualnym wymiarze: postu od mediów społecznościowych. Jak zwykle nie chodzi tylko o samo wyrzeczenie się, ale o zamianę: czas jaki poświęcisz na scrollowanie sociali można wymienić na pobycie z kimś; telefon, rozmowę, spacer; albo modlitwę w ciszy. Bo ostatecznie Ty też potrzebujesz okazać sobie miłosierdzie. Potrzebujesz odpoczynku szabatu

    Zdublowana łaska 

    Absolutna nowość tego jubileuszu – jak podaje dekret – to możliwość uzyskania dwóch odpustów tego samego dnia. Dotychczas była tylko opcja albo-albo i musieliśmy wybierać: czy ofiarować go za siebie czy za osobę zmarłą. Powód hojności? Miłość. Jeśli chcesz przyjąć łaskę odpustu dla siebie, nie musisz jednocześnie rezygnować z pomocy komuś, kogo kochasz, a kto już znajduje się po tamtej stronie życia (por. Spes non confundit, 22).


    Oficjalny portal roku jubileuszowego to www.iubilaeum2025.va a na witrynach internetowych wszystkich polskich diecezji wymienione są lokalne miejsca jubileuszowe, do których można odbyć wspólną pielgrzymkę nadziei. 

    s. M. Aleksandra Szyborska PDDM/Stacja7.pl

    ***

    Odpust zupełny w czasie Roku Jubileuszowego. Jak można go uzyskać?

    Watykan opublikował normy dotyczące uzyskania odpustu zupełnego w czasie zwyczajnego Jubileuszu roku 2025, ogłoszonego przez papieża Franciszka. Kto będzie mógł uzyskać odpust? Jakie będą obowiązywać warunki?

    fot. OVALENKOVPETR, CREATIVAIMAGES/FREEPIK.COM

    ***

    Papież Franciszek w czwartek oficjalnie ogłosił Jubileusz 2025 roku, który będzie „Rokiem Świętym, charakteryzującym się nadzieją, która nie gaśnie, nadzieją w Bogu” – stwierdził w bulli „Spes non confundit” (Nadzieja zawieść nie może).

    Już w bulli ogłaszającej rok jubileuszowy papież Franciszek podkreślił, że w tym kontekście odpust nabiera „szczególnego znaczenia”. Z tego względu Watykan opublikował warunki, „aby wierni mogli skorzystać z przepisów umożliwiających uzyskanie i skuteczne praktykowanie jubileuszowego odpustu”.

    W dekrecie Penitencjarii Apostolskiej przypomniano, że warunkiem uzyskania odpustu zupełnego jest spełnienie warunków zwykłych (spowiedź sakramentalna, Komunia eucharystyczna i modlitwa według intencji Ojca Świętego).

    Kto może uzyskać odpust?

    Odpust jubileuszowy będą mogli uzyskać wierni, którzy dokonają jednego z wymienionych przez Watykan dzieł. Wśród nich są między innymi pielgrzymki, nawiedzenie miejsc świętych, czy dzieła miłosierdzia i pokuty.

    Odpust uzyskają między innymi wierni, którzy odbędą pielgrzymkę „w kierunku dowolnego świętego miejsca jubileuszowego”, do co najmniej jednej z czterech Papieskich Bazylik Większych w Rzymie, w Ziemi Świętej, do co najmniej jednej z trzech bazylik: Grobu Świętego w Jerozolimie, Narodzenia Pańskiego w Betlejem, Zwiastowania Pańskiego w Nazarecie, w innych okręgach kościelnych: do kościoła katedralnego lub innych kościołów i miejsc świętych wyznaczonych przez ordynariusza miejsca.

    Ponadto odpust będą mogli uzyskać także wierni, którzy „indywidualnie lub w grupie, pobożnie nawiedzą dowolne miejsce jubileuszowe i tam przez odpowiedni czas odprawią adorację eucharystyczną i rozmyślanie”.

    Odpust w ramach jubileuszu będzie można uzyskać również dokonując dzieł miłosierdzia i pokuty.

    Tutaj Watykan wymienia między innymi uczestniczenie w duchu pobożności „w misjach ludowych, rekolekcjach lub spotkaniach formacyjnych poświęconych tekstom Soboru Watykańskiego II i Katechizmu Kościoła Katolickiego”.

    Co więcej, pomimo zasady, że dziennie można uzyskać tylko jeden odpust zupełny, wierni „otrzymają akt miłosierdzia na rzecz dusz czyśćcowych, jeśli prawowicie przystąpią po raz drugi tego samego dnia do sakramentu Komunii, będą mogli uzyskać dwukrotnie odpust zupełny tego samego dnia, obowiązujący jedynie za zmarłych”.

    W ramach możliwości uzyskania odpusty, wierni będą „zachęcani do częstszego podejmowania dzieł miłości i miłosierdzia, głównie na rzecz służby braciom obciążonym różnymi potrzebami”. Odpust zupełny otrzymają także ci, którzy „udadzą się w celu odwiedzenia i poświęcenia właściwego czasu braciom znajdującym się w potrzebie lub w trudnej sytuacji”.

    Jak podkreśla Watykan, jubileuszowy odpust można osiągnąć „przez działania wyrażające w sposób konkretny i bezinteresowny ducha pokuty”. Odpust otrzymają zatem wierni, którzy w piątki powtrzymają się od udziału w „błahych rozrywkach”, czy od zbędnej konsumpcji, a dzieła te będą połączone z przekazaniem pomocy dla ubogich, wspieranie dzieł o charakterze religijnym zwłaszcza na rzecz obrony i ochrony życia i wszystkich potrzebujących.

    ***

    Pełny tekst dokumentu:

    O UZYSKANIU ODPUSTU
    ODCZAS ZWYCZAJNEGO JUBILEUSZU ROKU 2025
    OGŁOSZONEGO PRZEZ JEGO ŚWIĄTOBLIWOŚĆ PAPIEŻA FRANCISZKA

    „Teraz nadszedł czas nowego Jubileuszu, w którym Drzwi Święte zostaną ponownie otwarte, aby dać żywe doświadczenie Bożej miłości” (Spes non confundit, 6). W bulli ogłaszającej Zwyczajny Jubileusz roku 2025 Ojciec Święty w obecnym historycznym momencie, w którym „ludzkość niepomna na dramaty przeszłości, poddawana jest nowej i trudnej próbie, w której wiele ludów jest uciskanych przez brutalność przemocy” (Spes non confundit, 8), wzywa wszystkich chrześcijan, aby stali się pielgrzymami nadziei. Jest to cnota, którą należy odkryć na nowo w znakach czasu, które, obejmując „tęsknotę ludzkiego serca, potrzebującego zbawczej obecności Boga, domagają się, by zostały przekształcone w znaki nadziei” (Spes non confundit, 7), które należy czerpać przede wszystkim z łaski Bożej i pełni Jego miłosierdzia.

    Już w bulli ogłaszającej Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia w 2015 roku papież Franciszek podkreślił, że w tym kontekście odpust nabiera „szczególnego znaczenia” (Misericordiae vultus, 22), gdyż miłosierdzie Boże „staje się odpustem Ojca, który poprzez Kościół — Oblubienicę Chrystusa — dociera do grzesznika, któremu udzielił już przebaczenia, i uwalnia go od wszelkich pozostałości skutków grzechu” (tamże). Podobnie i dzisiaj Ojciec Święty oświadcza, że dar odpustu „pozwala nam odkryć, jak nieograniczone jest miłosierdzie Boga. To nie przypadek, że w starożytności termin «miłosierdzie» był używany zamiennie z terminem «odpust», właśnie dlatego, że ma wyrażać pełnię Bożego przebaczenia, które nie zna granic” (Spes non confundit, 23). Odpust jest więc łaską jubileuszową.

    Dlatego też z okazji Zwyczajnego Jubileuszu roku 2025, z woli Papieża, ten „Trybunał Miłosierdzia”, do którego należy rozporządzanie wszystkim, co dotyczy udzielania i korzystania z odpustu, zamierza zachęcić dusze wiernych do karmienia się pragnieniem uzyskania odpustu jako daru łaski, właściwego i unikalnego dla każdego Roku Świętego, i ustanawia następujące wymogi, aby wierni mogli skorzystać z „przepisów umożliwiających uzyskanie i skuteczne praktykowanie jubileuszowego odpustu” (Spes non confundit, 23).

    Podczas Zwyczajnego Jubileuszu roku 2025 pozostaje w mocy każdy inny udzielony odpust. Wszyscy wierni naprawdę pokutujący, wykluczający wszelkie przywiązanie do jakiegokolwiek grzechu (por. Enchiridion Indulgentiarum, wyd. IV, norm. 20, § 1) i poruszeni duchem miłosierdzia, którzy w Roku Świętym oczyścili się poprzez sakrament pokuty i pokrzepili się Komunią Świętą, będą modlić się zgodnie z intencjami Papieża, ze skarbca Kościoła będą mogli uzyskać odpust zupełny, odpuszczenie i darowanie swoich grzechów, który będzie można także zyskać dla dusz czyśćcowych, dokonując jednego z wymienionych niżej dzieł:

    I.- O świętych pielgrzymkach

    Wierni, pielgrzymi nadziei, będą mogli uzyskać odpust jubileuszowy udzielony przez Ojca Świętego, jeśli odbędą pobożną pielgrzymkę:

    w kierunku dowolnego świętego miejsca jubileuszowego: tam pobożnie uczestniczyć we Mszy Świętej (o ile przepisy liturgiczne na to pozwalają, będzie można przede wszystkim korzystać z formularza Mszy właściwej Jubileuszowi bądź Mszy w rożnych potrzebach: o pojednanie, o odpuszczenie grzechów, o uproszenie miłości i o zachowanie pokoju i sprawiedliwości); we Mszy przy udzieleniu sakramentów wtajemniczenia chrześcijańskiego lub w Sakramencie Namaszczenia Chorych; nabożeństwie Słowa Bożego; Liturgii Godzin (godzina czytań, jutrznia, nieszpory); Drodze Krzyżowej; różańcu; recytacji hymnu Akatystu; nabożeństwie pokutnym, zakończonym indywidualną spowiedzią penitentów, zgodnie z aktem pokutnym (forma II);

    w Rzymie: do co najmniej jednej z czterech Papieskich Bazylik Większych: św. Piotra na Watykanie, Najświętszego Zbawiciela na Lateranie, Matki Bożej Większej, św. Pawła za Murami;

    w Ziemi Świętej: do co najmniej jednej z trzech bazylik: Grobu Świętego w Jerozolimie, Narodzenia Pańskiego w Betlejem, Zwiastowania Pańskiego w Nazarecie;

    w innych okręgach kościelnych: do kościoła katedralnego lub innych kościołów i miejsc świętych wyznaczonych przez ordynariusza miejsca. Biskupi uwzględnią potrzeby wiernych i samą możliwość zachowania nienaruszonego znaczenia pielgrzymki, z całą jej mocną symboliką, zdolną ukazać naglącą potrzebę nawrócenia i pojednania;

    II.- W pobożnym nawiedzeniu miejsc świętych

    Wierni będą mogli uzyskać podobnie odpust jubileuszowy, jeśli indywidualnie lub w grupie, pobożnie nawiedzą dowolne miejsce jubileuszowe i tam przez odpowiedni czas odprawią adorację eucharystyczną i rozmyślanie, kończąc modlitwą „Ojcze nasz”, Wyznaniem wiary w jakiejkolwiek dopuszczonej formie i modlitwą do Maryi, Matki Bożej, aby w tym Roku Świętym wszyscy „mogli doświadczyć bliskości najczulszej z mam, która nigdy nie opuszcza swoich dzieci” (Spes non confundit, 24).

    Z okazji Roku Jubileuszowego, oprócz wyżej wymienionych znamiennych miejsc pielgrzymkowych, będzie można nawiedzić także inne miejsca święte, na tych samych warunkach:

    w Rzymie: Bazylika Świętego Krzyża z Jerozolimy, Bazylika św. Wawrzyńca za Murami, Bazylika św. Sebastiana za Murami (zdecydowanie zaleca się pobożne nawiedzenie zwane „Pielgrzymką do Siedmiu Kościołów”, tak drogą św. Filipowi Nereuszowi), Sanktuarium Bożego Miłosierdzia – Kościół Santo Spirito in Sassia, Kościół św. Pawła przy Trzech Źródłach – miejsce męczeństwa Apostoła, Katakumby chrześcijańskie; kościoły trasy jubileuszowej Iter Europaeum oraz kościoły poświęcone Patronom Europy i Doktorom Kościoła (Bazylika Santa Maria sopra Minerva, Kościół Santa Brigida przy Campo de’ Fiori, Kościół Matki Bożej Zwycięskiej, Kościół Trinità dei Monti, Bazylika św. Cecylii na Zatybrzu, Bazylika św. Augustyna na Polu Marsowym);

    w innych miejscach na świecie: dwie papieskie bazyliki mniejsze w Asyżu: św. Franciszka i Najświętszej Marii Panny od Aniołów; papieskie bazyliki: Santa Casa w Loreto, Matki Bożej Różańcowej w Pompejach, św. Antoniego w Padwie; każda bazylika mniejsza, katedra, kościół konkatedralny, sanktuarium maryjne oraz dla dobra wiernych każda wyróżniająca się kolegiata lub sanktuarium wyznaczone przez każdego biskupa diecezjalnego lub eparchialnego, a także sanktuaria krajowe lub międzynarodowe, „święte miejsca gościnności i uprzywilejowane przestrzenie budzenia nadziei” (Spes non confundit, 24), wskazane przez Konferencje Episkopatów.

    Wierni prawdziwie skruszeni, którzy nie będą mogli uczestniczyć w uroczystych celebracjach, pielgrzymkach i pobożnym nawiedzeniu, z ważnych powodów (przede wszystkim siostry i mnisi klauzurowi, osoby starsze, chorzy, osadzeni w więzieniach, a także ci, którzy w szpitalu lub w innych miejscach opieki, stale posługują chorym), uzyskają odpust jubileuszowy na tych samych warunkach, jeżeli zjednoczeni duchowo z wiernymi obecnymi, zwłaszcza w momentach, w których słowa Ojca Świętego lub biskupów diecezjalnych są przekazywane za pośrednictwem środków komunikacji medialnej, w swoim domu lub tam, gdzie powstrzymuje ich przeszkoda (np. w kaplicy klasztornej, w szpitalu, w domu opieki, w więzieniu…), odmówią Ojcze nasz, Wyznanie wiary w jakiejkolwiek dopuszczonej formie i inne modlitwy zgodne z intencjami Roku Świętego, ofiarowując swoje cierpienia lub życiowe trudności;

    III.-W dziełach miłosierdzia i pokuty

    Ponadto wierni będą mogli uzyskać odpust jubileuszowy, jeśli w duchu pobożności będą uczestniczyć w misjach ludowych, rekolekcjach lub spotkaniach formacyjnych poświęconych tekstom Soboru Watykańskiego II i Katechizmu Kościoła Katolickiego, które odbędą się w kościele lub innym odpowiednim miejscu, według zamysłu Ojca Świętego.

    Pomimo zasady, że dziennie można uzyskać tylko jeden odpust zupełny (por. Enchiridion Indulgentiarum, wyd. IV, norm. 18, § 1), wierni otrzymają akt miłosierdzia na rzecz dusz czyśćcowych, jeśli prawowicie przystąpią po raz drugi tego samego dnia do sakramentu Komunii, będą mogli uzyskać dwukrotnie odpust zupełny tego samego dnia, obowiązujący jedynie za zmarłych (czyli w ramach celebracji eucharystycznej; por. kan. 917 i Papieska Komisja ds. Autentycznej Interpretacji KPK, Responsa ad dubia, 1, 11 lipca 1984). Przez tę podwójną ofiarę dokonuje się godny pochwały przejaw miłości nadprzyrodzonej, gdyż więź, która łączy wiernych pielgrzymujących jeszcze na ziemi z mistycznym Ciałem Chrystusa, wraz z tymi, którzy już zakończyli swą drogę, ze względu na fakt, że „odpust jubileuszowy, na mocy modlitwy, jest przeznaczony w szczególny sposób dla tych, którzy odeszli przed nami, aby mogli otrzymać pełnię miłosierdzia” (Spes non confundit, 22).

    W szczególny właśnie sposób „w Roku Jubileuszowym będziemy wezwani do bycia namacalnymi znakami nadziei dla wielu braci i sióstr żyjących w trudnych warunkach” (Spes non confundit, 10): Odpust jest zatem również przypisany do dzieł miłosierdzia i pokuty, które świadczą o podjętym nawróceniu. Wierni podążając za przykładem i poleceniem Chrystusa, będą zachęcani do częstszego podejmowania dzieł miłości i miłosierdzia, głównie na rzecz służby braciom obciążonym różnymi potrzebami. Dokładniej odkryjmy na nowo „uczynki miłosierdzia względem ciała: głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, przybyszów w dom przyjąć, chorych nawiedzać, więźniów pocieszać, umarłych pogrzebać.” (Misericordiae vultus, 15) i odkryjmy na nowo również „uczynki miłosierdzia względem ducha: wątpiącym dobrze radzić, nieumiejętnych pouczać, grzeszących upominać, strapionych pocieszać, urazy chętnie darować, przykrych cierpliwie znosić, modlić się za żywych i umarłych” (tamże).

    Podobnie wierni będą mogli uzyskać odpust jubileuszowy, jeśli udadzą się w celu odwiedzenia i poświęcenia właściwego czasu braciom znajdującym się w potrzebie lub w trudnej sytuacji (chorym, więźniom, samotnym osobom starszym, niepełnosprawnym…), pielgrzymując niejako do obecnego w nich Chrystusa (por. Mt 25, 34-36) i wypełniając zwykłe warunki duchowe, sakramentalne i modlitewne. Wierni bez wątpienia będą mogli te odwiedziny powtarzać w ciągu Roku Świętego, uzyskując za każdym razem odpust zupełny, nawet każdego dnia.

    Jubileuszowy odpust zupełny można osiągnąć także przez działania wyrażające w sposób konkretny i bezinteresowny ducha pokuty, który jest jakby duszą Jubileuszu, odkrywając na nowo w szczególności pokutną wartość piątku: powstrzymanie się w duchu pokuty przynajmniej przez jeden dzień od błahych rozrywek (realnych, ale także wirtualnych, spowodowanych na przykład przez media i sieci społecznościowe) oraz od zbędnej konsumpcji (na przykład praktyka postu lub wstrzemięźliwości zgodna z ogólnymi normami Kościoła i szczegółowymi zaleceniami biskupów), połączona z przekazaniem odpowiedniej sumy pieniędzy ubogim; wspieranie dzieł o charakterze religijnym lub socjalnym, zwłaszcza na rzecz obrony i ochrony życia na wszystkich jego etapach oraz samej jakości życia, opuszczonych dzieci, młodzieży zmagającej się trudnościami, starców potrzebujących opieki lub samotnych, migrantów z różnych krajów, „którzy opuszczają swoją ziemię w poszukiwaniu lepszego życia dla siebie i swoich rodzin” (Spes non confundit, 13); poświęcanie znacznej części wolnego czasu na działalność na rzecz wolontariatu, która służy interesowi społeczności, lub inne podobne formy osobistego zaangażowania.

    Wszyscy biskupi diecezjalni lub eparchialni i ci, którzy prawnie są z nimi zrównani, w najwłaściwszym dniu tego okresu jubileuszowego, przy okazji głównych uroczystości w katedrze i w poszczególnych kościołach jubileuszowych, będą mogli udzielić papieskiego błogosławieństwa z dołączonym odpustem zupełnym, który mogą otrzymać wszyscy wierni, którzy otrzymają to błogosławieństwo pod zwykłymi warunkami.

    W celu duszpasterskiego ułatwienia dostępu do sakramentu pokuty i osiągnięcia Bożego przebaczenia poprzez władzę kluczy, ordynariusze miejsca proszeni są o udzielenie kanonikom i kapłanom, którzy w katedrach i kościołach wyznaczonych na Rok Święty, będą mogli wysłuchać spowiedzi wiernych, uprawnień jedynie do forum wewnętrznego, o czym dla wiernych Kościołów Wschodnich stanowi kan. 728, § 2 KKKW, a w przypadku ewentualnego zastrzeżenia dla określonej władzy – kan. 727, z wyłączeniem, jak jest oczywiste, przypadków o których mowa w kan. 728, § 1; natomiast dla wiernych Kościoła łacińskiego uprawnień o których mowa w kan. 508, § 1 KPK.

    W związku z tym Penitencjaria wzywa wszystkich księży, aby z hojną dyspozycyjnością i poświęceniem siebie zapewnili jak najszerszą możliwość uzyskania przez wiernych środków zbawienia; ustalali i publikowali terminy spowiedzi, w porozumieniu z proboszczami lub rektorami sąsiednich kościołów; znajdowali się w konfesjonale; planując stałe i częste celebracje pokutne, zapewniając jednocześnie jak najszerszą dostępność księży, którzy po osiągnięciu wymaganego wieku, nie pełnią określonych funkcji duszpasterskich. W zależności od możliwości pamiętajmy także, zgodnie z Motu proprio Misericordia Dei, o duszpasterskiej możliwości słuchania spowiedzi także podczas celebracji Mszy Świętej.

    W celu ułatwienia zadań spowiednikom, Penitencjaria Apostolska, z upoważnienia Ojca Świętego, stanowi, że kapłani, którzy towarzyszą lub przyłączają się do pielgrzymek jubileuszowych poza własną diecezją, mogą korzystać z tych samych uprawnień, jakie zostały im powierzone w ich własnej diecezji przez prawowity organ. Specjalne uprawnienia zostaną wówczas przyznane przez tę Penitencjarię Apostolską penitencjarzom rzymskich Bazylik Papieskich, kanonikom penitencjarzom lub penitencjarzom diecezjalnym utworzonym w poszczególnych okręgach kościelnych.

    Spowiednicy, po uprzednim pouczeniu z miłością wiernych o powadze grzechów, do których należą te z dołączonym zastrzeżeniem lub cenzurą, wyznaczą z duszpasterską miłością odpowiednie pokuty sakramentalne, aby w miarę możliwości doprowadzić ich do trwałej pokuty i w zależności od charakteru spraw, zaprosić ich do naprawienia skandali i szkód.

    Penitencjaria na koniec gorąco zachęca Biskupów, jako posiadaczy potrójnego munus nauczania, rządzenia i uświęcania, aby zadbali o jasne wyjaśnienie proponowanych tutaj przepisów i zasad dotyczących uświęcenia wiernych, ze szczególnym uwzględnieniem lokalnych warunków, kultury i tradycji. Katecheza dostosowana do specyfiki społeczno-kulturowej każdego narodu będzie w stanie zaproponować sposób skutecznego głoszenia Ewangelii i całokształtu orędzia chrześcijańskiego, zakorzeniając głębiej w sercach pragnienie tego wyjątkowego daru, uzyskanego za pośrednictwem Kościoła.

    Niniejszy Dekret obowiązuje przez cały Jubileusz Zwyczajny roku 2025, niezależnie od wszelkich postanowień stanowiących inaczej.

    W Rzymie, w siedzibie Penitencjarii Apostolskiej, 13 maja 2024 roku, we wspomnienie Matki Bożej z Fatimy.

    Kard. Angelo De Donatis
    Penitencjariusz Większy

    Bp Krzysztof Nykiel
    Regens

    vaticannews/Stacja7.pl/KAI

    ***

    Odpusty jubileuszowe, warto – kiedy i jak?

    Rok Jubileuszowy 2025, który teraz przeżywamy w Kościele, jest rokiem szczególnej łaski. Warunkiem dostąpienia odpustu jest przystąpienie do sakramentu pokuty i Komunii św., całkowite wewnętrzne oderwanie się od grzechu, a także modlitwa w intencjach Ojca Świętego. Uzyskane odpusty można ofiarować za siebie lub za zmarłych. To są niesamowite dary, jakie ofiaruje nam Kościół ze swego skarbca. 

    W oparciu o artykuł Penitencjaria Apostolska: Trybunał miłosierdzia w służbie Kościołowi autorstwa ks. prał. Krzysztofa Nykiela, Regensa Penitencjarii Apostolskiej, zamieszczony w czasopiśmie naukowym „Teologia i Moralność” nr 2/2015 s. 67-86 przypominam podstawowe informacje o odpustach.

    Kodeks Prawa kanonicznego w kan. 992 podaje następująca definicję odpustu: „Odpust jest to darowanie przed Bogiem kary doczesnej za grzechy, odpuszczone już co do winy. Otrzymuje je wierny, odpowiednio przygotowany i po wypełnieniu określonych warunków, przez działanie Kościoła, który jako sługa odkupienia autorytatywnie rozporządza i dysponuje skarbcem zadośćuczynień Chrystusa i świętych”.

    Chrześcijanin skruszony w swoim sercu i żałujący szczerze za popełnione grzechy w sakramencie pokuty otrzymuje odpuszczenie winy, natomiast pozostaje jeszcze tzw. kara doczesna, związana z naruszeniem porządku sprawiedliwości i miłości. Darowanie kary doczesnej określa się terminem „odpust”, którego uzyskanie zakłada szczerą wewnętrzną przemianę oraz wypełnienie przepisanych uczynków.

    Odpust jest cząstkowy lub zupełny, w zależności od tego, czy uwalnia od kary doczesnej należnej za grzechy w części lub całości. Paweł VI zniósł odpusty określane konkretnym czasem (np. ilością dni lub lat), ponieważ w wieczności nie ma czasu.

    Wierny może uzyskiwać odpust cząstkowy lub zupełny tylko za siebie lub ofiarować go za zmarłego, na sposób wstawienniczy, ale za nikogo z żyjących, ponieważ każdy człowiek sam jest w stanie dokonać przemiany swojego życia i wypełnić wymagane do otrzymania odpustu warunki.

    Odpust zupełny można uzyskać tylko jeden raz w ciągu dnia, poza pozostającymi w obliczu śmierci, natomiast odpusty cząstkowe można uzyskiwać w ciągu jednego dnia wielokrotnie.

    Do uzyskania odpustu zupełnego wymagane są następujące warunki: spowiedź sakramentalna i Komunia św., całkowicie wewnętrzne oderwanie się od grzechu, nawet najlżejszego, spełnienie czynu, z którym związany jest odpust zupełny oraz modlitwa w intencjach Ojca Świętego.

    Przyjrzyjmy się bliżej wspomnianym warunkom:

    1. Spowiedź sakramentalna – nie można zyskać odpustu bez odbycia spowiedzi sakramentalnej. Powinna ona mieć miejsce na kilka dni przed lub po wypełnieniu czynności odpustowej (na kilka tzn. zaleca się trzymanie granicy 8 dni przed i po); istnienie także zasada, że po spowiedzi sakramentalnej można uzyskać wiele odpustów zupełnych, ale tylko jeden w ciągu dnia.
    2. Komunia eucharystyczna – można ją przyjąć w przeddzień dopełnienia czynu obdarzonego odpustem i w ciągu siedmiu dni po dopełnieniu czynności odpustowych; jednak zaleca się, aby Komunię św. przyjąć w dniu, w którym pragnie się dostąpić łaski odpustu, gdyż zwiększa to możliwość jego zyskania. Należy także zaznaczyć, że w odróżnieniu od spowiedzi po przyjęciu jednej Komunii św. można uzyskać tylko jeden odpust zupełny. Wyjątek od tej reguły stanowi niebezpieczeństwo śmierci.
    3. Modlitwa w intencjach Ojca Świętego – czyli w intencjach wyznaczonych przez papieża. Wierny nie musi ich znać, wystarczy, że wzbudzi ogólną intencję modlitwy w wyznaczonych przez papieża intencjach; odmówienie tej modlitwy może mieć miejsce w ciągu kilku dni przed dokonaniem dzieła odpustowego lub po nim, ale podobnie jak w przypadku Komunii św., zaleca się, aby modlitwa została odmówiona w dniu wykonania czynu odpustowego. Dla wypełnienia warunku wystarczy jedno Ojcze nas i jedno Zdrowaś Maryjo.
    4. Całkowite wykluczenie przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, także powszedniego – jest to ostatni warunek konieczny do zyskania odpustu zupełnego. Kiedy mamy do czynienia z przywiązaniem do grzechu? Mówimy o nim wtedy, gdy ktoś świadomie grzeszy więcej niż raz, znaczy to, że grzeszy i chce tego, a przy tym nie poprzestaje na jednym grzechu, ale dopuszcza do pewnej wielokrotności, jakkolwiek nie do zwyczaju, z którego rodzi się nawyk. Trudność wyzbycia się przywiązania do jakiegokolwiek grzechu można więc porównać z trudnością wzbudzenia w sobie żalu doskonałego. Jednak tak wzbudzenie żalu doskonałego, jak i uzyskanie odpustu zupełnego jest możliwe, należy jednak jak najpełniej otworzyć się na działanie Bożych łask w swoim codziennym życiu. Tylko bowiem mocą Bożego miłosierdzia możemy się nawracać i zadośćuczynić za swojej grzechy i zmarłych cierpiący w czyśćcu. Głębokie i szczere pragnienie zyskania odpustu zupełnego, zawierzenie się łasce Bożej oraz wypełnienie, z pewnym zaangażowaniem woli i serca, wszystkich warunków z pewnością jest w stanie wytworzyć w nas odpowiednią dyspozycję do otwarcia się na dar odpustu zupełnego.

    Poniżej publikujemy   w s z y s t k i e   odpusty zupełne, wyliczone w „Enchiridionie” z 1999 r. Dla przejrzystości odpusty zostały wymienione nie w kolejności podanej w dokumencie Penitencjarii Apostolskiej lecz według pewnego praktycznego klucza.

     I ODPUSTY, KTÓRE  MOŻNA  ZYSKIWAĆ   C O D Z I E N N I E

    1. Za pobożne odmówienie cząstki Różańca Świętego, w sposób ciągły, z rozważaniem tajemnic różańcowych, w kościele albo w kaplicy albo rodzinie albo we wspólnocie zakonnej, we wspólnocie wiernych, zwłaszcza gdy wiele osób gromadzi się w jakimś szlachetnym celu (n. 17 § 1, 1o).
    2. Za czytanie Pisma świętego z czcią należną Słowu Bożemu i na sposób lektury duchowej przynajmniej przez pół godziny z tekstu zatwierdzonego przez władzę kościelną (n. 30 § 1). Kto nie może czytać osobiście, wystarczy gdy słucha czytającego nawet przez środki audiowizualne (n. 30 § 2).
    3. Za nawiedzenie i adorowanie Najświętszego Sakramentu przez pół godziny (n. 7 § 1, 1o).
    4. Za pobożne odprawienie Drogi Krzyżowej – przed stacjami prawnie erygowanymi – połączone z rozważaniem Męki i Śmierci Chrystusa  – i przechodzeniem od stacji do stacji; w publicznym odprawianiu wystarczy przechodzenie prowadzącego (n. 13, 2o).  Prawnie przeszkodzeni mogą przez kwadrans czytać i rozważać Męką Pańską (n. 13, 2o, 1).
    5. Za pobożne łączenie się przez pośrednictwo radia czy telewizji z nabożeństwem Drogi Krzyżowej odprawianej przez Ojca Świętego (n. 13, 2o).
    6. Za pobożnie odmówienie Koronki do Miłosierdzia Bożego w kościele lub kaplicy wobec Najświętszego Sakramentu publicznie wystawionego lub  przechowywanego w tabernakulum. Jeżeli wierny z powodu choroby lub innej słusznej racji nie może wyjść z domu, ale odmówi Koronkę do Miłosierdzia Bożego z ufnością i z pragnieniem miłosierdzia dla siebie oraz gotowością okazania go innym, pod zwykłymi warunkami również zyskuje odpust zupełny (Dekret Penitencjarii Apostolskiej z dnia 12.01.2002 dotyczy całego terytorium Polski).

     II ODPUSTY, KTÓRE  MOŻNA  ZYSKIWAĆ   W   C I Ą G U   R O K U

    1. W Nowy Rok (1 stycznia):  za pobożny udział w śpiewie lub recytacji w kościele lub kaplicy hymnu „O Stworzycielu, Duchu przyjdź” (n. 26 § 1, 1o).
    2. W każdy piątek Wielkiego Postu: za odmówienie przed obrazem Jezusa ukrzyżowanego po przyjęciu Komunii świętej i modlitwy „Oto ja, o dobry i najsłodszy Jezu” (n. 8 § 1, n. 2o).
    3. W okresie Wielkiego Postu: za udział w nabożeństwie „Gorzkich Żali” w jakimkolwiek kościele lub kaplicy na terenie Polski wierny zyskuje odpust zupełny raz w tygodniu w okresie Wielkiego Postu (Pismo Penitencjarii Apostolskiej z dnia 06.02.1968).
    4. W Wielki Czwartek: za pobożne odmówienie hymnu „Przed tak wielkim Sakramentem” podczas uroczystej repozycji  Najświętszego Sakramentu po Mszy Świętej Wieczerzy Pańskiej (n. 7 § 1, 2o).
    5. W Wielki Piątek: za pobożne uczestniczenie w liturgii  Wielkiego Piątku połączone z adoracją Krzyża (n. 13, 1o).
    6. W Wielką Sobotę: za odnowienie w czasie liturgii Wigilii Paschalnej przyrzeczeń chrzcielnych według formuły zatwierdzonej przez Kościół (n. 28 § 1).
    7. W II Niedzielę Wielkanocną, czyli Miłosierdzia Bożego:
    8. a) udziela się odpustu zupełnego na zwykłych warunkach (spowiedź sakramentalna, Komunia eucharystyczna, modlitwa w intencjach papieskich) wiernemu, który w II Niedzielę Wielkanocną, czyli Miłosierdzia Bożego, w jakimkolwiek kościele lub kaplicy, z sercem całkowicie wolnym od wszelkiego przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, choćby powszedniego, weźmie udział w pobożnych praktykach spełnianych ku czci Bożego Miłosierdzia albo przynajmniej odmówi przed Najświętszym Sakramentem Eucharystii, wystawionym publicznie lub ukrytym w tabernakulum modlitwy „Ojcze nasz” i „Wierzę”, dodając pobożne wezwanie do Pana Jezusa Miłosiernego, np. „Jezu Miłosierny, ufam Tobie” (Dekret Penitencjarii Apostolskiej z dnia 29.06.2002).
    9. b) Ponadto marynarze, którzy wykonują swoje obowiązki na niezmierzonych obszarach mórz; niezliczeni bracia, których tragedie wojenne, wydarzenia polityczne, uciążliwe warunki naturalne i inne podobne przyczyny zmusiły do opuszczenia rodzinnej ziemi; chorzy i ich opiekunowie oraz ci wszyscy, którzy z uzasadnionej przyczyny nie mogą opuścić domów lub wykonują pilnie potrzebne zadania dla dobra społeczności, mogą uzyskać odpust zupełny w Niedzielę Miłosierdzia Bożego, jeśli wyrzekając się całkowicie jakiegokolwiek grzechu, jak to zostało powiedziane powyżej, i z zamiarem spełnienia – gdy tylko będzie to możliwe – trzech zwykłych warunków, odmówią przed świętym wizerunkiem naszego Pana Jezusa Miłosiernego modlitwę „Ojcze nasz” i „Wierzę”, dodając pobożne wezwanie do Pana Jezusa Miłosierny, np. „Jezu Miłosierny, ufam Tobie”. (Dekret Penitencjarii Apostolskiej z dnia 29.06.2002).
    10. c) Gdyby nawet to nie było możliwe, tego samego dnia będą mogli uzyskać odpust zupełny, ci którzy duchowo zjednoczą się z wiernymi, spełniającymi w zwyczajny sposób przepisane praktyki w celu otrzymania odpustu, i ofiarują Miłosiernemu Bogu modlitwę, a wraz z nią cierpienia spowodowane chorobą i trudy swojego życia, podejmując zarazem postanowienie, że spełnią oni trzy przepisane warunki uzyskania odpustu zupełnego, gdy tylko będzie to możliwe (Dekret Penitencjarii Apostolskiej z dnia 29.06.2002).
    11. W uroczystość Zesłania Ducha Świętego: za pobożny udział w śpiewie lub recytacji w kościele lub kaplicy hymnu „O, Stworzycielu Duchu, przyjdź” (n. 26 § 1, 1o).
    12. W uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej: za udział w uroczystej procesji eucharystycznej prowadzonej w kościele czy poza nim (n. 7 § 1, 3o).
    13. W uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa: za publiczne odmówienie aktu wynagrodzenia Najświętszemu Sercu Pana Jezusa „O, Jezu Najsłodszy, któremu za miłość bez granic” (n. 3).
    14. W uroczystość Św. Apostołów  Piotra i Pawła: za użycie przedmiotu religijnego, (np. krzyżyka, różańca, medalika), poświęconego przez papieża lub biskupa, i odmówienie wyznania wiary zatwierdzonego przez Kościół (n. 14  § 1).
    15. W uroczystość Chrystusa Króla: za publiczne odmówienie aktu poświęcenia rodzaju ludzkiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa „O, Jezu Najsłodszy, Odkupicielu rodzaju ludzkiego ” (n. 2).
    16. W Stary Rok (31 grudnia): za pobożny udział w śpiewie lub recytacji w kościele lub kaplicy hymnu „Ciebie Boga wysławiamy ” w celu okazania wdzięczności za łaski minionego roku. (n. 26 § 1, 2o).
    17. W dniu Pierwszej Komunii Świętej: za przystąpienie do Pierwszej Komunii świętej lub pobożny udział w uroczystości pierwszokomunijnej (n. 8 § 1, 1o).
    18. W dniu Prymicji kapłańskich: Prymicjant zyskuje  odpust zupełny za celebrowanie Mszy świętej prymicyjnej z ludem w wyznaczonym dniu (n. 27 § 1, 1o)  i wierny za uczestniczenie w takiej Mszy świętej prymicyjnej (n. 27 § 1, 2o) .
    19. W dniu zakończenia Kongresu Eucharystycznego: za pobożny udział w uroczystym zakończeniu Kongresu Eucharystycznego (n. 7 § 1, 4o).
    20. W czasie Misji parafialnych: Za udział w kilku kazaniach misyjnych, łącznie z udziałem w uroczystym zakończeniu misji (n. 16 § 1).
    21. Za udział w ćwiczeniach duchowych trwających przynajmniej pełne trzy dni (n. 10 § 1).
    22. W tygodniu modlitw o jedność chrześcijan: za podjęcie jakichś funkcji w tygodniu modlitw o jedność  chrześcijan oraz za wzięcie udziału w zakończeniu tygodnia modlitw o jedność chrześcijan (n. 11 § 1).
    23. Za pobożny udział w modlitwie różańcowej prowadzonej przez papieża i transmitowanej przez radio lub telewizję (n. 17 § 1, 2o).
    24. Za pobożne odmówienie hymnu Akathistos lub Oficjum Paraclisis –  w kościele albo w kaplicy, albo w rodzinie, we wspólnocie zakonnej, we wspólnocie wiernych, zwłaszcza gdy wiele osób gromadzi się w jakimś szlachetnym celu, przy czym wystarczy odmówić pewną część hymnu Akathistos bez przerywania zgodnie z prawomocnym zwyczajem. (n. 23 § 1).
    25. Odpust zupełny uzyskują członkowie rodziny, którzy po raz pierwszy poświęcają się Najświętszemu Sercu Jezusowemu lub Świętej Rodzinie podczas specjalnego obrzędu – jeżeli to możliwe – z udziałem kapłana lub diakona i pobożnie odmówią modlitwę zaaprobowaną przez Kościół przed wizerunkiem Najświętszego Serca Pana Jezusa lub Świętej Rodziny (n. 1).
    26. Kto pobożnie uczestniczy każdego dnia w nabożeństwach ustanowionych dla osiągnięcia celów religijnych (np. w tygodniu modlitw o powołania kapłańskie i zakonne, w tygodniu misyjnym, w tygodniu modlitw za młodzież, w dniu chorych) uzyskuje odpust zupełny (n. 5).
    27. W czasie wizytacji kanonicznej: jednorazowo odpust zupełny za udział w Liturgii świętej, której przewodniczy wizytator (n. 32).

     III.  ODPUSTY  ZYSKIWANE  Z A   N A W I E D Z E N I E   K O Ś C I O ŁA  lub   K A P L I C Y

    1. Podczas nawiedzenia kościoła lub kaplicy  w  k a ż d y m  w y p a d k u  należy pobożnie odmówić „O j c z e   n a s z”  i  „W i e r z ę” (N. 19).  Jeżeli nawiedzenie przepisane jest w określonym dniu, wówczas można to uczynić od południa dnia poprzedniego do północy oznaczonego dnia (N. 14).
    2. Za nawiedzenie kościoła parafialnego: a)    w uroczystość tytułu kościoła parafialnego (n. 33 § 1, 5oa)   b)    2 sierpnia (odpust Porcjunkuli) (n. 33 § 1, 5ob)
    3. Za nawiedzenie kościoła lub kaplicy w dniu Wspomnienia Wszystkich Wiernych Zmarłych (2 listopada). Za zgodą Ordynariusza odpust ten może być przeniesiony na niedzielę poprzednią lub następną lub na uroczystość Wszystkich Świętych. (n. 29 § 1, 2o). Odpust ten można ofiarować tylko za zmarłych.
    4. Za pobożne nawiedzenie cmentarza w dniach 1-8 listopada połączone z modlitwą choćby myślą za zmarłych. (29 § 1, 1o).Odpust ten można ofiarować tylko za zmarłych.
    5. Za pobożne nawiedzenie kościoła lub ołtarza w dniu jego poświęcenia (dedykacji) (n. 33 § 1, 6o).
    6. Za nawiedzenie kościoła lub kaplicy Instytutów życia konsekrowanego i Stowarzyszeń życia apostolskiego w dniu poświęconym ich założycielowi (n. 33 § 1, 7o).
    7. Za pobożne nawiedzenie kościołów lub kaplic, w których obchodzone są uroczystości ku czci nowych Świętych lub Błogosławionych w ciągu roku, celem pogłębienia czci i pobożności wobec nich, wierny uzyskuje jednorazowo odpust zupełny.
    8. Za pobożne nawiedzenie kościoła, w którym odbywa się synod diecezjalny można uzyskać jednorazowo odpust zupełny (n. 31).
    9. Za nawiedzenie kościoła katedralnego (n. 33 § 1, 3oa-e): a)    w uroczystość ŚŚ. Apostołów Piotra i Pawła (29 czerwca) b)    w uroczystość tytułu kościoła katedralnego c)    w święto Katedry św. Piotra Ap. (22 lutego) d)    w dniu poświęcenia archibazyliki Najświętszego Zbawiciela (czyli bazyliki na Lateranie) (9 listopada) e)    w dniu 2 sierpnia (odpust Porcjunkuli)
    10. Za nawiedzenie sanktuarium diecezjalnego lub  narodowego lub międzynarodowego ustanowionego przez kompetentną władzę (n. 33 § 1, 4oa-c): a)    w uroczystość tytułu tego sanktuarium b)    raz w roku  w dniu wybranym przez wiernego c)    ilekroć wierny bierze udział w zbiorowej pielgrzymce
    11. Za nawiedzenie bazyliki mniejszej (n. 33 § 1, 2oa-d): a)    w uroczystość ŚŚ. Apostołów Piotra i Pawła (29 czerwca) b)    w uroczystość tytułu bazyliki mniejszej c)    2 sierpnia (odpust Porcjunkuli) d)    raz w roku w dniu wybranym przez wiernego
    12. Za nawiedzenie  jednej z czterech bazylik patriarchalnych w Rzymie w czasie pielgrzymki zbiorowej, lub jeśli indywidualnie to ze wzbudzeniem aktu synowskiego poddania papieżowi (n. 33 § 1, 2o).
    13. Za nawiedzenie kościoła stacyjnego w Rzymie połączonego z pobożnym udziałem w nabożeństwie stacyjnym (n. 33, § 2).

     IV ODPUSTY, KTÓRE  MOŻNA  ZYSKIWAĆ  W   R O C Z N I C E

    1. W rocznicę swojego chrztu: za odmówienie przyrzeczeń chrzcielnych według formuły zatwierdzonej przez Kościół (n. 28 § 1).
    2. W jubileusz  25-lecia, 50-lecia, 60-lecia i 70-lecia kapłaństwa: za odnowienie wobec Boga postanowienia wiernego wypełniania obowiązków swego powołania (n. 27, § 2, 1o) oraz wierni za pobożny udział w uroczystej Mszy świętej jubileuszowej (n. 27 § 2, 3o).
    3. W jubileusz 25-lecia, 40-lecia i 50-lecia święceń biskupich: za odnowienie wobec Boga postanowienia wiernego wypełniania obowiązków swego stanu (n. 27 § 2, 2o) oraz wierni za pobożny udział w uroczystej Mszy świętej jubileuszowej (n. 27, § 2, 3o).

     V ODPUSTY  POŁĄCZONE   Z    B Ł O G O S Ł A W I E Ń S T W E M

    1. Za pobożne przyjęcie błogosławieństwa papieskiego udzielonego przez Ojca Świętego „Urbi et Orbi” choćby przez radio lub telewizję, byleby wierny uważnie śledził sam ryt błogosławieństwa (n. 4).
    2. Za pobożne przyjęcie błogosławieństwa pasterskiego udzielonego przez biskupa diecezjalnego swoim wiernym (n. 4). Biskup diecezjalny ma władzę udzielania błogosławieństwa papieskiego z odpustem zupełnym, według przepisanej formuły, trzy razy w roku, w święta uroczyste przez siebie określone (N. 7, 2o).
    3. Kapłan, który udziela sakramentów świętych wiernemu zagrożonemu śmiercią, powinien mu udzielić błogosławieństwa apostolskiego z odpustem zupełnym (n. 12, § 1). Jeżeli nie ma kapłana, który by w godzinę śmierci udzielił sakramentów i błogosławieństwa papieskiego obdarzonego odpustem zupełnym, Kościół udziela wiernemu należycie usposobionemu odpustu zupełnego „o ile wierny za życia miał zwyczaj stale odmawiania jakichkolwiek modlitw”. W tym wypadku Kościół uzupełnia trzy warunki uzyskania odpustu zupełnego (n. 12 § 2). Przy uzyskaniu tego odpustu chwalebną rzeczą jest posłużenie się krucyfiksem lub krzyżem (n. 12, § 3). Odpust w godzinę śmierci wierny może uzyskać, chociażby w tym dniu  już zyskał odpust zupełny  (n. 12 § 4).

    ***

    Rok Jubileuszowy

    – darowanie kar.

    Jak uzyskać odpust zupełny?

    ***

    Rok Jubileuszowy to czas przebaczania. Dotyczy to zwłaszcza kar doczesnych. Włączając się w obchody tego roku możemy uzyskać dla siebie i dla zmarłych odpuszczenie kar, jakie trzeba byłoby w innym wypadku wycierpieć w czyśćcu. Można to uzyskać między innymi poprzez pielgrzymki, ale także dzieła miłosierdzia – w tym szczególnie wsparcie obrony życia.

    Czym są odpusty?

    Jak mówi Katechizm Kościoła Katolickiego (od par. 1471), „odpust jest to darowanie przed Bogiem kary doczesnej za grzechy, zgładzone już co do winy. Dostępuje go chrześcijanin odpowiednio usposobiony i pod pewnymi, określonymi warunkami, za pośrednictwem Kościoła, który jako szafarz owoców odkupienia rozdaje i prawomocnie przydziela zadośćuczynienie ze skarbca zasług Chrystusa i świętych. Odpust jest cząstkowy albo zupełny zależnie od tego, czy od kary doczesnej należnej za grzechy uwalnia w części czy w całości”.

    Jak wyjaśnia dalej Katechizm, grzech, ze względu na swoją wewnętrzną naturę, powoduje dwa rodzaje kary – wieczną i doczesną. Karę wieczną, czyli oddzielenie od komunii z Bogiem, usuwa przebaczenie grzechu i nawrócenie. Pozostaje jednak kara doczesna. Tę karę można mieć darowaną za pośrednictwem Kościoła. To właśnie odpust: kara jest darowana dzięki otwarciu „skarbca zasług Chrystusa i świętych”.

    Katechizm uczy, że stosowanie odpustów ma nie tylko pomóc chrześcijanom, ale również pobudzać do czynów pobożności, pokuty i miłości. Odpusty można otrzymywać dla siebie, ale również dla zmarłych. Katechizm wyjaśnia, że zmarli przebywający w czyśćcu pozostają „członkami tej samej komunii świętych”, dlatego możemy uzyskać dla nich uwolnienie od kar doczesnych. Nie można uzyskać odpustu dla innych chrześcijan żyjących na ziemi.

    Odpusty dzielą się, jak wynika z cytowanej wcześniej treści Katechizmu, na cząstkowe albo zupełne; pierwsze obejmują określoną liczbę lat, natomiast drugie – całe życie.

    Rok Jubileuszowy – czas miłosierdzia

    Stolica Apostolska ogłasza zawsze warunki uzyskania odpustów w związku z Rokiem Jubileuszowym. Są to zasadniczo odpusty zupełne. Wynika to z samego charakteru takiego roku. Praktyka ogłaszania lat jubileuszowych w Kościele katolickim sięga średniowiecza, ale w istocie jest nawiązaniem do tradycji Izraela. Żydzi co siedem lat obchodzili tak zwany rok szabasowy – w cyklu siedmiokrotnym. Za siódmym razem ogłaszano rok jubileuszowy, co wiązało się – przynajmniej w teorii – nie tylko ze specjalnymi obietnicami Bożymi, ale również z darowaniem długów między ludźmi. Do tego nawiązuje praktyka udzielania odpustów w katolickim Roku Jubileuszowym.

    Lata jubileuszowe mogą być ogłaszane w porządku zwykłym, to znaczy co 25 lat. Możliwe jest też ogłoszenie nadzwyczajnego roku jubileuszowego. Papież Franciszek zrobił tak w roku 2015 i ogłosił bullą „Misericordiae vultus” Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia.

    Tym razem, w roku 2025, Rok Jubileuszowy jest w porządku zwykłym, co papież ogłosił bullą „Spes non confundit”.

    Jak uzyskać odpust zupełny w Roku Jubileuszowym

    Penitencjaria Apostolska, którą kieruje jako Penitencjariusz Większy kard. Angelo De Donatis, opublikowała w związku z tym warunki uzyskiwania odpustu zupełnego (dokument jest dostępny po polsku na stronie Watykanu). 

    Pierwszym i zasadniczym warunkiem jest trwanie w stanie łaski uświęcającej z wykluczeniem wszelkiego przywiązania do jakiegokolwiek grzechu. Należy uprzednio przystąpić w czasie Roku Jubileuszowego do spowiedzi, przyjąć Komunię świętą i modlić się zgodnie z intencjami papieża. Następnie dochodzą warunki dodatkowe związane z Rokiem Jubileuszowym. Warunki te wiążą się z trzema zasadniczymi kategoriami: pielgrzymkami, nawiedzaniem miejsc świętych, dziełami miłosierdzia i pokuty.

    W przypadku pielgrzymek sposoby uzyskania odpustu jubileuszowego są cztery.

    Pierwszym jest pielgrzymka w kierunku dowolnego świętego miejsca jubileuszowego. Miejsca jubileuszowe zostały w Polsce wyznaczone dekretami biskupów w każdej diecezji. Są to zwykle kościoły i sanktuaria w różnych miejscach diecezji. Tam należy pobożnie uczestniczyć we Mszy świętej, albo też wziąć udział w Mszy przy udzielaniu sakramentów wtajemniczenia chrześcijańskiego, w sakramencie namaszczenia chorych, nabożeństwie Słowa Bożego, liturgii godzin (godzina czytań, jutrznia, nieszpory), drodze krzyżowej, różańcu, recytacji hymnu akatystu, nabożeństwie pokutnym zakończonym indywidualną spowiedzią.

    Drugim sposobem jest odwiedzenie w Rzymie jednej z czterech papieskich Bazylik Większych (św. Piotra, św. Jana na Lateranie, Santa Maria Maggiore, św. Pawła za Murami).

    Trzecim sposobem jest uzyskanie odpustu w Ziemi Świętej w związku z odwiedzeniem jednej z trzech bazylik (Grobu Świętego w Jerozolimie, Narodzenia Pańskiego w Betlejem, Zwiastowania Pańskiego w Nazarecie).

    Czwartym jest odwiedzenie kościoła katedralnego albo innych kościołów i miejsc świętych, które wyznaczył biskup diecezji.

    Drugą kategorią jest pobożne nawiedzenie miejsc świętych. Jak mówi dokument Penitencjarii Apostolskiej, „wierni będą mogli uzyskać podobnie odpust jubileuszowy, jeśli indywidualnie lub w grupie, pobożnie nawiedzą dowolne miejsce jubileuszowe i tam przez odpowiedni czas odprawią adorację eucharystyczną i rozmyślanie, kończąc modlitwą «Ojcze nasz», Wyznaniem wiary w jakiejkolwiek dopuszczonej formie i modlitwą do Maryi, Matki Bożej, aby w tym Roku Świętym wszyscy «mogli doświadczyć bliskości najczulszej z mam, która nigdy nie opuszcza swoich dzieci»”. Dokument wymienia tu szereg miejsc w samym Rzymie oraz w innych miejscach na świecie. To kilka kościołów na ternie Włoch, ale również „każda bazylika mniejsza, katedra, kościół konkatedralny, sanktuarium maryjne oraz dla dobra wiernych każda wyróżniająca się kolegiata lub sanktuarium wyznaczone przez każdego biskupa diecezjalnego lub eparchialnego, a także sanktuaria krajowe lub międzynarodowe, «święte miejsca gościnności i uprzywilejowane przestrzenie budzenia nadziei» („Spes non confundit”, 24), wskazane przez Konferencje Episkopatów”.

    W tej kategorii mieszczą się też ci, którzy nie mogą odwiedzić żadnego miejsca z ważnych powodów. Są to przede wszystkim siostry i mnisi klauzurowi, osoby starsze, chorzy, więźniowie i tak dalej. Mogą otrzymać odpust zupełny, jak mówi dokument, jeżeli „zjednoczeni duchowo z wiernymi obecnymi, zwłaszcza w momentach, w których słowa Ojca Świętego lub biskupów diecezjalnych są przekazywane za pośrednictwem środków komunikacji medialnej, w swoim domu lub tam, gdzie powstrzymuje ich przeszkoda (np. w kaplicy klasztornej, w szpitalu, w domu opieki, w więzieniu…), odmówią Ojcze nasz, Wyznanie wiary w jakiejkolwiek dopuszczonej formie i inne modlitwy zgodne z intencjami Roku Świętego, ofiarowując swoje cierpienia lub życiowe trudności”.

    Wreszcie trzecią kategorią są dzieła miłosierdzia i pokuty. Tu możliwości jest najwięcej, jakkolwiek lista zaczyna się od dość szczególnej: uczestnictwo w duchu pobożności w misjach ludowych, rekolekcjach lub… spotkaniach formacyjnych poświęconych tekstom Soboru Watykańskiego II i Katechizmu Kościoła Katolickiego, które odbędą się w kościele lub innym odpowiednim miejscu, według zamysłu Ojca Świętego.

    Ponadto możliwe jest uzyskanie odpustu w związku z różnymi czynami miłosierdzia, odwołującymi się do tradycyjnych uczynków miłosierdzia względem ciała oraz względem ducha.
    Gdy idzie o pokutę, Stolica Apostolska wskazuje na „ponowne odkrywanie pokutnej wartości piątku”. Tutaj idzie o powstrzymanie się w duchu pokuty przez jeden dzień od błahych rozrywek (także wirtualnych) oraz od zbędnej konsumpcji (w zgodzie z normami Kościoła i zaleceniami biskupów) – dodatkowo pod warunkiem przekazania „odpowiedniej sumy pieniędzy” ubogim. Wskazuje się też na możliwość wspierania dzieł o charakterze religijnym lub socjalnym, przy tym „zwłaszcza na rzecz obrony i ochrony życia na wszystkich jego etapach”, a także pomocy osobom w trudnej sytuacji.

    Istnieje jeszcze kwestia ilości odpustów. Zasadniczo można uzyskać jeden odpust zupełny dziennie. Jednak na mocy decyzji papieskiej, można otrzymać dwukrotnie odpust zupełny tego samego dnia, obowiązujący jedynie za zmarłych.

    Stolica Apostolska w dokumencie zachęca biskupów do tego, by zadbali o jasne wyjaśnienie reguł, a zatem wierni, którzy mają jakieś wątpliwości, winni skontaktować się z odpowiednią władzą kościelną.

    Jako że możliwości uzyskania odpustu zupełnego za siebie i zmarłych jest w sumie naprawdę wiele, każdy katolik powinien z dużą łatwością znaleźć takie formy, z których będzie mógł skorzystać – i to nawet wielokrotnie. Rok Jubileuszowy to wyjątkowy czas łaski i przebaczenia. Warto wykorzystać drogę, którą wskazuje nam Kościół i stawać się poprzez nawrócenie coraz podobniejszym do Chrystusa (Ga 2, 20).

    Paweł Chmielewski/PCh24.pl

    ***

    kościół św. Piotra

    Partick, 46 Hyndland Street , Glasgow, G11 5PS

    Niedziela 13/12 Msza św. g. 14:00 kościół św. Piotra (St Peters) Glasgow

    ***

    W każdy piątek jest Adoracja Najświętszego Sakramentu od godz. 18.00

    W czasie Adoracji jest możliwość przystąpienia do sakramentu spowiedzi.

    Msza św. wynagradzająca za grzechy nasze i całego świata odprawiana jest o godz. 19.00

    W trzeci piątek miesiąca sprzątamy kościół św. Piotra od godz. 17.00. Chętni bardzo mile widziani.


    W każdą sobotę o godz. 18.00 jest Msza św. wigilijna z niedzieli

    Możliwość spowiedzi jest od godz. 17.00

    ***

    W pierwsze soboty miesiąca po Mszy św. jest Nabożeństwo Pięciu Sobót Wynagradzających za zniewagi i bluźnierstwa przeciwko Najświętszej Matce Bożej

    ***

    W drugie soboty miesiąca po Mszy św. modlimy się Koronką do Serca Boleściwej Matki – Serca przebitego siedmiokrotnie mieczem boleści.

    ***

    W trzecie soboty miesiąca po Mszy św. modlimy się na różańcu o pokój na świecie.


    W każdą Niedzielę Msza św. jest o godz. 14.00

    Przed Mszą św. jest Adoracja Najświętszego Sakramentu.

    W tym czasie jest także możliwość przystąpienia do sakramentu spowiedzi od godz. 13.30


    Od września trwają prace renowacyjne kościoła św. Piotra. Dlatego w piątki Adoracja, spowiedź św. i Msza św. na czas remontu są w sali parafialnej. Natomiast w soboty i w niedziele Msze św. są w kościele.

    ***


    Kaplica izba Jezusa Miłosiernego

    4 Park Grove Terrace, Glasgow G3 7SD

    This image has an empty alt attribute; its file name is image-2-e1673870873179-1024x683.png

    ***

    W każdy pierwszy czwartek miesiąca jest Msza św. o godz. 19.00

    Po Mszy św. jest Godzina Święta

    ***

    Naczynia połączone

    Pierwsze czwartki, pierwsze piątki, pierwsze soboty. Interesowni praktykują dla obietnic, gorliwi – z miłości. Podejmiesz wyzwanie?

    „Najświętsze  Serce Jezusa”,  obraz nieznanego  artysty z XIX wieku.
    ISTOCKPHOTO

    ***

    Sytuacja z utrudnionym dostępem do Mszy, także pierwszopiątkowej, w jakiej przed pięcioma laty postawiła nas pandemia, pokazuje, jak ważne są dla wielu katolików dni, w których okazujemy szczególną cześć Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny. W pierwsze piątki miesiąca liczba wiernych w kościołach jest wyższa niż w inne dni powszednie, a wielu jest takich, którzy podejmują tego dnia posty i inne czyny pokutne.

    Niedawno zmienił się sposób wyznaczania pierwszych dni miesiąca w kalendarzu kościelnym. Wcześniej obchodzono wszystkie trzy dni razem. Decydował pierwszy piątek. Jeśli ten dzień przypadł pierwszego dnia danego miesiąca, wtedy czwartek, choć kalendarzowo należał jeszcze do poprzedniego miesiąca, obchodziło się jako pierwszy. Jeżeli natomiast pierwszym dniem miesiąca była sobota, wówczas jako pierwszą sobotę w Kościele obchodziło się tę, która przypadała za tydzień – po pierwszym piątku. Niedawno zostało to uproszczone. Pierwsze czwartek, piątek i sobotę obchodzi się teraz wtedy, kiedy faktycznie są pierwsze w kalendarzu na dany miesiąc. Sposób liczenia dni to jednak kwestia drugorzędna. Istotne jest nastawienie serca i intencja, z jaką podejmuje się te praktyki.

    Jak ciąża

    Skąd te praktyki się wzięły? – Za pierwszymi piątkami stoi żądanie Pana Jezusa z objawień św. Małgorzaty Alacoque. Jeśli chodzi o nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca, to stoi za nimi tradycja fatimska. Natomiast wcześniejsza tradycja bardziej była związana z kultem Niepokalanego Serca Maryi, który nawiązywał do kultu Serca Jezusa – mówi ks. prof. Marek Chmielewski. Dodaje, że praktyki pierwszego czwartku, piątku i soboty miesiąca nie mają charakteru obowiązkowego, lecz należą raczej do sfery pobożności. – O ile liturgia jest obowiązkowa, bo to jest kult Kościoła, o tyle jeśli chodzi o formy pobożności, to takiego obowiązku w sensie prawnym nie ma. Natomiast ze względów formacyjnych te formy się szanuje – zauważa.

    Szczególnie popularne jest wśród wiernych nabożeństwo dziewięciu pierwszych piątków miesiąca. Dlaczego ma to być akurat dziewięć piątków, czyli de facto dziewięć miesięcy?

    – Dlatego, że dziewięć miesięcy to analogia do czasu, jakiego potrzebuje dziecko rozwijające się w łonie matki, aby się urodzić. Przez praktykę dziewięciu pierwszych piątków ma się narodzić nowy człowiek, który żyje sakramentami. Jeśli dobrze wczytamy się w objawienia, których Pan Jezus udzielił św. Małgorzacie, zauważymy, że one mają na celu właśnie to: wychowanie człowieka do regularnego życia sakramentalnego – wskazuje teolog.

    Zwraca uwagę na fakt, że od uchwały IV Soboru Laterańskiego w 1215 roku katolik ma obowiązek spowiedzi i Komunii raz w roku, szczególnie w okresie wielkanocnym. Na tamte czasy było to wymaganie wysokie, jeśli weźmie się pod uwagę istniejącą wtedy sieć kościołów. Z czasem jednak ulegało to zmianom i już na przykład w XVII wieku duszpasterstwo oraz dostępność kościołów wyglądały całkiem inaczej. Wówczas traktowanie pobożności na zasadzie „raz w roku” wymagało zdynamizowania. I taka pomoc przyszła. Pierwszopiątkowe praktyki i związane z nimi obietnice Jezusa znacznie ożywiły życie duchowe katolików.

    Sama św. Małgorzata Maria Alacoque w jednym z listów napisała, że kult Najświętszego Serca „ma na celu odnowienie w duszach skutków Odkupienia”. To jest zasadniczy cel tego nabożeństwa.

    Chodzi o cel

    Wraz z nową formą pobożności pojawiły się także jej wypaczenia, polegające na magicznym traktowaniu praktyk pierwszopiątkowych (a także pierwszosobotnich), czyli wykonywaniu ich na zasadzie „zaliczenia”: przyjść, odprawić spowiedź, Komunię, najlepiej wszystko w sam pierwszy piątek. Towarzyszy temu oczekiwanie, że gdy wypełnię praktykę, Pan Bóg musi mi zagwarantować zbawienie. Taki „handel wymienny”.

    Ksiądz Marek Chmielewski, przestrzegając przed taką postawą, podkreśla ważność odpowiedniego przygotowania do spełniania warunków nabożeństwa. – Jest dobrą intuicją duszpasterską, że dzieci pierwszokomunijne przynajmniej przez pierwszy rok odprawiają dziewięć pierwszych piątków. Nie powinno tam jednak chodzić o uzyskanie nieco magicznie traktowanego „biletu do nieba”. Obietnica mówi przede wszystkim, że człowiek nie umrze bez szansy pojednania z Bogiem, ale to samo przez się nie jest gwarancją zbawienia. Chodzi o to, żeby tego młodego człowieka wychować w życiu sakramentalnym nie tylko co do ilości wypełnionych praktyk. On ma się nauczyć, jak się spowiadać: nie tylko w sposób faktograficzny, ale analityczny; ma się nauczyć życia eucharystycznego, adoracji. I to jest ważne – przekonuje. Przywołuje konkretny przykład prawidłowej formacji w tym zakresie.

    – W pierwszych latach kapłaństwa pracowałem w dużej parafii w Radomiu. Była tam siostra katechetka, która przez pół godziny odprawiała z dziećmi rachunek sumienia, zanim księża usiedli, żeby spowiadać je na pierwsze piątki. I widać było efekty. Dzieci były dobrze przygotowane, wiedziały, co mówią. Takie podejście jest bardzo ważne dla rozwoju duchowego. Jeśli tego nie ma, dochodzi do takich sytuacji, że dorosły człowiek spowiada się jak dziecko pierwszokomunijne. Tak więc praktyka pierwszych piątków miesiąca ma wielki potencjał duszpasterski, jeśli jest mądrze i dobrze sprawowana. I to jest jej zasadniczy cel. Chodzi przecież o wychowanie do miłości Boga, bliźniego i samego siebie – akcentuje kapłan.

    Wynagrodzenie

    Nabożeństwo do Serca Jezusowego jest kultem ekspiacyjnym, wynagradzającym. Podobnie jest z kultem Niepokalanego Serca Maryi Panny, w którym od czasu objawień fatimskich wzmocniony został element pokuty za grzechy. Maryja w Fatimie mówiła dzieciom, że wielu ludzi ginie na wieki, bo zbyt mało jest takich, którzy chcieliby się za nich modlić i ofiarować swoje cierpienia. Także tu istotny jest więc motyw wynagrodzenia.

    – Wynagrodzenie jest często traktowane na sposób ludzki: komuś zrobiłem przykrość, to teraz muszę przeprosić, żeby mu sprawić przyjemność. Samo wyrażenie „obrażać Boga” jest antropomorficzne, ale nie mamy innych narzędzi. Wyglądałoby na to, że przez nasze zgrzeszenie Pan Bóg coś traci i my musimy Mu to oddać, tak jak w ramach restytucji musimy oddać to, co ukradliśmy, bo w przeciwnym razie nie spełnimy warunku nawrócenia – mówi ks. Marek Chmielewski. Zauważa jednak, że to nie do końca tak. – Chodzi o to, że skoro Bóg jest miłością, to grzech jest zaprzeczeniem miłości. To jest przede wszystkim krzywda, jaką człowiek samemu sobie wyrządza przez odwrócenie się od miłości. I to nie miłości w znaczeniu uczuciowym, tylko rozumianym jako afirmacja osoby. Wynagrodzenie jest przede wszystkim odbudowaniem i wzmocnieniem w grzeszniku miłości. To wynagrodzenie staje się bardziej zrozumiałe, gdy patrzymy na nie przez wymiar Kościoła. Czasami mówimy, że Kościół jako Mistyczne Ciało Chrystusa jest jak zespół naczyń połączonych. Jeżeli poziom spada w jednym naczyniu, to spada we wszystkich. Mistyczne Ciało doznaje uszczerbku przez cudzy grzech. Wierni mający tę świadomość tym bardziej chcą okazać miłość Bogu i bliźniemu, aby ten brak, jaki Kościół cierpi, został wyrównany. A więc nie tyle Pan Bóg cierpi szkody (jest przecież bytem absolutnym), ile Kościół ponosi duchowe straty. I gorliwi chcą naprawić to, co inni zepsuli. To jest wyraz odpowiedzialności za zbawienie innych i za życie Kościoła – podkreśla teolog.

    Czwartki

    Tradycja pierwszych czwartków jest późniejsza niż piątków i sobót. – Nie można ich traktować na równi z pierwszymi piątkami – zauważa ks. prof. Chmielewski. Dodaje, że trudno wskazać początek tej tradycji. Prawdopodobnie wiąże się z orędziami na Światowe Dni Powołań, które zapoczątkował św. Paweł VI. – Tam, jak się zdaje, jest początek tej praktyki: zaproszenie do szczególnej modlitwy w pierwsze czwartki o powołania, głównie kapłańskie – mówi. Zauważa, że zwyczajowo modlimy się o powołania, ale rzadko akcentuje się modlitwę za powołanych. O to, żeby byli wierni powołaniu – a to jest przecież istota.

    Franciszek Kucharczak/Gość Niedzielny


    W każdą trzecią sobotę miesiąca jest spotkanie Biblijne na temat: kobiety w Piśmie Świętym. Spotkanie rozpoczynamy o godz. 10.00 śpiewaniem Godzinek ku czci Najświętszej Maryi Panny a kończymy w południe modlitwą Anioł Pański.


    W czwartym tygodniu każdego miesiąca – z piątku na sobotę – jest całonocna Adoracja Najświętszego Sakramentu dla kobiet w kaplicy Sióstr Benedyktynek w Largs.

    Początek Adoracji rozpoczyna się modlitwą różańcową o godz. 21.00 a zakończenie Adoracji śpiewem Godzinek ku czci Najświętszej Maryi Panny i Mszą św. o brzasku dnia o godz. 5.00

    Benedictine Monastery, 5 Mackerston Place, Largs, Scotland

    ***

    Aby Matka Boża była coraz bardziej znana, miłowana i uwielbiana!

    „Różaniec Święty, to bardzo potężna broń.

    Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

    (św. Josemaria Escriva do Balaguer)

    A rosary is used for prayers and meditations.
    fot.wiseGeek

    *****

    Intencja Żywego Różańca

    na miesiąc luty 2025

    Intencja papieska:

    *Módlmy się, aby wspólnota kościelna przyjęła pragnienia i wątpliwości młodych ludzi, czujących powołanie do służenia misji Chrystusa w życiu kapłańskim i zakonnym.

    więcej informacji – Vaticannews.va: papieska intencja


    Intencje Polskiej Misji Katolickiej w Glasgow:

    * za naszych kapłanów, aby dobry Bóg umacniał ich w codziennej posłudze oraz o nowe powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego.  

    * za papieża Franciszka, aby Duch Święty prowadził go, a św. Michał Archanioł strzegł.

    *  W dzień święta Ofiarowania Pańskiego Kościół modli się za osoby konsekrowane, które oddały swoje życie na służbę Panu Bogu i ludziom realizując swoje powołanie w różnych zakonach, stowarzyszeniach życia apostolskiego i instytutach świeckich.

    Panie Jezu Chryste przyjmij nasze dziękczynienie za ten wielki dar i umocnij osoby konsekrowane w wierności Tobie, Twojemu Kościołowi, powołaniu i złożonym ślubom.
    Daj odwagę powołanym przez Ciebie, aby ochotnym sercem poświęcili się Tobie, bo tylko Ty możesz uczynić ich człowieczeństwo pięknym i szczęśliwym a dla ludzi pożytecznym.

    Boża Rodzicielko otocz ich swoją matczyną opieką, aby realizowali Bożą wolę pośród zbuntowanych mocy ciemności tego świata.
    Starcu Symeonie, naucz ich cieszyć się Jezusem Chrystusem, którego rozpoznałeś w Maleńkim Dziecięciu a który jest jedyną Nadzieją dla każdego człowieka.
    Prorokini Anno, wyproś im łaskę trwania na ustawicznej modlitwie.


    Intencja dodatkowa dla Róży Matki Bożej Częstochowskiej (II),

    św. Moniki i bł. Pauliny Jaricot: 

    * Rozważając drogi zbawienia w Tajemnicach Różańca Świętego prosimy Bożą Matkę, aby wypraszała u Syna swego a Pana naszego Jezusa Chrystusa właściwe drogi życia dla naszych dzieci.

    *****

    Od 1 lutego 2025 modlimy się kolejnymi Tajemnicami Różańca Świętego i w intencjach wyznaczonych na ten miesiąc, które otrzymaliście na maila 31 stycznia 1925 z adresu e-rozaniec@kosciol.org (jeśli ktoś z Was nie dostał maila na ten miesiąc, proszę o kontakt z Zelatorem Róży, albo na adres rozaniec@kosciolwszkocji.org)

    ________________________________________

    Obecnie mamy 19 Róż Żywego Różańca, choć mieliśmy do niedawna 21. Dlatego bardzo serdecznie zachęcamy chętnych, aby zechcieli dołączyć się do Żywego Różańca. Módlmy się też w tej intencji, aby dotąd nieprzekonani mogli się przekonać jak skuteczną i tym samym jak bardzo potrzebną jest dziś modlitwa różańcowa.

    ***

    Ważne polskie objawienia - oto, czego chciała Maryja

    fot. Screenshot – YouTube

    ***

    Ważne polskie objawienia – oto, czego chciała Maryja

    Na ziemiach polskich jedyne, zaakceptowane oficjalnie przez Kościół objawienia miały miejsce w Gietrzwałdzie, małej miejscowości położonej na Warmii. Wydarzyły się one 137 lat temu, prawie dwadzieścia lat po objawieniach w Lourdes. Trwały prawie trzy miesiące: od 27 czerwca do 16 września 1877 roku. Wizjonerkami były dwie dziewczynki – trzynastoletnia Justyna Szafryńska oraz dwunastoletnia Barbara Samulewska.

    Dnia 27 czerwca Justyna miała egzamin przed przystąpieniem do Pierwszej Komunii św. Wracając ze swoją mamą do domu, na drzewie w ogrodzie przy plebanii ujrzała świetlistą Postać. Była to siedząca młoda kobieta z rozpuszczonymi włosami. Następnie z obłoków zeszło do niej Dziecko, które się jej ukłoniło a Niewiasta wstała wzięła Go za rękę i wstępując do nieba znikła. W trakcie tego objawienia pojawił się miejscowy proboszcz ks. Augustyn Weichsel, u którego Justyna zdawała egzamin. Po zakończeniu widzenia proboszcz od razu dokładnie wypytał dziewczynkę o to, co się wydarzyło. Następnego dnia w trakcie odmawiania Różańca pod drzewem, na którym była widoczna Postać, 12-letnia Barbara Samulewska miała również objawienie. W trakcie kolejnych widzeń, dziewczynki zadały pytanie: Kto Ty Jesteś? Usłyszały wypowiedziane po polsku słowa: „Jestem Najświętsza Maryja Niepokalanie Poczęta”. Na pytanie: „Czego żądasz Matko Boża?” – padła odpowiedź: „Życzę sobie, abyście codziennie odmawiali Różaniec!”

    Jednym z efektów objawień w Gietrzwałdzie było prawie powszechne odmawianie Różańca w domach. Tak pisał proboszcz Gietrzwałdu ks. A. Weichsel do biskupa warmińskiego Filipa Krementza: „W całej polskiej Warmii, prawie we wszystkich domach Różaniec jest wspólnie odmawiany.(…) Miliony modlą się na Różańcu, przez co utwierdzają się w wierze katolickiej i ogromna ilość wyrwana została z doczesnej i wiecznej zguby. W tym widzę najlepszy dowód autentyczności objawień”.

    Biskup Warmiński po zapoznaniu się ze sprawozdaniem proboszcza ks. Augustyna Weichsla wydelegował do Gietrzwałdu swoich przedstawicieli, aby uczestniczyli w nabożeństwach różańcowych. Mieli oni obserwować stan i zachowanie wizjonerek w trakcie objawień oraz zachowanie zgromadzonych pielgrzymów i wiernych. Relacje biskupich delegatów potwierdziły, że nie może tu być mowy o oszustwie czy kłamstwie a widzące zachowują się normalnie, nie ma w nich żadnej bigoterii, chęci zysku czy też pragnienia zdobycia uznania czy wzbudzenia sensacji. Dziewczęta wyróżniały się skromnością, szczerością i prostotą.

    Pytania do Matki Bożej dotyczyły zdrowia i zbawienia różnych osób, ale nie tylko. Na zapytanie „Czy Kościół w Królestwie Polskim będzie oswobodzony?”, „Czy osierocone parafie w południowej Warmii wkrótce otrzymają kapłanów?” widzące usłyszały w odpowiedzi: „Tak, jeśli ludzie gorliwie będą się modlić, wówczas Kościół nie będzie prześladowany, a osierocone parafie otrzymają kapłanów!”

    W czas objawień na mapie Europy nie było państwa polskiego. Ludność polska żyła i mieszkała w trzech zaborach. W tamtym czasie Gietrzwałd leżał w zaborze pruskim. Fakt, że Matka Boża przemawia do dziewczynek w języku polskim był dla narodu wielką pociechą i pokrzepieniem. Wieść o objawieniach błyskawicznie dotarła do Polaków mieszkających w trzech zaborach. W dosyć krótkim czasie zaczęły napływać do Gietrzwałdu pielgrzymki ze wszystkich dzielnic rozbiorowych. Oprócz Polaków przybywali Czesi, Węgrzy oraz Holendrzy.

    Wśród wielu pielgrzymów przybywających do Gietrzwałdu z prośbą o zdrowie był pewien mieszkaniec Ornety. Na pytanie jednej z dziewcząt o zdrowie dla niego i jego żony, Matka Boża odpowiedziała: „Będą zdrowi, jeżeli będą się modlić i nie będą pić wódki”. A po przekazaniu dziewczynkom prośby proboszcza o modlitwę za spętanych nałogiem, Maryja tylko westchnęła głęboko i powiedziała „Oni będą ukarani”. To pokazuje, że pijaństwo, uzależnienie od alkoholu prowadzi do zguby. W czasach zaborów alkoholizm był problemem nie tylko społecznym ale i narodowym. Zaborcy, chcąc mieć łatwość rządzenia zdobytymi terytoriami, wspierali pijaństwo wśród ludności polskiej. Powodowało to rozbicie więzów rodzinnych i społecznych oraz łamanie charakterów podbitej ludności.

    Wypowiedzi Matki Bożej w trakcie objawień w Gietrzwałdzie odnośnie pijaństwa dało silny impuls do walki z tym nałogiem i innymi uzależnieniami. Ksiądz proboszcz Augustyn Weischel napisał: „Wszyscy wyrzekają się tu wódki i przyrzekają zawsze modlić się na różańcu” oraz: „Ogromna ilość pijaków została wyrwana z doczesnej i wiecznej zguby”. Objawienia w Gietrzwałdzie doprowadziły do powstawania Bractw Wstrzemięźliwości walczących z tym nałogiem.

    Widocznymi efektami objawień było odmawianie Różańca w Sanktuarium oraz w życiu codziennym napływających pielgrzymów. Objawienia przyniosły i przynoszą nadal owoce w postaci: przystępowanie do sakramentu pokuty z mocnym postanowieniem poprawy, życie w czystości młodzieży warmińskiej, powstawanie i rozwój stowarzyszeń abstynenckich, liczne przypadki nawróceń i przejść na religię katolicką.

    W roku 1967 w 90.lecie objawień kardynał Stefan Wyszyński prymas Polski koronował obraz Matki Bożej z Sanktuarium w Gietrzwałdzie.

    Ordynariusz warmiński bp Józef Drzazga 11 września 1977 roku wydal dekret zatwierdzający „kult objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie, jako nie sprzeciwiający się wierze i moralności chrześcijańskiej, oparty na faktach wiarygodnych, których charakteru nadprzyrodzonego i Bożego nie da się wykluczyć”.

    Uroczystości odpustowe w Sanktuarium odbywają się 29 czerwca na św. Apostołów Piotra i Pawła, 15 sierpnia w święto Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny oraz główne – Matki Bożej Gietrzwałdzkiej – 8 września w dniu Narodzenia Najświętszej Maryi Panny.

    tekst z MIESIĘCZNIKA „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO w Ożarowie Mazowieckim /Fronda.pl

    ***

    tło-chmury.jpg
    krzyż-3.png
    24-GMP-logo.png

    Wynagradzamy za grzechy popełnione w naszej Ojczyźnie i modlimy się o wypełnienie się w niej Woli Bożej

    ***

    Inicjatywa 24 Godzin Męki Pańskiej – ze szczególną intencją: za Polskę – została zapoczątkowana w sierpniu 2022 r. w jednej z parafii w Polsce i początkowo miała odbywać się tylko tam, ale najwyraźniej Boża Opatrzność chciała inaczej, bo już w następnym roku Męka została zaszczepiona w kolejnej parafii. Momentem przełomowym była ta organizowana w Siemianowicach Śląskich w październiku 2023 r., kiedy to dołączyło kilkadziesiąt miast w całej Polsce, w których również odbyło się to nabożeństwo.

    To pokazało, że polscy katolicy mają silną wolę zjednoczenia się we wspólnej modlitwie za Ojczyznę, którą kochają i której los nie jest im obojętny, a Zbawiciel pragnie, aby na każdy skrawek polskiej ziemi, na każde miasto i na każdą wioskę spłynęła Jego drogocenna Krew, by je pobłogosławić i ochronić!

    gie2-1244856.jpg

    Sanktuarium Matki Bożej Gietrzwałdzkiej
    ul. Kościelna 4

    piątek 14.03.2025
    godz. 16:00 – rozpoczęcie
    godz. 18:00 – Eucharystia

    sobota 15.03.2025
    godz. 12:00 – Eucharystia
    z przekazaniem Płomienia Miłości NSM
    godz. 17:00 – zakończenie

    Prowadzenie rozważań: Aleksandra Barnat, Rafał Piech, Tomasz Ustowski, Hanna Gwizdała
    Oprawa muzyczna: Michał Niemiec,
    o. Josip Magdić

    ***

    Polska na Skale.

    Nowenna w intencji Ojczyzny

    Od 11 lutego do 15 kwietnia br. trwa Nowenna w intencji naszego Narodu. Zapraszamy do wspólnej modlitwy wszystkich, którym leży na sercu przyszłość naszej Ojczyzny.

    W czasie dziewięciotygodniowej Nowenny, pod hasłem: Polska na Skale, modlimy się o Boże Miłosierdzie i o Bożą interwencję dla naszej Ojczyzny.

    Pragnąc uczynić zadość Panu Bogu przede wszystkim za grzechy przez nas popełnione, każdego dnia, w czasie trwającej Nowenny, modlimy się na różańcu rozważając jedną z czterech Tajemnic, modlimy się Koronką do Bożego Miłosierdzia i modlimy się za naszą Ojczyznę modlitwą zatwierdzoną przez Kurię Biskupią Diecezji Warszawsko-Praskiej.Tekst tej modlitwy zamieszczony jest poniżej.

    W każdą Niedzielę Komunię świętą przyjmujemy z intencją wynagradzającą za grzechy popełniane przez nas Polaków.

    Uwieńczeniem Nowenny Polska na Skale będzie Msza święta w Święto Bożego Miłosierdzia. Wtedy łącząc się duchowo zawierzymy naszą Ojczyznę Miłosiernemu Jezusowi.

    ***

    To bardzo ważne wydarzenie modlitewne w intencji naszej Ojczyzny jest inicjatywą zarówno wielu kapłanów, wspólnot katolickich jak również poszczególnych ludzi, którzy widzą wielką potrzebę ekspiacji . Tej Nowennie błogosławi Ksiądz Biskup Krzysztof Włodarczyk, ordynariusz diecezji bydgoskiej. W celu popularyzacji Nowenny istnieje strona internetowa, na której wyjaśniona jest jej intencja, wymienione są modlitwy, można pobrać plakat i inne materiały oraz zgłosić swój udział: polskanaskale.pl.

    ***

    ***

    Różaniec – jedna część

    „Gdyby Polacy bez przerwy odmawiali Różaniec w Gietrzwałdzie, nie musieliby walczyć o wolną Polskę, mieliby ją bez walki wolną”

    bł. o. Honorat Koźmiński OFMCap

    ***

    Koronka do Bożego Miłosierdzia

    „Przez odmawianie tej Koronki podoba Mi się dać wszystko, o co Mnie [ludzie] prosić będą”
    św. siostra Faustyna Kowalska (Dz. 1541)

    ***.

    Modlitwa za Ojczyznę z prośbą o Bożą interwencję:

    Boże, Ty jesteś Stwórcą wszystkiego co istnieje
    i Ojcem wielkiej rodziny ludzkiej.
    Powołałeś Ojczyznę naszą, Polskę,
    do przekazania światu iskry Bożego Miłosierdzia
    przygotowującej na powtórne przyjście Twojego Syna.
    Nie opuszczaj nas, mimo naszych grzechów,
    waśni, słabości i niewierności, pychy i egoizmu.
    Pragniemy Cię przebłagać i prosić,
    byś dał nam odczuwać Twoją Ojcowską obecność
    i dokonał zmartwychwstania serc naszych.
    Boże, Ty jesteś miłosierdziem i sprawiedliwością,
    nie pozwól nam zmarnować dziedzictwa świętego Jana Pawła II
    i naszych świętych Rodaków.
    Tobie powierzamy losy naszej Ojczyzny,
    jej teraźniejszość i przyszłość.
    Przez miłość do Matki Twojego Syna Jezusa,
    uchroń nas od słusznej kary za nasze grzechy
    i wybaw nas od głodu, ognia, wojny i zniszczenia.
    Dokonaj swojej Boskiej interwencji w obecnych czasach.
    Panie, bez mocy pochodzącej od Ciebie nic nie możemy uczynić,
    a z Tobą możemy wszystko.

    Spraw, by Polska była wierna Twojej woli,
    abyś mógł ją wywyższyć w potędze i świętości.
    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Maryjo, Królowo Polski – módl się za nami.

    Aniele Stróżu Polski – módl się za nami.

    Święty Wojciechu – módl się za nami.

    Święty Stanisławie – módl się za nami.

    Święty Andrzeju Bobolo – módl się za nami.


    Święta Faustyno – módl się za nami.

    Święty Janie Pawle II – módl się za nami.

    Wszyscy Polscy Święci i Patronowie nasi – módlcie się za nami.

    (za zgodą Kurii Biskupiej Diecezji Warszawsko-Praskiej, 2284/K/2017)

    ***

    Komunia Święta wynagradzająca za grzechy Polaków

    Matka Boża zwróciła się pewnego dnia do św. Siostry Faustyny: „Córko moja, żądam od ciebie modlitwy, modlitwy i jeszcze raz modlitwy za świat, a szczególnie za Ojczyznę swoją. Przez dziewięć dni przyjmij Komunię św. wynagradzającą, łącz się ściśle z ofiarą Mszy św. Przez te dziewięć dni staniesz przed Bogiem jako ofiara, wszędzie, zawsze, w każdym miejscu i czasie — czy w dzień, czy w nocy, ilekroć się przebudzisz, módl się duchem. Duchem zawsze trwać na modlitwie można” (Dz. 325). Modlitwa wynagradzająca, czy też zadośćuczynienie, jest aktem wypływającym z miłości do Boga, o czym przypomina nam w ostatniej encyklice papież Franciszek: „Wraz z żarliwym wyznaniem miłości Jezusa Chrystusa, odnajdujemy również wewnętrzny rezonans nawołujący do oddania życia” (Dilexit nos, 164). Do nieba nie idziemy sami, jesteśmy za siebie nawzajem odpowiedzialni. Tak jak Chrystus, mamy oddać życie za braci. Dlatego komunia wynagradzająca, jak mówi o tym Matka Boża do św. Siostry Faustyny, jest związana z przyjęciem postawy żertwy. To ja sam, jednocząc się z Chrystusem, staję się ofiarą. Przypomniał nam o tym ostatnio papież Franciszek: „Zadośćuczynienie, które składamy w darze, to dobrowolnie przyjęte uczestnictwo w Jego odkupieńczej miłości i Jego jedynej ofierze. W ten sposób dopełniamy w naszym ciele «niedostatki udręk Chrystusa (…) dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół» (Kol 1, 24), i to sam Chrystus przedłuża za naszym pośrednictwem skutki swego całkowitego oddania się z miłości” (Dilexit nos, 201).

    ***

    z dzienniczka siostry Faustyny

    RĘKOPIS DZIENNICZKA FAUSTYNY

    fot. archiwum Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia

    ***

    Często się modlę za Polskę, ale widzę wielkie zagniewanie Boże na nią, iż jest niewdzięczna. Nieustannie przypominam Bogu Jego obietnice miłosierdzia. Ojczyzno moja, ile ty mnie kosztujesz, nie ma dnia, w którym bym się nie modliła za ciebie.
    św. siostra Faustyna Kowalska (Dz. 118)

    ***

    Kościelne święta nakazane w 2025 roku

    Sample

    fot. Piotr Tumidajski

    ***

    Kodeks Prawa Kanonicznego zobowiązuje katolików do uczestnictwa w Mszy świętej i powstrzymywania się od prac niekoniecznych w niedzielę oraz święta nakazane. Czym są święta nakazane? W jakie dni wypadają one w 2025 roku?

    Część świąt i uroczystości kościelnych ma stałe daty. Co roku BOŻE NARODZENIE obchodzimy 25 grudnia. Daty części świąt i uroczystości są ruchome – tak w przypadku m.in. WIELKANOCY, czy Uroczystości ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO. Poniżej jest lista, w której wypisane są kościelne święta nakazane 2025 roku.

    Kościelne święta, w których należy uczestniczyć we Mszy św.:

    1 stycznia (środa) – Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki

    6 stycznia (poniedziałek) – Uroczystość Objawienia Pańskiego (Trzech Króli)

    20 kwietnia (niedziela) – Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego (Wielkanoc)

    1 czerwca (niedziela) – Wniebowstąpienie Pańskie

    8 czerwca (niedziela) – Uroczystość Zesłania Ducha Świętego (Zielone Świątki)

    19 czerwca (czwartek) – Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej (Boże Ciało)

    15 sierpnia (piątek) – Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

    1 listopada (sobota) – Uroczystość Wszystkich Świętych

    25 grudnia (czwartek) – Uroczystość Narodzenia Pańskiego (Boże Narodzenie)

    Inne ważne święta w Liturgii Kościoła w 2025 roku:

    Kościelne święta nakazane to niejedyne święta i uroczystości w Roku Liturgicznym. W dni, w które przypadają inne ważne święta kościelne wierni nie mają obowiązku uczestniczenia we Mszy świętej i powstrzymywania się od prac niekoniecznych. Kościół zachęca jednak, aby, gdy jest to możliwe, również i wtedy uczestniczyć w liturgii:

    2 lutego (niedziela) – Święto Ofiarowania Pańskiego (Matki Boskiej Gromnicznej)

    19 marca (środa) – Uroczystość świętego Józefa, Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny

    25 marca (wtorek) – Uroczystość Zwiastowania Pańskiego

    21 kwietnia (poniedziałek) – Poniedziałek Wielkanocny

    9 czerwca (poniedziałek) – Święto Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła

    29 czerwca (niedziela) – Uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła

    30 listopada – I Niedziela Adwentu

    8 grudnia (poniedziałek) – Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny

    26 grudnia (piątek) – Święto św. Szczepana, pierwszego męczennika.

    ***

    Bardzo zachęcam, aby przeczytać i dobrze zapamiętać słowa św.ojca Pio na temat Mszy świętej.

    fot. youtube

    ***

    Ojciec Pio MSZĘ ŚWIĘTĄ nazwał „przerażającą tajemnicą”. Zapewne z tego powodu trwała ona nawet kilka godzin.

    Na zarzuty, że celebruje ten sakrament zbyt długo, odpowiadał: „Pan wie, że chcę odprawiać mszę świętą tak, jak inni to czynią, ale nie zawsze potrafię. Są takie chwile, że nie mogę iść naprzód. Czuję, że upadłbym, gdybym się nie zatrzymał”. Doskonale rozumiał ogromną wagę Eucharystii.

    Dlatego te myśli o Eucharystii trzeba zapamiętać na zawsze:

    1. Pan Bóg w Eucharystii składa nam pocałunki miłości. Zatem przyjmujmy z wielką wiarą i miłością Komunię Świętą. 

    2. W tych tak smutnych czasach śmierci wiary, triumfującej bezbożności, najbezpieczniejszym środkiem uchronienia się przed chorobą zakaźną, która nas otacza, jest wzmacnianie się pokarmem eucharystycznym. Rzeczą oczywistą jest, że nie może się nim wzmocnić ten, kto miesiącami nie karmi się ciałem nieskalanego Baranka Bożego.

    3. Każda Msza święta, w której dobrze i pobożnie się uczestniczy, jest przyczyną cudownych działań w naszej duszy, obfitych łask duchowych i materialnych, których my sami nawet nie znamy. Dla osiągnięcia takiego celu nie marnuj bezowocnie twego skarbu, ale go wykorzystaj. Wyjdź z domu i uczestnicz we Mszy Świętej. Świat mógłby istnieć nawet bez słońca, ale nie może istnieć bez Mszy świętej

    4. Póki nie jesteśmy pewni, że nasze sumienie jest obciążone ciężką winą nie należy zaprzestawać przyjmowania Komunii świętej.

    5. Niegodni Jezusa jesteśmy wszyscy, ale to On nas zaprasza. On tego chce. Upokorzmy się przed Nim! 

    6. Przed Jezusem obecnym w Najświętszym Sakramencie wzbudzaj święte uczucia, rozmawiaj z Nim, módl się i trwaj w Objęciach Umiłowanego. 

    7. Jak mogę nosić w mym małym sercu Nieskończonego? Jak mogę zamykać Boga w małej celi mej duszy? Moja dusza napełnia się w bólu i miłości. Napełnia mnie trwoga, że nie zdołam zatrzymać Go w wąskiej przestrzeni mego serca. 


    „Widział Pana Jezusa w Hostii. To było coś nieprawdopodobnego!”. Ojciec Pio i Eucharystia.

    fot. Fair use/Wikipedia

    ***

    Ojciec Pio doskonale rozumiał istotę i wartość Eucharystii. “Świat mógłby istnieć nawet bez słońca, ale nie może istnieć bez Mszy świętej” – mówił.

    Przez ponad 58 lat ojciec Pio codziennie uczestniczył w Eucharystii łącząc się duchowo z Chrystusem Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym. Eucharystia była dla niego – jak przypomniał Jan Paweł II podczas swego pobytu w San Giovanni Rotondo w dniu 23 maja 1987 roku – źródłem i szczytem, punktem oparcia oraz ośrodkiem całego życia i działania. Święty we Mszy św. widział całą Kalwarię, przeżywał ją jako wstrząsającą tajemnicę Męki Pańskiej.

    Ojciec Pio doskonale rozumiał znaczenie Mszy świętej, dlatego nazwał ją przerażającą tajemnicą. Zapewne z tego powodu trwała ona nawet do trzech godzin! Na zarzuty, że celebruje ten sakrament zbyt długo, odpowiadał: „Pan wie, że chcę odprawiać Mszę świętą tak, jak inni to czynią, ale nie zawsze potrafię. Są takie chwile, że nie mogę iść naprzód. Czuję, że upadłbym, gdybym się nie zatrzymał”.

    „Widziałem i przeżywałem – dzięki Ojcu Pio – niebo przy ołtarzu”

    Ojciec Jerzy Tomziński, przełożony generalny Zgromadzenia Ojców Paulinów, uczestniczył we Mszy św. odprawianej przez o. Pio, 21 września 1962 roku. I wspomina, że to, co najbardziej wtedy przeżył, to moment konsekracji: „Ojciec Pio zachowywał się tak, jakby widział Chrystusa. Oparł się na ołtarzu, ręce położył tak, jakby obejmował krzyż, i patrzył na Hostię. On widział Pana Jezusa, że cierpi, że umiera. Widział Go w Hostii – to się ujawniło w jego twarzy. To było coś nieprawdopodobnego… Nie widziałem kapłana celebrującego, ale Mękę Pana Jezusa na Golgocie. Widziałem, Pan Jezus cierpi i umiera, że krew się leje. Widziałem i przeżywałem, dzięki Ojcu Pio – niebo przy ołtarzu”.

    „Gdy jestem przy ołtarzu, czuję niekiedy dziwny ogień, który wypełnia całą moją osobę”

    Ojciec Pio bardzo pragnął Eucharystii. Tak napisał w jednym z listów: „Miałbym wiele rzeczy do powiedzenia, lecz brakuje mi słów. Powiem tylko tyle, że uderzenia mojego serca stają się mocniejsze, gdy przebywam z Jezusem w Eucharystii. Nieraz wydaje mi się, że serce chciałoby mi wyskoczyć z piersi. Gdy jestem przy ołtarzu, czuję niekiedy dziwny ogień, który wypełnia całą moją osobę, niestety, nie jestem w stanie opisać go słowami”. Pytany zaś, co zawiera się w odprawianej przez niego Mszy św., odpowiadał, że cała Kalwaria.

    Ksiądz Nello Castello zanotował niezwykłe wyznanie Świętego: „W czasie Mszy przeżywam trzy godziny agonii na krzyżu”. Włoski mistyk rozpoczynając Eucharystię otrzymywał łaskę widzenia całej ziemi i nieba, a nie tylko przenikania sumień pojedynczych osób – co działo się przy kratkach konfesjonału. Gdy przystępował do ołtarza, jego każdy krok naznaczony był cierpieniem i wydawało się że wstępował na Kalwarię. Już w chwili wypowiadania „Spowiadam się”… skupiał na ołtarzu grzechy świata, brał na siebie przewinienia wszystkich. Jego twarz przyjmowała wyraz całkowitego wyniszczenia. – Wyrok na grzesznika spada na mnie – mówił.

    „Gdybym któregoś dnia został pozbawiony Komunii świętej – umarłbym”

    Podczas Liturgii Słowa Święty często nie mógł powstrzymać łez. Nie tylko dlatego, że tak intensywnie przeżywał każde słowo, lecz również dlatego, że przepełniała go wdzięczność dla Boga, który zechciał przemówić do ludzi. Ofiarowanie było dla niego oczekiwaniem na przemienienie zwykłego chleba w „Chleb z nieba”To było oczekiwanie „na wschód Słońca”. Podczas konsekracji dokonywało się – jak mawiał Ojciec Pio – „nowe cudowne zniszczenie i stworzenie”. Zniszczenie i stworzenie, czyli tajemnica ofiary Ukrzyżowanego, który ponosi haniebną śmierć „zaliczonego do złoczyńców”, aby stać się Eucharystią dla milionów.

    Gdy Ojciec Pio wymawiał słowa konsekracji: „To jest Ciało moje…, To jest kielich Krwi mojej”, a słowa te wypowiadał bardzo wolno, sylabizował je, to rzeczywiście uczestniczył w tragedii Golgoty. Chrystus wyciskał na nim to, co sam przeżywał: miłość, cierpienie, śmierć… Jego Msza święta była całą Męką Zbawiciela, a uczestniczący w niej wierni stawali się częścią grupy osób modlących się na Kalwarii. Wreszcie nadchodził czas zjednoczenia. Komunia święta! Na ten moment Ojciec Pio bardzo czekał. Kiedyś powiedział: „Gdybym któregoś dnia został pozbawiony Komunii świętej – umarłbym”.

    „Nie marnuj bezowocnie twego skarbu, ale go wykorzystaj”

    Uczestnicząc w Eucharystii warto mieć w pamięci słowa mistyka: „Każda Msza święta, w której dobrze i pobożnie się uczestniczy, jest przyczyną cudownych działań w naszej duszy, obfitych łask duchowych i materialnych, których my sami nawet nie znamy. Dla osiągnięcia takiego celu nie marnuj bezowocnie twego skarbu, ale go wykorzystaj. Wyjdź z domu i uczestnicz we Mszy Świętej. Świat mógłby istnieć nawet bez słońca, ale nie może istnieć bez Mszy świętej”.

    KAI,opoka.org,adonai.pl,glosojcapio.pl,zś/Stacja7


    Nigdy nie odchodziłbym od ołtarza

    O. PIO (PUBLIC DOMAIN/WIKIMEDIA COMMONS)

    ***

    „Ten pokorny kapucyn zadziwił świat swym życiem całkowicie poświęconym modlitwie i słuchaniu braci, na których cierpienie wylewał balsam miłości Chrystusa” – powiedział papież Franciszek nawiedzając miejsce, w którym podczas modlitwy w chórze zakonnym przed krucyfiksem 20 września 1918 roku, o. Pio otrzymał stygmaty. Lekarze obliczyli, badając go wielokrotnie, że z tych ran w ciągu 50 lat wypłynęło 3 400 litrów krwi. Rany krwawiły szczególnie podczas sprawowania Mszy świętej.

    Cała Kalwaria w jego Mszy

    21 września 1962 roku o. Jerzy Tomziński, przełożony generalny Zgromadzenia Ojców Paulinów, uczestniczył we Mszy św. odprawianej przez o. Pio. Swoje doświadczenie, szczególnie moment konsekracji tak opisał: „Ojciec Pio zachowywał się tak, jakby widział Chrystusa. Oparł się na ołtarzu, ręce położył tak, jakby obejmował krzyż, i patrzył na Hostię. On widział Pana Jezusa, że cierpi, że umiera. Widział Go w Hostii, to się ujawniło w jego twarzy. To było coś nieprawdopodobnego… Nie widziałem kapłana celebrującego, ale Mękę Pana Jezusa na Golgocie. Widziałem, jak Pan Jezus cierpi i umiera, że krew się leje. Widziałem i przeżywałem, dzięki Ojcu Pio, niebo przy ołtarzu”. Podobne wrażenia zanotował o. Bernardo Romagnoli: „Kiedy po raz pierwszy uczestniczyłem we Mszy św. odprawianej przez o. Pio, w momencie konsekracji zauważyłem na jego twarzy pewne ruchy i skurcze, które wtedy wydały mi się trochę dziwne, ale później zrozumiałem, że przeżywał on w tej chwili mękę Ukrzyżowanego. Rzeczywiście, było to widoczne, że podczas Mszy św. Ojciec Pio przeżywał na nowo mękę Jezusa, ofiarę miłości i cierpienia”.

    Takie przeżywanie Eucharystii nie powinno dziwić, jeśli weźmiemy pod uwagę, jak bardzo Ojciec Pio jej pragnął. Tak napisał w jednym z listów: „Miałbym wiele rzeczy do powiedzenia, lecz brakuje mi słów. Powiem tylko tyle, że uderzenia mojego serca stają się mocniejsze, gdy przebywam z Jezusem w Eucharystii. Nieraz wydaje mi się, że serce chciałoby mi wyskoczyć z piersi. Gdy jestem przy ołtarzu, czuję niekiedy dziwny ogień, który wypełnia całą moją osobę, niestety, nie jestem w stanie opisać go słowami”. Pytany zaś, co zawiera się w odprawianej przez niego Mszy św., odpowiadał, że cała Kalwaria.

    Wprowadzał wszystkich
    w inny wymiar

    Znana pisarka Maria Winowska, która żyjąc w Paryżu napisała kilka książek, między innymi o Bożym Miłosierdziu. Przetłumaczyła na język francuski “Dzienniczek” św. siostry Faustyny. Również jest jej książka o stygmatyku z San Giovanni Rotondo pod tytułem: „Prawdziwe oblicze Ojca Pio”, w której opisuje Mszę św. odprawianą przez niego. Oto jej świadectwo: „Twarz jego przeobraża się, gdy stanął u stopni ołtarza. Nie trzeba być mędrcem, żeby zrozumieć, że znalazł się w świecie dla nas niedostępnym. Nagle pojmuję, dlaczego Msza odprawiana przez niego przyciąga tłumy, dlaczego je przykuwa i podbija. Od pierwszej chwili jesteśmy raptownie wciągnięci w głąb tajemnicy. Jak niewidomi otaczający widzącego. Jesteśmy bowiem ślepcami, przebywającymi za granicami rzeczywistości. To właśnie jest posłannictwem mistyków. Oni przywołują do życia nasze wewnętrzne oczy, które uległy zanikowi, oczy przeznaczone do oglądania olśniewającej jasności, nieporównywalnie potężniejszej od światła widzialnego okiem śmiertelnika… Od siebie mogę powiedzieć, że w San Giovanni Rotondo okryłam w ofierze Mszy świętej otchłanie miłości i światła, przedtem zaledwie dostrzegalne. Ten moment jest bardzo ważny… Jego zadaniem nie jest robienie «czego innego», ani też «lepiej niż inni», ale uprzystępnienie nam zrozumienia, przeżycia i wchłonięcia w siebie tej jedynej w świecie ofiary, jaką jest Msza święta… Bo trzeba być ślepym, żeby nie wiedzieć, że człowiek, który przystąpił do tego ołtarza, cierpi. Jego krok jest ciężki i chwiejny. Niełatwo jest stąpać na przebitych stopach. Ramiona ciężko się opierają na ołtarzu, gdy go całuje. Zachowuje się jak ranny w ręce, zmuszony do oszczędzania każdego ruchu. Wreszcie, uniósłszy głowę, wpatruje się w krzyż. Mimo woli odwracam oczy, jak gdyby lękając się podpatrzeć tajemnicę miłości. Twarz kapucyna, przed chwilą wyrażająca jowialną uprzejmość, ulega przeobrażeniu. Przechodzą przez nią fale wzruszenia, jak gdyby niewidzialne siły powołujące go do walki napełniały go kolejno obawą, radością, smutkiem, trwogą, bólem. Rysy jego odzwierciedlają tajemny dialog. Protestuje, potrząsa głową przecząco, czeka na odpowiedź. Całe ciało sprężyło się w milczącym błaganiu (…). Czas stanął. A raczej czas przestał się liczyć. Wydaje mi się, że ten ksiądz przykuty do ołtarza wprowadził nas wszystkich w inny wymiar, gdzie trwanie zmieniło znaczenie”.

    Eucharystia w centrum życia

    Ojciec Pio święcenia kapłańskie przyjął w katedrze w Benevento 10 sierpnia 1910 r., a na swoim obrazku prymicyjnym napisał: „Jezu, moje pragnienie i życie moje, kiedy dziś drżący Cię unoszę w tajemnicy miłości, spraw, abym był dla świata drogą, prawdą, życiem, a dla Ciebie świętym kapłanem, ofiarą doskonałą”. Ojciec Pio wspominając swoje dzieciństwo tak mówił: „Miałem wtedy pięć, może sześć lat. Wtedy nad wielkim ołtarzem ukazało mi się Serce Pana Jezusa i uczyniło znak, abym się zbliżył do ołtarza. Pan Jezus położył rękę na mojej głowie, pragnąc w ten sposób potwierdzić, że podoba Mu się to moje postanowienie ofiarowania się i poświęcenia Jemu…”.

    Ks. Andrzej Antoni Klimek taki daje komentarz do tego wydarzenia: “Te słowa uzmysławiają nam, jak ważne jest budowanie duchowości eucharystycznej w dzieciach, zwłaszcza w dzieciach przystępujących do Pierwszej Komunii Świętej. Jak ważna jest każda Msza święta i jaką stratą jest każda Msza święta, którą opuszczamy. W czasach Ojca Pio odprawiana przez niego Msza o czwartej lub piątej rano wpływała na rozkład autobusów i godziny otwarcia hoteli w San Giovanni Rotondo. Jego sakramentalna posługa przyciągała tysiące wiernych i ludzie już od 2.30 oczekiwali w kościele. Życie „kręciło się” wokół Eucharystii i Sakramentu Pokuty. Wiemy też, że Ojciec Pio często odmawiał rozgrzeszenia penitentom, którzy wyznawali, iż zaniedbywali Mszę św. niedzielną. Bolał nad ich niefrasobliwością i tylko kiedy widział ich szczery żal, odpuszczał grzech. W ten sposób uczył, że każda Najświętsza Ofiara ma bezgraniczną wartość. Każda! A ileż razy my z wielką niefrasobliwością dyspensujemy się z niedzielnej Eucharystii? Ile razy dopiero na pytanie kapłana wyznajemy w konfesjonale jej zaniedbanie? Jak słabe albo wręcz nieobecne jest w nas pragnienie Eucharystii. Kto z nas może powtórzyć za Ojcem Pio: „Serce czuje się, jakby było przyciągane przez nieokreśloną, wyższą siłę, zanim rankiem zjednoczy się z Nim w Eucharystii. Odczuwam tak wielki głód i pragnienie połączenia się z Jezusem, że niewiele brakuje, żebym umarł z tęsknoty za Nim, a ponieważ nie mogę żyć bez przyjęcia Go, zdarzało się, że nawet z wysoką gorączką byłem zmuszony udać się posilić Jego Ciałem. Ów głód i pragnienie, zamiast ulec zaspokojeniu, wzmagały się jeszcze bardziej po przyjęciu Jezusa”?

    ***

    wtorek 11 lutego

    Matki Bożej z Lourdes i Światowy Dzień Chorego

    11 lutego obchodzimy Światowy Dzień Chorego, który został ustanowiony przez papieża Jana Pawła II w 1992 r. Jako dzień obchodów Ojciec Święty wybrał wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes, wskazując na nadzieję, jaką niesie wstawiennictwo Maryi w chorobie i cierpieniu.

    Adobe Stock

    ***

    Światowy Dzień Chorego św. Jan Paweł II ustanowił w liście do ówczesnego przewodniczącego Papieskiej Rady Duszpasterstwa Służby Zdrowia kard. Fiorenzo Angeliniego, który wystosował 13 maja 1992 roku, a więc w inne święto maryjne związane z objawieniami Matki Bożej w Fatimie.

    Pisząc o swojej inicjatywie podkreślił, że celem Dnia Chorego jest pobudzenie wrażliwości całego Kościoła „na konieczność zapewnienia jak najlepszej opieki chorym; pomagania chorym w dostrzeżeniu wartości cierpienia na płaszczyźnie ludzkiej, a przede wszystkim na płaszczyźnie nadprzyrodzonej”. Już wtedy papież sam był osobą cierpiącą, rok wcześniej bowiem zdiagnozowano u niego chorobę Parkinsona.

    Obie te daty – listu i samego Dnia Chorego – upamiętniają dwa ważne wydarzenia z życia Kościoła katolickiego: 13 maja to wspomnienie pierwszego objawienia maryjnego w portugalskiej Fátimie (1917 r.), a 11 lutego obchodzimy wspomnienie pierwszego ukazania się Maryi św. Bernardecie Soubirous w Lourdes (1858 r.). Tak więc duchowym natchnieniem chorych i ich opiekunów, w tym dniu jest Matka Najświętsza.

    Warto dodać, że kilka lat wcześniej (1984) też w dniu 11 lutego Jan Paweł II ogłosił list apostolski „Salvifici doloris” – o chrześcijańskim sensie cierpienia.

    Obchody Światowego Dnia Chorego w Polsce

    W tym dniu w wielu kościołach organizowane są Msze święte z obrzędem namaszczenia chorych, a na szczeblu diecezjalnym biskupi zapraszają chorych, ich rodziny, opiekunów i pracowników służby zdrowia na uroczystą liturgię do katedry, organizowane są też Msze w szpitalach i hospicjach.

    Objawienia w Lourdes

    Ustanowienie Światowego Dnia Chorego we wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes jest znaczące. Do groty, w której 14 letniej Bernardecie Soubirous 11 lutego 1858 roku ukazała się „Jasna Pani”, pielgrzymowali chorzy od połowy XIX wieku. Wielu pielgrzymów zostało uzdrowionych w sposób uznany za cudowny.

    Początek objawień miał miejsce dokładnie 165 lat temu. Młoda Bernadeta zbierając suche drewno na opał, weszła do groty, gdzie usłyszała dźwięk, który brzmiał jak podmuch wiatru. „Zobaczyłam Panią ubraną na biało: miała na sobie suknię, welon, niebieski pas i żółtą różę na każdej stopie”. Bernadetta uczyniła znak krzyża i odmówiła z Panią różaniec. Po zakończeniu modlitwy Pani nagle znikła.

    Do 16 lipca 1858 r. miało miejsce jeszcze siedemnaście innych objawień. Maryja, Matka Jezusa przedstawiła się dziewczynce jako „Niepokalane Poczęcie”, co zostało odczytane jako potwierdzenie dogmatu ustanowionego przez Kościół 4 lata wcześniej.

    18 lutego Maryja wypowiedziała znamienne słowa: „Nie obiecuję ci szczęścia na tym świecie, ale w przyszłym”. Trzy dni później wezwała: „Módlcie się za grzeszników”, a po kolejnych trzech dniach: „Pokutujcie! Pokutujcie! Pokutujcie!”. Prosiła też, by księża wybudowali przy grocie kaplicę, i aby przychodzono tam w procesji.

    W grocie Massabielskiej wskazała Bernadecie miejsce, z którego wytrysnęło źródło. Wkrótce wydarzył się pierwszy cud: mieszkanka Lourdes umoczyła sparaliżowaną rękę w wodzie wypływającej ze źródła i została uleczona.

    Mistyczne spotkania Bernadety z Matką Bożą zakończyły się 16 lipca 1858 roku, cztery lata później (1862) Kościół potwierdził autentyczność objawień.

    Bernadeta rozpoczęła nowicjat u sióstr posługujących chorym (Soeurs de la Charité et de l’Instruction Chrétienne de Nevers). W 1866 r. na zawsze opuściła Lourdes, przenosząc się do domu zgromadzenia w Nevers. – Moja misja w Lourdes jest skończona – oświadczyła. Rok później złożyła śluby zakonne. Została pomocnicą pielęgniarki w klasztornej infirmerii.

    Zdrowie Bernadety stale się pogarszało. Ostatnie pół roku spędziła w łóżku, które nazywała „białą kaplicą”. Umarła 16 kwietnia 1879 r. Miała zaledwie 35 lat. Została kanonizowana w 1933 roku.

    Cuda w Lourdes

    Od czasu objawień zanotowano w sanktuarium tysiące uzdrowień. Od lat 60. XIX wieku specjalna kościelna komisja oficjalnie uznała 70 z nich za cudowne, niewytłumaczalne z medycznego punktu. Ponad 80 proc. uznanych przez Kościół cudów dotyczy kobiet.

    W 2006 r. Międzynarodowy Komitet Medyczny zaproponował nowe zasady orzekania w tych sprawach. Obok kryteriów naukowych, w ocenie uzdrowień, jakie się tam dokonują, brana jest teraz pod uwagę również wiara osoby uzdrowionej i świadectwo jej życia chrześcijańskiego. Badanie każdego uzdrowienia obejmuje trzy etapy, w wyniku których orzeka się kolejno o uzdrowieniu „niespodziewanym”, „potwierdzonym” i „o charakterze wyjątkowym”, gdyż trudno jest jednoznacznie określić, co jest zasługą medycyny, a co dziełem nadzwyczajnej interwencji Bożej, zaznacza współprzewodniczący Komitetu prof. François-Bernard Michel, francuski lekarz z Narodowej Akademii Medycyny Francji.

    Obok pojęcia cudu, które nie uległo zmianie, zostało wprowadzone pojęcie „wiarygodnego świadectwa osób, których wyleczenie jest związane z Lourdes”. Międzynarodowy Komitet Medyczny zaczął zajmować się także przypadkami uleczenia z chorób psychicznych i umysłowych. Wiele osób, chorych na depresję czy przeżywających osobiste problemy, po pielgrzymce do sanktuarium odzyskuje ochotę do życia, widzi na nowo jego sens – twierdzi prof. Michel. Uzdrowienie obejmują więc nie tylko aspekty fizyczne, ale i psychiczne, emocjonalne i duchowe.

    Pielgrzymki

    „Idź i powiedz księżom, żeby ludzie przychodzili tutaj w procesji i że powinna być zbudowana kaplica” – nakazała Matka Boża Bernadecie.

    Do Lourdes pielgrzymi przybywają z całego świata, by zapalić świece w grocie, dotknąć skały, na której według Soubirous objawiła się Dziewica, przyłączyć się do śpiewów procesji odbywających się dwa razy dziennie, uczestniczyć we Mszy świętej, przyjąć Komunię, wykąpać się i napić się świętej wody ze źródełka. Szczególne miejsce w Lourdes zajmuje Zakon Kawalerów Maltańskich, który od lat towarzyszy ludziom chorym, zwłaszcza niepełnosprawnym.

    Papieże w Lourdes

    Wśród pielgrzymujących do Lourdes znalazło się dwóch papieży. Jan Paweł II miał tu przyjechać w 1981 r., by wziąć udział w odbywającym się tam 42. Międzynarodowym Kongresie Eucharystycznym. Uniemożliwił to zamach z 13 maja 1981 r. Papież odwiedził sanktuarium dwa lata później: 14 i 15 sierpnia 1983 r., kiedy przypadała 125. rocznica objawień i 50. rocznica kanonizacji Bernadety. W grocie Massabielskiej Jan Paweł II – tak jak robią to pielgrzymi – zapalił świecę, napił się wody ze źródła, dotknął skały, na której ukazywała się Maryja, bardzo długo modlił się w ciszy, po czym odmówił różaniec. A przemawiając, podkreślił, że w Lourdes „Dziewica bez grzechu przyszła z pomocą grzesznikom. Ukazała nową i nieustanną aktualność pierwszych słów Jezusa w Ewangelii: «Nawróćcie się i wierzcie w Ewangelię»”.

    Po raz drugi przyjechał do Lourdes w 2004 r., również 14-15 sierpnia, w 150. rocznicę ogłoszenia dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Była to jego ostatnia zagraniczna podróż, w czasie której z największym wysiłkiem dokończył odprawianie Mszy św. Kilka miesięcy przed śmiercią, siedząc na wózku inwalidzkim jako „chory pośród chorych”, drżącym głosem wypowiedział w grocie Massabielskiej przejmujące słowa: „Ze wzruszeniem odczuwam, że dotarłem do kresu mej pielgrzymki”. Mieszkał w jednym z pokojów domu opieki dla chorych.

    Jego następca Benedykt XVI przejechał do Lourdes w 2008 r. z okazji 150. rocznicy objawień. Spędził w sanktuarium trzy dni. Odwiedził cztery etapy „drogi jubileuszowej”, którą w tamtym roku przemierzali pielgrzymi: kościół parafialny pw. Najświętszego Serca Pana, w którym ochrzczona była św. Bernadeta; Le Cachot – dawne więzienie, gdzie mieszkała uboga rodzina św. Bernadety w okresie objawień; grotę Massabielską oraz kaplicę szpitalną, gdzie Bernadeta przyjęła I Komunię św. Wziął udział w procesji Maryjnej z zapalonymi świecami i w procesji eucharystycznej. W jednej z homilii ukazał Maryję jako nauczycielkę modlitwy, która powinna być aktem miłości do Boga i ludzi. „Gdy modlimy się z Maryją, nasze serca otwierają się na tych, którzy cierpią” – powiedział Benedykt XVI.

    Sanktuarium narodowe

    Sanktuarium w Lourdes ma status sanktuarium narodowego Francji. Szacuje się, że co roku przybywa tutaj ok. 6 milionów pielgrzymów. Na 52 hektarach powierzchni znajdują się 22 budowle. Do najczęściej odwiedzanych należą: grota Massabielska, górująca nad nią bazylika Niepokalanego Poczęcia, dolna Bazylika Różańcowa oraz pobliska podziemna bazylika św. Piusa X. Tę ostatnią poświęcił w 1958 r. w stulecie objawień legat papieski, patriarcha Wenecji, kard. Angelo Giuseppe Roncalli, który kilka miesięcy później został papieżem Janem XXIII.

     Tygodnik Niedziela/Kai

    ***

    Moc Maryi płynąca z Lourdes

    (stock.adobe.com)

    ***

    Cudowne uzdrowienia duchowe i fizyczne, które dokonały się w Sanktuarium Matki Bożej w Loudres wprawiają w zadziwienie. Oficjalnie Kościół uznał ich już 71. Ostatnie niecały tydzień temu.  Kiedy poznaje się historię uzdrowionych osób, można powiedzieć tylko jedno –  jak tu nie wierzyć w Boże cuda?

    Genialny ateista poprosił Matkę z Loudres o łaskę wiary i ją otrzymał

    Alexis Carrel urodził się w roku 1873, w katolickiej rodzinie fabrykantów, w znanym francuskim mieście Lyon. Jak wiadomo, jest to miasto założone jeszcze za czasów Cesarstwa Rzymskiego, na podbitych ziemiach Galów. W Lyonie do dziś są zachowane ruiny rzymskiego amfiteatru, na którym ginęli pierwsi chrześcijanie. Choć Alexis odebrał staranne, katolickie wychowanie, był ochrzczony i przyjął kolejne sakramenty, to jednak podczas studiów medycznych na Uniwersytecie w Lyonie dał się omamić „kultem wiedzy”. Młody Carrel stracił wiarę i pogrążył się w mrokach ateizmu.  

    Jako, że miał wybitny talent, skończył studia z wyróżnieniem i został chirurgiem. Rozpoczął też karierę  naukową. W krótkim czasie obronił doktorat z nauk medycznych. Fascynował się również filozofią. Jednak jego mistrzami nie stali się prawdziwi miłośnicy mądrości, ale ci o których autor psalmów mówi „Głupi mówi w swoim sercu: Nie ma Boga”. Dokładnie chodzi tu o dwóch wojujących ateistów. Jeden to Fryderyk Nietzsche, największy idol Adolfa Hitlera, a drugi to Karol Marks, twórca ideologii komunizmu, która pochłonęła miliony ludzkich istnień.

    Alexis Carrel, tak jak tych dwóch osobników, których nazwiska u większości ludzi budzą dziś grozę i obrzydzenie, wierzył w iluzję, że człowiek może zbudować szczęśliwy świat bez Boga. Było tak aż do maja – roku niesamowitego nawrócenia Alexisa. Jako, że maj jest miesiącem Maryjnym, w którym wszędzie tam gdzie żyją katolicy, słychać słowa modlitwy Litanii Loretańskiej, ruszyły z całej Francji pielgrzymki do Sanktuarium w Loudres. Do tego miejsca objawień Maryjnych najczęściej jadą osoby chore. Tak się złożyło, że pielgrzymka chorych z Lyonu nie miała lekarza, który mógłby służyć cierpiącym. Usilnie proszono doktora Alexisa o asekurowanie chorym podczas peregrynacji. Ten po długim namyśle zgodził się, ale jedynie dlatego, że chciał udowodnić sam sobie, iż uzdrowienia w Loudres są bajką, zmyśloną przez ludzi uwiedzionych chrześcijaństwem.

    Alexis jako lekarz okazał się bardzo potrzebny pielgrzymom. Szczególnie jednej z młodych kobiet – Marie Baily. Choć miała ona jedynie 21 lat była umierająca. Jej zdrowie zniszczyła gruźlica, która w tamtych czasach, kiedy nie znano jeszcze antybiotyków, zbierała śmiertelne żniwo.

    Marie była w ostatnim stadium gruźlicy otrzewnej. Alexis bardzo jej współczuł, z trudnością patrzył na jej brzuch, spuchnięty od nadmiaru wody, na to jak spluwała do wiadra krwią i była tak słaba, że sama nie potrafiła utrzymać się na nogach. Jej serce biło już bardzo słabo. Doktor, troszczył się o Marie, jak najlepiej potrafił, jednak nie był w stanie, odpędzić śmierci, szybko zbliżającej się do jego pacjentki.

    Kiedy doktor Alexis, na stacji Loudres, wynosił Marie na rękach z wagonu i sadzał ją na wózek, poczuł jak jakaś twarda skorupa, do tej pory ściskająca jego serce, nagle pęka. Niesamowite ciepło, jakby jakieś wielkie światło rozgrzewa i rozjaśnia jego duszę. Jak najszybciej mógł, pchał przed siebie wózek, na którym siedziała Marie, z której szybko uchodziło życie. W pewnej chwili poczuł, że z jego oczu płyną łzy, a usta zaczęły szeptać słowa modlitwy: „O Panno Święta, jakże chciałbym wierzyć, jak ci wszyscy nieszczęśliwi, że to źródło cudowne nie jest tylko tworem naszej wyobraźni! Uzdrów tę biedną dziewczynę, ona zbyt wiele wycierpiała. Daj jej żyć, a mnie daj wiarę. Jeśli ta dziewczyna wyzdrowieje, co wydaje się absurdem, spraw, bym mógł uwierzyć”.     

    Kiedy dotarli do groty, wypłakał już wszystkie łzy jakie miał. Przed miejscem, w którym Matka Boża objawiła się 14-letniej pastuszce Małgorzacie Soubirous, stało już mnóstwo ludzi. Kapłan rozpoczął odprawiać nabożeństwo. W pewnym momencie powiedział „Wznieście ręce do góry i proście o uzdrowienie swoich dusz z chorób grzechu, które mogą pozbawić was życia wiecznego w niebie. Proście też o uzdrowienie z chorób ciała, które mogą je zabić i całkowicie podporządkujecie się woli Bożej, jaka by ona nie była”.

    Kiedy jeszcze nie wybrzmiały słowa księdza, coś kazało doktorowi Alexis spojrzeć na swoją młodą pacjentkę. Im dłużej patrzył, tym większe ogarniało go zdumienie. Najpierw z twarzy Marie zniknęły sine plamy. Zamiast nich na pięknym obliczu młodej dziewczyny pojawiły się zdrowe rumieńce. Oddech, który jeszcze przed chwilą był płytki i nierównomierny – wyrównał się i pogłębił. Na oczach doktora mocno nabrzmiały od wody brzuch Marie stopniał, jak górka śniegu przygrzana promieniami słońca. Po chwili pełna sił młoda kobieta wstała z wózka, podniosła ręce do góry i zaczęła dziękować Bogu i Maryi za uzdrowienie.   

    Doktor Alexis Carrel był w szoku, wszystkie jego materialistyczno – ateistyczne poglądy w jednej chwili spłonęły na popiół. Z tego popiołu, jak feniks, zrodził się nowy człowiek, głęboko wierzący głosiciel Ewangelii i jako taki Alexis Carrel przeszedł do historii. A oprócz tego jako genialny naukowiec i laureat nagrody Nobla, za pionierskie prace w dziedzinie transplantologii, chirurg – który jako pierwszy opracował zabieg zszycia tkanek, co umożliwiło przeszczep narządów m.in.  serca.

    Uzdrowienia w Loudres nadal trwają   

    Do tej pory Watykan uznał już 71 cudownych uzdrowień duchowych i fizycznych za wstawiennictwem Najświętszej Maryi Panny z Lourdes. Najnowszy cud, który uznano za pewny, dokonał się w roku 2008. Wówczas zdrowie odzyskała sparaliżowana siostra  Bernadette, francuska zakonnica ze Zgromadzenia Oblatek Najświętszego Serca Jezusowego. Cud ten został ogłoszony 11 lutego 2018 roku. Co nie znaczy, że nie ma już cudownych uzdrowień w Loudres. Znaczy to jedynie, to co zawsze znaczyło, że „kościelne młyny mielą powoli”. Tę starą prawdę potwierdza ogłoszenie 5 lipca 2025 roku, przez Sanktuarium Matki Bożej w Lourdes, 71. cudu, który się tu wydarzył w lipcu 1923 roku.

    Podczas bitwy pod Gallipoli (obecnie Turcja) Anglik – John Jack Traynor o mało co nie stracił życia w szarży na bagnety. Kula z karabinu maszynowego spowodowała u niego niedowład prawej ręki. Johnowi groziła także amputacja kończyny. Po tej kontuzji Traynor nabawił się również epilepsji. Przeszedł kilka operacji, które zakończyły się niepowodzeniem. Lekarze próbowali wyleczyć u niego padaczkę, ale przeprowadzona trepanacja doprowadziła dodatkowo do częściowego paraliżu nóg. 

    Jego stan był bardzo zły. Wczesnym latem 1923 roku John został skierowany do Hospicjum dla Nieuleczalnie Chorych. Przyjęcie do ośrodka zaplanowano na 24 lipca 1923 roku. Mężczyzna postanowił, że wcześniej pojedzie do Lourdes. Błagał Matkę Bożą o łaskę zdrowia. Traynor został uzdrowiony za wstawiennictwem Maryi 25 lipca po zanurzeniu w basenach sanktuarium i wzięciu udziału w procesji eucharystycznej i błogosławieństwie chorych. Kiedy wrócił do domu, poddał się szczegółowym badaniom lekarskim. Medycy byli zdumieni. John całkowicie powrócił do zdrowia. Rany na jego ciele się zagoiły, a drgawki ustąpiły. Co ciekawe, otwór w jego czaszce, który powstał podczas jednej z operacji, również znacznie się zmniejszył. Gdy John był sparaliżowany, nie mógł mieć dzieci, których tak bardzo pragnął. Po uzdrowieniu, on i jego żona doczekali się ich kilkoro. 

    Adam Białous/PCh24.pl

    ***

    Franz Werfel: w czasie wojny ukrywał się w Lourdes, a potem napisał „Pieśń o Bernadecie”

    Franz Werfel

    Wikipedia | Domena publiczna

    ***

    On, Żyd urodzony w Pradze, wychowany przez katolicką nianię, niezbyt przejęty do tej pory kwestiami religii i wiary wyznaje, że wszystkie wydarzenia, które miały miejsce w Lourdes w 1858 r. są prawdą. I składa nieoczekiwany ślub: „Jeśli dotrzemy do Ameryki, zaśpiewam pieśń Bernadety najpiękniej, jak potrafię”.

    Franz Viktor Werfel, niemieckojęzyczny Żyd, urodzony w Pradze, w 1890 r. znany jako dramaturg i satyryk, ośmieszający reżim Hitlera. Aż do Anschlussu Austrii mieszkał w Wiedniu. W 1938 r. uciekł, razem z żoną, do Paryża. Nigdy nie słyszał o Lourdes, choć od objawień minęło 80 lat. Ale to on jest autorem Pieśni o Bernadecie, jednego najpiękniejszych tekstów, jaki powstał o niezwykłej dziewczynie z Pirenejów i jej rozmowach z Maryją. Jak to się stało?

    Ucieczka… w ramiona Maryi

    „W ostatnich dniach czerwca 1940 roku, w ucieczce po upadku Francji, oboje, moja żona i ja, mieliśmy nadzieję uniknąć naszych śmiertelnych wrogów na czas, aby przekroczyć granicę hiszpańską do Portugalii, ale musieliśmy uciekać z powrotem w głąb Francji, w tę samą noc, kiedy wojska niemieckie zajęły przygraniczne miasto Hendaye. Departamenty Pirenejów zamieniły się w fantasmagorię – bardzo obóz chaosu” – pisze Werfel w bardzo osobistej przedmowie do Pieśni o Bernadecie. To ten moment w historii pisarza, gdy uciekając przed Niemcami dociera do Lourdes, niewielkiej miejscowości w Pirenejach. Ścigany przez gestapo ukrywa się w pokojach wynajmowanych u ludzi. 

    „Ta dziwna migracja ludzi wędrowała po tysiącach dróg, blokując miasta i wsie: Francuzów, Belgów, Holendrów, Polaków, Czechów, Austriaków, wygnanych Niemców; i, zmieszani z nimi, żołnierze pokonanych armii. Ledwo wystarczało na jedzenie, aby powstrzymać skrajne napady głodu. Nie było schronienia. Każdy, kto wszedł w posiadanie tapicerowanego krzesła na nocny odpoczynek, był obiektem zazdrości. Nie było benzyny” – pisał Werfel i dodawał, że to od pewnej rodziny osiadłej w Pau dowiedzieli się, że Lourdes jest jedynym miejscem, w którym, przy odrobinie szczęścia, można znaleźć dach. „Ponieważ Lourdes znajdowało się zaledwie trzydzieści kilometrów dalej, poradzono nam, abyśmy podjęli próbę i zapukali do jej bram. Poszliśmy za tą radą i znaleźliśmy wreszcie schronienie w małym miasteczku Lourdes u podnóża Pirenejów” – notował. Werfel, choć niewiele wie o miasteczku, niemal od razu poznaje niezwykłą historię maryjnych objawień. Ludzie mówią chętnie, opowiadają też o Bernadecie. A on jest pisarzem i umie słuchać.

    Ślub złożony Matce Bożej

    W czasie pięciu tygodni pobytu w Lourdes nasiąka tajemnicą spotkania dziewczyny z Matką Jezusa. Opowieści zapadają w nim tak głęboko i mocno, że nie potrafi przestać o nich myśleć. Urzeczony wyznaje, że wierzy, że to wszystko prawda. On, Żyd urodzony w Pradze, w zamożnej rodzinie, wychowany przez katolicką nianię, mówiący po niemiecku, niezbyt przejęty do tej pory kwestiami religii i wiary wyznaje, że wszystkie wydarzenia, które miały miejsce w Lourdes w 1858 r. są prawdą. I – zaskakując siebie i żonę – składa nieoczekiwany ślub: „Jeśli dotrzemy do Ameryki, zaśpiewam pieśń Bernadety najpiękniej, jak potrafię”.

    Po pięciu tygodniach pobytu i ukrywania się w Lourdes Werflowie wyruszają do Prowansji. Trafiają do obozu w Les Milles koło Aix-en-Provence, stamtąd zostają zwolnieni dzięki interwencji amerykańskich organizacji i przyjaciela, Thomasa Manna. We wrześniu 1940 r. wyruszają pieszo przez Hiszpanię do Portugalii, skąd w październiku wypływają do Nowego Jorku. Pragnienie napisania o Bernadecie – i zobowiązanie – które Werfel podjął, dojrzewają w jego sercu w czasie podróży przez ocean. Już rok później w USA ukazuje się powieść pt. Pieśń o Bernadecie.

    Światowy bestseller

    Książka jest wydarzeniem, ma aż 619 stron, trafia na listę bestsellerów New York Timesa i jest na niej obecna przez cały rok, zajmując pierwsze miejsce przez trzynaście tygodni. Trwa wojna, a mimo film oparty na Pieśni… powstaje już w 1943 r. a Jennifer Jones, która zagrała Bernadetę, dostaje za tę rolę Oscara. „To powieść, ale to nie jest fikcja” – pisze we wstępie Werfel i zaraz dodaje: „Odważyłem się napisać Pieśń o Bernadecie, mimo że nie jestem katolikiem. Pewnego dnia, w okresie największych utrapień, uczyniłem ślub, że jeśli będzie mi dane wydostać się z beznadziejnego położenia i wylądować szczęśliwie u zbawczych wybrzeży Ameryki, to przed rozpoczęciem jakiejkolwiek innej pracy zaśpiewam światu pieśń o Bernadecie, najpiękniej, jak tylko potrafię. Swoje ocalenie zawdzięczam Maryi, ślubowanie złożone wypełniam”.

    Franz Werfel zmarł w 1945 r. w Los Angeles, po Pieśni o Bernadecie napisał jeszcze trzy książki. Jednak to powieść o biednej dziewczynie z Lourdes przyniosła mu sławę, doczekała się wielu przekładów i wznowień.

    Agnieszka Bugała /Aleteia.pl

    ***

    „Głupia prostaczka”, której objawiła się Maryja. Poruszająca historia Bernadety Soubirous

    ŚWIĘTA BERNADETTA SOUBIROUS

    ***

    Bernadeta wciąż trwała przy danej jej przez Maryję słodko-gorzkiej obietnicy: „Obiecuję ci szczęście, ale nie na tej ziemi” i to pewnie z niej czerpała siły do przyjmowania z dziękczynieniem cierpienia i upokorzeń.

    Od pierwszego objawienia w Lourdes w lutym 1858 roku ludzie traktowali małą wizjonerkę jak dzikie zwierzątko. Zresztą, po pewnym czasie Bernadeta sama czuła się zaszczuta. Ciągle ktoś chciał z nią rozmawiać, dyskutować albo przynajmniej na nią popatrzeć.

    Bernadeta Soubirous schowała się w… klasztorze

    Nie chciała sobą przesłaniać treści samych objawień – była świadoma, że teraz przyszedł czas działania Maryi. Rozwiązanie wkrótce przyszło samo: niewiele po ostatniej wizji zachorowała na zapalenie płuc. Leczyła się w szpitaliku Sióstr Miłosierdzia z Nevers i musiało to być dobre doświadczenie, bo postanowiła wstąpić do tego zgromadzenia i tak uciec przed ciekawskimi.

    Nie miała wykształcenia i była prosta w obejściu, więc nadawała się tylko do tzw. drugiego chóru, czyli sióstr pracujących fizycznie. Jednak równocześnie była chora na astmę i ogólnie słabego zdrowia, co wykluczało ciężkie prace. Przyjęto ją dzięki protekcji biskupa miejsca. Próg klasztoru przekroczyła 7 lipca 1866 roku wraz z dwiema innymi aspirantkami, mając 22 lata.

    Na drugi dzień przełożone zebrały całą wspólnotę (trzysta sióstr) w głównej sali i Bernadeta po raz pierwszy i ostatni opowiedziała im historię objawień. Od tego momentu miała być jedną z sióstr, a do tematu wizji nie wolno było wracać. Przynajmniej w gronie sióstr, bo do furty wciąż pukali dziennikarze (ci byli odsyłani) i osoby duchowne, w tym historycy, którzy „przesłuchiwali” s. Marię Bernardę. Cierpliwie odpowiadała na wciąż te same pytania i opowiadała wciąż i wciąż swoją historię.

    Dlaczego Maryja nie objawiła się komuś wykształconemu?

    Jednocześnie była w formacji. Jej bezpośrednią przełożoną była siostra ze szlacheckiej rodziny. Nie potrafiła zrozumieć, czemu Maryja objawiła się właśnie takiej „głupiej prostaczce”, a nie komuś z wysokiego rodu lub przynajmniej dobrze wykształconemu. Prawie do końca życia odrzucała prawdziwość tych wizji, a samą wizjonerkę uważała za małą spryciarkę, która chciała zwrócić na siebie uwagę i coś zyskać na twierdzeniu, że widziała Matkę Boga.

    Dlatego wyłapywała jej najmniejsze potknięcia, nie dawała zwolnień od obowiązków i do granic nerwicy natręctw pilnowała, czy Bernadeta wypełnia regułę. Wizjonerka przyjmowała to w pokorze, nawet fakt, że wciąż odkładano jej śluby wieczyste. Złożyła je prawie cudem – ponieważ przy kolejnym ataku choroby obawiano się, że umrze, dano jej zezwolenie na nie. Bernadeta tym razem jeszcze nie zmarła, ale śluby były już ważne.

    Praca św. Bernadety w szpitalu

    Wcześniej jednak było kilkanaście lat pracy w szpitalu, najpierw jako pomoc pielęgniarki, a potem jako siostra odpowiedzialna za szpital. Sama schorowana – do astmy wkrótce dołączył nowotwór kolana i gruźlica – doskonale rozumiała słabość innych. Chorzy byli zachwyceni jej delikatnością i wyczuciem. Miała w sobie wiele naturalnej radości i przyjazny sposób bycia. Siostry do niej lgnęły, szczególnie aspirantki i postulantki.

    Uważała się za ograniczoną i mało zdolną intelektualnie. Nie szukała wielkości. Świadczy o tym choćby następująca historia: ktoś przyniósł do klasztoru w Nevers informację, że w Lourdes można kupić zdjęcia Bernadety. Opłata za ich nabycie była śmiesznie mała. Wizjonerka skwitowała to słowami: „Widocznie tyle jestem warta”.

    Modlitwa – najważniejsze zadanie Bernadety

    Jednocześnie wciąż trwała przy danej jej przez Maryję słodko-gorzkiej obietnicy: „Obiecuję ci szczęście, ale nie na tej ziemi” i to pewnie z niej czerpała siły do przyjmowania w pokoju i z dziękczynieniem cierpienia fizycznego i upokorzeń.

    Jednym z ostatnich była chwila przydzielania nowym profeskom wieczystym ich miejsca w zgromadzeniu. Była wtedy wśród nich i s. Soubirous, jednak przełożone jakby o niej zapomniały. Dopiero biskup zwrócił uwagę, że jej nie dano żadnego miejsca. Zapytał więc, co umie. Odparła, że nic, tylko się modlić. Więc ordynariusz wyznaczył jej jako zadanie w zakonie modlitwę.

    Zmarła 16 kwietnia 1879 roku w wieku zaledwie 33 lat. Został po niej malutki notatnik duchowy, a w nim piękny duchowy „testament” – spisany niewiele przed śmiercią hymn dziękczynienia. Za wszystko.

    Testament Bernadety Soubirous*

    Za biedę, w jakiej żyli mama i tatuś, za to, że się nam nic nie udawało, za upadek młyna, za to, że musiałam pilnować dzieci, stróżować przy owcach, za ciągłe zmęczenie… dziękuje Ci, Jezu.

    Za dni, w który przychodziłaś, Maryjo, i za te, w które nie przyszłaś – nie będę Ci się umiała odwdzięczyć, jak tylko w raju. Ale i za otrzymany policzek, za drwiny, za obelgi, za tych, co mnie mieli za pomyloną, za tych, co mnie posądzali o oszustwo, za tych, co mnie posądzali o robienie interesu… dziękuje Ci, Matko.

    Za ortografię, której nie umiałam nigdy, za to, że pamięci nigdy nie miałam, za moją ignorancję i za moją głupotę, dziękuję Ci.

    Dziękuję Ci, ponieważ gdyby było na ziemi dziecko o większej ignorancji i większej głupocie, byłabyś je wybrała…

    Za to, że moja mama umarła daleko, za ból, który odczuwałam, kiedy mój ojciec, zamiast uścisnąć swoją małą Bernadetę, nazwał mnie “siostro Mario Bernardo” … dziękuję Ci, Jezu. Dziękuję Ci za to serce, które mi dałeś, tak delikatne i wrażliwe, a które przepełniłeś goryczą…

    Za to, że matka Józefa obwieściła, że się nie nadaję do niczego, dziękuję…, za sarkazmy matki mistrzyni, jej głos twardy, jej niesprawiedliwości, jej ironię i za chleb upokorzenia… dziękuję.

    Dziękuję za to, że byłam tą uprzywilejowaną w wytykaniu mi wad, tak że inne siostry mówiły: “Jak to dobrze, że nie jestem Bernadetą”.

    Dziękuję, za to, że byłam Bernadetą, której grożono więzieniem, ponieważ widziałam Ciebie, Matko… tą Bernadetą tak nędzną i marną, że widząc ją, mówili sobie: “To ta ma być Bernadeta, którą ludzie oglądali jak rzadkie zwierzę?”.

    Za to ciało, które mi dałeś, godne politowania, gnijące…, za tę chorobę, piekącą jak ogień i dym, za moje spróchniałe kości, za pocenie się i gorączkę, za tępe ostre bóle… dziękuję Ci, mój Boże.

    I za tę duszę, którą mi dałeś, za pustynię wewnętrznej oschłości, za Twoje noce i Twoje błyskawice, za Twoje milczenie i Twe pioruny, za wszystko. Za Ciebie – i gdy byłeś obecny, i gdy Cię brakowało… dziękuje Ci, Jezu.

    (*źródło: “Fonti Vive”, Caravate, wrzesień 1960)

    Elżbieta Wiater /Aleteia.pl

    ***

    Bernadeta Soubirous: Maryja wybrała mnie, bo jestem najbiedniejsza

    Nic nie zapowiadało tego, że kameralne spotkanie w Pirenejach doprowadzi do powstania jednego z największych sanktuariów świata, odwiedzanego rocznie przez 6 mln pielgrzymów.

    ***

    Jak wiele zawdzięczmy temu spotkaniu na górze! Ogromna popularność nabożeństw maryjnych (zwłaszcza do Jej Niepokalanego Serca) ściśle wiąże z objawieniami w Lourdes, gdzie na pytanie: „Kim jest Piękna Pani?”, Maryja miała odpowiedzieć „Jestem Niepokalane Poczęcie”. Bernadeta Soubirous, córka ubogiego pirenejskiego młynarza, zapamiętała te słowa, nie mając pojęcia o tym, że cztery lata wcześniej, 8 grudnia 1854 roku, Pius IX uroczyście ogłosił dogmat o Niepokalanym Poczęciu.

    W czwartek 11 lutego 1858 roku zmieniło się życie tej czternastolatki. Doświadczyła serii objawień w grocie Massabielle nad rzeką Gave (mawiała o tym miejscu: „Było moim niebem”), które Kościół uznał za autentyczne w 1862 roku i odczytał jako potwierdzenie dogmatu o Niepokalanym Poczęciu. Bernadeta aż 18 razy widziała „cudowną, młodą kobietę ubraną na biało, rozkładającą ręce w geście powitania”, a pytana, dlaczego to właśnie ona dostąpiła tego zaszczytu, odpowiadała: „Maryja wybrała mnie, bo jestem najbiedniejsza”. Pod koniec życia została siostrą zakonną. Śluby wieczyste złożyła 22 września 1878 roku, a pół roku później zmarła. W 1933 r. papież Pius XI ogłosił ją świętą, wynosząc na ołtarze nie ze względu na objawienia, ale z powodu osobistej świętości. Jej ciało mimo upływu czasu pozostało nienaruszone.

    „Kroniki sanktuariów maryjnych pełne są opisów doznanych łask, takich jak niespodziewane nawrócenia czy uzdrowienia z nieuleczalnych chorób, niewytłumaczalne z medycznego punktu widzenia. O ile w przypadku średniowiecznych historii nie dysponujemy dokumentacją, by ocenić je w świetle dostępnej nam wiedzy empirycznej, o tyle współcześnie mamy możliwość naukowej weryfikacji tego typu fenomenów. Możemy sięgnąć na przykład po teczki z wynikami badań lekarskich zgromadzone w Biurze Medycznym w Lourdes, gdzie Matka Boża przekazała Bernadecie orędzie będące wezwaniem do nawrócenia i pokuty” – pisze Grzegorz Górny w albumie „Maryja”. „Od tamtego czasu aż do dziś zanotowano tam ponad 7000 przypadków uzdrowień niewyjaśnionych z medycznego punktu widzenia, jednak tylko 70 z nich zostało przez władze kościelne uznane za cuda. Każdy taki przypadek jest długo i skrupulatnie badany. Żeby nastąpiła akceptacja, uzdrowienie musi być naukowo niewytłumaczalne, rozwój choroby zaś na trwałe zahamowany. Stwierdzeniem tego zajmują się lekarze z Biura Medycznego oraz Międzynarodowego Komitetu Medycznego w Lourdes. Poza tym osoba uzdrowiona oraz świadkowie muszą być przekonani, że stało się to w wyniku interwencji nadprzyrodzonej. Biuro powołane zostało do życia w 1884 roku, by odpowiedzieć na oskarżenia liberalnej i antyklerykalnej prasy francuskiej, która zarzucała Kościołowi oszustwo, i aby uniknąć podejrzeń o stronniczość, od początku dopuszczało do współpracy lekarzy, niezależnie od narodowości czy wyznania, dając im możliwość badania pacjentów”.

    Marcin Jakimowicz/Gość Niedzielny

    ***

    Objawienia Matki Bożej w Lourdes

    Objawienia Matki Bożej w Lourdes w 1858 r. są niezwykle ważnym wydarzeniem historycznym i równocześnie wielkim Bożym darem dla Kościoła oraz całej ludzkości.

    Grota Massabielle w Lourdes

    W tym sanktuarium Jezus Chrystus za pośrednictwem swojej Matki, Maryi, nieustannie przemienia serca milionów pielgrzymów przybywających tam każdego roku, uzdrawiając ich dusze i ciała. To właśnie w takich miejscach jak Lourdes w sposób namacalny odkrywa się prawdę słów Chrystusa: że to, co decyduje o historii ludzkości i wiecznym szczęściu każdego człowieka, jest zakryte przed “mądrymi i roztropnymi” – czyli takimi, którzy nie kierują się logiką wiary, natomiast “zostaje objawione prostaczkom” – czyli ludziom, dla których wiara w Jezusa Chrystusa staje się najcenniejszym skarbem. Kochający Bóg nieustannie do nas apeluje: “Jeżeli nie uwierzycie, nie zrozumiecie” (por. Iz 7, 9). To znaczy: jeżeli nie uwierzycie w istnienie tajemnicy Boga, który stał się prawdziwym człowiekiem w łonie Maryi Dziewicy, zamykacie sobie możliwość poznania prawdy i drogę życia wiecznego.

    Adonai.pl

    ***

    Przesłanie z Lourdes na Rok Święty: modlitwa, pokuta i nawrócenie

    Na szczególne znaczenie przesłania Matki Bożej z Lourdes w Roku Jubileuszowym zwrócił uwagę miejscowy biskup Jean-Marc Micas. Dziś przypada wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes i 167. rocznica pierwszego z 18 objawień, w których Maryja wzywała do pokuty i modlitwy o nawrócenie grzeszników, poleciła zbudować kaplicę i przybywać do niej w procesji.

    Podczas głównej Mszy we francuskim sanktuarium bp Micas zauważył, że Rok Święty ponownie czyni z nas pielgrzymów, przypomina nam, że celem, do którego zmierzamy jest nowe niebo i nowa ziemia, o których mówi Apokalipsa.

    Żyć z Boga

    Podobną treść znajdujemy też w przesłaniu, które Maryja przekazała za pośrednictwem Bernadetty Kościołowi i światu, a mianowicie, że człowiek został stworzony po to, aby żył z Bogiem i z Niego czerpał swoją radość. Stąd obecne w objawieniach wezwanie do modlitwy i nawrócenia.

    Znak źródła

    Bp Micas przypomniał o źródle wody, które Maryja wskazała Bernadecie w Grocie Massabielskiej. Było przysłonięte przez piasek, błoto, zarośla i różnego rodzaju nieczystości. Kiedy zostało odsłonięte, wypłynęła z niego czysta i życiodajna woda. „Od 1858 r. woda z groty nie przestaje dawać życia, zarówno duszy, jak i ciału – mówił w homilii ordynariusz diecezji Tarbes i Lourdes. – Ta woda otwiera oczy i serca. Oczyszcza, daje ukojenie i sprawia, że nasze oblicza stają się bardziej ludzkie i żywe”.

    Módlmy się o nawrócenie grzeszników

    Bp Micas zauważył, że to co dzieje się dziś w świecie nie napawa radością. Wojny, niesprawiedliwości i przemoc budzą niepokój, a nawet sprawiają, że niektórzy pod ich wpływem rezygnują z przekazywania życia. To dlatego Maryja tak usilnie prosi Bernadettę o modlitwę za nawrócenie grzeszników, aby się opamiętali, pozwolili, by dotknęło ich Boże miłosierdzie i dotarła do nich radość Ewangelii – mówił francuski biskup. Podkreślił, że grota objawień w Lourdes była, jest i na zawsze pozostanie miejscem pokrzepienia, oczyszczenia i miłosierdzia. 

    Krzysztof Bronk – Watykan/vaticannews.va/pl

    ***

    źródło: IPN Twitter/Polskie Radio Koszalin

    ***

    W nocy z 9 na 10 lutego 1940 roku, rozpoczęła się pierwsza z czterech masowych deportacji Polaków na Sybir. W głąb Związku Radzieckiego wywieziono wtedy około 140 tysięcy obywateli polskich.

    ***

    „Kat mnie popędzi ku Sybiru śniegom”. Abp Gądecki w 84. rocznicę pierwszej masowej zsyłki Polaków

    fot. screenshot – YouTube (Sybirak)

    ***

    „Kat mnie popędzi ku Sybiru śniegom”.

    Ksiądz Arcybiskup Stanisław Gądecki w minionym roku w 84 rocznicę pierwszej masowej zsyłki Polaków na Sybir przez rosyjskiego okupanta wygłosił w kościele pod wezwaniem Najświętszego Zbawiciela w Poznaniu homilię:

    Jest w Polsce jedna droga, od lat wyjeżdżona. 84. rocznica pierwszej masowej zsyłki Polaków na Sybir

    Odejdę od was cicho, niespodzianie,
    Odejdę od was pewnie nocą ciemną,
    Nikt mi nie ściśnie rąk na pożegnanie
    I, jak z umarłym, nikt nie pójdzie ze mną!

    Na próżno składać będziecie narady!
    Pytać się, płacząc: ‘Kędy jego droga?’
    Bo wam ukryte, zostaną me ślady,
    Jak ślad dusz, z trumny lecących do Boga! 

    Lecz nie polecę ku wiecznej krainie –
    Lecz nie odejdę ku kwiecistym brzegom –
    Kat mnie popędzi ku Sybiru śniegom
    I pamięć moja z serc waszych upłynie.

    (Zygmunt Krasiński, Na Sybir)

    Tymi słowami Zygmunt Krasiński opisywał drogę Polaków na Sybir. Tragiczna rzeczywistość, opisywana  przez poetę, w przedziwny sposób wpisuje się – w dzisiejszym pierwszym czytaniu – w dawne dziejami zsyłek, które rozpoczynają się od zsyłki starożytnego Izraela do Asyrii oraz starożytnych mieszkańców Judy do Babilonu. To jakby dalszy ciąg podobnego zjawiska, którego 84. rocznicę dzisiaj obchodzimy, a które – świadomi imperialnych zapędów Rosji – może mieć swoją dalszą kontynuację.

    Z tej racji warto dzisiaj zatrzymać się choć na chwilę przy dwóch sprawach: przy kwestii starotestamentalnych zsyłek i deportacjach nowożytnych.

      1.       ZSYŁKI STAROTESTAMENTALNE (1 Krl 11,29-32; 12,19).

    „Gdy pewnego razu Jeroboam wyszedł z Jerozolimy, spotkał go na drodze prorok Achiasz z Szilo, odziany w nowy płaszcz. Sami tylko obydwaj byli na polu. Wtedy Achiasz zdjął nowy płaszcz, który miał na sobie, porozdzierał go na dwanaście części i powiedział Jeroboamowi: ‘Weź sobie dziesięć części, bo tak rzekł Pan, Bóg Izraela: Oto wyrwę królestwo z ręki Salomona, a tobie dam dziesięć pokoleń. Jedno tylko pokolenie będzie miał ze względu na Dawida, mego sługę, i ze względu na miasto Jeruzalem, które wybrałem ze wszystkich pokoleń Izraela’. Tak więc Izrael odpadł od rodu Dawida po dzień dzisiejszy”.

    Autor tego fragmentu Pierwszej Księgi Królewskiej przedstawia teologiczną interpretację historii narodu wybranego – od przejęcia rządów przez Salomona po swoim ojcu Dawidzie (1 Krl 1–2) aż do upadku Królestwa Judy (2 Krl 24–25). W tym ludzkim porządku wydarzeń często przywołuje motyw „gniewu Bożego”. Ze szczególnym naciskiem czyni to w punktach zwrotnych tych dziejów, takich jak podział Królestwa Salomona (1 Krl 11–12), a następnie upadek Królestwa Północnego (Izraela) i  i deportacja mieszkańców do Asyrii (2 Krl 17*) a potem upadek Królestwa Południowego (Judy) i wygnanie ludności do Babilonii (2 Krl 24–25).

    Tragiczny rozpad Królestwa Salomona oraz katastrofalny koniec monarchii w Izraelu i Judzie są – według niego – skutkiem słusznego gniewu YHWH w odpowiedzi na zerwanie przymierza przez naród wybrany i bałwochwalstwo samego Salomona (1 Krl 11,31-37). Gniewne działanie Boga jest odpłatą za nieprawnie zerwanie przymierza. Tak nakreślona teologiczna wizja dziejów wskazuje na uniwersalną prawdę, że to człowiek sprowadza gniew Boży przez swoje grzeszne uczynki i zmusza Boga do wymierzenia mu zasłużonej kary. Motyw gniewu YHWH staje się ponadczasową lekcją historii i przestrogą dla przyszłych pokoleń.

    2.       DEPORTACJE NOWOŻYTNE

    Druga kwestia nowożytne deportacje w głąb Rosji. Zdajemy sobie bowiem sprawę z tego, iż deportacja Polaków na Sybir, której 84. rocznicę obchodzimy, nie była pierwszą tego rodzaju deportacją naszych rodaków w tamte regiony. Jest to raczej jeden z wielu odcinków Golgoty Wschodu, która to droga rozpoczęła się już w XVI wieku.   

    •     Bodajże najwcześniej – bo już w XVI wieku – zesłanymi na Syberię byli polscy jeńcy z czasów wojny Stefana Batorego z Rosją.
    •     Następnie dołączyli do nich – wzięci do niewoli rosyjskiej – uczestnicy tzw. dymitriad, czyli wypraw polskiej szlachty do Rosji w XVI w., mających na celu zdobycie i zwiększenie tam wpływów polskich. Ich nazwa pochodzi od Dymitra Samozwańca, domniemanego syna Iwana Groźnego, którego szlachta polska usiłowała wprowadzić na tron moskiewski.
    •     Na początku XVIII wieku na Syberię zsyłano zwolenników króla Stanisława Leszczyńskiego.
    •     14 października 1767 roku poseł rosyjski Nikołaj Repnin rozkazał porwać przywódców konfederacji radomskiej (biskupa krakowskiego Kajetana Sołtyka, biskupa kijowskiego Józefa Andrzeja Załuskiego, hetmana polnego koronnego Wacława Rzewuskiego i jego syna Seweryna) i zesłał ich do Kaługi. Pozbawiony opozycji sejm uchwalił w lutym 1768 prawa kardynalne i przyjął gwarancję rosyjską. Tym samym Rzeczpospolita stała się protektoratem Imperium Rosyjskiego.
    •     Potem – na podstawie rozkazu Katarzyny II – na Syberię zostali zsyłani konfederaci barscy. Według szacunków rosyjskich w 1771 wzięto wówczas do niewoli 14 tys. konfederatów.
    •     Po stłumieniu powstania kościuszkowskiego zostało zesłanych na Wschód ok. 20 tys. jego uczestników.
    •     Bliżej nieznana pozostaje dokładna liczba polskich zesłańców, wziętych do rosyjskiej niewoli po przegranej wojnie w 1812 roku.
    •     Nieznana jest też liczba polskich zesłańców po rozbiciu przez władze rosyjskie organizacji spiskowych na ziemiach zajętych w latach dwudziestych XIX wieku.
    •     Podobnie nieznana jest dokładna liczba zesłanych po powstaniu listopadowym. W latach 1831–1832 – w ramach represji po powstaniu – wcielono kilka tysięcy uczestniczących w nim dzieci do specjalnych batalionów rosyjskich i popędzono w głąb Rosji. W drodze z Warszawy do Bobrujska zmarło dwie trzecie tych dzieci, resztę wychowano na rosyjskich żołnierzy.
    •     W 1833 roku – po rozbiciu ruchu partyzanckiego Józefa Zaliwskiego – wielu z jego członków zostało skazanych na katorgę.
    •     W 1844 władze carskie rozbiły spisek chłopski księdza Piotra Ściegiennego. Zesłano wówczas w głąb Rosji wielu członków tej konspiracji.
    •     W roku 1863 – po stłumieniu powstania styczniowego – zesłano na katorgę ok. 40 tysięcy powstańców, z których więcej niż połowa już nigdy nie powróciła do Ojczyzny.
    •     W latach 1807 – 1870 zesłano na Syberię 461 tysięcy osób.
    •     W drugiej połowie XIX wieku liczba zsyłanych wahała się w granicach 10 – 15 tysięcy rocznie.

    Dzisiaj jednak obchodzimy 84. rocznicę pierwszej masowej zsyłki Polaków na Sybir, nie zapominając owszem o wszystkich poprzedzających deportacjach.

    Pierwsza deportacja

    Po agresji ZSRR na Polskę (17 września 1939 r.) tysiące polskich mieszkańców Kresów uległo przesiedleniu, niektórzy m.in. na Syberię (inni np. do Kazachstanu). W pierwszej wywózce (10.02.1940) Polacy stanowili 70% wywożonych, pozostałe 30% to ludność białoruska i ukraińska. Wywożono wtedy przede wszystkim osadników wojskowych, średnich i niższych urzędników państwowych, służbę leśną oraz pracowników PKP. Zabierano całe rodziny bez wyjątku. Zgodnie ze ściśle tajnymi materiałami radzieckimi deportowano wówczas ok. 140 tys. osób.

    Druga deportacja

    W czasie drugiej deportacji (13-14.04.1940) wysiedleniu podlegały rodziny tzw. wrogów ustroju: urzędników państwowych, wojskowych, policjantów, służby więziennej, nauczycieli, działaczy społecznych, kupców, przemysłowców i bankierów, oraz rodziny osób aresztowanych i zatrzymanych przy nielegalnej próbie przekroczenia granicy niemiecko-radzieckiej. W ramach tej akcji zesłano ok. 61 tys. Wyjątkowo duży był w tym przypadku odsetek kobiet i dzieci, wynosił bowiem do 80% całości transportów.

    Trzecia deportacja

    Trzecia deportacja (maj-lipiec 1940) objęła głównie uchodźców z centralnej i zachodniej Polski,  przybyłych w czasie działań wojennych na tereny, które znalazły się potem pod okupacją radziecką. Liczba zesłańców wyniosła ponad 80 tys.

    Czwarta deportacja

    W czasie czwartej wywózki (maj-czerwiec 1941) na Wschód pojechała głównie ludność ze środowisk inteligenckich, pozostali uchodźcy, rodziny kolejarzy, rodziny osób aresztowanych przez NKWD w czasie drugiego roku okupacji, wykwalifikowani robotnicy i rzemieślnicy. Deportacja ta dotknęła szczególnie dotkliwie Białostocczyznę, Grodzieńszczyznę i Wileńszczyznę. W sumie deportowano ponad 85 tys. osób.

    O tych zbiorowych ludzkich cierpieniach nie da się zapomnieć. Naszym obowiązkiem jest podtrzymać pamięć o tych, którzy zostali wywiezieni na Golgotę Wschodu. Którzy do końca swego życia pozostali wierni Bogu i Ojczyźnie, chroniąc się od wynarodowienia i utraty wiary. Wielu – zadręczonych katorżniczym losem – pozostało tam, bez znaku pamięci, pogrzebawszy wcześniej swoje dzieci w bezkresach tajgi i stepów. Podziwiamy ich heroizm i chcemy pamiętać ich niezłomne trwanie w obronie najwyższych wartości, jakimi są: życie, wolność, Polska, a nade wszystko wiara w Boga.

    Karol I, błogosławiony cesarz Austrii i Węgier, przekazał w 1920 roku bardzo ważną  obserwację: „nie ma bardziej patriotycznego narodu od narodu polskiego, […] Z katolickiej perspektywy, również nie ma bardziej wierzącego narodu od narodu polskiego i żaden w ostatnim czasie tyle nie wycierpiał dla swojej wiary, co Polacy. Jedyną tylko cechę negatywną ma państwo polskie: jest za bardzo wyeksponowane, ma zbyt wielu wrogów i bardzo złe położenie militarne” (Memoriał dla Lethbridge’a).

    Gdy więc na koniec pytamy o sens ludzkiego cierpienia, to trzeba zwrócić uwagę na to, że – po pierwsze – czasami cierpienie bywa ceną za nasze własne grzechy; podobnie jak w przypadku syna marnotrawnego. Ów syn sam sobie zgotował cierpienie, jako nieuchronny skutek popełnionych przez siebie błędów. W ten sposób rodzą się ludzkie tragedie (np. w postaci uzależnień, brutalnej przestępczości, rozwodów, zabijania nienarodzonych, ludobójstwa). O tego rodzaju krzyżach najchętniej mówią stacje telewizyjne. Dziennikarze opisują je z okrutną dokładnością. Nie przejmują się wcale tym, że ich relacje często inspirują kolejne pokolenia do powtarzania dramatu swych poprzedników. Istnieją całe środowiska, które w obliczu cierpienia najchętniej oskarżają Boga, o to, że On jest winny za wszelkie zło tego świata.

    Po wtóre, nasze cierpienia bywają też ceną za miłość: za miłość małżeńską, rodzicielską, kapłańską, za miłość odpowiedzialnego wychowawcy i wiernego przyjaciela, za miłość człowieka sprawiedliwego, za miłość człowieka, który wprowadza pokój, który przebacza, który kocha nawet nieprzyjaciół, który staje się dla innych bezinteresownym darem z samego siebie. Cierpienie rozumiane jako cena za miłość bywa szczególnie bolesne wtedy, gdy kochamy tych, którzy nas nie kochają i których trudno jest nam pokochać.

    Po trzecie, bywa i tak, że cierpimy bez żadnej naszej winy; na przykład na skutek jakiejś niezawinionej choroby, albo wskutek kataklizmu, który niszczy nasz dobytek. W takim przypadku cierpienie pozostaje tajemnicą, ale i wtedy możemy być pewni, że to nie Bóg nam je zsyła. Zwykle za niewinnym cierpieniem jednego człowieka kryje się głupota, chciwość, lub wina innego człowieka.

    ZAKOŃCZENIE

    Zakończmy dzisiejszą refleksję słowami poety:

    Jest w Polsce jedna droga, od lat wyjeżdżona
    Na wschód północny wiedzie, znana od stuleci,
    Za mężem w noc porwanym płakała tam żona

    I od matek oddarte ginęły tam dzieci. […]

    O poro złud okrutnych, żałosna rachubo,
    Po której się to samo powtarza, to samo,
    Że lata są wygnaniem, dzień każdy jest zgubą
    A w nocy słychać salwy za więzienną bramą. […]

    Jest w Polsce jedna droga, gdzie prędzej czy później
    Z cierpień moc taka wyjdzie, że Boga zadziwi:
    Powracają ojcowie, umarli podróżni
    Budzą synów – i walczą – polegli i żywi.

    (Kazimierz Wierzyński, Jest w Polsce jedna droga)

    Abp Stanisław Gądecki, Poznań, kościół pod wezwaniem Najświętszego Zbawiciela – 9.02.2024.

    ren/archpoznan.pl, fronda.pl

    ***

    Wiara, Kościół i tożsamość – dzięki nim zesłańcy zdołali przetrwać piekło na ziemi

    (Zesłańcy, zdjęcie ilustracyjne/fot. IPN)

    ***

    Zesłańców jednoczyła wiara, dzięki wierze przetrwali. To zaprasza także i nas do tego żebyśmy nie zdradzali wiary i wartości naszych przodków. Warto robić wszystko, żeby tę wiarę pielęgnować i przekazywać dalej. Zesłańcy zbierali się na wspólnej modlitwie, ale ktoś przeważnie stał na czatach. Kiedy tam rodziło się dziecko, to rodzice szukali babci, która by się odważyła to dziecko ochrzcić. Za taki czym mogli ją rozstrzelać, a ponieważ była osobą starszą to – tak po ludzku – miała już najmniej do stracenia – mówi o. Alexey Mitsinskiy MIC – misjonarz z Kazachstanu, który obecnie posługuje w Tajynszy.

    Proszę Ojca, miejscowość, w której Ojciec posługuje jest chyba szczególnie Ojcu bliska?

    To jest miejscowość, do której w 1936 roku była wywieziona moja babcia. Może warto przypomnieć, że zesłańcy byli wywożeni w tragicznych warunkach – w wagonach bydlęcych, poupychani, jeden na drugim. Bez jedzenia, bez prywatności, bez toalety. Za toaletę służyła dziura w jednym z rogów wagonu. Zdarzało się, że ktoś podczas podróży umarł, to wtedy jego ciało było wyrzucane z pociągu. Oni zostali wywiezieni tylko dlatego, że byli chrześcijanami, należeli do szlachty. Dziś, kiedy się spotykam z tymi, którzy przeżyli tragedię wywózek, widzę, że oni są pogodni, nie mają w sobie żalu, złości, nienawiści. To my, młodsi, często na coś ciągle narzekamy… A zesłańcy są pogodzeni z tym, co się wydarzyło. Przyjmują rzeczywistość taką, jaka jest. Zimą pamiętam minus czterdzieści osiem, czterdzieści dziewięć, a latem – plus pięćdziesiąt w cieniu i w takich warunkach ludzie musieli przeżyć.

    Co się stało z Ojca babcią?

    Moja babcia opowiadała, że przygarnęła ich rodzina Kazachów, i w nocy tylko jedną godzinę każde z nich spało pod kożuchem. A los rzucali o to kto będzie spał przy drzwiach, ponieważ zwyczajnie mógł się nie obudzić, mógł zamarznąć. Ludzie mówią, że najbardziej w tamtym czasie dokuczał im głód i chłód. Głód był na tyle duży, że kobiety próbowały przynieść z pola w kieszeniach chociaż kilka ziaren zboża, żeby z tego ugotować strawę dla swoich dzieci. Kobiety chodziły też po stepie i próbowały znaleźć coś, co by się nadawało do jedzenia. Później wyszła ustawa, w myśl której każda kobieta, u której znaleziono kilka ziaren zboża miała być rozstrzelana na miejscu, bez dochodzenia. Często potem umierały także jej dzieci, bo nie miały co jeść.

    Historia pokazuje, że ludzie, którzy przeżyli piekło na ziemi, którym próbowano wyrwać człowieczeństwo – byli ludzcy, wrażliwi na krzywdę innych…   

    Owszem, zdarzały się takie sytuacje, że dziecko, którego matka została zamordowana, a ojciec – wcześniej wywieziony w przeciwnym kierunku, trafiło pod opiekę obcych ludzi, ale na ogół do takiego dziecka ludzie bali się zbliżyć, bo władza groziła, że za pomoc sierotom może ich spotkać taki sam los jak matkę dziecka. Kiedy ktoś w urzędzie się jednak dowiedział, że jakaś rodzina zajęła się dzieckiem – gwałcili tą kobietę. Ona się na to godziła, bo ważniejsze było dla niej życie dziecka. 

    Co jednoczyło zesłańców? 

    Wiara ich jednoczyła, dzięki wierze oni przetrwali. To zaprasza także i nas do tego żebyśmy nie zdradzali wiary i wartości naszych przodków. Warto robić wszystko, żeby tę wiarę pielęgnować i przekazywać dalej. Zesłańcy zbierali się na wspólnej modlitwie, ale ktoś przeważnie stał na czatach. Kiedy tam rodziło się dziecko, to rodzice szukali babci, która by się odważyła to dziecko ochrzcić. Za taki czym mogli ją rozstrzelać, a ponieważ była osobą starszą to – tak po ludzku – miała już najmniej do stracenia.

    A jednak silna wiara przetrwała…

    Kobiety, kiedy miały kilkadziesiąt minut na przygotowanie się do wywózki zabierały ze sobą obrazki z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej, ale też medaliki, różańce i modlitewniki. Te modlitewniki przepisywały ręcznie, a później z nich uczyły swoje dzieci modlitwy i języka polskiego.

    Co dawało tamtym ludziom siłę do życia?

    Oprócz wiary to także Kościół, ale nie w sensie budynków, bo takich nie było. Kościół jako duszpasterze, którzy byli razem z nimi zesłani, którzy uczyli i swoim przykładem zachęcali, żeby przebaczyć nieprzyjaciołom – przebaczyć tym, którzy mordowali tych, których kochali. Ci ludzie przebaczali. Księża chodzili po nocach, aby ludziom posługiwać. Jednym z takich księży był ks. Bukowiński, obecnie błogosławiony i jak ufamy, że będzie także ogłoszony świętym.

    Co Ojca fascynuje w Ks. Bukowińskim?

    To, jaki był. Miał możliwość powrotu do Polski, ale nie skorzystał z tej szansy. Wiedział, że jeśli zostanie z zesłańcami to będzie miał większy dostęp do ludzi, że będzie mógł się swobodnie poruszać po kraju. Ks. Bukowiński szukał każdej okazji by dotrzeć do człowieka. Na przykład – co może wyda się zaskakujące, szukał ludzi na cmentarzu. Przychodził w to miejsce, szukał grobów z polskimi nazwiskami i czekał, aż ktoś przyjdzie odwiedzić miejsce doczesnego spoczynku swojego bliskiego. Tam, na cmentarzu zaczęła się rodzić wspólnota Kościoła. Kiedy ks. Bukowiński był w łagrach to do niektórych swoich przyjaciół pisał, żeby wysłali mu troszkę rodzynek i chleba. Było mu to potrzebne, aby mógł odprawić Msze świętą. Napisał, że gdyby miał możliwość wybierać sobie drogę życiową, to wybrałby taką samą drogę. 

    Tamci ludzi naprawdę pragnęli Mszy świętej, chociaż wiedzieli, że „zgromadzenia” nie są legalne?

    Ludzie trwali z księdzem na modlitwie nawet i całe noce. Wiedzieli, że więcej takiej możliwości może już nie być, bo przecież nie było pewności, że ksiądz jeszcze wróci.     

    Wspomniał Ojciec o trzech filarach: wiara, Kościół i …?

    Tożsamość. To trzeci filar, a znaczyło to dla nich tyle, co drugi człowiek obok. Nie było ważne, że nie jest to brat czy siostra z rodziny. Oni mówili, że to jest ich „mała Ojczyzna”. Naprawdę ci ludzie byli odpowiedzialni za siebie nawzajem. Pamiętam rozmowy, kiedy zesłańcy dokładnie pamiętali z kim byli, co robili… Prawda jest taka, że Kazachowie pomogli zesłańcom przeżyć. Dzielili się tym, co mieli. Kazachowie sami cierpieli, ale dbali o zesłańców, mimo, że dzieliło ich wyznanie, język, wartości, zasady. 

    Takie przykłady można mnożyć?

    Pamiętam, że po śmierci mojej babci przyszła do zakrystii starsza pani. Była niewidoma, po omacku szła do kościoła, ale powiedziała mi, że codziennie modli się za moją babcię, bo jechały w jednym wagonie. Ogromne znaczenie dla tamtych ludzi miała wierność także i drugiemu człowiekowi. Pamięta, że były razem, i nawet po śmierci mojej babci nie przestawała za nią się modlić.

    Wspomniał Ojciec o pomocy, bezinteresownej. A dziś są wojny, nieporozumienia, morderstwa…

    Dziś wcale człowiek nie musi być dla drugiego człowieka wilkiem. Może być bratem, ale warto pielęgnować to, za co nasi przodkowie oddawali życie: wiara, Kościół, tożsamość. To wartości, które pomogły przeżyć nie tylko zesłańcom, ale mogą być pomocne także i nam. Obyśmy nigdy nie zapomnieli tego, co ma prawdziwą wartość i znaczenie.

    Wydaje się, że to prawdziwe wyzwanie dla współczesnego świata, kiedy obserwujemy to, co się dzieje?

    Boli mnie serce, kiedy słyszę jak w Polsce ludzie planują uroczystość Pierwszej Komunii Świętej. Już dwa lata wcześniej wynajmują sale, wybierają dekoracje, prezenty… Zastanawiam się czy jest jeszcze miejsce dla Pana Jezusa, w tym wszystkim.

    Jak Ojciec zapamiętał swoją Pierwszą Komunię Świętą?

    Na uroczystość Pierwszej Komunii Świętej poszła ze mną babcia. Moi rodzice nie chodzą do Kościoła i pewnie jakoś po swojemu wierzą. Tamtego dnia mama coś robiła w domu, tato oglądał telewizję, ale babcia towarzyszyła mi w czasie przyjęcia Pierwszej Komunii Świętej.

    Pamięta Ojciec jakie dostał prezenty?

    Trochę cukierków, ale nie tak dużo, bo zmieściły się w jednej ręce. Dostałem też różaniec i Pismo Święte w obrazkach po rosyjsku.

    Jak rodzice zareagowali na decyzję o wstąpieniu do seminarium?

    Powiedzieli, że nigdy nie dadzą na to zgody. Wyjechałem jako siedemnastolatek do Polski, bo zostałem przyjęty do Zgromadzenia Księży Marianów. Dziś nie wyobrażam sobie, że mógłbym posługiwać poza Kazachstanem. Głosimy tego samego Chrystusa. Mamy kościół parafialny i kilka kapliczek dojazdowych, w odległości ok. 30-35 km. Jak na warunki Kazachstanu to mamy dużo parafian – ok. czterystu osób. W tych ludziach jest ogromne pragnienie modlitwy.   

    Co wyróżnia duszpasterstwo w Kazachstanie?

    To bardziej duszpasterstwo dla konkretnego człowieka. Oczywiście to dłużej trwa, ale ludzie, którzy do nas przychodzą wiedzą, że jesteśmy teraz tylko dla nich. Często nawet kiedy idziemy do jakiegoś domu, bo dostajemy informację, że ktoś umarł – słyszymy, że umarł z różańcem w ręce. W parafii jest jeden pan, który ma problem ze słuchem i wzrokiem, ale kiedy przychodzi się do niego z Komunią świętą – dla niego nie ma większej radości. Przygrabiony klęczy, przyjmuje Ciało Chrystusa. W jego postawie zawiera się: „Pan mój i Bóg mój”.    

    Skąd tak dobrze zna Ojciec język polski?

    Kiedy miałem jedenaście lat to zapisałem się na język polski, chociaż sam nie wiedziałem po co to zrobiłem. Mój tato jest Polakiem, mama – Rosjanką, ale poznali się w Kazachstanie. Tato powiedział, że dobrze zrobiłem, chociaż mama nie bardzo była z tego faktu zadowolona. I jak to dziecko – trochę pochodziłem na język polski, ale w końcu przestałem. Zacząłem się sam uczyć w domu. Minęło pięć lat i zrozumiałem, po co mi była ta nauka…

    Pan Bóg na każdego znajdzie sposób?

    Kiedyś na przerwie w szkole widziałem, że moja koleżanka pokazuje coś nauczycielce w zeszycie. Nie wiedziałem co to było, ale dowiedziałem się, że jest taka kapliczka, przy której Księża Marianie uczą dzieci. Jeden uczył geografii, drugi angielskiego. To mnie zaciekawiło, bo było to coś nowego. Następnego dnia poszedłem tam z moją koleżanką ze szkoły. To było moje pierwsze spotkanie z Kościołem.

    Co jest najtrudniejszym wyzwaniem na teraz?

    Już myślimy o następnej zimie, bo potrzebujemy kupić wagon węgla oraz utrzymać misję. Jak zaczynamy palić we wrześniu to kończymy czasami w połowie maja. Środki materialne są dla nas potrzebne, ponieważ poza naszym utrzymaniem – staramy się też pomagać innym, na przykład przez długi czas dokarmialiśmy w jednej ze szkół biedne dzieci, które, kiedy wracały do domu to widziały tylko pijanych rodziców; pomagamy również według rozeznania i możliwości także bezdomnym. Dziękuję też za modlitwę, bo czujemy, że są ludzie, którzy za nas się modlą. 

    Dziękuję za rozmowę

    Marta Dybińska/PCh24.pl

    ***

    Przeszli przez piekło Sybiru. Poznaj wstrząsające wspomnienia z „nieludzkiej ziemi”

    (zdjęcie ilustracyjne/fot.AB/PCh24/pl)

    ***

    Sowieckie wywózki były dla ich ofiar przeżyciem tak traumatycznym, że cierpienia  jakich doświadczyli na Sybirze stały się ranami, które nie zabliźniły się. Drastyczne sceny wracały w koszmarnych snach, a pamięć głodu kazała Sybirakom zawsze mieć w domu duży zapas żywności. Posłuchajmy wspomnień trzech osób, które żywe wróciły z „nieludzkiej ziemi”, choć wielu wywiezionym nie było to pisane.  

    Początek dramatu wywózki

    Genowefa Grochowska (1930 -2024) wywieziona wraz z rodziną z terenu Wileńszczyzny – „Miałam wówczas 18 lat. W kwietniu 1948 roku NKWD przyszło po naszą rodzinę o drugiej w nocy. Powiedzieli nam „wyjeżdżacie na Sybir” i dali pół godziny na spakowanie się. NKWD-zista kazał mojemu ojcu usiąść za stołem, żeby go mieć na oku. Bojec sam usiadł, wyjął pistolet i go odbezpieczył. Ojciec wzrokiem pełnym cierpienia i bezradności patrzył na nas. Ja i mama pakowałyśmy, co się dało. Innych dwóch bojców chodziło za nami i patrzyli nam ręce co bierzemy. Mama załamała się psychicznie i powiedziała do NKWDzisty „zabij mnie, tu w moim domu” on jej odpowiedział „Będziesz żyć i to jeszcze lepiej niż w swoim domu”. Potem załadowali nas z tobołkami i naszych sąsiadów Rynkiewiczów na jedną furę i wieźli, ponad 30 kilometrów, na dworzec kolejowy do Nowych Święcian. Ciągle dowozili nowe rodziny przeznaczone do wywózki”. 

    Piotr Pocałujko (1928 -2016) urodzony we wsi Zapurwie koło Grodna, sierżant AK – „Byłem członkiem, łącznikiem wileńskiego AK. Po zakończeniu wojny nasza drużyna miała zadanie pomagać oddziałom AK, które przedzierały się z Wileńszczyzny na teren Grodzieńszczyzny i później za linię Curzona, do Polski – w granicach wyznaczonych przez Stalina. Mnie i moich kolegów z naszej drużyny AK dopadli dopiero 23 marca, roku 1949. Miałem wówczas 21 lat. Siedzieliśmy wówczas w leśnym bunkrze. Wydał nas konfident, który później – w roku 1952, z wyroku sądu podziemnego, został za to zlikwidowany. Żołnierze NKWD przez komin, który był ukryty w drzewie i miał wylot w dziupli, wrzucili grant.  W tym czasie, w bunkrze było nas siedmiu. Wiem, że jeden kolega zginął na miejscu, drugi był ciężko ranny. Niewiele jednak pamiętam, bo przywaliło mnie cegłami i straciłem przytomność. NKWD – dziści, dziwili się, że przeżyłem. Potem postawiono mnie przed sowieckim wojskowym sądem. Dali mi nawet adwokata z urzędu. A to był jakiś bardzo dziwny adwokat. Na procesie zamiast mnie bronić – oskarżał, bardziej chyba niż prokurator. Wyroku można więc było łatwo się domyślić. Dali mi najpierw w sumie 105 lat łagrów, ale potem, powodu tego, że byłem sądzony na terenie białoruskiej ZSRR, gdzie prawo było nieco łagodniejsze, zmienili ten wyrok na 25 lat łagrów”.

    Michał Siewruk, syn ziemiańskiego rodu Wileńskich – Siewruków, urodzony w roku 1938 w majątku Kłącie w powiecie orańskim na dzisiejszym terytorium Litwy – „Miałem wtedy 11 lat. W marcu roku 1949 o czwartej rano nasz dwór otoczyła grupa  sowieckich żołnierzy NKWD i miejscowych działaczy komunistycznych. Jeden z nich, oficer polityczny, był Żydem. Czterej cywile komunistami Litwinami, a inni członkowie tej międzynarodowej grupy byli Rosjanami. Najstarszy stopniem NKWD-zista, lejtnant, wszedł do naszego domu i odczytał nam, czyli moim rodzicom mnie i siostrze, postanowienie sowieckiej Rady Ministrów. „Jako kułacy zostajecie wysiedleni z zajmowanego folwarku i odtransportowani w celu osiedlenia na oddalonych terenach Związku Radzieckiego. Wasze gospodarstwo zostaje skonfiskowane, a dobra materialne przekazane Skarbowi Państwa”. Zakończył czytać oficer i zaraz potem powiedział „Zbierajcie się”. Rodzice byli zdruzgotani, matka płakała, a ojciec stracił przytomność. Kiedy my się pakowaliśmy, NKWD-ziści kradli nasz majątek z dworu, a także żywy inwentarz, pakując świnie i kury na wozy. Kiedy odjeżdżaliśmy żegnali nas kochani sąsiedzi, którzy wcześniej przynieśli nam jedzenie i pomogli się pakować. Mężczyźni zdjęli czapki z głów a kobiety płakały – tak nas żegnano. Wszystko to widzę jakby było dziś”.

    Transport      

    Genowefa Grochowska – „Zaczęli nas ładować do towarowych wagonów. Cisnęliśmy się jak śledzie w beczce. W naszym wagonie było upchanych 72 osoby, w różnym wieku, od dzieci do starców. Zanim pociąg ruszył, stał na peronie aż trzy doby. W tym czasie nie dawali nam wody. Bardzo męczyło wszystkich pragnienie. W końcu dostaliśmy jedno wiadro wody dziennie na cały wagon czyli 72 osoby.  Nie wszyscy mogli wziąć z domów jedzenie, więc solidarnie jedni dzielili się z drugimi. Do końca życia nie zapomnę płaczu, zawodzenia, krzyku rozpaczy, które wydobywały się z bydlęcych wagonów. Ludzie śpiewali też maryjne pieśni. Po drodze w naszym wagonie zachorowało dwoje małych dzieci, a NKWD-ziści tylko – nic im nie będzie. Te dzieciaczki zmarły. Rodzice zakopali ich ciała przy torach. Okna w wagonach były zabite blachą. U nas w wagonie kobieta zaczęła rodzić. Na szczęście wśród nas była położna. Odebrała poród, urodziły się bliźnięta. Zawinięto je w gałganki. Bojcy zaraz je zabrali, matka rozpaczała, ale zamknęli drzwi i pociąg ruszył. Zawieźli nas aż za Ural”.

    Piotr Pocałujko – „Nikt z nas nie wiedział gdzie jedzie. Nikt też nie potrafił powiedzieć jak długo trwała ta podróż. Czasem pociąg jechał dzień i noc bez przerwy – czasem się zatrzymywał i stał, czy to na stacji czy w szczerym polu, przez kilka dni. Sanitariat stanowiła dziura wycięta w podłodze wagonu, zasłonięta parawanem. Jedzenie, które podawano w wiadrze „mieszkańcom” wagonów stanowiły – makaron zalany oliwą, czasami śledzie. Ale to dla dorosłych mężczyzn było za mało, żeby nie cierpieć z głodu. Kilku moich kolegów z AK było chorych, kilku bardzo mocno pobitych podczas przesłuchań NKWD. Oni zmarli po drodze, bo nie było tam żadnego lekarza. Zakopaliśmy ich podczas postoju, niedaleko torów. Do dziś nie wiem, czy ich bliscy ekshumowali ciała tych żołnierzy i godnie je pochowali. W takich warunkach dowieziono nas na Sybir”.

    Michał Siewruk – „Kiedy dowieźli nas do stacji kolejowej w Oranach, 50 towarowych wagonów już stało. Było w nich upakowane mnóstwo ludzi – przeważnie starcy, kobiety i dzieci. Ich ojcowie siedzieli w sowieckich więzieniach. My byliśmy rodziną kułacką. Tylko takich rodzin nie rozdzielano i wywożono je pełne. Gdy otwarto drzwi naszego wagonu, buchnął z niego na nas okropny fetor. Pochodził on z kubła, który służył jako sedes. Kiedy wsadzono nas do tego wagonu i pociąg ruszył, ludzi zaczęli się modlić. Pamiętam jedną modlitwę „Prosimy Cię Boże zjednocz twoje dzieci rozproszone po całym świecie”. Po drodze chorzy ludzie umierali. W naszym wagonie zmarł ziemianin z Nowej Wilejki. Z tej podróży pamiętam jak ojciec opowiadał mi, że mój pradziadek był polskim działaczem niepodległościowym, którego car skazał na Sybir i odbył on taką drogę jaka my odbywamy. W wagonie był piecyk na którym w wiadrze gotowano wodę. Często wspólnie się modliliśmy i dzieliliśmy jedzeniem, bo nie wszyscy je wzięli z domu i głodowali. Jeden z naszych strażników, podczas postoju dał choremu herbaty. Za to NKWD go aresztowało, bo oni tego nie mogli robić.  Jechaliśmy bardzo długo, wielu ludzi pokonał smutek i dostali depresji. W końcu dotarliśmy do Nowosybirska. Później przewieziono nas w Ałtajski Kraj do Usolu”. 

    Katorga

    Genowefa Grochowska – „Po tej morderczej podróży dali nam zaledwie 3 dni odpoczynku. Potem pognali do wyrębu Tajgi.  Ludzie byli nie nawykli do pracy w takich warunkach. Bardzo wielu z nas raniło się siekierami. Rany były czasami ciężkie, ale NKWD- ziści mówili, „nic wam nie będzie”. Panował straszny głód. Dziennie dawno nam chochlę wodnistej zupy i kilka kromek surowego chleba. Ludzie padali jak muchy, od tych ran, od czerwonki i tyfusu. Przy pracy w lesie strasznie gryzły nas komary, meszka. Kiedy wracałam z lasu, byłam zawsze pogryziona i wykrwawiona przez te insekty. W chatynkach, w których nas zakwaterowano, roiło się od wesz i pluskiew.  Chorowałam b na tyfus, cudem przeżyłam. Bardzo pomagała nam wspólna modlitwa”.  

    Piotr Pocałujko – „Początkowo zawieźli mnie do łagru z zaostrzonym rygorem w Irkucku. Wcześniej więziono tam Niemców. Kiedy byłem w tym łagrze, większość więźniów to byli członkowie AK. Byłem tam 2,5 roku. Praca makabrycznie ciężka. Kazali nam wycinać las, gdzie rosły drzewa bardzo stare i olbrzymie. Wielu ludzi tam zmarło z wycieczenia, a niektórych zastrzelono. Kolejne łagry, jakie „zwiedziłem” znajdowały się na Kołymie. Byłem tam w sumie 5 lat i 3 miesiące. Pierwszym obóz znajdował się przy kopalni ołowiu. Straszne warunki pracy. Ten obóz był posadowiony na wysokiej górze, więc ciągle tam przeraźliwie wiało. Budowle, w których kazano nam mieszkać, były zrobione z łupanych skał. W otworach okiennych nie było szyb, a jedynie wypełniały je szklane słoiki, ustawione jeden na drugim. Wodę pitną pozyskiwaliśmy ze śniegu. Ciężko zachorowałem tam na żółtaczkę, w kopalni doznałem poważnego złamania nogi. Po kuracji w szpitalu, przewieziono mnie do kopalni. Tam wszyscy pracowaliśmy w maskach, gdyż bez tego, zaraz byśmy poumierali, głównie od pylicy płuc. W tej kopalni wydobywano głównie wolfram, ale pozyskiwano też promieniotwórczy uran, a wiadomo czym grozi praca przy wydobyciu tego ciężkiego pierwiastka”.

    Michał Siewruk – „Najgorsza była pierwsza zima. Okropny mróz. Mój ojciec pracując na dworze, odmroził nos. Tam na miejscu nie było żadnego lekarza, więc nie miał się, kto nim zająć. My nie wiedzieliśmy jak na to zaradzić, ale tubylcy poradzili nam, żeby zdobyć gęsi smalec, bo to pomaga. Ale skąd go wziąć, kiedy na miejscu nic nie było, ani kur, ani gęsi, głód i wszystko zjedzone. Ja jako 12 chłopak. Chcąc pomóc ojcu, zbiegłem z obozu i przywiozłem gęsi smalec aż z Irkucka. Ja nie pracowałem, chodziłem do sowieckiej szkoły. Do szkoły można było bezkarnie nie iść, tylko jeśli temperatura spadała poniżej – 30 stopni. Rodzice tyrali w kołchozie. To była katorżnicza praca. Mężczyzn było w tym kołchozie tylko kilku, m.in. mój ojciec Piotr, dlatego kobiety zmuszano do wykonywania ciężkich męskich prac”.  

    Powroty do Macierzy

    Genowefa Grochowska – „My nawet w tym łagrze na Syberii nie wiedzieliśmy, że po śmierci Stalina  nastąpiła w ZSSR pewna polityczna odwilż i że pozwolono wówczas Polakom wracać do kraju. Dowiedzieliśmy się o tym przypadkiem, kiedy przez nasze miejsce katorgi jechał z Irkucka pociąg z rodakami wracającymi do Polski. To oni, a nie władze obozu, nam powiedzieli. Napisaliśmy do urzędu w Krasnojarsku wniosek o pozwolenie wyjazdu do kraju. Dostaliśmy pozwolenie dopiero po roku. I tak po tej wieloletniej gehennie wróciliśmy do ojczyzny, ale prawie każdego dnia wracają do mnie te straszne obrazy z Syberii”. 

    Piotr Pocałujko – „W roku 1956 Sowieci, uznali że za swoje „odpokutowałem” i zwolniono mnie z łagru. Od razu chciałem wyjechać do Polski, ale robiono mi ogromne trudności, jako że moje rodzinne Zapurwie, znalazło się po wojnie na terytorium ZSRR i automatycznie władze sowieckie uznały mnie obywatelem swojego państwa. Ponad dwa lata starałem się o uzyskanie pozwolenia na wyjazd do Polski. Pozwolenie to otrzymałem dopiero w roku 1958 i od razu wyjechał do kraju. Po wielu staraniach do Polski udało się sprowadzić moich rodziców i młodszą siostrę, którzy również byli wiezieni w sowieckich łagrach”.  

    Michał Siewruk – „Na zesłaniu byliśmy osiem lat, do roku 1957. Kiedy przyjechaliśmy do naszego majątku, okazało się, że zamieniono go na kołchoz, a dwór zniszczono tak, że nie został po nim kamień na kamieniu. Dosłownie, ponieważ usunięto nawet fundamenty. Tak więc na rodzinnej ziemi, nie mieliśmy gdzie mieszkać, nie mieliśmy do czego wracać, a do tego Polaków, po prostu wypędzano po wojnie z Wileńszczyzny. Robili to litewscy komuniści, którzy przenosili się do Wilna z głuchej prowincji. Organizowali oni specjalne składy pociągów i kazali Polakom wsiadać do nich i „jechać do Polski”. Tak właśnie trafiliśmy do Białegostoku, gdzie mieszkał brat mojej mamy, który nas przygarnął. Ja po krótkim pobycie w Polsce wróciłem do Wilna, gdzie mieszkałem aż do lat 80’. Do Polski przyjechałem na wezwanie umierającego ojca i tak tu zostałem, ale na Wileńszczyznę jeżdżę gdy tylko mogę”.

    notował Adam Białous/PCh24.pl

    ***

    14 lutego minęło 50 lat kiedy w piątkowy wieczór wysiadłem na glasgowskim dworcu Central Station, aby pełnić tutaj posługę duszpasterską dla Polaków, którzy przeszli przez “nieludzką ziemię”. Cudem ocaleni musieli jednak potem jeszcze długo tułać się przechodząc kolejne stacje swojej Drogi Krzyżowej – z Persji poprzez Bliski Wschód, Włochy i Francję, aby w końcu dotrzeć na szkocką ziemię. I tutaj już pozostali aż do swojej śmierci, bo nie było im dane powrócić na “Ojczyzny łono”.

    Każdego dnia polecam tych naszych Rodaków Miłosiernemu Bogu, aby już w pełni mogli posiąść Ziemię pełną szczęśliwości, która jest Królestwem nie z tego świata.

    Jak ważna i potrzebna jest modlitwa za naszych zmarłych wspomnę tutaj o błogosławionej Matce Speranzie, hiszpańskiej mistyczce, która przewidziała wybór Księdza Kardynała Karola Wojtyły na papieża. 13 maja 1981 r. była jedną z kilku osób, które brały udział w ocaleniu życia św. Jana Pawła II. W 1964 roku spotkała się z Karolem Wojtyłą, który zmagał się z odmową Świętego Oficjum co do uznania zgodności z nauką Kościoła Dzienniczka s. Faustyny i rozpoczęcia jej procesu beatyfikacyjnego. Wtedy Matka Speranza poradziła przyszłemu papieżowi, aby jeszcze raz przyjrzano się tłumaczeniu Dzienniczka, ponieważ wkradły się tam błędy. I rzeczywiście był to przełom w zatwierdzeniu Dzienniczka i tym samym rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego s. Faustyny.

    Otóż dlatego przywołuję bł. Matkę Speranzę, bo to ona wyprosiła dla naszych poległych żołnierzy z pod Monte Cassino łaskę nieba. Ta niepozorna, skromna i zawsze uśmiechnięta zakonnica posiadała dar bilokacji, stygmatów, wglądu w ludzkie serca i kontaktu z duszami czyśćcowymi.

    W 1951 roku odwiedziła cmentarz na Monte Cassino. Patrząc na groby naszych młodych polskich żołnierzy tak się wzruszyła, że prosiła Pana Boga, aby dusze tych przebywających jeszcze w czyśćcu Pan zabrał do nieba. Świadkiem tego wydarzenia był o. Alfredo, który tak opisał to wydarzenie:„Byłem z Matką, gdy weszła w ekstazę i zaczęła rozmawiać z Panem Jezusem, prosząc, aby zabrał do siebie dusze, za które tak wiele modliła się poprzedniego dnia. Słyszałem, jak mówiła do Niego:«Panie, czekam na Ciebie w czasie przeistoczenia». I rzeczywiście, w momencie podniesienia Świętej Hostii zauważyłem, że uważnie wpatrywała się w jakiś odległy punkt. Pozwoliła mi dotknąć swojej twarzy; stwierdziłem, że była lodowata. Po chwili dał się słyszeć jej urywany oddech i odzyskała świadomość. Zaczęła dziękować Panu Bogu za Jego nieskończoną dobroć. Po Mszy świętej spytałem, dlaczego była tak zmarznięta. Wtedy powiedziała mi, że chwilę wcześniej była w czyśćcu i widziała, jak wszystkie te dusze szły do raju”.

    (Zainteresowanym polecam książkę: Bł. Speranza – Nieznane cuda bliźniaczej duszy ojca Pio napisanej przez José María Zavala)  

    ***


    Niedziela – 2 luty

    Uroczystość Ofiarowania Pańskiego – Matki Bożej Gromnicznej

    Dzień modlitw za osoby życia konsekrowanego

    (Francis Helminski, Public domain, via Wikimedia Commons)

    ***

    2 lutego, Kościół katolicki obchodzi święto Ofiarowania Pańskiego. Czyni to na pamiątkę ofiarowania przez Maryję i Józefa ich pierworodnego syna, Jezusa, w świątyni jerozolimskiej. W polskiej tradycji jest to też święto Matki Bożej Gromnicznej. 2 lutego przypada także Dzień Życia Konsekrowanego. Siostry i bracia zakonni, podobnie jak Jezus w świątyni Jerozolimskiej, ofiarowują swoje życie na wyłączną służbę Bogu. W Polsce żyje ok. 30 tys. osób konsekrowanych.

    Przed 1969 r. na Zachodzie święto Ofiarowania Pańskiego znane było jako Święto Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny. Po soborze zmieniono nazwę, żeby ukazać chrystocentryczne znaczenie uroczystości. W Polsce od gromnic święconych tego dnia przyjęła się nazwa „Matki Boskiej Gromnicznej”.

    Święto Ofiarowania Pańskiego przypada czterdziestego dnia po Bożym Narodzeniu. Jest to pamiątka ofiarowania Pana Jezusa w świątyni jerozolimskiej i dokonania przez Matkę Bożą obrzędu oczyszczenia.

    Według Ewangelii Jezus, zgodnie z prawem żydowskim, jako pierworodny syn był ofiarowany Bogu w świątyni jerozolimskiej. Wtedy też starzec Symeon wypowiedział proroctwo nazywając Jezusa „światłem na oświecenie pogan i chwałą Izraela”. Dlatego święto to jest bogate w symbolikę światła.

    Na pamiątkę ocalenia pierworodnych synów Izraela podczas niewoli egipskiej każdy pierworodny syn u Żydów był uważany za własność Boga. Dlatego czterdziestego dnia po jego urodzeniu należało zanieść syna do świątyni w Jerozolimie, złożyć go w ręce kapłana, a następnie wykupić za symboliczną opłatą. Równocześnie z obrzędem ofiarowania i wykupu pierworodnego syna łączyła się ceremonia oczyszczenia matki dziecka. Z tej okazji matka była zobowiązana złożyć ofiarę z baranka, a jeśli jej na to nie pozwalało zbyt wielkie ubóstwo – przynajmniej ofiarę z dwóch synogarlic lub gołębi. Fakt, że Maryja i Józef złożyli synogarlicę, świadczy, że byli bardzo ubodzy.

    Święto Ofiarowania Pana Jezusa należy do najdawniejszych, gdyż było obchodzone w Jerozolimie już w IV w., a więc zaraz po ustaniu prześladowań. Dwa wieki później pojawiło się również w Kościele zachodnim. W Jerozolimie odbywały się – zazwyczaj nocą – uroczyste procesje ze świecami.

    Według podania, procesja z zapalonymi świecami była znana w Rzymie już w czasach papieża św. Gelazego w 492 r. Od X w. upowszechnił się obrzęd poświęcania świec, których płomień symbolizuje Jezusa – Światłość świata, Chrystusa, który uciszał burze, był, jest i na zawsze pozostanie Panem wszystkich praw natury. Momentem najuroczystszym apoteozy Chrystusa jako światła, który oświeca narody, jest podniosły obrzęd Wigilii Paschalnej – poświęcenie paschału i przepiękny hymn Exsultet.

    W Rzymie w tym dniu odbywała się najstarsza maryjna procesja, której uczestnicy nieśli zapalone świece.

    Prawdopodobnie ta procesja do największego sanktuarium rzymskiego – bazyliki Matki Bożej Większej – nadała świętu Pańskiemu charakter maryjny, który z wolna zaczął przeważać. Przypuszcza się, że już w VI w. celebrowano je w Konstantynopolu, w którym zwrócono też większą uwagę na maryjny charakter święta.

    Od X w. – jak już wspomnieliśmy – pojawia się obrzęd poświęcenia świec, który jeszcze podkreśla i ubogaca symbolikę światła. Nawiązuje ona bezpośrednio do wielkanocnego paschału, który wyraża zwycięstwo nad śmiercią, grzechem i szatanem. Ofiarowanie Jezusa oznacza początek nowego przymierza i nowego kapłaństwa, w którym Syn Boży sam jest Świątynią, Kapłanem i Ofiarą. Treść tego święta podkreśla zamierzoną przez Boga powszechność zbawienia, które ma objąć nawet pogan.

    Matki Bożej Gromnicznej

    W Polsce święto ma charakter zdecydowanie maryjny – stąd nazywane jest świętem Matki Bożej Gromnicznej. Nazwa pochodzi od gromów, przed którymi strzec miały stawiane podczas burzy w oknach zapalone świece.

    W kościele dokonuje się poświecenia gromnic przyniesionych przez wiernych. Liturgię tego święta rozpoczyna obrzęd błogosławienia świec i procesja z nimi na uroczyste sprawowanie Eucharystii. Kapłan wypowiada słowa modlitwy, w której prosi, aby „wszyscy, którzy zgromadzili się w tej świątyni z płonącymi świecami, mogli kiedyś oglądać blask chwały Chrystusa”.

    Gromnice te, jak wskazuje stara modlitwa na ich poświęcenie, miały być wykonane z pszczelego wosku. W różnych regionach były one różnie przystrajane. Podczas Mszy trzymano je zapalone, często starano się je z tym poświęconym ogniem donieść do domu. Tam gospodarz błogosławił nimi dobytek, a dymem robił krzyżyk nad drzwiami i oknami, modląc się o ochronę przed wszelkimi niebezpieczeństwami.

    Na znak zawierzenia Maryi w czasie klęsk, szczególnie podczas burzy, w domach i gospodarstwach, również zapala się gromnice. Jako gromnice służą też świece chrzcielne, kiedy to w życie nowo ochrzczonej osoby wkracza światło wiary, która prowadzi przez życie. Pobłogosławione 2 lutego świece podaje się też umierającym.

    Ze świętem Matki Bożej Gromnicznej kończy się w Polsce okres śpiewania kolęd, trzymania żłóbków i choinek – kończy się tradycyjny (a nie liturgiczny – ten skończył się świętem Chrztu Pańskiego) okres Bożego Narodzenia. Święto zamyka więc cykl uroczystości związanych z objawieniem się światu Słowa Wcielonego. Liturgia po raz ostatni w tym roku ukazuje nam Chrystusa-Dziecię.

    Dzień Życia Konsekrowanego

    2 lutego przypada w Kościele katolickim także Dzień Życia Konsekrowanego, który ustanowił w 1997 roku święty papież Jan Paweł II, stwarzając okazję do głębszej refleksji całego Kościoła nad darem życia poświęconego Bogu. Siostry i bracia zakonni, a także członkowie instytutów świeckich, stowarzyszeń życia apostolskiego, pustelnicy, dziewice i wdowy podobnie jak Jezus w świątyni Jerozolimskiej, ofiarowują swoje życie na wyłączną służbę Bogu.

    W Polsce żyje ok. 30 tys. osób konsekrowanych. Największą grupę stanowią siostry ze zgromadzeń czynnych – ok. 16 tys. osób. W klasztorach kontemplacyjnych żyje ok. 1200 mniszek. Męskie instytuty życia konsekrowanego liczą ok. 11 tys. zakonników. Do Instytutów Świeckich w Polsce należy ok. 1000 osób a ok. 800 osób wybrało indywidualną formę życia konsekrowanego. Dane z ostatnich lat pokazują, że liczba zakonnic, zakonników i mniszek powoli lecz systematycznie spada. Względnie stabilna jest liczba członków Instytutów Świeckich, natomiast wzrasta liczba osób, które przyjęły indywidualną konsekrację.

    Tradycyjnie 2 lutego w kościołach w Polsce odbywa się zbiórka na potrzeby zakonów klauzurowych.

    PCh24.pl/źródło: KAI

    ***

    Święćmy gromnice.

    Sakramentalia zbliżają do Boga

    ***

    W święto Matki Bożej Gromnicznej, 2 lutego, zgodnie z tradycją święcimy świece, by zapewnić ochronę od żywiołów i wypraszać dobrą śmierć. Dzień później, w św. Błażeja, błogosławieństwo dwoma skrzyżowanymi świecami służy zachowaniu od chorób gardła i języka. Poświęcony 5 lutego, w św. Agaty, chleb i sól mają chronić nasz dom od pożaru. Zwyczaje, ważne dla naszych przodków, dziś praktykujemy coraz rzadziej. Rzadziej rozumiemy także jak te symboliczne czynności mają wpłynąć na naszą relację z Bogiem.

    Czy to jakaś magia? – pytają niektórzy. Bynajmniej, nie chodzi tu o żadne magiczne działanie czy myślenie, lecz o rodzaj modlitwy. O przypomnienie, że Bóg wypełnia skierowaną do Niego podczas poświęcenia przedmiotu prośbę: o ochronę czy o zdrowie. Innymi słowy, chodzi o to, by nie traktować błogosławieństw i błogosławionych przedmiotów jako zabobonu czy talizmanu, lecz jako znak, że zapraszamy Boga w naszą codzienność. To, co odróżnia poświęcone podczas świąt przedmioty czy inne sakramentalia od przesądów czy talizmanów to wiara w Boga, a nie w moc przedmiotu.

    Zabobon czy wiara

    Po co zatem komuś świeczka poświęcona w Gromniczną i postawiona na oknie, by chroniła od piorunów, skoro to Bóg chroni dom przed piorunami? Jesteśmy osobami zmysłowymi, bardziej przemawia do nas to, co widzimy i czego dotykamy. Dlatego to świeca ma nam przypominać, że Bóg jest Światłem w ciemnościach burzy czy śmierci, a chleb i sól zachowuje i ocala. I w ten sposób, oddziałując na zmysły, ułatwiać nam wiarę.

    Podobnie posługujemy się innymi sakramentaliami: nosimy poświęcony medalik nie po to, by wierzyć w jego moc, ale by przypominał nam o wierze w Boga. Nosimy go też jako zgodę wyrażoną Bogu: „Tak, chcę, by w moim życiu działało błogosławieństwo, które kapłan wypowiadał poświęcając ten przedmiot”. Noszenie medalika, palenie gromnicy, czy używanie wody święconej bez wiary w Boga nie ma sensu – ponieważ poświęcenie go nie jest nadawaniem jakiejś mocy. Sakramentalia od zabobonu odróżnić bardzo prosto: po wierze tego, kto daną rzecz poświęca i nosi.

    Tradycja Kościoła

    Zwyczaj święcenia świec, chleba i soli mają swoje interesujące pochodzenie. Podczas gdy święcenie świec w Matki Bożej Gromnicznej jest w swojej symbolice dość oczywiste i związane z oczekiwaniem na wiosnę i jej pierwsze burze, opowieści związane z pozostałymi świętami intrygują. Otóż św. Błażej, lekarz a potem biskup Sebasty (dziś teren Turcji) i pustelnik, żyjący na przełomie III i IV w. n.e. został uwięziony podczas prześladowań chrześcijan za cesarza Licyniusza. Gdy przebywał w lochu, był świadkiem jak rybia ość przebiła chłopcu gardło. Nikt nie potrafił jej wyjąć i chłopcu groziła śmierć przez uduszenie. I jak to w podobnych wypadkach bywa, gdy człowiek – z bezradności zwraca się do Boga,  wysłuchał prośby św. Błażeja. Chłopiec został uratowany, a Kościół zaczął czcić świętego męczennika jako patrona od chorób gardła.

    Ciekawa historia wiąże się także ze św. Agatą. Według tradycji, po jej męczeńskiej śmierci w Katanii na Sycylii, wybuchła Etna. Rozpalona lawa zagrażała miastu. Mieszkańcy prosili więc św. Agatę o pomoc i posłużyli się jej welonem dla powstrzymania ognistej lawy. Widać święta wyprosiła u Boga łaskę ocalenia, a na pamiątkę tego wierni do dziś modlą się o ocalenie przed ogniem za Jej wstawiennictwem. Aby to podkreślić, w dzień św. Agaty poświęca się pieczywo, sól i wodę, które mają chronić ludność od pożarów i piorunów, a dawniej poświęcone kawałki chleba wrzucano do ognia, by wiatr odwrócił pożar.

    Znak ufności

    Czym różnią się sakramentalia od sakramentów?  Różnica jest zasadnicza. Sakramenty to widzialne znaki bezpośredniego spotkania z żywym Bogiem i otrzymania Jego łaski. A sakramentalia to znaki oraz czynności (błogosławieństwa osób, posiłków, miejsc), które – przez modlitwę Kościoła – uzdalniają do przyjęcia łaski i dysponują do współpracy z nią. O ile moc działania sakramentów pochodzi wprost od Boga, o tyle działanie sakramentaliów bierze się z wiary i modlitwy Kościoła.

    Nadchodzące dni, jak widać, są okazją, by szczególnie uświadomić sobie sprawczość naszej  wiary. I to, że w obrzędach poświęcenia nie ma żadnej magii, bo to nie przedmiot ani nie dotyk uzdrawia. Oba są jedynie zewnętrznymi znakami naszej wewnętrznej ufności we wstawiennictwo świętego i moc Boga”.

    Dorota Niedźwiecka/PCh24.pl

    ***

    Matka Boża Gromniczna strzeże przed „wilkami”. „Duchowe drapieżniki” dyszą nienawiścią!

    ***

    Jednym z najpiękniejszych kalendarzy lat trzydziestych był „Kalendarz Królowej Apostołów”, wydawany przez Księży Pallotynów. I właśnie tam widziałem reprodukcję obrazu, która na długo utkwiła mi w pamięci.

    Oto jest noc, zasypane śniegiem wiejskie chaty, nigdzie nie widać nawet nikłego blasku świecy, cała wieś pogrążona jest we śnie. Bliżej widać drzewa, tuż za wioską rozciąga się gęsty las. Na jego skraju wyraźnie widoczna jest wataha wilków: wygłodniałych, złych, szykujących się do ataku na ludzkie siedziby. I nagle z boku obrazu wyłania się przepiękna, świetlista postać, odziana – mimo mrozu – jedynie w białą szatę. Postać kobieca, tchnąca dobrocią i spokojem, rusza prosto na stado wilków i odpędza je od domostw tych, którzy pogrążeni we śnie, nawet nie domyślają się niebezpieczeństwa. Wilki warczą, ale cofają się, gdyż Pani ta trzyma w ręku świecę, której drapieżniki najwyraźniej się boją. Pod obrazem widniał podpis: Matka Boża Gromniczna…

    Nie pamiętam już, kto był autorem tego obrazu, ani wszystkich szczegółów, bo od tamtego czasu upłynęło już wiele lat. Jednak od spotkania z tym obrazkiem w kalendarzu katolickim tytuł Matka Boża Gromniczna kojarzy mi się zawsze z ową piękną Panią, która czuwa nad człowiekiem i chroni go oraz jego bliskich od niebezpieczeństwa.

    2 lutego obchodzimy święto Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny, od reformy kalendarza liturgicznego nazywające się Świętem Ofiarowania Pańskiego. Nazwa nie jest tu jednak najważniejsza, natomiast niezwykle ważna jest wielowiekowa tradycja łącząca to święto z gromnicą, a więc świecą, która w tym dniu jest pobłogosławiona w kościele przez kapłana na pamiątkę słów starca Symeona, który nazwał Dziecię Jezus Światłem na oświecenie pogan.

    Zapewne słyszeliśmy, jak do tego doszło. Maryja, jak każda kobieta izraelska, chciała poddać się oczyszczeniu po narodzinach Dziecka. Nie musiała tego robić, bo porodziła bez utraty dziewictwa, ale chciała. Ona i św. Józef pragnęli jak najdokładniej wypełnić przepis Prawa. Dzień ten był równocześnie świętym dniem dla dwojga staruszków – Symeona i Anny, którzy wyczekiwali Zbawiciela, codziennie trwając przy Świątyni i błagając Boga, by ich oczy mogły ujrzeć Jego Syna. Czekali długo, ale kiedy wreszcie Maryja i Józef przynieśli Dzieciątko do Świątyni, Symeon wyśpiewał przepiękną pieśń, którą Kościół uczynił częścią modlitwy brewiarzowej i kazał swoim kapłanom, zakonnikom i wszystkim, którzy w tej doskonałej modlitwie chcą brać udział, odmawiać w ostatniej modlitwie danego dnia, czyli tzw. komplecie.

    To wtedy właśnie Maryja usłyszała proroctwo o Jezusie, że Jej duszę kiedyś przeniknie miecz, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu. Od pierwszych wieków chrześcijaństwa Kościół święci w tym dniu świece i odwołuje się do wstawiennictwa Matki Zbawiciela, stąd popularnie to święto po dziś dzień nazywa się świętem Matki Bożej Gromnicznej. Poświęcona świeca jest symbolem Pana Jezusa, jako Światłości, ale jest też znakiem orędownictwa Jego Matki. Stąd opisany przeze mnie na początku obraz ukazujący Maryję, jako opiekunkę ludzkich siedzib. Dawniej, kiedy wilki rzeczywiście zagrażały ludziom w czasie długich i srogich zim, ci polecali się z ufnością Matce Boga, paląc gromnice, jako znak Jej wstawiennictwa i opieki. Zapalano gromnice także w czasie nawałnic i burz, kiedy pioruny (piorun to inaczej grom, stąd gromnica) uderzały w drzewa, a nieraz i w zabudowania. Pożar domu oznaczał zazwyczaj utratę całego dobytku, dlatego ludzie gorąco prosili Matkę Bożą, by ich ratowała od piorunów i nawałnic.

    Co do wilków, to te z lasu nie zagrażają nam już tak jak dawniej. Dziś jesteśmy narażeni raczej na spotkanie z innymi „wilkami”: to pokusy, grzechy czy sam szatan. Te „duchowe drapieżniki” porywają nawet niewinne dusze małych dzieci przez zło, które się zewsząd sączy w ludzkie umysły i zabija w duszach miłość Boga, czyniąc je przez to martwymi. Nigdy chyba jeszcze od czasów Cesarstwa Rzymskiego ludzie tak się nie chlubili popełnianym złem, jak robią to teraz. Grzech stał się czymś, co „robią wszyscy”. Czy ci nieszczęśliwi ludzie zdają sobie sprawę z tego, że razem z tymi „wszystkimi” mogą przegrać życie, a co gorsza – całą wieczność?

    Drodzy Czciciele Matki Bożej! Weźmy Jej świece, zaufajmy, że przez ten znak Maryja będzie nas chronić od zła fizycznego, a przede wszystkim od duchowego. Módlmy się, by kiedyś, kiedy będą się zamykać na zawsze nasze oczy na tym świecie, ostatnią rzeczą, jaką ujrzymy, było światło gromnicy. Amen.

    PCh24.pl(tekst ukazał się w 86. numerze „Przymierza z Maryją”

    ***

    Ofiarowanie Pańskie

    Ofiarowanie Chrystusa w Świątyni

    Ofiarowanie Chrystusa w Świątyni
    Obraz z XV wieku pędzla Giovanniego Belliniego

    ***

    Chrystus przez swoje „wejście w świat” spotyka się ze wszystkimi ludźmi. Przez pośrednictwo Jezusa, Maryi i św. Józefa – w spotkaniu w świątyni jerozolimskiej – „dokonało się” już w zarodku „wszechspotkanie Boga z ludźmi i ludzi pomiędzy sobą”.

    Kult Matki Boskiej Gromnicznej w świecie

    Nabożeństwo do Matki Boskiej Gromnicznej ma szczególnie uroczysty charakter: w Polsce, w Hiszpanii i w krajach, które kiedyś należały do Hiszpanii (Ameryka Południowa i Środkowa, Filipiny). Na hiszpańskich Wyspach Kanaryjskich jest nawet sanktuarium Matki Boskiej Gromnicznej w Candelaria.

    Święto Ofiarowania Pana Jezusa w Polsce

    W Polsce Święto Ofiarowania Pana Jezusa w świątyni w Jerozolimie nabrało charakteru wybitnie maryjnego. Lud polski widzi w Niej tę, która to niebiańskie Światło sprowadziła na ziemię i która nas tym światłem broni i od wszelkiego zła osłania jako nasza najpotężniejsza Pośredniczka i Orędowniczka przed tronem Boga. Dlatego lud polski często gromnicę do ręki swojej bierze, zwłaszcza w niebezpieczeństwach wielkich klęsk i grożącej śmierci. Stąd i nazwa w Polsce uroczystości dzisiejszej “Matka Boża Gromniczna”.

    Wielkim wrogiem domów i dobytku były w Polsce kiedyś burze, a zwłaszcza pioruny, które drewniane przeważnie domostwa zapalały i niszczyły w ten sposób całe nieraz osiedla. Właśnie od tych gromów miała strzec domy świeca poświęcona w święto Ofiarowania Chrystusa. Stąd i nazwa tej świecy “gromnica”. Zwykle przystrajano ją pięknie i malowano. W czasie burzy zapalano woskowe gromnice, by prosić za wstawiennictwem Matki Bożej ochronę. Po powrocie do domu z zapaloną gromnicą jeszcze dzisiaj obchodzi się domy, gumna, obory i znaczy się nią sufity (przez okopcenie gromnicą zapaloną), by je ochronić od pożaru. Podobny zwyczaj panował wśród Rusinów prawosławnych.
    Gromnicę wręcza się również konającym w tym samym znaczeniu: ochrony przed napaścią złych duchów. Panuje bowiem przekonanie, że w tej decydującej chwili szatanowi w sposób szczególniejszy zależy na tym, aby mieć w posiadaniu dusze ludzkie. Aby sobie zapewnić opiekę Matki Bożej, gromnicę umieszczano nad łóżkiem, by ją mieć zawsze pod ręką.

    Piotr Stachiewicz w cyklu swoim: Legendy o Matce Bożej ma również piękny obraz “na Gromniczną”. Przedstawia on Najświętszą Maryję jak zapaloną gromnicą odpędza od chat ludzkich wygłodniałe wilki. Jak bowiem sama nazwa głosi: luty (luto — zimno) jest miesiącem najzimniejszym. Nie dziw więc, że zgłodniałe wilki cisną się do domów. Tę właśnie scenę utrwalił rysunkiem również Wojciech Grabowski.

    Z uroczystością Matki Bożej Gromnicznej kończy się w Polsce okres śpiewania kolęd, trzymania żłóbków i choinek — kończy się “przedłużony” okres Bożego Narodzenia. Liturgicznie okres ten kończy się wcześniej – świętem Chrztu Pana Jezusa. Jednak polski zwyczaj ma swoje uzasadnienie nie tylko w dawnej tradycji, ale przede wszystkim w tym, że w Matkę Bożą Gromniczną Pan Jezus jeszcze jako Dziecię jest ofiarowany w świątyni.

    Z uroczystością Matki Bożej Gromnicznej kończy się również w Polsce okres kolędy, wizytacji duszpasterskiej po domach.

    W wigilię Matki Bożej Gromnicznej lud polski zwyczajowo pościł. Powstało nawet przysłowie: “Kto kocha Maryję, nie pyta o wigilię”. Było bowiem tradycją, że przed każdym świętem Bożej Matki zachowywano post.

    wiara.pl

    ***

    Dlaczego Jan Paweł II ustanowił Dzień Życia Konsekrowanego?

    Antoine Mekary | Aleteia

    ***

    Dzień Życia Konsekrowanego obchodzony jest 2 lutego, w święto Ofiarowania Pańskiego. A jakie były intencje św. Jana Pawła II, kiedy w 1997 roku zadecydował o ustanowieniu tego dnia?

    Czterdzieści dni po narodzeniu Jezusa Jego rodzice zanoszą Go do świątyni, by ofiarować Go Bogu. W tym dniu Jezus-Mesjasz spotyka się także z tymi, którzy na Niego z tęsknotą czekali. Przez usta starego Symeona, któremu daje natchnienie Duch Święty, objawione zostaje „Światło na oświecenie pogan”. A swoimi proroczymi słowami starzec zapowiada pełną ofiarę złożoną na krzyżu przez Jezusa i Jego ostateczne zwycięstwo nad śmiercią (por. Łk 2, 25-35).

    W ten sposób w domu Bożym tego dnia objawia się Uświęcony przez Ojca, Ten, który przyszedł na świat, aby zbawić wszystkich ludzi. A Maryja, Jego matka, jednoczy się z Nim w tej samej ofierze dla zbawienia świata.

    Ofiarowanie Jezusa w świątyni jest również wymownym znakiem całkowitego oddania się Bogu i wzorem dla wszystkich tych, którzy chcą iść drogą życia konsekrowanego. A Dziewica Maryja, ofiarowująca Dzieciątko Bogu, bardzo dobrze wyraża postawę Kościoła, który nadal ofiarowuje Ojcu swoje córki i synów, łącząc ich z jedyną ofiarą Chrystusa – przyczyną i wzorem wszelkiej konsekracji w Kościele.

    Jak prorokini Anna, która – podobnie jak Symeon – czekała na Mesjasza i czuwała w świątyni, tak pierwszym powołaniem tego, który podąża za Chrystusem, jest przebywanie w komunii z Nim, słuchanie Jego słowa i wielbienie Boga z pokorą i stałością. Jego życie znajdzie wówczas głęboki oddźwięk w sercach ludzi.

    Jan Paweł II pragnął, aby „obchody Dnia Życia Konsekrowanego gromadziły osoby konsekrowane wraz z innymi wiernymi dla wspólnego wychwalania z Dziewicą Maryją wielkich dzieł Bożych, których Pan dokonuje w wielu synach i córkach” (Św. Jan Paweł II, Orędzie z okazji 1. Dnia Życia Konsekrowanego, 1997). Co więcej, pragnął, aby to święto ukazywało wszystkim, że powołaniem świętego ludu Bożego ma być całkowicie poświęcenie się Jemu.

    Po co nam Dzień Życia Konsekrowanego?

    Jan Paweł II widział w tej uroczystości co najmniej potrójny cel:

    1 DZIĘKCZYNIENIA ZA DAR ŻYCIA KONSEKROWANEGO

    „Po pierwsze – odpowiada on wewnętrznej potrzebie bardziej uroczystego wielbienia Pana i dziękczynienia Mu za wielki dar życia konsekrowanego” (Św. Jan Paweł II, Orędzie z okazji 1. Dnia Życia Konsekrowanego, 1997). Tak jak Jezus w swoim posłuszeństwie i poświęceniu Ojcu mówi nam, jak bardzo Bóg jest z nami, tak i osoby konsekrowane, w pełni należące do jedynego Pana, ich sposób życia i pracy, ich oddanie ludziom są wymownym znakiem, potężnym głoszeniem obecności Boga we współczesnym świecie. „To pierwsza posługa, jaką życie konsekrowane oddaje Kościołowi i światu. Pośród Ludu Bożego osoby konsekrowane są niczym strażnicy, dostrzegający i zapowiadający nowe życie, już obecne w naszych dziejach”, mówił Benedykt XVI 2 lutego 2006 r.

    2 POZNANIE ŻYCIA KONSEKROWANEGO

    „Po drugie – Dzień Życia Konsekrowanego ma za zadanie przyczynić się do poznania tej formy życia i pogłębiania szacunku dla niego ze strony całego Ludu Bożego od biskupów po kapłanów, od świeckich po osoby konsekrowane” – wyjaśniał w 1997 r. z okazji 1. Dnia Życia Konsekrowanego św. Jan Paweł II.

    Podkreślił to także, zwracając się do osób konsekrowanych 2 lutego 2000 r.: „Świadectwo eschatologiczne należy do istoty waszego powołania. Śluby ubóstwa, posłuszeństwa i czystości dla Królestwa Bożego są waszym orędziem o ostatecznym przeznaczeniu człowieka, które kierujecie do świata. Jest to bardzo cenne orędzie: Człowiek, który czuwa i wyczekuje spełnienia się obietnic Chrystusa, potrafi natchnąć nadzieją także swoich braci i siostry, często zniechęconych i pesymistycznie patrzących w przyszłość”.

    Ojciec święty dodaje także: „Jest ono zatem specjalną i żywą pamiątką Jego bycia Synem, który czyni Ojca swoją wyłączną Miłością – oto Jego czystość; który w Ojcu znajduje swoje wyłączne bogactwo – oto Jego ubóstwo; dla którego wola Ojca jest codziennym „pokarmem” (por. J 4,34) — oto Jego posłuszeństwo.

    Taka forma życia, przyjęta przez Chrystusa i uobecniana w szczególny sposób przez osoby konsekrowane, ma wielkie znaczenie dla Kościoła, powołanego, by we wszystkich swoich członkach przeżywać to samo dążenie do pełnego zjednoczenia z Bogiem poprzez naśladowanie Chrystusa w świetle i mocy Ducha Świętego.

    Życie specjalnej konsekracji w swoich różnorodnych formach pomaga zatem lepiej zrozumieć konsekrację chrzcielną wszystkich wiernych. Rozważając dar życia konsekrowanego Kościół zastanawia się nad swoim szczególnym powołaniem, aby należeć wyłącznie do Pana, i pragnie być w Jego oczach bez „skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany” (Ef 5,27).

    Wydaje się zatem uzasadniona potrzeba ustanowienia tego specjalnego Dnia, który przyczyni się do tego, aby nauka o życiu konsekrowanym była nie tylko szerzej i głębiej rozważana, ale również coraz lepiej przyjmowana przez wszystkich członków Ludu Bożego” (Św. Jan Paweł II, Orędzie z okazji 1. Dnia Życia Konsekrowanego, 1997).

    3 ŚWIĘTOWANIE DZIEŁ PANA W ŻYCIU KONSEKROWANYCH

    Trzeci cel dotyczy samych osób konsekrowanych: „Są one zaproszone do wspólnego i uroczystego świętowania niezwykłych dzieł, które Pan w nich dokonał, aby w świetle wiary mogły jeszcze pełniej odkryć blask Bożego piękna – promieniującego za sprawą Ducha w sposobie ich życia – oraz aby mogły jeszcze żywiej uświadomić sobie swą niezastąpioną misję w Kościele i w świecie” – wyjaśnił św. Jan Paweł II w tym samym dokumencie.

    Świadkowie Ewangelii

    W dzisiejszym zagonionym świecie osoby konsekrowane powinny z radością i pokojem ukazywać swoim życiem życie i orędzie Syna Bożego. W ten sposób głoszą naszemu światu, w najróżniejszych sytuacjach, że ostatecznie to Pan jest dla człowieka prawdziwą miłością, prawdziwym bogactwem, najbezpieczniejszą drogą.

    Warto przy tym pamiętać, że „człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami” (Św. Paweł VI, Adhortacja apostolska Evangelii nuntiandi, 1975, nr 41).

    Dla Jana Pawła II ustanowienie Dnia Życia Konsekrowanego w święto Ofiarowania Pańskiego oznaczało zatem wsparcie misji Kościoła. Przede wszystkim jego misji w świecie, aby ci, którzy jeszcze nie poznali Chrystusa, mogli się do Niego zbliżyć dzięki tym osobom, które przez całkowity dar siebie dają świadectwo, że Chrystus jest jedynym Synem, posłanym przez Ojca.

    Papież podkreślił, że nowa ewangelizacja jest możliwa i skuteczna za sprawą osób, które najpierw ewangelizują same siebie, aby potem innym „przedstawiać Ewangelię w jej pełni, a także ukazywać matczyne oblicze Kościoła, służącego mężczyznom i kobietom naszych czasów”.

    Modlitwa za osoby konsekrowane

    Papież był też przekonany, że dzień ten będzie wsparciem duszpasterskim dla Kościołów lokalnych: „Czasami mogą ulegać pokusie by, tak jak Marta, pojmować misję głównie jako liczne zadania do zrobienia, które, rzecz jasna, powinny zostać wykonane. Ale ten dzień przypomina wszystkim, że to wybierając tę cząstkę, którą obrała Maria, możemy przynosić obfite owoce w winnicy Pańskiej. Dziewica Maryja, która dostąpiła wielkiego przywileju ofiarowania Ojcu Jezusa Chrystusa, Syna swego Jednorodzonego, jako ofiary czystej i świętej, niech sprawi, abyśmy byli zawsze otwarci na przyjęcie wielkich dzieł, których On nieustannie dokonuje dla dobra Kościoła oraz całej ludzkości” – mówił Jan Paweł II w 1997 roku.

    Benedykt XVI, 2 lutego 2006 r., odmówił następującą modlitwę, którą zadedykował osobom konsekrowanym:

    Niech Pan codziennie odnawia w was
    i we wszystkich osobach konsekrowanych
    radosną odpowiedź na Jego bezinteresowną i wierną miłość.
    Niczym płonące świece
    promieniujcie zawsze i w każdym miejscu
    miłością Chrystusa, światłości świata.
    Niech Najświętsza Maryja, Niewiasta konsekrowana,
    pomaga wam przeżywać w pełni to wasze szczególne powołanie
    i posłannictwo w Kościele dla zbawienia świata.
    Amen!

    Marie Lafon /Aleteia.pl

    ***

    1 luty – Pierwsza Sobota Miesiąca

    Matka Boża Fatimska

    Matka Boża Fatimska

    ***

    Zapomniana prośba Maryi, która niesie pokój dla świata

    Spowiedź, Komunia święta, różaniec oraz 15-minutowe rozmyślanie nad tajemnicami różańcowymi – wylicza w rozmowie z Family News Service ks. dr Krzysztof Czapla SAC, dyrektor Sekretariatu Fatimskiego na Krzeptówkach w Zakopanem. To warunki nabożeństwa pierwszych sobót miesiąca, o które prosiła Maryja w Fatimie.

    Ks. dr Krzysztof Czapla, dyrektor Sekretariatu Fatimskiego na Krzeptówkach w Zakopanem, w rozmowie z Family News Service wyjaśnia, że największym wezwaniem orędzia fatimskiego współcześnie jest jednoznaczna prośba Maryi.

    – Papież poświęcił Rosję jej Niepokalanemu Sercu. Pozostała druga część prośby Matki Bożej, która dotyczy wynagrodzenia. Warto przypomnieć, że na grzech nie odpowiadamy krytyką i złością. Kościół w Polsce dwa razy dokonał tego poświęcenia, a dla nas jest to wezwanie, aby podjąć nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca – dodaje pallotyn.

    W wielu parafiach odprawia się pierwsze soboty, zdarza się jednak, że przybierają one formę dowolnej modlitwy i różańca. Tymczasem, jak tłumaczy ks. dr Czapla, Matka Boża podała pewne warunki, które należy spełnić. – Spowiedź, Komunia święta, różaniec oraz 15-minutowe rozmyślanie nad tajemnicami różańcowymi – wylicza duchowny. Dodaje: – W różańcu patrzymy na życie Jezusa oczami Maryi, rozważamy fakty, okoliczności, i to wszystko, co się wydarzyło. W medytacji patrzymy sercem, rozmyślamy nad tym, co Matka czuje w sercu, co przeżywa i to jest wejście znacznie głębiej. Warunki powinna łączyć jedna intencja – wynagrodzenie Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Dlaczego sobót jest akurat pięć? – Odpowiada na to s. Łucja: „Pozostając przez część nocy z 29 na 30 maja 1930 r. w kaplicy z naszym Panem i rozmawiając z Nim o czwartym i piątym pytaniu, poczułam się nagle mocniej owładnięta Bożą obecnością. Jeśli się nie mylę, zostało mi objawione, co następuje: «Córko, motyw jest prosty: jest pięć rodzajów obelg i bluźnierstw wypowiadanych przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi. Pierwsze: Bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Poczęciu. Drugie: Przeciwko Jej Dziewictwu: Przeciwko Bożemu Macierzyństwu, kiedy jednocześnie uznaje się Ją wyłącznie jako Matkę człowieka. Czwarte: Bluźnierstwa tych, którzy starają się otwarcie zaszczepić w sercach dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść do tej Niepokalanej Matki. Piąte: Bluźnierstwa tych, którzy urągają Jej bezpośrednio w Jej świętych wizerunkach. Oto, droga córko, motyw, który kazał Niepokalanemu Sercu Maryi prosić mnie o ten mały akt wynagrodzenia. A poza względem dla Niej chciałem poruszyć Moje miłosierdzie, aby przebaczyło tym duszom, które miały nieszczęście Ją obrazić»”. Jezus powiedział też do s. Łucji: „To prawda, moja córko, że wiele dusz zaczyna, lecz mało kto kończy i ci, którzy kończą, mają za cel otrzymanie przyrzeczonych łask. Ja jednak wolę tych, którzy odprawią pięć pierwszych sobót w celu wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu twojej Matki Niebieskiej, niż tych, którzy odprawią piętnaście, bezdusznie i z obojętnością” – mówi nam dyrektor Sekretariatu Fatimskiego na Krzeptówkach w Zakopanem.

    Ks. dr Czapla: „Istotą orędzia i nabożeństwa pięciu sobót jest miłość”

    Kapłan wyjaśnia, że istotą tego nabożeństwa jest miłość, która jest remedium na zło świata. –Maryja uświadamiając źródło wszelkiej choroby, nie pokazuje konkretnych błędów np. Rosji, ale mówi o wszystkich błędach.

    Pokazuje wymowny przykład, do czego jest zdolne zło, które potrafi mordować narody, podnosi rękę na papieża. W objawieniu trzeciej tajemnicy widzimy jak ginie papież, zakonnicy i całe miasta zostają zniszczone. Matka Boża pokazuje więc do czego zdolne jest zło, które nie szanuje niczego i nikogo – podkreśla w rozmowie z Family News Service ks. dr Krzysztof Czapla.

    Duchowny mówi, że to zło, przed którym przestrzega Maryja może objawiać się przez ateizm, ataki na rodzinę i nienarodzone dzieci, bowiem szatan upaja się w niszczeniu życia.

    – Dzisiaj widząc to, co się dzieje w świecie, nie ma wątpliwości, że zło szuka wszelkich środków, aby zniszczyć człowieka. Gdy zapytano Benedykta XVI, dlaczego pojechał do Fatimy, papież powiedział, że współcześnie człowiek w swoim bycie jest bardzo mocno zagrożony. Człowiek wypowiada wojnę nie tylko człowiekowi, ale i Bogu – zaznacza pallotyn. – Fatima przypomina nam, że środki, którymi możemy powstrzymać zło nie są tylko ludzkie, ale muszą być Boże.

    ks. Krzysztof Czapla SAC/Tygodnik Niedziela

    ***

    Nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca

    Osobom, które będą uczestniczyć w pierwszosobotnich nabożeństwach, Maryja obiecuje towarzyszenie w chwili śmierci i ofiarowanie im wszystkich łask potrzebnych do zbawienia.

    1. Wielka obietnica Matki Bożej Fatimskiej

    W Fatimie 13 lipca 1917 r. Matka Boża powiedziała: „Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. Bóg chce je uratować, Bóg chce rozpowszechnić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli uczyni się to, co wam powiem, wielu zostanie przed piekłem uratowanych i nastanie pokój na świecie”.

    „Przybędę, by prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię św. wynagradzającą w pierwsze soboty. Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój. Jeśli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła. Dobrzy będą męczeni, Ojciec Święty będzie wiele cierpiał. Różne narody zginą, na koniec moje Niepokalane Serce zatriumfuje”.

    Siedem lat po zakończeniu fatimskich objawień Matka Boża zezwoliła siostrze Łucji na ujawnienie treści drugiej części tajemnicy fatimskiej. Jej przedmiotem było nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. 10 grudnia 1925 r. objawiła się siostrze Łucji Maryja z Dzieciątkiem i pokazała jej cierniami otoczone serce. Dzieciątko powiedziało: “Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał”.

    Maryja powiedziała: “Córko moja, spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewierności stale ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinie śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię świętą, odmówią jeden Różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi towarzyszyć mi będą w intencji zadośćuczynienia”.

    2. Dlaczego ma to być „pięć sobót” wynagradzających, a nie dziewięć lub siedem na cześć Matki Bożej Bolesnej?

    Siostra Łucja odpowiada: „Pozostając przez część nocy z 29 na 30 maja 1930 roku w kaplicy z naszym Panem i rozmawiając z Nim o czwartym i piątym pytaniu, poczułam się nagle mocniej owładnięta Bożą obecnością. Jeśli się nie mylę, zostało mi objawione, co następuje: Córko, motyw jest prosty: Jest pięć rodzajów obelg i bluźnierstw wypowiadanych przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.
    Pierwsze: Bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Poczęciu.
    Drugie: Przeciwko Jej Dziewictwu.
    Trzecie: Przeciwko Bożemu Macierzyństwu, kiedy jednocześnie uznaje się Ją wyłącznie jako Matkę człowieka.
    Czwarte: Bluźnierstwa tych, którzy starają się otwarcie zaszczepić w sercach dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść do tej Niepokalanej Matki.
    Piąte: Bluźnierstwa tych, którzy urągają Jej bezpośrednio w Jej świętych wizerunkach. Oto, droga córko, motyw, który kazał Niepokalanemu Sercu Maryi prosić mnie o ten mały akt wynagrodzenia. A poza względem dla Niej chciałem poruszyć moje miłosierdzie, aby przebaczyło tym duszom, które miały nieszczęście Ją obrazić. Co do ciebie, zabiegaj nieustannie swymi modlitwami i ofiarami, aby poruszyć Mnie do okazania tym biednym duszom miłosierdzia”.

    Jezus powiedział do siostry Łucji: „To prawda, moja córko, że wiele dusz zaczyna, lecz mało kto kończy i ci, którzy kończą, mają za cel otrzymanie przyrzeczonych łask. Ja jednak wolę tych, którzy odprawią pięć pierwszych sobót w celu wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu twojej Matki Niebieskiej, niż tych, którzy odprawią piętnaście, bezdusznie i z obojętnością”.

    3. Warunki nabożeństwa pierwszych sobót – co jest wymagane, aby uczynić zadość temu nabożeństwu

    Warunek 1 – Spowiedź w pierwszą sobotę miesiąca.

    „Łucja przedstawiła Jezusowi trudności, jakie niektóre dusze miały co do spowiedzi w sobotę i prosiła, aby spowiedź święta mogła być osiem dni ważna. Jezus odpowiedział: Może nawet wiele dłużej być ważna pod warunkiem, ze ludzie są w stanie łaski, gdy Mnie przyjmują i że mają zamiar zadośćuczynienia Niepokalanemu Sercu Maryi”. Spowiedź można odbyć na przykład w ramach pierwszego piątku miesiąca, pamiętając jednak o intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi. Do spowiedzi – co istotne – należy przystąpić z intencją zadośćuczynienia za zniewagi wobec Niepokalanego Serca Maryi. Intencję można wzbudzić podczas przygotowania się do spowiedzi lub w trakcie otrzymywania rozgrzeszenia.

    Przed spowiedzią można odmówić taką lub podobną modlitwę: Boże, pragnę teraz przystąpić do świętego sakramentu pojednania, aby otrzymać przebaczenie za popełnione grzechy, szczególnie za te, którymi świadomie lub nieświadomie zadałem ból Niepokalanemu Sercu Maryi. Niech ta spowiedź wyjedna Twoje miłosierdzie dla mnie oraz dla biednych grzeszników, by Niepokalane Serce Maryi zatriumfowało wśród nas.

    Można także podczas otrzymywania rozgrzeszenia odmówić akt żalu: Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, szczególnie za moje grzechy przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Warunek 2 – Komunia św. w pierwszą sobotę miesiąca. Po przyjęciu Komunii św. należy wzbudzić intencję wynagradzającą. Można odmówić taką lub inną modlitwę: Najchwalebniejsza Dziewico, Matko Boga i Matko moja! Jednocząc się z Twoim Synem pragnę wynagradzać Ci za grzechy tak wielu ludzi przeciw Twojemu Niepokalanemu Sercu. Mimo własnej nędzy i nieudolności chcę uczynić wszystko, by zadośćuczynić za te obelgi i bluźnierstwa. Pragnę Najświętsza Matko, Ciebie czcić i całym sercem kochać. Tego bowiem ode mnie Bóg oczekuje. I właśnie dlatego, że Cię kocham, uczynię wszystko, co tylko w mojej mocy, abyś przez wszystkich była czczona i kochana. Ty zaś, najmilsza Matko, Ucieczko grzesznych, racz przyjąć ten akt wynagrodzenia, który Ci składam. Przyjmij Go również jako akt zadośćuczynienia za tych, którzy nie wiedzą, co mówią, w bezbożny sposób złorzeczą Tobie. Wyproś im u Boga nawrócenie, aby przez udzieloną im łaskę jeszcze bardziej uwydatniła się Twoja macierzyńska dobroć, potęga i miłosierdzie. Niech i oni przyłączą się do tego hołdu i rozsławiają Twoją świętość i dobroć, głosząc, że jesteś błogosławioną między niewiastami, Matką Boga, której Niepokalane Serce nie ustaje w czułej miłości do każdego człowieka. Amen.

    Warunek 3 – Różaniec (jedna część) w pierwszą sobotę miesiąca. Rozpoczynając różaniec należy wzbudzić intencję wynagradzającą, powiedzieć Matce Najświętszej, że będziemy się modlić, by ratować grzeszników i okazać Jej dowód miłości. Jeśli modlimy się prywatnie, spróbujmy zrobić to własnymi słowami. Jeżeli odmawiamy różaniec we wspólnocie, można odmówić następującą modlitwę: Królowo Różańca Świętego. Oto klękamy do modlitwy, by w pierwszą sobotę odmówić różaniec, o który prosiłaś. Chcemy przez niego zadośćuczynić za grzechy swoje, naszych bliskich, naszej Ojczyzny i całego świata. Pragniemy modlić się szczególnie za tych, którzy najdalej odeszli od Boga i najbardziej potrzebują Jego miłosierdzia. Wspomóż nas, abyśmy pamiętali o tej intencji wyznaczonej przez Ciebie. Pomóż nam wynagradzać naszym różańcem cierpienia Twego Niepokalanego Serca i Najświętszego Serca Jezusowego.

    Po każdej tajemnicy różańca należy odmówić modlitwę: O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.

    Warunek 4 – Piętnastominutowe rozmyślanie nad tajemnicami różańcowymi w pierwszą sobotę miesiąca. Podejmujemy piętnaście minut rozmyślania o ściśle określonej przez niebo tematyce: mamy pochylić się nad jedną (lub kilkoma) z tajemnic różańca. Możemy rozmyślać nad dowolną tajemnicą, również nowymi tajemnicami: tajemnicami światła. Wzbudźmy intencję wynagradzającą za grzeszników, którzy nie chcą słuchać Matki Najświętszej ani być Jej dziećmi, którzy okazują Maryi obojętność, a nawet Ją nienawidzą i wiele czynią, by pomniejszyć Jej chwałę. Możemy w tym celu odmówić następującą modlitwę: Matko Najświętsza, Niepokalana Maryjo! Z radością przyjmuję Twe zaproszenie do udziału w Twoim rozmyślaniu. W pierwsze soboty otwierasz Swe Niepokalane Serce dla każdego, kto pragnie wlać we własne serce te najważniejsze znaki, jakie Bóg ukazał nam we Fatimie. Proszę, otwórz przede mną Swoje Serce. Ośmielam się prosić o to z całą pokorą, ale i z dziecięcą śmiałością, ponieważ chcę Cię naśladować, ponieważ chcę żyć miłością do Twego Syna, ponieważ pragnę zawsze trwać w stanie łaski i miłować Twój święty Różaniec, wreszcie – ponieważ pragnę wszystkiego, co tylko mogę ofiarowywać w duchu zadośćuczynienia za grzeszników. Daj mi uczestniczyć w Twym rozmyślaniu, a ja obiecuję wprowadzać w życie Słowo, które wlejesz do mego małego serca, by stawało się coraz milsze Tobie, bliższe Tobie, podobniejsze do Twego Niepokalanego Serca. A jeśli chcesz, zawsze możesz zabrać me serce, a dać mi Swoje – jak uczyniłaś to z tyloma swoimi dziećmi. Będę wtedy duszą najszczęśliwszą na świecie! Piętnastominutowe rozmyślanie (przykładowe tematy rozmyślania nad pierwszą tajemnicą radosną) 4.1. Najpierw odmawia się modlitwę wstępną: Zjednoczony ze wszystkimi aniołami i świętymi w niebie, zapraszam Ciebie, Maryjo, do rozważania ze mną tajemnic świętego różańca, co czynić chcę na cześć i chwałę Boga oraz dla zbawienia dusz. 4.2. Należy przypomnieć sobie relację ewangeliczną (Łk 1,26 – 38). Odczytaj tekst powoli, w duchu głębokiej modlitwy. 4.3. Z pokora pochyl się nad misterium swojego zbawienia objawionym w tej tajemnicy różańcowej. Rozmyślanie można poprowadzić według następujących punktów: a. rozważ anielskie przesłanie skierowane do Maryi, b. rozważ odpowiedź Najświętszej Maryi Panny, c. rozważ wcielenie Syna Bożego. 4.4. Z kolei zjednocz się z Maryją w ufnej modlitwie. Odmów w skupieniu Litanię Loretańską. Na zakończenie dodaj: Niebieski Ojcze, zgodnie z Twoją wolą wyrażoną w przesłaniu anioła, Twój Syn Jednorodzony stał się człowiekiem w łonie Najświętszej Dziewicy Maryi. Wysłuchaj moich próśb i dozwól mi znaleźć u Ciebie wsparcie za Jej orędownictwem, ponieważ z wiarą uznaję Ją za prawdziwą Matkę Boga. Amen. 5.5. Na zakończenie wzbudź w sobie postanowienia duchowe. Będę gorącym sercem miłował Matkę Najświętszą i każdego dnia oddawał Jej cześć. Będę uczył się od Maryi posłusznego wypełniania woli Bożej, jaką Pan mi ukazuje co dnia. Obudzę w sobie nabożeństwo do mojego Anioła Stróża. 4. A jeśli ktoś nie może spełnić warunków w sobotę, czy może wypełnić je w niedzielę? Siostra Łucja odpowiada: „Tak samo zostanie przyjęte praktykowanie tego nabożeństwa w niedzielę następującą po sobocie, jeśli moi kapłani ze słusznej przyczyny zezwolą na to duszom”.

    5. Korzyści: jakie łaski zostały obiecane tym, którzy choć raz je odprawią? „Duszom, które w ten sposób starają się mi wynagradzać – mówi Matka Najświętsza – obiecuję towarzyszyć w godzinie śmierci z wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia”.

    6. Intencja wynagradzająca. Jak ważna jest intencja zadośćuczynienia, przypomina sam Jezus, który mówił siostrze Łucji, że wartość nabożeństwa uzależniona jest od tego, czy ludzie „mają zamiar zadośćuczynić Niepokalanemu Sercu Maryi”. Dlatego siostra Łucja rozpoczyna swe zapiski uwagą: „Nie zapomnieć o intencji wynagradzania, która jest bardzo ważnym elementem pierwszych sobót”.

    7. Warunki rzeczywiście proste, ale czy są wypełniane? „Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy”- mówi Maryja. Trzeba zatem wypełnić to, o co prosi Niebo. Prośba Maryi dotyczy czterech warunków, zatem wszystkie cztery należy wypełnić, a nie jedynie dowolnie wybrane. Jeśli mowa jest o intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi, to taka intencja winna nam przyświecać w trakcie nabożeństwa pierwszych sobót. Matka Boża prosi, by Jej towarzyszyć przez 15 minut, rozmyślając o tajemnicach różańcowych, zatem nie zapominajmy o medytacji, której temat jest jasno sprecyzowany i nie ma tu dowolności. Maryja prosi ponadto nie tylko o różaniec, ale również o rozmyślanie, zatem zwróćmy uwagę, by nie utożsamiać rozważań w czasie różańca z rozmyślaniem o tajemnicach różańcowych. Pamiętajmy: medytacja, niezależna od modlitwy różańcowej, jest niezmiernie istotna i nie możemy jej pomijać.

    8. Czy nabożeństwo pierwszych sobót jest jeszcze dziś aktualne? Ojciec Święty Benedykt XVI odpowiada: „Łudziłby się ten, kto sądziłby, że prorocka misja Fatimy została zakończona”. „W tym sensie posłanie nie jest zakończone, chociaż obydwie wielkie dyktatury zniknęły. Trwa cierpienie Kościoła i trwa zagrożenie człowieka, a tym samym nie ustaje szukanie odpowiedzi; dlatego wciąż aktualna pozostaje wskazówka, którą dała nam Maryja. Także w obecnym utrapieniu, gdy siła zła w najprzeróżniejszych formach grozi zdeptaniem wiary. Także teraz koniecznie potrzebujemy tej odpowiedzi, której Matka Boża udzieliła dzieciom”. Do dziś pozostają również aktualne słowa siostry Łucji: „Najświętsza Maryja Panna obiecała odłożyć bicz wojny na później, jeśli to nabożeństwo będzie propagowane i praktykowane. Możemy dostrzec, że odsuwa Ona tę karę stosownie do wysiłków, jakie są podejmowane, by je propagować. Obawiam się jednak, że mogliśmy uczynić więcej niż czynimy i że Bóg, mniej niż zadowolony, może podnieść ramię swego Miłosierdzia i pozwolić, aby świat był niszczony przez to oczyszczenie. A nigdy nie było ono tak straszne, straszne”. Nabożeństwo pierwszych pięciu sobót miesiąca jest wciąż wezwaniem dla Kościoła i każdego z nas; nadal możemy twierdzić, iż moglibyśmy więcej uczynić, by było ono znane i praktykowane. Rodzi się jednak pytanie: po cóż nam dziś to nabożeństwo? Nie zapominajmy jednak, iż to „Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi”. Zatem sam Stwórca Nieba i Ziemi wyciąga pomocną dłoń człowiekowi przez Maryję, a to zupełnie zmienia postać rzeczy. Siostra Łucja z wielką prostotą poucza wszystkich wątpiących w sens tego nabożeństwa, iż „Bóg jest Ojcem i lepiej od nas rozumie potrzeby swoich dzieci” i pragnie „ułatwić nam drogę dostępu do Siebie”.

    Przypomnienie tego nabożeństwa, w czasie, kiedy trwa Wielka Nowenna Fatimska, nabiera szczególnego znaczenia. Stanowi ono bowiem istotę przesłania Matki Bożej i jest wezwaniem skierowanym do każdego z nas. Jeśli mówimy o pobożności fatimskiej, to nie możemy jej utożsamiać jedynie z 13. dniem miesiąca od maja do października. Fatima bowiem woła o nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca. Nie wypełnimy fatimskiego przesłania, jeśli nie będziemy wynagradzać Niepokalanemu Sercu Maryi w pierwsze soboty.

    Modlitwy Anioła z Fatimy

    O Boże mój, wierzę w Ciebie, uwielbiam Ciebie, ufam Tobie i miłuję Ciebie. Proszę Cię o przebaczenie dla tych, którzy w Ciebie nie wierzą, Ciebie nie uwielbiają, nie ufają Tobie i Ciebie nie miłują.

    Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty. W najgłębszej pokorze cześć Ci oddaję i ofiaruję Tobie Przenajdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego na ołtarzach całego świata jako wynagrodzenie za zniewagi, świętokradztwa i obojętność, którymi jest On obrażany. Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i przez przyczynę Niepokalanego Serca Maryi, proszę Cię o łaskę nawrócenia biednych grzeszników.

    Zapraszamy wszystkich do włączenia się w dzieło Wielkiej Nowenny Fatimskiej. 

    Więcej informacji: Sekretariat Fatimski os. Krzeptówki 14, 34-500 Zakopane tel. 18/ 20 66 420 www.sekretariatfatimski.pl e-mail: fatima@smbf.pl

     ***


    SMS-y do Pana Boga. Papież zachęca do odmawiania aktów strzelistych

    akty strzeliste - papież zachęca do odmawiania aktów strzelistych

    fot. Filippo Monteforte/AFP/East News

    ***

    „Jakże często wysyłamy SMS-y do osób, które kochamy! Czyńmy to również z Panem, aby nasze serce było z Nim stale złączone” – zachęcał papież Franciszek zgromadzonych na placu św. Piotra w Rzymie, by odmawiali akty strzeliste – bardzo krótkie modlitwy, powtarzane w ciągu dnia.w rozważaniu przed południową modlitwą „Anioł Pański“.

    Co znalazłby Jezus w moim życiu?

    Ewangelia dzisiejszej liturgii kończy się pełnym troski pytaniem Jezusa: „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18, 8). Jakby chciał powiedzieć: czy kiedy przyjdę u kresu dziejów – ale, możemy pomyśleć, także teraz, w tym momencie życia – znajdę w was jakąś wiarę, w waszym świecie? To poważne pytanie.

    Wyobraźmy sobie, że Pan przychodzi dziś na ziemię. Zobaczyłby, niestety, wiele wojen, biedy i nierówności, a jednocześnie wielkie osiągnięcia techniki, nowoczesne środki i ludzi nieustannie biegnących, którzy nigdy się nie zatrzymują. Ale gdyby przyszedł dzisiaj, czy znalazłby ludzi, którzy poświęcają czas i miłość Jemu, którzy stawiają Go na pierwszym miejscu? A przede wszystkim zadajmy sobie pytanie: co znalazłby we mnie, w moim życiu, w moim sercu? Jakie widziałby priorytety?

    Modlitwa – lekarstwo dla duszy

    Często skupiamy się na wielu rzeczach pilnych, lecz niepotrzebnych, zajmujemy się i martwimy wieloma sprawami drugorzędnymi. A być może, nie zdając sobie z tego sprawy, zaniedbujemy to, co najważniejsze i pozwalamy, aby nasza miłość do Boga stopniowo, krok po kroku, oziębła. Dziś Jezus proponuje nam lekarstwo na rozpalenie wiary, która stała się letnią. Cóż to jest? Modlitwa.

    Tak, modlitwa jest lekarstwem wiary, lekarstwem odbudowującym duszę. Musi to być jednak modlitwa nieustanna. Jeśli musimy zastosować kurację, by wyzdrowieć, ważne jest, aby jej dokładnie przestrzegać, przyjmować leki we właściwy sposób i o właściwej porze, w sposób stały i regularny. Potrzeba tego w życiu we wszystkim.

    Pomyślmy o roślinie, którą trzymamy w domu: musimy ją podlewać w sposób stały, nie możemy jej obficie podlać, a potem pozostawić bez wody na całe tygodnie! Tym bardziej w przypadku modlitwy: nie możemy żyć tylko mocnymi chwilami czy intensywnymi spotkaniami co jakiś czas, a potem „zapaść w letarg”. Nasza wiara uschnie. Potrzebujemy codziennej wody modlitwy, czasu poświęconego Bogu, aby mógł On wkroczyć w nasz czas, w naszą historię; stałych chwil, w których otwieramy Mu nasze serca, aby mógł obdarzać nas każdego dnia miłością, pokojem, radością, siłą, nadzieją; to znaczy karmić naszą wiarę.

    Na kłopoty z modlitwą – akty strzeliste

    Dlatego Jezus mówi dziś „swoim uczniom – wszystkim, a nie tylko co niektórym! – że zawsze powinni się modlić i nie ustawać” (w. 1). Ale ktoś mógłby zaprotestować: „Jak mam to zrobić? Nie mieszkam w klasztorze, nie mam zbyt wiele czasu na modlitwę!”. Z pomocą może nam przyjść w tej trudności, która jest prawdziwa, mądra praktyka duchowa, chociaż dziś nieco zapomniana, a którą dobrze znają osoby starsze, zwłaszcza babcie: praktyka tak zwanych aktów strzelistych. Nazwa jest trochę przestarzała, ale treść dobra. Co to jest? Bardzo krótkie modlitwy, łatwe do zapamiętania, które możemy powtarzać często w ciągu dnia, w trakcie różnych czynności, aby „dostroić się” do Pana.

    Weźmy kilka przykładów. Zaraz po przebudzeniu możemy powiedzieć: „Panie, dziękuję Ci i ofiarowuję Tobie ten dzień” – jest to mała modlitwa. Potem, przed jakąś czynnością, możemy powtarzać: „Przyjdź, Duchu Święty”. A między jedną rzeczą a drugą możemy modlić się w następujący sposób: „Jezu, ufam Tobie i miłuję Ciebie”. Są to małe modlitwy, które pomagają nam trwać w kontakcie z Panem. Jakże często wysyłamy SMS-y do osób, które kochamy! Czyńmy to również z Panem, aby nasze serce było z Nim stale złączone.

    I nie zapominajmy o czytaniu Jego odpowiedzi. Pan zawsze odpowiada. Gdzie je znajdziemy? W Ewangelii, którą trzeba trzymać pod ręką i otwierać kilka razy każdego dnia, aby otrzymać skierowane do nas Słowo Życia. Powróćmy do tej rady, którą dawałem wiele razy: noście małą kieszonkową Ewangelię, w kieszeni, w torbie. I tak, gdy będziecie mieli wolną chwilę, otwierajcie ją i przeczytajcie jakiś fragment, a Pan odpowie.

    Niech Maryja Dziewica, wierna w słuchaniu, nauczy nas sztuki nieustającej modlitwy.

    tłumaczenie o. Stanisława Tasiemskiego OP/Katolicka Agencja Informacyjna/Watykan/Aleteia.pl


    Trzy krótkie modlitwy, które odmienią twój dzień

    RAIN

    fot. Dean Drobot | Shutterstock

    ***

    Każda, nawet najmniejsza prośba o łaskę Bożą przynosi obfity owoc.

    Bóg jest niezawodnie blisko nas, nieustannie przemawia do naszych serc. Lecz zajęcia dnia codziennego powodują, że często zapominamy o Jego obecności. Aby wzrastać w miłości do naszego Stwórcy, musimy od czasu do czasu przypominać sobie o Jego bliskości i mówić do Niego.

    Słowa kierowane do Boga mogą być tak samo proste, jak każde pozdrowienie, które kierujemy do naszych rodziców, dziecka, współmałżonka czy rodzeństwa, przebywających w tym samym pokoju co my. Możemy za św. s. Faustyną powtórzyć: „Jezu, ufam Tobie”, czy po prostu wypowiedzieć jedno tylko słowo: „Abba”. „Jezu, bądź w moim życiu” to kolejna piękna modlitwa.

    Warto jest pamiętać tego typu akty strzeliste i często z nich korzystać.

    Jezu mój, ulituj się nade mną

    Jan Paweł II uważał Miłosierdzie Boże za granicę, którą Bóg wyznacza złu. Dlatego właśnie wzywajmy Jego miłosierdzia, gdy w naszym sercu lub w naszym otoczeniu dzieje się źle. Wyobraźmy sobie, że Bóg powstrzymuje cierpienie i zło, które jest niczym wściekły pies trzymany mocno na smyczy. Możemy wówczas także wyobrazić sobie, jak Mojżesz powstrzymuje fale Morza Czerwonego, aby Izraelici mogli przez nie przejść.

    Ufam Tobie (lub: Dziękuję Ci)

    Wyrażenie naszej ufności Jezusowi jest w centrum obrazu Bożego Miłosierdzia, który Pan Jezus objawił św. Faustynie. Dobrze jest też pamiętać, że ta wdzięczność rozlewa się na naszą rzeczywistość. A to może nas uchronić przed niepokojem umysłu i serca. Naprawdę jest tyle rzeczy, za które warto być wdzięcznym! Kiedy dziękujemy, to prostu potwierdzamy ten fakt.

    Jezus, Maryja, Józef

    Myśl o Świętej Rodzinie może nas przytłaczać, zwłaszcza kiedy uzmysłowimy sobie, jak daleko nam do życia codziennego, które było udziałem jej członków. Taka reakcja pomija jednak pewien kluczowy fakt. Otóż Święta Rodzina jest nie tylko przykładem tego, jak powinniśmy żyć, ale przede wszystkim źródłem łaski, której potrzebujemy, aby żyć tak jak Oni. Jezus, będący sercem tej rodziny, jest gotów udzielić nam wszelkiej niezbędnej pomocy. Wypowiedz imiona członków Świętej Rodziny jako modlitwę do Jezusa o pomoc w naszym życiu rodzinnym.

    Kathleen N. Hattrup/Aleteia.pl


    SMS-y do nieba. Czym są akty strzeliste i jak je praktykować?

    Krótko i na temat. Nasze akty strzeliste mkną w stronę nieba i są realizacją Pawłowego wezwania do nieustannej modlitwy.

    Ewa Bem, znakomita wokalistka jazzowa, która „podarowała Polakom trochę słońca”, opowiada, że w zabieganym dniu jej najczęstszą modlitwą są króciutkie akty strzeliste. „Nieustannie się módlcie” – wzywa święty Paweł. „Nie spędziłam ani chwili bez modlitwy” – wyznawała Teresa z Lisieux, a ojciec Pio odmawiał kilkadziesiąt różańców dziennie. Niestety, podobne hasła często podcinają nam skrzydła i stają się powodem do samooskarżenia. Niesłusznie! Prawdziwym ratunkiem i realizacją Pawłowego wezwania do nieustannej modlitwy są akty strzeliste, czyli przerwanie na chwilkę zajęć, by „wysłać w niebo SMS-a”.

    Zajączki światła

    Przed laty bardzo pomogła mi intuicja ojca Joachima Badeniego, który opowiadał, że jeśli w czasie bombardowanej rozproszeniami modlitwy 20 razy westchnę: „Panie Jezu, wracam!”, to znaczy, że jest to dobra modlitwa, bo 20 razy wybrałem Jezusa. Akty strzeliste mają podobny mechanizm. Są jak małe pociski rozpraszające to, co nas przytłacza, i wciąga w narrację galopującego na oślep świata. Kompozytor Michał Lorenc opowiadał mi, że doświadczenie Bożej obecności jest dla niego „jak krótkie błyski światła, »zajączki« puszczane lusterkiem na ścianie”. „Na długo starcza?” – zapytałem. „Starcza, aby żyć”. 

    Akty strzeliste są takimi refleksami światła. „Ojcowie Pustyni używali takich krótkich wezwań, by odpierać pokusy i złe myśli oraz by zwracać ciągle swą myśl do Boga. O praktyce egipskich pustelników słyszał św. Augustyn, który pisał, że te krótkie modlitwy są »pośpiesznie jakby wyrzucane z siebie« (dosł.: »jakby wystrzeliwane«, niczym strzała czy pocisk). To dlatego na Zachodzie przyjęło się je nazywać aktami strzelistymi” – wyjaśnia ks. prof. Józef Naumowicz.

    Bukłak pełen łez

    Sam biskup Hippony pisał: „Mówią, że bracia w Egipcie odmawiają często modlitwy, ale bardzo krótkie i jakby w pośpiechu, tak aby należyte skupienie najbardziej potrzebne na modlitwie nie osłabło na skutek upływu czasu i nie zanikło zupełnie. Niech przeto z dala od modlitwy będzie wielomówstwo, ale niech nie zabraknie usilnego błagania, jeżeli trwa żarliwe skupienie. Albowiem wiele mówić na modlitwie to znaczy rzecz konieczną wyrażać przez nadmiar słów, wiele zaś modlić się oznacza długim i pobożnym poruszeniem serca kołatać do Tego, którego błagamy. Zazwyczaj ta modlitwa wyraża się raczej w westchnieniach niż w słowach, bardziej w płaczu niż w przemawianiu. Bóg zaś »kładzie nasze łzy przed swoim Obliczem«, a »jęk nasz nie jest ukryty przed Tym, który wszystko stworzył«”. Bardzo porusza mnie biblijne określenie: „Kładzie nasze łzy przed swym Obliczem”. W innym tłumaczeniu czytamy, że „Bóg zbiera nasze łzy do swego bukłaka”.

    Święty Jan Chryzostom wyjaśniał: „Kto często umacnia się takimi aktami, ten zamyka drzwi szatanowi, nie dopuszczając złych myśli, które szatan mu podaje”. „Akty strzeliste podtrzymują i oczyszczają duszę. Ileż to aktów w ciągu dnia i nocy po przebudzeniu można odmówić! Są one bardzo ważne w życiu duchownym; podsycają je, jak drewna podkładane do ognia” – podpowiadał św. Maksymilian Maria Kolbe, a św. Alfons Maria de Liguori (życie tego ambitnego prawnika zmieniły słowa: „Porzuć świat, oddaj się Mnie”; wygłosił ponad 500 misji i rekolekcji, napisał 160 prac teologicznych, które przetłumaczono na 61 języków), podsumowywał: „Ojcowie Pustyni przywiązywali wielką wagę do aktów strzelistych. Uważali, że są one skuteczniejsze dla utrzymania w duszy pamięci o obecności Boskiej niż długie modlitwy”.

    Wielka siła rażenia

    Orygenes nauczał, że modlitwa ma wielką siłę duchowego rażenia, czyli odpędzania złych duchów i natrętnych myśli („Wierzę też, że słowa modlitwy ludzi świętych są pełne mocy. Modlitwa jak promień tryska z duszy i warg modlącego się, mocą Bożą rozprasza wewnętrzną truciznę, jaką wrogie siły wlewają do duszy tych, którzy lekceważą modlitwę i nie idą za zgodnymi z zachętą Jezusa słowami Pawła: »Nieustannie się módlcie«. Z duszy modlącego się z poznaniem, rozumieniem i wiarą wychodzi jakby pocisk, który rani aż do zniszczenia i rozbicia wrogie Bogu duchy, które chcą nas omotać więzami grzechu”.

    Jan Kasjan, który zebrał doświadczenia duchowe ojców pustyni i mnichów Wschodu, by wszczepić je w zachodnie chrześcijaństwo, nauczał: „Mamy często wznosić krótkie modlitwy, by podstępny nieprzyjaciel nie miał czasu podsunąć czegoś naszemu sercu. Egipscy Ojcowie Pustyni uważają, że jest lepiej, gdy nasze modlitwy są krótkie i częściej zanoszone. Gdy bowiem częściej zwracamy się do Boga, będziemy mogli też stale przynależeć do Niego, a dzięki temu, że są zwięzłe i krótkie, lepiej unikniemy strzał podstępnego diabła, którymi on usilnie nas atakuje zwłaszcza wtedy, gdy się modlimy. Niech dusza nieustannie trzyma się bardzo krótkiej formuły, aż wzmocniona nieprzerwanym i ciągłym jej medytowaniem, porzuci bogate i rozległe myśli i zgodzi się na ubóstwo, ograniczając się do jednego wersetu. W ten sposób nasza dusza dojdzie do modlitwy bez skazy, gdzie umysł nie zajmuje się już postaciami wyobraźni, nie wymawia nawet głośno słów, nie zatrzymuje się nad sensem wyrazów, lecz gdzie serce płonie ogniem, pełne jest niewysłowionego zachwytu”.

    Nie trzeba wielu słów

    Joachim Badeni powtarzający na każdym kroku, że „im bardziej coś jest proste, tym bardziej jest Boże”, wspominał: „Miałem guwernantkę Francuzkę, która mnie uczyła aktu strzelistego »Jezu, ufam Tobie«. Miałem może 10–12 lat. Nie trzeba wielu słów. Syn Boży skarcił wielomówstwo. – Poganie są tacy, gdy się modlą – powiedział. Krótkie akty strzeliste każdemu bym radził. Proste rozmowy z Panem Bogiem. My, zakonnicy, mamy ustalony tryb modlitwy. A co ma zrobić człowiek, który codziennie idzie do pracy; matka, która troszczy się o dzieci, pierze, gotuje? Ja bardzo wierzę w akty strzeliste, w znak krzyża. Jeszcze przed nawróceniem robiłem znak krzyża byle jak. Dziś staram się robić go bardzo powoli i spokojnie, dotykając czoła, jakbym dotykał Ojca, potem dotykam Syna i Ducha Świętego. Cała Trójca Święta jest jak gdyby dotknięta wiarą”.

    „Siostra Faustyna, która miała duszę kontemplacyjną, nauczyła się modlić, nie przerywając pracy, w czym pomagał zakonny nakaz zachowywania milczenia. Łatwiej jej było jednak odmawiać akty strzeliste w czasie gotowania, gdyż również w Płocku była przez pewien czas kucharką, niż za ladą w sklepie, gdzie miała nieustanny kontakt z klientami” – pisze biografka Sekretarki Bożego Miłosierdzia Ewa K. Czaczkowska.

    Nie boję się

    Akty strzeliste to zazwyczaj zdania zaczerpnięte z Biblii („Panie, zmiłuj się nade mną”, „Panie, Ty wiesz wszystko, Ty wiesz, że Cię kocham”), hymnów Kościoła („Święty Boże, Święty mocny, Święty a nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami”) lub słów pochodzących z prywatnych objawień („Jezu, ufam Tobie!” czy „Jezu, Ty się tym zajmij”).

    Jako akty strzeliste można potraktować kanony z Taizé, jednozdaniowe refreny powtarzane raz za razem. „Gdybyśmy znaleźli jedną chwilę, w dogodnym dla nas czasie i miejscu, na świadome przeżycie spotkania z Bogiem, to choćby westchnienie kierowane do Niego mogłoby wystarczyć i miałoby głębszy sens” – opowiada brat Marek z Taizé. „Brat Roger lubił powtarzać, że westchnienie z głębi serca kierowane do Boga może już być modlitwą. Prostota i piękno pomagają w modlitwie, ale nie one są jej sednem. Modlitwa jest przede wszystkim spotkaniem Tego, który przez Ducha Świętego dokonuje czegoś w naszym sercu i w naszym życiu. A czego dokonuje? Kiedy się z Nim spotkamy, nie będziemy już tacy jak przedtem. On zmieni nasze serce”.

    „Chodzi o wejście w Jego obecność, trwanie w zjednoczeniu z Nim” – podpowiada franciszkanin o. Rafał Kogut. „W jaworzyńskiej pustelni Pan Bóg mi dał taką prostą modlitwę obecności, czyli zdanie: »Jezus jest we mnie«. Powtarzam je z wiarą i później trwam w tej obecności, powtarzając Jego imię. Jestem kochany, mam Jego i… nie boję się”.

    Marcin Jakimowicz/Gość Niedzielny


    AKTY STRZELISTE

    Te krótkie modlitwy warto odmawiać w jakiejkolwiek chwili dnia czy nocy.

    Akt wiary
    Wierzę w Ciebie, Boże żywy,
    W Trójcy jedyny, prawdziwy.
    Wierzę, coś objawił Boże,
    Twe słowo mylić nie może.

    Akt nadziei
    Ufam Tobie, boś Ty wierny,
    Wszechmocny i miłosierny.
    Dasz mi grzechów odpuszczenie,
    Łaskę i wieczne zbawienie.

    Akt miłości
    Boże, choć Cię nie pojmuję,
    Jednak nad wszystko miłuję.
    Nad wszystko, co jest stworzone,
    Boś Ty dobro nieskończone!

    Akt żalu
    Ach, żałuję za me złości,
    Jedynie dla Twej miłości.
    Bądź miłościw mnie grzesznemu,
    Do poprawy dążącemu.


    Akty strzeliste

    1. Niechaj będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.
    2. Chwała i dziękczynienie bądź w każdym momencie Jezusowi w Najświętszym Boskim Sakramencie. Ile minut w godzinie, a godzin w wieczności, Tylekroć bądź pochwalon, Jezu, ma miłości.
    3. Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu!
    4. O Maryjo, bez zmazy poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy!
    5. Jezu, Maryjo, Józefie święty, Wam oddaję ciało i duszę moją.
    6. A dusze wiernych zmarłych przez miłosierdzie Boże niech odpoczywają w pokoju! Amen.


    Uwielbienie Boga w aktach strzelistych

    • Panie, Ty wszystko wiesz Ty wiesz, że pragnę Cię kocham.
    • Jezu, ufam Tobie!
    • Panie Jezu, cichy i pokornego Serca, uczyń serca nasze według Serca Twego.
    • Niech będzie Bóg uwielbiony.
    • Niech będzie uwielbione święte Imię Jego.
    • Niech będzie uwielbiony Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek.
    • Niech będzie uwielbione Imię Jezusowe.
    • Niech będzie uwielbione Najświętsze Serce Jezusa.
    • Niech będzie uwielbiona Najdroższa Krew Jezusowa.
    • Niech będzie uwielbiony Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie Ołtarza.
    • Niech będzie uwielbiony Duch Święty, Pocieszyciel.
    • Niech będzie pochwalona Bogurodzica, Najświętsza Panna Maryja.
    • Niech będzie pochwalone Jej święte i Niepokalane Poczęcie.
    • Niech będzie pochwalone Jej chwalebne Wniebowzięcie.
    • Niech będzie pochwalone Imię Maryi, Dziewicy i Matki.
    • Niech będzie pochwalony święty Józef, przeczysty Jej Oblubieniec.
    • Niech będzie uwielbiony Bóg w swoich Aniołach i w swoich Świętych.


    Akty strzeliste w czasie adoracji

    • Pan mój i Bóg mój!
    • O Jezu w Najświętszym Sakramencie, zmiłuj się nad nami!
    • Niech na wieki będzie pochwalony i uwielbiony Przenajświętszy Sakrament!
    • Wielbię Ciebie w każdym momencie, żywy Chlebie nasz w tym Sakramencie.
    • Witaj prawdziwe Ciało zrodzone z Panny Maryi.
    • Niechaj będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament, teraz i na wieki wieków. Amen.


    Akt strzelisty w chorobie

    • Boże mój, nie jestem godny daru wykonywania w najdoskonalszy sposób wszystkich miłosiernych uczynków co do ciała i duszy biednych chorych; Ty mi go jednak udzielasz przez nieskończone swe miłosierdzie oraz przez zasługi Jezusa i Maryi.


    Akty strzeliste do Anioła Stróża

    • Aniele Stróżu mój, uwielbiam Boga, który Cię do mnie posłał.
    • Błogosławię Cię Boże, w Trójcy Jedyny, obecny w moim kochanym Aniele Stróżu i dziękuję, że mi Go dałeś.
    • Ojcze niebieski, bądź uwielbiony w moim Aniele Stróżu.
    • Dziękuję Ci, Aniele, mój Stróżu, że przedstawiasz Bogu moje prośby.
    • Witam Cię, Aniele, mój Stróżu, na początku nowego dnia i dziękuję Ci za błogosławiony, spokojny sen i proszę pomóż mi przeżyć ten dzień na chwałę Bogu Najwyższego.
    • Dziękuję Ci, Aniele, mój Stróżu, wierny i dobry Przyjacielu, że mi we wszystkim pomagasz i nie zrażasz się moimi grzechami.
    • Dziękuję Ci, Aniele Stróżu, że jesteś stale ze mną i w dzień i w nocy.
    • Aniele, mój Stróżu, pomóż mi uwierzyć, że jesteś zawsze przy mnie.
    • Aniele, mój drogi Przyjacielu, pocieszaj mnie we wszystkich smutkach i utrapieniach.
    • Aniele, mój Stróżu, dziękuje Ci za Twą obecność.
    • Przepraszam Cię, Aniele Stróżu mój, że dziś Cię zasmuciłem.
    • Aniele, mój Stróżu, naucz mnie, proszę, uwielbiać Boga i za wszystko Mu dziękować.
    • Aniele, mój Stróżu, pomóż mi życzliwie spojrzeć z Twoją miłością na tego człowieka, którego z trudem przyjmuję.
    • Aniele Stróżu, pociesz mnie dziś w moim smutku.


    Akty strzeliste za zmarłych

    • Panie, wysłuchaj łaskawie naszych modlitw za dusze sług i służebnic Twoich, za które się modlimy prosząc, abyś je przyjął do społeczności swoich Świętych.
    • Spraw, prosimy Cię, Panie, aby dusze sług i służebnic Twoich, oczyszczone ze swoich win, otrzymały przebaczenie i wieczny odpoczynek.
    • “Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki”. J 11,25-26


    Jezu, ufam Tobie.

    Panie Jezu Chryste, Synu Boga Żywego, Zbawicielu, zmiłuj się nade mną, grzesznym.

    Jezu cichy i pokornego Serca, uczyń serca nasze według serca Twego.

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, obdarz nas pokojem.

    Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

    Najświętsze Serce Jezusa, zmiłuj się nad nami.

    Panie, ratuj!

    Panie Boże chroń mnie.

    Panie Boże, bądź ze mną.

    Panie Boże , daj mi odczuć Twoją obecność.

    Panie Jezu, pragnę kochać Ciebie całym sercem.

    Panie Boże, pomóż mi.

    Panie Jezu, Ty się tym zajmij.

    O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy.

    ***

    Aniołowie są przy nas zawsze. Nawet w czyśćcu

    fot. via Pixabay.com

    ***

    Aniołowie są przy nas zawsze. Nawet w czyśćcu

    Aniołowie są naszymi nieustannymi towarzyszami. Kochający Bóg wysyła do nas swoich posłańców, by opiekowali się nami, bo przecież „na rękach będę cię nosili”. W jaki sposób służą nam pomocą? Co takiego dla nas robią? I czy nas kochają?

    W posłudze aniołów szczególnie interesuje nas to, co odnosi się do nas. Fakt, iż Bóg posługuje się tymi błogosławionymi duchami, aby zapewnić nam zbawienie i udzielić miłosiernej pomocy w naszych potrzebach, jest prawdą wiary, wyraźnie głoszoną w Piśmie Świętym. Jak mówi psalmista, Bóg „swoim aniołom nakazał w twej sprawie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach. Na rękach będą cię nosili, abyś nie uraził swej stopy o kamień” (Ps 91, 11–12).

    Anioł stróż i ochrona przed grzechem

    Nieskończona dobroć Boga nie zadowala się przeznaczaniem do służby ludziom nieokreślonych Książąt Niebieskiego Dworu, lecz każdemu z nas daje jednego szczególnego do opieki nad nami. Trudno byłoby wymienić wszystkie usługi, jakie wykonują dla nas Aniołowie Stróżowie. Modlą się za nas, ofiarowują Bogu nasze modlitwy i nasze dobre uczynki; inspirują w nas dobre uczucia, aby sprawić, żebyśmy powrócili do Boga lub wierniej Mu służyli; pomagają nam opierać się działaniu demonów, które nieustannie podejmują wysiłki, aby nas atakować; dostarczają nam okazji, byśmy praktykowali cnoty lub byli pouczani i zachęcani do czynienia dobra; zachowują nas od wielu niebezpieczeństw, w jakich często się znajdujemy; pomagają uniknąć ran, na jakie bylibyśmy narażeni bez ich miłosiernej opieki.

    Czuwają nad nami we wszystkich okolicznościach naszego ziemskiego pielgrzymowania, a ich opieka i troska stają się jeszcze bardziej intensywne podczas wzmożonych ataków i kuszenia demona oraz przy końcu naszego życia, w chwili, gdy rozstrzygają się nasze losy na wieczność. Nasz wróg chciałby w tym ostatecznym momencie pociągnąć duszę do piekła i dlatego chce skłonić nas do grzechu.

    Misja, której śmierć nie kończy

    Misja dobrych aniołów nie kończy się nawet z końcem ziemskiego życia człowieka. Pan mówi: „Oto Ja posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w czasie twojej drogi i doprowadził cię do miejsca, które ci wyznaczyłem” (Wj 23, 20). Kiedy zostaje ogłoszony ostateczny sąd i dusza przeznaczona zostaje na wieczne męki, jest natychmiast opuszczana przez swojego Anioła Stróża i staje się ofiarą demonów, które zaciągają ją do piekła.

    Jeśli jednak za życia dusza zachowała niewinność lub wykazała szczerą skruchę, pod opieką anioła zostaje doprowadzona do czyśćca, aby tam mogła się oczyścić ze swoich niedoskonałości, chyba że ogień miłosierdzia uczynił to już na ziemi. To właśnie Anioł Stróż w tym miejscu cierpień i łez wspiera duszę i umacnia ją nadzieją na zbawienie. To on przedstawia Bożej sprawiedliwości modlitwy i ofiary zanoszone przez Kościół ku jej pokrzepieniu i pokojowi. Nawet kiedy dusze znajdujące się w czyśćcu zostają zapomniane przez krewnych i przyjaciół, Bóg pozwala, aby aniołowie gorliwie wypełniali swoja misję miłości i przez to skracali czas męki.

    Również niektórzy ojcowie Kościoła, na przykład św. Augustyn, twierdzili, że w takich okolicznościach objawienia tych dusz są dokonywane bezpośrednio przez aniołów, którzy ukazują się nam we śnie pod postacią osoby, w sprawie której proszą o modlitwy. Możliwe jest też, pisze dalej ten doktor Kościoła, że dusze nie mają pojęcia o tej posłudze, pełnionej przez ich Anioła Stróża przed żywymi dla ich ulg.

    Troska o ciało

    Miłość  Aniołów Stróżów do nas jest tak wielka i bezinteresowna, że posługują się wieloma środkami, aby uwolnić nas od zła, jakie nas otacza, o czym czasem nawet nie wiemy, bo ukrywają się oni przed naszymi oczami.

    Jednakże ich troska nie tylko jest nakierowana na korzyść dusz ich podopiecznych, lecz także obejmuje ich ciała, które stanowią żywe świątynie Ducha Świętego i narzędzia do wypełniania dobrych uczynków i które pewnego dnia mają zmartwychwstać chwalebne i lśniące niczym słońce. Pismo Święte i historia Kościoła przedstawiają nam liczne przykłady czułej troski, z jaką aniołowie wypełniają tę posługę. Przykładowo św. Michał pogrzebał ciało Mojżesza w dolinie krainy Moabu, aby święte kości patriarchy nie zostały sprofanowane bałwochwalczym kultem przez Hebrajczyków.

    Co oznacza wygląd aniołów?

    Chociaż aniołowie są czystymi duchami, to Kościół pozwala na przedstawianie ich w malarstwie i rzeźbie pod ludzką postacią. Łatwo zrozumieć, że będąc tak silnie ukierunkowani na sferę materialną, nie potrafimy wyobrazić sobie tych duchowych istot i ich przymiotów inaczej, jak pod postacią dostrzegalną zmysłami, w formie widzialnej dla ludzkiego oka. Z drugiej strony tak właśnie ukazywali się aniołowie starotestamentowym patriarchom i wielu świętym.

    Sam Bóg rozkazał Mojżeszowi wykuć dwóch cherubinów ze złota, których rozpostarte skrzydła miały zakrywać przebłagalnię. Po zmartwychwstaniu naszego Pana świętym niewiastom ukazał się anioł pod postacią młodzieńca, siedzący na grobie. W chwili wniebowstąpienia dwaj aniołowie obleczeni w białe szaty pojawili się na Górze Oliwnej.

    Dzięki temu wszystkiemu znaczenie form ciała oraz szat, w jakie są przyoblekani aniołowie, jest dla nas łatwiejsze do pojęcia. Różnorodne wizerunki aniołów wyrażają duchowe przymioty oraz cnoty, ku którym powinniśmy dążyć, zgodnie z tym, co mówi Kościół. I tak ich młody wiek wskazuje nam niekończącą się młodość Bożej łaski, jakiej są pełni i dzięki której nie ma pośród nich upadku ani starości. Dla nas jest to wezwanie do zachowania z największą dbałością tej samej łaski, którą otrzymaliśmy na chrzcie świętym lub odnaleźliśmy wraz z sakramentem pokuty. Biały kolor anielskich szat symbolizuje wielką czystość i stanowi najszlachetniejszą ozdobę ich jakże szlachetnej natury. Ma nas to zachęcać do tego, byśmy w równym stopniu stawali się godni niebios.

    Skrzydła przypominają o bystrości i gotowości aniołów do wypełniania rozkazów Wszechmogącego. Pas otaczający ich biodra jest symbolem powściągliwości; bose stopy, obłoki, na których się unoszą, oczy utkwione w niebie wskazują, że aniołowie nie mają w sobie nic ziemskiego i nie pielgrzymują na tym świecie ani dla rzeczy tego świata, lecz w niebie i dla nieba. Są to godne podziwu postaci nieustannie przypominające nam naszą ziemską kondycję: pielgrzymów, których oczy powinny być zawsze zwrócone ku niebu i których stopy powinny zaledwie muskać obcą nam ziemię.

    ks. Marcello Stanzione/Fronda.pl

    (tekst jest fragmentem książki „Najpiękniejsze modlitwy do aniołów”, którą znajdziesz tutajmp/esprit.com.pl)

    ***


    Advocata, czyli Orędowniczka – jeden z najstarszych obrazów Matki Bożej, przechowywany w klasztorze sióstr dominikanek w Rzymie.

    Advocata, czyli Orędowniczka – jeden z najstarszych obrazów Matki Bożej, przechowywany w klasztorze sióstr dominikanek w Rzymie.
    fot. Roman Koszowski/Gość Niedzielny

    ***

    Skąd wzięły się rysy na obrazie jasnogórskim? Nieznane historie najbardziej znanego sanktuarium

    Rysy na cudownym obrazie Maryi mówią o tym, że wszystko, co materialne, możemy stracić. Nawet taki skarb. Mało kto wie, jak często jasnogórskie sanktuarium, a z nim święta ikona, były zagrożone.

    Obrona Jasnej Góry przed Szwedami w 1655 roku.

    Obrona Jasnej Góry przed Szwedami w 1655 roku.
    fot. Henryk Przondziono/Gość Niedzielny

    ***

    Była Wielkanoc 14 kwietnia 1430 roku. Do klasztoru jasnogórskiego, który był już znanym sanktuarium, wpadła znaczna grupa zbrojnych. Wokół obiektu nie było jeszcze obwarowań, dzięki czemu napastnicy z łatwością dostali się do wnętrza. Byli to „pewni szlachcice polscy, którzy zbyt rozrzutnie roztrwonili swoje majątki po ojcach i mieli długi” – zapisał Jan Długosz. Historyk twierdził, że napastnicy liczyli na zdobycie wielkich skarbów, więc dobrali sobie „rabusiów z Czech, Moraw i Śląska”. Kosztowności, na które liczyli, nie było wiele. Zawiedzeni, rzucili się na sprzęty liturgiczne. „Ograbiają nawet sam obraz Najjaśniejszej Naszej Pani, którą pobożni wierni przystroili złotem i perłami. I nie poprzestając na grabieży, przebijają w poprzek mieczem twarz obrazu i łamią ramy, w które był oprawiony obraz, żeby na podstawie tak okrutnych i niegodziwych czynów wzięto ich nie za Polaków, ale za Czechów [chodziło o zrzucenie winy na husytów – przyp. F.K.]. Po dokonaniu tak niegodziwego czynu wychodzą z klasztoru z niewielkim łupem, bardziej zniesławieni niż wzbogaceni” – zanotował dziejopis.

    Święty wizerunek, pozbawiony wszelkich kosztowności, rabusie porzucili gdzieś poza klasztorem. Obraz został wielokrotnie cięty ostrym narzędziem, deska rozpadła się na trzy części, a oklejające ją płótno rozerwało się w kilku miejscach.

    Wstrząśnięty król Władysław Jagiełło kazał sprowadzić ikonę do Krakowa i zlecił naprawę zespołowi malarzy. Ci przeprowadzili gruntowną renowację. Skleili rozbitą tablicę i uzupełnili ubytki, a ślady cięć na twarzy Maryi nie tylko zachowali, lecz dodatkowo podkreślili je rylcem. Naprawiony obraz oprawili w gotycką ramę, a król w hołdzie Maryi podarował grawerowane srebrne i złote blachy w charakterze tła i nimbów nad głową Maryi i Dzieciątka.

    Obraz wywieziony

    Jeszcze w tym samym roku, 1430, wizerunek został przeniesiony w uroczystej procesji z Krakowa do Częstochowy, co przyniosło wzrost jego czci i sławy sanktuarium. Odtąd paulini wzmogli czujność, troszcząc się o bezpieczeństwo powierzonego im skarbu. A historia miała jeszcze nieraz dawać po temu powody. Już w 1466 roku Częstochowę najechał czeski oddział Ścibora Towaczowskiego, wysłany przez husyckiego króla Jerzego z Podiebradów. Wojsko czeskie, plądrując Śląsk, zapędziło się aż pod Jasną Górę. Tym razem obraz nie ucierpiał, ale zniszczeń w klasztorze było wiele, zniszczona została także Częstochowa. Jasne się stało, że bez solidnych murów sanktuarium jest bezbronne. W związku z tym król Zygmunt III Waza nakazał zbudowanie wokół Jasnej Góry fortyfikacji. Ostatecznie budowę twierdzy ukończono dopiero w 1648 roku, za panowania Władysława IV. Nie była to wielka forteca, ale zbudowana według najnowszych wzorów sztuki fortyfikacyjnej.

    Już za siedem lat okazało się, jak bardzo było to potrzebne. Gdy na Polskę zwalił się szwedzki potop, Jasna Góra była w stanie stawić czoła regularnym wojskom. Szwedzki generał Müller szybko oszacował jakość świeżo ukończonej twierdzy. Już po czterech dniach oblężenia pisał do króla Karola X Gustawa: „Przeto zwróciłem się do Pana Marszałka Polnego Wittenberga do Krakowa o dostarczenie mi paru ciężkich dział i jednego wielkiego moździerza, ponieważ klasztor, położony na dość wysokiej skale, otoczony jest bardzo głęboko wpuszczonym w ziemię i trudnym do zdobycia szturmem, wysokim i mocnym murem z wygodnymi flankami i dobrą artylerią, liczącą wiele małych, nawet 12-funtowych, a kto wie, czy nie większych dział”.

    Jak wiemy, echo wystrzałów spod Jasnej Góry odbiło się w całym kraju, a heroiczna obrona twierdzy stała się punktem zwrotnym w wojnie ze Szwedami. Przezorny przeor Augustyn Kordecki liczył się jednak z najgorszymi scenariuszami, dlatego kazał wywieźć na Śląsk cudowny obraz Matki Bożej. Dzień przed nadejściem wroga, 17 listopada 1655 roku, prowincjał o. Teofil Bronowski zabrał bezcenny wizerunek i pod osłoną ciemności przewiózł go do granicy, a stamtąd do klasztoru paulinów w Mochowie koło Głogówka. W jego miejsce w kaplicy na Jasnej Górze zawisła kopia.

    Znowu Szwedzi

    Po powrocie ze Śląska obraz nigdy już nie opuścił Jasnej Góry. Nastały dni wielkiej chwały tego miejsca. Twierdza stała się dwukrotnie – w latach 1657 i 1661 – rezydencją dworu królewskiego i miejscem obrad Senatu Rzeczpospolitej.

    W tym wspaniałym okresie dziejów Jasnej Góry nie obyło się bez fatalnego zgrzytu. Klasztor nie udzielił pomocy wojskom królewskim w czasie bitwy stoczonej 4 września 1665 roku z rokoszanami Jerzego Lubomirskiego pod murami twierdzy. Konsekwencją postawy neutralności, jaką przyjął pełniący ponownie funkcję przeora Augustyn Kordecki, była klęska żołnierzy królewskich, głównie pułków litewskich. Ponieważ nie otwarto im bram twierdzy ani nie użyto dział przeciw buntownikom, żołnierze królewscy zostali zepchnięci do rowu fortecznego i zmasakrowani. Straty szacowano na 1300 zabitych i 800 wziętych do niewoli. Rozgniewany król Jan Kazimierz zarządził wymianę garnizonu – żołnierze klasztorni zostali rozbrojeni i zwolnieni, a rotmistrz załogi klasztornej trafił na rok do więzienia. Twierdzę obsadziło wojsko królewskie.

    Nie wpłynęło to na stosunek następców Jana Kazimierza do klasztoru. Kolejną rozbudowę fortyfikacji zainicjował Jan III Sobieski, a kontynuowali następcy. Polscy władcy byli świadomi, że po skarby tak znacznego sanktuarium mogą zechcieć wyciągnąć ręce liczni wrogowie. A wtedy zagrożony może być skarb największy – cudowny wizerunek Maryi z Dzieciątkiem.

    Historia pokazała, że mieli rację. Pół wieku po potopie szwedzkim, podczas III wojny północnej, wojska szwedzkie znów stanęły pod klasztorem. W dniach 13–15 sierpnia 1702 roku Częstochowę zajął 9-tysięczny korpus gen. Nilsa C. Gylenstierna. Próby zdobycia twierdzy nie powiodły się i Szwedzi pomaszerowali na Kraków. W styczniu 1704 roku Szwedzi ponownie zaatakowali klasztor. 10 lutego doszło nawet do bezpośredniego szturmu (co w czasie potopu się nie zdarzyło), ale napastnicy nie zdołali wedrzeć się do wnętrza twierdzy. Kolejny atak, w dniach 1–14 kwietnia 1705 roku, przeprowadził szwedzki korpus generała Nilsa Stromberga – z podobnym skutkiem. Wreszcie w dniach 7–15 września 1709 roku Jasna Góra odparła atak szwedzkich oddziałów gen. Ernesta Detlor von Krassowa.

    Wielkie zasługi dla obrony Jasnej Góry w tych latach położyli kolejni przeorowie, pełniący zarazem funkcję komendantów twierdzy – o. Euzebiusz Najman, o. Innocenty Pokorski i o. Dionizy Chełstowski. Podkreślić trzeba, że żaden z nich nie mógł liczyć na pomoc ze strony panującego wówczas w Polsce Augusta II Sasa ani jego rywala Stanisława Leszczyńskiego.

    Okupanci w klasztorze

    W latach 1770–1772 Jasną Górę, mimo protestów przeora, podstępem zajęli konfederaci barscy – związek zbrojny polskiej szlachty utworzony przeciw panoszącym się w kraju wojskom rosyjskim. Konfederaci uczynili z fortecy centrum obozu warownego, usypując szańce na jej przedpolach. 1 stycznia 1771 roku pod klasztor podeszły rosyjskie oddziały korpusu oblężniczego płk. Drewicza. Trwające wiele dni walki nie przyniosły Rosjanom sukcesu. Dopiero półtora roku później, 1 sierpnia 1772 roku, rosyjski korpus gen. Golicyna przystąpił do ścisłej blokady i oblężenia twierdzy. Rozpaczliwa obrona skończyła się zawarciem układu, na mocy którego konfederaci poddali twierdzę hetmanowi Branickiemu, a ten następnie przekazał ją Rosjanom. 18 sierpnia 1772 roku po raz pierwszy w dziejach Jasnej Góry do twierdzy wkroczyły obce wojska. Wieczorem tego dnia garnizon rosyjski objął tam służbę i zaciągnął warty.

    Okupacja warownego sanktuarium trwała 6 miesięcy. Kosztowała paulinów 3 tysiące złotych dukatów. Rosjanie w tym czasie splądrowali bibliotekę i arsenał. Odchodząc, zabrali prawie całe uzbrojenie twierdzy.

    W 1793 roku przed wojskami pruskimi bronił się w twierdzy jasnogórskiej ostatni polski garnizon I Rzeczpospolitej. Także podczas zaborów grzmiały tam działa i zmieniały się załogi, kolejno: Prusacy, Francuzi, wojska Księstwa Warszawskiego, Rosjanie i Austriacy. W 1918 roku powróciła Polska, a klasztor na dwie dekady zaznał spokoju.

    3 września 1939 roku do Częstochowy wkroczyli Niemcy. Paulini obawiali się, że potraktują cudowny obraz jako łup wojenny i wywiozą do Rzeszy, dlatego zawczasu podmienili obraz Matki Bożej na jego wierną kopię. Oryginał zamurowali w jednej z cel klasztornych, a potem ukryli go w bibliotece, w specjalnie przygotowanym blacie stołu o podwójnej konstrukcji. Wiedziało o tym jedynie kilku zakonników. Niemcy nie byli świadomi, że w ołtarzu kaplicy została umieszczona jedynie kopia wizerunku Czarnej Madonny.

    Tak obraz przetrwał wojnę. Po kolejnej renowacji znów trafił na swoje miejsce, podtrzymując Polaków w latach komunizmu i patronując w czasach wolności. Dzięki męstwu strażników częstochowskiego sanktuarium Maryja w cudownym wizerunku pozostała ostoją Polaków w ich trudnej historii. Za sprawą Bożej Opatrzności Jasna Góra wciąż jest miejscem, o którym Jan Paweł II powiedział: „Tu zawsze byliśmy wolni”.

    Franciszek Kucharczak/Gość Niedzielny

    ***

    Był satanistą, który oddał duszę diabłu. Nawrócił się, a potem napisał Nowennę Pompejańską

    Był satanistą, który oddał duszę diabłu. Nawrócił się, a potem napisał Nowennę Pompejańską

    Bł. Bartolo Longo (fot. domena publiczna / commons.wikimedia.org)

    ***

    Bartłomiej Longo to człowiek, który przeszedł naprawdę wiele, a jego życie jest gotowym scenariuszem na film. Wychował się w pobożnej rodzinie, lecz później całkowicie zmienił swoje nastawienie do wiary, oddając duszę diabłu. Po tym mroczny okresie nadszedł dla niego czas nawrócenia, a dziś temu błogosławionemu zawdzięczamy Nowenną Pompejańską.

    Bartłomiej Longo (Bartolo Longo) urodził się 10 lutego 1841 roku w Lationo we Włoszech. Wychowywał się w porządnej rodzinie. Jego ojciec był lekarzem, z kolei matka zajmowała się domem i od najmłodszych lat uczyła swojego syna modlitwy na różańcu. W wieku pięciu lat Bartolo rozpoczął naukę w Kolegium Braci Szkolnych, gdzie zdobył wszechstronne wykształcenie, w tym wykształcenie muzyczne.

    Studia, okultyzm i oddanie duszy diabłu

    Kiedy miał 17 lat rozpoczął studia prawnicze w Neapolu. W tamtych czasach na uniwersytetach otwarcie gardzono katolicyzmem, zaś swoje wpływy coraz śmielej rozszerzała masoneria. Studenci, a nawet wykładowcy parali się okultyzmem i spirytyzmem. Zło, które spotkało młodego Bartolo, dosięgło także jego samego. W pewnym momencie wstąpił on do sekty spirytystycznej i angażował się w niej do tego stopnia, że tamtejszy antybiskup mianował go kapłanem szatana. W czasie jednego z rytuałów Longo oddał duszę diabłu. Odprawiał obrzędy będące przeciwieństwem kościelnych sakramentów i publicznie występował przeciwko papieżowi. Ten mroczny okres trwał półtora roku.

    Mogłoby się wydawać, że dla Bartolo nie było już nadziei, a jego życie zmierza do rychłego upadku. Wszystko zmieniło się jednak w momencie, gdy zdawało mu się, że słyszy błagalny głos swojego zmarłego ojca. Mężczyzna prosił syna, aby powrócił do Boga. Przestraszony Bartolo udał się do przyjaciela rodziny, profesora Vincenza Pepego i opowiedział mu o swojej wizji. Po długiej rozmowie prof. Pepego przekonał młodego studenta, aby opuścił sektę i faktycznie tak się stało. Pewnego dnia chłopak spotkał dominikanina o. Alberto Radente. Zakonnik wyspowiadał go, a później przyjął pod swoje skrzydła. Ojciec Radente uczył Bartolo podstaw teologii, modlił się i pościł w jego intencji, aż w 1871 roku przyjął go do trzeciego zakonu dominikańskiego. Od tamtej pory Bartolo nosił imię “Brat Różaniec”.

    Czas nawrócenia i zerwania z satanizmem

    Zanim jednak Longo stał się świeckim dominikaninem, przechodził wewnętrzne oczyszczenie ze swojej mrocznej historii. Odwiedzał znajomych z dawnej sekty, próbując ich nawrócić, co często kończyło się wyśmiewaniem i drwiną. Bartolo podjął także odważny krok i po raz ostatni udał się na seans spirytystyczny, podczas którego trzymając w dłoniach medalik Matki Bożej, wykrzyknął: “Wyrzekam się spirytyzmu, bo jest on tylko plątaniną kłamstw i błędów!”.

    W 1864 roku 23-letni wówczas Włoch uzyskał doktorat z prawa i wrócił w rodzinne strony. Tam spotkał redemptorystę ks. Emanuela Ribera, który przepowiedział mu, że Bóg oczekuje od niego wielkich rzeczy. Pod wpływem tych słów młodzieniec złożył śluby czystości i zaangażował się w niesienie pomocy ubogim i chorym.

    Bartolo wrócił do Neapolu i za zachętą swojego kierownika duchowego dołączył do osób ze środowisk arystokratycznych, które prowadziły działalność charytatywną. Pewnego dnia Longo poznał swoją przyszłą żonę hrabinę Mariannę de Fusco, owdowiałą matkę pięciorga dzieci. Początkowo zajmował się administracją dóbr kobiety i sprawował opiekę nad jej dziećmi. Pewnego razu Bartolo udał się do Pompejów, gdzie miał do załatwienia sprawy majątkowe hrabiny. To właśnie tam Bóg w niezwykły sposób ukształtował duszę Longo, a on sam związał się z Pompejami do końca życia.

    “Pomimo pokuty wciąż gnębiła mnie myśl, że należę do szatana i nadal jestem jego niewolnikiem, a on oczekuje na mnie w piekle. Rozważając to, popadłem w rozpacz i byłem bliski samobójstwa. Wtedy usłyszałem w moim sercu echo słów ojca Alberta, powtarzającego za Maryją: ‘Ten, kto propaguje mój różaniec, będzie zbawiony’. Te słowa oświeciły moją duszę” – napisał Longo o tym, co spotkało go w Pompejach.

    Bartolo Longo — twórca Nowenny Pompejańskiej

    Przyszły błogosławiony pozostał w tym mieście. Zaangażował się w budowę lokalnego kościoła, który dziś jest sanktuarium Matki Bożej Różańcowej i założył czasopismo “Różaniec i Nowe Pompeje”. Zapoczątkował nabożeństwo piętnastu sobót, napisał wiele modlitewników i rozważań. Przede wszystkim jednak stworzył Nowennę Pompejańską i był również pierwszą osobą, która doznała uzdrowienia po odprawieniu tego nabożeństwa. Longo miał tak wielki kult Maryjny, że z jego inicjatywy papież Leon XIII ustanowił październik miesiącem szczególnie poświęconym Matce Bożej.

    Bartolo latami angażował się w rozwój kościoła w Pompejach. Zakładał szkoły dla sierot, a początkowo nawet sam się nimi zajmował. Jak mawiał: “Moim mistrzem w wychowaniu dzieci nie są sławni pedagodzy i ich szkoły, lecz sam Chrystus”. Dużo się modlił i nigdy nie rozstawał się z różańcem. – Widziałem go często z rozpostartymi ramionami i oczami utkwiony w niebo lub w obraz naszej Matki Bożej, całkowicie bez świadomości tego, co się działo wokół niego – tak modlitwę błogosławionego opisywał jeden z obserwatorów.

    “Moim jedynym marzeniem jest zobaczyć Maryję”

    Bartolo Longo pracował w Pompejach do końca życia. Zmarł 5 października 1926 roku w wieku 85 lat, spędzając ostatnie godziny na modlitwie różańcowej. – Moim jedynym marzeniem jest zobaczyć Maryję, która mnie uratowała, i która mnie wyrwie z szatańskich sideł – tak brzmiały ostatnie słowa Brata Różaniec.

    26 października 1980 roku Jan Paweł II beatyfikował Bartolo Longo nazywając go “wzorem dla współczesnych świeckich katolików”. Obecnie trwa proces kanonizacyjny Włocha, a także jego żony Marianny de Fusco.

    Tomasz KopańskiDeon.plźródło: bartolo-longo.pl

    ***

    Najmocniejszy dowód na istnienie diabła? Pusta strona w książce André Frossarda

    wikimedia commons modyfikowane

    ***

    O tym, jak komunistyczne władze PRL strzeliły sobie w stopę.

    Dziś (12.02.2025)obchodzimy 110. rocznicę urodzin André Frossarda, francuskiego  pisarza, który w latach 80. stał się bohaterem jednego z najbardziej wymownych starć z komunistyczną cenzurą w Polsce.

    Co konkretnie się wydarzyło? Zacznijmy od początku, od tego, jak Frossard doszedł od wojującego ateizmu do wiary w Boga, przyjaźni z św. Janem Pawłem II i wydania dzieł pisarza w języku polskim.

    Od ateisty do jednego z najważniejszych publicystów katolickich

    Frossard urodził się 14 stycznia 1915 roku w rodzinie o głębokich tradycjach ateistycznych i lewicowych. Jego ojciec, Ludwik Oscar Frossard, był założycielem Francuskiej Partii Komunistycznej. Nic nie wskazywało, że młody André zostanie katolikiem, a tym bardziej jednym z najbardziej znanych publicystów religijnych XX wieku.

    Wszystko zmieniło się, gdy jako 20-latek wszedł przypadkiem do kaplicy Sóstr Adoracji w Paryżu. „Wszedłem jako ateista, wyszedłem jako chrześcijanin” – pisał później w swojej bestsellerowej książce Bóg istnieje, spotkałem Go. To mistyczne doświadczenie zmieniło go na zawsze. Z czasem jego matka i siostra również nawróciły się na katolicyzm.

    Przyjaciel Jana Pawła II i autor bestsellerów

    Frossard rozpoczął karierę dziennikarską po II wojnie światowej, współpracując z takimi mediami jak Le Figaro czy Paris-Match. W 1969 roku jego świadectwo nawrócenia stało się międzynarodowym bestsellerem.

    Przyjaźń z św. Janem Pawłem II zaczęła się od wspomnianego świadectwa nawrócenia. Papież, zafascynowany osobowością Frossarda, zaprosił go do współpracy. Dzieła pisarza, takie jak Nie lękajcie się! – pierwszy w historii książkowy wywiad z Janem Pawłem II – czy słynne 36 dowodów na istnienie diabła, zyskały ogromną popularność. Od tej pory Frossard wielokrotnie poruszał w swoich felietonach kwestie związane z Polską i walką z komunizmem. Jego komentarze, takie jak: „Najmniejsze prawdy mają moc wybuchów jądrowych”, trafnie oddawały siłę prawdy w starciu z totalitaryzmem.

    Dowód numer 7 na istnienie diabła

    W roku 1988 wydana została w Polsce książka Frossarda 36 dowodów na istnienie diabła, nakładem poznańskiego wydawnictwa “W drodze”. Książka została napisana w stylu Listów starego diabła do młodego, C.S. Lewisa. Były to czasy komunistycznej cenzury, a cenzor nakazał pominięcie rozdziału 7.

    Dlaczego? Ten fragment przedstawiał komunizm jako jedno z dzieł szatana.

    Zamiast po prostu pominąć ten fragment, wydawnictwo zamieściło stronę z numerem 7 oraz lakonicznym napisem: Ustawa z dnia 31 lipca 1981 r. o kontroli publikacji i widowisk. Art. 2, punkt 3. W ten sposób pusta kartka stała się najmocniejszym „dowodem na istnienie diabła” – symbolicznym świadectwem totalitaryzmu systemu, który tępił prawdę.

    Akademik i świadek prawdy

    W 1987 roku Frossard został członkiem Akademii Francuskiej. Zmarł 2 lutego 1995 roku, pozostawiając po sobie bogatą spuściznę literacką i publicystyczną. Jego życie to świadectwo tego, jak jedna chwila może odmienić całą egzystencję, a prawda – nawet w najtrudniejszych warunkach – zawsze znajdzie drogę by dotrzeć do ludzi.

    Bogna Białecka/Aleteia.pl

    ***

  • Matka Boża i święci Pańscy – luty 2025

    1 listopada – Uroczystość Wszystkich Świętych

    Wszyscy wierni, wyposażeni w tyle tak wielkich środków zbawienia, we wszystkich sytuacjach życiowych i w każdym stanie powołani są przez Pana, każdy na swojej drodze do doskonałej świętości.

    z Konstytucji o Kościele (Sobór Watykański II)

    Kościół nieustannie podaje nam wciąż nowe osoby, które w swoim życiu w sposób doskonały współpracowały z Bożą łaską i dziś oglądają już Boga twarzą w twarz. To są nasi błogosławieni, którzy nieustannie przed Bożym Obliczem orędują za nami i są wzorem dla nas szukającym swojej drogi prowadzącej do Boga.

    Jakże piękne i pełne pociechy jest świętych obcowanie! Jest to rzeczywistość, która nadaje inny wymiar całemu naszemu życiu. Nigdy nie jesteśmy sami! Należymy do duchowego «towarzystwa», w którym panuje głęboka solidarność: dobro każdego przynosi korzyść wszystkim i odwrotnie, wspólne szczęście promieniuje na jednostki.

    Każdy powinien mieć jakiegoś Świętego, z którym pozostawałby w bardzo zażyłej relacji, aby odczuwać jego bliskość przez modlitwę i wstawiennictwo, ale także, aby go naśladować. Chciałbym zaprosić was, abyście bardziej poznawali Świętych, rozpoczynając od tego, którego imię nosicie, czytając ich życiorysy i pisma. Bądźcie pewni, że staną się oni dobrymi przewodnikami, abyście jeszcze bardziej kochali Pana oraz będą cenną pomocą dla wzrostu ludzkiego i chrześcijańskiego.

    papież Benedykt XVI


    “Wszyscy Święci” Fra Angelico, XV w./wikimedia commons


    O co chodzi w kulcie świętych?

    Po co nam święci? Po co się do nich modlić? Czy sam Pan Jezus nam nie wystarcza? Tego typu pytania pojawiają się nieraz w dyskusjach. Żeby dać na nie jakąś sensowną odpowiedź, trzeba jednak zacząć nie od świętych, ale od Kościoła – i jego miejsca w naszym przeżywaniu wiary.

    Większość z nas zgodzi się pewnie, że wiara jest czymś do głębi osobistym – jej siedliskiem jest serce, w które nie ma wglądu nikt poza Bogiem i nami. Marcin Luter, próbując ująć ten osobisty charakter wiary, w jednym z kazań powiedział kiedyś, że „wierzyć może tylko każdy sam, tak jak umrzeć może każdy sam”. Wiara jest jak moment odejścia z tego świata: stoję w niej sam wobec Tajemnicy Boga, jak umierający stoi sam wobec otchłani śmierci – i nikt mnie w tym nie zastąpi. Brzmi dramatycznie? Na szczęście nie jest to katolicka wizja wiary, choć może niejeden i niejedna z nas tak właśnie swoją wiarę przeżywa.

    Wiara, choć ma swój wymiar osobisty i nieprzekazywalny, nie rozwija się bowiem w izolacji. W momencie gdy przyjmę chrzest i uwierzę, automatycznie zostaję włączony w sieć relacji, które łączą wszystkich wierzących. Ta sieć relacji to Kościół. Moje odniesienie do Boga nigdy nie jest więc tylko moje – w Katechizmie czytamy, że „nikt nie może wierzyć sam, tak jak nikt nie może żyć sam” (KKK 166). Podobnie jak w codziennym życiu, również w dziedzinie wiary wzajemnie od siebie zależymy, możemy sobie pomagać, troszczyć się o siebie, a w chwilach słabości być dla siebie nawzajem oparciem. Kiedy Kościół zachęca do modlitwy za wstawiennictwem świętych, mówi po prostu, że ta wzajemna pomoc i wymiana darów obejmuje nie tylko tych członków Kościoła, którzy aktualnie żyją na tym świecie, ale także tych, którzy żyją już na wieki w Bogu. Ci ostatni, będąc teraz bliżej Boga, zamiast o nas zapomnieć i zająć się wyłącznie przeżywaniem swojego szczęścia, tym bardziej o nas pamiętają i tym skuteczniej mogą nas wspierać na naszej drodze wiary.

    „Żywe kamienie”

    Na czym jednak miałoby polegać to wsparcie? Jeśli to Chrystus wysłużył nam zbawienie, to po co nam jeszcze jacyś inni, ludzcy pomocnicy? Czy, szukając ich, przypadkiem Go nie obrażamy? W odpowiedzi na to pytanie znowu pomoże nam odwołanie do naszego potocznego doświadczenia. Być może ciesząc się ze swojego sukcesu (np. na jakimś konkursie albo na zawodach sportowych) zastanawiałeś się, czy to nie jest pycha – przypisywać sobie sukces, podczas gdy powinieneś raczej podziękować Jezusowi? Bo jeśli to Twoja zasługa, to może w ten sposób odbierasz zasługę Temu, od którego wszystko otrzymujesz? Otóż nic z tych rzeczy. Pan Jezus nie patrzy na ludzi jak na swoich konkurentów. Nie jest jak nadopiekuńczy rodzic, który chce wszystko robić za dziecko, skrycie chełpiąc się, że wszystko to jego zasługa. Jest raczej jak rodzic mądry, który cieszy się, kiedy dziecko zrobi coś samodzielnie (choćby nie było to w sensie ścisłym konieczne) i wie, że w żaden sposób nie traci przez to zasługi – to w końcu on dał dziecku życie i umożliwił jego rozwój.

    Podobnie jest z naszym szukaniem wsparcia u świętych. To prawda, że wsparcie to całkowicie zależy od samego Jezusa, Jedynego Pośrednika między Bogiem a ludźmi (por. 1 Tm 2,5). Zamiast jednak zazdrośnie strzec swojej wyłączności, cieszy się On, gdy może włączyć w zbawcze działanie względem nas także tych naszych braci, którzy już doszli do celu. Chrystus buduje swój Kościół nie z martwych kamieni, które mogą się jedynie biernie poddawać Jego wszechmocy, ale z „żywych kamieni” (por. 1 P 2,5), obdarzonych wolnością i powołanych do aktywnego udziału w dziele zbawienia. Święci są takimi „żywymi kamieniami” w sensie o wiele doskonalszym niż my, stąd też skuteczność wsparcia, które możemy od nich otrzymać.

    Poszukiwanie inspiracji

    Ks. Janusz St. Pasierb zauważył kiedyś, że święci są tak bardzo niepodobni do siebie nawzajem, a jednocześnie wszyscy tak bardzo podobni do Pana Jezusa. Jesteśmy powołani przede wszystkim do tego, żeby naśladować samego Jezusa, ale to naśladowanie może się dokonać na tyle różnych sposobów, ile jest różnych charakterów, temperamentów i konkretnych powołań. Wielobarwny tłum świętych pokazuje nam, że w świętości nie ma nic z mechanicznego powielania i że nawet największy oryginał może znaleźć drogę do Boga, pozostając sobą. To dlatego, oprócz praktykowania modlitwy za wstawiennictwem świętych, warto ich poznawać i szukać wśród nich inspiracji dla własnej drogi wiary.

    ks. Andrzej Persidok/Stacja7.pl


    Latria i dulia – dwa słowa, które wytłumaczą katolicki kult świętych

    Latria i dulia

    fot. Thoom / Shutterstock/Aleteia.pl

    ***

    Trochę szkoda, że te terminy: latria i dulia praktycznie nie pojawiają się w kazaniach i katechezie. Z ich pomocą łatwo wytłumaczyć, czym różni się kult Boga i modlitwa do Niego od czci oddawanej Maryi i innym świętym.

    (Nie) modlimy się do świętych!

    To często spotykany zarzut wobec katolików – że modlą się do Maryi i świętych jak do Boga. Można nawet czasem usłyszeć zarzuty o bałwochwalstwo i niestosowanie się do tego, co mówi Pismo Święte, zwłaszcza Stary Testament. Nawet sami katolicy nie zawsze potrafią jasno wytłumaczyć, czym się różni kult Boga od kultu świętych.

    Chyba każdy, kto się modli, zdaje sobie sprawę z tego, że tylko modlitwa do Boga jest modlitwą w ścisłym sensie – bo wtedy zwracam się do Tego, który mnie stworzył i odkupił, jest godny najwyższej czci i chwały, jest mi bliższy niż ja sama sobie, a w dodatku wszystko może. Natomiast kiedy mówię o modlitwie za wstawiennictwem jakiegoś świętego (czasem mówi się skrótowo: do świętego), używam słowa „modlitwa” poniekąd w cudzysłowie. Zwracanie się do świętego przypomina raczej pogawędkę z przyjacielem, który jest już w niebie, ma bezpośredni dostęp do Boga i dostał mi przez Niego dany jako towarzysz drogi i wsparcie.

    No właśnie – wszyscy to wiedzą, ale chyba mało kto potrafi to precyzyjnie wytłumaczyć. Co najwyżej powie – skądinąd słusznie – że te dwa rodzaje modlitwy i dwa rodzaje kultu to „coś innego”.

    Latria i dulia – dwie różne modlitwy

    Tymczasem mamy doskonałe narzędzie do wyjaśnienia tej kwestii: latria i dulia. Ten pierwszy termin stosujemy do określenia kultu Boga, a ten drugi – kultu świętych.

    Latria pochodzi od greckiego słowa latreia (λατρεία), które oznacza dosłownie „kult” lub „służbę”. W starożytnej Grecji słowo to odnosiło się do służby lub pracy wykonywanej przez najemników, ale w kontekście religijnym z czasem zaczęło oznaczać kult bóstw.

    W teologii chrześcijańskiej termin latria został przyjęty do opisania najwyższego rodzaju czci i uwielbienia, które należą się jedynie Bogu. Jest to wyraz oddania i czci w pełnym sensie, wyrażający się w takich praktykach, jak modlitwa, adoracja i ofiara. Latria jest wyrazem uznania wyłącznej transcendencji i boskości Boga.

    Od tego pochodzi wyraz idolatria: latria idoli, czyli bożków albo – w języku staropolskim – bałwanów. Inna nazwa idolatrii to bałwochwalstwo. Oznacza traktowanie jak Boga osób lub rzeczy, którym się to nie należy.

    Latria to cześć i adoracja oddawane Bogu

    Natomiast dulia pochodzi od greckiego słowa douleia (δουλεία), które oznacza „służbę” lub „niewolnictwo”. W katolickiej teologii dulia to szacunek i podziw dla świętych i aniołów jako sług Bożych. Oznacza jednak uznanie i respekt, a nie uwielbienie czy adorację.

    Nawet najpobożniejsza cześć dla świętych, nawet najdłużej trwająca nowenna, uczczenie relikwii świętego czy uroczyste powitanie jego obrazu w parafii nie jest tym samym co adoracja, np. adoracja Najświętszego Sakramentu.

    Dulia to szacunek i podziw dla świętych oddawane im ze względu na ich bliskość z Bogiem

    Szczególnym rodzajem dulii jest hiperdulia (dosłownie: wielka, szczególna dulia) – cześć oddawana Matce Bożej ze względu na Jej szczególną rolę w historii zbawienia.

    Joanna Operacz/Aleteia.pl

    ***

    28 lutego

    Święty Hilary I, papież

    Pogromca herezji
    Hilary pochodził z Sardynii. Był w Rzymie archidiakonem za czasów papieża Leona Wielkiego. Jako legat papieski uczestniczył w synodzie w Efezie (449). W aktach synodalnych zapisano, że zaprotestował przeciwko usunięciu patriarchy Konstantynopola, Flawiana, sprzeciwiającego się herezji monofizytów. Patriarcha bowiem został w okrutny sposób pobity i wtrącony do więzienia, w którym zmarł; synod ten nazywano później “zbójeckim”.
    Po śmierci Leona Wielkiego Hilary został wybrany na stolicę Piotrową 19 listopada 461 roku. Próbował uporządkować Kościół od strony administracyjnej, zwłaszcza na terenie Galii. W Rzymie wybudował m.in. klasztor i bazylikę św. Wawrzyńca za Murami, w której został pochowany. Był wielkim czcicielem św. Jana Ewangelisty, którego uczcił budując kaplicę przy baptysterium na Lateranie. Zbudował także kaplicę św. Jana Chrzciciela. Zmarł 29 lutego 468 roku.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    27 lutego

    Święty Gabriel od Matki Bożej Bolesnej, zakonnik

    Zobacz także:
      •  Święty Leander, biskup
    Święty Gabriel od Matki Bożej Bolesnej
    Franciszek Possenti urodził się w Asyżu 1 marca 1838 r. Gdy miał 4 lata, zmarła jego matka. Jego ojciec piastował urząd gubernatora tego miasta i okolic z ramienia Stolicy Apostolskiej, gdyż obszar ten należał wówczas do Państwa Kościelnego.
    Pierwsze lata swojego życia Franciszek spędził w różnych miejscach, a to dlatego, że jego ojciec nie zdecydował się jeszcze, gdzie obrać sobie stałą rezydencję. W roku 1856 osiadł na stałe w Spoleto.
    Franciszek odbywał studia najpierw u Braci Szkół Chrześcijańskich, którzy pogłębili w nim zasady religijne, wyniesione już z domu. Od roku 1850 uczęszczał do kolegium jezuitów. Należał do najlepszych uczniów. Miał wówczas 12 lat. Sakrament bierzmowania przyjął z rąk arcybiskupa Jana Sabbioni. Dbał aż do przesady o swój wygląd zewnętrzny, lubił grę w karty, tańce, imprezy artystyczne, wieczorki towarzyskie, polowania.
    Po krótkim okresie zbyt swobodnej młodości 22 sierpnia 1856 r. wstąpił do klasztoru pasjonistów w Morovalle, gdzie przyjął imię zakonne Gabriel. Ojciec, który myślał o ożenieniu go z pewną panienką z dobrej rodziny, był stanowczo przeciwny, by jego syn szedł do zakonu – i to jednego z wówczas najsurowszych. Franciszek zdołał jednak przełamać opór ojca; jako 18-letni młodzieniec pożegnał bliskich i zapukał do bram nowicjatu. Obrał sobie zakon, którego celem było pogłębianie w sobie i szerzenie wśród otoczenia nabożeństwa do męki Pańskiej i do Matki Bożej Bolesnej. Te dwa nabożeństwa szczególnie przypadły mu bowiem do serca. One też uświęciły go tak dalece, że po niewielu latach wzniósł się aż na stopień heroiczny doskonałości chrześcijańskiej. Zachował się jego notatnik, w którym zapisywał postanowienia podejmowania coraz to nowych ofiar w duchu pokuty. Był gotów przyjąć wszystkie, choćby największe męki, byle tylko pocieszyć Serce Boże i Jego Matki.
    Zmarł na gruźlicę 27 lutego 1862 r., mając 24 lata, nie doczekawszy święceń kapłańskich. Włosi nazywają św. Gabriela Santo del sorriso – “Świętym uśmiechu”. Jest patronem kleryków i młodych zakonników. Papież św. Pius X ogłosił Gabriela błogosławionym (1908), a papież Benedykt XV wpisał go do katalogu świętych (1920). Papież Pius XI obrał św. Gabriela za patrona młodzieży włoskiej Akcji Katolickiej (1926). W roku 1953 papież Pius XII wyznaczył św. Gabriela na patrona diecezji Teramo i Atri na równi ze św. Bernardynem i św. Reparatą. Jego relikwie znajdują się w Sanktuarium św. Gabriela w Isola del Gran Sasso. Jest patronem studentów, działaczy Akcji Katolickiej oraz księży.
    Ksiądz Jan Twardowski napisał o nim krótki wiersz:
    O Gabrielu bledziutki,
    z bolesnym w ręku obrazkiem;
    jesteś mi cały – gdy kocham –
    Szczęśliwym wynalazkiem.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    26 lutego

    Święta Paula Montal, dziewica

    Zobacz także:
      •  Święty Aleksander, biskup
    Święta Paula Montal
    Paula Montal Fornés urodziła się 11 października 1799 r. niedaleko Barcelony w Hiszpanii. Otrzymała staranne i głębokie wychowanie religijne. W wieku 10 lat straciła ojca. Aby pomóc w utrzymaniu rodziny, zaczęła pracować jako hafciarka. Pomagała w swojej parafii w katechizacji dzieci i młodzieży. Przez to doświadczenie zobaczyła, jak ważne jest odpowiednie przygotowanie intelektualne i zawodowe młodych kobiet.
    W 1829 r., pokonując rozliczne trudności, udała się do Figueras i założyła tam pierwszą szkołę dla dziewcząt. Dbała w niej o formację chrześcijańską i ogólnoludzką. Wkrótce zaczęły powstawać kolejne szkoły. W 1847 r. założyła Zgromadzenie Córek Maryi Sióstr Szkół Pobożnych (pijarki). Od 1859 r. aż do śmierci przebywała w Olesa de Montserrat. Poprzez trud wychowawczy, a także przez ufną modlitwę uczestniczyła w przeżywaniu losów nowego zgromadzenia. W chwili jej śmierci liczyło ono 19 domów, w których mieszkało ponad 300 sióstr.
    Paula Montal Fornés od św. Józefa Kalasantego zmarła 26 lutego 1889 r. w Olesa de Montserrat. Beatyfikował ją św. Jan Paweł II w kwietniu 1983 r.; w listopadzie 2001 r. włączył ją do grona świętych.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***


    25 lutego

    Święci męczennicy
    Alojzy Versiglia, biskup, i Kalikst Caravario, prezbiter

    Zobacz także:
      •  Święty Cezary z Nazjanzu, pustelnik
      •  Błogosławiony Dominik Lentini, prezbiter
      •  Święty Tarazjusz, patriarcha
    Święty Alojzy Versiglia
    Alojzy Versiglia urodził się 5 czerwca 1873 r. w Olivia Gessi koło Turynu. Wzrastał w pobożnej atmosferze domu rodzinnego. W wieku 12 lat rozpoczął naukę w turyńskim oratorium salezjańskim. Z czasem uległ wpływowi ks. Bosko i klimatowi niezwykłej pobożności oratorium. Wstąpił więc do bardzo młodego jeszcze zgromadzenia w roku śmierci jego Założyciela. Ukończył nowicjat w Foglizzo, a 11 października 1889 r. złożył uroczyste śluby zakonne. Widząc jego wielką gorliwość, wyznaczano mu coraz trudniejsze zadania. Po ukończeniu filozofii na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, zaczął uczyć kleryków w Foglizzo.
    Święcenia kapłańskie przyjął 21 grudnia 1895 r. Przez kolejnych 9 lat był dyrektorem nowo utworzonego nowicjatu w Genzano, niedaleko Rzymu. Ze swoich obowiązków wywiązywał się doskonale, wyróżniał się pracowitością i dobrocią. Żywił głębokie nabożeństwo do Maryi.
    W roku 1906 powierzono mu misje w Makao. Salezjanie mieli tam objąć portugalski sierociniec. Alojzy był kierownikiem pierwszej wyprawy do Chin, aby zapoczątkować tam dzieło ks. Bosko. Obowiązki przełożonego wspólnoty chrześcijańskiej wypełniał z wrodzoną gorliwością i zapałem. Prace budowlane, sprawy organizacyjne, niezliczone podróże apostolskie do misji porozrzucanych na wielkim obszarze – to wszystko kosztowało go wiele wysiłku, osłabiając siły już uszczuplone latami ascezy.
    W 1920 r. został mianowany wikariuszem apostolskim okręgu Schiu Chow, a rok później – biskupem tytularnym Cariste. Jego dzieło misyjne rozwijało się mimo politycznych zamieszek i nienawiści do obcokrajowców. Podczas podróży wizytacyjnej do Lin Chow, którą odbywał wraz z młodszym współbratem, ks. Kalikstem Caravario, który pracował na tutejszej placówce, zostali obydwaj napadnięci przez uzbrojonych żołdaków. Sprzeciwili się uprowadzeniu dziewcząt chińskich, które wraz z nimi podróżowały wynajętą barką do Lin Chow. To rozwścieczyło napastników, którzy żywili wielką nienawiść do wyznawców obcej im wiary.
    Biskup Versiglia był duchowo przygotowany do męczeństwa; uważał nawet, że jest ono potrzebne dla owocnego rozwoju misji. Przed śmiercią prosił tylko napastników, aby darowali życie młodemu ks. Caravario, którego sam niegdyś zachęcił do wyjazdu na misje. Jego prośba nie została wysłuchana: obaj salezjanie zostali zamordowani bestialsko 25 lutego 1930 r. Szczątki ciała biskupa Alojzego umieszczono w krypcie prokatedry w Schiu Chow.

    Święty Kalikst Caravario
    Kalikst Jakub Caravario urodził się w Courgne koło Turynu 8 czerwca 1903 r. Gdy miał pięć lat, jego rodzice przenieśli się do Turynu, gdzie zaczął uczęszczać do salezjańskiego oratorium św. Józefa. Kontynuował naukę w kolegium św. Jana. Wyróżniał się posłuszeństwem, pobożnością i działaniami apostolskimi podejmowanymi wśród kolegów. Mając 15 lat, postanowił wstąpić do salezjanów.
    19 września 1919 r. złożył śluby zakonne w Foglizzo i wyraził chęć podjęcia pracy misyjnej. Trzy lata później spotkał się z biskupem Alojzym Versiglia, który przyjechał, by wziąć udział w obradach kapituły generalnej. Zachęcony jego opowiadaniami o misjach, Kalikst poprosił przełożonych o zgodę na wyjazd do Chin.
    W kilka tygodni po złożeniu ślubów wieczystych (24 września 1924 r.) opuścił Włochy i ruszył na Daleki Wschód. Jego pierwszą placówką stał się sierociniec w Szanghaju: opiekował się tu chłopcami, ucząc się jednocześnie języka i studiując teologię. Gdy w 1927 r. miasto zostało zdobyte przez wojska Chang Kai Sheka, wyjechał najpierw do Makao, a potem przez dwa lata przebywał na wyspie Timor u brzegów Australii, gdzie wypędzeni z Chin salezjanie otrzymali parafię.
    Po powrocie do Chin znalazł się w Schiu Chow. Tutaj 18 maja 1929 r. przyjął z rąk biskupa Alojzego święcenia kapłańskie. Mimo młodego wieku był już wówczas skutecznym misjonarzem. Doskonale znał język, wykazywał się odwagą i zapałem w działaniach i pracy. W 1930 r., objeżdżając stacje misyjne, gorliwie przygotowywał wiernych do zapowiedzianej wizytacji biskupa. W drodze na miejsce zginął męczeńsko razem z biskupem Alojzym Versiglia w dniu 25 lutego 1930 r., stając w obronie niewinnych dziewcząt.

    Święci Alojzy i Kalikst
    Pogrzeb męczenników przekształcił się w wielką manifestację religijną. Powszechna cześć dla nich sprawiła, że już 6 lat po pogrzebie rozpoczęto proces beatyfikacyjny. Św. Jan Paweł II dokonał beatyfikacji obu salezjańskich męczenników w dniu 15 maja 1983 r. na placu św. Piotra w Rzymie. 1 października 2000 r. kanonizował 120 męczenników chińskich, a wśród nich biskupa Versiglia i ks. Caravario. Tym samym dzieło salezjańskie w Chinach zyskało patronów i orędowników w niebie.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***


    24 lutego

    Święty Marek Marconi, zakonnik

    Zobacz także:
      •  Święty Etelbert, król
    Święty Marek Marconi
    Marek urodził się w Mantui lub w pobliskim Borgoforto w 1480 r. Wcześnie zetknął się z życiem pustelniczym, które w pobliżu jego rodzinnych stron wiedli dwaj hieronimici. Pociągnięty ich przykładem, w wieku zaledwie 16 lat, wstąpił do klasztoru pod wezwaniem św. Mateusza w Migliarino. Prawdopodobnie z czasem przyjął święcenia kapłańskie. Zasłynął z życia pobożnego i daru prorokowania.
    Zmarł mając zaledwie 30 lat, 24 lutego 1510 r. w Mantui. Jego grób wkrótce stał się celem wielu pielgrzymek. Przez wieki czczono go jako błogosławionego, ale nie przeprowadzono formalnych starań o beatyfikację. Te podjął m.in. Józef Sarto jako biskup Mantui. On też, już jako papież Pius X, zatwierdził kult Marka Marconiego w 1906 r.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    Święty Etelbert. Angielski król, który porzucił pogaństwo

    fot. via Wikipedia, CC 0

    ***

    Święty Etelbert. Angielski król, który porzucił pogaństwo

    Etelbert I rozpoczął panowanie w Anglii jako ośmioletnie dziecko po śmierci ojca (560). W rządach wyręczała go początkowo przyboczna rada królewska. Długoletnie, bo trwające przez 50 lat rządy Etelberta, były dla Anglii wprost opatrznościowe. Nie tylko bowiem roztropnie rządził własnym małym królestwem, ale przyczynił się do zjednoczenia prawie wszystkich królestw Anglii, dotąd ze sobą skłóconych i będących w stanie nieustannej wojny. Udało mu się utworzyć coś w rodzaju konfederacji, unii królów angielskich.

    Był poganinem przez pierwszych 36 lat życia. Około 588 udał się do Paryża, gdzie za małżonkę pojął Bertę – córkę króla Merowingów frankońskich, Chariberta. Postawiono wszak warunek, że Etelbert zostawi całkowitą swobodę Bercie i jej kapelanowi, Letardowi, biskupowi z Senlis. Pobożna królowa tak wpłynęła na męża, że zgodził się nawiązać kontakt z Rzymem. Co więcej, nakłonił papieża św. Grzegorza I Wielkiego, aby ten przysłał misjonarzy do jego królestwa w Anglii. Na czele wyprawy stanął św. Augustyn z Canterbury. Przywiódł on ze sobą 40 mnichów-kapłanów benedyktyńskich. Przybyli oni do Kentu w samą Wielkanoc 597 roku. Król wyszedł św. Augustynowi i jego misjonarzom na spotkanie i zezwolił im swobodnie głosić nową wiarę.

    Sam też po kilku latach przyjął chrzest. Zachował się list św. Grzegorza do Etelberta i jego małżonki, w którym papież czyni wyrzut, że król tak późno zdecydował się na przyjęcie wiary. Etelbert jednak wolał tak ważny krok uczynić po poważnym namyśle i dokładnym zapoznaniu się z całokształtem wiary i moralności chrześcijańskiej. Był zresztą pierwszym władcą Anglii, który się na to zdobył. Z czasem i inni królowie poszli w jego ślady. Wśród nich niedługo wprowadził do siebie katolickich misjonarzy siostrzeniec Etelberta, Sebert, król Sussexu, który też przyjął chrzest. Córka Etelberta, św. Etelburda, wydana za króla Northumbrii (środkowowschodnia część Anglii), pozyskała go również dla Kościoła katolickiego.

    Etelbert ze wszystkich sił dopomagał misjonarzom w szerzeniu wiary. Dzięki jego pomocy i hojności wystawiono świątynie, zamienione niebawem na katedry: w Canterbury, Londynie i Rochester. Kiedy zaś utworzona została metropolia w Canterbury, przydzielono do niej biskupstwa w Rochester, w Londynie i w innych miastach, które król szczodrze uposażył.

    Etelbert nie tylko poszerzył granice swojego królestwa i zabezpieczył je od napaści wrogów, ale wyróżniał się jako doskonały administrator i prawodawca. Do naszych czasów zachował się szczęśliwie zbiór praw, które wydał. Zdradzają one pokrewieństwo z prawem salickim, skodyfikowanym przez króla Francji, Chlodwika. Świadczy to o żywym kontakcie między Galią a Anglią.

    Po około 64 latach życia i 56 latach rządów Etelbert zmarł 24 lutego 616 roku. Jego śmiertelne szczątki złożono w kościele świętych Piotra i Pawła w Canterbury przy jego małżonce, Bercie.

    Brewiarz.pl/Fronda.pl

    ***

    23 lutego

    Błogosławiony
    Stefan Wincenty Frelichowski,
    prezbiter i męczennik

    Zobacz także:
      •  Święty Polikarp, biskup i męczennik
      •  Błogosławiona Izabela Francuska, dziewica
    Błogosławiony Stefan Wincenty Frelichowski
    Wincenty przyszedł na świat 22 stycznia 1913 roku w Chełmży. Wzrastał w rodzinie, w której panowała atmosfera wzajemnej życzliwości, wzajemnego wspierania, sumiennej pracowitości. Panowały tam staropolskie zwyczaje, szczera i niezakłamana miłość, duch wyważonej pobożności, głęboki patriotyzm. Siedmioletni Wicek był świadkiem wkroczenia do Chełmży wojska polskiego, które 20 stycznia 1920 roku przyniosło miastu i jego mieszkańcom wolność. Od tego momentu rozpoczął się nowy etap jego życia.
    W cieniu dawnej katedry Wicek, jak go wszyscy nazywali, spędził swoją młodość. W latach szkolnych związał się z harcerstwem. Zapalony wielkimi ideałami, odnajdywał radość w służbie drugiemu człowiekowi, działając w 24. Pomorskiej Drużynie Harcerskiej im. Zawiszy Czarnego. Wstąpił do niej w marcu 1927 r. W swoim pamiętniku tak pisał o swojej roli drużynowego: “Taka drużyna dawałaby swym członkom coś więcej niż samą karność i trochę wiedzy polowej i przyjemne obozy, lecz dawałaby im pełne wychowanie obywatela znającego dobrze swoje obowiązki dla Ojczyzny. Ja sam wierzę mocno, że państwo, którego wszyscy obywatele byliby harcerzami, byłoby najpotężniejszym ze wszystkich. Harcerstwo bowiem, a polskie szczególnie, ma takie środki, pomoce, że kto przejdzie przez jego szkołę, jest typem człowieka, jakiego nam teraz potrzeba”.
    Będąc uczniem ośmioklasowego męskiego gimnazjum humanistycznego w Chełmży, rozwijał swoje życie wewnętrzne w Sodalicji Mariańskiej. W 1930 roku został jej prezesem. Decyzja wstąpienia na drogę kapłaństwa nie przyszła mu łatwo. Nie było łatwo wszystko zostawić, ale nie utracił swojej naturalnej radości, którą nadal promieniował w nowym środowisku. Chciał oddać się na służbę Bogu. “Wiem, że to najlepsza droga. Ufam, że Jezus mi dopomoże, bo dla Niego ta ofiara. Wiem, że niegodny jej jestem, ale chcę być kapłanem wedle Serca Bożego. Tylko takim. Innym nie”. Jako diakon został kapelanem i sekretarzem biskupa Stanisława Okoniewskiego. W dniu 14 marca 1937 roku przyjął święcenia kapłańskie.
    Rok później został wikariuszem w parafii Wniebowzięcia NMP w Toruniu. Był gorliwym apostołem dzieci i chorych, pełniąc funkcję kapelana Chorągwi Pomorskiej ZHP i redaktora “Wiadomości Kościelnych”. Wciąż były w nim żywe młodzieńcze ideały.
    Gdy 7 września 1939 r. oddziały niemieckiego Wermachtu wkroczyły do Torunia, rozpoczęły się aresztowania. W dniu 17 października aresztowano ks. Frelichowskiego. Był on dla władz niemieckich szczególnie podejrzany ze względu na swoje zaangażowanie w ruchu harcerskim. Osadzony w Forcie VII, realizował nadal swoje ideały harcerskie. Uwięziona młodzież spontanicznie garnęła się do niego z wielką ufnością. Ksiądz sam wyszukiwał ludzi szczególnie smutnych i samotnych, chorych i słabych. Odtąd realizował powołanie kapłańskie w warunkach konspiracyjnych, w kolejnych niemieckich obozach koncentracyjnych w Stutthof, Grenzdorf, Sachsenhausen i Dachau. Organizował wspólne modlitwy, wyszukiwał najbardziej umęczonych i załamanych współwięźniów. Jeden z nich, późniejszy biskup chełmiński, ks. Bernard Czapliński, tak go wspominał: “Nikt nie zapomni owego Wielkiego Czwartku 1940 roku, gdyśmy mogli dzięki jego staraniom i zapobiegliwości – wprawdzie w sposób katakumbowy – odprawić pierwszą, od chwili aresztowania, Mszę świętą. W Sachsenhausen pełni dalej obowiązki kapelana nie tylko naszego, lecz również i rodaków. Wspomnę choćby słuchanie wychodzących z obozu transportów spowiedzi, które on organizował”.
    W Dachau Wincenty opiekował się chorymi na tyfus, przekradał się do ich baraków, by nieść im pomoc i umacniać Eucharystią. Sam nie dałby rady pomóc wszystkim umierającym. Udało mu się pozyskać 32 polskich księży, którzy zgłosili się, by na tych właśnie blokach pielęgnować zakażonych. Wszyscy oni bez wyjątku przeszli ciężki tyfus, a dwóch zmarło. Ksiądz Wincenty już wcześniej zaraził się tyfusem – zmarł w opinii świętości w dniu 23 lutego 1945 roku, na około dwa miesiące przed wyzwoleniem obozu. Wyjątkowość zmarłego kapłana uznali nawet hitlerowcy, pozwalając po raz pierwszy w obozie w Dachau na wspólne modlitwy przy trumnie, wyłożonej białym prześcieradłem, udekorowanej kwiatami. Współwięzień wyjął kilka kosteczek z jego palców, by przechować je jako relikwie, zanim spalono ciało w krematorium.
    Św. Jan Paweł II ogłosił ks. Frelichowskiego błogosławionym 7 czerwca 1999 roku w Toruniu podczas pielgrzymki do Ojczyzny. 22 lutego 2003 roku bł. Stefan Wincenty został ogłoszony patronem harcerstwa polskiego.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    W harcerstwie przeszedł szkołę ludzkiej wrażliwości. 80. rocznica śmierci bł. ks. Stefana Wincentego Frelichowskiego

    Był zawsze pełen pogody, humoru. Wzorowy w swoim zachowaniu. Harcerstwo było dla niego szkołą życia. Jak pisał w swoim pamiętniku, to piękna idea wychowania młodzieży przez młodzież – tak patrona polskich harcerzy wspomina jego siostrzeniec – Zygmunt Jaczkowski w rozmowie z Radiem Watykańskim. W niedzielę, 23 lutego w Pałacu Prezydenckim w Warszawie, bł. ks. Frelichowski zostanie pośmiertnie odznaczony Orderem Odrodzenia Polski, Polonia Restituta.

    ***

    „Był normalnym, zaradnym, uprzejmym i radosnym chłopakiem. Lubił śpiewać, uprawiać sport, miał pasję zwiedzania i podróży. Był patriotą, kochał Boga i ludzi” – wspomina swego wujka rozmówca mediów watykańskich.

    Ks. Stefan Wincenty Frelichowski aresztowany w pierwszych dniach wojny, pierwszy raz 11 września 1939 r., ale po kilku dniach zwolniony i ponownie aresztowany 19 października tego roku. W więzieniach i obozach spędził w sumie przeszło pięć lat, a kapłanem był tylko niecałe osiem lat. Był więziony kolejno w: Forcie VII w Toruniu, Nowym Porcie Gdańskim, Stutthofie, Sachsenhausen oraz w Dachau. W miejscach tych dojrzewało i realizowało się jego kapłaństwo. Tam inicjował codzienne modlitwy, przygotowywał potajemne Eucharystie, spowiadał, podtrzymywał na duchu, był przy chorych i umierających.

    Zmarł 23 lutego 1945 r. w obozie w Dachau w wyniku zarażenia się tyfusem plamistym od chorych.

    Radość pośród ogromu zła

    „Wicek”, jak na co dzień go nazywano, w seminarium otrzymał przydomek „wesołka”; ale jak okazywać radość w tak okrutnym miejscu jakim był obóz koncentracyjny w Dachau? Błogosławiony potrafił podchodzić do smutnych i przygnębionych z radosnym spojrzeniem. Ufnym i miłym głosem pytał: „co ci potrzeba?”, „zastanówmy się jak rozwiązać twój problem, jak ci pomóc”. Potrafił wyszukać najbardziej potrzebujących, załamanych i zrezygnowanych więźniów, którzy nieraz gotowi byli targnąć się na swoje życie rzucając się na druty pod napięciem.

    „On patrzył na nas oczami Chrystusa” – wspominają Ci, którzy go spotkali w najtrudniejszym okresie, jakim było „obozowe piekło”. Koledzy, księża mówili, że „w obliczu śmierci, przeogromnego głodu, strachu, tortur, eksperymentów medycznych tylko święty potrafił zachować spokój i obdzielać strapionych radosnym spojrzeniem i dobrym słowem”.

    Podczas pobytu w obozie szczególną opieką otoczył licznie przybyłą, głównie z Łodzi, młodzież wyjątkowo narażoną na demoralizacje przez strażników niemieckich. Ks. Frelichowski zorganizował dla nich szkołę.

    „Wickowi w sytuacjach beznadziejnych pomagała Eucharystia i wiara w Opatrzność Bożą” – powiedział rozmówca mediów watykańskich.

    Niósł Boga

    Za obozowymi drutami, bł. Zygmunt Frelichowski zaraz po wybuchu epidemii tyfusu (pod koniec 1944 r.) odwiedzał chorych i odizolowanych. Udzielał im pomocy materialnej, obmywał, zanosił lekarstwa. Jednak głównym celem jego obecności była kapłańska posługa tym, którzy odchodzili ze świata. „Przede wszystkim osiągnął swój cel, by wyspowiadać i pojednać z Bogiem umierających” – wspomina Zygmunt Jaczkowski.

    Był podziwiany za odwagę w inicjowaniu i prowadzeniu modlitw w obozowych barakach. Mimo zakazów, wspólna modlitwa, osadzonym dawała siłę i podtrzymywała na duchu w obliczu tragedii. „Wielu mówiło, że Wicek obóz traktował jak swoją parafię. Podziwiali Go również, że zapewnił im podczas modlitw bezpieczeństwo. Wspominali, że nie naraził ich z tego powodu na jakiekolwiek szykany czy kary. Dziwili się jak to było możliwe. Zawsze obstawiał przy wejściu i oknach młodych alumnów, którzy pilnowali bezpieczeństwa. Wyniósł te umiejętności z harcerstwa” – opowiadał.

    Znany z dobroci, której nie dało się ukryć

    Zygmunt Jaczkowski wspomina, że rodzinie Frelichowskich był piękny zwyczaj. Ten członek rodziny, który miał urodziny czy imieniny zabierał kosz chlebów z domu i rozdzielał je ubogim. „Wicek, jak wspominała babcia, często czynił to na własną rękę, spełniając tym uczynki miłosierdzia” – opowiada rozmówca Radia Watykańskiego.           

    Kiedy w obozie w Dachau nastał okres wielkiego głodu, Niemcy pozwolili na przysyłanie dwóch paczek w ciągu miesiąca na osobę. Jednak większość osadzonych więźniów nie otrzymywała paczek, szczególnie z terenów wschodnich i Włoch. Umierali więc z głodu. Były całe baraki głodujących. Bł. ks. Frelichowski zorganizował wówczas „Caritas obozową”. Zygmunt Jaczkowski opowiada: „księżą pisali do rodzin, aby parafianie wysyłali paczki z chlebem na podane przez nich nazwiska. Paczki te były rozdzielane przez księży najbardziej potrzebującym. Pomimo, że Wicek był inicjatorem tej i innych akcji to nigdy się nie wywyższał i nie szukał chwały”.

    Przesłanie dla harcerzy

    Św. Jan Paweł II podczas beatyfikacji Stefana Wincentego Frelichowskiego wskazał, że dla harcerzy ma stać się ich patronem, nauczycielem szlachetności i orędownikiem pokoju i pojednania. „Dzisiaj rolą każdego młodego czy to harcerza czy harcerki jest wprowadzanie w życie pokoju i pojednania za wzorem błogosławionego Wicka. Z pogodnym i radosnym wyrazem twarzy, z dobrym słowem, spokojem i braterską miłością osiągajmy pokój między ludźmi” – wskazał Zygmunt Jaczkowski.

    23.02.2025/VATICANNEWS.VA/Gość Niedzielny

    ***

    22 lutego

    Katedry świętego Piotra, Apostoła


    Tobie dam klucze… - święto Katedry św. Piotra
    Papież Franciszek celebruje Mszę św. przy Katedrze św. Piotra – Wielkanoc 2020 – www.youtube.com
    ***

    Do roku 1969 Kościół łaciński obchodził dwa święta związane ze Stolicą Piotrową: Katedry św. Piotra w Rzymie (18 I) i Katedry św. Piotra w Antiochii (22 II). Po reformie liturgii oba te święta zostały połączone w jedno pod wspólną nazwą: Katedry św. Piotra.
    Od IV w. chrześcijanie rzymscy znali i obchodzili święto Katedry świętego Piotra, wspominając, że Apostoł był biskupem tego miasta. W ten sposób składali hołd św. Piotrowi za to, że właśnie w Rzymie założył gminę chrześcijańską i miasto to obrał za stolicę chrześcijaństwa. Ponieważ jednak święto wypadało dawniej często podczas postu, dlatego w wielu stronach, np. w Galii, zaczęto je obchodzić 18 stycznia. Z biegiem lat ustaliły się zwyczajowo dwa święta: 18 stycznia Katedry św. Piotra w Rzymie, a 22 lutego Katedry św. Piotra w Antiochii. Według bowiem bardzo dawnej tradycji św. Piotr miał najpierw założyć swoją stolicę prymasa Kościoła Chrystusowego w Antiochii, gdzie przebywał kilka lat, zanim udał się ok. 42 roku do Rzymu i tam poniósł śmierć męczeńską. W 1558 roku papież Paweł IV ustalił ostatecznie 18 stycznia jako pamiątkę wstąpienia na tron rzymski św. Piotra, a 22 lutego na obchód święta objęcia stolicy w Antiochii. Oba święta obchodzone początkowo w Rzymie Paweł IV rozszerzył obowiązkowo na cały Kościół łaciński.
    W bazylice św. Piotra w Rzymie za głównym ołtarzem, w absydzie, jest tron (katedra), na którym miał zasiadać św. Piotr. Do V w. znajdował się on w baptysterium bazyliki św. Piotra. Drogocenna relikwia składa się jedynie z wielu kawałków drewna, spojonych od dawna bogato zdobionymi płytami z kości słoniowej. Słynny budowniczy bazyliki św. Piotra, Jan Wawrzyniec Bernini (+ 1680), zamknął ów tron w potężnej, marmurowej budowli. Ta właśnie katedra stała się symbolem władzy zwierzchniej w Kościele Chrystusa tak w osobie świętego Piotra, jak również jego następców. Święto to jest więc z jednej strony aktem wdzięczności Rzymian za to, że św. Piotr tak bardzo wyróżnił ich miasto, z drugiej zaś strony – jest okazją dla wiernych Kościoła okazania następcom św. Piotra wyrazu czci. Tron, na którym zasiadał św. Piotr, obecny stale w kościele, gdzie papież odprawia nabożeństwa i sprawuje liturgię dnia, jest nieustannym świadectwem, że biskupi rzymscy mają tę samą władzę nad Kościołem Chrystusa, jaką miał Piotr; że następcami Piotra mogą być tylko biskupi rzymscy.Teksty ewangeliczne podają nam wiele przykładów, że Chrystus Pan spomiędzy wszystkich Apostołów wyróżniał w sposób szczególniejszy św. Piotra. Warto przypomnieć w tym miejscu dwa: obietnicę prymatu i jej wypełnienie:”[…] I ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr (czyli Skała), i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” (Mt 16, 18-19).Wspomniany tekst znajduje się we wszystkich starożytnych kodeksach i przekładach. W jego autentyczność nie można więc naukowo wątpić. Słowa obietnicy są skierowane jasno i wyraźnie tylko do św. Piotra. Skierował zaś je Pan Jezus publicznie, wobec wszystkich Apostołów. Obrazy: opoka, klucze, władza związywania i rozwiązywania – to wszystko są znane powszechnie symbole władzy.
    Pan Jezus faktycznie oddał św. Piotrowi najwyższą władzę w swoim Kościele:”Gdy spożywali śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: «Szymonie, synu Jana, czy Mnie miłujesz więcej aniżeli ci?» Odpowiedział Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego: «Paś baranki moje». I znowu, po raz drugi, powiedział do niego: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?» Odparł Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego: «Paś owce moje». Powiedział mu po raz trzeci: «Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?» Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: «Czy kochasz Mnie?» I rzekł do Niego: «Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego Jezus: «Paś owce moje».” (J 21, 15-17)Chrystus w przekazaniu władzy posłużył się znanym powszechnie symbolem owczarni i pasterza. W słowach jednoznacznych, wobec świadków – Apostołów, uczynił Piotra pasterzem swojej owczarni. Ojcowie Kościoła przez termin “baranki” rozumieją wiernych, a przez wyraz “owce” – matki tychże baranków, czyli biskupów i kapłanów Kościoła.
    Piotr faktycznie sprawował najwyższą władzę w Kościele po wniebowstąpieniu Pana Jezusa. Mamy na to wiele dowodów, które nam przekazał św. Łukasz w Dziejach Apostolskich. To Piotr proponuje w miejsce Judasza wybór następcy (Dz 1, 15-26). Jego propozycja zostaje przyjęta. Piotr przemawia do tłumu w dzień Zesłania Ducha Świętego (Dz 2, 5-38) i do najwyższej Rady żydowskiej (Dz 4, 5-12). Piotr został aresztowany przez Heroda jako głowa Kościoła (Dz 12, 1-19). To w końcu Piotr rozstrzyga na soborze apostolskim, żeby ewangelizację rozszerzyć także na pogan i że neofitów nawróconych z pogaństwa należy zwolnić z nakazów judaizmu (Dz 15, 1-12).
    O pobycie św. Piotra w Rzymie piszą Ojcowie apostolscy. Św. Klemens I Rzymski (koniec wieku I) pisze o męczeńskiej śmierci św. Piotra i Pawła w Rzymie. Św. Ignacy (+ 107) mówi w Liście do Rzymian: “Nie jak Piotr i Paweł rozkazuję wam”. Św. Papiasz (I-II w.) podaje, że Marek napisał Ewangelię wtedy, gdy Piotr był w Rzymie (Euzebiusz, Historia Kościoła, III, 39). Św. Ireneusz (+ 202) relacjonuje: “Mateusz wydał między Żydami w ich języku Ewangelię wtedy, gdy Piotr i Paweł w Rzymie głosili Ewangelię i zakładali Kościół” (Adversus haereses, III 1, c. 1). Tertulian (+ ok. 240) zapisał: “Jeśli przybędziesz do Italii, masz Rzym… O, jak szczęśliwy to Kościół, któremu całą naukę wraz ze swoją krwią przekazali Apostołowie, gdzie Piotr rodzajem męki zrównany z męką Pańską, gdzie Paweł ukoronowany śmiercią Jana” (De praescripto, c. 36). Wreszcie świadectwo św. Kajusa, kapłana rzymskiego (ok. 210): “Mogę pokazać ci groby Apostołów Piotra i Pawła. Bo gdy pójdziesz do Watykanu albo w kierunku Ostii, znajdziesz groby tych, którzy ten Kościół założyli” (Euzebiusz, Historia Kościoła, II, 25).
    Dowodem najwymowniejszym, że św. Piotr był w Rzymie i że tam poniósł śmierć męczeńską, jest jego grób. Według podania miał on znajdować się w bazylice św. Piotra pod konfesją. Badania przeprowadzone przed rokiem 1950 potwierdziły głos tradycji. Znaleziono tam śmiertelne szczątki Apostoła.Współcześnie wśród chrześcijan istnieją jednak spory dotyczące zakresu władzy papieża. Z tego powodu Sobór Watykański I (1870) wydał następujące orzeczenie dogmatyczne: “Nauczamy przeto i orzekamy, według świadectw Ewangelii, że Chrystus Pan bezpośrednio i wprost św. Piotrowi Apostołowi obiecał i powierzył prymat władzy nad całym Kościołem Bożym… Jeśliby tedy kto powiedział, że św. Piotr Apostoł nie jest przez Chrystusa Pana ustanowiony księciem wszystkich Apostołów i głową widzialną całego Kościoła walczącego, albo że otrzymał on od tegoż Pana naszego Jezusa Chrystusa wprost i bezpośrednio tylko honorowy a nie prawdziwy prymat władzy, niech będzie wyklęty”.Biskupi rzymscy zawsze uważali się i byli uważani za bezpośrednich następców św. Piotra Apostoła. Warto podać przynajmniej kilka przykładów:
    W latach 93-96 wybuchł w Koryncie spór gwałtowny pomiędzy wiernymi a tamtejszą hierarchią. Pomimo że żył jeszcze w Efezie św. Jan Apostoł, hierarchia Koryntu odwołuje się do biskupa Rzymu, którym był wówczas św. Klemens I. Ten wystosował do chrześcijan w Koryncie bardzo autorytatywny list.
    Św. Wiktor I ok. 190 roku wysyła do wszystkich biskupów list, wzywający ich, aby zwołali synody i rozpatrzyli sprawę daty Wielkanocy. Kiedy synod w Efezie uchwalił datę przeciwną tej, jaką wprowadził papież, św. Wiktor rzucił na tamtejszych biskupów klątwę.
    Św. Stefan I (+ 267) pod groźbą klątwy nakazał biskupom Afryki ze św. Cyprianem na czele uznać chrzest udzielony przez heretyków za ważny. Mimo oporu jednostek wszyscy biskupi opowiedzieli się wówczas za papieżem.
    Św. Juliusz I (+ 352) w liście do biskupów Afryki użala się, że bez jego wiedzy złożono ze stolicy biskupiej św. Atanazego, patriarchę Aleksandrii, a przecież powinni wiedzieć, “że jest zwyczajem naprzód pisać do nas, aby stąd według sprawiedliwości wszystko było rozstrzygnięte”. Tak więc papieże rozciągali władzę nawet nad patriarchami.
    Św. Syrycjusz (+ 399) uzasadnia troskę o czystość wiary tym, że “nosi ją w nas Apostoł Piotr, który nas, dziedziców swych, strzeże”.
    Na Soborze Efeskim (431) legat papieski zasiadał na honorowym miejscu zaraz obok cesarza. A oto fragment jego przemówienia: “Nikomu to nie jest wątpliwym, owszem wszystkim wiekom jest znane, że św. Piotr, Książę i Głowa Apostołów, kolumna wiary i fundament katolickiego Kościoła, otrzymał od Pana naszego Jezusa Chrystusa… klucze królestwa niebieskiego. Dana mu została władza związywania i rozwiązywania, który aż do tego czasu i zawsze w swych następcach żyje i sądzi. Tegoż tedy według kolejności następca, najświątobliwszy Ojciec nasz, biskup Celestyn, nas, zastępców swoich, na ten synod posłał”. Na ponad 200 biskupów tam zebranych nikt nie zaprotestował.
    Podobnie nikt nie wyraził sprzeciwu, kiedy na Soborze Chalcedońskim (451) przemówił legat papieski, nazywając papieża wprost “Głową wszystkich Kościołów”, chociaż było wówczas zgromadzonych ok. 600 biskupów. Kiedy odczytano na tymże soborze list papieża św. Leona, potępiający błędy Eutychesa, zgromadzeni ojcowie zawołali: “Piotr przez Leona przemówił!”.
    Stąd też Sobór Watykański I miał prawo orzec: “Nauczamy przeto i oświadczamy, że Kościół Rzymski z ustanowienia Pana posiada naczelną władzę nad wszystkimi Kościołami. Władza ta Kościołowi Rzymskiemu przysługuje na mocy zwykłego porządku rzeczy. Tę władzę biskup rzymski otrzymał bez niczyjego pośrednictwa… Względem niej mają też obowiązek hierarchicznej uległości i posłuszeństwa pasterze każdego obrządku i każdego stopnia godności oraz wierni, tak każdy z osobna, jako też wszyscy razem wzięci, nie tylko w sprawach wiary i obyczajów, ale również w tych, które należą do karności i rządów Kościoła na całym świecie… Jeśliby więc kto mówił, że papież ma tylko obowiązek nadzorowania lub kierowania, a nie najwyższą i pełną władzę rządzenia całym Kościołem… niech będzie wyklęty”.Dzisiejsze święto przypomina, że Stolica Piotrowa jest podstawą jedności Kościoła. Kościół modli się, aby “pośród zamętu świata nasza wiara pozostała nienaruszona”.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    21 lutego

    Święty Piotr Damiani, biskup i doktor Kościoła

    Święty Piotr Damian
    Piotr urodził się w 1007 roku w Rawennie, w licznej i niezamożnej rodzinie. Matka, zniechęcona licznym potomstwem, porzuciła niemowlę. Ledwie żywe odnalazła je służąca i oddała rodzinie. Po przedwczesnej śmierci rodziców Piotr znalazł drugą, lepszą matkę, w ukochanej siostrze, Rozelinie. Zaopiekował się nim starszy brat, Damian, od którego przyjął przydomek Damiani (czyli “od Damiana”). Początkowo brat obchodził się z Piotrem surowo. Święty musiał paść u niego świnie. Kiedy jednak Damian poznał się na niezwykłych zdolnościach brata, za radą siostry oddał go na studia do Rawenny, a następnie do Faenzy i Parmy.
    Po przyjęciu święceń kapłańskich Piotr został wykładowcą w jednej ze szkół parafialnych. Po pewnym czasie zrezygnował z czynnego życia. Udał się na pustkowie, a potem do klasztoru benedyktynów-eremitów. Został mnichem, a następnie w 1043 r. opatem eremu kamedulskiego w Fonte Avellana. Odnowił życie zakonne. Stał się doradcą wielu klasztorów i kierownikiem duchowym wielu uczniów, którzy garnęli się do niego. Ponieważ opactwo, w którym przebywał, nie było zdolne ich wszystkich pomieścić, założył dwa inne i ułożył dla nich osobną regułę. Z biegiem lat powstały dalsze ośrodki pustelnicze: w Marchii, Umbrii, Romanii i w Abruzzach. Piotr Damiani był przyjacielem kolejnych cesarzy: Henryka III i Henryka IV, doradcą papieży: Klemensa II, Damazego II, Leona IX i Stefana II. Ten ostatni mianował go w 1057 r. biskupem Ostii i kardynałem.
    Piotr Damiani pracował nad wewnętrzną odnową Kościoła. Bolał bardzo nad Kościołem Chrystusowym, dręczonym wówczas chorobą symonii i inwestytury. Władcy i możni panowie świeccy pod pozorem zasług, jakie położyli dla Kościołów lokalnych, żądali dla siebie w zamian przywilejów mianowania duchownych na stanowiska proboszczów, przełożonych klasztorów, rektorów świątyń, a nawet biskupów. Panowie ci ponadto, jako fundatorzy i opiekunowie kościołów, rezerwowali sobie także kontrolę nad majątkami, które do tych kościołów przydzielili, i mieszali się w wewnętrzne sprawy Kościoła. Piotr Damiani szeregiem pism zwalczał te nadużycia.
    Wielokrotnie bywał legatem papieskim na synodach i często pełnił funkcję mediatora. Mikołaj II wysłał go do Mediolanu, by w diecezji tamtejszej zaprowadził konieczne reformy. Papież Aleksander II trzymał Piotra stale przy sobie jako doradcę. W roku 1062 zlecił mu misję we Francji, by załagodził spór między biskupem Macon a słynnym opactwem benedyktyńskim w Cluny. Z tej okazji Piotr załatwił także sporne sprawy wśród biskupów: Reims, Sens, Tours, Bourges i Bordeaux. Po drodze odbył pielgrzymkę do grobów św. Majola i św. Odylona w Souvigny.
    Przez cały czas tęsknił za życiem mniszym. W 1067 r. otrzymał pozwolenie na powrót do Fonte Avellana i zrzekł się diecezji Ostii. Jednak nadal w razie konieczności służył papieżowi pomocą. W roku 1069 udał się do Frankfurtu nad Menem, gdzie zdołał przekonać cesarza Henryka IV, by nie opuszczał swojej prawowitej małżonki, Berty. W roku 1071 jako legat papieski współuczestniczył w konsekracji kościoła benedyktynów na Monte Cassino, a w roku następnym przybył do Rawenny, by tamtejszego biskupa, Henryka, pojednać ze Stolicą Apostolską.
    W drodze powrotnej zachorował i w nocy z 22 na 23 lutego 1072 r. zmarł niespodziewanie w klasztorze benedyktynów w Faenzy i w ich kościele został pochowany. W roku 1354 jego relikwie przeniesiono do wspaniałego grobowca, wystawionego ku jego czci w tymże kościele. Od roku 1898 jego śmiertelne szczątki spoczywają w katedrze, w osobnej kaplicy.
    Piotr Damiani był wielkim znawcą Biblii i Ojców Kościoła oraz znakomitym prawnikiem kanonistą. Należał także do najpłodniejszych pisarzy swoich czasów. Zostawił po sobie ok. 240 utworów poetyckich, 170 listów, 53 kazania, 7 życiorysów i kilka innych tekstów. Pisał rozprawy o stanie Kościoła i jego naprawie. Piętnował w nich zakorzenione nadużycia, symonię i nieobyczajność kleru. Zachował się wśród jego licznej korespondencji także list do antypapieża, Honoriusza, z pogróżkami kar Bożych. Napisał osobną rozprawę w obronie praw papieża i jego absolutnej niezawisłości od cesarza w sprawach kościelnych. Z dzieł ascetycznych wymienić należy piękną rozprawę o życiu pustelniczym. Święty przedstawił je w tak ponętnych barwach, że pociągnął nim bardzo wielu ludzi do zakonu kamedułów, któremu on właśnie zapewnił największy rozwój. Jedyny to w obecnych czasach istniejący jeszcze zakon pustelników. Papież Leon XII zatwierdził w roku 1821 kult św. Piotra Damiani i ogłosił go doktorem Kościoła. Jest wzywany przy bólach głowy.
    W ikonografii św. Piotr przedstawiany jest jako biskup w mitrze, jako kardynał w cappa magna lub jako mnich w habicie. Atrybuty: anioł trzymający kapelusz kardynalski, cappa magna, czaszka, krucyfiks.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    20 lutego

    Święci Franciszek i Hiacynta Marto, dzieci fatimskie

    Zobacz także:
      •  Święty Zenobiusz, prezbiter i męczennik
      •  Święty Eleuteriusz, biskup
    Franciszek i Hiacynta Marto, kanonizowani przez papieża Franciszka w Fatimie 13 maja 2017 r., to pierwsze wyniesione na ołtarze dzieci, które nie są męczennikami.

    Święty Franciszek Marto

    Franciszek Marto urodził się 11 czerwca 1908 r. w Aljustrel w parafii Fatima, należącej do diecezji Leiria-Fatima, jako szóste z siedmiorga dzieci ubogiego małżeństwa Manuela Pedro Marto i Olímpii de Jesus. 20 czerwca został ochrzczony w parafialnym kościele w Fatimie.
    Podobnie jak większość dzieci z ówczesnych portugalskich wiosek, chłopiec nie umiał czytać ani pisać. W wieku 8 lat rozpoczął pracę jako pastuszek, wypasając – wraz ze swoją siostrą Hiacyntą i kuzynką Łucją dos Santos – owce należące do rodziców. W 1916 roku był świadkiem trzech objawień Anioła Pokoju, który poprosił dzieci o modlitwę do Trójcy Przenajświętszej, Najświętszego Serca Jezusowego i Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny. Wiosną i jesienią Anioł ukazał mu się na wzgórzu Cabeço, a latem – w pobliżu studni zwanej Arneiro.
    W 1917 r. Franciszek wraz z młodszą siostrą Hiacyntą i kuzynką Łucją, byli świadkami sześciu objawień maryjnych, które miały miejsce 13 maja, 13 czerwca i 13 lipca w Cova da Iria, 19 sierpnia w Valinhos, a następnie 13 września i 13 października ponownie w Cova da Iria. Podczas objawień, Franciszek widział postać Anioła i Maryi, jednak nie słyszał żadnego z wypowiadanych przez nich słów.
    Wkrótce po objawieniu z 13 lipca, kiedy Maryja powierzyła dzieciom tajemnice, rodzeństwo zostało aresztowane przez władze gminy Vila Nova de Ourém, lecz pomimo dwudniowego przetrzymywania w więzieniu i zastraszania dzieci nie wyjawiły treści orędzia przekazanego im przez Matkę Bożą.
    W październiku 1918 r. Franciszek zapadł na grypę “hiszpankę”, której epidemia panowała wówczas na Półwyspie Iberyjskim. Jego choroba trwała do wiosny 1919 r. 2 kwietnia Franciszek przystąpił do pierwszej spowiedzi, a następnego dnia przyjął Pierwszą Komunię Świętą, będącą zarazem wiatykiem. Zmarł 4 kwietnia 1919 r. Następnego dnia został pochowany na cmentarzu w Fatimie. 17 lutego 1952 r. nastąpiła ekshumacja jego ciała, które 13 marca przeniesiono do bazyliki fatimskiej.

    Święta Hiacynta Marto

    Hiacynta Marto urodziła się 11 marca 1910 r. w Aljustrel. Była najmłodsza z siedmiorga rodzeństwa. 19 marca została ochrzczona w kościele parafialnym w Fatimie.
    W 1916 r. wraz z Franciszkiem i kuzynką Łucją dos Santos zaczęła wypasać owce należące do rodziców i wraz rodzeństwem była świadkiem trzech objawień Anioła: wiosną i jesienią na wzgórzu Cabeço, a latem w pobliżu studni Arneiro.
    W 1917 r. wraz z bratem i kuzynką doświadczyła także sześciu objawień Matki Bożej. W przeciwieństwie do Franciszka, Hiacynta słyszała słowa wypowiadane przez Maryję, choć rozmawiała z Nią jedynie Łucja.
    W październiku 1918 r. Hiacynta, podobnie jak brat, zaraziła się grypą “hiszpanką”, której powikłania doprowadziły do śmierci dziewczynki. Od 1 lipca do 31 sierpnia 1919 r. dziewczynka przebywała w szpitalu w Vila Nova de Ourém. W styczniu 1920 r. trafiła do ochronki w Lizbonie, a stamtąd do szpitala. Tam przeszła operację usunięcia dwóch żeber, która przyniosła bolesne komplikacje. 16 lutego 1920 r. po raz siódmy objawiła jej się Matka Boża. Po tym widzeniu Hiacynta przestała cierpieć.
    Zmarła wieczorem 20 lutego 1920 r., a przed śmiercią zdążyła przystąpić do pierwszej w życiu spowiedzi. Cztery dni później została pochowana w Vila Nova de Ourém. 12 września 1935 r. jej ciało przeniesiono na cmentarz w Fatimie i złożono obok ciała Franciszka, skąd 1 maja 1951 r. zostało przeniesione do bazyliki.

    Święta Hiacynta Marto

    Jak pisała w swoich “Wspomnieniach” s. Łucja dos Santos, Franciszek i Hiacynta po objawieniach, pomimo dziecięcego wieku, skoncentrowali swoje życie na Bogu, modlitwie i podejmowaniu różnorodnych ofiar i cierpień w intencji grzeszników. Oprócz modlitwy i wyrzeczeń, odwiedzali i pocieszali potrzebujących, a niekiedy udzielali im także rad. O ich duchowej dojrzałości świadczy także postawa wobec własnej śmierci, przed którą dzieci pocieszały bliskich i o której mówiły, że jest przejściem do nieba i spotkaniem z Bogiem. Podczas objawień Matka Boża zapowiedziała dwójce rodzeństwa, że wkrótce zabierze ich do nieba.Proces beatyfikacyjny rodzeństwa Marto toczył się w latach 1952-1979 i zakończył się promulgacją dekretu Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych o heroiczności ich cnót. W 1999 r. została uznana autentyczność pierwszego z cudów za ich przyczyną, dotyczącego uzdrowienia franciszkańskiej tercjarki Marii Emilii Santos, która przez 20 lat pozostawała unieruchomiona z powodu choroby kości. Jan Paweł II beatyfikował Franciszka i Hiacyntę Marto 13 maja 2000 r. w Fatimie podczas swojej wizyty w Jubileuszowym Roku 2000.
    Następny cud uznany w procesie kanonizacyjnym dotyczył uzdrowienia brazylijskiego chłopca, do którego doszło w 2007 r. Wówczas, w trzy dni po tragicznym wypadku, podczas którego chłopiec wypadł z okna i doznał poważnych uszkodzeń mózgu, które groziły utratą życia lub głęboką niepełnosprawnością, dziecko w niewytłumaczalny sposób odzyskało zdrowie i sprawność. W marcu 2017 r. Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych ogłosiła dekret uznający ten cud. Kanonizacji Franciszka i Hiacynty dokonał w Fatimie w 100. rocznicę objawień maryjnych papież Franciszek.Obecnie trwa proces beatyfikacyjny trzeciej uczestniczki objawień maryjnych, s. Łucji Dos Santos (1907-2005).

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    Świece w godzinie mroku. Św. Franciszek i św. Hiacynta Marto

    (oprac. GS/PCh24.pl)

    ***

    Nie licząc tzw. świętych młodzianków, z chwilą kiedy papież dokonał ich kanonizacji, dzieci z Fatimy stały się najmłodszymi świętymi Kościoła. Oboje zasnęły w Panu, nie będąc jeszcze nastolatkami. „Kościół pragnie jak gdyby postawić na świeczniku te dwie świece, które Bóg zapalił, aby oświecić ludzkość w godzinie mroku i niepokoju” – mówił Jan Paweł II 13 maja 2000 roku, dokonując ich beatyfikacji. Uzdrowioną osobą, dzięki której rodzeństwo oficjalnie uznane zostało za święte, był mały chłopiec – tylko trochę mniejszy od nich…

    Dziecko wiszące nad przepaścią, próbujące sforsować parapet okna lub barierkę balkonu – skąd my to znamy? Jeśli macie dzieci, być może też tego kiedyś doświadczyliście albo śni wam się to w nocnych koszmarach. Taki właśnie przypadek wydarzył się brazylijskim małżonkom João Batiście i Lucilii Yurie. Około 20 wieczorem 3 marca 2013 roku ich mały pięcioletni synek Lucas bawił się z młodszą siostrą Eduardą w domu swojego dziadka w mieście Juranda, leżącym w północno- -wschodniej Brazylii.

    Co mu strzeliło do głowy, żeby zbyt niebezpiecznie zbliżyć się do okna? Nie wiadomo. W jego przypadku zabawy przy oknie zakończyły się jednak najgorzej, jak tylko mogły – wypadł. Niestety, okno znajdowało się wysoko – sześć i pół metra nad ziemią, a właściwie nad betonem. Uderzywszy z impetem o twarde podłoże, malec pogruchotał sobie czaszkę, a część tkanki mózgowej wypłynęła na zewnątrz. Nieprzytomnego chłopca zabrała karetka. Jego stan był krytyczny, zapadł w śpiączkę. Z placówki w Jurandzie wysłano dziecko w niemal godzinną drogę do szpitala w Campo Mourao. Po drodze jego serce dwa razy przestawało bić. Dawano mu niewielkie szanse na przeżycie – minimalne, prawie żadne.

    Lekarze walczyli jednak dzielnie o życie chłopca, zoperowali go w trybie pilnym i przewieźli na intensywną terapię. Zapowiedzieli jednak rodzicom, że nawet jeśli Lukas przeżyje, czeka go długa i żmudna rehabilitacja, być może do końca życia zostanie „roślinką”, a w najlepszym razie będzie miał poważne zaburzenia. Możemy sobie tylko wyobrażać, jak taka informacja musiała wstrzasnąć jego rodzicami. Jeszcze tak niedawno ich synek był kompletnie zdrowy, a teraz… Dramat!

    Jako osoby wierzące João i Lucilia upadli na kolana i wznieśli ręce do Jezusa i Matki Bożej Fatimskiej. Wiedzieli, że tylko cud może uratować ich synka. Poprosili też o modlitewną pomoc siostry z klasztoru sióstr karmelitanek bosych w Campo Mourao. Przejęte ich prośbą zakonnice rozpoczęły modlitewny szturm przed relikwiami fatimskich pastuszków. Wkrótce o pomoc pastuszków zaczęła modlić się cała rodzina – nie tylko rodzice, lecz także inni krewni i bliscy dziecka.

    Po operacji stan dziecka jednak pogarszał się i rozważano przeniesienie go do jeszcze bardziej specjalistycznej placówki.

    9 marca – sześć dni po wypadku, a dwa po rozpoczęciu modlitwy do Boga za przyczyną pastuszków – wydarzyło się jednak coś niesamowitego. Chłopiec nagle wybudził się ze śpiączki i… jakby nigdy nic mu się nie stało, nawiązał kontakt z otoczeniem! Mało tego – normalnie mówił, był sprawny psychicznie, umysłowo i fizycznie i nie wykazywał żadnych oznak jakiejkolwiek niepełnosprawności. Lekarze byli zszokowani, rodzice wniebowzięci. W ciągu kolejnych dni malca badano jeszcze wielokrotnie, obserwowano, by w końcu 15 marca – kompletnie zdrowego – wypuścić do domu. Cud był ewidentny. Chłopiec nie tylko przeżył i zachował pełną sprawność, lecz także utracony fragment jego mózgu dosłownie… odrósł.

    Niemal dokładnie cztery lata później – 23 marca 2017 roku – uzdrowienie małego Lukasa zostało oficjalnie zatwierdzone przez papieża Franciszka jako cud do kanonizacji błogosławionych Franciszka i Hiacynty Marto. W stulecie słynnych objawień maryjnych – 13 maja tego samego roku – w Fatimie papież kanonizował rodzeństwo Marto. Na uroczystości nie mogło zabraknąć uzdrowionego chłopca i jego rodziców, którzy nie kryjąc łez, opowiedzieli o tym, co ich spotkało podczas zorganizowanej w sanktuarium konferencji prasowej.

    Wyznali wówczas, że karmelitanki nie od razu zaczęły modlić się o uzdrowienie ich dziecka. Kiedy następnego dnia po wypadku zadzwonili do klasztoru, siostra, która odebrała telefon, nie przekazała wiadomości wspólnocie. Karmelitanki miały właśnie godzinę skupienia, a zakonnica ze słów dzwoniącego wywnioskowała, że dziecko i tak umrze, i postanowiła modlić się nie za chłopca, ale za rodzinę. Wspólnotową modlitwę przed relikwiami błogosławionych Franciszka i Hiacynty w intencji zdrowia dziecka siostry rozpoczęły dopiero po kolejnym telefonie – 7 marca. Zainicjowała ją jedna z karmelitanek, która usłyszawszy o rodzinnym dramacie, pobiegła przed stojące przy tabernakulum relikwie. „Pastuszkowie, ocalcie to dziecko, które jest dzieckiem takim jak wy” – pomodliła się, ulegając nagłemu natchnieniu. I pomogli.

    Wynagradzali za grzechy i zniewagi

    Franciszek i Hiacynta Marto byly zwykłymi dziećmi, pastuszkami owiec, z biednej pasterskiej, wielodzietnej, pobożnej rodziny. Lubiły się bawić, śpiewać i tańczyć. Kochały Jezusa i Maryję, z wypiekami na twarzy i przestrachem słuchały opowieści o Męce Zbawiciela.

    Franciszek (1908–1919) był spokojnym, poważnym chłopcem, uprzejmym i ustępliwym, cechowało go to, że nigdy niczym się nie przejmował. Jeśli chodzi o charakter, jego siostra Hiacynta (1910–1920) była jego przeciwieństwem. Żywa, uparta, swawolna i kapryśna dziewczynka często bywała nadąsana. Mówiono o niej wtedy, że „udaje osiołka”. Oboje wzdragali się jednak przed kłamstwem, a ich grzechy i grzeszki ograniczały się zasadniczo do nieposłuszeństwa rodzicom i drobnych dziecięcych „łobuzerstw”.

    Wydarzeniem ich życia były spotkania z Matką Bożą – objawienia doznawane w Fatimie w latach 1916 i 1917 roku. Towarzyszyła im wtedy kuzynka Łucja dos Santos. Objawienia zupełnie ich odmieniły. Zachęcone przez anioła i Matkę Bożą zaczęły się niezwykle gorliwie modlić i ponosić ofiary. Zmieniły się. Hiacynta stała się poważna, skromna i miła, a Frankowi w końcu zaczęło na czymś zależeć. Dziewczynka napominała inne dzieci, żeby nie obrażały Boga grzechami. Chłopiec często krył się w kościele, by adorować eucharystycznego Jezusa. Jego „specjalnością” stało się pocieszanie i rozweselanie Pana Jezusa za zniewagi, jakich doświadczał od ludzi, wynagradzanie mu za grzechy świata. Gotów był ponieść dla Niego każdą ofiarę. Hiacynta przejęła się zwłaszcza wizją piekła – losem zaślepionych grzeszników, którzy tłumnie idą na wieczne potępienie, bo nikt nie modli się za nich ani nie umartwia. Modliła się zatem i niestrudzona w wymyślaniu mniejszych i większych ofiar pokutowała „ile się tylko da”, aby ich nawrócić i wybawić od piekła; pragnęła wynagradzać za zniewagi wyrządzone Niepokalanemu Sercu Maryi i cierpieć za Ojca Świętego.

    Cała trójka wizjonerów cierpiała na skutek oskarżeń o kłamstwo. Nie szczędziły im ich świeckie władze, ich właśni rodzice, a nawet proboszcz ich parafii. Dzieci nie ugięły się jednak. To, co widzieli i opowiadali, było prawdą i – mimo próśb i gróźb – nie mieli najmniejszego zamiaru przyznać, że było inaczej. Przecież właśnie wtedy skłamałyby. Maryja powierzyła im także tajemnicę, której nie wolno im było zdradzić i chociaż na różne sposoby próbowano nakłonić dzieci do jej wyjawienia, nie pisnęły ani słówka.

    Franciszek i Hiacynta nie pożyli zbyt długo. Dobrowolnie zgadzając się na przyjęcie cierpień zesłanych nań przez Boga, niemal w tym samym czasie zachorowali na pogrypowe powikłania – zapalenie płuc (Franciszek) i opłucnej (Hiacynta). Wtedy też, podczas jednego z objawień Matka Boża powiedziała im, że wkrótce umrą i pójdą do nieba. I tak się stało.

    Jeszcze za ich życia wielu ludzi dzięki ich gorącej modlitwie doświadczyło nadzwyczajnych łask. Nie inaczej było po śmierci fatimskich dzieci.

    Usiądź! Możesz!

    Przypadek, który wzięto pod lupę przy beatyfikacji dzieci z Fatimy, dotyczył Marii Emilii Santos z Leirii (Portugalia). W 1946 roku 16-letnia Maria Emilia trafiła do szpitala z powodu wysokiej gorączki. Sądzono początkowo, że to grypa, a w końcu stwierdzono, że chodzi raczej o gorączkę reumatyczną. Dziewczynę wypisano wprawdzie ze szpitala, ale nadal źle się czuła.

    Dwa lata później doszły silne bóle nóg, przestała chodzić. W szpitalu i sanatorium spędziła kolejne długie lata – niemal cztery! Podejrzewano stan zapalny kręgów i rdzenia kręgowego, prawdopodobnie o podłożu gruźliczym. Zoperowano kręgosłup i kolana. Na próżno. Wypisano ją w końcu o domu, ale z powodu dotkliwych bólów dziewczyna nadal nie była w stanie chodzić. Nie było żadnej poprawy.

    Dziesięć lat później Maria Emilia nie mogła już nawet się czołgać. Ból, który odczuwała, był nieznośny. Obejrzał ją kolejny ortopeda i chciał ją nawet leczyć w Coimbrze lub Lizbonie, ale kobieta – czemu doprawdy trudno się dziwić – miała już dość lekarzy. Niestety, osiem dni po tej wizycie znów musiała się z nimi spotkać. Jej stan się pogorszył, wymagała kolejnej hospitalizacji. Trafiła do Szpitala Uniwersyteckiego w Coimbrze, gdzie przeszła drugą operację kręgosłupa. Z fatalnym skutkiem! Została paraplegiczką. Twierdząc, że na jej chorobę nie ma żadnego lekarstwa, odesłano ją do domu.

    8 stycznia 1978 roku na skutek gorączki kobieta po raz kolejny znalazła się w szpitalu w Leirii. Tym razem spędziła w nim kolejnych sześć lat! Po tym czasie przeniesiono ją do domu opieki pw. Świętego Franciszka. „Od tej pory do 1987 roku nie skonsultowała się z żadnym lekarzem, nie brała żadnych specjalnych leków, tylko środki przeciwbólowe, gdy ból był bardzo silny. Zawsze leżała na boku na łóżku, całkowicie zdrętwiała od pasa w dół. Mogła tylko poruszać rękami i głową. Modliła się, śpiewała i płakała, ale zniechęcenie, cierpienia i wielka trudność z zaakceptowaniem swojej sytuacji doprowadziły ją, jak sama przyznaje, do irytacji i protestów wobec tych, którzy jej służyli i chcieli tylko czynić jej dobro” – opisywał jej stan ojciec Fabrice Delestre.

    Pewnego dnia sanitarką przetransportowano kobietę do Fatimy. Właśnie od tego czasu Maria Emilia Santos zaczęła szczególną czcią otaczać Franciszka i Hiacyntę. Z nadzieją na polepszenie stanu zdrowia zaczęła odmawiać nowenny – jedną za drugą.

    Nadszedł 25 marca 1987 roku – uroczystość Zwiastowania Pańskiego. Maria Emilia była w swoim pokoju. Odmówiła różaniec i zaczynając kolejny dzień nowenny, westchnęła z wyrzutem: „Hiacynto, został tylko jeden dzień, aby skończyć kolejną nowennę i wciąż nic…?”. I właśnie wtedy spostrzegła, że z jej stopami dzieje się coś dziwnego. Poczuła silne ciepło i mrowienie. Przestraszyła się. Objawy narastały. „Usiądź! Możesz!” – mówił jakiś dziecięcy głosik. Kiedy usłyszała te słowa po raz trzeci, zdobyła się wreszcie na odwagę – odrzuciła kołdrę i… usiadła na łóżku. Usiadła! Mogła!

    Zadzwoniła zaraz potem po kogoś z personelu domu opieki, a gdy wreszcie przyszedł, poprosiła o zapalenie światła. Kiedy rozbłysło, pielęgniarka przeraziła się i zaczęła krzyczeć. Przestraszyła się siedzącej na łóżku kobiety. Wezwano dyrektorkę domu i resztę pracowników i mieszkańców. Nie mogli wyjść ze zdziwienia. Przecież dopiero co podczas mycia wyła z bólu. Od tej pory Maria Emilia zaczęła jeździć na wózku inwalidzkim. Na siedząco.

    Ale to nie był koniec tej historii. Kobieta modliła się nadal, tym razem prosząc pastuszków, by pomogli jej wstać.

    20 lutego 1989 roku przypadała 69. rocznica śmierci Hiacynty. „Jeśli zmusisz mnie dzisiaj do chodzenia, czy będę najszczęśliwszą kobietą na świecie?” – zapytała podczas modlitwy. A potem… wstała z wózka. Spróbowała zgiąć kolana i… nie poczuła bólu. Postawiła pierwsze kroki, a chwilę później, podpierając się laską… zaczęła chodzić. Po ponad 20 latach! Kiedy 10 lat później rozpatrywano to uzdrowienie w Watykanie, Maria Emilia poruszała się bez trudności.

    Także konsultorzy Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych uznali to za cud i w sposób oczywisty przypisali go wstawiennictwu Franciszka i Hiacynty. Na tej podstawie 13 maja 2000 roku Jan Paweł II beatyfikował Hiacyntę i Franciszka w Fatimie. Fatimscy pastuszkowie stali się tym samym najmłodszymi błogosławionymi w historii Kościoła, dystansując Dominika Savio, który zmarł na krótko przed swoimi 15. urodzinami.

    Wspólne cuda

    Ciekawostką jest, że w przypadku rodzeństwa Marto zastosowano nowe rozwiązanie proceduralne. Jan Paweł II zdecydował bowiem, że Hiacynta i Franciszek, z uwagi na to, że najważniejsze wydarzenia z ich życia – objawienia, cierpienia, jakich doświadczyli od władz, młody wiek, w którym zostali zabrani do nieba, dotyczyły ich obojga – nie potrzebują do swojej beatyfikacji i kanonizacji cudów zdziałanych osobno, ale wspólnie. Warunkiem było tylko to, by wyproszono je, przyzywając rodzeństwo. Swoją drogą – do tego, żeby tak małe dzieci zostały uznane za świętych, też potrzebne było specjalne papieskie zezwolenie.

    PCh24.pl(tekst pochodzi z albumu „Cuda Wielkich Świętych”, Henryk Bejda)

    ***

    19 lutego

    Święty Konrad z Piacenzy, pustelnik

    Święty Konrad z Piacenzy
    Konrad Confalonieri urodził się około roku 1290 w zamożnej, włoskiej rodzinie. Za młodu obrał sobie zawód rycerski. W roku 1313 w czasie polowania rozpalił ognisko dla wypłoszenia zwierzyny i wywołał pożar. Nie zdawał sobie sprawy, jaką klęskę żywiołową wywoła tym czynem. Namiestnik Piacenzy, Galeazzo Visconti, skazał na śmierć przypadkowo przyłapanego w lesie człowieka, podejrzanego o umyślny pożar lasu. Gdy Konrad się o tym dowiedział, natychmiast zgłosił się do namiestnika i wyznał swoją winę. Wynagrodził też pieniężnie wyrządzoną miastu szkodę. Oddał na ten cel cały swój majątek. Wydarzenie to stało się przełomem religijnym w życiu jego i jego małżonki, która wstąpiła do klasztoru klarysek w Piacenzy.
    Konrad natomiast zaczął prowadzić żywot wędrownego ascety. Wstąpił w 1315 r. do III zakonu św. Franciszka. Jako pielgrzym pokutny nawiedził wiele sanktuariów Italii. Osiadł w 1343 r. jako pustelnik w dolinie Noto koło Syrakuz na Sycylii, gdzie wiódł życie pełne wyrzeczenia. Miał dar prorokowania.
    Zmarł 19 lutego 1351 r. Pochowano go w Noto, w kościele św. Mikołaja. W roku 1485 jego śmiertelne szczątki umieszczono w srebrnej trumnie. Papież Urban VIII jego kult zatwierdzony dla diecezji syrakuskiej w roku 1515, potem rozszerzony na całą Sycylię (1544), rozciągnął także na zakony franciszkańskie (1625). Jest patronem osób cierpiących z powodu przepukliny.
    W ikonografii przedstawiany jako franciszkański pustelnik lub starzec z jeleniami i innymi zwierzętami. Jego atrybutami są: krzyż, dyscyplina, czaszka i księga.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***


    18 lutego

    Błogosławiony Jan z Fiesole
    – Fra Angelico, prezbiter

    Zobacz także:
      •  Święty Teotoniusz, zakonnik
      •  Święta Konstancja
      •  Święty Flawian, patriarcha
    Fra Angelico: Noli me tangere
    Guido (lub Guidolino) da Pietro urodził się około 1400 roku w Castello Vecchio w Mugello (Toskania). W młodym wieku uczył się malarstwa we Florencji. Kiedy mając 20 lat odkrył w sobie powołanie do życia zakonnego, wstąpił do zreformowanego konwentu dominikanów w Fiesole, który niedawno wybudował bł. Jan Dominici. Około 1420 roku otrzymał od niego habit oraz to samo imię. Śluby złożył około 1425 roku.
    Po otrzymaniu święceń kapłańskich był dwa razy wikariuszem swojego konwentu, a następnie jego przeorem. Wiernie wypełniał swoje obowiązki zakonne, a w swoich dziełach malarskich przekazywał braciom i wiernym Boże tajemnice, które kontemplował na modlitwie i w czasie studium świętej prawdy. Wezwany do Rzymu przez papieża Eugeniusza IV, wymalował dwie kaplice w kościele św. Piotra i w Pałacu Watykańskim. Na polecenie papieża Mikołaja V przyozdobił jego prywatną kaplicę i prywatny apartament (1445-1449). Pracował także w Kortonie, w konwencie św. Dominika (1438 r.) i w katedrze w Orvieto (1447 r.). Najbardziej znane są freski w konwencie San Marco we Florencji (dziś część klasztoru wydzielona jako Muzeum św. Marka).

    Fra Angelico: Św. Dominik adorujący Krzyż
    Gdy zwolniło się biskupstwo florenckie, Eugeniusz IV zaproponował jego objęcie Janowi. Brat Jan błagał papieża, aby nie musiał przyjmować tego obowiązku. “Był nie mniej znakomitym malarzem, jak i miniaturzystą, i niezwykle przykładnym mnichem” – zapisał Giorgio Vasari. Głównym źródłem jego natchnienia było Pismo Święte. Był człowiekiem prostym i uczciwym, ubogim i pokornym. Także jego malarstwo jest pełne kontemplacji Bożego piękna, a zarazem proste. Ze względu na to, że umiał połączyć cnotliwe życie ze sztuką, otrzymał przydomek Beato Angelico – anielski. Najczęściej jest nazywany Fra Angelico (Braciszek Anielski). Szeroko rozeszła się sława jego świętości i talentu.
    Zmarł w Rzymie 18 lutego 1455 roku, w konwencie Santa Maria sopra Minerva, gdzie do dzisiaj nad posadzką bazyliki znajduje się jego grób z marmurową podobizną. Beatyfikowany został przez św. Jana Pawła II w 1982 roku listem apostolskim motu proprio Qui res Christi gerit. W Polsce jest patronem historyków sztuki.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***


    17 lutego

    Siedmiu Świętych Założycieli
    Zakonu Serwitów Najświętszej Maryi Panny

    Święci Założyciele Zakonu Serwitów NMP
    Do grona czczonych dziś Założycieli należeli: Aleksy Falconieri, Bartłomiej Amidei, Benedykt Antella, Buonfiglio Monaldi, Gerardino Sostegni, Hugo Lippi-Uguccioni oraz Jan Buonagiunta Monetti.
    Najbardziej znanym z nich jest św. Aleksy Falconieri. Był kupcem i mieszkał we Florencji w czasach, kiedy kraj przeżywał rozdarcie i bratobójcze walki. W 1215 roku w samą Wielkanoc przy Ponte Vecchio we Florencji miała pojawić się Matka Boża cała we łzach, opłakująca to, że Jej dzieci są między sobą rozdarte nienawiścią i wojną. Dnia 15 sierpnia 1233 roku Matka Boża miała pojawić się po raz drugi, okryta żałobą, pełna boleści. Reakcją na te objawienia było to, że wraz z sześcioma rówieśnikami, również florenckimi kupcami, Aleksy porzucił zajęcia i usunął się na ubocze, gdzie żył w ubóstwie i pokucie. Założył z nimi pobożną konfraternię, która podejmowała zadośćuczynienie za życie i grzechy współziomków. Z czasem przeniosła się ona na Monte Senario, gdzie powstał skromny dom i kaplica Matki Bożej. Członkowie konfraterni rozważali Mękę Pańską i mieli żywą cześć do Matki Bożej Bolesnej. Tak powstał nowy zakon, tzw. serwitów, czyli sług Maryi. Wspólnota przyjęła regułę św. Augustyna, a część konstytucji przejęła od dominikanów.
    Jako wędrowni kaznodzieje serwici przemierzyli Italię, Francję, Niemcy i Węgry. Dotarli nawet do Polski. W 1304 r. Stolica Apostolska zatwierdziła ich Zakon. Istnieje on do dzisiaj. Największą sławą okrył zakon św. Filip Benicjusz (+ 1285), który stał się prawodawcą tej rodziny zakonnej i najbardziej przyczynił się do jej rozpowszechnienia. Innym znanym serwitą był św. Peregryn Laziosi (+ 1345), patron chorych na raka. Niebawem powstał także zakon żeński, serwitek, którego założycielką była św. Juliana Falconieri (1270-1341), bratanica Aleksego.
    Aleksy zmarł 17 lutego 1310 r., dożywszy 100 lat. Papież Benedykt XIII wszystkich siedmiu pierwszych serwitów wyniósł do chwały ołtarzy w latach 1717-1725, a papież Leon XIII zaliczył ich w poczet świętych 15 stycznia 1888 roku jako Siedmiu Świętych Założycieli Zakonu Serwitów Najświętszej Maryi Panny (nazywanych także Braćmi z Monte Senario). Ich relikwie przechowywane są w sanktuarium na Monte Senario.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    16 lutego

    Święta Juliana, dziewica i męczennica

    Zobacz także:
      •  Święty Daniel, męczennik
      •  Błogosławiony Piotr z Castelnau, mnich i męczennik
    Święta Juliana

    Juliana żyła w III w. w Nikomedii. Była jedyną chrześcijanką w rodzinie. Ojciec, zaciekły poganin, zamierzał wydać córkę za prefekta miasta, Eleuzjusza. Dziewczyna jednak stanowczo oświadczyła, że za poganina za żadną cenę nie wyjdzie. Wobec odmowy ojciec kazał przyprowadzić ją przed sąd, któremu przewodniczył. Kiedy zachęty i groźby nie odnosiły skutku – nie mogąc pojąć, jak może odrzucać zaszczytną dla siebie ofertę małżeńską – poddał ją torturom, które sam jej wymierzył, a następnie skazał na śmierć przez ścięcie mieczem w 305 r.
    Śmiertelne szczątki męczennicy z Nikomedii przeniesiono do Pozzuoli we Włoszech, w czasie najazdu Longobardów wywieziono je do Kumy pod Neapolem (ok. 567), by w roku 1207 umieścić je w jednym z kościołów Neapolu. Tak wielka troska o relikwie Świętej świadczy, jak dużą czcią cieszyła się zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie. Niebawem relikwie św. Juliany, męczennicy, rozdzielono pomiędzy wiele kościołów Włoch, Hiszpanii i Holandii.
    W ikonografii św. Juliana przedstawiana jest w długiej szacie. Jej atrybutami są: u stóp diabeł w łańcuchach, korona, księga, krzyż, lilia, miecz, palma męczeńska.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***


    15 lutego

    Błogosławiony Michał Sopoćko, prezbiter

    Zobacz także:
      •  Święty Klaudiusz de la Colombiere, prezbiter
      •  Święty Zygfryd, biskup
    Błogosławiony Michał Sopoćko
    Michał Sopoćko urodził się 1 listopada 1888 roku w Juszewszczyźnie (zwanej też Nowosadami) w powiecie oszmiańskim na Wileńszczyźnie w ubogiej rodzinie szlacheckiej, pielęgnującej tradycje patriotyczne. Mimo problemów materialnych rodzice zadbali o podstawowe wykształcenie dzieci. Wybór drogi życiowej i wczesne odczytanie powołania Michał zawdzięcza moralnej postawie rodziców, ich głębokiej pobożności i miłości rodzicielskiej. Rodzina wspólnie modliła się i razem regularnie dojeżdżała wozem konnym na nabożeństwa do odległego o 18 km kościoła parafialnego.
    Po ukończeniu szkoły miejskiej w Oszmianie, w 1910 r. Sopoćko rozpoczął czteroletnie studia w seminarium duchownym w Wilnie. Naukę mógł kontynuować dzięki zapomodze przyznanej mu przez rektora. Święcenia kapłańskie otrzymał 15 czerwca 1914 r. Kapłańską posługę rozpoczął jako wikariusz w parafii Taboryszki koło Wilna.
    W 1918 r. otrzymał pozwolenie na wyjazd do Warszawy, na studia na Wydziale Teologicznym UW. Jednak choroba, a później działania wojenne uniemożliwiły mu podjęcie studiów. Zgłosił się na ochotnika do duszpasterstwa wojskowego. Prowadził działalność duszpasterską w szpitalu polowym i wśród walczących na froncie żołnierzy. Starał się wykonywać swoją posługę jak najlepiej mimo kolejnych kłopotów zdrowotnych. W 1919 r. Uniwersytet Warszawski wznowił działalność i ks. Sopoćko zapisał się na sekcję teologii moralnej oraz na wykłady z prawa i filozofii, które ukończył magisterium w 1923 r.; trzy lata później uzyskał tam tytuł doktora teologii. W latach 1922-1924 studiował także w Wyższym Instytucie Pedagogicznym. W czasie studiów był nadal kapelanem wojskowym (aż do roku 1929).
    W 1924 roku powrócił do rodzimej diecezji; w 1927 roku został mianowany ojcem duchownym, a rok potem – wykładowcą w Seminarium Duchownym i na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie.
    Po 1932 r. poświęcił się głównie pracy naukowej. Podjął naukę języków: niemieckiego, angielskiego i francuskiego, których znajomość ułatwiła mu studiowanie. Habilitował się w 1934 r. na Uniwersytecie Warszawskim. Pracy dydaktyczno-naukowej oddawał się aż do II wojny światowej. Pozostawił po sobie liczne publikacje z tego okresu.
    Od 1932 r. był spowiednikiem sióstr ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Tam spotkał siostrę Faustynę Kowalską, która od maja 1933 r. została jego penitentką. Spotkanie to okazało się ważne dla obojga. Ona znalazła w nim mądrego spowiednika, który był inspiratorem powstania jej Dzienniczka Duchowego, a on za jej przyczyną stał się czcicielem Miłosierdzia Bożego i stworzył podstawy teologiczne tego kultu. W Dzienniczku siostra Faustyna zapisała obietnicę Pana Jezusa, dotyczącą jej spowiednika, ks. Michała Sopoćki, który pomagał jej przekazać prawdę o Miłosierdziu Bożym: Tyle koron będzie w koronie jego, ile dusz się zbawi przez dzieło to.
    Nie za pomyślność w pracy, ale za cierpienie nagradzam (Dzienniczek, 90).W czasie okupacji niemieckiej, aby uniknąć aresztowania, musiał ukrywać się w okolicach Wilna. Był założycielem zgromadzenia zakonnego Sióstr Jezusa Miłosiernego (1941). Od 1944 r., gdy Seminarium Duchowne w Wilnie wznowiło działalność, wykładał w nim aż do jego zamknięcia przez władze radzieckie. Ponieważ groziło mu aresztowanie, wyjechał w 1947 roku do Białegostoku, gdzie w seminarium wykładał pedagogikę, katechetykę, homiletykę, teologię pastoralną i ascetyczną. Uczył też języków łacińskiego i rosyjskiego.
    Jeszcze przed wojną zaczął prowadzić intensywną akcję trzeźwościową w ramach Społecznego Komitetu Przeciwalkoholowego. W latach 50. zorganizował szereg kursów katechetycznych dla zakonnic i osób świeckich, a także wykłady otwarte o tematyce religijnej przy parafii farnej w Białymstoku. W 1962 r. przeszedł na emeryturę, ale do końca swych dni uczestniczył aktywnie w życiu diecezji, pracował naukowo i publikował. Zmarł w domu Sióstr Misjonarek przy ul. Poleskiej 15 lutego 1975 r., w dzień wspomnienia świętego Faustyna, patrona siostry Faustyny Kowalskiej. Został pochowany na cmentarzu w Białymstoku.
    30 listopada 1988 r. dokonano ekshumacji jego doczesnych szczątków w celu przeniesienia ich do Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Białymstoku. 28 września 2008 r. w tym właśnie sanktuarium miała miejsce uroczysta beatyfikacja ks. Michała.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    Apostoł Miłosierdzia dostąpił chwały ołtarzy

    fot. Katarzyna Matejek/Gość Niedzielny

    ***

    Hasło: „Jezu, ufam Tobie!” ogrzeje, co było zimnego, zmiękczy, co było twardego, ożywi, co było uschłego, zapali, co było gasnącego, a zamiast nienawiści dziś wszystkich dzielącej, połączy jednostki, rodziny, społeczeństwa, narody i państwa uściskiem prawdziwej braterskiej miłości Boga i bliźniego.
    Ks. Michał Sopoćko

    S. Faustyna Kowalska miała widzenia, ks. Michał Sopoćko jako pierwszy w nie uwierzył i zaczął je realizować, a tym, który ogłosił to światu, był Jan Paweł II – te słowa abp. Edwarda Ozorowskiego – metropolity białostockiego przypomniał ostatnio ks. prał. Krzysztof Nitkiewicz – postulator procesu beatyfikacyjnego Apostoła Miłosierdzia.

    S. Faustyna – ks. Sopoćko – Jan Paweł II

    „Oto jest pomoc widzialna dla ciebie na ziemi. On ci dopomoże spełnić wolę Moją na ziemi” („Dzienniczek”, 53) – mówił do s. Faustyny Pan Jezus, wskazując jej w widzeniu ks. Michała Sopoćkę jako spowiednika i kierownika duchowego. Spotkali się po raz pierwszy w 1933 r. w Wilnie. Ks. Sopoćko był współpracownikiem s. Faustyny w spełnieniu woli Pana Jezusa w odniesieniu do kultu Bożego Miłosierdzia. S. Faustyna raczej przekazywała to, co jej powiedział Pan Jezus, ks. Sopoćko wcielał te polecenia w życie. Miał dar słuchania duszy mistycznej i stał się doskonałym pośrednikiem, sprawiając, że świat mógł usłyszeć głos skromnej zakonnicy. To on kazał s. Faustynie spisywać swoje objawienia – i tak powstał „Dzienniczek”. On również przyczynił się do powstania pierwszego obrazu Jezusa Miłosiernego.
    Ks. Sopoćko realizował zamierzenia siostry, także po jej śmierci. Doczekał rozpoczęcia procesu informacyjnego s. Faustyny Kowalskiej w 1965 r., w którym wystąpił w roli świadka. Zmarł 15 lutego 1975 r. – w dniu wspomnienia św. Faustyna, zakonnego patrona s. Faustyny Kowalskiej, a więc w dniu jej imienin.
    – Kard. Karol Wojtyła znał osobiście ks. Sopoćkę ze zjazdów teologicznych, pisywali do siebie listy – wyjaśnia ks. Nitkiewicz w wywiadzie dla KAI. Wiosną 1971 r., niedługo po wydaniu posoborowego Mszału Rzymskiego, w którym znalazł się formularz o Miłosierdziu Bożym, kard. Wojtyła napisał do niego znaczące słowa: „Księże Profesorze, możemy sobie nawzajem pogratulować”. To Jan Paweł II – na prośbę polskich biskupów – zezwolił obchodzić w naszym kraju od 1995 r. drugą niedzielę wielkanocną jako Niedzielę Miłosierdzia Bożego, a Kongregacja Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów 5 maja 2000 r. rozszerzyła to postanowienie Papieża Polaka na cały świat.
    Ważny jest również fakt, że właśnie w czasie pontyfikatu Jana Pawła II s. Faustyna Kowalska została beatyfikowana (1993 r.) i kanonizowana (2000 r.). Tak więc największy wkład w szerzenie kultu Miłosierdzia Bożego po śmierci ks. Sopoćki miał Jan Paweł II. A odchodził on do Domu Ojca w wigilię święta Miłosierdzia Bożego 2005 r., co wielu z nas odczytuje jako znak z Nieba.

    Beatyfikacja

    Ks. Michał Sopoćko – spowiednik s. Faustyny i orędownik Bożego Miłosierdzia – został wyniesiony na ołtarze 28 września 2008 r. w sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Białymstoku. W świątyni tej złożone są doczesne szczątki ks. Sopoćki. Mszy św. beatyfikacyjnej przewodniczył abp Angelo Amato – prefekt watykańskiej Kongregacji ds. Świętych. W uroczystości wzięli udział: kard. Józef Glemp – prymas Polski, Episkopat Polski, który wcześniej obradował w Białymstoku na 345. Zebraniu Plenarnym KEP, a także goście z zagranicy, wśród nich m.in: kard. Audrys Juozas Baèkis – arcybiskup metropolita wileński, abp Tadeusz Kondrusiewicz – metropolita mińsko-mohylewski, abp Francesco Pio Tamburino – metropolita Foggii w południowych Włoszech. W koncelebrze wzięło udział ponad 500 kapłanów, w tym około 50 z zagranicy, m.in. z USA, Kanady, Francji, Litwy, Białorusi, Rosji, a nawet Korei Południowej. Na uroczystości obecni byli przedstawiciele władz państwowych na czele z prezydentem RP Lechem Kaczyńskim i ostatnim prezydentem na uchodźstwie Ryszardem Kaczorowskim, a także przedstawiciele władz samorządowych i wojskowych.
    Na początku Eucharystii abp Ozorowski zwrócił się do abp. Amato z prośbą o zaliczenie w poczet błogosławionych sługi Bożego ks. Michała Sopoćki, a ks. prał. Krzysztof Nitkiewicz z Watykanu przedstawił jego życiorys. Następnie prefekt Kongregacji ds. Świętych odczytał po łacinie list apostolski, którym Ojciec Święty wpisał w poczet błogosławionych sługę Bożego ks. Michała Sopoćkę. W języku polskim formułę beatyfikacyjną wypowiedział abp Ozorowski. Potem nastąpiło uroczyste odsłonięcie obrazu beatyfikacyjnego, a z dolnego kościoła bazyliki wyruszyła procesja z relikwiami ks. Sopoćki, które zostały złożone przed jego obrazem.

    Sługa Miłosierdzia Bożego

    Homilię wygłosił metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz. Zwrócił uwagę, że Kościół wynosi do chwały ołtarzy kapłana, którym Bóg posłużył się, aby niezmienna prawda o Miłosierdziu Bożym dotarła do ludzi XX wieku. – Był to wiek – przypomniał kard. Dziwisz – naznaczony w sposób szczególny okrutnymi systemami totalitarnymi, usiłującymi pozbawić człowieka nadziei, odzierającymi go z godności, skazującymi na poczucie bezsensu i rozpaczy.
    Metropolita krakowski zaznaczył, że ks. Sopoćko stał się sługą Miłosierdzia Bożego, a w szczególny sposób ujawniło się to w przełomowym momencie jego życia, gdy w kręgu jego kapłańskiej posługi znalazła się s. Faustyna Kowalska ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. – Potrzeba było mądrości, duchowej wrażliwości i świętości życia ks. Michała, by w wizjach prostej siostry zakonnej rozpoznać Boże przesłanie skierowane do całego świata – powiedział kard. Dziwisz. Dodał, że nowy błogosławiony stwierdził nadprzyrodzony charakter wizji swojej niezwykłej penitentki i uwiarygodnił jej przesłanie.
    Wspomniał też o trudnościach, jakie orędzie przekazywane przez s. Faustynę napotykało w samym Kościele, który początkowo nieufnie traktował „rewelacje” przyszłej świętej. – Ks. Sopoćko zaś – przypomniał kard. Dziwisz – w duchu posłuszeństwa przyjmował stanowisko Kościoła, co pozwoliło na pogłębienie teologicznych fundamentów kultu Miłosierdzia Bożego i na oczyszczenie go z form, które nie występowały w widzeniach św. Faustyny. Kreśląc duchową sylwetkę spowiednika s. Faustyny, kard. Dziwisz zwrócił uwagę na jego odwagę i wytrwałość, pokorę i prostotę życia, a przede wszystkim na jego dobroć i miłosierdzie okazywane bliźnim.
    Metropolita krakowski powiedział, że Białystok stał się przęsłem łączącym Wilno – gdzie ks. Sopoćko spotkał s. Faustynę – z Krakowem. Wspomniał także postać Jana Pawła II, wielkiego świadka i apostoła Miłosierdzia Bożego, który zaniósł ten kult z Krakowa do Rzymu i głosił stamtąd całemu światu. Napisał encyklikę o Bogu bogatym w miłosierdzie – „Dives in misericordia”, wyniósł s. Faustynę do chwały ołtarzy. Kard. Dziwisz przypomniał, że to właśnie Jan Paweł II ustanowił dla całego Kościoła święto Miłosierdzia Bożego, konsekrował sanktuarium w Łagiewnikach, w którym zawierzył świat Bożemu Miłosierdziu.

    Specjalne pozdrowienie od Benedykta XVI

    Pod koniec Eucharystii przemówili: delegat papieski abp Angelo Amato, prymas Polski kard. Józef Glemp oraz hierarchowie zza wschodniej granicy: kard. Audrys Juozas Baèkis i abp Tadeusz Kondrusiewicz. Natomiast Ojciec Święty Benedykt XVI podczas spotkania z wiernymi w Castel Gandolfo na modlitwie „Anioł Pański”, odbywającego się w niedzielę 28 września w godzinie beatyfikacji, skierował słowa specjalnego pozdrowienia do uczestników Mszy św. w Białymstoku. Wspomniał sługę Bożego Jana Pawła II, który w Domu Ojca raduje się nowym błogosławionym.
    Wspomnienie nowego błogosławionego będzie obchodzone 15 lutego, w dniu jego śmierci. Ks. Michał Sopoćko zmarł 33 lata temu w Białymstoku.
    Beatyfikacja ks. Michała Sopoćki – wielkiego orędownika Bożego Miłosierdzia – rozpoczęła 64. Tydzień Miłosierdzia, który w tym roku trwa od 28 września do 4 października.

    * * *

    Pan Jezus powiedział

    „Przez niego rozsiewam pociechy dla dusz cierpiących, udręczonych. Przez niego upodobało mi się rozgłosić cześć dla Miłosierdzia Mojego, a przez to dzieło Miłosierdzia więcej dusz do Mnie zbliży, aniżeli on dzień i noc rozgrzeszał aż do końca życia swego, bo tak pracowałby tylko do końca życia, a przez dzieło to pracował będzie do końca świata” – takie słowa o ks. Michale Sopoćce skierował do św. Faustyny Kowalskiej Chrystus 30 sierpnia 1937 r., co zapisała w swoim „Dzienniczku”. Ks. Sopoćko sprawę kultu Miłosierdzia Bożego, a w szczególności ustanowienie święta Miłosierdzia Bożego w drugą niedzielę wielkanocną, uważał za jeden z głównych celów swojego życia.

    Mówi postulator procesu beatyfikacyjnego

    Naukowe podejście
    Ks. Sopoćko podszedł do wizji s. Faustyny jak każdy naukowiec. Najpierw kazał ją przebadać lekarzowi psychiatrze. Później zdał sobie sprawę, że ona sama nie mogła ich wymyślić, bo jej relacje z rozmów z Jezusem były zbyt harmonijne, a poza tym nie miała ona odpowiedniego poziomu wiedzy teologicznej, koniecznej, by samodzielnie dojść do pewnych konkluzji. Posługując się aparatem naukowym, skonfrontował ze sobą wszystkie elementy i stwierdził, że jej wizje muszą być nadprzyrodzone, choć dostrzegał też w jej relacjach pewne elementy ludzkie. Nie był to człowiek emotywny, który zachwycił się wizjami s. Faustyny, stracił głowę i poszedł za nimi. Posługując się warsztatem naukowym, spokojnie wszystko przebadał i doszedł do wniosku, że wizje są prawdziwe. Im dłużej znał s. Faustynę, tym większe było jego przekonanie o ich nadprzyrodzonym charakterze.

    Specyfika świętości ks. Sopoćki
    Ks. Sopoćko mawiał, że jeśli ktoś pokłada ufność w Miłosierdziu Bożym, nigdy nie zginie. Sam nią żył w sposób absolutny. Kiedy Stolica Apostolska zakazała kultu Miłosierdzia Bożego, uznał to za opatrznościowe, bo kult mógł oczyścić się z elementów nieobecnych w wizjach św. Faustyny. Czasami człowiek reaguje na problemy odejściem od Boga, a ks. Sopoćko jeszcze bardziej do Niego przylgnął, okazując całkowitą ufność. Nadal też propagował Miłosierdzie Boże, uważając, że taki spoczywa na nim obowiązek. Jego świętość polega na tym, że mimo przeszkód, które nie wynikały ze złej woli, tylko z mądrości Kościoła, on nie opuszczał rąk.

    ks. prał. Krzysztof Nitkiewicz

     Lidia Dudkiewicz/Tygodnik Niedziela/wywiad dla KAI

    ***

    Nie bał się wziąć na barki Chrystusowego Krzyża. Błogosławiony ksiądz Michał Sopoćko

    (oprac. PCh24.pl)

    ***

    „Jest to kapłan według serca mojego, miłe mi są wysiłki jego” powiedział siostrze Faustynie Pan Jezus o księdzu Michale Sopoćce. Te wysiłki często łączyły się ze współdźwiganiem Chrystusowego Krzyża przez niestrudzonego głosiciela orędzia Miłosierdzia Bożego. 15 lutego 2025 roku mija 50 lat od narodzin dla nieba bł. ks. Michała Sopoćki. Co ciekawe, tego samego dnia obchodzone są imieniny Faustyny.

    Ksiądz Michał Sopoćko pierwszy raz spotkał siostrę Faustynę Kowalską w czerwcu 1933 roku. Miało to miejsce w Wilnie. Kapłan miał wówczas 45 lat i wysoką, stabilną pozycję w świecie duchowieństwa i inteligencji wileńskiej. Był doktorem teologii, wykładowcą na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, ojcem duchownym w wileńskim Seminarium Duchownym. Zgodził się również być opiekunem duchowym sióstr ze Zgromadzenia Opieki Matki Bożej. Był tam m.in. spowiednikiem młodej siostry Faustyny (miała wówczas 28 lat). Ta wyznała mu, iż miewa mistyczne wizje Jezusa, który przekazuje jej orędzie o Miłosierdziu Bożym i że Chrystus sam wskazał jej księdza Michała, kapłana który ma jej pomóc szerzyć to orędzie.

    Wzbudziło to zainteresowanie księdza Sopoćki. Najpierw bardzo ostrożnie sprawdzał siostrę Faustynę. Wysłał ją nawet na badania psychiatryczne, które wykazały, że jest ona zupełnie zdrowa psychicznie. Kapłan sprawdzał też orędzie Miłosierdzia Bożego, które Chrystus przekazywał siostrze Faustynie i doszedł do wniosku, że jest ono całkowicie zgodne z Pismem Świętym i nauczaniem Kościoła. Dopiero wówczas uwierzył, iż ma do czynienia z czymś bardzo ważnym i prawdziwym. Z czasem postanowił poświęcić całe swoje siły, życie, swoją wiedzę dziełu opracowania teologicznych podstaw kultu Miłosierdzia Bożego oraz szerzeniu orędzia przekazanego siostrze Faustynie przez Jezusa.     

    W 1938 roku ks. Michał Sopoćko zapisał w swym „Dzienniku”: Są prawdy, które się zna i często o nich się słyszy i mówi, ale się nie rozumie. Tak było ze mną co do prawdy miłosierdzia Bożego. Tyle razy wspominałem o tej prawdzie w kazaniach, powtarzałem w modlitwach kościelnych – szczególnie w psalmach – ale nie rozumiałem znaczenia tej prawdy… Dopiero trzeba było prostej zakonnicy S. Faustyny ze Zgromadzenia Opieki Matki Bożej (Magdalenek), która intuicją wiedziona powiedziała mi o niej, krótko i często to powtarzała, pobudzając mnie do badania, studiowania i częstego o tej prawdzie myślenia… Z początku nie wiedziałem dobrze o co chodzi, słuchałem, niedowierzałem, zastanawiałem się, badałem radziłem się innych – dopiero po kilku latach zrozumiałem doniosłość tego dzieła, wielkość tej idei i przekonałem się sam o skuteczności tego starego wprawdzie, ale zaniedbanego i domagającego się w naszych czasach odnowienia, wielkiego życiodajnego kultu. Niech ufność w Miłosierdzie Boże, szerzenie kultu tego miłosierdzia wśród innych i bezgraniczne poświęcenie mu wszystkich swoich myśli, słów i uczynków bez cienia szukania siebie będzie naczelną zasadą mego dalszego życia, przy pomocy tegoż niezmierzonego miłosierdzia”.

    Dla tego dzieła zaryzykował utratę wszystkich swoich dotychczasowych osiągnięć jako naukowiec – docent teologii, swego prestiżu w środowisku duchowieństwa i inteligencji wileńskiej. Z czasem, kiedy coraz szerzej i śmielej zaczął szerzyć orędzie Bożego Miłosierdzia przekazane siostrze Faustynie przez Chrystusa, w wielu kołach elity, również duchowej, zaczął uchodzić za maniaka, zafiksowanego na punkcie jakiegoś prywatnego objawienia, mającego nikłe szanse, aby być uznanym przez Watykan. Nawet opinia na jego temat, przesłana do Rzymu, nie była przychylna. Ksiądz Michał bardzo cierpiał z tego powodu.

    O tym ile wycierpiał jej spowiednik dla orędzia Miłosierdzia Bożego pisze siostra Faustyna w swoim Dzienniczku: „W pewnej chwili ujrzałam wewnętrznie duszę jego w wielkim cierpieniu, w takiej męce, że niewiele dusz Bóg dotyka tym ogniem. Cierpienie to wypływa z jego dzieła”.

    Pomimo tego ksiądz Michał nie ustawał w swoim dziele. Wyjaśniał nieporozumienia, do których doszło na najwyższym forum Kościoła, a dotyczących tego, co siostra Faustyna usłyszała od Jezusa. Chodziło tu m.in. o niedokładne tłumaczenie z języka polskiego „Dzienniczka” siostry Faustyny, co doprowadziło do zniekształceń w rozumieniu zawartych w nim prawd, a ostatecznie do wprowadzenia przez Watykan w roku 1958 zakazu ich szerzenia. Ten zakaz trwał aż 20 lat!

    Ciężki cios, nie zatrzymał upartego kapłana. Wciąż pracował on nad utworzeniem podstaw teologii kultu Miłosierdzia Bożego. Tworząc je, kierował się treściami objawień, przekazanych siostrze Faustynie Kowalskiej przez Chrystusa. Kult Miłosierdzia Bożego oparł na głębokich podstawach biblijnych i pastoralnych, co do dziś pozwala mu trwać i niezwykle szybko się rozwijać. Pisał artykuły naukowe poświęcone Miłosierdziu Bożemu, układał modlitwy, doprowadził do powstania pierwszego obrazu Jezusa Miłosiernego, który na podstawie wskazówek siostry Faustyny, namalował w Wilnie, zawodowy malarz artysta Eugeniusz  Kazimirowski.

    Co ciekawe, Kazimirowski w roku 1936 przeniósł się z Wilna do Białegostoku, gdzie zajmował się malarstwem i krzewieniem turystyki przyrodniczej. Zgodnie z zapisem w kościelnej księdze zgonów parafii farnej w Białymstoku, Kazimirowski zmarł 23 września 1939 z powodu zapalenia płuc i 25 września został pochowany w centralnej części cmentarza farnego. Wspominam o tej postaci, gdyż 15 lutego, w ramach uroczystości 50. rocznicy śmierci bł. ks. Michała Sopoćki, na cmentarzu farnym zostanie odsłonięty i poświęcony nowy pomnik nagrobny Eugeniusza Kazimirowskiego. Powstał on staraniem białostockiego IPN, który realizuje program „Groby weteranów walk o wolności i niepodległość Polski”.

    Właśnie tak, twórca pierwszego obrazu Jezusa Miłosiernego, był patriotą, który walczył o wolność Rzeczypospolitej. Eugeniusz Kazimirowski od roku 1912 był członkiem Polskiej Drużyny Strzeleckiej w Czartkowie, od roku 1914 należał do Polskiej Organizacji Wojskowej (POW) na Wileńszczyźnie, natomiast podczas wojny polsko – bolszewickiej był żołnierzem (starszy strzelec) Białostockiego Pułku Strzelców.

    Powróćmy teraz do głównego bohatera – bł. ks. Michała Sopoćki i jego ogromnej pracy dla szerzenia orędzia Miłosierdzia Bożego, które zostało przekazane przez Jezusa siostrze Faustynie. Otóż oprócz opracowania fundamentów teologicznych tego, znanego dziś na całym świecie, kultu – ksiądz Michał postanowił przekonać Rzym do prawd zapisanych przez siostrę Faustynę w „Dzienniczku” poprzez dzieło sztuki. W tym celu zlecił znanemu białostockiemu, a wcześniej wileńskiemu, malarzowi Ludomirowi Sleńdzińskiemu wykonanie kilku wizerunków Jezusa Miłosiernego, które dokładnie odzwierciedlały kryteria dogmatyczne i liturgiczne kultu Miłosierdzia Bożego.

    Pierwszy ten obraz, namalowany w roku 1954, znajduje się w kościele Serca Jezusa Miłosiernego O. Jezuitów w Kaliszu. Drugi, z roku 1955, po konserwacji w 1973 roku, umieszczony został w Katedrze w Białymstoku. Kolejne obrazy Sleńdzińskiego powstały w tysięczną rocznicę chrztu Polski w roku 1966. Jeden znajduje się w kościele św. Antoniego w Sokółce, drugi jest własnością Archidiecezji Białostockiej i brał udział w peregrynacji po parafiach przed beatyfikacją ks. M. Sopoćki. Przynajmniej jeden z tych obrazów miał trafić do Watykanu, aby przekonać kościelnych zwierzchników do zatwierdzenia objawień siostry Faustyny i kultu Miłosierdzia Bożego. Niestety, żaden z nich nie dotarł do Rzymu, co dla ks. Sopoćki było kolejną boleścią.           

    Ksiądz Michał Sopoćko, aż do śmierci w roku 1975, nie ustawał w prowadzeniu działań zmierzających do rozszerzenia kultu Miłosierdzia Bożego na cały Kościół i świat. Był tej misji bezgranicznie oddany. Współtworzył Zgromadzenie Zakonne Sióstr Jezusa Miłosiernego, przyczynił się do ustanowienia Święta Miłosierdzia Bożego, prowadzonej przed nim Nowenny oraz, tak dziś cenionej przez wielu – Koronki do Miłosierdzia Bożego. Wszystko to czynił, pomimo wielu przeszkód, jakie stawiano mu nawet w Kościele. Jednak nic nie zdołało zatrzymać tego prawdziwego apostoła Miłosierdzia Bożego, za co, jak dziś wiemy, Bóg wynagrodził go sowicie. 

    28 września 2008 roku w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Białymstoku, z udziałem tysięcy wiernych, miała miejsce niezwykle uroczysta beatyfikacja ks. Michała Sopoćki. Trzeba tu wspomnieć, że pomysłodawcą powstania tego sanktuarium był nie kto inny jak sam ks. Michał, którego doczesne szczątki tu spoczywają. W napisanym przez papieża Benedykta XVI Liście Apostolskim z okazji beatyfikacji ks. Michała czytamy: „Za radą Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, naszą władzą apostolską zezwalamy, aby odtąd Czcigodnemu Słudze Bożemu Michałowi Sopoćce, prezbiterowi, który swoje życie poświęcił głoszeniu Miłosierdzia Bożego, dając wzór kapłańskiej świętości, przysługiwał tytuł Błogosławionego i aby Jego święto obchodzono corocznie 15 lutego w dniu Jego narodzin dla Nieba”.

    15 lutego uroczystości 50. rocznicy śmierci ks. Michała będą miały miejsce w Krakowie i Myśliborzu, a największe (dwudniowe) w Białymstoku – m.in. konferencje, koncerty, promocja nowej książki „Błogosławiony Michał Sopoćko Apostoł Miłosierdzia Bożego”.

    Adam Białous /PCh24.pl

    ***

    Ksiądz Michał Sopoćko i miasto miłosierdzia

    Błogosławiony ks. Michał Sopoćko patrzy na Białystok z muralu przy ul. Radzymińskiej/Agencja Wschód/Forum

    ***

    Jest białostoczaninem – nie mają wątpliwości mieszkańcy stolicy Podlasia, którzy twierdzą, że jego wstawiennictwu zawdzięczają ocalenie miasta od ekologicznej katastrofy. Czy ksiądz Sopoćko byłby skłonny zmienić nazwę obrazu na „Jezu, ufam dla Ciebie?”.

    U Pana Boga za piecem. Nie bez powodu tak mówi się o tej ziemi. Skąd wzięło się duchowe poruszenie na Podlasiu? – pytałem wielokrotnie, widząc ogromny wysyp wspólnot i nieprzebrane tłumy na nabożeństwach (są parafie, na przykład św. Jadwigi, gdzie jednocześnie odprawia się dwie pasterki: w górnym – gigantycznym! – i dolnym kościele, by wszyscy mogli się pomieścić). „Palce maczał w tym ks. Michał Sopoćko, błogosławiony spowiednik sekretarki Bożego Miłosierdzia. Trafił tu prosto z Wilna w 1947 roku i pozostał z nami do końca życia. Do jego grobu pielgrzymują tysiące wiernych ze ściany wschodniej” – słyszałem za każdym razem.

    Ksiądz Michał Sopoćko i miasto miłosierdzia

    Ulica Poleska. To tu zdarzyła się katastrofa. I cud.

    fot. Michał Kość / Forum

    ***

    O krok od tragedii

    9 marca 1989 roku o 2.25 przejeżdżający przez Białystok 32-wagonowy pociąg przewożący ciekły chlor z ZSRR do bratniej Niemieckiej Republiki Demokratycznej wykoleił się w okolicach ulicy Poleskiej. Cztery cysterny wypadły z torów. Już po chwili na miejsce przyjechały dwie jednostki straży pożarnej, a o 3.45 zadzwoniono do rafinerii w Płocku, zawiadamiając specjalną jednostkę Centralnej Stacji Ratownictwa Chemicznego. Od świtu obradowały władze miasta, które o 11.00 zdecydowały się poinformować o katastrofie media. Wybuchła panika. Część ludzi pochowała się w domach, część wyjechała z miasta. Ruszyła akcja podnoszenia cystern. Ku zdumieniu strażaków okazało się, że żadna z nich się nie rozszczelniła. Nie doszło do ogromnego skażenia środowiska, które mogło objąć teren nawet 50 kilometrów. Zarówno ratownicy, jak i mieszkańcy przypisali to wstawiennictwu ks. Sopoćki. Mieszkał przy ul. Złotej, a posługiwał u sióstr w kaplicy przy ul. Poleskiej. Przy torach stanął krzyż z dewizą: „Jezu, ufam Tobie”, przy którym wierni wraz z władzami miasta co roku dziękują za ocalenie.

    Ksiądz Michał Sopoćko i miasto miłosierdzia

    33. rocznica ocalenia miasta po katastrofie pociągu przewożącego chlor/Agencja Wschód/Forum

    ***

    Cios za ciosem

    Poleska 42. W drewnianym domku z zegarem ustawionym na godz. 15 ks. Michał wraz z mieszkającymi tu siostrami przyjmował cios za ciosem. Ufał proroczym słowom, które usłyszał od prostej zakonnicy drugiego chóru, że „zobaczy dzieło Bożego miłosierdzia jakby w całkowitym zniszczeniu”, ale doświadczanie tego na własnej skórze wymagało heroizmu. Ks. Sopoćko nie doczekał przecież zniesienia wydanej w 1959 roku notyfikacji zakazującej kultu Bożego Miłosierdzia.

    „Obiecała pomagać mi z nieba” – wspominał w Białymstoku Faustynę, słysząc, że we wrześniu 1953 roku negatywną opinię o obrazie Jezusa Miłosiernego na posiedzeniu episkopatu wydał biskup przemyski Franciszek Barda. W efekcie episkopat zalecił usunięcie z kościołów obrazów Miłosiernego, a 15 marca 1958 roku arcybiskup Antoni Baraniak rozesłał do biskupów w kraju i za granicą oświadczenie, że kult Miłosierdzia Bożego opiera się na zmyślonych faktach. „Wszystko, co mnie spotyka, znosić z wielkim pokojem, cierpliwością, nie bronić się, gdy całe zawstydzenie będzie na mnie spadać niewinnie” – notował na Podlasiu ks. Michał. „Kto chce żyć pobożnie, ma się przygotować na prześladowanie. Winniśmy już w tym życiu zmartwychwstać duchowo”.

    Ksiądz Michał Sopoćko i miasto miłosierdzia

    Koronka do Miłosierdzia Bożego odmawiana na ulicach to część Dni Patronalnych Miasta Białegostoku/fot. Michał Kość/Forum

    Niespotykanie spokojny człowiek

    Najciemniej pod latarnią – wiadomo nie od dziś. „Im więcej dusza kocha, tym mniej zdaje się jej, że kocha” – pisał ks. Sopoćko. Oceniał siebie niezwykle surowo. – Był pełen pokoju. Stateczny, opanowany, mądry. I bardzo pokorny. Nie żądał żadnych przywilejów, nie narzucał się. Nie chciał, by ktoś mu usługiwał – wylicza siostra Kinga Szymczak, która wstąpiła do zgromadzenia w 1958 roku. Gdy siedziałem przed dziewięciu laty na Poleskiej 42 na jednym z krzeseł ks. Michała, siostry śmiały się: „Może nasiąknie pan trochę jego świętością…”.

    Do Białegostoku trafił 6 sierpnia 1947 roku, gdy Sowieci zagarnęli Wilno. Na dobre osiadł w stolicy Podlasia. Przy ul. Złotej dostał małe komunalne mieszkanko. Do 1965 roku był profesorem Wyższego Seminarium Duchownego, a pięć lat później zamieszkał przy ulicy Poleskiej.

    Dzienniczek i… Białostoczek

    To dzięki jego posłudze miasto kartaczy, babki ziemniaczanej i soczewiaków od lat jest nazywane jest Miastem Miłosierdzia. Ileż razy słyszałem w mieście Jagiellonii to określenie! – Nie jest na wyrost – przekonywali mnie proboszczowie, z którymi rozmawiałem. – To tu błogosławiony spowiednik Faustyny spędził blisko trzydzieści ostatnich lat swego życia, tu stworzył podstawy teologiczne i liturgiczne kultu Bożego Miłosierdzia, który w Białymstoku jest niezwykle żywy.

    W mieście, w którym nawet lider Perfectu zmieniał słowa piosenki na „Niewiele dla ciebie mogę dać” (o formie „dla” napisano grube tomy opracowań), wzniesiono sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Przy placu bł. ks. Sopoćki 1, na osiedlu o wdzięcznej nazwie Białostoczek, od 30 listopada 1988 roku spoczywają doczesne szczątki błogosławionego spowiednika Faustyny. Co więcej – kościół był spełnieniem marzeń ks. Michała, który pragnął wybudować podobny w ukochanym Wilnie.

    Do zobaczenia w niebie!

    Faustyna nie doczekała jego przyjazdu do Białegostoku. Już wcześniej pisała wprost: „Choć jesteśmy oddaleni, często jesteśmy razem, bo jeden cel nas łączy”. Gdy ks. Michał widział ją 2 września 1938 roku, była schorowana w szpitalu na Prądniku. „Ujrzałem ją w separatce zatopioną w modlitwie. Wzrok jej był utkwiony w jakiś przedmiot niewidzialny, źrenice nieco rozszerzone, nie zwróciła uwagi na moje wejście, a ja nie chciałem jej przeszkadzać i zamierzałem się cofnąć; wkrótce jednak ona przyszła do siebie, spostrzegła mnie i przeprosiła, że nie słyszała mego pukania do drzwi ani wejścia. Pożegnałem ją, a ona powiedziała: Do zobaczenia w niebie!”.

    Nazwa Miasto Miłosierdzia naprawdę nie jest na wyrost. – Ks. Sopoćko był bardzo mocno związany z Białymstokiem i prawdziwie go pokochał – słyszę na probostwach. – Miał ogromny wpływ na wychowanie kleryków, bo posługiwał w seminarium. Służył też w naszej archikatedrze (z pięknym obrazem Matki Miłosierdzia!). Co ciekawe, była ona pierwszą świątynią, w której udostępniono obraz „Jezu, ufam Tobie” do publicznego kultu. Jesteśmy dumni, że relikwie ks. Michała są w kilkuset kościołach i kaplicach na wszystkich kontynentach! To najbardziej znany białostoczanin na świecie – nie mają wątpliwości proboszczowie, choć przecież sam błogosławiony pochodził z Juszewszczyzny.

    Ksiądz Michał Sopoćko i miasto miłosierdzia

    Białystok. Tu koronkę odmawia się wspólnie nawet na placach i na skrzyżowaniach ulic/fot. Anatol Chomicz/Forum

    ***

    Na walizkach

    Ksiądz Michał umierał pół wieku temu w domu Sióstr Misjonarek przy ul. Poleskiej. 15 lutego, we wspomnienie świętego Faustyna, patrona siostry Kowalskiej, czuwające u jego wezgłowia siostry usłyszały krzyk. „Wyglądało to na walkę. Jego wzrok był utkwiony w jeden punkt i wyrażał niepokój, jakby kogoś widział” – opowiadały mi. „W pewnym momencie ks. Sopoćko spojrzał na walizkę, która leżała na szafie. Siostry zapytały, czy mają ją zdjąć, a on potwierdził skinieniem głowy. Gdy ujrzał zawartość walizki, znów kiwnął głową, że wszystko, co trzeba, jest przygotowane na śmierć, między innymi fioletowy rzymski ornat i haftowana alba”.

    Umierał otoczony opieką i modlitwą sióstr ze zgromadzenia, o które prosił sam Jezus („Pragnę, aby Zgromadzenie takie było, aby wielbiło, głosiło i wypraszało miłosierdzie Boże całemu światu”). Pochowano go na cmentarzu parafii Wniebowzięcia NMP w Białymstoku, ale po 13 latach, po ekshumacji, szczątki przeniesiono do kościoła pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego.

    I oto wolność przyszła!

    Beatyfikacja ks. Michała we wrześniu 2008 r. zgromadziła w Białymstoku blisko sto tysięcy pielgrzymów z Polski i świata. Abp Angelo Amato, prefekt Kongregacji ds. Kanonizacyjnych, przypomniał, że w „Dzienniczku” znajduje się zachęta Jezusa: „Napisz, że dniem i nocą wzrok mój spoczywa na nim”, a abp Tadeusz Kondrusiewicz, metropolita mińsko-mohylewski, wołał: „Radość Kościoła białostockiego podziela również Kościół wileński i Kościół białoruski, bo przecież ks. Sopoćko przyszedł na świat na terenie obecnej archidiecezji mińsko-mohylewskiej. Mając na uwadze to, że ten święty człowiek zostawił swe święte ślady w trzech niezależnych krajach – na Białorusi, Litwie i Polsce – na pewno można go nazwać patronem Trojga Narodów: Białorusi, Litwy i Polski. Dzisiaj, jako syn tamtej ziemi, gdzie Lud Boży przeżył tak okrutne prześladowanie wiary, dziękuję Ci, błogosławiony księże Michale, za to, że w kulcie Miłosierdzia Bożego przekazałeś nam nadzieję. Przekazałeś ją w tamte trudne czasy, kiedy wydawało się, że z Kościołem już skończono i nigdy już na tamtych ziemiach nie będzie głoszona Ewangelia, nigdy nie zabrzmi dzwon na wieżach kościelnych. Pracując przez pięć lat jako wikariusz w Ostrej Bramie, dobrze pamiętam, jak ludzie i kapłani przychodzili do Matki Miłosierdzia, do Jej stóp, do tego miejsca, gdzie pierwszy raz był publicznie wystawiony do kultu obraz Jezusa Miłosiernego, i z ufnością zanosili swe błagania: nie mamy kapłanów, nie mamy kościołów, nie mamy wolności religijnej. I oto wolność przyszła!”.

    To w Białymstoku przeczytałem po raz pierwszy mniej znany „Dzienniczek”, czyli osobiste zapiski ks. Sopoćki. Do końca życia zapamiętam zdanie, które we mnie rezonuje: „Pozwolić triumfować innym. Nie przestawać być dobrym, gdy inni dobroci nadużywają. Gdy będzie potrzeba, Bóg sam upomni się za mną”. Jak pokazało życie, upomniał się.

    Marcin Jakimowicz/Gość Niedzielny

    ***


    14 lutego

    Święci Cyryl, mnich, i Metody, biskup
    patroni Europy

    Zobacz także:
      •  Święty Walenty, biskup i męczennik
    Święci Cyryl i Metody

    Cyryl urodził się w Tesalonikach w 826 r. jako siódme dziecko w rodzinie Leona, który był wyższym oficerem miejscowego garnizonu. Jego właściwe imię to Konstanty, imię Cyryl przyjął pod koniec życia, wstępując do zakonu. Po studiach w Konstantynopolu został bibliotekarzem przy kościele Hagia Sophia. Później usunął się na ubocze. Z czasem podjął w szkole cesarskiej wykłady z filozofii. Wkrótce potem, w 855 r. udał się na górę Olimp do klasztoru w Bitynii, gdzie przebywał już jego starszy brat – św. Metody.
    Na żądanie cesarza Michała III obaj wyruszyli do kraju Chazarów na Krym, aby rozwiązać spory religijne między chrześcijanami, Żydami i Saracenami. Cyryl przygotował się do tej misji bardzo starannie – nauczył się języka hebrajskiego (by dyskutować z Żydami) i syryjskiego (by prowadzić dialog z Arabami, przybyłymi z okolic Syrii). Po udanej misji został wysłany z bratem przez patriarchę św. Ignacego, aby nieść chrześcijaństwo Bułgarom. Pośród nich pracowali pięć lat. Następnie, na prośbę księcia Rościsława udali się z podobną misją na Morawy, gdzie wprowadzili do liturgii język słowiański pisany alfabetem greckim (głagolicę). Potem jeden z uczniów św. Metodego wprowadził do tego pisma majuskuły (duże litery) alfabetu greckiego. Pismo to nazwano cyrylicą. Cyryl przetłumaczył Pismo Święte na język starocerkiewno-słowiański. Inkulturacja chrześcijaństwa stała się przyczyną ich cierpień, a nawet prześladowań.
    Z Panonii (Węgier) bracia udali się do Wenecji, by tam dla swoich uczniów uzyskać święcenia kapłańskie. Jednak duchowieństwo tamtejsze przyjęło ich wrogo. Daremnie Cyryl przekonywał swoich przeciwników, że język nie powinien odgrywać warunku istotnego dla przyjęcia chrześcijaństwa. Bracia zostali oskarżeni w Rzymie przed papieżem św. Mikołajem I niemal o herezję. Posłuszni wezwaniu namiestnika Chrystusowego na ziemi, udali się do Rzymu. W tym jednak czasie zmarł papież św. Mikołaj I (+ 867), a po nim został wybrany Hadrian II. Ku radości misjonarzy nowy papież przyjął ich bardzo serdecznie, kazał wyświęcić ich uczniów na kapłanów, a ich słowiańskie księgi liturgiczne kazał uroczyście złożyć na ołtarzu w kościele Matki Bożej, zwanym Fatne.
    Wkrótce potem Cyryl wstąpił do jednego z greckich klasztorów, gdzie zmarł na rękach swego brata 14 lutego 869 r. Papież Hadrian (Adrian) urządził Cyrylowi uroczysty pogrzeb.
    Metody (jego imię chrzcielne – Michał) urodził się między 815 a 820 r. Ponieważ posiadał uzdolnienia wybitnie prawnicze, wstąpił na drogę kariery urzędniczej. W młodym wieku został archontem – zarządcą cesarskim w jednej ze słowiańskich prowincji. Zrezygnował z urzędu, wstępując do klasztoru w Bitynii, gdzie został przełożonym. Tam też przyjął imię Metody. Około 855 roku dołączył do niego jego młodszy brat, św. Cyryl. Odtąd bracia dzielą razem swój los w ziemi Chazarów, Bułgarów i na Morawach.
    Po śmierci Cyryla (w 869 r.) Hadrian II konsekrował Metodego na arcybiskupa Moraw i Panonii (Węgier) oraz dał mu uprawnienia legata. Jako biskup, Metody kontynuował rozpoczęte dzieło. Z powodu wprowadzenia obrządku słowiańskiego, mimo aprobaty Rzymu, był atakowany przez arcybiskupa Salzburga, który podczas synodu w Ratyzbonie uwięził go w jednym z bawarskich klasztorów. Spędził tam dwa lata (870-872). Interwencja papieża Jana VII przyniosła Metodemu utraconą wolność.
    Nękany przez kler niemiecki, Metody udał się ponownie do Rzymu. Papież Jan VIII przyjął go bardzo życzliwie i potwierdził wszystkie nadane mu przywileje. Aby jednak uspokoić kler niemiecki, dał Metodemu za sufragana biskupa Wickinga, który miał urzędować w Nitrze. W tym czasie doszło do pojednania Rzymu z Konstantynopolem. Metody udał się więc do patriarchy Focjusza, by mu zdać sprawę ze swojej działalności (881 lub 882). Został przyjęty uroczyście przez cesarza. Kiedy powracał, przyprowadził ze sobą liczny zastęp kapłanów. Powróciwszy na Morawy, umarł w Welehradzie 6 kwietnia 885 r.W roku 907 rozpadło się państwo wielkomorawskie, a z jego rozpadem został usunięty obrządek słowiański na rzecz łacińskiego. Mimo tego dzieło św. Cyryla i św. Metodego nie upadło. Ich językiem w liturgii nadal posługuje się kilkadziesiąt milionów prawosławnych i kilka milionów grekokatolików. Obaj święci (nazywani Braćmi Sołuńskimi – od Sołunia, czyli obecnych Salonik w Grecji) są uważani za apostołów Słowian. W roku 1980 papież św. Jan Paweł II ogłosił ich – obok św. Benedykta – współpatronami Europy, tym samym podnosząc dotychczas obowiązujące wspomnienie do rangi święta.
    W ikonografii Bracia Sołuńscy przedstawiani są w stroju pontyfikalnym jako biskupi greccy lub łacińscy. Czasami trzymają w rękach model kościoła. Św. Cyryl ukazywany jest w todze profesora, w ręce ma księgę pisaną cyrylicą. Ich atrybutami są: krzyż, księga i kielich, rozwinięty zwój z alfabetem słowiańskim.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    Święci Cyryl i Metody

    (Wytrzymały PL, CC BY 4.0 , via Wikimedia Commons)

    ***

    Na przestrzeni wieków istnienia Kościoła Bóg stawiał i nadal stawia przed wiernymi zadanie pozyskiwania dla Dobrej Nowiny nowych ludów. Wielu kapłanów otrzymywało za pośrednictwem przełożonych polecenie porzucenia dotychczasowego życia i rozpoczęcia pracy ewangelizacyjnej wśród pogańskich bądź skażonych herezją narodów. Przed takim wyzwaniem w dziewiątym stuleciu po narodzeniu Chrystusa stanęli także dwaj bracia – zakonnicy Cyryl i Metody. Ich misja, prowadzona w trudnych warunkach i napotykająca przeszkody wynikające z ludzkich słabości, stała się dla następnych pokoleń przykładem poświęcenia dla Ewangelii. Słowianie wschodni zawdzięczają działalności obu misjonarzy stworzenie podstaw późniejszego rozwoju języka i kultur narodowych.

    Przyszli misjonarze Słowian urodzili się w Tessalonikach (obecnie Saloniki w Grecji) w pobożnej rodzinie wyższego oficera miejscowego garnizonu. Imiona, pod którymi znani są obecnie, przyjęli dopiero po wstąpieniu do klasztoru. Na chrzcie świętym urodzony ok. 815 r. Metody otrzymał imię Michał, natomiast dla jego młodszego o blisko dekadę brata, Cyryla, rodzice wybrali imię Konstanty. Rodzina, choć wielodzietna (bracia mieli jeszcze pięcioro rodzeństwa), posiadała wystarczające środki, by zapewnić przyszłym świętym dobre wykształcenie.

    Drogi do klasztoru

    Spora różnica wieku oraz odmienne uzdolnienia spowodowały, że bracia sołuńscy (Sołuń to słowiańska nazwa Tessalonik) podążali przez pewien czas różnymi drogami. Michał, z uwagi na uzdolnienia prawnicze, został urzędnikiem. Pełnił nawet przez pewien czas funkcję archonta, czyli namiestnika cesarskiego w jednej z prowincji słowiańskich. Okazało się jednak, że nie takiej służby żąda od niego Bóg. Idąc za głosem powołania, Michał porzucił karierę urzędniczą i wstąpił do klasztoru na Olimpie w Bitynii. Pobożność oraz doświadczenie życiowe spowodowały, że Michał – Metody, szybko został przełożonym wspólnoty. Wkrótce właśnie w tym klasztorze miały się znowu zejść drogi obu braci.

    Nieco inaczej potoczyły się losy młodszego z nich. Wykazujący wielkie zdolności intelektualne Konstanty został wysłany przez ojca na studia do stolicy cesarstwa, którą po upadku imperium zachodniorzymskiego był Konstantynopol. Po skończeniu nauki przyjął święcenia kapłańskie i rozpoczął pracę w bibliotece przy kościele Hagia Sofia. Ale i on nie czuł się dobrze prowadząc życie w świecie. Wzorem brata postanowił więc wstąpić do klasztoru. Wprawdzie początkowo uległ usilnym namowom i został wykładowcą filozofii w szkole cesarskiej, ostatecznie jednak powrócił do życia mniszego. Jako nowy dom wybrał klasztor, w którym przebywał Metody.

    Nie dane było jednak braciom sołuńskim długo cieszyć się ciszą klasztornych cel. Bóg wzywał ich do działalności apostolskiej. Cesarz Michał III powierzył im misję pozyskania dla chrześcijaństwa mieszkańców zaprzyjaźnionego z Cesarstwem Bizantyjskim kraju Chazarów. By skutecznie polemizować z rozszerzającymi swe wpływy na tych terenach żydami i muzułmanami, uzdolniony językowo Cyryl nauczył się posługiwać językiem hebrajskim oraz syryjskim. Niestety, mimo intensywnej pracy misjonarzy, Chazarowie wybrali judaizm. Bracia wrócili więc do domu. Odpoczynek w klasztornym zaciszu nie trwał długo.

    Wśród Słowian…

    Wkrótce święci Cyryl i Metody znowu ruszyli na misje, tym razem na ziemie Słowian. Nowa wyprawa była odpowiedzią na prośbę o przysłanie misjonarzy znających język słowiański, z którą książę wielkomorawski Rościsław zwrócił się do cesarza bizantyjskiego. Ze względu na zasługi, jakie bracia sołuńscy oddali Kościołowi i cesarstwu podczas misji wśród Chazarów i zważywszy na ich dobrą znajomość języka Słowian, wyniesioną jeszcze z rodzinnego miasta, można zaryzykować twierdzenie, że nie było wówczas lepszych kandydatów do prowadzenia pracy ewangelizacyjnej wśród poddanych władcy wielkomorawskiego niż oni.

    Przed wyruszeniem na Morawy bracia dokonali przekładu na język słowiański Ewangelii, Dziejów Apostolskich i Psałterza, a także tekstów liturgicznych. Pracę ułatwiało stworzenie przez Cyryla alfabetu umożliwiającego zapisywanie tekstów w języku Słowian (głagolica).

    Po przybyciu na ziemie Rościsława misjonarze przystąpili do pracy ewangelizacyjnej, która bardzo szybko zaczęła przynosić pozytywne efekty. Po trzech latach Cyryl i Metody wyruszyli więc do Bizancjum po nowych duchownych, którzy wsparliby ich w pracy duszpasterskiej. Podczas podróży zmienili jednak plany. Skorzystali z zaproszenia skierowanego do nich przez papieża Mikołaja I i udali się do Rzymu.

    Poparcie papieża

    Tam, mimo że na tronie papieskim zasiadał już nowy papież Hadrian II (jego poprzednik zmarł) zostali przyjęci triumfalnie. Podarowali Ojcu Świętemu przywiezione jeszcze z misji chazarskiej relikwie św. Klemensa Rzymskiego.

    Papież podszedł ze zrozumieniem do metod stosowanych w pracy misyjnej przez braci sołuńskich. Zaakceptował wywołujące kontrowersje w niektórych kręgach kościelnych stosowanie w liturgii języka Słowian. Z jego rozkazu księgi liturgiczne spisane w głagolicy zostały umieszczone w bazylice Matki Bożej Większej. Hadrian II udzielił też święceń kapłańskich Metodemu.

    Niestety, wkrótce miało się okazać, że do pracy misyjnej powróci tylko jeden z braci. Cyryl, czując zbliżającą się śmierć, wstąpił do jednego z rzymskich klasztorów, gdzie wkrótce zmarł (14 lutego 869 r.).

    Oskarżony i aresztowany…

    Po krótkim pobycie na Morawach Metody wrócił ponownie do Rzymu, aby przyjąć sakrę biskupią. Jednocześnie został mianowany arcybiskupem metropolitą Sirmium. Jego jurysdykcji poddano m.in. Panonię, czyli tereny obejmujące dzisiejsze Węgry, wschodnią Austrię i Słowenię. Nie spodobało się to biskupom bawarskim, którym dotąd podlegały te ziemie. Względy ambicjonalne, ale także spotykająca się z niezrozumieniem wśród wielu duchownych praktyka odprawiania Mszy św. w języku Słowian, stały się zarzewiem konfliktu między apostołem Słowian a biskupami niemieckimi. Nie pomogło poparcie papieża. Metody został aresztowany i postawiony przed sądem biskupa Salzburga (870 r.). Dopiero kolejnemu następcy św. Piotra – Janowi VIII udało się doprowadzić do uwolnienia więźnia i jego powrotu na stolicę arcybiskupią.

    Prześladowania nie złamały ducha apostolskiego św. Metodego. Oprócz działalności duszpasterskiej na terenie własnej metropolii arcybiskup Sirmium starał się pozyskiwać dla Chrystusa mieszkańców pobliskich terenów. Udało mu się m.in. ochrzcić w 880 r. księcia czeskiego Borzywoja i jego żonę Ludmiłę. Podróżował także do Słowian bałkańskich.

    W przekazach historycznych znajdujemy również wątek polski. Jeden z żywotów św. Metodego, tzw. Legenda Panońska, wspomina o proroczym ostrzeżeniu, jakie święty skierował do pogańskiego księcia Wiślan – „silnego wielce” – który szkodził chrześcijanom: – Dobrze by ci było, synu, ochrzcić się dobrowolnie na ziemi swojej, abyś wzięty do niewoli nie był i przymuszony do chrztu na ziemi cudzej. I wspomnisz mnie wtedy. Według podania zapowiedź się spełniła. Niestety, nie znamy szczegółów tych wydarzeń.

    Metody odszedł do Ojczyzny Niebieskiej 6 kwietnia 885 r., dołączając do swego młodszego brata. Metropolią zarządzał teraz biskup związany z misjonarzami bawarskimi. Z czasem niektórzy uczniowie Cyryla i Metodego udali się na ziemie bułgarskie, podlegające jurysdykcji patriarchatu konstantynopolitańskiego, podkreślmy – pozostającego jeszcze wówczas w jedności z Kościołem rzymskim. Tam przyczynili się do rozwoju liturgii w języku słowiańskim, ale już według obrządku greckiego. Dało to podstawy do rozwoju piśmiennictwa tamtejszych narodów. Warto przypomnieć, że liturgia w języku starosłowiańskim była do niedawna celebrowana także w niektórych Kościołach lokalnych związanych z Rzymem. I tak na przykład Mszy Świętej w języku starochorwackim cios śmiertelny zadała dopiero reforma liturgiczna po Vaticanum II.

    Patroni Europy

    Cyryl i Metody uznani są za świętych – choć nigdy nie byli formalnie kanonizowani – zarówno w tradycji łacińskiej, jak i greckiej. 31 grudnia 1980 r. Ojciec Święty Jan Paweł II ogłosił braci sołuńskich, obok św. Benedykta z Nursji, współpatronami Europy. Ich święto liturgiczne przypada 14 lutego.

    Adam Kowalik/PCh24.pl

    ***

    13 lutego

    Błogosławiony Jordan z Saksonii
    zakonnik, prezbiter

    Zobacz także:
      •  Święty Eulogiusz, patriarcha
    Błogosławiony Jordan z Saksonii

    Jordan urodził się pod koniec XII w. w Borberge koło Paderborn (Westfalia w Niemczech). Studiował w Paryżu. Kiedy do stolicy Francji przybył św. Dominik Guzman, wywarł na Jordanie tak silne wrażenie, że ten odbył przed nim spowiedź z całego życia i 12 lutego 1220 r. przyjął z rąk bł. Reginalda z Orleanu habit zakonny. W dwa miesiące później jako jeden z czterech braci z klasztoru paryskiego uczestniczył w kapitule w Bolonii. Rok później, po kolejnej kapitule, został prowincjałem Lombardii. Natychmiast udał się do Bolonii, by stamtąd kierować powierzonymi sobie konwentami prowincji. W rok potem pożegnał ziemię św. Dominik (1221) i kapituła generalna w 1222 r. wybrała Jordana przełożonym generalnym całego zakonu. W rządzeniu zakonem był zatem pierwszym następcą św. Dominika, z którym łączyły go serdeczne stosunki.
    Przez 15 lat służył braciom i siostrom słowem, przykładem, listami i częstymi wizytacjami. W całej pełni ukazał się talent organizacyjny Jordana. Domy, a nawet całe prowincje szybko się mnożyły. Jordan niestrudzenie podróżował, wizytował placówki, odbywał kapituły generalne i prowincjalne, otwierał nowe domy. W ciągu 15 lat swoich rządów z 30 konwentów pomnożył liczbę domów zakonnych do 300, a liczbę współbraci z 300 powiększył do 4000! W samym Paryżu nałożył suknię zakonną 70 studentom tamtejszego uniwersytetu. Podobnie działo się na uniwersytetach w Bolonii, Kolonii i w Oksfordzie. Jednym z obłóczonych przez Jordana był św. Albert Wielki.
    Zredagował i opublikował konstytucje zakonne. Papież Grzegorz IX miał tak wielkie zaufanie do zakonu, że z jego właśnie szeregów mianował pierwszych inkwizytorów dla krajów i państw Europy celem obrony wiary. Bł. Jordan pozostawił pierwszy żywot św. Dominika Guzmana. Libellus de principiis Ordinis Praedicatorum (wydany po polsku jako Książeczka o początkach Zakonu Kaznodziejów) jest niezwykłym źródłem wiedzy o powstaniu i pierwszych latach Zakonu Kaznodziejskiego oraz o jego Założycielu.
    Jordan kierował zakonem z wielką łagodnością, a dzięki świętości swojego życia i szczególnemu darowi słowa, ogromnie go rozszerzył. Troszczył się także o wykształcenie zakonników. Był świetnym kaznodzieją. Miał poważny udział w misji dominikanów do Maroka i do Pieczyngów.
    Podczas podróży z wizytacji klasztorów w Prowincji Ziemi Świętej okręt, którym płynął, rozbił się na wybrzeżu syryjskim, w zatoce Pamfilii w Małej Azji. Jordan utonął 12/13 (?) lutego 1237 roku. Papież Leon XII zatwierdził kult, oddawany mu od dawna w Zakonie Kaznodziejskim (1826). Jego śmiertelne szczątki zdołano odnaleźć i pochowano je w konwencie św. Jana w Akce (Izrael).

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    12 lutego

    Błogosławiony Józef Eulalio Valdés, zakonnik

    Zobacz także:
      •  Błogosławiony Reginald z Orleanu, prezbiter
      •  Błogosławiona Humbelina, mniszka
      •  Święty Melecjusz, patriarcha
    Błogosławiony Józef Eulalio Valdés

    Józef urodził się 12 lutego 1820 roku na Kubie. Miesiąc później został oddany do sierocińca. Wychowany w surowych warunkach, zachował pogodę ducha i serdeczność dla innych. Jako bardzo młody chłopiec oddawał się opiece nad chorymi, ofiarami epidemii cholery, która miała miejsce w 1835 roku.
    Odczytawszy w głębi swojego serca głos powołania, wstąpił do Zakonu Szpitalnego – bonifratrów. Przez kolejne 54 lata życia, aż do chwili śmierci, posługiwał w szpitalu jako usłużny i życzliwy pielęgniarz, później jako lekarz-chirurg. Zawsze z oddaniem wykonywał swoją pracę. Zajmował się biednymi i osobami z marginesu, troszcząc się o ich stan zdrowia, zapewniając wsparcie i pomoc materialną oraz duchową.
    Brat Józef Eulalio udowodnił swoje wielkie oddanie chorym, kiedy kubańscy przywódcy wydali dekrety delegalizujące działalność zakonów w całym kraju. Pomimo tych wydarzeń pozostał wierny swoim przekonaniom i głosowi powołania, nie pozostawiając szpitala i nie opuszczając chorych, których nazywał swoimi braćmi i siostrami. Posiadał szczególny dar rozwiązywania problemów i sporów rodzinnych.
    Zmarł 7 marca 1889 roku w Camaguey. Beatyfikowany został na Kubie w Camaguey przez kard. José Saraiva Martinsa w dniu 29 listopada 2008 r.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***


    11 lutego

    Najświętsza Maryja Panna z Lourdes

    Zobacz także:
      •  Święty Grzegorz II, papież
      •  Święty Benedykt z Anianu, opat
      •  Święta Teodora II, cesarzowa
    Maryja Niepokalana objawia się św. Bernardecie w Lourdes
    W 1858 roku, w cztery lata po ogłoszeniu przez Piusa IX dogmatu o Niepokalanym Poczęciu, Matka Boża zjawiła się ubogiej pasterce, św. Bernadecie Soubirous, w Grocie Massabielskiej w Lourdes. Podczas osiemnastu zjawień (w okresie 11 lutego – 16 lipca) Maryja wzywała do modlitwy i pokuty.
    11 lutego 1858 r. Bernadetta Soubirous wraz z siostrą i przyjaciółką udała się w pobliże Starej Skały – Massabielle – na poszukiwanie suchych gałęzi, aby rozpalić ogień w domu. Gdy dziewczyna została sama, usłyszała dziwny dźwięk podobny do szumu wiatru i zobaczyła światłość, z której wyłoniła się postać “Pięknej Pani” z różańcem w ręku. Odtąd objawienia powtarzały się.
    Bernadetta opowiedziała o tym wydarzeniu koleżankom, te rozpowiedziały o tym sąsiadom. Rodzice strofowali Bernadettę, że rozpowiada plotki; zakazali jej chodzić do groty, w której miała jej się ukazać Matka Boża. Cofnęli jednak zakaz, gdy zobaczyli, że dziecko gaśnie na ich oczach z udręki. Dnia 14 lutego dziewczęta udały się najpierw do kościoła i wzięły ze sobą wodę święconą. Gdy przybyły do groty, było już po południu. Kiedy w czasie odmawiania różańca ponownie ukazała się Matka Boża, Bernadetta, idąc za radą towarzyszek, pokropiła tajemniczą zjawę i wypowiedziała słowa: “Jeśli przychodzisz od Boga, zbliż się; jeśli od szatana, idź precz!”. Pani, uśmiechając się, zbliżyła się aż do brzegu wylotu groty i odmawiała różaniec.
    18 lutego Bernadetta udała się w pobliże groty z dwiema znajomymi rodziny Soubirous. Przekonane, że może to jest jakaś dusza czyśćcowa, poradziły Bernadecie, aby poprosiła zjawę o napisanie życzenia na kartce papieru, którą ze sobą przyniosły. Pani odpowiedziała: “Pisanie tego, co ci chcę powiedzieć, jest niepotrzebne”. Matka Boża poleciła dziewczynce, aby przychodziła przez kolejnych 15 dni. Wiadomość o tym rozeszła się lotem błyskawicy po całym miasteczku. 21 lutego, w niedzielę, zjawiło się przy grocie skał massabielskich kilka tysięcy ludzi. Pełna smutku Matka Boża zachęcała Bernadettę, aby modliła się za grzeszników. Tego dnia, gdy Bernadetta wychodziła po południu z kościoła z Nieszporów, została zatrzymana przez komendanta miejscowej policji i poddana śledztwu. Kiedy dnia następnego dziewczynka udała się do szkoły, uczące ją siostry zaczęły ją karcić, że wprowadziła tyle zamieszania swoimi przywidzeniami.
    23 lutego Matka Boża ponownie zjawiła się i poleciła Bernadecie, aby udała się do miejscowego proboszcza i poprosiła go, aby tu wystawiono ku Jej czci kaplicę. Roztropny proboszcz, po pilnym przeegzaminowaniu 14-letniej dziewczynki, rzekł do Bernadetty: “Mówiłaś mi, że u stóp tej Pani, w miejscu, gdzie zwykła stawać, jest krzak dzikiej róży. Poproś Ją, aby kazała tej gałęzi rozkwitnąć”. Przy najbliższym zjawieniu się Matki Bożej Bernadetta powtórzyła słowa proboszcza. Pani odpowiedziała uśmiechem, a potem ze smutkiem wypowiedziała słowa: “Pokuty, pokuty, pokuty”.
    25 lutego w czasie ekstazy Bernadetta usłyszała polecenie: “A teraz idź do źródła, napij się z niego i obmyj się w nim”. Dziewczę skierowało swoje kroki do pobliskiej rzeki, ale usłyszało wtedy głos: “Nie w tę stronę! Nie mówiłam ci przecież, abyś piła wodę z rzeki, ale ze źródła. Ono jest tu”. Na kolanach Bernadetta podążyła więc ku wskazanemu w pobliżu groty miejscu. Gdy zaczęła grzebać, pokazała się woda. Na oczach śledzącego wszystko uważnie tłumu ukazało się źródło, którego dotąd nie było. Woda biła z niego coraz obficiej i szerokim strumieniem płynęła do rzeki. Okazało się rychło, że woda ta ma moc leczniczą. Następnego dnia posłał do źródła po wodę swoją córkę niejaki Bouriette, kamieniarz, rzeźbiarz nagrobków. Stracił prawe oko przy rozsadzaniu dynamitem bloków kamiennych. Także na lewe oko widział coraz słabiej. Po gorącej modlitwie począł przemywać sobie ową wodą oczy. Natychmiast odzyskał wzrok. Cud ten zapoczątkował cały szereg innych – tak dalece, że Lourdes zasłynęło z nich jako pierwsze wśród wszystkich sanktuariów chrześcijańskich.
    27 lutego Matka Boża ponowiła życzenie, aby na tym miejscu powstała kaplica. 1 marca 1858 roku poleciła Bernadecie, aby modliła się nadal na różańcu. 2 marca Matka Boża wyraziła życzenie, aby do groty urządzano procesje. Zawiadomiony o tym proboszcz odpowiedział, że będzie to mógł uczynić dopiero za pozwoleniem swojego biskupa. 4 marca na oczach ok. 20 tysięcy ludzi został cudownie uleczony przy źródle miejscowy restaurator, Maumus. Miał on na wierzchu dłoni wielką narośl. Lekarze orzekli, że jest to złośliwy rak i trzeba rękę amputować. Kiedy modlił się gorąco i polecał wstawiennictwu Bernadetty, zanurzył rękę w wodzie bijącej ze źródła i wyciągnął ją zupełnie zdrową, bez ropiejącej narośli. Poprzedniego dnia pewna matka doznała łaski nagłego uzdrowienia swojego dziecka, które zanurzyła całe w zimnej wodzie źródła, kiedy lekarze orzekli, że dni dziecka są już policzone.
    Nastąpiła dłuższa przerwa w objawieniach. Dopiero 25 marca, w uroczystość Zwiastowania, Bernadetta ponownie ujrzała Matkę Bożą. Kiedy zapytała Ją o imię, otrzymała odpowiedź: “Jam jest Niepokalane Poczęcie”. Były to bardzo ważne słowa, ponieważ mijały zaledwie 4 lata od ogłoszenia przez papieża Piusa IX dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Maryi, który budził pewne kontrowersje. Warto zauważyć, że pojęcie to dla wiejskiej dziewczynki nie było ani zrozumiałe, ani nawet jej znane.
    Po dłuższej przerwie 7 kwietnia, w środę po Wielkanocy, Matka Boża ponownie objawiła się Bernadecie. Po rozejściu się tłumów policja pod pozorem troski o bezpieczeństwo publiczne i konieczności przeprowadzenia badań wody źródła, zamknęła dostęp do źródła i groty. Zabrano także do komisariatu liczne już złożone wota. Jednak Bernadetta uczęszczała tam nadal i klękając opodal modliła się. 16 lipca, w uroczystość Matki Bożej Szkaplerznej, Matka Boża pojawiła się po raz ostatni.
    18 stycznia 1862 roku komisja biskupa z Targes po wielu badaniach ogłosiła dekret, że “można dać wiarę” zjawiskom, jakie się przydarzyły w Lourdes. W roku 1864 ks. proboszcz Peyramale przystąpił do budowy świątyni. W roku 1875 poświęcił ją uroczyście arcybiskup Paryża Guibert. W uroczystości tej wzięło udział: 35 arcybiskupów i biskupów, 3 tys. kapłanów i 100 tys. wiernych. W roku 1891 Leon XII ustanowił święto Objawienia się Matki Bożej w Lourdes, które św. Pius X w 1907 r. rozciągnął na cały Kościół. Lourdes jest obecnie słynnym miejscem pielgrzymkowym, do którego przybywają tysiące ludzi, by czcić Matkę Bożą jako Uzdrowienie Chorych.
    Bernadetta wstąpiła w 1866 roku do klasztoru Notre Dame de Nevers i tam zmarła na gruźlicę w 1879 r. w wieku 35 lat. Pius XI w roku 1925 uroczyście ją beatyfikował, a w roku 1933 – kanonizował. Jej wspomnienie obchodzone jest 16 kwietnia.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***


    10 lutego

    Święta Scholastyka, dziewica

    Zobacz także:
      •  Błogosławiony Alojzy Wiktor Stepinac, biskup
    Święta Scholastyka i jej rodzony brat, św. Benedykt z Nursji

    Scholastyka pochodziła z Nursji (w środkowych Włoszech) i była siostrą bliźniaczką św. Benedykta. Na miejscu ich urodzenia stoi skromny kościół pw. św. Benedykta. W podziemiach kościoła pokazują część muru, który stanowił dom rodzinny Scholastyki i Benedykta.
    Scholastyka była niewątpliwie od dziecka pod urokiem św. Benedykta. Towarzyszyła też mu w jego podróżach i naśladowała jego tryb życia, poświęcony Panu Bogu. Kiedy Benedykt założył pierwszy klasztor w Subiaco, ona założyła podobny klasztor dla niewiast. Do dnia dzisiejszego istnieją tam dwa klasztory na pobliskich wzgórzach: w Subiaco męski klasztor św. Benedykta, a w Plombariola – żeński klasztor św. Scholastyki. Można także oglądać grotę, gdzie się spotykali na świętych rozmowach. Podobnie działo się na Monte Cassino.
    Kiedy spotkali się po raz ostatni na tej ziemi, ich rozmowa przedłużyła się do nocy. Benedykt chciał już odejść wraz ze swymi towarzyszami, ale siostra błagała go, by jeszcze pozostał. Kiedy ten jednak stanowczo się temu oparł i już zamierzał odejść, na prośbę Scholastyki zaczął padać tak silny deszcz, że zmusił go do pozostania całą noc. Święty brat uczynił swojej siostrze łagodną wymówkę: “Coś uczyniła, siostro moja? Nie mogę wrócić do braci, którzy dziwić się będą, że tak długo nie wracam”. Na to Święta: “Prosiłam cię, a ty mnie nie chciałeś wysłuchać. Zwróciłam się przeto do Boga i zostałam wysłuchana”. A potem ze słodką przekorą dodała: “Jeśli ci tak spieszno, to idź teraz”. Wypowiadała te słowa w czasie, kiedy ulewa szalała na zewnątrz.
    Scholastyka umarła trzy dni później, 10 lutego 547 r. Według relacji św. Grzegorza Wielkiego, zapisanej w jego “Dialogach”, trzeciego dnia po ostatnim spotkaniu, kiedy św. Benedykt patrzył ze swojej celi na świat i na klasztor, w którym żyła św. Scholastyka, ujrzał jej duszę w postaci białej gołąbki, unoszącej się do nieba. Posłał natychmiast braci po jej ciało i złożył je w grobie, który w kościele swego klasztoru przygotował dla siebie. Jej relikwie znajdowały się we Fleury, dokąd zostały przeniesione po najeździe Longobardów na klasztor na Monte Cassino i zniszczeniu go w roku 587. Obecnie są w Le Mans. Ich część otrzymało Monte Cassino.
    Scholastyka uważana jest za matkę duchową rodzin wszystkich benedyktynek. Czczona jest także jako patronka Le Mans i Subiaco.
    W ikonografii Święta przedstawiana jest z gołębiem. Sztuka religijna ukazuje św. Scholastykę w habicie benedyktyńskim. Jej atrybutami są: krzyż, księga, pastorał ksieni.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    9 lutego

    Błogosławiona Anna Katarzyna Emmerich, dziewica

    Zobacz także:
      •  Święta Apolonia, dziewica i męczennica
      •  Błogosławiony Marian Szkot, opat
      •  Błogosławiona Euzebia Palomina Yenes, dziewica
      •  Błogosławiony Leopold z Alpandeire, zakonnik
    Błogosławiona Anna Katarzyna Emmerich

    Anna przyszła na świat w dniu 8 września 1774 roku w Flamschen, w Westfalii. Pochodziła z ubogiej wiejskiej rodziny. Jako dziecko razem z rodzeństwem (było ich dziewięcioro) wiele pracowała w domu i na gospodarstwie. Do szkoły chodziła tylko przez 4 miesiące. Nauczyła się jednak szyć i zarabiała na utrzymanie jako krawcowa. W dzieciństwie wyróżniała ją wielka i szczera pobożność. Już wtedy miała pierwsze wizje. Nie uważała ich za coś nadzwyczajnego. Była przekonana, że podobne wizje mają również inne dzieci. Wielokrotnie chciała wstąpić do klasztoru, ale było to trudne, bo nie miała posagu. Była zbyt uboga.
    Klaryski z Münster obiecały, że przyjmą ją, jeśli nauczy się grać na organach. W tym celu Anna Katarzyna zamieszkała u organisty Söntgena w Coesfeld. Nie znalazła jednak czasu na naukę, ponieważ opiekowała się jego liczną i biedną rodziną. Pomagała im we wszystkim, a w końcu oddała im nawet swoje oszczędności.
    Gdy miała 24 lata, ujrzała Chrystusa niosącego jej dwa wieńce – jeden z kwiatów, drugi cierniowy. Wtedy na jej głowie pojawiły się bolesne, krwawe rany. Od tego dnia, niczego nie wyjaśniając, zaczęła nosić na głowie opaskę. Potem, po wielu trudach, w 1802 roku, przyjęły ją augustianki w Agnetenbergu. Rok później złożyła śluby zakonne.
    Wszystkie swoje obowiązki wypełniała z wielką gorliwością. Dobrowolnie podejmowała się najcięższych i upokarzających zajęć. Jej gorliwość w przestrzeganiu reguły budziła podejrzliwość innych sióstr, które posądzały ją o hipokryzję. W klasztorze bardzo wiele wycierpiała, zarówno ze względu na otaczającą ją wrogość, jak i z powodu słabego zdrowia.

    Błogosławiona Anna Katarzyna Emmerich

    W okresie wojen napoleońskich, w 1811 roku, klasztor został zamknięty. Przeprowadzano wtedy przymusową laicyzację. Anna Katarzyna znalazła schronienie w Dülmen, w domu francuskiego kapłana J.M. Lamberta, który uciekł z Francji w czasach rewolucyjnych prześladowań Kościoła. Wkrótce po opuszczeniu klasztoru bardzo poważnie zachorowała i do końca życia nie podniosła się już z łóżka. W tym czasie otrzymała stygmaty – widzialny znak cierpień, które jednoczyły ją z ukrzyżowanym Chrystusem.
    Od tej pory zaczęło ją odwiedzać wielu ludzi i zyskała szczerych przyjaciół, takich jak jej lekarz doktor Franz Wesener czy Klemens Brentano, niemiecki poeta i prozaik, który przez 5 lat, począwszy od 1818 roku, codziennie spisywał jej mistyczne wizje, dotyczące szczegółów z życia Jezusa i Maryi. Zostały one opublikowane już po jej śmierci, w 1833 roku.
    Anna Katarzyna swoje cierpienia ofiarowywała za nawrócenie grzeszników i za dusze w czyśćcu cierpiące, które często prosiły ją o modlitwę. Była przy tym kobietą całkiem naturalną, nawet wesołą, ale mającą w sobie coś nieokreślonego. “Ona jakby widziała człowieka od środka” – mówili ci, którzy z nią rozmawiali. Miała dar rozpoznawania stanu ducha ludzkiego. Przez lata nie przyjmowała żadnych pokarmów, z wyjątkiem Komunii świętej.
    Zmarła w Dülmen w dniu 9 lutego 1824 roku.
    Od 2005 roku możemy w Polsce oglądać film “Pasja”, wybitnego reżysera i aktora Mela Gibsona. Obrazy tam przedstawione wiernie oddają wizje Błogosławionej. Są w swym wyrazie mocne, ale prawdziwe. Jest to pierwszy w historii film tak uczciwie i rzetelnie ukazujący wielkość cierpienia i ofiary Chrystusa.
    Podczas beatyfikacji Anny Katarzyny Emmerich, w dniu 3 października 2004 roku, św. Jan Paweł II powiedział: “Kontemplowała bolesną Mękę naszego Pana Jezusa Chrystusa i doświadczała jej w swoim ciele. Dziełem Bożej łaski jest to, że córka ubogich rolników, żarliwie szukająca bliskości Boga, stała się znaną mistyczką z landu Münster. Jej ubóstwo materialne stanowi kontrast z bogactwem życia wewnętrznego. Zdumiewa nas cierpliwość, z jaką znosiła dolegliwości fizyczne, a także wywiera na nas wrażenie siła charakteru nowej błogosławionej oraz jej wytrwałość w wierze. Siłę czerpała z Najświętszej Eucharystii. Jej przykład sprawił, że serca ubogich i bogatych, ludzi prostych i wykształconych otwierały się i z całą miłością oddawały Jezusowi Chrystusowi. Do dziś głosi wszystkim zbawcze orędzie: dzięki Chrystusowym ranom zostaliśmy uzdrowieni”.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    8 lutego

    Święta Józefina Bakhita, dziewica

    Zobacz także:
      •  Święty Hieronim Emiliani
      •  Święty Idzi Maria od św. Józefa, zakonnik
    Święta Józefina Bakhita

    Józefina Bakhita urodziła się w 1868 r. w Sudanie. W wieku około 10 lat została porwana i stała się niewolnicą. Wielokrotnie sprzedawana kolejnym właścicielom, doświadczyła niemal wszystkich fizycznych i duchowych cierpień wynikających z niewolnictwa. Gdy ostatecznie znalazła się w rękach Callisto Legnani’ego, włoskiego konsula, odzyskała wolność. Wraz z nim udała się do Włoch, by zajmować się jego rodziną. Tam zetknęła się ze zgromadzeniem Córek Miłosierdzia, które podjęło trud jej religijnego wykształcenia. Po kilku miesiącach przygotowań Bakhita przyjęła chrzest i bierzmowanie. Otrzymała wówczas imię Józefina – jako znak nowego życia. Kilka lat później wstąpiła do zgromadzenia Córek Miłosierdzia w Wenecji. Przez następnych 50 lat służyła Bogu i współsiostrom, podejmując najprostsze prace: gotowanie, sprzątanie, szycie. Jej przyjemny wygląd i ciepły głos pomagał wielu biednym i opuszczonym, którzy przychodzili do klasztoru, w którym mieszkała. Po długotrwałej chorobie zmarła w 1947 r.
    W 1992 r. beatyfikował ją św. Jan Paweł II. W następnym roku, podczas swej podróży apostolskiej do Afryki, mówił: “Ciesz się, Afryko! Bakhita wróciła do ciebie: córka Sudanu, sprzedana w niewolę, cieszy się już wolnością – wolnością wiekuistą, wolnością świętych!” W październiku 2000 r. św. Jan Paweł II kanonizował Józefinę Bakhitę. Benedykt XVI w encyklice Spe salvi przytoczył natomiast jej życiorys jako przykład nierozerwalnej i determinującej relacji wiary i nadziei w życiu chrześcijan.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    7 lutego

    Błogosławiona Klara Ludwika Szczęsna, dziewica

    Zobacz także:
      •  Święty Ryszard, król
      •  Święty Teodor, żołnierz, męczennik
      •  Święta Koleta z Corbie, dziewica
      •  Święty Gwaryn, biskup
      •  Święty Jan z Triory, prezbiter i męczennik
      •  Błogosławiony Pius IX, papież
    Błogosławiona Klara Ludwika Szczęsna

    Ludwika Szczęsna urodziła się 18 lipca 1863 r. w Cieszkach w ubogiej rodzinie. Została ochrzczona w kościele parafialnym w Lubowidzu. Była szóstym z siedmiorga dzieci Antoniego i Franciszki z domu Skorupskiej. W dzieciństwie nie otrzymała żadnego wykształcenia. Jako dwunastolatka straciła matkę, której zawdzięczała wychowanie religijne oraz przygotowanie do życia. To doświadczenie zbliżyło ją do Boga, przyspieszając proces jej duchowego dojrzewania. Przez kolejnych 5 lat mieszkała z ojcem i rodzeństwem oraz drugą żoną ojca. Ojciec usilnie namawiał ją do wyjścia za mąż, dlatego w 1880 r. Ludwika zdecydowała się na ucieczkę z rodzinnego domu, pragnąc swoje życie poświęcić Panu Bogu. Wyjechała do Mławy, gdzie przez pięć lat utrzymywała się z krawiectwa.
    Trafiła pod duchową opieką bł. o. Honorata Koźmińskiego. Dzięki jego prowadzeniu w 1885 r. wstąpiła do ukrytego Zgromadzenia Sług Jezusa, w którym m.in. apostołowała wśród służących. W Lublinie prowadziła pracownię krawiecką i pełniła funkcję przełożonej wspólnoty sióstr. Na prośbę ks. kan. Józefa Sebastiana Pelczara, profesora i rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego, Zgromadzenie Sług Jezusa wysłało s. Ludwikę do Krakowa, gdzie prowadziła przytulisko dla służących. Rok później s. Ludwika podjęła trudną decyzję opuszczenia zgromadzenia i – po głębokim rozeznaniu – w dniu 15 kwietnia 1894 r. wraz z bł. Józefem Pelczarem założyła nowe zgromadzenie Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego (sercanek).
    W zgromadzeniu, w którym przyjęła imię Klara, została wybrana jego pierwszą przełożoną generalną. Współpracując z ks. Józefem Sebastianem, późniejszym biskupem przemyskim, wraz z nim otworzyła ok. 30 domów zakonnych, posyłając siostry do pracy wśród chorych i wśród dziewcząt, dla których tworzyła przytuliska i szkoły praktyczne na terenie Galicji i Alzacji.

    Błogosławiona Klara Ludwika Szczęsna

    Siostra Klara odznaczała się duchem ubóstwa, pokory oraz szacunkiem i miłością do drugiego człowieka. Cechowała ją miłość do Serca Bożego oraz szczególne nabożeństwo do Matki Bożej i św. Józefa. Dla sióstr była kochającą i wymagającą matką, uczyła umiłowania Serca Jezusowego nade wszystko i ofiarnej miłości bliźniego. Na drodze duchowego rozwoju miała w swoim życiu wspaniałych przewodników, m.in.: św. Józefa Sebastiana Pelczara, bł. Honorata Koźmińskiego oraz ks. Antoniego Nojszewskiego (rektora seminarium w Lublinie). Dewizą życia Klary Szczęsnej były słowa: “Wszystko dla Serca Jezusowego!”Matka Klara Szczęsna zmarła w Krakowie w opinii świętości w dniu 7 lutego 1916 r., w wieku 53 lat. Przez 22 lata, aż do śmierci, była przełożoną zgromadzenia, które w 1916 r. liczyło już ponad 120 sióstr i było zatwierdzone przez Stolicę Apostolską.W dniu 25 marca 1994 r. kard. Franciszek Macharski otworzył w Krakowie proces beatyfikacyjny Matki Klary. 20 grudnia 2012 r. papież Benedykt XVI podpisał dekret heroiczności jej cnót, a 5 czerwca 2015 r. papież Franciszek promulgował dekret o cudzie przypisywanym jej wstawiennictwu. Jej beatyfikacja odbyła się w sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie 27 września 2015 r. Przewodniczył jej ówczesny prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, kard. Angelo Amato.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***


    6 lutego

    Święci męczennicy
    Paweł Miki i Towarzysze

    Zobacz także:
      •  Święta Dorota, dziewica i męczennica
    Święty Paweł Miki i Towarzysze
    Na początku XVI wieku chrześcijaństwo w Japonii rozwijało się bardzo dynamicznie. Pierwszym misjonarzem w tym kraju był św. Franciszek Ksawery w latach 1549-1551. Niestety, pięknie zapowiadające się dzieło zostało prędko zatrzymane przez fanatyzm władców. Wybuchło nagłe, bardzo krwawe prześladowanie. Na te właśnie czasy przypada bohaterska śmierć św. Pawła Miki i jego 25 Towarzyszy. Wśród tych męczenników było 3 jezuitów, 6 franciszkanów i 17 tercjarzy franciszkańskich.
    Paweł Miki urodził się koło Kioto w zamożnej rodzinie w roku 1565. Miał zaledwie 5 lat, kiedy otrzymał chrzest – w Japonii w XVI w. zdarzało się to niezwykle rzadko. Kształcił się u jezuitów, do których w wieku 22 lat wstąpił. Będąc klerykiem, pomagał misjonarzom jako katechista. Po nowicjacie i studiach przemierzył niemal całą Japonię, głosząc naukę Chrystusa. Kiedy miał już otrzymać święcenia kapłańskie, w 1597 r. wybuchło prześladowanie. Aresztowano go i poddano torturom, aby wyrzekł się wiary. W więzieniu spotkał się z 23 Towarzyszami. Po torturach obwożono ich po mieście z wypisanym wyrokiem śmierci. Paweł wykorzystał okazję, by zebranym tłumom głosić Chrystusa. Więźniów umieszczono w więzieniu w pobliżu miasta Nagasaki. Dołączono do nich jeszcze dwóch chrześcijan, których aresztowano za to, że usiłowali nieść pomoc więźniom. Na naleganie prowincjała władze zgodziły się dopuścić do skazanych kapłana z sakramentami. Tę okazję wykorzystali dwaj nowicjusze, by na jego ręce złożyć śluby zakonne.
    Poza miastem ustawiono 26 krzyży, na których zawieszono aresztowanych chrześcijan. Paweł Miki jeszcze z krzyża głosił zebranym poganom Chrystusa, dając wyraz swojej radości z tego, że ginie tak zaszczytną dla siebie śmiercią. Zachęcał do wytrwania także swoich Towarzyszy. Męczennicy przeszyci lancami żołnierzy dopełnili swej ofiary 5 lutego 1597 r. Są to pierwsi męczennicy Dalekiego Wschodu. Do chwały błogosławionych wyniósł ich Urban VIII w roku 1627, a do chwały świętych – Pius IX w roku 1862. Ten sam papież doprowadził ponadto do beatyfikacji kolejnych 205 męczenników japońskich, którzy ponieśli śmierć w wieku XVII.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***


    5 lutego

    Święta Agata, dziewica i męczennica

    Święta Agata
    Agata (etymologicznie: “dobra”) zwana Sycylijską jest jedną z najbardziej czczonych w chrześcijaństwie świętych. Wiadomości o niej mamy przede wszystkim w aktach jej męczeństwa. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa istniał bowiem zwyczaj, że sporządzano akta męczenników; większość z nich nie doczekała do naszych czasów. Akta męczeństwa Agaty pochodzą dopiero z V wieku.
    Według opisu męczeństwa Agata urodziła się w Katanii na Sycylii ok. 235 r. Po przyjęciu chrztu postanowiła poświęcić się Chrystusowi i żyć w dziewictwie. Jej wyjątkowa uroda zwróciła uwagę Kwincjana, namiestnika Sycylii. Zaproponował jej małżeństwo. Agata odmówiła, wzbudzając w odrzuconym senatorze nienawiść i pragnienie zemsty. Trwały wówczas prześladowania chrześcijan, zarządzone przez cesarza Decjusza. Kwincjan aresztował Agatę. Próbował ją zniesławić przez pozbawienie jej dziewiczej niewinności, dlatego oddał ją pod opiekę pewnej rozpustnej kobiety, imieniem Afrodyssa. Kiedy te zabiegi spełzły na niczym, namiestnik skazał Agatę na tortury, podczas których odcięto jej piersi. W tym czasie miasto nawiedziło trzęsienie ziemi, w którym zginęło wielu pogan. Przerażony namiestnik nakazał zaprzestać mąk, gdyż dostrzegł w tym karę Bożą. Ostatecznie Agata poniosła śmierć, rzucona na rozżarzone węgle, 5 lutego 251 r.
    Jej ciało chrześcijanie złożyli w bezpiecznym miejscu poza miastem. Papież Symmachus (+ 514) wystawił ku jej czci w Rzymie przy Via Aurelia okazałą bazylikę. Kolejną świątynię w Rzymie poświęcił jej św. Grzegorz Wielki w roku 593. Wreszcie papież Grzegorz II (+ 731) przy bazylice św. Chryzogona na Zatybrzu wystawił ku jej czci trzeci rzymski kościół. Dowodzi to wielkiej czci, jaką otaczano ją w owych czasach. Obecnie ciało Agaty znajduje się w katedrze w Katanii. Wielkiej czci doznają jej relikwie, m.in. welon, dzięki któremu, jak niesie podanie, Katania niejeden raz miała doznać ocalenia.
    W dzień św. Agaty w niektórych okolicach poświęca się pieczywo, sól i wodę, które mają chronić ludność od pożarów i piorunów. Poświęcone kawałki chleba wrzucano do ognia, by wiatr odwrócił pożar w kierunku przeciwnym. W dniu jej pamięci karmiono bydło poświęconą solą i chlebem, by je uchronić od zarazy. Św. Agata jest patronką Sycylii, miasta Katanii oraz ludwisarzy. Wzywana przez kobiety karmiące oraz w chorobach piersi.
    W ikonografii św. Agata przedstawiana jest w długiej sukni, z kleszczami, którymi ją szarpano. Atrybutami są: chleb, dom w płomieniach, korona w rękach, kość słoniowa – symbol czystości i niewinności oraz siły moralnej, palma męczeńska, obcięte piersi na misie, pochodnia, płonąca świeca – symbol Chrystusa.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    4 lutego

    Święta Maria de Mattias, dziewica

    Zobacz także:
      •  Święta Joanna de Valois
      •  Święta Weronika
      •  Święta Katarzyna Ricci, dziewica
      •  Święty Jan de Brito, prezbiter i męczennik
      •  Święty Gilbert z Sempringham, prezbiter
      •  Święty Józef z Leonissy, prezbiter
    Święta Maria de Mattias

    Maria de Mattias urodziła się 4 lutego 1805 r. w Vallecorsa (Włochy), na pograniczu Państwa Kościelnego, w zamożnej i głęboko religijnej rodzinie. Jej dzieciństwo było szczęśliwe, pełne radości i beztroskie. Zgodnie ze zwyczajem epoki, nie chodziła do żadnej szkoły. Podczas częstych i długich rozmów ojciec zaszczepiał w niej miłość do Boga i podziw dla dzieła stworzenia. Niezatarte wspomnienia pozostawił w niej tragiczny okres walk bratobójczych, które w latach 1810-1825 toczyły się w okolicach jej rodzinnej miejscowości.
    Głębsze zainteresowanie religią i życiem duchowym zrodziło się w niej w 1822 r. pod wpływem misji ludowych głoszonych przez św. Kaspra Del Bufalo, wielkiego krzewiciela kultu Najświętszej Krwi Jezusa. Maria stała się poniekąd spadkobierczynią jego przesłania i kontynuatorką jego dzieła. Mając zaledwie 29 lat, za radą swego kierownika duchowego ks. Giovanniego Merliniego założyła w Acuto, niedaleko Rzymu, Zgromadzenie Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa. Nowa wspólnota zakonna rozpoczęła swą działalność w szkole, która została jej powierzona przez administratora apostolskiego diecezji Anagni.
    Maria, która sama nauczyła się czytać i pisać, nie ograniczała się do pracy w szkole, ale po lekcjach zbierała dziewczęta i kobiety, by uczyć je miłości do Jezusa i zasad życia chrześcijańskiego. Jej katechezy przyciągały wielu ludzi, a mężczyźni – głównie pasterze, którym ówczesna obyczajowość nie pozwalała uczestniczyć w organizowanych przez nią spotkaniach – słuchali jej w ukryciu. Z czasem stała się wielką i znaną kaznodziejką, cenioną przez dzieci i dorosłych, ludzi prostych i wykształconych. Niestrudzenie szerzyła kult Najświętszej Krwi, głosiła miłosierdzie i zabiegała o pokój i jedność między ludźmi. Nowe zgromadzenie rozwijało się bardzo szybko. Dzięki swej charyzmatycznej osobowości Maria założyła niemal 70 placówek we Włoszech, w Anglii i Niemczech.
    Beatyfikował ją papież Pius XII 1 października 1950 r., a kanonizował św. Jan Paweł II w Rzymie 18 maja 2003 r.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    3 lutego

    Święty Błażej, biskup i męczennik

    Zobacz także:
      •  Święty Oskar, biskup
      •  Święta Maria Klaudyna od św. Ignacego Thevenet, dziewica
    Święty Błażej
    Błażej pochodził z Cezarei Kapadockiej, ojczyzny św. Bazylego Wielkiego, św. Grzegorza z Nazjanzu, św. Grzegorza z Nyssy, św. Piotra z Sebasty, św. Cezarego i wielu innych. Był to niegdyś jeden z najbujniejszych ośrodków życia chrześcijańskiego. Błażej studiował filozofię, został jednak lekarzem. Po pewnym czasie porzucił swój zawód i podjął życie na pustyni. Stamtąd wezwano go na stolicę biskupią w położonej nieopodal Sebaście (wcześniej w Armenii, dziś Sivas w Turcji). Podczas prześladowań za cesarza Licyniusza uciekł do jednej z pieczar górskich, skąd nadal rządził swoją diecezją. Ktoś jednak doniósł o miejscu jego pobytu. Został aresztowany i uwięziony. W lochu więziennym umacniał swój lud w wierności Chrystusowi. Tam właśnie miał cudownie uleczyć syna pewnej kobiety, któremu gardło przebiła ość, uniemożliwiając oddychanie. Chłopcu groziło uduszenie. Dla upamiętnienia tego wydarzenia Kościół do dziś w dniu św. Błażeja błogosławi gardła. W niektórych stronach Polski na dzień św. Błażeja robiono małe świece, zwane “błażejkami”, które niesiono do poświęcenia i dotykano nimi gardła. W innych stronach poświęcano jabłka i dawano je do spożycia cierpiącym na ból gardła.
    Kiedy daremne okazały się wobec niezłomnego biskupa namowy i groźby, zastosowano wobec niego najokrutniejsze tortury, by zmusić go do odstępstwa od wiary, a za jego przykładem skłonić do apostazji innych. Ścięto go mieczem prawdopodobnie w 316 roku. Jest patronem m.in. kamieniarzy i gręplarzy, mówców, śpiewaków oraz wszystkich innych osób, które muszą dbać o swoje gardło i struny głosowe; jest także patronem chorwackiego miasta Dubrownik. Jego kult był znany na całym Wschodzie i Zachodzie. Przyzywany podczas chorób gardła, opiekun zwierząt, jeden z Czternastu Świętych Wspomożycieli.
    W ikonografii św. Błażej przedstawiany jest jako biskup, który błogosławi. Atrybutami jego są: jeleń, pastorał, ptaki z pożywieniem w dziobie, dwie skrzyżowane świece, zgrzebło – narzędzie tortur.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***

    Św. Błażej – na ból gardła

    Św. Błażej - na ból gardła

    św. Błażej z Sebasty/autor nieznany (PD)

    ***

    Raz w roku podczas Eucharystii ma miejsce jeden z ciekawszych obrzędów. Po końcowej modlitwie kapłan zapala dwie specjalne świece. Następnie przygotowuje wiernych do udziału w specjalnym błogosławieństwie przemawiając: Prośmy Boga, który jest źródłem życia, o zdrowie gardła i o właściwe korzystanie z daru mowy, abyśmy go umieli używać na chwałę Bożą i pożytek ludzi.

    Św. Błażej, biskup Sebasty – miasta położonego na terenie dzisiejszej Turcji – umarł około 316 roku. Kościół wspomina tego męczennika 3 lutego. Tradycja sięgająca wczesnego średniowiecza przekazała pamięć o nim jako orędowniku i opiekunie wiernych, zwłaszcza w chorobach gardła. Za jego wstawiennictwem prosimy Boga o zdrowie gardła i o łaskę dobrego korzystania z daru mowy. Pod koniec Mszy świętej wierni otrzymują błogosławieństwo połączone z prośbą o zachowanie od chorób gardła i języka.

    Po błogosławieństwo wierni najczęściej podchodzą do stopni ołtarza. Kapłan nie tylko wypowiada stosowne słowa, ale i dotyka gardeł dwiema świecami. Warto sobie w tym dniu szczególnie uświadomić moc wiary. To ona decyduje o skuteczności sakramentaliów, do których Kościół zalicza błogosławienie gardeł. Są to znaki umacniające w nas łaski otrzymane w sakramentach i lepiej przygotowujące do ich przyjęcia. Tak więc nie ma żadnej magii w tym obrzędzie, bo nie dotyk ma moc uzdrawiania. Jest on jedynie zewnętrznym znakiem naszej wewnętrznej ufności we wstawiennictwo św. Błażeja.

    Modlitwa błogosławieństwa świec i wiernych:

    Wszechmogący, wieczny Boże, Ty stworzyłeś cały świat. Z miłości zesłałeś nam swojego Syna, Jezusa Chrystusa, narodzonego z Maryi Dziewicy, aby leczył nasze choroby duszy i ciała. Dając świadectwo wiary, święty Błażej, chwalebny biskup, zdobył palmę męczeństwa. Ty, Panie, udzieliłeś mu łaski leczenia chorób gardła. Prosimy Cię, pobłogosław te świece i spraw, aby wszyscy wierzący za wstawiennictwem świętego Błażeja zostali uwolnieni od chorób gardła i wszelkiego innego niebezpieczeństwa i zawsze mogli Tobie składać dziękczynienie. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    Kapłan kropi wodą święconą zgromadzonych oraz świece. Następnie wierni proszący o błogosławieństwo podchodzą do celebransa, który – posługując się świecami zgodnie z miejscowym zwyczajem – błogosławi ich mówiąc:

    Za wstawiennictwem świętego Błażeja, biskupa i męczennika, niech Bóg zachowa cię od choroby gardła i wszelkiej innej dolegliwości. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

     wiara.pl

    ***


    2 lutego

    Ofiarowanie Pańskie

    Fra Angelico: Ofiarowanie Chrystusa w świątyni

    Nazwa obchodzonego 2 lutego święta wywodzi się od dwóch terminów greckich: Hypapante oraz Heorte tou Katharismou, co oznacza święto spotkania i oczyszczenia. Oba te święta były głęboko zakorzenione w tradycji Starego Testamentu.
    Na pamiątkę ocalenia pierworodnych synów Izraela podczas niewoli egipskiej każdy pierworodny syn u Żydów był uważany za własność Boga. Dlatego czterdziestego dnia po jego urodzeniu należało zanieść syna do świątyni w Jerozolimie, złożyć go w ręce kapłana, a następnie wykupić za symboliczną opłatą 5 syklów. Równało się to zarobkowi 20 dni (1 sykl albo szekel to 4 denary lub drachmy, czyli zapłata za 4 dni pracy robotnika niewykwalifikowanego). Równocześnie z obrzędem ofiarowania i wykupu pierworodnego syna łączyła się ceremonia oczyszczenia matki dziecka. Z tej okazji matka była zobowiązana złożyć ofiarę z baranka, a jeśli jej na to nie pozwalało zbyt wielkie ubóstwo – przynajmniej ofiarę z dwóch synogarlic lub gołębi. Fakt, że Maryja i Józef złożyli synogarlicę, świadczy, że byli bardzo ubodzy.Święto Ofiarowania Pańskiego przypada czterdziestego dnia po Bożym Narodzeniu. Jest to pamiątka ofiarowania Pana Jezusa w świątyni jerozolimskiej i dokonania przez Matkę Bożą obrzędu oczyszczenia.
    Kościół wszystkim ważniejszym wydarzeniom z życia Chrystusa daje w liturgii szczególnie uroczysty charakter. Święto Ofiarowania Pana Jezusa należy do najdawniejszych, gdyż było obchodzone w Jerozolimie już w IV w., a więc zaraz po ustaniu prześladowań. Dwa wieki później pojawiło się również w Kościele zachodnim.
    Tradycyjnie dzisiejszy dzień nazywa się dniem Matki Bożej Gromnicznej. W ten sposób uwypukla się fakt przyniesienia przez Maryję małego Jezusa do świątyni. Obchodom towarzyszyła procesja ze świecami. W czasie Ofiarowania starzec Symeon wziął na ręce swoje Pana Jezusa i wypowiedział prorocze słowa: “Światłość na oświecenie pogan i na chwałę Izraela” (Łk 2, 32). Według podania procesja z zapalonymi świecami była znana w Rzymie już w czasach papieża św. Gelazego w 492 r. Od X w. upowszechnił się obrzęd poświęcania świec, których płomień symbolizuje Jezusa – Światłość świata, Chrystusa, który uciszał burze, był, jest i na zawsze pozostanie Panem wszystkich praw natury. Momentem najuroczystszym apoteozy Chrystusa jako światła, który oświeca narody, jest podniosły obrzęd Wigilii Paschalnej – poświęcenie paschału i przepiękny hymn Exultet.
    W Kościele Wschodnim dzisiejsze święto (należące do 12 najważniejszych świąt) nazywane jest Spotkaniem Pańskim (Hypapante), co uwypukla jego wybitnie chrystologiczny charakter. Prawosławie zachowało również, przejęty z religii mojżeszowej, zwyczaj oczyszczenia matki po urodzeniu dziecka – po upływie 40 dni od porodu (czyli po okresie połogu) matka po raz pierwszy przychodzi do cerkwi, by w pełni uczestniczyć w Eucharystii. Ślad tej tradycji był kultywowany w Kościele przedsoborowym – matka przychodziła “do wywodu” i otrzymywała specjalne błogosławieństwo; było to praktykowane zazwyczaj w dniu chrztu dziecka i – tak jak wówczas także chrzest – poza Mszą św. Zwyczaj ten opisał Reymont w “Chłopach”.
    W Polsce święto Ofiarowania Pana Jezusa ma nadal charakter wybitnie maryjny (do czasów posoborowej reformy Mszału w 1969 r. święto to nosiło nazwę “Oczyszczenia Maryi Panny” – “In purificatione Beatae Mariae Virginis”). Polacy widzą w Maryi Tę, która sprowadziła na ziemię niebiańskie Światło i która nas tym Światłem broni i osłania od wszelkiego zła. Dlatego często brano do ręki gromnice, zwłaszcza w niebezpieczeństwach wielkich klęsk i grożącej śmierci. Niegdyś wielkim wrogiem domów w Polsce były burze, a zwłaszcza pioruny, które zapalały i niszczyły domostwa, przeważnie wówczas drewniane. Właśnie od nich miała strzec domy świeca poświęcona w święto Ofiarowania Chrystusa. Zwykle była ona pięknie przystrajana i malowana. W czasie burzy zapalano ją i stawiano w oknach, by prosić Maryję o ochronę. Gromnicę wręczano również konającym, aby ochronić ich przed napaścią złych duchów.
    Ze świętem Matki Bożej Gromnicznej kończy się w Polsce okres śpiewania kolęd, trzymania żłóbków i choinek – kończy się tradycyjny (a nie liturgiczny – ten skończył się świętem Chrztu Pańskiego) okres Bożego Narodzenia. Dzisiejsze święto zamyka więc cykl uroczystości związanych z objawieniem się światu Słowa Wcielonego. Liturgia po raz ostatni w tym roku ukazuje nam Chrystusa-Dziecię.

    Ofiarowanie Chrystusa w świątyni

    Od 1997 r. 2 lutego Kościół powszechny obchodzi ustanowiony przez św. Jana Pawła II Dzień Życia Konsekrowanego, poświęcony modlitwie za osoby, które oddały swoje życie na służbę Bogu i ludziom w niezliczonych zakonach, zgromadzeniach zakonnych, stowarzyszeniach życia apostolskiego i instytutach świeckich. Pamiętajmy o nich w podczas naszej dzisiejszej modlitwy na Eucharystii.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***


    1 lutego

    Święta Brygida z Kildare, dziewica

    Zobacz także:
      •  Święty Rajmund z Fitero, opat
      •  Święta Weridiana
     
    Święta Brygida z Kildare

    Brygida z Kildare (nazywana także Irlandzką) urodziła się między rokiem 452 a 456 w Irlandii (w okolicach dzisiejszego Kildare albo Faughart w hrabstwie Louth). Była pogodna i hojna, energiczna i przedsiębiorcza, dobra i sprawiedliwa. Już od dzieciństwa tęskniła za życiem poświęconym Bogu. Od nieznanego z imienia biskupa otrzymała welon, symbol dozgonnego dziewictwa. Zaczęła gromadzić przy sobie dziewice o podobnych ideałach. Założyła dla nich w Kildare, na zachód od Dublina, pierwszy klasztor w Irlandii (nazwa Kildare pochodzi od iryjskiego Cill dara – kościół dębu). Klasztor ten niebawem zasłynął i dał początek wielu innym. Brygida niosła pomoc cierpiącym i ubogim, przemierzając wzdłuż i wszerz Zieloną Wyspę. Stale była w podróży.
    Zmarła w Kildare 1 lutego 523 lub 524 r. i została pochowana w istniejącej do dziś katedrze. Jednak w IX wieku, w okresie najazdu wojsk duńskich, relikwie ukryto. Zostały one odnalezione dopiero w XI w., a w roku 1185 biskup św. Malachiasz przeniósł je razem z relikwiami św. Patryka i św. Kolumbana do katedry w Downpatric. Niestety, król Henryk VIII kazał je zniszczyć. Część udało się uratować. Obecnie doznają czci w pięknym, kamiennym sarkofagu w Kildare (dzisiaj Cell Dara). Natomiast inna cząstka (prawdopodobnie relikwie głowy) znajdują się w kaplicy kościoła p.w. św. Jana Chrzciciela w Lumiar, niedaleko Lizbony.
    Święta Brygida z Kildare jest uważana za współapostołkę i patronkę Irlandii (obok św. Patryka i św. Kolumbana Starszego) oraz za matkę życia zakonnego na tej wyspie. Czczona jest jako opiekunka pracujących na roli. Jej kult szybko rozpowszechnił się w Irlandii, Anglii i krajach skandynawskich. Podobno już w średniowieczu dotarł nawet do Polski.
    Z VII w. zachował się staroirlandzki hymn ku czci św. Brygidy – najstarszy pomnik rodzimej literatury hagiograficznej Irlandii. Do dzisiaj żywa jest w Irlandii tradycja plecenia na 1 lutego wiklinowych krzyży świętej Brygidy, które mają chronić domy, a zwłaszcza zawartość spiżarni. Kultywowane są dawne zwyczaje nakazujące w wigilię św. Brygidy wysprzątać dom, upiec ciasto, przyjąć gości, w żadnym wypadku nie odmawiać potrzebującym. Domy i drzewa przy nich ozdabiane są wstążkami, które – według podań – dotyka Patronka wędrująca tego dnia po Irlandii.
    W ikonografii Święta przedstawiana jest w stroju opatki, w białym habicie i czarnym welonie, z pastorałem w ręku i księgą reguły zakonnej. Czasami rozdaje osełki masła. Jej atrybutami są: otwarta księga, u jej stóp krowa, pastorał ksieni, płomień nad głową, świeca w dłoni.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ***