Month: February 2024

  • Ogłoszenia – marzec 2024

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Niedziela 13/12 Msza św. g. 14:00 kościół św. Piotra (St Peters) Glasgow

    ST PETER’S CHURCH, PARTICK, 46 HYNDLAND STREET, Glasgow, G11 5PS

    ______________________________________________________________________________________________________________

    30 MARCA

    WIELKA SOBOTA

    LITURGIA PASCHALNA – godzina 21.30

    * DRUGI DZIEŃ NOWENNY DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    ŚWIĘCENIE POKARMÓW NA STÓŁ WIELKANOCNY O GODZ. 12.00 I 15.00

    ________________________________________________________

    Tej nocy następuje zmiana czasu o jedną godzinę do przodu

    _________________________________________________________

    Wielka cisza spowiła ziemię;

    wielka na niej cisza i pustka.

    Cisza wielka, bo Król zasnął

    Grób Pański w kościele św. Tomasza Apostoła/profil parafii na FB/PCh24.pl

    ______________________________________________________

    Noc Zmartwychwstania WIELKANOC

    Obrzędy Wigilii Paschalnej

    EAST NEWS

    ***

    Ta uroczysta Eucharystia, wieńcząca nocne paschalne czuwanie, jest par excellence rezurekcją, a nie poranna procesja. Wyjaśniamy znaczenie liturgicznych znaków Wigilii Paschalnej.

    Wielki szabat

    Doświadczenie pustki i ciszy. „Kościół trwa przy Grobie Pańskim, rozważając Mękę i Śmierć Chrystusa oraz Jego zstąpienie do otchłani, a także w modlitwie i poście oczekuje na Jego Zmartwychwstanie”.

    W naszej polskiej tradycji to także – niekorespondujący zbytnio z nastrojem Wielkiej Soboty – zwyczaj błogosławienia pokarmów na wielkanocny stół. Oby nie zmącił wielkosobotniej ciszy i skupienia. Gdy wielki i święty szabat, wraz z nastaniem nocy dobiegnie kresu, nadejdzie oczekiwane.

    Noc

    Konieczny warunek. Świętowanie Zmartwychwstania rozpoczyna się „czuwaniem na cześć Pana” w nocy. Wigilia Paschalna domaga się tego znaku. Nie chodzi o to, by rozpoczynając liturgie w popołudniowych godzinach Wielkiej Soboty wyobrazić sobie, że jest noc. Trzeba tej nocy doświadczyć.

    Dlatego przepisy liturgiczne stanowczo zakazują rozpoczęcia Wigilii Paschalnej przed zapadnięciem nocy. Bez niej trudno będzie zrozumieć pełny sens tej celebracji.

    Światło

    Rozprasza ciemności nocy. Przy rozpalonym ognisku, przed kościołem, rozpoczyna się pierwsza część Wigilii Paschalnej – Liturgia Światła. Kapłan poświęca nowy ogień.

    Po chwili, zapalona od nowego ognia i oznaczona symbolami Chrystusa paschalna świeca wnoszona jest do ciemnego kościoła, otwierając procesję. „Jak synowie Izraela szli za przewodem słupa ognia, tak chrześcijanie idą w ślady Zmartwychwstałego Chrystusa”. Światło Chrystusa! Ciemna świątynia powoli rozjaśnia się blaskiem setek płomieni trzymanych w rękach świec.

    Orędzie

    Przed płonącym paschałem wyśpiewywane jest Orędzie Wielkanocne. W przepięknym lirycznym poemacie otwiera się przed uczestnikami liturgii tajemnica paschalnej nocy.

    „Jest to ta sama noc, w której niegdyś ojców naszych, synów Izraela, wywiodłeś z Egiptu; noc, która światłem ognistego słupa rozproszyła ciemności grzechu; a teraz ta sama noc uwalnia wszystkich wierzących w Chrystusa (…) od mroku grzechów; tej właśnie nocy Chrystus skruszywszy więzy śmierci, jako zwycięzca wyszedł z otchłani; o, zaiste błogosławiona noc!”.

    Noc Paschy Izraela, noc Zmartwychwstania Chrystusa, noc naszego czuwania. Ta sama noc.

    Słowo

    Stół słowa tej nocy jest zastawiony obficie. Czytanie słowa Bożego stanowi podstawową część Wigilii Paschalnej. Siedem czytań ze Starego Testamentu, dwa z Nowego; towarzyszą im psalmy i modlitwy.

    „Kościół – poczynając od Mojżesza i wszystkich proroków – wyjaśnia paschalne misterium Chrystusa”. Otwierają się przed nami w tę noc najważniejsze etapy historii zbawienia: stworzenie świata („Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre”); próba Abrahama („Wszystkie ludy ziemi będą sobie życzyć szczęścia takiego, jakie jest udziałem twojego potomstwa”); przejście Izraela przez Morze Czerwone („Ulękli się Pana i uwierzyli Jemu oraz Jego słudze Mojżeszowi”); Boże obietnice dawane za pośrednictwem proroków („Dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza”).

    Słuchając słowa, symbolicznie przechodzimy od Pierwszego do Nowego Przymierza. Wypełnia się Pascha naszego zbawienia: „Przez chrzest zostaliśmy razem z Chrystusem pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie – jak Chrystus powstał z martwych”; rozbrzmiewa radosne: „nie ma Go tu, zmartwychwstał!”. By to usłyszeć, trzeba mieć czas. Jakikolwiek pośpiech byłby zaprzeczeniem czuwania.

    Chrzest

    Liturgia chrzcielna jest trzecią częścią Wigilii Paschalnej. Pascha Chrystusa staje się realnie naszą Paschą. Urzeczywistnia się w sakramencie. Katechumeni, mający przyjąć w tę noc chrzest, wspierani przez wszystkich modlitwą „z radosną nadzieją zbliżają się do źródła odrodzenia”.

    Nawet jeśli gdzieś nie ma katechumenów ani dzieci, które mają być ochrzczone, błogosławi się wodę chrzcielną, używaną do udzielania chrztu przez cały okres wielkanocny: „Prosimy Cię Panie, niech przez Twojego Syna zstąpi na tę wodę moc Ducha Świętego, aby wszyscy przez chrzest pogrzebani razem z Chrystusem w śmierci, z Nim też powstali do nowego życia”.

    Katechumeni wyrzekają się szatana, wyznają wiarę i przyjmują chrzest. Pozostali uczestnicy liturgii, z płonącymi świecami w rękach, odnawiają swoje chrzcielne przyrzeczenia. Do tego momentu przygotowywali się przez czterdzieści dni Wielkiego Postu. Krople chrzcielnej wody obficie zraszają zgromadzonych.

    Eucharystia

    Jest czwartą częścią Wigilii Paschalnej i jej szczytem. „Jest ona bowiem najpełniej sakramentem paschalnym, czyli upamiętnieniem ofiary krzyża i obecnością Chrystusa Zmartwychwstałego”. Nowo ochrzczeni uczestniczą w niej po raz pierwszy, dopełniając chrześcijańskiego wtajemniczenia.

    Ta uroczysta Eucharystia, wieńcząca nocne paschalne czuwanie, jest par excellence rezurekcją! To przecież nie procesja po porannej mszy świętej w wielkanocny poranek nosić powinna to miano. Msza rezurekcyjna, czyli pierwsza msza Zmartwychwstania, sprawowana jest na zakończenie Wigilii Paschalnej w Wielką Noc.

    Wpisana w naszą polską tradycję procesja rezurekcyjna doskonale może zakończyć (tak dzieje się już w wielu kościołach) nocną rezurekcję. Radosne ogłoszenie światu Zmartwychwstania Pana będzie wtedy naturalną konsekwencją przeżytej Paschy i początkiem pięćdziesięciu dni świątecznej radości.

    ks. Grzegorz Michalczyk/Aleteia.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Wielka Sobota i „zstąpienie do piekieł”

    Chrystus w krainie umarłych

    Chrystus wyciąga Adama i Ewę z Otchłani, fresk z kościoła w Stambule, 1315

    © José Luiz Bernardes Ribeiro/Wikipedia | CC

    ***

    „Tobie, Adamie, rozkazuję: Zbudź się, który śpisz! Nie po to bowiem cię stworzyłem, abyś pozostawał spętany w Otchłani. Powstań ty, który jesteś moim obrazem uczynionym na moje podobieństwo. Powstań, pójdźmy stąd!”

    O jakie „piekła” chodzi?

    W odmawianych przez nas słowach Składu Apostolskiego, wyrażających wiarę Kościoła, tuż przed wyznaniem wiary w zmartwychwstanie Chrystusa spotykamy dość enigmatyczne stwierdzenie: „zstąpił do piekieł”. Co oznacza ta formuła? Inaczej mówiąc: dokąd i w jakim celu Jezus zstąpił?

    Pierwsze nasuwające się w tym kontekście skojarzenie „piekieł” ze stanem potępienia jest mylące. Staropolskie, wyrażane w liczbie mnogiej „piekła” są bowiem oddaniem znajdującego się w wyznaniu wiary greckiego „katotata” (dosłownie: dół) czy łacińskiego „infernae” (również w liczbie mnogiej), które – choć może oznaczać piekło w dosłownym tego słowa znaczeniu – sugeruje przede wszystkim coś, co znajduje się „niżej”.

    Chodzi więc o „krainę umarłych”, Otchłań, biblijny Szeol (hebr.), przetłumaczony potem przez Biblię grecką jako „Hades”.

    Szeol i kraina umarłych

    Pojęcie „Szeolu” oznaczało pierwotnie w Biblii krainę umarłych, bez rozróżnienia ostatecznych konsekwencji ich życia i ich czynów. Szeol był taki sam dla wszystkich, którzy umarli: smutny i beznadziejny. Przebywający w nim byli cieniami, niespełnieni, oddzieleni od Boga. Szukający nadziei człowiek potrafił jednak modlić się: „Choćbym przechodził przez dolinę cienia śmierci, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną” (Ps 23,4), „Jesteś przy mnie, gdy położę się w Szeolu” (Ps 139,8).

    W późniejszych tekstach Starego Testamentu pojawia się coraz wyraźniej koncepcja zmartwychwstania i sądu, podkreślająca konsekwencje dobrych i złych czynów człowieka.

    Znajdujemy ją też w Ewangelii w nauczaniu Jezusa: przypowieść o bogaczu, cierpiącym w wiecznych płomieniach gehenny z powodu braku miłości w swym życiu i Łazarzu, doświadczającym szczęścia „na łonie Abrahama”, jest jej wyraźnym przykładem, choć wciąż nie jest rozwiązaniem „problemu śmierci” i braku zbawienia.

    ks. Grzegorz Michalczyk/Aleteia.pl 

    ______________________________________________________________________________________________________________

    _________________________________

    Jak uzyskać odpust zupełny w czasie Triduum Paschalnego?

    Jak uzyskać odpust zupełny w czasie Triduum Paschalnego?

    CATHOPIC

    ***

    Każdego dnia Triduum Paschalnego można uzyskać odpust zupełny za siebie lub za zmarłego. Kościół określa warunki, jakie w tym celu trzeba wypełnić.

    “Odpust jest to darowanie przed Bogiem kary doczesnej za grzechy, zgładzone już co do winy. Dostępuje go chrześcijanin odpowiednio usposobiony i pod pewnymi, określonymi warunkami, za pośrednictwem Kościoła, który jako szafarz owoców odkupienia rozdaje i prawomocnie przydziela zadośćuczynienie ze skarbca zasług Chrystusa i świętych. Każdy wierny może uzyskać odpusty dla siebie lub ofiarować je za zmarłych” – czytamy w 1471 punkcie Katechizmu Kościoła Katolickiego. 

    Odpust może uzyskać osoba ochrzczona, wolna od ekskomuniki, będąca w stanie łaski uświęcającej przynajmniej pod koniec wypełniania przepisanych czynności oraz posiadająca przynajmniej ogólną intencję zyskania odpustu. 

    Warunki przyjęcia odpustu:

    WIELKI CZWARTEK: 

    adoracja Najświętszego Sakramentu trwająca przynajmniej przez pół godziny;
    lub
    odmówienie w sposób uroczysty hymnu ,,Przed tak wielkim Sakramentem”

    WIELKI PIĄTEK:

    pobożne odprawienie Drogi Krzyżowej (przed stacjami prawnie erygowanymi, połączone z rozważaniem Męki i Śmierci Chrystusa i przechodzeniem od stacji do stacji; w publicznym odprawianiu wystarczy przechodzenie prowadzącego)
    lub
    pobożny udział w obrzędzie liturgicznym w Wielki Piątek i ucałowanie krzyża

    WIELKA SOBOTA:

    odnowienie przyrzeczeń chrztu św. w czasie nabożeństwa Wigilii Paschalnej.

    Oprócz tego spełnione muszą być stałe warunki odpustu, którymi są:

    – spowiedź sakramentalna (niekoniecznie w dniu odpustu)
    – Komunia eucharystyczna
    – modlitwa w intencjach Ojca Świętego (np. Ojcze nasz i Zdrowaś)
    – brak przywiązania do jakiegokolwiek grzechu.

    (Po jednej spowiedzi sakramentalnej można uzyskać wiele odpustów zupełnych. Natomiast po jednej Komunii eucharystycznej i po jednej modlitwie w intencjach Ojca Świętego zyskuje się tylko jeden odpust zupełny.)

    AH/Gość Niedzielny

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Tu chodzi o miłość

    „Maria Magdalena i święte niewiasty u grobu Jezusa”.  Obraz z cyklu „Życie naszego Pana Jezusa Chrystusa”  James Tissot, 1886–1894.

    „Maria Magdalena i święte niewiasty u grobu Jezusa”. Obraz z cyklu „Życie naszego Pana Jezusa Chrystusa” James Tissot, 1886–1894.
    Brooklyn Museum

    ***

    Co roku powraca temat Trzech Dni, które są centrum Ewangelii. Co zrobić, by przeżyć je głęboko? Trzeba dać się porwać miłości. Bo ona jest kluczem. Tak Bóg umiłował, że Syna swego dał. Dał na krzyżu i dał w poranek wielkanocny. Nieprzypadkowo jako pierwsza ten dar przyjęła kochająca Maria Magdalena.

    Zacznę od końca. Czyli od poranka wielkanocnego, a konkretnie od Marii Magdaleny i jej drogi na cmentarz w ciemnościach, tuż przed wschodem słońca. Szła nieświadoma, jak niezwykła niespodzianka ją czeka. Na wpół umarła. Niesiona tylko jedną siłą – miłością. Św. Jan pisze, że Maria Magdalena udała się do grobu Jezusa „pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno…”. Co czuła wtedy? Dopiero co stała pod krzyżem i widziała wszystko – Jego rany, konanie, samotność, śmierć. Pomagała zdjąć z krzyża martwe ciało Mistrza, owinąć je w płótna i złożyć do grobu. Wiedziała, że to koniec. W co tu jeszcze wierzyć? Jaką mieć nadzieję? Została tylko miłość, która zawsze ma jeszcze coś do zrobienia. Trzeba dopełnić pogrzebu, umyć ciało z krwi, namaścić. Choć w ten sposób mogła Go jeszcze kochać. Maria wstaje w nocy, gdy apostołowie spali lub barykadowali drzwi z obawy przed wrogami. Kiedy widzi pusty grób, jej ból się pogłębia. Zawiadamia uczniów słowem bliskim rozpaczy: „Zabrano Pana z grobu i nie wiem, gdzie Go położono”. Potem już tylko płacze przed pustym miejscem pochówku. Nie ma już nic, nawet ciała Jezusa. Kiedy Zmartwychwstały Pan staje przed nią żywy, nie rozpoznaje Go. Dopiero gdy zwraca się do niej po imieniu: „Mario!”, w jej sercu zapala się światło, rodzi się na nowo. Chce Go zatrzymać, nacieszyć się Nim, ale Jezus prosi, aby zwiastowała uczniom, że On żyje. Czy w ten sposób sam Jezus nie podpowiada i nam, by uczynić Marię Magdalenę przewodniczką po tajemnicy Jego śmierci i zmartwychwstania?

    Dramat w trzech częściach

    Triduum Paschalne to jedna droga pokonana przez Jezusa. Są trzy wyraźne części tego paschalnego dramatu. Pierwszy akt to Jezus ukrzyżowany – ta część Paschy składa się z kilku scen: ostatnia wieczerza, gdy Jezus antycypuje swoją śmierć w znakach połamanego chleba i kielicha z winem; noc trwogi w Ogrójcu zakończona uwięzieniem; sąd i droga na Golgotę; śmierć na krzyżu.

    Druga część to Jezus złożony do grobu – tu pozornie niewiele się dzieje. Zero akcji, cisza grobu. Jezus schodzi w otchłań śmierci, idzie ku tym, którzy umarli, aż do Adama i Ewy, aby ich wybudzić do życia.

    Trzecia część to Jezus zmartwychwstały – zwycięstwo miłości nad nienawiścią, życia nad śmiercią. Spotkanie z wybranymi uczniami, ale pierwsza była ona – nawrócona grzesznica Maria Magdalena.

    Można powiedzieć, że pierwsze dwie części, Wielki Piątek (który zaczyna się ostatnią wieczerzą) i Wielka Sobota, spowijają ciemności. Jezus wprawdzie umierał w środku dnia (od południa do godziny trzeciej), ale – jak relacjonują ewangeliści – mrok ogarnął wtedy całą ziemię. Sobota to dzień grobowej ciszy. Obumarłe Ziarno Miłości padło w ziemię i jeszcze nie wzeszło. Światło pojawia się dopiero w noc zmartwychwstania. Uczestnicząc w liturgicznych obrzędach Triduum Paschalnego – od celebracji Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek, przez Liturgię Męki w Wielki Piątek, post i ciszę grobu w Wielką Sobotę, aż do wschodzącego paschalnego światła w Wielką Noc – naśladujemy Marię Magdalenę. Idziemy dwa dni w mroku, aby na trzeci dzień powitać zwycięską Miłość, Wschodzące Słońce. Cały ten liturgiczno-mistyczny dramat ma jeden cel – doprowadzić nas do osobistego spotkania w wierze z Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym Panem, który wypowiada moje własne imię, ociera moje łzy i prosi: „Idź, powiedz innym, że ja JESTEM”.

    Zapach olejku miłości

    W jakim sensie Maria Magdalena może być dla nas przewodniczką w przeżywaniu Triduum Paschalnego? Nie było jej podczas ostatniej wieczerzy, to prawda. Ale sześć dni przed Paschą namaściła Jezusa w domu Marty i Łazarza w Betanii. Mistyk Jan pisze: „Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku” (J 12,3). Judasz przelicza koszty i powiada, że te pieniądze można było wydać na ubogich. Ale Jezus rozumie Marię. On widzi jej serce i wie, że jej gest był znakiem najczystszej miłości. Podczas całego Triuduum Paschalnego mówią przede wszystkim znaki. Mówią więcej niż słowa. Serce przemawia do serca. Nieskalane ciało Baranka zostanie złożone w ofierze na ołtarzu krzyża. Maria jak nikt inny odczytuje, że wkrótce objawi się światu największa miłość. „Podczas gdy inni są zajęci błahymi rozmowami i skupiają się na nieistotnych sprawach, Jezus spogląda w głąb serca Marii Magdaleny i odnajduje tam uważność, czułe oddanie Jego obecności, miłosne skupienie. Odnajduje uwielbienie, czystą adorację” (Sean Davidson). Oczywiście te dwie miłości (Boga i człowieka) nigdy nie są równe, ale przecież szukają się wzajemnie i oczekują wzajemności. Namaszczenie to symbol godności kapłańskiej, królewskiej i prorockiej. Maria swoim gestem niejako otwiera Jezusowi drogę ku temu, aby jako kapłan złożył Najwyższą Ofiarę, by jako Król wstąpił na tron Krzyża, jako Prorok wypowiedział „Wykonało się”. Woń nardu to zapach miłości. Ten zapach napełnił dom w Betanii. Ciało Jezusa zostanie roztrzaskane jak drogocenny flakon, aby moc Jego Miłości, aromat Ducha Świętego rozlał się na cały świat.

    Aby przeżyć dobrze liturgię Triduum, trzeba naśladować Marię. Nie skupiać się na szczegółach, zamilknąć, nie koncentrować się na zewnętrznej stronie misterium, ale pójść w głąb, wyciszyć rozum, obudzić serce, adorować, trwać. Tu chodzi o miłość. Aby ją odkryć, trzeba samemu kochać. Wiara i nadzieja są ważne, ale sednem jest miłość. Jej aromat przenika paschalny dramat. Ona jest kluczem.

    ks.Tomasz Jaklewicz/Gość Niedzielny

    ______________________________________________________________________________________________________________

    31 MARCA

    NIEDZIELA ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO

    UROCZYSTA MSZA ŚWIĘTA – godzina 14.00

     
    autor/źródło: AC,AC, Licencja:2/Opoka.pl

    __________________________________

    Liturgia Wielkiej Nocy przemawia na różne sposoby,

    nawet kamieniem, który znajdował się u wejścia do grobu Pana.

    Niewiasty idąc drogą, tym kamieniem się martwiły – bo kto go odsunie?

    Jeszcze nie wiedziały, że zupełnie niepotrzebnie taki ciężar niosły.

    Każdy z nas też jest na tej drodze

    i też ciężar dźwiga, i to coraz większy, bo już samo przemijanie jest jak kamień:

    twarde, zimne i nieubłagane.

    Zechciej przyjąć na te święta Wielkiej Nocy życzenia,

    żeby głaz już piersi nie przytłaczał,

    żeby wreszcie rozpadł się mur ułożony z kamieni obrazy,

    żeby radość wróciła i już nie było kamiennej twarzy,

    żeby zwątpienie zrodzone z niepotrzebnej trwogi

    zobaczyło moc Zmartwychwstałego Pana, który wszystko uczynił już nowe.

    ks. Marian

    ___________________________________________________

    * TRZECI DZIEŃ NOWENNY DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    ______________________________________________________________________________________________________________

    1 KWIETNIA

    PONIEDZIAŁEK WIELKANOCNY  

    MSZA ŚWIĘTA – godzina 14.00

    * CZWARTY DZIEŃ NOWENNY DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    _____________________________________________________________

    emaus

    zdjęcie ze strony: grupa modlitwy o. Pio/diecezja kaliska

    ***

    Bogu niech będą dzięki za kolejny rok, w którym znowu jest nam dane przeżywać najważniejsze wydarzenia w dziejach całego wszechświata, bo dzięki tym wydarzeniom dokonuje się nieustannie dzieło Bożego miłosierdzia.

    Wejdźmy na drogę, którą przemierzali uczniowie zmierzający do miejscowości zwanej Emaus. Wydawało im się, że są tylko we dwoje…

    Idą całkowicie zawiedzeni i rozgoryczeni wydarzeniami jakie miały miejsce w świętym mieście Jeruzalem. Ich upragniony i oczekiwany Mesjasz, jakim miał być Jezus z Nazaretu, nie tak wypełnił swoją misję, jak się spodziewali.

    Odchodzą od miejsca umęczenia i ukrzyżowania Pana Jezusa nie wiedząc, że oto na tej swojej drodze ucieczki spotykają Nieznajomego, któremu opowiadają całą swoją gorycz a potem słuchają, jak Boży zamysł w szczegółach opisany w świętych Księgach wypełnił się dokładnie co do joty. I choć “oczy ich były niejako na uwięzi” – to jednak serca “pałały”.

    Jak to dobrze, że przymusili, wciąż jeszcze Nierozpoznanego Towarzysza ich drogi, aby pozostał z nimi w miejscu do którego zdążali. Bo gdyby nie ich gościnność, z taką żarliwością wypowiedziana, pewnie nadal pozostałoby w nich i rozczarowanie i strach.

    Jak to dobrze, że tak usilnie prosili owego Nieznajomego, aby pozostał – bo w końcu zobaczyli kim ON jest naprawdę. Kiedy przełamał chleb, którym został poczęstowany – nagle znikł strach, znikło rozczarowanie, niczym mgła.

    Mimo, że był już wieczór, późny wieczór, natychmiast powrócili do Jerozolimy, bo nie mogli  nie opowiedzieć o spotkaniu z Jezusem, który rzeczywiście zmartwychpowstał.

    Ci sami a jakże przemienieni! Przekroczyli swoje ludzkie oczekiwania.

    Niech Zmartwychwstały Pan sprawi, w Twoim i w moim sercu, też taką wielką przemianę.

    Wystarczy tylko wypowiedzieć całą swoją niemoc a potem słuchać uważnie co mówi do Ciebie i do mnie wciąż jeszcze do końca NIEROZPOZNANY TEN SAM ZAWSZE OBECNY na drogach naszego ziemskiego “padołu”.

    I choć nasze oczy też są tak często “na uwięzi” – wystarczy tylko zaprosić i to zaprosić tak usilnie, jak uczynił to Kleofas ze swoim towarzyszem drogi, do swojego Emaus …..       

    ks. Marian
    Ilustracja

    Wieczerza w Emaus/Rembrandt/Paryż

    [7] Rembrandt 1660, olej 50 x 64 cm Luwr

    Wieczerza w Emaus /Rembrandt/Luwr

    ______________________________________________________________________________________________________________

    DZIEŃ ZMARTWYCHWSTANIA PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA

    zmartwychwstały

    Jezus żyje

    Jadąc wiosenną porą wzdłuż budzących się do życia wrzosowych pól patrzę na maleńkie, dopiero co urodzone baranki porozrzucane na rozległych przestrzeniach uroczej Szkocji. Te maleństwa są takie bezbronne. I pomyśleć, że Pan Jezus jest takim barankiem. Liturgia przypomina tę prawdę, bo mówi o Baranku Wielkanocnym, który zgładził grzechy świata.

    Dokonało się to poprzez Jego Mękę i Śmierć. W okresie Wielkiego Postu, a szczególnie w Wielkim Tygodniu Ewangelie opisywały bardzo dokładnie poszczególne etapy Drogi Krzyżowej. Ta Jezusowa śmierć – straszna, przeraźliwa, okropna – stwierdzona ponad wszelką wątpliwość tak przytłoczyła apostołów i najbliższe otoczenie, że oni nie tyle co zapomnieli o obietnicy zmartwychwstania, ile raczej znajdowali się w stanie zupełnej niemożliwości, aby uwierzyć w to, co mówił Chrystus o swoim powstaniu z martwych. Bo czym jest Zmartwychwstanie? Z czym porównać tę nieprawdopodobną i całkowicie niewyobrażalną nową rzeczywistość?

    Ksiądz Biskup Jan Pietraszko w książce pt. „Po śladach Słowa Bożego” tłumaczy, że „wiara w zmartwychwstanie Chrystusa nie narodziła się z naiwnych pragnień, ani ze świadectwa ludzi, ani też ze świadectwa straży, ani z pogłosek, które roznosiły niewiasty, jak również nie ze świadectwa miłującej Go bardzo Magdaleny, ani z wieści krążących pomiędzy łatwowiernymi ludźmi; wiara w zmartwychwstanie wykształtowała się w pierwotnym Kościele z samego Jezusa Chrystusa, który przez częste ukazywanie się i słowo swoje uporczywie gruntował w świadomości swoich uczniów przekonanie, że naprawdę powstał z grobu i żyje”.

    Dopiero z tych wielokrotnych spotkań narodziło się przekonanie i wiara, że Pan rzeczywiście żyje. Dlatego Piotr z całym przekonaniem mógł powiedzieć w domu centuriona w Cezarei: „Myśmy z Nim jedli i pili po Jego zmartwychwstaniu”. Tak więc św. Piotr i inni Apostołowie stali się świadkami Zmartwychwstania wobec całego świata. Na tym świecie głosili Ewangelię, to znaczy Dobrą Nowiną, która jest objawieniem Bożej Miłości. To Ona rządzi światem, a nie zło. To Ona daje każdemu człowiekowi prawdziwie życie, które jest życiem w pełni. Kościół czyta dziś słowa św. Pawła, że „razem z Chrystusem powstaliśmy z martwych”.

    Każda epoka ma swoich świadków Zmartwychwstania. I jak pisze ks. Jerzy Chowańczak: „Nie ma tak ciemnej godziny, w której ukazuje się w całej pełni siła ‘tajemnicy nieprawości’, w której by jednocześnie nie zajaśniało w życiu ludzi światło zwycięstwa dobra nad złem”. Tę moc wiary Kościół poprzez wieki czerpie od Tego, który po trzech dniach swój grób pozostawił pusty. I odtąd Jezus daje swoje życie. Człowiek może w tym Bożym życiu uczestniczyć i uczestniczy. Jak wielu jest dziś świadków Zmartwychwstania, których życie zanurza się coraz bardziej w Życie Jezusa.

    Uczestnicząc w dzisiejszej Liturgii Zmartwychwstania Pańskiego czy nie czuję się jakby przymuszonym, na podobieństwo owych pozbieranych z opłotków z Jezusowej przypowieści, których zaproszono na ucztę. Pan Jezus zechciał wybrać właśnie nas – i to też jest wielka tajemnica Bożego Miłosierdzia. Wybrał nas i zgromadził. Aby lepiej zrozumieć przeżywane Misterium zacytuję słowa, które powiedział kardynał Jean-Marie Lustiger: „Moc Boża, wbrew wszelkim naszym słabościom, niezdolności uwierzenia, wbrew naszym grzechom i ciemnościom, czyni z nas uczniów Jezusa, lud ‘żywych’, żyjący życiem, które nie do nas należy, ale które staje się naszym. W ten sposób jesteśmy jakby niesieni, unoszeni przez moc, która nas przerasta, a o której mamy świadczyć naszym braciom. Jesteśmy jak ci ślepcy porażeni światłem, którzy mają mówić, że światło istnieje”.

    Panie Jezu Chryste spraw swoją mocą, abym całym moim życiem głosił, żeś zmartwychwstał, żeś prawdziwie zmartwychwstał.

    ks. Marian

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Oktawa Wielkiej Nocy

    Cud Zmartwychwstania „nie mieści się” w jednym dniu, dlatego też Kościół obchodzi Oktawę Wielkiej Nocy – przez osiem dni bez przerwy wciąż powtarza się tę samą prawdę, że Chrystus Zmartwychwstał.

     

    fot. Karol Porwich

    ***

    Nazwa “oktawa” pochodzi od łacińskiego słowa oznaczającego liczbę osiem. Ta wielkanocna jest weselem z wydarzeń przeżywanych podczas Triduum Paschalnego. To osiem dni świętowania Kościoła, które później przedłuża się aż do Pięćdziesiątnicy.

    Zwyczaj przedłużania najważniejszych świąt chrześcijańskich na oktawę jest bardzo dawny. Nie znamy dokładnej daty powstania oktawy Paschy. Jednak wspomina o niej w już IV stuleciu Asteriusz Sofista z Kapadocji. Kościół chce w ten sposób podkreślić rangę i ważność uroczystości.

    Oprócz Wielkanocy w Kościele obchodzi się również oktawę Narodzenia Pańskiego.

    Dni oktawy Wielkanocy mają, podobnie jak Niedziela Zmartwychwstania, rangę uroczystości. Okres ośmiu dni traktowany jest jak jeden dzień, jako jedna uroczystość. Dlatego w oktawie Wielkanocy nie obowiązuje piątkowy post.

    W te dni codziennie śpiewamy “Gloria” i wielkanocną sekwencję „Niech w święto radosne”. Na Mszach świętych czytane są także perykopy o spotkaniach Zmartwychwstałego, m.in. z Marią Magdaleną, z uczniami idącymi do Emaus, z uczniami nad jeziorem Genezaret.

    Teksty mszalne wyjaśniają tez znaczenie sakramentu chrztu. W dawnych wiekach był to bowiem czas tzw. katechezy mistagogicznej dla ochrzczonych w Święta Paschalne. Miała ona na celu wprowadzić ich w tajemnicę obecności Chrystusa we wspólnocie wierzących.

    Ostatnim dniem oktawy jest Biała Niedziela. Niegdyś w ten dzień neofici ochrzczeni podczas rzymskiej Wigilii Paschalnej, odziani w białe szaty podarowane im przez gminę chrześcijańską, szli w procesji do kościoła św. Pankracego, by tam uczestniczyć w Mszy.

    Święty Jan Paweł II ustanowił tę niedzielę świętem Miłosierdzia Bożego.

    W czasie jednej z wizji św. siostry Faustyny Kowalskiej Jezus powiedział do niej:

    “Święto Miłosierdzia wyszło z wnętrzności moich, pragnę, aby uroczyście obchodzone było w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. Nie zazna ludzkość spokoju, dopokąd nie zwróci się do źródła miłosierdzia mojego”.

    W roku 2000 papież Jan Paweł II ustanowił tę niedzielę świętem Miłosierdzia Bożego dla całego Kościoła powszechnego. Stąd dzisiaj określa się niedzielę w oktawie Wielkanocy jako Niedzielę Miłosierdzia Bożego.

    Liturgiczny okres wielkanocny

    Sam liturgiczny okres wielkanocny trwa 50 dni, aż do uroczystości zesłania Ducha Świętego (tzw. Pięćdziesiątnicy).

    W tym czasie paschał, mający swoje miejsce przy ambonie lub przy ołtarzu, jest zapalony we wszystkich uroczystych celebracjach liturgicznych, a więc w czasie mszy św., podczas jutrzni i w czasie nieszporów, aż do niedzieli zesłania Ducha Świętego.

    Krzyż ołtarzowy w okresie wielkanocnym przyozdobiony jest czerwoną stułą. Na miejscu widocznym, w pobliżu ołtarza, ale nie na nim, ustawia się figurę Chrystusa zmartwychwstałego. Ponadto zamiast modlitwy “Anioł Pański” odmawia się modlitwę “Królowo nieba” (Regina coeli).

    Zgodnie z przykazaniami kościelnymi każdy wierny zobowiązany jest przynajmniej raz w roku, w okresie wielkanocnym, przyjąć Komunię Świętą (III przykazanie kościelne).

    205. Konferencja Episkopatu Polski 21 marca 1985 r. w Warszawie ustaliła, że w naszym kraju “okres, w którym obowiązuje czas wielkanocnej komunii św. obejmować będzie okres od Środy Popielcowej do niedzieli Trójcy Świętej”. W tym roku uroczystość Trójcy Przenajświętszej przypadnie 4 czerwca.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Ukryty i prawdziwy

    Adoracja Najświętszego Sakramentu

    fot. Opoka.pl

    ***

    Rzeka ludzi ruszyła w kierunku świątyni, gdzie padli na kolana przed Chrystusem ukrytym w Eucharystycznym Chlebie.

    Kilkanaście lat temu zupełnie przypadkowo trafiłem wraz z jednym z moich współbraci na niezwykłe widowisko. Na Piazza Navona w centrum zatłoczonego Rzymu grupa młodych ludzi przedstawiała misterium śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Największe wrażenie zrobiła na nas scena wniebowstąpienia, gdy Jezus unosił się w górę niczym cyrkowy akrobata. Radość i entuzjazm tych młodych ludzi udzielały się zebranym wokół turystom. Pewnie zapomniałbym szybko o tym wydarzeniu, przecież na ulicach Wiecznego Miasta można spotkać ich wiele, gdyby nie to, co wydarzyło się potem. Coś, co skutecznie przyćmiło obraz Jezusa akrobaty.

    Na scenę weszła niewysoka zakonnica i zaczęła opowiadać historię młodych aktorów. Byli narkomanami, którzy trafili do jej wspólnoty. Tam odnaleźli Boga, samych siebie i wolność. „Ich oczy są pełne nadziei, ponieważ są pełne Boga. Oni są szczęśliwi, ponieważ pozwolili odnaleźć się Jezusowi” – mówiła s. Elvira Petrozzi, założycielka wspólnot Cenacolo. „I wy możecie zrobić to samo!” – zachęcała. Następnie zaprosiła wszystkich na adorację Najświętszego Sakramentu do pobliskiego kościoła św. Agnieszki. Rzeka ludzi ruszyła w kierunku świątyni, gdzie padli na kolana przed Chrystusem ukrytym w Eucharystycznym Chlebie. Postanowili pozwolić odnaleźć się Jezusowi. Nie temu z przedstawienia, ale prawdziwemu, ukrytemu w Najświętszym Sakramencie.

    Siostra Petrozzi doskonale wiedziała, do Kogo prowadzi młodych. W jednej ze swoich książek zapisała: „Dzieła Boże rodzą się w ciszy. Wielkie rzeczy, ważne rzeczy, naprawdę pożyteczne dla życia i dla wieczności nie robią hałasu, trudno o nich usłyszeć. (…) Nie obrażajmy Pana, krążąc wokół Niego. Jeśli Bóg do nas nie przemawia, to znak, że klękacie przed bożkami, a nie przed Bogiem Jezusa Chrystusa! Jeśli nie jest Bogiem, który daje śmiałość, odwagę, wolność oderwania się od siebie samego, od swojego strachu, kompleksów, grzechów, i nie prowadzi nas w świat, abyście kroczyli i dawali świadectwo, to nie jest Bóg Jezusa”.

    o. Wojciech Surówka OP/Gość Niedzielny

    ____________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

    POCZĄTEK WIELKIEGO TYGODNIA

    NIEDZIELA PALMOWA – 24 MARCA

    GODZ. 13.30 – ADORACJA, SPOWIEDŹ ŚW.

    GODZ. 14.00

    UROCZYSTA MSZA ŚWIĘTA

    Z CEREMONIĄ POŚWIĘCENIA PALM I PROCESJĄ

    Plik:Józef Chełmoński - Krzyż w zadymce (1907).jpg
     Józef Chełmoński – Krzyż w zadymce (1907)

    ++++++++++

    Ludzkie krzyże

    W pokoju, w którym mijają moje dni i noce, miesiące i lata
    wisi dużo krzyży – a każdy krzyż jest inny, bo i jego ciężar, który ciąży człowiekowi niczym brzemię, też jest inny, jedyny, niepowtarzalny…
    W swojej scenerii układają się w stacje Drogi Krzyżowej.
    Ciągle dochodzą kolejne wydłużając pogłębiającą się koleinę przeróżnych dramatów.
    Ludzkie krzyże: duże i małe, z drzewa szorstkiego i bardzo ozdobne
    uczestniczą nie tylko w mojej modlitwie,
    ale i w udręce, bo lęku doznaję – jak Jonasz.
    Czemu we mnie jest jeszcze tak mało z Szymona z Cyreny, który niosąc belkę Krzyża pozbył się przymusu?

    Ludzkie krzyże z Jezusowym wizerunkiem przenoszę na drugi brzeg. Z trudem pokonuję wir rzeki. I chociaż widzę coraz wyraźniej jak Twoje, Panie Jezu, Nieskończone Miłosierdzie obmywało moją nędzę po wielokroć razy – a jednak wciąż powtarzam za psalmistą: … “Uznaję bowiem nieprawość moją, a grzech mój jest zawsze przede mną”…

    Niech wreszcie utonie w wodzie, z którą się zmagam, mój ciężar słabości i grzechu, abym mógł nieść tylko Ciebie Panie, któryś ukrył swoje Oblicze w każdym człowieczym sercu.

    ks. Marian

    ______________________________________________________________________________________________________________

    25 MARCA 2024 – WIELKI PONIEDZIAŁEK

    Dlaczego w tym roku UROCZYSTOŚĆ ZWIASTOWANIA PAŃSKIEGO jest przeniesiona?

    fot. Wikimedia

    ***

    Gdyby nie Wielki Poniedziałek, Kościół obchodziłby dzisiaj uroczystość Zwiastowania Pańskiego.

    Kościół obchodzi uroczystość Zwiastowania Pańskiego zazwyczaj 25 marca, więc dokładnie dziewięć miesięcy przed Bożym Narodzeniem. Inaczej jest jednak w tym roku, gdy 25 marca przypada Wielki Poniedziałek, czyli drugi dzień obchodów Wielkiego Tygodnia.

    Triduum Paschalne Męki i Zmartwychwstania Pańskiego to najważniejsze obchody liturgiczne w Kościele. Zaraz po nich znajdują się m.in. uroczystości Narodzenia Pańskiego, Objawienia Pańskiego, ale również dni Wielkiego Tygodnia od poniedziałku do czwartku włącznie oraz dni oktawy Wielkanocy. A dopiero dalej – uroczystości Pańskie oraz Najświętszej Mary Panny.

    W tym roku będziemy obchodzić uroczystość Zwiastowania Pańskiego dopiero za dwa tygodnie, czyli w poniedziałek 8 kwietnia, ponieważ dni Wielkiego Tygodnia, Triduum Paschalne oraz oktawa Wielkanocy mają wyższą rangę w kalendarzu kościelnym.

    kh/Stacja7

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Czy w Wielki Czwartek trzeba iść do kościoła?

    fot. pventura/Cathopic/Stacja7.pl

    ***

    Eucharystia i kapłaństwo to sakramenty, których ustanowienie Kościół wspomina w Wielki Czwartek. To ważny dzień, który rozpoczyna obchody Triduum Paschalnego.

    W Wielki Czwartek Kościół wspomina Ostatnią Wieczerzę, podczas której Chrystus Pan ustanowił dwa sakramenty – kapłaństwa i eucharystii.

    W kościołach katedralnych w Wielki Czwartek rano celebrowane są Msze Krzyżma, podczas której biskupi święcą oleje chorych i krzyżmo, używane później przez cały roku przy udzielaniu sakramentów.

    Msza Krzyżma celebrowana w Wielki Czwartek w katedrach jest okazją do wyrażenia jedności biskupa i kapłanów. W czasie Eucharystii księża odnawiają przyrzeczenia złożone w dniu święceń kapłańskich.

    Msza Krzyżma nie wlicza się jeszcze do obchodów Triduum Paschalnego, mimo że jest celebrowana w Wielki Czwartek.

    Najważniejsze dni

    Msza Wieczerzy Pańskiej celebrowana wieczorem w Wielki Czwartek rozpoczyna obchody Triduum Paschalnego, najważniejszego czasu w Kościele.

    W czasie tej Mszy św. w wielu kościołach praktykowany jest obrzęd obmycia nóg, tak jak uczynił to Pan Jezus wobec swoich uczniów podczas ostatniej wieczerzy w Wieczerniku.

    Po Komunii św. księża przenoszą Najświętszy Sakrament do ciemnicy, która przypomina o pojmaniu Pana Jezusa. Tabernakulum jest puste.

    Czy w Wielki Czwartek trzeba iść do kościoła?

    Mimo że Wielki Czwartek rozpoczyna obchody Triduum Paschalnego, to nie należy do świąt nakazanych. Oznacza to, że katolicy nie muszą uczestniczyć tego dnia we Mszy świętej i nie wiąże się to z popełnieniem grzechu ciężkiego.

    Triduum Paschalne jest najważniejszym świętem w Liturgicznym roku, dlatego Kościół zachęca swoich wiernych, aby uczestniczyli w tych obrzędach.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    28 MARCA

    WIELKI CZWARTEK

    MSZA ŚW. WIECZERZY PAŃSKIEJ – godzina 20.00

    PO MSZY ŚW. ADORACJA PRZED NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENTEM

    PAN JEZUS PO POJMANIU JEST W CIEMNICY

    El Greco, Ostatnia Wieczerza
    El Greco (1541-1614)
    ok. 1568, olej na desce, Pinakoteka, Bolonia

    ***

    „Panie Jezu, daj nam wejść razem z Tobą do Wieczernika, gdzie czeka na nas Największy z Cudów”.

    Pani Jezu, nadchodzi godzina, gdy zostaniesz wydany w ręce ludzi. Przygotowani przez Twoje nauczanie i odnowieni przez czterdziestodniowy post chcemy kontemplować głębię wielkiego misterium, jakie dzisiaj się rozpoczyna…

    Z dziękczynieniem chcemy celebrować tajemnicę Najświętszej Ofiary i jednocześnie uwielbiać Cię jako Najwyższego i Wiecznego Kapłana.

    Przepełnieni wdzięcznością za tak wielki dar składamy na ołtarzu nasze życie, wszystkie problemy i troski, całą naszą słabość i grzeszność. Przemień je, Jezu, i uczyń ofiarą miłą Tobie. W wieczornym mroku patrzymy na nasze zdrady, które wydały Cię na śmierć.

    Nie jesteśmy godni, aby przebywać z Tobą, ale Ty mimo wszystko przygarniasz nas do siebie i przebaczasz wszystkie nasze nieprawości. Patrzymy na Ciebie w ciemnicy i współodczuwamy Twoje osamotnienie i smutek. Chcemy być razem z Tobą w oczekiwaniu na wydarzenie, które przyniesie nam usprawiedliwienie i pokój.

    ks. Mateusz Szerszeń CSMA/Aleteia.pl 

    ______________________________________________________________

    Modlitwa w intencji kapłanów:

    Panie Jezu, Ty wybrałeś Twoich kapłanów spośród nas i wysłałeś ich, ab głosili Twoje Słowo i działali w Twoje Imię. Za tak wielki dar dla Twego Kościoła przyjmij nasze uwielbienie i dziękczynienie. 

    Prosimy Cię, abyś napełnił ich ogniem Twojej miłości, aby ich kapłaństwo ujawniało Twoją obecność w Kościele. Ponieważ są naczyniami z gliny, modlimy się, aby Twoja moc przenikała ich słabości. Nie pozwól, by w swych utrapieniach zostali zmiażdżeni. Spraw, by w wątpliwościach nigdy nie poddawali się rozpaczy, nie ulegali pokusom, by w prześladowaniach nie czuli się opuszczeni.

    Natchnij ich w modlitwie, aby codziennie żyli tajemnicą Twojej śmierci i zmartwychwstania. W chwilach słabości poślij im Twojego Ducha. Pomóż im wychwalać Twojego Ojca Niebieskiego i modlić się za biednych grzeszników. Mocą Ducha Świętego włóż Twoje słowo na ich usta i wlej swoją miłość w ich serca, aby nieśli Dobrą Nowinę ubogim, a przygnębionym i zrozpaczonym – uzdrowienie.

    Niech dar Maryi, Twojej Matki, dla Twojego ucznia, którego umiłowałeś, będzie darem dla każdego kapłana. Spraw, aby Ta, która uformowała Ciebie na swój ludzki wizerunek, uformowała ich na Twoje boskie podobieństwo, mocą Twojego Ducha, na chwałę Boga Ojca. Amen.

    _____________________________________________________

    W ten wyjątkowy wieczór Wielkiego Czwartku przypomnijmy sobie słowa św. o. Pio o Najświętszej Ofierze Mszy świętej:

    “W tych tak smutnych czasach śmierci wiary, triumfującej bezbożności, najbezpieczniejszym środkiem uchronienia się przed chorobą zakaźną, która nas otacza, jest wzmacnianie się pokarmem eucharystycznym. Rzeczą oczywistą jest, że nie może się nim wzmocnić ten, kto miesiącami nie karmi się ciałem nieskalanego Baranka Bożego”.

    ***

    “Każda Msza święta, w której dobrze i pobożnie się uczestniczy, jest przyczyną cudownych działań w naszej duszy, obfitych łask duchowych i materialnych, których my sami nawet nie znamy. Dla osiągnięcia takiego celu nie marnuj bezowocnie twego skarbu, ale go wykorzystaj. Wyjdź z domu i uczestnicz we Mszy Świętej. Świat mógłby istnieć nawet bez słońca, ale nie może istnieć bez Mszy świętej”.

    ***

    “Póki nie jesteśmy pewni, że nasze sumienie jest obciążone ciężką winą nie należy zaprzestawać przyjmowania Komunii świętej”

    ***

    “Przed Jezusem obecnym w Najświętszym Sakramencie wzbudzaj święte uczucia, rozmawiaj z Nim, módl się i trwaj w Objęciach Umiłowanego”. 

    ***

    “Jak mogę nosić w mym małym sercu Nieskończonego? Jak mogę zamykać Boga w małej celi mej duszy? Moja dusza napełnia się w bólu i miłości. Napełnia mnie trwoga, że nie zdołam zatrzymać Go w wąskiej przestrzeni mego serca”. 

    ____________________________________________________________________________________________________________

    Stara i piękna modlitwa na Wielki Czwartek

    Za co można uzyskać odpust zupełny w Wielki Czwartek? To naprawdę proste

    fot. Depositphotos.com / sidneydealmeida.com

    ***

    Trzy dni przed Wielkanocą to wyjątkowy czas dla ludzi wierzących. Wielki Czwartek ma swoją wyjątkową atmosferę, za którą podążają nasze myśli i emocje. Ta piękna, stara modlitwa pomoże ci dziś skupić się na tym, co jest najważniejsze.

    Opublikowana w modlitewniku z 1887 roku, ta wielkoczwartkowa modlitwa podpowie ci, o co dziś prosić i za co dziękować Bogu. Odmówiona rano, wprowadzi cię w atmosferę Ostatniej Wieczerzy i pomoże lepiej przeżywać wieczorną liturgię i cud Eucharystii.

    Stara modlitwa osobista na Wielki Czwartek

    Mój Boże! Jakże wielka jest miłość Twoja dla ludzi, jaką nas ukochałeś do śmierci! Tak wiele wycierpiałeś przez nas i dla nas na ziemi, a jednak, kiedy nadeszła godzina odejścia do chwały Ojca Twojego, chciałeś między nami pozostać i pod tajemniczą chleba postacią dałeś nam Ciało i Krew Swą Przenajświętszą, aby nam była na ukojenie tęsknoty i ugaszenie pragnienia.

    O Jezu mój najdroższy! Upadam z wdzięcznością na kolana przed Tobą i dobroć Twą uwielbiając, błagam Cię, racz sprawić, aby serce moje godnym się stało przyjęcia tego anielskiego chleba! Bądź mi pomocą w zasłużeniu na szczęście uczestniczenia w tej świętej wieczerzy do jakiej zawezwałeś Twych uczniów i naucz mnie naśladować tę miłość i pokorę, jakiej tak wielki przykład nam dałeś.

    O Jezu pochylony u stóp Apostołów, strzeż duszę moją od wszelkiej wyniosłości pychy; stłum we mnie chęć każdą do szukania dla siebie pomiędzy ludźmi pierwszeństwa. Niechaj pamięć upokorzenia Twojego zatrze w mym sercu fałszywe pojęcie o mojej nad innymi wyższości i niech mnie zachęci do niesienia posług nie tylko rodzicom, którym miłość i uszanowanie należy się ode mnie, ale każdemu, kto zażąda mojej usługi. Nie dopuść tego, mój Jezu, żebym się kiedy miał(a) od biednych usuwać i lekceważyć tych, którym Ty w osobach Swych uczniów nogi dziś umywałeś; ale owszem, niech staję przed ludźmi z tak cichym i pokornym sercem, aby się nikt do niego nie wahał zapukać i każdy biegł do nie z ufnością, a ja sam (a), abym się żadnego uniżenia nie lękał(a), gdy w Imię Twoje zażąda go kto ode mnie.

    O Panie! Pamiętaj o mnie, jak o Swych uczniach myślałeś, gdyś im przy tej wieczerzy dawał nauki, jak żyć mają pomiędzy ludźmi na świecie po Twoim od nich odejściu. Wlej także i w moje serce odwagę w trudnych okolicznościach życia i w zwyciężaniu wszystkich złych popędów i wad, jakie odzywają się we mnie, daj mi cierpliwość do zniesienia z pogodą i pokojem wszystkiego, co na mnie lub na ukochanych moich dopuścisz; wzmacniaj we mnie ufność bez granic w Twoją ojcowską opiekę; daj mi pożądać i pragnąć w całym życiu Ciała i Krwi Twojej Przenajświętszej i nie odmawiaj mi tego chleba żywota w ostatniej mojej godzinie, ażebym nim posilony(a) cieszył(a) się spełnieniem obietnic Twoich, mój Jezu.

    Amen.

    ____________________________________

    Jak można uzyskać odpust zupełny

    w Wielki Czwartek?

    Czym jest odpust zupełny? To darowanie kar za odpuszczone już w sakramencie pokuty grzechy. Oznacza to, że usunięte zostają konsekwencje popełnionego przez nas zła. Kościół daje wiele okazji, by uzyskać taki odpust. Jeden z nich jest związany z Wielkim Czwartkiem.

    Odpust zupełny na Wielki Czwartek jest związany z pobożnym zaśpiewaniem lub odmówieniem pieśni “Sław języku tajemnice”, bardziej znanym pod tytułem pochodzącym od kolejnej zwrotki: “Przed tak Wielkim Sakramentem”. Napisał ją św. Tomasz z Akwinu, a w polskich kościołach najczęściej jest śpiewana podczas wystawienia Najświętszego Sakramentu. W Wielki Czwartek jej odmówienie lub odśpiewanie jest jednym  z warunków uzyskania odpustu zupełnego.

    Za kogo można ofiarować odpust zupełny w Wielki Czwartek?

    Odpust – zupełny i cząstkowy – zawsze można ofiarować za siebie lub za osobę zmarłą. Nie możemy go za to ofiarować za osobę żyjącą inną niż my sami. Gdy ofiarujemy go za osobę zmarłą i spełnimy warunki do uzyskania odpustu zupełnego, ta osoba, jeśli wciąż przebywa w czyśćcu, zostaje przeniesiona do nieba. 

    Warunki uzyskania odpustu zupełnego w Wielki Czwartek

    Aby uzyskać odpust zupełny, poza wymienioną pieśnią należy w Wielki Czwartek być przede wszystkim w stanie łaski uświęcającej (lub, jeśli w niej nie jesteśmy, skorzystać z sakramentu spowiedzi) i przystąpić do Komunii św., a także wyrzec się przywiązania do jakiegokolwiek grzechu i pomodlić się w intencjach ważnych dla papieża (może to być np. modlitwa “Ojcze nasz…” lub “Pod Twoją obronę…”. ). Jeśli nie jesteśmy w obecnym stanie zrezygnować z przywiązania do grzechu, odpust nie “przepada” – uzyskujemy wtedy tzw. odpust cząstkowy.

    Deon.pl

    _____________________________________________________________________________________________________________

    29 MARCA

    WIELKI PIĄTEK

    LITURGIA MĘKI PAŃSKIEJ – godzina 20.00

    * DZIEŃ ŚCISŁEGO POSTU CO DO JAKOŚCI I ILOŚCI

    * PIERWSZY DZIEŃ NOWENNY DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    * O GODZ. 15.00 W KAPLICY IZBIE – DROGA KRZYŻOWA

    Jezus staje przed Piłatem. Ten fakt budzi nasze wątpliwości jak również medialną, sensację. Czy Oskarżony jest wiarygodny i prawdziwy, skoro Jego Królestwo nie jest z tego Świata?
    Chrystus pogrąża się w mroku, zamyka oczy przed ziemskim prawem, gdyż wie, że nie jest podsądnym, lecz Sędzią Niebieskim, który ponownie przyjdzie sądzić żywych i umarłych. Będzie Boskim Sędzią, dobrym i naturalnym jak słońce, w przeciwieństwie do Piłata, któremu przyświeca sztuczny blask reflektorów, aby wszyscy widzieli, jak obmywa ręce z krwi Baranka.
    Chrystus Król z Pierwszej Stacji Drogi Krzyżowej Jerzego Dudy Gracza

    _____________________________________________________________________

    _______________________________________________

    Dziś przed krzyżem klękamy jak przed Najświętszym Sakramentem

    i całujemy go z wielką czcią, wielbimy adorując …

    PAPIEŻ JAN PAWEŁ II Z KRZYŻEM
    East News

    __________________________________________________________________________________________

    Dzisiejszego wieczoru medytując Mękę Pana naszego Jezusa Chrystusa

    wchodzę w nieprawdopodobną ciszę.

    Nie ma muzyki ani śpiewu.

    Są jedynie lamentacje.

    Kapłan w milczeniu zbliża się do obnażonego ołtarza przed którym pada na twarz. Ten gest wyraża „ukorzenie się człowieka oraz smutek i ból Kościoła”.

    Na ołtarzu nie ma zapalonych świec.

    Nie ma krzyża.

    I nie ma Mszy św.

    W takiej scenerii pragnę pokutować za grzechy swoje i grzechy świata całego.

    Słucham opisu Męki Pańskiej według Ewangelii św. Jana.

    I widzę coraz wyraźniej jak często i jak lekkomyślnie swoimi wyborami skazywałem

    Ciebie, Panie Jezu na śmierć.

    Jak uczynić zadość za każdy Twój upadek, Jezu?

    Jak wynagrodzić za każde wyszydzanie Ciebie, Jezu?

    Bo w Twojej męce wpisany jest mój konkretny grzech.

    Wiem, że łaską jest pragnienie, aby doznać nawrócenia. Dlatego proszę o tę łaskę.

    Już w Ogrodzie oliwnym Twój pot stał się krwią.

    W tym duchowym cierpieniu widziałeś, Jezu,

    jak bardzo wielu tak bezgranicznie ukochanych przez Ciebie nie tylko nie uszanuje,

    ale pogardzi Twoją Miłością.

    Dziś w Wielki Piątek cierpisz także fizycznie.

    Dlatego medytuję opis Twojej Męki i proszę Cię, Panie,

    abym nie zwątpił patrząc na Twoje niewyobrażalne cierpienia i śmierć,

    ale oddał Tobie całego siebie bez żadnych zastrzeżeń.

    Bo tylko Ty, Panie, możesz przeprowadzić mnie z moim krzyżem przez ten padół wszystkiego czego się wciąż lękam.

    Dróg jest wiele, ale Tyś Panie jest tą jedyną Drogą, prawdziwą Drogą,

    bo tylko Ty jeden masz moc doprowadzić do Zmartwychpowstania.

    ks. Maran

    __________________________________________________________________________

    Erem Camaldoli, 18 kwietnia 1511 [r.], Wielki Piątek

    Wielki Piątek, dzień święty, jaki wszystkie istoty ludzkie albo przynajmniej wszyscy chrześcijanie powinni zawsze uznawać za dzień goryczy, nie tyle z powodu udręki naszego Pana i Zbawiciela, ile raczej ze względu na naszą niewdzięczność wobec tak wielkiego umiłowania i miłości, i który powinni czcić w najwyższy sposób, uznając, że tego dnia dokonało się nasze prawdziwe zbawienie.

    Ja, nieszczęsny, dzisiaj, a właściwie tej nocy, kiedy szedłem na matutinum, wstąpiłem do zakrystii, gdzie w grobie spoczywało błogosławione Ciało mojego Pana, i odmówiłem tam krótką modlitwę. Po matutinum wróciłem tam i pozostałem, jak sądzę, niemal przez godzinę, zmuszając swą pierś do pozostawania z moim najłagodniejszym i łaskawym Odkupicielem. Chciałbym móc ci przekazać wszystkie myśli, jakie objawiałem Panu i znałem je w tamtej godzinie, ale nie potrafiłbym ich powtórzyć w taki sposób, w jaki je formułowałem; a zresztą zabrakłoby mi arkusza na tak wiele treści. W największym skrócie przekażę ci drobną tego część, na podstawie której będziesz mógł się domyślić reszty. Przypominałem sobie, że poprzedniego dnia otrzymałem Najświętszy Sakrament Ciała Chrystusa i, zwracając się właśnie do Pana, mówiłem w najdłuższych wywodach mojego ducha: „O Panie i Odkupicielu mój, dlaczego szukam Cię gdzie indziej? Czy to nie Ty dzisiaj przybyłeś do domu tego nieszczęsnego grzesznika i celnika? Och, jakże to prawdziwe, że Jezus chciał i chce, bardziej niż kiedykolwiek, zadawać się z grzesznikami! Któż jest większym grzesznikiem ode mnie? A Ty, Panie, w bezmiarze swego miłosierdzia zechciałeś wejść do mego domu! O słodki Panie mój, nie bądź tutaj jako gość, ale jako prawdziwy i pełnoprawny gospodarz. Oto mój rozum i moja wola, wszystkie siły mojej duszy, które dotychczas sprawowały tyrańskie rządy w tym domu, kłaniając się przed Tobą, oddają Ci władzę. Umysł nie chce już myśleć o niczym poza tym, do czego Ty go zwrócisz. Wola nie chce już chcieć niczego poza tym, do czego Ty ją pobudzisz. Pamięć nie chce już pamiętać niczego poza tym, co Ty przed nią postawisz.


    fragment publikacji “Pisma, tom 5” – Wydawnictwo Ojców Benedyktynów w Tyńcu

    Bł. Paweł Giustiniani (1476–1528). Humanista, wykształcony na Uniwersytecie w Padwie, głęboko przepojony doktryną stoików, wyrzekł się przyjemności cielesnych, aby zwracać się coraz bardziej ku Bogu. W roku 1510 wstąpił do eremu Camaldoli. Świeżo po złożeniu ślubów, przyszło mu reformować cały zakon kamedulski. W 1520 r. opuścił Camaldoli, podjąć życie jeszcze bardziej samotnicze. Wnet dołączyli do niego uczniowie, z którymi założył Towarzystwo Eremitów św. Romualda, które do dziś istnieje pod nazwą Kongregacji Eremitów Kamedułów Góry Koronnej.

    Tajemniczy wizerunek Chrystusa.

    Stworzony nieprzerwaną linią. Jak to możliwe?

    Ta szesnastowieczna rycina przedstawiająca Chrystusa w koronie cierniowej była jednym z najpopularniejszych wizerunków Zbawiciela w XVII-wiecznej Europie. Jednak technika wykonania wizerunku pozostaje tajemnicą, której nikt nie zdołał powtórzyć.

    Sudarium św. Weroniki, znane także pod tytułami Święte ObliczeOblicze Chrystusa, przedstawiające twarz umęczonego Jezusa wpisaną w koło to jeden z najbardziej tajemniczych wizerunków Zbawiciela.  Stworzył je w 1649 r. francuski grawer i malarz Claude Mellan (1598 –1688).

    Twarz Chrystusa

    Miedzioryt na pierwszy rzut oka nie różni się od innych dzieł z epoki. Ale gdy spojrzymy na niego z bliska zobaczymy, że twarz Chrystusa tworzy ciągła, nieprzerwana spiralna linia. Zaczyna się na czubku nosa, rozwija się (zgodnie z ruchem wskazówek zegara), rozszerza i ponownie zwęża, nie stykając się z sąsiednią linią, i tworzy kompletny obraz.

    Twarz Chrystusa. Miedzioryt autorstwa Claude’a Mellana
    Rene den Engelsman/ Wikimedia Commons

    ***

    Spoglądają na nas smutne oczy Jezusa. Widzimy detale, takie jak krople krwi i potu, poszczególne włosy na brodzie i pukle loków na głowie, a także misternie wykończoną koronę cierniową. Wszystkie te elementy, cienie i efekt plastyczny powstały poprzez wygięcie i poszerzenie lub osłabienie pojedynczej, wygrawerowanej linii.

    „Święte Oblicze”

    U dołu znajdują się dwie łacińskie inskrypcje. Pierwsza z nich informuje, że autorem pracy jest Claude Mellan i powstała ona w Luwrze w 1649 r. Druga, Formatur Unicus Una Non Alter (łac. jedyny uczyniony z jedynego [być może „jednorodzony”?], żadnego innego), od wielu lat stanowi zagadkę i budzi domysły historyków sztuki.

    Jedna z interpretacji sugeruje, że chodzi o osobę jednorodzonego Syna Bożego, zrodzonego z Dziewicy, a napis NON ALTER oznacza, że ​​nie ma nikogo, kto przypominałby, kto byłby drugim Chrystusem. Jednocześnie napis nawiązuje też do mistrzowskiej techniki grawera, jego pewnej ręki, której pracy nikt nie jest w stanie skopiować.

    Tym bardziej, że napis miał podobno umieścić przyjaciel Mellana, Michel de Marolles, opat z Villeloin-Coulangé w środkowej Francji. Niektórzy badacze skłaniają się też do teorii, że napis odnosi się do odbicia Chrystusowego oblicza, które w momencie podania przez św. Weronikę chusty zostało stworzone „ręką Boga”.

    Krzysztof Stępkowski/Aleteia.pl

    ______________________________________________________________

    Dzisiejszy dzień jest dniem postu ścisłego co do ilości i jakości.

    Wstrzemięźliwością od pokarmów mięsnych i post ścisły (trzy posiłki w ciągu dnia, w tym tylko jeden – do syta) zobowiązani są wszyscy wierzący powyżej 14-tego roku życia, a post dotyczy osób pełnoletnich do 60-tego roku życia. (Kodeks Prawa Kanonicznego: 1251-1252)

    Poprzez post mam doświadczyć głodu, który mnie osłabi, bo w tej słabości łatwiej uświadomić sobie, jak bardzo jestem słaby, kruchy i bezbronny. Ta niemoc nakarmienia samego siebie powinna mnie tak mocno ogarnąć, że zaczynam wołać do Boga: Nakarm mnie! Tak bardzo potrzebuję Ciebie, Panie!

    Mój dobrowolnie przyjęty post, który powinienem odczuć, pomoże mi zbliżyć się i zjednoczyć z Panem naszym Jezusem Chrystusem przyjmującym całkowicie dobrowolnie krzyż naszych grzechów po to, aby poprzez swoją mękę i śmierć i chwalebne Zmartwychwstanie nakarmić swoim Ciałem głód całego świata.

    ________________________________________________________________________

    Nowenna przed Świętem Miłosierdzia Bożego

    Nowennę tę kazał Pan Jezus siostrze Faustynie zapisać w sierpniu 1937 roku, polecając odprawianie jej przed Świętem Miłosierdzia, począwszy od Wielkiego Piątku:

    “Pragnę, abyś przez te dziewięć dni sprowadzała dusze do zdroju mojego miłosierdzia, by zaczerpnęły siły i ochłody, i wszelkiej łaski, jakiej potrzebują na trudy życia, a szczególnie w śmierci godzinie. W każdym dniu przyprowadzisz do serca mego odmienną grupę dusz i zanurzysz je w tym morzu miłosierdzia mojego. A ja te wszystkie dusze wprowadzę w dom Ojca mojego. Czynić to będziesz w tym życiu i w przyszłym. I nie odmówię żadnej duszy niczego, którą wprowadzisz do źródła miłosierdzia mojego. W każdym dniu prosić będziesz Ojca mojego przez gorzką mękę moją o łaski dla tych dusz.

    Odpowiedziałam: Jezu, nie wiem, jak tę nowennę odprawiać i jakie dusze wpierw wprowadzić w najlitościwsze Serce Twoje. – I odpowiedział mi Jezus, że powie mi na każdy dzień, jakie mam dusze wprowadzić w Serce Jego”. (1209)

    _________________________________________

    PIERWSZY DZIEŃ NOWENNY DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Modlitwa Jezusa w Ogrójcu

    Domena publiczna/Aletaia.pl

    ***

    Obraz „Jezus w Ogrójcu” namalowany przez El Greco.

    Z prawej strony widać zbliżających się już żołnierzy. Z lewej strony – apostołowie zmorzeni snem.

    Pan Jezus jest w centrum i wpatruje się w anioła. 

    Patrząc na skupionego Pana Jezusa – pytam samego siebie:

    Do kogo jest mi bliżej? Do śpiących apostołów?

    A może do śpieszących się żołnierzy z Judaszem na czele?

    Panie Jezu, pragnę patrzeć tylko na Ciebie. Proszę, daj mi tę łaskę.

    ______________________________________________________

    Droga krzyżowa twarzą w twarz z Chrystusem

    ***

    W tej Drodze krzyżowej przeżywajmy Mękę Pańską naszego Zbawiciela zmierzającego na Golgotę.

    Bądźmy tak blisko Pana Jezusa, jak blisko byli z Nim najbardziej oddani Mu ludzie. Stańmy przy Boleściwej Matce Najświętszej Maryi, przy św. Janie, przy św. Marii Magdalenie. Odnajdźmy się w postaciach Szymona z Cyreny i św. Weroniki. Zobaczmy ogromny ból i cierpienie, ale też wzruszenie, wdzięczność i nadzieję, które rysowały się podczas Męki na twarzy umęczonego Zbawiciela. Dostrzeżmy w oczach Syna Bożego determinację do złożenia ofiary z siebie, płynącą z niewyczerpanej miłości do człowieka.

    W tej modlitwie pomogą nam malarskie przedstawienia Męki Chrystusa. To bardzo intymna droga krzyżowa. Jezus odsłania przed nami swoje wnętrze, a my możemy odpowiedzieć Mu naszą empatią i wdzięcznością tak jak najlepszemu Przyjacielowi.

    Droga krzyżowa

    Modlitwa wstępna

    Panie, przychodzę do Ciebie ze skruszonym sercem. Ze świadomością, że wyruszasz w tę drogę krzyżową, na krzyż, zamiast mnie. Chcę Ci w niej towarzyszyć i stanąć tuż przy Tobie. Spojrzeć w Twe oczy przepełnione miłością i poddać się jej – przyjąć ją całym sercem. Z wdzięcznością i wzajemnością, na mój mały, ludzki sposób.

    Każdą stację rozpoczynamy słowami:

    Kłaniamy się Tobie Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez Krzyż swój Święty, świat odkupić raczył.

    Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

    Stacja I: Pan Jezus skazany na śmierć

    • Stacja I: Pan Jezus skazany na śmierć

    Piłat patrzy w Twoją twarz. Co w niej dostrzega? Nie widzi w Tobie niesprawiedliwości. Nie jesteś wszak kryminalistą. „Czy Ty jesteś królem?” – pyta. Czy dostrzega w Tobie tę królewską godność? Czy wie, że gdybyś chciał, on nie miałby nad Tobą żadnej władzy? Że stoisz przed nim z własnej woli? Co ja widzę gdy na Ciebie patrzę? Widzę mojego Pana, który staje pomiędzy mną a Piłatem. Patrzę w Twoje oczy z niedowierzaniem. Aż tak bardzo mnie kochasz, Panie?  

    ***

    Stacja II: Pan Jezus bierze krzyż na ramiona

    • Stacja II: Pan Jezus bierze krzyż na ramiona

    Belka już czeka. Przygotowana dla Twoich ramion. Ciąży, tym bardziej, że chwilę wcześniej zostałeś ubiczowany. Rany muszą potwornie boleć, a to przecież nie koniec… To dopiero początek. W każdej chwili mogłeś powiedzieć „dosyć”, ale Ty wybrałeś miłość do swoich dzieci. Co mogły mówić Twoje oczy wtedy? Czy kipiały nienawiścią? Czy Twoją twarz wykrzywił grymas zawodu, potępienia? „Król spotkał się z Jego spojrzeniem. Takich oczu jeszcze nie widział. (…) w oczach Jezusa nie było nienawiści. (…) I z kolei odkrył rzecz, która go przyprawiła o zdumienie: Jezus mu współczuje. Coś niepojętego: ten Człowiek skazany na śmierć, tak strasznie poraniony, zachowuje się tak, jakby nieważne było Jego własne cierpienie, ale jakby jedynie ważnym był on – stary król” (ks. M. Maliński „Bajki nie tylko dla dzieci. Czwarty Król”, Wrocław 1988).

    ***

    Stacja III: Pan Jezus upada pod krzyżem po raz pierwszy

    • Stacja III: Pan Jezus upada pod krzyżem po raz pierwszy

    Upadek. Ciężar belki dociska Cię do ziemi. Pył, drobne kamienie dostają się do Twoich ran. Cierpienie i ból, jakież straszne cierpienie… Chcę odwrócić od tego twarz, nie patrzeć, zasłonić oczy i uszy… Chcę uciec. Ale serce mi nie pozwala – chcę być teraz przy Tobie. Być na wyciągnięcie ręki, choć nic w tej sytuacji nie mogę zrobić. Łzy same cisną się do oczu. Jestem przy Tobie, choć w tej chwili czuję się tak bardzo mały/mała. Ale w Twoich oczach nie widzę rozczarowania… jest pokój i miłość. I jasny cel. Wiesz, dlaczego, dla kogo to robisz… Nikt z nas na to nie zasłużył.

    ***

    Stacja IV: Pan Jezus spotyka swoją Matkę

    • Stacja IV: Pan Jezus spotyka swoją Matkę

    Ta para oczu, która się spotyka, rozumie się najlepiej na świecie. Niewinny Jezus i bezgrzeszna Maryja. Ich dwoje – czystych i szlachetnych. Jaśniejących niewidzialnym blaskiem. A wokół Nich ciemność. Nasza ciemność grzesznych wyborów, nienawiści, nieczystości, zdrad, nałogów, agresji… I ich cierpienie, poświęcenie – znów z miłości do nas. Takich słabych, ciągle upadających. Ale pomiędzy Nimi jest jakiś pokój, który tylko Oni rozumieją, pomimo bólu. Ufają Bogu Ojcu do końca. Jezus nie musi niczego tłumaczyć Maryi. Ona stoi przy Nim całym sercem, całą sobą jest po Jego stronie. Ona wie… A ja patrzę na Matkę i na Syna i płacze moje serce ze współczucia. A przecież to mój grzech… to ja…

    ***

    Stacja V: Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi

    • Stacja V: Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi

    Przymuszają Szymona, aby pomógł Ci nieść krzyż. Czy był do tego chętny? Czy zrobił to bez pretensji? Czy ja, zajęty/zajęta swoimi sprawami dałbym/dałabym się tak łatwo od nich odciągnąć, aby pomóc nieść krzyż? Czy znów nie powiedziałbym/-abym ze zniecierpliwieniem “za chwilę!”, “nie widzisz, że jestem zajęty/-a?”… Daj mi Panie wrażliwe i chętne do pomocy serce. Abym się nie spóźnił/-a kochać.

    ***

    Stacja VI: Święta Weronika ociera twarz Pana Jezusa

    • Stacja VI: Święta Weronika ociera twarz Pana Jezusa

    Jej wrażliwość i piękne serce. Odwaga, która popchnęła ją przed tłum. Wybiegła, aby choć trochę ulżyć Ci w tym potwornym cierpieniu. Może się to wydawać bezsensowne, że przecież to nic nie zmieni, bo ileż tego cierpienia ona odejmie… A jednak, dla Ciebie było to ważne. Widzę to w pozostawionym na chuście wizerunku. Twoja miara jest inna niż nasza. Ty Panie patrzysz Sercem w serce. Naucz mnie tak widzieć innych Panie. Tak, jak Ty ich widzisz.

    ***

    Stacja VII: Pan Jezus upada pod krzyżem po raz drugi

    • Stacja VII: Pan Jezus upada pod krzyżem po raz drugi

    Upadek. To brzmi tak ludzko. Tyle ich mamy w swoich życiorysach. Tyle ich jeszcze przed nami. Teraz upadasz pod krzyżem, pod ciężarem naszych grzechów. Tak, jakby to, co się wydarzyło do tej pory, to było za mało… Panie, proszę Cię o wytrwanie w dobru, o czyste, pragnące dobra serce. Wyryj w moim sercu pamięć o Twoim upadku z powodu naszych, moich grzechów. Niech ten obraz pomaga mi za każdym razem wygrywać z pokusami, aby Ciebie więcej nie ranić.

    ***

    Stacja VIII: Pan Jezus pociesza płaczące niewiasty

    • Stacja VIII: Pan Jezus pociesza płaczące niewiasty

    Jezu, tak bardzo cierpisz. A pomimo to potrafisz w tym cierpieniu dostrzec inne osoby. Zobaczyć je, usłyszeć i ukochać. Kiedy nas małe trudności potrafią zamknąć w sobie i odwrócić od ludzi. Nie mówiąc o świadczeniu im wtedy dobra. Panie, proszę, daj nam łaskę, byśmy nie skupiali się na naszych trudnościach, ale pomimo nich dostrzegali potrzeby innych osób z miłością i serdecznością.

    ***

    Stacja IX: Pan Jezus upada pod krzyżem po raz trzeci

    • Stacja IX: Pan Jezus upada pod krzyżem po raz trzeci

    Trzeci upadek. Na nowo rozdziera rany. Boli, tak bardzo boli… A my? Może już przyzwyczailiśmy się do patrzenia na cierpienie? Może stępiała nasza wrażliwość na nie? Przechodzimy obojętnie obok potrzebujących. Odrzucamy telefon od przyjaciela, nie interesujemy się sytuacją krewnych. Przesuwamy kolejne posty w internecie z coraz większą obojętnością… Panie, ożyw nasze serca, oczyść nasze oczy, abyśmy nigdy nie zobojętnieli na cierpienie drugiego człowieka. Byśmy nigdy nie byli obojętni na Twój krzyż.

    ***

    Stacja X: Pan Jezus z szat obnażony

    • Stacja X: Pan Jezus z szat obnażony

    Oddałeś im nawet swoje ubranie. Totalne ubóstwo. Totalna wolność. A mnie jest trudno przejść obojętnie obok świecących witryn sklepowych. Ciągle mało i mało. Przydałoby się więcej i więcej… A serce pustoszeje coraz bardziej, staje się chytre, nieufne, zazdrosne. Przy tej stacji proszę Cię Panie o wolność serca, ubóstwo i jego czystość. O obojętność na to, co jest mrzonką i iluzją, na to co mami, ale nie syci.

    ***

    Stacja XI: Pan Jezus przybity do krzyża

    • Stacja XI: Pan Jezus przybity do krzyża

    Twój święty Krzyż. Twoje święte rany. Twoje święte poświęcenie. Ofiara. Pasja. Twoja miłość. W wolności, z miłości. Patrzę na krzyż i wszystko we mnie krzyczy: Jezus jest niewinny, jak dziecko, jak baranek… Twoja miłość, Panie, jest dla mnie niepojęta. Ale dziękuję Ci za nią. Patrzę na Twój krzyż i wraca mi życie. Patrzę na Twój krzyż i on mnie uzdrawia. Nie chcę nigdy odwracać od niego wzroku.

    ***

    Stacja XII: Pan Jezus umiera na krzyżu

    • Stacja XII: Pan Jezus umiera na krzyżu

    Dokonało się. Oddałeś swoje życie. Złożyłeś wszystko w ręce swego Ojca, abyśmy mogli żyć. Abym ja mógł/mogła żyć. Błagam Cię Panie, pomóż mi dzisiaj z wdzięcznością przyjąć Twoją ofiarę, jej owoce, dary i łaski. Proszę, abym jak najwięcej pojął/pojęła, co Ty dla mnie uczyniłeś. I otwórz me serce, duszę, umysł, abym przyjął/przyjęła całkowicie prawdę o Twojej ofierze dla mnie. Pomóż mi być Ci za nią wdzięcznym/wdzięczną… Nigdy nie stracić jej z oczu.

    ***

    Stacja XIII: Pan Jezus zdjęty z krzyża

    • Stacja XIII: Pan Jezus zdjęty z krzyża

    Twoje ciało zdjęte z krzyża przez tych, którzy Cię kochali, składane jest z czułością na kolanach Twej Matki. Jej ramiona tyle razy Cię tuliły, dłonie głaskały, usta składały pocałunki. Ostatni raz pogładzi Cię po włosach, Jej łza kapnie na Twoją świętą twarz. Już nie cierpisz – cierpią Ci, którzy zostali bez Ciebie. Widzę tę scenę oczami wyobraźni… I myślę o tych, których kocham. Proszę Cię Panie o miłość, której nigdy nie jest za dużo. O dostrzeganie mych bliskich i okazji do okazywania im miłości. Tak, jak oni tego potrzebują. Tak, aby oni byli ze mną szczęśliwi.

    ***

    Stacja XIV: Pan Jezus złożony do grobu

    • Stacja XIV: Pan Jezus złożony do grobu

    Twój grób nie jest końcem drogi. To tylko zakręt, za którym widać już świt poranka. To nie kropka na końcu zdania, ale przecinek, a potem kolejne tomy pełne niezwykłych dowodów na to, że żyjesz. Twoi bliscy chowają Twoje Ciało do grobu z niezwykłym szacunkiem i delikatnością. Jak ziarno, z którego wykiełkuje nie roślina, nawet nie ogród, ale nowy wszechświat, nowa rzeczywistość. Dziękuję Ci za tę perspektywę, dziękuję za nadzieję. Dziękuję za Twoją miłość.

    ***

    tekst: Michał Ziółkowski – Maria Ziółkowska/Aleteia.pl

    obrazy: © Wikimedia Commons | domena publiczna/© Renata Sedmakova | Shutterstock

    © Almonroth – praca własna | Wikimedia Commons | CC BY-SA 3.0/Aleteia.pl

    +++

    „Boże mój, czemuś Mnie opuścił?”.

    Jezus Opuszczony może stać się towarzyszem każdej samotności

    Doświadczenie opuszczenia  jest przejściem, bramą: jeśli rozpoznamy  w nim obecność Jezusa, On wypełni je swoją szaloną miłością i światłem.

    Doświadczenie opuszczenia jest przejściem, bramą: jeśli rozpoznamy w nim obecność Jezusa, On wypełni je swoją szaloną miłością i światłem.
    CSC AUDIOVISIVI

    ***

    Słowa: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?”, które rozbrzmiewają w Wielki Piątek, w tym dniu pozostają bez odpowiedzi. Wydaje się, że Bóg milczy. Odpowiedź przyjdzie nieco później, a jest nią zmartwychwstanie.

    Dziesięć lat temu towarzyszyłam jako tłumacz niezwykłej czwórce Włochów, którzy zostali zaproszeni do Polski, aby przedstawić świadectwo życia beatyfikowanej w 2010 roku Chiary Luce Badano. Byli to jej rodzice, Maria Teresa i Ruggero, oraz przyjaciółka Chicca ze swoim bratem Franzem. Nie zapomnę rozmów z nimi, w których nie tyle wspominali Chiarę, ile przeżywali z nią swoją codzienność. Frapujący był dialog z Franzem, który na historię młodej błogosławionej i życie jej najbliższych patrzył z perspektywy agnostyka, jak siebie określał. Jeśli każda pojedyncza relacja człowieka do Boga pozostaje dla nas w swej istocie tajemnicą, to w przypadku niektórych osób i ich historii ta tajemnica staje się szczególnie wyraźna. Tak było z nim.

    Kim On jest?

    Całe wydarzenie Jezusa Chrystusa – Jego Wcielenie, życie ziemskie, pascha – jest historią uniżenia się Boga wobec człowieka, o czym pisał św. Paweł (Flp 2,6-11), a za nim wielka tradycja teologiczna. Krzyż stanowi kulminację, zawiera w sobie ogromny ból fizyczny, rozproszenie się uczniów, ostateczne odrzucenie przez naród, przekleństwo ze strony Boga, gdyż Żydzi wiedzieli, że „wiszący [na drzewie] jest przeklęty przez Boga” (Pwt 21,23). Koniec wydaje się naprawdę okrutny i pozbawiony nadziei. To prawda, że w ciągu całego swojego życia Jezus wiele razy doświadczył niezrozumienia, a nawet odrzucenia ze strony ludzi, także najbliższych. Ale żył w obecności Ojca, w nieprzerwanej rozmowie z Nim w miejscach ustronnych i wśród tłumu. O tej wyjątkowej bliskości świadczyło całe Jego życie, a także niektóre wypowiedzi, takie jak: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10,30) czy „Ojcze, dziękuję Ci, żeś Mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz” (J 11,41-42). W decydującym momencie zdaje się, że Ten, którego nazywał Abba, opuścił Go.

    Komentując wizytę w Polsce, Franz opowiadał o wrażeniu, jakie wywarło na nim zwiedzanie Auschwitz, i nazwał ten obóz katedrą Jezusa Opuszczonego. Nie ma w całym chrześcijańskim świecie, zauważył, kościoła ani nawet małej kaplicy poświęconej opuszczeniu Jezusa na krzyżu, ale jest wiele miejsc, które je przywołują w sposób wymowny. Są to sale szpitali onkologicznych, więzienia, obozy dla uchodźców… ale także domy ukryte wśród osiedli naszych miast, w których zamiast spodziewanej ludzkiej życzliwości i wzajemnego wsparcia panują złość, obojętność czy rozpacz. Kiedy osoba przedstawiająca się jako agnostyk opowiada o Bogu w taki sposób, kiedy dotyka trudnej kwestii cierpienia i łączy je z tajemnicą krzyża, może poruszyć struny duszy i umysłu, które niełatwo potem uciszyć. To mocne wyzwanie dla chrześcijan! Co mógł mieć na myśli Franz, mówiąc o katedrze Jezusa Opuszczonego? Kim jest Jezus Opuszczony?

    W pobożności chrześcijańskiej ukształtowało się wiele praktyk, które prowadzą nas w rozmyślaniu nad męką Jezusa. Jedną z nich jest przypomnienie „siedmiu słów” Jezusa zapisanych przez ewangelistów w kontekście sceny ukrzyżowania. Żaden z autorów nie przytacza wszystkich siedmiu słów (czy raczej zdań), a każda z czterech narracji wydarzeń Wielkiego Piątku stanowi pewną literacką i teologiczną całość. Jednym z tych ostatnich słów Jezusa, przytoczonych przez Marka oraz Mateusza, jest cytat z Psalmu 22: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?”. A więc nie jest to nawet oryginalna wypowiedź Jezusa: posługuje się On wcześniejszym tekstem, jakby dla potwierdzenia, że wypełnia się to, co Bóg w swojej Opatrzności przewidział.

    Rany duchowe i sens życia

    Psalmista przywołuje swoje dramatyczne doświadczenie, ale w drugiej części jego lament przechodzi w pełną ufności pieśń dziękczynną. W Wielki Piątek historia Jezusa zatrzymuje się na tej pierwszej części psalmu, w której rozbrzmiewa dramat opuszczenia, samotności, niewyjaśnionego cierpienia. Na to cierpienie – które z perspektywy zmartwychwstania możemy dziś nazwać zbawczym – składają się poszczególne etapy męki, od modlitwy w Ogrodzie Oliwnym aż po agonię. Poszczególni święci i zapoczątkowane przez nich prądy duchowe podkreślali na przestrzeni wieków ten czy inny aspekt życia Chrystusa, naśladując Go w nim i adorując. Wielu z nich odnosiło się do Jego męki jako kulminacyjnego momentu historii Wcielenia. A może współczesny człowiek, tak jak Franz, odkrywa w jakiś sposób tę ranę duchową, jaką jest doświadczenie opuszczenia?

    Umocniony bliskością Boga, a nawet w imię czysto ludzkiej, głębokiej miłości, człowiek może znieść także najokrutniejsze cierpienie fizyczne, ponieważ niesie go sens nadany życiu. Kiedy takiej obecności zabraknie, kiedy walą się wszystkie dotychczasowe punkty oparcia, te przyrodzone i nadprzyrodzone, nasza osobista walka nie ma już motywacji. Cała rzeczywistość traci sens. Myślę, że takie doświadczenie – czasem prywatne, czasem związane z sytuacją bliskich osób, środowiska, w którym żyjemy i pracujemy, a nawet ze względu na więź z Kościołem w jego aktualnym kryzysie – każdy z nas choć trochę rozumie, bo niesie je w sobie. Czy to możliwe, że również Jezus je przeżył?

    Oblubieńcy Opuszczonego

    Nie lekceważąc bardzo ciekawej refleksji teologicznej na ten temat, warto odwołać się do intuicji płynących z doświadczenia mistrzów życia duchowego. Przywołana przeze mnie na początku bł. Chiara Luce Badano była duchową córką swojej imienniczki, Chiary Lubich, założycielki Ruchu Focolari. Chiara Lubich (1920–2008) znana jest pewnie przede wszystkim ze swojego dążenia do jedności, w odpowiedzi na modlitwę Jezusa: „Aby wszyscy stanowili jedno” (J 17,21). Tymczasem ta apostołka jedności chce być zapamiętana jako „oblubienica Jezusa Opuszczonego”. Rozumie ona, że jedność to dar, udzielanie się ludziom życia Boga – dzięki temu, że wchodzi On w ludzkie doświadczenie rozdarcia, oddalenia, niejedności i wypełnia je swoją miłością. Jeśli z jednej strony jest to ogromna tajemnica, to z drugiej przekłada się bezpośrednio na codzienne życie. Chiara Lubich, a za jej przykładem także bł. Chiara Luce i wielu innych, postanawia w każdym cierpieniu, zwłaszcza tym duchowym, w poranionych relacjach z Bogiem i między ludźmi, w gorszących podziałach, w pytaniach bez odpowiedzi rozbrzmiewających między niebem a ziemią, rozpoznać i przyjąć z miłością oblicze Jezusa Opuszczonego. Mówi o boskiej alchemii przemieniającej cierpienie w miłość, o ile przyjmiemy tę perspektywę opuszczenia, które prowadzi ostatecznie do zmartwychwstania. Doświadczenie opuszczenia jest przejściem, bramą: jeśli rozpoznamy w nim obecność Jezusa, On wypełni je swoją szaloną miłością i światłem. Pisze Chiara Lubich: „Chciałabym zaświadczyć przed całym światem, że Jezus Opuszczony wypełnił każdą pustkę, rozjaśnił każdą ciemność, stał się towarzyszem każdej samotności, przekreślił każde cierpienie i wymazał każdy grzech”.

    Odpowiedź przyjdzie później

    Słowa: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?”, które rozbrzmiewają w Wielki Piątek, w tym dniu pozostają bez odpowiedzi. Wydaje się, że Bóg milczy. Odpowiedź przyjdzie nieco później, a jest nią zmartwychwstanie. Choć wyznajemy je aktem wiary i doświadczamy pewnych owoców, nie poznaliśmy jeszcze jego pełni. Poruszamy się w przestrzeni „już i jeszcze nie” albo „już i coraz pełniej”, gdzie cierpienie wciąż przeplata się z radością, poczucie opuszczenia i braku sensu z chwilami duchowych uniesień i bliskości Boga. Ale właśnie w tej przestrzeni On jest obecny ze swoją szaloną miłością; Ten, który oddaje życie, fizycznie i duchowo. Takiego Boga objawia nam Jezus Opuszczony.

    Tak, rozpoznaję Jezusa Opuszczonego, gdyż – czy tego chcę, czy nie – spotykam Go często we mnie i wokół mnie. Zdarzają się takie chwile, kiedy odczuwam sacrum Jego obecności, jakby w katedrze, o której mówił Franz. Innym razem odwracam wzrok, bo spotkanie z Nim może być zaskakujące, bolesne, dramatyczne. A przecież On jest Paschą, czyli przejściem do poranka zmartwychwstania. Bóg współczesnego człowieka, „mój” Bóg: Jezus Opuszczony – Zmartwychwstały.

    Katarzyna Wasiutyńska/Gość Niedzielny

    +++

    Nowenna w intencji Ojczyzny.

    Ksiądz Arcybiskup Stanisław Gądecki prosi o włączenie się w modlitwę dziewięciodniową w intencji naszej Ojczyzny

    Abp Stanisław Gądecki/ fot. Agata Ślusarczyk /FundacjaOpoka

    ***

    NOWENNA W INTENCJI OJCZYZNY

    ZAPROSZENIE DO MODLITWY NOWENNOWEJ W INTENCJI OJCZYZNY

    W związku z rodzącą wiele pytań i niepokojów sytuacją społeczną w naszej Ojczyźnie, proszę wszystkich o wspólną modlitwę w ważnych dla naszego kraju intencjach.

    Zapraszam do włączenia się w modlitwę nowennową „Akcja 21:20” w intencji Ojczyzny, zgody narodowej i poszanowania życia ludzkiego. Nowenna będzie mieć miejsce w dniach od 16 do 24 marca 2024 roku, czyli przed Dniem Świętości Życia, przypadającym dnia 25 marca.

    W łączności z Sanktuarium Matki Bożej na Jasnej Górze wznośmy nasze modlitwy do Boga, odmawiając Apel Jasnogórski,  po nim, o godz. 21:20 modlitwy nowennowe, także po każdej Mszy św. Jeśli nie będzie to możliwe, nowennę można odmówić indywidualnie w dowolnym momencie dnia.

    Układ Nowenny jest bardzo prosty. Wystarczy odczytać intencję na dany dzień i odmówić „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo” oraz modlitwę w intencji Ojczyzny, np. autorstwa ks. Piotra Skargi. Zachęcam gorąco, aby odmawiać modlitwę w kościołach, kaplicach, parafiach i wspólnotach duszpasterskich.

    Pragniemy modlić się za wstawiennictwem św. Andrzeja Boboli i bł. ks. Jerzego Popiełuszki – wielkich orędowników Polski.

    ✠ Stanisław Gądecki
    Arcybiskup Metropolita Poznański
    Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

    Warszawa, 4 marca 2024 roku

    ___________________________________________________

    DNI NOWENNY

    Dzień 1
    16 marca (sobota)

    Postępujcie nadal mężnie, ale z tą odwagą chrześcijańską, która idzie w parze z roztropnością i z tą mądrością, która umie bystro patrzeć i przewidywać. (Pius XII, Encyklika o Świętym Andrzeju Boboli)

    Intencja:
    O odnowienie wiary każdego z nas, by prowadziła do umocnienia ducha naszego narodu.

    Modlitwę poprowadzi abp Wacław Depo (Kaplica Matki Bożej na Jasnej Górze)

    Dzień 2
    17 marca (niedziela)

    Modlimy się o nadzieję na lepsze jutro, o pojednanie narodu w duchu miłości… Zło dobrem zwyciężaj. (bł. ks. Jerzy Popiełuszko)

    Intencja:
    Módlmy się o pojednanie narodowe, mądrość dla rządzących i solidarność społeczną.

    Modlitwę poprowadzi abp Stanisław Gądecki (Bazylika Archikatedralna św. Apostołów Piotra i Pawła w Poznaniu)

    Dzień 3
    18 marca (poniedziałek)

    Warunkiem pokoju w sumieniu, pokoju w rodzinie, pokoju w Ojczyźnie i świecie jest sprawiedliwość oparta na miłości. (bł. ks. Jerzy Popiełuszko)

    Intencja:
    Módlmy się o zachowanie pokoju i bezpieczną przyszłość dla Polski.

    Modlitwę poprowadzi kard. Kazimierz Nycz (Sanktuarium Narodowe św. Andrzeja Boboli w Warszawie)

    Dzień 4
    19 marca (wtorek)

    Miłość i Prawdę można ukrzyżować, ale nie można zabić. (bł. ks. Jerzy Popiełuszko)

    Intencja:
    Módlmy się o odczytanie prawdziwej roli mężczyzny i kobiety w małżeństwie oraz trwałość rodzin.

    Modlitwę poprowadzi bp Wiesław Śmigiel (Sanktuarium Matki Bożej Patronki Rodzin w Toruniu)

    Dzień 5
    20 marca (środa)

    Wiara niech będzie przepasaniem bioder waszych; niech ona głoszona będzie po całym świecie, niech dla was i dla wszystkich będzie tym zwycięstwem, które zwycięża świat. (Pius XII, Encyklika o Świętym Andrzeju Boboli)

    Intencja:
    Módlmy się o siłę i odwagę dla młodych w odkrywaniu wiary i życiowego powołania.

    Modlitwę poprowadzi kard. Grzegorz Ryś (Łódź)

    Dzień 6
    21 marca (czwartek)

    Dzisiaj potrzeba nam odważnego upominania się dla Narodu o prawo do Boga, do miłości, do wolności sumień, do kultury i dziedzictwa rodzimego. Nie można tworzyć dziejów bez dziejów. (bł. ks. Jerzy Popiełuszko)

    Intencja:
    Módlmy się o światło dla nas jako narodu, byśmy kierowali się zawsze dobrem Ojczyzny.

    Modlitwę poprowadzi abp Wojciech Polak (Bazylika Prymasowska przy relikwiach i pomniku bł. Stefana Wyszyńskiego w Gnieźnie)

    Dzień 7
    22 marca (piątek)

    Postawmy prawdę na pierwszym miejscu, jeśli nie chcemy, by nasze sumienie porosło pleśnią. (bł. ks. Jerzy Popiełuszko)

    Intencja:
    Módlmy się o prawdę i odpowiedzialność za słowo w przestrzeni medialnej, także w mediach społecznościowych.

    Modlitwę poprowadzi bp Rafał Markowski (grób bł. Jerzego Popiełuszki, Parafia św. Stanisława Kostki, Sanktuarium Diecezjalne Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki w Warszawie)

    Dzień 8
    23 marca (sobota)

    Módlmy się, abyśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy. (bł. ks. Jerzy Popiełuszko)

    Intencja:
    Módlmy się o szacunek i język dialogu w przestrzeni publicznej.

    Modlitwę poprowadzi bp Marek Szkudło (Sanktuarium Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej w Piekarach Śląskich)

    Dzień 9
    24 marca (niedziela)

    Zadaniem Kościoła jest nie tylko teoretyczne głoszenie świętości życia, prawa do życia nienarodzonych, lecz także praktyczna obrona tego prawa. Istnieje pilna potrzeba podejmowania konkretnych inicjatyw mających na celu udzielanie pomocy samotnym matkom, dziewczętom w ciąży, które wahają się, czy urodzić dziecko (bł. ks. Jerzy Popiełuszko)

    Intencja:
    Módlmy się o pełną ochronę prawną życia dzieci nienarodzonych.

    Modlitwę poprowadzi bp Andrzej Czaja (Sanktuarium św. Anny na Górze Świętej Anny)

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Modlitwa o wolność od lęku i nienawiści za wstawiennictwem błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki w roku 40. rocznicy jego męczeńskiej śmierci.

    Samplefot. Wojciech Strozyk/kai.pl

    ***

    Modlitwą o wolność od lęku i nienawiści za wstawiennictwem bł. ks. Jerzego Popiełuszki, odmówioną 28 lutego wieczorem przy jego grobie na warszawskim Żoliborzu zainaugurowano rok obchodów 40. rocznicy męczeńskiej śmierci kapelana „Solidarności”. Modlitwa ta odmawiana będzie przy grobie codziennie przez 37 tygodni jako program „osobistej i społecznej duchowej przemiany”. Osoby włączające się w modlitwę zaproszone są też do podjęcia postu od agresywnych zachowań i słów a także do wrażliwości na potrzeby innych.

    __________________________________

    Panie Jezu Chryste, Ty powołałeś błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszkę do gorliwego głoszenia Ewangelii miłości, prawdy i prawdziwej wolności, zwyciężania zła dobrem, do obrony bliźnich przed krzywdą i nienawiścią, do leczenia ran złamanych serc. Za Jego wstawiennictwem proszę Cię o przemianę mojego serca, myśli, uczuć i woli, abym w swoim życiu zło dobrem zwyciężał. Pomóż mi uwolnić się od pychy, chciwości, gniewu, kłamstwa i egoizmu. Spraw, bym żył w prawdzie i wolności, a przez swoją wewnętrzną przemianę przyczyniał się do odrodzenia wiary w mojej rodzinie, wspólnocie, Ojczyźnie i na całym świecie. Proszę Cię, Boże o łaskę kanonizacji błogosławionego Jerzego Popiełuszki, aby dla całego świata stawał się wzorem wierności Chrystusowi, Kościołowi i bliźnim.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Modlitwa za Ojczyznę Ks. Piotra Skargi!

    Dziś jest ona szczególnie potrzebna

    ks. Piotr Skarga/PCh24.pl

    ***

    W tych trudnych czasach, gdy naszej Ojczyźnie zagrażają różne niebezpieczeństwa, szczególnie potrzebna jest nasza modlitwa. Sięgajmy  w niej do słów ułożonych przez Kaznodzieję Narodu, Sługę Bożego Ks. Piotra Skargę.

    Modlitwa za Ojczyznę – ks. Piotr Skarga SJ

    Boże, Rządco i Panie narodów, z ręki i karności Twojej racz nas nie wypuszczać, a za przyczyną Najświętszej Panny, Królowej naszej, błogosław Ojczyźnie naszej, by Tobie zawsze wierna chwałę przynosiła Imieniowi Twemu, a syny swe wiodła ku szczęśliwości.

    Wszechmogący wieczny Boże, spuść nam szeroką i głęboką miłość ku braciom i najmilszej Matce, Ojczyźnie naszej, byśmy jej i ludowi Twemu, swoich pożytków zapomniawszy, mogli służyć uczciwie.

    Ześlij Ducha Świętego na sługi Twoje, rządy kraju naszego sprawujące, by wedle woli Twojej ludem sobie powierzonym mądrze i sprawiedliwie zdołali kierować. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    Amen.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Jak budować Polskę? Na Chrystusie!

    O to walczył ks. Piotr Skarga

    oprac. GS/PCh24.pl

    ***

    Nie tylko świat polityki, ale cała nasza codzienność winna być zbudowana na Chrystusie. To najpewniejsza recepta na zachowanie zdrowego państwa, społeczeństwa, na ochronę rodziny i rozwój każdego z osobna. Rozwój, co najważniejsze, prowadzący do Nieba. Wiedział o tym doskonale sługa Boży ksiądz Piotr Skarga, który z zapałem tępił błędy i grzechy, także narodowe, zaś heretyków… miłował. Mawiał: „heretyki złe, ale ludzie dobre” – stąd zabiegał o ich dusze, ale nieprawe czyny potępiał, również te mające wpływ na kształt Ojczyzny. W tym zakresie bowiem nie ma miejsca na dialog. Najsamprzód Chrystus, zawsze i wszędzie!

    W czasach politycznej burzy, ideologicznego zamętu, wykrzywiania pojęć i zakłamywania świata warto sięgać do tych, którzy owe zagrożenia dla duszy człowieka nie tylko celnie rozpoznawali, definiowali, ale potrafili wskazać po mistrzowsku receptury na stawienie im skutecznego oporu.

    Bez wątpienia Mistrzem w tej materii był ks. Piotr Skarga. I choć w swojej działalności ów niezmęczony sługa Boży podejmował wiele działań – był choćby świadkiem Bożego Miłosierdzia (dzieło Arcybractwa Miłosierdzia czy Bractwo Betanii św. Łazarza) – to pozostańmy na chwilę na jednym z odcinków zatroskania ks. Skargi. Co takiego Kaznodzieja Narodu mówił o katolikach, heretykach, państwie, o Kościele? Słowem o tym, co nas – jako społeczeństwo – mocno kształtuje… Wczytajmy się w Jego pisma, bo przemawia z nich to, co dziś ma być zakrzyczane, co ma nie dojść do głosu. Ksiądz Skarga bez wątpienia jest kapłanem z przesłaniem „skrojonym na dzisiejsze czasy”. Ono czasem boli. Ale jest ozdrawiające.

    Ach, gdybyśmy tylko, jako katolicy, byli tak gorliwi; gdybyśmy ograniczali owo irytujące – jak pisał ks. Skarga – „ziewanie flegmatyckie”, gdybyśmy byli wystarczająco gorący w wierze, pomysły rewolucjonistów nie wyszłyby z gabinetów swoich twórców, bo nie znalazłyby posłuchu jako antyludzkie i z założenia fałszywe.

    Ksiądz Skarga jest tu niewygodny „podwójnie”: jako kapłan i jako twórca. Sługa Boży ma bowiem swój niewątpliwy wkład w rozkwit języka polskiego. A jako mistrz słowa, przybliżał ludziom Chrystusa. Jego kazania były więc nie tylko wyrazem osobistych przemyśleń, religijnego doświadczenia, ale nauką dla ludu Bożego. Dziś patrzymy na kryzys powołań, widzimy idący w kierunki niezdefiniowanego braterstwa ruch ekumeniczny…

    A ksiądz Skarga? On w czasie reformacji zapisał na swe konto cały szereg konwersji. Przyciągał do Kościoła. Mówił: „heretyki złe, ale ludzie dobre” i tak czynił – potępiał błędy, ale podchodził z miłością do ludzi. W swym działaniu był postrzegany jako kontrreformator, hamulcowy zmian uważanych powszechnie za coś pożądanego. Mówił: ut unum sint („aby byli jedno”) i budował ową jedność, tak jak nauczał Chrystus. Nauczał i bronił doktryny Kościoła oraz Jego jedności, w której postrzegał siłę nośną scalonego państwa. Dziś to dla wielu niewygodny przykład do naśladowania. Nic dziwnego, bowiem ta wizja ks. Skargi psuje wygodną dla źle sprawujących swoje urzędy ideę divide et impera („dziel i rządź”).

    Groźna herezja

    Ksiądz Piotr Skarga doskonale odczytywał, jakie zagrożenie niosą ze sobą obecne w królestwie polskim herezje. Znał też miernotę i nijakość wielu „flegmatycznych” katolików oraz „ziewanie” tych, „którzy nie patrzą na koniec, do którego wszystkie herezje zmierzają”. Stąd nawoływał – także duchownych – do podejmowania duchowej wojny z trucizną heretycką. Skarga pisał wprost o tym, że herezje wpuszczone w przestrzeń państwa będą dla dusz zgubą, spowodują rozłam religijny, a w efekcie dojdzie do zniszczenia fundamentów katolickiego porządku społecznego. Zatem jego troska rozlewała się nie tylko na Kościół i chęć zachowania zdrowego nauczania Kościoła Katolickiego. Obejmowała też państwo w jego całej okazałości.

    Czyż dziś nie widzimy podobnych zagrożeń? Czyż dziś w życie społeczne i polityczne nie wtargnęły z wielką mocą kłamstwo, manipulacje, przyzwolenie na grzech? Czyż nie niszczy się tego, co można ująć w słowie „Tradycja”? Spójrzmy zatem, jaki przepis na silne państwo miał ksiądz Skarga.

    „Wiara katolicka – szczęściem Rzeczypospolitej”

    W Kazaniu sejmowym piątym czytamy:

    Wielkie też jest szczęście Rzeczypospolitej, gdy ma ludzie cnotliwe i bogobojne i karne i do tego je przyprawować swoim staraniem i zwyczajami i nauką może. Bo gdzie ludzie mają bojaźń Bożą i cnoty pobożności i sprawiedliwości, tam rząd dobry i łacny, tam Pan Bóg błogosławi i ono królestwo zatrzymawa i rozmnaża, jako mówi Pismo św.: „Sprawiedliwość wynosi naród, a mizerne ludzie grzech czyni”. Katolicka nauka i wiara, bogobojność i cnoty z niej idące między ludźmi szczepi: a heretyctwo i nauka ich barzo cnoty suszy i korzeń im podcina (…).

    Przetoż herezje nie mogą czynić „bonos cives”. I w tej mierze pogańscy zakonodawcy, którzy prawo Rzeczypospolitej opatrowali, więtsze na rozmnożenie cnót ludzkich oko mając, daleko byli mędrszy. Bo nad wszytki srogości praw na złe i pokój ludzki psujące ludzie karanie Boskie, którego nikt ujść nie może, i tu na ziemi i po śmierci wieczne ono, opowiedali i tym grozili i lud do cnót wszytkich powolniejszy czynili.

    Z drugiej strony wiara katolicka swoją nauką i prawdą dziwnie ludzie na dobre odmienia i czyni z nich „bonos cives”. Bo wszędzie bojaźni Bożej naucza, srogość Pańską na złe rozszerzając i tu w tym żywocie i po śmierci. A obiecując każdemu za jego dobry uczynek namniejszy zapłatę wieczną, potężnie barzo do wszytkich cnót pobudza. I dla tej w niebie zapłaty i na wojnie mężne ludzie czyni, iż radzi o Rzeczypospolitą i bracia swoje umrzeć chcą, nadzieją się po śmierci zapłaty zapalając i za nie wszytkie śmierci te doczesne mając. (…)

    Wiara katolicka pilnie i często naucza, aby każdy Boga się bał, a króla czcił, jako Piotr św. nauczał, aby każdy urzędom, królowi i sprawcom jego podlegał, aby się ich miecza bal, aby o nieposłustwo ku nim sumnienie miał. I rodzą się katolicy synami posłuszeństwa, bo się go począwszy od wiary, w której rozumu swego odstępują, wszędzie uczą, i dlatego szczęście do Rzeczypospolitej przynoszą.

    Kim są „szkodliwi katolicy”?

    Stawianie Chrystusa jako fundamentu życia osobistego i publicznego było więc dla księdza Skargi oczywistością. Problem był, jak zawsze, w ludziach, a dokładnie w braku ich zapału w miłości do Stwórcy. Ks. Skarga z mocą pisał:

    A naszkodliwszy są katolicy bojaźliwi, i małego serca, którzy gniewem się sprawiedliwym i świętym ku obronie czci Boga swego nie zapalają, a zelum [gorliwości] nie mają, i jako straszydła na wróble stoją.

    Skupią się na obieranie Trybunalistów abo Sejmowych posłów, będzie jako zawżdy do kila set katolików, a dziesięć abo mniej heretyków: śmiałością, fukiem, groźbą sedycyj i wojny domowej ustraszą wszytki katoliki, i heretyka na Trybunał abo na posełstwo wsadzą, a zukani katolicy przyzwalają i śmiech z siebie czynią, i przeklęctwo ono żydowskie na się przywodzą: iż jeden sto ich zastraszy, i mocniejszy fałsz niźli prawda, i słabsze żelazo niżli rózga, i słudzy Boga prawego, bogów się fałszywych boją, a swemu prawdziwemu nie dufają.

    O nierozumie, nie widzisz co za szkodę heretyk wierze świętej i sprawiedliwości katolickiej, i R. P. czynić może.

    Oni nas straszą sedycjami, zuchwalstwem i wojną domową, jako garścią konopi, a my się boim, i mniemamy aby z to serca mieli, na potężność i liczbę katolicką patrząc; oni chytrością na nas idą, i swoje przewodzą; a my z prawdą Bożą, z prawy ojczystemi i starożytnemi, z Statutami na nie iść nie śmiemy i przed nimi pierzchamy?

    My się ich śmiałej nadętości boim, a oni się mocy naszej przy Bogu, przy prawach i prawdzie nie boją? Dlaczegóż? Iż darów Bożych w sobie nie czujem, iż Pana Boga i czci jego i zbawienia swego i ludzkiego nie miłujem: dlatego w ich heretyckich grzechach więźniem, i pomsty ich na sobie i z nimi nie ujdziem, gdy głosu tego nie słuchamy: Uciekajcie od namiotów ludzi niezbożnych, abyście się w ich grzechach nie zawinęli (Wzywanie do pokuty).

    „Prawdziwa miłość bliźniego”

    Kaznodzieja Narodu wiedział, że budowanie wspólnoty musi być oparte na relacjach. Dziś słowo to przeżywa prawdziwy renesans, ale czy ks. Skarga zgodziłby się ze współczesnym jego znaczeniem? Warto sięgnąć po słowa kapłana, który pisał o najważniejszej relacji – relacji miłości, która ostatecznie służyć ma przyciąganiu osób słabej wiary, ale heretyków – nie na pola dialogu, ale na łono Kościoła – do prawdziwej Wiary. Ksiądz Skarga jednak ostrzegał – być ratując innych sam w odmętach nie zaginął. Pisał tak:

    Obacz, jaki jest pożytek wiernej, uprzejmej a towarzyskiej miłości. Przez onę uprzejmość, którą ma kto ku miłemu bratu swemu, pomaga mu Pan Bóg, iż go z wielkich grzechów wyrwać swem wdzięcznem a pogodnem upominaniem może. Wielką moc ma upominanie z miłości gorącej ku bliźniemu i ku jego zbawieniu pochodzące, gdy miły towarzysz nasz baczy, iż nasze o nim staranie o dobro jego z chęci ku niemu pochodzi. A Bóg tam mieszka, gdzie miłość uprzejma, na cnocie i Bogu fundowana, panuje, i szczęści dobre a uprzejme ku towarzyszowi serce.

    Dobrze Augustyn św. po. wiedział: Miłość tę moc ma, iż inne rodzi, buduje niedoskonałych, najmniejszych obrazić się boi, z jednym się schyli, z drugim się podnosi, jednemu się łagodną, drugiemu ostrą, nikomu się nieprzyjazną nie stawi, a wszystkim się być matką pokazuje. Nauczże się wiernym towarzyszem być, a obłudności się strzeż, a zawżdy do dobrego przyjaciela miłego pociągaj, zwłaszcza heretyka. A staraj się, abyś ty tak duży był, żeby nie on ciebie do swego błota wciągnął. Musi mieć dobre barki, kto z tonącym wypłynąć chce, aby z nim zaraz nie utonął. Przeto takiego towarzystwem, w którembyś ty tracić miał, nadziei do pozyskania towarzysza nie miał, radzę, wczas pomijaj (Żywoty Świętych).

    Ksiądz a polityka – można czy nie?

    Kościół a polityka – jakże dziś aktualny i gorący to temat. Podobnież jak i w czasach czcigodnego jezuity. Widać przed wiekami też rządzący nie lubili kiedy im „jakiś klecha” przypominał o Prawie Bożym i Bożym porządku na jakim ma być budowane państwo.

    Czy jest zatem? Kapłan ma milczeć na tematy polityczne? A może winien odważnie zabierać głos? Warto sięgnąć po rady Kaznodziei Narodu, bo i w tym temacie miał sporo racji. Oddajmy mu głos:

    Rzecz kto: Ksiądz się wdawa w politykę. Wdawa i wdawać się winien, nie w rządy jej, ale w zatrzymanie, aby jej grzechy nie gubiły, a wykorzenione z niej były, a dusze ludzkie w niej nie ginęły. Abo nie słyszym, co P. Bóg do Jeremjasza mówi? Otom cię postanowił nad narodami i królestwy, abyś wykorzeniał, psował i gubił (grzechy i złości) a budował i szczepił (bojaźń Bożą i cnoty święte, i dobre uczynki, i pokutę którąby się pomsta Boża od królestw oddalała, i polityka wasza nie ginęła).

    My na złe prawa i niesprawiedliwości wasze narzekamy: a wy politykę swoję naprawujcie, jeśli z nią zginąć nie chcecie. Piszemy wiele praw, ale mało roztropnych, i które wykonania nie mają; a praw niesprawiedliwych nie gasim, które są na wszytkie katy i tyrany naokrutniejszymi.

    Bo tyrańska moc krótka, a prawa wieczności chcą, i okrucieństwo we złych nie ustaje. Jeśli drugie były od przodków postawione, a czasom onym gdy cnota kwitnęła służyły, teraz gdy niecnota i niewstyd groble potargała, odmiany praw złych i szkodliwych, i prędszych i ostrzejszych, i wykonania ich prędkiego potrzebują, aby nas mściwa i ciężka ręka Boża nie pogubiła, abyśmy z Prorokiem nie narzekali mówiąc: Ziemia się zaraziła od obywatelów swoich. Bo przestąpili zakon, odmienili prawa (dobre i święte), rozproszyli przymierze wieczne (z Panem Bogiem i z sprawiedliwością). Dlatego przeklęctwo ziemię pożre, i grzeszyć będą obywatele jej, i pomsty Bożej na się przyczyniać.

    Prawieć połamali święte starowieczne prawa kościelne i Boże, aby im było wolno grzeszyć, a to co Bogu dano, dziedzictwo kościelne wydzierać, a za to na karanie się żadne nie oglądać. Lecz sprawiedliwy Bóg nie zaśpi. Przeklęctwo puści na to królestwo, w którym pożarte od nieprzyjaciół będzie (czego uchowaj Pan Bóg) jeśli prawa pokuta nie nastąpi (Wzywanie do pokuty).

    „Kościół serdeczny” według księdza Skargi vs. inkluzywność

    Kaznodzieja Narodu celnie pisał też o Kościele Katolickim. O tym, jak ma być on budowany i dokąd ma nas prowadzić. Współcześnie wiele mówi się o tym, że należy prowadzić dialog ekumeniczny, że trzeba traktować ze zrozumieniem innowierców, a naszym priorytetem ma być inkluzywność, każdy ma czuć się dobrze (wraz z brudem swoich grzechów, o których się nie mówi). Ksiądz Skarga pisząc o Kościele serdecznym mocno wskazywał na osobiste wzrastanie i budowanie świątyni – nie od razu tej z murami, ale najpierw tej duchowej. Tylko tak bowiem – z wiarą – można sprawić, że kamienna świątynia wypełni się ludem Bożym, pragnącym prawdziwie wielbić Pana – z czcią Mu należną i na kolanach! Ksiądz Skarga pisał:

    (…) Ci, którzy Panu Bogu kościoły widome budują, pierwej kościół serdeczny w sobie zbudowali. Bo pierwej serca swe bojaźnią i miłością Boską, i miłością bliźnich, których też zbawienie fundowaniem kapłanów i chwały Bożej obmyślają, napełnili, i stali się świętym kościołem jego: toż dopiero to, co się w sercu zbudowało, na wierzch do pieniędzy i nakładów wyniknęło.

    Tak też wszyscy czynić mamy; chcemy-li Pana Boga z sobą mieć, aby z nami na wszelką pomoc naszą mieszkał: stajmy się kościołem i domem jego, i budujmy jemu pałac drogi: abyśmy go do siebie przywabili, chędogiem i pańskiem a przystojnem budowaniem. Nie wiecie, iżeście wy są, mówi apostol – kościołem Bożym, i Duch Boży mieszka w was?

    Zakładajmy kościoła tego serdecznego fundament: wiarę w Boga w Trójcy jedynego. Ściany niech będą: nadzieja w obietnicach Bożych, i czekanie wszelakiej z nieba pomocy, i one cztery główne cnoty: mądrość duchowna, sprawiedliwość, czystość i męstwo, z innemi pobożnościami świętemi, które z nich pochodzą. Te ściany pozłacajmy miłością gorącą ku Bogu i bliźniemu.

    Niech w tym kościele gore ustawiczny ogień żądz niebieskich: do którego drew słowa Bożego i rozmyślania nabożnego, i oleju miłosiernych uczynków przykładajmy. Postawmy w nim ołtarz pokory i pokłonu, któryśmy Bogu prawemu powinni. Na którym ofiarujmy wszytko serce nasze, i majętność, i ciało nasze, na upodobanie i wolą jego, mówiąc: twoje to, czyń z tem, co chcesz. Niech w tym kościele brzmi ustawiczna muzyka wesela duchownego, chwały Bożej, i wzdychania do Chrystusa. Postawmy obraz piękny Chrystusowego żywota, i świętych jego naśladowania. Niech będą chorągwie podniesione krzyża i męki Odkupiciela naszego, na zwycięstwo wszystkich pokus cielesnych i świeckich, i na pokonanie czarta, który nas zwodzi i zdradza. Dzwony niech będą czujność, którą się do śmierci i sądu Bożego budzim (Kazania na niedziele).

    27 września przypada rocznica śmierci ks. Piotra Skargi (+1612).

    Oprac. Marcin Austyn

    źródła: PCh24.pl, piotrskarga.pl

    W tekście wykorzystano fragmenty pism ks. Piotra Skargi, wydanych w roku 1936 na kartach książki pt.

    „Skarga pośród nas”

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Ksiądz Arcybiskup Tadeusz Wojda SAC

    nowym przewodniczącym Episkopatu

    [PILNE] Znamy nowego przewodniczącego KEP. Episkopat właśnie go ogłosił

    fot. EpiskopatNews / Flickr / CC BY-NC-SA 2.0 DEED

    ***

    Ksiądz Arcybiskup Tadeusz Wojda, 67-letni metropolita gdański, pallotyn, został nowym przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski. Zastąpi na tym stanowisku abp Stanisława Gądeckiego, który pełnił tę funkcję przed dwie pięcioletnie kadencje. Wyboru dokonali biskupi podczas trwającego w Warszawie 397 Zebrania Plenarnego KEP we czwartek 14 marca br.

    Tadeusz Wojda urodził się 29 stycznia 1957 r. w Kowali na Kielecczyźnie w rodzinie wielodzietnej, jako czwarte dziecko Władysława i Anieli z domu Pietrzyk. Jego młodszy brat również jest księdzem w Stowarzyszeniu Apostolstwa Katolickiego (pallotyni), zaś starsza siostra jest w Zgromadzeniu Sióstr Elżbietanek Cieszyńskich.

    W 1976 r. wstąpił do Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego (SAC). W latach 1977-1983 odbył studia z filozofii i teologii w Wyższym Seminarium Duchownym Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego w Ołtarzewie k. Warszawy, a jednocześnie w latach 1980-1983 – studia z teologii fundamentalnej na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie, ukończone tytułem magistra. W 1982 r. przyjął święcenia diakonatu w Stowarzyszeniu Apostolstwa Katolickiego, a 8 maja 1983 r. – święcenia prezbiteratu. Po święceniach przez kilka miesięcy pracował jako wikariusz w parafii Chrystusa Króla w Warszawie, a następnie był współpracownikiem pallotyńskiego Sekretariatu Misyjnego w Ząbkach.

    W maju 1984 r., decyzją Rady Prowincjalnej, został skierowany na studia z misjologii do Rzymu, na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim, które ukończył doktoratem w 1989 roku. Obronił pracę doktorską nt. „Nurty teologii misji z Münster i Louvain”. Nostryfikowano ją na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie w 2001 roku.

    2 stycznia 1990 r. ks. Wojda rozpoczął pracę w Papieskim Dziele Rozkrzewiania Wiary i w Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów. Od 12 grudnia 2007 r. pełnił funkcję kierownika biura w Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów. 24 lipca 2012 r. został mianowany przez papieża podsekretarzem w Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów. Ponadto od 1991 r. ks. Wojda jest kapelanem wspólnoty sióstr boromeuszek w Rzymie, a od 1996 r. – kapelanem Centrum Edukacji Fizycznej dla niepełnosprawnych Czerwonego Krzyża Włoskiego. Jest też autorem licznych artykułów i rozpraw naukowych z zakresu misjologii.

    12 kwietnia 2017 r. Ojciec Święty Franciszek mianował go arcybiskupem metropolitą białostockim. Święcenia biskupie ks. Wojda przyjął 10 czerwca 2017 roku. Udzielił mu ich prefekt Kongregacji Ewangelizacji Narodów i Krzewienia Wiary kard. Fernando Filoni. Wspókonsekratorami byli abp Edward Ozorowski oraz abp Henryk Hoser. Podczas tej uroczystości odbył się ingres nowego arcybiskupa metropolity do archikatedry białostockiej.

    Arcybiskup Wojda jest członkiem Kościelnej Komisji Konkordatowej oraz komisji misyjnej Konferencji Episkopatu Polski.

    2 marca 2021 roku abp Wojda został mianowany przez papieża Franciszka metropolitą gdańskim.

    Mottem posługi biskupiej abp. Tadeusza Wojdy są słowa z Ewangelii według św. Marka (13,10): „Oportet praedicari Evangelium” (Aby była głoszona Ewangelia).

    Arcybiskup Tadeusz Wojda - Osoby - Archidiecezja Gdańska

    ___________________________________________________________________________

    Pasterz, lider, przewodnik, brat.

    To nie są synonimy Zbawiciela świata

    Narzucamy rolę zbawcy – narodu, Kościoła, świata – ludziom, którzy sami nawet nie próbują stawiać się w takiej roli. Rozdmuchane oczekiwania wobec kolejnych papieży, biskupów, przewodniczących Konferencji Episkopatu Polski, proboszczów, wikarych, liderów zawsze będą kończyć się jakimś rozczarowaniem. Zamiast tego wystarczy uznać w nich równocześnie przewodników i braci w wierze. To pomaga połączyć szacunek i wsparcie z godzeniem się na ich niedoskonałość. I z prawem do mądrej krytyki.

    Z faktu, że nasz Zbawiciel jest równocześnie dla nas i Bratem, i Pasterzem, nie można wyciągać wniosku, że to działa również w drugą stronę: że każdy pasterz i przewodnik w wierze ma pełnić funkcję zbawcy naszej rzeczywistości.

    „Oczekiwania, jakie formułują ludzie, są nieludzkie. Przekraczają możliwości zwykłego śmiertelnika. Biskup wedle tych żądań ma być pasterzem, ojcem, sędzią, ekonomistą, administratorem, publicystą, orantem, oczywiście człowiekiem i kim tylko jeszcze. No i w tym wszystkim ma być świetny i święty, doskonały i nienaganny. A jakie oczekiwania media, w tym niestety także katolickie formułowały wobec nowego przewodniczącego KEP? To dopiero była karuzela. Bóg może by sprostał, choć nie wiem. Albo to wynikało z ignorancji, albo z manipulacji. Kiedyś Wisława Szymborska powiedziała, że jak się zostaje noblistką, to trzeba się znać na wszystkim, na konserwacji rur hydraulicznych i na podróżach w kosmos. Z biskupem jest chyba podobnie. Biskupie trudności wiążą się także z samotnością, która potrafi odebrać zapał”.

    To fragment rozmowy Agnieszki Huf i Piotra Sachy z abp. Adrianem Galbasem, metropolitą katowickim, która ukaże się wkrótce na portalu „Gościa Niedzielnego”. Moi redakcyjni koledzy przeprowadzili ją przed wyborami nowego przewodniczącego KEP, ale przytoczone wyżej słowa dobrze oddają klimat, jaki panował w mediach wokół tego wydarzenia. Owszem, wydarzenia ważnego, ale nie rozstrzygającego przecież o tym, kim będziemy jako Kościół w najbliższych latach. Bo o tym decyduje suma tak wielu czynników (z których osobiste nawrócenie każdego wiernego i pasterza jest warunkiem wstępnym), że opieranie nadziei na jednej zmianie personalnej wydaje się po prostu nieracjonalne.

    To prawda, że do pewnego stopnia takie myślenie jest zrozumiałe: mamy prawo oczekiwać, że na czele Kościoła powszechnego, diecezji, parafii, instytucji kościelnych będą stać ludzie, którym po prostu można zaufać, na których doświadczeniu wiary i osobistej uczciwości można się oprzeć. Nie każdy przecież musi być liderem, pasterzem, przewodnikiem, a skoro już godzi się na swój wybór – musi liczyć się z oczekiwaniem, że widzi dalej i głębiej niż pozostali, że potrafi podejmować decyzje, a nie tylko „piastować urząd”. Ale przecież zgoda na bycie „tym pierwszym” nigdy nie jest zgodą na przyjmowanie roli zbawcy narodu, Kościoła, świata. I z tym powinni pogodzić się również ci wszyscy, którzy – świadomie lub nie – taką rolę próbują narzucić i z takiej roli swojego „idola” rozliczać.

    Myślałem o tym już dwa lata temu, gdy kolejne wypowiedzi papieża Franciszka o wojnie na Ukrainie budziły nasze zdumienie, niezrozumienie, pewnie czasem nawet irytację. Sam napisałem zresztą trudny dla mnie osobiście tekst „Franciszku, nie rozumiem” (https://www.gosc.pl/doc/7411798.Franciszku-nie-rozumiem). Ale po czasie doszedłem do tyleż banalnej, co lekceważonej często refleksji: Kochajmy tego papieża. Ale takiego, jakim naprawdę jest i jakim chyba chce być – przewodnika w sprawach wiary, ale też brata na wspólnej drodze. A jeśli brata, to popełniającego również błędy, jak my, w ocenie rzeczywistości. Podobnie z biskupami, kolejnymi przewodniczącymi KEP, proboszczami….

    Nie, to nie żadne „luzowanie wymagań” wobec pasterzy w sytuacji, gdy potrzeba naprawdę wielu stanowczych działań i decyzji, które pozwolą Kościołowi z „oczyszczoną nadzieją” wejść w radykalnie zmieniającą się rzeczywistość społeczną. To tylko zachęta, by nie wiązać nadmiernych oczekiwań z osobami, które nie mają być zbawcami, wykonującymi robotę za innych. Albo odwrotnie: by nie skreślać z góry kogoś, kto w naszym mniemaniu „nie rokuje”. To także zachęta do tego, by godzić się na czytelne komunikowanie o realnych problemach, niedociągnięciach, by zrezygnować z języka, który nie opisuje rzeczywistości kościelnej, ale ją maluje i ubiera w gorset niestrawnych oświadczeń. Już kiedyś pisałem, że na szczęście w czasach apostolskich nie istniało Biuro Prasowe Dwunastu. Bo wtedy zamiast szczerych do bólu Ewangelii, Dziejów Apostolskich i Listów, mielibyśmy oficjalne oświadczenia o przebiegu wydarzeń i wypowiedziach Apostołów, na przykład: „Nie jest prawdą, że uczniowie Jezusa spierali się miedzy sobą o to, który z nich jest ważniejszy i który ma mieć najlepsze miejsce w królestwie niebieskim. W rzeczywistości była to tylko rzeczowa dyskusja o tym, kto dłużej zna Jezusa i kto dzięki temu lepiej zapamiętał Jego pierwsze przypowieści” albo i takie: „Nie jest prawdą, że między Pawłem i Piotrem doszło do jakichś nieporozumień i że pierwszy upomniał publicznie drugiego. W rzeczywistości doszło do pogłębionej rozmowy między Apostołami, w wyniku której obaj wyrazili sobie wdzięczność za godne prowadzenie dzieła Bożego”.

    Jeśli z takiego lukrowania kościelnej rzeczywistości zrezygnujemy, będzie nam łatwiej – zarówno cieszyć się z dobrych działań, słów, gestów, decyzji pasterzy Kościoła, jak i nazywać po imieniu sytuacje, w których zawiodą. Rozdmuchane oczekiwania wobec kolejnych papieży, biskupów, przewodniczących Konferencji Episkopatu Polski, proboszczów, wikarych, liderów zawsze będą kończyć się jakimś rozczarowaniem. Zamiast tego wystarczy uznać w nich równocześnie przewodników i braci w wierze. To pomaga mądrze połączyć należny szacunek i wsparcie z godzeniem się na ich niedoskonałość. I z prawem do mądrej krytyki.

    Jacek Dziedzina/Gość Niedzielny

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Nadajemy ton Europie

    Nadajemy ton Europie

    fot. Roman Koszowski/Gość Niedzielny

    ***

    O słabościach Kościoła w Europie, kwitnącym chrześcijaństwie w Azji i Afryce, nawracaniu się muzułmanów oraz silnej wierze Podlasia opowiada abp Tadeusz Wojda.

    Marcin Jakimowicz: Europa jest jeszcze pępkiem świata? Kościoła?

    Abp Tadeusz Wojda: Problemem Europejczyków jest to, że są zbyt skoncentrowani na sobie. Reszta świata interesuje ich o tyle, o ile przyczynia się to do ich rozwoju, przede wszystkim materialnego. Rzym jest centrum Kościoła, to nie uległo zmianie. A jednak, ponieważ w dzisiejszej Europie stale zmniejsza się liczba wierzących katolików, światła reflektorów powinniśmy skierować na Amerykę Łacińską, a jeszcze bardziej na Azję. Nawet z przyczyn demograficznych. Jeśli przyjmiemy, że na świecie żyje 7 mld ludzi, to w samych Indiach i Chinach mieszkają 3 miliardy. Kościół z nadzieją spogląda na Wschód. Tam chrześcijaństwo rozwija się w szybkim tempie, choć wielkie religie czy systemy społeczne, jak hinduizm, buddyzm czy islam, skutecznie chcą zahamować ten wzrost.

    Czytam dane Episkopatu Korei Południowej, z których wynika, że 18 proc. koreańskich katolików stanowią dwudziestoletni mężczyźni, a ponad połowa księży nie przekroczyła 50. roku życia. Katolicy stanowią już 10,1 proc. ludności kraju i wciąż ich przybywa…

    To prawdziwy fenomen. To wyjątkowy młody Kościół. W II połowie XVIII wieku dotarły do Korei pierwsze teksty nestoriańskie w języku chińskim. W 1784 r. wydarzyła się ciekawa rzecz: grupa świeckich studiujących te teksty tak się nimi zachwyciła, że postanowiła wysłać do Pekinu kogoś, kto przyjąłby chrzest i przeszczepił na ich ziemię chrześcijaństwo.

    Oddolna inicjatywa…

    I to jest w tym najpiękniejsze! W 1784 r. świeccy posłali swego człowieka do Chin, by został ochrzczony. Bóg zaczął od małej grupki wiernych. To fenomen wspólnoty Kościoła, która często zaczyna się od drobinki, maleńkiego zaczynu, niewielkiej grupki ludzi. Dopiero po 10 latach przybyli tu pierwsi misjonarze. Wspólnoty powstawały jak grzyby po deszczu, do tego stopnia, że dziś to jeden z najbardziej chrześcijańskich krajów Azji (po Timorze Wschodnim, gdzie mieszka ponad 90 proc. katolików, i Filipinach ­– 65 proc.).

    Jeszcze 50 lat temu katolicy stanowili zaledwie 1 proc. społeczeństwa, a dziś już 10,4 proc. (5,5 mln). Ich liczba stale wzrasta…

    To prawda. Niektórzy mówią nawet o 12 proc. katolików. Fenomen wzrostu w Korei polegał na tym, że Kościół odpowiedział na problemy społeczne ludności. Występował przeciwko rządom junty wojskowej, domagał się praw obywatelskich. Dzięki temu zdobył serca Koreańczyków. Przełomowym momentem był 1989 r., gdy przyleciał tu po raz drugi papież Polak. Na spotkanie przyszło niemal 7 mln wiernych. W tamtym roku nawróciło się 350 tys. ludzi. Każdego roku czyni to ponad 100 tys. osób. Byłem w tym kraju dwukrotnie i widziałem, że dla Koreańczyków przystąpienie do Kościoła jest rodzajem nobilitacji, prestiżu.

    A w sąsiednich Chinach? Niektórzy żartują, że nawet Pan Bóg nie wie, ilu modli się tu katolików…

    Tu wszystko jest pod kontrolą Stowarzyszenia Patriotycznego i Komunistycznej Partii Chin. Wedle ich danych jest około 6 mln katolików, ale uwzględniają one tylko Kościół patriotyczny. Ze względu na prześladowania nie można prowadzić statystyk, ale w watykańskiej kongregacji przyjmowaliśmy, że w Chinach modli się ok. 30 mln katolików.

    Młodzi Chińczycy na ŚDM-ie nie chcieli pokazywać twarzy. Dlaczego?

    Bo lęk towarzyszy im na co dzień. Nie ma już może formy przemocy fizycznej, jaka przez lata towarzyszyła Kościołowi podziemnemu, ale jest nieustanny nadzór, kontrola, inwigilacja, zastraszanie. Stolica Apostolska zawsze podkreślała jedność Kościołów patriotycznego i podziemnego.

    Siedząc przez lata w statystykach, nie martwi się Ksiądz Arcybiskup o przyszłość Kościoła?

    Nie. Absolutnie się nie boję.

    My zazwyczaj spoglądamy przez pryzmat belgijskich kościołów zamienianych na puby. To dobra perspektywa?

    Nie za bardzo. Zachód, zżerany przez libertynizm, materializm, neopogaństwo i wszechobecną poprawność polityczną, kompletnie się pogubił, zatracił punkt odniesienia. W niektórych miastach Europy zakazuje się nawet stawiania szopek czy choinek. W Anglii kartki „Merry Christmas” zastępowane są przez dziwaczne życzenia z okazji przesilenia zimowego, enigmatycznego Święta Światła… Absurd. Co ciekawe, powołując się na poprawność polityczną, zamyka się usta jedynie chrześcijanom. Przemoc muzułmanów jest tuszowana.

    Gdy Jan Kowalski czyta doniesienia o pustoszejących kościołach we Francji czy konfesjonałach wystawionych na aukcji w Niemczech, drapie się po głowie: czy to naprawdę ta zapowiadana „nowa wiosna Kościoła”?

    To zrozumiałe, że z niepokojem patrzymy na przeżywający kryzys Zachód. Koszula bliższa ciału. W Szwajcarii słyszałem, że niektóre Kościoły protestanckie przestały już nawet udzielać chrztu. Ton narracji nadają elity wywodzące się z rewolucji obyczajowej roku 1968, które zatraciły nie tylko poczucie sacrum, ale i elementarnych, szlachetnych wartości. Nie bardzo wierzę w ich przemianę. Starych drzew się nie przesadza. Pocieszające jest to, że również w tych krajach modlą się dynamiczne ruchy i wspólnoty młodzieżowe. Są jak ogniska…

    Na ŚDM do Katowic przyjechała ponad setka młodych ze Wspólnoty św. Jana (kilka tysięcy). Zawstydzili naszą oazową młodzież, opowiadając, że ich Eucharystie poprzedza godzinna adoracja w ciszy.

    Moja siostra przyjęła w czasie ŚDM-u kilkoro francuskich nastolatków. Opowiadali podobne rzeczy. O Eucharystii, adoracji… Byli zmęczeni marazmem Zachodu, negacją chrześcijańskich wartości. Znam podobne ośrodki w Holandii. Tworzą je również młodzi. Nie mam wątpliwości, że ostoją chrześcijaństwa w Europie jest Polska.

    Nie boi się Ksiądz Arcybiskup, że trafi do szufladki „mesjanizm”?

    Jaki mesjanizm? Nie wyciągam haseł z poezji Norwida czy Mickiewicza. Patrzę na fakty. Jeśli znajomi księża ze Szkocji opowiadają mi, że dzięki temu, że Polacy się spowiadają, Szkoci również zaczynają przystępować do tego sakramentu; jeśli irlandzcy biskupi mówią mi, że pod wpływem polskich katolików budzą się Irlandczycy; jeśli widzę, że Różaniec do Granic, który tak znakomicie „wypalił” nad Wisłą, zorganizowano i we Włoszech, i na Zielonej Wyspie, to dlaczego miałbym twierdzić, że nie mamy nic do powiedzenia? To my nadajemy Europie duchowy ton. I dziękujmy za to Bogu.

    Czytam, że na świecie rośnie liczba chrześcijan: o 80 tys. dziennie. To nie jest jakaś kościelna propaganda?

    Nie. Trzeba jedynie popatrzeć dalej, szerzej, poza granice Starego Kontynentu. Paradoksem, którego nie jest w stanie zrozumieć ten świat, jest to, że Kościół tam, gdzie jest najbardziej prześladowany, najszybciej się rozwija. Przez pierwsze trzy wieki w Kościele krew lała się strumieniami. W roku 313, w chwili wydania edyktu mediolańskiego, zrównującego chrześcijaństwo z innymi religiami cesarstwa, w Imperium Rzymskim żyło ok. 40 mln ludzi, w tym, uwaga, aż 6 mln chrześcijan! 15 proc. ludności. Skąd oni się wzięli? Z tej garstki 12 apostołów? Popatrzmy na wieki XVIII i XIX i ogromne prześladowania w Azji, Ameryce Łacińskiej, zerknijmy na Afrykę Zachodnią. Znów fenomen: Kościoły dynamicznie się rozwijały. Tak to działa. Tak działa świadectwo: „Skoro Jezus był w stanie oddać za mnie życie, jestem gotowy poświęcić życie za Niego”. Tertulian miał rację: krew męczenników jest zasiewem Kościoła.

    W krajach, w których wzrasta stopa życiowa, ubywa ludzi w kościołach. Czy nie jest to przyczyną kryzysu zachodniego chrześcijaństwa? Jest rozleniwione, wygodne, zblazowane; trudno przelewać krew za nowego iPhone’a…

    Wystarczy włączyć telewizję, by usłyszeć, w czym ten świat pokłada nadzieję: „kupuj, kupuj, kupuj”. To ślepy zaułek. Dlatego papież Franciszek nieustannie burzy bożki rozleniwionej zachodniej Europy, „punktuje” tych ludzi: „wstańcie z kanapy”, „wyjdźcie z letargu”.

    Czy to, co dzieje się na Czarnym Lądzie, jest naprawdę największą ekspansją chrześcijaństwa w historii? Liczba katolików w Afryce ma przekroczyć liczbę katolików w Europie już za 20 lat. Seminaria duchowne w Ugandzie nie są w stanie pomieścić rzesz kleryków…

    To prawda. Afryka ma mnóstwo powołań. Pamiętajmy jednak, że część z nich ma podłoże socjalne; jest dla tych ubogich ludzi sposobem na stabilne życie. Dlatego największą troską seminariów jest rozeznanie motywów kandydatów na kapłanów. Potrzebna jest solidna weryfikacja i selekcja. Nie chodzi o to, by było mnóstwo kiepskich księży, ale by zostali ci, którzy dadzą czytelne świadectwo. Ale zostawiając tę kwestię na boku: rzeczywiście w Afryce obserwujemy boom powołaniowy. Nie tylko w Ugandzie, również w Nigerii, Ruandzie, Tanzanii, Burundi. To dynamiczny, tętniący życiem Kościół. Powiem szczerze: za każdym razem, gdy przylatywałem do Afryki, zachwycałem się pięknem tego Kościoła. Widziałem ludzi, którzy na Msze św. szli nawet kilkadziesiąt kilometrów, pełne świątynie, porywającą liturgię. Afryka mnie urzekła.

    W 2006 r. w wywiadzie dla telewizji al-Dżazira libijski uczony islamski i dyrektor ośrodka kształcenia imamów szejk Ahmad al-Kataani ubolewał: „Co roku 6 mln muzułmanów przyjmuje chrzest, a średnio co godzinę w samej tylko Afryce 667 muzułmanów przyjmuje wiarę chrześcijańską”. Nie słyszymy o tym zbyt często.

    Problem konwersji z islamu jest niezwykle skomplikowany. Wedle Koranu za konwersję grozi kara śmierci. Nawet w rodzinach mieszanych (znamy przykład Meriam z Sudanu, gdzie część rodziny była chrześcijanami). Presja i straszenie karą śmierci są na porządku dziennym. W Rzymie czytałem o sytuacjach, gdy rodzice zabijali własne dziecko, które zbliżyło się do Kościoła i przyjmowało zachodni styl życia. To nie były jednostkowe przypadki. Jestem pewny (obserwuję to zjawisko od lat), że gdyby nie lęk o życie, wielu muzułmanów dawno przeszłoby na chrześcijaństwo. Poznałem seminarzystę, który po tym, jak wstąpił do seminarium w Afryce, musiał wyjechać do innego kraju, bo grożono mu śmiercią. Inny znajomy, wywodzący się z rodziny muzułmańskiej, po spotkaniu młodych włoskich katolików zachwycił się chrześcijaństwem i wstąpił do seminarium. Jego rodzina wielokrotnie przyjeżdżała do seminarium, by wybić mu to z głowy. Nie załamał się, był twardy. Do dziś pracuje w jednej z włoskich parafii. Wielokrotnie z nim rozmawiałem. „Jak wygląda sytuacja w domu?” – pytałem. „Po latach zimnej wojny i kłótni dziś, gdy przyjeżdżam do rodziny, nie rozmawiamy na temat religii”. Wiem doskonale, że jest wiele nawróceń, konwersji na chrześcijaństwo. Nie wierzę jednak w to, że jest ich tak dużo jak w przytoczonej wypowiedzi imama…

    Socjolog religii prof. Massimo Introvigne w rozmowie z Radiem Watykańskim powiedział: „Islamiści uważają, że zmaganie o to, czy świat będzie muzułmański czy chrześcijański, rozegra się w Afryce. Islam już przegrał tę bitwę, dlatego odpowiada na to bombami”.

    Ludzie żyją w rzeczywistości „islam albo śmierć”, więc nie mają możliwości wyboru. Gdyby nie było karanego śmiercią zakazu konwersji, mnóstwo wyznawców islamu przyjęłoby chrześcijaństwo. Jak długo można żyć w panicznym strachu? To trudny temat. Tu nic nie jest czarno-białe. Media zbyt łatwo chcą nas przekonać, że wojny w Afryce czy na Bliskim Wschodzie mają podłoże religijne. To zbyt prosta i nietrafiona diagnoza. To przede wszystkim walka o władzę, strefę wpływów, pieniądze.

    Chrześcijaństwo i islam skazane są na cywilizacyjny konflikt?

    Nie. I nie są to jedynie pobożne życzenia. Jest mnóstwo miejsc na świecie, gdzie te religie istniały przez wieki obok siebie. Żyły w zgodzie. W pasie środkowej Afryki wyznawcy tych religii żyli w symbiozie. Podobnie w Indonezji, gdzie chrześcijanie i muzułmanie wzajemnie uczestniczą w swych świętach. Problem pojawia się zawsze, gdy zjawią się jednostki fundamentalistyczne i zaczynają swą propagandą zatruwać umysły prostych, ubogich ludzi. To one są ogniskami zapalnymi zmieniającymi spokojne ziemie w tereny spływające krwią. Arcybiskup Dieudonné Nzapalainga ze stolicy Republiki Środkowoafrykańskiej ukrył u siebie imama, bo bronił go przed agresją. Stanowczo zbyt mało mówimy w mediach o takich gestach.

    Wróćmy z podróży dookoła świata na Podlasie. Odetchnął Ksiądz Arcybiskup, zamieniając globus na plany Krynek, Grzybowszczyzny czy Sokółki?

    Nie da się ukryć, że tak. (śmiech) Zachwyciła mnie otwartość tych ludzi, ich zakorzenienie w Kościele, pobożność, serdeczność. Cała niedoceniana w Polsce „ściana wschodnia” to ziemia, na której ludzie żyją wiarą, masowo przystępują do sakramentów. Liczba wspólnot, chociażby samych Przyjaciół Oblubieńca, zakładanych przez jednego z pallotynów, świadczy o tym, że ci ludzie szukają pogłębienia tradycyjnej, przekazywanej z ojca na syna wiary. Niemal każdego tygodnia dowiaduję się o wspólnocie, o której wcześniej nie miałem pojęcia. (śmiech) Właśnie wracam z wypełnionej po brzegi katedry, w której występowało kilkadziesiąt dziecięcych i młodzieżowych chórów śpiewających kolędy. To robi wrażenie. Z naszej katedry przeszły do katedry prawosławnej. Tu naprawdę oddycha się chrześcijaństwem.•

    rozmawiał: Marcin Jakimowicz/Gość Niedzielny – 3/2018

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ***

    PIĄTEK – 15 MARCA

    GODZ. 17.00 – SPRZĄTANIE KOŚCIOŁA

    ADORACJA PRZED NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENTEM – GODZ. 18.00

    NABOŻEŃSTWO DROGI KRZYŻOWEJ – GODZ. 18.30

    MSZA ŚWIĘTA – GODZ. 19.00

    To było jedno z jego ukochanych nabożeństw. Przeżyj Drogę Krzyżową z Janem Pawłem II
    fot. screenshot – YouTube (Radio Maryja)

    ***

    Rozważania według błogosławionego ks. Michała Sopoćki
    (tekst z publikacji „MIŁOSIERDZIE BOGA W DZIEŁACH JEGO”)

    ***

    STACJA I 
    PAN JEZUS NA ŚMIERĆ SKAZANY  

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „Wstydzę się, Panie, stanąć przed świętym obliczem Twoim, bo tak mało jestem do Ciebie podobny. Ty za mnie tyle wycierpiałeś przy biczowaniu, że sama ta męka zadałaby Ci śmierć, gdyby nie wola i wyrok Ojca Niebieskiego, że miałeś umrzeć na krzyżu. A dla mnie rzeczą trudną jest znosić małe uchybienia i ułomności domowników. Ty z miłosierdzia przelałeś tyle krwi dla mnie, a mnie każda ofiara i poświęcenie dla bliźnich wydaje się ciężkie. Ty z niewypowiedzianą cierpliwością i w milczeniu znosiłeś bóle biczowania, a ja narzekam i jęczę, gdy wypadnie znieść dla ciebie jakąś dolegliwość lub wzgardę ze strony bliźniego”.

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA II 
    PAN JEZUS BIERZE KRZYŻ NA SWE RAMIONA 

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „Z głębokim współczuciem pójdę za Jezusem! Zniosę cierpliwie tę przykrość, która mnie dziś spotka, jakże małą dla uczczenia Jego drogi na Golgotę. Wszak za mnie idzie na śmierć! Za moje grzechy cierpi! Jakże mogę być obojętny na to? Nie żądasz ode mnie, Panie, bym niósł z Tobą Twój ciężki krzyż, lecz bym swoje małe krzyże codzienne cierpliwie znosił. Tymczasem dotąd tego nie czyniłem. Wstyd mi i żal tej małoduszności i niewdzięczności mojej. Postanawiam, wszystko co z miłosierdzia swego na mnie włożysz, z ufnością przyjąć i z miłością znosić”.

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA III 
    PAN JEZUS UPADA POD KRZYŻEM 

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „Wziąłeś, Panie, straszliwe brzemię – grzechy całego świata wszystkich czasów na siebie. A wśród tej przerażającej masy grzechów wszystkich ludzi, moje niezliczone grzechy zaciążyły na Tobie brzemieniem przygniatającym i powaliły na ziemię. Dlatego ustają Twe siły. Dalej tego ciężaru unieść nie możesz i upadasz pod nim na ziemię. Baranku Boży, który z miłosierdzia swego gładzisz grzechy świata przez brzemię krzyża Twego, zdejmij ze mnie ciężkie brzemię grzechów moich i zapal ogień miłości Twojej, aby jej płomień nigdy nie ustał”.

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA IV 
    PAN JEZUS SPOTYKA SWOJĄ MATKĘ  

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

     „ Matko Najświętsza, Matko Dziewico, niech żałość Twej duszy i mnie się udzieli! 
    Kocham Cię, Matko Boleściwa, która idziesz tą drogą, jaką kroczył Syn Twój najmilszy – drogą hańby i poniżenia, drogą wzgardy i przekleństwa. Wyryj mnie na swym Niepokalanym Sercu i jako Matka Miłosierdzia, wyjednaj mi łaskę, bym idąc za Jezusem i Tobą, nie załamał się na tej ciernistej drodze kalwaryjskiej, jaką i mnie miłosierdzie Boże wyznaczyło”.

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA V 
    SZYMON CYRENEJCZYK 
    POMAGA PANU JEZUSOWI DŹWIGAĆ KRZYŻ    

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie,  żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „Jak dla Szymona, tak i dla mnie krzyż jest rzeczą przykrą. Z natury wzdrygam się przed nim, wszelako okoliczności zmuszają mnie do oswojenia się z nim. Będę się starał odtąd nieść krzyż swój z usposobieniem Chrystusa Pana. Będę dźwigał krzyż za swe grzechy, za grzechy innych ludzi, za dusze w czyśćcu cierpiące, naśladując najmiłosierniejszego Zbawiciela. Wówczas odbywać będę drogę królewską Chrystusa, a pójdę nią nawet wtedy, kiedy otoczy mnie tłum ludzi wrogich i szydzących”. 

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA VI 
    WERONIKA OCIERA TWARZ PANU JEZUSOWI  

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „Pan Jezus nie cierpi już więcej, dlatego nie mogę podać mu chusty do otarcia potu i krwi. Ale cierpiący Zbawiciel żyje ciągle w swoim ciele mistycznym, w swoich współbraciach, obciążonych krzyżem, a więc w chorych, konających, ubogich i potrzebujących, którzy potrzebują chustki do otarcia potu. Wszak on powiedział: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnie uczyniliście (Mt 25,40). Stanę więc u boku chorego i umierającego z prawdziwą miłością i cierpliwością, aby mu otrzeć pot, aby go wzmocnić i pocieszyć”.

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA VII 
    PAN JEZUS PO RAZ DRUGI UPADA POD KRZYŻEM 

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „Panie, (…) jak możesz tolerować jeszcze mnie grzesznego, który obrażam Cię grzechami codziennymi po niezliczone razy? Mogę to wytłumaczyć tylko wielkością miłosierdzia Twojego, tym że czekasz jeszcze mej poprawy. Oświeć mnie Panie, światłością łaski swojej, bym mógł poznać wszelkie zdrożności i złe skłonności moje, które spowodowały Twój powtórny upadek pod krzyżem i bym odtąd systematycznie je tępił. Bez łaski Twojej nie potrafię ich się wyzbyć. Przeto proszę i ufam, że miłosierdzie Twoje mnie wspomoże”. 

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA VIII 
    PAN JEZUS POCIESZA PŁACZĄCE NIEWIASTY  

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „I dla mnie jest czas miłosierdzia Bożego, ale ograniczony. Po upływie tego czasu nastąpi wymiar sprawiedliwości, o której Pan Jezus groźnie wspomina. (…) Na mnie ciążą liczne winy, toteż więdnę i usycham z bojaźni, ale pomimo tego pójdę śladami Chrystusa, przejmę się skruchą i będę czynić zadość sprawiedliwości przez szczerą pokutę. Do tej pokuty pobudza mnie potęga Boga i powinność służenia Mu. Do tej pokuty pobudza mnie nieskończone miłosierdzie Jezusa, który koronę chwały zamienił na cierniową i wyszedł mnie poszukiwać, a odnalazłszy przytulił do swego Serca”.

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA IX 
    PAN JEZUS UPADA POD KRZYŻEM PO RAZ TRZECI  

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „Za mnie cierpi Jezus i za mnie upada pod krzyżem! Gdzie byłbym dziś bez tych cierpień Zbawiciela? Z otchłani piekielnej wyrywa nas tylko Zbawiciel. (…) Dlatego wszystko, co dziś mamy i czym jesteśmy w znaczeniu nadprzyrodzonym, zawdzięczamy tylko męce Pana Jezusa. Nawet niesienie naszego krzyża nic nie znaczy bez łaski. Dopiero męka Zbawiciela czyni skruchę naszą zasługującą, a pokutę skuteczną. Dopiero miłosierdzie Jego, ujawnione w potrójnym upadku, jest rękojmią mojego zbawienia”.

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA X 
    PAN JEZUS Z SZAT OBNAŻONY  

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „Przy tej strasznej tajemnicy obecna była Matka Najświętsza, która wszystko widziała, słyszała i wszystkiemu się przypatrywała. Można sobie wyobrazić, jakie przeżywała boleści wewnętrzne, widząc Syna swego głęboko zawstydzonego, w pokrwawionej nagości, kosztującego gorzki napój, do którego i ja dolewałem gorycze przez grzech nieumiarkowania w jedzeniu i piciu. Pragnę odtąd i postanawiam, przy pomocy łaski Bożej, praktykować rozumne umartwienie w tej materii, by nagość mej duszy nie obrażała oka Pana Jezusa ani jego Niepokalanej Matki”.

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA XI 
    PAN JEZUS PRZYBITY DO KRZYŻA 

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „Stańmy w myślach naszych na Golgocie pod krzyżem Pana Jezusa i rozważajmy straszną scenę. Pomiędzy niebem i ziemią wisi Zbawiciel za miastem, odtrącony od swego ludu, wisi jak zbrodniarz między dwoma zbrodniarzami, jako obraz najstraszliwszej nędzy, opuszczenia i boleści. Ale jest On podobny do wodza, który podbija narody – nie mieczem i orężem, ale krzyżem – nie w celu ich zniszczenia, ale w celu ocalenia. Bo też krzyż Zbawiciela stanie się odtąd narzędziem chwały Bożej, sprawiedliwości i nieskończonego miłosierdzia”.

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA XII 
    PAN JEZUS UMIERA NA KRZYŻU 

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „Nikt nie towarzyszył tej czynności ofiarnej z tak cudownymi i odpowiednimi uczuciami i myślami jak Matka Miłosierdzia, jak przy poczęciu i narodzeniu zastępowała całą ludzkość, adorując i miłując gorąco Pana Zastępów, tak i przy śmierci swego Syna adoruje martwe ciało wiszące na krzyżu, boleje nad nim, ale zarazem pamięta i o swych dzieciach przybranych. Przedstawicielem ich jest Jan Apostoł i nowonawrócony umierający łotr, za którym wstawiła się do Syna. Wstaw się i za mną, Matko Miłosierdzia, pomnij i na mnie, gdy w mej agonii będę polecać Ojcu swego ducha”.

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA XIII 
    ZDJĘCIE Z KRZYŻA CIAŁA PANA JEZUSA 

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „Najmiłosierniejszy Zbawicielu, czyje serce zdoła się oprzeć porywającej i kruszącej wymowie, z jaką przemawiasz do nas przez niezliczone rany Twego martwego ciała, spoczywającego na łonie Twojej Bolesnej Matki? (…) każdy czyn Twój wystarczyłby dla przebłagania sprawiedliwości i zadość uczynienia za zniewagi. Ale obrałeś ten rodzaj Odkupienia, aby pokazać wielką cenę duszy naszej i swoje bezgraniczne Miłosierdzie, by nawet największy grzesznik mógł z ufnością i skruchą przystąpić do Ciebie i otrzymać odpuszczenie, jak otrzymał je konający łotr”.

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA XIV 
    ZŁOŻENIE DO GROBU CIAŁA PANA JEZUSA 

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „Matko Miłosierdzia, wybrałaś mnie za dziecko swoje, abym stał się bratem Jezusa, którego opłakujesz po złożeniu do grobu! (…) Nie zważaj na moją słabość, niestałość i niedbalstwo, które opłakuję bez przerwy, i wyrzekam się ich ustawicznie. Ale wspomnij na wolę Pana Jezusa, który mnie oddał pod Twoją opiekę. Spełnij tedy względem mnie niegodnego swe posłannictwo, dostosuj łaski Zbawiciela do mojej słabości i bądź dla mnie zawsze Matką Miłosierdzia!”.

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    (www.faustyna.eu)

    ___________________________________________________________________________________________

    Patrz na Ukrzyżowanego!

    Św. Franciszek i męka Chrystusa

    Patrz na Ukrzyżowanego! I pamiętaj, że to On  pierwszy na ciebie spojrzał i nigdy nie przestanie na ciebie patrzeć.

    Patrz na Ukrzyżowanego! I pamiętaj, że to On pierwszy na ciebie spojrzał i nigdy nie przestanie na ciebie patrzeć.
    fot. Henryk Przondziono/Gość Niedzielny

    ***

    W jego pismach próżno szukać określenia „Ukrzyżowany”. Nie znajdziemy w nich również opisów męki Chrystusa. A jednak dwa lata przed śmiercią Pan naznaczył św. Franciszka cielesnymi śladami swojego cierpienia.

    San Damiano i La Verna. Dwa krzyże i dwa spotkania. Początek młodego Jana Bernardone i kulminacja jego doświadczenia duchowego. „Wszystkie dążenia męża Bożego, tak publiczne, jak prywatne, obracały się wokół krzyża Pańskiego i od samego początku jego rycerskiej służby Ukrzyżowanemu rozbłyskały wokół niego różne tajemnice krzyża” – pisał biograf Biedaczyny Tomasz z Celano. – To jedno zdanie pomaga zrozumieć, jakie miejsce zajmuje w życiu św. Franciszka doświadczenie stygmatów – uważa o. Andrzej Zając OFM Conv. Jak dodaje, są one kluczem do interpretacji wszystkiego, co wydarzyło się w historii asyżanina i jego duchowych synów. W ich świetle rozumiemy też, na czym polega istota franciszkańskiej duchowości pasyjnej.

    Spojrzenie anioła

    Przypomnijmy okoliczności pierwszej w historii Kościoła stygmatyzacji. Jest rok 1224. Minęło kilka miesięcy od urządzenia w Greccio inscenizacji narodzenia Pana Jezusa. Franciszek udaje się na górę La Verna, gdzie trwa na modlitwie i czterdziestodniowym poście ku czci Michała Archanioła. Najprawdopodobniej 14 września rano, w święto Podwyższenia Krzyża Świętego, ukazuje mu się anioł o sześciu skrzydłach, przybity do krzyża. „Gdy święty sługa Najwyższego ujrzał to widzenie, jak najbardziej zadziwił się, ale nie wiedział, co ono miało dlań znaczyć. Bardzo się ucieszył i mocno uradował miłym i łaskawym względem, z jakim Serafin patrzył na niego. Jego piękno było niezwykle urzekające, ale całkowicie przejmowało trwogą jego przybicie do krzyża i udręczenie męką” – relacjonuje Tomasz z Celano. Franciszek był świadomy spojrzenia ukrzyżowanego anioła. Biograf Biedaczyny drobiazgowo opisał też rany, które podczas tego widzenia pojawiły się na jego ciele: przebite ręce i stopy, wielkość i kształt gwoździ kaleczących skórę, krwawiącą bliznę prawego boku, „tak, że po wiele razy jego tunika i spodnie były spryskane świętą krwią”. Bolesne pamiątki męki Zbawiciela święty ukrywał nie tylko przed obcymi, nawet najbliżsi bracia przez długi czas o nich nie wiedzieli.

    Na górze La Verna Franciszek po raz pierwszy fizycznie doświadczył śladów tortur krzyża, ale wewnętrzne stygmaty wycisnęły się na jego sercu o wiele wcześniej, na samym początku duchowej drogi, pod krzyżem w San Damiano. Tomasz relacjonuje, że od chwili, gdy Ukrzyżowany spojrzał na niego z miłością i poprosił: „Idź, napraw mój dom, który cały idzie w ruinę”, duszę Franciszka „przebiło współcierpienie z Ukrzyżowanym” i „wycisnęły się wówczas na jego sercu, choć jeszcze nie na ciele, stygmaty czcigodnej Męki”.

    Jezusowe cierpienie na krzyżu sprawiało pokornemu bratu mniejszemu ból nie do opisania. Jak opowiadano, wciąż o tym rozmyślał, nie mógł powstrzymać się od łez, „głośno płakał nad męką Chrystusa” i „wzdychaniami napełniał drogi”. Nie dawał się pocieszyć, gdy tylko wspomniał rany Zbawiciela.

    Tomasz opisywał różne wydarzenia i cuda związane ze stygmatami Franciszka. – Utkwił mi bardzo w pamięci opis walk, podczas których jeden z wojowników padł, a jego szyja została przebita mieczem. Krwawił, a ludzie nie wiedzieli, co robić. W pewnym momencie zobaczyli, że ten miecz wyskoczył sam z przebitej szyi mężczyzny. Okazało się, że ten człowiek – czciciel św. Franciszka – miał w tym czasie widzenie, podczas którego asyżanin podszedł i wyciągnął z niego miecz – opowiada o. Zając. Jednak od nadzwyczajnych cudów i znaków ważniejsze są szacunek i cześć, jaką naśladowcy Franciszka oddawali wizerunkowi krzyża. Znamienne jest – zwraca uwagę o. Zając – że kojarzący się z franciszkanami i umiłowany przez ich duchowego ojca znak Tau nie zawiera szczegółów męki, jak np. krzyż saletyński, który na poziomej belce ma z jednej strony obcęgi, z drugiej młotek. – Tau nie pokazuje ukrzyżowania w wymiarze fizycznym, tylko zwraca uwagę na owoce męki Chrystusa – podkreśla franciszkanin.

    – Ukrzyżowanego w pismach św. Franciszka nie ma. Franciszek ani razu nie używa miana „Ukrzyżowany”. Jest mowa o krzyżu, o ukrzyżowaniu. Oczywiście Franciszek mówił o Jezusie Ukrzyżowanym, bo wokół tajemnicy krzyża koncentrowało się jego życie duchowe, ale próżno tu szukać obrazowych opisów męki – zauważa autor biografii asyskiego brata pt. „Bóg jest piękny”. Dla Franciszka Pismo Święte jest słowem krzyża. Czytał je, by poznawać w nim Pana. Wyznał niegdyś jednemu z braci, że tyle już zajmował się Pismem, iż wystarczy mu go do rozmyślania i rozważania. „Więcej nie potrzebuję, bo wystarczy mi, że wiem, iż Chrystus był ubogi i ukrzyżowany” – miał powiedzieć święty. – To zaś powinno skłonić chrześcijan do zadania sobie takiego samego pytania: do czego prowadzi moje czytanie słowa Bożego? Czy dochodzę dzięki tej lekturze do przekonania, że Chrystus był ubogi i ukrzyżowany? Bo kiedy to zrozumiem, będę mógł powiedzieć, że pojąłem, o co chodzi w Biblii – wskazuje o. Zając.

    Trzy modlitwy

    O cierpieniu Zbawiciela Franciszek myśli inaczej niż ludzie jego epoki, lubujący się w naturalistycznych szczegółach. W jaki sposób? Tu, jak zachęca franciszkański zakonnik, można wskazać trzy momenty, trzy modlitwy Franciszka związane wprost z krzyżem. Na ich podstawie da się prześledzić jego duchowy rozwój i dojrzewanie wrażliwości pasyjnej.

    Pierwsza z nich, zwana modlitwą przed krucyfiksem lub modlitwą w godzinie nawrócenia, została odmówiona przez Franciszka w San Damiano: „Najwyższy, chwalebny Boże, rozjaśnij ciemności mego serca i daj mi, Panie, prawdziwą wiarę, niezachwianą nadzieję i doskonałą miłość, zrozumienie i poznanie, abym wypełniał Twoje święte i prawdziwe posłannictwo”. Druga, zapisana w „Testamencie” umbryjskiego świętego, jest dobrze dziś znana z nabożeństwa Drogi Krzyżowej: „Wielbimy Cię, Panie Jezu Chryste, tu i we wszystkich kościołach Twoich, które są na całym świecie, i błogosławimy Tobie, że przez święty krzyż Twój odkupiłeś świat”. Ostatnia powstała na górze La Verna. To modlitwa uwielbienia w odpowiedzi na dar stygmatów. Franciszek, co charakterystyczne, nie zwraca się w niej do Ukrzyżowanego, ale do Boga Ojca. Jemu oddaje cześć, wyznaje miłość i zachwyt nad dziełem zbawienia.

    – W pierwszej modlitwie uwydatnia się „ja” Franciszka, który prosi o duchowe dary dla siebie. W drugiej modlitwie jego świadomość się rozszerza, już nie myśli tylko o sobie, myśli o wspólnocie Kościoła i o braciach. W trzeciej modlitwie znika „ja” Franciszka i „my” wspólnoty. Jest już tylko „Ty” Boga Ojca – wyjaśnia duchową drogę Biedaczyny o. Zając. – Franciszek odkrywa, że najbardziej jest, gdy jest wobec Boga, który nadaje sens jego życiu. Nie zajmuje się sobą ani nikim innym, tylko Bogiem Ojcem – dodaje.

    Dowód miłości

    W duchowości krzyża św. Franciszka z Asyżu ważny jest jeszcze jeden aspekt. – Kiedy mówi on o męce, śmierci i krzyżu Chrystusa, to zawsze widzimy w tym relację Syna do Ojca – podkreśla o. Andrzej Zając. Przykład? Modlitwa Jezusa w Ogrójcu, w której święty dostrzegał przede wszystkim wolę Ojca oddającego ukochanego Syna, aby Ten „ofiarował się na ołtarzu krzyża nie za siebie, zostawiając nam przykład, abyśmy szli Jego śladami”. – Warto zwrócić uwagę na dwie relacje: Jezusa do Ojca, a potem Jezusa do nas. Zbawiciel przecież cierpiał na krzyżu ze względu na nas, więcej – to nam zostawił przykład, jak mamy Go naśladować. Męka Chrystusa jest też ostatecznym argumentem dla postępowania braci – komentuje zakonnik.

    Święty Franciszek w swoich „Napomnieniach” pokazuje nie tylko wzniosłość i godność człowieczeństwa, ale też jego aspekt negatywny, upadek natury ludzkiej. „Nawet złe duchy nie ukrzyżowały Go, lecz to ty wraz z nimi ukrzyżowałeś Go i krzyżujesz Go nadal przez upodobanie w wadach i grzechach” – wskazuje braciom. Natomiast osobiste krzyże, dźwigane na ziemi przez każdego człowieka, wiąże z krzyżem Chrystusa – Dobrego Pasterza, który poniósł mękę krzyżową dla zbawienia swoich owiec.

    – Jaki jest powód, byśmy miłowali nieprzyjaciół? – pyta dalej za św. Franciszkiem jego duchowy syn. – Bo Pan nasz, Jezus Chrystus, którego śladami mamy postępować, swojego zdrajcę nazwał przyjacielem – odpowiada. Dla Franciszka Ukrzyżowany jest jednak przede wszystkim punktem odniesienia, wzorem postawy godnej dzieci Bożych. To dlatego nie skupia się on na poszczególnych elementach męki i ukrzyżowania, ale koncentruje uwagę na miłości, która objawia się w krzyżu. Patrzy na wydarzenie zbawcze, nie na okropieństwa męki i udręk znoszonych przez Syna Bożego. – Duchowość franciszkańska wielu ludziom kojarzy się z duchowością pasyjną. I słusznie, ale nie jest to duchowość cierpiętnicza, zawsze przebija z niej miłość Boga, która nas zbawia.

    Śmierć, która jest życiem

    Papież Franciszek, najbardziej franciszkański spośród jezuitów, zastanawiał się kiedyś w Asyżu, skąd zaczęła się droga jego patrona ku Chrystusowi. „Wychodzi ona od spojrzenia Jezusa na krzyżu: pozwolić, aby On na nas patrzył w chwili, kiedy oddaje za nas swoje życie i pociąga nas do siebie” – mówił. Takiego spojrzenia doświadczył Franciszek zarówno w San Damiano, jak i na górze La Verna. Ukrzyżowany, który patrzy z miłością na pokornego brata mniejszego z Asyżu, nie jest martwy, lecz żywy. „Ukrzyżowany nie mówi nam o porażce, o niepowodzeniu. Paradoksalnie mówi nam o śmierci, która jest życiem, która rodzi życie, ponieważ mówi nam o miłości, ponieważ jest miłością Boga Wcielonego, a miłość nie umiera, wręcz przeciwnie – zwycięża zło i śmierć” – podkreślał papież, dodając, że człowiek, który pozwala, by spojrzał na niego ukrzyżowany Jezus, zostanie stworzony na nowo. „Stąd wynika wszystko – jest to doświadczenie łaski, która przemienia, doświadczenie bycia kochanym bez zasługi, choć jesteśmy grzesznikami” – stwierdził.

    „Patrz na Ukrzyżowanego” – to wezwanie wypełniło się w historii Franciszka, pierwszego stygmatyka w Kościele katolickim, ale jest skierowane do chrześcijan wszystkich czasów. – Warto pamiętać, o czym mówi życie Biedaczyny, że to On pierwszy na nas spojrzał i nigdy nie przestanie na nas patrzeć – podsumowuje o. Andrzej Zając.

    Magdalena Dobrzyniak/Gość Niedzielny

    ______________________________________________________________________________________________________________

    SOBOTA – 16 MARCA

    This image has an empty alt attribute; its file name is image-2-e1673870873179-1024x683.png

    KAPLICA IZBA JEZUSA MIŁOSIERNEGO – 4 PARK GROVE TERRACE, GLASGOW G3 7SD

    GODZ. 10.00 – GODZINKI KU CZCI NIEPOKALANEJ NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY

    SPOTKANIE BIBLIJNE NA TEMAT KOBIET W PIŚMIE ŚWIĘTYM

    ***

    W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA OD GODZ. 17.00 – SPOWIEDŹ ŚW.

    O GODZ. 18.00 – MSZA ŚW. WIGILIJNA Z V NIEDZIELI WIELKIEGO POSTU

    PO MSZY ŚWIĘTEJ – MODLITWA RÓŻAŃCOWA PRZED NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENTEM W INTENCJI PRAWDZIWEGO POKOJU, KTÓRY DAJE TYLKO CHRYSTUS PAN

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Modlitwa do św. Michała Archanioła.

    Dlaczego św. Jan Paweł II zachęcał do jej odmawiania?

    Michał Archanioł

    Martinidry – shutterstock

    ***

    100 lat po tym, jak Leon XIII napisał swoją słynną modlitwę, św. Jan Paweł II prosił katolików do odnowienia zwyczaju jej odmawiania.

    Jak Leon XXIII ułożył modlitwę do Michała Archanioła


    Modlitwa do Michała Archanioła została ułożona w 1884 r. przez papieża Leona XIII. Po odprawieniu Mszy świętej papież pozostał w kościele, aby odmówić modlitwę dziękczynienia przy ołtarzu. Pod koniec usłyszał dialog – rozmowę dwóch głosów, z których jeden był łagodny, a drugi ostry. Przypominało to trochę „targowanie” się Szatana z Bogiem zapisane w Księdze Hioba.

    Szatan przechwalał się w ten mniej więcej sposób: choć Jezus powiedział, że bramy piekielne nie przemogą Kościoła, to on mógłby go zniszczyć, „gdyby tylko miał trochę czasu i mocy – w 75 do 100 lat”.

    Według ojca Domenico Pechenino, który zeznawał jako świadek tego wydarzenia, twarz papieża Leona, słyszącego ten dialog, wyrażała przerażenie i trwogę. W końcu jednak – wróciwszy do swoich zmysłów – lekko, ale zdecydowanie uderzył dłonią w blat i wstał. Udał się do swojego prywatnego gabinetu.

    Jego asysta podążyła za nim z niepokojem i troską, szepcąc: „Ojcze Święty, czy dobrze się czujesz? Potrzebujesz czegoś?”. Odpowiedział: „Nie, nie”. Około pół godziny później wezwał sekretarza jednej z kongregacji i wręczając mu kartkę papieru, poprosił o rozesłanie jej treści do wszystkich biskupów ordynariuszy na całym świecie.

    Modlitwa do Michała Archanioła odmawiana na koniec Mszy św.

    Modlitwa ta została rozpowszechniona jako modlitwa do św. Michała Archanioła. Dwa lata później papież Leon XIII zadekretował, że będzie ona odmawiana na koniec Mszy św. w całym Kościele. Po Soborze Watykańskim II odstąpiono od tego obowiązku, ale zalecano, aby wierni kontynuowali odmawianie jej prywatnie.

    Sto lat po tym, jak Leon XIII ułożył swoją modlitwę, św. Jan Paweł II – nie przywracając oficjalnie praktyki modlitwy po Mszy św. – prosił wszystkich katolików, aby powrócili do tego błagania adresowanego do Księcia Aniołów.

    W 1984 r. – podczas międzynarodowego Roku Rodziny – przestrzegał, że los ludzkości jest w poważnym niebezpieczeństwie i wzywał ludzi Kościoła do odmawiania tej modlitwy codziennie, aby pokonać siły ciemności i zła na świecie.

    W swoim rozważaniu po „Regina Coeli” w niedzielę, 24 kwietnia 1994 r. św. Jan Paweł II także przywołał modlitwę papieża Leona XII, mówiąc: „Niech ta modlitwa umacnia nas do walki duchowej, o której mowa w Liście do Efezjan: W końcu bądźcie mocni w Panu – siłą Jego potęgi (Ef 6, 10). A jest to ta sama walka, do której odnosi się Apokalipsa, przywołując przed nasze oczy obraz św. Michała Archanioła. Przed oczami papieża Leona XIII była zapewne właśnie ta scena, kiedy pod koniec XIX stulecia zapoczątkował specjalną modlitwę do św. Michała”.

    Modlitwa do św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele!
    Wspomagaj nas w walce,
    a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha
    bądź naszą obroną.
    Oby go Bóg pogromić raczył,
    pokornie o to prosimy,
    a Ty, Wodzu niebieskich zastępów,
    Szatana i inne duchy złe,
    które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą,
    mocą Bożą strąć do piekła. Amen.

    Aleteia.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Liturgia wróciła do korzeni

    Najświętsza ofiara sprawowana w bazylice kolegiackiej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Krzeszowie.

    Najświętsza ofiara sprawowana w bazylice kolegiackiej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Krzeszowie/fot.Józef Wolny/Gość Niedzielny
    ***

    Myślę, że Msza, którą odprawiał św. Piotr,bardziej przypominała tę naszą, współczesną,niż np. tę z XVIII wieku, kiedy barok podkreślał„święty teatr” przez architekturę,złoto i piękne paramenty – mówi ks. dr Andrzej Hoinkis, liturgista.

    Agnieszka Huf: Niedawno minęło 60 lat od uchwalenia pierwszego dokumentu soborowego – Sacrosanctum concilium, Konstytucji o Liturgii Świętej. Tego dnia przypadła 400. rocznica zakończenia Soboru Trydenckiego. Ta data nie wydaje się przypadkowa…

    Ks. dr Andrzej Hoinkis: Na pewno wybór daty był świadomą decyzją. Zresztą wydanie mszału po Soborze Watykańskim II odbyło się w 500. rocznicę wydania mszału po Soborze Trydenckim. Ale nie było tak, że przyspieszano pracę nad konstytucją, aby zdążyć z jej ogłoszeniem w konkretnym dniu – to było dzieło dobrze przygotowane. Kwestia liturgii żyła bardzo mocno w świadomości katolików w latach 50. i 60. XX wieku, aktywnie działał Ruch Liturgiczny, odkrywano nowe teksty źródłowe. To wszystko było procesem, który przygotował do zajęcia się na soborze liturgią.

    Sam Sobór Watykański II to też nie było nagłe wydarzenie – Jan XXIII nie obudził się przecież pewnego dnia z myślą, że zwoła sobór. Proces, którego był on finałem, zaczął się już w końcówce XIX wieku…

    Nawet wcześniej, bo Sobór Watykański I, obradujący w latach 1869–1870, nie został zakończony i w Kościele żywa była myśl, że należy do niego wrócić. XX wiek przyniósł wiele zmian – I wojna światowa mocno wstrząsnęła Europą i Kościołem, II wojna światowa tym bardziej. Po niej pojawił się w myśleniu światowym pozytywistyczny trend: „wszystko jesteśmy w stanie zmienić”. Mimo eskalacji zła, która objawiła się w latach wojny, społeczeństwa bardzo szybko się odradzały. XX wiek to też czas wielkich zmian mentalnych – chociażby rewolucja 1968 roku, która przecież nie wybuchła z dnia na dzień, tylko narastała przez lata. Myślę, że papież słuchał Ducha Świętego, miał wyczucie, że pewne rzeczy trzeba uprzedzić, uporządkować, żeby nie obudzić się „z ręką w nocniku”.

    Wspomniał Ksiądz o Ruchu Liturgicznym. Co to takiego?

    Ruch Liturgiczny rozpoczął się we Francji w opactwach benedyktyńskich w XIX wieku. Co ciekawe, u jego początków leżało odkrycie, że mszał potrydencki z 1570 r. jest bardzo bogaty w treści – często bardziej niż mszały diecezjalne, z których we Francji w XIX w. powszechnie korzystano. Dlatego Ruch Liturgiczny doprowadził do powszechniejszego przyjęcia mszału potrydenckiego w wielu diecezjach francuskich i niemieckich; sprawił, że do doceniono piękno liturgii rzymskiej. Równocześnie odkrywano i opracowywano starożytne źródła pokazujące historię Kościoła i liturgii w czasach starożytnych. Mszał potrydencki to w większości mszał Kurii Rzymskiej z XII wieku, bo kiedy trwał Sobór Trydencki, naukowcy czy liturgiści nie mieli starszych źródeł. Tymczasem w XIX i XX wieku odkryto i opracowano teksty z pierwszych wieków chrześcijaństwa, dzięki czemu zauważono, że obowiązująca liturgia jest mocno sklerykalizowana. Na przykład święty Justyn w pisanej w II wieku Apologii wspomina, że w czasie liturgii posługiwali lektorzy, którzy czytali Pismo Święte, że słowo Boże było wiernym wyjaśniane – to wszystko na skutek różnych procesów w Kościele stopniowo zanikło. Ruch Liturgiczny postulował pójście głębiej niż XII wiek, na którym zatrzymała się reforma liturgii po Soborze Trydenckim. Stopniowo sięgano do korzeni, do starożytnych tekstów, do żywszego udziału wiernych w Mszy, a nie tylko biernego jej słuchania. Pojawiały się próby przybliżenia Eucharystii wiernym – na przykład kapłan sprawował Mszę po łacinie, ale ludzie odpowiadali w języku narodowym. To wszystko działo się powoli, latami, ale u początków XX wieku potrzeba rozumienia przez wiernych, co się dzieje w czasie Mszy, była już bardzo nabrzmiała.

    Jednak sprawa liturgii wydawała się już przesądzona – Pius V w bulli Quo primum tempore w 1570 r. napisał przecież: „będzie odtąd bezprawiem na zawsze w całym świecie chrześcijańskim śpiewanie albo recytowanie Mszy św. według formuły innej niż ta przez Nas wydana”, czyli niejako „zabetonował” Mszę.

    Warto się zastanowić, czy naprawdę Pius V miał intencję „zamrożenia” liturgii. Trzeba spojrzeć na kontekst historyczny: Sobór Trydencki był reakcją na reformację. Pius V nie zabronił stosowania ani rytu ambrozjańskiego, ani innych rytów, które istniały wtedy w Kościele zachodnim i były prawnie obowiązujące. Mszał wydany po Soborze Trydenckim także nie obowiązywał z automatu na całym świecie – aż do XIX wieku w wielu diecezjach francuskich czy niemieckich obowiązywały mszały diecezjalne, które powstały na długo przed soborem. Jeśli tradycja ich używania była starsza niż 200 lat, to diecezje mogły je zachować. 

    Piusowi V chodziło o uchronienie liturgii przed naleciałościami protestanckimi? 

    W dużej mierze tak. Papież chciał zabezpieczyć Mszę przed protestantyzacją. Ale diecezje, które miały księgi liturgiczne starsze niż 200 lat, mogły je zachować. Żeby było ciekawiej proces przyjęcia mszału potrydenckiego nałożył się na wynalazek Gutenberga, który ułatwiał masowy druk. Stąd wydanie mszału w dużym nakładzie było tańsze niż wydanie niewielkiej liczby egzemplarzy lokalnych ksiąg. Polskie diecezje, które wówczas istniały – gnieźnieńska czy krakowska – mogły zachować swoje mszały. Jednak ze względów ekonomicznych oraz z uwagi na uchwały synodów (np. piotrkowskiego z 1577 r.) przyjęły księgi liturgiczne wydane po Soborze Trydenckim. Stwierdzenie, że Pius V zobowiązał czy zmusił cały Kościół do odprawiania Mszy św. według mszału z 1570 r., nie jest prawdziwe.

    Czyli pojęcie „Mszy wszech czasów” nie jest poprawne?

    To błędne pojęcie, myślę, że nie ma czegoś takiego jak „Msza wszech czasów”. Inaczej sprawowali ją apostołowie, inaczej np. św. Ambroży czy św. Augustyn, a jeszcze inaczej Kościół po Soborze Trydenckim. Można by o takiej mówić, gdyby Jezus, zakładając Kościół, od razu wręczył uczniom mszał z odpowiednimi tekstami i sposobem celebracji. Mówienie o „Mszy wszech czasów” jest ahistorycznością.

    Z Soborem Watykańskim II kojarzy się najczęściej wprowadzenie języków narodowych do liturgii i odprawianie Mszy św. przez księdza zwróconego twarzą do ludzi. Ale wczytując się w Konstytucję o Liturgii Świętej, można zauważyć, że akcent położony jest na samą teologię liturgii. Jakie najważniejsze kwestie porusza ta konstytucja?

    Proszę nie zapominać, że pierwotnie w liturgii posługiwano się językami narodowymi. Język łaciński w starożytnym Rzymie był językiem tych ludzi, którzy we Mszy św. uczestniczyli. Także i odprawianie jej twarzą czy plecami do ludu jest uproszczeniem. Chodziło o coś innego – o zwrócenie się na wschód, w stronę „Wschodzącego Słońca”, czyli Zmartwychwstałego. Przez wieki papieże przy konfesji św. Piotra sprawowali Mszę św. twarzą do ludu. Przed Soborem Watykańskim II biskup Karol Wojtyła w 1958 roku w Tyńcu odprawiał pasterkę także twarzą do ludu. Ani mszał potrydencki nie nakazywał odprawiania Mszy tyłem do ludu, ani ten powatykański nie nakazuje robienia tego twarzą do ludu. To są rzeczy drugorzędne. Konstytucja przypomniała, że liturgia to nie jest dzieło celebransa, ale przede wszystkim samego Boga i całego Kościoła, a wierni mają prawo w niej pobożnie i czynnie uczestniczyć, a nie tylko być jej biernymi świadkami. 

    Wcześniej Msza była trochę teatrem jednego aktora – ksiądz robił coś przy ołtarzu, a ludzie nie do końca rozumieli, co się dzieje.

    Ludzie często nie mieli pojęcia, co dzieje się na Mszy. Nie znali łaciny, nie mogli także usłyszeć, jakimi tekstami celebrans się modli. Mogło to być takie „magiczne”… Stąd zresztą wziął się zwrot „hokus-pokus” jako symbol magicznego zaklęcia. Pochodzi on od słów konsekracji: hoc est enim corpus meum. Prawdopodobnie ministranci – bo oni, będąc najbliżej ołtarza, mogli usłyszeć wypowiadane modlitwy – tak przekręcili te słowa i zwrot wszedł do obiegu. Dopiero w XIX wieku popularne stały się mszaliki, w których wyjaśniony był przebieg liturgii, i dzięki temu wierni mogli lepiej „uczestniczyć” we Mszy św. Sobór Watykański II przywrócił liturgię do stanu zbliżonego do tego, który istniał na początku chrześcijaństwa. Kiedy sięgniemy do wspomnianej Apologii Justyna, w której dwa razy opisana jest Msza starożytnego Kościoła, to zobaczymy, że podkreślone jest w niej współuczestnictwo, a nie podział na biernych wiernych i działającego kapłana. Myślę, że Msza, którą odprawiał św. Piotr, bardziej przypominała tę naszą, współczesną, niż np. tę z XVIII wieku, kiedy barok podkreślał „święty teatr” przez architekturę, złoto i piękne paramenty – co oczywiście na tamte czasy mogło być najlepszą drogą. Zmiana sposobu myślenia stała się możliwa dzięki odkryciu tekstów starochrześcijańskich, do których twórcy mszału potrydenckiego nie mieli dostępu.

    Ta zmiana dla wielu musiała być szokiem…

    Tekst Sacrosanctum concilium i tak jest „konserwatywny” – nie wiem, jak wyglądałby tekst tej konstytucji, gdyby uchwalono ją na koniec soboru. Zupełnie inaczej wyglądają późniejsze dokumenty, choćby konstytucja Gaudium et spes. Wielu spodziewało się, że ta zmiana pójdzie dużo dalej – przykładem może być Hans Küng. W efekcie w USA i w krajach Europy zachodniej wielu teologów stwierdzało, że ten tekst nie jest taki, jaki być powinien, i odwoływało się do tzw. ducha liturgii czy ducha soboru, a nie do samego tekstu.

    Początkowo nawet abp Lefebvre, który dziś jest symbolem sprzeciwu wobec zmian posoborowych, podpisał ten dokument, nie wysuwając zastrzeżeń. Więc jak to się stało, że niektóre środowiska traktują dziś sobór jako moment zniszczenia liturgii?

    Sobór Watykański II nie zniszczył liturgii. Tu dużą rolę odegrali wspomniany „duch liturgii” i… dziennikarze! Jeśli zajrzymy do książki P. Seewalda Benedykt XVI. Życie, to bardzo wyraźnie zauważymy różnicę: Joseph Ratzinger pracował systematycznie, źródłowo, a Hans Küng „pracował” z mediami, urabiał je. Mówił to, co media chciały usłyszeć, i przez to kreował np. „ducha liturgii”. W usta ojców soborowych wkładał to, co wydawało mu się słuszne. Ale Küng nie był sam – było więcej osób, które powołując się na „ducha soboru” i na to, co ich zdaniem powinien on uchwalić, kształtowały opinię publiczną, wtedy jeszcze bardzo katolicką. Rozdmuchiwały ogniska potrzebne im do tego, żeby urabiać czy forsować kwestie, które z litery soboru nie wynikały. Zresztą nie chodzi tu tylko o liturgię, ale o całą teologię.

    Krytycy mówią, że miała być ewolucja i reforma, a wyszła rewolucja i deforma…

    Skąd się w ogóle wzięły we współczesnym Kościele tendencje tradycjonalistyczne i mówienie o deformie? Postawiłbym tezę, że gdyby reforma liturgiczna po Soborze Watykańskim II w całym Kościele postępowała tak, jak to było robione w Polsce, prawdopodobnie dziś nie byłoby z tym problemu. U nas zmiany wprowadzano powoli, z rozmysłem. Kardynał Wyszyński nie był strażakiem gaszącym ogień Ducha, tylko człowiekiem rozsądnie myślącym. W Polsce Kościół był w bardzo specyficznej sytuacji pewnego rodzaju „podziemia” – byliśmy cały czas kontrolowani przez UB, aparat komunistyczny itd. Wyszyńskiemu bardzo zależało, żeby nie robić niepotrzebnych ruchów, które mogłyby wywołać nieprzewidziane konsekwencje. Często mówił, że trzeba coś przemyśleć, działać powoli, bo nie wiadomo, co z tego wyniknie. Chciał, żeby wszystkie działania – choćby tłumaczenie mszału – od początku do końca były wykonane bardzo starannie. A na Zachodzie na zmiany soborowe rzucono się pędem, przechodząc od jednego ekstremum do drugiego. Porównywałem tłumaczenia Konstytucji o Liturgii zatwierdzone przez Konferencje Episkopatu różnych krajów i na przykładzie jednego słowa – recognitio – widać, jak zupełnie inne jest jego rozumienie w tekście niemieckim i polskim. U nas przetłumaczono je bardziej zachowawczo – „należy krytycznie opracować”, „starannie rozpatrzeć”, „zbadać i poprawić”, a w niemieckim radykalnie – „przerobić”, „sprawdzić”, „zreformować”, „na nowo uporządkować”. A w oryginale konstytucji jest ciągle jedno słowo – recognitio!  

    I stąd wzięły się te nadużycia, o których czasem czytamy – że księża na Zachodzie odprawiają dziś Mszę dziwnie poprzebierani, na papierowym talerzyku zamiast na patenie, tańcząc albo jeżdżąc na rolkach?

    Tak, prawdopodobnie to jest przyczyną. A także subiektywizm, mówienie: „Gdyby Jezus dziś żył, to z pewnością…”. Ale z drugiej strony nadużycia i błędy nie zaczęły się po Soborze Watykańskim II. Można powiedzieć, że odkąd Bóg powierzył człowiekowi swój Kościół, zawsze pojawiały się tego typu problemy. Także i Msza według mszału potrydenckiego nie była wolna od wypaczeń i „deformy”, dlatego tak głośne było wołane o reformę liturgii w połowie XX wieku. Przykładem mogą być Msze odprawiane z wystawieniem Najświętszego Sakramentu, co było przez Kościół potępiane.

    A tych błędów wierni często nawet nie dostrzegali, bo laicy nie znali w szczegółach przebiegu Mszy ani nie słyszeli, co się dzieje ołtarzu.

    Oczywiście! Dziś się mówi, że Msza potrydencka, w przeciwieństwie do „dzisiejszej”, była bezbłędna, święta, a tak naprawdę i tam było wiele nadużyć! Biblioteki kościelne XIX i początków XX wieku byłyby o połowę skromniejsze, gdyby nie powstały wszystkie książki piętnujące nadużycia w czasie sprawowania Eucharystii.

    Ale jednak to o współczesnej Mszy mówi się, że jest przestrzenią improwizacji.

    Zachód Europy i Ameryka bardzo zachłysnęły się wolnością i to spowodowało największy kryzys Kościoła posoborowego, bo często prowadziło do „przegięć”. Po Soborze Watykańskim II Kościół dopuścił używanie innych modlitw eucharystycznych, nie tylko Kanonu Rzymskiego. Chodziło o powrót do korzeni, do starochrześcijańskich modlitw – np. tzw. Kanonu Hipolita, który był uznawany za przykład rzymskiej starożytnej modlitwy eucharystycznej – dziś to jest II Modlitwa Eucharystyczna. Sobór chciał wrócić do tekstów znanych u początków Kościoła, a później zapomnianych, które mogą być ubogaceniem naszej wiary. Tymczasem w niektórych miejscach przesadzono, uznając, że każdy może sobie wymyślać własną modlitwę eucharystyczną. Ja sam w latach 2000. spotkałem się w Austrii z całymi skoroszytami z „pisanymi na kolanie” modlitwami eucharystycznymi. Zachłyśnięto się dostępem do języków narodowych i improwizacji w liturgii. Faktycznie, pierwsze wieki Kościoła to były czasy improwizacji, bo nie było jeszcze ksiąg liturgicznych. Jednak z biegiem czasu lepsze, piękniejsze teksty zaczęto spisywać i w ten sposób powstały księgi liturgiczne. Sobór Watykański II nie zakładał ani nie dopuszczał, że teraz każdy celebrans może improwizować Mszę (por. np. art. 22 KL) – to była nadinterpretacja, wynikająca raczej nie tyle ze złej woli, co z płytkiej fascynacji nowością.

    Co z perspektywy Księdza jako liturgisty jest najbardziej pozytywną zmianą po Vaticanum II?

    Choćby to, że ludzie rozumieją teksty mszalne, mogą się nimi „karmić”, że mają możliwość świadomego uczestnictwa w tym, co dzieje się w czasie Mszy. Ważne jest też to, że w czasie liturgii czytane jest Pismo Święte, które wierni rozumieją. Bo na Mszy potrydenckiej ksiądz sam dla siebie czytał teksty Pisma, które były napisane po łacinie, a ponadto przez cały tydzień czytano te same fragmenty. Na początku XX wieku wielu ludziom towarzyszyło ogromne pragnienie życia słowem Bożym – reforma liturgii to umożliwiła. Ważne jest też, że wróciły pewne posługi znane z tekstów starochrześcijańskich – wtedy co innego robił ksiądz, co innego lektor, diakon i tak dalej. Potem przez wieki to się mocno sklerykalizowało, a dziś znowu świeccy mają swoje miejsce w liturgii. Kolejna ważna sprawa to reforma liturgii innych sakramentów, dzięki czemu chociażby rodzice czy chrzestni mogą rozumieć, co dzieje się podczas chrztu, i uniknąć poczucia magiczności. Dostępność do liturgii – dzieła Boga dla nas – to wielki plus rzeczywistości, w której żyjemy. Na ile go wykorzystujemy, to już inne pytanie.

    rozmawiała Agnieszka Huf(Historia Kościoła)Gość Niedzielny

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Nocna Droga Krzyżowa

    piątek 15 marca 2024

    Rozpoczęcie w kościele św. Józefa (2 Eaglesham Rd, Clarkston, Glasgow, G76 7BT)

    Msza Święta o godz. 20.00,  wyjście o godz. 21.00

    image.png


    długość Drogi Krzyżowej: 25 km (15.5miles)

    liczba miejsc ograniczona do 60

    kontakt:Jakub Dulski 07895479677, Kamil Olas 07872502885,  e-mail  msj.glasgow@gmail.com

    ______________________________________________________________________________________________________________

    W DRUGĄ SOBOTĘ KAŻDEGO MIESIĄCA MODLIMY SIĘ KORONKĄ DO MATKI BOLESNEJ, KTÓREJ NAJŚWIĘTSZE SERCE ZOSTAŁO PRZEBITE SIEDMIOKROTNIE

    This image has an empty alt attribute; its file name is 024624_XJDA_35278_98.jpg.webp

    Pietro Lorenzetti/Wikimedia Commons

    ***

    Koronkę do Siedmiu Boleści Maryi zatwierdził papież Benedykt XIII w 1724 r. Rozpowszechniona jest ona w całym Kościele. Matka Boża sama przypomniała o tym nabożeństwie (1981-83) podczas objawień trzem dziewczynkom w Kibeho w Rwandzie (w 2001 r. biskup diecezji Gikongoro, Augustina Misago objawienia te uznał za autentyczne; są to pierwsze Maryjne objawienia uznane przez Kościół w XXI wieku).

    Według biskupa Jana Chrzciciela Gahamanyi, z diecezji Butare w Rwandzie, Najświętsza Panna zwróciła się do jednej z widzących z Kibeho: To o co was proszę, to pokuta. Chcę jedynie skruchy – powiedziała 31 maja 1982 roku. Jeżeli będziecie odmawiać Koronkę do Siedmiu Boleści, rozważając ją, otrzymacie moc, by naprawdę żałować. Dziś wielu ludzi w ogóle nie umie prosić o przebaczenie. Nadal krzyżują mego Syna. Dlatego chciałam was przestrzec. Proszę cię powiedz o tym całemu światu dodała kiedy indziej (13.08.1982). Dziewica kocha tę Koronkę. Pragnie, aby została na nowo rozszerzona w Kościele. Prosi, by odmawiać tę Koronkę często, zwłaszcza we wtorki i piątki, rozważając każdą tajemnicę. Prośmy Ducha Świętego, by pobudził nasze serca do pobożnego i owocnego rozważania tajemnic siedmiu boleści Maryi.

    Sposób odmawiania Koronki do Siedmiu Boleści

    Znak Krzyża Świętego
    P. Matko Bolesna, porusz serce moje.
    W. Abym w boleści umiał wniknąć Twoje.

    Boleść pierwsza: Proroctwo Symeona
    Starzec Symeona przepowiada Maryi, że duszę Jej przeszyje miecz.
    A stanie się to dlatego, że jej Synowi, będą się niektórzy sprzeciwiać.
    Owocem tajemnicy jest poddanie się woli Bożej, jak Maryja.
    Ojcze nasz, 7 x Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu

    Boleść druga: Ucieczka do Egiptu
    Na polecenie Anioła Józef wziął dziecię i Matkę jego i uszedł do
    Egiptu przed złością Heroda. Maryja w czasie tej tułaczki przeżyła
    wiele zmartwień. Owocem tajemnicy jest słuchanie głosu Bożego, jak Maryja.
    Ojcze nasz, 7 x Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu

    Boleść trzecia: Szukanie Pana Jezusa, który pozostał w świątyni
    Jezus zaginął w Jerozolimie, trzy dni Maryja wraz z Józefem
    bolejąc szukali Jezusa. Czy może być większa boleść dla Matki?
    Owocem tajemnicy jest tęsknota za Jezusem.
    Jezusa i Jej współcierpienia.
    Ojcze nasz, 7 x Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu

    Boleść czwarta: Spotkanie Pana Jezusa dźwigającego krzyż
    Skazany na śmierć Jezus dźwiga krzyż na Golgotę.
    A oto w drodze spotyka się z Matką swoją. Rzewne musiało być to spotkanie.
    Owocem tajemnicy jest cierpliwe znoszenie krzyżów.
    Ojcze nasz, 7 x Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu

    Boleść piąta: Śmierć Pana Jezusa na krzyżu
    Obok krzyża Jezusowego stała Matka Jego.
    Mężnie współcierpiała z Synem dla zbawienia świata.
    Owocem tajemnicy jest panowanie nad złymi skłonnościami.
    Ojcze nasz, 7 x Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu

    Boleść szósta: Złożenie martwego ciała Syna na kolana Matki
    Zdjęte z krzyża: Ciało Jezusowe złożono w ramiona Maryi.
    Jezus przestał już cierpieć, a Ona jakby uzupełnia to,
    czego nie dostaje cierpieniom Jezusowym.
    Z największą czcią i wdzięcznością całuje Jego święte Rany i obmywa je swymi łzami.
    Owocem tajemnicy jest szczery żal za grzechy.
    Ojcze nasz, 7 x Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu

    Boleść siódma: Złożenie Pana Jezusa do grobu
    Umęczone Ciało Jezusowe złożono do grobu w obecności Matki Najświętszej.
    Żegnała je Maryja z bólem i z wielką wiarą, że Syn zmartwychwstanie.
    Owocem tajemnicy jest prośba o szczęśliwą śmierć.
    Ojcze nasz, 7 x Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu

    Dla uczczenia łez wylanych przez Matkę Boża Bolesną:
    3 x Zdrowaś Maryjo
    Za dobrodziejów żywych i umarłych:

    Witaj Królowo, Matko miłosierdzia
    P. Niech pomoc Bożą zawsze nam wyprasza.
    W. Matka Chrystusa i Matka nasza.

    adonai.pl

    __________________________________________________________________________________

    Bóg przygotowuje uderzenie, jakiego jeszcze nie było. Orędzie Matki Bożej z La Salette

    screenshot Youtube / fot. Qfamily via Flickr, CC BY 2.0

    ***

    Bóg przygotowuje uderzenie, jakiego jeszcze nie było.

    Orędzie Matki Bożej z La Salette

    Kościół potwierdził prawdziwość Orędzia z La Salette

    Było to dnia 19 września 1846 roku, w sobotę, w dzień poprzedzający Święto Siedmiu Boleści Maryi. Słoneczny ranek zagościł w kotlinie La Salette. Dwoje pastuszków, Maksymin i Melania, wypędzają swoje stado zygzakowatą drogą po zboczu Planeau pod górę, na pastwisko w granicach gminy La Salette. Nie domyślają się, że prowadzi ich tajemnicza dłoń. Piotr Selme, gospodarz, u którego w tym tygodniu Maksymin jest na służbie, przez całe przedpołudnie kosi trawę w pobliżu dzieci pasących stada.

    Około południa słychać z wioski La Salette głos dzwonu na Anioł Pański.  Dzieci spędzają zwierzęta razem i prowadzą je w inne miejsce płaskowyżu. Najpierw poją krowy w potoku Sezia, w tzw. zbiorniku dla bydła i pędzą je na łagodne zbocze góry Gargas. Same zaś siadają w dole, na lewym zboczu Sezii, obok źródła dla zwierząt i spożywają przyniesiony ze sobą  czarny chleb z serem. Piją do tego świeżą źródlaną wodę, a wierny towarzysz Maksymina – pies Lulu, również dostaje swoją porcję jedzenia.

    Inni pasterze, pasący niedaleko Maksymina i Melanii, też przyprowadzili swoje bydło do źródła, aby je napoić i aby również się posilić. Maksymin i Melania zostają w końcu sami. Siadają wygodnie po prawej stronie strumienia, obok małej studni, która w lecie zawsze wysychała. Ponieważ bawiły się przez całe przedpołudnie i już od samego świtu były na nogach, są zmęczone. Słońce praży na odsłoniętych stokach – i dzieci, wbrew swoim zwyczajom, zasypiają.

    Po półtorej godzinie Melania nagle się budzi. Pierwsza jej myśl dotyczy krów. Zrywa się na równe nogi i rozgląda się wokoło, wypatrując zwierząt. Nie może ich jednak zobaczyć z niecki, w której się znajduje. Wówczas przestraszona woła: Maksyminie, chodź, nie ma naszych krów! Na wpół śpiący jeszcze chłopiec mówi do swej towarzyszki: Co się stało? Co tak krzyczysz? Melania znów powtarza: Krowy zniknęły! Dzieci zrywają się szybko z miejsca i pędzone strachem biegną pod górę, na małe wzniesienie. Spostrzegają, że krowy pasą się na przeciwległym zboczu góry Gargas.

    Z westchnieniem ulgi Melania chce zawrócić z powrotem do niecki, ale w połowie drogi staje jak wryta, ogarnięta ponownie strachem. Najpierw nie może wydobyć z siebie żadnego słowa. Później woła słabym głosem: Memin, spójrz na tę wielką jasność tam w dole! Gdzie, gdzie? – odpowiada chłopiec i doskakuje do dziewczynki. Nad kamieniem, na którym spali niedawno, unosi się tajemnicza, wielka ognista kula To wyglądało jak słońce, które spadło na ziemię – powiedzą dzieci później – ale o wiele piękniejsze i jaśniejsze niż słońce. Światło staje się coraz większe i im bardziej się powiększa, tym intensywniej świeci. Co to może być? – jak błyskawica przez głowę dziewczynki przelatuje myśl: to może być Zły, którym grozili jej niekiedy ludzie majstra, gdy była niegrzeczna. Ach, Boże kochany – wzdycha i wypuszcza z ręki pasterski kij. Maksymin jest również wystraszony. Podobnie jak Melania wypuszcza kij, ale natychmiast go podnosi i mówi: Trzymaj swój kij, ja trzymam swój, a jeżeli to coś nam zrobi, już ja je zdzielę. W tym momencie jasność zaczyna robić się nagle przeźroczysta. W roziskrzonym świetle ukazują się dwie ręce, w rękach zaś ukryta twarz. Coraz wyraźniej zarysowuje się kształt postaci. Zdaje się siedzieć, pochylona z głową do przodu, jak kobieta, którą przygniata ciężkie brzemię lub wielkie cierpienie. Następnie świetlista kula zaczyna się rozjaśniać ku górze, a dziwna osoba wstaje, odejmuje ręce od twarzy, chowa je w szerokich rękawach sukni, zbliża się do pastuszków i uspokaja ich słowami pełnymi dobroci. Zwraca się do dzieci, które wciąż jeszcze stoją nieruchomo, nie spuszczając z Niej oczu. I teraz słyszą głos:“Zbliżcie się moje dzieci, nie bójcie się! Jestem tutaj, aby przekazać wam ważne Orędzie”.

    Głos nieznajomej Pani brzmi serdecznie i łagodnie jak muzyka. Wszelki strach gdzieś pierzchnął, a dzieci zbiegają zboczem w dół, do tajemniczej postaci. Pani pełna majestatu podchodzi bliżej, a potem stają tak blisko siebie, że nikt nie mógłby przejść między nimi. Przed nimi stoi Pani pełna dostojeństwa, ale i matczynej troski. Jest tak piękna, iż od tej pory dzieci mają dla Niej tylko jedno imię – “la belle Dame” – Piękna Pani. Ma na sobie złocistą szatę, na której promienieją niezliczone gwiazdy. Korona z róż otacza Jej głowę. W każdej róży lśni świetlisty diament, a całość wygląda jak lśniący diadem królowej. Na długą, białą szatę ma zaś założony złocistożółty fartuch. Na Jej nogach – skromne białe buty, obsypane jednak perłami, a Jej stopy przyozdabia mała girlanda z róż we wszystkich kolorach. Trzeci wieniec z róż okala Jej niebieską chustę na ramionach, na których dźwiga ciężki, złoty łańcuch. Na małym łańcuszku wokół szyi wisi krzyż z młotkiem i obcęgami po bokach. A Chrystusa na krzyżu widzą dzieci, jak gdyby był żywy. Promienieje z Niego całe światło, w którym zanurzona jest Zjawiona. Szlachetna, owalna twarz Pięknej Pani jest pełna wdzięku, którego żaden artysta nie jest w stanie oddać. Promieniuje najjaśniejszym blaskiem. Oczy zaś pełne są nieskończonego bólu, Pani płacze bez przerwy gorzkimi łzami. Jednakże łzy te płyną jedynie do wysokości krzyża na piersi i zamieniają się tam w promienisty wieniec świetlistych pereł. Całe zjawisko jest przeźroczyste i unosi się odrobinę nad ziemią. Wszystko błyszczy i migocze, iskrzy się i promienieje.  Dzieci stoją zdumione i zapominają o wszystkim wokół siebie.

    Zjawiona obejmuje dzieci spojrzeniem pełnym matczynej miłości. Potem zaczyna mówić: “Jeżeli mój lud nie zechce się poddać, będę zmuszona puścić ramię Mojego Syna. Jest ono tak ciężkie i tak przygniatające, że już dłużej nie będę mogła go podtrzymywać.

    Od jak dawna już cierpię z waszego powodu! Chcąc, aby Mój Syn was nie opuścił, jestem zmuszona nieustannie wstawiać się za wami. Ale wy sobie nic z tego nie robicie.

    Choćbyście wiele się modlili i czynili, nigdy nie zdołacie wynagrodzić mi trudu, którego się dla was podjęłam.
    Dałam wam sześć dni do pracy, siódmy zastrzegłam sobie, i nie chcą mi go przyznać. To właśnie czyni ramię Mego Syna tak ciężkim. Woźnice przeklinają, wymawiając Imię Mojego Syna. Te dwie rzeczy czynią ramię Mego Syna tak ciężkim.
    Jeżeli zbiory się psują, to tylko z waszej winy. Pokazałam wam to zeszłego roku na ziemniakach, ale nic sobie z tego nie robiliście; przeciwnie, znajdując zepsute ziemniaki, przeklinaliście, wymawiając Imię Mojego Syna. Będą się one psuły nadal, a tego roku na Boże Narodzenie nie będzie ich wcale.”


    Tu Zjawiona przerywa nagle. Podczas gdy mówi o ziemniakach, Melania odwraca się do Maksymina, jak gdyby chciała go zapytać, co Piękna Pani chce przez to powiedzieć. Melania rozumie tylko niektóre słowa francuskie, m.in. również pomme jako jabłko. “Ach, nie rozumiecie, dzieci! Powiem wam to inaczej.” Powtarza im w miejscowej gwarze to, co już powiedziała o zbiorach i kontynuuje w dialekcie: “Jeżeli macie zboże nie trzeba go zasiewać, bo wszystko, co posiejecie, zjedzą zwierzęta. A jeżeli coś wyrośnie, obróci się w proch przy młóceniu. Nastanie wielki głód, lecz zanim to nastąpi, dzieci poniżej lat siedmiu będą dostawały dreszczy i będą umierać na rękach trzymających je osób. Inni będą cierpieć z powodu głodu. Orzechy się zepsują, a winogrona zgniją.”

    Zjawiona znowu przerwała. Każdemu z dwojga dzieci powierzona zostaje tajemnica w taki sposób, że żadne nie słyszy, co Pani mówi drugiemu. Później Pani kontynuuje: “Jeżeli się nawrócą, kamienie i skały zamienią się w sterty zboża, a ziemniaki same się zasadzą. A teraz Zjawiona stawia im pytanie: Czy dobrze się modlicie, moje dzieci? Obydwoje odpowiadają zupełnie szczerze: Niespecjalnie, proszę Pani. Na to następuje matczyne napomnienie: Ach dzieci, trzeba się dobrze modlić, rano i wieczorem. Jeżeli nie macie czasu, odmawiajcie przynajmniej Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo, a jeżeli będziecie mogły, módlcie się więcej. Latem na Mszę Świętą chodzi zaledwie kilka starszych niewiast. Inni pracują w niedziele przez całe lato, a w zimie, gdy nie wiedzą, czym się zająć, idą na Mszę świętą jedynie po to, by sobie drwić z religii. W czasie Wielkiego Postu chodzą do rzeźni jak psy! Piękna Pani stawia dzieciom jeszcze jedno pytanie: Moje dzieci, czy nie widziałyście nigdy zepsutego zboża?”

    Maksymin, nie zastanawiając się długo odpowiada w imieniu ich obojga: “Nie, proszę Pani, nigdy nie widzieliśmy”.
    Wtedy Pani zwraca się do chłopca: “Lecz ty Maksyminie, musiałeś je widzieć. Nie przypominasz sobie, jak kiedyś szedłeś z ojcem z Coin do Corps? Tam wstąpiliście do zagrody. Gospodarz powiedział: „Chodźcie zobaczyć, jak moje zboże się psuje”. Poszliście razem.

    Twój ojciec wziął dwa lub trzy kłosy w dłonie, pokruszył je i wszystko obróciło się w proch. W drodze powrotnej do domu ojciec dał ci kawałek chleba ze słowami: „Weź to, kto wie, czy na Boże Narodzenie będziemy mieli jeszcze cokolwiek, jeżeli zboże będzie się dalej tak psuło”. – “Tak, zgadza się, proszę Pani!” – woła ożywiony Maksymin – “teraz sobie przypominam. Nie pomyślałem o tym”.

    Wtedy Piękna Pani daje im taki nakaz: “A więc, moje dzieci, ogłoście to całemu mojemu ludowi!” 
    Potem oddala się od pastuszków, przechodzi strumień Sezia i unosi się w górę drogą w kształcie litery S. Przy tym powtarza swoją prośbę, tym razem już nie w dialekcie, spoglądając w stronę Rzymu: “A więc, moje dzieci, przekażcie to dobrze całemu mojemu ludowi!” 

    Przybywszy na szczyt wzniesienia Pani unosi się na około półtora metra nad ziemię. Jeszcze raz ogarnia swoim matczynym spojrzeniem dzieci i całą ziemię. Przestaje płakać i wydaje się jeszcze piękniejsza niż przedtem. Jednak głęboki smutek pozostaje na Jej obliczu. Pastuszkowie patrzą teraz ze zdziwieniem, jak postać zaczyna rozpływać się w blasku, który Ją opromienia. Najpierw znika głowa, później ramiona, a w końcu całe ciało. Tylko kilka róż, którymi były przyozdobione Jej stopy, unosi się jeszcze przez chwilę w powietrzu. Maksymin podskakuje do góry i chce je chwycić, jednak wtedy znikają również i one, i wszystko się kończy.

    Dzieci stoją pogrążone w zadumie. Melania pierwsza odzyskuje mowę: Musiała to być jakaś wielka Święta! A Maksymin dodaje: O gdybyśmy wiedzieli, że to była wielka Święta, poprosilibyśmy Ją, aby nas zabrała ze sobą do nieba! A Melania z żalem wzdycha: Ach, gdyby tak jeszcze tu była! Potem dodaje: Chyba nie chciała, abyśmy zobaczyli, dokąd pójdzie.

    Dzieciom zostaje wspomnienie – wspomnienie, które jest obecne w ich sercach i nigdy nie wygaśnie – a także polecenie Pięknej Pani, by przekazały dalej Jej Orędzie.

    Wiadomość o Objawieniu i cudownym źródle rozchodziła się niezwykle szybko. W pierwszą rocznicę Objawienia, dnia 19 września 1847 roku, frekwencja przypominała wędrówkę ludów. Już dzień wcześniej wszystkie ulice i drogi pełne były ludzi. Kościoły w okolicznych wioskach były oblegane przez tych, którzy chcieli przystąpić do sakramentów świętych – znak, że to nie tylko ciekawość wiodła te tłumy ludzi do La Salette.

    Do badania i oceny objawienia Maryjnego uprawniony jest biskup diecezji, w której się ono zdarzyło. Biskup wypowiada się w tym wypadku jako oficjalny reprezentant całego Kościoła przy czym zobowiązuje się do wnikliwego przeanalizowania faktów i potwierdza naturalną pewność idącą w parze 

    z tymi udowodnionymi faktami.
    La Salette należy do diecezji Grenoble. Dlatego też Objawienie z La Salette zostało poddane badaniu przez ówczesnego biskupa Grenoble Philiberta de Bruillard. Gdy usłyszał o cudownym wydarzeniu w La Salette – po raz pierwszy dnia 5 października 1846 roku, a więc 14 dni po Objawieniu, od proboszcza Melin z Corps – powołał dwie komisje, składające się z kanoników katedralnych i profesorów seminarium duchownego. Miały one zbadać i sprawdzić szczegółowo Objawienie. On sam tym badaniom przewodniczył. Wysłał wszystkie dokumenty i wyniki badań do Rzymu i otrzymał za swoje surowe i mądre badanie wyraźną pochwałę.

    W wyniku tego dnia 19 września 1851 roku mógł obwieścić światu:

    “Objawienie się Najświętszej Maryi Panny dwojgu pastuszkom na jednej z gór należących do łańcucha Alp, położonej w parafii La Salette, dnia 19 września 1846 roku, posiada w sobie wszystkie cechy prawdziwości i  wierni mają uzasadnione podstawy uznać je za niewątpliwe i pewne”.


    Za decydujące uznał następujące problemy:
    1. Wydarzenia z La Salette, ani jego okoliczności, ani jego celu ściśle religijnego nie da się wytłumaczyć innymi przyczynami, jak tylko przez Bożą interwencję.
    2. Cudowne następstwa wydarzenia są świadectwem samego Boga sprawiającego cuda, a takie świadectwo przewyższa świadectwa ludzi czy też ich zastrzeżenia.
    3. Tym dwom motywom, rozważanym osobno i razem, należy podporządkować całe zagadnienie. Obalają one wszystkie, doskonale nam zresztą znane, zarzuty i wątpliwości związane z La Salette.
    4. Zważywszy wreszcie, że poddanie się przestrogom z nieba może nas uchronić przed nowymi karami, które nam zagrażają, stwierdzamy, że dalsze wahanie się i upór może nas tylko narazić na zło, którego nie można by naprawić.

    Rok później, w maju 1852 roku, biskup Philibert de Bruillard osobiście położył kamień węgielny pod sanktuarium, którego budowa w trudnych do przebycia górach do dzisiaj jest świadectwem wielkiej ofiarności ludzi owego czasu. W celu rozpowszechniania ważnego Orędzia z La Salette powołał do istnienia Zgromadzenie Księży – Misjonarzy Matki Bożej z La Salette. Założenie nowego zgromadzenia biskup de Bruillard uważał za ukoronowanie dzieła swojego życia. Jego ostatnią wolą było, aby jego serce zostało złożone na Świętej Górze w sanktuarium Pięknej Pani.

    saletyni.pl/la-salette/objawienie

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Liturgia wróciła do korzeni

    Najświętsza ofiara sprawowana w bazylice kolegiackiej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Krzeszowie.

    Najświętsza ofiara sprawowana w bazylice kolegiackiej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Krzeszowie/fot.Józef Wolny/Gość Niedzielny
    ***

    Myślę, że Msza, którą odprawiał św. Piotr,bardziej przypominała tę naszą, współczesną,niż np. tę z XVIII wieku, kiedy barok podkreślał„święty teatr” przez architekturę,złoto i piękne paramenty – mówi ks. dr Andrzej Hoinkis, liturgista.

    Agnieszka Huf: Niedawno minęło 60 lat od uchwalenia pierwszego dokumentu soborowego – Sacrosanctum concilium, Konstytucji o Liturgii Świętej. Tego dnia przypadła 400. rocznica zakończenia Soboru Trydenckiego. Ta data nie wydaje się przypadkowa…

    Ks. dr Andrzej Hoinkis: Na pewno wybór daty był świadomą decyzją. Zresztą wydanie mszału po Soborze Watykańskim II odbyło się w 500. rocznicę wydania mszału po Soborze Trydenckim. Ale nie było tak, że przyspieszano pracę nad konstytucją, aby zdążyć z jej ogłoszeniem w konkretnym dniu – to było dzieło dobrze przygotowane. Kwestia liturgii żyła bardzo mocno w świadomości katolików w latach 50. i 60. XX wieku, aktywnie działał Ruch Liturgiczny, odkrywano nowe teksty źródłowe. To wszystko było procesem, który przygotował do zajęcia się na soborze liturgią.

    Sam Sobór Watykański II to też nie było nagłe wydarzenie – Jan XXIII nie obudził się przecież pewnego dnia z myślą, że zwoła sobór. Proces, którego był on finałem, zaczął się już w końcówce XIX wieku…

    Nawet wcześniej, bo Sobór Watykański I, obradujący w latach 1869–1870, nie został zakończony i w Kościele żywa była myśl, że należy do niego wrócić. XX wiek przyniósł wiele zmian – I wojna światowa mocno wstrząsnęła Europą i Kościołem, II wojna światowa tym bardziej. Po niej pojawił się w myśleniu światowym pozytywistyczny trend: „wszystko jesteśmy w stanie zmienić”. Mimo eskalacji zła, która objawiła się w latach wojny, społeczeństwa bardzo szybko się odradzały. XX wiek to też czas wielkich zmian mentalnych – chociażby rewolucja 1968 roku, która przecież nie wybuchła z dnia na dzień, tylko narastała przez lata. Myślę, że papież słuchał Ducha Świętego, miał wyczucie, że pewne rzeczy trzeba uprzedzić, uporządkować, żeby nie obudzić się „z ręką w nocniku”.

    Wspomniał Ksiądz o Ruchu Liturgicznym. Co to takiego?

    Ruch Liturgiczny rozpoczął się we Francji w opactwach benedyktyńskich w XIX wieku. Co ciekawe, u jego początków leżało odkrycie, że mszał potrydencki z 1570 r. jest bardzo bogaty w treści – często bardziej niż mszały diecezjalne, z których we Francji w XIX w. powszechnie korzystano. Dlatego Ruch Liturgiczny doprowadził do powszechniejszego przyjęcia mszału potrydenckiego w wielu diecezjach francuskich i niemieckich; sprawił, że do doceniono piękno liturgii rzymskiej. Równocześnie odkrywano i opracowywano starożytne źródła pokazujące historię Kościoła i liturgii w czasach starożytnych. Mszał potrydencki to w większości mszał Kurii Rzymskiej z XII wieku, bo kiedy trwał Sobór Trydencki, naukowcy czy liturgiści nie mieli starszych źródeł. Tymczasem w XIX i XX wieku odkryto i opracowano teksty z pierwszych wieków chrześcijaństwa, dzięki czemu zauważono, że obowiązująca liturgia jest mocno sklerykalizowana. Na przykład święty Justyn w pisanej w II wieku Apologii wspomina, że w czasie liturgii posługiwali lektorzy, którzy czytali Pismo Święte, że słowo Boże było wiernym wyjaśniane – to wszystko na skutek różnych procesów w Kościele stopniowo zanikło. Ruch Liturgiczny postulował pójście głębiej niż XII wiek, na którym zatrzymała się reforma liturgii po Soborze Trydenckim. Stopniowo sięgano do korzeni, do starożytnych tekstów, do żywszego udziału wiernych w Mszy, a nie tylko biernego jej słuchania. Pojawiały się próby przybliżenia Eucharystii wiernym – na przykład kapłan sprawował Mszę po łacinie, ale ludzie odpowiadali w języku narodowym. To wszystko działo się powoli, latami, ale u początków XX wieku potrzeba rozumienia przez wiernych, co się dzieje w czasie Mszy, była już bardzo nabrzmiała.

    Jednak sprawa liturgii wydawała się już przesądzona – Pius V w bulli Quo primum tempore w 1570 r. napisał przecież: „będzie odtąd bezprawiem na zawsze w całym świecie chrześcijańskim śpiewanie albo recytowanie Mszy św. według formuły innej niż ta przez Nas wydana”, czyli niejako „zabetonował” Mszę.

    Warto się zastanowić, czy naprawdę Pius V miał intencję „zamrożenia” liturgii. Trzeba spojrzeć na kontekst historyczny: Sobór Trydencki był reakcją na reformację. Pius V nie zabronił stosowania ani rytu ambrozjańskiego, ani innych rytów, które istniały wtedy w Kościele zachodnim i były prawnie obowiązujące. Mszał wydany po Soborze Trydenckim także nie obowiązywał z automatu na całym świecie – aż do XIX wieku w wielu diecezjach francuskich czy niemieckich obowiązywały mszały diecezjalne, które powstały na długo przed soborem. Jeśli tradycja ich używania była starsza niż 200 lat, to diecezje mogły je zachować. 

    Piusowi V chodziło o uchronienie liturgii przed naleciałościami protestanckimi? 

    W dużej mierze tak. Papież chciał zabezpieczyć Mszę przed protestantyzacją. Ale diecezje, które miały księgi liturgiczne starsze niż 200 lat, mogły je zachować. Żeby było ciekawiej proces przyjęcia mszału potrydenckiego nałożył się na wynalazek Gutenberga, który ułatwiał masowy druk. Stąd wydanie mszału w dużym nakładzie było tańsze niż wydanie niewielkiej liczby egzemplarzy lokalnych ksiąg. Polskie diecezje, które wówczas istniały – gnieźnieńska czy krakowska – mogły zachować swoje mszały. Jednak ze względów ekonomicznych oraz z uwagi na uchwały synodów (np. piotrkowskiego z 1577 r.) przyjęły księgi liturgiczne wydane po Soborze Trydenckim. Stwierdzenie, że Pius V zobowiązał czy zmusił cały Kościół do odprawiania Mszy św. według mszału z 1570 r., nie jest prawdziwe.

    Czyli pojęcie „Mszy wszech czasów” nie jest poprawne?

    To błędne pojęcie, myślę, że nie ma czegoś takiego jak „Msza wszech czasów”. Inaczej sprawowali ją apostołowie, inaczej np. św. Ambroży czy św. Augustyn, a jeszcze inaczej Kościół po Soborze Trydenckim. Można by o takiej mówić, gdyby Jezus, zakładając Kościół, od razu wręczył uczniom mszał z odpowiednimi tekstami i sposobem celebracji. Mówienie o „Mszy wszech czasów” jest ahistorycznością.

    Z Soborem Watykańskim II kojarzy się najczęściej wprowadzenie języków narodowych do liturgii i odprawianie Mszy św. przez księdza zwróconego twarzą do ludzi. Ale wczytując się w Konstytucję o Liturgii Świętej, można zauważyć, że akcent położony jest na samą teologię liturgii. Jakie najważniejsze kwestie porusza ta konstytucja?

    Proszę nie zapominać, że pierwotnie w liturgii posługiwano się językami narodowymi. Język łaciński w starożytnym Rzymie był językiem tych ludzi, którzy we Mszy św. uczestniczyli. Także i odprawianie jej twarzą czy plecami do ludu jest uproszczeniem. Chodziło o coś innego – o zwrócenie się na wschód, w stronę „Wschodzącego Słońca”, czyli Zmartwychwstałego. Przez wieki papieże przy konfesji św. Piotra sprawowali Mszę św. twarzą do ludu. Przed Soborem Watykańskim II biskup Karol Wojtyła w 1958 roku w Tyńcu odprawiał pasterkę także twarzą do ludu. Ani mszał potrydencki nie nakazywał odprawiania Mszy tyłem do ludu, ani ten powatykański nie nakazuje robienia tego twarzą do ludu. To są rzeczy drugorzędne. Konstytucja przypomniała, że liturgia to nie jest dzieło celebransa, ale przede wszystkim samego Boga i całego Kościoła, a wierni mają prawo w niej pobożnie i czynnie uczestniczyć, a nie tylko być jej biernymi świadkami. 

    Wcześniej Msza była trochę teatrem jednego aktora – ksiądz robił coś przy ołtarzu, a ludzie nie do końca rozumieli, co się dzieje.

    Ludzie często nie mieli pojęcia, co dzieje się na Mszy. Nie znali łaciny, nie mogli także usłyszeć, jakimi tekstami celebrans się modli. Mogło to być takie „magiczne”… Stąd zresztą wziął się zwrot „hokus-pokus” jako symbol magicznego zaklęcia. Pochodzi on od słów konsekracji: hoc est enim corpus meum. Prawdopodobnie ministranci – bo oni, będąc najbliżej ołtarza, mogli usłyszeć wypowiadane modlitwy – tak przekręcili te słowa i zwrot wszedł do obiegu. Dopiero w XIX wieku popularne stały się mszaliki, w których wyjaśniony był przebieg liturgii, i dzięki temu wierni mogli lepiej „uczestniczyć” we Mszy św. Sobór Watykański II przywrócił liturgię do stanu zbliżonego do tego, który istniał na początku chrześcijaństwa. Kiedy sięgniemy do wspomnianej Apologii Justyna, w której dwa razy opisana jest Msza starożytnego Kościoła, to zobaczymy, że podkreślone jest w niej współuczestnictwo, a nie podział na biernych wiernych i działającego kapłana. Myślę, że Msza, którą odprawiał św. Piotr, bardziej przypominała tę naszą, współczesną, niż np. tę z XVIII wieku, kiedy barok podkreślał „święty teatr” przez architekturę, złoto i piękne paramenty – co oczywiście na tamte czasy mogło być najlepszą drogą. Zmiana sposobu myślenia stała się możliwa dzięki odkryciu tekstów starochrześcijańskich, do których twórcy mszału potrydenckiego nie mieli dostępu.

    Ta zmiana dla wielu musiała być szokiem…

    Tekst Sacrosanctum concilium i tak jest „konserwatywny” – nie wiem, jak wyglądałby tekst tej konstytucji, gdyby uchwalono ją na koniec soboru. Zupełnie inaczej wyglądają późniejsze dokumenty, choćby konstytucja Gaudium et spes. Wielu spodziewało się, że ta zmiana pójdzie dużo dalej – przykładem może być Hans Küng. W efekcie w USA i w krajach Europy zachodniej wielu teologów stwierdzało, że ten tekst nie jest taki, jaki być powinien, i odwoływało się do tzw. ducha liturgii czy ducha soboru, a nie do samego tekstu.

    Początkowo nawet abp Lefebvre, który dziś jest symbolem sprzeciwu wobec zmian posoborowych, podpisał ten dokument, nie wysuwając zastrzeżeń. Więc jak to się stało, że niektóre środowiska traktują dziś sobór jako moment zniszczenia liturgii?

    Sobór Watykański II nie zniszczył liturgii. Tu dużą rolę odegrali wspomniany „duch liturgii” i… dziennikarze! Jeśli zajrzymy do książki P. Seewalda Benedykt XVI. Życie, to bardzo wyraźnie zauważymy różnicę: Joseph Ratzinger pracował systematycznie, źródłowo, a Hans Küng „pracował” z mediami, urabiał je. Mówił to, co media chciały usłyszeć, i przez to kreował np. „ducha liturgii”. W usta ojców soborowych wkładał to, co wydawało mu się słuszne. Ale Küng nie był sam – było więcej osób, które powołując się na „ducha soboru” i na to, co ich zdaniem powinien on uchwalić, kształtowały opinię publiczną, wtedy jeszcze bardzo katolicką. Rozdmuchiwały ogniska potrzebne im do tego, żeby urabiać czy forsować kwestie, które z litery soboru nie wynikały. Zresztą nie chodzi tu tylko o liturgię, ale o całą teologię.

    Krytycy mówią, że miała być ewolucja i reforma, a wyszła rewolucja i deforma…

    Skąd się w ogóle wzięły we współczesnym Kościele tendencje tradycjonalistyczne i mówienie o deformie? Postawiłbym tezę, że gdyby reforma liturgiczna po Soborze Watykańskim II w całym Kościele postępowała tak, jak to było robione w Polsce, prawdopodobnie dziś nie byłoby z tym problemu. U nas zmiany wprowadzano powoli, z rozmysłem. Kardynał Wyszyński nie był strażakiem gaszącym ogień Ducha, tylko człowiekiem rozsądnie myślącym. W Polsce Kościół był w bardzo specyficznej sytuacji pewnego rodzaju „podziemia” – byliśmy cały czas kontrolowani przez UB, aparat komunistyczny itd. Wyszyńskiemu bardzo zależało, żeby nie robić niepotrzebnych ruchów, które mogłyby wywołać nieprzewidziane konsekwencje. Często mówił, że trzeba coś przemyśleć, działać powoli, bo nie wiadomo, co z tego wyniknie. Chciał, żeby wszystkie działania – choćby tłumaczenie mszału – od początku do końca były wykonane bardzo starannie. A na Zachodzie na zmiany soborowe rzucono się pędem, przechodząc od jednego ekstremum do drugiego. Porównywałem tłumaczenia Konstytucji o Liturgii zatwierdzone przez Konferencje Episkopatu różnych krajów i na przykładzie jednego słowa – recognitio – widać, jak zupełnie inne jest jego rozumienie w tekście niemieckim i polskim. U nas przetłumaczono je bardziej zachowawczo – „należy krytycznie opracować”, „starannie rozpatrzeć”, „zbadać i poprawić”, a w niemieckim radykalnie – „przerobić”, „sprawdzić”, „zreformować”, „na nowo uporządkować”. A w oryginale konstytucji jest ciągle jedno słowo – recognitio!  

    I stąd wzięły się te nadużycia, o których czasem czytamy – że księża na Zachodzie odprawiają dziś Mszę dziwnie poprzebierani, na papierowym talerzyku zamiast na patenie, tańcząc albo jeżdżąc na rolkach?

    Tak, prawdopodobnie to jest przyczyną. A także subiektywizm, mówienie: „Gdyby Jezus dziś żył, to z pewnością…”. Ale z drugiej strony nadużycia i błędy nie zaczęły się po Soborze Watykańskim II. Można powiedzieć, że odkąd Bóg powierzył człowiekowi swój Kościół, zawsze pojawiały się tego typu problemy. Także i Msza według mszału potrydenckiego nie była wolna od wypaczeń i „deformy”, dlatego tak głośne było wołane o reformę liturgii w połowie XX wieku. Przykładem mogą być Msze odprawiane z wystawieniem Najświętszego Sakramentu, co było przez Kościół potępiane.

    A tych błędów wierni często nawet nie dostrzegali, bo laicy nie znali w szczegółach przebiegu Mszy ani nie słyszeli, co się dzieje ołtarzu.

    Oczywiście! Dziś się mówi, że Msza potrydencka, w przeciwieństwie do „dzisiejszej”, była bezbłędna, święta, a tak naprawdę i tam było wiele nadużyć! Biblioteki kościelne XIX i początków XX wieku byłyby o połowę skromniejsze, gdyby nie powstały wszystkie książki piętnujące nadużycia w czasie sprawowania Eucharystii.

    Ale jednak to o współczesnej Mszy mówi się, że jest przestrzenią improwizacji.

    Zachód Europy i Ameryka bardzo zachłysnęły się wolnością i to spowodowało największy kryzys Kościoła posoborowego, bo często prowadziło do „przegięć”. Po Soborze Watykańskim II Kościół dopuścił używanie innych modlitw eucharystycznych, nie tylko Kanonu Rzymskiego. Chodziło o powrót do korzeni, do starochrześcijańskich modlitw – np. tzw. Kanonu Hipolita, który był uznawany za przykład rzymskiej starożytnej modlitwy eucharystycznej – dziś to jest II Modlitwa Eucharystyczna. Sobór chciał wrócić do tekstów znanych u początków Kościoła, a później zapomnianych, które mogą być ubogaceniem naszej wiary. Tymczasem w niektórych miejscach przesadzono, uznając, że każdy może sobie wymyślać własną modlitwę eucharystyczną. Ja sam w latach 2000. spotkałem się w Austrii z całymi skoroszytami z „pisanymi na kolanie” modlitwami eucharystycznymi. Zachłyśnięto się dostępem do języków narodowych i improwizacji w liturgii. Faktycznie, pierwsze wieki Kościoła to były czasy improwizacji, bo nie było jeszcze ksiąg liturgicznych. Jednak z biegiem czasu lepsze, piękniejsze teksty zaczęto spisywać i w ten sposób powstały księgi liturgiczne. Sobór Watykański II nie zakładał ani nie dopuszczał, że teraz każdy celebrans może improwizować Mszę (por. np. art. 22 KL) – to była nadinterpretacja, wynikająca raczej nie tyle ze złej woli, co z płytkiej fascynacji nowością.

    Co z perspektywy Księdza jako liturgisty jest najbardziej pozytywną zmianą po Vaticanum II?

    Choćby to, że ludzie rozumieją teksty mszalne, mogą się nimi „karmić”, że mają możliwość świadomego uczestnictwa w tym, co dzieje się w czasie Mszy. Ważne jest też to, że w czasie liturgii czytane jest Pismo Święte, które wierni rozumieją. Bo na Mszy potrydenckiej ksiądz sam dla siebie czytał teksty Pisma, które były napisane po łacinie, a ponadto przez cały tydzień czytano te same fragmenty. Na początku XX wieku wielu ludziom towarzyszyło ogromne pragnienie życia słowem Bożym – reforma liturgii to umożliwiła. Ważne jest też, że wróciły pewne posługi znane z tekstów starochrześcijańskich – wtedy co innego robił ksiądz, co innego lektor, diakon i tak dalej. Potem przez wieki to się mocno sklerykalizowało, a dziś znowu świeccy mają swoje miejsce w liturgii. Kolejna ważna sprawa to reforma liturgii innych sakramentów, dzięki czemu chociażby rodzice czy chrzestni mogą rozumieć, co dzieje się podczas chrztu, i uniknąć poczucia magiczności. Dostępność do liturgii – dzieła Boga dla nas – to wielki plus rzeczywistości, w której żyjemy. Na ile go wykorzystujemy, to już inne pytanie.

    rozmawiała Agnieszka Huf(Historia Kościoła)Gość Niedzielny

    ______________________________________________________________________________________________________________

    A tu naraz… spowiednik!

    A tu naraz… spowiednik!

    fot. Henryk Przondziono/Gość Niedzielny

    ***

    To nie tak, że ludzie nie chcą się spowiadać. Gdy spotkają świadka Chrystusa, padną na kolana.

    To było w połowie lat 70. w Poznaniu. Ksiądz Aleksander Woźny leżał chory w łóżku. Około pierwszej w nocy obudził go głos: „Wstań, załóż sutannę i wyjdź na ulicę”. Kapłan nie był pewien, czy nie ulega złudzeniu. „Czy mi się zdaje, czy to Ty do mnie mówisz?” – zwrócił się do Boga. „Wstań zaraz, załóż sutannę i idź na ulicę!” – usłyszał ponownie. Ksiądz ubrał się i wyszedł. Idąc ulicą Grunwaldzką, ujrzał wychodzącego zza rogu mężczyznę w średnim wieku. Na widok duchownego tamten stanął jak wryty. „Ksiądz? Muszę się zaraz wyspowiadać!” – zawołał. Głęboko poruszony, wyjaśnił, co się stało. Otóż przyjechał do Poznania przed godziną. Poszedł z dworca pieszo, ale pobłądził. Klucząc ulicami miasta, przypomniał sobie, że przed laty pokłócił się ze swoim proboszczem. Był tak zraniony, że postanowił, iż już nigdy w życiu nie pójdzie do spowiedzi. Teraz, rozmyślając nad tym, próbował usprawiedliwić się przed sobą. Powiedział sobie, że ma rację i nie będzie się spowiadał. „No chyba, że bym w tej chwili spotkał księdza” – dodał, będąc pewnym, że w środku nocy na pustej ulicy żadnego księdza nie spotka. „A tu naraz ksiądz… Proszę o spowiedź” – powiedział wzruszony.

    Mam się nawrócić

    Podobnych zdarzeń w życiu ks. Aleksandra Woźnego było wiele i najczęściej dotyczyły one sakramentu pokuty i pojednania. On sam poczuł się szczególnie wezwany do posługi w konfesjonale w 1945 roku, gdy po wyzwoleniu z obozu koncentracyjnego w Dachau wracał do Polski. Usłyszał wtedy wypowiedziane przez kogoś słowa, które zapadły mu głęboko w serce: „Ksiądz będzie przede wszystkim spowiednikiem, to jest księdza zadanie”. Zapytał, co ma robić, żeby sprostać temu zadaniu. „Trzeba pilnować konfesjonału, czekać na penitentów i być dla nich cierpliwym. Reszty dokona łaska Boża i Boże Miłosierdzie” – padła odpowiedź.

    Ks. Woźny przejął się tymi wskazaniami. Każdego dnia zasiadał w konfesjonale od wczesnego rana, spowiadał też wieczorami, nieraz do późna. Czasami jakby wyczuwał, że ktoś potrzebuje spowiedzi, i dotyczyło to nawet ludzi przechodzących obok kościoła. Zdarzało się, że kapłan, czekając na przystanku, nagle wracał do kościoła, żeby kogoś wyspowiadać. W konfesjonale był cierpliwy, nie przerywał, często po dłuższym milczeniu wypowiadał słowa celnie trafiające w sedno problemu.

    W latach 50. jedna z penitentek ks. Woźnego usłyszała od niego dziwne polecenie: „Dziś nie ja będę cię spowiadał. Pójdziesz na dworzec. Poproś o spowiedź pierwszego księdza, którego napotkasz na peronie. Nalegaj tak długo, aż cię wyspowiada”. Na Dworu Głównym w Poznaniu kobieta spotkała księdza, który wysiadł z pociągu. Ten zareagował nerwowo. „Na dworcu mam panią spowiadać? Niech pani idzie do kościoła i da mi spokój” – rzucił obcesowo. Kobieta nie dała za wygraną. Wsiadła z nim do tramwaju i dalej go prosiła. Ksiądz wyjaśnił, że jedzie na spotkanie z biskupem i nie może się spóźnić. „Ale ja muszę właśnie u księdza się wyspowiadać!” – rozpłakała się. Duchowny skapitulował. „Widzę, że się pani nie odczepi. Zaraz będzie kościół na ul. Fredry. Wyspowiadam panią”. W kościele kapłan zapytał: „Czemu pani taka nachalna?”. Usłyszał: „Ja księdza nie znam, ale tak mi polecił mój spowiednik”. Ksiądz zdumiał się. „Co to za spowiednik?” – zapytał. „Ks. Aleksander Woźny, mój proboszcz” – padła odpowiedź. Teraz duchowny wybuchł płaczem. Łkając, wyznał: „Kochana siostro, jechałem do kurii, żeby oznajmić biskupowi, że rezygnuję z kapłaństwa. Teraz wiem, że mam się nawrócić i zacząć nowe życie. Proszę podziękować księdzu Woźnemu”.

    Od 2013 roku trwa proces beatyfikacyjny ks. Aleksandra Woźnego.

    Charyzmatyk konfesjonału

    W kościele bernardynów w Krakowie jest konfesjonał, w którym ludzie od lat składają świeże kwiaty, a obok znajduje się portret zakonnika, który tu spowiadał. To o. Wiktoryn Swajda, bernardyn obdarzony zdolnością czytania w ludzkich duszach. „Był spowiednikiem nie takim, że siadał w wyznaczonych godzinach, ale od rana, czasem do dziesiątej i jedenastej w nocy” – mówił kaznodzieja podczas Mszy w Kalwarii Zebrzydowskiej, odprawionej w kwietniu 1994 roku, tydzień po śmierci o. Wiktoryna. „Tak było dzień za dniem, przez wszystkie lata jego kapłańskiego życia” – zaświadczał duchowny, podkreślając, że zmarły „nigdy nie narzucał innym czegokolwiek”, a przy tym słuchał z niezwykłą dobrocią i życzliwością, i mimo natłoku zajęć umiał dla każdego znaleźć czas. „Wiemy o tym, że po spowiedzi u niego człowiek czuł się spokojny, a często szczęśliwy” – zaznaczał. W jego przekonaniu o. Wiktoryn to „dar Boga dla nas, współczesnych ludzi”.

    „To charyzmatyk konfesjonału. Kiedy patrzyliśmy na takich ojców, też się i nasz duch kształtował. To żywe świadectwo i okazja do zapytania siebie: »Chłopie, a ile ty możesz przez swą posługę zdziałać?«” – wspominał współbrata o. Lucjusz Wilk OFM w rozmowie dla GN.

    Zachowała się obfita korespondencja, z której wynika, jak ważnym przewodnikiem dla wielu był o. Wiktoryn. Ludzie piszą mu o łaskach, jakich doświadczyli za pośrednictwem jego posługi, proszą go o modlitwę, zapewniają o owocności dawanych im nauk.

    O. Wiktoryn zmarł nagle na chórze kościoła bernardynów, gdzie posługiwał jako organista. Odszedł w powszechnej opinii świętości. Dziś, po 30 latach, do jego konfesjonału ludzie wciąż przynoszą kwiaty.

    Nie musisz mówić

    Szczególnym wzorem spowiedników jest św. Jan Vianney. To bodaj jego pierwszego nazwano męczennikiem konfesjonału. Proboszcz z francuskiej wsi Ars spowiadał po kilkanaście godzin, nieomal bez przerwy, przyjmując w ciągu roku ok. 30 tys. penitentów. Łącznie przez 41 lat posługi wyspowiadał około miliona ludzi. Penitenci przyjeżdżali do niego z całej Francji, zarówno ludzie prości, jak i paryska elita, a także najwyżsi dostojnicy kościelni. „Pan pozwolił mu pojednać wielkich pokutujących grzeszników, a także prowadzić ich ku duchowej doskonałości, której szczerze zapragnęli” – mówił o nim z podziwem św. Jan Paweł II.

    Liczba penitentów proboszcza z Ars stale wzrastała, żeby w ostatnim roku posługi osiągnąć 80 tysięcy. Znaczące, że działo się to w porewolucyjnej Francji, w której szalał laicyzm, odciągając od Kościoła znaczną część społeczeństwa. Prosty wiejski duchowny pokazał, że laicyzacja to nie sprawa „nieuniknionych procesów dziejowych”, lecz efekt braku świadków Chrystusa, którzy żyjąc jak On, objawiliby światu moc Bożą.

    Ludzie korzystający z posługi św. Jana Vianneya byli zdumieni jego znajomością sekretów ich dusz. Podobny dar miał św. ojciec Pio. Dzięki niemu nieraz pękały skorupy, którymi opancerzyli swoje serca zatwardziali grzesznicy. Nawracali się nawet tacy, którzy nie mieli w planie się spowiadać, tak jak się to przydarzyło rzeźbiarzowi Francesco Messinie, który wybrał się do znanego kapucyna z czystej ciekawości, zaintrygowany opowieściami o towarzyszących mu nadprzyrodzonych zjawiskach. Przyjechał do San Giovanni Rotondo późno, ale wpuszczono go z uwagi na znanego w klasztorze przyjaciela, który z nim był. Podszedł ojciec Pio. Kazał rzeźbiarzowi zejść na dół, do konfesjonału. Ten chciał zaprotestować, nie spowiadał się od ślubu i nie czuł się do tego przygotowany. Nie zdążył jednak nic powiedzieć, bo kapłana już nie było. Zszedł więc do kościoła. Gdy zjawił się duchowny, Messina chciał wyjaśnić, że to nie ten moment, ale kapucyn powiedział stanowczym głosem: „Nie musisz nic mówić. Odpowiesz tylko na moje pytania”. Poprowadził mężczyznę do konfesjonału, kazał uklęknąć i zaczął mówić. Artysta był zszokowany, słysząc szczegóły z całego swego życia. Zakonnik przypomniał mu o wielu zdarzeniach, o jego myślach i działaniach, o których on nigdy nikomu nie mówił. „Przemawiał poważnym, zasmuconym głosem, lecz zarazem pełnym serdecznej łagodności. W tonie jego słów nie wyczuwało się nagany. Byłem wstrząśnięty faktem, że wiedział o mnie wszystko, ale jednocześnie odczuwałem ogromną radość” – wspominał penitent. Wstał od kratek konfesjonału całkiem odmieniony. „Od owego momentu zmieniło się całe moje życie” – stwierdził po latach. Przyznał też, że w życiu spotkał wiele wybitnych osobistości, w tym ludzi o wielkich cnotach. „Nikt jednak nie zafascynował mnie tak, jak ojciec Pio” – przyznał.

    Trzeba posłusznych

    Niesłabnąca popularność spowiedników w rodzaju św. Jana Vianneya czy św. ojca Pio pokazuje, że ludzie wcale nie mają skłonności do porzucania praktyk sakramentalnych, jeśli tylko doświadczają ich skuteczności. Za spowiednikami na wzór Chrystusa potrafią przemierzać tysiące kilometrów, nie narzekając, że Kościół każe się im „biczować i ujawniać intymne szczegóły życiorysu”. Tam, gdzie są pokorni słudzy Chrystusa, tam działa On sam i tam zbiegają się tłumy, spragnione autentyzmu wiary.

    Wniosek: świat potrzebuje ludzi posłusznych Chrystusowi, tak, aby On mógł się nimi posłużyć. Czyli świętych.

    Franciszek Kucharczak/Gość Niedzielny

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Krótka historia spowiedzi

    Krótka historia spowiedzi

    Spowiedź uszna rozpowszechniła się w Kościele za sprawą mnichów w VI i VII wieku/EAST NEWS

    ***

    Ukrzyżowany i zmartwychwstały Jezus przekazał Kościołowi misję udzielania ludziom łaski przebaczenia. W ciągu dziejów zmieniały się formy sakramentu pokuty i pojednania. 


    Historia każdego sakramentu zaczyna się od Jezusa Chrystusa. Nie inaczej jest w przypadku sakramentu pokuty i pojednania. Jezus nie tylko wzywał do nawrócenia, ale – co widać doskonale w scenie z paralitykiem – sam udzielał ludziom odpuszczenia grzechów. Czynił to na mocy swojej Bożej władzy (jako Syn Boży), ale zarazem czynił to jako człowiek (co tak bulwersowało faryzeuszy). Już w tej historii można dopatrzeć się zapowiedzi przekazania Boskiej władzy przebaczenia wspólnocie Kościoła. Otwarcie mówi o tym Jezus dopiero po śmierci i zmartwychwstaniu.

    Sakrament spowiedzi jest bowiem owocem Paschy. To przez krzyż i zmartwychwstanie dokonało się pojednanie ludzi z Bogiem. Owoce tego Jezusowego dzieła pojednania mają być przekazywane ludziom poprzez Kościół. „Wieczorem owego pierwszego dnia… przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł (do apostołów): »Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane«” (J  20,19.22-23). Pan Jezus nie określił precyzyjnie, jak ma wyglądać sprawowanie sakramentu pokuty. Dał Kościołowi Ducha Świętego, który jest gwarancją Bożej obecności, a apostołom udzielił władzy „odpuszczania” i „zatrzymywania”. Historia sakramentu pokuty pokazuje, jak ta niezmienna władza była konkretnie sprawowana w zmieniających się warunkach historycznych. Ów skarb, jakim jest moc jednania ludzi z Bogiem, jest przechowywany w glinianym naczyniu Kościoła. Moc idzie od Boga, ale przez posługę kapłanów, którzy sami jako grzesznicy miłosierdzia potrzebują. 


    Jednorazowa i publiczna pokuta 


    Już w Listach i Dziejach Apostolskich pojawia się problem grzechu występującego po chrzcie świętym. Budziło to zgorszenie i pewne zażenowanie młodej wspólnoty. W początkach Kościoła to chrzest był traktowany jako sakrament pojednania z Bogiem. Przyjmowali go dorośli, którzy wyznawali wiarę i nawracali się. Zanurzając się w wodzie chrztu, „topili” starego, grzesznego człowieka i zaczynali nowe życie. Panowało mocne przekonanie, że życie po chrzcie może i powinno być życiem wolnym od grzechu. Doświadczenie pokazało, że było to zbyt optymistyczne. Dzieło „Pasterz” Hermasa (ok. 150 po Chr.) jest najstarszym świadectwem mówiącym o odpuszczeniu grzechów po chrzcie. Przez kilka wieków dominowało w Kościele przekonanie, że po chrzcie pokuta jest możliwa tylko raz. Przyjmowano, że jest jakby drugim chrztem. Przy czym chodziło o ciężkie grzechy, za jakie uważano cudzołóstwo, morderstwo i apostazję.

    Problem pokuty nasilił się w związku z prześladowaniami chrześcijan przez Rzym. Nie wszyscy jednak byli gotowi na męczeństwo, niektórzy wypierali się Chrystusa (tzw. lapsi – upadli). Potem, gdy ustały prześladowania, chcieli wrócić do Kościoła, ale rygoryści odmawiali im tego prawa. W Kościele zwyciężyło jednak przekonanie, że nie należy im odmawiać Bożego miłosierdzia. Grzesznik musiał wyrazić przed wspólnotą swój żal i postanowienie poprawy. Następnie odbywał publiczną pokutę, którą nakładał na niego biskup (tzw. pokuta kanoniczna). Dopiero po okresie ekspiacji biskup udzielał przebaczenia, nakładając ręce i wypowiadając słowa rozgrzeszenia. Do VI wieku pokuta miała charakter jednorazowy i publiczny. 


    Wynalazek mnichów


    Spowiedź indywidualną zawdzięczamy mnichom pochodzącym z Irlandii i Wielkiej Brytanii. Tak zwani mnisi iroszkoccy stali się wielkimi ewangelizatorami północnej i zachodniej Europy w VI i VII wieku. Oni rozpowszechnili w całym Kościele spowiedź uszną przed kapłanem i praktykę osobistej pokuty. Od VI wieku spowiadano się już częściej niż raz. Zwykle wtedy, gdy ktoś popełnił grzech ciężki. Nadal jednak było tak, że najpierw trzeba było odpokutować grzech, a potem u tego samego kapłana, który nałożył pokutę, prosić o rozgrzeszenie. Mnisi tworzyli tzw. księgi penitencjarne, zawierające katalogi wszelkich możliwych grzechów oraz odpowiadających im pokut zwanych taryfowymi. Określano precyzyjnie formę i czas pokutowania.

    Ciekawostka: duchowni mieli znacznie surowsze pokuty niż świeccy. Księgi z taryfowymi pokutami okazały się jednak ślepym zaułkiem. Pojawiały się wynaturzenia, bogaci zaczynali zastępować pokutne czyny określoną sumą pieniędzy. Około X wieku ustaliła się reguła, że penitent zaraz po wyznaniu grzechów uzyskuje rozgrzeszenie, a pokutę odprawia po spowiedzi. Porzucono księgi pokutne. Pokuta po spowiedzi stawała się coraz bardziej symboliczna.

    
Na Soborze Laterańskim IV (1215 r.) zadecydowano, że wszyscy wierni mają obowiązek osobiście przynajmniej raz w roku wiernie wyznać wszystkie swoje grzechy kapłanowi. Później, już na Soborze Trydenckim (1545–1563), doprecyzowano, że obowiązek ten dotyczy jedynie grzechów ciężkich. Oczywiście chodzi o grzechy, których człowiek po dokładnym zbadaniu siebie jest świadomy. W roku 1304 papież Benedykt XI usankcjonował tzw. spowiedź generalną. Chodzi o spowiedź z całości życia, albo jakiegoś jego etapu, w której wyznajemy grzechy już wcześniej wyznane i odpuszczone. Spowiedź generalna jest nadal praktykowana i bywa pożyteczna w pewnych przełomowych życiowych momentach (np. przed ślubem czy święceniami).
Średniowieczny Kościół rozwinął teologię sakramentu pokuty. Spierano się o rozłożenie akcentów. Święty Tomasz z Akwinu, jak zwykle, szukał mądrej równowagi. Akcentował, że na skuteczność sakramentu składają się zarówno elementy subiektywne, czyli akty samego penitenta: żal połączony z postanowieniem poprawy, wyznanie grzechów i zadośćuczynienie, jak i element obiektywny, którym jest sakramentalne rozgrzeszenie. W porównaniu z pierwszymi wiekami Kościoła najważniejsza zmiana polegała na odejściu od przesadnego akcentowania uczynków pokutnych, jakby „wypracowywania” przebaczenia. Pozostałością po starożytnej surowej praktyce pokutnej pozostała teologia odpustów. 


    Negowanie i obrona spowiedzi 


    Marcin Luter, twórca reformacji, sam do końca życia spowiadał się. Ale w swoich pismach raz uznaje spowiedź za sakrament, raz ją odrzuca. Nie podobało mu się kościelne przykazanie nakazujące przynajmniej raz w roku spowiadać się. Tak mocno akcentował konieczność zaufania Bożemu miłosierdziu, że negował znaczenie samej absolucji i ludzkich wysiłków pokutnych. Jak w wielu innych sprawach, tak i w tej wylał dziecko z kąpielą. Kościoły wyrosłe z reformacji ostatecznie odrzuciły spowiedź.
Wspomniany już Sobór Trydencki w odpowiedzi na reformację uporządkował nauczanie o spowiedzi. Potwierdził nauczanie św. Tomasza z Akwinu. Akcentował, że spowiedź jest sakramentem powtarzalnym, że rozgrzeszenia może udzielać tylko kapłan. Potwierdził znane już wcześniej rozróżnienie na żal doskonały (z miłości) i niedoskonały (z lęku). Do otrzymania rozgrzeszenia wystarczy żal niedoskonały. 
To nauczanie pozostaje nadal aktualne.

    Na Soborze Watykańskim II zwrócono uwagę na wspólnotowy wymiar sakramentu pokuty. Podkreślono, że spowiedź to nie tylko pojednanie z Bogiem, ale także z Kościołem. Utrzymano jednak jako podstawową formę sakramentu indywidualną spowiedź. Drugą formą jest pojednanie większej liczby penitentów wraz z indywidualną spowiedzią. Trzecia forma, czyli tzw. absolucja generalna, jest możliwa tylko w sytuacjach nadzwyczajnych.

    Jan Paweł II w adhortacji „Reconciliatio et paenitentia” (1984 r.) zwrócił uwagę, że spowiedź nie jest tylko rodzajem procedury sądowej przed trybunałem miłosierdzia, ale ma również charakter „leczniczy”. „Pragnę leczyć, a nie oskarżać”, mówi św. Augustyn. „To dzięki lekarstwu spowiedzi doświadczenie grzechu nie przeradza się w rozpacz” – komentuje papież. „Każdy konfesjonał to uprzywilejowane i błogosławione miejsce, w którym (…) rodzi się nowy, nieskażony i pojednany człowiek – pojednany świat!”


    Spowiedź w wielu krajach przeżywa kryzys. Konfesjonały służą tam za schowki na szczotki i szmaty. Księża przestali spowiadać, więc ludzie przestali chodzić do spowiedzi. Zachodnia cywilizacja głównie przy pomocy armii psychologów i medialnych inżynierów społecznych dokonuje zastępczego świeckiego „rozgrzeszenia”. Wmówiono społeczeństwom i niestety także wierzącym, że są bez winy. Mówimy już tylko o słabości, o rozpadzie małżeństwa, wypaleniu, niedostosowaniu czy traumie z dzieciństwa. Tam, gdzie nie ma przyznania się do winy, nie ma też nawrócenia i spowiedzi. Wtedy zło staje się nieuleczalne.

    ks. Tomasz Jaklewicz/Gość Niedzielny

    ______________________________________________________________________________________________________________

    DO SAKRAMENTU SPOWIEDZI ŚW. MOŻNA PRZYSTĄPIĆ W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA – KAŻDEGO WIECZORU PO LITURGII TRIDUUM I W WIELKI PIĄTEK W KAPLICY-IZBIE OD GODZ. 12.00 -15.00

    Niechciany sakrament

    Niechciany sakrament
    fot. Roman Koszowski/Gość Niedzielny

    ***

    Jezus powiedział św. Faustynie: „Nie odkładaj sakramentu spowiedzi, bo to Mi się nie podoba”. Każdemu to mówi.

    Dziesięciu księży spowiada od wieczora do późnej nocy. Ludzie, czasem po raz pierwszy od wielu lat, wylewają przed Bogiem swoje dusze. Siedząc twarzą w twarz ze spowiednikiem, mówią rzeczy, których nikomu, nawet sobie, powiedzieć nie chcieli. Płaczą. Wreszcie słyszą: „Bóg, Ojciec miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna i zesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów, niech ci udzieli przebaczenia i pokoju przez posługę Kościoła. I ja odpuszczam tobie grzechy w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. I odchodzą przemienieni. I mówią: „Nie wiedziałem, że Kościół taki jest. Nie wiedziałam, że taka może być spowiedź”.

    Franciszek Kucharczak/Gość Niedzielny

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Rachunek sumienia – podstawa duchowego wzrostu

    Jeśli ktoś go odprawia, w jego życiu mogą dziać się cuda. O znaczeniu i roli rachunku sumienia mówi ks. Łukasz Sośniak, jezuita.

    Franciszek Kucharczak: Robi Ksiądz rachunek sumienia?

    Ks. Łukasz Sośniak SJ:
     Oczywiście, że robię.

    Codziennie?

    Tak! Rachunek sumienia był najważniejszą modlitwą św. Ignacego. On zwalniał swoich podwładnych, na przykład ze względu na chorobę, z różnych praktyk religijnych, nawet z Mszy św., ale nigdy z rachunku sumienia. To jest serce duchowości ignacjańskiej i jako jezuici staramy się bardzo tego pilnować. Naszą zasadą jest „szukać i znajdować Boga we wszystkim”, a ta modlitwa jest idealnym narzędziem do tego.

    Jak to w praktyce wygląda?

    W domach zakonnych najczęściej robi się to przed obiadem. Tu, gdzie jestem, zbieramy się w kaplicy i mamy pięciominutowy rachunek sumienia, ale każdy jezuita robi go też indywidualnie, najczęściej na zakończenie dnia. Ma schemat zaczerpnięty z książeczki „Ćwiczeń duchowych” św. Ignacego. Zaczyna się czymś nietypowym, bo dziękczynieniem za dobro, które dzisiaj otrzymałem od Pana Boga. Nie jakieś abstrakcyjne, tylko konkretne: że dziś spotkałem tę i tę osobę, doświadczyłem tego i tego. Starsi, chorzy ojcowie mówili mi na przykład, że dziękują za to, że ich dzisiaj mniej bolało. Moim zdaniem to dziękczynienie jest kluczem do rachunku sumienia. Widzę, że to też bardzo pomaga rekolektantom. Jak ktoś ma problem z modlitwą, zawsze mówię, żeby robić rachunek sumienia albo przynajmniej ten pierwszy punkt. To ważne, bo często ktoś mówi: „Ja nie mam za co dziękować, spotykają mnie same cierpienia”, a po tygodniu czy dwóch robienia rachunku sumienia stwierdza, że Bóg jednak jest obecny w jego życiu i że jest tam wiele dobra. I to mu daje dużo pocieszenia.

    A co po dziękczynieniu?

    Ignacy pisze: „Prosić o łaskę poznania grzechów i odrzucenia ich precz”. Ja modlę się do Ducha Świętego, żeby przypomniał mi te momenty, w których Pan Bóg działał w ciągu dnia, a tego nie zauważałem. To drugi punkt. Trzeci to retrospekcja – można analizować godzinę po godzinie, spoglądając na to, co się wydarzyło w ciągu dnia. Ja często trwam w ciszy i kontemplacji i czekam, co się samo narzuci, co mi Pan Bóg powie. Często przypominają się wtedy momenty w ciągu dnia, związane z jakimiś wydarzeniami, i wtedy widzę: o, tu działał Pan Bóg, tu mogłem Go spotkać. Potem jest czwarty punkt – prośba o przebaczenie. Powiedziałbym, że to taka modlitwa oddania, nie jakieś oskarżanie się, wypominanie sobie grzechów, tylko ufne zawierzenie z prośbą, żeby Pan Bóg przychodził nam z pomocą w naszych słabościach. I ostatnia rzecz – postanowienie. Ono musi być konkretne i realistyczne. Ignacy nie chce, żeby to było coś w stylu: „zmienię się, będę lepszy, będę pracował nad sobą”. To ma być decyzja, co konkretnie zrobię, żeby osiągnąć konkretny cel. Gdy się robi rachunek sumienia codziennie, to nieraz też robi się go z tego postanowienia.

    Wielu ludziom jednak rachunek sumienia kojarzy się z bezduszną buchalterią albo bolesnym rozdrapywaniem ran.

    Myślę, że nazwa „rachunek sumienia” jest trochę mylna. Rzeczywiście kojarzy się z rachowaniem, a Pan Bóg z jakimś księgowym, który czyha na nasze potknięcia, albo z sędzią, który wyda wyrok skazujący po wyciągnięciu średniej. Natomiast my mówimy o rachunku sumienia jako „kwadransie uważności”. Chodzi o uważność na Boże działanie. O. Józef Augustyn SJ nazwał rachunek sumienia „kwadransem szczerości”. Jeszcze inny autor używał określenia „kwadrans miłującej uwagi”. Tu akcent jest położony nie na grzechy, tylko na dobro. Gdy wchodzę w światło, gdy kontempluję działanie Boga w swoim życiu, wtedy widzę swoje słabości i dostrzegam, że korzenie zła są we mnie.

    Podjęcie takiej praktyki może być trudne.

    Rozumiem to, ale można spróbować co kilka dni albo na początek co tydzień. Kiedy ktoś zauważy, jakie to przynosi owoce, to myślę, że podejmie się tego codziennie. Zwłaszcza że to nie jest długa modlitwa, zajmuje maksymalnie 15 minut. A że zawiera dziękczynienie, to jest bardzo eucharystyczna i może być moją codzienną modlitwą. Nie muszę podejmować innych, mogę nawet uczynić z tego przez jakiś czas jedyną praktykę modlitewną.

    Czasem refleksja nad sobą może się zrodzić z poziomu świńskiego żłobu, jak się to przydarzyło synowi marnotrawnemu z Jezusowej przypowieści. Czytamy, że „zastanowił się”. Czyli chyba zrobił przegląd swojego postępowania. To zastanowienie to rachunek sumienia?

    Oczywiście. To jest bardzo dobra metafora „kwadransa szczerości”. Od tego zaczyna się rachunek sumienia – przerywam swoje pogrążanie się w złu i przychodzi refleksja. Widzę, że coś jest nie tak, i zaczynam się zastanawiać nad tym, co robię. Można powiedzieć, że to jest łaska Boża. Jeśli świadomie podejmę tę refleksję, ona może mnie doprowadzić z powrotem do Ojca, czyli do nawrócenia. Bo celem rachunku sumienia jest codzienne nawracanie się. Chodzi o to, żeby zawsze powracać do Ojca, który nieustannie wychodzi naprzeciw i powracającego nigdy nie potępia.

    Syn marnotrawny na początku po prostu widzi, że fatalnie się porobiło. To chyba pocieszające, że wstępna motywacja nie musi być zaraz taka czysta?

    Rzeczywiście, syn marnotrawny wraca, bo mu się skończyła kasa i zobaczył, jak nisko upadł. Jeszcze nie dostrzega dobroci ojca, ale kiedy spotyka się z jego bezinteresowną miłością, zaczyna ją odwzajemniać. Czasem trzeba się zadowolić początkową motywacją typu „jak trwoga, to do Boga”. Pan Bóg musi mieć o co się zahaczyć. Papież w książce „Miłosierdzie to imię Boga” mówi, że On szuka każdej szczeliny, żeby Jego miłosierdzie przedostało się do człowieka. Nawet taka kiepska motywacja ze względu na polepszenie swojego bytowania już wystarcza Bogu, żeby zaczął działać. Człowiek musi dać Panu Bogu jakąkolwiek zgodę. Od tego się zaczyna. W moim przypadku też tak było. Wiedziałem, że muszę coś zmienić w swoim życiu. Czułem, że ono nie ma treści, że ucieka mi między palcami. I postanowiłem jechać na rekolekcje ignacjańskie – i tam zacząłem od rachunku sumienia. To była pierwsza modlitwa, którą zacząłem praktykować, i to mi zaczęło otwierać oczy. Nie sądziłem, że to mnie zaprowadzi do zakonu. Pan Bóg dał mi tę łaskę, że mogłem zrobić ten pierwszy krok, szukać dla siebie jakiegoś wyjścia, a dalej On już wszystko załatwił. Więc nie ma się co bać otworzyć się i użyć jakiegoś konkretnego narzędzia.

    Co zrobić, żeby się „otworzyć”?

    Można codziennie wieczorem chociaż podziękować za to, co się wydarzyło, i zwrócić uwagę na to, co się konkretnie wydarzyło. Na to, jak mi Pan Bóg dzisiaj pomógł, jak był obecny. A potem wejść w kolejne punkty rachunku sumienia. Jeśli ktoś to będzie robił, wtedy cuda mogą się dziać w jego życiu.

    Jednak przeciętny katolik rachunek sumienia robi tylko przed spowiedzią i raczej słabo kojarzy się to z modlitwą. Jak się to ma do praktyki codziennej „miłującej uważności”?

    Ten rachunek sumienia, gdy przeglądam po kolei: pierwsze, drugie, trzecie przykazanie – to jest takie leczenie objawowe. Stwierdzam: „gniewałem się na żonę/męża, na dzieci, to i tamto mnie wkurzało”. No dobrze, ale nie idę dalej i nie wiem dlaczego. Co się dzieje, że ja się tak irytuję? Po jednorazowym rachunku sumienia ciężko w to wejść. To jest taka aspiryna – przestaje mnie boleć głowa i tyle. Uważałbym bardzo na schemat „grzech – spowiedź – Komunia”, bo to oznacza, że ja chcę tylko formalnie zaliczać punkty i kręcę się w kółko. Ignacjański rachunek sumienia to jest zupełnie inna praktyka – to jest codzienne trwanie przy Panu Bogu. Kiedy Mu dziękuję, poprawia się mój obraz Boga, staje się on coraz bardziej Chrystusowy, biblijny, nieoparty tylko na doświadczeniu mojego biologicznego ojca. Widzę, że nie muszę zasługiwać na Jego miłość.

    Właśnie – zasługiwać. Niełatwo przyjąć darmowość zbawienia.

    Papież Franciszek w encyklice Gaudete et exsultate mówi, że największą herezją współczesności jest pelagianizm – przekonanie, że ja sam muszę osiągnąć zbawienie, że to ode mnie wszystko zależy. Kiedy rozmawiam z ludźmi na rekolekcjach, widzę, że to jest jeden z najpowszechniejszych problemów. Bo jesteśmy Zosiami samosiami, społeczeństwo nas uczy, że trzeba na wszystko zapracować, wszystko wywalczyć, nie ma nic za darmo i wszystko, co mam, jest moją zasługą. I do duchowości przenosimy to jeden do jednego. Tymczasem praktyka kwadransa uważności pozwala nam oderwać się od takiego myślenia, a skupia nas na śladach Boga, w życiu, rozwija wrażliwość na Niego, pozwala odkryć, że Bóg jest z nami w każdej chwili i nie przestaje nam błogosławić. To dla wielu ludzi staje się źródłem ogromnej siły i nadziei, odrywa ich od siebie i pozwala przetrwać najtrudniejsze chwile.

    ks. Łukasz Sośniak jest jezuitą, absolwentem filologii polskiej i dziennikarstwa. Do niedawna pracował w Radiu Watykańskim, obecnie mieszka w Warszawie./Gość Niedzielny

    ____________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

    10 MARCA

    IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

    fot. Archidiecezja Krakowska, flickr.com/stacja7.pl

    ****

    Laetare, czyli najbardziej radosna niedziela w Wielkim Poście

    W IV niedzielę Wielkiego Postu księża używają podczas Mszy świętej najrzadszego koloru liturgicznego. Co oznacza różowy kolor szat?

    Niedziela Laetare to szczególny dzień w liturgii. Obchodzona jest ona w IV Niedzielę Wielkiego Postu, a jej nazwa pochodzi z języka łacińskiego i oznacza „Raduj się”. Słowa te nawiązują do pierwszych słów antyfony śpiewanej w tym dniu na wejście: „Laetare, Jerusalem…” („Raduj się, Jeruzalem…”).

    Niedziela radości nie przez przypadek nosi taką nazwę, gdyż ma przypominać nam, że zbliżające się święta Wielkanocne to święta pełne nadziei i radości ze zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią. Pokazuje przewagę światła nad ciemnością.

    Różowy kolor szat liturgicznych. Dlaczego?

    Dzień ten często nazywany jest także „Niedzielą różową”, ponieważ kolor liturgiczny zmienia się z fioletowego na różowy. To jeden z dwóch dni w roku, kiedy kapłan może sprawować liturgię w szatach tego koloru. Używa się ich również w Niedzielę „Gaudete”, czyli w III niedzielę Adwentu, która zapowiada przyjście Chrystusa i odkupienie, jakie przyniesie.

    W liturgii Wielkiego Postu obowiązuje fioletowy kolor szat liturgicznych. Kolor ten ma przywoływać na myśl pokutę i oczekiwanie. Dlatego też Niedziela Laetare wprowadza pewną przerwę w atmosferze pokuty i refleksji, charakterystycznej dla Wielkiego Postu.

    Niedziela Laetare ma przypomnieć wierzącym, że nawet w czasie postu, przygotowującego do Triduum Paschalnego, warto odkryć radość płynącą z nadziei zbawienia. Choć Wielki Post to czas zadumy, Niedziela Radości przypomina o nadchodzącym Zmartwychwstaniu Chrystusa.

    13.30 – ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

    GORZKIE ŻALE

    SPOWIEDŹ ŚW.

    14.00 – MSZA ŚW.

    PO MSZY ŚW. KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Papież baranek

    Koronację Napoleona i Józefiny uwiecznił Jacques-Louis David. W rzeczywistości przygnębiony Pius VII siedział bez ruchu – gest błogosławieństwa kazał namalować cesarz.

    Koronację Napoleona i Józefiny uwiecznił Jacques-Louis David. W rzeczywistości przygnębiony Pius VII siedział bez ruchu – gest błogosławieństwa kazał namalować cesarz/WIKIMEDIA

    ***

    W filmie „Napoleon” Ridleya Scotta widzimy papieża, który po koronacji Napoleona wznosi gromki okrzyk ku jego czci. W rzeczywistości Piusowi VII daleko było do entuzjazmu. Był wstrząśnięty arogancją cesarza. A potem było tylko gorzej.

    Ależ to była gala! Paryska katedra Notre Dame widziała już wiele koronacji, ta jednak miała przewyższyć wszystkie. Bo też nie królewska głowa miała być uwieńczona złotym znakiem władzy, lecz cesarska.

    O królach porewolucyjna Francja nie chciała już słyszeć. Korona Ludwika XVI spadła na paryski bruk razem z jego głową. Napoleon Bonaparte miał zresztą większe ambicje. Dzięki swojemu wojennemu geniuszowi i dyplomatycznej zręczności zawładnął krajem i rzucił na kolana pół Europy. Chciał być następcą i kontynuatorem Karola Wielkiego, którego skronie 1004 lata wcześniej przyozdobiła korona cesarza Zachodu, nałożona w Rzymie przez samego papieża. Francuski władca nie zamierzał się jednak fatygować do Rzymu – sprowadził następcę św. Piotra do Paryża.

    Pius VII nie mógł odmówić. W razie oporu Napoleon użyłby siły, a papież wiedział, że ten człowiek nie cofnie się przed niczym. Arogancji francuskiej władzy rewolucyjnej, której Bonaparte był elementem, doświadczył jego poprzednik Pius VI, który w konsekwencji zmarł w niewoli z dala od Rzymu. Poza tym papież nie chciał zadrażniać relacji z człowiekiem, który, bądź co bądź, zakończył we Francji rewolucję i przywrócił Kościół do istnienia po okresie jego formalnej likwidacji.

    Ojciec Święty zatem, choć z ciężkim sercem, przybył, aby osobiście koronować cesarza. To znaczy… tak sądził.

    Arogancja i upokorzenie

    Rankiem 2 grudnia 1804 roku cały Paryż rozbrzmiał dźwiękiem dzwonów – tych, których rewolucjoniści nie zdążyli przetopić na armaty. Wspaniały orszak wyruszył z pałacu Tuileries do katedry Notre Dame. W świątyni, przyklęknąwszy na klęczniku, oczekiwał papież. Okazało się, że musiał tak czekać… półtorej godziny. Po nałożeniu cesarskich strojów Napoleon i jego żona Józefina, wśród wiwatów tłumu, wkroczyli wreszcie do kościoła wypełnionego ośmioma tysiącami znakomitych gości. Ogromny czerwony płaszcz Napoleona, podbity gronostajami, trzymali dwaj jego bracia, a jego dwie siostry podtrzymywały płaszcz Józefiny.

    Rolę papieża w najdrobniejszych szczegółach ustalono w przygotowanym wcześniej ceremoniale. Zgodnie z planem Pius VII odebrał od Napoleona przyrzeczenie, że będzie chronił Kościół, po czym nowy władca przyjął namaszczenie. Na życzenie Bonapartego miało to miejsce w ustronnej części katedry, aby nie sugerować, że cesarz jest poddanym Kościoła. Potem papież poświęcił insygnia cesarskie. Gdy jednak miało nastąpić nałożenie korony na głowę nowego imperatora, ten podszedł do ołtarza, odwrócił się tyłem do papieża i stojąc naprzeciw zebranych… ukoronował się sam. Następnie, również osobiście, nałożył koronę na głowę klęczącej Józefiny.

    Tę właśnie scenę uwiecznił na potężnym obrazie malarz Jacques-Louis David. To wybitne malowidło z fotograficzną dokładnością dokumentuje rzeczywistą scenę koronacji, pewne szczegóły jednak fałszuje. Na obrazie widać papieża błogosławiącego parę cesarską. W rzeczywistości Pius VII po samokoronacji cesarza siedział bez ruchu, przygnębiony arogancją władcy. To Napoleon, oglądając powstające dzieło, kazał artyście przedstawić Piusa VII z ręką uniesioną w geście błogosławieństwa. „Nie po to sprowadzałem papieża z Rzymu, żeby nic nie robił” – miał powiedzieć. 

    Napoleon sam nakłada sobie koronę w obecności papieża – rysunek Davida.

    Napoleon sam nakłada sobie koronę w obecności papieża – rysunek Davida/WIKIMEDIA

    ***

    Dam się porąbać

    Pius VII zaznał od Napoleona wielu upokorzeń. Bonaparte nie raczył go nawet w godny sposób przyjąć, gdy papież zbliżał się do Paryża. Przywitał gościa w stroju myśliwskim, bo „przypadkiem” akurat polował. I tak, w otoczeniu sfory psów, towarzyszył Ojcu Świętemu do miejsca jego pobytu.

    Pomysł cesarza Francuzów na papieża był prosty – chciał z niego uczynić swojego wasala. Głowa Kościoła miała służyć potędze Francji, a przede wszystkim jego własnej sławie. Zaraz po koronacji złamał wiele obietnic, do których się zobowiązał. Chciał mieć wpływ na wszystkie ważne decyzje Kościoła, nie oddał też zagarniętych przez Francję terenów Państwa Kościelnego. Irytowały go oznaki czci, jakie okazywali Piusowi ludzie, gdziekolwiek ten się zjawił. Kazał go pilnować i ograniczać kontakty ze światem zewnętrznym. Nie pozwalał nawet na publiczne odprawianie przez niego Mszy i nabożeństw. Nie zgadzał się też na powrót papieża do Rzymu. Miał plan: chciał, jak w średniowieczu, osadzić papieża w stolicy bądź w Awinionie i w ten sposób kontrolować Kościół.

    Tu się jednak przeliczył. Pius VII był na to przygotowany. „W Paryżu zatrzymacie jedynie biednego mnicha Barnabę Chiaramontiego, bo na wypadek zatrzymania mnie tu złożyłem rezygnację” – powiedział.

    W tej sytuacji papież odzyskał wolność i powrócił do Rzymu. Ale i tam sięgała długa ręka Napoleona, który po zwycięstwie pod Austerlitz traktował Italię jak część swojego władztwa. Wojska francuskie obsadziły wszystkie strategiczne miejsca, a sam Bonaparte zażądał, żeby papież uznał przeciwników cesarstwa za własnych wrogów. Oczekiwał też, że co najmniej jedną trzecią kolegium kardynalskiego będą stanowić Francuzi. Z podpisanym konkordatem, który i tak zawierał sporo ustępstw na rzecz Francji, praktycznie przestał się liczyć. Papież w jego koncepcji stawał się jednym z książąt cesarstwa, a Państwo Kościelne miałoby stać się częścią państwa federacyjnego.

    Pius VII, rodowe nazwisko Luigi Barnaba Chiaramonti,urodził się w 1742 roku w Cesenie, w rodzinie szlacheckiej. W 1758 roku wstąpił do benedyktynów. Zakonnikami zostali także czterej jego bracia, a i matka po śmierci męża wstąpiła do Karmelu. W 1782 roku papież mianował go biskupem Tivoli. Trzy lata później został kardynałem i objął diecezję Imola. Na papieża został wybrany w 1800 roku. Dał się poznać jako człowiek delikatny i obdarzony zdolnością łagodzenia konfliktów. Ta cecha przydała mu się w obliczu a…

    Pius VII, rodowe nazwisko Luigi Barnaba Chiaramonti,urodził się w 1742 roku w Cesenie, w rodzinie szlacheckiej. W 1758 roku wstąpił do benedyktynów. Zakonnikami zostali także czterej jego bracia, a i matka po śmierci męża wstąpiła do Karmelu. W 1782 roku papież mianował go biskupem Tivoli. Trzy lata później został kardynałem i objął diecezję Imola. Na papieża został wybrany w 1800 roku. Dał się poznać jako człowiek delikatny i obdarzony zdolnością łagodzenia konfliktów. Ta cecha przydała mu się w obliczu a…
    WIKIMEDIA

    ***

    Rzym jest mój!

    Po każdym papieskim ustępstwie Napoleon stawiał nowe żądania. Papież miał więc zamknąć porty przed Anglikami i wziąć udział w blokadzie kontynentalnej. Ponieważ namiestnik Piotrowy nie kwapił się z realizacją tych żądań, 2 lutego 1808 roku wojsko francuskie wkroczyło do Rzymu. Na Kwirynale stanęły działa wycelowane w rezydencję papieską. Wreszcie Pius VII, człowiek z natury łagodny i skłonny do dialogu, powiedział posłowi francuskiemu: „Powiedz pan w Paryżu, że dam się porąbać na kawałki, ale do systemu federalnego nie przystąpię”. W odwecie Francuzi aresztowali wszystkich współpracowników papieża, a w końcu jego samego. Przewożono go z miejsca na miejsce, a funkcjonariusze cesarza maltretowali go psychicznie. Z początku pozwolono mu wystawiać dokumenty, ale gdy Pius VII nazwał uzurpacją próby samowolnego mianowania przez cesarza biskupów, odebrano mu książki, przybory do pisania i pierścień Rybaka.

    Najbardziej zależało Napoleonowi na skłonieniu papieża do zrzeczenia się władzy świeckiej nad Państwem Kościelnym.

    „Będzie Pan miał dość zajęcia, jeśli się Pan ograniczy do kierowania duszami” – pisał złośliwie Bonaparte do Piusa VII. „Już od dawna papieże mieszali się do tego, co ich nie powinno obchodzić, a co za tym idzie, zaniedbywali prawdziwe interesy Kościoła. Uznaję Pana za głowę w sprawach dotyczących religii, ale ja jestem cesarzem. Rzym jest nieodwołalnie częścią mego cesarstwa” – deklarował.

    Paradoksalnie – mimo arogancji autora i jego złych intencji – było to swoiste proroctwo, ale to jeszcze nie był ten czas. To miało się spełnić za 60 lat, ale na razie Państwo Kościelne wciąż jeszcze dawało Kościołowi względną niezależność wobec wielkich tego świata. Pius VII więc, a także kilku jego następców nie wyobrażali sobie innej możliwości.

    Wobec nieprzejednanej postawy papieża w lutym 1810 roku francuski senat uchwalił oficjalne przyłączenie Państwa Kościelnego. Francuzi znieśli wszystkie klasztory i 17 biskupstw, a mianowany przez cesarza książę miał rządzić jako król Rzymu. Papież, według planów Napoleona, miał złożyć mu przysięgę wierności i rezydować na przemian w Rzymie i w Paryżu – przy czym kuria papieska miała urzędować w stolicy Francji. W tym celu już od roku ściągano do Paryża wszystkich kardynałów, likwidowano rzymskie biura kurialne i przewożono archiwa watykańskie – a przy okazji i dzieła sztuki. Wierność cesarzowi mieli też przysiąc wszyscy duchowni. Większość to uczyniła. Opornym groziło więzienie.

    W tym samym czasie cesarz, pragnąc mieć legalnego potomka, rozwiódł się z Józefiną i poślubił Marię Ludwikę, Habsburżankę. Francuskie władze kościelne na rozkaz Napoleona orzekły nieważność jego poprzedniego związku. 13 spośród 29 obecnych w Paryżu kardynałów nie zjawiło się na ślubie, za co zostali ukarani utratą dochodów i zakazem używania stroju kardynalskiego. 

    Francuski generał Étienne Radet aresztuje i wywozi Piusa VII z Rzymu w 1809 roku.

    Francuski generał Étienne Radet aresztuje i wywozi Piusa VII z Rzymu w 1809 roku.
    WIKIMEDIA

    ***

    Czas na refleksję

    Wobec dalszego oporu uwięzionego papieża cesarz kazał zwołać w Paryżu sobór narodowy. Posłuszni duchowni zorganizowali obrady tego dziwnego gremium, które ruszyły w kwietniu 1811 roku. Ku zaskoczeniu władcy znaczna część obecnych tam kardynałów i biskupów stanowczo opowiedziała się po stronie następcy Piotra. W końcu poirytowany cesarz anulował wszystkie konkordaty, których zresztą i tak się rzadko trzymał. W 1812 roku kazał przewieźć papieża w pobliże stolicy. W obawie przed rozpoznaniem tak niezwykłego podróżnego i zdemaskowaniem miejsca jego pobytu namiestnik Chrystusowy został ubrany dla niepoznaki w czarną sutannę i pofarbowane czarnym atramentem buty. Tak trafił do Fontaineblau. Napoleon chciał mieć papieża bliżej siebie, żeby móc na niego wpływać.

    Czas cesarza dobiegał jednak końca. Jego gwiazda mocno przybladła po porażce Wielkiej Armii w Rosji, a po klęsce pod Lipskiem całkiem przygasła. W styczniu 1814 roku Napoleon kazał papieża przewieźć do Sawony, a dwa miesiące później zupełnie go uwolnił. Pius VII wrócił do Rzymu. Nie przypuszczał, że czeka go jeszcze jedno wygnanie – choć krótkie. W czasie „stu dni” Napoleona musiał uciekać do Genui. Bonaparte jeszcze raz próbował zmusić papieża do zrzeczenia się władzy świeckiej. Oczywiście bezskutecznie. Po 78 dniach Ojciec Święty znów był w Rzymie.

    Zdetronizowany i pokonany imperator miał na Wyspie św. Heleny czas na rozmyślania. Docenił wtedy wyjątkowość Piusa VII, który zatroszczył się o niego, przysyłając mu księdza, żeby go wspierał duchowo. Co więcej, papież przygarnął w Rzymie matkę Bonapartego, Letycję, i Fescha, jego wuja, który wyrządził następcy Piotra wiele krzywd. Zaopiekował się też siostrzeńcem Napoleona Lucjanem, dając mu nawet tytuł senatora rzymskiego. Wszyscy oni znaleźli u papieża schronienie przed zemstą ze strony Burbonów. Zdumiony taką ewangeliczną postawą Bonaparte nazwał go barankiem.

    Pius VII mimo olbrzymich przeciwności zachował równowagę ducha do śmierci. Ta nastąpiła nad ranem 20 sierpnia 1823 roku. Dzień wcześniej poprosił o Wiatyk, otrzymał też ostatnie namaszczenie. W agonii powtarzał słowa: „Fontaineblau, Sawona”. Były to miejsca jego niewoli. W chwili śmierci Pius VII miał 81 lat. Przeżył Napoleona o dwa lata.

    Benedykt XVI zatwierdził otwarcie jego procesu beatyfikacyjnego.

    Papież Franciszek, z okazji 200. rocznicy śmierci Piusa VII, tak mówił o tym niezwykłym człowieku: „Pomimo politycznego i społecznego zamieszania, które naznaczyło wiek XIX, z ufnością oddał się woli Bożej, przyjął upokorzenie wygnania z przykładną uległością, ofiarując wszystko Panu dla dobra Kościoła”.

    na podstawie m.in. z książki ks. Z. Zielińskiego „Papiestwo i papieże dwóch ostatnich wieków”.

    Franciszek Kucharczak/Gość Niedzielny

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ŻYWY RÓŻANIEC

    Aby Matka Boża była coraz bardziej znana i miłowana!

    „Różaniec Święty, to bardzo potężna broń.

    Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

    (św. Josemaria Escriva do Balaguer)

    A rosary is used for prayers and meditations.
    fot.wiseGeek

    *****

    INTENCJA ŻYWEGO RÓŻAŃCA

    NA MIESIĄC MARZEC 2024

    Intencja papieska:

    *Módlmy się za tych, którzy w różnych częściach świata narażają swoje życie z powodu Ewangelii, aby rozpalali Kościół swoją odwagą i misyjnym entuzjazmem.

    więcej informacji – Vaticannews.va: Papieska intencja

    _______________________________________________________

    Intencje Polskiej Misji Katolickiej w Glasgow:

    * za naszych kapłanów, aby dobry Bóg umacniał ich w codziennej posłudze oraz o nowe powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego.  

    * za papieża Franciszka, aby Duch Święty prowadził go, a św. Michał Archanioł strzegł.

    *Święty Józefie, Patronie nasz, w Twoim miesiącu, w którym przeżywamy Wielki Post, chroń od zarazy błędów i zepsucia, którymi nieustannie “kusiciel” próbuje osłabić jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół. Z wielką ufnością błagamy o Twoją opiekę nad naszymi rodzinami zmagającymi się w walce z mocami ciemności. Tak jak ratowałeś Bożego Syna i Twoją Najświętszą Oblubienicę Bogurodzicę od wielorakich zagrożeń, bądź i nam pomocą w niebezpieczeństwach od wrogich zasadzek i od wszelkich przeciwności.

     

    Intencja dodatkowa dla Róży Matki Bożej Częstochowskiej (II),

    św. Moniki i bł. Pauliny Jaricot: 

    * Rozważając drogi zbawienia w Tajemnicach Różańca Świętego prosimy Bożą Matkę, aby wypraszała u Syna swego a Pana naszego Jezusa Chrystusa właściwe drogi życia dla naszych dzieci.

    *****

    W tym miesiącu możemy uzyskać odpust zupełny w następujące dni:

    *31 marca 2024 – w UROCZYSTOŚĆ ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO – odpust zupełny dla członków Żywego Różańca

    *25 marca: w UROCZYSTOŚĆ ZWIASTOWANIA NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNIE – odpust zupełny dla członków Żywego Różańca

    *2 marca mija 11 lat, odkąd został reaktywowany Żywy Różaniec przy Polskiej Misji Katolickiej w Szkocji i zaczęliśmy się modlić w naszej Wspólnocie Różańcowej. Te osoby, które wtedy rozpoczęły się modlić, mogą 2 marca 2024 roku uzyskać odpust zupełny pod zwykłymi warunkami.

    Obecnie mamy 19 Róż Żywego Różańca. Wciąż brakuje nam kilka osób. Dlatego bardzo serdecznie prosimy chętnych, aby zechcieli dołączyć się do Żywego Różańca.

    KRÓLOWO RÓŻAŃCA ŚWIĘTEGO, MÓDL SIĘ ZA NAMI!

    ***

    Od 1 marca modlimy się kolejnymi Tajemnicami Różańca Świętego i w nowych intencjach, które otrzymaliście na maila 29 lutego z adresu e-rozaniec@kosciol.org (jeśli ktoś z Was nie dostał maila na ten miesiąc, proszę o kontakt z Zelatorem Róży, albo na adres rozaniec@kosciolwszkocji.org)

    (strona Żywego Różańca: zr.kosciol.org – intencje, ogłoszenia, patroni róż, tajemnice)

    ___________________________________________________________________________________________

    Aborcja w konstytucji. „Francja sięgnęła dna”

    Aborcja w konstytucji. „Francja sięgnęła dna”

    Paryż.PXHERE

    ***

    Francuski Kongres w 2007 roku zdecydował o wpisaniu do konstytucji zniesienia kary śmierci. 4 marca bieżącego roku wprowadził do ustawy zasadniczej prawo do zabicia dzieci przez ich matki.

    Kongres, czyli połączone izby Zgromadzenia Narodowego i Senatu, zebrał się w poniedziałkowe popołudnie 4 marca w pałacu królewskim w Wersalu w celu zapisania w konstytucji prawa do aborcji. Dla dokonania zmiany w ustawie zasadniczej wymagana jest większość trzech piątych obradujących razem deputowanych i senatorów. Ten próg został w znacznym stopniu przekroczony. Spośród 925 głosujących aż 780 parlamentarzystów poparło zmianę. Przeciw było jedynie 72 głosujących. Ogłoszeniu decyzji towarzyszyły olbrzymi aplauz i entuzjazm zebranych. 

    Do artykułu 34 konstytucji wpisano nowy paragraf o treści: „Ustawa określa warunki korzystania z przysługującej kobiecie swobody dobrowolnego przerwania ciąży”. W ten sposób Francja stała się jedynym krajem na świecie, który prawo do aborcji zapisał w swojej ustawie zasadniczej. 
    Decyzja Kongresu była formalnością, ponieważ Zgromadzenie Narodowe zatwierdziło ustawę w styczniu tego roku 493 głosami przeciw 30. W ostatnią środę lutego taką samą decyzję podjęła izba wyższa francuskiego parlamentu proporcją głosów 267 do 50. 

    Inicjatywa wpisania prawa do aborcji do konstytucji wyszła od Emmanuela Macrona, który prawo to obiecał uczynić „nieodwracalnym”. Francuski prezydent zobowiązał się przeprowadzić swój zamiar w odpowiedzi na decyzję Sądu Najwyższego USA, znoszącej federalne prawo do aborcji. Wspomniał o tym także rząd we wstępie do projektu ustawy. Stwierdzono tam z ubolewaniem, że „w wielu krajach, również w Europie, istnieją nurty opinii próbujące za wszelką cenę utrudniać kobietom swobodę przerywania ciąży”. 

    Parlamentarzyści podczas debaty wielokrotnie wyrażali przekonanie o konieczności trwałego zabezpieczenia Francji przed „przykładem amerykańskim”. W mediach pojawiły się też sugestie, że zapis w konstytucji był konieczny, aby powstrzymać falę „reakcyjnych” zmian społecznych w Europie, mogących płynąć z Węgier czy z Polski. Associated Press ubolewał nad „zaostrzeniem i tak już restrykcyjnego prawa aborcyjnego” przez polski Trybunał Konstytucyjny w 2020 roku. 

    Po decyzji Senatu francuski episkopat wyraził smutek, przypominając, że aborcja jest atakiem na ludzkie życie u jego początku, i zaznaczając, że nie można jej postrzegać tylko przez pryzmat praw kobiet. „W czasach, gdy wychodzi na jaw wiele form przemocy wobec kobiet i dzieci, konstytucja naszego kraju byłaby uhonorowana, gdyby w jej centrum znalazła się ochrona kobiet i dzieci” – napisali biskupi. Podkreślili, że jako katolicy zawsze będą sługami życia wszystkich, od poczęcia do naturalnej śmierci, i „budowniczymi szacunku dla każdej istoty ludzkiej, która zawsze jest darem dla wszystkich innych”. Wezwali do modlitwy o to, „aby nasi współobywatele na nowo odkryli smak życia, jego dawania, przyjmowania, towarzyszenia mu oraz posiadania i wychowywania dzieci”. 

    Z kolei emerytowany arcybiskup Paryża, Michel Aupetit, na wieść o decyzji Senatu napisał: „Aborcja w konstytucji. Klauzula sumienia dla leczących zostaje odrzucona. Prawo bierze górę nad sumieniem, co zmusza ludzi do umierania. Francja sięgnęła dna. Stała się państwem totalitarnym”. 

    Franciszek Kucharczak/Gość Niedzielny

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Maryja z Guadalupe jest jak żywa osoba. Najważniejsze fakty dotyczące cudownego wizerunku

    fot. Depositphotos/Deon.pl

    ***

    Tajemnicze światło na obrazie Matki Bożej z Guadalupe – Patronki życia

    Podczas Mszy św. w intencji dzieci zabitych przed narodzeniem, z obrazu Matki Bożej z Guadalupe, w Sanktuarium w Meksyku, wydobyło się światło, które – na oczach tysięcy wiernych – utworzyło kształt ludzkiego embrionu, podobny do obrazu widzianego podczas badań echograficznych.

    Matka Boża z Guadalupe

    Zjawisko zostało sfotografowane przez obecnych w świątyni. Zdjęcia wizerunku Matki Bożej ze świetlnym embrionem można zobaczyć na stronie internetowej Francuskiego Stowarzyszenia Katolickich Pielęgniarek i Lekarzy (www.acimps.org). Jego działacze przypuszczają, że Maryja pokazała w swym łonie obraz nienarodzonego Jezusa.

    Matka Boża z Guadalupe

    Komentując zamieszczone fotografie, ks. Luis Matos ze Wspólnoty Błogosławieństw podkreśla, że nie są one odblaskiem światła zewnętrznego, np. fleszy aparatów fotograficznych. Powiększenia fotografii, zrobionych przez wiernych obecnych w sanktuarium, wyraźnie pokazują, że światło pochodzi bezpośrednio z wnętrza obrazu. Białe, intensywne światło ma formę i rozmiary ludzkiego embrionu. Widać również na nich strefy cienia, charakterystyczne dla echograficznych wizerunków płodu w łonie matki.

    Matka Boża z Guadalupe

    Tymczasem ks. José Luis Guerrero Rosado, kanonik bazyliki w Guadalupe i dyrektor Wyższego Instytutu Studiów Guadalupiańskich przestrzega przed pochopnym nazywaniem zaobserwowanego zjawiska cudem. Na stronie internetowej sanktuarium (www.virgendeguadalupe.org.mx) określa krążące w internecie doniesienia na ten temat mianem sensacyjnych. Wskazuje, że jedyne, co na razie wiadomo, to fakt, że przed wizerunkiem Matki Bożej pojawiło się światło, niewytłumaczalne w sposób naturalny. Nie jest to jednak wystarczająca podstawa, by z całą pewnością stwierdzić, że Maryja ukazała nam Jezusa jako nienarodzone dziecko – zaznacza duchowny. Argumentuje, że brak naturalnego wyjaśnienia zjawiska nie oznacza jeszcze, że dokonał się cud. Zauważa zarazem, że w sprawie tej nie wypowiedziały się jeszcze ani władze sanktuarium, ani archidiecezja Miasta Meksyk, na której terenie się ono znajduje.

    Matka Boża z Guadalupe

    12 grudnia 2015-Pustynia Serca/źródło: sanctus.pl

    *********

    Adopcja Poczętego Dziecka

    Duchowa Adopcja to modlitwa zainicjowana przez ojców paulinów ponad 30 lat temu, w warszawskim kościele pod wezwaniem Świętego Ducha, który jest obecnie Sanktuarium Jasnogórskiej Matki Życia. „Istotą Duchowej Adopcji jest codzienna modlitwa za dziecko w łonie matki, trwająca przez dziewięć miesięcy. Polega ona na codziennym odmawianiu jednej tajemnicy (dziesiątki) różańca świętego oraz specjalnej, krótkiej modlitwy za dziecko, którego życie jest zagrożone”.

    „Przeżywany teraz czas realnego zagrożenia własnego życia mobilizuje do szukania sposobów jego chronienia, ale także pobudza do wzajemnej modlitwy. Jest szansą otwarcia oczu i serca – nowego spojrzenia – na najbardziej bezbronne i samotne wobec zagrożenia zagładą – życie dzieci nienarodzonych” – podkreślają paulini.

    Szczegółowe informacje o Dziele Adopcji Dziecka Poczętego można znaleźć na stronach:  centrumzawierzenia.jasnagora.pl,  www.duchowaadopcja.pl oraz  paulini.com.pl/duchowa-adopcja. Aby ułatwić codzienne zobowiązanie modlitewne można też skorzystać z aplikacji na telefon „Adoptuj życie” stworzonej przez Fundację Małych Stópek. Dzięki aplikacji można zobaczyć, jak dziecko codziennie rośnie, są również zdjęcia USG, które towarzyszą w każdym dniu modlitwy.

    Dzień Świętości Życia został ustanowiony w Kościele w Polsce w 1998 r. w odpowiedzi na apel św. Jana Pawła II zawarty w encyklice „Evangelium Vitae” ogłoszonej 25 lat temu, 25 marca 1995 roku. Papież napisał w niej m.in., że „Człowiek i jego życie jawią się nam jako jeden z najwspanialszych cudów stworzenia…” (Evangelium Vitae, 84). Dzień Świętości Życia przypada dziewięć miesięcy przed Bożym Narodzeniem.  Jego celem jest budzenie wrażliwości na sens i wartość ludzkiego życia na każdym jego etapie oraz zwrócenie uwagi na potrzebę szczególnej troski o nie.

    MODLITWA W INTENCJI OBRONY ŻYCIA

    (do odmawiania po Koronce do Bożego Miłosierdzia)

    O Maryjo, jutrzenko nowego świata, Matko żyjących, Tobie zawierzamy sprawę życia: spójrz, o Matko, na niezliczone rzesze dzieci, którym nie pozwala się przyjść na świat, ubogich, którzy zmagają się z trudnościami życia, mężczyzn i kobiet – ofiary nieludzkiej przemocy, starców i chorych zabitych przez obojętność albo fałszywą litość.

    Spraw, aby wszyscy wierzący w Twojego Syna potrafili otwarcie i z miłością głosić ludziom naszej epoki Ewangelię życia. Wyjednaj im łaskę przyjęcia jej jako zawsze nowego daru, radość wysławiania jej z wdzięcznością w całym życiu oraz odwagę czynnego i wytrwałego świadczenia o niej, aby mogli budować, wraz z wszystkimi ludźmi dobrej woli, cywilizację prawdy i miłości na cześć i chwałę Boga Stwórcy, który miłuje życie.

    Jan Paweł II
    Encyklika Evangelium vitae, 105

    *********

    Codzienna modlitwa Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego,
    towarzysząca dziesiątce różańca: 

    Panie Jezu,
    za wstawiennictwem Twojej Matki, Maryi,
    która urodziła Cię z miłością
    oraz za wstawiennictwem św. Józefa, człowieka zawierzenia,
    który opiekował się Tobą po narodzeniu,
    proszę Cię w intencji tego nie narodzonego dziecka, które duchowo adoptowałem,
    a które znajduje się w niebezpieczeństwie zagłady.
    Proszę, daj rodzicom miłość i odwagę,
    aby swoje dziecko pozostawili przy życiu,
    które Ty sam mu przeznaczyłeś.
    Ame
    n.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Dzieło Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego

    Dzieło Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego
    materdolorosa.pl

    ***

    Istota Dzieła Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego

    Duchowa adopcja jest przyjęciem w modlitewną opiekę jednego dziecka, któremu grozi śmierć w łonie matki. Imię tego dziecka jest znane jedynie samemu Bogu. Modlitwą oganiamy nie tylko poczęte dziecko, ale również jego rodziców, aby przyjęli je z miłością i dobrze wychowali. Zobowiązanie do takiej modlitwy podejmowane jest przez konkretną osobę na dziewięć miesięcy od chwili poczęcia do urodzenia.

    Duchowa adopcja, wypływająca z idei miłosiernej miłości dla istoty najmniejszej i całkowicie bezbronnej, jest bezpośrednim powierzeniem Panu Bogu tego adoptowanego duchowo dziecka w modlitwie, błaganiu o zmianę myślenia jego rodziców, w prośbach, aby wypełnieni miłością nie zamykali się na nowe życie,nie bali się zubożenia tym życiem. Bo miłość, gdy się nią dzielisz, gdy nią obdarzasz jest jak chleb – takiej miłości i takiego chleba przybywa (Matka Teresa z Kalkuty).

    Duchowa Adopcja

    Może ją podjąć każdy człowiek:

    • obejmuje jedno dziecko i jego rodziców, o których wie tylko Bóg
    • trwa przez dziewięć miesięcy

    Warunki

    • codzienna modlitwa – jeden dziesiątek różańca
    • dobrowolne postanowienia, np.: post, Komunia św., pomoc potrzebującym, walka ze złym przyzwyczajeniem,
    • modlitwa w intencji uratowania życia dziecka

    Modlitwa codzienna

    Panie Jezu – za wstawiennictwem Twojej Matki Maryi, która urodziła Cię z miłością, oraz za wstawiennictwem św. Józefa, człowieka zawierzenia, który opiekował się Tobą po urodzeniu – proszę Cię w intencji tego nienarodzonego dziecka, które duchowo adoptowałem, a które znajduje się w niebezpieczeństwie zagłady. Proszę, daj rodzicom miłość i odwagę, aby swoje dziecko pozostawili przy życiu, które Ty sam mu przeznaczyłeś. Amen.

    Treść przyrzeczenia

    “Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie”. Najświętsza Panno, Bogarodzico Maryjo, wszyscy Aniołowie i Święci. Wiedziony(a) pragnieniem niesienia pomocy w obronie nienarodzonych, ja (N.N.), postanawiam mocno i przyrzekam, ze od dnia (…) biorę w Duchową Adopcję jedno dziecko, którego imię jedynie Bogu jest wiadome, aby przez dziewięć miesięcy, każdego dnia, modlić się o uratowanie jego życia oraz o sprawiedliwe i prawe życie po urodzeniu. Tymi modlitwami będą:

    • jedna tajemnica Różańca;
    • modlitwa, która dziś po raz pierwszy odmówię;
    • ewentualne dobrowolne postanowienie(a): .…………………………..”

    www.duchowaadopcja.com.pl

    ze strony parafii Matki Bożej Bolesnej w Jawiszowicach

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Duchowa adopcja to dziewięciomiesięczna modlitwa w intencji życia zagrożonego w łonie matki. Dla Polaków jest ona także formą osobistego wypełnienia Jasnogórskich Ślubów Narodu. Polega na indywidualnym modlitewnym zobowiązaniu podjętym w intencji dziecka zagrożonego zabiciem w łonie matki. Osoba odmawia jedną dowolnie wybraną tajemnicę “Różańca” i specjalną modlitwę w intencji dziecka i jego rodziców. Do modlitwy wierni mogą dołączyć dodatkowe wyrzeczenie, np. post czy działania charytatywne.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Mocne świadectwo byłej aborcjonistki: „Sprzedawałam kobietom kłamstwa”

    Była dyrektorką w amerykańskiej organizacji zarządzającej klinikami aborcyjnymi Planned Parenthood. Abby Johnson w wywiadzie dla portalu aleteia, podzieliła się swoim świadectwem, w którym opowiedziała o tym, jak stała się zwolenniczką ochrony życia. Abby Johnson jest autorką książki, na podstawie której powstał film „Nieplanowane”.

    – Moja historia to opowieść o miłości Boga i o cudach, jakie zdziałał w moim życiu – mówiła Abby Johnson

    – Nie mogę uwierzyć, że moje życie zostało opowiedziane w filmie, że widzowie oglądają i analizują to, co we mnie było najgorsze, ale też dostrzegają moją wrażliwość. Poniekąd otwieram się po raz kolejny. Ale, kiedy patrzę na to z dystansu, czuję także, że jest w tym coś wyjątkowego. Przecież moja historia to również opowieść o miłości Boga i o cudach, jakie zdziałał w moim życiu — dodawała 

    – Nie ma dnia, w którym nie pomyślałabym o tym dziecku, które straciło wtedy życie i o jego matce. Wierzę też, że tamto życie trwa w wieczności. Modlę się i za to dziecko, i za tę matkę – opowiadała

    – To była chwila, w której zobaczyłam, jak malutkie dziecko rozpaczliwie walczy o swoje życie. Zrozumiałam wtedy, że sprzedawałam innym kobietom kłamstwa. Prawda jest taka, że gdy kobieta zachodzi w ciążę, w jej macicy naprawdę powstaje życie, tam pojawia się człowiek. Biorąc udział w aborcji, widziałam, jak to życie umiera. Widziałam to na własne oczy. – zaznaczała Johnson

    – W zasadzie to był proces. Zaczęło się już wtedy, gdy moja przełożona naciskała na mnie, by w mojej klinice wzrosła liczba aborcji. Z jej punktu widzenia chodziło po prostu o wzrost dochodów Planned Parenthood, bo aborcje to najbardziej korzystna finansowo usługa. Kolejnym etapem, gdy pojawiły się wątpliwości, była zapowiedź jednej z partnerskich klinik, że powstanie ośrodek, w którym aborcje będą wykonywane po 24. tygodniu ciąży. Do późnych aborcji byłam zawsze nastawiona negatywnie i w mojej klinice takich w ogóle nie wykonywano. Natomiast ten moment, w którym wzięłam udział w aborcji, to był już punkt kulminacyjny. Gdy zobaczyłam, co dzieje się z dzieckiem na ekranie ultrasonografu, gdy lekarz wprowadził do macicy kaniulę, wiedziałam już, że nie mogę dłużej pracować w Planned Parenthood — mówiła.

    – Miałam do czynienia z kobietami, które podejmowały decyzje o aborcji. Często z nimi rozmawiałam, byłam ich konsultantką. Opisałam wiele takich rozmów w swojej książce. Jakie są moje wnioski? Kobiety nie chcą aborcji. Nawet jeśli się na nią decydują, to nie jest żaden wybór. Nie ma czegoś takiego jak postawa „pro-choice”. Ich decyzja o aborcji wynika raczej z braku wyboru. W wielu przypadkach chodzi o brak środków na utrzymanie dziecka, brak wsparcia ze strony bliskich, które jest potrzebne każdej kobiecie w ciąży i po urodzeniu dziecka. Towarzyszy temu presja innych osób, które zamiast pomóc takiej kobiecie, namawiają ją do aborcji, czyli odrzucenia dziecka – wyjaśniała

    – W Planned Parenthood powtarzano mi, że obrońcy życia są okropni. Sama zresztą dostawałam pogróżki w związku ze swoją pracą w klinice aborcyjnej, co dopełniało ten negatywny obraz. – dodawała

    – Mogę śmiało powiedzieć, że to miłość wyprowadziła mnie z kliniki aborcyjnej — powiedziała.

    Fronda.pl/wpolityce.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Księża Pallotyni z Regi Bożego Miłosierdzia we Francji, do której należę, mają teraz wizytację Ks. Generała z Radą Generalną z Rzymu. W tym czasie zastępuje mnie ksiądz Proboszcz Tadeusz Dec z Archidiecezji Przemyskiej. 

    ______________________________________________________________________________________________________________

    PIERWSZY CZWARTEK MIESIĄCA – 4 KWIETNIA

    MSZA ŚWIĘTA W KAPLICY IZBIE JEZUSA MIŁOSIERNEGO O GODZ. 19.00

    PO MSZY ŚW. – GODZINNA ADORACJA PRZED NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENTEM W INTENCJI KAPŁANÓW

    This image has an empty alt attribute; its file name is image-2-e1673870873179-1024x683.png

    4 PARK GROVE TERRACE, GLASGOW G3 7SD

    ___________________________________________________

    fot. parafia Matki Bożej Frydeckiej/Jaworzynka

    ***

    Modlitwa za kapłanów

    Panie Jezu, Ty wybrałeś Twoich kapłanów spośród nas i wysłałeś ich, aby głosili Twoje Słowo i działali w Twoje Imię. Za tak wielki dar dla Twego Kościoła przyjmij nasze uwielbienie i dziękczynienie. Prosimy Cię, abyś napełnił ich ogniem Twojej miłości, aby ich kapłaństwo ujawniało Twoją obecność w Kościele. Ponieważ są naczyniami z gliny, modlimy się, aby Twoja moc przenikała ich słabości. Nie pozwól, by w swych utrapieniach zostali zmiażdżeni. Spraw, by w wątpliwościach nigdy nie poddawali się rozpaczy, nie ulegali pokusom, by w prześladowaniach nie czuli się opuszczeni. Natchnij ich w modlitwie, aby codziennie żyli tajemnicą Twojej śmierci i zmartwychwstania. W chwilach słabości poślij im Twojego Ducha. Pomóż im wychwalać Twojego Ojca Niebieskiego i modlić się za biednych grzeszników. Mocą Ducha Świętego włóż Twoje słowo na ich usta i wlej swoją miłość w ich serca, aby nieśli Dobrą Nowinę ubogim, a przygnębionym i zrozpaczonym – uzdrowienie. Niech dar Maryi, Twojej Matki, dla Twojego ucznia, którego umiłowałeś, będzie darem dla każdego kapłana. Spraw, aby Ta, która uformowała Ciebie na swój ludzki wizerunek, uformowała ich na Twoje boskie podobieństwo, mocą Twojego Ducha, na chwałę Boga Ojca. Amen.

    ***

    Nowenna Pompejańska za Kapłanów: 1 kwietnia – 24 maja 2021 r.

    ***

    Zachęcamy, a jednocześnie prosimy Was o podjęcie wyzwania – walki o świętość życia Kapłanów. Pragniemy zaprosić Was do modlitwy z prośbą o światło, moc i mądrość Ducha Świętego dla Kapłanów, aby sprostali znakom czasu i pułapkom szatana. Dziś potrzebujemy Waszego wsparcia bardziej niż kiedykolwiek… (www.zakaplanow.pl)

    ***

    DUCHOWE DZIEŁO ADOPCJI KAPŁANÓW – DDAK.PL

    „Gdyby nie było Sakramentu Kapłaństwa nie mielibyśmy PANA wśród nas”. (św. J. M.  Vianney)

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Gdybym jako student miał taką wiedzę, nie dałbym się wyświęcić na kapłanao. Pio

    Ojciec Pio: Gdybym jako student miał taką wiedzę, nie dałbym się wyświęcić na kapłana

    fot. Domena publiczna / Wikimedia Commons

    ***

    Nie ma takich słów, które w pełni oddałyby powołanie do kapłaństwa. Owa złożona w sercu ludzkim iskra Boża wymyka się wszelkim definicjom. Świadczy o tym następująca anegdota z życia Ojca Pio. Kiedy pewnego razu został zapytany, czy gdyby urodził się powtórnie, zostałby kapucynem i kapłanem, odpowiedział: “Tak, zostałbym znów kapucynem, ale nie kapłanem, ponieważ jestem niegodny reprezentować Jezusa na ziemi. Każdego rana drżę i cierpię na myśl, że mam Go uśmiercić i ukrzyżować, aby potem złożyć w ofierze Ojcu Niebieskiemu. Gdybym jako student miał taką wiedzę, jaką mam teraz, nie dałbym się wyświęcić na kapłana”.

    Kapłaństwo jest miłością Najświętszego Serca Jezusowego. Kapłan to monstrancja, ma pokazywać Jezusa. Sam musi zniknąć, aby Go ukazać. “Patrzcie na swoją godność, bracia kapłani – apelował św. Franciszek z Asyżu – i bądźcie świętymi, bo On jest święty. I jak Pan Bóg ze względu na tę posługę uczcił was ponad wszystkich ludzi, tak i wy więcej od innych kochajcie Go, szanujcie i czcijcie. Wielkie to nieszczęście i pożałowania godna słabość, że gdy macie Go wśród siebie obecnego, zajmujecie się czymś innym na świecie. Niech zatrwoży się cały człowiek, niech zadrży cały świat i niech rozraduje się niebo, gdy na ołtarzu w rękach kapłana jest Chrystus, Syn Boga Żywego”.

    Dar z własnego życia

    Dzisiaj ofiara krzyża wciąż trwa, choć dokonuje się w sposób bezkrwawy w każdej mszy świętej. Jest stale uobecniana dzięki kapłanom, którym została zlecona posługa uświęcania, sprawowania sakramentów, nauczania i kierowania Ludem Bożym. “Za pośrednictwem kapłana – pisał Jan Paweł II – sam Chrystus w sposób tajemniczy składa siebie w ofierze, oddając Ojcu dar własnego życia, złożony ongiś na krzyżu. W Eucharystii nie zawiera się jedynie wspomnienie ofiary złożonej raz na zawsze na Kalwarii. Ta ofiara powraca jako aktualna, ponawiając się sakramentalnie w każdej wspólnocie, która ją składa przez ręce konsekrowanego szafarza”.

    By zrozumieć istotę daru kapłaństwa, warto sięgnąć do słów patrona proboszczów, św. Jana Marii Vianneya z Ars: “Gdyby nie było sakramentu kapłaństwa, nie mielibyśmy Pana wśród nas. Kto bowiem włożył Go do tabernakulum? Kapłan. Kto przyjął wasze dusze do społeczności Kościoła, kiedyście się narodzili? Kapłan. Kto karmi je, by miały siłę do ziemskiego pielgrzymowania? Kapłan. Kto przygotowuje je, aby mogły stanąć przed Bogiem, wykąpane w krwi Jezusa Chrystusa? Kapłan. Zawsze kapłan. A kiedy dusza popadnie w grzech śmiertelny, kto ją wskrzesi do życia? Tylko kapłan.

    Nie znajdziecie żadnego dobra, które pochodzi od Boga, żeby za nim nie stał kapłan. Spróbujcie wyspowiadać się przed Matką Bożą albo przed którymś z aniołów. Rozgrzeszą was? Nie. Czy mogą dać wam Ciało i Krew Pańską? Nie. Najświętsza Maryja Panna nie ma władzy sprowadzenia swego Syna do Hostii. Choćby stanęło przed wami dwustu aniołów, nie mają oni władzy odpuszczania wam grzechów.

    O, kapłan to coś wielkiego! Gdyby samego siebie pojął, skonałby. Kapłan pojmie siebie dobrze dopiero w niebie. Ten sakrament wynosi człowieka do Boga. Spotykając kapłana i anioła, kapłana pozdrowiłbym jako pierwszego. Anioł jest przyjacielem Boga, lecz kapłan Go zastępuje. Jakie to nieszczęsne – kapłan pozbawiony duchowości! Lecz ona wymaga wyciszenia, milczenia, rekolekcji. To, co nam, kapłanom, przeszkadza zostać świętymi, to brak rozważań. Nie zastanawiamy się nad sobą, nie wiemy, co robimy. Trzeba nam rozważań, modlitwy, zjednoczenia z Bogiem!”.

    Wyjątkowa celebracja

    Ojciec Pio dobrze wiedział, z czym wiąże się powołanie, które otrzymał. Z wielkim zaangażowaniem wypełniał więc swoją posługę: celebrowanie mszy, sprawowanie sakramentu pojednania i kierownictwo duchowe. Te trzy działania właściwe są każdemu kapłanowi, lecz w tym przypadku według papieża Jana Pawła II zostały rozwinięte w najwyższym stopniu. Stygmatyk bardzo sobie cenił możliwość odprawiania Eucharystii, zwłaszcza w obecności wiernych. Było to sensem jego życia, spełnieniem powołania. W ten sposób oddziaływał na innych. Największe i najgłośniejsze nawrócenia nastąpiły właśnie podczas składania przez niego ofiary na ołtarzu. Msza święta była sercem jego kapłaństwa: źródłem i szczytem, fundamentem i centrum życia oraz działania.

    15 kwietnia 1949 roku Ettore Bernabei w dzienniku “Il domani d’Italia” napisał artykuł pt.: “Msza Ojca Pio”, w którym zamieścił następującą relację: “Ojciec Pio powoli zbliżył się do ołtarza i z twarzą pochyloną nad kielichem rozpoczął ofiarę Ciała i Krwi Chrystusa. Zdjął swoje do połowy obcięte czarne rękawice, które zakrywają rany dłoni, i rozkładając ramiona w żarliwej prośbie Orate fratres, ukazał czerwień świeżej krwi błyszczącej w migoczącym świetle świec.

    Modliło się z nim, wcale nie czując ciężaru ani ciała, ani świata, ani nawet żadnego z najbardziej dotkliwych zmartwień: modliło się z niewymownym bólem ofiary krzyża. Tego czerwcowego poranka, tak jak przez trzydzieści już lat, Ojciec Pio nie odprawiał rytu, lecz doświadczał w ciele cierpień ludzkości, przeżywał w duszy karę za wszystkie grzechy ludzi. Od konsekracji do komunii po jego woskowej cerze spływały do kielicha duże łzy. Przy spożywaniu Komunii Świętej jego ciało zdawało się być wzburzone nawałnicą szlochania.

    Gdy Ojciec Pio ruszył w stronę zakrystii, nie zdawałem sobie sprawy z tego, że upłynęły prawie dwie godziny. Wszyscy, którzy przebywali ze mną w małym kościele Matki Bożej Łaskawej, w modlitwie towarzyszyli mu we wchodzeniu na Kalwarię i pozostali u stóp krzyża, na nowo utwierdzając się w wierze i nadziei”.

    Świadectwo to wskazuje, że Ojciec Pio dogłębnie uczestniczył w męce Chrystusa. Był Jego obrazem od pierwszej do ostatniej odprawionej przez siebie Eucharystii. Po śmierci Stygmatyka dziennik “L’Osservatore Romano” pisał: “Do ostatka cierpiący na astmę i zapalenie oskrzeli, wyczerpany pokutą, Ojciec Pio żył, wypełniając swoją posługę: pozwolono mu na odprawianie mszy świętej na siedząco, do konfesjonału udawał się na wózku inwalidzkim, gdyż nie mógł utrzymać się na nogach, lecz nie chciał zrezygnować z misji i obowiązku każdego kapłana, szafarza łaski i Bożego miłosierdzia. Jego konfesjonał był trybunałem miłosierdzia i stanowczości. Nawet ci, którzy zostali odesłani bez rozgrzeszenia, w większości pragnęli powrócić, aby odnaleźć pokój i zrozumienie, podczas gdy już właśnie w tym rozpoczął się dla nich nowy okres życia duchowego”.

    Więcej niż sława

    Papież Paweł VI w 1971 roku powiedział o Ojcu Pio: “Spójrzcie, jak był sławny! Jak wielką światową klientelę zgromadził wokół siebie! Ale dlaczego? Czy może dlatego, że był filozofem, mędrcem albo dysponował wielkimi środkami? Nie! Dlatego, że pokornie odprawiał mszę świętą, spowiadał od rana do wieczora i był, trudno to wyrazić słowami, naznaczonym stygmatami przedstawicielem naszego Pana”. Sam Ojciec Pio mawiał, że pośród ludzi jest bratem, na ołtarzu ofiarą, a w konfesjonale sędzią.

    Kapłaństwo Ojca Pio wydaje się być nadzwyczajne ze względu na dary, które otrzymywał od chwili, gdy przyszedł na świat. Wynika to z jego zwierzeń wyjawionych w szczerej rozmowie na osobiste tematy z duchowymi dziećmi, jak również z listów: “Już od momentu narodzin Jezus ukazał mi szczególne znaki swojego upodobania we mnie i dał mi poznać, że będzie nie tylko moim Zbawicielem, moim największym dobroczyńcą, lecz także najwierniejszym przyjacielem, szczerym i od serca, nieskończoną miłością, pocieszeniem, radością, otuchą, całym moim skarbem”.

    Potwierdzeniem tych słów są notatki pozostawione przez jego kierownika duchowego, o. Agostina z San Marco in Lamis, z których można się dowiedzieć, że Ojciec Pio już od dzieciństwa spotykał się na co dzień z Maryją i Jezusem: “Ekstazy i wizje zaczęły się u niego w piątym roku życia, gdy przyszło mu na myśl po raz pierwszy, żeby ofiarować się Panu i gdy jeszcze wierzył, że jest to całkiem naturalne i zdarza się wszystkim”.

    Przesłanie na dziś

    Kapłan sprawuje Eucharystię in persona Christi: uosabiając Chrystusa. Jego kapłaństwo rodzi się podczas mszy świętej (ponieważ wtedy ten sakrament jest udzielany), wypełniane jest dla niej (bo sprawuje ją każdego dnia) i za nią szczególnie odpowiada (powinien dbać o to, aby sacrum nie przerodziło się w profanum). Dzięki otrzymanemu powołaniu, jak nikt inny, ma jedyną w swoim rodzaju możliwość kłócenia się z Panem Bogiem o grzesznika. Warto przypomnieć sobie, jak wielką odwagę mieli prorocy walczący o tych, którzy już nawet sami o sobie nie pamiętali. Przykładem niech będzie Abraham mówiący Bogu, że jeśli odrzuci jego pobratymców, musi i jego wymazać z księgi życia, gdyż on jest jednym z nich.

    W dobie wielkiego zamieszania we współczesnym świecie trzeba się modlić o nowe, święte powołania do służby Bożej, za wszystkich kapłanów, opiekunów duchowych Grup Modlitwy, proboszczów… Nie należy jednak patrzeć tylko na ich osobiste przymioty, lecz na powołanie, posługę i zadania. Wsparcie kapłanów dobrym słowem, modlitwą i zaangażowaniem przełoży się na wspólne dobro.

    o. Robert Krawiec OFMCap/z dwumiesięcznika “Głos Ojca Pio”/DEON.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    PIERWSZY PIĄTEK MIESIĄCA – 5 KWIETNIA

    Adoracja Najświętszego Sakramentu

    fot. opoka.pl

    ***

    18.00 ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU/ SPOWIEDŹ ŚW.

    18.30 NABOŻEŃSTWO DROGI KRZYŻOWEJ

    MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 19.00 W INTENCJI PRZEBŁAGALNEJ ZA GRZECHY NASZE I GRZECHY CAŁEGO ŚWIATA

     Adobe Stock

    ***

    W piątek 10 czerwca 1675 r., po oktawie Bożego Ciała, miało miejsce ostatnie objawienie Jezusowego Serca św. Małgorzacie Marii. Jezus powiedział do niej: „Oto Serce, które tak bardzo umiłowało ludzi, że nie szczędziło niczego aż do zupełnego wyniszczenia się dla okazania im miłości, a w zamian za to doznaje od większości ludzi tylko gorzkiej niewdzięczności, wzgardy, nieuszanowania, lekceważenia, oziębłości i świętokradztw, jakie oddają mu w tym Sakramencie Miłości. Dlatego żądam, aby pierwszy piątek po oktawie Bożego Ciała był odtąd poświęcony jako osobne święto ku czci Mojego Serca i na wynagrodzenie Mi przez komunię i inne praktyki pobożne zniewag, jakich doznaję”.

    __________________________________________

    Pierwsze piątki miesiąca.

    Czemu służy ta praktyka i jak najlepiej ją wypełniać?

    Już przystępując do Pierwszej Komunii Świętej dzieci zobowiązują się do uczestnictwa w 9. Pierwszych Piątkach miesiąca. Praktykę, stosowaną już od 1673 roku, gdy Świętej Małgorzacie Marii Alacoque objawił się Pan Jezus, Kościół propaguje w celu pogłębienia życia religijnego wszystkich wiernych. Czemu służy ta praktyka i jak najlepiej ją wypełniać?

    Serce niegdyś rozumiano jako wolę. A zatem Wolna Wola naszego Umiłowanego Nauczyciela poddała się zupełnie Woli Ojca. Przykład Chrystusa jest wzorem postępowania dla wszystkich chrześcijan. Nasze cierpienia winniśmy składać na Niepokalane Ręce Matki Zbawiciela. Prosić Matkę naszego Pana, aby te serca, przepełnione współczuciem wobec Mąk Jej Syna Jezusa zaniosła przed Tron Przenajświętszej Trójcy.

    Aby okazanej ludziom Bożej Miłości zadośćuczynić za grzechy ,,gorzkiej niewdzięczności, wzgardy, nieuszanowania, lekceważenia, oziębłości i świętokradztw” (Chrystus do Świętej Małgorzaty) należy w tym dniu.

    1. Być w stanie łaski uświęcającej albo wyspowiadać się (w intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi, aby połączyć praktykę pierwszego piątku i pierwszej soboty miesiąca).

    2. Uczestniczyć w piątek we Mszy Świętej celebrowanej w intencji wynagradzającej Najświętszemu Sercu Pana Jezusa.

    3. Przyjąć Komunię Świętą.

    4. Odmówić Litanię do Najświętszego Serca Pana Jezusa.

    5. W miarę możliwości odprawić godzinną adorację Najświętszego Sakramentu.

    Wszystkim czczącym Najświętsze Serce Pana Jezusa i rozpowszechniającym Jego kult, Król Nieba i Ziemi przez Świętą Małgorzatę Marię Pan Jezus składa 12 obietnic:

    1. Dam im łaski, potrzebne w ich stanie.

    2. Ustalę pokój w ich rodzinach.

    3. Będę ich pocieszał w utrapieniach.

    4. Będę ich pewną ucieczką w życiu, a szczególnie w godzinę śmierci.

    5. Będę im błogosławił w ich przedsięwzięciach.

    6. Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło i ocean miłosierdzia.

    7. Dusze oziębłe staną się gorliwymi.

    8. Dusze gorliwe prędko dojdą do doskonałości.

    9. Będę błogosławił domom, w których wizerunek Serca mojego będzie czczony.

    10. Osoby, które będą to nabożeństwo rozszerzały, będą miały imię swoje wypisane w Sercu moim.

    11. Dam kapłanom dar wzruszania serc nawet najzatwardzialszych.

    12. W nadmiarze miłosierdzia Serca mojego przyrzekam tym wszystkim, którzy będą komunikować w pierwsze piątki miesiąca przez dziewięć miesięcy z rzędu w intencji wynagrodzenia, że miłość moja udzieli łaskę pokuty, iż nie umrą w mojej niełasce, ani bez Sakramentów świętych, a Serce moje będzie im pewną ucieczką w ostatniej godzinie życia.

    NP/PCh24.pl

    ________________________________________________________________________

    PIERWSZA SOBOTA MIESIĄCA – 6 KWIETNIA

    17.00 SPOWIEDŹ ŚW.

    18.00 – MSZA ŚW. WIGILIJNA Z III NIEDZIELI WIELKIEGO POSTU

    PO MSZY ŚWIĘTEJ

    NABOŻEŃSTWO WYNAGRADZAJĄCE ZA ZNIEWAGI I BLUŹNIERSTWA PRZECIWKO

    NIEPOKALANEMU SERCU MARYI

    This image has an empty alt attribute; its file name is NSM.jpg

    *****

    Wielka obietnica

    Siedem lat po zakończeniu fatimskich objawień Matka Boża zezwoliła siostrze Łucji na ujawnienie treści drugiej tajemnicy fatimskiej. Jej przedmiotem było nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi.
    10 grudnia 1925r. objawiła się siostrze Łucji Najświętsza Maryja Panna z Dzieciątkiem i pokazała jej cierniami otoczone serce.

    Słowa Dzieciątka Jezus:
    Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał.

    Słowa Najświętszej Maryi:
    Córko moja, spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewierności stale ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinie śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię świętą, odmówią jeden Różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi towarzyszyć mi będą w intencji zadośćuczynienia.

    Dlaczego pięć sobót wynagradzających?

    Córko moja – powiedział Pan Jezus – chodzi o pięć rodzajów zniewag, którymi obraża się Niepokalane Serce Maryi:

    1. Obelgi przeciw Niepokalanemu Poczęciu,
    2. Przeciw Jej Dziewictwu,
    3. Przeciw Jej Bożemu Macierzyństwu,
    4. Obelgi, przez które usiłuje się wpoić w serca dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść wobec nieskalanej Matki,
    5. Bluźnierstwa, które znieważają Maryję w Jej świętych wizerunkach.

    WARUNKI ODPRAWIENIA NABOŻEŃSTWA

    PIĘCIU PIERWSZYCH SOBÓT MIESIĄCA

    Warunek 1
    Spowiedź w pierwszą sobotę miesiąca

    Siostra Łucja przedstawiła Panu Jezusowi trudności, jakie niektóre dusze miały co do spowiedzi w sobotę i prosiła, aby spowiedź święta mogła być osiem dni ważna. Jezus odpowiedział: Może nawet wiele dłużej być ważna pod warunkiem, ze ludzie są w stanie łaski, gdy Mnie przyjmują i ze mają zamiar zadośćuczynienia Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Do spowiedzi należy przystąpić z intencją zadośćuczynienia za zniewagi wobec Niepokalanego Serca Maryi. W kolejne pierwsze soboty można przystąpić do spowiedzi w intencji wynagrodzenia za jedną z pięciu zniewag, o których mówił Jezus. Można wzbudzić intencję podczas przygotowania się do spowiedzi lub w trakcie otrzymywania rozgrzeszenia.

    Przed spowiedzią można odmówić taką lub podobną modlitwę:

    Boże, pragnę teraz przystąpić do świętego sakramentu pojednania, aby otrzymać przebaczenie za popełnione grzechy, szczególnie za te, którymi świadomie lub nieświadomie zadałem ból Niepokalanemu Sercu Maryi. Niech ta spowiedź wyjedna Twoje miłosierdzie dla mnie oraz dla biednych grzeszników, by Niepokalane Serce Maryi zatriumfowało wśród nas.

    Można także podczas otrzymywania rozgrzeszenia odmówić akt żalu:

    Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, szczególnie za moje grzechy przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Warunek 2

    Komunia św. w pierwszą sobotę miesiąca

    Po przyjęciu Komunii św. należy wzbudzić intencję wynagradzającą. Można odmówić taką lub inna modlitwę:

    Najchwalebniejsza Dziewico, Matko Boga i Matko moja! Jednocząc się z Twoim Synem pragnę wynagradzać Ci za grzechy tak wielu ludzi przeciw Twojemu Niepokalanemu Sercu. Mimo własnej nędzy i nieudolności chcę uczynić wszystko, by zadośćuczynić za te obelgi i bluźnierstwa. Pragnę Najświętsza Matko, Ciebie czcić i całym sercem kochać. Tego bowiem ode mnie Bóg oczekuje. I właśnie dlatego, że Cię kocham, uczynię wszystko, co tylko w mojej mocy, abyś przez wszystkich była czczona i kochana. Ty zaś, najmilsza Matko, Ucieczko grzesznych, racz przyjąć ten akt wynagrodzenia, który Ci składam. Przyjmij Go również jako akt zadośćuczynienia za tych, którzy nie wiedzą, co mówią, w bezbożny sposób złorzeczą Tobie. Wyproś im u Boga nawrócenie, aby przez udzieloną im łaskę jeszcze bardziej uwydatniła się Twoja macierzyńska dobroć, potęga i miłosierdzie. Niech i oni przyłączą się do tego hołdu i rozsławiają Twoją świętość i dobroć, głosząc, że jesteś błogosławioną miedzy niewiastami, Matką Boga, której Niepokalane Serce nie ustaje w czułej miłości do każdego człowieka. Amen.

    Warunek 3

    Różaniec wynagradzający w pierwszą sobotę miesiąca

    Po każdym dziesiątku należy odmówić Modlitwę Anioła z Fatimy. Akt wynagrodzenia:

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i pomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.

    Zaleca się odmówienie Różańca wynagradzającego za zniewagi wyrządzone Niepokalanemu Sercu Maryi. Odmawia się go tak jak zwykle Różaniec, z tym, że w „Zdrowaś Maryjo…” po słowach „…i błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus” włącza się poniższe wezwanie, w każdej tajemnicy inne:

    Zachowaj i pomnażaj w nas wiarę w Twoje Niepokalane Poczęcie!
    Zachowaj i pomnażaj w nas wiarę w Twoje nieprzerwane Dziewictwo!
    Zachowaj i pomnażaj w nas wiarę w Twoją rzeczywistą godność Matki Bożej!
    Zachowaj i pomnażaj w nas cześć i miłość do Twoich wizerunków!
    Rozpłomień we wszystkich sercach żar miłości i doskonałego nabożeństwa do Ciebie!

    Warunek 4

    Piętnastominutowe rozmyślanie nad jedną z dwudziestu tajemnic różańcowych w pierwszą sobotę miesiąca

    (Jeden z przykładów rozmyślania nad pierwszą tajemnicą radosną)

    1. Najpierw odmawia się modlitwę wstępną:
    Zjednoczony ze wszystkimi aniołami i świętymi w niebie, zapraszam Ciebie, Maryjo, do rozważania ze mną tajemnic świętego różańca, co czynić chcę na cześć i chwałę Boga oraz dla zbawienia dusz.

    2. Należy przypomnieć sobie relację ewangeliczną (Łk 1,26 – 38). Odczytaj tekst powoli, w duchu głębokiej modlitwy.

    3. Z pokora pochyl się nad misterium swojego zbawienia objawionym w tej tajemnicy różańcowej. Rozmyślanie można poprowadzić według następujących punktów:
    a. rozważ anielskie przesłanie skierowane do Maryi,
    b. rozważ odpowiedź Najświętszej Maryi Panny,
    c. rozważ wcielenie Syna Bożego.

    4. Z kolei zjednocz się z Maryją w ufnej modlitwie. Odmów w skupieniu Litanię Loretańską. Na zakończenie dodaj:
    Niebieski Ojcze, zgodnie z Twoją wolą wyrażoną w przesłaniu anioła, Twój Syn Jednorodzony stał się człowiekiem w łonie Najświętszej Dziewicy Maryi. Wysłuchaj moich próśb i dozwól mi znaleźć u Ciebie wsparcie za Jej orędownictwem, ponieważ z wiarą uznaję Ją za prawdziwą Matkę Boga. Amen.

    5. Na zakończenie wzbudź w sobie postanowienia duchowe.

    Będę gorącym sercem miłował Matkę Najświętszą i każdego dnia oddawał Jej cześć.
    Będę uczył się od Maryi posłusznego wypełniania woli Bożej, jaką Pan mi ukazuje co dnia.
    Obudzę w sobie nabożeństwo do mojego Anioła Stróża.


    Osoby, które z różnych ważnych powodów (np. choroba) nie mogą osobiście uczestniczyć w nabożeństwie i przyjąć Komunii św. w kościele św. Piotra lub swoim lokalnym kościele, mogą łączyć się online, np. z Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach w Zakopanem:

    https://smbf.pl/parafia/sanktuarium-na-zywo/  – w pierwszą sobotę miesiąca o godz. 18.30 pokutny różaniec fatimski (w Szkocji 17:30), następnie medytacja pierwszosobotnia, Msza św. z kazaniem i Apel Maryjny.

    *****

    WIęcej informacji na temat Nabożeństw Pięciu Pierwszych Sobót Miesiąca można znaleźć na stronie www.pierwszesoboty.pl lub na stronie www.sekretariatfatimski.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    3 MARCA

    TRZECIA NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

    13.30 – ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

    GORZKIE ŻALE

    SPOWIEDŹ ŚW.

    14.00 – MSZA ŚW.

    PO MSZY ŚW. KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

     Adobe Stock

    ***

    …”Jezus wyrzucił ze świątyni tych, którzy do niej nie należeli. Usunął z niej wszystko to, co było jej obce. Jezus uczynił to w świątyni materialnej, ale świątynią jest także każdy człowiek. Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest świętą, a wy nią jesteście (1 Kor 3, 16-17) – pisze św. Paweł. Każdy człowiek … jest świątynią, którą sam Bóg tworzy, jeśli tylko mu na to człowiek pozwoli. Ponieważ człowiek jest świątynią Boga, jego wnętrze musi być czyste. Usunąć winien ze swego serca i myśli, ze swojego słownika i z obrazów, którym się przygląda, ale też ze swoich pragnień i spośród znajomych wszystko to i tych, co zaśmieca, co zanieczyszcza jego wnętrze, co sprawia, że inni nie widzą w nim już Boga” …

    (fragment rozważania z III Niedzieli Wielkiego Postu o. prof. Zdzisława Kijasa OFM/Tygodnik Niedziela)

    ________________________________________________________________________

    REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE

    W DNIACH OD 21 – 24 MARCA

    W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA

    NAUKI GŁOSI KS. ROMAN SZCZYPA, SALEZJANIN

    roman szczypa - misje salezjanie
    Ks. Rekolekcjonista święcenia kapłańskie przyjął w roku 2003 w Łodzi. Kilka lat temu był duszpasterzem w szkockiej parafii w Glasgow a obecnie pracuje w Młodzieżowym Ośrodku Rekolekcyjnym (Savio House) w Bollington, w Anglii.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    CZWARTEK – 21 MARCA

    GODZ. 20.00 – MSZA ŚW. – I NAUKA REKOLEKCYJNA

    Ponieważ dzisiejszego wieczoru kościół jest zajęty przez parafian św. Piotra – Msza św. i nauka rekolekcyjna będzie w sali parafialnej (wejście od strony zakrystii).

    ______________________________________________________________________________________________________________

    PIĄTEK – 22 MARCA

    GODZ. 18.00 – ADORACJA, SPOWIEDŹ ŚW.

    GODZ. 18.30 – NABOŻEŃSTWO DROGI KRZYŻOWEJ

    GODZ. 19.00 – MSZA ŚW. – II NAUKA REKOLEKCYJNA

    ______________________________________________________________________________________________________________

    SOBOTA – 23 MARCA

    GODZ.17.00 – ADORACJA, SPOWIEDŹ ŚW.

    GODZ. 18.00 – MSZA ŚW. WIGILIJNA Z NIEDZIELI PALMOWEJ

    III NAUKA REKOLEKCYJNA

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Odpusty, które można uzyskać tylko w Wielkim Poście.

    Usuwają bolesne skutki grzechów

    Te odpusty uzyskasz tylko w Wielkim Poście. Usuwają bolesne skutki grzechów

    fot. Depositphotos.com

    ***

    Najważniejsze zadanie na Wielki Post to nawrócenie: czas łaski, dni, w których Bóg jest blisko i czeka na nas ze swoją miłością i miłosierdziem. Wśród wszystkich pomocy, z których możemy skorzystać w czasie Wielkiego Postu, są też możliwe do uzyskania za wielkopostne czynności odpusty zupełne.

     Czym jest odpust zupełny? To darowanie kar za odpuszczone już w sakramencie pokuty grzechy – a prościej mówiąc, boże usuwanie konsekwencji naszych grzechów, które dotykają nas samych, naszych bliskich i świat. 

    Jaki jest skutek odpustu zupełnego?

    Odpust można ofiarować za siebie lub za osobę zmarłą. Jeśli ofiarujemy go za siebie, uwalniamy się od konsekwencji grzechów, które popełniliśmy, a które mogą sprawiać, że nasze życie jest pełne trudności i cierpienia. Gdy ofiarujemy go za osobę zmarłą i spełnimy warunki do uzyskania odpustu zupełnego, wymieniony przez nas zmarły, który po śmierci nie trafił jeszcze do nieba, ale oczyszcza się przed wejściem do niego w czyśćcu,  zostaje, obrazowo mówiąc, natychmiast przeniesiony do nieba.

    Odpusty, które można uzyskać w Wielkim Poście:

    By uzyskać odpust zupełny, trzeba spełnić kilka warunków: należy być w stanie łaski uświęcającej (lub się wyspowiadać) i przyjąć Komunię świętą, pomodlić się w papieskich intencjach (nie trzeba ich znać) oraz zrezygnować z przywiązania do grzechów. Jakie aktywności pozwolą nam oczyścić swoje życie ze skutków grzechów w Wielkim Poście?

    1. Adoracja i ucałowanie Krzyża w trakcie liturgii Męki Pańskiej w Wielki Piątek.

    2. Odmówienie modlitwy: Oto ja, o dobry i najsłodszy Jezu – po Komunii św. przed obrazem Jezusa Chrystusa w każdy piątek Wielkiego Postu i w Wielki Piątek.

    “Oto ja, dobry i najsłodszy Jezu, upadam na kolana przed Twoim obliczem i z największą gorliwością ducha proszę Cię i błagam, abyś wszczepił w moje serce najżywsze uczucia wiary, nadziei i miłości oraz prawdziwą skruchę za moje grzechy i silną wolę poprawy. Oto z sercem przepełnionym wielkim uczuciem i z boleścią oglądam w duchu Twoje pięć ran i myślą się w nich zatapiam, pamiętając o tym, dobry Jezu, co już prorok Dawid włożył w Twoje usta: Przebodli ręce moje i nogi, policzyli wszystkie kości moje. (Ps 22, 17)”

    3. Odmówienie (lub zaśpiewanie): Przed tak wielkim Sakramentem… podczas liturgii Wieczerzy Pańskiej po Mszy św. (w Wielki Czwartek). 

    4. Odprawienie Drogi Krzyżowej. Należy spełnić następujące warunki: odprawić nabożeństwo przed stacjami Drogi Krzyżowej, która ma 14 stacji, rozważając mękę i śmierć Jezusa i przechodząc od jednej stacji do drugiej (przy publicznym odprawianiu wystarczy, aby prowadzący przechodził, jeśli wszyscy wierni nie mogą tego zrobić). Jeśli ktoś ze względu na np. chorobę nie jest w stanie przejść drogi krzyżowej, może przez pół godziny pobożnie czytać i rozważać mękę i śmierć Chrystusa. 

    5. Uczestnictwo w nabożeństwie Gorzkich Żalów: jeden raz w tygodniu w okresie Wielkiego Postu, w jakimkolwiek kościele na terenie Polski.

    DEON.pl / mł

    ________________________________________________________________________________________

    Gorzkie żale, przybywajcie!

     fot. Karol Porwich/Tygodnik Niedziela

    ***

    W polskiej pobożności występuje szereg nabożeństw i pieśni, które stanowią o jej bogactwie i oryginalności. Obok kolęd i silnego wątku maryjnego szczególne miejsce w naszej duchowości zajmuje nabożeństwo do Męki Pańskiej, a zwłaszcza Gorzkie żale, które są rdzennie polskim nabożeństwem wielkopostnym, występującym tylko u nas.

    Po raz pierwszy nabożeństwo pasyjne będące pierwowzorem dzisiejszych Gorzkich żali odprawiono w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu 16 lutego 1697 r. w Warszawie. Wprowadził je proboszcz parafii Świętego Krzyża, a jego wprowadzenie nastąpiło – jak zapisano w „Księdze Protokołów Bractwa św. Rocha” – „na gorącą intencję Ich Mościów Panów Braci, którzy chcąc wedle możności Chrystusa cierpiącego i przebłogosławionego Patrona naszego św. Rocha w umartwieniu ciała naśladować, a to Jego Mościa Ks. Proboszcza pokornie upraszali, który tak święte i pobożne zamysły ordynował i wiecznymi czasy postanowił, aby takowe nabożeństwo co rok w każde niedziele Postu po nieszporze tutejszym św. Krzyża odprawiane było”.

    Obecną formę Gorzkich żali opracował promotor Bractwa św. Rocha ks. Wawrzyniec Benik w lutym 1707 r., a więc 311 lat temu. Zaś w 2. poł. XIX wieku biskupi polscy wprowadzili Gorzkie żale jako obowiązkowe nabożeństwo pasyjne w parafiach.

    Czemu ma służyć to uświęcone tradycją nabożeństwo odprawiane od początku swego istnienia przed wystawionym Najświętszym Sakramentem? Odpowiedź jest bardzo prosta i można ją streścić słowami bł. Marii od Męki Pańskiej, która mówiła, że „kto szuka Chrystusa Ukrzyżowanego, ten nie musi się niczego obawiać”.

    Św. Franciszek Salezy rozważanie Męki Pańskiej nazywa „prawdziwą szkołą miłości, najsłodszą pobudką do gorliwości”. Według niego, kiedy rozważamy słowa Pana Jezusa z krzyża: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”, sami uczymy się przebaczenia. Rozważając postawę św. Weroniki, uczymy się współczucia i pomocy cierpiącym. Nawracający się łotr na krzyżu ukazuje ogrom Bożej łaski i miłosierdzia, również w ostatniej chwili życia. Rozważanie cierpień Pana uczy nas sensu cierpienia, daje moc do niesienia krzyży i przypomina o Jego nieskończonej miłości.

    Pan Jezus wielu świętym zalecał rozważanie swej Męki i ukazywał jej zbawienne owoce.

    Św. Bernardowi z Clairvaux Pan objawił tajemnicę nieznanej bolesnej Rany swego Ramienia w takich słowach: „Miałem ranę na ramieniu, spowodowaną dźwiganiem krzyża, na trzy palce głęboką, w której widniały trzy odkryte kości. Sprawiła Mi ona większe cierpienie i ból, aniżeli wszystkie inne. Ludzie mało o niej myślą, dlatego jest nieznana, lecz ty staraj się objawić ją wszystkim chrześcijanom całego świata. Wiedz, że o jakąkolwiek łaskę prosić Mnie będą przez tę właśnie Ranę, udzielę jej. I wszystkim, którzy z miłości do tej Rany uczczą Mnie odmówieniem codziennie trzech «Ojcze nasz» i trzech «Zdrowaś Maryjo», daruję grzechy powszednie, ich grzechów ciężkich już więcej pamiętać nie będę i nie umrą nagłą śmiercią, a w chwili konania nawiedzi ich Najświętsza Dziewica i uzyskają łaskę i zmiłowanie Moje”.

    Św. Brygidzie Szwedzkiej Pan Jezus objawił, ile otrzymał ran i jak należy uczcić każdą z nich. Pewnego dnia Zbawiciel objawił się jej i rzekł: „Moje Ciało otrzymało 5480 ciosów. Jeżeli chcesz je uczcić pobożną praktyką, zmów codziennie 15 «Ojcze nasz» i 15 «Zdrowaś Maryjo» z modlitwami, których cię nauczyłem, podczas całego roku. W ten sposób w ciągu roku uczcisz każdą moją Ranę”. Dalej św. Brygida, patronka Europy, usłyszała słowa: „Trzeba wiedzieć, że choćby kto żył przez 30 lat w grzechu, lecz potem skruszonym sercem odmawiałby pobożnie te modlitwy albo przynajmniej powziął postanowienie ich odmawiania, Pan mu odpuści jego grzechy”.

    Wśród współczesnych świętych szczególnym nabożeństwem do Męki Pańskiej odznaczała się św. Faustyna, która w swoim „Dzienniczku” odnotowuje takie słowa Pana Jezusa: „Córko Moja, rozważaj często cierpienia Moje, które dla ciebie poniosłem; a nic ci się wielkim nie wyda, co ty cierpisz dla Mnie. Najwięcej Mi się podobasz, kiedy rozważasz Moją bolesną mękę; łącz swoje małe cierpienia z Moją bolesną męką, aby miały wartość nieskończoną przed Moim Majestatem” (Dz. 1512). W innym miejscu „Dzienniczka” czytamy: „Usłyszałam głos w duszy: «Jedna godzina rozważania Mojej bolesnej męki większą zasługę ma, aniżeli cały rok biczowania się aż do krwi; rozważanie Moich bolesnych ran jest dla ciebie z wielkim pożytkiem, a Mnie sprawia wielką radość»” (Dz. 369).

    Zmysł wiary naszych przodków, pobudzany przez Ducha Świętego, w rozważaniu Męki Pańskiej upatrywał siły do niesienia naszych codziennych krzyży i był wyrazem wdzięczności, jaką jesteśmy winni Temu, który za nas cierpiał rany. Pismo Święte uczy nas tego nabożeństwa: „Będą patrzeć na tego, którego przebili, i boleć będą nad Nim, jak się boleje nad jedynakiem, i płakać będą nad nim, jak się płacze nad pierworodnym” (Za 12,10n). Ponieważ „Krwią Jego ran zostaliście uzdrowieni” (1 P 2,21-24), „a w Jego ranach jest nasze zdrowie” (Iz 53,5).

    Śpiewajmy zatem wszyscy razem: Gorzkie żale, przybywajcie….

    ks. Zbigniew Chromy/Tygodnik Niedziela

    _______________________________________________________________

    fot. stevenneira/Cathopic/Stacja7.pl

    ***

    Uczestnicząc w nabożeństwie „Gorzkie żale” można uzyskać odpust zupełny raz w tygodniu, dowolnego dnia, w okresie Wielkiego Postu. Należy wziąć udział w nabożeństwie w kościele – nie wystarczy prywatne odmówienie „Gorzkich żali”. Aby uzyskać odpust zupełny trzeba spełnić wymagane warunki, o których przypominam poniżej.

    ________________________________________________________________________________________

    DROGA KRZYŻOWA

    fot. James Coleman/Unsplash/Stacja7.pl

    ***

    Jak uzyskać odpust zupełny za udział w Drodze Krzyżowej?

    W Wielkim Poście Kościół zachęca nas do nabożeństw pasyjnych, w szczególności Drogi Krzyżowej. Za udział w niej można uzyskać odpust zupełny, który Stolica Apostolska wyjaśnia w następujący sposób:

    • Pobożne ćwiczenie należy odprawić przed stacjami Drogi Krzyżowej prawnie erygowanymi
    • Do erygowania zaś Drogi Krzyżowej wymaga się 14 krzyży, przy których zwykło się zamieszczać z pożytkiem duchowym tyleż obrazów, przedstawiających stacje jerozolimskie
    • Zgodnie z powszechniejszym zwyczajem pobożna praktyka składa się z czternastu właściwych czytań, do których dodaje się pewne wezwania modlitewne. Do odprawienia jednak Drogi Krzyżowej wymaga się tylko pobożnego rozważania Męki i Śmierci Chrystusa. Nie jest zatem konieczne rozmyślanie poszczególnych tajemnic każdej stacji
    • Wymaga się przechodzenia od jednej stacji do drugiej. Jeżeli jednak to nabożeństwo odprawia się publicznie i wszyscy biorący udział nie mogą bez zamieszania przechodzić od stacji do stacji, wystarczy, jeżeli do poszczególnych stacji przechodzi prowadzący Drogę Krzyżową, podczas gdy inni pozostają na swoim miejscu
    • Wierni, którzy mają prawnie uzasadnioną przeszkodę, mogą uzyskać taki sam odpust, jeżeli przynajmniej przez pewien czas, na przykład przez kwadrans będą pobożnie czytać i rozważać mękę i śmierć Pana naszego, Jezusa Chrystusa.

    ***

    Warunki uzyskania odpustu zupełnego:

    • być w stanie łaski uświęcającej;
    • przyjąć w tym dniu Komunię Świętą;
    • pomodlić się w intencjach polecanych przez Ojca Świętego – ”Wierzę Boga”, ”Zdrowaś Maryjo”;
    • nie mieć w sobie przywiązania do żadnego grzechu, nawet lekkiego;

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Odpust w Kościele katolickim.

    Ile razy można go uzyskać?

    Odpust w Kościele katolickim. Ile razy można go uzyskać?

    Sąd Ostateczny – witraż z kościoła św. Barbary w Kutnej Horze w Czechach (fot. wrangel / depositphotos)

    ***

    Na czym polega odpust Kościele katolickim, jakie są warunki jego uzyskania, co oznacza odpust zupełny i cząstkowy, za kogo można ofiarować odpust, jak do odpustów pochodzono w przeszłości – wyjaśnia o. dr. hab. Marek Blaza SJ, profesor teologii w Akademii Katolickiej w Warszawie – Collegium Bobolanum.

    Jakub Kołacz SJ: W ostatnim czasie znów więcej mówimy na temat odpustów – specjalne wydarzenia, jak Rok św. Józefa są okazją do ich uzyskania. Odpusty jednak uzyskać można w listopadzie, przy okazji różnych uroczystości czy choćby co roku podczas odpustu parafialnego. Może warto przypomnieć, czym są odpusty?

    Prof. AKW, dr hab. Marek Blaza SJ: – Obecnie obowiązująca oficjalna definicja odpustu w Kościele katolickim została po raz pierwszy ogłoszona w Konstytucji apostolskiej papieża św. Pawła VI Indulgentiarum doctrina w 1967 r. i w całości zamieszczona w Katechizmie Kościoła Katolickiego z 1992 r.: „Odpust jest to darowanie wobec Boga kary doczesnej za grzechy, zgładzone już co do winy. Dostępuje go chrześcijanin odpowiednio usposobiony i pod pewnymi, określonymi warunkami, za pośrednictwem Kościoła, który jako szafarz owoców odkupienia rozdaje i prawomocnie przydziela zadośćuczynienie ze skarbca zasług Chrystusa i świętych” (nr 1471)

    W przeszłości sprawa odpustów wywoływała wielkie kontrowersje. To m.in. od tej „iskry” zapalił się wielki ogień Reformacji. Skąd brały się te kontrowersje?

    – Aby zrozumieć, dlaczego odpusty wywołały tak wielkie kontrowersje, należy pamiętać, że w dużej mierze ich początki związane są z wieloletnimi praktykami pokutnymi nakładanymi za bardzo ciężkie grzechy w pierwszym tysiącleciu chrześcijaństwa. Co prawda od VI wieku można było już wielokrotnie przystępować do pokuty (wcześniej można było do niej przystąpić tylko raz w życiu!), ale była ona nadal długotrwała i uciążliwa. Jednak w tym kontekście zaczęło dochodzić do różnorakich wynaturzeń związanych z praktykami pokutnymi: bogatsi pokutnicy otrzymali możliwość wykupienia nałożonej pokuty za określoną sumę pieniędzy, np. rok postu można było zamienić na określoną opłatę. Te zamiany nie ograniczały się jedynie do pieniędzy. Można było bowiem 3 dni postu zamienić na recytację 50 psalmów. Tego rodzaju wynaturzenia osłabiały prawdziwego ducha pokuty i nawrócenia.

    – Wreszcie problematyczną stawała się sytuacja, kiedy pokutnik zmarł, nie odprawiwszy do końca swojej pokuty. W takiej sytuacji uważano, że musi on ją dokończyć już po śmierci. Stąd od początku II tysiąclecia chrześcijaństwa starano się, aby jednak owa kara będąca konsekwencją grzechów mogła zostać odpokutowana już za życia. Od XI w. takie darowanie kary było związane z udziałem w wyprawach krzyżowych, a nieco później z nawiedzaniem miejsc świętych, np. grobu św. Jakuba Apostoła w Santiago de Compostela lub kaplicy Porcjunkuli w Asyżu. Natomiast od XIV w. pojawia się praktyka zamieniania aktów pokuty na opłaty pieniężne. I tak, poprzez zakupienie listu odpustowego za siebie lub za zmarłego, można było skrócić męki czyśćcowe.

    – Z kolei tą wspomnianą „iskrą”, która zapaliła ogień Reformacji, był odpust ogłoszony w 1515 r. przez papieża Leona X w celu zebrania pieniędzy na budowę bazyliki św. Piotra w Rzymie. Przy tej okazji doszło jednak do wielu rażących nadużyć, związanych również z kupowaniem urzędów kościelnych za pieniądze uzyskane z odpustów. Dlatego począwszy od 1517 r. reformatorzy na czele z Marcinem Lutrem potępiali tę praktykę, odnosząc się do niej ironicznie: „Gdy tylko złoto w misce zadzwoni, do nieba jakaś duszyczka goni”. Reformatorzy jednak nie poprzestali na potępieniu nadużyć, ale wręcz zakwestionowali samą teologię i praktykę odpustów. Z drugiej strony ta krytyka przyczyniła się do zrewidowania nauki o odpustach w Kościele katolickim.

    Kiedyś – widzimy to jeszcze w starych książeczkach do nabożeństwa – za odmówienie niektórych modlitw można było uzyskać 300 dni odpustu. Dziś inaczej rozumiemy te kwestie, ale może warto wyjaśnić, skąd brało się takie podejście – czy dawniej wyobrażano sobie, że na sądzie Bożym, po śmierci, człowiek otrzymywał wyrok np. 500 dni w czyśćcu?

    – Aby wyjaśnić tę kwestię, warto sięgnąć chociażby do Katechizmu św. Piusa X z początku XX w. Na pytanie „co znaczy odpust na przykład czterdziestu dni, stu dni albo siedmiu lat?” pada odpowiedź: „Odpust na przykład czterdziestu dni, stu dni albo siedmiu lat oznacza odpuszczenie takiego okresu kary doczesnej, jaki byłby do odpokutowania przez czterdzieści dni, sto dni albo siedem lat praktyk pokutnych, jakie w dawnych czasach były nakładane przez Kościół” („O sakramencie pokuty”, pytanie 132.). Należy także mieć na uwadze, że w teologii katolickiej przynajmniej od czasów średniowiecza przyjmowano, że w czyśćcu istnieje jakiś rodzaj czasu, choć nie jest on tożsamy z czasem ziemskim. O ile w opisie natury tego czasu w czyśćcu teologowie wykazywali się powściągliwością, o tyle wizjonerzy średniowieczni potrafili bardzo szczegółowo opowiadać o tym, jak długo takie cierpienia trwają. Wreszcie papież Aleksander VII (1655-1667) w celu położenia kresu tego rodzaju dywagacjom potępił twierdzenie, że dusza nie może przebywać dłużej w czyśćcu niż 20 lat. Dlatego dziś w Kościele katolickim wyróżniamy jedynie dwa rodzaje odpustu: „cząstkowy lub zupełny, zależnie od tego, czy uwalnia od kary doczesnej należnej za grzechy w całości lub w części” (KKK 1471)

    Odpusty możemy uzyskać dla siebie czy dla innych?

    – Odpust można uzyskać tylko i wyłącznie dla siebie lub ofiarować go za zmarłych na sposób wstawiennictwa. Odpustu nie można ofiarować za inną żyjącą osobę.

    A skoro już raz uzyskamy odpust, to po co starać się o niego po raz drugi? Wydawać by się mogło, że skoro już uzyskaliśmy odpust zupełny, to jesteśmy bezpieczni.

    – Nie trzeba by było starać się uzyskać odpustu drugi czy kolejny raz, gdybyśmy po uzyskaniu odpustu zupełnego zaprzestali popełniania grzechów. To faktycznie może się udać na łożu śmierci, ale pod warunkiem, że po uzyskaniu odpustu niezwłocznie umrzemy. W tym kontekście warto też dodać, że jednym ze skutków przyjęcia sakramentu chrztu jest uzyskanie odpustu zupełnego. Jednak nawet po przyjęciu chrztu pozostaje w chrześcijaninie zarzewie grzechu (fomes peccati), czyli pewna skłonność do popełniania grzechów. Dlatego uzyskiwać odpust można nawet codziennie. Odpust zupełny można uzyskać tylko jeden raz w ciągu dnia, chociaż w chwili śmierci można uzyskać odpust zupełny nawet wtedy, gdy się go uzyskało wcześniej w tym samym dniu. Z kolei odpust cząstkowy można uzyskać kilka razy dziennie.

    Czy odpust może uzyskać każdy, kto tego chce?

    – Do uzyskania odpustu zdolna jest osoba ochrzczona, nieekskomunikowana i znajdująca się w stanie łaski uświęcającej, czyli wolna od grzechu ciężkiego. W celu zaś uzyskania odpustu zupełnego winna być ona wolna od jakiegokolwiek grzechu, nawet powszedniego przynajmniej pod koniec wypełniania przepisanych czynności.

    Często, gdy przypominamy o możliwości uzyskania odpustu, mówimy, że można go uzyskać „pod zwykłymi warunkami”. Jakie są te „zwykłe warunki”?

    – Z zasady z uzyskaniem odpustu zupełnego wiąże się przystąpienie do sakramentalnej spowiedzi, przyjęcie Komunii św. oraz odmówienie przepisanych modlitw: Ojcze nasz, Wierzę w Boga i modlitwy w intencji Ojca Świętego. Tą modlitwą w intencji papieża może być Ojcze nasz lub Zdrowaś, lub jakakolwiek inna modlitwa, którą wierny uważa za stosowną do odmówienia. Po jednej spowiedzi sakramentalnej można uzyskać kilka odpustów zupełnych, ale po jednej Komunii św. i odmówieniu wyżej wspomnianych modlitw można uzyskać tylko jeden odpust zupełny. Spowiedź, Komunia i przepisane modlitwy jako warunki odpustu zupełnego można wypełnić na wiele dni przed lub po wykonaniu danego dzieła związanego z odpustem (np. nawiedzenie kościoła w danym dniu). Jednak usilnie zaleca się, aby Komunię przyjąć i przepisane modlitwy odmówić w dniu, z którym związany jest dany odpust.

    Podsumowując, co zostaje nam darowane, gdy uzyskamy odpust?

    – Kara doczesna za grzechy, wcześniej zgładzona już co do winy. Odpusty nie podważają bowiem skuteczności rozgrzeszenia otrzymanego w sakramencie pokuty. Aby lepiej zrozumieć tę różnicę między winą i karą, można posłużyć się przykładem skazanego prawomocnym wyrokiem sądowym za przestępstwo. Czy taki skazaniec może otrzymać rozgrzeszenie w sakramencie pojednania, jeżeli żałuje za to, co zrobił? Może. Ale czy to rozgrzeszenie poskutkuje zwolnieniem z odbycia kary, na którą sąd skazał złoczyńcę? Nie.

    Zatem uzyskiwanie i ofiarowanie odpustów za zmarłych to forma naszej solidarności z nimi i modlitwy w ich intencji. Mają one zatem wartość również dla nas, bo starając się o nie, sami stajemy się lepsi.

    – Praktyka uzyskiwania i ofiarowania odpustów przypomina nam o tym, że Kościół to wspólnota wierzących, do których należą także przebywający w czyśćcu. Tę wspólnotę nazywamy Kościołem pokutującym.  Z kolei cały Kościół, również ten tryumfujący (święci) i pielgrzymujący (my tutaj na ziemi), jest jednocześnie pośrednikiem i szafarzem owoców odkupienia. To Kościół bowiem rozdaje i prawomocnie przydziela zadośćuczynienie ze skarbca zasług Chrystusa i świętych. Św. Jan Paweł II w ramach swojej katechezy na audiencji generalnej 29 września 1999 r. podkreślił, że „tego rozdzielania [ze skarbca] nie należy pojmować jako swego rodzaju mechanicznej dystrybucji, tak jakby chodziło o «rzeczy». Jest ono raczej wyrazem pełnej ufności Kościoła, że jest wysłuchiwany przez Ojca, gdy ze względu na zasługi Chrystusa, a także — za Jego przyzwoleniem — na zasługi Matki Boskiej i świętych, prosi Go o zmniejszenie lub przekreślenie bolesnego aspektu kary, pogłębiając jej wymiar leczniczy poprzez inne rodzaje działania łaski. W niezgłębionej tajemnicy Bożej mądrości ten dar wstawiennictwa może być użyteczny również dla wiernych zmarłych, którzy korzystają z jego owoców stosownie do swej sytuacji”.

    – Natomiast w odniesieniu do uzyskującego odpust, św. Jan Paweł II wskazuje w tej katechezie, że „odpusty nie są nigdy swoistą «zniżką» zwalniającą z obowiązku nawrócenia, ale raczej stanowią pomoc w bardziej zdecydowanym, ofiarnym i radykalnym realizowaniu tej powinności. (…) Jest zatem w błędzie ten kto sądzi, że można otrzymać ten dar po wykonaniu kilku zwykłych czynności zewnętrznych. Przeciwnie, są one wymagane jako wyraz nawrócenia i wsparcie na tej drodze”. Praktyka odpustów każe nam zatem dbać o nasze zbawienie, a jednocześnie poczuć się współodpowiedzialnym za zbawienie zmarłych znajdujących się w czyśćcu. W ten sposób dobitnie widać, że Kościół jako Ciało Chrystusa jest rzeczywiście skutecznym środkiem zbawienia.

    o. Jakub Kołacz SJ / o. Marek Blaza SJ/Deon.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Czym jest odpust zupełny? 

    Czym jest odpust zupełny? Nie ma nic wspólnego z kupowaniem sobie rozgrzeszenia, jak wciąż głoszą niektóre miejsko-kościelne legendy. To teologicznie uzasadniona duchowa praktyka, pokazująca ogrom Bożego miłosierdzia. Odpust zupełny to darowanie człowiekowi przez Boga wszystkich kar doczesnych, które powinien ponieść za swoje grzechy, odpuszczone już podczas spowiedzi. Potocznie mówiąc – odpust to łaska, która pozwala “wyzerować” swój czyśćcowy rachunek, czyli kary, którymi będziemy oczyszczani przed wejściem do nieba. Odpust może być zupełny – czyli wymazujący wszystkie kary, lub cząstkowy, czyli uwalniający nas z ich części.

    Odpust można uzyskać dla siebie i w ten sposób uniknąć kar czyśćcowych – lub ofiarować go za zmarłą osobę i w ten sposób sprawić, że z czyśćca trafi prosto do nieba.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    MOŻLIWOŚCI UZYSKANIA ODPUSTU ZUPEŁNEGO W WIELKIM POŚCIE

    Oprócz odprawienia nabożeństw wielkopostnych takich jak Droga Krzyżowa i Gorzkie Żale – również pobożne odmówienie w piątki Wielkiego Postu przed wizerunkiem Ukrzyżowanego modlitwy: Oto ja, dobry i najsłodszy Jezu*, przypisana jest możliwość uzyskania odpustu zupełnego. Możemy go ofiarować za siebie lub za zmarłych.

    ***

    *MODLITWA

    Oto ja, dobry i najsłodszy Jezu, upadam na kolana przed Twoim obliczem i z największą gorliwością ducha proszę Cię i błagam, abyś wszczepił w moje serce najżywsze uczucia wiary, nadziei i miłości oraz prawdziwą skruchę za moje grzechy i silną wolę poprawy. Oto z sercem przepełnionym wielkim uczuciem i z boleścią oglądam w duchu Twoje pięć ran i myślą się w nich zatapiam, pamiętając o tym, dobry Jezu, co już prorok Dawid włożył w Twoje usta: „Przebodli ręce moje i nogi, policzyli wszystkie kości moje” (Ps 22,17).

    ***

    INFORMACJE DOTYCZĄCE ODPUSTÓW:

    1. Odpust jest darowaniem wobec Boga kary doczesnej za grzechy odpuszczone już co do winy w czasie spowiedzi. Może go uzyskać wierny, odpowiednio przygotowany – po wypełnieniu pewnych określonych warunków. Odpustami są czynności wiernych, w wielu wypadkach łączące się z jakimś miejscem (np. kościołem) lub z rzeczą (np. różańcem).
    2. Odpust jest cząstkowy albo zupełny, zależnie od tego, czy uwalnia od kary doczesnej w części lub w całości. Tym więcej będzie darowania, im więcej gorliwości okaże osoba zyskująca odpust.
    3. Nikt nie może przekazywać innym osobom żyjącym odpustów, jakie sam zyskuje. Odpusty zarówno cząstkowe jak i zupełne mogą być zawsze ofiarowane za zmarłych na sposób wstawiennictwa.
    4. Odpust zupełny można uzyskać tylko jeden w ciągu dnia. Jednakże w momencie śmierci wierny może uzyskać odpust zupełny, chociażby tego dnia zyskał już inny odpust zupełny. Odpust cząstkowy można uzyskać kilka razy dziennie, chyba że co innego jest wyraźnie zaznaczone.
    5. Do uzyskania odpustu zupełnego wymaga się wykonania dzieła obdarzonego odpustem, oraz wypełnienia trzech następujących warunków: 1) spowiedź sakramentalna, 2) Komunia eucharystyczna, 3) modlitwa w intencjach w jakich modli się Ojciec Święty.
    6. Ponadto wymaga się wykluczenia wszelkiego przywiązania do grzechu nawet powszedniego. Jeśli brakuje pełnej tego rodzaju dyspozycji, albo nie zostaną spełnione wyliczone warunki, wtedy odpust będzie tylko cząstkowy.
    7. Wypada, by Komunia święta i modlitwa w intencjach Ojca Świętego miały miejsce w tym dniu, w którym wykonuje się dzieło obdarzone odpustem.
    8. Po jednej spowiedzi sakramentalnej można uzyskać kilka odpustów zupełnych. Natomiast po jednej Komunii eucharystycznej i po jednej modlitwie w intencjach Ojca Świętego zyskuje się tylko jeden odpust zupełny.
    9. Warunek dotyczący modlitwy w intencjach Ojca Świętego wypełnia się całkowicie przez odmówienie jeden raz “Ojcze nasz” i “Zdrowaś”. Pozostawia się wiernym swobodę wyboru jakiejkolwiek modlitwy zgodnie z ich pobożnością.
    10. Jeżeli do uzyskania odpustu związanego z jakimś dniem wymagane jest nawiedzenie kościoła lub kaplicy, to można go dokonać od południa dnia poprzedzającego, aż do północy kończącej dzień oznaczony.

    Wierni mogą uzyskać odpust zupełny wypełniając warunki określone w punkcie 5 i następujące dzieła obdarzone odpustem:

    1. adoracja Najświętszego Sakramentu trwająca przynajmniej przez pół godziny,
    2. pobożne przyjęcie – choćby tylko przez radio – Błogosławieństwa Papieskiego udzielanego Miastu i Światu,
    3. nawiedzenie cmentarza w dniach od 1 do 8 listopada połączone z modlitwą – choćby tylko w myśli – za zmarłych (odpust ten może być ofiarowany tylko za dusze w czyśćcu cierpiące),
    4. pobożny udział w obrzędzie liturgicznym w Wielki Piątek i ucałowanie krzyża,
    5. udział w ćwiczeniach duchowych (rekolekcjach) trwających przynajmniej przez trzy dni,
    6. publiczne odmówienie Aktu Wynagrodzenia w uroczystość Najświętszego Serca Jezusowego,
    7. publiczne odmówienie Aktu poświęcenia rodzaju ludzkiego Chrystusowi Królowi w uroczystość Chrystusa Króla,
    8. w uroczystość śś. Apostołów Piotra i Pawła, każdy kto pobożnie używa przedmiotu religijnego (krzyża, różańca, szkaplerza, medalika) poświęconego przez Papieża lub Biskupa i w tym dniu odmówi Wyznanie Wiary,
    9. wysłuchanie w czasie misji kilku kazań i udział w uroczystym ich zakończeniu,
    10. przystąpienie po raz pierwszy do Komunii św. lub udział w takiej pobożnej ceremonii,
    11. odprawienie pierwszej Mszy św. lub pobożne uczestnictwo w niej,
    12. odmówienie różańca w kościele, w rodzinie, we wspólnocie zakonnej (należy odmówić przynajmniej jedną część, jednakże pięć dziesiątek w sposób ciągły, z modlitwą ustną należy połączyć pobożne rozważanie tajemnic, w publicznym odmawianiu tajemnice winne być zapowiadane zgodnie z zatwierdzoną miejscową praktyką, w odmawianiu prywatnym wystarczy, że wierny łączy z modlitwą ustną rozważanie tajemnic),
    13. czytanie Pisma św. z szacunkiem należnym słowu Bożemu, przynajmniej przez pół godziny,
    14. odmówienie w sposób uroczysty hymnu “Przed tak wielkim Sakramentem” w Wielki Czwartek,
    15. odmówienie tego samego hymnu w uroczystość Bożego Ciała,
    16. publiczne odmówienie hymnu “Ciebie Boże wielbimy” w ostatnim dniu roku,
    17. publiczne odmówienie hymnu “Przybądź Duchu” w Nowy Rok i w Zesłanie Ducha Świętego,
    18. pobożne odprawienie Drogi Krzyżowej (przed stacjami prawnie erygowanymi, połączone z rozważaniem Męki i Śmierci Chrystusa i przechodzeniem od stacji do stacji; w publicznym odprawianiu wystarczy przechodzenie prowadzącego),
    19. pobożne nawiedzenie kościoła w święto tytułu i dnia 2 sierpnia (odpust Porcjunkuli) i odmówienie “Ojcze nasz” i “Wierzę”,
    20. pobożne nawiedzenie kościoła lub ołtarza w dniu jego konsekracji i odmówienie “Ojcze nasz” i “Wierzę”,
    21. pobożne nawiedzenie kościoła w Dniu Zadusznym i odmówienie “Ojcze nasz” i “Wierzę” (odpust ten może być ofiarowany tylko za dusze w czyśćcu cierpiące),
    22. pobożne nawiedzenie kościoła lub kaplicy zakonnej w święta Założyciela i odmówienie “Ojcze nasz” i “Wierzę”,
    23. odnowienie przyrzeczeń chrztu św. w czasie nabożeństwa Wigilii Paschalnej lub w rocznicę swego chrztu,
    24. pobożne nawiedzenie jednej z czterech patriarchalnych bazylik rzymskich i odmówienie tam “Ojcze nasz” i “Wierzę” w: święto tytułu, jakiekolwiek święto nakazane, raz w roku w innym dniu wybranym przez wiernego,
    25. w momencie śmierci, o ile wierny miał za życia zwyczaj odmawiania jakichkolwiek modlitw (w tym wypadku wymieniony warunek zastępuje trzy zwyczajne warunki uzyskania odpustu zupełnego), dla uzyskania tego odpustu chwalebną rzeczą jest posługiwać się krucyfiksem lub krzyżem.
    26. Pobożne odmówienie Koronki do Miłosierdzia Bożego.

    (por. Kodeks Prawa Kanonicznego, kan. 992-997; Indulgentiarum Doctrina, Posoborowe Prawodawstwo Kościelne, t. I, z. 2; Enchiridion indulgentiarum (wyd. 4, lipiec1999), Posoborowe Prawodawstwo Kościelne, t. IX, z. 3)

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Długo wymykał się “łowcom księży”.

    Jego iluzjonistyczne skrytki uratowały życie setkom ludzi

    Długo wymykał się "łowcom księży". Jego iluzjonistyczne skrytki uratowały życie setkom ludzi

    fot. Tim Marshall / Unsplash

    ***

    Gdy był młody, uczył się na stolarza i murarza: to pomogło mu później budować przemyślne schowki i kaplice. Wzrastał w atmosferze coraz większych prześladowań katolików w Anglii. Nie przeszkodziło mu to jednak we wstąpieniu do zakonu jezuitów. 

    Kościół katolicki w Wielkiej Brytanii obchodził 22 marca indywidulane wspomnienie męczennika św. Mikołaja Owena, jezuity, który zasłynął z ukrywania i ratowania księży katolickich, prześladowanych w Anglii w 2. połowie XVII w. Stworzone przezeń przemyślne skrytki, kaplice czy korytarze są pokazywane do dziś na Wyspach Brytyjskich. Kanonizował go 25 października 1970 Paweł VI w grupie 40 męczenników angielskich.

    “Łowcy księży” aresztowali go dwukrotnie

    Przyszły święty urodził się ok.1562 r. w Oxfordzie, w pobożnej rodzinie katolickiej. Uczył się na stolarza i murarza, co pomogło mu później budować przemyślne schowki i kaplice dla prześladowanych księży. Wzrastał w atmosferze coraz większych prześladowań katolików, dla których podstawą były tzw. penal laws (prawa karne, mające na celu ustanowienie monopolu Kościoła anglikańskiego w życiu religijnym w Anglii). Nie przeszkodziło mu to jednak we wstąpieniu do zakonu jezuitów. Również jego dwaj bracia zostali księżmi katolickimi.

    Dwukrotnie aresztowali go agenci królewscy, tzw. priest hunters, czyli „łowcy księży”. Po raz pierwszy trafił za kratki w 1581, gdy działał przy innym przyszłym świętym męczenniku – Edmundzie Campionie (1540-81). Pewnej bogatej rodzinie katolickiej udało się go jednak wówczas wykupić z więzienia. Przez dalszych 18 lat działał m.in. u boku jeszcze innego słynnego jezuity – Henry’ego Garneta (1555-1606) i wówczas zajął się budowaniem owych przemyślnych miejsc schronienia dla prześladowanych kapłanów.

    “Nie do wiary, jak wielką radość sprawiło nam aresztowanie Owena”

    Do drugiego zatrzymania, które tym razem zakończało się męczeńską śmiercią Mikołaja, doszło na początku 1606 r. Radość z powodu aresztowania tak ważnego przeciwnika wyraził wówczas sekretarz stanu Robert Cecil: „Nie do wiary, jak wielką radość sprawiło nam aresztowanie Owena, twórcy niezliczonych kryjówek dla ukrywających się w całej Anglii księży”. Owena osadzono ostatecznie w słynnej londyńskiej Wieży (Tower), gdzie mimo okrutnych tortur nic nie ujawnił swoim prześladowcom. Zmarł w nocy z 1 na 2 marca 1606 r. Według jezuickiego historyka Johna Gararda brat Mikołaj „dzięki swoim umiejętnościom i niepoddaniu się torturom uratował życie setek katolików – duchownych i świeckich”.

    Jest patronem iluzjonistów, bo potrafił doskonale stworzyć złudzenie trójwymiarowości

    Mikołaja (Nicholasa) Owena ogłosił świętym 25 listopada 1970 św. Paweł VI jako jednego z „40 męczennikowi Anglii i Walii”. Jest on patronem iluzjonistów i sztukmistrzów ze względu na umiejętność malowania iluzjonistycznego (franc. „trompe l’oeil” – sposób malowania wywołujący złudzenie trójwymiarowości). W Anglii jest on patronem dwóch kościołów: w Little Thornton (hrabstwo Lancashire) i w Burton Latimer (hr. Northamptonshire). Jego imię nosi także katolicka organizacja oświatowa w hrabstwie Worcestershire w Środkowej Anglii.

    Deon.pl/KAI / mł

    ______________________________________________________________________________________________________________

    W galeriach, na ulicach i placach.

    Zobacz niezwykłe, współczesne ikony!

    Ukrzyżowanie | fot. Materiały “Fraterni”

    ***

    Fraternia to inicjatywa braci kapucynów, którzy poszukując nowych form ewangelizacji odkryli, że sztuka, a zwłaszcza ikona, jest uprzywilejowaną przestrzenią spotkania człowieka z Bogiem. Właśnie tak nawrócił się m.in. św. Franciszek z Asyżu! Będąc pogrążony w ciemności i kryzysie, w ruinach kościoła św. Damiana, stając przed ikoną ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Jezusa usłyszał głos Boga.

    Bazując na ponad dwudziestoletnim doświadczeniu twórczych poszukiwań brata Marcina Świądra OFMCap, bracia oraz grupa świeckich tworząc współczesną ikonę, pragną przekazywać dobrą nowinę o miłości Boga do każdego człowieka.

    Dla tych, którzy nie mają już siły iść do kościoła

    W ostatnich latach wspólnota skupiła się na dorobku artystycznym Jerzego Nowosielskiego. Odkrywamy w jego twórczości charyzmatyczny geniusz. Dzieła, które tworzył, a zwłaszcza ikonografia są zaskakującą, prostą syntezą tradycji chrześcijańskiej i sztuki współczesnej. Fascynujący proces przełamywania egzystencjalnej prawdy o słabości ludzkiej, dokonuje się w dramatycznym poszukiwaniu harmonii, światła, sensu i formy istnienia… czyż nie jest to doświadczenie każdego człowieka? Ostateczny sens życia ludzkiego w konwulsjach poszukiwań Nowosielski odnajduje w Chrystusie. To dlatego wydaje nam się, że ten wciąż nieodkryty i niedoceniony malarz jest swego rodzaju prorokiem – wyjaśniają.

    WJAZD DO JEROZOLIMY | fot. Materiały „FRATERNI”

    ***

    Głównym celem Fraterni jest tworzenie kerygmatycznej ikonografii, w której zapisany jest cały depozyt wiary. Powstające prace promowane są na różne sposoby poprzez wystawy w galeriach, na ulicach i placach – aby ci którzy nie mają już siły iść do kościoła, czy cerkwi mogli otrzymać dobrą nowinę.

    Kiedyś miałam sprawę do załatwienia w Urzędzie Marszałkowskim w Rzeszowie. Już idąc na spotkanie zobaczyłam przed wejściem rzędy fotogramów z ikonami, ale spieszyłam się na spotkanie, które jak się okazało przesunęło się w czasie o godzinę. Trochę dla zabicia czasu poszłam popatrzeć na ikony – opowiada Celina Byś.

    ZWIASTOWANIE | fot. Materiały „FRATERNI”

    ***

    Chociaż nie jestem osobą pobożną, a nawet w pierwszym odruchu zdenerwowałam się, że pobożne obrazki są nawet przed urzędami, to jednak po obejrzeniu wystawy i przeczytaniu zamieszczonych tam komentarzy pomyślałam, że dobrze, że taka wystawa się tam pojawiła. Przecież z oglądaniem dzieł sztuki jest tak, jak z jedzeniem fast foodów. Jeżeli ja nie uznaję ich za jedzenie, to nie znaczy, że trzeba rozwalić wszystkie McDonald`sy. Nawet poleciłam tę wystawę do obejrzenia paru znajomym – dodaje.

    Komunikacja bez słów

    Aktualne prace Fraterni skupione są na powstającej w Szczepkowie Borowym wschodniej kaplicy ekumenicznej, gdzie bogata ikonografia i symbolika przestrzeni będzie służyła nie tylko liturgii, lecz również katechezie wprowadzającej w doświadczenie chrześcijańskie.

    PUSTY GRÓB | fot. Mmateriały „FRATERNI”

    ***

    Bliski jest mi świat ikon i tradycja oraz liturgia bizantyjska, którą chętnie sprawuję. Przez lata posługując w obrządku wschodnim, zauważyłem, że jest pewna liczba osób o wielkiej wrażliwości, do których niejednokrotnie ikona przemawia bardziej, niż mówione słowa lub teksty liturgii. Jest pewne misterium pojmowania tego niewerbalnego przekazu właściwe duszom subtelnym – mówi br. Justyn Rusin OFMCap.

    Dlatego wielką radością było dla mnie, kiedy po wielu latach posługi na Ukrainie musiałem wrócić do Polski z powodów zdrowotnych, że bracia zaproponowali mi przyłączenie się do Fraterni. Wszelkie działania związane z ikonografią i jej promocją, wystawami, produktami medialnymi i itp. przyczyniają się do tego, by brzmiał ten język bez słów pojmowany przez wielu – wyjaśnia.

    ZAŚNIĘCIE BOGURODZICY | fot. Materiały „FRATERNI”

    ***

    W planach jest także powołanie do życia otwartą pracownię malarską przy klasztorze kapucynów w Krośnie oraz stałą galerię w zabytkowym kompleksie cerkiewnym w Czerteżu koło Sanoka.

    Bieżące wydarzenia z Fraterni można śledzić na stronie internetowej oraz InstagramieFacebooku, a także na Fraternia OFMCap – YouTube (tutaj można oglądnąć etiudy filmowe „Święto – Ikona współczesna”).

    OBJAWIENIA PAŃSKIE | fot. Materiały „FRATERNI”

    NARODZENIE PAŃSKIE | fot. MATERIAŁY „FRATERNI”

    PRZEMIENIENIE PAŃSKIE | fot. MATERIAŁY „FRATERNI

    ______________________________________________________________________________________________________________

    WIECZERZA MISTYCZNA | fot. MATERIAŁY „FRATERNI”

    mat. prasowe Fraternia.pl, zś/Stacja7.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Kontemplacja ikony Trójcy Świętej?

    Ta modlitwa cię zaskoczy!

    Poznaj wskazówki o. Badeniego

    fot. Archiwum dominikanów w Krakowie

    ***

    Ojciec Joachim Badeni najczęściej kontemplował ikonę Trójcy Świętej Rublowa i pozostawił ważne wskazówki prowadzące przez etapy tej niezwykłej modlitwy.

    Ojciec Joachim Badeni po okresie fascynacji religiami Dalekiego Wschodu, pod wpływem słów Jana Pawła II – w których Papież podkreślał, że chrześcijaństwo oddycha dwoma płucami – zaczął studiować Filokalia i kontemplować ikonę. Najczęściej kontemplował ikonę Trójcy Świętej Rublowa. W książce „Siła nadziei” w rozmowie z Judytą Syrek opisał sposób na umiejętną kontemplację ikony:

    Po co kontemplować ikonę?

    Bardzo doradzam kontemplację ikony, z której promieniuje obiektywne, niewidzialne światło. Światło energii boskiej – to jest ujęcie teologii wschodniej. Teologia zachodnia to samo zjawisko interpretuje inaczej. Nawet są problemy, jak to ekumenicznie pogodzić, ale Wschód trzyma się mocno stwierdzenia, że to są energie niestworzone. Jakie są, takie są, ale na pewno robią silne wrażenie. Przypuśćmy, że według praktyk zachodnich mamy jakieś przeżycia mistyczne, autentyczne, sprawdzone przez
    spowiednika. Chodzę z nimi jak radziecki marszałek z medalami – kilka medali ma i nosi je dla urody. Chwalę się, że mam przeżycia. Natomiast w przypadku ikony jest obiektywne promieniowanie energii boskiej. To jest coś ciągłego, czego nie mogę ze sobą zabrać do celi jako własnego przeżycia.

    Krok pierwszy: oczyść się

    Przed ikoną muszę się oczyścić, ale najpierw muszę chcieć być pokornym, bez pokory nie będzie czystości. Gdyby Matka Boska nie była pokorna, nie byłaby niepokalana. Trzeba oczyścić się głównie przez prostotę pokory. Jak to zrobić? Pójść do kaplicy, paść na kolana, zrobić głęboki pokłon przed Trójcą Świętą i powiedzieć: „Panie, jestem niczym. Jestem niczym zupełnie. Mam mnóstwo grzechów. Panie, przebacz! Jestem grzeszny i głupi człowiek. Daj mi swoją mądrość”.

    Może się mylę, ale myślę, że energia mądrości zacznie wtedy emanować z tej ikony. Zacznę rozumieć, że coś mnie oczyszcza z moich grzechów, głupoty, słabości, wahań. Kiedy modlę się przed ikoną takimi słowami, to zaczynam się prostować pokorą, która jest owocem doświadczenia, obecności mądrości Bożej. A ta mądrość promienieje z ikony Trójcy Świętej, przed którą klęczę. Można to praktykować codziennie.

    Jesteś na pierwszym roku filozofii, nie bardzo sobie radzisz, nie wiesz, o co właściwie chodzi, co jest grane. U mamy wszystko było jasne. Myślisz: „Miałem swoją dziewczynę, randki były. Tutaj coś mówią o żywiole, a tam to był żywioł z Marysią”. I to jaki, aż kipiało, proszę państwa! W zakonie tego nie ma. Wieczorem przyjdę do celi, jestem sam, nikt mnie nie pocieszy. Idę do przeora i mówię, że źle się czuję. A przeor na to:
    – No, to do lekarza, proszę bardzo.

    Sposób na wyjście z samotności

    W chwilach samotności idę przed ikonę, klękam i mówię: „Mądrości, pociesz mnie, bo jestem bardzo sam”. Po chwili czuję radość. Dziwne to jest. Mówię dalej: „Boże, niech będzie u mnie jaśniej”. Nagle coś się rozjaśnia. Światło promienieje z ikony. Nie na długo, bo potem może wrócić ciemność. Ale ja już wiem, że to światło jest. „Ja jestem światłością świata” (J 8, 12) – mówi Pan. Mam te słowa w pamięci, choć wiem, że teraz jest okres ciemności, niepowodzeń i udręczenia. Ale jest to światło: było i znowu wyjdzie. Chrystus jest wschodzącym słońcem. Dla mnie to jasne, to nie jest tylko zjawisko astronomiczne, to jest symbol światła Bożego w moim życiu.

    Poczuć obecność Trójcy Świętej

    Powoli zaczyna się wszystko układać w takim wielkim ciągu przebóstwienia. Ufamy, że wreszcie te przebłyski, światło Boże, zjednoczą nas z samym Bogiem. Mogą to być tylko przebłyski, mogą być rzadkie, ale potem światło przebóstwienia zostaje już na stałe. Obecność Trójcy Świętej rozjaśnia mnie jak gdyby i przebóstwia. Czuję się bardzo tożsamy z energiami przebóstwiającymi, promieniującymi z ikony Trójcy Świętej Rublowa. To jest mistyka Wschodu. Ale myślę, że zważywszy na wypowiedź Jana Pawła II, warto w tym kierunku podążać. Oczywiście pod nadzorem spowiednika, żebyśmy nie mieli jakichś widzeń nadzwyczajnych. Ikona jest rzeczą niewidzialną. To, co jest widzialne, jest namalowane na desce. A niewidzialne emanuje z ikony.

    (fragment pochodzi z książki „Siła nadziei” Judyty Syrek i p. Joachima Badeniego)


    Judyta Syrek, Joachim Badeni OP
    Siła nadziei. Uwierzcie w koniec świata

    Książka wyrywa z apatii i poczucia beznadziei. I zaskakuje. Mimo, że jej główny wątek stanowi pogłębiona teologiczna refleksja, poświęcona poważnym tematom ostatecznym, ta lektura odświeża ducha, zachęca do działania i w efekcie – zadziwiająco pokrzepia. 

    Stacja7.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Najsłynniejsza jaka powstała.

    Co przedstawia ikona Rublowa?

    To chyba najsłynniejsze i być może najpiękniejsze takie dzieło, jako kiedykolwiek powstało. O ikonie “Trójca Święta” Andrieja Rublowa opowiada bp Michał Janocha, historyk sztuki.

    Rublow podjął się namalowania ikony Trójcy Świętej na początku XV wieku, około roku 1410, do Ławry Troicko-Siergiejewskiej, klasztoru założonego przez wybitnego mistyka św. Sergiusza z Radoneża, który miał wielki wpływ na duchowość mnicha malarza.

    Ikona odwołuje się do opisu z Księgi Rodzaju, gdzie trzej mężowie przychodzą w gościnę do Abrahama, który jest już stary i przeżywa kryzys. Bóg obiecał mu potomstwo “liczne, jak gwiazdy na niebie”, a tymczasem on się zestarzał, jego żona Sara również, ale nadal nie mają dzieci. I ci trzej młodzieńcy przychodzą – jak pisze Księga Rodzaju – „w najgorętszej porze dnia”, kiedy Abram siedzi pod dębem Mamre, i przynoszą dobrą nowinę, czyli Ewangelię. „Rzekł mu [jeden z nich]: «O tej porze za rok znów wrócę do ciebie, twoja zaś żona Sara będzie miała wtedy syna»” – czytamy w Księdze Rodzaju.

    Przez wieki nie dało się zilustrować tej sceny. Umożliwiło to chrześcijaństwo

    Przez osiemnaście wieków, bo tyle mniej więcej czasu przed Chrystusem miała miejsce historia Abrahama, nie dało się zilustrować tej sceny. Przedstawienie Boga w widzialnej postaci umożliwiło dopiero pojawienie się chrześcijaństwa, ponieważ Bóg przyszedł w Chrystusie. Sztuka zaczęła pokazywać to wydarzenie jako zapowiedź Trójcy Świętej w Starym Testamencie: młodzieńcy otrzymali skrzydła i stali się aniołami, wszystko dzieje się pod dębem Mamre, na tych scenach pojawia się również Abraham, który bardzo często zabija cielca, aby ugościć przybyszów, a towarzyszy mu żona Sara.

    Rublow zrezygnował (nie on pierwszy, bo zdarzało się to już wcześniej) z przedstawienia Abrahama i Sary i nadał tej scenie – w oparciu o istniejący kanon – zupełnie nową, plastyczną kompozycję i – w pewnym sensie – nowy aspekt treściowy. Scenę z Abrahamem i Sarą nazywano po grecku “filoksenią Abrahama”, czyli gościnnością Abrahama. Poprzez rezygnację z tych postaci i pozostawienie tylko owych trzech młodzieńców, Rublow uczynił ze sceny biblijnej i historycznej – scenę teologiczną i dogmatyczną.

    Jutro Niedziela - Trójcy Świętej A
    OBECNIE IKONA ANDRIEJA RUBLOWA ZNAJDUJE SIĘ W GALERII TRETIAKOWSKIEJ

    ***

    Wzorcowa ikona Trójcy Świętej. Kim jest centralna postać?

    Aniołowie siedzą wokół stołu, który jest ołtarzem, prowadzą bezgłośną dysputę nad zbawieniem świata i są wpisani w przepiękny okrąg, powtarzający się na kosmykach włosów, nimbach aureoli. Przepiękna jest kolorystyka ich szat: chitonów i himationów. Trudno o niej opowiadać, ponieważ to ikona do kontemplacji, gdzie strona estetyczna i teologiczna przenikają się nawzajem.

    Osobę w środku uznaje się najczęściej za Boga Ojca. Inna, równie częsta interpretacja, widzi w centralnej postaci Chrystusa, co trochę kłóciłoby się z tradycyjnym wyobrażeniem Syna Bożego, który siedzi po prawicy Ojca. Jednak może ta dyskusja, która pochłonęła przez wieki bardzo wiele atramentu, nie jest tu najważniejsza.

    Dzieło Rublowa na Wielkim Synodzie Moskiewskim w 1551 roku, a więc jakieś 120-130 lat po namalowaniu, zostało uznane za wzorcową ikonę Trójcy Świętej. Nie można w inny sposób ukazać plastycznie Trójcy Świętej, ponieważ wcielił się tylko Chrystus, nie Bóg Ojciec ani Duch Święty. Namalowanie Ojca, Syna i Ducha Świętego jako ludzi czy aniołów jest możliwe, ponieważ oni sami objawili się Abrahamowi.

    To ikona eucharystyczna. Co symbolizują poszczególne elementy?

    Przyjmijmy, że postać pośrodku to Chrystus, który czyni znak krzyża nad kielichem, jednoznacznie kojarzący się z Eucharystią. To ikona na wskroś eucharystyczna, zapowiedź Tajemnicy Wcielenia i ofiary Jezusa Chrystusa. Ponad postacią po naszej lewej, czyli heraldycznie prawej, stronie jest dom, który stanowi aluzję do domu Abrahama i Sary, ale to jest domus ecclesiae – dom Kościoła, a jednocześnie nowa Jerozolima.

    Za plecami aniołów widać również drzewo, które jest dębem Mamre, ale przywołuje drzewo rajskie, drzewo poznania dobra i zła, o którym mówi, nieznana Rublowowi, prefacja Kościoła rzymskiego, zbieżna z teologią wschodnią. Czytamy w niej, że „na drzewie rajskim śmierć wzięła początek, na drzewie Krzyża powstało nowe życie, a szatan, który na drzewie zwyciężył, na drzewie również został pokonany, przez Chrystusa Pana naszego”. Dlatego drzewo rajskie jest figurą drzewa Krzyża, ale również oznaką, symbolem i zapowiedzią raju otwartego przez Krzyż.

    I wreszcie góra, heraldycznie z lewej, czyli z naszej prawej strony przywołuje górę Moria. To na niej Abram złoży syna, którego narodziny zwiastują trzej przybysze. Jednak przywołuje również górę Synaj, na której Mojżesz trzyma Dekalog, górę Przemienienia Pańskiego, górę Kalwarię, górę Wniebowstąpienia i wszystkie góry biblijne, gdzie niebo styka się z ziemią.

    Rzeczywistość Trójcy Świętej skupia się w naszym sercu

    Dom, drzewo i góra, czyli wielkie odwołania do kultury i do natury oznaczają wszystkie początki i końce, które spotykają się w tym błogosławieństwie, czyli geście czynionym nad kielichem, stanowiącym centrum ikony. W prestole, czyli na tkaninie, która okrywa stół, widać też wklęsły prostokąt interpretowany jako kosmos, universum – w ten sposób ta Eucharystia nabiera wymiaru kosmicznego.

    Ostatni akcent to podnóżek, którego układ perspektywiczny jest niejako odwrócony w stosunku do tego, co malował w tym czasie Fra Angelico w renesansowych Włoszech. Włosi odkryli prawo perspektywy linearnej, gdzie linie stykają się umownie w tle obrazu, pokazując ten trzeci wymiar niejako w głębi.

    Natomiast Rublow zastosował perspektywę odwróconą, gdzie linie podnóżka skupiają się nie w głębi, ale w sercu osoby, która patrzy na tę ikonę. Czy Rublow był świadom tego zabiegu? Myślę, że nie, ale wyrażał swoim genialnym językiem plastycznym pewną intuicję obecną w całej bizantyjskiej tradycji, że rzeczywistość przedstawiona na ikonie, a więc tajemnica Przenajświętszej Trójcy skupia się w naszym sercu.

    Ks. bp Michał Janocha, historyk sztuki./Stacja7.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    fot. Chrześcijańskie Stowarzyszenie Twórców Sztuki Sakralnej ECCLESIA/ ecclesia.jezuici.pl

    ***

    Ikona

    Formuje charakter i uczy życia w Bożym świetle

    Praca nad ikoną otwiera na Bożą obecność, „temperuje” choleryka, uczy pokory. O sztuce tworzenia ikon rozmawiamy z Krzysztofem Pado z Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Twórców Sztuki Sakralnej w Krakowie.

    Stacja7: Od dwunastu lat zajmuje się Pan ikonopisaniem. Czy można odkrywać Maryję poprzez ten rodzaj sztuki?

    Krzysztof Pado: Ikonopisanie to forma modlitwy i dobry sposób na rozwinięcie relacji z Maryją. Przygotowując ikonę – szkic, nakładając kolejne warstwy kolorów, wpatrując się we wzór, według którego malujemy, nawiązujemy coraz ściślejszy kontakt z Pierwowzorem, w tym przypadku z Maryją. Widzimy jak stopniowo, coraz wyraźniej, pojawiają się święte oblicza na naszej desce i w wyobraźni. Zaczynamy żyć w obecności malowanej postaci. Przy malowaniu można odmawiać różaniec, słuchać Akatystu do Matki Bożej czy innych pieśni maryjnych. Na pewno to wszystko pogłębia relację z Matką Bożą, ale wydaje mi się, że najważniejsza jest nasza częsta modlitwa, po prostu rozmowa z Maryją. I tu pomaga gotowa ikona, przed którą można usiąść czy uklęknąć i wypowiedzieć wszystkie bolączki i troski serca. Moją ulubioną ikoną „modlitewną” jest ikona Matki Bożej Włodzimierskiej, jej powierzam swoje sprawy, ufając, że przedstawi je Swojemu Synowi. 

    Tej lekcji zaufania potrzeba nam dziś bardziej, niż kiedykolwiek…

    Modlitwa z wiarą, choć trudna – jest możliwa i może być lekarstwem na wszystko. Modlitwa taka łagodzi i usuwa strach, którym od wielu już tygodni karmią nas media. Zamykamy się w domach i boimy powrotu do normalności. Powinniśmy przestrzegać zalecanych zasad bezpieczeństwa, ale jednocześnie mieć na uwadze, że nasz los jest zapisany w Księdze Życia. Nie musimy się lękać niczego, czy to pandemii, czy końca świata. Pamiętajmy o zapewnieniu Jezusa Chrystusa, Pana Panów i Króla Królów – „To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat» (J 16,33).

    IKONA MATKI BOŻEJ RYCHWAŁDZKIEJ W WYKONANIU KRZYSZTOFA PADO

    Skąd u Pana zamiłowanie do sztuki sakralnej?

    Nigdy nie sądziłem, że będę zajmował się sztuką, a tym bardziej sztuką sakralną. Z wykształcenia jestem biologiem, w dzieciństwie lubiłem rysować. Zainteresowanie sztuką ikony przyszło nagle, „z Góry”, kilkanaście lat temu. Pewnego dnia, tak po prostu (tak mi się wtedy wydawało) zapragnąłem namalować ikonę. Początkowo były to nieudolne samodzielne próby z wykorzystaniem temper w tubkach. Narastało jednak we mnie pragnienie, by namalować/napisać „prawdziwą” ikonę, zgodną z kanonem sztuki. Znalazłem wtedy w Internecie ogłoszenie o warsztatach ikonopisania odbywających się w Chrześcijańskim Stowarzyszeniu Twórców Sztuki Sakralnej Ecclesia w Krakowie, prowadzonych przez jezuitę, ojca Zygfryda Kota. I tak zaczęła się fascynacja ikoną i trwa nadal, a nawet poszerzyła się o zainteresowania sakralnym malarstwem gotyckim i mozaiką. Sztuka sakralna wciągnęła mnie już tak bardzo, że o innych rodzajach sztuki nawet nie myślę, na inne nie miałbym już sił i czasu. Wydaje mi się, że dzisiejszy zlaicyzowany człowiek coraz bardziej potrzebuje sztuki sakralnej, choć się do tego nie przyznaje.

    Kto może tworzyć ikony?

    Ikonopisanie to nie tylko czas spędzony przy sztaludze. To także zgłębianie tajników starej techniki tempery jajecznej, formowanie charakteru przez naukę cierpliwości i wytrwałości. To przede wszystkim przebywanie z pojawiającym się na desce Pierwowzorem świętej postaci, którą malujemy[/shortcode]

    Tę formę pogłębienia wiary mogę polecić każdemu i zachęcić do malowania nawet te osoby, które uważają, że nie posiadają talentu artystycznego. Ikonopisanie to nie tylko czas spędzony przy sztaludze. To także zgłębianie tajników starej techniki tempery jajecznej, formowanie charakteru przez naukę cierpliwości i wytrwałości. To przede wszystkim przebywanie z pojawiającym się na desce Pierwowzorem świętej postaci, którą malujemy – trwanie w obecności Jezusa Chrystusa, Matki Bożej, aniołów czy świętych. Malując ikonę lubię znać imię osoby, dla której ta ikona jest przeznaczona, pracując otaczam tę osobę modlitwą. W moim przypadku pisanie ikon, a przy tym uczestnictwo w warsztatach prowadzonych przez Stowarzyszenie Ecclesia oraz członkostwo w Grupie Lumen, zaprowadziło mnie do zainteresowania się duchowością ignacjańską i przyczyniło się do odprawienia rekolekcji ignacjańskich.

    Czy sztuka pisania ikon zarezerwowana jest więc tylko dla osób wierzących?

    Ikony może pisać każdy, kto ma szczere pragnienie by to robić. Myślę jednak, że osobie niewierzącej może być trudno namalować ikonę. Jest ryzyko, że będzie ona raczej kolejnym świeckim portretem osoby, z którą artysta nie czuje emocjonalnej więzi, a tym bardziej nie darzy jej czcią. Ikona taka może będzie poprawna technicznie i nawet namalowana zgodnie z kanonem, ale nie będzie dla tej osoby oknem na rzeczywistość duchową, otwarciem się na Boga. Ale.. może być też inny scenariusz – niewykluczone, że niewierzący artysta właśnie poprzez pracę nad ikoną odkryje Boga. Każdy ma swoją niepowtarzalną drogę prowadzącą do Boga.

    Co radzi Pan osobom, które chciałyby rozpocząć przygodę z ikonopisaniem?

    Na początkowym etapie, łatwiej jest pisać ikony osobom cierpliwym i spokojnym. Ikona nie lubi zamieszania i niepokoju, ona nauczy pokory, dokładności i niejednego choleryka „utemperuje”.[/shortcode]

    Jest wiele kursów, na których można nauczyć się zasad tej trudnej i wymagającej techniki, a doświadczenie i efekty, jak we wszystkich dziedzinach, przychodzą z czasem. Wydaje mi się, że przynajmniej na początkowym etapie, łatwiej jest pisać ikony osobom cierpliwym i spokojnym. Ikona nie lubi zamieszania i niepokoju, ona nauczy pokory, dokładności i niejednego choleryka „utemperuje”.

    Do pracowni na kursy ikonopisania przychodzą osoby z różnymi intencjami i motywacjami. Myślę, że przy pisaniu ikony chyba najważniejsza jest chęć, wynikająca z potrzeby serca. Nie jest potrzebny specjalny talent i wybitne umiejętności. Tej sztuki można się nauczyć przy samozaparciu i licznych ćwiczeniach – da się! Dla jednych osób będzie to dość łatwe, dla innych trudniejsze, ale naprawdę warto podjąć ten wysiłek. Efektem są nie tylko gotowe ikony, ale ubogacające życie w Bożym świetle. Ikona zachęca do modlitwy i modlitwę ułatwia. Ta forma sztuki uczy nas dostrzegania dobra i piękna w codzienności. Ikonopisanie jest bowiem sztuką użytkową – ikony przede wszystkim mają służyć modlitwie i otwieraniu nas na Bożą obecność. Ikona, a szerzej sztuka sakralna, pokazuje, że oprócz otaczającej nas rzeczywistości materialnej, istnieje rzeczywistość ważniejsza, duchowa, o której tak wiele osób zapomina. W dzisiejszym świecie trwa walka o „rząd dusz”, a powołaniem każdego ochrzczonego jest opowiedzenie się po stronie Światłości. Ikona, w której nie ma miejsca na ciemność – do malowania nie używa się czarnego koloru – może nas prowadzić do Światłości, do Boga.

    Czym zajmuje się Chrześcijańskie Stowarzyszenie Twórców Sztuki Sakralnej Ecclesia?

    W ramach Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Twórców Sztuki Sakralnej Ecclesia w Krakowie działa Grupa Lumen, z którą jestem związany. Należy do niej około 40 osób – w różnym wieku i różnej profesji, w zdecydowanej większości bez wykształcenia artystycznego. Wszystkich nas łączy zamiłowanie do ikon i sztuki sakralnej. Dlatego uczestniczymy w warsztatach ikonopisania, organizujemy wystawy, plenery, prelekcje, rekolekcje, wyjazdy do muzeów krajowych i zagranicznych. Od kilku lat włączmy się też w Cracovia Sacra. Co miesiąc bierzemy udział w spotkaniu formacyjnym rozpoczynających się od Mszy św. i modlitwy brewiarzowej.

    Wasze prace zdobią karty książki Anety Liberackiej „30 scen z życia Maryi”… 

    Pierwotnie były one przygotowane na wystawę obrazów Madonn Papieskich „Mater Ecclesiae” – otwartą  z okazji 40. rocznicy wyboru św. Jana Pawła II na papieża. Na jednym ze spotkań Grupy zastanawialiśmy się, jak uczcić ten jubileusz. Pojawił się pomysł, aby zorganizować wystawę Madonn, w szczególny sposób związanych z Janem Pawłem II. W większości są to wizerunki Madonn, które koronował Jan Paweł II, jak również ukoronowane przez arcybiskupa Karola Wojtyłę, kiedy jeszcze nie był papieżem. Jest także obraz Matki Bożej z Niegowici, pierwszego probostwa Karola Wojtyły. Przy wyborze konkretnej ikony maryjnej twórcy kierowali się m.in. osobistym nabożeństwem do danego wizerunku lub względami emocjonalnymi, często decydowali się na te pochodzące z rodzinnych stron. Czasami jakiś wizerunek Matki Bożej po prostu szczególnie przykuł uwagę twórcy i dlatego został przez niego namalowany. Tak było w moim przypadku.

    Ikony, które piszemy zazwyczaj powstają z potrzeby serca, są doskonałym prezentem dla bliskich i przyjaciół. Czasem malujemy na konkretne zamówienie. Jako Grupa realizujemy również projekt „Lumen dla Misji”. Swoim talentem wspieramy ubogie kościoły za granicą. I tak m.in. podarowaliśmy obraz św. Cecylii dla katolickiej szkoły muzycznej w Republice Środkowej Afryki (autorka: p. Maria Pilch), obraz św. Antoniego dla kościoła w Prohebyczu na Ukrainie  (autorka: p. Agata Białas), ikonę Trójcy Świętej dla kościoła w Niemirowie na Ukrainie (autorka: p. Ewa Kolarz) oraz obraz Jezusa Miłosiernego dla kościoła w Boryspolu na Ukrainie (autorka: p. Barbara Grabowska). Wśród najbliższych planów Grupy Lumen jest wykonanie ikony św. Jana Pawła II dla kościoła w Syrii.

    Kim dla Pana osobiście jest Maryja?

    Maryja, Matka Boga, to dla mnie przede wszystkim Pośredniczka łask, Przewodniczka (jak w typie ikonograficznym Hodegetrii – wskazującej drogę) i niezawodna droga do Jezusa Chrystusa – Jej Syna. Po ludzku bliska jak mama. Trudno wybrać kilka najważniejszych cech z tak wielu wspaniałych przymiotów Matki Bożej. Chyba na pierwszym miejscu postawiłbym pokorę. Jej Fiat ukazuje jak zgadzać się z wolą Bożą i jak ją pełnić. Maryja to też wzór ufności w moc Jej Syna, co widzimy m.in. podczas ewangelicznej sceny wesela w Kanie Galilejskiej. Dziś bardzo potrzebujemy zaufania Jezusowi, którego uczy nas Maryja. Rozczula mnie Jej opiekuńczość – Maryja zawsze jest gotowa okryć nas Swoim płaszczem. Do Niej możemy uciekać i chronić się w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji.

    rozmowa z Krzysztofem Pado/Stacja7.pl

    (szczegółowe informacje o działalności ChSTSS Ecclesia i Grupy Lumen można znaleźć na stronie: ecclesia.jezuici.pl)

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Ikona. Szczególny sposób modlitwy

    fot. Materiały promocyjne Centrum Animacji Misyjnej

    ***

    Ikona zmieniła moje postrzeganie świata. Dzięki niej uświadomiłam sobie, że przez codzienne „zapędzenie”, mamy nieczytelny obraz rzeczywistości, nie umiemy zdecydować co w życiu jest ważne, a czym nie warto zaprzątać swojej uwagi.

    Wiara rodzi się ze słuchania

    Już od kilkunastu lat obserwujemy ożywione zainteresowania ikoną. Do niedawna ikona była kojarzona jedynie z Prawosławiem, skąd więc ikona w Kościele Katolickim? Jeśli zajrzymy do historii, okaże się, że Ikona jest wspólnym dziedzictwem Kościoła, że jej korzenie są dużo starsze niż data rozłamu na Kościół Wschodni i Zachodni. Od wieków Kościół Katolicki głosi, że „Święty obraz, ikona liturgiczna, przedstawia przede wszystkim Chrystusa. Nie może ona przedstawiać niewidzialnego i niepojętego Boga; dopiero Wcielenie Syna Bożego zapoczątkowało ową «ekonomię» obrazów: Niegdyś Bóg, który nie ma ani ciała, ani twarzy, nie mógł absolutnie być przedstawiany na obrazie. Ale teraz, gdy ukazał się nam w ciele i żył wśród ludzi, mogę przedstawić na obrazie to, co zobaczyłem z Boga… Z odsłoniętym obliczem kontemplujemy chwałę Pana (Św. Jan Damasceński, De sacris imaginibus orationes, 1, 16: PG 96, 1245 A). Ikonografia chrześcijańska za pośrednictwem obrazu wyraża orędzie ewangeliczne, które Pismo święte opisuje za pośrednictwem słów. Obraz i słowo wyjaśniają się wzajemnie. Mówiąc krótko, pragniemy strzec zazdrośnie wszystkich nienaruszonych tradycji Kościoła, tak pisanych jak ustnych. Jedną z nich jest przedstawianie wzoru za pośrednictwem obrazu, jeśli zgadza się z literą orędzia ewangelicznego i służy potwierdzeniu prawdziwego, a nie nierzeczywistego Wcielenia Słowa Bożego, oraz przynosi nam korzyść, ponieważ przedmioty przekazują jeden drugiemu to, co wyobrażają, przez to, co bez dwuznaczności oznaczają (Sobór Nicejski II (787): COD 111)” KKK 1159-1160. W powyższym tekście znajdziemy też funkcję i zadanie ikony. To porównanie i jej bliskość z Pismem Świętym pokazuje nam, że ikona ma głosić Dobrą Nowinę jak robi to Pismo Święte. Wiara rodzi się ze słuchania (por. Rz 10,17).

    Ale wróćmy do naszego pytania: dlaczego dziś ikona wraca do Kościoła Katolickiego? Dlaczego jest dziś tak pożądanym prezentem na chrzest, ślub czy bierzmowanie? Co takiego dzieje się w dzisiejszym świecie, że ikona nas pociąga, że warsztaty ikonograficzne znajdują tak wielu chętnych? Czy to tylko przedmiot, który ładnie wygląda? Który w dzisiejszym świecie pełnym reklamy, migających bilbordów, kusi swoim ascetyzmem? Czy to tylko forma sztuki? A może tylko moda? Czy jednak coś więcej? Wielu teologów poszukuje odpowiedzi na te pytania.

    Dla mnie ikona jest niezwykłym pomostem łączącym Wschód z Zachodem, drogą do jedności Kościoła. Ikona przenika całe moje życie, moją modlitwę, moją codzienność. Ikona zmieniła moje postrzeganie świata. Jest dla mnie oknem na świat nadprzyrodzony, który wcześniej był dla mnie zakryty, jakby za mgłą, ale kiedy to okno otworzyłam, zobaczyłam inny, piękny obraz, spokojny i bez pośpiechu. Przemieniony Boskim światłem. Wtedy uświadomiłam sobie, że przez to „zapędzenie”, mamy nieczytelny obraz rzeczywistości, nie umiemy zdecydować co w życiu jest ważne, a czym nie warto zaprzątać swojej uwagi.

    Ikona. Sztuka dla każdego?

    Czy każdy może malować ikony? A może ikony się pisze, a nie maluje? Z języka greckiego czasownik γράφω (grapho) oznacza zarówno czynność pisania, jak i malowania, podobnie w języku rosyjskim czasownik писать (pisat’). W języku polskim posługiwanie się pędzlem nazywamy malowaniem, a nie pisaniem, tak więc nazywając czynność powstawania ikony malowaniem, a jej twórcę malarzem ikon, nie popełnimy błędu. Ale czy chodzi tu tylko o nazwanie czynności? W świetle teologii i zgodnie z orzeczeniami Soboru Nicejskiego II, który w swych dokumentach użył słowa περιγράφω (perigrapho), mówiąc, że Jezus Chrystus jest możliwy „do opisania” w formie plastycznej (np. w ikonie, mozaice itp.) powinno się jednak używać określeń pisać ikonę i ikonopisarz lub ikonograf. Mamy tu przecież do czynienia ze Słowem Bożym wyrażonym kolorami (por. KKK 1160).

    Osobiście uważam, że ikonę może pisać każdy, kto odczuwa takie pragnienie, nie stawiam tu żadnych wymagań, ani dotyczących zdolności artystycznych, bądź ich kompletnego braku, ani gorliwości religijnej. Cudownie jest, jeśli osoba, która siada do pisania ikony ma przygotowanie teologiczne, na pewno jest łatwiej. Jednak takiej granicy też nie stawiam. Przyjmuję na warsztaty osoby, które mają pragnienie napisania ikony, i choć czasem nie potrafią określić dlaczego, to na końcu zawsze objawia się cudowność ikony. Bóg objawia Swoją wolę, Swój zamysł. Ja do tej pory mam ogromny respekt, gdy widzę już przygotowaną, jeszcze czystą deskę, czuję dreszcz emocji – jakby to był mój pierwszy raz. Pragnę jednak tak malować ikony, żeby zachować tę pierwotną czystość, a z drugiej strony – jakby to miała być moja ostatnia ikona tzn. namalowana z taką precyzją, dokładnością, namaszczeniem, jakbym już nigdy nic nie miała namalować.

    Modlitwa i post

    Cudownym doświadczeniem są warsztaty pisania ikon podczas dziesięciodniowych rekolekcji z postem Daniela. Modlitwa i post są tym środowiskiem, w którym rodzą się najpiękniejsze ikony. Czas, kiedy toczy się walka z ciałem, Bóg daje wzmocnienie na modlitwie. Pisanie ikon jest szczególnym sposobem modlitwy. Przed osobą, która posiądzie umiejętności techniczne (zapanuje nad materią: pędzlem i farbą) otwiera się niezwykły świat modlitwy kontemplacyjnej. Rozmowy twarzą w twarz z Chrystusem i Świętymi.

    „Piękno i kolor obrazów pobudzają moją modlitwę. Jest to święto dla moich oczu, podobnie jak widok natury pobudza me serce do oddawania chwały Bogu” (Św. Jan Damasceński, De sacris imaginibus orationes, 1, 27: PG 94, 1268 B) KKK 1162.

    Urszula Żakowska – STYL ŻYCIA/Stacja7.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Ulubiona liczba Boga i liczba bestii.

    Co oznaczają liczby w Biblii?

    Ulubiona liczba Boga i liczba bestii. Co oznaczają liczby w Biblii?

    fot. jorisvo/depositphotos.com

    ***

    Pisarze chrześcijańscy często traktowali liczby w Biblii nie tylko jako oznaczenie ilości i miary, ale także jako rodzaj symbolicznego języka, którym posługuje się Bóg. Dość powszechne było przeświadczenie, że Stwórca chciał nam coś powiedzieć również przez liczby.

    Należę do tej części ludzkości, która przedstawia się jako humaniści, aby usprawiedliwić swoją matematyczną ignorancję. Mógłbym też zacytować publicystę i dziennikarza Rafała Ziemkiewicza, któremu zdarza się czasem wyjaśniać, że jest „magistrem od literek, a nie od cyferek”. W przypadku Biblii to rozróżnienie poniekąd traci jednak rację bytu, ponieważ w języku hebrajskim cyfry zapisywano poszczególnymi literami alfabetu. Dziewięć pierwszych spółgłosek ma wartość od 1 do 9, dziesięć dalszych oznacza dziesiątki, a cztery końcowe – setki. Inne wartości liczbowe można zapisać za pomocą kombinacji liter.

    „Cyfrowa” Biblia

    Istnieje piosenka (kolęda?), która ma ułatwić zapamiętanie pewnych liczb obecnych w wierze chrześcijańskiej. Ostatnia zwrotka brzmi: „Dwunastu, dwunastu, dwunastu Apostołów, / Jedenastu Filistynów, / Dziesięć przykazań Bożych, / Dziewięć chórów anielskich, / Osiem błogosławieństw, / Siedem sakramentów, / Sześć stągwi kamiennych, / Pięć przykazań kościelnych, / Czterech ewangelistów, / Trzech królów magów, / Wołek i osiołek, / Dzieciątko w żłóbeczku, a w stajence chłód. / Kto stworzył świat cały? Tylko jeden Bóg”. Nie wszystkie z tych liczb mają wprost pochodzenie biblijne. Na przykład Ewangelia Mateusza nie podaje wcale, że było trzech Mędrców ze Wschodu, którzy pokłonili się Jezusowi. Liczbę tę wydedukowano jednak z faktu, że Dzieciątko otrzymało od nich trzy dary.

    Egzegeci patrystyczni, zwłaszcza ze szkoły aleksandryjskiej, stosowali między innymi techniki numerologiczne uznające liczby za znaki głębszej rzeczywistości. Poszukiwali oni sensu ukrytego w liczbach i próbowali ustalić ich symbolikę. „Czy sądzisz, że Mojżesz chciał nas […] pouczyć jedynie o historycznym znaczeniu liczb i że wbrew przyjętemu przez siebie zwyczajowi nie zawarł w tych różnych liczbach żadnej tajemnicy?” – pytał retorycznie Orygenes (Homilie o Księdze Liczb 4, 1). Wtórował mu Dydym Ślepy, twierdząc, że liczby występujące w Piśmie nigdy nie są przypadkowe, ale pojawiają się według rozumnego planu (Komentarz do Księgi Rodzaju 154, 8–10). Uważano, że skoro w Biblii nie ma nic przypadkowego, także liczby mają wymiar teologiczny i duchowy. Jeszcze w czasach karolińskich Raban Maur pisał, że wszyscy, którzy chcą posiąść głębsze rozumienie Pisma, powinni pilnie studiować matematykę (!), bo w biblijnych liczbach Bóg ukrył wiele tajemnic.

    Pisarze chrześcijańscy często traktowali liczby w Biblii nie tylko jako oznaczenie ilości i miary, ale także jako rodzaj symbolicznego języka, którym posługuje się Bóg. Dość powszechne było przeświadczenie, że Stwórca chciał nam coś powiedzieć również przez liczby. W konsekwencji praktycznie każdą liczbę, która pojawiła się w Piśmie Świętym, uważano za wyjątkowe i wieloznaczne misterium, przez które przemawia Chrystus. Ich rozważanie było formą medytacji. Z lubością wyszukiwano różne konteksty użycia tej samej liczby i wyciągano z tego przeróżne wnioski. Oczywiście traktowanie liczb jako nośników ukrytych, duchowych treści prowadziło czasem interpretatorów o nadmiernie wybujałej wyobraźni do nieskrępowanej dowolności skojarzeń i nadinterpretacji.

    „Ulubione” liczby Pana Boga

    Pewne liczby wydają się w sposób szczególny uprzywilejowane i powiązane ze sferą sacrum. Podkreślano ich wymiar teologiczny i duchowy, doskonałość i związek z Bogiem. Na przykład jedynka, ponieważ jedność i jedyność jest atrybutem Boga, o czym wyraźnie mówi przykazanie miłości Boga w Księdze Powtórzonego Prawa: „Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Pan jedynie” (Pwt 6,4). Tylko On jest w pełni JEDEN (hebr. Ehad), w przeciwieństwie do stworzeń posiadających w ramach danego gatunku licznych przedstawicieli. Poza tym tylko On istnieje naprawdę, a wszyscy inni, tak zwani, bogowie, to postacie fikcyjne, wymyślone (por. Za 14,9).

    Możemy przypuszczać, że trójka również należy do „ulubionych” liczb Boga, bo jest On przecież Trójcą. Trzej mężczyźni, którzy gościli u Abrahama (por. Rdz 18,1–16), uważani są za prefigurację tej tajemnicy, podobnie jak trzykrotne „Święty!” (tzw. Trishagion) wyśpiewywane przez serafy (por. Iz 6,3). W sferze moralnej mamy trzy cnoty: wiarę, nadzieję i miłość, a to wszystko, co stanowi fundament naszej wiary, dokonało się podczas triduum paschalnego. Zbawiciel nauczał przez trzy lata i według tradycji miał trzydzieści trzy lata, kiedy umarł.

    Jako liczba święta, wyjątkowa, mistyczna i doskonała postrzegana jest oczywiście siódemka. Świat był tworzony przez sześć dni, a siódmy był dniem odpoczynku, ponieważ Bóg pobłogosławił go i uczynił świętym (por. Rdz 2,3). Każdy siódmy rok był rokiem szabatu dla ziemi (por. Kpł 25,4), a gdy upłynęło siedem razy po siedem lat następował rok jubileuszowy (por. Kpł 25,8). Z liczbą 7 związane są liczne przepisy kultyczne Narodu Wybranego, a siedmioramienny świecznik stał się symbolem wierności Bogu. Można też zadać pytanie, czy to przypadek, że modlitwa Ojcze nasz zawiera akurat siedem próśb.

    W Księdze Tobiasza Rafał mówi o siedmiu aniołach, którzy mają dostęp do Tronu Bożego, „stoją w pogotowiu i wchodzą przed majestat Pański” (Tb 12,15). Także prorok Zachariasz pisze o siedmiu oczach Pana, „które przypatrują się całej ziemi” (Za 4,10). W Apokalipsie czytamy o „siedmiu Duchach” przed tronem Bożym (por. Ap 1,4; 5,6). Wiemy również, że siedmiu aniołom zostanie dane siedem trąb, aby oznajmiały kolejne plagi (por. Ap 8,2).

    Można zadać pytanie, czy to przypadek, że modlitwa Ojcze nasz zawiera akurat siedem próśb.

    Użycie w Biblii liczby 7 niekoniecznie oddaje ścisłą ilość, najczęściej oznacza nieokreśloną „całość” lub „pełnię”. Tym bardziej taki sens ma wielokrotność siódemki. Na przykład siedemdziesiąt tygodni jest symbolem wypełnienia się czasu mesjańskiego (por. Dn 9,24), a Jezus, mówiąc o konieczności przebaczania siedemdziesiąt siedem razy (por. Mt 18,22), nie chciał zasugerować, że po przekroczeniu tego limitu nie ma już przebaczenia, ale wprost przeciwnie – że w przebaczaniu nie ma absolutnie żadnych limitów.

    Tu warto przypomnieć, że niedziela nie jest siódmym dniem tygodnia, ale pierwszym dniem nowego tygodnia. A skoro zwieńczeniem stwarzania świata był siódmy dzień, czyli szabat, ósmy dzień, jako dzień zmartwychwstania, jest zarazem symbolicznie pierwszym dniem nowego stworzenia, bo w Jezusie Bóg „wszystko czyni nowe” (por. Ap 21,5). Święty Justyn typologicznie tłumaczył liczbę ośmiu osób uratowanych w arce z wód potopu, łącząc ich liczbę z dniem zmartwychwstawania i inauguracją nowego świata. Fakt, że król Dawid był ósmym synem Jessego uważano z kolei za zapowiedź Mesjasza. Warto też dodać, że Jezus został obrzezany ósmego dnia i wygłosił osiem błogosławieństw. Co ciekawe, liczbowa wartość imienia Jezus, zapisanego po grecku, to 888 (jota = 10; eta = 8; sigma = 200; omikron = 70; ypsilon, = 400, sigma = 200, czyli suma 10 + 8 + 200 + 70 + 400 + 200 = 888).

    O ile ósemka ma związek z Jezusem, dziewiątka łączy się z Duchem Świętym, ze względu na liczbę Jego darów (por. 1 Kor 12,4–6) i owoców (por. Ga 5,22).

    Do liczb „doskonałych” zaliczana jest też dziesiątka, która kojarzy nam się głównie z Dekalogiem, a więc prawem nadanym przez Boga.

    Dwunastka jest z kolei symbolem świętego ludu Bożego, zarówno Starego, jak i Nowego Przymierza. Nie przypadkiem Jezus wybrał akurat dwunastu Apostołów. Chciał w ten sposób nawiązać do dwunastu plemion Izraela. Dwunastka pojawia się w Biblii wielokrotnie (dwanaście chlebów pokładanych, dwanaście kamieni na pektorale arcykapłana, dwanaście bram w Niebiańskim Jeruzalem, którego fundamenty ścian wykonane są z dwunastu kamieni szlachetnych, itp.). Wielokrotność 12, czyli 144 tysiące (12x12x1000) to symboliczna liczba zbawionych w czasach eschatologicznych (por. Ap 7,4–8; 12,1–3).

    Nieświęte liczby?

    Skoro niektóre liczby Biblia w szczególny sposób kojarzy ze świętością, sferą sacrum i Bogiem, analogicznie powinny istnieć też liczby mieszczące się na drugim biegunie, czyli będące synonimem niedoskonałości, powiązane z człowiekiem i światem, złem i Szatanem. Na przykład dwójka wyraża ideę dualizmu, podziału i rozłamu. Ale z drugiej strony mamy też dwie tablice Przymierza, dwóch cherubów zdobiących arkę, dwie oliwki w wizji Zachariasza, a prawdziwość świadectwa gwarantuje dwóch świadków. Liczba podwójna istniejąca w języku hebrajskim czasem wskazywała równocześnie na rzeczywistość ziemską i towarzyszącą jej rzeczywistość nadprzyrodzoną.

    Czwórka to symbol doczesności i poznawalnego zmysłami świata ziemskiego (cztery strony świata, cztery pory roku, cztery kierunki wiatru). Liczba 40, jako jej wielokrotność, zazwyczaj łączy się z jakimś trudnym doświadczeniem lub okresem próby, czego przykładem są różne wydarzenia biblijne (potop, pobyt Mojżesza na górze Synaj, „błądzenie” Narodu Wybranego po pustyni, pustynna wędrówka Eliasza do góry Horeb, czas dany Niniwitom na nawrócenie, post Jezusa na pustyni).

    Czwórka miała jednak również charakter ambiwalentny. Wiemy przecież o czterech odnogach, na które dzielił się strumień wypływający z ogrodu Eden (por. Rdz 2,10) i o czterech świętych zwierzętach przy tronie Boga (por. Ap 4,6–9), a najświętsze imię Boga składa się z czterech liter, określanych mianem tetragramu (JHWH).

    Oczywiście największą karierę zrobiła liczba 666, która zawierać ma rzekomo zakodowaną informację o tożsamości Antychrysta. W Apokalipsie św. Jana liczba ta określana jest mianem „liczby Bestii”: „Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć” (Ap 13,18). Istnieją ludzie, którzy odczuwają irracjonalny lęk przed tą liczbą, co określa się mianem heksakosjoiheksekontaheksafobii.

    Na przestrzeni wieków wysnuwano najbardziej fantastyczne teorie, jak „odkodować” tę liczbę, aby wiedzieć, skąd pojawi się zagrożenie. Omówienie ich zajęłoby wiele stron. Najstarsza interpretacja tego wersetu zakłada, że chodziło o zaszyfrowanie imienia Nerona, który – jak wiadomo – prześladował chrześcijan. Jeśli grecką formę imienia Neron (z końcowym „n”) i słowo kesar (cesarz) zapiszemy hebrajskimi spółgłoskami, po zsumowaniu liczb odpowiadających poszczególnym literom otrzymamy właśnie 666. Z kolei w pewnych radykalnych kręgach protestanckich, w których istnieje tradycja utożsamiania Antychrysta z papiestwem, szukano usilnie sposobu na powiązanie z liczbą 666 biskupa Rzymu. Publicyści antykatoliccy wykazywali się tu wielką kreatywnością.

    Na przestrzeni wieków wysnuwano najbardziej fantastyczne teorie, jak „odkodować” tę liczbę, aby wiedzieć, skąd pojawi się zagrożenie.

    Osobiście uważam, że jest to nawiązanie do szóstego dnia stworzenia, kiedy powstał człowiek. Biblia używa czasem szóstki do wskazania niedoskonałości. Sześć jest niepełną siódemką, której czegoś brakuje, aby nastało boskie siedem. Trzy szóstki to zwielokrotniona niedoskonałość, symbolizująca cywilizację budowaną bez Boga (czyli de facto cywilizację śmierci), w której ludzie ciągle ulegają pradawnej pokusie, aby „być jak bogowie” i decydować o tym, co jest dobrem, a co złem.

    Szóstka pojawia się jednak w Biblii także w pozytywnym kontekście. Wiązano ją z wymiarami świątyni w Niebiańskiej Jerozolimie (por. Ez 40,5; 41,8), a Izajasz ujrzał serafy, oddające chwałę Bogu, które miały po sześć skrzydeł. Niektórzy ojcowie Kościoła uważali wręcz, że szóstka to liczba chrystologiczna, bo greckie słowo Iesous (Jezus) składa się z sześciu liter.

    Dla tych, którzy lubią liczyć

    Ponieważ każda litera alfabetu hebrajskiego oznacza równocześnie jakąś liczbę, poszczególne wyrazy można potraktować jako zbiór pewnych liczb i obliczyć wartość liczbową każdego wyrazu (lub zdania) poprzez zsumowanie wartości przypisanych poszczególnym literom. Zastąpienie liter cyframi dawało możliwość poszukiwania słów o tej samej wartości liczbowej. W średniowieczu żydowscy kabaliści skupiali się na takim właśnie badaniu numerycznych wartości słów użytych w Biblii i poszukiwali słów wyrażających tę samą liczbę, a potem wyciągali z tego wnioski teologiczne. W ten sposób kabaliści odkrywali związki między bardzo odległymi od siebie słowami. Porównując różne wyrazy, których litery dawały tę samą wartość liczbową, próbowali odcyfrować tajemne znaczenia biblijnych zawiłości, między innymi utożsamiali ze sobą różne pojęcia, osoby czy zjawiska. Praktykę tę nazywano gematrią.

    Rabini, używający tej metody, zauważyli na przykład, że opowiadanie o stworzeniu świata składa się w języku hebrajskim z 434 słów. Tę samą wartość liczbową ma słowo delet (hebr. drzwi), w związku z czym twierdzono, że stworzenie świata przez Boga to drzwi do zrozumienia Biblii, czyli stanowi podstawową wskazówkę niezbędną przy jej czytaniu.

    Ponieważ w języku hebrajskim słowa „drabina” (sullam) i „Synaj” (Sinaj) posiadają tę samą wartość liczbową (130), w egzegezie judaistycznej uznano drabinę z wizji Jakubowej (por. Rdz 28,12) za symbol Prawa danego przez Jahwe Mojżeszowi na górze Synaj.

    Uwadze żydowskich egzegetów nie uszedł także fakt, że 318 sług Abrahama (por. Rdz 14,14) odpowiada liczbie imienia Eliezera, spadkobiercy Abrahama.

    Pierwsze zdanie Księgi Rodzaju: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Rdz 1,1) brzmi po hebrajsku: Bereszit bara Elohim et haszszamajim weet haarec. Pierwsze litery poszczególnych wyrazów tworzących ten pierwszy werset Biblii po przeliczeniu na wartość liczbową i zsumowaniu dają łącznie liczbę 22, akurat tyle, ile liter posiada hebrajski alfabet. To utwierdzało rabinów w przekonaniu, że skoro Bóg stworzył świat, wypowiadając słowa w języku hebrajskim, to każdą literę hebrajskiego alfabetu należy uznać za coś na podobieństwo idei u Platona.

    Niektórzy badacze (np. Ireneusz Kania czy prof. Andrzej Wierciński) uważają, że egzegeza gematryczna była popularna wśród Żydów już w I wieku naszej ery i autorzy ksiąg Nowego Testamentu mogli celowo użyć gematrii, aby ukryć pewne informacje w swoich Pismach. Pogląd ten budzi sporo wątpliwości, aczkolwiek można podać kilka przykładów dość prawdopodobnego zastosowania gematrii.

    Rodowód przodków Jezusa podany w Ewangelii Mateusza podzielony jest na trzy grupy po czternaście pokoleń w każdej. Autor wydaje się sugerować, że Bóg w ten sposób prowadził dzieje świata, aby akurat od Abrahama do Dawida było czternaście pokoleń, potem od Dawida do momentu wygnania – czternaście pokoleń i w końcu, aby tyle samo pokoleń było od powrotu z wygnania do narodzenia Jezusa (por. Mt 1,17). Imię Dawid w języku hebrajskim zapisuje się trzema spółgłoskami (DWD), których wartość numeryczna wynosi właśnie czternaście (dalet = 4, waw = 6, dalet = 4). Genealogia zbudowana byłaby więc według schematu 3 razy 14, ponieważ suma wartości numerycznej trzech spółgłosek w imieniu Dawid to czternaście. Mateusz mógł chcieć w ten sposób podkreślić, że Jezus jest prawdziwym Synem Dawida, czyli Mesjaszem.

    Inny przykład. W Ewangelii Jana znajduje się wzmianka, że Apostołowie złowili w Jeziorze Tyberiadzkim dokładnie 153 ryby, które wyciągnął na brzeg Szymon Piotr (por. J 21,11). To nieoczekiwane podanie liczby wyłowionych ryb jest zaskakujące, bo nigdzie indziej w Ewangeliach nie ma podobnych statystyk połowów. W końcu nie są to przecież sprawozdania z działalności jakiegoś klubu wędkarskiego. Czyżby uczniowie Jezusa zdziwili się, że ryb jest tak dużo i dlatego je policzyli, a informacja o tym przypadkowo znalazła się w tekście? A może ta liczba coś symbolizuje? Święty Hieronim uważał, że tyle znano wówczas gatunków ryb, co symbolicznie miało wskazywać na wszystkie narody, które będą przedmiotem działalności ewangelizacyjnej Kościoła (przypomnijmy, że Apostołowie mieli być „rybakami ludzi”). W interpretacji gematrycznej zwrócono z kolei uwagę na fakt, że taką właśnie wartość liczbową ma hebrajski zwrot Bnej ha- Elohim, czyli „Synowie Boży” (bet = 2, nun = 50, jod = 10, he = 5, alef = 1, lamed = 30, he = 5, jod = 10, mem = 40; czyli: 2 + 50 + 10 + 5 + 1 + 30 + 5 + 10 + 40 = 153). W ten sposób określano na przykład aniołów, ale we wspomnianym fragmencie może chodzić o tych, którzy stanowić będą święte zgromadzenie Boże, czyli Kościół. Interpretacja ta wydaje się trochę naciągana, ale różni egzegeci są skłonni się do niej przychylić.

    Czyżby uczniowie Jezusa zdziwili się, że ryb jest tak dużo i dlatego je policzyli, a informacja o tym przypadkowo znalazła się w tekście? A może ta liczba coś symbolizuje?

    Gematrycznych interpretacji Nowego Testamentu jest bardzo wiele. Wspomnę jeszcze o jednej. Jan Chrzciciel był przez niektórych uważany za proroka Eliasza, który ponownie przyszedł na świat (por. Mt 11,13–14; 16,14; 17,10; Mk 9,11; 15,35; Łk 9,7–8; J 1,21). Co prawda, gdy zapytano go wprost, czy jest Eliaszem, zaprzeczył (por. J 1, 21), ale w analizie gematrycznej zwrócono uwagę na fakt, że hebrajskie imię Jochanan ma wartość liczbową 124 (jod = 10, waw = 6, chet = 8, nun = 50), identycznie jak hebrajski zwrot gilgul Elijahu, czyli „wcielenie Eliasza” (gimel = 3, lamed = 30, gimel = 3, waw = 6, lamed = 30, alef = 1, lamed = 30, jod = 10, he = 5, waw = 6).

    Rozmawiałem kiedyś z pewnym zwolennikiem wiary w reinkarnację, który przytoczył te gematryczne wyliczenia jako dowód na to, że Jan Chrzciciel musiał być reinkarnacją Eliasza, choć sam pewnie o tym nie wiedział. Powołał się również na słowa Jezusa, który wprost stwierdził, że Jan był Eliaszem (por. Mt 17,10–13). Oczywiście pogląd o reinkarnacji dusz jest całkowicie nie do pogodzenia z nauką biblijną, Jan Chrzciciel nie był jedynym Jochananem, żyjącym w tamtych czasach, a Eliasz w ogóle nie umarł, tylko został wniebowzięty (por. 2 Krl 2,11) i właśnie dlatego wierzono, że kiedyś powróci, aby zapowiedzieć przyjście Mesjasza (por. Ml 3,23–24). Kiedy Jezus powiedział, że Jan był Eliaszem, chodziło Mu o to, że wypełniał misję analogiczną do misji tego proroka, a więc był niejako jego duchowym spadkobiercą.

    Biblia jako matematyczny kod?

    Również współcześnie podejmowane są próby deszyfrowania Biblii, czyli poszukiwania (między innymi poprzez użycie obliczeń matematycznych) jej zakodowanego przesłania. Pojawiły się analizy wskazujące, że pewne liczby w Biblii układają się w logiczne ciągi wplecione grupami w strukturę tekstu słownego. Rosyjski matematyk Ivan Panin całe swe życie poświęcił na studiowanie biblijnych cyfr i dokonywanie skomplikowanych obliczeń, ponieważ wierzył, że tekst Biblii jest tak naprawdę bardzo zręcznie ułożonym przez Boga matematycznym kodem. Obliczał on sumę wszystkich wartości cyfrowych liter w różnych słowach, zdaniach, paragrafach i całych księgach i odkrył te same prawidłowości w każdym z tych podziałów!

    Okazało się na przykład, że liczba słów w każdym z nich dzieli się przez siedem. Podobnie liczba nazw własnych, zarówno męskich, jak i żeńskich, słowa pojawiające się jeden raz, liczba rzeczowników, a nawet liczba słów zaczynających się od każdej litery alfabetu – wszystkie te liczby były podzielne przez siedem. Analizując pierwsze zdanie Biblii: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”, Panin zauważył, że w języku hebrajskim jest to dokładnie siedem słów, składających się z dwudziestu ośmiu liter (4 razy 7) oraz trzy rzeczowniki (Bóg, niebo, ziemia). Zastępując ich litery odpowiadającymi im cyframi i sumując je, uzyskał łączny wynik 777 (7 razy 111)! W zdaniu tym jest tylko jeden czasownik – „stworzył” (bara). Jego łączna wartość cyfrowa wynosi 203 (29 razy 7). Pierwsze trzy słowa zawierają dokładnie czternaście liter (2 razy 7), podobnie jak pozostałe cztery. Hebrajskie słowa będące dopełnieniami (niebo i ziemia) mają po siedem liter każde. Wartość pierwszej, środkowej i ostatniej litery w tym zdaniu jest równa 133 (19 razy 7). Wartość cyfrowa pierwszych i ostatnich liter wszystkich wyrazów wynosi 1393 (199 razy 7). Wartość pierwszych i ostatnich liter pierwszego i ostatniego wyrazu tego wersetu wynosi 497 (71 razy 7), pierwszych i ostatnich liter każdego słowa między pierwszym i ostatnim – 896 (128 razy 7) itd.

    To oczywiście tylko drobny wycinek z tych matematycznych dociekań. Dla niektórych ludzi wyszukiwanie podobnych prawidłowości stanowi jakąś formę matematyczno-mistycznej kontemplacji przybliżającej ich do Boga. Nie rozumiem tego, ale może po prostu nie dorastam do takiego poziomu mistycznej percepcji.

    Roman Zając (ur. 1973), biblista, demonolog, publicysta. Opublikował między innymi: Trzej Królowie. Tajemnica Mędrców ze Wschodu; Biblia. Początek, czyli jak powstał najlepszy know how na świecie; Przewodnik po niebie, piekle i ich mieszkańcach

    (tekst pochodzi z “Życia Duchowego”)

    Roman Zając/DEON.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

  • Matka Boża i Święci Pańscy – marzec 2024

    ______________________________________________________________________________________________________________

    

    1 listopada – Uroczystość Wszystkich Świętych

    

    Wszyscy wierni, wyposażeni w tyle tak wielkich środków zbawienia, we wszystkich sytuacjach życiowych i w każdym stanie powołani są przez Pana, każdy na swojej drodze do doskonałej świętości.

    z Konstytucji o Kościele (Sobór Watykański II)

    Kościół nieustannie podaje nam wciąż nowe osoby, które w swoim życiu w sposób doskonały współpracowały z Bożą łaską i dziś oglądają już Boga twarzą w twarz. To są nasi błogosławieni, którzy nieustannie przed Bożym Obliczem orędują za nami i są wzorem dla nas szukającym swojej drogi prowadzącej do Boga.

    Jakże piękne i pełne pociechy jest świętych obcowanie! Jest to rzeczywistość, która nadaje inny wymiar całemu naszemu życiu. Nigdy nie jesteśmy sami! Należymy do duchowego «towarzystwa», w którym panuje głęboka solidarność: dobro każdego przynosi korzyść wszystkim i odwrotnie, wspólne szczęście promieniuje na jednostki.

    Każdy powinien mieć jakiegoś Świętego, z którym pozostawałby w bardzo zażyłej relacji, aby odczuwać jego bliskość przez modlitwę i wstawiennictwo, ale także, aby go naśladować. Chciałbym zaprosić was, abyście bardziej poznawali Świętych, rozpoczynając od tego, którego imię nosicie, czytając ich życiorysy i pisma. Bądźcie pewni, że staną się oni dobrymi przewodnikami, abyście jeszcze bardziej kochali Pana oraz będą cenną pomocą dla wzrostu ludzkiego i chrześcijańskiego.

    papież Benedykt XVI

    _____________________________________________________________________________________________________________


    31 marca

    Święta Balbina, dziewica i męczennica

    Zobacz także:
      •  Święty Beniamin, diakon i męczennik
    ***
    Święta Balbina

    Posiadamy dwa dokumenty, które opisują życie i męczeństwo Balbiny. Niestety, pochodzą one z wieku VI i zawierają wiele legend, w których tak bardzo rozmiłowało się średniowiecze. Jeden z tych dokumentów to opis męczeńskiej śmierci papieża, św. Aleksandra, a drugi to opis męczeńskiej śmierci św. Balbiny i św. Hermeta.
    Balbina miała być córką św. Kwiryna, który na dworze cesarza Hadriana (117-138) piastował wysoki urząd trybuna wojskowego. Sam cesarz nie był początkowo nastawiony wrogo do chrześcijan, jak przed nim Neron i Domicjan. Pod wpływem apologii, jaką skierowali do niego w obronie chrześcijaństwa św. Arystydes i św. Kwadratus, zakazał on samosądów na chrześcijanach. Niestety, wydał dekret zezwalający na skazywanie na śmierć tych chrześcijan, którzy zostaną oskarżeni o wyznawanie wiary w Chrystusa i w sądzie nie wyrzekną się jej. Tak więc właśnie za panowania cesarza Hadriana ponieśli śmierć męczeńską papieże: św. Sykstus I (+ 125) i św. Telesfor (+ 136). Być może w tym czasie zginęli także św. Kwiryn, ojciec Balbiny, wraz z córką i wielu innych. Nie jest jednak pewne, czy św. Kwiryn i jego córka ponieśli śmierć męczeńską za cesarza Hadriana, czy też później, za panowania cesarza Marka Aureliusza (161-180), jak przypuszczają niektórzy hagiografowie. Jeżeli tak, dane o ich męczeństwie trzeba by przenieść na czas nieco późniejszy.
    Balbina miała przyjąć chrzest wraz ze swoim ojcem i z całą rodziną z rąk św. Aleksandra I, papieża (+ ok. 115). Przyczyną nawrócenia się całej rodziny miało być nagłe, cudowne uzdrowienie Balbiny, którą umierającą zaniesiono przed św. Aleksandra. Według podanych źródeł wielu młodzieńców z najszlachetniejszych rodzin rzymskich ubiegało się o rękę Balbiny. Jej ojciec zajmował wszak wysokie stanowisko i posiadał spory majątek. Balbina odrzuciła kategorycznie wszystkie oferty. To właśnie miało stać się przyczyną jej śmierci, gdyż zawiedzeni pogańscy konkurenci o jej rękę oskarżyli ją przed cesarzem, że jest chrześcijanką. Wraz z ojcem wtrącono ją do więzienia. Kiedy zaś nie załamała się na widok tortur, zadawanych jej ojcu, została ścięta mieczem.
    O kulcie św. Balbiny świadczy wystawiony w Rzymie w wieku VI kościół ku jej czci. W ołtarzu głównym znajduje się duży sarkofag, widoczny pod mensą, zawierający jej relikwie. Istniał także w Wiecznym Mieście cmentarz św. Balbiny.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    30 marca

    Święty Leonard Murialdo, prezbiter

    Zobacz także:
      •  Błogosławiony Amadeusz IX Sabaudzki, książę
    ***
    Święty Leonard Murialdo

    Leonard urodził się w Turynie i tam też dokonał swojego żywota. Pochodził z rodziny szlacheckiej, która kiedyś założyła osadę pod Turynem, Murialdo. Do dziś zachowały się ruiny zamku w Murialdo, siedziba pierwotnych właścicieli okolicy. Leonard przyszedł na świat 26 października 1828 roku. W następnym dniu został ochrzczony w kościele parafialnym S. Dalmazzo i otrzymał imiona Leonard Jan Chrzciciel Donat i Maria. Miał jednego brata i siedem sióstr.
    Kiedy miał 8 lat, rodzice oddali go do prywatnej szkoły, prowadzonej przez pijarów w Savonie. Po powrocie do Turynu studiował filozofię w kolegium św. Franciszka z Pauli, akredytowanym do tamtejszego uniwersytetu. Rozpoczął studia teologiczne, wieńcząc je doktoratem (1850). W rok potem otrzymał święcenia kapłańskie. Za zezwoleniem biskupa oddał się pracy duszpasterskiej na peryferiach Turynu, bardzo wówczas religijnie i materialnie zaniedbanych. Głosił słowo Boże, spowiadał, nawiedzał domy ubogich, szpitale, domy poprawcze i więzienia. W pracy tej zetknął się bezpośrednio ze św. Józefem Cafasso i ze św. Janem Bosko. Zakładał komitety do budowy nowych kościołów, których brak dawał się dotkliwie wtedy odczuwać w mieście. Popierał także konferencje św. Wincentego a Paulo, których celem było niesienie pomocy ubogim i opuszczonym. W latach 1857-1865 objął kierownictwo oratorium św. Alojzego, które założył św. Jan Bosko. Prowadził tam równocześnie szkołę świąteczną i codzienną wieczorową dla młodzieży pracującej; zorganizował także chór i orkiestrę. W roku 1858 miał szczęście towarzyszyć św. Janowi Bosko i bł. Michałowi Rua w pielgrzymce do Rzymu i brać udział w ich prywatnej audiencji u papieża Piusa IX. Należał bowiem do ich najbliższych współpracowników.
    W roku 1861 dołączył do szeroko wówczas zakrojonej wśród katolików akcji “uświęconej niedzieli”. W tym samym roku zorganizował akcję “świętopietrza”, by przyjść papieżowi z pomocą materialną, gdyż ten był w trudnej sytuacji. Wojska Garibaldiego zajmowały coraz to nowe obszary Państwa Kościelnego dla nowo rodzącego się państwa włoskiego. W tym czasie powstał w Europie wielki ruch, usiłujący skupić w swoich szeregach robotników katolickich i wywalczyć dla nich należne prawa. Na czele tego ruchu stanęli najwybitniejsi społecznicy katoliccy Niemiec, Francji i Anglii. Leonard udał się do tych krajów, by zetknąć się u samych źródeł z tym ruchem i przeszczepić go na ziemię włoską. Po dwóch latach (1865-1866) wrócił do Turynu i objął prowadzenie “Kolegium Rzemiosł”, które ufundował ks. Jan Cocchi. Przy tym kolegium pozostał już do śmierci, rozwijając stąd wszechstronną działalność społeczną i charytatywną przez 34 lata.

    Święty Leonard Murialdo

    Dla utrwalenia rozpoczętych dzieł założył nową rodzinę zakonną pod wezwaniem św. Józefa (józefitów). Był to rok 1867. Swoich synów duchowych zobowiązywał osobnym ślubem do obrony nieomylności papieża aż do gotowości przelania za tę prawdę krwi. Prawda o papieskiej nieomylności została zdefiniowana jako dogmat na Soborze Watykańskim I w 1869 roku. W roku 1870 założył “Stowarzyszenie Młodzieży św. Józefa” o nastawieniu wybitnie apostolskim, a w roku następnym (1871) “Stowarzyszenie Promotorów Katolickich w Turynie”. Za nimi poszły inne inicjatywy: “Związek Promotorów Katolickiego Laikatu”, “Dzieło Bibliotek Czytanek Katolickich”, “Unia Robotników Katolickich” itp. Jak bardzo na czasie było jego zgromadzenie, dowodzi tego fakt, że po zaledwie 3 latach liczyło ono już w Italii ok. 30 placówek.
    W roku 1872 Leonard wybrał się ponownie w podróż do Francji, gdzie uczestniczył w Kongresie Robotników Katolickich. Dnia 19 marca 1873 r. doszło do ostatecznego powstania józefitów. Stolica Apostolska zatwierdziła zgromadzenie w latach 1890 i 1897. Tak wielkim autorytetem cieszył się Leonard wśród rzeszy robotniczej, że został zaproszony do Rady Związków Robotników Katolickich w Turynie oraz jako członek Komisji od Spraw Kongresów i Zjazdów Katolickich.
    Umęczony tak różnorodną apostolską pracą, zmarł w wieku 72 lat na rękach współbraci i wychowanków w dniu 30 marca 1900 roku. Jego beatyfikacji w 1963 r. dokonał Paweł VI; on też ogłosił go świętym w 1970 r.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    29 marca

    Święty Stefan IX, papież

    Zobacz także:
      •  Święty Wilhelm Temperiusz, biskup
      •  Święty Bertold, prezbiter
    ***
    Święty Stefan IX
    Stefan był synem Gozelona, diuka Lotaryngii, wnukiem ostatniego króla Italii. Wykształcenie uzyskał w Liège, w kościele św. Lamberta. W latach 1041-1048 był biskupem Liège. Papież Leon IX (jego kuzyn) zabrał go ze sobą do Rzymu, kiedy wracał z pielgrzymki do Niemiec i Francji. Piastował stanowisko kanclerza i bibliotekarza Kościoła rzymskiego. W tej roli towarzyszył papieżowi w jego wędrówkach po Europie. Pod koniec życia Leon IX wysłał go z poselstwem do Konstantynopola, ale misja nie przyniosła owoców; odwrotnie, przypieczętowała podział Kościoła.
    Po śmierci papieża Stefan udał się na Monte Cassino. Tam został 36. opatem. Wkrótce następca Leona IX, papież Wiktor II, mianował go kardynałem, prezbiterem kościoła św. Chryzogonusa. W roku 1057 wybrano go na stolicę Piotrową. Znany jest jako Stefan IX albo Stefan X – ze względu na błąd w numeracji, który sprostowano dopiero na Soborze Watykańskim II. Jako papież kontynuował reformy i zmiany zainicjowane przez św. Leona IX. Podjął wewnętrzną reformę Kościoła. Zwołał kilka synodów, na których potępiono symonię i małżeństwa kleru. Kapłani, którzy żyli w konkubinacie, mieli być usuwani z urzędu.
    Nie zdążył zrealizować planowanego wznowienia rozmów z Kościołem bizantyjskim, by zakończyć schizmę. Uniemożliwiła mu to choroba, z którą zmagał się niemal od wyboru na Stolicę Piotrową. Jego pontyfikat trwał niecały rok. Zmarł w 1058 r. we Florencji. Pochowany został w kościele św. Reparaty (na którego miejscu wznosi się dziś katedra Santa Maria del Fiore).
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________


    28 marca

    Błogosławiona Joanna Maria de Maille, wdowa

    Zobacz także:
      •  Święty Guntram, król
    ***
    Błogosławiona Joanna Maria de Maille

    Joanna urodziła się w 1331 r. w szlacheckiej rodzinie na zamku La Roche, niedaleko Tours, we Francji. W młodym wieku wstąpiła do III Zakonu św. Franciszka z Asyżu. W 1347 r. poślubiła młodego barona Roberta de Silly. Wkrótce po zawarciu małżeństwa oboje złożyli dozgonny ślub czystości. Małżonkowie pełnili dzieła miłosierdzia – wspierali ubogich, opiekowali się chorymi w czasie epidemii dżumy. W czasie wojny francusko-angielskiej baron de Silly dostał się do niewoli. Po wykupieniu wrócił do żony, ale wkrótce zmarł z trudów i wyczerpania.
    Joanna została zmuszona do opuszczenia posiadłości rodziny zmarłego małżonka i osiadła w Tours, w skromnym mieszkaniu przylegającym do klasztoru franciszkanów. Przed biskupem ponowiła ślub czystości. Wiodła życie pełne umartwienia, modlitwy i poświęcenia. Przez pewien czas przebywała w pustelni w Planche de Vaux, oddając się kontemplacji. Umartwiając się, włożyła na głowę koronę cierniową. Wróciła później do Tours i pracowała jako posługaczka w miejscowym szpitalu. Przypisuje się jej dar czynienia cudów.
    Umarła mając 82 lata w dniu 28 marca 1414 r. Została pochowana w habicie klarysek. Papież Pius IX (franciszkański tercjarz) beatyfikował ją w 1871 r. Jest patronką wdów, wygnańców, emigrantów, ludzi, którzy stracili rodziców, ofiar przemocy, ludzi wyśmiewanych dla ich pobożności i osób mających problemy rodzinne.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    27 marca

    Święty Rupert, biskup

    Zobacz także:
      •  Święty Ernest, opat i męczennik
    ***
    Święty Rupert

    Rupert był pierwszym biskupem Salzburga. Należał do możnej rodziny franko-niemieckiej Robertynów, spokrewnionej z Karolingami. O pierwszych latach jego życia wiemy niewiele. Kształcił się w Niemczech, w klasztorze irlandzkim. Od roku 700 jako biskup misyjny przechodził obszary Bawarii, po Regensburg (Ratysbonę) i Lorch. Cieszył się sympatią księcia Bawarii, który udzielał mu pomocy koniecznej do jego pracy apostolskiej. Na ruinach rzymskiego miasta Juvanum (Salzburg) założył opactwo benedyktyńskie i wystawił pierwszy w Austrii kościół pod wezwaniem św. Piotra. Jako opat i biskup rządził nowo powstałą diecezją salzburską. Dla swojej krewnej, Erentrudy, Rupert wystawił benedyktyńskie opactwo żeńskie w Nonenberg, gdzie wkrótce Erentruda została opatką. Te dwa opactwa stały się prawdziwym błogosławieństwem dla Austrii.
    Rupert głosił niezmordowanie słowo Boże, gromadził koło siebie kapłanów i obsadzał nimi ważniejsze miejsca dla głoszenia Ewangelii i dla potrzeb duszpasterstwa. Słusznie też zasłużył sobie na tytuł apostoła Bawarii i Austrii.
    Data jego śmierci nie jest pewna. Przyjmuje się 27 marca ok. 720 roku. Został pochowany w założonym przez siebie opactwie w Salzburgu, w kościele św. Piotra. Św. Wigiliusz, jeden z uczniów Ruperta, przeniósł ciało Świętego do katedry (774). Równało się to z pozwoleniem na oddawanie czci publicznej. Zanim bowiem papieże nie zarezerwowali dla siebie prawa kanonizacji, czynił to miejscowy metropolita z biskupami, duchowieństwem i ludem. Św. Wigiliusz został także biskupem Salzburga, podniesionego niebawem do godności metropolii. O popularności Ruperta w Europie środkowej świadczy to, że ku jego czci wystawiono aż 125 kościołów.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    26 marca

    Święty Dobry Łotr

    Zobacz także:
      •  Błogosławiony Tomasz z Costacciaro
      •  Święty Ludger, biskup
      •  Święty Braulion, biskup
    ***
    Święty Dobry Łotr

    Święty Dyzmas (w prawosławiu Rach) to jeden z dwóch łotrów, powieszonych na krzyżu obok Jezusa. Informację o nim przekazuje św. Łukasz w swojej Ewangelii. Kiedy drugi z ukrzyżowanych z Jezusem łotrów urągał Mu, Dyzmas skarcił go mówiąc, że oni umierają słusznie, za swe zbrodnie, ale Jezus nic złego nie uczynił. Zwrócił się do Jezusa, prosząc, żeby wspomniał na niego, kiedy już przyjdzie do swego królestwa. A Jezus obiecał Dobremu Łotrowi – bo tak go od tego czasu nazywamy – że jeszcze dziś będzie z Nim w raju. Był to pierwszy swoisty akt kanonizacji, którego jeszcze na Krzyżu dokonał Chrystus.O Dobrym Łotrze pisało wielu Ojców Kościoła i świętych. Jego imię – Dyzmas – pochodzi z pism apokryficznych. Kościół wschodni czci go nawet jako męczennika. W Bolonii, w kościele św. Witalisa i w bazylice św. Stefana, oddawano cześć częściom krzyża, na którym Dobry Łotr miał ponieść śmierć. Pielgrzymi, udający się do Ziemi Świętej, chętnie nawiedzali miejscowość Latrum w pobliżu Emaus, która im przypominała postać Dobrego Łotra.Dobry Łotr jest symbolem Bożego Miłosierdzia; pokazuje, że nawet w ostatniej chwili życia można jeszcze powrócić do Boga. Św. Dyzmas jest patronem Gallipoli (Apulii), skruszonych złodziejów, więźniów, umierających, skazanych na śmierć i dobrej śmierci oraz kapelanów więziennych, pokutujących i nawróconych grzeszników. Stanowi wzór doskonałego żalu za grzechy.
    W ikonografii przedstawiany jest jako młodzieniec, również w wieku dojrzałym, a nieraz też jako starzec. Jego strojem jest opaska na biodrach lub krótka tunika. Atrybutami św. Dyzmy są krzyż, łańcuch, maczuga, miecz lub nóż.Warto wiedzieć, że dolna (trzecia) ukośna belka prawosławnego krzyża symbolizuje skazańców ukrzyżowanych z Chrystusem. Jej prawy kraniec, uniesiony do góry, wskazuje niebo, do którego poszedł Dobry Łotr. Lewy kraniec wskazuje piekło, do którego trafił ten, który nie wyraził skruchy.Episkopat Polski zdecydował w 2009 r, że dzień wspomnienia św. Dobrego Łotra obchodzony jest w Polsce jako Dzień Modlitw za Więźniów.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    _________________________________________________________________________________________

    Zawsze w rękach Boga

    (Ioannisa Moschosa, Domena publiczna, via Wikimedia Commons)

    ***

    Katecheza Benedykta XVI podczas audiencji generalnej 15.02.2012

    Drodzy bracia i siostry!

    W naszej szkole modlitwy w zeszłą środę mówiłem o modlitwie Jezusa na krzyżu, zaczerpniętej z Psalmu 22: «Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?» Teraz pragnę kontynuować medytację o modlitwie Jezusa na krzyżu chwilę przed śmiercią i omówić dziś relację o tym, którą znajdujemy w Ewangelii św. Łukasza. Ewangelista przekazał nam słowa, które Jezus wypowiedział na krzyżu. Były to trzy wypowiedzenia, z których dwa — pierwsze i trzecie — są modlitwami wyraźnie skierowanymi do Ojca. Drugie natomiast to obietnica złożona tzw. dobremu łotrowi, który był z Nim ukrzyżowany; odpowiadając bowiem na prośbę złoczyńcy, Jezus zapewnia go: «Zaprawdę, powiadam ci: Dziś będziesz ze Mną w raju» (Łk 23, 43). W opowiadaniu Łukasza splatają się więc sugestywnie dwie modlitwy, które umierający Jezus kieruje do Ojca, i odpowiedź na błagalną prośbę, z jaką zwraca się do Niego skruszony grzesznik. Jezus wzywa Ojca, a jednocześnie wysłuchuje prośby tego człowieka, który często nazywany jest latro poenitens, «skruszonym łotrem».

    Przyjrzyjmy się tym trzem modlitwom Jezusa. Pierwszą wypowiada zaraz po przybiciu Go do krzyża, podczas gdy żołnierze dzielą między siebie Jego szaty jako gorzką zapłatę za służbę. W pewnym sensie gest ten kończy procedurę ukrzyżowania. Pisze św. Łukasz: «Gdy przyszli na miejsce zwane ‘Czaszką’, ukrzyżowali tam Jego i złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie. Jezus zaś mówił: ‘Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią’. A oni rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając losy» (23, 33-34). Pierwsza modlitwa, którą Jezus kieruje do Ojca, jest modlitwą wstawienniczą: prosi o przebaczenie dla swoich oprawców. Czyniąc to, Jezus jako pierwszy postępuje zgodnie z tym, czego nauczał w Kazaniu na Górze, gdzie powiedział: «Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą» (Łk 6, 27), a także obiecał tym, którzy potrafią przebaczać: «A wasza nagroda będzie wielka i będziecie synami Najwyższego» (w. 35). Teraz z krzyża nie tylko przebacza On swoim oprawcom, ale zwraca się bezpośrednio do Ojca, wstawiając się za nimi.

    Naśladowanie tej postawy Jezusa odnajdujemy we wzruszającym opowiadaniu o ukamienowaniu św. Szczepana, pierwszego męczennika. Gdy Szczepan, bliski już śmierci, «osunął się na kolana, zawołał głośno: ‘Panie, nie licz im tego grzechu!’ Po tych słowach skonał»: takie były jego ostatnie słowa. Zestawienie modlitw o przebaczenie Jezusa i pierwszego męczennika jest znaczące. Św. Szczepan zwraca się do zmartwychwstałego Pana i prosi o to, by za jego zabicie — czyn jasno zdefiniowany przez wyrażenie «ten grzech» — jego oprawcy nie zostali obciążeni winą. Jezus na krzyżu zwraca się do Ojca i nie tylko prosi Go, by przebaczył tym, którzy Go ukrzyżowali, ale pomaga zinterpretować to, co się dzieje. Bowiem zgodnie z Jego słowami ludzie, którzy Go krzyżują, «nie wiedzą, co czynią» (Łk 23, 34). Znaczy to, że ignorancja, niewiedza są powodem, dla którego prosi Ojca o przebaczenie im, ponieważ ta ignorancja pozostawia otwartą drogę do nawrócenia, co zresztą następuje w słowach setnika po śmierci Jezusa: «Istotnie, człowiek ten był sprawiedliwy» (w. 47), był Synem Boga. «Dla wszystkich czasów i wszystkich ludzi pociechę stanowi fakt, że Pan — zarówno w przypadku rzeczywiście niewiedzących, jakimi byli oprawcy, jak też wobec tych, którzy wiedzieli, a mimo to skazali Go — niewiedzę ich uznaje za podstawę prośby o przebaczenie. Uważa ją za bramę, która może nas otworzyć na nawrócenie się» (Jezus z Nazaretu, II, s. 223).

    Drugie wypowiedzenie Jezusa na krzyżu, przytoczone przez św. Łukasza, jest słowem nadziei, jest odpowiedzią na prośbę jednego z dwóch mężczyzn ukrzyżowanych razem z Nim. Kiedy dobry łotr znalazł się w obliczu Jezusa, oprzytomniał i poczuł skruchę, zdał sobie sprawę, że ma przed sobą Syna Bożego, który uwidacznia Oblicze samego Boga, i prosi Go: «Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa» (w. 42). W odpowiedzi na tę prośbę Pan posuwa się o wiele dalej, bo mówi: «Zaprawdę, powiadam ci: Dziś będziesz ze Mną w raju» (w. 43). Jezus jest świadomy, że wchodzi bezpośrednio w komunię z Ojcem i otwiera człowiekowi drogę do raju Boga. Poprzez tę odpowiedź daje niezłomną nadzieję, że dobroć Boga może nas dosięgnąć również w ostatnim momencie życia i szczera modlitwa, nawet po życiu pełnym błędów, znajduje otwarte ramiona dobrego Ojca, który czeka na powrót syna.

    Zatrzymajmy się jednak na ostatnich słowach konającego Jezusa. Ewangelista opowiada: «Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: ‘Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego’. Po tych słowach wyzionął ducha» (ww. 44-46). Pewne aspekty tego opowiadania różnią się od tego, co przekazali Marek i Mateusz. Trzy godziny ciemności u św. Marka pozbawione są opisu, podczas gdy u św. Mateusza łączy się z nimi seria apokaliptycznych wydarzeń, takich jak trzęsienie ziemi, otwieranie się grobów, powstające ciała umarłych (por. Mt 27, 51-53). U św. Łukasza przyczyną kilkugodzinnych ciemności jest zaćmienie słońca, ale w tym samym momencie rozdziera się również zasłona przybytku. Niebo traci swoje światło, ziemia zapada się, podczas gdy w świątyni, miejscu obecności Boga, rozdziera się zasłona chroniąca sanktuarium. Śmierć Jezusa opisana jest wyraźnie jako wydarzenie kosmiczne i liturgiczne; w szczególności stanowi ona początek nowego kultu, w świątyni, której nie zbudowali ludzie, bo jest nią Ciało Jezusa umarłego i zmartwychwstałego, który gromadzi ludzi i ich jednoczy w sakramencie swojego Ciała i swojej Krwi.

    Modlitwa Jezusa w tym momencie cierpienia — «Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego» — to donośne, ostateczne i całkowite zawierzenie się Bogu. Modlitwa ta wyraża pełną świadomość, że nie jest opuszczony. Początkowe wezwanie — «Ojcze» — przypomina Jego pierwszą wypowiedź, kiedy był dwunastoletnim chłopcem. Został wtedy trzy dni w świątyni jerozolimskiej, której zasłona teraz się rozdarła. A kiedy rodzice powiedzieli Mu, że się martwili, odparł: «Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?» (Łk 2, 49). Od początku do końca tym, co całkowicie determinuje odczucia Jezusa, Jego słowa, Jego czyny, jest wyjątkowa więź z Ojcem. Na krzyżu przeżywa On w pełni, w miłości, tę swoją synowską więź z Ojcem, która ożywia Jego modlitwę.

    Słowa wypowiedziane przez Jezusa po wezwaniu «Ojcze» to wyrażenie z Psalmu 31: «W ręce Twoje powierzam ducha mojego» (31, 6). Słowa te nie są jednak zwykłym cytatem, ale raczej wyrażają nieodwołalną decyzję: Jezus «wydaje się» w ręce Ojca, całkowicie zdając się na Niego. Słowa te stanowią modlitwę «zawierzenia», pełną ufności w miłość Boga. Modlitwa Jezusa w obliczu śmierci jest dramatyczna, jak dla każdego człowieka, ale jednocześnie wypełnia ją głęboki spokój, który rodzi się z zaufania do Ojca i z chęci całkowitego zdania się na Niego. W Getsemani, kiedy rozpoczęła się ostatnia walka i najżarliwsza modlitwa i miał być «wydany w ręce ludzi» (por. Łk 9, 44), Jego pot był «jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię» (Łk 22, 44). Jego serce było jednak w pełni posłuszne woli Ojca i dlatego «anioł z nieba» przybył Go pokrzepić (por. Łk 22, 42-43). Teraz, w ostatnich chwilach, Jezus zwraca się do Ojca, mówiąc, w czyje ręce naprawdę wydaje swoją egzystencję. Przed wyruszeniem w drogę do Jerozolimy Jezus rzekł z naciskiem do uczniów: «Weźcie wy sobie dobrze do serca te słowa: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi» (Łk 9, 44). Teraz, kiedy życie Go opuszcza, potwierdza On w modlitwie swoją ostateczną decyzję: pozwolił, by Go «wydano w ręce ludzi», ale swego ducha powierza w ręce Ojca; i tak — jak mówi Jan Ewangelista — wszystko się wypełniło, najwyższy akt miłości osiągnął swój szczyt, sięgnął granicy i ją przekroczył.

    Drodzy bracia i siostry, słowa Jezusa na krzyżu w ostatnich chwilach Jego ziemskiego życia zawierają istotne wskazówki odnośnie do naszej modlitwy, ale tchną w nią również pogodną ufność i niezawodną nadzieję. Jezus, który prosi Ojca, by przebaczył ludziom, którzy Go krzyżują, zachęca nas do podejmowania trudu modlitwy również za tych, którzy wyrządzili nam zło, skrzywdzili nas, do tego, byśmy zawsze umieli przebaczać, ażeby światło Boże mogło oświecić ich serce; zachęca nas, byśmy modlili się zawsze w duchu takiego miłosierdzia i miłości, jakimi otacza nas Bóg: «Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom», mówimy codziennie w Ojcze nasz. Jezus, który w momencie ostatecznym, jakim jest śmierć, zawierza się całkowicie w ręce Boga Ojca, jednocześnie przekazuje nam pewność, że niezależnie od tego, jak ciężkie będą próby, jak trudne problemy, dręczące cierpienie, nigdy nie wypadniemy z rąk Boga, rąk, które nas stworzyły, podtrzymują nas i nam towarzyszą na drodze życia, bo powoduje nimi nieskończona i wierna miłość. Dziękuję.

    po polsku:

    Witam polskich pielgrzymów. Słowa konającego Jezusa są dla nas lekcją modlitwy inspirowanej duchem przebaczenia. Powtarzając codziennie: «Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom», pamiętajmy, że darowanie krzywd jest aktem miłości, która jednoczy nas z miłosiernym i przebaczającym Bogiem, wyzwala z nienawiści i goi wszelkie rany. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

    BENEDYKT XVI

    L’Osservatore Romano 4/2012/Opoka.pl

    __________________________________________________________________________________________

    Jezus przyjmuje z “tronu” krzyża każdego człowieka

    Rozważanie Benedykta XVI przed modlitwą “Anioł Pański” 21.10.2010

    Drodzy bracia i siostry!

    Przed chwilą zakończyła się w Bazylice Watykańskiej liturgia uroczystości Pana Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata, koncelebrowana również przez 24 nowych kardynałów, ustanowionych na wczorajszym konsystorzu. Uroczystość Chrystusa Króla wprowadził papież Pius XI w 1925 r., a później, po Soborze Watykańskim ii, umiejscowiono ją na końcu roku liturgicznego. Ewangelia św.Łukasza ukazuje, jak na wielkim obrazie, królewskość Jezusa w chwili ukrzyżowania. Przywódcy ludu i żołnierze wyśmiewają «Pierworodnego wobec każdego stworzenia» (por. Kol 1, 15) i wystawiają Go na próbę, chcąc zobaczyć, czy ma On moc wybawienia siebie od śmierci (por. Łk 23, 35-37). A jednak właśnie «na Krzyżu Jezus jest na ‘wysokości’ Boga, który jest miłością. Tam można Go ‘rozpoznać’ (…) Jezus daje nam ‘życie’, dlatego że daje nam Boga. Może Go dawać, ponieważ sam stanowi jedno z Bogiem» (Benedykt XVI, Jezus z Nazaretu, Kraków 2007, ss. 288. 291). W istocie, podczas gdy Pan wydaje się nie odróżniać od dwóch złoczyńców, jeden z nich, świadomy własnych grzechów, otwiera się na prawdę, dochodzi do wiary i prosi Króla żydowskiego: «Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa» (Łk 23, 42). Od Tego, który «jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie» (Kol 1, 17), tak zwany «dobry łotr» otrzymuje natychmiast przebaczenie i radość wejścia do królestwa niebieskiego. «Zaprawdę, powiadam ci: Dziś będziesz ze Mną w raju» (Łk 23, 43). Tymi słowami Jezus przyjmuje z «tronu» krzyża każdego człowieka z nieskończonym miłosierdziem. Św. Ambroży komentuje, że «jest to piękny przykład nawrócenia, do którego trzeba dążyć: bardzo szybko łotrowi zostaje udzielone przebaczenie, a łaska jest obfitsza od oczekiwania, Pan bowiem — mówi Ambroży — udziela zawsze więcej, niż o to się prosi (…). Życie to bycie z Chrystusem, gdyż tam, gdzie jest Chrystus, tam jest królestwo» (Expositio Ev. sec. Lucam X, 121; CCL 14, 379).

    Drodzy przyjaciele, drogę miłości, którą Pan nam objawia, zachęcając, byśmy nią postępowali, możemy podziwiać także w chrześcijańskiej sztuce. Już w starożytności bowiem «wznosząc budowle sakralne (…) stało się zwyczajem, że na wschodniej stronie przedstawiano Pana, który powraca jako król — wyobrażenie nadziei — zaś na zachodniej Sąd Ostateczny — jako wyobrażenie odpowiedzialności za nasze życie» (Spe salvi, 41): chodzi o nadzieję na nieskończoną miłość Boga i dążenie do kształtowania naszego życia według miłości Bożej. Gdy oglądamy przedstawienia Jezusa inspirowane Nowym Testamentem — jak mówi jeden ze starożytnych soborów — jesteśmy prowadzeni do «zrozumienia (…) subtelności pokory Słowa Bożego i (…) do wspominania Jego życia w ciele, Jego zbawczej męki i śmierci oraz odkupienia, które one przyniosły światu» (Sobór w Trullo [r. 691 lub 692], kan. 82). «Tak, potrzebujemy tego, właśnie (…) po to, by móc uznać w przebitym sercu Ukrzyżowanego tajemnicę Boga» (J. Ratzinger, Teologia della liturgia. La fondazione sacramentale dell’esistenza cristiana, LEV 2010, 69). …

    BENEDYKT XVI

    L’Osservatore Romano 12/2010/Opoka.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    W tym roku Uroczystość Zwiastowania Pańskiego przeniesiona jest na dzień 8 kwietnia


    25 marca

    Zwiastowanie Pańskie

    Zobacz także:
      •  Święty Prokop, prezbiter
      •  Błogosławiona Jozafata Michalina Hordaszewska, dziewica
    ***
    Zwiastowanie - Albani

    Dzisiejsza uroczystość przypomina nam o tym wielkim zdarzeniu, od którego rozpoczęła się nowa era w dziejach ludzkości. Archanioł Gabriel przyszedł do Maryi, niewiasty z Nazaretu, by zwiastować Jej, że to na Niej spełnią się obietnice proroków, a Jej Syn, którego pocznie w cudowny i dziewiczy sposób za sprawą Ducha Świętego, będzie Synem samego Boga. Fakt, że uroczystość ta przypada często w trakcie Wielkiego Postu uzmysławia nam, że tajemnica Wcielenia jest nierozerwalnie związana z tajemnicą śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.Początki tej uroczystości są nadal przedmiotem dociekań. Najprawdopodobniej nie została ona wprowadzona jakimś formalnym dekretem władzy kościelnej, ale wyrosła z refleksji nad wydarzeniem tak szczegółowo przedstawionym na kartach Ewangelii.
    Uroczystość Zwiastowania zaczął najpierw wprowadzać Kościół Wschodni już od wieku V. Na Zachodzie przyjęło się to święto od czasów papieża św. Grzegorza Wielkiego (+ 604). Najstarszym świadectwem tego święta na Wschodzie jest homilia Abrahama z Efezu, wygłoszona najprawdopodobniej w Konstantynopolu między 530 a 550 r. Święto w Konstantynopolu potwierdzone jest w VI w., w Antiochii pod koniec VI w., w Jerozolimie w I połowie VII w. Na Zachodzie natomiast potwierdzenie znajdujemy w VII w. (Rzym i Hiszpania). W swoich początkach uroczystość ta miała wysoką rangę, gdyż była uważana za święto Pańskie. Akcentowano nie tyle moment zwiastowania, co wcielenia się Chrystusa Pana, czyli pierwszy akt Jego przyjścia na ziemię i rozpoczęcia dzieła naszego zbawienia. Tak jest i dotąd. Z czasem lud nadał temu świętu charakter maryjny, pierwszą osobą czyniąc Maryję jako “błogosławioną między niewiastami”, wybraną w planach Boga na Matkę Zbawiciela rodzaju ludzkiego. Liber Pontificalis papieża św. Sergiusza I (687-701) poleca, aby w święto Zwiastowania, podobnie jak w święto Ofiarowania Pana Jezusa, Narodzenia i Zaśnięcia Maryi wychodziła procesja z litanią z kościoła św. Hadriana do bazyliki Matki Bożej Większej. O święcie Zwiastowania wspominają synody w Toledo (656) i w Trullo (692). We Francji na ten dzień była przeznaczona osobna, bardzo piękna procesja.
    Wiadomo także, że już w IV wieku w Nazarecie powstała bazylika Zwiastowania. Wystawił ją bogacz żydowski, Józef z Tyberiady, który przeszedł na chrześcijaństwo. Wybudował on kościół na miejscu, gdzie według podania miał stać domek Świętej Rodziny. W roku 570 nawiedza tę bazylikę i opisuje pielgrzym, Antoni z Piacenzy. Przetrwała ona do wieku XI. Krzyżowcy na jej miejscu wystawili o wiele większą i bardziej okazałą. Ta z kolei przetrwała aż do roku 1955, kiedy to franciszkanie wystawili nową, obecnie istniejącą świątynię. W odległości ok. 200 metrów od niej znajduje się kościół św. Józefa. W wieku VI stał na tym miejscu kościół Matki Bożej Karmiącej. W pobliżu niego znajduje się także synagoga, zbudowana na miejscu tej, w której Chrystus często przebywał i nauczał. Pamiątką najpewniejszą z czasów Maryi jest jej studnia, jedyna zresztą w Nazarecie. Na tym miejscu stał kiedyś kościół poświęcony świętemu archaniołowi Gabrielowi.

    Zwiastowanie - Fra Angelico

    Nie mamy także pewności, dlaczego na obchód tajemnicy Zwiastowania wybrano właśnie dzisiejszy dzień. Najczęściej podaje się wyjaśnienie wiążące 25 marca z dniem, w którym celebrujemy Narodzenie Pańskie – 25 grudnia, a zatem datami, które dzieli dokładnie 9 miesięcy. Współcześni badacze genezy święta Zwiastowania wykluczają jednak ten element. Chrześcijanie pierwszych wieków przywiązywali wielką wagę do ostatnich dni marca i początku kwietnia. Związane to było z datą 14 Nizan w Starym Testamencie – ze świętem Paschy. Prawdopodobnie dlatego właśnie w ostatnich dniach marca wspominano moment Zwiastowania – początku Życia, które przez mękę, śmierć i z martwych powstanie odnowiło wszechświat.
    Powszechnie posługujemy się dwiema modlitwami, które upamiętniają moment Zwiastowania. Są to “Zdrowaś Maryjo” i “Anioł Pański”.Pozdrowienie Anielskie. Modlitwa ta składa się z pozdrowienia archanioła, z radosnego okrzyku św. Elżbiety i z modlitwy Kościoła. Na słowach pozdrowienia Gabriela – “łaski pełna” – Kościół oparł wiarę w Niepokalane Poczęcie Maryi. Skoro bowiem Maryja była pełna łaski, to nie mogła jej nigdy być pozbawiona. Słowa św. Elżbiety: “Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota Twojego” zawierają część pozdrowienia anioła (Błogosławionaś Ty między niewiastami). W ten sposób św. Elżbieta jakby chciała podkreślić, że znana jest jej tajemnica Zwiastowania, że w imieniu wszystkich niewiast świata winszuje Maryi tak wielkiej godności.
    Do wieku XVI odmawiano w Kościele tylko słowa anioła i Elżbiety. Papież św. Pius V oficjalnie wprowadził resztę słów, które do dnia dzisiejszego odmawiamy. Modlitwę Pozdrowienia Anielskiego odmawiały miliony wiernych i wielu świętych wielekroć na dzień. Do jej rozpowszechnienia przyczyniło się również “nabożeństwo trzech Zdrowaś”. Propagowało je wielu świętych, jak np. św. Leonard z Porto Maurizio (+ 1751), św. Alfons Liguori (+ 1787) i św. Jan Bosko (+ 1888). Jedni rozpowszechniali to nabożeństwo dla uproszenia sobie trzech cnót: wiary, nadziei i miłości; inni dla zachowania potrójnej czystości – niewinności, czystości, celibatu; inni wreszcie dla uproszenia sobie łaski dobrej śmierci i zbawienia duszy.
    Do liturgii Pozdrowienie Anielskie zostało wprowadzone w formie antyfony do Mszy świętej w IV Niedzielę Adwentu w wieku XII. Najwięcej jednak do rozpowszechnienia Zdrowaś Maryjo przyczyniła się praktyka odmawiania różańca świętego, gdzie tę modlitwę powtarza się obecnie aż 200 razy.Anioł Pański. Historia tej modlitwy sięga wieków średnich, kiedy to biciem dzwonów wyznaczano trzy pory dnia: rano, południe i wieczór. Z powodu braku zegarów był to zwyczaj bardzo praktyczny. Przez pobożne odmawianie tej modlitwy przypominamy sobie scenę Zwiastowania i to, co się w niej dokonało.
    Paweł VI w Adhortacji apostolskiej Marialis cultus tak zachęca do odmawiania tej modlitwy: “Gdy chodzi o modlitwę Anioł Pański, to chcemy jedynie powtórzyć naszą zachętę, prostą, lecz gorącą, aby zwyczajowe odmawianie tej modlitwy zostało zachowane. Mimo bowiem upływu wieków zachowuje ono swoją siłę i blask. Jest to modlitwa prosta, zaczerpnięta z Pisma świętego”. Papież sam tę modlitwę codziennie odmawia, często spotykając się przy tej okazji z wiernymi gromadzącymi się na placu św. Piotra, którym po modlitwie udziela błogosławieństwa.Scena Zwiastowania to jeden z ulubionych tematów malarstwa religijnego. Najdawniejszy wizerunek Maryi – z II w. – zachował się w katakumbach świętej Pryscylli. Maryja siedzi na krześle, przed Nią zaś stoi anioł w postaci młodzieńca, bez skrzydeł, za to w tunice i w paliuszu, który gestem ręki wyraża rozmowę. Podobne malowidło spotykamy z wieku III w katakumbach św. Piotra i Marcelina. Od wieku IV spotykamy Gabriela ze skrzydłami. Ma on w ręku laskę podróżną albo lilię. Na łuku tęczowym w bazylice Matki Bożej Większej w Rzymie wśród dziewięciu obrazów – barwnych mozaik – jest również scena Zwiastowania (z wieku IV). Maryja jest ubrana w bogate szaty i siedzi na tronie w świątyni jerozolimskiej w chwili, kiedy haftuje purpurową zasłonę dla świątyni. Na głowie ma królewski diadem. Nad Maryją unosi się Duch Święty w postaci gołębicy. W pobliżu jest archanioł Gabriel. Podobne ujęcie Zwiastowania w mozaice spotykamy w Parenze (w. IV).
    W jednym z kościołów Rawenny spotykamy mozaikę z wieku VI, na której Maryja jest przedstawiona, jak siedzi przed swoim domem i w ręku trzyma wrzeciono. Anioł stoi przed Nią z berłem. Podobną mozaikę spotkamy w bazylice świętych Nereusza i Achillesa w Rzymie (w. IX). Na Ewangeliarzu cesarza Ottona I (w. X) i w Sakramentarzu św. Grzegorza (w. X) spotykamy pięknie namalowane barwne sceny Zwiastowania. Podobnie piękne sceny Zwiastowania spotykamy w wieku XII w Ewangeliarzu z Gegenbach, z Hardhausen, św. Hildegardy i w rzeźbie w katedrze w Chartres. Tam również widzimy tę scenę na witrażu. Z wieku XIII pochodzi wspaniała mozaika w bazylice Matki Bożej na Zatybrzu w Rzymie. Scenę Zwiastowania unieśmiertelnili ponadto m.in.: Giotto, Szymon Marcin ze Sieny, Fra Angelico, Simone Martini, Taddeo Bartoli, Masaccio.
    Pierwsze wizerunki przedstawiają Maryję na tronie (do w. XII). Sztuka romańska (od w. XII) wprowadza ruch i usiłuje nawet oddać uczucia Maryi. Od wieku XIV Maryja otrzymuje często gałązkę oliwną. Anioł zaś trzyma prawie zawsze laskę podróżną, lilię, berło lub gałązkę oliwną. Maryja bywa przedstawiana w czasie modlitwy (klęcznik), z przędziwem, w domu lub koło domu, rzadko przy studni czy świątyni.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    24 marca


    Święta Katarzyna Szwedzka, zakonnica

    Zobacz także:
    • Święty Oskar Romero, biskup i męczennik

    Święta Katarzyna Szwedzka
    Katarzyna urodziła się w 1330 r. jako druga córka św. Brygidy i księcia Ulfa Gudmarssona. W dzieciństwie oddano ją do internatu cysterek w Riseberg, gdzie otrzymała pełne wykształcenie i religijne wychowanie. Po powrocie z klasztoru została wydana za szlachetnego rycerza, Edgarda z Kyren. Oboje złożyli ślub dozgonnej czystości.
    W roku 1350 św. Katarzyna udała się wraz z matką, św. Brygidą Szwedzką (współpatronką Europy), do Rzymu z okazji roku jubileuszowego dla zyskania odpustu zupełnego. Podczas pielgrzymowania otrzymała wiadomość o śmierci męża. Pozostała więc z matką w Rzymie, oddana dziełom pobożnym i miłosiernym. Przez 25 lat pomagała także św. Brygidzie w założeniu i utrwaleniu nowej rodziny zakonnej, brygidek. Z matką odbywała równocześnie pielgrzymki do różnych miejsc świętych. W roku 1373 na rękach Katarzyny Brygida pożegnała życie doczesne, wyczerpana bardzo nużącą pielgrzymką do Ziemi Świętej. Kiedy Katarzyna wiozła relikwie matki do Szwecji, przejeżdżała także przez polskie Pomorze.
    W 1375 roku Katarzyna wstąpiła do klasztoru brygidek w Vadstena, gdzie złożyła relikwie św. Brygidy. Dla niewiadomych przyczyn niebawem opuściła jednak ten klasztor i powróciła do Rzymu. Zamieszkała w tym samym domu, w którym przedtem mieszkała z matką. Równocześnie podjęła starania o jej kanonizację. Nie dożyła jej wprawdzie, ale nastąpiła ona niedługo po jej śmierci, bo w roku 1391. Niemniej żarliwie zabiegała Katarzyna o zatwierdzenie zakonu brygidek. Doczekała się tego, gdy papież Urban VI wydał w tej sprawie dekret w 1378 roku.
    Tymczasem klasztor w Vadstena, pozbawiony energicznego kierownictwa, zaczął się chylić ku upadkowi. Katarzyna powróciła więc do Szwecji, by ponownie stanąć na jego czele. Niestety, wkrótce po jej przybyciu, 24 marca 1380 r. zabrała ją z ziemi nagła śmierć.
    Według podania Katarzyna miała ocalić swoimi modłami Rzym w czasie gwałtownego wylewu rzeki Tybr. Legenda ta jest przedstawiona plastycznie na ścianie kaplicy-domu, który Katarzyna przez szereg lat zamieszkiwała z matką, a później sama. Podobnie jak jej matka, Katarzyna doznawała objawień.
    Liczne łaski, jakie wierni otrzymali przy grobie św. Katarzyny w Vadstena, skłoniły naród szwedzki do starania się o jej kanonizację. Przejście Szwecji na protestantyzm przerwało te starania. Kult ostatecznie zatwierdził papież Innocenty VIII, kiedy zezwolił na uroczyste przeniesienie relikwii Katarzyny 1 sierpnia 1489 roku. Kiedy pojawił się protestantyzm, zaczęto niszczyć ślady katolicyzmu i wówczas zaginęły bezpowrotnie relikwie św. Katarzyny. Obecnie (od roku 1895) dom św. Brygidy i św. Katarzyny w Rzymie jest w posiadaniu karmelitanek. Katarzyna jest patronką Szwecji, a także ludzi dotkniętych niepowodzeniami.

    W ikonografii Święta ukazywana jest z kielichem w dłoni.

    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ___________________________________________________________________________________________________________

    23 marca

    Święta Rafka, dziewica

    Zobacz także:
      •  Święty Turybiusz z Mongrovejo, biskup
      •  Święty Józef Oriol, prezbiter
      •  Błogosławiony Metody Dominik Trćka, prezbiter i męczennik
    ***
    Święta Rafka

    Pietra Choboq Ar-Rayes przyszła na świat w dniu 29 czerwca 1832 roku w Himlaya, w libańskim regionie Metn. Wychowała się w rodzinie katolickiej. Na chrzcie otrzymała imię Boutroussyeh (Pietra). Jej rodzina po śmierci matki w 1839 roku znalazła się w trudnej sytuacji finansowej. Dlatego w 1843 roku jej ojciec wysłał córkę do pracy, jako służącą w domu zamożnego Libańczyka w Damaszku. Kiedy po czterech latach wróciła do domu, okazało się, że ojciec ożenił się po raz drugi. Zarówno macocha, jak jedna z ciotek chciały wydać ją za mąż, ale Boutroussyeh postanowiła swe życie poświęcić Bogu.
    Wstąpiła do Zgromadzenia Córek Maryi w Bikfaya. Rodzice próbowali przekonać ją do zmiany zdania, ale ona pozostała niewzruszona w swym postanowieniu. Po zakończeniu nowicjatu, w dniu 10 lutego 1856 roku, złożyła śluby zakonne. Dwa lata później skierowano ją do pracy w seminarium w Ghazir, które prowadzili jezuici. Pracowała w kuchni, uczyła się ortografii i arytmetyki, a w wolnym czasie pogłębiała znajomość języka arabskiego.
    Od 1860 roku była nauczycielką katechizmu i wychowawczynią w szkołach swojego zgromadzenia. Cztery lata później przeniesiono ją do Maad, gdzie razem z inną zakonnicą założyła szkołę dla dziewcząt. W tym okresie jej macierzyste zgromadzenie przechodziło poważny wewnętrzny kryzys. Siostra Boutroussyeh modliła się żarliwie, prosząc Boga o pomoc w podjęciu decyzji zgodnej z Jego wolą. Pewnego dnia w śnie ukazali się jej św. Jerzy, św. Szymon Słupnik i św. Antoni Pustelnik, który powiedział do niej: “Wstąp do Zakonu Libańskich Mniszek Maronickich”. Tak też uczyniła.
    Jeden z dobroczyńców Zgromadzenia Córek Maryi pomógł jej dostać się do klasztoru św. Szymona al-Qarn w Ad’tou. Rozpoczęła w nim nowicjat w dniu 12 lipca 1871 roku, a już w dniu 25 sierpnia następnego roku złożyła uroczyste śluby zakonne i przyjęła imię Rafka, na pamiątkę swojej matki. Przeżyła w tym klasztorze 26 lat, dając przykład posłuszeństwa, gorliwości w modlitwie, ascezy, poświęcenia i pracowitości.
    W październiku 1885 roku podczas modlitwy prosiła Boga, by dał jej udział w zbawczej męce Chrystusa. Kierowana łaską Bożą, cierpiała z powodu wielu dolegliwości, znosząc je z cierpliwością i pokorą. Jej modlitwy zostały wysłuchane. Z każdym rokiem Chrystus otaczał ją swym cierpieniem. W 1899 roku Rafka całkowicie straciła wzrok, a wkrótce także została sparaliżowana. Nieustannie dziękowała Bogu za wszystko, szczególnie za dar cierpienia. Zmarła w dniu 23 marca 1914 roku.
    Św. Jan Paweł II beatyfikował ją w dniu 17 listopada 1985 roku, a w dniu 10 czerwca 2001 roku włączył ją do grona świętych. Był to dzień uroczystości Trójcy Przenajświętszej. Do Watykanu przybyło kilkadziesiąt tysięcy rzymian i pielgrzymów z Włoch oraz z innych krajów i kontynentów, wśród nich m.in. 12 tysięcy Libańczyków. Papież powiedział wówczas: “Na Bliskim Wschodzie, tak ciężko doświadczonym przez liczne krwawe konflikty i tyle niezawinionych cierpień, świadectwo tej libańskiej zakonnicy pozostaje źródłem ufności dla wszystkich skrzywdzonych. Żyła ona zawsze w ścisłej więzi z Chrystusem i tak jak On nigdy nie zwątpiła w człowieka. Dlatego właśnie jej przykład jest wiarygodnym znakiem, ukazującym, że tajemnica paschalna Chrystusa wciąż przemienia świat, aby zakiełkowała w nim nadzieja nowego życia, ofiarowana wszystkim ludziom dobrej woli”.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ____________________________________________________________________________________

    Pomoc duchowa

    Cuda świętych maronitów

    Jestem o. Charbel, przyszedłem, aby cię zoperować. W pewnym momencie Nouhad Al-Chami  poczuła na swej szyi ręce zakonnika i wielki ból,  ale nie mogła ani krzyczeć, ani się opierać.  Święci Charbel i Maron nie mieli narzędzi chirurgicznych. Kiedy zakończyli tę niezwykłą operację, Charbel powiedział: – Jesteś już zdrowa, możesz jeść i pić, chodzić i pracować. Potem obaj zakonnicy zniknęli w jasnym świetle…

    Pan Bóg często wybiera pewnych ludzi, by stali się szczególnymi świadkami miłości oraz nieskończonego miłosierdzia płynącego od Jezusa Chrystusa. Taką postacią jest św. Charbel Makhlouf, jeden z najbardziej znanych świętych na Bliskim Wschodzie. Budzi on zachwyt przede wszystkim z powodu nadzwyczajnych cudów i znaków, jakie czyni.

    Urodził się 8 maja 1828 r., jako piąte dziecko ubogich rolników, w miejscowości Bqaakafra, 140 km od Bejrutu. Nadano mu imię Józef. Mały Józef był ministrantem; prosił często księdza o odrobinę kadzidła, które zanosił do groty mieszczącej się blisko jego domu. Tam, przed małym obrazkiem Matki Bożej, modlił się i zapalał kadzidło. Inne dzieci szły się bawić, a Józef biegał do groty, więc przezywały go świętym, a o „jego” grocie mówiły: „grota świętego”.

    Tak jak polski święty Stanisław Kostka, który poczuł powołanie do życia zakonnego, mając 14 lat, tak i Józef Makhlouf w tym wieku poczuł wezwanie do kapłaństwa i życia zakonnego. Wstąpił do zakonu maronitów i pierwsze śluby złożył 1 listopada 1853 r.,
    przyjmując imię zakonne Charbel. W roku 1859 otrzymał święcenia kapłańskie. Niespełna rok po nich był świadkiem wielkiej masakry, dokonanej na chrześcijanach. Z rąk muzułmanów i druzów poniosło wówczas śmierć męczeńską 20 tys. ludzi. Mordowano całe rodziny, plądrowano kościoły. Ojciec Charbel, który przebywał w klasztorze w Annaya, pomagał uciekinierom, całym sercem modlił się, pościł w ich intencji.

    Na pustelni

    W pewnym momencie odkrył w sobie powołanie do życia pustelniczego, ale przez wiele lat nie otrzymał od swych przełożonych zgody na taką formę życia. Uzyskał ją dopiero po 17 latach. Stało się to po niezwykłym wydarzeniu, jakie miało miejsce w klasztorze. Dwaj współbracia dla żartu zamiast oliwy wlali mu do lampy wodę i poprosili go, by zapalił lampę. Ku ich ogromnemu zdziwieniu, woda w lampie… zapłonęła. Zakonnicy poinformowali o sprawie przełożonego. Po tym zdarzeniu Charbel uzyskał zgodę na zamieszkanie w eremie położonym 1350 m n.p.m.

    Ojciec Charbel wiedział, że najskuteczniejszym sposobem zmiany świata na lepsze jest najpierw zmiana samego siebie, czyli własne uświęcenie przez zjednoczenie z Bogiem.
    W eremie przebywał przez 23 lata; mieszkał w pomieszczeniu mającym 6 m kwadratowych. Pod habitem nosił zawsze włosiennicę, spał tylko 5 godzin, nieustannie pościł, nie jadł mięsa ani owoców, żywił się resztkami, pił tylko wodę. Długo modlił się przed rozpoczęciem Eucharystii, a także długo trwał w dziękczynieniu po jej zakończeniu. Najbardziej ulubioną jego modlitwą była adoracja Najświętszego Sakramentu. Do o. Charbela przychodziło wielu ludzi z prośbami i wielu łaski otrzymywało. Pewnego razu przyprowadzono do niego osobę opętaną. Ojciec Charbel położył tylko rękę na jej głowie i natychmiast została uwolniona.

    Światło i olej

    Umarł, mając 70 lat, po ośmiu dniach agonii, w Wigilię Bożego Narodzenia 1898. Zakonnicy znaleźli jego ciało na posadzce w kaplicy. Kiedy tam weszli, zobaczyli przedziwne jasne światło, wydobywające się z Tabernakulum i otaczające ciało zmarłego mnicha. Gdy go pochowano przy klasztorze, od pierwszego dnia grób oświetlało jasne światło niewiadomego pochodzenia. Wiele osób, widząc to, zaczęło przychodzić do grobu. Światło nie gasło przez 45 kolejnych nocy. Ze względu na bezpieczeństwo, patriarcha kazał przenieść ciało o. Charbela do klasztoru. Kiedy w obecności lekarza i urzędowych świadków otwarto trumnę zakonnika, stwierdzono, że jego ciało nie nosi cech rozkładu, jest elastyczne, jakby zmarły spał. W trumnie znajdowała się też siedmiocentymetrowa warstwa oleju, który wydobył się z ciała. Ojcowie zaczęli go rozdawać, a wierni przykładać w chore miejsca. Tak rozpoczęła się fala uzdrowień. Do kanonizacji, której dokonał Ojciec Święty Paweł VI
    w roku 1977, otwierano trumnę kilkakrotnie i za każdym razem zbierano wydobywający się olej. Święty Charbel umarł, ważąc zaledwie 52 kg, a oleju z jego ciała wydobyło się ponad 100 litrów.

    Uzdrowienie Nouhad

    Do dzisiaj udokumentowanych jest ponad 23 tys. cudów, które dokonały się za wstawiennictwem Świętego. Do jego grobu przybywa każdego roku ponad 4 mln pielgrzymów, by prosić o łaski i za nie dziękować. Jednym z najbardziej znanych cudów jest uzdrowienie Nouhad Al-Chami, 59-letniej Libanki, matki 12 dzieci. Po wylewie dostała lewostronnego paraliżu ciała. Dodatkową komplikacją była niedrożność arterii szyjnej – nie mogła mówić ani jeść. Dzieci i mąż jedyną nadzieję pokładali w Bogu. Najstarszy syn Saad wybrał się do grobu św. Charbela, aby tam modlić się o uzdrowienie matki. Było to 22 stycznia 1993 roku. Po powrocie do domu namaścił olejem z grobu o. Charbela szyję chorej. Późnym wieczorem w trakcie modlitwy kobieta zasnęła. Śniła, że przy jej łóżku zjawił się św. Charbel wraz z innym zakonnikiem. Powiedział: Jestem o. Charbel, przyszedłem, aby cię zoperować. Osobiście miałem możność rozmawiać z tą kobietą; mówiła, że bardzo się bała – zakonnicy nie mieli ani narzędzi chirurgicznych, ani środków znieczulających, nic też nie wiedziała o potrzebie operacji. W pewnym momencie poczuła na swej szyi ręce zakonnika i wielki ból, ale nie mogła ani krzyczeć, ani się opierać. Kiedy zakończyli tę niezwykłą operację, posadzili ją na łóżku. Święty Charbel powiedział: Jesteś już  zdrowa, możesz jeść i pić, chodzić i pracować. Potem obaj zniknęli w jasnym świetle.

    Kiedy Nouhad się obudziła, zobaczyła, że jest w takiej pozycji, jak we śnie. Mogła wstać z łóżka i chodzić po pokoju. Mąż patrzył na to i pytał: – Co ty robisz? – Zostałam uzdrowiona dzięki św. o. Charbelowi… W lustrze zobaczyła, że po obu stronach szyi, która była cała we krwi, ma zszyte rany długości 14 centymetrów. Kiedy później zbadano tę krew, okazało się, że nie ma ona żadnej grupy. Kolejnej nocy ukazał się Libance św. Charbel, mówiąc: Zoperowałem cię, aby ludzie się  nawracali widząc, ˝e zostaaÊ cudownie uzdrowiona. Prosz´ ci´, abyÊ uczestniczya w Mszy Êw. w Annaya 22 ka˝dego miesiàca. Twoje rany b´dà krwawiç.

    Wiele jest udokumentowanych uzdrowień. W 2004 r. 54-letnia Francuzka Bernadette Marie Hélène Vernarrat, mieszkająca w Orange, wybrała się z pielgrzymką do grobu św. Charbela. Chorowała na raka piersi i żołądka. Po spowiedzi i Komunii św. w Annaya modliła się przy grobie świętego zakonnika, odmawiając różaniec. Gdy tylko wróciła do Francji, zrobiła badania, które wykazały jej całkowite uzdrowienie. Niedawno podczas mojej modlitwy w Padwie nad opętaną kobietą, kiedy wzywałem wstawiennictwa św. o. Charbela, Szatan przez tę kobietę zaczął krzyczeć: – Charbel, opiekun rodzin – nieee!!!

    W Roku Wiary pielgrzymuję po Europie i Polsce, w wielu parafiach przedstawiam sylwetkę św. o. Charbela, modląc się o uzdrowienia i uwolnienia za jego wstawiennictwem. Już dzisiaj mogę powiedzieć, że wiele tysięcy osób rozpoczęło modlitwę za jego wstawiennictwem, obrało go za patrona swojego życia. Jest też wiele nawróceń.

    Zakonnica dźwigająca krzyż

    Rafka urodziła się 29 czerwca 1832. Od młodości miała zamiar zostać zakonnicą. Wstąpiła do Zgromadzenia Córek Maryi w Bikfaya. Od lata 1858 r. pracowała w prowadzonym przez jezuitów seminarium w Ghazir, m.in. pomagając w kuchni i ucząc się. Po dwóch latach została nauczycielką katechizmu. W 1864 r. w Maad była współzałożycielką szkoły dla dziewcząt. Gdy jej zgromadzenie przeżywało kryzys, kiedyś we śnie ukazali się jej święci: Jerzy, Szymon Słupnik i Antoni Pustelnik, mówiąc: Wstàp do Zakonu Libaƒskich Mniszek Maronickich. Dzięki wsparciu życzliwych osób, w 1871 r.przyjęto ją do klasztoru św. Szymona al-
    -Qarn w Aďtou, gdzie pozostawała do 1897 roku.

    Rafka była piękną, zdrową dziewczyną. Bardzo chciała nieść krzyż wspólnie z Jezusem i uczestniczyć w Jego męce. Pewnej niedzieli w 1885 r., w święto Różańca Świętego, zapytała Jezusa: Dlaczego mnie nie odwiedzasz przez choroby? Została szybko wysłuchana i jeszcze tego wieczoru cierpienie przyszło. Poczuła ogromny ból nad oczami, rozsadzający czaszkę. W jednym momencie straciła wzrok. Zdrowie traciła stopniowo.

    W 1897 r. została z kilkoma siostrami przeniesiona do nowo wybudowanego klasztoru św. Józefa w Jrabta. 

    Gdy była już całkiem niesprawna i nie mogła chodzić, czołgała się ze swej celi do klasztornego kościoła, by uczestniczyć we Mszy świętej. Od roku 1906 miała sprawne jedynie ręce i słuch, zachowała też melodyjny głos. W takim stanie pozostawała przez 5 lat. Cierpienie i ból znosiła, poddając się woli Bożej. Prosiła Jezusa, aby przed śmiercią mogła choć raz zobaczyć współtowarzyszki i klasztor, w którym spędziła wiele lat. Jezus wysłuchał jej prośby – na godzinę odzyskała wzrok.

    Częstym nabożeństwem Rafki była modlitwa do sześciu Ran Jezusa. Powtarzała siostrom, aby nie zapominać o tej szóstej ranie, jaka powstała od dźwigania krzyża. O tej modlitwie siostry z klasztoru św. Józefa nie zapomniały do dziś.

    Boisz si´ Êmierci? – zapytała przełożona. Nie boj´ si´ Êmierci, bardzo dugo na nià czekaam. Kiedy umr´, Bóg da mi prawdziwe ˝ycie… – odpowiedziała Rafka.

    Zmarła nad ranem 23 marca 1914. Po trzech dniach na jej grób nocą zaczęło promieniować dziwne światło. Rozpoczęły się cuda.

    Gdy przełożona klasztoru zachorowała, Rafka przyszła do niej we śnie i poleciła, by wzięła trochę ziemi z jej grobu, wsypała do szklanki z wodą i wypiła. Część tej ziemi miała przyłożyć do chorych miejsc. Zakonnica uczyniła, jak została pouczona. Uzdrowienie nastąpiło. Odtąd ziemia z grobu św. Rafki stała się źródłem łask, zwłaszcza uzdrowienia z chorób. Chorzy postępowali podobnie: zabierali ziemię z jej grobu, pili ją rozpuszczoną w wodzie lub dotykali chorych miejsc na ciele. Modlili się za jej wstawiennictwem i spożywali odrobinę tej ziemi. Udokumentowano już wiele uzdrowień.

    Rafka została kanonizowana przez Jana Pawła II w roku 2001. Jej wstawiennictwo obejmuje szczególnie ludzi cierpiących.

    Do dziś siostry z klasztoru św. Józefa w Jrabta rozdają w małych torebeczkach ziemię z miejsca, gdzie znajduje się jej grób. Przed klasztorem stoi piękna, biała figura – postać św. Rafki, zakonnicy dźwigającej na prawym ramieniu krzyż. ν ν

    Podczas spotkań z wiernymi prezentuję  również film dokumentalny przedstawiający życie libańskich świętych, przede wszystkim św. o. Charbela, trwający ponad godzinę. Zrealizowałem go w minione wakacje,  w pięciu wersjach językowych.  Powstał on na prośbę zakonu maronitów  w Libanie i stał się darem dla Ojca Świętego Benedykta XVI z okazji Jego pielgrzymki  do tego kraju we wrześniu 2012 roku. Dwa dni  przed odwiedzeniem Libanu Papież mógł zobaczyć ten film w Castel Gandolfo. Otrzymali go też  wszyscy uczestnicy pielgrzymki i dziennikarze przebywający w tym czasie w Libanie.

    ks. Jarosław Cielecki/dyrektor agencji informacyjnej/Vatican Service 

    ______________________________________________________________________________________________________________

    22 marca

    Święty Zachariasz, papież

    Święty Zachariasz

    Zachariasz był synem Polychroniusza z Kalabrii. Był Grekiem, ale urodzonym we Włoszech. Nie znamy szczegółów z jego lat młodzieńczych. Możliwe, że współpracował ze św. Grzegorzem III i był diakonem, którego podpis figuruje na synodzie rzymskim w roku 732.
    3 grudnia 741 roku został wybrany na stolicę Piotrową. Wybór Zachariasza na papieża nie wymagał już cesarskiego zatwierdzenia, niemniej jednak Zachariasz natychmiast po wyborze wysłał legatów do cesarza Konstantyna V Kopronyma (719-775), zawiadamiając go o wstąpieniu na tron św. Piotra i prosząc o przywrócenie kultu obrazów. Zachariasz był ostatnim z papieży tzw. wschodnich, który zwrócił się do cesarza o zatwierdzenie swojego wyboru.
    Łagodnością i życzliwością zjednał sobie lud Italii, cesarza i sąsiadów. Utrzymywał dobre stosunki z Konstantynopolem. Zawarł pokój z Longobardami, odzyskując część ziem i jeńców. Kiedy zaprzyjaźniony król Ratchis utracił tron, przyjął go do siebie. Zawarł sojusz z Frankami oraz udzielił poparcia Pepinowi Małemu. Zachariasz odrestaurował i upiększył wiele kościołów. Przeniósł swoją siedzibę z Palatynu do Lateranu i powiększył tamtejszy pałac.
    Zmarł w Rzymie po 11 latach pontyfikatu 15 marca 752 roku. Został pochowany w bazylice św. Piotra. Wszedł do literatury chrześcijańskiej jako tłumacz na język grecki łacińskich Dialogów św. Grzegorza Wielkiego.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    21 marca


    Święty Mikołaj z Flüe, pustelnik

    Zobacz także:
      •  Święta Benedykta od Bożej Opatrzności Cambiagio Frassinello
    ***
    Święty Mikołaj z Flüe

    Mikołaj (znany również jako brat Klaus, Nicolaus de Rupe, Nicolas de la Roche) urodził się w 1417 r. w Flüe, w pobliżu Sachseln (w kantonie Unterwalden w Szwajcarii), nad Jeziorem Czterech Kantonów. Jego ojciec, Henryk, był skromnym i prostym góralem, ale miał taki autorytet, że piastował różne stanowiska, tak w sądownictwie, jak i w zarządzie i sejmiku lokalnym.
    Mikołaj początkowo zamierzał poświęcić się wyłącznie służbie Bogu. Wstąpił do benedyktynów w Engelberg. Ostatecznie jednak wrócił do świata, a nawet za radą rodziców wstąpił w związek małżeński. Z Dorotą Wyss miał 10 dzieci: 5 synów i 5 córek. Najmłodszy syn po zdobyciu stopnia akademickiego został proboszczem w Sachseln. Mieszkańcy kantonu mieli tak wielkie zaufanie do Mikołaja, że wybrali go na radcę i kantonalnego sędziego oraz deputowanego do federacji kantonów szwajcarskich. W latach 1433-1460 Mikołaj pełnił służbę wojskową w randze oficera. Wyróżniał się łagodnością w traktowaniu jeńców, opieką nad kościołami i nad ubogimi. To wszystko zyskiwało mu powszechny szacunek i miłość.
    Po kampanii wojennej, za zezwoleniem małżonki i zabezpieczywszy odpowiednio rodzinę, ponownie wstąpił do klasztoru reformowanych benedyktynów nazywających się “Przyjaciółmi Boga” (1467); miał już wtedy 50 lat. We śnie otrzymał jednak napomnienie, że wolą Bożą jest, aby w rodzinnych stronach jako pustelnik budował i zachęcał do bogobojnego życia swoich współziomków. Dlatego założył w Ranft w pobliżu Flüe mały domek i kapliczkę, gdzie modlitwę łączył z uczynkami pokutnymi. Sława pustelnika zaczęła ściągać do niego ciekawych i pobożnych. Korzystał z każdej okazji, by mówić o Panu Bogu i o konieczności zbawienia swojej duszy. Dopóki nie otrzymał własnego kapelana, chodził na Mszę do pobliskiego miasteczka, gdzie księdzem był jego syn.
    Kiedy w roku 1473 nieomal ponownie nie doszło do wojny z Austrią, Mikołaj podjął się trudu, by załagodzić zaogniony spór. W roku 1481 wybuchła wojna domowa między kantonami Szwajcarii. Wówczas Mikołaj uratował jedność Szwajcarii. Przez proboszcza Stans, Heimo am Grund, który przybył do niego po radę, przekazał, że każde z miast i kantonów musi się zrzec swoich specjalnych przywilejów i praw. Dzięki temu podpisano tzw. “umowy ze Stans” i utworzono Związek Szwajcarski. Wdzięczni mieszkańcy tego kraju nadali mu tytuł “Ojca Ojczyzny”. Popularnie zaś zwano go z niemiecka “Bratem Klausem” (Bruder Klaus).

    Święty Mikołaj z Flüe

    Był jednym z najwybitniejszych mistrzów medytacji i mistyków u schyłku średniowiecza. Obdarowany został niezwykłymi charyzmatami – przez 19 lat jego pożywieniem była wyłącznie Eucharystia. Fakt ten został potwierdzony kanonicznym procesem. Uciekano się do niego we wszelkich potrzebach, radzono się w najtrudniejszych sprawach, proszono o modlitwę. Nawrócił wiele zbłąkanych dusz.
    Zmarł 21 marca 1487 roku po krótkiej, ale bolesnej chorobie (spotyka się też datę 18 marca tego roku). Pan Bóg wsławił jego grób licznymi cudami, które zostały spisane w osobnej księdze. W roku 1501 powstał jego pierwszy żywot.
    Proces kanoniczny mógł się jednak rozpocząć dopiero w roku 1587, ze względu na okres wojen religijno-politycznych w Szwajcarii. 8 marca 1669 r. papież Klemens IX beatyfikował Mikołaja i zezwolił na jego kult, a papież Klemens X rozszerzył ten kult na całą Szwajcarię, a przede wszystkim na diecezję w Konstancji, na której terenie znajduje się Flüe i Sachseln. 15 maja 1947 r. papież Pius XII dokonał uroczystej kanonizacji Mikołaja, ogłaszając go równocześnie głównym patronem Szwajcarii. Jego ciało doznaje czci w kościele parafialnym w Sachseln, najbliższym miejsca urodzenia. Jest ponadto patronem papieskiej Gwardii Szwajcarskiej, sędziów, radnych, rodzin wielodzietnych.
    W ikonografii św. Mikołaj przedstawiany jest w długiej pokutnej szacie, boso. Jego atrybutami są: kij wędrowca, wieniec z róż, krzak cierniowy.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ____________________________________________________________________________________


    Św. Mikołaj z Flüe

    Święty pustelnik i mistyk (1417-1487).

    Znany również pod imieniem: brat Klaus, Nicolaus de Rupe, Nicolas de la Roche.

    Kaplica grobowa w Sachseln

    ***

    Urodził się 21 marca 1417 roku w rodzinie zamożnego chłopstwa – Henryka z Flüe
    i Emmy Ruobert, w kantonie Unterwalden. Jego rodzice byli bardzo pobożnymi ludźmi, którzy starali się dać swemu synowi jak najlepsze wykształcenie, jednocześnie pilnie dbając o naukę wiary. Wstąpił do benedyktynów w Engelberg, ale nie zdecydował się zostać mnichem i powrócił do rodzinnej miejscowości. W wieku trzydziestu lat Mikołaj ożenił się z Dorotą Wyss, spełniając wolę rodziców, mimo swoich skłonności do życia kontemplacyjnego i pełnego umartwień. Mieli dziesięcioro dzieci: pięciu synów i pięć córek. Był sędzią grodzkim i radcą. Miał zwyczaj budzić się każdej nocy i czytać Psałterz Najświętszej Maryi Panny.

    Dom we Flueli-Ranft w którym mieszkał św. Mikołaj

    ***

    Gdy miał pięćdziesiąt lat, św. Mikołaj miał wizję konia pożerającego lilię i zrozumiał, że była to alegoria zakłócania jego modlitw przez ziemskie troski. Długo rozważał to co usłyszał, aż w końcu za zgodą żony, zabezpieczywszy rodzinę, opuścił swój dom w habicie uszytym przez żonę, zabierając ze sobą jedynie różaniec i kij. Udał się do doliny Ranft, tam wybudował małą chatę i kapliczkę, gdzie żył modlitwą, postami i umartwieniami, sypiał na podłodze, nie miał nawet stołu.

    Kaplica i cela św. Mikołaja w Ranft

    ***

    Pewnej nocy niezwykłe światło przeniknęło celę św. Mikołaja, od tego momentu nie czuł głodu ani zimna, a przez następne dziewiętnaście lat przyjmował Komunię Świętą, która była jego jedynym pokarmem. Lokalne władze chcąc sprawdzić, czy rzeczywiście św. Mikołaj nie je ani nie pije, przez miesiąc blokowali możliwość kontaktowania się z pustelnikiem. Swego lekarza wysłał arcyksiążę Zygmunt, w pustelni zjawili się również wysłannicy cesarza Fryderyka III. Wszyscy stwierdzili, że Święty rzeczywiście przestrzega postu i odeszli pod wielkim wrażeniem jego pobożności i skromności. Dopóki nie otrzymał własnego kapelana, chodził na Mszę do pobliskiego miasteczka.

    Ludzie pielgrzymowali do niego z odległych stron, aby prosić go o modlitwę i radę.  Św. Mikołaj korzystał z każdej okazji, aby mówić o Panu Bogu i konieczności zbawienia swojej duszy. Wielu nawróciło się dzięki niemu.

    Proboszcz Heimo prosi św. Mikołaja o radę

    “Kroniki luzerneńskie”, Diebold Schilling, 1513r.

    Uznawany za ojca duchowego Szwajcarii i starej konstytucji (obowiązującej aż do rewolucji francuskiej). Gdy w 1481 roku Szwajcarii zagroziła wojna domowa między kantonami, proboszcz Stans, Heimo am Grund, udał się do św. Mikołaja i poprosił o radę. Ten przekazał, że każde z miast i kantonów musi się zrzec swoich specjalnych przywilejów i praw, pozwoliło to na podpisanie umowy ze Stans i utworzenie Związku Szwajcarskiego.

    Zmarł 21 marca 1487 roku, po bolesnej chorobie, która go zaatakowała krótko przed śmiercią. Został pochowany w Sachseln, niedaleko miejscowości gdzie się urodził.

    Do lat siedemdziesiątych XX wieku bogato zdobiony relikwiarz znajdował się w ołtarzu głównym, został zastąpiony prostym sarkofagiem umieszczonym pod stołem ołtarzowym.

    Płyta nagrobna św. Mikołaja w Sachseln

    Dnia 1 lutego 1648 roku papież Innocenty X zatwierdził kult św. Mikołaja,
    8 marca 1669 roku został beatyfikowany przez papieża Klemensa IX, a 15 maja 1947 roku został kanonizowany przez papieża Piusa XII i ogłoszony głównym patronem Szwajcarii.

    Patron:
    Szwajcarii, papieskiej Gwardii Szwajcarskiej, sędziów, radnych, rodzin wielodzietnych.

    Ikonografia:
    Przedstawiany jako bosy pustelnik z Jezusem Chrystusem, lub aniołem podającym mu Komunię, czasami z diabłem. Jego atrybutami są: krzak cierniowy, laska, kij, różaniec.


    Najmłodszy syn Doroty i św. Mikołaja został księdzem i doktorem teologii, wśród ich potomków było ponad trzydziestu kapłanów, a wnuk Świętego – Konrad Scheuber – został pustelnikiem, tak jak on.

    Święci Pańscy

    ______________________________________________________________________________________________________________

    20 marca

    Święta Aleksandra, męczennica

    Zobacz także:
      •  Święty Maurycy Csak, zakonnik
      •  Święty Herbert, pustelnik
      •  Święty Wolfram, biskup
    ***
    Święta Aleksandra

    Aleksandra pochodziła z Ancyry w Galacji (dzisiejsza Ankara). Miała odmówić udziału w procesji z posążkami Artemidy i Ateny. Podczas wyznania wiary w Chrystusa została skazana na śmierć. Utopiono ją w bagnach, w pobliżu rodzinnego miasta, ok. 300 lub 310 r. wraz z sześcioma innymi kobietami, które wcześniej ślubowały dziewictwo i żyły poszcząc i pełniąc dobre uczynki. Były to: Klaudia, Eufrazja, Matrona, Julianna, Eutymia oraz najstarsza z nich, Teodozja. Przed utopieniem miały być wydane młodym mężczyznom na pohańbienie. Jednak ci uciekli, kiedy Teodozja pokazała im swoje siwe włosy. Wtedy wszystkie zostały w okrutny sposób torturowane: obnażono je, bito pałkami, obcinano piersi, ich ciała strugano ostrymi narzędziami aż do kości. Żadna z nich nie wyparła się Chrystusa.
    Ciała męczennic miał wydobyć z grzęzawisk, by je po chrześcijańsku pochować, Teodat (Teodot), siostrzeniec Teodozji (Tekusy), który od dawna pomagał chrześcijanom: odwiedzał ich w więzieniach, podnosił na duchu, ofiarował swój hotel na miejsce sprawowania liturgii. Po pochowaniu ciotki z Towarzyszkami został zdradzony przez sąsiadów i poniósł karę śmierci przez ścięcie. Jego ciało wraz z wydobytymi z grobu ciałami 7 męczennic spalono.
    Według innych hagiografów Aleksandra z Towarzyszkami po mękach została spalona żywcem w rozpalonym piecu.
    W ikonografii Święta przedstawiana jest zawsze w towarzystwie innych męczennic, z którymi poniosła śmierć. Między sobą różnią się praktycznie tylko kolorem szat. Aleksandra ma czerwony płaszcz i białą chustę na głowie.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________

    Dziś również wspomnienie

    Bł. arcybiskupa Józefa Bilczewskiego

    JÓZEF BILCZEWSKI

    Wikipedia | Domena publiczna

    ***

    Bł. Józef Bilczewski – urodził się 26 kwietnia 1860 roku w Wilamowicach koło Kęt, na terenie obecnej diecezji Bielsko-Żywieckiej, dawnej Krakowskiej. Po ukończeniu szkoły powszechnej w Wilamowicach i w Kętach, uczęszczał do gimnazjum w Wadowicach, gdzie uzyskał dyplom maturalny wroku 1880. Dnia 6 lipca 1884 roku został wyświęcony na kapłana w Krakowie przez kardynała Albina Dunajewskiego. W 1886 roku uzyskał doktorat z teologii na uniwersytecie wiedeńskim.

    Po ukończonych studiach w Rzymie i w Paryżu habilitował się w roku 1890 na Uniwersytecie Jagellońskim w Krakowie. Rok później został profesorem teologii dogmatycznej na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, piastując przez pewien okres funkcję dziekana Wydziału teologicznego a także Rektora Uniwersytetu. Jako profesor był bardzo ceniony przez studentów oraz cieszył się szacunkiem i przyjaźnią swoich kolegów — pracowników naukowych uniwersytetu. Dużo pracował naukowo zyskując sobie, pomimo stosunkowo młodego wieku, sławę cenionego naukowca.

    Jego niepospolite zalety umysłu i serca nie uszły uwagi ówczesnego cesarza Austrii Franciszka Józefa, który przedstawił go Ojcu Świętemu, na wakującą stolicę metropolitarną we Lwowie. Papież Leon XIII ustosunkował się pozytywnie do propozycji cesarskiej mianując dnia 17 grudnia 1900 roku 40-letniego księdza prałata Józefa Bilczewskiego arcybiskupem lwowskim obrządku łacińskiego.

    Złożona sytuacja społeczna, gospodarcza, narodowościowa i religijna sprawiała, że kierowanie tak dużą archidiecezją nie było łatwe i wymagało od jej pasterza niezwykłego hartu ducha i mocnej wiary zakorzenionej w osobistym kontakcie z Bogiem. Księdza arcybiskupa Józefa Bilczewskiego wyróżniała ogromna dobroć serca, wyrozumiałość, pokora, pobożność, pracowitość i gorliwość duszpasterska, które płynęły z wielkiej miłości Boga i bliźniego.

    Obejmując archidiecezję lwowską przedstawił bardzo jasny program duszpasterski, który zamknął w słowach: «Oddanie się całopalne za sprawę Kościoła świętego ». Wskazywał, między innymi, na potrzebę rozwijania nabożeństwa do Najświętszego Sakramentu i częstego przystępowania do Komunii świętej.

    Szczególną formą posługi księdza arcybiskupa Józefa Bilczewskiego były listy pasterskie i odezwy kierowane do kapłanów i wiernych archidiecezji lwowskiej. Podejmował w nich aktualne problemy wiary i moralności oraz bieżące sprawy społeczne. Wyjaśniał sprawy kultu Najświętszego Sakramentu i Serca Jezusowego, praktyki spowiedzi świętej, wychowania religijno-moralnego dzieci i młodzieży w rodzinie oraz w szkole. Uczył miłości do Kościoła katolickiego i Ojca Świętego.

    Zależało mu przede wszystkim na licznych i świętych powołaniach kapłańskich. Według niego kapłan powinien być przede wszystkim nauczycielem wiary i narzędziem Chrystusa, stając się ojcem, zarówno dla bogatych jak też i dla biednych. Zastępując Chrystusa na ziemi ma być szafarzem sakramentów, dlatego całe swoje serce powinien poświęcić sprawowaniu Eucharystii, by karmić Lud Boży Ciałem Chrystusa. Zachęcał kapłanów do adoracji Najświętszego Sakramentu.

    W liście pasterskim poświęconym kultowi Eucharystii zapraszał kapłanów do udziału w stowarzyszeniach kapłańskich, których celem było ożywienie gorliwości: Stowarzyszenie Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu i Stowarzyszenie Pomocy Biednym Kościołom Katolickim.

    Równocześnie wiele troski poświęcił przygotowaniu dzieci do pełnego uczestnictwa we Mszy św. i chciał, by każda katecheza prowadziła dzieci i młodzież do Eucharystii.

    Arcybiskup Bilczewski fundował kościoły i kaplice, szkoły i ochronki, krzewił oświatę. Wspierał duchowo bądź materialnie wszystkie ważniejsze dzieła powstające w Archidiecezji Lwowskiej. Jego świątobliwe życie wypełnione modlitwą, pracą i dziełami miłosierdzia sprawiło, że cieszył się wielkim szacunkiem wśród wszystkich wyznań, obrządków i narodowości. W czasie jego pasterzowania nie doszło do poważniejszych konfliktów narodowościowych czy religijnych. Był orędownikiem jedności, zgody i pokoju.

    W sprawach społecznych opowiadał się zawsze po stronie ludu i ubogich. Nauczał, że fundamentem życia społecznego powinna być sprawiedliwość dopełniona przez miłość chrześcijańską. W czasach I wojny światowej, kiedy ludzkimi duszami zawładnęła nienawiść i pogarda, ukazywał ludziom nieskończoną miłość Boga, zdolną do przebaczenia i darowania wszystkich grzechów. Przypomniał o konieczności zachowania Bożych przykazań i wzajemnej miłości. Wrażliwy na sprawy społeczne, rodziny i młodzieży odważnie proponował rozwiązywanie trudności w oparciu o przykazania miłości Boga i bliźniego.

    W ciągu 23 lat duszpasterzowania przemienił oblicze archidiecezji lwowskiej. Jego rozległa działalność apostolska została przerwana przez śmierć, która nastąpiła dnia 20 marca 1923 roku. Był na nią przygotowany i przyjął ją spokojnie, jako wolę Bożą, którą uważał dla siebie zawsze za świętą. Odszedł z tego świata w powszechnej opinii świętości. Stosownie do swego życzenia został pochowany na cmentarzu Janowskim we Lwowie, na którym grzebano biednych, pragnąc spoczywać wśród ubogich, dla których był zawsze ojcem i opiekunem.

    Staraniem archidiecezji lwowskiej przeprowadzono proces beatyfikacyjny księdza arcybiskupa Józefa Bilczewskiego, którego pierwsza faza została zakończona dnia 18 grudnia 1997 roku ogłoszeniem przez Ojca Św. Jana Pawła II heroiczności cnót. W czerwcu 2001 roku został uznany przez Kongregację Spraw Kanonizacyjnych jako cudowny fakt nagłego, trwałego i niewytłumaczalnego co do sposobu, uzdrowienia dziewięcioletniego chłopca Marcina Gawlika z bardzo ciężkich poparzeń, dokonanego przez Boga za wstawiennictwem Arcybiskupa Bilczewskiego — co otwarło drogę do jego beatyfikacji. Dokonał jej Ojciec Święty Jan Paweł II dnia 26 czerwca 2001 roku we Lwowie podczas swej podróży apostolskiej na Ukrainę.

    Aleteia.pl/Biogram zaczerpnięty – za zgodą właściciela – z serwisu Ewangelia na co dzień

    ______________________________________________________________________________________________________________


    19 marca

    Święty Józef
    Oblubieniec Najświętszej Maryi Panny

    Zobacz także:
      •  Błogosławiony Marceli Callo, męczennik
    ***
    Święty Józef zaślubia Maryję

    W sprawie szczegółów życia św. Józefa musimy polegać na tym, co przekazały o nim Ewangelie. Poświęcają mu one łącznie 26 wierszy, a jego imię wymieniają 14 razy. Osobą św. Józefa zajmują się wprawdzie bardzo żywo także apokryfy: Protoewangelia Jakuba (z w. II), Ewangelia Pseudo-Mateusza (w. VI), Ewangelia Narodzenia Maryi (w. IX), Ewangelia Tomasza (w. II) i Historia Józefa Cieśli (w. IV), opowiadając o rodzinie Józefa, jego małżeństwie, pracy i śmierci; zbyt wiele w nich jednak legend, by można je było traktować poważnie. Niewiele mówią one także o latach dzieciństwa i wczesnej młodości Józefa.
    Józef pochodził z rodu króla Dawida. Wykazuje to św. Mateusz w genealogii przodków św. Józefa. Genealogię przytacza również św. Łukasz. Ta jednak różni się zasadniczo od tej, którą nam przekazuje św. Mateusz. Już Julian Afrykański (w. III) wyraża zdanie, że jest to genealogia Najświętszej Maryi Panny. Św. Łukasz, który podał nam tak wiele szczegółów z Jej życia, mógł nam przekazać i Jej rodowód. Na mocy prawa lewiratu św. Józef mógł być synem Jakuba, a równocześnie adoptowanym synem Helego, noszącego także w tradycji chrześcijańskiej imię Joachima, który był ojcem Najświętszej Panny. Tak więc genealogia przytoczona przez św. Łukasza wyliczałaby przodków Maryi rzeczywistych, a odnośnie do Józefa – jego przodków zalegalizowanych. Taka jest dzisiaj opinia przyjęta przez wielu biblistów.
    Mimo wysokiego pochodzenia Józef nie posiadał żadnego majątku. Na życie zarabiał stolarstwem i pracą jako cieśla. Zdaniem św. Justyna (ok. 100 – ok. 166), który żył bardzo blisko czasów Apostołów, Józef wykonywał sochy drewniane i jarzma na woły. Przygotowywał więc narzędzia gospodarcze i rolnicze. Autor Pseudoewangelii Filipa (w. III) nazywa Józefa stolarzem.
    Zaręczony z Maryją, Józef stanął przed tajemnicą cudownego poczęcia. Nie był według ciała ojcem Chrystusa. Był nim jednak według prawa żydowskiego jako prawomocny małżonek Maryi. Chociaż więc Maryja porodziła Pana Jezusa dziewiczo, to jednak wobec prawa żydowskiego i otoczenia Józef był uważany za ojca Pana Jezusa. Tak go też nazywają Ewangelie. W takiej sytuacji trzeba było wykazać, że Józef pochodził w prostej linii od króla Dawida, jak to zapowiadali prorocy.

    Święty Józef, oblubieniec Maryi

    Kiedy Józef dowiedział się, że Maryja oczekuje dziecka, wiedząc, że nie jest to jego potomek, postanowił dyskretnie usunąć się z życia Maryi, by nie narazić Jej na zhańbienie i obmowy. Wprowadzony jednak przez anioła w tajemnicę, wziął Maryję do siebie, do domu (Mt 1-2; 13, 55; Łk 1-2). Podporządkowując się dekretowi o spisie ludności, udał się z Nią do Betlejem, gdzie urodził się Jezus. Po nadaniu Dziecku imienia i przedstawieniu Go w świątyni, w obliczu prześladowania, ucieka z Matką i Dzieckiem do Egiptu. Po śmierci Heroda udaje się do Nazaretu. Po raz ostatni Józef pojawia się na kartach Pisma Świętego podczas pielgrzymki z dwunastoletnim Jezusem do Jerozolimy. Przy wystąpieniu Jezusa w roli Nauczyciela nie ma już żadnej wzmianki o Józefie. Prawdopodobnie wtedy już nie żył. Miał najpiękniejszą śmierć i pogrzeb, jaki sobie można na ziemi wyobrazić, gdyż byli przy św. Józefie w ostatnich chwilach jego życia: Jezus i Maryja. Oni też urządzili mu pogrzeb. Może dlatego tradycja nazwała go patronem dobrej śmierci.
    Ikonografia zwykła przedstawiać Józefa jako starca. W rzeczywistości był on młodzieńcem w pełni męskiej urody i sił. Sztuka chrześcijańska zostawiła wiele tysięcy wizerunków Józefa w rzeźbie i w malarstwie.Ojcowie i pisarze Kościoła podkreślają, że do tak bliskiego życia z Jezusem i Maryją Opatrzność wybrała męża o niezwykłej cnocie. Dlatego Kościół słusznie stawia św. Józefa na czele wszystkich świętych i daje mu tak wyróżnione miejsce w hagiografii. O św. Józefie pierwszy pisał Orygenes, chwaląc go jako “męża sprawiedliwego”. Św. Jan Złotousty wspomina jego łzy i radości; św. Augustyn pisze o legalności jego małżeństwa z Maryją i o jego prawach ojcowskich; św. Grzegorz z Nazjanzu wynosi godność Józefa ponad wszystkich świętych; św. Hieronim wychwala jego dziewictwo. Z pisarzy późniejszych, piszących o Józefie, wypada wymienić: św. Damiana, św. Alberta Wielkiego, św. Tomasza z Akwinu, św. Bonawenturę, bł. Jana Dunsa Szkota i innych. Pierwszy specjalny Traktat o 12 wyróżnieniach św. Józefa zostawił słynny kanclerz Sorbony paryskiej, Jan Gerson (1416). Izydor z Isolani napisał o św. Józefie pierwszą Summę (ok. 1528). Godność św. Józefa wysławiali w kazaniach św. Bernard z Clairvaux (+ 1153), św. Wincenty Ferreriusz (+ 1419), bł. Bernardyn z Faltre (+ 1494), bł. Bernardyn z Busto (+ 1500). Św. Bernardyn ze Sieny (+ 1444) wprost wyrażał przekonanie, że Józef osobnym przywilejem Bożym, jak Matka Najświętsza, został wskrzeszony i z ciałem wzięty do nieba oraz że w łonie matki został oczyszczony z grzechu pierworodnego. Podobną opinię wyraża św. Franciszek Salezy. O dozgonnej dziewiczości św. Józefa piszą: św. Hieronim, Teodoret, św. Augustyn, św. Beda, św. Rupert, św. Piotr Damiani, Piotr Lombard, św. Albert Wielki, św. Tomasz z Akwinu i wielu innych. Największą jednak czcią do św. Józefa wyróżniała się św. Teresa z Avila, wielka reformatorka Karmelu (+ 1582). Twierdziła ona wprost, że o cokolwiek prosiła Pana Boga za jego przyczyną, zawsze otrzymała i nie była nigdy zawiedziona. Wszystkie swoje klasztory fundowała pod jego imieniem. Jego też obrała za głównego patrona swoich dzieł. Doroczną uroczystość św. Józefa obchodziła bardzo bogato, zapraszając najwybitniejszych kaznodziejów, orkiestrę i chóry, dekorując świątynię, wystawiając najbogatsze paramenty liturgiczne. Podobnie św. Wincenty a Paulo ustanowił św. Józefa patronem swojej kongregacji misyjnej, przed nim zaś uczynił to św. Franciszek Salezy.
    Do szczególnych czcicieli św. Józefa zaliczał się również św. Jan Bosko. Stawiał on Józefa za wzór swojej młodzieży rzemieślniczej. W roku 1859 do modlitewnika, który ułożył dla swoich synów duchowych i chłopców, dodał nabożeństwo do 7 boleści i do 7 radości św. Józefa; dodał również modlitwę do św. Józefa o łaskę cnoty czystości i dobrej śmierci; wreszcie dołączył pieśń do św. Józefa. Propagował nabożeństwo 7 niedzieli do uroczystości św. Józefa. W tym samym roku Jan Bosko założył wśród swojej młodzieży Stowarzyszenie pod wezwaniem św. Józefa. W roku 1868 wydał drukiem czytanki o św. Józefie. Miesiąc marzec co roku obchodził jako miesiąc św. Józefa, czcząc Go osobnym, codziennym nabożeństwem i specjalnymi czytankami. Św. Leonard Murialdo, przyjaciel św. Jana Bosko, założył zgromadzenie zakonne pod wezwaniem św. Józefa (józefici).
    Jan XXIII (Józef Roncalli) wpisał imię św. Józefa do Kanonu Rzymskiego (Pierwsza Modlitwa Eucharystyczna). Wydał także osobny list apostolski o odnowieniu nabożeństwa do niebiańskiego Patrona (1961). Św. Józefa uczynił patronem II Soboru Watykańskiego (1962-1965). Decyzją Benedykta XVI, ogłoszoną już za pontyfikatu papieża Franciszka, w 2013 r. imię św. Józefa włączono także do pozostałych modlitw eucharystycznych.Na Wschodzie po raz pierwszy spotykamy się ze wspomnieniem liturgicznym św. Józefa już w IV wieku w klasztorze św. Saby pod Jerozolimą. Na Zachodzie spotykamy się ze świętem znacznie później, bo dopiero w wieku VIII. W pewnym manuskrypcie z VIII wieku, znalezionym w Centralnej Bibliotece Zurichu, znajduje się wzmianka o pamiątce św. Józefa obchodzonej 20 marca. W martyrologiach z wieku X: z Fuldy, Ratisbony, Stavelot, Werden nad Ruhrą, w Raichenau i w Weronie jest wzmianka o święcie św. Józefa dnia 19 marca. Pierwsze pełne oficjum kanoniczne spotykamy w wieku XIII w klasztorze benedyktyńskim: w Liege i w Austrii w klasztorze św. Floriana (w. XIII). Z tego samego wieku również pochodzi pełny tekst Mszy świętej. Serwici na kapitule generalnej ustanowili w 1324 roku, że co roku będą obchodzić pamiątkę św. Józefa. Podobnie uchwalili franciszkanie (1399) i karmelici (koniec w. XIV). O święcie tym wspomina Jan Gerson w 1416 roku na soborze w Konstancji. Do brewiarza i mszału rzymskiego wprowadził to święto papież Sykstus IV w 1479 roku. Papież Grzegorz XV w 1621 roku rozszerzył je na cały Kościół. Potwierdził je papież Urban VIII w 1642 roku. W wieku XIX przełożeni generalni 43 zakonów wystosowali prośbę do papieża i ojców soboru o ogłoszenie św. Józefa patronem Kościoła. Papież Pius IX przychylił się do prośby i dekretem Quaemadmodum Deus z dnia 10 września 1847 roku wprowadził odrębne święto liturgiczne Opieki świętego Józefa. Wysłał też list do biskupów świata z wyjaśnieniem i uzasadnieniem, jakie pobudki skłoniły go do ustanowienia tego święta.

    Święty Józef, Opiekun Zbawiciela

    Papież wyznaczył to nowe święto na III Niedzielę Wielkanocy. To święto obchodzili już przedtem karmelici (od roku 1680), augustianie (od 1700), a potem dominikanie z oktawą (1721). Papież Pius X przeniósł to święto na drugą środę po Wielkanocy i podniósł ją do rangi pierwszej klasy. Zmienił jednocześnie nazwę święta na: świętego Józefa, Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny, Wyznawcy, Patrona Kościoła Powszechnego. Na dzień uroczystości wyznaczył tenże papież środę po drugiej niedzieli Wielkanocy. Papież Pius XII zniósł to święto, ale w jego miejsce w roku 1956 wprowadził nowe święto tej samej klasy: św. Józefa Pracownika (1 maja). Tak pozostało dotąd, z tym jednak, że ranga tego drugiego święta została obniżona do wspomnienia (1969). Tytuł zaś Patrona Kościoła Świętego Pius XII dołączył do święta 19 marca.
    Papież Benedykt XIII w roku 1726 włączył imię św. Józefa do litanii do Wszystkich Świętych. Benedykt XV włączył również wezwanie o św. Józefie do modlitw zaczynających się od słów: “Niech będzie Bóg uwielbiony” oraz włączył do Mszału osobną prefację o św. Józefie (1919). Papież Leon XIII wydał pierwszą w dziejach Kościoła encyklikę o św. Józefie: Quamquam pluries. Papież św. Pius X zatwierdził litanię do św. Józefa do publicznego odmawiania i dodał do niej wezwanie: “Święty Józefie, Opiekunie Kościoła Świętego”. Papież Leon XIII wprowadził do modlitw po Mszy świętej osobną modlitwę do św. Józefa (1884). Do dziś lokalnie bywa także obchodzone (w niektórych zakonach i miejscach) święto Zaślubin Maryi ze św. Józefem (23 stycznia).
    Apokryfy i pisma Ojców Kościoła wysławiają jego cnoty i niewysłowione powołanie – oblubieńca Maryi, żywiciela i wychowawcy Jezusa. Jest patronem Kościoła powszechnego, licznych zakonów, krajów, m.in. Austrii, Czech, Filipin, Hiszpanii, Kanady, Portugalii, Peru, wielu diecezji i miast oraz patronem małżonków i rodzin chrześcijańskich, ojców, sierot, a także cieśli, drwali, rękodzielników, robotników, rzemieślników, wszystkich pracujących i uciekinierów. Wzywany jest także jako patron dobrej śmierci.
    W ikonografii św. Józef przedstawiany jest z Dziecięciem Jezus na ręku, z lilią w dłoni. Jego atrybutami są m. in. narzędzia ciesielskie: piła, siekiera, warsztat stolarski; bukłak na wodę, kij wędrowca, kwitnąca różdżka (Jessego), miska z kaszą, lampa, winorośl.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    18 marca

    Święty Cyryl Jerozolimski,
    biskup i doktor Kościoła

    Zobacz także:
      •  Święty Edward, męczennik
    ***
    Święty Cyryl Jerozolimski

    Cyryl urodził się około 315 roku w Jerozolimie. Pochodził z rodziny chrześcijańskiej, bardzo przywiązanej do wiary. Zwyczajem pobożnych rodzin od młodości zaprawiał się w ascezie chrześcijańskiej w jednym z klasztorów Palestyny. Z rąk biskupa Jerozolimy, św. Makarego, przyjął święcenia diakonatu (334), a z rąk jego następcy, św. Maksyma, otrzymał święcenia kapłańskie (344).
    Po śmierci Maksyma na stolicę jerozolimską został wybrany właśnie Cyryl. Ze względu na rangę pierwszej w świecie stolicy biskupiej wybór musiał zatwierdzić synod w Konstantynopolu, cesarz i papież. Cyryl z takim zapałem zabrał się do pasterzowania, że współczesny mu św. Bazyli Wielki (+ 379) nie szczędził mu najwyższych pochwał.
    Trzykrotnie był zsyłany na wygnanie z powodu zdecydowanej postawy wobec arian. Najpierw wystąpił przeciwko niemu ariański metropolita Cezarei Palestyńskiej, Akacjusz. Skłonił on ariańskiego cesarza Konstancjusza, żeby ten skazał Cyryla jako “heretyka” na wygnanie (351). Święty został zesłany do Tarsu, rodzinnego miasta św. Pawła Apostoła. Tamtejszy biskup przyjął go z wielką czcią. Synod w Seleucji potępił arianizm, Akacjusza skazał na wygnanie, a Cyryla odwołał z banicji. Po 9 latach Cyryl mógł wreszcie powrócić do swojej owczarni.
    Akacjusz jednak nie myślał bynajmniej ustąpić. Korzystając z ponownej życzliwości cesarza wymógł na nim, by na synodzie w Konstantynopolu Cyryl został ponownie potępiony i skazany na wygnanie. Tym razem tułaczka biskupa nie trwała długo, bo w kilka miesięcy potem kolejny cesarz, Julian Apostata, pozwolił mu powrócić.
    Żył spokojnie przez 19 lat. W tym czasie rozwinął pełną działalność, aby przywrócić jedność Kościołowi w Jerozolimie. Wtedy powstała większość jego katechez, czyli mów, w których wyjaśnił całokształt prawd wiary Chrystusowej.
    Po rychłej śmierci Juliana Apostaty panowanie objął znowu cesarz ariański, Walens (364-378). Cyryl musiał po raz trzeci opuścić swoją owczarnię. Pozostał na banicji przez 8 lat, aż do swojej śmierci, bowiem następca cesarza Walensa, Walentynian, także arianin, nie pozwolił mu wrócić.
    Cyryl pożegnał ziemię dla nieba daleko od diecezji 18 marca 386 roku, gdy miał ok. 71 lat życia, w tym 38 lat pasterzowania za sobą.
    Brał udział w Soborze Konstantynopolitańskim I w roku 381, który biskupom Konstantynopola przyznał pierwsze miejsce po Rzymie. W swojej spuściźnie literackiej zostawił dwie serie katechez: dla katechumenów i dla ochrzczonych. Jest to bodajże pierwszy systematyczny wykład nauki katolickiej i jeden z pierwszych traktatów o Najświętszym Sakramencie. Dzieje Chrystusa Pana św. Cyryl przedstawia jako dzieje zbawienia rodzaju ludzkiego. Tak też pojmuje historię biblijną. Od nawróconych żąda odmiany życia. Do najcenniejszych katechez zalicza się pięć katechez mistagogicznych, w których wykłada naukę Kościoła o chrzcie świętym, bierzmowaniu i Eucharystii. W katechezie o Najświętszym Sakramencie Cyryl wyraża głęboką wiarę w realną obecność Pana Jezusa, a Komunię świętą nazywa “wcieleniem z Chrystusem”.
    Leon XIII ogłosił w 1882 r. św. Cyryla Jerozolimskiego doktorem Kościoła.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    _____________________________________________________________________________

    Św. Cyryl Jerozolimski

    Katecheza papieża Benedykta XVI podczas audiencji generalnej 27.06.2007

    WIKIMEDIA COMMONS, , LICENCJA: 0

    ***

    Drodzy Bracia i Siostry!

    Poświęcimy dziś naszą uwagę św. Cyrylowi Jerozolimskiemu. Jego życie charakteryzują dwa splatające się nurty działania: z jednej strony praca duszpasterska, a z drugiej udział — wbrew woli — w ostrych sporach, które toczyły się wówczas w Kościele na Wschodzie. Urodzony ok. 315 r. w Jerozolimie lub w jej pobliżu, Cyryl otrzymał bardzo dobre przygotowanie literackie. Było ono podstawą jego znajomości nauk kościelnych, opartej na studium Pisma Świętego. Święcenia kapłańskie otrzymał z rąk biskupa Maksyma, a po jego śmierci lub złożeniu z urzędu w 348 r., został wyświęcony na biskupa przez Akacjusza, wpływowego metropolitę Cezarei Palestyńskiej, zwolennika arian, przekonanego, że jest on jego sprzymierzeńcem. Z tego powodu podejrzewano, że otrzymał nominację na biskupa za cenę ustępstw wobec arianizmu.

    W rzeczywistości bardzo szybko Cyryl wszedł w konflikt z Akacjuszem nie tylko w kwestiach doktrynalnych, ale również na płaszczyźnie jurysdykcji, ponieważ domagał się on niezależności dla swojej diecezji od stolicy metropolitalnej w Cezarei. Na przestrzeni dwudziestu lat Cyryl trzy razy przeżył wygnanie: po raz pierwszy w 357 r., po zdjęciu z urzędu przez Synod Jerozolimski. W 360 r. został wygnany przez Akacjusza. I wreszcie do trzeciego najdłuższego — wygnania trwającego jedenaście lat — doszło w 367 r. za sprawą sprzyjającego arianom cesarza Walensa. Dopiero w 378 r., po śmierci cesarza, Cyryl mógł ostatecznie objąć urząd w swojej diecezji, przywracając jedność i pokój wśród wiernych.

    Za jego prawowiernością, podważaną przez niektóre współczesne mu źródła, przemawiają inne, z tej samej epoki. Pośród nich najbardziej wiarygodny jest list synodalny z 382 r., napisany po Powszechnym Soborze Konstantynopolitańskim II (381 r.), w którym Cyryl uczestniczył i odegrał istotną rolę. W liście tym, przesłanym do biskupa Rzymu, biskupi wschodni uznają oficjalnie absolutną prawowierność Cyryla, ważność jego święceń biskupich oraz zasługi w posłudze duszpasterskiej, której kres położyła śmierć w 387 r.

    Zachowały się jego dwadzieścia cztery sławne Katechezy, które wygłosił jako biskup ok. 350 r. Poprzedza je Protokatecheza, czyli nauka wstępną. Pierwszych osiemnaście skierowanych jest do katechumenów lub «oświecanych» (photizomenoi). Zostały one wygłoszone w bazylice Grobu Świętego. Pierwsze (1-5) dotyczą kolejno stanu duchowego przed przyjęciem chrztu, nawrócenia z obyczajów pogańskich, sakramentu chrztu i dziesięciu prawd dogmatycznych zawartych w Credo lub w Symbolu wiary. Następne (6-18) stanowią «cykl katechez» na temat Symbolu Jerozolimskiego w ujęciu antyariańskim. Z pięciu ostatnich (19-23), zwanych «mistagogicznymi», pierwsze dwie stanowią komentarz do obrzędów chrztu, natomiast ostatnie trzy poświęcone są bierzmowaniu, Ciału i Krwi Chrystusa oraz Liturgii eucharystycznej. Zawarte jest w nich również objaśnienie «Ojcze nasz» (Oratio dominica): na nim opiera się wprowadzenie do modlitwy, paralelne do procesu przygotowania trzech sakramentów: chrztu, bierzmowania i Eucharystii.

    W swej istocie nauki o wierze chrześcijańskiej były również polemiką z poganami, judeochrześcijanami i manichejczykami. Podstawą argumentacji, wyrażonej językiem bogatym w obrazy, było spełnienie się obietnic Starego Testamentu. Katecheza, włączona w szeroki kontekst całego życia, zwłaszcza liturgicznego, była ważnym momentem dla wspólnoty chrześcijańskiej, w której macierzyńskim łonie dojrzewał przyszły wierny, wspierany przez modlitwę i świadectwo braci. Homilie Cyryla jako całość stanowią systematyczną katechezę na temat powtórnych narodzin chrześcijanina przez chrzest. Mówi on do katechumena: «Wpadłeś w sieci Kościoła (por. Mt 13, 47). Pozwól więc, by cię wziął żywcem; nie uciekaj, bo to Jezus chwyta cię na haczyk, by nie śmierć, lecz zmartwychwstanie dać ci po śmierci. Musisz bowiem umrzeć i zmartwychwstać (por. Rz 6, 11. 14). (…) Umrzyj dla grzechu i już od dziś żyj dla sprawiedliwości» (Protokatecheza, 5).

    Jeśli chodzi o nauczanie doktrynalne Cyryla, to komentuje on Symbol Jerozolimski posługując się typologią Pisma Świętego, w której dwa Testamenty łączy relacja «symfoniczna», i dochodzi do Chrystusa, centrum wszechświata. Typologię tę opisze zwięźle Augustyn z Hippony: «W Starym Testamencie kryje się Nowy, a w Nowym Testamencie objawia się Stary» (De catechizandis rudibus, 4, 8). Jeżeli chodzi o katechezę moralną, jest ona głęboko osadzona w katechezie doktrynalnej i tworzy z nią jedną całość: dogmat stopniowo przenika do dusz, pobudzając je do przemiany pogańskich zachowań, mocą nowego życia w Chrystusie, otrzymanego w chrzcie. W końcu katecheza «mistagogiczna» stanowi szczyt nauczania, które Cyryl przekazywał już nie katechumenom, lecz nowo ochrzczonym lub neofitom w tygodniu wielkanocnym. Pomagała im ona odkryć w obrzędach chrzcielnych Wigilii Paschalnej zawarte w nich, lecz jeszcze nie odsłonięte tajemnice. Dzięki temu, że uczestniczyli w obrzędach i zostali oświeceni przez chrzest światłem głębszej wiary, neofici mogli wreszcie lepiej owe tajemnice pojąć.

    W szczególności, gdy zwracał się do neofitów pochodzenia greckiego, Cyryl odwoływał się do znamionującej ich bogatej wyobraźni. Przejście od obrzędu do tajemnicy pozwalało wykorzystać psychologiczny efekt zaskoczenia oraz przeżycia nocy paschalnej. Oto objaśnienie tajemnicy chrztu: «Trzy razy zostaliście zanurzeni w wodzie i trzy razy się wynurzyliście, co symbolizowało trzy dni, w czasie których Chrystus spoczywał w grobie. W tym obrzędzie naśladowaliście zatem naszego Zbawiciela, który spędził trzy dni i trzy noce w łonie ziemi (por. Mt 12, 40). Pierwsze wynurzenie z wody było na pamiątkę pierwszego dnia spędzonego przez Chrystusa w grobie, a pierwsze zanurzenie odnosiło się do pierwszej nocy spędzonej w grobie; w nocy człowiek nie widzi, w dzień cieszy się światłem, podobnie jak wy. Wcześniej byliście zanurzeni w nocy i nic nie widzieliście, wynurzając się, znaleźliście dzień. Jako tajemnica śmierci i narodzin, ta zbawcza woda była dla was grobem i matką. (…) Dla was (…) czas umierania zbiegł się z czasem narodzin: w tym samym czasie wydarzyło się jedno i drugie» (Druga Katecheza Mistagogiczna, 4).

    Tajemnicą do uchwycenia jest zamysł Boży, urzeczywistniający się dzięki zbawczym działaniom Chrystusa w Kościele. Z wymiarem mistagogicznym łączy się wymiar symboli wyrażających przeżycia duchowe, które dzięki nim dochodzą wyraźnie do głosu. I tak katecheza Cyryla, oparta na omówionych trzech elementach — doktrynalnym, moralnym i mistagogicznym — jest całościową katechezą w Duchu. Wymiar mistagogiczny syntetyzuje dwa pierwsze, wiążąc je z celebracją sakramentów, w której urzeczywistnia się zbawienie całego człowieka.

    Jest to zatem katecheza integralna, która — obejmując ciało, duszę i ducha — stanowi wzór również dla formacji katechetycznej dzisiejszych chrześcijan.

    Słowo Benedykta XVI do Polaków:

    Pozdrawiam pielgrzymów z Polski. Zbliża się uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła. W sposób szczególny wspominamy ich w Rzymie, gdzie nauczali, dawali świadectwo i ponieśli męczeństwo w imię Chrystusa. Nawiedzenie ich grobów niech będzie dla wszystkich okazją do umocnienia w wierze, nadziei i miłości. Niech Bóg wam błogosławi.

    BENEDYKT XVI

    L’Osservatore Romano 7-8/2007/Opoka.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________


    17 marca

    Święty Patryk, biskup

    Zobacz także:
      •  Święta Gertruda, ksieni
    ***



     Katedra pod wezwaniem Światłość Chrystusa w Oakland, Kalifornia
    ***

    Patryk urodził się w Brytanii w 385 roku, w rodzinie chrześcijańskiej. Nosił celtyckie imię Sucat. Kiedy miał 16 lat, korsarze porwali go do Irlandii. Przez 6 lat był tam pasterzem owiec. W tym czasie nauczył się języka irlandzkiego. Na przypadkowym statku udało mu się zbiec do północnej Francji. Tam kształcił się w dwóch najgłośniejszych wówczas szkołach misyjnych: w Erinsi i w Auxerre. Podjął studium przygotowujące go do pracy na misjach. Był uczniem św. Germana z Auxerre. Przez jakiś czas przebywał w Italii i w koloniach mniszych na wyspach Morza Tyrreńskiego.
    W tym czasie zmarł w Irlandii, wysłany tam na misje przez papieża św. Celestyna I, biskup św. Palladiusz. Postanowiono na jego miejsce wysłać Patryka. Na biskupa wyświęcił go papież w roku 432 i wysłał go do Irlandii. Patryk zastał tam małe grupy chrześcijan, ale stanowiły one wyspy w morzu pogaństwa. Krajem rządzili naczelnicy szczepów i znakomitych rodzin. Kapłani pogańscy zażywali wielkiej powagi. Patryk swoim umiarem i podarkami zdołał większość z nich pozyskać dla wiary. Obchodził poszczególne rejony Zielonej Wyspy, wstępując najpierw do ich władców i prosząc o zezwolenie na głoszenie Ewangelii. W Armagh założył swoją stolicę, skąd czynił wypady na cały kraj.
    Nie jeden raz przeszkadzano mu w jego misji; zdarzały się zamachy na jego życie. Na ogół jednak praca jego miała ton spokojny. Spotykał się z życzliwością tak poszczególnych władców, jak i miejscowej ludności. Aby sobie nie zrażać władców niektórych grup etnicznych, dla poszczególnych szczepów ustanawiał biskupów. Kapłanów, których zadaniem było niesienie im pomocy, podobnie jak to uczynił św. Augustyn i św. German, zobowiązał do życia wspólnego na wzór klasztorów. Do liturgii wprowadził obrządek, jaki wówczas był powszechnie przyjęty w Galii (we Francji).
    Do nawrócenia całej wyspy św. Patryk potrzebował wielu ludzi. Misjonarze na jego apele zgłaszali się tłumnie. Największą wszakże pomocą byli dla niego mnisi. Z nich to tworzył ośrodki duszpasterskie. Tak więc w Irlandii powstał jedyny w swoim rodzaju zwyczaj, że opaci byli biskupami, a mnisi w klasztorach – ich wikariuszami. W tej pracy okazał się dla Patryka mężem opatrznościowym św. Kieran. Według podania Patryk miał wręczyć Kieranowi dzwon, którym tenże zwoływał mnichów i wiernych na wspólne pacierze liturgiczne. To było także osobliwością Irlandii. Zwyczaj dzwonienia rozpowszechnili mnisi irlandzcy po całej Europie. Patryk upowszechnił także zwyczaj usznej spowiedzi.
    Ostatnie dni swojego życia spędził Patryk w zaciszu klasztornym, oddany modlitwie i ascezie. Utrudzony pracą apostolską, oddał duszę Panu 17 marca 461 w Armagh (dziś Ulster, Północna Irlandia), które to miasto stało się odtąd stolicą prymasów irlandzkich. Patryk przeżył ok. 76 lat, w tym ok. 40 lat w Irlandii, która czci go jako swojego apostoła, ojca i patrona. Jest on również patronem Nigerii (nawróconej przez irlandzkich misjonarzy) oraz Montserrat, archidiecezji nowojorskiej, bostońskiej, Ottawy, Armagh, Cape Town, Adelajdy i Melbourne, a także inżynierów, fryzjerów, kowali, górników, upadłych na duchu oraz dusz w czyśćcu cierpiących. Czczony także jako opiekun wiosennych siewów i zwierząt domowych. Zwracają się do niego lękający się węży i ukąszeni przez nie.
    W ikonografii Święty przedstawiany jest w biskupim stroju. Jego atrybutem jest liść koniczyny – dla podkreślenia, że Patryk rozpoczynał ewangelizowanie od wykładania prawdy o Trójcy Przenajświętszej, a także wąż. Inne atrybuty to mitra, pastorał, krzyż, księga, chrzcielnica, węże, harfa.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ___________________________________________________________________________________

    Stróż Zielonej Wyspy, Patryk

    Fragment książki “Współtwórcy Europy”o. Mirewicz Jerzy SJ

    Copyright © Wydawnictwo WAM 2003

    AUTOR/ŹRÓDŁO: WIKIMEDIA COMMONS, SICARR, LICENCJA: 0

    ***

    ur. ok. 389, zm. 461

    Święty Patryk nie urodził się w Irlandii. Przywieźli go tam i sprzedali jako niewolnika Irowie po jednym z pirackich napadów na Brytanię. Miał wówczas lat szesnaście. Było to jego jedyne bogactwo. Chociaż bowiem pochodził z chrześcijańskiej, rzymsko-brytyjskiej rodziny, klerykalnej nawet, ponieważ jego ojciec był diakonem a dziadek kapłanem, to jednak jego uświadomienie religijne obejmowało zaledwie niejasne pojęcie Boga prawdziwego, a wykształcenie ogólne ograniczało się do początków języka łacińskiego. Zdobywał — zwłaszcza to pierwsze — własnym trudem myśli i serca przez sześć długich i samotnych lat, gdy na zielonych pastwiskach przymusowej ojczyzny pasł bydło swego pana. Pasterska służba, samotność i absolutna zależność od drugiego człowieka wiele go nauczyły. Wprawdzie sam będzie się później oskarżał o „wiejskość” swojej teologii oraz metody katechetycznej, a inni zarzucą mu wprost niedouczenie w tych dziedzinach, ale to właśnie on potrafił schrystianizować Irlandię, dla której mieszkańców był najpierw tylko niewolnikiem.

    W tym niewolniku jednak rosło pragnienie apostolstwa i wizja królestwa Bożego o tak szerokich horyzontach, że widział się w nim dalej sługą, ale już dobra duchowego swych panów. By zrealizować tę wizję, ucieka z Irlandii do Galii. Jak był ciekawy wszelkich informacji z zakresu życia duchowego w obcym kraju i jak je umiał zbierać, świadczy fakt, że trafia do świeżo założonej wspólnoty zakonnej w Lérins (Południowa Francja), a później do Auxerre, gdzie przyjął kapłaństwo i przez prawie dziesięć lat odbywał studia. Zdawał sobie bowiem sprawę z tego, w jak odmiennym świecie dotąd się wychowywał i dojrzewał psychicznie — w świecie odciętym od krystalizującej się cywilizacji europejskiej. Irlandia, podobnie jak Szkocja, nie zaznała okupacji rzymskiej z jej ujemnymi i dodatnimi skutkami. Zamknięta w swojej kulturze celtyckiej, oddzielona wodami oceanu od innych ośrodków myśli i działania, broniąca się przed obcymi wpływami oryginalnym kultem religijnym, w którym druidzi odgrywali ważną rolę, pozostawała na uboczu, podczas gdy przez dawne posiadłości Rzymu przeciągało nowe życie z całym bogactwem spraw i problemów. Żeby w Irlandii zaszczepić chrześcijaństwo, należało uwzględnić podstawowe cechy jej kultury oraz zapoznać się z duchem religii jej mieszkańców, nazywanych wówczas także Szkotami. Do nich to wysyła papież Celestyn I biskupa Palladiusza w 431 roku, by zorganizował tam rozproszonych chrześcijan w prawną jednostkę kościelną. Podając ten fakt, Prosper z Akwitanii używa określenia: ad Scottos in Christum credentes. Musiał więc ktoś przed 431 rokiem głosić w Hibernii naukę chrześcijańską, przyjmowaną jednak z wielkimi oporami, co może nam wytłumaczyć i niepowodzenie misji Palladiusza. Irlandia czekała jeszcze na prawdziwego apostoła.

    Honor ten i trud przypadły Patrykowi, który — jak sam wyznaje — we śnie usłyszał wzywający go głos Irów. Władze kościelne bez entuzjazmu potraktowały ofiarowanie się Patryka na pójście za tym głosem. Główną przeszkodą były braki w jego wykształceniu. Dobrze to świadczy o ludziach, od których zależał Patryk, że tak dbali, by misjonarze prawdziwej wiary byli wszechstronnie przygotowani do spełnienia swego obowiązku. W wypadku byłego niewolnika odgrywało rolę jeszcze i to, że posiadał bardzo nikłą znajomość języka łacińskiego — oficjalnego wówczas języka Kościoła. Do końca życia władał nim nieporadnie. Bano się więc, że nawet jego ceniona już wtedy gorliwość nie wystarczy, by przeważyć wpływ druidów na zwartą społeczność celtycką. Pisał o niej ówczesny kronikarz, że jest loricata — opancerzona przeciwko prawdzie i nie kruchym słowem, lecz taranem rozbijać ją trzeba.

    W bardzo kruche słowo uzbrojony, wybrał się jednak z otrzymanym od władz pozwoleniem i błogosławieństwem Patryk jako biskup do ziemi swojej niewoli. Może nie zdawali sobie sprawy jego zwierzchnicy z tego, z jaką mocą miał na tej ziemi stanąć i podbić ją Chrystusowi. A było nią zbierane doświadczeniem osobistym rozpoznanie charakteru ludu irlandzkiego połączone z wielką ku niemu miłością. Prawda zawsze jest najlepiej przekazywana w otoczce miłości. Tę tajemnicę odkrył „niedouczony” biskup i posłużył się nią jak kluczem. Nie był mu potrzebny taran.

    Był to prawdopodobnie rok 432, gdy Patryk rozpoczął pracę apostolską w Irlandii, przede wszystkim na jej zachodnich i północnych krańcach. Zdobył sobie uznanie i przyjaźń króla Loegaira, który wraz z innymi potentatami otoczył opieką jego duszpasterskie wysiłki. Najtrudniejsze — jak można się było spodziewać — miał przeprawy z druidami, nosicielami tradycji religijnej i kulturalnej Celtów. Korzystali ze swojego wpływu na jednolite pod względem kultu i wiary masy, by nawet władcom podsuwać rozwiązania w dziedzinie polityki. „Człowiek ze złotym sierpem” był symbolem siły ponadziemskiej, hierarchicznie zorganizowanej i nieubłaganie łamiącej wszelkie przeszkody. Przeciwstawił jej Patryk krzyż i słowo prawdy.

    Nie posiadamy szczegółowej i pewnej kroniki jego działalności. Pozostawił nam wprawdzie coś w rodzaju autobiografii Confessio (Wyznanie), ale ona nie daje pełnego obrazu przekształcania Irlandii z wyspy pogańskiej w wyspę świętych i uczonych. Tak bowiem (Insula sanctorumInsula doctorum) mówiono o niej w średniowieczu. Dla Patryka była ona najpierw wyspą trudu i niebezpieczeństw. A może trochę i rozczarowań, gdy jego styl apostołowania spotkał się z krytyką.

    Wprowadził bowiem w Irlandii odmienną od kontynentalnej, a nawet brytyjskiej, strukturę administracji kościelnej. Nie mógł jej oprzeć, jak w reszcie Europy, na ośrodkach miejskich, w których rezydowałby biskup, Pater et defensor civitatis. Miast w znaczeniu grecko-rzymskim tam nie było. Korzystając więc z tego, że wielu neofitów z najprzedniejszych również rodów pragnęło całkowicie poświęcić się doskonałości chrześcijańskiej, zakładał klasztory, naokoło których powstawały osiedla, zalążki przyszłych miast. Przełożony klasztoru, obdarzony zwykle sakrą i władzą biskupią, był odpowiedzialny nie tylko za swoją społeczność zakonną, ale i za wszystkich mieszkających w zasięgu jego misjonarskiej działalności. Mnisi irlandzcy odznaczali się od początku wielkim dynamizmem apostolskim i jednocześnie doskonałą taktyką zdobywania zwolenników dla nowej wiary. Przedstawiali bowiem chrystianizm jako naukę i system życia przyjęty przez wszystkie ówczesne cywilizowane narody, do których grona warto należeć, nie tracąc jednak nic z własnej kultury. Chrześcijanie Zielonej Wyspy, przyjmując w administracji kościelnej, studiach i liturgii język łaciński, wiedzieli, że łączą się nim z całością Kościoła jak mostem, a nie jak w krajach podległych kiedyś władzy rzymskiej — kajdanami. Ta ich postawa pewnej niezależności sprawiała, że potrafili walczyć o niektóre formy zewnętrzne rodzimego pochodzenia w praktykach religijnych (specjalny kształt tonsury kleryckiej, odmienny system obliczania daty Świąt Wielkanocnych itp.). Chrześcijaństwo zostało tutaj wszczepione w dobre drzewo celtyckiej kultury.

    Irlandczycy uważają to za dzieło Patryka. Dzieło tym cenniejsze, że dokonane przez „obcego człowieka”, człowieka z kręgu kultury Brytów, przybysza ze Wschodu, który mógł słusznie kierować się osobistymi pretensjami do narodu swoich krzywdzicieli. A tymczasem właśnie on występuje w ich obronie i to przeciwko swym pobratymcom z Brytanii, którzy pod wodzą plemiennych władców najeżdżali Irlandię, grabiąc, mordując i uprowadzając ludność w niewolę. Takim władcą był Korotyk, chrześcijanin, „niegodny tego imienia”, źródło cierpień wielu niewinnych Irów. Zaklinał go Patryk i błagał o pozostawienie w spokoju ludzi, którzy niedawno przyjęli wiarę w Chrystusa, a oto teraz prześladowani są przez Jego wyznawców. Gdy to nie pomogło, pisze list otwarty do żołnierzy Korotyka (Epistula ad Milites Corotici), przeważnie chrześcijan, ostro ich napominając, by nie brali udziału w grzesznych czynach tyrana. Chyba nie łatwo mu było zwracać się do nich w ten sposób: „Ułożyłem i własnoręcznie napisałem te słowa do przekazania i rozszerzenia wśród żołnierzy Korotyka, już nie moich współobywateli ani współobywateli świętych Rzymu, lecz obywateli miejsca zatracenia”. Ponad związki krwi, kultury i języka cenił on sobie bardziej wspólnotę wiary — jak przystało na prawdziwego apostoła — ale to nie pozbawiało go świadomości, że Irlandia nie jest jego domem rodzinnym, a jej mieszkańcy powołują się na inne drzewo genealogiczne. Przypomina nawet w tym liście krzywdy wyrządzone jemu oraz jego rodzinie przez Irów, którym on teraz, ze względu na Chrystusa, służy i służyć pragnie do końca swego życia. W takim bolesnym konkrecie stosunków międzynarodowych krystalizowało się pojęcie „rzeczpospolitej chrześcijaństwa”. Imponowało to prawdopodobnie podopiecznym Patryka. A pociągnięci przezeń i wychowani mnisi naśladowali jego szlachetny gest nakładania na wszelkie granice prawdy Chrystusowej.

    Stał się ten gest cechą charakterystyczną mnichów celtyckich. Peregrinari pro Christo, peregrinari pro amore Dei (pielgrzymować dla sprawy Chrystusowej i Bożej) było motywem wielkiej wędrówki irlandzkich zakonników, którzy uważali za jedną z zasad ascetycznych oderwanie się od najbliższych, od własnego kraju, by w środowisku obcym, często nieprzyjaznym głosić Ewangelię. Powoływali się na przykład Abrahama, o którym czytali w Księdze Rodzaju: „Jahwe rzekł do Abrahama: Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę… Abraham udał się w drogę, jak mu Jahwe rozkazał”. Ta mistyka dalekich dróg i odległych krajów wychowywała ludzi o szerokim spojrzeniu na sprawy całego świata, ludzi ofiarnych, ludzi rozkochanych w wielkich przygodach duchowych własnych i cudzych. Szukając tej przygody po mało wówczas znanych ziemiach Europy, scalali je przez wierność Kościołowi w jeden organizm. Tutaj więc również działał duch świętego Patryka. Ożywiony nim Kolumban (540—615) opuszcza Irlandię, udaje się do Francji, gdzie w Wogezach zakłada klasztor Luxeuil, stamtąd wyrusza do Nadrenii, by wreszcie po bardzo urozmaiconym życiu misjonarskim osiąść w Bobbio (północne Włochy), ostatnim etapie swojej wędrówki. Europa — jak każde ważne dzieło w historii — rosła ofiarami jednostek, które formującemu się jej organizmowi nadają duchową treść.

    Jednym z elementów tej treści jest świadomość własnych win i konieczności ich odpokutowania. Patryk wspominając swoją młodość, nazywa się peccator rusticissimus (grzeszny nieuk lub nieokrzesany grzesznik), by tym usprawiedliwić podejmowane przez siebie praktyki pokutne. Podpatrzyli dobrze tę postawę mnisi irlandzcy. Można powiedzieć, że w znacznej mierze oni nauczyli Europejczyków spowiadać się i zdobywać się na jasno określony gest zadośćuczynienia. Służyły do tego „katalogi grzechów z odpowiednimi za nie pokutami”, układane przez surowych, ale sprawiedliwych zakonników, odgrywających wówczas rolę sumienia społeczności wiernych. Kultura jednostkowa i zbiorowa otwarta na pojęcia winy, odpowiedzialności, kary i wyrównania rachunków jest kulturą zdrową. Wychowuje bowiem człowieka, który mówiąc o sobie: jestem grzesznikiem i szukam zmiłowania Pańskiego — zdaje sobie równocześnie sprawę z tego, że do źródła miłosierdzia prowadzi trudna droga naznaczona zawsze jakąś ofiarą i przypomnieniem o cenie ładu. Bohaterem średniowiecza był człowiek „o sercu skruszonym”. Istnieli oczywiście wówczas publiczni grzesznicy, wielcy zbrodniarze, którzy jednak, tknięci łaską i przyjmujący ją, przekształcali się w publicznych również pokutników. Biegła więc poprzez wszystkie klasy społeczne wyraźna linia podziału postaw i czynów ludzkich na złe i dobre. Przy tej granicy czuwali mnisi, którzy — jak ich wzór: Patryk — swoje sądy etyczne formowali przy najważniejszej i świętej relacji: stworzenie i Stwórca. Stosunek do Boga na pierwszym miejscu decydował o wartości moralnej czynów jednostki, wszystkie inne stosunki musiały mu być podporządkowane. Zakonnik miał obowiązek całą duszą przylgnąć do prawd Bożych przede wszystkim i światłem z nich czerpanym posługiwać się w rozwiązywaniu własnych i cudzych problemów. Z tych właśnie czasów pochodzi powiedzenie: Monachus canem agit in fide custodiens bona Domini (mnich w sprawach wiary czuwa jak pies przy dobrach Pana). Potrzebni byli tacy ludzie dbający o to, by w różnych miejscach i odmiennych kulturach chrześcijaństwo wrastało prawidłowo w każdą rzeczywistość, przekształcaną w dobrą naturalną pożywkę dla nadprzyrodzonych cnót. Nic dziwnego, że w tych czasach serca przepełnione radością i nadzieją przypadały do słów Psalmu 23: „Pan jest moim pasterzem; nie brak mi niczego. Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć, orzeźwia mą duszę. Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach przez wzgląd na swoje imię. Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną”.

    Dla świętego Patryka „zielonym pastwiskiem” stała się cała Irlandia. Sam Bóg oprowadzał go po niej, każąc mu głosić prawdę jej mieszkańcom, by z nich znowu wielu wyruszyło na rozległe pastwiska Europy w poszukiwaniu zagubionych w pogaństwie lub herezji dusz. Obraz ten używany bardzo często w ówczesnym słownictwie ascetycznym i duszpasterskim doskonale charakteryzuje epokę nabrzmiałą dynamizmem apostolskim. Pięknie odwdzięczyła się Zielona Wyspa swemu Pasterzowi, rozgłaszając jego chwałę, a jeszcze bardziej sprawdzając trafność jego metody polegającej na indywidualnym działaniu wędrownych mnichów iroszkockich. Ilu ich było, trudno dociec. Pamięć o nich, nie związana z żadnym stałym miejscem pobytu, szybko wygasła. Zapisani w kronice macierzystego klasztoru jako pielgrzymi sprawy Chrystusowej, więcej już na jej karty nie wracali, chyba tylko jakąś legendą lub wyolbrzymioną przekazywaniem z ust do ust pogłoską o ich sukcesach apostolskich w krajach bez nazw, bez historii i bez określonego rzekami czy górami miejsca. Niektórzy badacze początków chrześcijaństwa w Polsce chcą ją widzieć w rzędzie tych krajów objętych działalnością pionierską misjonarzy irlandzkich na długo przed chrztem Mieszka. Hipotezy te odrzuca Aleksander Brückner w Dziejach kultury polskiej dwoma zdaniami: „Mnichom iryjskim przypisywano walny udział w tej mniemanej misji. Że jeden i drugi mnich iryjski między r. 966 a 1066 i do Polski trafił, nie myślimy przeczyć; są po nekrologach najdawniejszych klasztorów dwa, trzy najwyżej nazwiska iryjskie, ależ nic nas nie upoważnia odnachodzić tych misjonarzy i przed r. 966”. Nie tutaj miejsce na rozstrzyganie sporu między historykami. Wolno nam jednak przypuszczać, że gorliwa praca tych bezimiennych misjonarzy docierała przynajmniej pośrednio falami rozszerzającego się chrześcijaństwa do brzegów naszej prehistorii. Działało tutaj również prawo osmozy. Zasięg wpływów chociażby anonimowego apostoła prawdy Chrystusowej jest zawsze szerszy i trwalszy od tych, które się łączy z wielkimi imionami wodzów, filozofów, uczonych i artystów. Dlatego też i Polskę można w pewnej mierze uważać za dłużniczkę świętego Patryka. Przypominają to nam nawet dzwony, które zwołują z wież polskich kościołów na służbę Bożą wierzących, a niewierzącym i walczącym z Bogiem głoszą Jego miłosierną i sprawiedliwą obecność. Patryk bowiem rozpowszechnił zwyczaj posługiwania się dzwonami wzywającymi do uczczenia tajemnic zbawienia, miłosierdzia i sprawiedliwości.

    Takim również dzwonem — oczywiście w przenośni — była jego autobiografia zatytułowana Confessio (Wyznanie). Przerasta ona nawet intencje autora, który prawdopodobnie zamierzał objawić wobec Boga i ludzi swoją postawę wewnętrzną — źródło i wytłumaczenie misjonarskiego gestu. Ale dla uważnego czytelnika będzie zawsze głosem prawdy o człowieku wszystkich czasów, ponieważ mówi o zasadniczych relacjach stworzenia do Stwórcy — jest w niej bowiem wyznanie winy, wyznanie wiary i wyznanie chwały. Cały człowiek w sakralnej perspektywie. Pisał ją Patryk pod koniec życia, spiesząc się, by zdążyć opowiedzieć siebie Bogu i ludziom przed śmiercią. Et haec est confessio mea anteguam moriar — oto moje wyznanie zanim umrę.

    Nie ma w tym wyznaniu głębokiej filozofii ani subtelnych dociekań teologicznych. Treść jego nie została skojarzona z elegancją stylu. Autor używał łaciny ubogiej, od której Cycero, Hieronim i Augustyn odwróciliby się z zażenowaniem i z żalem, że z wykwintnych cesarskich pałaców klasyczny język przeprowadzono do stajenki. Widzieliby w tym upokorzenie pięknej mowy powstałej z natchnienia poetów, trudu prawników i sztuki retorów. Patryk nie zamierzał niczego i nikogo upokarzać poza sobą. Miał świadomość swojej nieporadności w posługiwaniu się łaciną, ale nie to było jego głównym zmartwieniem. Dopiero gdy zestawił grzechy swojej młodości z dobrocią i miłosierdziem Bożym, poczuł lęk a jednocześnie wdzięczność, że oto on, „prostak”, wciągnięty w wielkie sprawy królestwa Chrystusowego, ma swój udział w dziele zbawienia świata. Mógł więc śmiało nazwać się „kamieniem, który tkwił głęboko w błotnistej drodze, aż przyszedł potężny Pan i w miłosierdziu swoim podniósł go i umieścił na szczycie ściany domu swego”. W tym zdaniu jest cały Patryk, pokorny, ale zarazem rozradowany, że ma swoje miejsce w szeregu sług Bożych, tak jak on myślących o uczciwym spełnianiu obowiązku wobec Stwórcy i ludzkości.

    Przewidywał, jak bardzo będzie potrzebna cnota pokory nadchodzącej epoce. Oto bowiem chrześcijaństwu zaczęli się kłaniać królowie. Według świętego Augustyna tkwi w tym niebezpieczeństwo dla jego wyznawców. Zbyt łatwo przywyknąć by mogli do przypisywania sobie owoców łaski i mocy Bożej oraz cierpień i pracy tych męczenników i wyznawców, których dziedzictwo przejęli. Triumfalizm jest zwykle dzieckiem łatwizny. Patryk przyjmował wszystko na kolanach, z wdzięcznością i zdumiewaniem się, że aż tak wiele od Chrystusa, Kościoła i ludzi otrzymał. Zwraca się więc do swoich czytelników ze słowami: „Bądźcie przekonani i wierzcie niezachwianie, że to wszystko było darem Bożym”.

    Średniowiecze dało się przekonać Patrykowi i tym, którzy podobnie określali stosunek Stwórcy do stworzeń. Rozpoczynało swoje dzieje na kolanach, upatrując we wszystkim dar Boży. Była to mądra epoka. Sprawiedliwie oceniała człowieka z jego cnotami i wadami, ponieważ stawiała go zawsze przed trybunałem jedynego Sędziego i powoływała się stale na prawo najwyższe. Była to też epoka uczulona na obecność Boga jako Pana wszechrzeczy, od którego wszystko pochodzi i do którego wszystko wrócić musi. Tylko takiemu Panu służyć całą myślą i każdym czynem warto i trzeba, żeby w sobie ukształtować prawdziwą godność stworzenia rozumnego i wolnego.

    A gdy zbliżał się już zmierzch średniowiecza, człowiek, który łączył w sobie wszystkie jego dobre cechy — Joanna d’Arc — żegnał je, żegnając równocześnie swoje życie, wyznaniem: „Pan Bóg musi być pierwszy obsłużony”. Bóg pierwszy obsłużony to obsłużony też pięknie człowiek i kosmos. Z takiego bowiem gestu służby wyrosła sztuka, filozofia, literatura religijna i świecka średniowiecza. Wszystkie objawy życia zawierały w sobie dostojność i powagę liturgiczną, a liturgia znowu wypełniona była po brzegi żywą oraz głośno wyznawaną prawdą o wierzącym człowieku — o człowieku zachowującym jedność wewnętrzną dzięki zapatrzeniu się w blask królestwa Chrystusowego. Użyte wyżej określenia miały wówczas pełną wartość. Nie zamykano ich tylko w dziełkach ascetycznych i komentarzach Ewangelii. Zrośnięte nawet z szarą codziennością, potrafiły ją tak rozjaśniać, jak złoto-błękitne i purpurowe iluminacje ozdabiające karty ówczesnych manuskryptów opromieniały monotonne szeregi słów i zdań tekstu.

    Używając porównania dziejów chrześcijaństwa w Irlandii do sporządzonego pracowicie manuskryptu, możemy śmiało nazywać Patryka wspaniałym inicjałem, który te dzieje rozpoczyna. Inicjałem bogatym w treść wewnętrzną, w świętość, przy równoczesnej prostocie i nawet ubóstwie opowieści o zewnętrznych losach apostoła Irlandii. Wszystko, co o nim wiemy, znajduje się w jego autobiografii, bardzo oszczędnej, jeśli chodzi o zapis przygód życiowych. Może dlatego zbiegły się do jego postaci legendy, by dodać jej koloru i tak ją wprowadzić w wyobraźnię rodzącej się Europy chrześcijańskiej na równi z innymi bohaterami wiary, myśli i czynu. Widzimy więc w tych legendach Patryka wyrzucającego węże z Zielonej Wyspy albo trzymającego delikatnie w palcach trójlistną koniczynkę jako symbol tajemnicy Trójcy Świętej, albo jeszcze chroniącego przed burzą miejsce wspólnych modlitw. Legendy dorzucane do życia świętych są zwykle znakiem wdzięczności za ich ofiarowanie się na przewodników po trudnych drogach doskonałości chrześcijańskiej. Prawda jednak o nich będzie zawsze piękniejsza od najpiękniejszej legendy.

    Prawda o świętości Patryka da się streścić jego własnymi słowami, że „wszystko jest darem Bożym”. A więc i on jest darem, który czyni historię ludzkości milszą w oczach naszych, bardziej zrozumiałą i bliższą Chrystusa.

    Opoka.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    16 marca

    Święty Gabriel Lalemant,
    zakonnik i męczennik

    Zobacz także:
      •  Święty Renat Goupil, prezbiter i męczennik
    ***
    Gabriel Lalemant był jednym z francuskich misjonarzy jezuickich, pracujących w latach 1642-1649 wśród Indian Huronów i Irokezów w Ameryce Północnej, przede wszystkim w Kanadzie. Pracował i zginął razem z Janem de Brebeuf, który razem z Towarzyszami jest wspominany 19 października.

    Święty Gabriel Lalemant

    Gabriel urodził się w 1610 roku w Paryżu. Był synem adwokata. Mając 20 lat wstąpił do jezuitów. Studiował teologię w Bourges. Przyjąwszy świecenia kapłańskie w 1638 r., uczył w La Feche, Moulins i Bourges. W 1646 roku przybył do Quebecu, gdzie prowadził działalność ewangelizacyjną. W 1648 roku razem z Janem de Brebeuf podjął pracę misyjną wśród Indian w Kanadzie.
    Wielkie zasługi jako misjonarze w Kanadzie położyli jezuici, sulpicjanie i urszulanki (tzw. czarne). Największą przeszkodę dla ich pracy stanowiły odległości – olbrzymie, puste przestrzenie oraz dzikie szczepy Indian. Traktowali oni misjonarzy jako białych kolonizatorów, którzy przybyli tu jedynie w tym celu, by wydrzeć im ojczystą ziemię. Okrucieństwa, jakich dopuszczali się Europejczycy na Indianach, jeszcze bardziej zwiększały ich wrogość.
    Jednak praca misyjna powoli przynosiła owoce. W 1649 r. było już 7 tys. ochrzczonych Indian. Niestety, dzieło misjonarzy zostało zniszczone przez dzikich Irokezów. 16 marca 1649 r. napadli oni na wioski Huronów i wymordowali większość mieszkańców. Ze szczególną zawziętością dręczyli misjonarzy. Zachował się opis okrutnego męczeństwa o. Jana de Brebeuf. Prawdopodobnie w taki sam sposób zginął także o. Gabriel Lalemant. Razem z innymi jezuickimi męczennikami został beatyfikowany przez Piusa XI w 1925 roku, a kanonizowany w 1930 r.
    Następcy męczenników kontynuowali dzieło ewangelizacyjne. W 1674 r. udało się założyć pierwszą diecezję kanadyjską w Quebecu. Biskup Laval założył w tym mieście pierwsze seminarium duchowne, które dało początek francuskojęzycznemu uniwersytetowi, istniejącemu do dzisiaj pod nazwą Uniwersytet Laval.
    Od 1926 r. w Midland (w prowincji Ontario), w miejscu, gdzie odkryto grób Jana de Brebeuf i Gabriela Lalementa, istnieje sanktuarium Jezuickich Męczenników Kanadyjskich. Modlą się tam miejscowi Indianie oraz liczni przedstawiciele kanadyjskich imigrantów. Do tego miejsca od ponad 50 lat na uroczystość Wniebowzięcia Matki Bożej pielgrzymuje kanadyjska Polonia (od ok. 30 lat również w pieszej pielgrzymce, której towarzyszą co roku polscy biskupi).
    Sanktuarium to nawiedził w 1984 r. papież św. Jan Paweł II, który powiedział wówczas: “Przywołajmy na chwilę tych heroicznych świętych, których w tym miejscu czcimy, a którzy zostawili nam tak wspaniałe dziedzictwo”, a później dodał: “To sanktuarium męczenników jest miejscem pielgrzymek i modlitw, monumentem Bożego błogosławieństwa dla przeszłości, inspiracją dla nas, spoglądających w przyszłość”.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    15 marca

    Święty Klemens Maria Hofbauer, prezbiter

    Zobacz także:
      •  Święta Ludwika de Marillac, zakonnica
      •  Błogosławiony Artemides Zatti, zakonnik
    ***
    Święty Klemens Maria Hofbauer

    Klemens urodził się 26 grudnia 1751 roku na Morawach w Tasovicach w licznej czeskiej, choć zniemczonej rodzinie rzeźnika. Na chrzcie otrzymał imię św. Jana Apostoła. Gdy miał 7 lat, zmarł jego ojciec. Matka potrafiła nie tylko zapewnić dwunastce dzieci utrzymanie, ale przede wszystkim głębokie wychowanie religijne. Jego ojciec nazywał się Dvorak, ale gdy z Budziejowic Czeskich przeniósł się do miejscowości, gdzie istniała silna kolonia niemiecka, zaczął używać niemieckiego odpowiednika Hofbauer. Ponieważ ubóstwo matki nie pozwoliło Janowi się kształcić, podjął pracę jako piekarz. Nie miał wszakże spokoju: nurtowało go bowiem pragnienie poświęcenia się na służbę Bożą. Dlatego za oszczędzony grosz wraz ze swoim przyjacielem, Piotrem Kunzmannem, udał się do Rzymu, a potem do Tivoli, gdzie wstąpił do eremitów. Nie czuł się tam jednak dobrze. Gnał go żar pracy apostolskiej. Dlatego wystąpił z eremu i wrócił do kraju. W klasztorze norbertanów w Klosterbruck chodził do gimnazjum, a równocześnie służył w klasztorze, by w ten sposób opłacić swoją naukę i utrzymanie. Na nowo podjął też pracę piekarza. Codziennie uczestniczył we Mszy świętej i pobożnie do niej służył. To zwróciło uwagę na niego pewnych pań, które pomogły mu poświęcić się studiom wyższym na uniwersytecie wiedeńskim.
    W Rzymie zetknął się z niedawno założonym przez św. Alfonsa Marię Liguoriego zakonem redemptorystów, do którego wstąpił. Przyjął wówczas imiona Klemens Maria. Ponieważ miał już ukończone studia teologiczne, zaraz po złożeniu ślubów zakonnych otrzymał święcenia kapłańskie (1785). Miał już wtedy 34 lata. Jako neoprezbiter został wysłany do Wiednia, a następnie na Pomorze. Zatrzymał się na jakiś czas w Warszawie. Chwilowy postój przemienił się w pobyt trwający 21 lat (1787-1808).
    Klemens przybył do Warszawy z dwoma przyjaciółmi: z o. Hublem i bratem Kunzmannem. Ze względu na złe drogi i panującą jeszcze zimę nuncjusz papieski polecił gościom pozostanie w stolicy przez pewien czas. Biskup poznański, do którego należała wówczas Warszawa, powierzył im opiekę nad kościołem św. Benona w Warszawie. Był on przeznaczony dla katolików niemieckich. Polecono również Klemensowi czasową opiekę nad kościołem pojezuickim przy katedrze, gdyż po kasacie tego zakonu (1773) kościół niszczał. Redemptorystom oddano równocześnie pod opiekę dom sierot i szkołę rodzin rzemieślniczych. Na audiencji u króla Stanisława Augusta Poniatowskiego Klemens otrzymał zapewnienie pomocy materialnej. Podobną pomoc zadeklarowała Komisja Edukacji Narodowej, a także sejm w Grodnie. Skoro zaś dzieło zostało rozpoczęte, trzeba je było dalej prowadzić. W taki to sposób Klemens pozostał już w Warszawie.Utrzymanie kościołów, sierocińca, internatu i szkoły wymagało znacznych środków. Czasami Klemens musiał żebrać, aby zdobyć niezbędne środki. Zachowała się historia o tym, jak pewnego dnia zaszedł po prośbie do karczmy. Kiedy zwrócił się o datek do grających w karty, jeden z graczy uderzył go w twarz, na co Święty odpowiedział: «To dla mnie, a co dla moich sierot?» Skruszeni kompani oddali całą wygraną. Prowadził działalność charytatywną, opiekował się służącymi – których było wtedy w stolicy około 11 tysięcy. Uruchomił drukarnię i wydawnictwo książek religijnych oraz stowarzyszenie dla pogłębiania wiedzy religijnej. W ten sposób powstała pierwsza placówka jego zakonu w Polsce. Był wybitnym kaznodzieją.
    Dla zapewnienia trwałości rozpoczętego dzieła Klemens rekrutował z chłopców przyszłych redemptorystów. Oddawał ich do szkół gimnazjalnych, a potem sam uczył ich filozofii i teologii aż do święceń kapłańskich. Po 8 latach miał 7 kapłanów. Założył także nowicjat. W roku 1803 miał już 18 kapłanów, a w roku 1808 łączna liczba redemptorystów wyniosła 36. Władze zakonu, widząc błogosławione owoce jego pracy, mianowały Klemensa wikariuszem generalnym na tereny na północ od Alp, zezwalając mu na dużą swobodę w działaniu.
    Gdy po III rozbiorze Polski Warszawa znalazła się pod okupacją Prus, zaczęły się prześladowania. Daremnie Klemens słał memoriały do króla Fryderyka II, wykazując, że do szkoły elementarnej chodzi 256 chłopców i 187 dziewcząt; że jest to jedyna w Warszawie szkoła dla dziewcząt; że dzieci są ubogie i korzystają z nauki bezpłatnie; że wiele wśród nich jest bezdomnych sierot, które także z internatu korzystają bezpłatnie. Nic nie pomogło. Nadszedł dekret likwidacji szkoły.
    Napoleon na wniosek marszałka Davouta podpisał wyrok, skazujący redemptorystów, zwanych także benonitami (od kościoła św. Benona), na wywiezienie ich do twierdzy w Kostrzyniu nad Odrą. Działo się to 20 czerwca 1808 roku. Tam po miesiącu uwolniono redemptorystów, ale nie pozwolono im wracać do Polski. W tej sytuacji Klemens udał się do Wiednia. Osiadł przy kościele sióstr urszulanek. Był niezmordowany w konfesjonale i na ambonie. Otoczył opieką młodzież, zwłaszcza uczęszczającą na uniwersytet, chętnie ją wspomagał duchowo i materialnie. Zdołał skupić koło siebie grupę inteligencji wiedeńskiej i przez nią rozwinąć zbawczy wpływ na innych. Oni to przyczynili się do odrodzenia religijnego w Austrii.
    Zmarł w opinii świętości 15 marca 1820 roku. Jego pogrzeb był prawdziwą manifestacją w Wiedniu. W roku 1848 rewolucja skasowała redemptorystów w Austrii. Uległo wówczas zniszczeniu archiwum prowincji zakonu z bezcennymi dokumentami, dotyczącymi działalności Klemensa. W roku 1862 odbyła się ekshumacja i przeniesienie jego śmiertelnych szczątków z cmentarza komunalnego do kościoła redemptorystów. W roku 1888 papież Leon XIII wyniósł sługę Bożego do chwały błogosławionych, a w roku 1904 papież św. Pius X wpisał go uroczyście do katalogu świętych. Ze względu na to, że św. Klemens spędził 21 najpiękniejszych swoich lat w Warszawie, Episkopat Polski włączył go do katalogu świętych polskich. Jest jednym z patronów Warszawy, a także kelnerów i piekarzy.
    W ikonografii św. Klemens przedstawiany jest w habicie. Jego atrybutem jest krzyż.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    _______________________________________________________________________________-

    Apostoł Warszawy – św. Klemens Maria Hofbauer

    Apostoł Warszawy - św. Klemens Maria Hofbauer

    św. Klemens Maria Hofbauer/P.Rinn (PD)

    ***

    Do Warszawy trafił przejazdem. Pozostał w niej 21 lat. Tu przeżywał chwile dla Polski wielkie, ale także czasy wypełnione hańbą. Z wielkim poświęceniem organizował w naszej stolicy szkoły i prowadził dzieła charytatywne. Nazywał się Klemens Maria Hofbauer (Dworzak). Czczony jest jako apostoł Warszawy.

    Urodził się na Morawach w roku 1751. Pochodził z ubogiej rodziny. Dzięki swej pracowitości i ludzkiej życzliwości ukończył studia w Wiedniu i wstąpił do Redemptorystów w Rzymie. Święcenia kapłańskie przyjął w wieku 34 lat.

    Przełożeni polecili mu w roku 1787, by udał się nawracać protestantow na Pomorzu. Po szczegółowe instrukcje przyjechał do Warszawy. Była zima, drogi w fatalnym stanie, więc nuncjusz papieski kazał św. Klemensowi Marii i jego dwom towarzyszom poczekać w naszej stolicy do wiosny. Powierzono ich opiece kościół pod wezwaniem św. Benona, przeznaczony dla duszpasterstwa Niemców przebywających w Warszawie, a także sierociniec i szkołę rodzin rzemieślniczych. Podjąwszy prowadzenie tych dzieł Klemens Maria pozostał w polskiej stolicy. Stworzył tu pierwszą w Polsce placówkę Redemptorystów.

    Doznawał licznych prześladowań. Na jego działalność bardzo niechętnie patrzyli zaborcy. Szczególnie wiele uwagi poświęcał dzieciom i młodzieży. Dbał o to, aby dać im jak najlepsze wykształcenie. Organizowaną przez siebie pomocą charytatywną obejmował coraz większe grono dzieci osieroconych, opuszczonych. Równocześnie nie zaniedbywał pracy duszpasterskiej z dorosłymi. Był wybitnym kaznodzieją. Uruchomił drukarnię, utworzył wydawnictwo, publikował książki religijne i podręczniki.

    W roku 1808 Napoleon polecił Redemptorystom opuścić Warszawę. Święty Klemens Maria Hofbauer pojechał do Wiednia. Tu podjął działalność podobną do tej, którą prowadził w Warszawie, a także zajął się młodą inteligencją.

    Zmarł w Wiedniu w roku 1820.

    Znana jest opowieść o tym, jak to w trosce o utrzymanie sierocińca prowadzonego w stolicy Polski musiał żebrać. Ktoś poproszony przez św. Klemensa Marię o datek, tak się zirytował, że uderzył go w twarz. Apostoł Warszawy przyjął policzek z godnością i powiedział: “To dla mnie, a co dla moich sierot?”.

    Dziś taka postawa wielu ludziom wydaje się niezrozumiała. Jeśli nawet podejmują jakieś działania dobroczynne, dbają o to, aby zostały jak najlepiej rozreklamowane. Tymczasem świadczenie dobra często nie tylko nie przynosi pochwał, ale związane jest z upokorzeniami. Nie brak i dzisiaj ludzi, którzy – na przykład prowadząc ochronki przy parafiach – czasami muszą znieść wiele drwin i cierpkich słów od tych, do których zwracają się o wsparcie. Przyjmują je pokornie, zatroskani o los potrzebujących.

     wiara.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    14 marca

    Święta Matylda



    Święta Matylda, patronka fałszywie oskarżonych
    fot. G. Freihalter via Wikipedia, CC BY-SA 3.0
    ***

    Matylda von Ringelheim (Matylda Westfalska) urodziła się w 895 r. w Westfalii. Była córką księcia saskiego Teodoryka (Dietricha) i Reinhildy – pochodzącej z duńskiego rodu królewskiego. Matylda kształciła się i młode lata spędziła w klasztorze benedyktynek w Herford pod okiem babki ze strony ojca, także Matyldy – ksieni klasztoru. Lata tu spędzone będzie zawsze zaliczać do najpiękniejszych w życiu. Tu także zasmakowała w modlitwie i w służbie Bożej.
    Mając 14 lat, w 909 r., poślubiła Henryka Ptasznika, który w trzy lata potem został księciem Saksonii, a w roku 919 królem Niemiec. Znany jest w historii pod imieniem Henryka I (919-936). Życie królowej upływało w spokoju. Mąż dał jej zupełnie wolną rękę w czynieniu dobra. Dla Bożej chwały i dla dobra ubogich nie żałowała pieniędzy. Św. Matylda dała Henrykowi I pięcioro dzieci: Jadwigę, przyszłą żonę księcia Paryża Hugona Wielkiego, matkę Hugona Kapeta; następcę tronu Ottona, późniejszego cesarza Niemiec (Otton I Wielki, 962-973); Gerbergę, która wyszła za księcia Lotaryngii, a potem za króla Francji, Ludwika IV; Henryka I, późniejszego księcia Bawarii oraz św. Brunona I, od roku 953 arcybiskupa Kolonii.
    Z mężem swoim Matylda przeżyła jako wzorowa małżonka 25 lat. Po śmierci męża (2 lipca 936 r.) musiała patrzeć na wojnę domową, jaka wybuchła o tron królewski pomiędzy jej synami: Ottonem i Henrykiem. Zwycięzcą został Otton, a Henryk jako rekompensatę otrzymał księstwo bawarskie. Nowy władca wiele przykrości wyrządził matce, oskarżając ją o to, że jest zbyt rozrzutna na cele religijne. Sam jednak szafował państwowym majątkiem bez miary, gdyż prowadził stale wojny: najpierw ze swoim bratem, Henrykiem, potem z papieżem, z królem Czech i ze Słowianami na Wschodzie.
    Matylda cierpiała nad tym wszystkim. Popierała jednak syna w założeniu metropolii w Magdeburgu w roku 960 i zależnych od niej biskupstw: w Braniborze (Brandenburg), w Hobolinie (Hawelbergu) i w Oldenburgu, które były położone między Łabą a Odrą na terenach słowiańskich. Cesarzowi przyświecała myśl polityczna, by po prostu biskupstwa te były ośrodkami germanizacji. Królowej natomiast przyświecała myśl pozyskania Słowian dla wiary.
    W 955 r. królowa Matylda przeżyła śmierć swojego najstarszego syna, Henryka, a dziesięć lat później – najmłodszego, św. Brunona, arcybiskupa. Pod koniec życia dotknęło ją jeszcze jedno bolesne przeżycie – śmierć wnuka, biskupa Wilhelma z Moguncji, którą sama przewidziała.
    W ostatnich latach życia Matylda oddała się wyłącznie modlitwie i uczynkom miłosierdzia. Codziennie przy swoim stole gościła ubogich, widząc w nich samego Pana Jezusa. Hojnie wspomagała kościoły i klasztory ze swoich osobistych majętności. Wystawiła dwa duże opactwa: benedyktynów w Northausen i benedyktynek w Kwedlinburgu. Dlatego ikonografia często przedstawia Świętą z kościołem i klasztorem w ręce. W opactwie w Kwedlinburgu spędziła końcowe lata życia. Tam też przeszła do wieczności 14 marca 968 roku w wieku 73 lat. Pochowano ją obok męża w Kwedlinburgu w kaplicy zamkowej. Od roku 1539 kościół ten jest w ręku protestantów. W roku 1858 katolicy wystawili ku czci św. Matyldy nowy kościół. Pierwszy życiorys królowej ukazał się już w wieku X – a więc tuż po śmierci Świętej. Drugi życiorys polecił napisać św. Henryk II, cesarz niemiecki. Jest patronką fałszywie oskarżonych, wdów, dużych rodzin, rodziców, którym zmarły dzieci.
    W ikonografii przedstawiana w stroju królowej. Jej atrybutami są: korona, budynek klasztoru, jałmużniczka.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    _________________________________________________________________________________

    fot. SANTO DEL DIA/YouTube

    ***

    Św. Matylda

    Matka ludzi strapionych i zasmuconych

    Nie szczędziła królewskich skarbów i zapasów na pomoc biednym, a za jej rozrzutność zaczęli ją prześladować… synowie. Św. Matylda patronuje rodzinom wielodzietnym oraz osobom niesłusznie oskarżonym. Wstawiennictwa mogą u niej szukać również rodzice, którym zmarły dzieci. Wspominamy ją 14 marca.

    Posiadłość królewska jak… klasztor

    Matylda urodziła się w 895 r. w Westfalii, jej matka, Reinhilda, pochodziła z rodu królewskiego. W młodości Matylda pobierała nauki u samej ksieni benedyktyńskiej, a zarazem swojej babki. W klasztorze zdobywała nie tylko wiedzę, ale również uczyła się prac domowych. Wspominając później ten czas jako „najlepsze lata życia” sama fundowała powstawanie klasztorów.

    Mając czternaście lat wyszła za mąż za Henryka Ptasznika – późniejszego króla Niemiec. W sposób zaskakujący Matylda przeobraziła królewską posiadłość niemal w klasztor, zachęcając wszystkich do regularnych praktyk religijnych i będąc przykładem żywej wiary – przez większość nocy modliła się, a każdy dzień zaczynała od Mszy Świętej. Jej spokój ducha i łagodność miały dobry wpływ na króla Henryka. Kiedykolwiek się na nią pogniewał, Matylda cierpliwie czekała, aż się uspokoi i dopiero potem wracała do rozmowy – nie chciała kłótniami narzucać mężowi swoich decyzji. Często razem odprawiali nabożeństwa, a gdy Matylda chciała modlić się sama – mąż jej w tym nie przeszkadzał.

    Królowa potrzebujących

    Jako Królowa nie szczędziła pomocy potrzebującym – wierzyła, że w każdym z nich jest Chrystus i dzięki nim jest bliżej Niego. Uważała się za matkę ludzi strapionych i zasmuconych. Odwiedzała więźniów, niektórym wypraszając ułaskawienie. Podania mówią, że co sobotę kąpała bezdomnych i pielgrzymów i nawet dwa razy dziennie rozdawała biednym zapasy z królewskiego spichlerza. Co więcej – dopóki cała przeznaczona na pomoc żywność nie została rozdana, królowa również sama nic nie jadła.

    Mąż, Henryk, dał żonie zupełną swobodę w czynieniu dobra. Matylda nie żałowała więc pieniędzy dla tych, którzy potrzebowali wsparcia. Wykorzystywała to również jako okazję do dawania świadectwa – wielu biedaków, uzyskawszy pomoc od królowej, nawracało się i zaczynało nowe, pobożne życie. Matylda nie zapominała również o pomocy zwierzętom. W swojej pobożności bardzo upodobała sobie… koguty, które „swoim pianiem budzą wierzących do służby Chrystusowi”. Dokarmiała również ptaki, aby „chwaliły imię Stwórcy”.

    Żona dobra i kochająca

    Matylda urodziła Henrykowi pięcioro dzieci – Jadwigę, przyszłą żonę księcia Paryża Hugona Wielkiego i matkę Hugona Kapeta; Ottona, przyszłego cesarza Niemiec; Gerbergę, późniejszą żonę francuskiego króla Ludwika IV; Henryka I, księcia Bawarii oraz św. Brunona I arcybiskupa Kolonii. Małżeństwo przeżyło wspólnie 25 szczęśliwych lat, niestety król Henryk Ptasznik śmiertelnie zachorował.

    Umierając powiedział o swojej żonie piękne słowa, pełne wdzięczności za jej dobroć i miłość: „Nigdy nikt nie miał żony, której wierność byłaby bardziej niewzruszona, gorliwość do czynienia wszelkiego dobra nie byłaby bardziej sprawdzona. Przyjmij podziękowanie za to, że łagodziłaś mój gniew, że we wszystkich sprawach dawałaś mi zbawienne rady i prowadziłaś mnie często do sprawiedliwości i łagodności, napominając abym się litował nad ciemiężonymi. Polecam Ciebie i nasze dzieci wszechmogącemu Bogu i wstawiennictwu jego wybrańców. Jemu także polecam moją duszę”.

    Oskarżona przez synów

    Po śmierci męża Matylda była świadkiem wojny domowej, jaka wybuchła między Ottonem i Henrykiem, pretendentami do objęcia tronu. Otto został wyznaczony na następcę przez swojego ojca, wygrał również wojnę z bratem. Konflikt ten miał wpływ również na królową. Synowie oskarżali ją, że zbyt rozrzutnie pomaga biednym i kazali matce zamieszkać w klasztorze. Tam Matylda znosiła ubóstwo, traktując je pokornie jako plan Boży. Wstawiła się za nią jej synowa, żona Ottona i synowie cofnęli karę.

    Mając 60 lat straciła syna, Henryka. Jego śmierć odebrała Matyldzie zupełnie przywiązanie do rzeczy ziemskich. Całkowicie oddała się modlitwie, czytaniu pobożnych książek i żywotów świętych. Wciąż nie przestawała jednak pomagać ubogim, posyłając im owoce i najlepsze potrawy – zdarzało się, że wysyłane posiłki przynosiły chorym uzdrowienie.

    Im większe zaszczyty, tym większe wezwanie do pomocy słabszym

    Pan Bóg objawił Matyldzie dokładny czas jej śmierci, dzięki czemu królowa mogła przygotować się na własne odejście. Zmarła mając 73 lata, opatrzona sakramentami i o tej samej porze dnia, w której zwykła rozdawać potrzebującym pieniądze i żywność.

    Święta Matylda uczy nas, że niezależnie od tego kim jesteśmy, powinniśmy dawać świadectwo swojej wiary. Jej historia pokazuje też, że im większe zaszczyty nas spotykają, tym bardziej jesteśmy wezwani do pomocy tym, którzy są o wiele bardziej potrzebujący. Wśród świętych są ludzie o przeróżnych zawodach i statusach społecznych, ludzie różnych ras i żyjących w każdym czasie. To znak, że świętość jest możliwa dla każdego.


    Modlitwa za wstawiennictwem św. Matyldy

    Boże, któryś serce świętej Matyldy cesarzowej, od zamiłowania marności tego świata odwracając, udarować raczył miłością Twoją i wielką nad biednymi litością; spraw miłościwie za jej pośrednictwem, prosimy, abyśmy serca nasze od znikomych dóbr ziemskich odwracając, a wedle możności naszej wspierając cierpiących bliźnich, dostąpili przyobiecanych przez Ciebie owoców najobfitszego miłosierdzia Twego. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

    Litania do św. Matyldy

    Kyrie elejson, Chryste elejson, Kyrie elejson.
    Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.
    Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami.
    Synu, Odkupicielu świata, Boże,
    Duchu Święty, Boże,
    Święta Trójco, Jedyny Boże,
    Święta Maryjo, módl się za nami.
    Święta królowo Matyldo,
    Święta Matyldo, Wierna służebnico Boga, 
    Święta Matyldo, Z Bogiem na modlitwie złączona, 
    Święta Matyldo, Wzorze modlitwy, skupienia i kontemplacji, 
    Święta Matyldo, Ciesząca się łaską świętej wiary, 
    Święta Matyldo, Z wiarą łącząca dobre czyny, 
    Święta Matyldo, Pełna mocnej nadziei, 
    Święta Matyldo, Miłująca Chrystusa i Jego Ewangelię, 
    Święta Matyldo, Wzorze miłości Boga i bliźniego, 
    Święta Matyldo, Przeniknięta duchem miłosierdzia, 
    Święta Matyldo, Pocieszycielko strapionych, 
    Święta Matyldo, Opiekunko ubogich, 
    Święta Matyldo, Wzorze gościnności, 
    Święta Matyldo, Goszcząca Chrystusa w ubogich, 
    Święta Matyldo, Przykładdzie życia chrześcijańskiego, 
    Święta Matyldo, Wzorowa małżonko królewska, 
    Święta Matyldo, Wzorze życia cnotliwego, 
    Święta Matyldo, Mężnie znosząca przykrości, 
    Święta Matyldo, Fundatorko kościołów i klasztorów, 
    Święta Matyldo, Ozdobo chrześcijańskich kobiet, 
    Święta Matyldo, Ciesząca się chwałą nieba, 
    Święta Matyldo, Nasza orędowniczko u Boga.

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie!
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie!
    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami!

    K.: Do Ciebie Panie lgnie moja dusza,
    W.: Prawica Twoja mnie wspiera.

    Módlmy się:  Ześlij nam, Boże, ducha mądrości i miłości, którym napełniłeś swoją służebnicę, świętą Matyldę, abyśmy wiernie Ci służąc, za jej wzorem podobali się Tobie przez wiarę i uczynki.  Amen.

    Otylia Sałek/Stacja7.pl


    ______________________________________________________________________________________________________________

    13 marca

    Święta Krystyna, męczennica

    Zobacz także:
      •  Święta Patrycja z Nikomedii, męczennica
      •  Święty Nicefor, biskup
    ***
    Święta Krystyna

    Krystyna urodziła się w Persji. Kiedy pogański król perski, Chozroes I, rozpoczął krwawe prześladowanie, św. Krystyna miała należeć do pierwszych osób, które padły jego ofiarą. Jej męczeńska śmierć miała nastąpić 13 marca 559 roku. Z dekretem prześladowczym Chozroesa łączył się pogrom, jaki poganie urządzili ludności chrześcijańskiej w Persji. Św. Krystyna musiała należeć do znakomitszych wśród nich, skoro tak prędko padła ofiarą prześladowania. Perskie imię Świętej miało brzmieć Jazdin. Święta ma nadto jeszcze imiona: Sira i Sirin.W ikonografii św. Krystyna przedstawiana jest w szacie matrony z palmą męczeńską w ręku.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________


    12 marca

    Święty Alojzy Orione, prezbiter

    Zobacz także:
      •  Święty Maksymilian, męczennik
    ***
    Święty Alojzy Orione

    Alojzy urodził się 23 czerwca 1872 r. jako syn kamieniarza w Pontecurone, w pobliżu Tortony (Włochy). Był najmłodszym z czterech braci. Imię Alojzy otrzymał na chrzcie dla upamiętnienia przedwcześnie zmarłego brata. Matka chciała chłopcu dać w św. Alojzym najpiękniejszy wzór do naśladowania. Orione otrzymał jeszcze jedno imię, Jan, gdyż właśnie 24 czerwca odbył się jego chrzest. W wieku 6 lat Alojzy rozpoczął naukę w szkole prywatnej w stopniu podstawowym. W wolnych godzinach pomagał w domu. W trzynastym roku życia zgłosił się do franciszkanów. Pozostał tam jednak niecały rok – musiał wracać do domu, gdyż rozchorował się na zapalenie płuc. Po powrocie do zdrowia pomagał ojcu w brukowaniu ulic i dróg.
    Miejscowy proboszcz poznał się na niezwykłych zaletach chłopca – zarówno moralnych, jak i duchowych. Dlatego umieścił go w internacie, który założył i prowadził św. Jan Bosko w Turynie (wrzesień 1886 r.). Orione miał wówczas 14 lat. Ponieważ należał do najlepszych uczniów, przełożeni mieli nadzieję, że młodzieniec zgłosi się do nowicjatu, by w szeregach salezjanów pracować dalej. Orione jednak po wewnętrznej walce uznał, że jego droga jest gdzie indziej. Wstąpił do diecezjalnego seminarium duchownego w Tortonie (październik 1889 roku). Miał wówczas 17 lat. Ponieważ rodziców nie było stać na opłacanie kosztów nauki w seminarium, mieszkał wraz z klerykami-kolegami w małej przybudówce, należącej do katedry, i usługiwał do Mszy świętej kanonikom. Równocześnie był stróżem katedry. 13 kwietnia 1895 roku otrzymał święcenia kapłańskie. Miał wówczas 23 lata.
    Jako kleryk seminarium biskupiego Alojzy zbierał w swojej izdebce ubogich chłopców i uczył ich prawd wiary. Wspierał ich także materialnie, o ile tylko pozwalały na to jego skromne możliwości. Biskup, widząc wcześniej u Alojzego jako kleryka tę pracę apostolską, przeznaczył go już jako neoprezbitera do konwentu św. Klary, powierzając mu duchowe kierownictwo wobec tamtejszej młodzieży. Równocześnie młody kapłan udzielał się chętnie z kazaniami i rekolekcjami w okolicznych parafiach. Nawiedzał szpitale, więzienia, domy ubogich, by nieść pomoc duchową.
    Alojzy zdawał sobie wszakże sprawę z tego, że zadanie jest ponad siły i że należy zapewnić trwałość rozwiniętemu dziełu. Dlatego, podobnie jak św. Jan Bosko, zaczął sobie dobierać wśród wychowanków przyszłych kapłanów i wychowawców. Tak powstała w roku 1903 nowa rodzina zakonna pod nazwą Synów Bożej Opatrzności, zwana popularnie orionistami. Z czasem powstała także gałąź żeńska. Następnie Alojzy założył zakon kontemplacyjny, który miał stanowić duchowe i modlitewne zaplecze dla podejmowanej działalności.
    Alojzy zakładał szkoły, uczył w nich rzemiosła, przygotowywał do pracy na roli, tworzył internaty. Pełen troskliwości o zbawienie dusz nie zapomniał Don Orione także o misjach zagranicznych, zakładając placówki m.in. w Argentynie, Brazylii, Chile i Urugwaju, by nieść pomoc włoskim emigrantom.Don Orione łączył aktywność z kontemplacją. Przeprowadził akcje ratunkowe po trzęsieniu ziemi w okolicach Mesyny oraz Reggio di Calabria w 1908 r. Na własnych rękach wynosił rannych, dostarczał żywność głodnym, starał się o dach nad głową dla bezdomnych, przygarniał do swoich domów sieroty. W rejonie klęski pozostał trzy lata, mobilizując wszelkie dostępne sobie środki do niesienia pomocy. Podobną pomoc niósł w mieście Marsica (Marsi) w Abruzzach, nawiedzonych trzęsieniem ziemi w roku 1915.
    Szczególnie ciepły stosunek żywił Alojzy do Polski. Mimo że nigdy w niej nie był, ukochał ją za jej szczególną wierność Bogu, za jej umiłowanie wolności i za szczególne nabożeństwo polskiego narodu do Najświętszej Maryi Panny. Zwykł był mawiać, że gdyby nie był Włochem, chciałby być Polakiem. Gdy 1 września 1939 roku Niemcy hitlerowskie napadły na Polskę, kazał odprawić w intencji naszej Ojczyzny nabożeństwo błagalne o ratunek dla niej. Przy ołtarzu kazał umieścić biało-czerwoną flagę. Orioniści rozpoczęli pracę w Polsce jeszcze za życia Założyciela, w 1923 r.
    Alojzy Orione zmarł na zawał serca 12 marca 1940 r. w San Remo, powtarzając szeptem: “Jezu! Jezu! Idę!”. Jego ciało spoczywa w Tortonie, w założonym przez niego w 1931 r. sanktuarium Madonna della Guardia (Matki Bożej Czuwającej), najważniejszym kościele orionistów. Św. Jan Paweł II ogłosił go błogosławionym w 1980 r. Jego kanonizacji dokonał 16 maja 2004 r. w Rzymie.
    Dziś Małe Dzieło Opatrzności Bożej to duża rodzina zakonna, do której należą księża i bracia – Synowie Bożej Opatrzności, Pustelnicy Bożej Opatrzności (zajmujący się ewangelizacją wsi), czynne Małe Siostry Misjonarki Miłosierdzia, siostry Sakramentki Niewidome, Siostry Kontemplatywne od Jezusa Ukrzyżowanego, Orioński Instytut Świecki oraz Ruch Świecki. Ich szczególnym charyzmatem jest praca wychowawcza wśród dzieci, młodzieży i dorosłych, ubogich i odtrąconych przez społeczeństwo. Pracę tę prowadzą orioniści na 4 kontynentach.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    11 marca

    Święty Konstantyn, prezbiter i męczennik

    Zobacz także:
      •  Święty Sofroniusz, biskup
    ***
    Święty Konstantyn

    Konstantyn był królem Szkocji (inne źródła podają, że Kornwalii). Urodzony około 520 r., wstąpił na tron w 537 r., prawdopodobnie po śmierci swojego ojca. Prowadził życie występne. Jednak opamiętał się i rozpoczął żarliwą pokutę. W roku 587 abdykował. Wstąpił do klasztoru irlandzkiego w Offaly. Po otrzymaniu święceń kapłańskich udał się do rodzinnego kraju, aby nieść Ewangelię. Poniósł śmierć męczeńską w 598 r.
    Święty Konstantyn jest czczony w dniu 9 marca w Walii i Kornwalii, 11 marca w Szkocji i 18 marca w Irlandii.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    10 marca

    Świętych Czterdziestu Męczenników z Sebasty

    Zobacz także:
      •  Święty Symplicjusz I, papież
      •  Święty Makary, biskup
    ***
    Świętych Czterdziestu Męczenników z Sebasty

    Do najsilniejszych ośrodków życia chrześcijańskiego w dawnej Armenii należała Sebasta. Dlatego też po wybuchu prześladowania Dioklecjana (+ 313) miasto to musiało złożyć szczególnie krwawe ofiary. Sam Dioklecjan był synem niewolnika w Dalmacji. Jednak dzięki wybitnym zdolnościom uzyskał wolność, w karierze wojskowej pokonywał kolejne stopnie aż został komendantem gwardii cesarskiej, a wreszcie cesarzem rzymskim. W roku 286 przybrał sobie do pomocy i do współrządów jako współcesarza Maksymiliana Herkulesa, a potem jeszcze dwóch innych – Galeriusza (305-311) i Konstancjusza Chlora. Maksymian i Galeriusz wykazywali szczególne okrucieństwo w stosunku do wyznawców Chrystusa. Ten sam kurs kontynuował na Wschodzie następca, cesarz Licyniusz (306-323).
    Właśnie za jego czasów poniosło śmierć męczeńską 40 Męczenników z Sebasty. Legion rzymski, do którego należeli, nosił zaszczytny przydomek Fulminatus, czyli Błyskawica. Namiestnik cesarza nakazał legionistom tego garnizonu złożyć ofiarę kadzidła na ołtarzu rzymskiego bożka. Żołnierze chrześcijańscy w liczbie 40 stanowczo odmówili. Jeden z nich, Cyrion, tak się odezwał do namiestnika, Agrykolanusa, gdy wychwalał męstwo tego legionu i jego zasługi: “Jeśli tak mężnie, jak mówisz, walczyliśmy za cesarza ziemskiego, jakże możesz przypuszczać, że postąpimy inaczej wobec naszego najwyższego Pana, jakim jest Bóg?” Aresztowano wszystkich, zaprowadzono do Sebasty, tam w więzieniu bito ich tak, aż powybijano im zęby, a w końcu skazano ich na zamrożenie.
    Bohaterscy żołnierze uczynili wówczas wspólny testament, w którym pożegnali się ze swoimi rodzinami i prosili, aby byli pochowani wszyscy razem. Tradycja chrześcijańska zachowała imiona owych 40 żołnierzy. Dnia 4 maja 320 roku zaprowadzono ich do Sebasty (dzisiaj Siwas), kazano im się rozebrać i tak nagich wystawiono na całą noc na trzaskający mróz. Zima wtedy była długa i mroźna. Męczennicy błagali Pana Boga tylko o jedno: aby wszyscy, tak jak czterdziestu ich rozpoczęło mękę, tak zdołali ją razem szczęśliwie zakończyć. Oprawcy mieli dla siebie przygotowane ciepłe miejsce. Równocześnie zachęcali skazanych, by ratowali swoje życie przez poddanie się woli cesarza. Podanie głosi, że jeden z legionistów faktycznie się załamał i złożył nakazaną ofiarę. Ale w jego miejsce poniósł męczeństwo jeden ze strażników, zachęcony koronami chwały, jakie ujrzał nad głowami męczenników. Tak więc wszyscy 40 ponieśli śmierć dla Chrystusa.
    Późniejsza wersja głosi, że męczennicy ponieśli śmierć przez zanurzenie każdego w przerębli jeziora. Kiedy wynoszono martwe już ciała, matka jednego z nich, Melitona, zauważyła, że on jeszcze żyje. Wówczas żołnierze odsunęli go na bok. Jednak bohaterska matka w obawie, by nie załamał się, sama wzięła syna na ręce i rzuciła na wóz, gdzie były ciała męczenników.
    Życzenie bohaterskich żołnierzy spełniono tylko częściowo. Pochowano bowiem ich ciała razem, ale niebawem rozdzielono ich relikwie i rozdano po wielu kościołach tak na Wschodzie, jak i na Zachodzie. Męczeństwo legionistów wychwalali: św. Bazyli (+ 379), św. Grzegorz z Nyssy (+ 394), św. Efrem (+ 373), św. Gaudencjusz z Brescii (+ 410), św. Grzegorz z Tours (+ 594) i wielu innych. Miejsce ich wspólnego grobu nosi dzisiaj jeszcze turecką nazwę Kyrklar, co oznacza “Czterdzieści”.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________


    9 marca

    Święta Franciszka Rzymianka

    Zobacz także:
      •  Święty Dominik Savio, zakonnik
    ***
    Święta Franciszka Rzymianka i jej Anioł Stróż

    Franciszka urodziła się w patrycjuszowskiej rodzinie w Perrione koło Rzymu w 1384 r. W bardzo młodym wieku wydano ją za Wawrzyńca di Ponziani. Z domu rodzicielskiego przeniosła się więc Franciszka do domu męża, na Zatybrze, w pobliże bazyliki św. Cecylii. Pan Bóg dał małżonkom troje dzieci, których wychowaniem zajęła się Franciszka osobiście, nie wyręczając się kobietami obcymi, jak to było wówczas zwyczajem w rodzinach magnackich. Dbała o dom i o służbę, zabiegając nie tylko o ich potrzeby doczesne, ale także wieczne. Troskliwa i zapobiegliwa żona i matka miała jeszcze czas, aby pomyśleć o ubogich w mieście. Zasłynęła z dobroczynności. Zaopatrywała także sąsiednie kościoły w szaty i naczynia liturgiczne. Zadziwiała również dobrocią, życzliwością i pomocą sąsiedzką. Zagoniona w ciągu całego dnia, umiała niejedną godzinę nocy poświęcić na słodką rozmowę z Bogiem.
    Z trojga dzieci Franciszki syn, Ewangelista, odszedł z tej ziemi w siódmym roku życia; jej jedyna córka, Agnieszka, zmarła w szóstym roku życia. Podczas wojny króla Neapolu z papieżem pałac Franciszki zrabowano, ponieważ wspomagała papieża, przez co straciła środki do życia i pozostała sama – męża i syna skazano na wygnanie. W czasie epidemii, jaka nawiedziła Rzym w latach 1413-1414, z narażeniem własnego życia usługiwała zarażonym. Po powrocie męża i syna z wygnania zachęciła Wawrzyńca do złożenia ślubu czystości. Odtąd Franciszka oddała się jeszcze gorliwiej modlitwie i posłudze ubogim. Rychło znalazły się szlachetne panie, które zapragnęły wieść podobny tryb życia. W taki sposób powstało stowarzyszenie Oblatek Benedyktynek z Góry Oliwnej, które wzięło sobie za cel uświęcenie członkiń przez modlitwę, uczynki pokutne i miłosierdzie. Franciszka osiadła z nimi przy kościele S. Maria Nova przy Forum Romanum i Colosseum.

    Święta Franciszka Rzymianka i jej Anioł Stróż

    Po śmierci ostatniego syna, a następnie męża, Franciszka przyjęła habit i zamieszkała przy tym kościele. W nim ją pochowano; zmarła 9 marca 1440 r., mając 56 lat. Była obdarzona niezwykłymi łaskami mistycznymi. W nagrodę za bezgraniczne oddanie Pan Bóg nawiedził Franciszkę wizjami i darem ekstaz, zmysłem proroczym, mocą uzdrawiania, a nawet wskrzeszania umarłych. Największym jednak przywilejem, jakim miała się cieszyć Franciszka, w hagiografii nader rzadkim, to częste oglądanie przy sobie Anioła Stróża. Do katalogu świętych wpisał ją uroczyście Paweł V w 1609 roku.
    W ikonografii św. Franciszka przedstawiana jest w czarnej sukni i białym welonie, towarzyszy jej anioł. Na niektórych obrazach jej atrybutem jest osioł – symbol pracowitości, wytrwałości, cierpliwości, zdrowego rozsądku – oraz otwarta księga.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________

    Odnówmy naszą paschalną radość

    Homilia św. Jana Pawła II podczas Mszy św. w Bazylice Matki Bożej na Zatybrzu, 27.04.1980

    Wizja dusz czyśćcowych/Nicolas Poussin, 1645-50, Luwr /święci Pańscy

    ***

    W niedzielę 27 kwietnia Ojciec św. odwiedził kolejną rzymską parafię; położoną w samym sercu starożytnej części Wiecznego Miasta bazylikę Matki Bożej na Zatybrzu. Jest to najstarsza rzymska świątynia poświęcona Matce Bożej, szczególnie droga Polakom. W niej bowiem znajduje się grobowiec wielkiego biskupa warmińskiego kara. Hozjusza, ona także od wielu lat stanowi kościół tytularny Prymasa Polski.

    Wizyta Biskupa Rzymu rozpoczęła się o godzinie 16, a zakończyła wieczorem, już o zmierzchu. Uczestniczyły w niej tysiące mieszkańców Zatybrza, którzy wypełnili bazylikę, znajdujący się przed nią plac i pobliskie uliczki. Przed wejściem do bazyliki Ojca św. powitali: wikariusz Rzymu kard. Ugo Poletti oraz ks. prałat Teokles Bianchi, od ponad 30 lat proboszcz tej parafii. Następnie – zgodnie z dotychczasową tradycją niedzielnych wizytacji – Jan Paweł II spotkał się z dziećmi, które witając Go podziękowały i za to, że jest “takim prawdziwym rzymianinem”… Po powitaniu przez najmłodszych parafian Ojciec św. przewodniczył Mszy św., wygłaszając homilię, której tekst zamieszczamy poniżej. Później odbyło się spotkanie z organizacjami parafialnymi, z księżmi i zakonnicami. Jeszcze później Papież przemówił do zebranej na placu młodzieży z ruchu Communione e Liberazione, która przy tej świątyni prowadzi ożywioną działalność. Na zakończenie spotkał się z młodymi ze wspólnoty św. Egidiusza, których troską są najbiedniejsi.

    Podczas papieskich odwiedzin na Zatybrzu szczególną uwagę zwracał bardzo liczny udział w nich młodzieży.

    1. “Wykrzykujcie na cześć Pana wszystkie ziemie / służcie Panu z weselem! / Stawajcie przed obliczem Pana / z okrzykami radości” (Ps 100 [99] 2).

    Te słowa dzisiejszej liturgii – czwartej niedzieli okresu wielkanocnego – cisną się na moje usta, gdy znalazłem się w czcigodnych murach tej Bazyliki, która stanowi centrum waszej parafii i nadaje jej tytuł. Bazylika Matki Bożej na Zatybrzu – to kościół dobrze mi znany. Kościół, w którym dane mi było przebywać i modlić się wielokrotnie. Jest to bowiem świątynia mocno związana z dziejami Kościoła w Polsce, mojej Ojczyźnie. Tutaj w r. 1579 spoczęły wielkiego kardynała Stanisława Hozjusza, biskupa warmińskiego, który był jednym z legatów papieskich na Soborze Trydenckim, wnosząc swój niepośledni wkład w umocnienie wiary i Kościoła. Na pomniku nagrobnym możemy odczytać te podniosłe słowa: Catholicus non est qui a Romana Ecclesia in fidei doctrina discordat (nie jest katolikiem ten, kto w doktrynie wiary pozostaje w niezgodzie z Kościołem Rzymskim). Pośród starożytnych malowideł atrium można podziwiać Madonnę z Dzieciątkiem i św. Wacławem Czeskim. Od przeszło ćwierćwiecza Bazylika Matki Bożej na Zatybrzu pozostaje kościołem tytularnym kardynała Stefana Wyszyńskiego, arcybiskupa Gniezna i Warszawy, wielkiego Prymasa Kościoła w Polsce naszych czasów. Z tych powodów dane mi było już szereg razy odwiedzać tę czcigodną świątynię, modlić się w niej, sprawować Najświętszą Ofiarę lub w niej uczestniczyć, zwłaszcza w okresie Soboru II Watykańskiego, a z kolei w okresie posoborowym. Było mi dane również zapoznać się z otoczeniem Bazyliki – a więc i ze środowiskiem waszej parafii. Często przechodziłem tymi ulicami, spiesząc na różne posiedzenia do pobliskiego Palazzo S. Calisto, zwłaszcza kiedy uczestniczyłem w pracach Consilium de Laicis.

    2. I dlatego też dzisiaj tym serdeczniej witam waszą wspólnotę: parafię, która szczyci się imieniem Pani Zatybrza – i która tutaj, wokół Jej świątyni, tętni i pulsuje wielorakim życiem ludzi, mieszkańców, przybyszów, obywateli tego miasta i jego gości. Wiadomo, jaki udział miało Zatybrze w życiu starożytnego już Rzymu, a potem średniowiecznego. O wieku tej dzielnicy świadczą także budowle oraz charakterystyczne wąskie ulice. Idąc tymi ulicami, natrafimy na dom, w którym po zawarciu małżeństwa mieszkała św. Franciszka Rzymianka, zanim założyła Zgromadzenie Oblatek Benedyktynek z Góry Oliwnej. Urodzona w 1384, zmarła w 1440 roku. Dom swój na Zatybrzu zamieniła na hospicjum dla potrzebujących i szpital dla chorych. Ulicami Zatybrza wędrowała od domu do domu, żebrząc o wsparcie dla ubogich, chociaż sama należała do szlachetnej rodziny Ponziani. Parafia Matki Bożej na Zatybrzu szczyci się tym, że może ją zaliczyć do swej historycznej wspólnoty. Cieszy się, że może nazywać tę święte “swoją parafianką”.

    Ta wizyta pasterska wyznaczona była na 9 marca, liturgiczny dzień tej świętej. Niestety, jak wiecie, nie mogłem tu przybyć, za co raz jeszcze was przepraszam. Ale w końcu teraz jestem z wami.

    Pragnę skierować moje gorące, braterskie pozdrowienie do wszystkich zatybrzan, do wszystkich rzemieślników obrabiających miedź, skórę, szkło, drzewo, do malarzy, do ludzi wszelkich zawodów, do tych wszystkich, którzy tworzą różnorodną i sympatyczną rodzinę Zatybrza; do sześciu tysięcy parafian, do ich tysiąca siedmiuset rodzin! Pozdrowienie braterskie kieruję do gorliwego proboszcza tej parafii, księdza prałata Teocle Bianchi, który od trzydziestu lat daje z siebie wszystko, by służyć dobru waszych dusz, pozdrowienie dla wikariusza, księdza Carlo Monacchi, dla członków kapituły Bazyliki, kapłanów, którzy w duchu prawdziwej służby dają swój wkład w rozmaite inicjatywy parafialne. Pozdrowienie przekazuję męskim wspólnotom zakonnym, żyjącym na terenie tej parafii: braciom mniejszym św. Franciszka, ojcom barnabitom, sługom Maryi, ojcom maronitom i klaretynom. Podobnie wszystkim licznym wspólnotom żeńskim parafii przekazuję pozdrowienie, siostrom od Niepokalanego Poczęcia, tercjarkom-franciszkankom, siostrom Matki Bożej z Syjonu, angielskim siostrom od Dzieciątka Jezus, siostrom adoracji Najświętszego Serca, siostrom Opatrzności Bożej. Pozdrawiam liczne i zasłużone bractwa i arcybractwa. Serdeczne pozdrowienie kieruję do ojców i matek rodzin, którzy starają się po chrześcijańsku przeżywać każdy dzień z jego troskami. Pozdrawiam osoby starsze, chorych, ubogich, tych wszystkich, którzy potrzebują naszego braterskiego współczucia i czynnej miłości. Specjalne pozdrowienie kieruję do młodych i do dzieci, nadziei parafii. Pragnę was zachęcić, byście umiały patrzeć w przyszłość i radośnie przygotowywać się do tego, by stać się wzorowymi chrześcijanami i obywatelami.

    Mówiąc na tych miejscach, które od początków chrześcijaństwa przyjmowały pierwszych apostołów a potem tylu odwiedzających je pielgrzymów, chcę wspomnieć jeden aspekt, który szczególnie porusza serce Biskupa Rzymu, Pasterza Kościoła Powszechnego. Chodzi o funkcję międzynarodową Kościoła, tu właśnie, w Rzymie, wykonywaną przez wiele osób, członków różnych instytucji Kurii, przez odpowiedzialnych za liczne katolickie organizacje międzynarodowe, które tu mają swą siedzibę lub siedzibę swych sekretariatów: księży, świeckich, zakonników i zakonnice. Tym wszystkim osobom, obecnym w samym sercu apostolskiej posługi Kościoła w jego wymiarze uniwersalnym, przekazuję pełne wdzięczności pozdrowienie.

    3. Liturgia dzisiejszej niedzieli jest pełna radości paschalnej, której źródłem jest Zmartwychwstanie Chrystusa. Radujemy się my wszyscy, “którzy jesteśmy ludem Pana i Jego owczarnią”. Radujemy się i rozgłaszamy “wielkie dzieła Boże” (Dz 2, 11): “Wiedzcie, że Pan jest Bogiem, / On sam nas stworzył. / Jesteśmy Jego własnością, / Jego ludem, owcami Jego pastwiska” (Ps 100 [99] 3).

    Kościół cały raduje się dzisiaj z tego, że Chrystus Zmartwychwstały jest jego Pasterzem: Dobrym Pasterzem. W radości tej uczestniczy każda część wielkiej owczarni Zmartwychwstałego, każdy zastęp ludu Bożego na całej ziemi. Również wasza rzymska parafia na Zatybrzu, którą dzisiaj mam szczęście nawiedzać jako jej Biskup, może powtarzać te słowa psalmu, jakim rozbrzmiewa liturgia czwartej niedzieli okresu wielkanocnego: “W Jego bramy wstępujcie z dziękczynieniem, / z hymnami w Jego przedsionki. / Albowiem Pan jest dobry, / Jego łaska trwa na wieki” (Ps 100 [99] 4 – 5).

    4. Jesteśmy Jego własnością. Kościół wywołuje przed oczyma naszej duszy prawdę o Dobrym Pasterzu wielokrotnie. W dniu dzisiejszym słyszymy również te słowa, jakie Chrystus powiedział o sobie: “Ja jestem dobrym Pasterzem… znam owce moje i one mnie znają”. W szczególny sposób Chrystus Ukrzyżowany i Zmartwychwstały poznał każdego z nas – i każdego zna. Nie jest to tylko owa wiedza “zewnętrzna”, choćby nawet bardzo dokładna, która pozwala opisać i zidentyfikować dany przedmiot. Chrystus Dobry Pasterz zna każdego z nas inaczej. Mówi w dzisiejszej ewangelii słowa niezwykłe na ten temat (krótki jest ten tekst, możemy go powtórzyć w całości): “Moje owce słuchają mego głosu, a Ja je znam. Idą one za Mną i Ja im daję życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z ręki mojej. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10, 27 – 30).

    Patrzymy w stronę Kalwarii, na której stanął krzyż. Na tym krzyżu umarł Chrystus – i został złożony w grobie. Patrzymy w stronę krzyża, na którym dopełniła się tajemnica Boskiego “zapisu” i Boskiego “dziedzictwa”. Bóg, który stworzył człowieka, po jego grzechu oddał tego człowieka: każdego i wszystkich w sposób szczególny swemu Synowi. Kiedy ten Syn wstąpił na krzyż, gdy na tym krzyżu składał swą ofiarę – przyjmował zarazem człowieka, którego zawierzył Mu Bóg: Stwórca i Ojciec. Przyjmował i ogarniał swą ofiarą i swoją miłością człowieka: każdego i wszystkich. W jedności Bóstwa – w jedności ze swym Ojcem – ten Syn, stawszy się sam człowiekiem, a teraz oto na krzyżu, stawszy się “naszą Paschą” (1 Kor 6, 7), przywracał Ojcu każdego i wszystkich nas jako Temu, który nas stworzył na swój obraz i podobieństwo, i który na obraz i podobieństwo tego właśnie Przedwiecznego Syna przeznaczył nas, abyśmy byli synami Bożego przybrania przez łaskę (Ef 1, 5).

    O to przybranie przez łaskę, o to dziedzictwo życia Bożego, o ten zadatek życia wiecznego, Chrystus, “nasza Pascha”, zmagał się w tajemnicy swej Męki, Ofiary i Śmierci aż do końca. Zmartwychwstanie stało się potwierdzeniem Jego zwycięstwa: zwycięstwa miłości Dobrego Pasterza, który mówi: “Idą one za Mną; i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą na wieki i nikt ich nie wyrwie z mojej i ręki”.

    5. Jesteśmy Jego własnością.

    Kościół chce, abyśmy przez cały ten czas wielkanocny patrzyli w stronę Krzyża i Zmartwychwstania – i mierzyli nasze ludzkie życie miarą tej tajemnicy, jaka w tym Krzyżu i Zmartwychwstaniu się dokonała.Chrystus jest Dobrym Pasterzem, ponieważ zna człowieka: każdego i wszystkich. Tym jedynym, paschalnym poznaniem Odkupienia. Zna nas, ponieważ nas odkupił. Zna nas, ponieważ “zapłacił za nas”: jesteśmy kupieni zapłatą wielka. Zna nas poznaniem i wiedzą najbardziej “wewnętrzną” – tym poznaniem, jakim On-Syn zna Ojca i ogarnia Ojca: ogarnij w Ojcu nieskończoną Prawdę i Miłość. A przez uczestnictwo tej Prawdy i Miłości czyni nas na nowo w sobie synami Przedwiecznego swego Ojca, wyjednywa raz na zawsze zbawienie człowieka: każdego i wszystkich – tych, których nikt nie wyrwie z Jego ręki… bo któż może wyrwać? Kto może zniweczyć dzieło Boga samego, którego dokonał Syn w zjednoczeniu z Ojcem? Kto może zmienić fakt, że jesteśmy odkupieni? Fakt tak potężny i tak podstawowy jak samo stworzenie?

    Przy całej chwiejności losu ludzkiego przy słabości ludzkiej woli i ludzkiego serca – Kościół każe nam dzisiaj patrzeć na potęgę, na nieodwracalną moc Odkupienia, żyjącą w sercu i w rękach i w stopach Dobrego Pasterza.

    Tego, który nas zna…

    Staliśmy się na nowo własnością Ojca za sprawą tej Miłości, która nie cofnę się przed hańbą krzyża, aby móc pewnie wszystkich ludzi: “nikt was wyrwie z mojej ręki” (J 10, 28).

    Kościół głosi nam dzisiaj paschalną pewność Odkupienia. Pewność zbawienia. I każdy chrześcijanin wezwany jest do uczestnictwa w tej pewności: jestem prawdziwie kupiony zapłatą wielką! Jestem prawdziwie ogarniony Miłością, która jest potężniejsza niż śmierć – i potężniejsza niż grzech. Znam mego Odkupiciela. Znam Dobrego Pasterza mego losu i mego pielgrzymowania.

    6. Z taką to pewnością wiary, pewnością Odkupienia objawionego w Zmartwychwstaniu Chrystusa, wyruszali Apostołowie – jak o tym świadczy choćby dzisiejsze pierwsze czytanie z Dziejów Apostolskich: Paweł i Barnaba na szlaku swej pierwszej wędrówki po Małej Azji. Zwracają się do wyznawców Starego Przymierza, a gdy nie zostają przyjęci skierowują się do pogan, zwracają się do nowych ludzi i nowych ludów.

    Wśród takich doświadczeń i trudności zaczyna owocować Ewangelia. Zaczyna rosnąć Lud Boży Nowego Przymierza. Przez ileż to krajów, lądów i kontynentów przeszły te apostolskie szlaki aż po dzień dzisiejszy? Iluż ludzi odpowiedziało z radością na paschalne orędzie. Iluż ludzi przyjęło paschalną pewność odkupienia! Do iluż ludzi i ludów dotarł i wciąż dociera Dobry Pasterz?

    U kresu tej olbrzymiej Misji zarysowuję się to, co widzi Apostoł Jan w swej Apokalipsie: “Ja, Jan… ujrzałem wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy… A jeden ze Starców odezwał się do mnie tymi słowami: … To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty i w krwi Baranka je wybielili” (Ap 7, 9 – 14).

    Tak więc i my tu dzisiaj zgromadzeni wraz z Biskupem Rzymu, następcą Pietra w tej rzymskiej parafii na Zatybrzu, wyznajmy Chrystusowe Zmartwychwstanie, odnówmy paschalną pewność Odkupienia, odnówmy paschalną radość, która płynie stąd, że jesteśmy “Ludem Pana i owcami Jego pastwiska” (Ps 100 [99] 3). Że zawsze mamy Dobrego Pasterza! Trwajmy przy Nim! A Matce Jego, która jest Panią Zatybrza, śpiewajmy: Regina coeli, lćtare!

    opoka.pl/źródło: L`Osservatore Romano – n. 4 (3)/ 1980

    _______________________________________________________________________________

    Papieski hołd dla św. Franciszki Rzymianki

    papież Benedykt XVI odwiedził historyczny klasztor św. Franciszki Rzymianki.

    Bazylika p.w. św. Franciszki w Rzymie/święci Pańscy

    ***

    Ta pochodząca z patrycjuszowskiej rodziny „najbardziej rzymska” ze świętych, kanonizowana 400 lat temu, zasłynęła z dobroczynności. Założyła stowarzyszenie rzymskich matron, które afiliowały się, jako oblatki, do benedyktyńskiej kongregacji oliwetanów. Ze względu na pierwszą siedzibę nazywa się je oblatkami z Tor de’ Specchi.

    Odwiedzony przez Papieża klasztor położony jest w sercu miasta. Nawiązując do tego, Benedykt XVI wskazał, że wspólnoty życia kontemplacyjnego stanowią niejako „duchowe płuco” społeczeństwa, dostarczające duchowego oddechu, czyli odniesienia do Boga i Jego planu zbawienia. Są to miejsca, gdzie dokłada się starań, aby ziemia zawsze była otwarta na niebo – zauważył Papież. Podziękował też za modlitwę w intencji swej posługi. Od początków zgromadzenia – jak zapewniła obecna przełożona klasztoru s. Kamilla Rea – ilekroć Papież opuszcza Watykan, siostry wystawiają w kaplicy relikwię św. Franciszki Rzymianki i modlą się za Następcę Piotra aż do jego powrotu.

    radio watykańskie/wiara.pl

    ________________________________________________________________________________________

    Święta Franciszka Rzymianka

    Krótka biografia świętej

    św. Franciszka i diabeł/Fresk z klasztoru przy Tor de Specchi w Rzymie/święci Pańscy

    ***

    Przyszła na świat na początku roku 1384 w Parione k. Rzymu w patrycjuszowskiej rodzinie Bussa de Leoni. W dzieciństwie pragnęła wstąpić do zakonu, lecz w 15 roku życia wydano ją za mąż za Lorenza Ponziani. Po ślubie Franciszka zamieszkała w Rzymie, w pałacu swego męża przy bazylice św. Cecylii na Zatybrzu. Urodziła troje dzieci, dwóch synów i córkę. Inaczej niż to było w innych rodzinach magnackich, Franciszka sama poświęciła się wychowaniu dzieci, dbała o dom i służbę, troszcząc się nie tylko o ich potrzeby doczesne, ale też i religijne. Od początku swego życia odznaczała się wrażliwością wobec bliźnich, szczególnie tych najbiedniejszych. Dlatego też spieszyła z pomocą materialną i duchową najbiedniejszym miasta Rzymu. Wspomagała także rzymskie kościoły, zaopatrując je w szaty i naczynia liturgiczne.

    Franciszka doświadczyła w swoim życiu, co znaczą słowa Chrystusa: „Jeśli kto chce pójść za mną (…) niech weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje” (Mk 8,34). Otóż w siódmym roku życia umarł jej syn Ewangelista, a w szóstym – córka Agnieszka. W roku 1409 król Neapolu Władysław napadł na Rzym, jego żołnierze zajęli miedzy innymi pałac Franciszki i jej męża, który też zrabowali. Ponieważ mąż Franciszki stanął w obronie papieża, musiał w roku 1413 wraz z synem uciekać z Rzymu. Przez pewien czas Franciszka pozostawała bez środków do życia, jednakże nie zaprzestała swoich dzieł dobroczynnych. W czasie epidemii dżumy (1413-1414) zamieniła swój pałac na szpital, w którym usługiwała chorym. Wspomagała też pobliskie szpitale św. Cecylii i Santo Spirito in Saxia, na ulicach Rzymu rozdawał potrzebującym odzież i żywność. Współczesna jej siostra zakonna Maria Magdalena Anguillaria tak opisała posługę chorym i biednym spełnianą przez Franciszkę: „(…) Franciszka nie poprzestawała na pielęgnowaniu tych, których mogła przyjąć w swoim domu, ale także udawała się do poszczególnych domów i przytułków. Tam dawała spragnionym pić, prześcielała posłanie, opatrywała rany. Im bardziej były dla niej nieznośne i przykre, tym pilniej je opatrywała. Udając się do przytułku na Campo Santo zabierała ze sobą żywność, a nawet wykwintne potrawy, aby je rozdzielić między potrzebujących. Powracając do domu zabierała zużyte łachmany i zabrudzoną odzież biedaków. Po oczyszczeniu i dokładnym naprawieniu, składała starannie skrapiając wonnościami, jak gdyby miały służyć samemu Panu. Przez prawie trzydzieści lat Franciszka posługiwała w ten sposób chorym i przebywającym w przytułkach (…)” (Liturgia Godzin, t. II s. 1283). Za przykładem Franciszki poszły inne rzymskie kobiety oddając się działalności charytatywnej. Wraz z Franciszką założyły one w roku 1425 stowarzyszenie i przystąpiły jako oblatki (tzw. II zakon) do benedyktyńskiej kongregacji z Góry Oliwnej. Stowarzyszenie zostało zatwierdzone przez papieża Marcina V w roku 1433. Członkinie stowarzyszenia nie żyły za klauzurą, jednakże zgodnie ze swoim charyzmatem rozwijały działalność charytatywną, łącząc ją z głębokim życiem modlitwy i pokuty. Po śmierci drugiego syna, a także po odejściu do wieczności męża (1436) Franciszka mogła teraz całkowicie poświęcić się w służbie Bogu i dziełom miłosierdzia. Starała się także wpływać uspokajająco na konflikty rozdzierające ówczesny Kościół. Dane jej było przeżywać stany mistyczne, ekstazy, wizje, uzdrawiać chorych. Często przy sobie widziała swojego Anioła Stróża. Odeszła do Pana pełna zasług, w opinii świętości 9 III 1440 w Rzymie. Relikwie św. Franciszki złożono w Kościele S. Maria Nuova przy Forum Romanum i Colosseum (obecnie ta świątynia nosi imię naszej Patronki).

    Franciszka została kanonizowana przez papieża Pawła V w roku 1609. Św. Franciszka Rzymianka jest patronką Rzymu, kobiet, a od roku 1925 także i kierowców (obok św. Krzysztofa). W ikonografii przedstawia się św. Franciszkę jako zakonnicę w czarnym benedyktyńskim habicie, z paskiem i w białym welonie (strój oblatek) z towarzyszącym jej Aniołem Stróżem. Atrybutem Świętej jest także księga otwarta na tekście Psalmu (73,23): „Lecz ja zawsze będę z Tobą, Tyś ujął moją prawicę”. Pokazuje się też św. Franciszkę z koszem chleba lub wiązką drewna dla ubogich. Ze względu na wielką cześć św. Franciszki wobec Najświętszego Sakramentu można zobaczyć na obrazach Świętą klęczącą przed monstrancją, a promienie z Hostii dotykają jej serca (H. Fros, W. Zalewski, H. Wegner).

    Liturgiczny obchód ku czci św. Franciszki Rzymianki przypada na dzień 9 marca i ma rangę wspomnienia dowolnego, ze względu na okres Wielkiego Postu jest to tylko wspomnienie dodatkowe, tzw. odprawia się Mszę Świętą z formularza wielkopostnego, natomiast kolektę bierze się o Świętej, także wspomina się ją w Liturgii Godzin.

    Wydaje się, że możemy brać przykład od św. Franciszki, mianowicie naśladować jej wielką wrażliwość i niesienie pomocy ludziom chorym i ubogim.

    Stanisław Hołodok /Czas Miłosierdzia 03/2004/Opoka.pl

    ___________________________________________________________________________________

    Święta Franciszka Rzymianka:

    Kawa z Aniołem Stróżem

    Święta Franciszka Rzymianka: Kawa z Aniołem Stróżem

    św. Franciszka Rzymianka/Orazio Gentileschi (PD)/święci Pańscy

    ***

    Ludzie z wypiekami na twarzy opowiadali o jej niezwykłych wizjach, ekstazach i proroctwach. Wielu zawdzięczało jej uzdrowienie. Kroniki wspominają również o wskrzeszonych zmarłych.

    U ludzi to niemożliwe, u Boga na wszystko jest czas, zaświaty przyszły na świat i kręcą się wokół nas. I piją z nami herbatę, i sadzą cynie po wsiach – z głośników sączy się piosenka Budzyńskiego. Hmm.

    Jak uwierzyć, że zaświaty są na wyciągnięcie ręki? Jak zaprzyjaźnić się ze swoim aniołem? Wyjść poza dziecinną rymowankę: „Stróżu mój, ty zawsze przy mnie stój” i rozmawiać z nim jak z konkretną, pełną ognia istotą? Franciszka Rzymianka miała ten niezwykły dar. Często rozmawiała ze swoim Aniołem Stróżem. W jej życiu było wiele cudowności, ale ona, jak to zazwyczaj bywa, wcale ich nie szukała. Modliła się, a znaki i cuda były tylko potwierdzeniem trafności wyboru jej drogi.

    Urodziła się w 1384 roku w arystokratycznej rodzinie. Młodo wydano ją za mąż za Wawrzyńca di Ponziani. Miała z nim troje dzieci. I choć sąsiedzkie patrycjuszowskie rodziny zatrudniały do wychowania obce kobiety, Franciszka sama wychowywała swe pociechy. Mimo że od rana do wieczora miała ręce pełne roboty, jej dom na rzymskim Zatybrzu słynął z dobroczynności. Zaopatrywała kościoły w szaty i naczynia liturgiczne, karmiła i ubierała biedaków. Modliła się nocami, gdy jej dzieci już słodko spały. Dwoje z nich, siedmioletni synek Ewangelista i sześcioletnia córka Agnieszka, wcześnie zmarło.

    Gdy wybuchła wojna króla Neapolu z papieżem, pałac Franciszki obrabowano, a jej męża i syna skazano na wygnanie. Została sama, bez środków do życia. Większość na jej miejscu rozpaczałaby, ona była jednak pełna ufności. Gdy w Wiecznym Mieście wybuchła epidemia, na rzymskich placach często widziano ją, jak z narażeniem życia usługiwała zarażonym. Zamieniła swój pałac w szpital. „Zabierała zużyte łachmany i zabrudzoną odzież biedaków. Po oczyszczeniu i dokładnym naprawieniu, składała starannie, skrapiając wonnościami, jak gdyby miały służyć samemu Panu” – pisali świadkowie.

    Gdy mąż wrócił z wygnania, zachęciła go do złożenia ślubu czystości. Pełna życia Franciszka zarażała ufnością wszystkich dookoła. Nic dziwnego, że niebawem znalazły się kobiety, które zapragnęły żyć jak ona. Powstało stowarzyszenie Oblatek Benedyktynek z Góry Oliwnej. Siostry osiadły przy kościele tuż przy Koloseum. Po śmierci syna i męża Franciszka ubrała habit. Zmarła 9 marca 1440 r., mając 56 lat.

    Jeszcze za jej życia ludzie z wypiekami na twarzy opowiadali o jej niezwykłych wizjach, ekstazach i proroctwach. Wielu zawdzięczało jej uzdrowienie. Kroniki wspominają również o wskrzeszonych zmarłych. Największym jednak przywilejem było częste widzenie Anioła Stróża. Jego obecność była dla niej tak naturalna jak rozmowa z najbliższymi. Teraz, gdy piszę te słowa, stoi przy mnie anioł. Panie, wierzę, ale proszę, zaradź memu niedowiarstwu. Franciszko z Rzymu, módl się za nami.

    Marcin Jakimowicz/wiara.pl

    ***

    Żona, matka, zakonnica

    Rzeźba na dziedzińcu klasztoru przy Tor de Specchi w Rzymie/ Fortunato Galli,1850 r./święci Pańscy

    ***

    Żona, matka i zakonnica. Połączenie tych powołań wydaje się niemożliwe. A jednak św. Franciszce Rzymskiej to się udało. Przez czterdzieści lat łączyła życie małżeńskie z życiem ascezy, modlitwy i służby ubogim. Najoryginalniejszym z licznych mistycznych darów, było widzenie z własnym Aniołem Stróżem.

    Franciszka urodziła się w 1384 r. Jako 11-letnia dziewczynka postanowiła wstąpić do zakonu. Jednak posłuszna swoim zamożnym rodzicom wyszła z mąż za rzymskiego patrycjusza Wawrzyńca di Ponziani.

    Żyła w zgodnym związku, ponoć nigdy nie pokłóciła się z mężem. Wydała na świat trójkę dzieci, z których dwoje zmarło w dzieciństwie. Zajęta prowadzeniem domu znajdowała czas na modlitwę i pomaganie nędzarzom i chorym. Kiedy tylko ktoś z domowników potrzebował jej pomocy, przerywała modlitwę. Mówiła: „Mężatka musi, jeśli wzywają ją rodzinne obowiązki, zostawić Boga przed ołtarzem i znaleźć Go w domowej krzątaninie”. Legenda mówi, że kiedyś cztery razy przerywano jej modlitwę przy tym samym wersie psalmu, który odmawiała. Kiedy za piątym razem powróciła do modlitwy, znalazła ten wers zapisany złotymi literami. Mieszkała w pałacu na Zatybrzu.

    Gdy wybuchła wojna króla Neapolu z papieżem, pałac obrabowano, a jej męża i syna skazano na wygnanie. Franciszka została bez środków do życia, ale nie straciła ufności i doczekała się ich powrotu. Kiedy miasto ogarnęła epidemia dżumy, na ulicach rozdawała żywność i ubrania. Wokół niej gromadziły się kobiety, które tak jak ona chciały podjąć życie ascetyczne i działalność charytatywną. W 1425 roku Franciszka utworzyła kongregację oblatek benedyktyńskich. Sama przyjęła habit i zamieszkała w klasztorze dopiero po śmierci syna i męża. Była obdarzona niezwykłymi łaskami mistycznymi: wizjami, ekstazami, zmysłem proroczym, mocą uzdrawiania, a nawet wskrzeszania umarłych. Zmarła 9 marca 1440 r., mając 56 lat. Pochowano ją w kościele S. Maria Nova przy Forum Romanum. Świętą ogłosił ją Paweł V w 1609 roku.

    Św. Franciszka chciała być zakonnicą, a prawie całe życie była żoną i matką, zakonnicą jedynie „półetatową”. Jej życie pokazuje, że nie każde pobożne pragnienie musi być koniecznie wolą Boga. Cała rzecz w tym, aby umieć to mądrze rozróżniać. Pomocą może być dobra rozmowa, a aniołem stróżem może okazać się mąż, żona, brat, siostra, przyjaciel czy spowiednik.

    Myśl: Nie każde pobożne pragnienie musi być koniecznie wolą Boga.

    ks. Tomasz Jaklewicz/wiara.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________


    8 marca

    Święty Jan Boży, zakonnik

    Zobacz także:
      •  Święty Stefan z Obazine, opat
      •  Święta Beata, dziewica i męczennica
    ***
    Święty Jan Boży

    Jan Cidade urodził się w Portugalii w roku 1495. Ojciec Jana, Andrzej Ciudad, miał swój dom i mały warsztat rzemieślniczy. W pracy pomagała mu małżonka, Teresa Duarte. Gdy Jan miał 8 lat, zjawił się w jego domu jakiś pielgrzym wędrujący do Hiszpanii, prosząc o nocleg. Przy wieczerzy gość opowiadał o krajach, które zwiedził. Kiedy następnego dnia opuścił dom, zauważył przy sobie chłopca, który postanowił towarzyszyć kapłanowi w drodze. Uczynił to potajemnie przed rodzicami. Ci, pełni smutku, daremnie poszukiwali go po całej okolicy. Matka niebawem zmarła ze smutku, a ojciec wstąpił do franciszkanów. Nie wiemy, dlaczego kapłan nie odesłał chłopca do domu. Może myślał, że jest mu w domu bardzo źle, a może chłopiec nie chciał wrócić. Po 20 dniach forsownej drogi chłopiec nie mógł już iść dalej. Kapłan więc zostawił chłopca w mieście Oropesa u niejakiego Franciszka Mayorala, zarządcy owczarni pewnego hrabiego. Ten przyjął Jana jak syna i nazwał małego chłopca “Janem otrzymanym od Boga – a Deo“.
    Chłopiec przeżył w domu opiekuna kilkanaście lat. Przybrani rodzice tak pokochali młodzieńca, że chcieli go uczynić spadkobiercą swojego majątku i zamierzali mu oddać za żonę swoją jedyną córkę. Mając dwadzieścia kilka lat Jan opuścił dom opiekunów. Zaciągnął się do wojska. Zaczęło się typowe życie najemnego żołnierza: włóczęga, zawadiactwo, kieliszek, dziewczęta. Jan był zbyt uczciwy i religijny, by pozwalać sobie na wszystkie wybryki. Niemniej życie jego było w tym okresie bardzo dalekie od doskonałości chrześcijańskiej.
    Pewnego dnia Jan został posłany przez oficera z misją zaopatrzenia oddziału w konieczne wiktuały. Pobliski dwór zajmowali jednak Francuzi. Jan postanowił zaskoczyć ich brawurową szarżą. Koń zrzucił go jednak z siodła, tak iż cudem tylko uszedł niechybnej śmierci. Był to pierwszy głos napomnienia z nieba. Innym razem dowódca powierzył Janowi kasę oddziału. Niestety, w nocy Jana ktoś okradł. Podejrzenie padło na Jana. Został skazany na rozstrzelanie. Już zabierano się do egzekucji, kiedy nadjechał dowódca pułku i po zapoznaniu się z całą sprawą nakazał Jana uwolnić, ale wydalił go z wojska. Do końca życia Jan nie mógł sobie wytłumaczyć, jak się to stało, że tak cudownie został uwolniony, dosłownie w ostatnim momencie. W planach Opatrzności miał jeszcze żyć.

    Święty Jan Boży

    Jan powrócił do Oropesy. Opiekun przyjął go serdecznie, ale i teraz Jan nie zagrzał tu długo miejsca. Wybuchła wojna na wschodzie Europy. Jan ponownie zgłosił się do wojska. Po zawarciu pokoju przez obie strony Jan powrócił, jednak już nie do swojego opiekuna, ale w rodzinne strony. Tu dowiedział się o losie swoich rodziców. Uczyniło to na nim ogromne wrażenie. Z wielką skruchą odbył spowiedź z całego życia i udał się z pielgrzymką do Compostelli, do grobu św. Jakuba Apostoła. Pchany żarliwością o zbawienie duszy i chęcią poniesienia męczeńskiej śmierci udał się do Afryki, gdzie naprzeciw Gibraltaru była portugalska twierdza Ceuta. Przez kilka lat pracował tu ciężko przy fortyfikacji Ceuty, wspierając równocześnie pewnego szlachcica, skazanego przez króla na banicję w te strony wraz z rodziną (1533-1535). Okazji jednak do męczeństwa nie było. Arabowie nie byli też skłonni do przyjęcia wiary Chrystusa. Jan wrócił więc do Hiszpanii i przez krótki czas pracował w Gibraltarze. Za zaoszczędzone pieniądze kupił pobożne książki i założył małą księgarnię, by w ten sposób propagować dobrą prasę (1535-1536). Stąd udał się do Grenady. Założył tu księgarnię książek i obrazów religijnych (1538).
    20 stycznia 1538 r. odbywał się w Grenadzie odpust ku czci św. Sebastiana. Przybyło mnóstwo ludzi. Kazanie głosił słynny kaznodzieja, św. Jan z Avili. Kazanie wywarło na Janie wrażenie piorunujące. Ogarnął go ból za stracone dla wieczności lata. Wydał głośny jęk, rzucił się na ziemię, zaczął targać włosy i ubranie na sobie. Drapał sobie twarz, wołając: “Boże! Miłosierdzia!”. W takim też stanie wybiegł na ulicę. Otoczenie myślało, że postradał zmysły. Kilkunastu ludzi pobiegło za nim i rzuciło się na niego jako na szaleńca; związano go, wychłostano dotkliwie i zamknięto w domu dla obłąkanych. Dla Jana zaczęły się dni straszliwej katorgi fizycznej i duchowej. Metoda ówczesnego leczenia tego rodzaju zaburzeń psychicznych polegała bowiem na zamknięciu pacjenta w wilgotnym i zimnym lochu. Przykutego do ściany łańcuchem, bito do utraty przytomności i sił. Tak obchodzono się z Janem przez 40 dni. Jednak ku zdumieniu oprawców Jan nie tylko się nie bronił, ale zachęcał ich jeszcze: “Bijcie, bijcie to przeniewiercze ciało! Niech ponosi karę za swoje winy!” Stawał jednocześnie bardzo stanowczo w obronie swoich towarzyszy. Kiedy więc wypuszczono go na wolność, zaczął usługiwać nieszczęśliwym, by chociaż w części złagodzić ich dolę.Szybko Jan przekonał się, że sam niewiele zdziała. Za użebrane pieniądze zakupił własny dom, w którym mógł postawić 47 łóżek. W miarę napływu ofiar powiększał szpital i lepiej go zaopatrywał, by chorzy mieli jak największe wygody. Szczególną troską otaczał psychicznie chorych, których traktował z wielką łagodnością i dla których przeznaczył wydzieloną część szpitala. Sam każdego dnia odwiedzał swoich podopiecznych, chorych i ubogich, przewiązywał ich rany, pocieszał, leczył. Nie mniejszą troskliwość okazywał o potrzeby duchowe swoich podopiecznych, zapraszając kapłanów w każdą niedzielę ze Mszą świętą i kazaniem, a nawet z codzienną Komunią świętą. W ciągu dnia przewidział czas na wspólne modlitwy – poranne i wieczorne. Dla uniknięcia zarazy podzielił swój szpital na sektory. Za poradą św. Jana z Avili w szpitalu leczyli się wyłącznie mężczyźni. Na parterze były miejsca przeznaczone dla bezdomnych i ubogich wędrowców.
    Troska o leki, bieliznę, bandaże, łóżka, opłata służby i wyżywienie całej załogi wymagało od Świętego heroicznego poświęcenia. Codziennie udawał się na miasto i na umówionym placu zbierał żywność i ofiary pieniężne. Najczęściej one nie wystarczały. Wtedy udawał się do domów możnych, błagając o pomoc tymi znamiennymi słowy: “Pomóżcie sobie, wspomagając ubogich i chorych, bowiem błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”. Kiedy wyczerpał już wszystkie środki i zadłużył się, udał się do miasta Valladolid, gdzie był wtedy dwór królewski. Nie zawiódł się, dostał szczodry zasiłek od najprzedniejszych pań i panów dworu.
    W swojej żarliwości apostolskiej nie zapomniał o kobietach. Zajął się losem kobiet upadłych. Nawiedzał je osobiście i błagał o zmianę życia. Starał się o uczciwe zabezpieczenie ich losu, by nie musiały utrzymywać się z nierządu. Staruszki i samotne wdowy polecał poszczególnym rodzinom pod opiekę. Niemniej czuły był na los sierot, których wówczas nie brakowało, powierzając je rodzinom, które zapewniały im bezpieczny los. Wszyscy, którzy pomagali Janowi, zarówno kapłani, jak i świeccy (także lekarze), za swoją posługę nie żądali zapłaty.
    Jan wiedział jednak, że ciężaru, który na siebie nałożył, sam nie udźwignie. Nadto trapiła go troska o przyszłość dzieła. Zebrał więc koło siebie gromadkę podobnych szaleńców Bożych i tak założył nową rodzinę zakonną dla obsługi chorych i opuszczonych. Tak powstał zakon Braci Miłosierdzia, zwany u nas bonifratrami. Założycielowi zaś nadał miejscowy arcybiskup przydomek “Jana Bożego” i takim go znamy.

    Święty Jan Boży

    Zmarł na klęczkach 8 marca 1550 r. w wieku 55 lat. W poczet błogosławionych zaliczył Jana papież Urban VIII w 1630 roku, a papież Aleksander VIII wpisał jego imię do katalogu świętych (1690). Papież Leon XIII ogłosił św. Jana Bożego wraz ze św. Kamilem de Lellis patronem szpitali i chorych (1886). Papież Pius XI wyznaczył go na patrona pielęgniarzy i służby zdrowia. Relikwie Świętego znajdują się w kościele zakonu w Grenadzie. Jest ponadto patronem Grenady i księgarzy.
    W ikonografii przedstawiany jest w prostym habicie bonifratra. W ręku trzyma przekrojony owoc granatu, z którego wyrasta krzyż. Jego atrybutami są: cierniowa korona, żebrak na plecach, żebrak u stóp.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    _____________________________________________________________________________________

    Św. Jan Boży… Boży szaleniec

    Św. Jan Boży... Boży szaleniec

    św. Jan Boży PD

    ***

    „Bóg przed i ponad wszystkimi rzeczami na świecie” – mawiał ten, który wśród wielu charyzmatów rozpoznał jeden szczególny: szpitalnictwa.

    Hasło: Jan Boży. Odzew? Szpitale!

    „Jan Boży był w swoich czasach najświatlejszym umysłem Europy” – mawiał Jan XXIII.

    Ta historia przypomina filmowy scenariusz. Jan Cidade urodził się w Portugalii w roku 1495 w rodzinie rzemieślnika. Żądny przygód ośmiolatek tak zachłysnął się opowieściami goszczącego u nich, zmierzającego do Hiszpanii pielgrzyma, że wymknął się z domu i… ruszył za nim. Zrozpaczona matka zmarła ze zgryzoty, a ojciec miał po czasie wstąpić do franciszkanów. Po dwudziestu dniach wędrówki zmęczony drogą chłopak osiadł w mieście Oropesa u Franciszka Mayorala, zarządcy owczarni. Ten przyjął Jana jak syna i nazwał go „otrzymanym od Boga” (a Deo). Przydomek przylgnął do chłopaka na całe życie. Choć przybrani rodzice chcieli uczynić Jana spadkobiercą majątku, ten po kilkunastu latach opuścił ich dom i zaciągnął się do wojska. Gdy ruszył z brawurową szarżą na francuskich żołnierzy, spadł z konia. Cudem uszedł z życiem. Gdy zaginęła kasa oddziałowa, a ktoś oskarżył Jana o kradzież, skazany na rozstrzelanie, w ostatniej chwili przed egzekucją został uniewinniony. Zbyt wiele było tych znaków…

    Po spowiedzi generalnej młodzieniec ruszył do Composteli, do grobu św. Jakuba Apostoła, a później pracował przy fortyfikacji twierdzy Ceuta położonej na cyplu na kontynencie afrykańskim. Ostatecznie osiadł w Grenadzie. Tu 20 stycznia 1538 r. usłyszał kazanie św. Jana z Ávili, zwanego apostołem Andaluzji, które dla 43-latka było prawdziwym duchowym trzęsieniem ziemi. Padł na ziemię, krzycząc: „Boże! Miłosierdzia!”. Postradał zmysły – krzyknęli świadkowie i związanego zamknęli w zimnym lochu domu dla psychicznie chorych. To był trwający 40 dni czas ogromnego upokorzenia i oczyszczenia. Kiedy odzyskał wolność, zaczął usługiwać tym, którzy zostali wyrzuceni na margines. Za użebrane pieniądze zakupił dom, w którym postawił 47 szpitalnych łóżek. Szczególną troską otaczał osoby chore psychicznie. Na parterze przyjmował bezdomnych i ubogich. Środki zbierał u możnych miasta. Opiekował się sierotami, ludźmi starymi, bezdomnymi, ubogimi i wędrowcami. Dołączyli do niego „dobrzy bracia” (bonifratrzy).

    „Kolejne porażki, jakich doświadczył, wprowadziły jego duszę w stan wewnętrznej pustki, która otworzyła go na pełnię Boga. Jan zrozumiał coś, co całkowicie przemieniło jego życie. Zdał sobie sprawę, że Bóg kocha go bezwarunkową miłością. Stał się współczującym i miłującym obliczem Boga dla Jego dzieci, szczególnie dla tych najbardziej zaniedbanych i marginalizowanych. Nie tylko przyjmował wszystkich, ale wychodził także do tych, którzy nie mogli sami przyjść do niego. Był całkowicie pochłonięty misją niesienia ulgi w cierpieniu chorym, ubogim, samotnym i potrzebującym” – opowiadał o założycielu bonifratrów brat Donatus Forkan OH, generał Zakonu Szpitalnego św. Jana Bożego.

    Jan zmarł podczas modlitwy 8 marca 1550 r. W ręce trzymał krzyż.

    Marcin Jakimowicz/Gość Niedzielny

    ______________________________________________________________________________________________________________


    7 marca

    Święte męczennice Perpetua i Felicyta

    Święte Perpetua i Felicyta

    Perpetua i Felicyta żyły w II w. w starożytnym Thuburbo Minus, mieście położonym około 30 km od Kartaginy (dziś Teburbo w Tunisie). Perpetua w tajemnicy przed ojcem poganinem przyjęła wiarę chrześcijańską i zaczęła do niej przekonywać swych bliskich: brata Saturusa oraz niewolników – Felicytę, Rewokatusa, Sekundulusa i Saturninusa. Obie z Felicytą były młodymi mężatkami. Mąż Felicyty prawdopodobnie zginął razem z nią. Natomiast o mężu Perpetuy informacje są sprzeczne: raz czytamy, że był chrześcijaninem, w innych źródłach, że tak jak jej ojciec – poganinem.
    Oskarżone o bycie chrześcijankami, zostały pojmane i sprowadzone do Kartaginy. Perpetua miała malutkiego synka, w wieku niemowlęcym, którego przynoszono jej do karmienia. W tym samym czasie, będąca w ósmym miesiącu ciąży Felicyta, po ciężkim porodzie, przy wtórze grubiańskich uwag więziennego strażnika, powiła dziewczynkę, którą zaadoptował jeden z chrześcijan. Zgodnie bowiem z prawem rzymskim, matka, mająca w swoim łonie dziecię, nie mogła być stracona przed jego urodzeniem. Zachowały się autentyczne dokumenty, opisujące powyższe wydarzenia – pamiętnik pisany w więzieniu przez św. Perpetuę oraz relacja naocznego świadka. Mimo próśb ojca, który odwiedzał Perpetuę w więzieniu, kobieta nie wyrzekła się swojej wiary.

    Święte Perpetua i Felicyta

    Po krótkim procesie wszystkich więźniów skazano na rozszarpanie przez zwierzęta. Chwili triumfalnego wejścia na arenę nie dożył jedynie Sekundulus, który zmarł w więzieniu. Tuż przed męczeństwem Perpetua i Felicyta otrzymały chrzest, bowiem w czasie aresztowania były jeszcze katechumenkami. Męczennicy wymienili między sobą pocałunek pokoju. Na arenie wypuszczono na nie dzikie zwierzęta, które nie okazały się zbyt drapieżne. Jedynie dotkliwie poraniły kobiety. Gladiatorzy dobili je więc mieczami.
    Męczeństwo to stało się sławne w całym Kościele. Do dzisiaj liturgia przypomina imiona świętych “bohaterek wiary” Perpetuy i Felicyty w Kanonie Rzymskim (pierwszej Modlitwie Eucharystycznej), który jako jedyny był stosowany w każdej Mszy św. aż do 1969 r. (obecnie jest kilka modlitw eucharystycznych do wyboru). Imiona obu męczennic wymieniane są także w Litanii do Wszystkich Świętych. Późniejsza legenda uczyniła ze św. Felicyty matkę siedmiu synów, z którymi miała ponieść męczeństwo. Legenda ta wyraźnie nawiązuje do śmierci siedmiu braci machabejskich i ich bohaterskiej matki. Męczeńska śmierć miała miejsce 7 marca 202 lub 203 r.
    Perpetua i Felicyta są patronkami bezpłodnych kobiet.
    W ikonografii św. Perpetua przedstawiana jest w bogatym stroju patrycjuszki, z naszyjnikiem, welonem, zaś św. Felicyta – w skromnej sukni bez ozdób.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    _________________________________________________________________________________

    Perpetua i Felicyta. Dwie matki, dwie męczennice za wiarę

    fot. via Wikipedia, CC 0

    ***

    Perpetua i Felicyta.

    Dwie matki, dwie męczennice za wiarę

    Perpetua i Felicyta żyły w II w. w starożytnym Thuburbo Minus, mieście położonym około 30 km od Kartaginy (dziś Teburbo w Tunisie). Perpetua w tajemnicy przed ojcem poganinem przyjęła wiarę chrześcijańską i zaczęła do niej przekonywać swych bliskich: brata Saturusa oraz niewolników – Felicytę, Rewokatusa, Sekundulusa i Saturninusa. Obie z Felicytą były młodymi mężatkami. Mąż Felicyty prawdopodobnie zginął razem z nią. Natomiast o mężu Perpetuy informacje są sprzeczne: raz czytamy, że był chrześcijaninem, w innych źródłach, że tak jak jej ojciec – poganinem.

    Oskarżone o bycie chrześcijankami, zostały pojmane i sprowadzone do Kartaginy. Perpetua miała malutkiego synka, w wieku niemowlęcym, którego przynoszono jej do karmienia. W tym samym czasie, będąca w ósmym miesiącu ciąży Felicyta, po ciężkim porodzie, przy wtórze grubiańskich uwag więziennego strażnika, powiła dziewczynkę, którą zaadoptował jeden z chrześcijan. Zgodnie bowiem z prawem rzymskim, matka, mająca w swoim łonie dziecię, nie mogła być stracona przed jego urodzeniem. Zachowały się autentyczne dokumenty, opisujące powyższe wydarzenia – pamiętnik pisany w więzieniu przez św. Perpetuę oraz relacja naocznego świadka. Mimo próśb ojca, który odwiedzał Perpetuę w więzieniu, kobieta nie wyrzekła się swojej wiary.

    Po krótkim procesie wszystkich więźniów skazano na rozszarpanie przez zwierzęta. Chwili triumfalnego wejścia na arenę nie dożył jedynie Sekundulus, który zmarł w więzieniu. Tuż przed męczeństwem Perpetua i Felicyta otrzymały chrzest, bowiem w czasie aresztowania były jeszcze katechumenkami. Męczennicy wymienili między sobą pocałunek pokoju. Na arenie wypuszczono na nie dzikie zwierzęta, które nie okazały się zbyt drapieżne. Jedynie dotkliwie poraniły kobiety. Gladiatorzy dobili je więc mieczami.
    Męczeństwo to stało się sławne w całym Kościele. Do dzisiaj liturgia przypomina imiona świętych “bohaterek wiary” Perpetuy i Felicyty w Kanonie Rzymskim (pierwszej Modlitwie Eucharystycznej), który jako jedyny był stosowany w każdej Mszy św. aż do 1969 r. (obecnie jest kilka modlitw eucharystycznych do wyboru). Imiona obu męczennic wymieniane są także w Litanii do Wszystkich Świętych. Późniejsza legenda uczyniła ze św. Felicyty matkę siedmiu synów, z którymi miała ponieść męczeństwo. Legenda ta wyraźnie nawiązuje do śmierci siedmiu braci machabejskich i ich bohaterskiej matki. Męczeńska śmierć miała miejsce 7 marca 202 lub 203 r.

    Perpetua i Felicyta są patronkami bezpłodnych kobiet.

    W ikonografii św. Perpetua przedstawiana jest w bogatym stroju patrycjuszki, z naszyjnikiem, welonem, zaś św. Felicyta – w skromnej sukni bez ozdób.

    brewiarz.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________


    6 marca

    Święta Róża z Viterbo,
    dziewica i zakonnica

    Zobacz także:
      •  Święty Olegariusz, biskup
    ***
    Święta Róża z Viterbo

    Róża urodziła się w 1233 r. Jej rodzice zajmowali się rolnictwem. Legenda głosi, że dlatego nadano dziecku takie imię, gdyż było tak piękne, iż miało twarz podobną do róży. Mając 12 lat Róża wstąpiła do III Zakonu św. Franciszka. Już wtedy musiała być bardzo dojrzała w wierze.
    Datą przełomową w jej życiu był rok 1250. Zachorowała wtedy śmiertelnie. Spokojna o swoje losy, modliła się żarliwie o powodzenie wyprawy krzyżowej w obronie Ziemi Świętej, na której czele stał św. Ludwik IX, król francuski (również tercjarz franciszkański). Kiedy cudownie wyzdrowiała, postanowiła całkowicie poświęcić się nawracaniu dusz do Boga. Przywdziała habit zakonny, zaczęła oddawać się surowym praktykom pokutnym w intencji nawrócenia grzeszników, a potem z krzyżem w ręku przebiegała ulice miasta, nawołując do pokuty. Swymi wystąpieniami wzbudziła gniew mieszkających w Viterbo patarynów i katarów (ruchy religijne, których idee w znacznej części zostały uznane za heretyckie), którzy zmusili ją i jej rodzinę do opuszczenia miasta. Już po opuszczeniu Viterbo, przebywając w Soriano, Róża otrzymała dar wizji, z której dowiedziała się o rychłym zakończeniu prześladowań Kościoła, wraz ze śmiercią cesarza Fryderyka II. Po jego śmierci, kiedy miasto zajęły wojska papieskie, Róża rzeczywiście mogła powrócić do rodzinnego domu, który przetrwał do dziś.
    Pod koniec życia Święta prosiła, by przyjęto ją do klasztoru klarysek w Viterbo. Odmówiono jej ze względu na stan zdrowia. Za radą spowiednika zamieniła swoje mieszkanie na osobisty “klasztor”, gdzie wraz z kilkorgiem przyjaciół poświęcała się modlitwie o uświęcenie ludzkich dusz. Wyczerpana pokutą i apostolstwem, zmarła w wieku niespełna 20 lat, 6 marca 1252 roku. Jej śmierć napełniła bólem mieszkańców całego miasta.
    Pan Bóg wsławił Różę za życia i po śmierci tak licznymi cudami, że jej grób stał się miejscem masowych pielgrzymek. Już w roku 1257 w obecności papieża Aleksandra IV odbyło się uroczyste przeniesienie relikwii Świętej do kościoła klarysek, gdzie do dzisiaj przechowywane są w szklanej trumnie. Mimo upływu czasu pozostały one w nienaruszonym stanie. Na wiadomość o cudownym uzdrowieniu jednego z kardynałów papież Kalikst III (+ 1458) przysłał na grób Świętej złotą różę. Równocześnie wyznaczył kanoniczną komisję dla zbadania jej życia i cudów. On też wpisał św. Różę do katalogu świętych (1458). Do dziś zachował się zwyczaj, że co roku w nocy z 3 na 4 września, w rocznicę przeniesienia jej szczątków (zachowanych w stanie nienaruszonym) z cmentarza do kościoła, przychodzi do jej grobu całe miasto i turyści, by wziąć udział w procesji z relikwiami, niesionymi w wysokiej wieży-relikwiarzu (tzw. macchina di Santa Rosa, niesiona przez 100 mężczyzn nazywanych facchini di Santa Rosa). Kiedyś starano się, by “wieża św. Róży” była jak najwyższa i jak najpiękniejsza. Dziś można oglądać wystawę tych wież-relikwiarzy. Benedykt XV ogłosił św. Różę patronką młodzieży żeńskiej Akcji Katolickiej. Patronuje ona także Viterbo, andaluzyjskiej Alcolei, kolumbijskiemu Santa Rosa de Viterbo, tercjarkom i emigrantom.
    W ikonografii Święta przedstawiana jest w sukni tercjarskiej, opasanej sznurem, najczęściej z krzyżem w dłoni lub z Matką Bożą z Dzieciątkiem. Jej atrybutem są róże, korona z róż, dyscyplina.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ____________________________________________________________________________________

    Przemijają epoki, ale nie zmienia się powołanie do życia Ewangelią w solidarności z rodziną ludzką

    Piękna jak róża

    “Maryja z Dzieciątkiem i święta Róża z Viterbo”
    Bartolomé Esteban Murillo, Public domain, via Wiki. Comm.

    ***

    Homilia podczas Mszy św. papież Benedykta XVI w dolinie Faul w Viterbo 6.09.2009 – w Viterbo i Bagnoregio


    W niedzielę 6 września Benedykt XVI udał się z wizytą do Viterbo, miasta położonego 100 km na północ od Rzymu, nazywanego Miastem Papieży, ponieważ w drugiej połowie XIII w. było siedzibą biskupów Wiecznego Miasta. Jednodniowe odwiedziny rozpoczął od zwiedzenia sali w Pałacu Papieży, w której wybrano pięciu następców św. Piotra. Następnie Ojciec Święty odprawił Mszę św. koncelebrowaną w dolinie Faul. W homilii wskazał na pilną potrzebę wychowania do wiary i dawania jej świadectwa współczesnym ludziom. Przypomniał, że w XIX w. Mario Fani założył w Viterbo «Circolo Santa Rosa» — Koło św. Róży, które stało się zalążkiem obecnej Akcji Katolickiej. Po Mszy św. w rozważaniu przed modlitwą «Anioł Pański» Benedykt XVI przypomniał pokrótce historię miasta. Po modlitwie maryjnej Ojciec Święty skierował przesłanie do uczestników Międzynarodowego Kongresu dla Pokoju («Ludzie i religie»), zorganizowanego w tym roku w Krakowie. Następnie Papież udał się do sanktuarium św. Róży, patronki Viterbo, gdzie nawiedził jej grób, a potem obejrzał tzw. «Macchina di Santa Rosa» — statuę św. Róży ustawioną na postumencie wysokości 30 m. Odbył również wizytę w znajdującym się nie opodal sanktuarium «Madonny della Quercia», czyli «Matki Bożej z Dębu». Ojciec Święty spotkał się tam z zakonnicami okolicznych klasztorów klauzurowych. W przemówieniu poprosił je o szczególną modlitwę za kapłanów, kleryków i osoby powołane do życia konsekrowanego. Na zakończenie odmówił wraz z siostrami specjalnie przygotowaną na tę okazję modlitwę do «Madonny della Quercia». Z sanktuarium Papież udał się do Bagnoregio, gdzie w tamtejszej konkatedrze najpierw oddał cześć relikwiom św. Bonawentury, spotkał się z mieszkańcami miasta na placu św. Augustyna, po czym powrócił do Castel Gandolfo. Poniżej zamieszczamy papieską homilię, rozważanie przed modlitwą «Anioł Pański», przesłanie do uczestników kongresu w Krakowie, modlitwę w sanktuarium «Madonny della Quercia» oraz przemówienie do mieszkańców Bagnoregio.

    Drodzy bracia i siostry!

    Sceneria, w której odprawiamy Mszę św., jest doprawdy niezwykła i wymowna: znajdujemy się w dolinie, z której widać starożytną bramę faul, której czteroliterowa nazwa nawiązuje do czterech wzgórz starożytnego Viterbium, a mianowicie Fanum-Arbanum-Vetulonia-Longula. Po jednej stronie wznosi się okazały pałac, niegdyś rezydencja papieży, w którym — jak przypomniał wasz biskup — w xiii w. odbyło się aż 5 konklawe; otaczają nas budowle i miejsca, będące w przeszłości świadkami rozmaitych wydarzeń historycznych, a obecnie toczy się w nich życie waszego miasta i prowincji. W tym otoczeniu, które przywołuje na pamięć setki lat historii świeckiej i kościelnej, zebrała się symbolicznie, wraz z Następcą Piotra, cała wasza diecezjalna wspólnota, aby on ją umocnił w wierności Chrystusowi i Jego Ewangelii.

    Wam wszystkim, drodzy bracia i siostry, serdecznie dziękuję za ciepłe przyjęcie. Pozdrawiam w pierwszej kolejności waszego umiłowanego pasterza, bpa Lorenza Chiarinellego, któremu dziękuję za słowa powitania. Pozdrawiam pozostałych biskupów, zwłaszcza z regionu Lacjum, wraz z kardynałem wikariuszem Rzymu, drogich kapłanów diecezjalnych, diakonów, seminarzystów, zakonników i zakonnice, młodzież i dzieci, obejmuję myślą także wszystkie części składowe diecezji, w której w niedawnej przeszłości połączyły się z Viterbo — wraz z opactwem San Martino z Monte Cimino — diecezje Acquapendente, Bagnoregio, Montefiascone i Tuscania. Ta nowa struktura została ręką artysty wyrzeźbiona na «spiżowych wrotach» kościoła katedralnego, które poświęciłem i mogłem podziwiać, rozpoczynając tę wizytę od placu św. Wawrzyńca. Z szacunkiem witam władze cywilne i wojskowe, przedstawicieli parlamentu, rządu, regionu i prowincji, a w sposób szczególny burmistrza, który wyraził życzliwe uczucia społeczności Viterbo. Dziękuję siłom porządkowym i pozdrawiam stacjonujących w mieście licznych wojskowych oraz żołnierzy uczestniczących w misjach pokojowych na świecie.

    Pozdrawiam wolontariuszy oraz tych wszystkich, którzy wnieśli wkład w organizację mojej wizyty, i im dziękuję. Szczególne pozdrowienia kieruję do osób starszych i samotnych, do chorych, więźniów oraz tych, którzy nie mogli uczestniczyć w naszym przyjacielskim spotkaniu modlitewnym.

    Drodzy bracia i siostry, w każdym zgromadzeniu liturgicznym jest obecny Bóg. Zgromadzeni na Świętej Eucharystii, uczniowie Pana głoszą, że On zmartwychwstał, żyje i jest dawcą życia, oraz dają świadectwo, że Jego obecność jest łaską, jest zadaniem, jest radością. Otwórzmy serca na Jego Słowo i przyjmijmy dar Jego obecności! W pierwszym czytaniu z dzisiejszej niedzieli prorok Izajasz (35, 4-7) dodaje otuchy ludziom o «zagubionych sercach» i głosi wspaniałą nowinę, którą życie potwierdza: gdy Pan jest obecny, przeglądają oczy niewidomych, uszy głuchych się otwierają, chromy «skacze» jak jeleń. Wszystko się odradza i wszystko odżywa, bo zbawienne wody spływają na pustynię. W jego symbolicznym języku «pustynia» może oznaczać dramatyczne wydarzenia, trudne sytuacje i samotność, której wiele jest w życiu; najgłębszą pustynią jest ludzkie serce, kiedy traci zdolność słuchania, rozmawiania, porozumiewania się z Bogiem i z innymi ludźmi. Stajemy się wtedy niewidomi, bo niezdolni do widzenia rzeczywistości; zamykają się uszy, by nie słyszeć krzyku wołających o pomoc; w obojętności i egoizmie twardnieje serce. Teraz jednak — głosi Prorok — wszystko się zmieni; tę «spieczoną ziemię» zamkniętego serca nawodnią nowe Boże soki. A kiedy Pan przychodzi, do wszystkich «zagubionych serc» w każdej epoce mówi z mocą: «Odwagi, nie lękajcie się»! (w. 4).

    Łączy się z tym doskonale ewangeliczny epizod opowiedziany przez św. Marka (w. 7, 31-37): na pogańskiej ziemi Jezus uzdrawia głuchoniemego. Najpierw pozwala mu podejść i czyni gesty, które mówią więcej niż słowa. Następnie wypowiada po aramejsku słowo: «Effatha», czyli «otwórz się», przywracając temu człowiekowi słuch i mowę. Zdumiony tłum mówi: «Dobrze wszystko uczynił!» (w. 37). Możemy widzieć w tym «znaku» gorące pragnienie Jezusa pokonania w człowieku samotności oraz jego niemożności porozumienia z innymi, spowodowanych przez egoizm; początku «nowej ludzkości», ludzkości, której fundamentem jest słuchanie i słowo, dialog, porozumienie, komunia z Bogiem. Ludzkości «dobrej», jak dobre jest wszelkie Boże stworzenie; ludzkości, w której nie ma dyskryminacji i nikt nie zostaje odrzucony — jak przestrzega apostoł Jakub w swoim liście (2, 1-5) — aby świat był autentycznie i dla wszystkich «miejscem prawdziwego braterstwa» (Gaudium et spes, 37), otwartym na miłość do wspólnego Ojca, który nas stworzył i uczynił swoimi synami i córkami.

    Drogi Kościele w Viterbo, niech Chrystus, który w Ewangelii otwiera uszy i rozwiązuje język głuchoniememu, otworzy twoje serce i sprawi, byś zawsze z radością słuchał Jego Słowa, z odwagą głosił Jego Ewangelię, potrafił rozmawiać z Bogiem, a tym samym rozmawiał także z braćmi i siostrami, a na koniec z odwagą odkrywał Oblicze Boga i Jego piękno! Żeby to jednak mogło nastąpić — przypomina św. Bonawentura z Bagnoregio, dokąd udam się dziś po południu — rozum musi «wznieść się ponad wszystko poprzez kontemplację, i to wznieść się nie tylko ponad świat zmysłowy, lecz także ponad samego siebie» (Itinerarium mentis in Deum VII, 1). Taka jest droga zbawienia, łącząca wszystkich chrześcijan, na której światłem jest Słowo Boże, a pokarmem sakramenty.

    Chciałbym omówić pewne aspekty duchowe i duszpasterskie tej drogi, do której przejścia także i ty jesteś powołany, umiłowany Kościele żyjący na tej ziemi. Bardzo ważnym dla waszego Biskupa priorytetem jest wychowanie do wiary, jako poszukiwanie, jako chrześcijańska inicjacja, jako życie w Chrystusie. «Stawanie się chrześcijaninem» polega na «uczeniu się Chrystusa», co św. Paweł wyraża w sformułowaniu: «Już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus» (Ga 2, 20). W tym doświadczeniu uczestniczą parafie, rodziny i różnego typu stowarzyszenia. Zaangażować się w nie powinni katecheci i wszyscy wychowawcy; własny wkład powinna wnieść szkoła, od podstawowej po Uniwersytet Etrurii, coraz większy i coraz bardziej prestiżowy, a w sposób szczególny szkoła katolicka i Instytut Filozoficzno-Teologiczny św. Piotra. Istnieją wciąż aktualne wzorce, prawdziwi pionierzy wychowania do wiary, których można naśladować. Pragnę wymienić, między innymi, św. Różę Venerini (1656-1728) — którą z radością kanonizowałem trzy lata temu — prawdziwą prekursorkę szkół żeńskich we Włoszech w epoce Oświecenia; św. Łucję Filippini (1672-1732), która z pomocą czcigodnego kard. Marca Antonia Barbariga (1640-1706) założyła zasłużony instytut Maestrie Pie. Z tych duchowych źródeł można nadal obficie czerpać, by stawić czoło świadomie i konsekwentnie kryzysowi wychowawczemu, który jest problemem aktualnym, priorytetowym, wymaga rozwiązania i stanowi wielkie wyzwanie dla każdej wspólnoty chrześcijańskiej i dla całego społeczeństwa, jako właśnie proces «Effatha», rozwiązywania języków, otwierania uszu, a także i oczu.

    Wraz z wychowaniem — świadectwo wiary. «Wiara — pisze św. Paweł — działa przez miłość» (Ga 5, 6). Właśnie w takim ujęciu staje się widoczny sens charytatywnej działalności Kościoła: jego przedsięwzięcia, jego dzieła są znakiem wiary i miłości Boga, który jest Miłością — jak wielokrotnie przypominałem w Encyklikach Deus caritas est i Caritas in veritate. Stąd bierze się i tu powinien się rozwijać wolontariat, zarówno indywidualny, jak i w formie stowarzyszeń, który jest inspirowany przez Caritas, dbający również o aspekt wychowawczy. Młodziutka św. Róża (1233-1251), współpatronka diecezji, której święto przypada właśnie w tych dniach, jest olśniewającym przykładem wiary i wielkoduszności wobec ubogich. Jak nie przypomnieć też, że św. Hiacynta Marescotti (1585-1640) żyjąc w swym klasztorze zapoczątkowała w mieście adorację eucharystyczną, założyła dzieła i podjęła inicjatywy, by pomóc więźniom i ludziom wyrzuconym na margines? Nie możemy pominąć franciszkańskiego świadectwa św. Kryspina, kapucyna (1668-1759), który do dziś inspiruje działalność zasłużonych organizacji pomocy. Wymowną rzeczą jest, że w tym klimacie ewangelicznego zapału powstało wiele domów, w których prowadzono życie konsekrowane, męskich i żeńskich, a zwłaszcza klasztorów kontemplacyjnych, które wyraźnie uwydatniają prymat Boga w naszym życiu i przypominają nam, że pierwszą formą miłości jest właśnie modlitwa. Znaczący jest w tej kwestii przykład bł. Gabrieli Sagheddu (1914-1939), trapistki: w klasztorze w Vitorchiano, gdzie jest pochowana, wciąż żyje duchowy ekumenizm, ożywiany nieustanną modlitwą, do którego gorąco zachęcał Sobór Watykański ii (por. Unitatis redintegratio, 8). Wspomnę również o urodzonym w Viterbo bł. Dominiku Bàrberim (1792-1849), pasjoniście, który w 1845 r. otworzył drzwi Kościoła katolickiego Johnowi Henry’emu Newmanowi, późniejszemu kardynałowi, wybitnemu intelektualiście o bogatej duchowości.

    Na koniec chcę wspomnieć o trzecim aspekcie waszego programu duszpasterskiego: uwrażliwiania na Boże znaki. Tak jak Jezus głuchoniememu, i nam Bóg objawia swój plan poprzez «zdarzenia i słowa». Słuchanie Jego Słowa i rozeznawanie Jego znaków powinno więc być zadaniem każdego chrześcijanina i każdej wspólnoty. Najbardziej widocznym znakiem Boga jest oczywiście uwrażliwianie na stosunek do bliźniego, zgodnie ze słowami Jezusa: «Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili» (Mt 25, 40). Ponadto, jak głosi Sobór Watykański ii, chrześcijanin powinien być «wobec świata świadkiem zmartwychwstania i życia Pana Jezusa i znakiem Boga żywego» (Lumen gentium, 38). Przede wszystkim odnosi się to do kapłana, którego Bóg wybrał tylko dla siebie. W Roku Kapłańskim módlcie się szczególnie żarliwie w intencji kapłanów, seminarzystów, by dochowali wierności swojemu powołaniu i w intencji powołań! Znakiem Boga żywego ma być również każda osoba konsekrowana i każdy ochrzczony.

    Wierni świeccy, młodzieży i rodziny, nie lękajcie się żyć wiarą i dawać jej świadectwa w różnych środowiskach, w rozlicznych sytuacjach ludzkiego życia! Viterbo wydało wybitne postaci również na tym polu. Przy okazji radosnym obowiązkiem jest upamiętnienie młodego Maria Faniego z Viterbo, założyciela «Koła św. Róży», który wraz z Giovannim Acquadernim z Bolonii zapalił pierwszy płomyk, który później przerodził się w historyczne doświadczenie laikatu we Włoszech, jakim jest Akcja Katolicka.

    Przemijają epoki historyczne, zmienia się kontekst społeczny, ale nie zmienia się ani nie mija moda na chrześcijańskie powołanie do życia Ewangelią w solidarności z rodziną ludzką, zgodnie z duchem czasów. Takie jest właśnie zadanie społeczne, specyficzna misja polityki, pełny rozwój człowieka.

    Drodzy bracia i siostry! Kiedy serce błądzi na pustyni życia, nie lękajcie się, zawierzcie się Chrystusowi, pierworodnemu nowej ludzkości, jaką jest rodzina braci, budowana w wolności i sprawiedliwości, w prawdzie i miłości dzieci Bożych. Do tej ogromnej rodziny należą drodzy wam święci: Wawrzyniec, Walenty, Hilary, Róża, Łucja, Bonawentura i wielu innych. Naszą wspólną Matką jest Maryja, którą czcicie jako Madonnę della Quercia («Matka Boża z Dębu»), patronka całej diecezji w jej nowej strukturze. Niech oni czuwają nad wami, abyście zawsze stanowili jedno, i niech w każdym umacniają pragnienie, by głosić — słowami i uczynkami — obecność i miłość Chrystusa! Amen.

    L’Osservatore Romano 11-12/2009/Opoka.pl

    __________________________________________________________________________________

    Uważacie mnie za wariatkę, ale zapragniecie mnie umarłą – św. Róża z Viterbo

    Uważacie mnie za wariatkę, ale zapragniecie mnie umarłą – św. Róża z Viterbo

    św. Róża z Viterbo dokonuje cudu wskrzeszenia – Sailko, CC BY 3.0 www.creativecommons.org, via Wikimedia Commons

    ***

    Modliła się i pokutowała. Żyła w samotności i ubóstwie. Dane jej było doświadczyć cierpień, jakie znosił Chrystus. Z zapałem misjonarza wzywała współmieszkańców do nawrócenia. Nic sobie nie robiła z tego, że niektórzy uważali ją za obłąkaną. Umarła młodo, nie dożywszy lat 20. Szóstego marca wspominamy św. Różę z Viterbo.

    Urodziła się około 1233-1234 roku w Viterbo, 100 kilometrów na północ od Rzymu. Rodzice, Jan i Katarzyna, byli ubogimi rolnikami. Podanie głosi, że dano jej na imię Róża, ponieważ jako niemowlę miała piękne oblicze, podobne do róży właśnie. Mając 12 lat wstąpiła do III Zakonu św. Franciszka. Rodzice byli ponoć bardzo pobożni, a i Róża musiała być już wtedy dojrzała w wierze.

    Mając 16-17 lat bardzo poważnie zachorowała. Lekarze nie dawali jej już szans na wyzdrowienie. Ona spokojnie ofiarowała swoje cierpienia w intencji wyprawy krzyżowej do Ziemi Świętej, pod wodzą Ludwika IX. Był on także tercjarzem franciszkańskim.
    Kiedy cudownie wyzdrowiała, poświęciła się całkowicie nawracaniu dusz. Przywdziała strój pokutny i z krzyżem w ręku przemierzała ulice miasta, nawołując do nawrócenia. Wypominała mieszkańcom, że wystąpili przeciwko papieżowi, a sprzyjali cesarzowi Fryderykowi II. Pewnego razu, przemawiała do ludzi stojąc na kamiennym podeście. W trakcie przemowy zaczęła się unosić wraz z kamiennym cokołem. Te wystąpienia wzburzyły zwolenników cesarza i zamieszkujących Viterbo katarów (heretyków). Zmusili oni Różę i całą jej rodzinę do opuszczenia miasta. Udali się do Soriano.

    Tam Róża miała także widzenia i przepowiedziała na początku grudnia 1250 roku, że rychło ustaną prześladowania i umrze cesarz. Stało się to w połowie miesiąca. Po śmierci cesarza, kiedy Viterbo zostało zajęte przez wojsko papieskie, Róża wraz z rodziną mogli wrócić do swego miasta.

    Róża chciała wtedy wstąpić do klasztoru klarysek w Viterbo. Siostry odmówiły jej jednak, tłumacząc to złym stanem jej zdrowia i ubóstwem rodziny. Gdy siostry jej oświadczyły, że nie mają dla niej miejsca, ona podobno im odpowiedziała: “Nie powiedziałyście właściwej przyczyny. Oto gardzicie mną, ponieważ w oczach świata uchodzę za wariatkę. Nie chcecie mnie żywej, tym więcej zapragniecie mieć mnie umarłą!” Róża zapowiedziała to, co rzeczywiście się stało.
    Róża umarła 6 marca 1252 roku i została pochowana w ziemi, bez trumny. Jej grób stał się miejscem pielgrzymek i zasłynął cudami. Po kilku latach jej ciało (cudownie zachowane od zepsucia) zostało przeniesione do kościoła klarysek. Siostry prosiły papieża Aleksandra IV, aby relikwie świętej znalazły się w ich kościele. Spełniły zatem przepowiednię Róży.

    Aż po dzień dzisiejszy, każdego roku w nocy z 3 na 4 września, na pamiątkę przeniesienia ciała świętej z cmentarza do kościoła, odbywa się tradycyjna procesja z relikwiami, które są niesione w wielkiej wieży-relikwiarzu, tzw. macchina di Santa Rosa.

    La Macchina di Santa Rosa - Riccardo Spinella at Italian Wikipedia, CC BY-SA 3.0 www.creativecommons.org, via Wikimedia Commons

    La Macchina di Santa Rosa – Riccardo Spinella at Italian Wikipedia, CC BY-SA 3.0 www.creativecommons.org, via Wiki. Comm.

    ***

    W 1357 roku kaplica, w której znajdowało się ciało Róży cudownie zachowane od zepsucia doszczętnie spłonęła. Spłonął też sarkofag, ale ciało jedynie zmieniło kolor i nadal pozostało nienaruszone.

    Różę wpisał do katalogu świętych papież Kalikst III w 1457 roku. Benedykt XV ogłosił ją patronką żeńskiej Akcji Katolickiej.
    W ikonografii święta przedstawiana jest w stroju tercjarki franciszkańskiej, najczęściej z krzyżem w dłoni albo z Matką Bożą z Dzieciątkiem. Jej atrybutami są róże albo korona z róż, dyscyplina.

    o. Paweł Kosiński SJ/Deom.pl

    ___________________________________________________________________________________

    Procesja z 28 metrową wieżą Świętej Róży

    Procesja z 28 metrową wieżą Świętej Róży

    ***

    O 500 metrów wydłużono 1200-metrową, dotychczas, trasę, jaką pokonuje co roku wieża zawierająca relikwie Świętej Róży z Viterbo. Stało się tak, by uczcić fakt wpisania jej na listę światowych zabytków UNESCO. Ta tradycyjna procesja odbywa się każdego roku 4 września od ponad 750 lat.

    Konstrukcja, zwana Macchina di Santa Rosa, ma 28 metrów wysokości i waży 5 ton. Niesie ją na ramionach 113 mężczyzn z tzw. Sodalicji Tragarzy, do której należą również kobiety pełniące rolę służb medycznych.

    Tegoroczna uroczystość była ostatnią okazją do zobaczenia “Kwiatu Nieba” – tak mieszkańcy Viterbo nazywają mający 350 lat obelisk. Władze regionu Lazio ogłosiły międzynarodowy konkurs na projekt nowej wieży, która ma być zaprezentowana już w przyszłym roku.

    Św. Róża z Viterbo OFS (1233-53) była tercjarką franciszkańską. Całe swe, krótkie życie spędziła w Viterbo w regionie Lacjum, na północ od Rzymu. Pochodziła z ubogiej, bardzo pobożnej rodziny rolniczej. Bardzo wcześnie sama stała się osobą bardzo wierzącą i mając 12 lat została tercjarką franciszkańską. Dużo się modliła i pokutowała w intencji nawrócenia grzeszników, a chodząc po rodzinnym mieście wzywała również jego mieszkańców do pokuty.

    W owym czasie Viterbo było dużym ośrodkiem sekty katarów, którzy poczuli się urażeni jej apelami i wypędzili ją wraz z rodziną z miasta. Mogła tam powrócić dopiero po zajęciu Viterbo przez wojska papieskie po śmierci cesarza Fryderyka II. Pod koniec życia chciała wstąpić do miejscowego klasztoru klarysek, ale ze względu na jej słabe zdrowie nie przyjęto jej.

    Jest patronką Viterbo, a Benedykt XV ogłosił ją patronką młodzieży żeńskiej Akcji Katolickiej. Kościół katolicki wspomina ją 6 marca, ale procesja ulicami miasta z jej relikwiami odbywa się co roku 4 września. W ikonografii przedstawiana jest z krzyżem.

    Na wieść o uzdrowieniu za jej przyczyną jednego z kardynałów papież Kalikst III (1455-58) przysłał na grób Róży złotą różę i wyznaczył komisję do zbadania jej życia, a w 1457 zaliczył młodą tercjarkę do grona świętych.

    Deon.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    5 marca

    Święty Wirgiliusz z Arles, biskup

    Zobacz także:
      •  Święty Jan Józef od Krzyża, zakonnik
    ***
    Święty Wirgiliusz

    Wirgiliusz urodził się około roku 550. Jego rodzina należała do arystokracji Akwitanii (południowa Francja). Nie myślał jednak o karierze kościelnej czy świeckiej, ale zamknął się w słynnym klasztorze w Lerins, na wyspie w pobliżu Nicei. Ze szczególną pilnością oddawał się studiom patrystycznym pierwszych wieków chrześcijaństwa. Duchem ofiary i łagodnością charakteru pozyskał sobie tak dalece współbraci, że wybrali go na swojego opata.
    Nie wiemy, dlaczego opuścił jednak opactwo w Lerins i udał się do Francji. Wstąpił do klasztoru w Autun. Mnisi również i tutaj wybrali go na swojego opata. Tu właśnie odwiedził go św. Augustyn, kiedy udawał się ze swymi towarzyszami do Anglii, by podjąć misję pozyskania tego kraju dla Chrystusa.
    Niebawem zawakowało biskupstwo w Arles. Zebrani okoliczni biskupi, kapłani i wierni wybrali arcybiskupem tego miasta Wirgiliusza. Wybór ten okazał się opatrznościowy. Wirgiliusz wystawił szereg kościołów i klasztorów. Był w przyjaźni z papieżem św. Grzegorzem I Wielkim, który powołał go na swego wikariusza na całą Galię. Zachowały się listy Grzegorza do Wirgiliusza, w których papież zaleca biskupowi w stosunku do innowierców kierować się raczej duchem miłości niż surowości. W innym liście papież daje instrukcje, dotyczące kształcenia i wychowania kleru. Wreszcie w jeszcze innym liście poleca św. Grzegorz, by powracającemu z Anglii do Rzymu św. Augustynowi udzielił sakry biskupiej. To świadczy niezbicie, jak wielkiej powagi zażywał Wirgiliusz u papieża.
    Nie mniejszą powagą cieszył się Wirgiliusz w episkopacie galijskim. Kiedy zaistniał spór między biskupem Narbony a jego sąsiadami, na rozjemcę zaproszono Wirgiliusza.
    Biskup miał szczególne nabożeństwo do św. Trofima, swojego poprzednika na stolicy w Arles (wiek III). Szerzył też gorliwie jego kult. Prowadząc życie niezmiernie czynne, nie zapomniał także o własnej duszy. Wolny czas poświęcał na modlitwę i uczynki miłosierdzia. Przy pogrzebie znaleziono na jego ciele włosiennicę. Wszystkie życiorysy podkreślają, że Pan Bóg obdarzył go darem cudów. Za jego przyczyną – tak za życia, jak i po śmierci – wielu chorych miało odzyskać zdrowie.
    Wirgiliusz pożegnał ziemię dla nieba w 618 roku po 30 latach szczęśliwych rządów (588-618).
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    4 marca

    Święty Kazimierz, królewicz

    Zobacz także:
      •  Święty Jan Antoni Farina, biskup
    ***
    Święty Kazimierz

    Kazimierz urodził się 3 października 1458 r. w Krakowie na Wawelu. Był drugim z kolei spośród sześciu synów Kazimierza Jagiellończyka. Jego matką była Elżbieta, córka cesarza Niemiec, Albrechta II. Pod jej opieką Kazimierz pozostawał do dziewiątego roku życia. W 1467 r. król powołał na pierwszego wychowawcę i nauczyciela swoich synów księdza Jana Długosza, kanonika krakowskiego, który aż do XIX w. był najwybitniejszym historykiem Polski. “Był młodzieńcem szlachetnym, rzadkich zdolności i godnego pamięci rozumu” – zapisał Długosz o Kazimierzu. W 1475 r. do grona nauczycieli synów królewskich dołączył znany humanista, Kallimach (Filip Buonacorsi). Król bowiem chciał, by jego synowie otrzymali wszechstronne wykształcenie. Ochmistrz królewski zaprawiał ich również w sztuce wojennej.
    W 1471 r. brat Kazimierza, Władysław, został koronowany na króla czeskiego. W tym samym czasie na Węgrzech wybuchł bunt przeciwko tamtejszemu królowi Marcinowi Korwinowi. Na tron zaproszono Kazimierza. Jego ojciec chętnie przystał na tę propozycję. Kazimierz wyruszył razem z 12 tysiącami wojska, by poprzeć zbuntowanych magnatów. Ci jednak ostatecznie wycofali swe poparcie i Kazimierz wrócił do Polski bez korony węgierskiej. Ten zawód dał mu wiele do myślenia.
    Po powrocie do kraju królewicz nie przestał interesować się sprawami publicznymi, wręcz przeciwnie, został prawą ręką ojca, który upatrywał w nim swego następcę i wciągał go powoli do współrządzenia. Podczas dwuletniego pobytu ojca na Litwie Kazimierz jako namiestnik rządził w Koronie. Obowiązki państwowe umiał pogodzić z bogatym życiem duchowym. Wezwany przez ojca w 1483 r. do Wilna, umarł w drodze z powodu trapiącej go gruźlicy. Na wieść o pogorszeniu się zdrowia Kazimierza, król przybył do Grodna. Właśnie tam, “opowiedziawszy dzień śmierci swej tym, którzy mu w niemocy służyli […], ducha Panu Bogu poleciwszy wypuścił 4 dnia marca R.P. 1484, lat mając 26” – napisał ks. Piotr Skarga. Pochowano go w katedrze wileńskiej, w kaplicy Najświętszej Maryi Panny, która od tej pory stała się miejscem pielgrzymek. W 1518 król Zygmunt I Stary, rodzony brat Kazimierza, wysłał przez prymasa do Rzymu prośbę o kanonizację królewicza. Leon X na początku 1520 r. wysłał w tej sprawie do Polski swojego legata. Ten, ujęty kultem, jaki tu zastał, sam ułożył ku czci Kazimierza łaciński hymn i napisał jego żywot. Na podstawie zeznań legata Leon X w 1521 r. wydał bullę kanonizacyjną i wręczył ją przebywającemu wówczas w Rzymie biskupowi płockiemu, Erazmowi Ciołkowi. Ten jednak zmarł jeszcze we Włoszech i wszystkie jego dokumenty w 1522 r. zaginęły. Król Zygmunt III wznowił więc starania, uwieńczone nową bullą wydaną przez Klemensa VIII 7 listopada 1602 r. w oparciu o poprzedni dokument Leona X, którego kopia zachowała się w watykańskim archiwum.
    Kiedy w 1602 r. z okazji kanonizacji otwarto grób Kazimierza, jego ciało znaleziono nienaruszone mimo bardzo dużej wilgotności grobowca. Przy głowie Kazimierza zachował się tekst hymnu ku czci Maryi Omni die dic Mariæ (Dnia każdego sław Maryję), którego autorstwo przypisuje się św. Bernardowi (+ 1153). Wydaje się prawdopodobne, że Kazimierz złożył ślub dozgonnej czystości. Miał też odrzucić proponowane mu zaszczytne małżeństwo z córką cesarza niemieckiego, Fryderyka III.
    Uroczystości kanonizacyjne odbyły się w 1604 r. w katedrze wileńskiej. W 1636 r. przeniesiono uroczyście relikwie Kazimierza do nowej kaplicy, ufundowanej przez Zygmunta III i Władysława IV. W 1953 r. przeniesiono je z katedry wileńskiej do kościoła świętych Piotra i Pawła. Obecnie czczony jest ponownie w katedrze.
    Św. Kazimierz jest jednym z najbardziej popularnych polskich świętych. Jest także głównym patronem Litwy. W diecezji wileńskiej do dziś zachował się zwyczaj, że w dniu św. Kazimierza sprzedaje się obwarzanki, pierniki i palmy; niegdyś sprzedawano także lecznicze zioła (odpustowy jarmark zwany Kaziukami). W 1948 r. w Rzymie powstało Kolegium Litewskie pod wezwaniem św. Kazimierza. W tym samym roku Pius XII ogłosił św. Kazimierza głównym patronem młodzieży litewskiej. W 1960 r. Kawalerowie Maltańscy obrali św. Kazimierza za swojego głównego patrona; otrzymali wówczas część relikwii Świętego.
    W ikonografii atrybutem Świętego jest mitra książęca. Przedstawiany także ze zwojem w dłoni, na którym są słowa łacińskiego hymnu Omni die dic Mariæ – ku czci Matki Bożej, do której św. Kazimierz miał wielkie nabożeństwo. Często przedstawia się go w stroju książęcym z lilią w ręku lub klęczącego nocą przed drzwiami katedry – dla podkreślenia jego gorącego nabożeństwa do Najświętszego Sakramentu.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________

    Św. Kazimierz

    4 marca obchodzimy święto naszego rodaka św. Kazimierza, królewicza, drugiego z kolei syna króla Kazimierza Jagiellończyka i jego żony Elżbiety. Żył w latach 1458-84, a kanonizowany został w roku 1521. Jak wyjaśnia ks. Piotr Skarga w swych „Żywotach Świętych Starego y Nowego Zakonu”: „Imię to zmieniło się w vżywaniu iedną literą i. postaremu z Słowieńska mianowało się Każemir: to jest roskazuie pokoy: Nie Kaźimir iakoby psował pokoy. Mir, to iest, co pokoy y przymierze zowiem”.

    ***

    Atmosfera rodzinnego domu

    „Wychowany z inną braćią w pilnym y ostrożnym ćwiczeniu do pobożnośći y Boiaźni Bożey, y świętych a Pańskich obyczaiow, y do nauk rozum ostrzących, w ktorych też niemały miał postępek, pod sławnym mistrzem y nauczyćielem Długoszem onym, Kanonikiem Krakowskim, pisarzem dźieiow Polskich, Nominatem na Arcybiskupstwo Lwowskie. Z którego iako źrzodła czystego y hoynego napoiony, we wszytkie cnoty rosł, y iako dobra a buyna źiemia rodzay dawał, nie tylo trzydźiesty, ale y setny. Bo w młodych leciech czytaiąc y słuchaiąc Syna Bożego mowiącego: (Co pomocno człowiekowi by wszytek świat miał, a duszęby swoię zgubił:) zamiłował dusze swoiey zbawienie, a wzgardę świata odmiennego y krotkiego do serca brał.”
    Już sama atmosfera domu rodzinnego bardzo była pomocna do wykształcenia w sobie umiłowania cnót chrześcijańskich. Rodzice Kazimierza byli ludźmi bardzo pobożnymi, czemu dawali wyraz w licznych fundacjach kościołów i klasztorów, a także w pielgrzymkach do miejsc świętych. Od dziewiątego roku życia miał też Królewicz za wychowawcę samego Jana Długosza, jak zaznacza powyższy fragment z Żywotów… ks. Piotra Skargi, co z pewnością nie pozostało bez wpływu na jego duchowość.

    Duch modlitwy

    Od najmłodszych lat Kazimierz wyróżniał się spośród rodzeństwa nie tylko zdolnościami i pracowitością, ale i umiłowaniem spraw Bożych i modlitwy.
    Ks. Piotr Skarga pisze: „Co iż z daru Bożego płynie, a prośić y kołatać y szukać kazano: w modlitwę się gęstą y pilną dźienną y nocną wprawił, więcey na niey czasu trawił, niżli na innych zabawach, a wydźierać iey sobie dworskiemu nachodzeniami, ile mogł, nie dopuśćił. Częśćiey go w kośćiele naydowano niżli na pałacu, y widano go w modlitwie myślą zachwyconego, iakoby o sobie niewiedźiał. W nocy się do kośćiołow porywał i wychodźił. A gdy zamknione nalazł, v drzwi się Panu Bogu korzył. y często go straż leżącego na twarz w nocy v kośćioła naydowała”.
    Tak też jest nasz święty częstokroć przedstawiany w ikonografii, klęczący w nocy przed drzwiami katedry. Prócz tego na obrazach i w figurach spotkamy go w stroju książęcym z lilią lub lilią i krzyżem w ręku.
    Do jego umiłowania modlitwy, zwłaszcza przed Najświętszym Sakramentem, dodać należy gorące nabożeństwo do Matki Bożej, ćwiczenie się w umartwieniu, ślub czystości, który złożył, wielką pokorę i wielość uczynków miłosierdzia.

    Patron Litwy

    Ojciec przygotowywał Kazimierza do objęcia Korony i już w latach 1481-83, gdy król przebywał na Litwie, młody Królewicz objął administrację i namiestnictwo w Królestwie Polskim. Niestety, męczyła go gruźlica. W 1483 r. Kazimierz na wezwanie ojca przybył do Wilna, m.in. by podleczyć swoje zdrowie, jednak w niedługim czasie stan jego uległ nagłemu pogorszeniu. Lekarze proponowali choremu, by zrezygnował ze ślubu czystości na rzecz małżeństwa, co miało w ich mniemaniu przyczynić się do jego wyzdrowienia. „On nie tylo panieńskie ono y dziewicze serce, ale y męczeńskie pokazał, gromiąc lekarze a mowiąc: Tego nigdy nie vczynię: abych dla docześnego zdrowia, P. Boga gniewać, y iego roskazanie przestępować, y łaskę iego traćić miał”.
    Zmarł w Grodnie, a jego doczesne szczątki zostały pochowane w katedrze wileńskiej. W ten oto sposób św. Kazimierz został głównym patronem Litwy. Ks. Piotr Skarga pisze: „Rychło Pan Bog vwielbić cudami ś. Kazimierza, y iego obiawić wysługi y chwałę ktorey w niebie zażywa, raczył. Bo v grobu iego panienka iedna vmarła, za przeważną modlitwą iego, ktorey się rodźicy iey z wielką wiarą poruczyli, ożyła. y roku P. 1518 swoim Polakom y Litwie sławne zwyćięstwo pod Połockiem nad Moskwą ziednał: małą liczbą barzo pogromieni są. y był widźiany ś. Kazimierz, gdy przeprawę przez Dźwinę rzekę y brod woysku vkazował”. Te i inne cuda sprawiły, że kult jego bardzo się rozpowszechnił. Jak za dawnych lat po dzisiaj na Litwie obchodzone są na jego cześć Kaziuki.

    Św. Kazimierz w Chełmsku

    Na terenie naszej diecezji św. Kazimierz jest czczony w Chełmsku, w parafii Rokitno, gdzie znajduje się kościół pod jego wezwaniem. Co ciekawe, nadanie kościołowi w Chełmsku za patrona św. Kazimierza jest ściśle związane z Rokitnem i Matką Bożą Rokitniańską. Kościółek ten został zbudowany w 1669 r. Kiedy 4 marca 1670 r. biskup poznański M. Kurski przybył, aby go konsekrować, nadał mu tytuł nawiązujący do daty uroczystego ogłoszenia obrazu Matki Bożej Rokitniańskiej za cudowny przez Komisję Teologiczną powołaną w diecezji poznańskiej, do której ten teren w XVII w. należał. Ogłoszenie to nastąpiło 4 marca, a patronem tego dnia jest nie kto inny, jak właśnie św. Kazimierz. W prezbiterium kościoła w Chełmsku znajdują się relikwie św. Kazimierza i figura przedstawiająca świętego w stroju książęcym z lilią i krzyżem w rękach.

    ks. Dariusz Gronowski/Tygodnik Niedziela

    ________________________________________________________________________________


    Kazimierz – sprawiedliwy i święty królewicz

    ***

    – Władca roztropny nie podejmuje pochopnych decyzji, nie działa ze szkodą dla poddanych, a stara się wyważać racje i znaleźć najlepsze rozwiązanie. Sprawiedliwość królewicza Kazimierza była widoczna, gdy sam rozstrzygał spory, czy gdy w jego obecności sprawowano sądy. To miało ogromne znaczenie w budowaniu tego poczucia, że monarcha jest sprawiedliwy i stara się o to, by każdemu oddać to co jest mu należne. Zarówno co do postępków, jak i co do zasług – mówi w rozmowie z pch24.pl prof. Krzysztof Ożóg, historyk UJ, wybitny mediewista. [WYWIAD OPUBLIKOWANO W 2016 R.]

    Niełatwo być dobrym władcą, a jeszcze trudniej świętym. W czym tkwiła wielkość św. Kazimierza Jagiellończyka?

    Warto zauważyć, że jeśli chodzi o władców wyniesionych do chwały ołtarzy, to przeważają tu monarchowie, którzy przyjęli chrzest w wieku dojrzałym, podejmując decyzje o przyjęciu wiary chrześcijańskiej osobiście i dla swojego państwa. Mamy tu przykład św. Oswalda, króla Northumbrii, św. Olafa II Haraldssona, króla Norwegii, czy św. Stefana, króla węgierskiego, który wraz ze swym ojcem księciem Gejzą przyjął chrzest, a potem budował i wzmacniał Kościół. W Kościele Prawosławnym mamy św. Włodzimierza Wielkiego, władcę Rusi Kijowskiej. To są typowe przykłady ukazujące pewien mechanizm. Niemniej są też święci monarchowie z okresu późniejszego, jak chociażby św. Ludwik, król Francji (1226-1270), który przeniknięty duchem franciszkańskim starał się zarówno swoje panowanie, życie osobiste, duchowość kształtować wedle wzorca św. Franciszka z Asyżu, którym był wyraźnie zafascynowany. Trzeba tu pamiętać, że Ludwik w XIII wieku władał najpotężniejszym królestwem świata chrześcijańskiego, podejmującym tak poważne wyzwania, jak odzyskanie Ziemi Świętej. Wiemy, że król Ludwik zorganizował dwie nieudane wyprawy. Podejmował je nie szczędząc kosztów i zdrowia. Z tego powodu przecież znalazł się w niewoli w czasie pierwszej z tych wypraw (1249), a podczas drugiej zmarł (25 sierpnia 1270). To jest postać, która wzbudziła ogromne uznanie, ale i cieszyła się szerokim kultem najpierw we Francji, a potem także w całym wielkim świecie chrześcijańskim.

    W przypadku świętego królewicza Kazimierza Jagiellończyka mamy do czynienia niewątpliwie z postacią wybitną. Jego rodzice – Kazimierz Jagiellończyk i Elżbieta Rakuszanka – bardzo rzetelnie podchodzili do swoich obowiązków i jako rodzina królewska dokładali starań, by dobrze wychować swoich potomków, następców tronu. Dbali, by dobrze ukształtować ich nie tylko intelektualnie, ale i duchowo. Stąd też na głównego nauczyciela swoich synów wybrali Jana Długosza. Z jednej strony był on człowiekiem o szerokich horyzontach intelektualnych: stworzył przecież największą historię Polski, czyli „Roczniki”, w których opisał całe dzieje Polski, a także w wielu wypadkach dzieje krajów sąsiednich, począwszy od samego początku, aż po rok 1480, czyli rok swojej śmierci. Z drugiej strony był to człowiek o bardzo głębokiej, choć tradycyjnej wierze. Znane nam są świadectwa mówiące o tym w jaki sposób Jan Długosz starał się kształtować charaktery i pobożność synów Kazimierza Jagiellończyka.

    Królewicz, mimo odebrania takiego samego wychowania jak jego rodzeństwo, miał wyróżniać się zachowaniem. Przekazy historyczne to potwierdzają?

    Mimo swojego krótkiego życia królewicz Kazimierz rzeczywiście zdążyć być postacią wyjątkową. Trzeba pamiętać, że los przynosił mu bardzo trudne chwile, zarówno na płaszczyźnie osobistej, jak i politycznej. Mam na myśli to w jaki sposób Kazimierz – ojciec, myślał o przyszłości.

    Wracając do źródeł dotyczących duchowego wzrastania królewicza Kazimierza, to wiemy, że anonimowy autor zadedykował mu traktat pióra Eneasza Sylwiusza Piccolominiego, dotyczący wychowania władców. Autor tego traktatu, późniejszy papież Pius II napisał go w 1443 roku dla Zygmunta, księcia austriackiego. Był to rozbudowany list, w którym Eneasz Sylwiusz Piccolomini pokazywał etapy kształcenia intelektualnego, jak i wprowadzania w życie moralne oraz duchowe. Skrót tego traktatu powstał najpewniej w Krakowie w roku 1467 i został zadedykowany królewiczowi Kazimierzowi.

    Traktat pokazywał monarchę, którego działanie, osobowość oparta jest o cztery cnoty kardynalne. Pierwszą z nich była roztropność – z tym się wiązała mądrość. W zdobywanie tej cnoty wkładano również wykształcenie intelektualne. Następnie mamy sprawiedliwość, męstwo i wreszcie umiarkowanie. W postępowaniu Kazimierza widać zakorzenienie w tych fundamentach.

    Jest wiele świadectw mówiących o tym, że królewicz był człowiekiem o bardzo głębokim poczuciu sprawiedliwości. Kiedy miał możliwość czynienia sprawiedliwości, czy wpływania na to jak ta sprawiedliwość funkcjonuje w państwie, podejmował działania, szczególnie gdy przez dwa lata (1481-83) rządził Koroną w zastępstwie ojca. Król był wtedy na Litwie i borykał się z wieloma trudnymi problemami – buntem, spiskiem na jego życie. W tym okresie widać wyraźnie jak u królewicza ta cnota sprawiedliwości, roztropności oraz umiarkowania znajduje zastosowanie w codziennym działaniu monarszym.

    To dlatego królewicz Kazimierz był szanowany przez lud?

    Decydującymi były jego roztropność i sprawiedliwość. Bo władca roztropny nie podejmuje pochopnych decyzji, nie działa ze szkodą dla poddanych, a stara się wyważać racje i znaleźć najlepsze rozwiązanie. Jego sprawiedliwość była widoczna, gdy sam rozstrzygał spory, czy gdy w jego obecności sprawowano sądy. To miało ogromne znaczenie w budowaniu tego poczucia, że monarcha jest sprawiedliwy i stara się o to, by każdemu oddać to co jest mu należne. Zarówno co do postępków, jak i co do zasług.

    Wśród cnót kardynalnych mamy też męstwo. Tu trzeba podkreślić, że Kazimierz musiał się zmierzyć z trudnymi problemami, w tym klęską polityki swego ojca. Po matce, Elżbiecie Habsburżance (Rakuskiej), jej synowie mieli prawa do tronu czeskiego i węgierskiego. Tron czeski objął w 1471 roku pierwszy z synów króla Kazimierza – Władysław. W tym samym roku rozpoczęła się wojna z Maciejem Korwinem, królem węgierskim, który przez Jagiellonów był uznawany za uzurpatora tronu. Właśnie królewicz Kazimierz, z woli ojca, stanął na czele wyprawy na Węgry, by odsunąć Macieja Korwina i przejąć tron. Z różnych powodów wojna się przedłużała i nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. W efekcie Kazimierz zimą 1472 roku musiał się wycofać. Zatem on, jako ten, który był przeznaczony na tron węgierski zmierzył się z tą poważną klęską jagiellońskiej polityki. To była też jego porażka, bo droga do węgierskiego tronu pozostała zamknięta. To miało wpływ na dalsze losy Kazimierza. Królewicz ten trudny moment przeżył starając się zawierzyć swoją osobę Bogu. Wiemy, że pielgrzymował do Częstochowy. Badacze sądzą, że to w tym czasie książę powierzył się Matce Bożej i złożył ślub dozgonnej czystości. Stąd też, później gdy przyszły propozycje małżeństwa – ojciec chciał go ożenić z córką Fryderyka III Habsburga, wówczas cesarza – Kazimierz omawiał. To dość niezwykłe w tamtym czasie, bo wola ojca była w tym wypadku zazwyczaj niepodważalna. Królewicz Kazimierz miał najwyraźniej w sobie na tyle siły wewnętrznej, że odrzucił ten projekt, a ojciec wraz z matką Elżbietą, która przecież była kobietą wielkiego formatu, zdaje się dobrze rozumieli syna.

    W roku 1483 królewicz został wezwany przez ojca na Litwę, gdzie pomagał mu w rządach i podobnie jak podczas swych rządów w Koronie, zyskiwał sympatię poddanych. Swoją postawą zdobywał zaufanie i stawał się wzorem pobożności. Jego zachowanie było postrzegane jako coś ponad to, czego oczekiwano od monarchy, jako władcy chrześcijańskiego.

    To są główne ślady związane z życiem wewnętrznym św. Kazimierza. On sam nie pozostawił dla nas żadnych osobistych świadectw. Oczywiście są dokumenty, mowy, jakie wygłaszał jako młodzieniec. Jako badacze odczytujemy osobowość Kazimierza z różnego rodzaju źródeł, w tym relacji Jana Długosza, który jako wychowawca znał go dość dobrze i zostawił o nim jak najlepsze świadectwo.

    Bycie dobrym władcą, nawet bardzo pobożnym wystarczało, by zasłużyć na miano świętości?

    Rzeczywiście było wielu monarchów, którzy starali się sprostać stawianemu im ideałowi – chcieli dobrze sprawować swe rządy, byli dobrymi, chrześcijańskimi władcami – ale nie zostali wyniesieni do chwały ołtarzy. Tu występuje jeszcze ten jeden, ważny element. Królewicz Kazimierz zaraz po swojej śmierci (4 marca 1484 roku) w Wilnie, gdzie został pochowany, został otoczony kultem. Mamy zatem do czynienia z sytuacją, gdy młody królewicz umiera w powszechnej opinii świętości, wierni zaczynają modlić się za jego wstawiennictwem i otrzymują łaski. Bardzo szybko, bo już w 1518 roku zaczął się proces kanonizacyjny. Wiemy, że z powodu różnych problemów – zagubienie w 1522 roku bulli kanonizacyjnej wystawionej przez Leona X w 1521 r. – z powodu śmierci wiozącego ją posła Erazma Ciołka, złupienie Rzymu w 1527 roku czy okres reformacji, nie służyło sprawie. Dopiero w 1602 roku Zygmunt III Waza poprosił papieża Klemensa VIII o ponowne wydanie bulli kanonizacyjnej (na podstawie poprzedniej bulli Leona X) i dwa lata później we Wilnie odbyły się uroczystości kanonizacyjne. Przyjmuje się, że kult św. Kazimierza, jako kult patronalny dla Litwy, Wilna został ustabilizowany w roku 1600.

    Fakt, że królewicz Kazimierz zmarł na Litwie, która jako młoda społeczność chrześcijańska oczekiwała na „swojego” świętego mógł mieć tu jakieś znaczenie?

    Nie jest to wykluczone. Trzeba  pamiętać, że Jagiellonowie byli Litwinami. Kazimierz Jagiellończyk (ojciec) bardzo mocno podkreślał swoją litewskość i to, że jest synem Władysława Jagiełły, który był dziedzicznym wielkim księciem litewskim. Był to władca sprawiedliwy, odważny, pobożny. To on doprowadził do chrystianizacji Litwy, pielgrzymował do miejsc świętych, ufundował wiele kościołów i po jego śmierci, w mowach pogrzebowych widać było takie pragnienie, by powstał kult króla Władysława. Jednak mimo tej znakomitej opinii, długiego panowania, wielu fundacji klasztornych, taki kult się nie zawiązał. W przypadku jego wnuka – królewicza Kazimierza – z pomocą Bożej Opatrzności, stało się inaczej. Niewątpliwie elity litewskie oczekiwały świętego dynasty, który pochodziłby z rodu litewskiego, z rodu Gedymina. Dla Wielkiego Księstwa Litewskiego, takie poczucie, że ma swojego świętego miało z pewnością duże znaczenie. Oczywiście kult św. Kazimierza rozwijał się też w Koronie, niemniej z uwagi na miejsce pochowania, pochodzenie dynastii, najmocniej  zakorzenił się on na Litwie. Święty królewicz stał się patronem Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

    Dziękuję za rozmowę.

    Marcin Austyn/PCh24.pl

    ___________________________________________________________________________________


    Przybył na pole bitwy po śmierci.

    Cuda św. Kazimierza

    (źródło: Wikimedia Commons)

    ***

    Weterani bitwy pod Połockiem stoczonej 29 lipca 1518 roku utrzymywali, że szalę zwycięstwa na stronę polsko-litewską przechylił Kazimierz, starszy brat króla Zygmunta I Starego. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że od 34 lat królewicza Kazimierza nie było wśród żywych.

    Wschodni labirynt

    W roku 1492 zmarł król polski i wielki książę litewski Kazimierz Jagiellończyk. Po koronę polską sięgnął jego syn Jan I Olbracht, podczas gdy młodszy Aleksander zasiadł na tronie wielkoksiążęcym w Wilnie.

    Oznaczało to faktyczne zerwanie polsko-litewskiej unii personalnej, wprawdzie nie na długo, bo do roku 1501, kiedy po zgonie bezdzietnego Jana Olbrachta królem Polski obwołany został Aleksander. Ponowne zacieśnienie związku między obydwoma państwami przypieczętowała unia mielnicka. Związek Polski i Litwy, datujący się od chrztu Jagiełły przetrwał więc próbę czasu. Entuzjaści unii wskazywali na potęgę i perspektywy sojuszu. Ujemnym następstwem tego procesu było wciągnięcie Polski w konflikty, w jakie zaangażowane było Wielkie Księstwo Litewskie.

    Na przełomie XV i XVI wieku rywalizacja Litwy oraz Wielkiego Księstwa Moskiewskiego o panowanie nad ziemiami ruskimi doprowadziła do serii wojen. Stosunek samych Rusinów do tych zmagań był zróżnicowany. Niektórzy kniaziowie poczuwali się do wspólnoty z „hospodarem wszystkiej Rusi” panującym na Kremlu i przy pierwszej okazji przechodzili na jego stronę. Inni, jak hetman wielki litewski Konstanty Iwanowicz Ostrogski – choć wyznawca prawosławia, wysławiający się w języku staroruskim – dochowali wierności Litwie. Po ponownym zbliżeniu Krakowa i Wilna zaistniała obawa, że w imię obrony litewskich interesów również Polska zapadnie się w wojennym grzęzawisku.

    Konflikty na Wschodzie zawsze były istnym labiryntem, w którym przybyszom z zewnątrz trudno było się połapać. Na Litwie dobrym tego przykładem była postać kniazia Michała Glińskiego, marszałka nadwornego. To właśnie on usilnie zabiegał o pomoc wojskową Polski przeciw Moskwie. Wszelako potem Gliński padł ofiarą oszczerstw ze strony zawistnych rodaków, oskarżających go o próbę zagarnięcia wielkoksiążęcego tronu. W końcu, aby ratować głowę, Gliński uszedł do… Moskwy, której odtąd służył wojskowo przeciw własnej ojczyźnie oraz jej polskim sojusznikom.

    Jakby ów galimatias nie był wystarczająco skomplikowany, wypada przypomnieć, że małżonką Aleksandra Jagiellończyka, wielką księżną litewską oraz niekoronowaną (z uwagi na prawosławne wyznanie) królową Polski była Helena Moskiewska, córka samego wielkiego księcia Iwana III Srogiego, a siostra jego następcy Wasyla III. Królowa Helena, postać wyjątkowo szlachetna a przy tym tragiczna, była rozdarta między lojalnością wobec męża a własną ojczyzną. Na Litwie posądzana przez zawistnych intrygantów o konszachty z Moskwicinami, w rzeczywistości darzyła swego małżonka szczerym uczuciem i pełnym oddaniem. Starała się wykorzystać swą pozycję do łagodzenia sporów litewsko-moskiewskich. Pisała listy do swego ojca, a potem brata, błagając ich o wstrzymanie najazdów na Litwę. Po śmierci męża (1506) chciała powrócić do ojczyzny, na co nie wyraził zgody nowy król Polski, Zygmunt I Stary. Wtedy podjęła próbę ucieczki, którą udaremniono. Po kilkuletniej udręce Helena zmarła w styczniu 1513 roku w Wilnie, w wieku niespełna 37 lat. Jako przyczynę zgonu podawano „wielki smutek”, choć wielu szeptało o truciźnie.

    Pierwsze polskie wojny z Moskwą

    Zgon Heleny poprzedziły doniosłe wydarzenia na arenie międzynarodowej. Król Zygmunt Stary zaangażował Koronę Królestwa Polskiego w spór litewsko-moskiewski.

    Podczas wojny w latach 1507-1508 Litwinów wsparły liczne zastępy polskich zaciężnych, dokonując głębokich zagonów w głąb ziem moskiewskich. W październiku 1508 roku Litwa i Moskwa zawarły pokój wieczysty.

    Kilka lat później król Zygmunt postanowił wejść w sojusz z chanem Tatarów krymskich, Menglim I Girejem. Pomysł wydawał się osobliwy, jako że Tatarzy z upodobaniem pustoszyli nasze ziemie. Na wiosnę 1512 roku srogą klęskę bisurmanom zadali pod Wiśniowcem hetmani: koronny Mikołaj Kamieniecki oraz litewski Konstanty Ostrogski. Polski monarcha chciał wykorzystać osłabienie chana i zaoferował mu sojusz skierowany przeciw Moskwie.

    Chan ochoczo przystał na propozycję. Jeszcze w tym samym roku Tatarzy uderzyli na terytoria moskiewskie, docierając aż pod Riazań. Co działo się na trasie przemarszu ordy, łatwo możemy sobie wyobrazić, mając w pamięci własne doświadczenia z wizyt krymskich wyznawców Mahometa. Wracające z wyprawy czambuły lojalnie oddały Polakom trzecią część zagrabionych łupów. Panujący wówczas na Kremlu wielki książę Wasyl III potraktował owe wypadki jako akt agresji ze strony zasiadającego na polskim i litewskim tronie Jagiellona. Przy okazji postanowił wyrównać rachunki za krzywdy siostry, Heleny.

    W listopadzie 1512 roku wojska moskiewskie wdarły się na ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego. Litwinów wsparła Polska, tym razem oficjalnie wysyłając swe oddziały. Walki toczyły się ze zmiennym szczęściem. Polskie przymierze z krymskimi muzułmanami okazało się kiepskim pomysłem, jako że Tatarzy kierowali się wyłącznie własnym interesem, nie zamierzając honorować umów, które stawały się dla nich nieopłacalne. Polacy doświadczyli tego boleśnie, kiedy ordyńcy nieoczekiwanie zmienili front, występując u boku Moskali, m.in. druzgocąc wojska polsko-litewskie w bitwie pod Sokalem (1519).

    Odsiecz Połocka

    Wojna trwała 10 długich lat. Dopiero 14 września 1522 roku podpisano rozejm. Nim do tego doszło polało się wiele krwi. Najsłynniejszą batalią tamtego okresu pozostaje bój pod Orszą, stoczony  8 września 1514 roku, kiedy to wojska litewsko-polskie dowodzone przez hetmana Ostrogskiego odniosły świetne zwycięstwo nad górującymi liczebnie zastępami moskiewskimi. W cieniu tamtej batalii pozostaje dziś inna operacja wojskowa, która przecież wzbudziła wówczas ogromne wrażenie.

    Latem 1518 roku Moskwicini oblegli Połock. Z odsieczą miastu szli Litwini i Polacy pod wodzą Olbrachta Gasztołda, Jerzego „Herkulesa” Radziwiłła i Jana Boratyńskiego. Niewiele brakowało, by pomoc zawróciła, jako że rycerstwo napotkało wezbrane fale Dźwiny. W tym jednak momencie pojawił się nikomu nieznany młodzieniec odziany w „świetną” zbroję i dosiadający białego rumaka. Rzucił się on w wodę, wskazując Litwinom bezpieczne przejście.

    Był 29 lipca 1518 roku. Po sforsowaniu rzeki Polacy i Litwini starli się z oddziałem moskiewskim strzegącymi brodu. Znamy niewiele szczegółów tamtego boju, wiadomo jednak, że wrogie zgrupowanie poniosło klęskę, a wśród poległych znaleźli się jego dowódcy, kniaziowie Rostowski i Oboleński. Na wieść o pogromie główne siły nieprzyjaciela oblegające Połock zwinęły oblężenie i spiesznie wycofały się na wschód.

    Młody rycerz-przewodnik, dzięki któremu odsiecz Połocka zakończyła się sukcesem, nie został odnaleziony. Świadkowie utrzymywali, że rozpoznali w nim królewicza Kazimierza, starszego brata Zygmunta Starego. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie fakt, że od 34 lat Kazimierza nie było wśród żywych.

    Szlachetność i rozum

    Kazimierz, syn Kazimierza IV Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki, późniejszy święty Kościoła katolickiego oraz patron Polski i Litwy, przyszedł na świat 3 października 1458 roku.

    Wychowawcą królewicza był kanonik krakowski Jan Długosz. Wielki kronikarz tak wspominał swego podopiecznego: „Był młodzieńcem szlachetnym, rzadkich zdolności i godnego pamięci rozumu”.

    Kazimierz żył w cieniu legendy swego stryja, Władysława Warneńczyka, poległego w boju z pohańcem w 1444 roku. Marzył o wzięciu udziału w krucjacie i walce za Wiarę. Zamiast tego w 13-ym roku życia uczestniczył w niefortunnej wyprawie wojennej, mającej wesprzeć powstańców węgierskich występujących przeciw rządom Macieja Korwina.

    Dorastający królewicz coraz mocniej angażował się w sprawy publiczne, zachwycając otoczenie inteligencją i prawością. Powszechnie mówiono o nim jako o „bardzo mądrym i obyczajnym”. Biskup przemyski Jan z Targowiska wystawił młodzieńcowi następujące świadectwo: „Książę zdumiewającej cnoty i mądrości, tudzież nauki nadzwyczajnej i tymi przymiotami pociągnął ku sobie serca wielu narodów do miłości”.

    Kazimierz wyznaczony na następcę tronu doskonale radził sobie w sztuce rządzenia. Przez prawie dwa lata jako namiestnik samodzielnie władał Koroną Królestwa Polskiego (zastępując ojca przebywającego wówczas na Litwie). W tym czasie poprawił stan bezpieczeństwa wewnętrznego tępiąc rozboje, usprawnił sądownictwo, uregulował relacje ze stanami pruskimi, zaś dzięki ofiarnemu wspieraniu potrzebujących zdobył miano „obrońcy ubogich”. Zasiadłszy na polskim tronie z pewnością mógłby dokonać wielkich dzieł.

    Okrutny los zniweczył świetnie rokującą karierę. Królewicz zaczął podupadać na zdrowiu. Stwierdzono u niego „chorobę piersiową” (gruźlicę). Mężnie znosił dolegliwości. Gdy zdał sobie sprawę, że śmierć jest blisko, oczekiwał na nią w spokoju ducha. Zmarł w Grodnie 4 marca 1484 roku, w obecności ojca. Pochowano go w katedrze wileńskiej, w kaplicy Najświętszej Maryi Panny. Niemal natychmiast miejsce spoczynku królewicza stało się celem pielgrzymek. Powszechne było przekonanie o świętości zmarłego.

    Święci z mieczami

    Wieść o nadnaturalnym zjawisku pod Połockiem wywołała zrozumiałe poruszenie. Wszelako dla ówczesnych chrześcijan owo zdarzenie nie byłoby aż tak wyjątkowe na tle epoki, szczególnie że dotyczyć miało młodzieńca wychowanego w duchu krucjatowym. Przed wiekami interwencje świętych na polach bitew uznawano za dość częste. Podczas Pierwszej Wyprawy Krzyżowej zastępy niebiańskie miały wesprzeć krzyżowców w bitwie pod Doryleum (1097). Niedługo potem pod Keborgą szalę zwycięstwa przechyliła ponoć szarża przybyłych z Nieba rycerzy na białych rumakach, na czele których stali święci Jerzy i Demetriusz.

    W trakcie iberyjskiej rekonkwisty wojska chrześcijan wielokrotnie miał wspierać Biały Jeździec, identyfikowany ze św. Jakubem Apostołem. Gdy po raz pierwszy uderzył na Maurów pod Clavijo (844), nadano mu przydomek Santiago Matamoros (Święty Jakub Maurobójca). Jak zaświadczają kronikarze, na przestrzeni wieków Biały Jeździec pojawił się w co najmniej 40 bitwach, między innymi pod Simancas (939), Ourique (1139), Navas de Tolosa (1212), Alcácer do Sal (1217)… Bywało, że do walki włączać się mieli inni święci, jak św. Jerzy, św. Izydor, św. Emilian z Cogolli, sami bądź na czele zastępów rycerzy odzianych w biel.

    Dzisiejsi dziejopisowie dopatrują się w tych i podobnych relacjach poetyckich metafor właściwych rycerskiej epoce, czy wręcz elementów wojny propagandowej. Jednak wojownicy chrześcijańscy, nacierający na muzułmanów z okrzykiem „Santiago!” na ustach szczerze wierzyli, że w walce towarzyszą im święci.

    Opiekun

    Zygmunt Stary podjął starania o wyniesienie brata na ołtarze. W 1521 roku papież Leon X wydał bullę kanonizacyjną. Niestety, biskup płocki Erazm Ciołek, któremu powierzono cenny dokument zmarł w wyniku zarazy, a wszelkie papiery jakie posiadał zaginęły. Dopiero w roku 1602 król Zygmunt III Waza uzyskał nową bullę od papieża Klemensa VIII, ogłoszoną na podstawie odnalezionej kopii bulli Leona X. Dwa lata później odbyły się oficjalne uroczystości kanonizacyjne. Kiedy otwarto grób Kazimierza, okazało się, że jego ciało jest nienaruszone. U wezgłowia królewicza spoczywał tekst hymnu Omni die dic Mariae (Każdego dnia sław Maryję), napisanego w XII wieku przez cysterskiego mnicha Bernarda z Morlas.

    Niestety, w kolejnych stuleciach bywało, że postać świętego królewicza propagowano jako wiecznie rozmodlonego, nieco oderwanego od życia „świątobliwego młodzianka”, zapominając o tym, że Kazimierz był człowiekiem czynu, wojownikiem i władcą. Pisał o tym przed wojną profesor Feliks Koneczny:

    „Opromieniają świętych cudowne legendy, lecz temu świętemu legenda wyrządziła krzywdę.  Kto go zna tylko z legendy, mniema o tym, że umiał tylko odmawiać modlitwy, chodząc od kościoła do kościoła, nawet w nocy. […] A tymczasem królewicz ten należy do świętych politycznych, do tych, którzy pragnęli przystępować do polityki religijnie, według wskazań moralności katolickiej. […] Są tacy święci, którzy w największym wirze świata, na najwybitniejszych stanowiskach i wśród nawały różnorodnych spraw świeckich starali się zaprowadzić sprawiedliwość chrześcijańską w praktyce i dbali o moralność w polityce”.

    Ten właśnie wymiar działalności królewicza, stanowiącej wzorzec dla rządzących i rządzonych, przypomniał w 2002 roku Ojciec Święty Jan Paweł II:

    „Kolejne pokolenia rozpoznawały w Kazimierzu sprawiedliwego władcę, odznaczającego się takimi cnotami jak sprawiedliwość, umiłowanie Ojczyzny i poddanego ludu, mądrość, długomyślność i duch służby. Dlatego chętnie stawiały go za wzór dla piastujących rządy w państwie, a ci brali go sobie za patrona. Właśnie przez wzgląd na tę miłość do swego narodu dostrzegały w nim również wielkiego opiekuna, także tych, którzy podlegają władzy. Dziś, na początku dwudziestego pierwszego wieku, mimo iż tak bardzo zmieniły się realia społeczne, ten wzór i ten patronat nie tracą swej aktualności. Dałby Bóg, aby sprawujący władzę byli wpatrzeni na wzór św. Kazimierza, a wierni szukali w nim oparcia!”

    ***

    Współczesnych Kazimierzowi nie zdziwiły relacje, że pod Połockiem miał on wystąpić w rycerskiej zbroi. Przy tym cud, jakiego doświadczyli uczestnicy odsieczy, wcale nie ograniczał się do wskazania im brodów przez tajemniczego rycerza. Fenomenem był sam fakt zorganizowania wyprawy, na czele której stanęli reprezentanci skłóconych litewskich rodów.

    Olbracht Gasztołd, najmajętniejszy magnat na Litwie, uwikłany był w zażarty spór z potężnym rodem Radziwiłłów. Tych szczerze nienawidzących się możnowładców dzieliło niemal wszystko, w tym stosunek do unii z Polską. Ich konflikt przybrał postać wojny domowej, podczas której staczano bitwy, pustoszono włości rywali i palono ich zamki. Mimo to pod Połockiem przedstawiciele obu familii przynajmniej na chwilę odłożyli animozje, by zgodnie współpracować dla dobra zagrożonej ojczyzny.

    Andrzej Solak/PCh24.pl

     _____________________________________________________________________________________________________________________________

    3 marca

    Święta Maria Katarzyna Drexel, dziewica

    Zobacz także:
      •  Święta Kunegunda, zakonnica
    ***
    Święta Maria Katarzyna Drexel

    Katarzyna przyszła na świat w Filadelfii (Stany Zjednoczone) w dniu 26 listopada 1858 roku jako druga córka Franciszka Antoniego Drexela i Hannah Langstroth, należącej do protestanckiej wspólnoty kwakrów. Dwa miesiące później zmarła jej matka. Jej tata po upływie dwóch lat ożenił się z Emmą M. Bouvier, katoliczką, która otoczyła pasierbicę macierzyńską miłością.
    Ojciec był bankierem, współwłaścicielem międzynarodowego imperium bankowego, ale i filantropem. Rodzice uczyli córki, na czym polega prawdziwa wartość bogactwa, i wpajali im przekonanie, że należy je dzielić z innymi ludźmi. Nad jej wykształceniem czuwali najlepsi nauczyciele. Każdego dnia cała rodzina uczestniczyła w Mszy świętej. Gdy Katarzyna ukończyła 11 lat, przystąpiła do Pierwszej Komunii świętej. Za namową mamy poprowadziła wraz siostrą niedzielną szkółkę dla dzieci osób zatrudnionych na farmie. Wielkim wydarzeniem w jej życiu była choroba i śmierć ukochanej macochy w 1882 roku. Katarzyna uświadomiła sobie wówczas, że nawet cały rodzinny majątek nie mógł ulżyć mamie, ani tym bardziej uchronić jej przed śmiercią. Coraz częściej zaczęła się zastanawiać nad sensem życia. Wahała się jeszcze co do swojej przyszłości. Każdego roku składała ślub czystości i wciąż modliła się o dar odczytania swego powołania.
    Tymczasem minęły dwa lata od śmierci matki, gdy Pan Bóg wezwał do siebie ojca Katarzyny. W testamencie jedną dziesiątą swego majątku przeznaczył on na natychmiastowe rozdanie ubogim, a resztę podzielił między swoje trzy córki. Gdyby one zmarły nie pozostawiwszy potomstwa, reszta majątku miała być przekazana na cele charytatywne.
    Po kilku latach, w 1886 roku, ze względu na chorobę i za radą lekarzy, Katarzyna udała się do Europy. Po odzyskaniu sił z całego serca werbowała, wraz siostrami, europejskich kapłanów i zakonnice do pracy wśród Indian. Udała się także do Rzymu i podczas audiencji poprosiła papieża Leona XIII o przysłanie misjonarzy do jednej z placówek, którą wspierała materialnie. W odpowiedzi papież zasugerował jej, by sama została misjonarką. Po rozważeniu tej rady razem ze swoim kierownikiem duchowym, biskupem Jamesem O’Connorem, postanowiła poświęcić się służbie Bogu i założyć zgromadzenie zakonne. Pod koniec 1887 roku siostra Drexel, na zaproszenie misjonarza ojca Stephena, udała się w podróż na zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych. Zetknęła się wtedy po raz pierwszy z Indianami. Ogromne wrażenie wywarło na niej ich ubóstwo oraz uwłaczające ludzkiej godności warunki, w jakich zmuszeni byli żyć. Zapragnęła wówczas zrobić coś więcej, by zmienić ich sytuację. Od tej chwili poświęcała wszystkie swoje siły i majątek na wspieranie misji i misjonarzy w ojczyźnie.
    W ciągu trzynastu lat wybudowała szkoły misyjne w obu Dakotach, Montanie, Wyoming, Kalifornii, Oregonie i Nowym Meksyku. W 1889 roku ostatecznie postanowiła oddać się na służbę Bogu. Rozpoczęła nowicjat u szarytek w Pittsburgu. Gazety amerykańskie zareagowały w przewidywany sposób, nagłówki donosiły: “Panna Drexel wstępuje do klasztoru katolickiego odrzucając siedem milionów!” Dwa lata później, dnia 12 lutego 1891 roku, złożyła śluby zakonne jako pierwsza siostra Zgromadzeniu Najświętszego Sakramentu od Indian i Ludności Kolorowej, które poświęciło się głoszeniu Ewangelii Indianom i Afroamerykanom. Potem ufundowała pierwszy klasztor w Cornwells Heights koło Filadelfii. Następnie założyła szkołę dla ubogich dzieci. Kolejnym dziełem była szkoła dla Indian pod wezwaniem św. Katarzyny w Santa Fe (Nowy Meksyk). Jej dwie siostry, które wyszły za mąż, pomagały Katarzynie w tych działaniach. Otwierała szkoły i internaty dla dzieci. Gdy spotykała na swej drodze ludzi uprzedzonych rasowo, potrafiła pokornie znosić wszelkie upokorzenia i niesprawiedliwe osądy. Jej dzieło rozwijało się coraz bardziej. W 1907 roku papież św. Pius X wstępnie zatwierdził regułę nowego zgromadzenia.
    Katarzyna była kobietą modlitwy. Z niej i z Eucharystii czerpała inspirację do działania na rzecz ubogich i pokrzywdzonych. Walczyła z uprzedzeniami społecznymi i rozpowszechnioną wówczas w Ameryce dyskryminacją rasową. Troszczyła się także o formację nauczycieli. Jej wielkim osiągnięciem było powstanie w 1925 roku Xavier University w Luizjanie, pierwszej w Stanach Zjednoczonych wyższej uczelni przeznaczonej głównie dla katolików należących do mniejszości rasowych.
    Ciężka choroba tyfusu, jakiego się nabawiła podczas wizytacji misji w Nowym Meksyku, spowodowała, że przez ostatnie 18 lat swego życia pozostała przykuta do łóżka (w 1937 roku z powodu choroby zrezygnowała z urzędu przełożonej generalnej). Lata te poświęciła modlitwie i kontemplacji. Odeszła do Domu Ojca w dniu 3 marca 1955 roku w Cornwells Heights.
    Ukoronowaniem jej ofiarnego życia było włączenie jej do grona błogosławionych przez papieża św. Jana Pawła II, w dniu 20 listopada 1988 roku, a następnie ogłoszenie jej świętą w dniu 1 października 2000 roku na placu św. Piotra.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    2 marca

    Święta Agnieszka z Pragi, ksieni

    Zobacz także:
      •  Błogosławiony Karol, męczennik
    ***
    Święta Agnieszka z Pragi

    Agnieszka urodziła się w 1205 r. w Pradze jako córka króla Czech, Przemysława Ottokara I. Przez matkę Konstancję spokrewniona była z rodem Arpadów (z którego wywodziło się wielu świętych). Gdy miała trzy lata, postanowiono wydać ją za mąż za jednego z synów Henryka Brodatego, dlatego w 1216 r. wyjechała razem ze starszą siostrą Anną na dwór polski. Przebywała głównie w Trzebnicy, gdzie najprawdopodobniej powierzona była opiece św. Jadwigi, której zawdzięczała solidne podstawy życia religijnego. Kiedy dwóch synów króla umarło bardzo młodo, a trzeci poślubił jej siostrę – Annę, Agnieszka powróciła do ojczyzny. Jednak wkrótce znów została wyprawiona z domu, gdyż obiecano jej rękę synowi cesarza Fryderyka II. To małżeństwo również nie doszło do skutku. Agnieszka stanowczo postanowiła być wierną złożonemu przez siebie ślubowi czystości. Po interwencji u papieża Grzegorza IX uzyskała swobodę decyzji. Wówczas całkowicie poświęciła się działalności charytatywnej i pobożnym praktykom.
    Zatroszczyła się o dokończenie fundacji swego brata Wacława I dla franciszkanów. Kiedy dowiedziała się od przybyłych do Pragi braci mniejszych o duchowych przeżyciach Klary z Asyżu, zapragnęła gorąco iść za jej przykładem, praktykując franciszkańskie ubóstwo.
    Około 1233 roku ufundowała w Pradze szpital oraz klasztor klarysek, zwany czeskim Asyżem, do którego rok później wstąpiła. W uroczystość Zesłania Ducha Świętego w 1234 roku złożyła śluby czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Jej decyzja była głośna w ówczesnej Europie. Klasztor przez nią ufundowany stał się ośrodkiem odnowy religijnej, promieniującym na całą Europę Środkową. Utrzymywała stały kontakt listowny ze św. Klarą z Asyżu i z ówczesnym papieżem. Święta Klara nie szczędziła jej słów zachęty do wytrwania na raz wybranej drodze. Tak zrodziła się ich duchowa przyjaźń trwająca przez blisko dwadzieścia lat – chociaż obie święte nigdy nie spotkały się osobiście. Agnieszka Czeska angażowała się w różne akcje mediacyjne. Przypisywano jej także dar proroctwa i umiejętność czytania w ludzkich sercach.
    W swoim dosyć długim życiu, naznaczonym chorobami i cierpieniami, Agnieszka z miłości do Boga i z ogromnym poświęceniem wypełniała posługi miłosierne wobec wszystkich potrzebujących – bez względu na ich przekonania, pochodzenie i sposób myślenia. Jednocześnie służyła duchową pomocą młodym ludziom, którzy pragnęli poświęcić się Bogu poprzez życie zakonne. Prowadziła życie pełne wyrzeczenia i dzieł miłosierdzia.
    Zmarła w opinii świętości jako ksieni klarysek 2 lub 6 marca 1282 r. Św. Jan Paweł II kanonizował ją razem z Albertem Chmielowskim 12 listopada 1989 roku w Rzymie.
    W ikonografii św. Agnieszka z Pragi (zwana też Agnieszką Przemyślidką) przedstawiana jest w habicie franciszkańskim.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    1 marca

    Święty Feliks III, papież

    Zobacz także:
      •  Święty Albin, biskup
    ***
    Święty Feliks III

    Feliks był synem kapłana Feliksa. Wcześnie wszedł w związek małżeński z Petronią, która dała mu syna Gordiana i córkę Paulę. Prawdopodobnie wnukiem Pauli był św. Grzegorz I Wielki, papież. Kiedy św. Feliks był diakonem, umarła mu żona. Musiał wyróżniać się wyjątkową doskonałością, mądrością i darem rządzenia, skoro po śmierci papieża, św. Symplicjusza, w 483 r. właśnie jego powołano na stolicę św. Piotra w Rzymie. Przyjął imię Feliks III.
    Sytuacja polityczna papieża była bardzo skomplikowana i trudna. Włochy opanował wódz Gotów, Odoaker. Jeszcze większe przykrości spotkały papieża ze strony Kościoła wschodniego. Kiedy bowiem wybuchła herezja monofizytów, głosząca, że Pan Jezus miał tylko jedną naturę – Boską, która wchłonęła w siebie naturę ludzką, patriarcha Konstantynopola, Akacjusz, wypracował “formułę zgody”, tzw. Henotikon. Według niego nie należy mówić w ogóle o naturach w Jezusie Chrystusie. Formuła ta nie zadowoliła ani monofizytów, gdyż nie potwierdzała ich nauki, ani katolików, gdyż zakazywała głosić naukę o dwóch naturach w Jezusie Chrystusie – Boskiej i ludzkiej. Papież musiał potępić Akacjusza. Poparł go za to cesarz Zenon. Rozzuchwalony patriarcha Konstantynopola, mając poparcie władcy, zerwał z papieżem i nakazał wykreślić jego imię z Mszy świętej. Tak powstała schizma akacjańska, pierwsze oderwanie się Kościoła wschodniego od zachodniego, trwające przez ponad 30 lat, aż do czasów cesarza Justyna I (517-527), który ponownie nawiązał stosunki ze Stolicą Apostolską (519). Po rychłej śmierci Akacjusza (489) papież polecił biskupom i kapłanom Kościoła wschodniego wykreślić ze Mszy świętej wspomnienie Akacjusza.
    Dotkliwy cios spotkał także Kościół w Afryce Północnej, na terenach dzisiejszego Maroka, Algierii i Tunisu, które zajęli wtedy ariańscy Wandalowie. Ich król, Huneryk, pod groźbą śmierci nakazał wszystkim katolikom przyjąć ponownie chrzest z rąk ariańskich kapłanów. Wielu załamało się i uległo, przechodząc w ten sposób automatycznie na arianizm. Feliks polecił udzielać im rozgrzeszenia dopiero w niebezpieczeństwie śmierci.
    Po 9 latach trudnej posługi pasterskiej Feliks III zmarł 1 marca 492 roku. Pochowano go w bazylice św. Pawła za Murami w grobowcu rodzinnym.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

  • Ogłoszenia – luty 2024

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Niedziela 13/12 Msza św. g. 14:00 kościół św. Piotra (St Peters) Glasgow

    ST PETER’S CHURCH, PARTICK, 46 HYNDLAND STREET, Glasgow, G11 5PS

    ***

    25 LUTEGO

    DRUGA NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

    13.30 ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU/ GORZKIE ŻALE/SPOWIEDŹ ŚW.

    14.00 MSZA ŚW.

    PO MSZY ŚW. KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    _________________________________________________________________________________________

    W DZISIEJSZĄ NIEDZIELĘ W PARAFII ŚW. PIOTRA ROZPOCZYNA SIĘ

    40-GODZINNA ADORACJA EUCHARYSTYCZNA

    Adoracja Najświętszego Sakramentu

    fot. opoka.pl

    ***

    GODZINA ŚWIĘTA O GODZ.16.00 

    ZAKOŃCZENIE ADORACJI MSZĄ ŚW. W JĘZYKU ANGIELSKIM O GODZ. 18.00 

    W PONIEDZIAŁEK I WE WTOREK WYSTAWIENIE NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU 

    ROZPOCZNIE SIĘ MSZĄ ŚW. W JĘZYKU ANGIELSKIM O GODZ. 10.00 

    ZAKOŃCZY GODZINĄ ŚWIĘTA O GODZ. 19.00

    ______________________________________________________________________________________________________________

    „Współpracując z misjonarzami uczestniczymy w dziele zbawienia świata”

    “W Kościele jesteśmy misjonarzami nie w pojedynkę, ale jako wspólnota, a to oznacza, że spoczywa na nas wszystkich odpowiedzialność za dzieło misyjne” – napisał bp Jan Piotrowski, przewodniczący Komisji Episkopatu Polski ds. Misji.

    fot. Alesandoval/Cathopic.com

    ***

    W II Niedzielę Wielkiego Postu, 25 lutego przeżywamy Dzień Modlitwy, Postu i Solidarności z Misjonarzami. W tym roku niedziela „Ad Gentes” obchodzona jest pod hasłem: „W Kościele jesteśmy wspólnotą misyjną”.

    Odwołując się do tegorocznego hasła, bp Piotrowski zaznaczył, że „zawsze wierzymy we wspólnocie Kościoła”. „W Kościele jesteśmy misjonarzami nie w pojedynkę, ale jako wspólnota, a to oznacza, że spoczywa na nas wszystkich odpowiedzialność za dzieło misyjne. I chociaż nie wszyscy mamy możliwość wyjazdu na placówki misyjne w Afryce, Ameryce Łacińskiej, Azji i Oceanii, wszyscy możemy służyć misjom poprzez modlitwę, ofiarowanie cierpień i niedostatków życiowych w intencji misji, a także żywe zaangażowanie w zdobywanie środków finansowych i materialnych na misje” – podkreślił.

    Bp Piotrowski przypomniał, że obecnie ok. 1700 misjonarek i misjonarzy z Polski posługuje w 99 krajach, „a potrzeby młodych Kościołów misyjnych są znacznie większe”.

    Przewodniczący Komisji Episkopatu Polski ds. Misji przyznał, że „misje nas ubogacają duchowo i są źródłem Bożego błogosławieństwa dla nas. Nie tylko rodzą w nas radość z tego, że jesteśmy użyteczni i możemy pomagać innym; że współpracując z misjonarzami uczestniczymy w dziele zbawienia świata”. „Ci, którym pomagamy na misjach odwdzięczają się modlitwą i wypraszają nam potrzebne łaski” – dodał.

    ***

    KOMUNIKAT BP. JANA PIOTROWSKIEGO,
    PRZEWODNICZĄCEGO KOMISJI EPISKOPATU POLSKI DS. MISJI,
    NA II NIEDZIELĘ WIELKIEGO POSTU „AD GENTES” 2024 r.,
    BĘDĄCĄ DNIEM MODLITWY, POSTU I SOLIDARNOŚCI Z MISJONARZAM

    Siostry i bracia, misjonarki i misjonarze oraz przyjaciele misji!

    I. Od kilku lat, w II niedzielę Wielkiego Postu Kościół w Polsce wraz z Dziełem Pomocy Misjom „Ad Gentes” zaprasza nas do modlitwy i materialnego wsparcia polskich misjonarek i misjonarzy. Tegoroczny Dzień Modlitwy, Postu i Solidarności z misjonarzami przeżywamy pod hasłem: „W Kościele jesteśmy wspólnotą misyjną”. Raz jeszcze przywołujemy prawdę, bliską sercu Ojca Świętego Benedykta XVI, że kto wierzy nigdy nie jest sam. Zawsze wierzymy we wspólnocie Kościoła. Jako wspólnota uczniów Jezusa żyje on mandatem misyjnym – nakazem Chrystusa: „Idźcie i głoście”. Jego zadaniem jest dzielenie się Ewangelią z ludźmi na całym świecie.

    W tym roku dziękujemy Bogu za misjonarki i misjonarzy pochodzących z Polski, którzy mimo wielu trudnych wyzwań ofiarnie posługują w 99 krajach misyjnych dając świadectwo wierności Chrystusowi i Jego Kościołowi. Prośmy, nie tylko dzisiaj, aby w Kościele rodziły się oddane Bogu powołania misyjne. Niech nasze rodziny i parafie pomagają powołanym w odczytaniu ich misji i jej wypełnieniu. Ta modlitwa powinna być coraz gorętsza, zważywszy ogrom potrzeb misyjnych. Obecnie ok. 1 700 misjonarek i misjonarzy z Polski pracuje w świecie, a potrzeby młodych Kościołów misyjnych są znacznie większe.

    II. W Kościele jesteśmy misjonarzami nie w pojedynkę, ale jako wspólnota, a to oznacza, że spoczywa na nas wszystkich odpowiedzialność za dzieło misyjne. I chociaż nie wszyscy mamy możliwość wyjazdu na placówki misyjne w Afryce, Ameryce Łacińskiej, Azji i Oceanii, wszyscy możemy służyć misjom poprzez modlitwę, ofiarowanie cierpień i niedostatków życiowych w intencji misji, a także żywe zaangażowanie w zdobywanie środków finansowych i materialnych na misje. Korzystając z okazji pragnę serdecznie podziękować wszystkim duchownym i wiernym świeckim Kościoła w Polsce ‒ naszej wspólnoty misyjnej ‒ za życzliwe i stałe zatroskanie o misje i pomoc. Bez niego misjonarze nie byliby w stanie wypełniać swych zadań i służyć ubogim.

    Dziękuję wszystkim: duszpasterzom oraz ich współpracownikom, którzy angażują się w pomoc misjom i w innych rozpalają zapał misyjny. Zachęcam Was do ożywienia zainteresowania misjami. Dziękuję katechetom, dzieciom i młodzieży, zwłaszcza aktywnie działającym w grupach misyjnych. Jestem wdzięczny dorosłym, chorym, seniorom, niepełnosprawnym i wszystkim, którzy stają u boku misjonarek i misjonarzy z różnorakimi darami, nie tylko dzisiaj, ale ciągu całego roku.

    Niech czas Wielkiego Postu skłoni nas do hojnej jałmużny na rzecz misji. Zachęcam, by środowiska misyjne w Polsce podejmowały w  tym czasie łaski nowe i pożyteczne inicjatywy duszpasterskie. 

    III. W tym roku pragnę zwrócić uwagę na jeszcze jedną, bardzo ważną prawdę, że misje nas ubogacają duchowo i są źródłem Bożego błogosławieństwa dla nas. Nie tylko rodzą w nas radość z tego, że jesteśmy użyteczni i możemy pomagać innym; że współpracując z misjonarzami uczestniczymy w dziele zbawienia świata. Ci, którym pomagamy na misjach odwdzięczają się modlitwą i wypraszają nam potrzebne łaski. Modlą się również za zmarłych darczyńców misji, błagając Pana Boga o ich wieczne zbawienie.

    Przed nami – jako wspólnotą misyjną – ogromne pole możliwości działania. Obyśmy tylko pragnęli być przydatni, a znajdziemy swe miejsce w misyjnym dziele Kościoła i we wspólnocie, która ze swej natury jest misyjna.

    Niech Chrystus, posłany przez Ojca z Dobrą Nowiną, wszystkim zaangażowanym w dzieło misyjne błogosławi i utwierdza w dobrych uczynkach.

    Bp Jan Piotrowski
    Przewodniczący Komisji Episkopatu Polski ds. Misji

    BP KEP/KAI

    __________________________________________________________________________________________________________

    Te odpusty uzyskasz tylko w Wielkim Poście. Usuwają bolesne skutki grzechów

    Te odpusty uzyskasz tylko w Wielkim Poście. Usuwają bolesne skutki grzechów

    fot. Depositphotos.com

    ***

    Najważniejsze zadanie na Wielki Post to nawrócenie: czas łaski, dni, w których Bóg jest blisko i czeka na nas ze swoją miłością i miłosierdziem. Wśród wszystkich pomocy, z których możemy skorzystać w czasie Wielkiego Postu, są też możliwe do uzyskania za wielkopostne czynności odpusty zupełne.

     Czym jest odpust zupełny? To darowanie kar za odpuszczone już w sakramencie pokuty grzechy – a prościej mówiąc, boże usuwanie konsekwencji naszych grzechów, które dotykają nas samych, naszych bliskich i świat. 

    Jaki jest skutek odpustu zupełnego?

    Odpust można ofiarować za siebie lub za osobę zmarłą. Jeśli ofiarujemy go za siebie, uwalniamy się od konsekwencji grzechów, które popełniliśmy, a które mogą sprawiać, że nasze życie jest pełne trudności i cierpienia. Gdy ofiarujemy go za osobę zmarłą i spełnimy warunki do uzyskania odpustu zupełnego, wymieniony przez nas zmarły, który po śmierci nie trafił jeszcze do nieba, ale oczyszcza się przed wejściem do niego w czyśćcu,  zostaje, obrazowo mówiąc, natychmiast przeniesiony do nieba.

    Odpusty, które można uzyskać w Wielkim Poście:

    By uzyskać odpust zupełny, trzeba spełnić kilka warunków: należy być w stanie łaski uświęcającej (lub się wyspowiadać) i przyjąć Komunię świętą, pomodlić się w papieskich intencjach (nie trzeba ich znać) oraz zrezygnować z przywiązania do grzechów. Jakie aktywności pozwolą nam oczyścić swoje życie ze skutków grzechów w Wielkim Poście?

    1. Adoracja i ucałowanie Krzyża w trakcie liturgii Męki Pańskiej w Wielki Piątek.

    2. Odmówienie modlitwy: Oto ja, o dobry i najsłodszy Jezu – po Komunii św. przed obrazem Jezusa Chrystusa w każdy piątek Wielkiego Postu i w Wielki Piątek.

    “Oto ja, dobry i najsłodszy Jezu, upadam na kolana przed Twoim obliczem i z największą gorliwością ducha proszę Cię i błagam, abyś wszczepił w moje serce najżywsze uczucia wiary, nadziei i miłości oraz prawdziwą skruchę za moje grzechy i silną wolę poprawy. Oto z sercem przepełnionym wielkim uczuciem i z boleścią oglądam w duchu Twoje pięć ran i myślą się w nich zatapiam, pamiętając o tym, dobry Jezu, co już prorok Dawid włożył w Twoje usta: Przebodli ręce moje i nogi, policzyli wszystkie kości moje. (Ps 22, 17)”

    3. Odmówienie (lub zaśpiewanie): Przed tak wielkim Sakramentem… podczas liturgii Wieczerzy Pańskiej po Mszy św. (w Wielki Czwartek). 

    4. Odprawienie Drogi Krzyżowej. Należy spełnić następujące warunki: odprawić nabożeństwo przed stacjami Drogi Krzyżowej, która ma 14 stacji, rozważając mękę i śmierć Jezusa i przechodząc od jednej stacji do drugiej (przy publicznym odprawianiu wystarczy, aby prowadzący przechodził, jeśli wszyscy wierni nie mogą tego zrobić). Jeśli ktoś ze względu na np. chorobę nie jest w stanie przejść drogi krzyżowej, może przez pół godziny pobożnie czytać i rozważać mękę i śmierć Chrystusa. 

    5. Uczestnictwo w nabożeństwie Gorzkich Żalów: jeden raz w tygodniu w okresie Wielkiego Postu, w jakimkolwiek kościele na terenie Polski.

    DEON.pl / mł

    ________________________________________________________________________________________

    Gorzkie żale, przybywajcie!

     fot. Karol Porwich/Tygodnik Niedziela

    ***

    W polskiej pobożności występuje szereg nabożeństw i pieśni, które stanowią o jej bogactwie i oryginalności. Obok kolęd i silnego wątku maryjnego szczególne miejsce w naszej duchowości zajmuje nabożeństwo do Męki Pańskiej, a zwłaszcza Gorzkie żale, które są rdzennie polskim nabożeństwem wielkopostnym, występującym tylko u nas.

    Po raz pierwszy nabożeństwo pasyjne będące pierwowzorem dzisiejszych Gorzkich żali odprawiono w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu 16 lutego 1697 r. w Warszawie. Wprowadził je proboszcz parafii Świętego Krzyża, a jego wprowadzenie nastąpiło – jak zapisano w „Księdze Protokołów Bractwa św. Rocha” – „na gorącą intencję Ich Mościów Panów Braci, którzy chcąc wedle możności Chrystusa cierpiącego i przebłogosławionego Patrona naszego św. Rocha w umartwieniu ciała naśladować, a to Jego Mościa Ks. Proboszcza pokornie upraszali, który tak święte i pobożne zamysły ordynował i wiecznymi czasy postanowił, aby takowe nabożeństwo co rok w każde niedziele Postu po nieszporze tutejszym św. Krzyża odprawiane było”.

    Obecną formę Gorzkich żali opracował promotor Bractwa św. Rocha ks. Wawrzyniec Benik w lutym 1707 r., a więc 311 lat temu. Zaś w 2. poł. XIX wieku biskupi polscy wprowadzili Gorzkie żale jako obowiązkowe nabożeństwo pasyjne w parafiach.

    Czemu ma służyć to uświęcone tradycją nabożeństwo odprawiane od początku swego istnienia przed wystawionym Najświętszym Sakramentem? Odpowiedź jest bardzo prosta i można ją streścić słowami bł. Marii od Męki Pańskiej, która mówiła, że „kto szuka Chrystusa Ukrzyżowanego, ten nie musi się niczego obawiać”.

    Św. Franciszek Salezy rozważanie Męki Pańskiej nazywa „prawdziwą szkołą miłości, najsłodszą pobudką do gorliwości”. Według niego, kiedy rozważamy słowa Pana Jezusa z krzyża: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”, sami uczymy się przebaczenia. Rozważając postawę św. Weroniki, uczymy się współczucia i pomocy cierpiącym. Nawracający się łotr na krzyżu ukazuje ogrom Bożej łaski i miłosierdzia, również w ostatniej chwili życia. Rozważanie cierpień Pana uczy nas sensu cierpienia, daje moc do niesienia krzyży i przypomina o Jego nieskończonej miłości.

    Pan Jezus wielu świętym zalecał rozważanie swej Męki i ukazywał jej zbawienne owoce.

    Św. Bernardowi z Clairvaux Pan objawił tajemnicę nieznanej bolesnej Rany swego Ramienia w takich słowach: „Miałem ranę na ramieniu, spowodowaną dźwiganiem krzyża, na trzy palce głęboką, w której widniały trzy odkryte kości. Sprawiła Mi ona większe cierpienie i ból, aniżeli wszystkie inne. Ludzie mało o niej myślą, dlatego jest nieznana, lecz ty staraj się objawić ją wszystkim chrześcijanom całego świata. Wiedz, że o jakąkolwiek łaskę prosić Mnie będą przez tę właśnie Ranę, udzielę jej. I wszystkim, którzy z miłości do tej Rany uczczą Mnie odmówieniem codziennie trzech «Ojcze nasz» i trzech «Zdrowaś Maryjo», daruję grzechy powszednie, ich grzechów ciężkich już więcej pamiętać nie będę i nie umrą nagłą śmiercią, a w chwili konania nawiedzi ich Najświętsza Dziewica i uzyskają łaskę i zmiłowanie Moje”.

    Św. Brygidzie Szwedzkiej Pan Jezus objawił, ile otrzymał ran i jak należy uczcić każdą z nich. Pewnego dnia Zbawiciel objawił się jej i rzekł: „Moje Ciało otrzymało 5480 ciosów. Jeżeli chcesz je uczcić pobożną praktyką, zmów codziennie 15 «Ojcze nasz» i 15 «Zdrowaś Maryjo» z modlitwami, których cię nauczyłem, podczas całego roku. W ten sposób w ciągu roku uczcisz każdą moją Ranę”. Dalej św. Brygida, patronka Europy, usłyszała słowa: „Trzeba wiedzieć, że choćby kto żył przez 30 lat w grzechu, lecz potem skruszonym sercem odmawiałby pobożnie te modlitwy albo przynajmniej powziął postanowienie ich odmawiania, Pan mu odpuści jego grzechy”.

    Wśród współczesnych świętych szczególnym nabożeństwem do Męki Pańskiej odznaczała się św. Faustyna, która w swoim „Dzienniczku” odnotowuje takie słowa Pana Jezusa: „Córko Moja, rozważaj często cierpienia Moje, które dla ciebie poniosłem; a nic ci się wielkim nie wyda, co ty cierpisz dla Mnie. Najwięcej Mi się podobasz, kiedy rozważasz Moją bolesną mękę; łącz swoje małe cierpienia z Moją bolesną męką, aby miały wartość nieskończoną przed Moim Majestatem” (Dz. 1512). W innym miejscu „Dzienniczka” czytamy: „Usłyszałam głos w duszy: «Jedna godzina rozważania Mojej bolesnej męki większą zasługę ma, aniżeli cały rok biczowania się aż do krwi; rozważanie Moich bolesnych ran jest dla ciebie z wielkim pożytkiem, a Mnie sprawia wielką radość»” (Dz. 369).

    Zmysł wiary naszych przodków, pobudzany przez Ducha Świętego, w rozważaniu Męki Pańskiej upatrywał siły do niesienia naszych codziennych krzyży i był wyrazem wdzięczności, jaką jesteśmy winni Temu, który za nas cierpiał rany. Pismo Święte uczy nas tego nabożeństwa: „Będą patrzeć na tego, którego przebili, i boleć będą nad Nim, jak się boleje nad jedynakiem, i płakać będą nad nim, jak się płacze nad pierworodnym” (Za 12,10n). Ponieważ „Krwią Jego ran zostaliście uzdrowieni” (1 P 2,21-24), „a w Jego ranach jest nasze zdrowie” (Iz 53,5).

    Śpiewajmy zatem wszyscy razem: Gorzkie żale, przybywajcie….

    ks. Zbigniew Chromy/Tygodnik Niedziela

    _______________________________________________________________

    fot. stevenneira/Cathopic/Stacja7.pl

    ***

    Uczestnicząc w nabożeństwie „Gorzkie żale” można uzyskać odpust zupełny raz w tygodniu, dowolnego dnia, w okresie Wielkiego Postu. Należy wziąć udział w nabożeństwie w kościele – nie wystarczy prywatne odmówienie „Gorzkich żali”. Aby uzyskać odpust zupełny trzeba spełnić wymagane warunki, o których przypominam poniżej.

    ________________________________________________________________________________________

    DROGA KRZYŻOWA

    fot. James Coleman/Unsplash/Stacja7.pl

    ***

    Jak uzyskać odpust zupełny za udział w Drodze Krzyżowej?

    W Wielkim Poście Kościół zachęca nas do nabożeństw pasyjnych, w szczególności Drogi Krzyżowej. Za udział w niej można uzyskać odpust zupełny, który Stolica Apostolska wyjaśnia w następujący sposób:

    • Pobożne ćwiczenie należy odprawić przed stacjami Drogi Krzyżowej prawnie erygowanymi
    • Do erygowania zaś Drogi Krzyżowej wymaga się 14 krzyży, przy których zwykło się zamieszczać z pożytkiem duchowym tyleż obrazów, przedstawiających stacje jerozolimskie
    • Zgodnie z powszechniejszym zwyczajem pobożna praktyka składa się z czternastu właściwych czytań, do których dodaje się pewne wezwania modlitewne. Do odprawienia jednak Drogi Krzyżowej wymaga się tylko pobożnego rozważania Męki i Śmierci Chrystusa. Nie jest zatem konieczne rozmyślanie poszczególnych tajemnic każdej stacji
    • Wymaga się przechodzenia od jednej stacji do drugiej. Jeżeli jednak to nabożeństwo odprawia się publicznie i wszyscy biorący udział nie mogą bez zamieszania przechodzić od stacji do stacji, wystarczy, jeżeli do poszczególnych stacji przechodzi prowadzący Drogę Krzyżową, podczas gdy inni pozostają na swoim miejscu
    • Wierni, którzy mają prawnie uzasadnioną przeszkodę, mogą uzyskać taki sam odpust, jeżeli przynajmniej przez pewien czas, na przykład przez kwadrans będą pobożnie czytać i rozważać mękę i śmierć Pana naszego, Jezusa Chrystusa.

    ***

    Warunki uzyskania odpustu zupełnego:

    • być w stanie łaski uświęcającej;
    • przyjąć w tym dniu Komunię Świętą;
    • pomodlić się w intencjach polecanych przez Ojca Świętego – ”Wierzę Boga”, ”Zdrowaś Maryjo”;
    • nie mieć w sobie przywiązania do żadnego grzechu, nawet lekkiego;

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Odpust w Kościele katolickim.

    Ile razy można go uzyskać?

    Odpust w Kościele katolickim. Ile razy można go uzyskać?

    Sąd Ostateczny – witraż z kościoła św. Barbary w Kutnej Horze w Czechach (fot. wrangel / depositphotos)

    ***

    Na czym polega odpust Kościele katolickim, jakie są warunki jego uzyskania, co oznacza odpust zupełny i cząstkowy, za kogo można ofiarować odpust, jak do odpustów pochodzono w przeszłości – wyjaśnia o. dr. hab. Marek Blaza SJ, profesor teologii w Akademii Katolickiej w Warszawie – Collegium Bobolanum.

    Jakub Kołacz SJ: W ostatnim czasie znów więcej mówimy na temat odpustów – specjalne wydarzenia, jak Rok św. Józefa są okazją do ich uzyskania. Odpusty jednak uzyskać można w listopadzie, przy okazji różnych uroczystości czy choćby co roku podczas odpustu parafialnego. Może warto przypomnieć, czym są odpusty?

    Prof. AKW, dr hab. Marek Blaza SJ: – Obecnie obowiązująca oficjalna definicja odpustu w Kościele katolickim została po raz pierwszy ogłoszona w Konstytucji apostolskiej papieża św. Pawła VI Indulgentiarum doctrina w 1967 r. i w całości zamieszczona w Katechizmie Kościoła Katolickiego z 1992 r.: „Odpust jest to darowanie wobec Boga kary doczesnej za grzechy, zgładzone już co do winy. Dostępuje go chrześcijanin odpowiednio usposobiony i pod pewnymi, określonymi warunkami, za pośrednictwem Kościoła, który jako szafarz owoców odkupienia rozdaje i prawomocnie przydziela zadośćuczynienie ze skarbca zasług Chrystusa i świętych” (nr 1471)

    W przeszłości sprawa odpustów wywoływała wielkie kontrowersje. To m.in. od tej „iskry” zapalił się wielki ogień Reformacji. Skąd brały się te kontrowersje?

    – Aby zrozumieć, dlaczego odpusty wywołały tak wielkie kontrowersje, należy pamiętać, że w dużej mierze ich początki związane są z wieloletnimi praktykami pokutnymi nakładanymi za bardzo ciężkie grzechy w pierwszym tysiącleciu chrześcijaństwa. Co prawda od VI wieku można było już wielokrotnie przystępować do pokuty (wcześniej można było do niej przystąpić tylko raz w życiu!), ale była ona nadal długotrwała i uciążliwa. Jednak w tym kontekście zaczęło dochodzić do różnorakich wynaturzeń związanych z praktykami pokutnymi: bogatsi pokutnicy otrzymali możliwość wykupienia nałożonej pokuty za określoną sumę pieniędzy, np. rok postu można było zamienić na określoną opłatę. Te zamiany nie ograniczały się jedynie do pieniędzy. Można było bowiem 3 dni postu zamienić na recytację 50 psalmów. Tego rodzaju wynaturzenia osłabiały prawdziwego ducha pokuty i nawrócenia.

    – Wreszcie problematyczną stawała się sytuacja, kiedy pokutnik zmarł, nie odprawiwszy do końca swojej pokuty. W takiej sytuacji uważano, że musi on ją dokończyć już po śmierci. Stąd od początku II tysiąclecia chrześcijaństwa starano się, aby jednak owa kara będąca konsekwencją grzechów mogła zostać odpokutowana już za życia. Od XI w. takie darowanie kary było związane z udziałem w wyprawach krzyżowych, a nieco później z nawiedzaniem miejsc świętych, np. grobu św. Jakuba Apostoła w Santiago de Compostela lub kaplicy Porcjunkuli w Asyżu. Natomiast od XIV w. pojawia się praktyka zamieniania aktów pokuty na opłaty pieniężne. I tak, poprzez zakupienie listu odpustowego za siebie lub za zmarłego, można było skrócić męki czyśćcowe.

    – Z kolei tą wspomnianą „iskrą”, która zapaliła ogień Reformacji, był odpust ogłoszony w 1515 r. przez papieża Leona X w celu zebrania pieniędzy na budowę bazyliki św. Piotra w Rzymie. Przy tej okazji doszło jednak do wielu rażących nadużyć, związanych również z kupowaniem urzędów kościelnych za pieniądze uzyskane z odpustów. Dlatego począwszy od 1517 r. reformatorzy na czele z Marcinem Lutrem potępiali tę praktykę, odnosząc się do niej ironicznie: „Gdy tylko złoto w misce zadzwoni, do nieba jakaś duszyczka goni”. Reformatorzy jednak nie poprzestali na potępieniu nadużyć, ale wręcz zakwestionowali samą teologię i praktykę odpustów. Z drugiej strony ta krytyka przyczyniła się do zrewidowania nauki o odpustach w Kościele katolickim.

    Kiedyś – widzimy to jeszcze w starych książeczkach do nabożeństwa – za odmówienie niektórych modlitw można było uzyskać 300 dni odpustu. Dziś inaczej rozumiemy te kwestie, ale może warto wyjaśnić, skąd brało się takie podejście – czy dawniej wyobrażano sobie, że na sądzie Bożym, po śmierci, człowiek otrzymywał wyrok np. 500 dni w czyśćcu?

    – Aby wyjaśnić tę kwestię, warto sięgnąć chociażby do Katechizmu św. Piusa X z początku XX w. Na pytanie „co znaczy odpust na przykład czterdziestu dni, stu dni albo siedmiu lat?” pada odpowiedź: „Odpust na przykład czterdziestu dni, stu dni albo siedmiu lat oznacza odpuszczenie takiego okresu kary doczesnej, jaki byłby do odpokutowania przez czterdzieści dni, sto dni albo siedem lat praktyk pokutnych, jakie w dawnych czasach były nakładane przez Kościół” („O sakramencie pokuty”, pytanie 132.). Należy także mieć na uwadze, że w teologii katolickiej przynajmniej od czasów średniowiecza przyjmowano, że w czyśćcu istnieje jakiś rodzaj czasu, choć nie jest on tożsamy z czasem ziemskim. O ile w opisie natury tego czasu w czyśćcu teologowie wykazywali się powściągliwością, o tyle wizjonerzy średniowieczni potrafili bardzo szczegółowo opowiadać o tym, jak długo takie cierpienia trwają. Wreszcie papież Aleksander VII (1655-1667) w celu położenia kresu tego rodzaju dywagacjom potępił twierdzenie, że dusza nie może przebywać dłużej w czyśćcu niż 20 lat. Dlatego dziś w Kościele katolickim wyróżniamy jedynie dwa rodzaje odpustu: „cząstkowy lub zupełny, zależnie od tego, czy uwalnia od kary doczesnej należnej za grzechy w całości lub w części” (KKK 1471)

    Odpusty możemy uzyskać dla siebie czy dla innych?

    – Odpust można uzyskać tylko i wyłącznie dla siebie lub ofiarować go za zmarłych na sposób wstawiennictwa. Odpustu nie można ofiarować za inną żyjącą osobę.

    A skoro już raz uzyskamy odpust, to po co starać się o niego po raz drugi? Wydawać by się mogło, że skoro już uzyskaliśmy odpust zupełny, to jesteśmy bezpieczni.

    – Nie trzeba by było starać się uzyskać odpustu drugi czy kolejny raz, gdybyśmy po uzyskaniu odpustu zupełnego zaprzestali popełniania grzechów. To faktycznie może się udać na łożu śmierci, ale pod warunkiem, że po uzyskaniu odpustu niezwłocznie umrzemy. W tym kontekście warto też dodać, że jednym ze skutków przyjęcia sakramentu chrztu jest uzyskanie odpustu zupełnego. Jednak nawet po przyjęciu chrztu pozostaje w chrześcijaninie zarzewie grzechu (fomes peccati), czyli pewna skłonność do popełniania grzechów. Dlatego uzyskiwać odpust można nawet codziennie. Odpust zupełny można uzyskać tylko jeden raz w ciągu dnia, chociaż w chwili śmierci można uzyskać odpust zupełny nawet wtedy, gdy się go uzyskało wcześniej w tym samym dniu. Z kolei odpust cząstkowy można uzyskać kilka razy dziennie.

    Czy odpust może uzyskać każdy, kto tego chce?

    – Do uzyskania odpustu zdolna jest osoba ochrzczona, nieekskomunikowana i znajdująca się w stanie łaski uświęcającej, czyli wolna od grzechu ciężkiego. W celu zaś uzyskania odpustu zupełnego winna być ona wolna od jakiegokolwiek grzechu, nawet powszedniego przynajmniej pod koniec wypełniania przepisanych czynności.

    Często, gdy przypominamy o możliwości uzyskania odpustu, mówimy, że można go uzyskać „pod zwykłymi warunkami”. Jakie są te „zwykłe warunki”?

    – Z zasady z uzyskaniem odpustu zupełnego wiąże się przystąpienie do sakramentalnej spowiedzi, przyjęcie Komunii św. oraz odmówienie przepisanych modlitw: Ojcze nasz, Wierzę w Boga i modlitwy w intencji Ojca Świętego. Tą modlitwą w intencji papieża może być Ojcze nasz lub Zdrowaś, lub jakakolwiek inna modlitwa, którą wierny uważa za stosowną do odmówienia. Po jednej spowiedzi sakramentalnej można uzyskać kilka odpustów zupełnych, ale po jednej Komunii św. i odmówieniu wyżej wspomnianych modlitw można uzyskać tylko jeden odpust zupełny. Spowiedź, Komunia i przepisane modlitwy jako warunki odpustu zupełnego można wypełnić na wiele dni przed lub po wykonaniu danego dzieła związanego z odpustem (np. nawiedzenie kościoła w danym dniu). Jednak usilnie zaleca się, aby Komunię przyjąć i przepisane modlitwy odmówić w dniu, z którym związany jest dany odpust.

    Podsumowując, co zostaje nam darowane, gdy uzyskamy odpust?

    – Kara doczesna za grzechy, wcześniej zgładzona już co do winy. Odpusty nie podważają bowiem skuteczności rozgrzeszenia otrzymanego w sakramencie pokuty. Aby lepiej zrozumieć tę różnicę między winą i karą, można posłużyć się przykładem skazanego prawomocnym wyrokiem sądowym za przestępstwo. Czy taki skazaniec może otrzymać rozgrzeszenie w sakramencie pojednania, jeżeli żałuje za to, co zrobił? Może. Ale czy to rozgrzeszenie poskutkuje zwolnieniem z odbycia kary, na którą sąd skazał złoczyńcę? Nie.

    Zatem uzyskiwanie i ofiarowanie odpustów za zmarłych to forma naszej solidarności z nimi i modlitwy w ich intencji. Mają one zatem wartość również dla nas, bo starając się o nie, sami stajemy się lepsi.

    – Praktyka uzyskiwania i ofiarowania odpustów przypomina nam o tym, że Kościół to wspólnota wierzących, do których należą także przebywający w czyśćcu. Tę wspólnotę nazywamy Kościołem pokutującym.  Z kolei cały Kościół, również ten tryumfujący (święci) i pielgrzymujący (my tutaj na ziemi), jest jednocześnie pośrednikiem i szafarzem owoców odkupienia. To Kościół bowiem rozdaje i prawomocnie przydziela zadośćuczynienie ze skarbca zasług Chrystusa i świętych. Św. Jan Paweł II w ramach swojej katechezy na audiencji generalnej 29 września 1999 r. podkreślił, że „tego rozdzielania [ze skarbca] nie należy pojmować jako swego rodzaju mechanicznej dystrybucji, tak jakby chodziło o «rzeczy». Jest ono raczej wyrazem pełnej ufności Kościoła, że jest wysłuchiwany przez Ojca, gdy ze względu na zasługi Chrystusa, a także — za Jego przyzwoleniem — na zasługi Matki Boskiej i świętych, prosi Go o zmniejszenie lub przekreślenie bolesnego aspektu kary, pogłębiając jej wymiar leczniczy poprzez inne rodzaje działania łaski. W niezgłębionej tajemnicy Bożej mądrości ten dar wstawiennictwa może być użyteczny również dla wiernych zmarłych, którzy korzystają z jego owoców stosownie do swej sytuacji”.

    – Natomiast w odniesieniu do uzyskującego odpust, św. Jan Paweł II wskazuje w tej katechezie, że „odpusty nie są nigdy swoistą «zniżką» zwalniającą z obowiązku nawrócenia, ale raczej stanowią pomoc w bardziej zdecydowanym, ofiarnym i radykalnym realizowaniu tej powinności. (…) Jest zatem w błędzie ten kto sądzi, że można otrzymać ten dar po wykonaniu kilku zwykłych czynności zewnętrznych. Przeciwnie, są one wymagane jako wyraz nawrócenia i wsparcie na tej drodze”. Praktyka odpustów każe nam zatem dbać o nasze zbawienie, a jednocześnie poczuć się współodpowiedzialnym za zbawienie zmarłych znajdujących się w czyśćcu. W ten sposób dobitnie widać, że Kościół jako Ciało Chrystusa jest rzeczywiście skutecznym środkiem zbawienia.

    o. Jakub Kołacz SJ / o. Marek Blaza SJ/Deon.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Czym jest odpust zupełny? 

    Czym jest odpust zupełny? Nie ma nic wspólnego z kupowaniem sobie rozgrzeszenia, jak wciąż głoszą niektóre miejsko-kościelne legendy. To teologicznie uzasadniona duchowa praktyka, pokazująca ogrom Bożego miłosierdzia. Odpust zupełny to darowanie człowiekowi przez Boga wszystkich kar doczesnych, które powinien ponieść za swoje grzechy, odpuszczone już podczas spowiedzi. Potocznie mówiąc – odpust to łaska, która pozwala “wyzerować” swój czyśćcowy rachunek, czyli kary, którymi będziemy oczyszczani przed wejściem do nieba. Odpust może być zupełny – czyli wymazujący wszystkie kary, lub cząstkowy, czyli uwalniający nas z ich części.

    Odpust można uzyskać dla siebie i w ten sposób uniknąć kar czyśćcowych – lub ofiarować go za zmarłą osobę i w ten sposób sprawić, że z czyśćca trafi prosto do nieba.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    MOŻLIWOŚCI ZYSKANIA ODPUSTU ZUPEŁNEGO W WIELKIM POŚCIE

    Oprócz odprawienia nabożeństw wielkopostnych takich jak Droga Krzyżowa i Gorzkie Żale – również pobożne odmówienie w piątki Wielkiego Postu przed wizerunkiem Ukrzyżowanego modlitwy: Oto ja, dobry i najsłodszy Jezu*, przypisana jest możliwość uzyskania odpustu zupełnego. Możemy go ofiarować za siebie lub za zmarłych.

    ***

    *MODLITWA

    Oto ja, dobry i najsłodszy Jezu, upadam na kolana przed Twoim obliczem i z największą gorliwością ducha proszę Cię i błagam, abyś wszczepił w moje serce najżywsze uczucia wiary, nadziei i miłości oraz prawdziwą skruchę za moje grzechy i silną wolę poprawy. Oto z sercem przepełnionym wielkim uczuciem i z boleścią oglądam w duchu Twoje pięć ran i myślą się w nich zatapiam, pamiętając o tym, dobry Jezu, co już prorok Dawid włożył w Twoje usta: „Przebodli ręce moje i nogi, policzyli wszystkie kości moje” (Ps 22,17).

    ***

    INFORMACJE DOTYCZĄCE ODPUSTÓW:

    1. Odpust jest darowaniem wobec Boga kary doczesnej za grzechy odpuszczone już co do winy w czasie spowiedzi. Może go uzyskać wierny, odpowiednio przygotowany – po wypełnieniu pewnych określonych warunków. Odpustami są czynności wiernych, w wielu wypadkach łączące się z jakimś miejscem (np. kościołem) lub z rzeczą (np. różańcem).
    2. Odpust jest cząstkowy albo zupełny, zależnie od tego, czy uwalnia od kary doczesnej w części lub w całości. Tym więcej będzie darowania, im więcej gorliwości okaże osoba zyskująca odpust.
    3. Nikt nie może przekazywać innym osobom żyjącym odpustów, jakie sam zyskuje. Odpusty zarówno cząstkowe jak i zupełne mogą być zawsze ofiarowane za zmarłych na sposób wstawiennictwa.
    4. Odpust zupełny można uzyskać tylko jeden w ciągu dnia. Jednakże w momencie śmierci wierny może uzyskać odpust zupełny, chociażby tego dnia zyskał już inny odpust zupełny. Odpust cząstkowy można uzyskać kilka razy dziennie, chyba że co innego jest wyraźnie zaznaczone.
    5. Do uzyskania odpustu zupełnego wymaga się wykonania dzieła obdarzonego odpustem, oraz wypełnienia trzech następujących warunków: 1) spowiedź sakramentalna, 2) Komunia eucharystyczna, 3) modlitwa w intencjach w jakich modli się Ojciec Święty.
    6. Ponadto wymaga się wykluczenia wszelkiego przywiązania do grzechu nawet powszedniego. Jeśli brakuje pełnej tego rodzaju dyspozycji, albo nie zostaną spełnione wyliczone warunki, wtedy odpust będzie tylko cząstkowy.
    7. Wypada, by Komunia święta i modlitwa w intencjach Ojca Świętego miały miejsce w tym dniu, w którym wykonuje się dzieło obdarzone odpustem.
    8. Po jednej spowiedzi sakramentalnej można uzyskać kilka odpustów zupełnych. Natomiast po jednej Komunii eucharystycznej i po jednej modlitwie w intencjach Ojca Świętego zyskuje się tylko jeden odpust zupełny.
    9. Warunek dotyczący modlitwy w intencjach Ojca Świętego wypełnia się całkowicie przez odmówienie jeden raz “Ojcze nasz” i “Zdrowaś”. Pozostawia się wiernym swobodę wyboru jakiejkolwiek modlitwy zgodnie z ich pobożnością.
    10. Jeżeli do uzyskania odpustu związanego z jakimś dniem wymagane jest nawiedzenie kościoła lub kaplicy, to można go dokonać od południa dnia poprzedzającego, aż do północy kończącej dzień oznaczony.

    Wierni mogą uzyskać odpust zupełny wypełniając warunki określone w punkcie 5 i następujące dzieła obdarzone odpustem:

    1. adoracja Najświętszego Sakramentu trwająca przynajmniej przez pół godziny,
    2. pobożne przyjęcie – choćby tylko przez radio – Błogosławieństwa Papieskiego udzielanego Miastu i Światu,
    3. nawiedzenie cmentarza w dniach od 1 do 8 listopada połączone z modlitwą – choćby tylko w myśli – za zmarłych (odpust ten może być ofiarowany tylko za dusze w czyśćcu cierpiące),
    4. pobożny udział w obrzędzie liturgicznym w Wielki Piątek i ucałowanie krzyża,
    5. udział w ćwiczeniach duchowych (rekolekcjach) trwających przynajmniej przez trzy dni,
    6. publiczne odmówienie Aktu Wynagrodzenia w uroczystość Najświętszego Serca Jezusowego,
    7. publiczne odmówienie Aktu poświęcenia rodzaju ludzkiego Chrystusowi Królowi w uroczystość Chrystusa Króla,
    8. w uroczystość śś. Apostołów Piotra i Pawła, każdy kto pobożnie używa przedmiotu religijnego (krzyża, różańca, szkaplerza, medalika) poświęconego przez Papieża lub Biskupa i w tym dniu odmówi Wyznanie Wiary,
    9. wysłuchanie w czasie misji kilku kazań i udział w uroczystym ich zakończeniu,
    10. przystąpienie po raz pierwszy do Komunii św. lub udział w takiej pobożnej ceremonii,
    11. odprawienie pierwszej Mszy św. lub pobożne uczestnictwo w niej,
    12. odmówienie różańca w kościele, w rodzinie, we wspólnocie zakonnej (należy odmówić przynajmniej jedną część, jednakże pięć dziesiątek w sposób ciągły, z modlitwą ustną należy połączyć pobożne rozważanie tajemnic, w publicznym odmawianiu tajemnice winne być zapowiadane zgodnie z zatwierdzoną miejscową praktyką, w odmawianiu prywatnym wystarczy, że wierny łączy z modlitwą ustną rozważanie tajemnic),
    13. czytanie Pisma św. z szacunkiem należnym słowu Bożemu, przynajmniej przez pół godziny,
    14. odmówienie w sposób uroczysty hymnu “Przed tak wielkim Sakramentem” w Wielki Czwartek,
    15. odmówienie tego samego hymnu w uroczystość Bożego Ciała,
    16. publiczne odmówienie hymnu “Ciebie Boże wielbimy” w ostatnim dniu roku,
    17. publiczne odmówienie hymnu “Przybądź Duchu” w Nowy Rok i w Zesłanie Ducha Świętego,
    18. pobożne odprawienie Drogi Krzyżowej (przed stacjami prawnie erygowanymi, połączone z rozważaniem Męki i Śmierci Chrystusa i przechodzeniem od stacji do stacji; w publicznym odprawianiu wystarczy przechodzenie prowadzącego),
    19. pobożne nawiedzenie kościoła w święto tytułu i dnia 2 sierpnia (odpust Porcjunkuli) i odmówienie “Ojcze nasz” i “Wierzę”,
    20. pobożne nawiedzenie kościoła lub ołtarza w dniu jego konsekracji i odmówienie “Ojcze nasz” i “Wierzę”,
    21. pobożne nawiedzenie kościoła w Dniu Zadusznym i odmówienie “Ojcze nasz” i “Wierzę” (odpust ten może być ofiarowany tylko za dusze w czyśćcu cierpiące),
    22. pobożne nawiedzenie kościoła lub kaplicy zakonnej w święta Założyciela i odmówienie “Ojcze nasz” i “Wierzę”,
    23. odnowienie przyrzeczeń chrztu św. w czasie nabożeństwa Wigilii Paschalnej lub w rocznicę swego chrztu,
    24. pobożne nawiedzenie jednej z czterech patriarchalnych bazylik rzymskich i odmówienie tam “Ojcze nasz” i “Wierzę” w: święto tytułu, jakiekolwiek święto nakazane, raz w roku w innym dniu wybranym przez wiernego,
    25. w momencie śmierci, o ile wierny miał za życia zwyczaj odmawiania jakichkolwiek modlitw (w tym wypadku wymieniony warunek zastępuje trzy zwyczajne warunki uzyskania odpustu zupełnego), dla uzyskania tego odpustu chwalebną rzeczą jest posługiwać się krucyfiksem lub krzyżem.
    26. Pobożne odmówienie Koronki do Miłosierdzia Bożego.

    (por. Kodeks Prawa Kanonicznego, kan. 992-997; Indulgentiarum Doctrina, Posoborowe Prawodawstwo Kościelne, t. I, z. 2; Enchiridion indulgentiarum (wyd. 4, lipiec1999), Posoborowe Prawodawstwo Kościelne, t. IX, z. 3)

    ______________________________________________________________________________________________________________

    PIERWSZY PIĄTEK MIESIĄCA – 1 MARCA

    18.00 ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU/ SPOWIEDŹ ŚW.

    18.30 NABOŻEŃSTWO DROGI KRZYŻOWEJ

    MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 19.00 W INTENCJI PRZEBŁAGALNEJ ZA GRZECHY NASZE I GRZECHY CAŁEGO ŚWIATA

     Adobe Stock

    ***

    W piątek 10 czerwca 1675 r., po oktawie Bożego Ciała, miało miejsce ostatnie objawienie Jezusowego Serca św. Małgorzacie Marii. Jezus powiedział do niej: „Oto Serce, które tak bardzo umiłowało ludzi, że nie szczędziło niczego aż do zupełnego wyniszczenia się dla okazania im miłości, a w zamian za to doznaje od większości ludzi tylko gorzkiej niewdzięczności, wzgardy, nieuszanowania, lekceważenia, oziębłości i świętokradztw, jakie oddają mu w tym Sakramencie Miłości. Dlatego żądam, aby pierwszy piątek po oktawie Bożego Ciała był odtąd poświęcony jako osobne święto ku czci Mojego Serca i na wynagrodzenie Mi przez komunię i inne praktyki pobożne zniewag, jakich doznaję”.

    __________________________________________

    Pierwsze piątki miesiąca.

    Czemu służy ta praktyka i jak najlepiej ją wypełniać?

    Już przystępując do Pierwszej Komunii Świętej dzieci zobowiązują się do uczestnictwa w 9. Pierwszych Piątkach miesiąca. Praktykę, stosowaną już od 1673 roku, gdy Świętej Małgorzacie Marii Alacoque objawił się Pan Jezus, Kościół propaguje w celu pogłębienia życia religijnego wszystkich wiernych. Czemu służy ta praktyka i jak najlepiej ją wypełniać?

    Serce niegdyś rozumiano jako wolę. A zatem Wolna Wola naszego Umiłowanego Nauczyciela poddała się zupełnie Woli Ojca. Przykład Chrystusa jest wzorem postępowania dla wszystkich chrześcijan. Nasze cierpienia winniśmy składać na Niepokalane Ręce Matki Zbawiciela. Prosić Matkę naszego Pana, aby te serca, przepełnione współczuciem wobec Mąk Jej Syna Jezusa zaniosła przed Tron Przenajświętszej Trójcy.

    Aby okazanej ludziom Bożej Miłości zadośćuczynić za grzechy ,,gorzkiej niewdzięczności, wzgardy, nieuszanowania, lekceważenia, oziębłości i świętokradztw” (Chrystus do Świętej Małgorzaty) należy w tym dniu.

    1. Być w stanie łaski uświęcającej albo wyspowiadać się (w intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi, aby połączyć praktykę pierwszego piątku i pierwszej soboty miesiąca).

    2. Uczestniczyć w piątek we Mszy Świętej celebrowanej w intencji wynagradzającej Najświętszemu Sercu Pana Jezusa.

    3. Przyjąć Komunię Świętą.

    4. Odmówić Litanię do Najświętszego Serca Pana Jezusa.

    5. W miarę możliwości odprawić godzinną adorację Najświętszego Sakramentu.

    Wszystkim czczącym Najświętsze Serce Pana Jezusa i rozpowszechniającym Jego kult, Król Nieba i Ziemi przez Świętą Małgorzatę Marię Pan Jezus składa 12 obietnic:

    1. Dam im łaski, potrzebne w ich stanie.

    2. Ustalę pokój w ich rodzinach.

    3. Będę ich pocieszał w utrapieniach.

    4. Będę ich pewną ucieczką w życiu, a szczególnie w godzinę śmierci.

    5. Będę im błogosławił w ich przedsięwzięciach.

    6. Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło i ocean miłosierdzia.

    7. Dusze oziębłe staną się gorliwymi.

    8. Dusze gorliwe prędko dojdą do doskonałości.

    9. Będę błogosławił domom, w których wizerunek Serca mojego będzie czczony.

    10. Osoby, które będą to nabożeństwo rozszerzały, będą miały imię swoje wypisane w Sercu moim.

    11. Dam kapłanom dar wzruszania serc nawet najzatwardzialszych.

    12. W nadmiarze miłosierdzia Serca mojego przyrzekam tym wszystkim, którzy będą komunikować w pierwsze piątki miesiąca przez dziewięć miesięcy z rzędu w intencji wynagrodzenia, że miłość moja udzieli łaskę pokuty, iż nie umrą w mojej niełasce, ani bez Sakramentów świętych, a Serce moje będzie im pewną ucieczką w ostatniej godzinie życia.

    NP/PCh24.pl

    ________________________________________________________________________

    PIERWSZA SOBOTA MIESIĄCA – 2 MARCA

    17.00 SPOWIEDŹ ŚW.

    18.00 MSZA ŚW. WIGILIJNA Z III NIEDZIELI WIELKIEGO POSTU

    PO MSZY ŚWIĘTEJ

    NABOŻEŃSTWO PIĘCIU PIERWSZYCH SOBÓT MIESIĄCA WYNAGRADZAJĄCE ZA ZNIEWAGI I BLUŹNIERSTWA PRZECIWKO

    Niepokalanemu Sercu Maryi

    This image has an empty alt attribute; its file name is NSM.jpg

    *****

    Wielka obietnica

    Siedem lat po zakończeniu fatimskich objawień Matka Boża zezwoliła siostrze Łucji na ujawnienie treści drugiej tajemnicy fatimskiej. Jej przedmiotem było nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi.
    10 grudnia 1925r. objawiła się siostrze Łucji Maryja z Dzieciątkiem i pokazała jej cierniami otoczone serce.

    Dzieciątko powiedziało:
    Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał.

    Maryja powiedziała:
    Córko moja, spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewierności stale ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinie śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię świętą, odmówią jeden Różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi towarzyszyć mi będą w intencji zadośćuczynienia.

    Dlaczego pięć sobót wynagradzających?

    Córko moja – powiedział Jezus – chodzi o pięć rodzajów zniewag, którymi obraża się Niepokalane Serce Maryi:

    1. Obelgi przeciw Niepokalanemu Poczęciu,
    2. Przeciw Jej Dziewictwu,
    3. Przeciw Jej Bożemu Macierzyństwu,
    4. Obelgi, przez które usiłuje się wpoić w serca dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść wobec nieskalanej Matki,
    5. Bluźnierstwa, które znieważają Maryję w Jej świętych wizerunkach.

    _________________________________________________________

    WARUNKI ODPRAWIENIA NABOŻEŃSTWA PIĘCIU PIERWSZYCH SOBÓT MIESIĄCA

    Warunek 1
    Spowiedź w pierwszą sobotę miesiąca

    Łucja przedstawiła Jezusowi trudności, jakie niektóre dusze miały co do spowiedzi w sobotę i prosiła, aby spowiedź święta mogła być osiem dni ważna. Jezus odpowiedział: Może nawet wiele dłużej być ważna pod warunkiem, ze ludzie są w stanie łaski, gdy Mnie przyjmują i ze mają zamiar zadośćuczynienia Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Do spowiedzi należy przystąpić z intencją zadośćuczynienia za zniewagi wobec Niepokalanego Serca Maryi. W kolejne pierwsze soboty można przystąpić do spowiedzi w intencji wynagrodzenia za jedną z pięciu zniewag, o których mówił Jezus. Można wzbudzić intencję podczas przygotowania się do spowiedzi lub w trakcie otrzymywania rozgrzeszenia.

    Przed spowiedzią można odmówić taką lub podobną modlitwę:

    Boże, pragnę teraz przystąpić do świętego sakramentu pojednania, aby otrzymać przebaczenie za popełnione grzechy, szczególnie za te, którymi świadomie lub nieświadomie zadałem ból Niepokalanemu Sercu Maryi. Niech ta spowiedź wyjedna Twoje miłosierdzie dla mnie oraz dla biednych grzeszników, by Niepokalane Serce Maryi zatriumfowało wśród nas.

    Można także podczas otrzymywania rozgrzeszenia odmówić akt żalu:

    Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, szczególnie za moje grzechy przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Warunek 2

    Komunia św. w pierwszą sobotę miesiąca

    Po przyjęciu Komunii św. należy wzbudzić intencję wynagradzającą. Można odmówić taką lub inną modlitwę:

    Najchwalebniejsza Dziewico, Matko Boga i Matko moja! Jednocząc się z Twoim Synem pragnę wynagradzać Ci za grzechy tak wielu ludzi przeciw Twojemu Niepokalanemu Sercu. Mimo własnej nędzy i nieudolności chcę uczynić wszystko, by zadośćuczynić za te obelgi i bluźnierstwa. Pragnę Najświętsza Matko, Ciebie czcić i całym sercem kochać. Tego bowiem ode mnie Bóg oczekuje. I właśnie dlatego, że Cię kocham, uczynię wszystko, co tylko w mojej mocy, abyś przez wszystkich była czczona i kochana. Ty zaś, najmilsza Matko, Ucieczko grzesznych, racz przyjąć ten akt wynagrodzenia, który Ci składam. Przyjmij Go również jako akt zadośćuczynienia za tych, którzy nie wiedzą, co mówią, w bezbożny sposób złorzeczą Tobie. Wyproś im u Boga nawrócenie, aby przez udzieloną im łaskę jeszcze bardziej uwydatniła się Twoja macierzyńska dobroć, potęga i miłosierdzie. Niech i oni przyłączą się do tego hołdu i rozsławiają Twoją świętość i dobroć, głosząc, że jesteś błogosławioną miedzy niewiastami, Matką Boga, której Niepokalane Serce nie ustaje w czułej miłości do każdego człowieka. Amen.

    Warunek 3

    Różaniec wynagradzający w pierwszą sobotę miesiąca

    Po każdym dziesiątku należy odmówić Modlitwę Anioła z Fatimy. Akt wynagrodzenia:

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i pomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.

    Zaleca się odmówienie Różańca wynagradzającego za zniewagi wyrządzone Niepokalanemu Sercu Maryi. Odmawia się go tak jak zwykle Różaniec, z tym, że w „Zdrowaś Maryjo…” po słowach „…i błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus” włącza się poniższe wezwanie, w każdej tajemnicy inne:

    Zachowaj i pomnażaj w nas wiarę w Twoje Niepokalane Poczęcie!
    Zachowaj i pomnażaj w nas
    wiarę w Twoje nieprzerwane Dziewictwo!
    Zachowaj i pomnażaj w nas wiarę w Twoją rzeczywistą godność Matki Bożej!
    Zachowaj i pomnażaj w nas cześć i miłość do Twoich wizerunków!
    Rozpłomień we wszystkich sercach żar miłości i doskonałego nabożeństwa do Ciebie!

    Warunek 4

    Piętnastominutowe rozmyślanie nad piętnastoma tajemnicami różańcowymi w pierwszą sobotę miesiąca

    (Jeden z przykładów rozmyślania nad pierwszą tajemnicą radosną)

    1. Najpierw odmawia się modlitwę wstępną:
    Zjednoczony ze wszystkimi aniołami i świętymi w niebie, zapraszam Ciebie, Maryjo, do rozważania ze mną tajemnic świętego różańca, co czynić chcę na cześć i chwałę Boga oraz dla zbawienia dusz.

    2. Należy przypomnieć sobie relację ewangeliczną (Łk 1,26 – 38). Odczytaj tekst powoli, w duchu głębokiej modlitwy.

    3. Z pokora pochyl się nad misterium swojego zbawienia objawionym w tej tajemnicy różańcowej. Rozmyślanie można poprowadzić według następujących punktów:
    a. rozważ anielskie przesłanie skierowane do Maryi,
    b. rozważ odpowiedź Najświętszej Maryi Panny,
    c. rozważ wcielenie Syna Bożego.

    4. Z kolei zjednocz się z Maryją w ufnej modlitwie. Odmów w skupieniu Litanię Loretańską. Na zakończenie dodaj:
    Niebieski Ojcze, zgodnie z Twoją wolą wyrażoną w przesłaniu anioła, Twój Syn Jednorodzony stał się człowiekiem w łonie Najświętszej Dziewicy Maryi. Wysłuchaj moich próśb i dozwól mi znaleźć u Ciebie wsparcie za Jej orędownictwem, ponieważ z wiarą uznaję Ją za prawdziwą Matkę Boga. Amen.

    5. Na zakończenie wzbudź w sobie postanowienia duchowe.

    Będę gorącym sercem miłował Matkę Najświętszą i każdego dnia oddawał Jej cześć.
    Będę uczył się od Maryi posłusznego wypełniania woli Bożej, jaką Pan mi ukazuje co dnia.
    Obudzę w sobie nabożeństwo do mojego Anioła Stróża.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    WIęcej informacji na temat Nabożeństw pięciu pierwszych sobót miesiąca można znaleźć na stronie www.pierwszesoboty.pl lub na stronie www.sekretariatfatimski.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    3 MARCA

    TRZECIA NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

    13.30 ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU/ GORZKIE ŻALE/SPOWIEDŹ ŚW.

    14.00 MSZA ŚW.

    PO MSZY ŚW. KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Piękna modlitwa znaleziona w grobie Pana Jezusa. Zawierz całe swoje życie Zbawicielowi

    Piękna modlitwa znaleziona w grobie Pana Jezusa. Zawierz całe swoje życie Zbawicielowi

    fot. Bruno van der Kraan / unsplash.com

    ***

    Pomódl się dziś piękną modlitwą znalezioną w grobie Pana Jezusa i zawierz Mu całe swoje życie. “O najsłodszy Panie Jezu oddaję się Tobie dnia dzisiejszego i na zawsze, a osobiście w godzinę śmierci mojej”.

    Modlitwa znaleziona w grobie Pana Jezusa

    O najsłodszy Panie Jezu oddaję się Tobie dnia dzisiejszego i na zawsze, a osobiście w godzinę śmierci mojej.
    Odwołuję się do nieskończonej dobroci Twojej.
    Rany Twoje najświętsze, niechaj będą mym spoczynkiem.
    Krew i woda, która wypłynęła z Najświętszego Serca Twego, niechaj mnie broni na strasznym sądzie Twoim.
    Najświętsze ciało i krew Twoja, niechaj mnie nakarmi i napoi
    Bojaźliwa śmierć Twoja, niechaj mnie zachowa ku żywotowi wiecznemu.
    Krwawe krople Twoje, niechaj zmyją grzechy moje.
    O mój Jezu Twój gorzki smutek ofiaruję Najmilszemu Ojcu Twemu Niebieskiemu na odpuszczenie wszelkich grzechów moich.
    Twoje wzgardy i zelżywości o najmilszy Jezu, które wycierpiałeś, niechaj zapłacą wszystkie grzechy moje.
    Twoje ciężkie urąganie i męki niesłychane, niechaj mnie ochronią.
    Te wszystkie boleści Twoje, o mój Jezu, oddaję Twemu Ojcu Niebieskiemu, za wszystkie moje niedbalstwa w służbie Twojej.
    Twoja wielka miłość, niech mnie obroni od sztormów szatańskich w godzinę śmierci mojej.
    O Panie Jezu mój, Twoja Święta Krew, niechaj duszę moją grzechami zmazaną obmyje.
    Twoja poraniona Głowa, niechaj mnie obroni od wszelkiego złego.
    Twoje niewinne na śmierć zasądzenie, niechaj mi będzie na odpuszczenie grzechów moich, długów moich.
    Twoje prace, niechaj nagrodzą moje popełnione złości.
    Twoja nagość, niechaj okryje nagość duszy mojej.
    Twoje gorzkości i ciężkości śmiertelne, zranione nogi, ręce i Serce Przenajświętsze, niechaj mnie w złej mocy śmierci mojej oświecą.
    W Ranach Twoich Przenajświętszych ukryj mnie całego.
    Krew Twoja z Przenajświętszego Serca Twego, niechaj mnie obmyje.
    Twoja Boska Moc, niechaj mnie utwierdza i zachowa od wszystkiego złego na duszy i ciele.
    O najsłodszy Panie Jezu Chryste, Twoje Rany i boleści niechaj mnie błogosławią.
    O gorzka Męko Jezusowa, zachowaj mnie od zguby wiecznej.
    O najdroższe Rany Jezusa mojego, bądźcie mi pomocą w ostatnią godzinę śmierci mojej.
    O Najdroższa Krwi Jezusa mojego, obmyj grzechy moje przed Bogiem Ojcem Twoim.
    O Panie Jezu Chryste, Twoja boleść, śmierć, uczynki dobre i nauki, niechaj mi pomogą zaprzestać grzechów moich, ale i dozwól mi za nie serdecznie żałować.
    Oddaję się na koniec, o mój dobry Jezu, Najświętszemu Sercu Twemu i ufam Twemu Miłosierdziu, wierzę w zasługi Męki i Śmierci Twojej, której się polecam i oddaje, a osobliwie w godzinę śmierci mojej. Amen.

    misyjne.pl / tk / Deon.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Czwartek – 22 LUTEGO 2020

    fot. Aryton/iam_os/Unsplash

    ***

    W święto Katedry św. Piotra można uzyskać odpust zupełny

    Aby uzyskać w dzisiejsze święto Katedry św. Piotra odpust zupełny trzeba nawiedzić jakikolwiek kościół katedralny i pomodlić się w intencjach w jakich modli się papież: “Ojcze nasz”, “Zdrowaś Maryjo” oraz “Wierzę w Boga”. Oczywiście trzeba również spełnić pozostałe warunki potrzebne do uzyskania odpustu zupełnego takie jak: być w stanie łaski uświęcającej, przyjąć w tym dniu Komunię Świętą i nie mieć w sobie przywiązania do żadnego grzechu, nawet lekkiego.

    ***

    Katedrą zwano od początku przede wszystkim uroczyste krzesło, na którym w czasie liturgii zasiadał biskup. Od początku w rzymskiej wspólnocie chrześcijan szczególną czcią otaczano krzesło, na którym zasiadał św. Piotr. Dla wspomnienia jego władzy i jedności, jaką zapewnia Kościołowi, 22 lutego obchodzimy święto katedry św. Piotra.

    Choć to święto zostało ustanowione dopiero w 1558 r. przez papieża Pawła IV, katedrę św. Piotra czczono w Kościele od początku. Odkąd powstała bazylika św. Piotra w Watykanie, katedra, czyli to Święto-Piotrowe krzesło było widoczne w eksponowanym miejscu. Szczątki pierwszego „mebla” oprawiono w kość słoniową, nadając kształt zbliżony do pierwotnego. 

    Nie chodzi o mebel

    Jednak w święcie tym nie chodzi o czczenie mebla, ale o wspomnienie wyjątkowej funkcji, jaką wśród chrześcijan od początku pełnił św. Piotr i jego następcy. Naukę o jego roli formułowali od początku Ojcowie Kościoła, pisząc o św. Piotrze, że jest „fundamen­tem Kościoła”, „skałą, na której Chrystus zbudował Swój Kościół”, „księciem i obrońcą wszystkich innych”, „naczelnym wodzem i zwierzchnikiem apostołów”, „głową i księciem drugich”, „kamieniem, na którym Kościół zbudowany” (Orygines, Euzebiusz, św. Cyryl Aleksandryjski, św. Grzegorz, św. Bazyli). 

    Dzień modlitwy za następcę św. Piotra

    Święto Katedry św. Piotra to przede wszystkim okazja do modlitwy za następcę św. Piotra oraz za jedność Kościoła, którą on uosabia.

    Dowody w sprawie grobu św. Piotra

    Decyzja papieża Piusa XII spowodowała, że podziemia Bazyliki św. Piotra stały się terenem wielkich wykopalisk, gdzie z największą starannością i dbałością prowadzono odwierty, kopano tunele, wywożono gruz i ziemię, a wszystko to w ogromnej tajemnicy. Kolejne lata żmudnych prac przyniosły kluczowe “testimonia”, czyli świadectwa na istnienie grobu Piotra.

    Współczesny turysta spacerujący po Placu św. Piotra, zachwycony harmonią kolumnady mistrza Berniniego, wpatrujący się w kopułę Bazyliki św. Piotra projektu genialnego Michała Anioła Buonarrotiego, nie przypuszcza, że pod jego stopami, pod ziemią, istnieją mury poprzedniczki – bazyliki konstantyńskiej z IV wieku. Zbudowana ona została dla uczczenia „trofeum” – jak je określiła starożytność chrześcijańska – świętych szczątków Rybaka z Galilei – św. Piotra, wikariusza Chrystusa na ziemi, który został pochowany na wzgórzu watykańskim.

    Początek prac

    Po śmierci papieża Piusa XI, na tron Piotrowy został wybrany kardynał Eugenio Pacelli, Sekretarz Stanu Stolicy Świętej. Ten rzymianin z urodzenia, człowiek wykształcony i obdarzony otwartym umysłem oraz odwagą, podjął się pamiętnego przedsięwzięcia odszukania grobu św. Piotra. Pius XII, natchniony pragnieniem ostatecznego potwierdzenia wiary i tradycji wieków Kościoła, ale też respektujący prawdę, wziął na siebie ogromną odpowiedzialność, gdy do podziemi Bazyliki wysłał grupę młodych archeologów, aby przeprowadzili wykopaliska i badania. Dokonał tego pod znamienną datą – w wigilię uroczystości Świętych Apostołów Piotra i Pawła – 28 września 1939 roku.

    Czy mógł tego zaniechać? Kiedy jako archiprezbiter Bazyliki doglądał prac przy budowie grobu swego poprzednika, który – jak nakazywał zwyczaj – miał spocząć w Bazylice, ujrzał odsłonięte podczas prac fragmenty murów pierwszej Bazyliki. Ani trudny czas zbliżającej się II wojny światowej, ani splendor wyboru i koronacji na następcę św. Piotra nie sprawiły, że o tym odkryciu zapominał.

    Decyzja papieża Piusa XII spowodowała, że podziemia Bazyliki stały się terenem wielkich wykopalisk, gdzie z największą starannością i dbałością prowadzono odwierty, kopano tunele, wywożono gruz i ziemię, a wszystko to w ogromnej tajemnicy. Kolejne lata żmudnych prac przyniosły kluczowe testimonia, używając szlachetnej łaciny, czyli świadectwa na istnienie grobu Piotra.

    Flickr/Richard White

    ***

    Wzruszony Pius XII w radiowym orędziu z 24 grudnia 1950 roku poinformował świat o dziejowym odkryciu: grób pierwszego Biskupa Rzymu został odnaleziony, a kopuła Bazyliki wznosi się dokładnie w miejscu jego pochówku.

    Testimonium Primus

    Do podziemi Bazyliki św. Piotra, celem prowadzenia wykopalisk, udała się ekipa złożona z młodych uczonych oraz profesorów z Papieskiego Instytutu Archeologii Chrześcijańskiej, których prace miał koordynować niemiecki ks. prałat Ludwig Kass, zajmujący się archeologią raczej hobbystycznie

    Odkryto stary cmentarz z grobami pochodzącymi z II i III wieku oraz nieliczne groby z I wieku. Systematyczne oczyszczano znaleziska, dokonując przy tym bezcennych odkryć archeologicznych. Od 1940 roku prace skoncentrowały się na przestrzeni pod konfesją św. Piotra w nawie głównej Bazyliki. Przełomowe okazało się odnalezienie wśród grobowców pozostałości murku, który ze względu na czerwony kolor tynku nazwano murro rosso – czerwonym murem. Po dokładnym zbadaniu okazało się, że jest to dwupoziomowa kaplica nagrobna, z dwiema kolumienkami i marmurowa płytą. Pytanie zrodziło się samo: czyj to grób? Wyjątkowo czczony i odwiedzany, o czym świadczyły liczne napisy na otaczających go murach. W celu uzyskania odpowiedzi posłużono się planem i opisami bazyliki z czasów Konstantyna. Usytuowanie stanowiło zasadniczą wskazówkę, ponieważ ten grób znajdował się w miejscu ołtarza – relikwiarza Bazyliki z IV wieku, tam gdzie cesarz polecił ulokować grób św. Piotra.

    Wzruszony Pius XII w radiowym orędziu z 24 grudnia 1950 roku poinformował świat o dziejowym odkryciu: grób pierwszego Biskupa Rzymu został odnaleziony, a kopuła Bazyliki wznosi się dokładnie w miejscu jego pochówku.

    Testimonium secundum

    We wnęce czerwonego muru znaleziono niewielkich rozmiarów drewnianą skrzyneczkę, w środku której znajdowały się szczątki kości. Na początku z polecenia papieża, jego osobisty doktor Ricardo Galeazzi – Lisi, wspomagany przez specjalistów, w specjalnie przygotowanym w Watykanie laboratorium, badał znalezione kości, stosując metody radiograficzne, mikroskopowe i chemiczne. Później kolejne gremia lekarskie specjalistów najwyższej próby, podejmowały badania, aby zyskać jak największą pewność. Ostatecznie wyniki analiz brzmiały: kości należały do mężczyzny wieku około 60-70 lat, o krępej budowie ciała i średniego wzrostu. Dodatkowo badania ujawniły, że ciało musiało być spowite w purpurową tkaninę przetykaną złotymi nićmi. Taki kolor w starożytności przysługiwał osobom piastującym wysokie stanowiska i mającym znaczenie dla społeczności.

    Testimonium tertium

    W 1952 roku grupa włoskich naukowców przystąpiła do kolejnych badań watykańskich wykopalisk. Wśród nich była znakomita epigrafik z uniwersytetu La Sapienza, profesor Margherita Guarducii. Jej zadaniem było badanie napisów pozostawionych na ścianach mauzoleów, wszelkich graffiti znajdujących się na podziemnych murach. Niezmordowana uczona we wrześniu 1953 roku odkryła napis w języku greckim: Petr(os) eni, czyli Piotr tu jest, fragment ten znajdował się na styku czerwonego muru z murem „g”. Za to odkrycie Margherita Guarducii została nazwana przez potomnych una punta di diamante – (F. Zeri). Poinformowała o nim papieża Pawła VI, który 1968 roku ogłosił wyniki badań prof. Guarducii, stwierdzając, że relikwie św. Piotra zostały zidentyfikowane w sposób, który można uznać za przekonywujący. Odtąd znajdują się w relikwiarzu, w miejscu gdzie zostały znalezione, na głębokości ok. 7 metrów, strzeżone jak największy skarb.

    blesstheirheartsmom.blogspot.com

    ***

    Na koniec warto przywołać współczesne nam testimonium. Wydarzenie bez precedensu, godne ze wszech miar odnotowania. Kości pierwszego z Apostołów, galilejskiego Rybaka, tego, który stał się fundamentem Kościoła, w przepięknym relikwiarzu zostały wystawione do publicznego nabożeństwa na rzymskim palcu, noszącym jego imię. Tu, w sercu chrześcijaństwa.

    Papież Franciszek, ukazując relikwiarz wiernym i całując go z największą czcią, zakończył obchody Roku Wiary w Kościele. Pokazał tym znaczącym gestem wielką prawdę, że doczesne szczątki Księcia Apostołów są wciąż obecne pośród ludu Bożego a starożytne Petr(os) eni (Piotr tu jest) stało się adresem św. Piotra, pod którym zawsze możemy go odwiedzić, przybywając do Wiecznego Miasta. Ten fakt podkreślił także i to, że nieustannie trwają sukcesja apostolska i wielka misja umacniania braci w wierze, powierzone dwa tysiące lat temu Szymonowi – Piotrowi.

    s. Marta Ziółkowska USJK/Stacja7.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    22 lutego – 93. rocznica objawienia się

    Jezusa Miłosiernego św. s. Faustynie

    Obraz Jezusa Miłosiernego namalowany przez Eugeniusza Kazimirowskiego

    Obraz Jezusa Miłosiernego namalowany przez Eugeniusza Kazimirowskiego/ fot. Krzysztof Tadej

    ***

    93. rocznica objawienia się Jezusa Miłosiernego w obrazie „Jezu ufam Tobie” św. s. Faustynie Kowalskiej przypada w czwartek 22 lutego. Wydarzyło się ono w 1931 roku Płocku, na terenie klasztoru Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia na Starym Rynku.

    22 lutego 1931 roku s. Faustyna Kowalska ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, w swojej celi w Płocku po raz pierwszy ujrzała Jezusa Miłosiernego, w obrazie „Jezu ufam Tobie”.

    ***

    Święta s. Faustyna Kowalska (1905-1938) w wieku 20 lat wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Warszawie. Od początku pobytu w zakonie była „obdarzona darem modlitwy kontemplacyjnej i mistycznej”. W 1930 r. św. Faustyna zamieszkała w klasztorze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Płocku, spędziła w nim lata 1930-1932. Dnia 22 lutego 1931 r., w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu, 26-letnia Faustyna miała pierwsze objawienie Jezusa Miłosiernego, w obrazie „Jezu ufam Tobie”. Wydarzenie to tak opisała w swym „Dzienniczku”, który powstawał w latach 1934-1938: „Wieczorem, kiedy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie: jeden czerwony, a drugi blady /…/. Po chwili powiedział mi Jezus: wymaluj obraz według rysunku, który widzisz z podpisem: +Jezu, ufam Tobie+. Pragnę, aby ten obraz czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie”. S. Faustyna usłyszała też życzenie, dotyczące ustanowienia w kościele Święta Miłosierdzia Bożego. Wola Pana wypełniła się, gdy powstał słynny obraz Jezusa Miłosiernego z podpisem: „Jezu, ufam Tobie”, a Papież Polak wprowadził nowe święto kościelne – Niedzielę Miłosierdzia Bożego. „W myślach przemierzam ten świetlisty szlak, na którym św. Faustyna Kowalska przygotowywała się do przyjęcia orędzia o miłosierdziu – szlak od Łodzi i Warszawy, poprzez Płock, Wilno po Kraków” – te słowa wypowiedział papież Jan Paweł II, który 30 kwietnia 2000 roku w Rzymie wyniósł na ołtarze siostrę Faustynę. Na terenie klasztoru Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia przy Starym Rynku znajduje się Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, a w nim kaplica z obrazem Jezusa Miłosiernego i relikwiami św. Faustyny.

    Kai.pl/Tygodnik Niedziela

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Brat Albert i Faustyna. Miłosierdzie ludzkie i Boskie

    web3-jesus-merciful-mercy-god-wikipedia1

    Jezus Miłosierny z wizji św. Faustyny jest przebóstwiony, przemieniony.

    Jezus na obrazie Brata Alberta jest nieprawdopodobnie ludzki.

    „Jezu ufam Tobie” i „Ecce Homo” stanowią część tej samej drogi.

    ***

    Papież Jan Paweł II ma wielki wkład w rozwój kultu Bożego Miłosierdzia, którego był orędownikiem, apostołem i świadkiem aż do śmierci. To on beatyfikował i kanonizował Helenę Kowalską, czyli św. Faustynę – „sekretarkę Jezusa”.

    Wszyscy znają zarówno „Dzienniczek”, jak i wizerunek z napisem „Jezu ufam Tobie” z sanktuarium w Łagiewnikach, namalowany przez Adolfa Hyłę w 1944 roku. Autorem pierwszego obrazu Jezusa Miłosiernego był jednak Eugeniusz Kazimirowski, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Powstał on w Wilnie w 1934 roku na prośbę ks. Michała Sopoćki – według wskazówek s. Faustyny. Nadal znajduje się w tym mieście, w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Obraz rozczarował s. Faustynę, gdyż nie oddawał piękna „jej” Jezusa. Natomiast obrazu Hyły nie zdążyła zobaczyć przed śmiercią.

    jezusa_chrystusa_jezu_ufam_tobbie_eugeniusz_kazimirowski_1934-2
    Obraz Jezusa Miłosiernego autorstwa Eugeniusza Kazimirowskiego

    ***

    Trzeba przypomnieć jednak o drugim obrazie Jezusa i drugim, niezwykłym sanktuarium w Krakowie. Dopiero oba wizerunki składają się na spójny wizerunek Jezusa, Boga-człowieka, który oddał się pod ludzki osąd, choć był bez winy, przeszedł drogę męki i poniżenia, by zmartwychwstać w chwale. Chodzi o obraz Ecce Homoz sanktuarium Ecce Homo sióstr albertynek znajdującego się na Prądniku Czerwonym w Krakowie.

    Adam Chmielowski zaczął go malować we Lwowie w 1879 roku, jeszcze zanim został Bratem Albertem, franciszkańskim tercjarzem i mistrzem miłosierdzia wobec ubogich. Woził go ze sobą i dobytkiem w różne miejsca, aż osiadł w Krakowie. Nigdy go nie ukończył. Koncentrował się na twarzy Jezusa, poprawiał, kontemplował, zmieniał…

    W 1904 r. domalował pewne elementy i podarował obraz abp. Andrzejowi Szeptyckiemu, hierarsze greckokatolickiemu ze Lwowa. To abp Szeptycki dostrzegł, że czerwony płaszcz Jezusa układa się w kształt serca, dzięki czemu cała Jego postać – umęczona, ubiczowana, zakrwawiona, staje się sercem i źródłem Miłości dla każdego człowieka.

    chmielowskiadam-1881-eccehomo-1
    Ecce Homo autorstwa Alberta Chmielowskiego

    ***

    Brat Albert nie potrafił usilnym prośbom arcybiskupa odmówić. Oddał mu swój najważniejszy, mistyczny wręcz obraz, nad którym pracował kilkanaście lat, zmieniając się razem z nim. Doświadczył w tym czasie Miłosierdzia Boga, oddając życie na służbę ubogim i potrzebującym, kosztem kariery artystycznej. Z czasem zrezygnował w ogóle z malarstwa, a był znakomitym artystą!

    Jezus Miłosierny z wizji św. Faustyny jest przebóstwiony, przemieniony. Wokół głowy ma aureolę, prawą rękę unosi w geście błogosławieństwa. Z serca wypływają krew i woda, a z nimi obfite strumienie miłosierdzia do grzeszników. Jezus na obrazie Brata Alberta jest nieprawdopodobnie ludzki. To człowiek skatowany, zamiast berła ma trzcinę, a na głowie – koronę z cierni raniącą skronie. Oczy przymyka z bólu i cierpienia.

    Czego na obrazie brakuje? Artysta nie dokończył aureoli, a także dłoni. Może my sami mamy stać się Jego dłońmi, aktywnie działając na rzecz bliźnich, do których Chrystus chce iść? Których pragnie przytulić do serca?

    Jak uświadamia nam papież Franciszek, poza kultem Bożego Miłosierdzia oraz modlitwą ważne są nasze własne, codzienne uczynki miłosierdzia. „Ecce Homo” i „Jezu ufam Tobie” stanowią jakby część tej samej drogi. Jesteśmy wezwani do tego, by wciąż szukać obrazu Boga, Jezusa ukrzyżowanego w drugim człowieku. Mijamy go na ulicy, w pracy, a nawet w domu. Wychodząc z kościoła, może z pełnej uniesień religijnych pielgrzymki do Łagiewnik…

    Brat Albert nigdy w pielgrzymkach nie uczestniczył. Mimo tego wykonał dla bezdomnych, osieroconych, chorych psychicznie, niepełnosprawnych fizycznie i intelektualnie, uzależnionych, ofiar zarazy i wojny, starszych itd. ciężką pracę. Swoim wyborem drogi zainspirował nie tylko albertynów i albertynki (założył dwa zgromadzenia), ale też choćby Karola Wojtyłę.

    Przyszły papież miał dług wdzięczności wobec Brata Alberta, o czym wspominał. Spłacał go pisząc dramat „Brat Naszego Boga”. Za przykładem Chmielowskiego zostawił karierę artystyczną (teatr), całego siebie oddając na służbę innym. Jako papież beatyfikował (1983) i kanonizował (1989) polskiego Biedaczynę. Brata Alberta i s. Faustynę łączą: Jan Paweł II, Kraków i Miłosierdzie.

    Chmielowski nie miał wizji, choć jego obraz jest czymś więcej niż dziełem pędzla na płótnie. Przypatrzmy się przy tym chronologii zdarzeń. Brat Albert umiera na nowotwór w 1916 roku w Krakowie. Helenka Kowalska ma wtedy 11 lat, już w wieku 17 chce wstąpić do zakonu, lecz rodzice protestują. W czerwcu 1924 roku idzie za zabawę do parku Wenecja w Łodzi, gdzie wtedy mieszka. W czasie tańca widzi Jezusa „jak na Drodze Krzyżowej”, umęczonego, odartego z szat i pokrytego ranami, który pyta „Dokąd cię cierpiał będę […]”? Pod wpływem tego doświadczenia, wbrew rodzinie, podejmuje decyzję – tak rodzi się siostra Faustyna. Czy Jezus, jakiego zobaczyła w Wenecji nie przypomina… Ecce Homo Brata Alberta?

    Nie ma chyba widocznego śladu bezpośredniej inspiracji Bratem Albertem w przypadku św. Faustyny. Oboje na trwałe wpisali się natomiast w mapę duchową Kościoła. Jak dodamy, że Helena Kowalska mieszkała w Łodzi raptem 2 lata, pracując w tym czasie u trzech tercjarek – członkiń świeckiego Trzeciego Zakonu Świętego Franciszka (miały wspólnego spowiednika), trudno oprzeć się wrażeniu działania Bożej Opatrzności. Bez wiary w Opatrzność kult Miłosierdzia stoi na kruchych, glinianych nogach. Na ulotnych, tylko ludzkich fundamentach.

    Polska Monk
    Obraz Jezusa Miłosiernego autorstwa Adolfa Hyły/fot. East News

    ***

    Małgorzata Bilska/Aleteia.pl

    ***

    14 LUTEGO W ŚRODĘ POPIELCOWĄ ROZPOCZYNA SIĘ OKRES WIELKIEGO POSTU

    fot. Wojciech Łączyński/Archidiecezja Warszawska

    ***

    Środa Popielcowa posiada szczególną liturgię, która rozpoczyna Wielki Post.

    W kościołach celebrowane są Msze św. z obrzędem posypania głów popiołem.

    Podczas liturgii celebrans błogosławi popiół, a następnie posypuje nim głowy wszystkich uczestniczących w Eucharystii.

    Ten gest przypomina o pokucie i o nawróceniu.

    ***

    Tego dnia, jak również w Wielki Piątek, katolików obowiązuje post ścisły.

    • od 14 roku życia – wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych (jak we wszystkie piątki całego roku) oraz post ścisły 
    • osoby między 18 a 60 rokiem życia – spożycie trzech bezmięsnych posiłków tego dnia, w tym jednego do syta).

    ***

    Na czym polega sens postu?

    Post nie oznacza tylko tego, by jeść mniej oraz nie jeść mięsa. Sens postu polega także na tym, by poświęcić mniej czasu na przygotowanie potraw – dziś mięso można zastąpić wieloma wykwintnymi daniami, a w te dni chodzi o świadome odmówienie sobie jakiejś przyjemności. W dni postne chodzi przede wszystkim o pokutę, którą jako katolicy jesteśmy zobowiązani podjąć. (Kodeks Prawa Kanonicznego)

    ***

    Katolicy są zobowiązani do uczestniczenia we Mszy świętej w każdą niedzielę i w święta nakazane. Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina: „wierni zobowiązani są do uczestniczenia w Eucharystii w dni nakazane, chyba że są usprawiedliwieni dla ważnego powodu (np. choroba, pielęgnacja niemowląt) lub też otrzymali dyspensę od ich własnego pasterza. Ci, którzy dobrowolnie zaniedbują ten obowiązek, popełniają grzech ciężki” (art. 2181).

    Świętami nakazanymi są wszystkie niedziele oraz następujące uroczystości: 

    • uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki (1 stycznia),
    • uroczystość Objawienia Pańskiego (6 stycznia),
    • uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa (Boże Ciało),
    • uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (15 sierpnia),
    • uroczystość Wszystkich Świętych (1 listopada)
    • uroczystość Narodzenia Pańskiego (25 grudnia).

    Środa Popielcowa jest dniem rozpoczynającym Wielki Post. Nie należy jednak do świąt nakazanych – co oznacza, że katolicy nie są zobowiązani do uczestniczenia tego dnia we Mszy świętej i nie popełniają grzechu ciężkiego, jeśli nie przyjdą na Eucharystię.

    ____________________________________________________________________________________

    W ŚRODĘ POPIELCOWĄ MSZA ŚWIĘTA

    WRAZ Z CEREMONIĄ POSYPANIA GŁÓW POPIOŁEM

    BĘDZIE O GODZ. 20.00 W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA

    ___________________________________________________________________________________

    „Prochem jesteś i w proch się obrócisz”.

    Skąd wzięły się Środa Popielcowa i Wielki Post?

    Wielki Post to czas modlitwy, wyciszenia, osobistej odnowy i nawrócenia. Rozpoczyna się w Środę Popielcową i trwa aż do Mszy Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek. Skąd wzięły się Środa Popielcowa i Wielki Post? Czy zawsze i wszędzie trwał 40 dni? Jak kiedyś wyglądał obrzęd posypania popiołem?

    Dlaczego Wielki Post trwa 40 dni?

    W pierwszych wiekach chrześcijaństwa poszczono tylko przez 40 godzin w Wielki Piątek i w Wielką Sobotę – mówi o. prof. Bazyli Degórski, patrolog, z Papieskiego Uniwersytetu św. Tomasza z Akwinu w Rzymie. Post trwający 40 dni poprzedzających Wielkanoc rozpowszechnił się w pierwszej połowie IV wieku – dodaje.

    Pod koniec pontyfikatu Grzegorza Wielkiego (zmarł w 604 r.), ustalono rozpoczęcie Wielkiego Postu w środę poprzedzającą pierwszą niedzielę postu. W niedziele post oczywiście nie obowiązywał, a więc dodane dni dawały ważną liczbę 40 dni, która odnosi się do wydarzeń biblijnych, między innymi postu Pana Jezusa na pustyni.

    Obecnie początek Wielkiego Postu zbiega się ze Środą Popielcową. Jednak nie wszędzie w Kościele katolickim i nie we wszystkich wyznaniach chrześcijańskich tak jest. Na przykład w Mediolanie i w całej jego metropolii obowiązuje obrządek ambrozjański, w którym Wielki Post rozpoczyna się o cztery dni później. Tak więc karnawał kończy się tam dopiero w sobotę. W Lombardii dniem postu i wstrzemięźliwości, który rozpoczyna Wielki Post, jest pierwszy piątek tego okresu – mówi o. prof. Degórski.

    Tradycja posypywania głowy popiołem

    Chcąc ustalić pojawienie się i dzieje Środy Popielcowej, trzeba dodać, że wywodzi się ona ze starochrześcijańskich rytów pokutnych ­– mówi paulin. Od połowy V wieku na początku Wielkiego Postu odbywał się obrzęd wypraszania z kościoła publicznych grzeszników. Mogli wrócić do wspólnoty dopiero po odprawieniu pokuty. Spowiadali się przed biskupem (albo jego delegatem), po czym o ustalonej porze przychodzili przed wejście do kościoła, byli wprowadzani do środka, a biskup i prezbiterzy posypywali im głowy popiołem, wypowiadając formułę biblijną: +Pamiętaj, człowiecze, że jesteś prochem i w proch się obrócisz; czyń pokutę, byś miał życie wieczne+. Biskup kropił ich następnie wodą święconą; święcił także ich szaty pokutne – wyjaśnia o. prof. Degórski. W X wieku, oprócz owych publicznych grzeszników, w tego rodzaju pokutnym obrzędzie uczestniczyli także inni wierni – dodaje.

    Popiołem posypywano także głowę papieża podczas specjalnej celebracji. Nałożenie w Środę Popielcową popiołu na głowę papieża miało tradycyjnie miejsce w rzymskiej bazylice św. Anastazji na Palatynie ­– mówi o. prof. Bazyli Degórski. Z bazyliki tej ruszała następnie procesja pokutna, która boso (przynajmniej do XII w.) kierowała się do pierwszego kościoła stacyjnego u św. Sabiny na Awentynie, gdzie papież odprawiał nabożeństwo i wygłaszał homilię – dodał.

    Ojciec profesor zaznacza, że świadectwa potwierdzające praktykowanie posypywania głów popiołem można znaleźć także na innych terenach. Między innymi na początku XI w. wspomina o nim anglosaski mnich benedyktyński znany jako Aelfric Grammaticus.

    Ryt posypania głowy popiołem, który powstał jako praktyka związana ze zwyczajem rozpoczynania publicznej pokuty od Wielkiego Postu (od IV w.), wiązał się z używaniem włosiennicy i popiołu – mówi o. prof. Bazyli Degórski. Symbol popiołu przetrwał do naszych czasów – dodał.

    Family News Service, pa/Stacja7

    ______________________________________________________________________________________________

    Proch z nadzieją

    Proch z nadzieją
    fot. ks. Rafał Starkowicz/Gość Niedzielny

    ***

    Zwyczaj posypywania głów popiołem w pierwszym dniu Wielkiego Postu ma już prawie tysiąc lat. I wciąż jest czytelny.

    W słowniku synonimów „posypać sobie głowę popiołem” znaczy: przeprosić, uderzyć się w piersi, ugiąć przed kimś karku, ugiąć przed kimś głowy, uznać swoją winę, ukorzyć się, pójść do Canossy, pokajać się, upokorzyć się, skruszyć się… Popiół od wieków symbolizuje uniżenie i żal z powodu własnych błędów. Stosowano go w różnych kulturach dla wyrażenia skruchy i chęci przeproszenia albo też jako znak żałoby po śmierci kogoś bliskiego. Posypanie popiołem wyrażało także rozpacz z powodu przegranej wojny bądź skutków kataklizmu. Użycie tej symboliki w chrześcijaństwie oznacza przyznanie: Jestem słaby i sam nie jestem w stanie sobie poradzić. Uznaję swoją kruchość i niezdolność do osiągnięcia czegokolwiek bez Twojej łaski.

    Na długo zanim popiół stał się elementem liturgii, stanowił znak pokuty, pokornego przyjęcia porażki. W Biblii symbol ten występuje już w Księdze Hioba. „Kajam się w prochu i w popiele” – mówi Hiob, świadom swojej małości wobec Boga. „Córo mojego narodu, przywdziej wór pokutny i kajaj się w popiele!” – wzywa Jeremiasz, a Daniel wyznaje: „Zwróciłem więc twarz do Pana Boga, oddając się modlitwie i błaganiu w postach, pokucie i popiele”. W Księdze Judyty czytamy z kolei, że Izraelici, przeżywając ciężki lęk, „upadli na twarz przed świątynią, posypali głowy swoje popiołem i odziani w wory wyciągali ręce przed Panem”. A Juda Machabeusz i jego ludzie w rozterce „pościli, włożyli na siebie wory, głowy posypali popiołem i porozdzierali swoje szaty”. Wreszcie sam Jezus, wypowiadając „biada” nad Korozain i Betsaidą, stwierdza, że gdyby w Tyrze i Sydonie działy się podobne cuda, miasta te „już dawno w worze i w popiele by się nawróciły”.

    Znak popiołu

    Już w starożytności, gdy wyznawca Chrystusa popełnił szczególnie ciężki grzech, otrzymywał szansę pojednania z Kościołem po odbyciu surowej pokuty. Jej wyznaczeniu towarzyszył ceremoniał, który pomagał pokutnikom uświadomić sobie ciężar ich winy, a zarazem zrozumieć, jak wielką łaskę otrzymują, mogąc odpokutować swój grzech.

    Najstarsze świadectwo posłużenia się popiołem w liturgii rozpoczynającej okres pokuty pojawiło się w IX wieku w tekście benedyktyńskiego mnicha Reginone z opactwa w Prüm. Dwieście lat później na synodzie w Benewencie papież Urban II wprowadził w Kościele zwyczaj posypywania głów. Ustalono też, że popiół używany do obrzędu ma pochodzić z palm, które rok wcześniej zostały poświęcone w Niedzielę Palmową.

    „Na początku Wielkiego Postu wszyscy pokutnicy, którzy podjęli lub podejmą publiczną pokutę, stawią się u wejścia do kościoła przed biskupem miasta, ubrani w wory i bez obuwia, upadłszy twarzą do ziemi, uznając się winnymi swojego stanu; mają tam być dziekani, czyli archiprezbiterzy parafii, wraz ze świadkami, czyli prezbiterami pokutników, którzy mają starannie oceniać ich zachowanie” – zapisano w Pontyfikale Rzymskim, księdze liturgicznej z XII wieku. Następnie biskup nakładał pokuty odpowiednie do rodzaju popełnionej winy, po czym wprowadzał pokutników do kościoła i wraz z innymi duchownymi padał na twarz, modląc się o uwolnienie dla nich. „Wtedy, powstawszy do przepisanej modlitwy, nakłada na nich rękę, kropi wodą święconą, nakłada najpierw popiół, a potem włosiennicę na ich głowy, a wśród lamentów i wzdychania wymierza im karę na wzór Adama, który został wygnany z raju, tak i oni za swoje grzechy zostaną wygnani z kościoła” – czytamy.

    Biskup „nakłada najpierw popiół”… Dziś w liturgii nie stosuje się worów pokutnych i nie chodzi się boso, ale wciąż używa się popiołu.

    Proch to nie zgliszcza

    – Nasze zwyczaje pokutne są powiązane z tymi, które istniały w judaizmie. Posypywanie się popiołem oznaczało tam w ogóle pokutę. Było formą rezygnacji z ozdabiania swojego ciała dla okazania, że się pości. Tak zachowały się Judyta i królowa Estera. Obie posypały się popiołem na znak pokuty – zauważa ks. dr hab. Dominik Ostrowski. Wskazuje, że w liturgii mówi się jednak o prochu (łac. pulvis), podkreślając, że jest różnica między popiołem a prochem. – Popiół ma w moim odczuciu bardziej negatywne znaczenie niż proch. Popiół (łac. ­cinis) to są zgliszcza, to, co zostaje po spaleniu. Kiedy spalimy coś na popiół, nic już z tego nie można zrobić; to kompletna destrukcja, materiał jałowy. Myśl ta ma odbicie w pewnym ograniczeniu dotyczącym obrzędów pogrzebowych z kremacją. Jeśli powodem kremacji jest niewiara w zmartwychwstanie, a przez spopielenie własnego ciała chce się zamanifestować tę niewiarę i beznadzieję, negując teologię chrześcijańską, wtedy prawo kościelne odmawia katolickiego pogrzebu – zaznacza liturgista, przypominając, że jeśli za kremacją nie stoją sprzeczne z teologią poglądy, jest ona dopuszczalna (choć wcale nie zalecana). Zwraca uwagę, że Bóg w Księdze Rodzaju mówi do człowieka: „Prochem jesteś i w proch się obrócisz”. – Prochem, nie popiołem. Proch nie jest materią całkowicie zniszczoną. Dlatego, choć w liturgii używamy popiołu, za tym znakiem stoi proch. Popiół nie może być budulcem, natomiast z prochu, przy użyciu odpowiedniego spoiwa, można coś odbudować. Wyraża to alternatywny werset przy posypywaniu popiołem: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Oznacza to: Owszem, jesteś prochem i nawet się w proch obrócisz, ale Bóg może cię z tego prochu podźwignąć – podkreśla ks. Dominik Ostrowski.

    Dla nowego życia

    Chrześcijańska nadzieja udziału w zmartwychwstaniu Chrystusa przebija w treści modlitwy błogosławieństwa popiołu, która bez istotnych zmian była używana w liturgii Kościoła przez tysiąc lat, a i do tej pory się z niej korzysta. Składa się z czterech części. Pierwsza podkreśla majestat Boga i Jego łaskę, która przynosi zdrowie ciała i ducha: „Wszechmogący wieczny Boże, zmiłuj się nad pokutującymi, okaż łaskę błagającym i racz posłać świętego anioła swego, aby pobłogosławił i uświęcił te popioły, niech staną się zbawiennym lekarstwem dla wszystkich pokornie wzywających Twojego świętego imienia, którzy oskarżają siebie świadomi swoich przewinień i opłakują przed Twoją Boską łaskawością swoje złe czyny, a także pokornie i z całych sił proszą najczystszy Twój majestat, i daj, przez wzywanie najświętszego imienia Twego, aby każdy, kto będzie nimi posypany dla odkupienia swoich grzechów, dostąpił zdrowia ciała i ochrony duszy”.

    Druga część nawiązuje do słów: „Prochem jesteś i w proch się obrócisz”. Jej odpowiednik w odnowionej liturgii brzmi: „Boże, Ty nie chcesz śmierci grzeszników, lecz ich nawrócenia, wysłuchaj łaskawie nasze prośby i racz w swojej dobroci pobłogosławić ten popiół, którym zamierzamy posypać nasze głowy; spraw, abyśmy uznając, że jesteśmy prochem i w proch się obrócimy, przez gorliwe pełnienie czterdziestodniowej pokuty otrzymali odpuszczenie grzechów i nowe życie na podobieństwo Twojego zmartwychwstałego Syna”.

    Franciszek Kucharczak/Gość Niedzielny

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Modlitwa na Środę Popielcową, aby dobrze rozpocząć Wielki Post

    fot. ze strony: Wydział Katechetyczny Kurii Diecezjalnej w Opolu
    ***

    Okryj mnie, Panie, swoim miłosierdziem według Twojej hojności. W ogromie Twej dobroci zamień w proch to, co powinno umrzeć dla Ciebie.

    Nie pozwól, abym przywiązywał się do tego, co moje i słabe. Nie pozwól, abym odrzucił to, co od Ciebie pochodzi. Prochem jestem i wszystkie moje myśli z dala są od Ciebie.

    Z bólu mówić nie potrafię! Mam jednak dobrą wolę pójścia za Twoimi wskazaniami. Nie chcę zostawiać już nic dla siebie, ale wszystko oddać Tobie i pod Twój osąd.

    Marne jest moje dzieło. Po ludzku powinno dawno się rozpaść, ale Ty, Panie, masz w nim upodobanie. Podtrzymujesz je i uświęcasz. Błogosławisz każdemu dobremu postanowieniu i każdej pokucie.

    Dzięki Tobie zdolny jestem do modlitwy i pokornego uklęknięcia przed Twoim majestatem. Zgięte kolana i złożone ręce niech będą wyrazem mojej służby i gotowości do podjęcia trudu, który mnie czeka.

    Niech ten Wielki Post będzie dla mnie umocnieniem na drodze wiary. Nie pozwól, aby zmiażdżyła mnie pokusa. Niech za każdym razem gdy upadnę, uratuje mnie Twoje nieskończone miłosierdzie. Nie jestem godzien, aby o nie prosić, ale Ty zachęcasz mnie do tego mimo mojej niewdzięczności.

    Dobry Jezu, czuwaj przy mnie przez czterdzieści dni, abym i ja mógł czuwać nad sobą. Ulecz przez zbawienną pokutę wszystkie moje grzechy i zranienia. Tobie oddaję cały ten czas, abym mógł na końcu wyznać wiarę w Ciebie i z radosnym okrzykiem zawołać: Chwała Tobie na wieki!

    ks. Mateusz Szerszeń CSMA/Aleteia.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Ksiądz Arcybiskup Adrian Galbas SAC:

    życzę głębokiego Wielkiego Postu, bo inny jest bez sensu

    Sample

    fot. Renata Różańska

    ***

    Życzę głębokiego Wielkiego Postu, bo inny jest bez sensu – powiedział w katowickiej katedrze Chrystusa Króla abp Adrian Galbas. Metropolita katowicki w Środę Popielcową przewodniczył Mszy św. Liturgia rozpoczyna czas Wielkiego Postu.

    Arcybiskup przypomniał, że zdanie „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” to jest pierwsze zdanie, które wypowiedział Chrystus w najstarszej Ewangelii, spisanej przez Marka. – Zdanie, od którego zaczyna swoje nauczanie, które jest jak program, jak expose i jak uwertura w operze – powiedział dodając, że wypełni ono całą Ewangelię. Będzie obecne we wszystkich jej szczegółach i epizodach, we wszystkich słowach i działaniach.

    Metropolita katowicki powiedział, że nawrócenie ma dwa wymiary. Pierwszy i podstawowy jest negatywny, co chodzi w nim o odwrócenie się od popełnianego zła, grzechu. – Jest więc w nim i głupota, i egoizm, i nieprawość, i kłamstwo, i nieszczęście i samotność – mówił. Zaznaczył, że grzech nie odwraca od nas Serca Bożego, lecz odwraca nasze serca od Boga. – To my, grzesząc, stajemy do Boga plecami. On zawsze jest zwrócony do nas twarzą. Miłosierną twarzą – przekonywał. I wzywał obecnych do porzucenia grzechu. Zachęcał do wielkopostnej spowiedzi i pojednania się z Bogiem.

    Mówił też o drugim, pozytywnym wymiarze nawrócenia. Chodzi w nim o „magis”, czyli o „więcej”. – W nawróceniu chodzi nie tylko o przejście od złego do dobrego, ale także o przejście od dobrego do lepszego. Chodzi o to, by się szarpnąć do bardziej gorliwej miłości wobec Boga, bliźniego i samego siebie. Chodzi o większą żarliwość – zauważał hierarcha. Zachęcał, by na początku Wielkiego Postu zrobić sobie rachunek sumienia właśnie z tego. – Czy tak właśnie jest w moim życiu, czy – patrząc na siebie uczciwie – obserwuję wzrost i rozwój? Czy moja relacja z Bogiem, relacje, które buduję z innymi są bardziej dojrzałe? (…) Po prostu: czy kocham więcej? – pytał.

    Zachęcił do wielkopostnych praktyk: modlitwy, jałmużny i postu. Polecił, by w Wielkim Poście było więcej modlitwy, czyli dobrze pojętej miłości Boga, więcej otwartości na Jego Słowo, więcej chwil spędzonych na cichej adoracji Pana. Oby był czas i na Drogę Krzyżową, i na Gorzkie Żale i na rekolekcje. – Oby w Wielkim Poście było więcej jałmużny, czyli dobrze pojętej miłości bliźniego – powiedział. Mówił o poście, czyli o dobrze pojętej miłości siebie samego. – Z czego warto zrezygnować, żeby siebie bardziej mieć, siebie odzyskać? Co mnie dziś najbardziej zagraca? Co mi przeszkadza? Co mnie uszkadza? – pytał.  Przekonywał, że post to nie tylko i nie przede wszystkim ryba zamiast mięsa i ser zamiast wędliny.

    Abp Galbas zaapelował, abyśmy stanęli w prawdzie o sobie i o swoim życiu. – Sama religijność nie wystarcza i nie pomaga. Ona może przytłoczyć, może być tylko pozą, kolejną teatralną sztuką w teatrze życia – przekonywał. – Bóg widzi w ukryciu, Bóg patrzy na serce, na intencje, na pragnienia i na motywacje. Dopóki tam nie będzie wszystko uporządkowane, dopóty – choćbyśmy się nie wiem, ile namodlili, napościli i najałumużnikowali, to za czterdzieści dni będziemy w tym samym miejscu – dodał.

    Arcybiskup powiedział, że umierający na krzyżu Chrystus nie gra żadnej roli. – Nie było żadnego show. Chrystus umierał prawie bez widowni. Prawie. Bo na Jego śmierć patrzył Ojciec, który widział w ukryciu i oddał Synowi – mówił. – Nawrócenie to jest nasza praca na Wielki Post, to jest nasza droga powrotu do Boga, do początku, i to jest nasze „więcej”. Nasze magis!  – podkreślił. Życzył obecnym głębokiego Wielkiego Postu, bo „inny jest bez sensu”

    Kai.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    PIĄTEK – 16 LUTEGO

    WYJĄTKOWO TEGO DNIA Z RACJI POGRZEBU W PARAFII ŚW. PIOTRA O GODZ. 18.00 NIE BĘDZIE SPRZĄTANIA KOŚCIOŁA O GODZ. 17.OO I NIE BĘDZIE ADORACJI PRZED MSZĄ ŚW.

    MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 19.00

    PO MSZY ŚW. – NABOŻEŃSTWO DROGI KRZYŻOWEJ

    To było jedno z jego ukochanych nabożeństw. Przeżyj Drogę Krzyżową z Janem Pawłem II
    fot. screenshot – YouTube (Radio Maryja)

    ***

    Rozważania według błogosławionego ks. Michała Sopoćki, którego wczoraj obchodziliśmy liturgiczne wspomnienie
    (tekst z publikacji „MIŁOSIERDZIE BOGA W DZIEŁACH JEGO”)

    ***

    STACJA I 
    PAN JEZUS NA ŚMIERĆ SKAZANY  

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „Wstydzę się, Panie, stanąć przed świętym obliczem Twoim, bo tak mało jestem do Ciebie podobny. Ty za mnie tyle wycierpiałeś przy biczowaniu, że sama ta męka zadałaby Ci śmierć, gdyby nie wola i wyrok Ojca Niebieskiego, że miałeś umrzeć na krzyżu. A dla mnie rzeczą trudną jest znosić małe uchybienia i ułomności domowników. Ty z miłosierdzia przelałeś tyle krwi dla mnie, a mnie każda ofiara i poświęcenie dla bliźnich wydaje się ciężkie. Ty z niewypowiedzianą cierpliwością i w milczeniu znosiłeś bóle biczowania, a ja narzekam i jęczę, gdy wypadnie znieść dla ciebie jakąś dolegliwość lub wzgardę ze strony bliźniego”.

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA II 
    PAN JEZUS BIERZE KRZYŻ NA SWE RAMIONA 

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „Z głębokim współczuciem pójdę za Jezusem! Zniosę cierpliwie tę przykrość, która mnie dziś spotka, jakże małą dla uczczenia Jego drogi na Golgotę. Wszak za mnie idzie na śmierć! Za moje grzechy cierpi! Jakże mogę być obojętny na to? Nie żądasz ode mnie, Panie, bym niósł z Tobą Twój ciężki krzyż, lecz bym swoje małe krzyże codzienne cierpliwie znosił. Tymczasem dotąd tego nie czyniłem. Wstyd mi i żal tej małoduszności i niewdzięczności mojej. Postanawiam, wszystko co z miłosierdzia swego na mnie włożysz, z ufnością przyjąć i z miłością znosić”.

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA III 
    PAN JEZUS UPADA POD KRZYŻEM 

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „Wziąłeś, Panie, straszliwe brzemię – grzechy całego świata wszystkich czasów na siebie. A wśród tej przerażającej masy grzechów wszystkich ludzi, moje niezliczone grzechy zaciążyły na Tobie brzemieniem przygniatającym i powaliły na ziemię. Dlatego ustają Twe siły. Dalej tego ciężaru unieść nie możesz i upadasz pod nim na ziemię. Baranku Boży, który z miłosierdzia swego gładzisz grzechy świata przez brzemię krzyża Twego, zdejmij ze mnie ciężkie brzemię grzechów moich i zapal ogień miłości Twojej, aby jej płomień nigdy nie ustał”.

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA IV 
    PAN JEZUS SPOTYKA SWOJĄ MATKĘ  

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

     „ Matko Najświętsza, Matko Dziewico, niech żałość Twej duszy i mnie się udzieli! 
    Kocham Cię, Matko Boleściwa, która idziesz tą drogą, jaką kroczył Syn Twój najmilszy – drogą hańby i poniżenia, drogą wzgardy i przekleństwa. Wyryj mnie na swym Niepokalanym Sercu i jako Matka Miłosierdzia, wyjednaj mi łaskę, bym idąc za Jezusem i Tobą, nie załamał się na tej ciernistej drodze kalwaryjskiej, jaką i mnie miłosierdzie Boże wyznaczyło”.

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA V 
    SZYMON CYRENEJCZYK 
    POMAGA PANU JEZUSOWI DŹWIGAĆ KRZYŻ    

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „Jak dla Szymona, tak i dla mnie krzyż jest rzeczą przykrą. Z natury wzdrygam się przed nim, wszelako okoliczności zmuszają mnie do oswojenia się z nim. Będę się starał odtąd nieść krzyż swój z usposobieniem Chrystusa Pana. Będę dźwigał krzyż za swe grzechy, za grzechy innych ludzi, za dusze w czyśćcu cierpiące, naśladując najmiłosierniejszego Zbawiciela. Wówczas odbywać będę drogę królewską Chrystusa, a pójdę nią nawet wtedy, kiedy otoczy mnie tłum ludzi wrogich i szydzących”. 

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA VI 
    WERONIKA OCIERA TWARZ PANU JEZUSOWI  

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „Pan Jezus nie cierpi już więcej, dlatego nie mogę podać mu chusty do otarcia potu i krwi. Ale cierpiący Zbawiciel żyje ciągle w swoim ciele mistycznym, w swoich współbraciach, obciążonych krzyżem, a więc w chorych, konających, ubogich i potrzebujących, którzy potrzebują chustki do otarcia potu. Wszak on powiedział: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnie uczyniliście (Mt 25,40). Stanę więc u boku chorego i umierającego z prawdziwą miłością i cierpliwością, aby mu otrzeć pot, aby go wzmocnić i pocieszyć”.

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA VII 
    PAN JEZUS PO RAZ DRUGI UPADA POD KRZYŻEM 

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „Panie, (…) jak możesz tolerować jeszcze mnie grzesznego, który obrażam Cię grzechami codziennymi po niezliczone razy? Mogę to wytłumaczyć tylko wielkością miłosierdzia Twojego, tym że czekasz jeszcze mej poprawy. Oświeć mnie Panie, światłością łaski swojej, bym mógł poznać wszelkie zdrożności i złe skłonności moje, które spowodowały Twój powtórny upadek pod krzyżem i bym odtąd systematycznie je tępił. Bez łaski Twojej nie potrafię ich się wyzbyć. Przeto proszę i ufam, że miłosierdzie Twoje mnie wspomoże”. 

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA VIII 
    PAN JEZUS POCIESZA PŁACZĄCE NIEWIASTY  

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „I dla mnie jest czas miłosierdzia Bożego, ale ograniczony. Po upływie tego czasu nastąpi wymiar sprawiedliwości, o której Pan Jezus groźnie wspomina. (…) Na mnie ciążą liczne winy, toteż więdnę i usycham z bojaźni, ale pomimo tego pójdę śladami Chrystusa, przejmę się skruchą i będę czynić zadość sprawiedliwości przez szczerą pokutę. Do tej pokuty pobudza mnie potęga Boga i powinność służenia Mu. Do tej pokuty pobudza mnie nieskończone miłosierdzie Jezusa, który koronę chwały zamienił na cierniową i wyszedł mnie poszukiwać, a odnalazłszy przytulił do swego Serca”.

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA IX 
    PAN JEZUS UPADA POD KRZYŻEM PO RAZ TRZECI  

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „Za mnie cierpi Jezus i za mnie upada pod krzyżem! Gdzie byłbym dziś bez tych cierpień Zbawiciela? Z otchłani piekielnej wyrywa nas tylko Zbawiciel. (…) Dlatego wszystko, co dziś mamy i czym jesteśmy w znaczeniu nadprzyrodzonym, zawdzięczamy tylko męce Pana Jezusa. Nawet niesienie naszego krzyża nic nie znaczy bez łaski. Dopiero męka Zbawiciela czyni skruchę naszą zasługującą, a pokutę skuteczną. Dopiero miłosierdzie Jego, ujawnione w potrójnym upadku, jest rękojmią mojego zbawienia”.

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA X 
    PAN JEZUS Z SZAT OBNAŻONY  

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „Przy tej strasznej tajemnicy obecna była Matka Najświętsza, która wszystko widziała, słyszała i wszystkiemu się przypatrywała. Można sobie wyobrazić, jakie przeżywała boleści wewnętrzne, widząc Syna swego głęboko zawstydzonego, w pokrwawionej nagości, kosztującego gorzki napój, do którego i ja dolewałem gorycze przez grzech nieumiarkowania w jedzeniu i piciu. Pragnę odtąd i postanawiam, przy pomocy łaski Bożej, praktykować rozumne umartwienie w tej materii, by nagość mej duszy nie obrażała oka Pana Jezusa ani jego Niepokalanej Matki”.

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA XI 
    PAN JEZUS PRZYBITY DO KRZYŻA 

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „Stańmy w myślach naszych na Golgocie pod krzyżem Pana Jezusa i rozważajmy straszną scenę. Pomiędzy niebem i ziemią wisi Zbawiciel za miastem, odtrącony od swego ludu, wisi jak zbrodniarz między dwoma zbrodniarzami, jako obraz najstraszliwszej nędzy, opuszczenia i boleści. Ale jest On podobny do wodza, który podbija narody – nie mieczem i orężem, ale krzyżem – nie w celu ich zniszczenia, ale w celu ocalenia. Bo też krzyż Zbawiciela stanie się odtąd narzędziem chwały Bożej, sprawiedliwości i nieskończonego miłosierdzia”.

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA XII 
    PAN JEZUS UMIERA NA KRZYŻU 

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „Nikt nie towarzyszył tej czynności ofiarnej z tak cudownymi i odpowiednimi uczuciami i myślami jak Matka Miłosierdzia, jak przy poczęciu i narodzeniu zastępowała całą ludzkość, adorując i miłując gorąco Pana Zastępów, tak i przy śmierci swego Syna adoruje martwe ciało wiszące na krzyżu, boleje nad nim, ale zarazem pamięta i o swych dzieciach przybranych. Przedstawicielem ich jest Jan Apostoł i nowonawrócony umierający łotr, za którym wstawiła się do Syna. Wstaw się i za mną, Matko Miłosierdzia, pomnij i na mnie, gdy w mej agonii będę polecać Ojcu swego ducha”.

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA XIII 
    ZDJĘCIE Z KRZYŻA CIAŁA PANA JEZUSA 

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „Najmiłosierniejszy Zbawicielu, czyje serce zdoła się oprzeć porywającej i kruszącej wymowie, z jaką przemawiasz do nas przez niezliczone rany Twego martwego ciała, spoczywającego na łonie Twojej Bolesnej Matki? (…) każdy czyn Twój wystarczyłby dla przebłagania sprawiedliwości i zadość uczynienia za zniewagi. Ale obrałeś ten rodzaj Odkupienia, aby pokazać wielką cenę duszy naszej i swoje bezgraniczne Miłosierdzie, by nawet największy grzesznik mógł z ufnością i skruchą przystąpić do Ciebie i otrzymać odpuszczenie, jak otrzymał je konający łotr”.

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    ***

    STACJA XIV 
    ZŁOŻENIE DO GROBU CIAŁA PANA JEZUSA 

    Kłaniamy się Tobie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, 
    żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

    „Matko Miłosierdzia, wybrałaś mnie za dziecko swoje, abym stał się bratem Jezusa, którego opłakujesz po złożeniu do grobu! (…) Nie zważaj na moją słabość, niestałość i niedbalstwo, które opłakuję bez przerwy, i wyrzekam się ich ustawicznie. Ale wspomnij na wolę Pana Jezusa, który mnie oddał pod Twoją opiekę. Spełnij tedy względem mnie niegodnego swe posłannictwo, dostosuj łaski Zbawiciela do mojej słabości i bądź dla mnie zawsze Matką Miłosierdzia!”.

    MIŁOSIERNY PANIE, 
    DOPOMÓŻ MI Z UFNOŚCIĄ IŚĆ ZA TOBĄ 

    Któryś za nas cierpiał rany, 
    Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. 

    (www.faustyna.eu)

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Dziś globalny różaniec w intencji pokoju na świecie

    Sample

    fot. James Coleman / Unsplash

    ****

    W pierwszy piątek Wielkiego Postu, 16 lutego, Zgromadzenie Świętego Krzyża poprowadzi globalny różaniec w intencji pokoju na świecie.

    Modlitwa rozpocznie się w Rzymie o godz. 16.00 i będzie transmitowana online w 18 krajach na pięciu kontynentach.

    Zgromadzenie Świętego Krzyża w informacji prasowej podkreśliło, że „teraz bardziej niż kiedykolwiek świat potrzebuje modlitwy o pokój”. Dlatego też przełożony generalny Zgromadzenia Świętego Krzyża br. Paul Bednarczyk CSC zaprasza wszystkich do modlitwy w pierwszy piątek Wielkiego Postu 16 lutego. Globalny Różaniec w intencji pokoju na świecie rozpocznie się w Rzymie o godz. 16.00 czasu lokalnego osobistym przesłaniem i modlitwą br. Bednarczyka.

    Po wprowadzeniu br. Bednarczyka, wydarzenie będzie kontynuowane Różańcem do Siedmiu Boleści Matki Bożej i nabożeństwem do Matki Bożej Bolesnej. Zakonnicy i świeccy z ośrodków duszpasterskich Świętego Krzyża na pięciu kontynentach będą na zmianę prowadzić różaniec. Wydarzenie transmitowane online będzie zawierać hymny śpiewane przez grupy z Kenii, północno-wschodnich Indii, Meksyku i Stanów Zjednoczonych.

    Aby pokazać jedność, różaniec wraz z rozważaniami i modlitwami będą prowadzić zakonnicy i świeccy partnerzy Świętego Krzyża w 18 krajach misyjnych: Australii, Bangladeszu i Filipinach (pierwsza tajemnica), Ghanie, Brazylii i Peru (druga tajemnica), FrancjiMeksyku i Irlandii (trzecia tajemnica), Tanzanii, Haiti i Ugandzie (czwarta tajemnica), Stanach Zjednoczonych, Chile i Indiach (piąta tajemnica), Kenii, Filipinach i Kanadzie (szósta tajemnica) oraz Bangladeszu, Peru i Stanach Zjednoczonych (siódma tajemnica).

    Br. Bednarczyk zwraca uwagę, że modlitwa jest odpowiedzią na przerażające konflikty na świecie. „Przerażająca przemoc i tragiczne ofiary śmiertelne, których byliśmy świadkami podczas wojny w Ukrainie, a teraz niedawnej wojny w Izraelu i Strefie Gazy, są zdumiewające i szokujące” – powiedział. „Takie brutalne konflikty mają jednak miejsce również w innych częściach świata. Nikt z nas nie pozostaje obojętny na te przerażające wydarzenia. Staramy się odpowiedzieć naszą wiarą” – dodał.

    Przełożony generalny wyraził nadzieję, że „Maryja będzie Matką Bożą Nadziei, pomagając nam być budowniczymi pokoju, mężczyznami i kobietami z nadzieją, aby położyć kres wszelkiej przemocy i wojnie”.

    Do modlitwy można dołączyć przez platformę YouTube

    lub wpisując w wyszukiwarkę: Global Rosary For Peace 2024 – YouTube.

    Informacje o wydarzeniu można znaleźć pod adresem: HCFM.org/PrayForPeace.

    Zgromadzenia Świętego Krzyża utworzył w 1837 bł. Bazyli Antoni Maria Moreau. Prowadzi pracę edukacyjną i duszpasterską w kilkunastu krajach świata: Bangladeszu, Brazylii, Kanadzie, Chile, Francji, Haiti, Indiach, Kenii, Meksyku, Peru, Tanzanii, Ugandzie oraz Stanach Zjednoczonych. Obecnie Zgromadzenie Świętego Krzyża składa się z ponad 1300 braci zakonnych i kapłanów zakonnych.

    Rzym/Kai.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    SOBOTA – 17 LUTEGO

    OD GODZ. 17.00 – SPOWIEDŹ ŚW.

    O GODZ. 18.00 – MSZA ŚW. WIGILIJNA Z I NIEDZIELI WIELKIEGO POSTU

    PO MSZY ŚWIĘTEJ

    MODLITWA RÓŻAŃCOWA PRZED NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENTEM O POKÓJ W LUDZKICH SERCACH

    _______________________________________________________

    Kard. Ernest Simoni:

    różaniec to najpotężniejsza modlitwa Maryi

    Samplefot. Scavuzzo/AGF/REX/Shutterstock/EAST NEWS

    ***

    Różaniec to najpotężniejsza modlitwa Najświętszej Maryi Panny. Wszystkie zwycięstwa Kościoła zostały przypieczętowane przez Matkę Bożą – mówi Radiu Watykańskiemu 95-letni kard. Ernest Simoni, który 28 lat spędził w więzieniach komunistycznej Albanii. Przyznaje, że to właśnie dzięki tej wytrwałej, codziennej modlitwie przetrwał prześladowania i to też zawsze zaleca wszystkim wiernym.

    Pomimo podeszłego wieku albański kardynał nadal służy Kościołowi. Codziennie otrzymuje ok. 120 telefonów. 50 z nich to prośby o egzorcyzmy lub modlitwy o uwolnienie. Odpowiada na nie bezzwłocznie, recytując z pamięci łacińskie formuły tak samo jak w więzieniu odprawiał z pamięci tajne Msze. Obecni przy nich zaprzyjaźnieni muzułmanie zalewali się łzami, pociągani przez Ducha Świętego do modlitwy – wspomina kard. Simoni.

    W tych dniach gości on w Watykanie. We wtorek został zaproszony przez papieża na kolację. Rozmawiał z nim, jak wyznał, o sprawach wiary. W środę uczestniczył w audiencji ogólnej. Franciszek pozdrowił go jako żywego męczennika.

    „Powiedziałem, że muszę dziękować Duchowi Świętemu, Bogu Wszechmogącemu, Najświętszej Maryi Pannie, a także św. Janowi Pawłowi II, który pomaga mi w egzorcyzmach. Niektórzy twierdzą, iż nawet go widzą – opowiada Radiu Watykańskiemu kard. Simoni. – Dochodzi do bardzo wielu uwolnień, ale to nie jest moją zasługą. Dziękuję też św. Ojcu Pio, który przekazał nam przesłanie, ale nie wszyscy w to wierzą. Przesłanie dla nawrócenia i ocalenia świata. Trzeba nieść światło wszystkim członkom Kościoła, aby ze wszystkich sił zabiegali o wyzwolenie ludzi ze ślepoty, z grzechu i prowadzili ich do światła Bożego. Albowiem, jak mówi Jezus, nikt nie zna dnia ani godziny, nie wiemy, kiedy przyjdzie po raz drugi“.

    16 lutego 2024/Radio Watykańskie/Watykan Ⓒ Ⓟ

    ______________________________________________________________________________________________________________

    NIEDZIELA – 18 LUTEGO

    OD GODZ. 13.30 – ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU / SPOWIEDŹ ŚW.

    NABOŻEŃSTWO GORZKICH ŻALÓW

    GODZ. 14.00 – MSZA ŚWIĘTA Z I NIEDZIELI WIELKIEGO POSTU

    PO MSZY ŚW. – KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    _______________________________________________________________________

    ___________________

    papież Benedykt XVI:

    Eucharystia – pokarm prawdy, sakrament miłości

    Benedykt XVI: Eucharystia-pokarm prawdy, sakrament miłości

    fot. Peter Nguyen via Flickr, CC BY 2.0

    ***

    1. Sakrament miłości, Najświętsza Eucharystia jest darem, jaki Jezus Chrystus czyni z samego siebie, objawiając nam nieskończoną miłość Boga wobec każdego człowieka. W tym przedziwnym sakramencie objawia się miłość największa, ta, która przynagla, by „życie swoje oddać za przyjaciół swoich” (J 15, 13). Istotnie, Jezus „do końca ich umiłował” (J 13, 1). Tymi słowami zapowiada Ewangelista Jego gest nieskończonej pokory: zanim umarł na krzyżu za nas, przepasawszy się prześcieradłem, umył uczniom nogi. Tak też, w sakramencie Eucharystii Jezus nadal miłuje nas „aż do końca”, aż po dar ze swego ciała i swojej krwi. Jakież zdziwienie musiało napełnić serca Apostołów wobec czynów i słów Pana podczas tej Wieczerzy! Jakiż zachwyt winna wzbudzić w naszym sercu tajemnica Eucharystii!

    2. W sakramencie Ołtarza, Pan przychodzi do człowieka, stworzonego na obraz i podobieństwo Boże (por. Rdz 1, 27), stając się jego towarzyszem w drodze. W tym sakramencie, Pan staje się rzeczywiście pokarmem dla człowieka spragnionego prawdy i wolności. Skoro tylko prawda może nas uczynić wolnymi (por. J 8, 36), to Chrystus staje się dla nas pokarmem prawdy. Z przenikliwą znajomością ludzkiej kondycji, św. Augustyn zwrócił uwagę na to, iż człowiek działa spontanicznie, a nie z przymusu, kiedy staje wobec czegoś, co go pociąga i wzbudza w nim pragnienie. Pytając tedy, co może człowieka ostatecznie od wewnątrz poruszyć, święty Biskup zawołał: „Czegoż dusza pragnie na sposób bardziej żarliwy niż prawdy?”[2]. Każdy bowiem człowiek niesie w sobie niezniszczalne pragnienie prawdy, ostatecznej i definitywnej. Dlatego Pan Jezus, który jest „drogą, prawdą i życiem” (J 14, 6) zwraca się do spragnionego serca człowieka, który czuje się pielgrzymem, do serca tęskniącego za źródłem życia, do serca, które żebrze o prawdę. Jezus Chrystus istotnie jest Prawdą i jednocześnie Osobą, która pociąga do siebie świat. „Jezus jest gwiazdą polarną wolności ludzkiej: bez Niego traci ona orientację, ponieważ bez poznania prawdy wolność się wynaturza, izoluje i redukuje do poziomu jałowego kaprysu. Wraz z Nim, wolność się odnajduje”[3]. W sakramencie Eucharystii, Jezus ukazuje w sposób szczególny prawdę o miłości, która jest samą istotą Boga. I to jest ta prawda ewangeliczna, która interesuje każdego człowieka i całego człowieka. Dlatego Kościół, który znajduje w Eucharystii swoje życiowe centrum, ciągle podejmuje wysiłek głoszenia w porę i nie w porę (por. 2 Tm 4, 2), że Bóg jest miłością[4]. Właśnie dlatego, że Chrystus stał się dla nas pokarmem Prawdy, Kościół zwraca się do człowieka, zapraszając go, by dobrowolnie przyjął dar Boży.

    […]

    6. „Oto, wielka tajemnica wiary!”. Tym wyrażeniem wypowiadanym natychmiast po słowach konsekracji, kapłan głosi sprawowane misterium i odsłania swój zachwyt nad substancjalną przemianą chleba i wina w Ciało i Krew Pana Jezusa, rzeczywistością, która przekracza wszelkie ludzkie zrozumienie. W istocie Eucharystia jest w całym tego słowa znaczeniu „tajemnicą wiary”, „streszczeniem i podsumowaniem całej naszej wiary”[13]. Wiara Kościoła jest istotowo wiarą eucharystyczną i karmi się ona w szczególny sposób przy stole Eucharystii. Wiara i sakramenty to dwa uzupełniające się aspekty życia kościelnego. Wzbudzona przez głoszenie słowa Bożego, dzięki łasce wiara karmi się i wzrasta w spotkaniu ze zmartwychwstałym Panem, które realizuje się w sakramentach: „Wiara wyraża się w obrzędzie a obrzęd zwiększa i umacnia wiarę”[14]. Dlatego też sakrament Ołtarza pozostaje zawsze w centrum życia Kościoła; „dzięki Eucharystii, Kościół odradza się ciągle na nowo!”[15]. Im żywsza jest wiara eucharystyczna w Ludzie Bożym, tym głębsze jest jego uczestnictwo w życiu kościelnym poprzez świadome przylgnięcie do misji, jaką Chrystus powierzył swoim uczniom. Świadczy o tym sama historia Kościoła. Każda wielka reforma wiąże się, w jakiś sposób, z odkryciem w wierze obecności eucharystycznej Pana wśród swego ludu.

    7. Pierwszą rzeczywistością wiary eucharystycznej jest sama tajemnica Boga, czyli miłość trynitarna. W rozmowie Jezusa z Nikodemem znajdujemy wyjaśnienie tego zagadnienia: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony” (J 3, 16-17). Te słowa wskazują na ostateczny korzeń daru Bożego. Jezus w Eucharystii daje nie „coś”, ale siebie samego; ofiaruje on swoje ciało i przelewa swoją krew. W ten sposób daje całą swą egzystencję, objawiając pierwotne źródło tej miłości. Jest On wiecznym Synem danym nam przez Ojca. Słyszymy ponadto w Ewangelii, jak Jezus po nakarmieniu tłumu przez rozmnożenie chleba i ryb, mówi do swych rozmówców, którzy poszli za Nim aż do synagogi w Kafarnaum: „Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu” (J 6, 32-33); i dochodzi do utożsamienia samego siebie, swego własnego ciała i swojej własnej krwi z tym chlebem: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata” (J 6, 51). W ten sposób, Jezus objawia się jako chleb życia, który Ojciec przedwieczny daje ludziom.

    8. W Eucharystii odsłania się zamysł miłości, który kieruje całą historią zbawienia (por. Ef 1, 10; 3, 8-11). W niej Deus Trinitas, który sam jest miłością (por. 1 J 4, 7-8), w pełni angażuje się w naszą ludzką kondycję. W chlebie i winie, pod których postaciami Chrystus nam się daje w paschalnej uczcie (por. Łk 22, 14-20; 1 Kor 11, 23-26), całe Boże życie dociera do nas i udziela się w formie sakramentu. Bóg jest doskonałą komunią miłości pomiędzy Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Już w stworzeniu człowiek został powołany do udziału, w jakiejś mierze, w ożywczym Bożym tchnieniu (por. Rdz 2, 7). Ale w Chrystusie umarłym i zmartwychwstałym oraz w wylaniu Ducha Świętego, danym bez miary (por. J 3, 34) stajemy się uczestnikami Bożej zażyłości[16]. Jezus Chrystus, który „przez Ducha wiecznego złożył Bogu samego siebie jako nieskalaną ofiarę” (Hbr 9, 14) w darze eucharystycznym udziela nam tego samego Bożego życia. Chodzi o dar absolutnie bezinteresowny, który jest jedynie odpowiednikiem obietnic Bożych, spełnionych ponad wszelką miarę. Kościół przyjmuje, celebruje, adoruje ten dar w wiernym posłuszeństwie. „Tajemnica wiary” jest tajemnicą miłości trynitarnej, do uczestnictwa w której jesteśmy przez łaskę wezwani. Także więc i my musimy zawołać wraz z św. Augustynem: „Jeśli widzisz miłość, widzisz Trójcę”[17]…

    z adhortacji apostolskiej Sacramentum caritatis papieża Benedykta XVI, 22 lutego 2007 roku

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Jak pokutować za grzechy?

    fot. Hernán Piñera via Flickr, CC BY-SA 2.0

    ***

    Jak pokutować za grzechy

    Pytanie o to, w jaki sposób zadośćuczynić za popełnione zło, jest problemem każdego z nas. Pamiętamy jeszcze pięć warunków dobrej spowiedzi, gdzie ostatni brzmi: zadośćuczynić Panu Bogu i bliźniemu. Paradoksalnie im bardziej człowiek postępuje w przyjaźni z Bogiem, tym bardziej widzi swoją słabość i grzeszność. Wyraził to lapidarnie w swej Regule św. Benedykt: „Dawne swoje grzechy codziennie ze łzami i wzdychaniem na modlitwie wyznawać Bogu. A na przyszłość poprawić się z tych grzechów” (Reguła, rozdz. 4,57–58). Aby lepiej zrozumieć te zalecenia św. Benedykta, trzeba zapoznać się z tekstami jego mistrza – św. Jana Kasjana.

    Tajemnice pokuty

    Rozmówcą Kasjana i Germanusa jest abba Pinufiusz, którego spotkali już wcześniej w Betlejem. Opowiedziana na początku Rozmowy XX historia ucieczki Pinufiusza przed sławą i pokorna służba w jednym z pachomiańskich klasztorów, stają się zrozumiałe dopiero po lekturze całej Rozmowy: Kasjan chce pokazać czytelnikowi już od razu ikonę pokutnika, który osiąga cel zadośćuczynienia, to znaczy całkowite wyzwolenie z grzechu i pogodną gorliwość w walce o czystość serca, której nie są w stanie zachwiać przykrości, których doznajemy codziennie ze strony ludzi. Choć bowiem opisywane przez Kasjana trudności i upokorzenia, których zaznawał abba Pinufiusz są w istocie przerażające (czy tak wyobrażamy sobie klasztor, w którym mieszkają święci mężowie?), to intencją naszego autora jest pokazanie raczej siły motywacji Pinufiusza i jego niezależność od ludzkiego uznania bądź ludzkiej pogardy – sprawa kluczowa przy przyznaniu się do grzechu i rozpoczęciu pokuty za popełnione zło.

    Punktem wyjścia jest szczere wyznanie Germanusa, w którym opisuje rozpacz z powodu dawnych grzechów, jeszcze bardziej wzmacnianą przez obraz upragnionego nieba, które zdaje się być nieskończenie odległe z powodu zła, którego nasz mnich się dopuścił.

    Ponieważ nieznana nam nauka bardziej wzniośle i wspanialej otwarła nam stromą ścieżkę do najbardziej zaszczytnego wyrzeczenia się [świata] i – jakby po usunięciu ślepoty naszych oczu – pokazała nam swój szczyt znajdujący się w niebie, to tym cięższe przygniata nas brzemię rozpaczy. Przymierzając bowiem jego niezmierną wysokość do małości naszych sił i przyrównując wielką słabość naszej niewiedzy z nieskończoną wzniosłością ukazanej nam cnoty, czujemy, że nasza małość nie tylko nie zdoła go osiągnąć, lecz może nawet spaść z miejsca, w którym się znajduje. Uciskani bowiem ciężarem nadmiernej rozpaczy spadamy jakby z najniższego stopnia na jeszcze niższy. Dlatego jedno jedyne lekarstwo może pomóc uleczyć nasze rany: dowiedzmy się, jaki jest kres pokuty, a szczególnie jakie są oznaki zadośćuczynienia, abyśmy pewni odpuszczenia wcześniejszych grzechów mogli się także ośmielić wspinać na szczyt wyżej wspomnianej doskonałości (Rozmowa XX,3,1–2)

    Problem, który formułuje Germanus, jak za chwilę zobaczymy, nie polega na pytaniu, w jaki sposób uwolnić się od zła. Młody mnich jest raczej przekonany, że upadek na dno piekła jest sprawą nieuchronną. Jedyny ratunek widzi w pokucie, choć zapewne jej definicja, podana przez abba Pinifiusza, trochę go zaskoczyła:

    Pełna i doskonała definicja pokuty jest taka: nie popełniać już więcej grzechów, za które pokutujemy lub które gryzą nasze sumienie. Oznaką zaś zadośćuczynienia i odpuszczenia [grzechów] jest usunięcie z naszych serc także skłonności do nich (Rozmowa XX,5,1)

    Opinia doświadczonego mnicha może wydawać się nieco zaskakująca: pokutą nie jest czyn, którym człowiek zadośćuczyni za popełnione zło, ale to definitywne odwrócenie się od grzechu. Aby zrozumieć tę definicję, musimy pamiętać, że przez łaciński rzeczownik poenitentia zazwyczaj oddawano grecki metanoia. Trudno odnaleźć polski odpowiednik – przekładać trzeba, w zależności od kontekstu, jako „nawrócenie”, „pokuta”, „zmiana myślenia”, „przemiana serca”. Nie chodzi tutaj o zadawanie sobie cierpienia, o czyny, których dokonuje człowiek, ale raczej o przemienienie wewnętrznie i w konsekwencji zrozumienie tego, co było złe, nazwanie zła złem i zdecydowane zwrócenie się w kierunku dobra. Taka definicja wskazuje więc raczej na kierunek niż mówi o środku za pomocą którego ten cel można osiągnąć. Pokuta jest celem, nie drogą.

    Germanus w swej emocjonalnej wypowiedzi popełnia podstawowy błąd wszystkich wybuchających gorliwością pierwotnego nawrócenia – zbytnio koncentruje się na sobie i swej słabości. Przeczytajmy jeszcze raz jego wypowiedź – ona jest najeżona zaimkiem „ja”. Trudno nie pokaleczyć się o taką konstrukcję. Pinufiusz jest jednak zbyt mądry, aby wskazywać ów błąd wprost. Zamiast tego proponuje zwrócenie się ku czemuś, co nazywa „owocami pokuty” (Rozmowa XX,8,1–11). Katalog czynów, oparty w dużej mierze na drugiej homilii Orygenesa do Księgi Kapłańskiej, proponuje na podstawie Pisma Świętego pewne możliwości, dzięki którym możemy otrzymać od Boga przebaczenie. Oprócz męczeństwa zawiera miłość, jałmużnę, łzy, wyznanie grzechów Bogu i ludziom, umartwienie, prośba o wstawiennictwo świętych, miłosierdzie i wiarę, nawracanie grzeszników i przebaczenie winowajcom. Co charakterystyczne – spożywając każdego dnia choćby jeden z tych owoców, mnich odwraca wzrok od siebie i swej biedy, a zaczyna zauważać niedolę ludzką, której on, tak przytłoczony grzechem, może przecież jakoś zaradzić. Pinufiusz nie radzi rozpamiętywania grzechów (czyniącego tak porównuje do człowieka mieszającego w kloace drągiem i duszącego się śmierdzącymi wyziewami, które wzbudził pracą własnych rąk), ale zaleca jedynie pamięć o swej niegodności i wytrwałe praktykowanie dzieł, o których wyżej była mowa. W ten sposób przekonujemy się, że to nadmierne skupienie się na sobie i przylgnięcie pamięcią do swej nędzy, a nie do Boga, stanowi problem, który musi zostać rozwiązany. Cała praca zostaje wykonana dzięki wytrwałej modlitwie i codziennie praktykowanej miłości.

    Zło, którego nie chcę…

    Tytuł Rozmowy XXIII, O bezgrzeszności, został sformułowany w sposób trochę przewrotny. Z podobnym chwytem retorycznym u Kasjana spotkaliśmy się już w Rozmowie XVI, O przyjaźni, która w istocie poświęcona jest w dużej mierze wadzie gniewu. W naszym tekście Kasjan wykazuje, że słabość, zło, jest czymś nieuniknionym, choć rozumie to w sposób specyficzny. Przechodząc do rozmowy z abba Teonasem momentalnie przenosimy się w inny obszar problemów. Tematem dyskusji są słowa św. Pawła: Nie czynię dobra, którego pragnę, lecz zło, którego nienawidzę, to czynię (Rz 7,19n). Teonas występuje z ciekawą propozycją: na pytanie, jakie to zło tak niechciane przez niego, czyni św. Paweł, odpowiada, że jest nim nietrwałość modlitwy, odchodzenie od kontemplacji i zapominanie o Bogu, gdyż jedynym, który na tej ziemi stałą pamięć o Ojcu utrzymał w swym sercu był Jezus Chrystus. Rozproszenie, odwrócenie wzroku od Boga na tym świecie, jest czymś, co przydarza się największym świętym nawet Apostołom, ale, stwierdza Kasjan jest czymś złym, choć nikt nie pragnie utracić wzniosłej kontemplacji. Aby lepiej zrozumieć ten nacisk na konieczność pamiętania o Stwórcy, musimy przeczytać początek Rozmowy IX z abba Izaakiem, gdzie dokładnie zostaje nam wyjaśnione w jaki sposób pamięć taka, poprzez nieustanną modlitwę, oczyszcza ludzkie serce z grzechów i wad. Rozmowa XXIII jest ważnym uzupełnieniem podjętego tam wątku: modlitwa nieustanna, pamięć o Bogu, są w istocie czymś upragnionym, ale na tej ziemi nieosiągalnym.

    Podsumowanie

    Zestawienie Rozmowy XX i XXIII może wywołać pewną konsternację: pierwsza traktuje o metodach walki ze złem, pozbywania się grzechu i utwierdzania się na drogach miłości. Druga z kolei pokazuje nam cel całego trudu: nie jest nim doskonałość czy bezgrzeszność osiągnięta jako cel własnego samodoskonalenia czy rozwoju, ale to bliskość i zażyłość z Bogiem, o których Kasjan pisze z wyjątkowym liryzmem i głębokim uczuciem. Pokuta, która prowadzi do pragnienia nieustannej modlitwy – oto cel pedagogiki Kasjana. Kierujący się jej wskazaniami coraz bardzo wyzbywa się egoizmu i zaczyna dostrzegać ludzi, których ma kochać i Boga, Któremu chce służyć. To jest droga właściwa także na nasze czasy.

    Szymon Hiżycki OSB (ur. w 1980 r.) studiował teologię oraz filologię klasyczną; odbył specjalistyczne studia z zakresu starożytnego monastycyzmu w kolegium św. Anzelma w Rzymie. Jest miłośnikiem literatury klasycznej i Ojców Kościoła. W klasztorze pełnił funkcję opiekuna ministrantów, duszpasterza akademickiego, bibliotekarza i rektora studiów. Do momentu wyboru na urząd opacki był także mistrzem nowicjatu tynieckiego. Autor książki na temat ośmiu duchów zła „Pomiędzy grzechem a myślą” oraz o praktyce modlitwy nieustannej „Modlitwa Jezusowa. Bardzo krótkie wprowadzenie”.

    mp/tyniec.com.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Nie tylko spowiedź. Kiedy jeszcze Bóg odpuszcza grzechy?

    fot. via Pixabay.com

    ***

    Nie tylko spowiedź.

    Kiedy jeszcze Bóg odpuszcza grzechy?

    Mówiąc o konieczności i pożytku sakramentu pokuty Rytuał Obrzędy pokuty zawiera również ważne stwierdzenia dotyczące sposobów czynienia nieustannej pokuty i oczyszczania się z grzechów. Chodzi tu o pozasakramentalne formy przepraszania Boga za grzechy. Można je podzielić na dwie grupy: liturgiczne i nie związane bezpośrednio z liturgią. Do grupy pierwszej należą te wszystkie elementy celebracji liturgicznych, w których wierni wyznają, że są grzesznikami, i proszą Boga i braci o przebaczenie. Ma to miejsce głównie w czasie głoszenia i słuchania słowa Bożego, w specjalnych w celebracjach pokutnych, we wspólnej modlitwie i elementach pokutnych liturgii mszalnej.

    Sakramentu pokuty i pojednania nie należy więc uważać za jedyną drogę prowadzącą do otrzymania przebaczenia grzechów, zwłaszcza gdy chodzi o grzechy powszednie. Z tych bowiem uwalnia sam udział w Eucharystii; istnieją też liczne, wyżej wymienione, już pozasakramentalne sposoby ich gładzenia. Wszystkie jednak winny być ożywione wiarą, nadzieją i miłością, mają one prowadzić do Eucharystii – ofiary naszego pojednania, złożonej przez Chrystusa raz na zawsze na odpuszczenie grzechów.

    Obecnie dokumenty Kościoła zalecają zwłaszcza wspólnotowe celebracje słowa Bożego oraz celebracje pokutne.

    LITURGICZNE FORMY POKUTY POZASAKRAMENTALNEJ

    1. Głoszenie słowa Bożego wezwaniem do pojednania z Bogiem

    Główną i czasowo pierwszą formą posługi Kościoła, która prowadzi do pojednania człowieka z Bogiem, jest głoszenie słowa Bożego. Chrystus powierzył Apostołom posłannictwo głoszenia w Jego imieniu pokuty i odpuszczanie grzechów wszystkim narodom (por. Łk 24, 27). Już pierwsze wystąpienie Piotra w dzień Pięćdziesiątnicy zawiera wezwanie do nawrócenia i przyjęcia chrztu w imię Jezusa na odpuszczenie grzechów (Dz 2, 38). Od tego dnia Kościół nigdy nie zaprzestał wzywać ludzi do nawrócenia z grzechów i przez celebrację pokuty ukazywać zwycięstwo Chrystusa nad grzechem.

    Głoszenie słowa Bożego jako posługa jednania odnosi się nie tylko do niewierzących, aby uwierzyli i pojednali się z Bogiem, lecz skierowane jest także do ochrzczonych i wierzących jako orędzie wiary i wezwanie do pokuty, zachęta do czynów miłości, pobożności i apostolstwa, aby coraz bardziej stawali się światłością świata. Dlatego każda forma głoszenia słowa Bożego w Kościele jest przepowiadaniem „słowa jednania” (2 Kor 5, 19). „Słowo Boże oświeca wiernego, aby poznał swoje grzechy, wzywa go do nawrócenia i ufności w miłosierdzie Boże” oraz do coraz doskonalszego upodobnienia się do Chrystusa. Słowo Boże ukazuje także tajemnicę pojednania przez Misterium Paschalne Chrystusa i dar Ducha Świętego, określa, co jest dobre, a co złe w życiu ludzi, i przez to pomaga do zrobienia dobrego rachunku sumienia. Uczestnicząc w celebracji słowa Bożego wierni słyszą wezwanie do nawrócenia i odnowy życia oraz poznają prawdę o wyzwoleniu z grzechów przez śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa.

    Św. Augustyn nazywa słowo Boże „sakramentem słownym”. Odnosi się to głównie do opisanych w Piśmie świętym wydarzeń zbawczych oraz zawartych w Objawieniu Bożym prawd wiary i wskazań dotyczących życia moralnego. Dla wyrażenia podobieństwa i współzależności słowa i sakramentu nazywa się niekiedy słowo Boże „sakramentem słyszalnym”, a sakrament „słowem widzialnym”. Tak rozumiana rola słowa Bożego wskazuje na jego moc zbawczą w tym sensie, że uzdalnia ono człowieka do otwarcia się na Boże wezwanie do wiary i nawrócenia oraz do dania na nie pozytywnej i konsekwentnej odpowiedzi. Potwierdza to tekst Listu do Hebrajczyków: „Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca” (Hbr 4, 12). W proklamowanym w Kościele słowie Bożym sam Chrystus przemawia i jest w nim obecny (por. KL 7). Od słuchaczy oczekuje odpowiedzi wyrażającej się wiarą i kształtowaniem całego ich życia według usłyszanego i przyjętego słowa. Sobór stwierdza, że „w słowie Bożym tkwi tak wielka moc i potęga, że jest ono dla Kościoła podporą i siłą życiową, a dla synów Kościoła utwierdzeniem wiary, pokarmem duszy oraz źródłem czystym i stałym życia duchowego” (KO 21). Taka moc i działanie słowa Bożego nie odnosi się jedynie do słowa głoszonego w czasie liturgii, ale także czytanego i rozważanego w prywatnej lub wspólnotowej lekturze. Dzięki wierze słuchacz słowa Bożego przyjmuje je w ten sposób, jak czynili to współcześni Chrystusowi. Tak przyjmowane słowo Chrystusa prowadzi do nawrócenia serca, obdarza udręczonych pokojem i pozwala pokonać trudności związane z dochowaniem wierności Bogu.

    2. Celebracje pokutne

    Rytuał Obrzędy pokuty zalicza celebracje pokutne do „licznych i różnych” sposobów podejmowania przez Kościół pokuty 9 i zaznacza, że są one „bardzo pożyteczne w życiu jednostek i wspólnot” 10. Celebracje pokutne jako zgromadzenia wiernych na słuchanie słowa Bożego mają strukturę właściwą dla wspólnotowych celebracji słowa Bożego 11. Celem celebracji pokutnych jest: rozwijanie ducha pokuty we wspólnotach chrześcijańskich, przygotowanie do indywidualnej spowiedzi, wychowanie dzieci do właściwego rozumienia, czym jest grzech, i wyzwolenie z niego przez Chrystusa, pomoc katechumenom w ich procesie nawrócenia 12.

    Celebracje pokutne zawierają w swej strukturze wiele elementów będących pozasakramentalnymi formami pokuty. Wspólna modlitwa, żal za grzechy, rachunek sumienia, które mają miejsce podczas tychże celebracji, a przede wszystkim słowo Boże, stanowią bardzo dobrą pomoc w autentycznym przeżywaniu nawrócenia. Wzbudzają one w sercach uczestników szczery żal za popełnione grzechy, a przez to prowadzą do darowania grzechów powszednich oraz usposabiają do oczyszczenia się także z grzechów śmiertelnych. Zawsze jednak pozostają jedynie pozasakramentalną formą pokuty. Ta zaś, chociaż jest wystarczająca do darowania grzechów powszednich, to jednak nie jest zwyczajnym sposobem pojednania z Bogiem i z Kościołem wiernych obciążonych grzechami śmiertelnymi. Jedynie w sytuacjach nadzwyczajnych, np. w przypadku braku kapłanów, niebezpieczeństwa śmierci, z czym wiąże się fizyczna niemożność skorzystania z sakramentalnego pojednania, przyczynia się do odzyskania łaski uświęcającej, przy uwzględnieniu także drugiego warunku: pragnienia przystąpienia do sakramentu pokuty przy najbliższej okazji 13.

    Nigdy jednak uczestnictwo w takich celebracjach pokutnych nie zastępuje sakramentu pokuty i pojednania, lecz do niego przygotowuje przez kształtowanie prawdziwego ducha pokuty chrześcijańskiej, dobrego rachunku sumienia i szczerego żalu za grzechy. Ponadto celebracje pokutne podkreślają społeczny charakter grzechu i pokuty chrześcijanina, ale także społeczny wymiar pojednania z Bogiem i Kościołem, który wstawia się za grzesznikiem i przyczynia się do jego nawrócenia przez modlitwę 14. Będąc jedną z pozasakramentalnych form gładzenia grzechów powszednich, w żadnym wypadku nie są łatwiejszą drogą pojednania z Bogiem i nie zastępują sakramentu pokuty i pojednania.

    INNE FORMY POKUTY POZASAKRAMENTALNEJ

    Do nieliturgicznych form pokuty możemy zaliczyć wszelkiego rodzaju nabożeństwa przebłagalne, uczestnictwo w Drodze Krzyżowej i Gorzkich Żalach, odmawianie psalmów i modlitw pokutnych. Duże znaczenie w czynieniu pokuty i moc gładzenia grzechów mają również: cierpliwość (por. 1 P 4, 13), współuczestnictwo w cierpieniach Chrystusa, spełnianie dzieł miłosierdzia i miłości, gdyż „miłość zakrywa wiele grzechów” (1 P 4, 8), codzienne nawracanie się według wskazań Ewangelii, połączone z wolą działania i postanowieniem porzucenia grzesznego sposobu życia 15. Jako środki prowadzące do otrzymania przebaczenia grzechów Katechizm Kościoła Katolickiego wymienia ponadto „wysiłki podejmowane w celu pojednania się z bliźnim, łzy pokuty, troskę o zbawienie bliźniego (por. Jk 5, 20), wstawiennictwo świętych i praktykowanie miłości” (KKK 1434).

    Po Soborze Watykańskim II zaczęto ponownie zwracać uwagę na integralne rozumienie pokuty chrześcijańskiej i w konsekwencji przypominać o pozasakramentalnych sposobach gładzenia grzechów powszednich.

    Drogami wiodącymi do pojednania z Bogiem i braćmi są według papieża Jana Pawła II także: pokonywanie egoizmu, znoszenie niesprawiedliwości i dominacji nad drugim człowiekiem, znoszenie wyzysku innych, pokonywanie grzesznego przywiązania do dóbr materialnych, zwycięstwo nad niepohamowaną przyjemnością 16.

    Katechizm Kościoła Katolickiego do pozasakramentalnych form pokuty zalicza czyny i wysiłki podejmowane celem pojednania się z bliźnimi, łzy żalu, troskę o uświęcenie drugich, wstawiennictwo świętych i codzienną praktykę miłości bliźniego. Pokuta prowadząca do prawdziwego wewnętrznego nawrócenia dokonuje się również przez troskę o biednych, o sprawiedliwość i praworządność, unikanie własnych błędów, braterskie upomnienie, rachunek sumienia, kierownictwo duchowe, przyjęcie i cierpliwe znoszenie prześladowań (KKK 1435).

    1. Pokutny charakter życia chrześcijańskiego

    Papież Paweł VI w Konstytucji apostolskiej Paenitemini (17 lutego 1966) pisze, że do czynienia pokuty zobowiązani są wszyscy specjalnym przykazaniem (Mk 1, 15; Łk 13, 3-5). Zaznacza równocześnie, że nie należy dążyć do wyszukanych form pokuty, gdyż już samo życie codzienne chrześcijanina może być formą pokuty, która przejawia się w wytrwałym spełnianiu obowiązków swego wieku, stanu, powołania i na cierpliwym znoszeniu utrapień w życiu każdego dnia. Kościół „nalega, aby wszyscy praktykowali cnotę pokuty, wytrwale wypełniając obowiązki swego wieku i stanu oraz cierpliwe znosząc utrapienia, jakie towarzyszą codziennym potrzebom ich ziemskiego życia, i niepewne warunki, które wnoszą do duszy udrękę” 17. Pokutne znaczenie mogą mieć także choroba, ból, cierpienie, niedostatek, bieda, jeśli znoszone są z poddaniem się woli Bożej i połączone z intencją wynagrodzenia za własne lub innych grzechy 18. Nie oznacza to oczywiście biernego poddania się tym cierpieniom ani nie zwalnia innych do niesienia pomocy ludziom znajdującym się w takich sytuacjach.

    Każdy chrześcijanin podejmując różne formy pokuty zewnętrznej nie może zapominać o istotnym znaczeniu pokuty wewnętrznej. To, co jest najbardziej istotne w chrześcijańskim rozumieniu pokuty, zawiera się w greckim słowie metánoia, które oznacza „wewnętrzną zmianę całego człowieka, dzięki której zaczyna on właściwie myśleć, sądzić i układać swe życie, przeniknięty tą świętością i miłością Boga, które w Jego Synu zostały nam na nowo objawione oraz w pełni udzielone” 19. W tym sensie nawrócenie obejmuje cztery etapy: poznanie i zrozumienie popełnionego zła; żal i skruchę z powodu grzechów; postanowienie czynienia dobra; ekspiację za popełnione grzechy. Tę samą myśl wyraża Katechizm Kościoła Katolickiego mówiąc o pokucie wewnętrznej jako warunku owocnego przyjmowania sakramentu pokuty i pojednania:

    Pokuta wewnętrzna jest radykalną przemianą całego życia, powrotem, nawróceniem się do Boga całym sercem, zerwaniem z grzechem, odwróceniem się od zła z odrazą do popełnionych przez nas złych czynów. Pokuta wewnętrzna zawiera równocześnie pragnienie i postanowienie zmiany życia oraz nadzieję na miłosierdzie Boże i ufność w pomoc Jego łaski. Temu nawróceniu serca towarzyszy zbawienny ból i smutek, który Ojcowie Kościoła nazywali smutkiem duszy i skruchą serca (KKK 1431).

    2. Uczynki pokutne: modlitwa, post i jałmużna

    Pokuta, która obejmuje myśli i serce człowieka, powinna następnie przejawiać się na zewnątrz w sposób właściwy do warunków danego czasu: „Kościół uwzględniając znaki czasu, prócz postu i wstrzymania się od potraw mięsnych, szuka zawsze nowych form pokuty, które w tym celu dla poszczególnych czasów powinny być bardziej odpowiednie i lepiej dostosowane” 20. Papież Paweł VI wskazuje następnie na konieczność „cielesnego umartwienia”, które jest „dalekie od poglądów stoickich i nie oznacza potępienia i pogardy ciała, gdyż ongiś przyjął je nawet Syn Boży”. Oznacza ono wyzwolenie człowieka z kajdan nieuporządkowanej pożądliwości (por. Rz 7, 23), aby przez post ciała otrzymał on duchową moc, o której mówi prefacja: „przez post ciała uśmierzasz wady, podnosisz ducha, udzielasz cnoty i nagrody”. Dlatego Kościół zachęca wszystkich wiernych, aby oprócz niewygód i nieszczęść, jakie przynosi życie codzienne, odpowiedzieli również na Boże przykazanie pokuty przez jakieś czyny cielesnego umartwienia (por. KK 42; KL 9; 12; 104).

    Według Pawła VI są trzy „znakomite sposoby, przekazane z dawnych wieków, którymi można zadośćuczynić Bożemu przykazaniu pokuty, mianowicie: modlitwa, post i uczynki miłosierdzia, jakkolwiek wstrzymanie się od potraw mięsnych i post otaczane są szczególnym uznaniem. Te sposoby pełnienia pokuty były wspólne wszystkim okresom” 21. W III Niedzielę Wielkiego Postu liturgia (kolekta) przypomina, że sam Bóg wskazał swojemu ludowi, że lekarstwem na grzechy jest post, modlitwa i jałmużna.

    Katechizm Kościoła Katolickiego, odwołując się do Pisma świętego i nauczania Ojców Kościoła, także dużą wagę przywiązuje do tych trzech tradycyjnych form pokuty, jakimi są post, modlitwa i jałmużna. Wyrażają one „nawrócenie w odniesieniu do samego siebie, do Boga i do innych ludzi” (KKK 1434). Praktyki te powinny towarzyszyć wiernym przez cały rok, ale mają specjalne znaczenie w piątki całego roku i w okresie Wielkiego Postu 22. Wielki Post jest bowiem czasem szczególnie odpowiednim dla „ćwiczeń duchowych, liturgii pokutnej, pielgrzymek o charakterze pokutnym, dobrowolnych wyrzeczeń, jak post i jałmużna, braterskiego dzielenia się z innymi” (KKK 1438). Podejmowanie codziennych praktyk pokutnych jest zwyczajną formą zadośćuczynienia za grzechy. Post wyraża nawrócenie do siebie samego, modlitwa – nawrócenie do Boga, a jałmużna – otwarcie się i zwrócenie do innych ludzi (por. KKK 1434; 1969).

    Postawa pokutna nie może istnieć bez uczynków pokutnych. Papież Paweł VI obok ducha pokuty wymaga także pokuty zewnętrznej, uczynków pokutnych, panowania nad swoim ciałem przez post i wstrzemięźliwość, cierpliwość, naśladowanie Chrystusa cierpiącego i zaleca modlitwę, post i jałmużnę.

    Według KPK kan. 1249 nakazane dni pokuty są po to, aby wierni jednoczyli się we wspólnym wypełnianiu czynów pokutnych, które ma polegać na bardziej intensywnej modlitwie, pełnieniu czynów miłości, umartwieniu siebie „przez wierniejsze wypełnianie własnych obowiązków, zwłaszcza zaś zachowanie postu i wstrzemięźliwości”.

    a) M o d l i t w a

    W Ewangelii czytanej w liturgii Środy Popielcowej, rozpoczynającej okres Wielkiego Postu, Kościół zaleca swoim wiernym trzy główne praktyki pobożne, które winny być szczególnie przez nich pielęgnowane jako przygotowanie do świąt Paschy: jałmużnę, modlitwę i post (por. Mt 6, 1-6.16-18). Każda z nich ma wartość tylko wtedy, gdy nie jest wykonywana przed ludźmi, aby otrzymać od nich pochwałę, lecz znana jest jedynie Bogu, który „widzi w ukryciu” i nagrodzi każdy dobry czyn człowieka.

    Modlitwa zawsze jest znakiem wiary i miłości do Boga Stwórcy i Zbawiciela. Wyrażać się może w niej Jego uwielbienie, dziękczynienie za otrzymane dobrodziejstwa, prośba o Jego błogosławieństwo i przebłaganie za popełnione grzechy. Ta ostatnia forma modlitwy ma ścisły związek z poznaniem Bożego miłosierdzia i poczuciem winy za popełnione grzechy. Wtedy rodzi się w sercu grzesznika pragnienie i potrzeba pojednania z Bogiem. Modlitwa prośby grzesznika jest już powrotem do Boga, gdyż uznaje on, że Bóg jest jego Stwórcą i Panem (por. KKK 2629). Z kolei prośba o przebaczenie jest pierwszym dążeniem modlitwy błagalnej (por. KKK 2631). Poznając z Pisma świętego ogrom Bożego miłosierdzia i doświadczając go we własnym życiu, człowiek wierzący kieruje z kolei do Boga modlitwę dziękczynienia za otrzymany dar łaski i uwielbia Go za okazane mu przebaczenie grzechów.

    Modlitwa przebłagalna za grzechy może być wspólnotowa lub prywatna. Jej treścią jest zwykle przyznanie się przed Bogiem do grzechu, odwołanie się do Bożego miłosierdzia i pokorna prośba o przebaczenie win. Wzorem takiej modlitwy o odpuszczenie grzechów jest modlitwa Dawida zawarta w Psalmie 51:

    Zmiłuj się nade mną, Boże, w łaskawości swojej,

    w ogromie swej litości zgładź moją nieprawość.

    Uznaję bowiem nieprawość swoją,

    a grzech mój jest zawsze przede mną.

    Przeciwko Tobie samemu zgrzeszyłem

    i uczyniłem, co złe jest przed Tobą.

    Odwróć swe oblicze od moich grzechów

    i zmaż wszystkie moje przewinienia.

    Także inne Psalmy zawierają prośby o odpuszczenie grzechów i mogą być używane w modlitwie wspólnotowej lub indywidualnej, np. Psalmy pokutne (Ps 6; 32; 51; 102; 130; 143); formuły modlitw pokutnych ze Starego Testamentu (Iz 63, 7-64; 11; Tb 3, 1-6; Dn 9, 4-19). Formą krótkiej i częstej modlitwy zawierającej prośbę o przebaczenie grzechów mogą być krótkie wezwania zaczerpnięte z Pisma świętego, np.: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu”, „Zmiłuj się nade mną, Boże, w swoim miłosierdziu” itp., lub modlitwy zawierające żal za grzechy zamieszczane w licznych książeczkach do nabożeństwa 23.

    Modlitwą przebłagalną za grzechy są również Droga Krzyżowa, Gorzkie Żale, Koronka do Miłosierdzia Bożego oraz inne modlitwy zawierające prośby o odpuszczenie grzechów. Występują one zwłaszcza we wspólnotowych nabożeństwach pokutnych, ale także w czasie modlitw indywidualnych. Modlitwą, która wyprasza u Boga przebaczenie grzechów, jest także indywidualnie lub wspólnotowo odmawiana po rachunku sumienia „Spowiedź powszechna”.

    Według św. Augustyna „trzema sposobami odpuszczają się grzechy w Kościele: przez chrzest, przez Modlitwę Pańską i przez pokorę większej pokuty” 24. Odmawianą przez chrześcijan modlitwę „Ojcze nasz” nazwał także „codziennym chrztem”. Zachęcał do niej wiernych słowami: „Nie mogę wskazać nic lepszego nad codzienną modlitwę, w której pouczył nas Chrystus, pokazał, jak mamy mówić do Ojca, a wyraził to słowami: «I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom»„ 25.

    Zawartą w Modlitwie Pańskiej prośbę o odpuszczenie win Katechizm Kościoła Katolickiego określa „zadziwiającą prośbą”, gdyż jej wysłuchanie jest uwarunkowane spełnieniem przez proszącego określonych wymagań (KKK 2838). Sama prośba o odpuszczenie win jest już przyznaniem się do grzechów, ale jednocześnie wyznaniem wiary w Boże miłosierdzie i nadzieję, że Bóg udziela przebaczenia, ponieważ dzięki Jego Synowi „mamy odkupienie – odpuszczenie grzechów” (Kol 1, 14; Ef 1, 7). Jednocześnie proszący winien być świadomy, że otrzyma łaskę przebaczenia grzechów jedynie wtedy, gdy sam przebaczy swoim winowajcom. Odmowa odpuszczenia win bliźnim zamyka serce, czyniąc je zatwardziałym, i przez to „staje się ono niedostępne dla miłosiernej miłości Ojca” (KKK 2840). Staje się ono otwarte na Jego łaskę tylko wtedy, gdy człowiek przyznaje się przed Bogiem do własnego grzechu i udziela przebaczenia innym (tamże). W ten sposób należy rozumieć słowa: „jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Do takiego postępowania wzywa Chrystus w przypowieści o nielitościwym dłużniku i przestrzega, że „podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu” (Mt 18, 23-35). Św. Paweł zaś pisze: „przebaczamy sobie tak, jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie” (Ef 4, 32). Przebaczenie chrześcijańskie winno obejmować bez wyjątku wszystkich ludzi, także nieprzyjaciół (por. Mt 5, 43-44). Staje się wtedy świadectwem, że miłość silniejsza jest od grzechu (por. KKK 2844).

    b) P o s t

    Modlitwa o odpuszczenie grzechów winna być złączona z postem i jałmużną. Post chrześcijański nie oznacza pogardy dla cielesnej natury człowieka, gdyż przyjął ją sam Chrystus, lecz jest jedynie środkiem do celu, czyli do panowania ducha nad ciałem i poddania się działaniu Ducha Świętego, który daje właściwe rozumienie wymagań Chrystusa zawartych w Ewangelii.

    Kościół był i jest przeciw jedynie zewnętrznemu stosowaniu postu jako pokuty na wzór faryzejskiego postępowania 26. Już św. Augustyn ostrzegał swych wiernych przed tego rodzaju postami w następujących słowach: „Posty chrześcijańskie należy więcej odnieść do sfery duchowej niż cielesnej. Przede wszystkim więc należy powstrzymywać się od grzechów, aby posty nasze nie zostały potępione przez Pana, jak to się stało z postami żydowskimi” 27. „Posty żydowskie” stały się synonimem postów cielesnych, obejmujących tylko sferę somatyczną człowieka. Św. Augustyn określił jako „nieużyteczny i próżny” ten post, który skłania nas tylko do odmówienia pożywienia brzuchowi, nie uwzględnia zaś potrzeby „usunięcia zła i nieprawości z naszego i serca, i umysłu” 28. Podobnie według św. Jana Chryzostoma zawężenie postu wyłącznie do sfery fizycznej jest jego największą dewaluacją, gdyż „istotna wartość postu nie zasadza się na abstynencji od pokarmów, lecz na odstąpieniu od grzechów. Kto by zatem zawężał posty do samej tylko wstrzemięźliwości od pokarmów, ten zarazem najbardziej by je deformował” 29. Nie należy więc skupiać całej uwagi na formie zewnętrznej postów, lecz na ich wartości wewnętrznej. „Z dobrymi zaś i świętymi postami nic tak zbawiennie nie idzie w parze jak uczynki miłosierdzia […] Kto współczuje z serca jakiejkolwiek nędzy, cnotą życzliwości i dobrem pokoju uszczęśliwi siebie […] Szeroki jest zakres uczynków miłosiernych” 30. Św. Leon Wielki pisze również, że „nie na samym ograniczeniu pokarmów polega istota naszych postów. Na nic się zda głodzenie ciała, jeżeli duch nie wyrzeknie się wszelkiej nieprawości i niepohamowany język nie zaprzestanie oszczerstw” 31. Według niego sam post bez jałmużny wprawdzie „karci ciało, lecz nie oczyszcza duszy” 32. Podobnie pisze św. Augustyn: „post bez miłosierdzia nic nie znaczy” 33. Według św. Cezarego z Arles „post bez jałmużny, to tyle co lampa bez oliwy” 34.

    Ojcowie Kościoła mówią o poście „miłym i doskonałym w oczach Bożych”, który obejmuje trzy elementy: wstrzemięźliwość od zła (w myśli, mowie i uczynkach), wstrzemięźliwość od pokarmów i napojów i dobre uczynki. Św. Jan Chryzostom pisze:

    Pościsz? Udowodnij to czynami. Zapytasz jakimi? Gdy ujrzysz biednego – ulituj się nad nim; spotkasz nieprzyjaciela – pojednaj się z nim; zobaczysz przyjaciela, który coś dobrego czyni – nie zazdrość mu; spotkasz piękną niewiastę – nie zatrzymuj się. Niech nie pości tylko podniebienie, lecz także oko, ucho, nogi, ręce i wszystkie członki naszego ciała” 35.

    Chrześcijański post jest postawą wstrzemięźliwości całego człowieka, obejmuje jego sferę fizyczną i duchową. Nie można, jak to czyni się obecnie, sprowadzać postu jedynie do kategorii fizycznych i traktować jako powstrzymanie się od pokarmów mięsnych lub ograniczenie ich przyjmowania. Ma on objąć całego człowieka i dotyczyć jego życia we wszystkich wymiarach: indywidualnym, rodzinnym i społecznym. Według papieża Jana Pawła II post może być praktykowany „w sposób dawny i nowy, jako znak nawrócenia, skruchy i osobistego umartwienia, jednocześnie w łączności z Chrystusem Ukrzyżowanym i w solidarności z głodującymi i cierpiącymi” 36. Współczesną formą postu mogą być przykładowo: ograniczenie oglądania telewizji (post dla oczu), słuchania radia czy muzyki, zwłaszcza typowo rozrywkowej (post dla uszu), rezygnacja lub ograniczenie korzystania z używek – kawa, alkohol, słodycze itp.

    c) J a ł m u ż n a

    Już w Starym Testamencie jałmużna oznaczała gest dobroci człowieka względem jego brata jako naśladowanie czynów Boga, który pierwszy okazał dobroć człowiekowi. Jako akt religijny prowadzi do przebaczenia grzechów: „Woda gasi płonący ogień, a jałmużna gładzi grzechy” (Syr 3, 30) oraz „Jałmużna uwalnia od śmierci i oczyszcza z każdego grzechu. Ci, którzy dają jałmużnę, nasyceni będą życiem” (Tb 12, 8-9). Do dawania jałmużny zachęca Chrystus: „Gdy ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewica twoja, co prawica twoja czyni” (Łk 6, 55). Czyn dobry w postaci jałmużny ma być całkowicie bezinteresowny i znany jedynie Bogu. Ważna jest także nie tyle ilość czy wielkość złożonego daru, ile raczej wewnętrzne nastawienie dającego, czyli jego intencja. Potwierdza to sam Chrystus, kiedy chwali grosz wrzucony do skarbonki przez ubogą wdowę (por. Łk 4, 25). Wartość jałmużny jest jeszcze większa, jeśli dawana jest nie z tego, co zbywa, lecz z tego, co niezbędne, oraz jeśli świadczona jest chętnie, gdyż „radosnego dawcę miłuje Bóg” (2 Kor 6, 10). Scena sądu ostatecznego jest przestrogą dla tych, którzy nie byli wrażliwi na potrzeby bliźnich. Biednego nakarmić, nagiego przyodziać, podróżnego ugościć, chorego i więźnia odwiedzić jest równoznaczne z uczynieniem tego samego Chrystusowi (por. Mt 25, 35-46). Podobnie w listach apostolskich znajdujemy zachęty do dzielenia się dobrami z potrzebującymi. „Kto by miał majętność tego świata, a widziałby brata swego w potrzebie i zamknął przed nim serce swoje – jakże może w nim przebywać miłość Boża?” (1 J 3, 17). Św. Jakub zaś ostrzega: „Sąd bowiem bez miłosierdzia spotka tego, który miłosierdzia nie czyni, a miłosierdzie przewyższa sąd” (Jk 2, 13) 37. Jałmużna w każdej postaci powinna być wyrazem miłości Boga. Zwraca na to uwagę Jan Paweł II: „Dawanie i oddanie się nie zależy od ilości posiadanych rzeczy, lecz od żywionej w duszy miłości do Boga. Nasze pokorne oddanie się – samo w sobie może znikome, jak oliwa wdowy z Sarepty lub grosz ubogiej wdowy – staje się miłe w oczach Boga dzięki zjednoczeniu z ofiarą Jezusa” 38. Jałmużna nie tylko wyprasza Boże błogosławieństwo, ale także leczy rany grzechu oraz chroni przed nimi.

    Ważne jest jednak właściwe rozumienie i praktykowanie jałmużny. Dzielić się można nie tylko dobrami materialnymi, ale także duchowymi. Jałmużna bowiem nie jest jedynie formą materialnej pomocy świadczonej potrzebującemu. Zwracał na to uwagę już św. Cezary z Arles: „Wiecie bowiem doskonale, że są dwa rodzaje jałmużny: pierwszy – dać głodnemu kęs chleba, drugi zaś posłużyć niewiedzącemu wiedzą. Jeżeli obfitujesz w coś, czym mógłbyś okazać pomoc ciału, Bogu niech będą dzięki! Jeżeli nie masz czym ciała nakarmić, wzmocnij duszę słowem Bożym” 39.

    Św. Augustyn wymienia następujące rodzaje jałmużny: „Nie tylko ten, kto daje łaknącemu pokarm, pragnącemu napój, nagiemu odzienie, podróżnemu gościnę, jeńcowi wykupienie, słabemu wspomożenie, smutnemu pocieszenie, błądzącemu drogę, wątpiącemu radę i potrzebującemu, co jest mu konieczne, lecz także kto daje przebaczenie grzeszącemu – jałmużnę daje […] ponieważ miłosierdzie wyświadcza” 40. Za największą jałmużnę uważano darowanie komuś wyrządzonej przez niego krzywdy.

    Według Jana Pawła II „jałmużna jest środkiem nadania konkretnego wyrazu miłości przez dzielenie się swoimi dobrami z tymi, którzy ponoszą skutki ubóstwa” 41.

    Wyrazem miłości, czyli formą duchowej jałmużny, będzie więc każde zainteresowanie się także wyższymi potrzebami człowieka i w miarę możliwości zaspokojenie ich własnym działaniem lub zorganizowanie skutecznej pomocy. Taką pomocą może być dobra rada, zachęcające i podtrzymujące na duchu słowo, porada prawna, pomoc w załatwieniu formalności i skierowanie do właściwego urzędu, wskazanie i polecenie przeczytania wartościowej książki lub artykułu, wyjaśnienie spraw dotyczących życia religijnego.

    Katechizm Kościoła Katolickiego spośród uczynków miłosierdzia wylicza także jałmużnę dawaną ubogim i zalicza ją do „podstawowych świadectw miłości braterskiej” oraz „praktykowania sprawiedliwości, która podoba się Bogu” (KKK 2447; 2462; por. Mt 6, 2-4; Łk 3, 11; 11, 41; Jk 2, 15-16). Jałmużna chrześcijańska różni się od wszelkiego rodzaju działań filantropijnych czy nawet akcji humanitarnych ze względu na motywy, z których wynika. Nierzadko bowiem działania te związane są z bardziej lub mniej wyraźną intencją zdobycia rozgłosu (reklamy, wszelkiego typu tzw. sponsoring) lub zaspokojenia potrzeby publicznego uznania. Tymczasem głównym motywem dawania jałmużny powinna być miłość Boga i bliźniego w duchu słów samego Chrystusa: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40).

    Z licznych czynów miłosiernych co do duszy wylicza się zwykle następujące:

    • g r z e s z n y c h u p o m i n a ć , aby odwrócili się od zła i pojednali się z Bogiem;
    • n i e u m i e j ę t n y c h p o u c z y ć, aby na miarę swoich możliwości poznali zasady wiary i moralności chrześcijańskiej i według nich żyli;
    • w ą t p i ą c y m d o b r z e r a d z i ć, aby mieli jasne rozeznanie dotyczące zwłaszcza oceny moralnej swego postępowania;
    • s t r a p i o n y c h p o c i e s z a ć, gdyż smutek może prowadzić do rozpaczy, pesymizmu i psychicznego załamania, którego konsekwencją jest niekiedy nawet utrata wiary i odejście od Boga;
    • k r z y w d y c i e r p l i w i e z n o s i ć, mając świadomość, że sami nie jesteśmy bez winy i niekiedy również na różne sposoby krzywdzimy naszych bliźnich;
    • u r a z y c h ę t n i e d a r o w a ć, gdyż Bóg zawsze przebacza nam popełnione grzechy i od tego, czy przebaczymy innym, zależy to, czy sami otrzymamy od Niego darowanie win;
    • m o dl i ć s i ę z a ż y w y c h i u m a r ł y c h, aby uprosić u Boga dla żyjących łaskę pełnej i doskonałej realizacji ich życiowego powołania, a dla zmarłych łaskę miłosierdzia i wiecznego zbawienia.

    Wydaje się, że łatwiejsza jest pomoc człowiekowi w zakresie potrzeb odnoszących się do jego ciała, co tradycyjnie określa się jako uczynki miłosierne względem ciała. Są one tak bardzo konkretne, że nie wymagają komentarza, a jedynie przypomnienia i zachęty, aby o nich pamiętać i w miarę swoich możliwości zaradzać tym potrzebom naszych bliźnich. Pomocą będą zawsze słowa napomnienia i przestrogi wypowiedziane przez Chrystusa w kontekście sądu ostatecznego: „Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili” (Mt 25, 45). Jednocześnie należy mieć świadomość, że obecnie w naszym kraju znacznie wzrosła liczba osób ubogich, a nawet żyjących w nędzy, osób życiowo niezaradnych, które oczekują wielorakiej pomocy, bez której sami nie są w stanie poprawić warunków swojej egzystencji. Pomoc okazana tym osobom wchodzi z całą pewnością w zakres uczynków miłosiernych względem ciała wyliczanych przez Katechizm: „łaknących nakarmić, pragnących napoić, nagich przyodziać, podróżnych w dom przyjąć, więźniów pocieszać, chorych nawiedzać, umarłych grzebać”.

    Jałmużną jest także dar przebaczenia temu, kto zgrzeszył względem nas. Przebaczając innym, sami otrzymujemy od Boga przebaczenie własnych grzechów. Jałmużna przyczynia się także do tego, że modlitwy zanoszone do Boga będą przez Niego przyjęte i wysłuchane. Św. Augustyn pisze: „Czyńcie jałmużnę, aby wasze modlitwy były wysłuchane przez Boga i aby wam pomógł poprawić wasze życie” 43. Wymienione wyżej uczynki miłosierne są przejawem zachowań chrześcijanina w obliczu elementarnych potrzeb człowieka, aby je zaspokoić w sposób przynajmniej podstawowy. Dzisiaj jednak należy mieć na uwadze nie tylko konkretnego człowieka, tego najbliżej nas żyjącego, ale także potrzeby całych społeczności narodowych i międzynarodowych, gdyż wszyscy tworzą jedną rodzinę ludzką 44. Zwraca na to uwagę Jan Paweł II, apelując często, zwłaszcza w związku z Jubileuszem, aby darować długi krajom biednym. Byłby to z pewnością czyn miłosierdzia chrześcijańskiego całych społeczności państwowych, ale przy aktywnym udziale także poszczególnych osób. Zresztą istnieją już w ramach organizacji międzynarodowych struktury, które w sposób instytucjonalny niosą pomoc będącym w potrzebie. W tych działaniach wyraża się solidarność międzyludzka i konkretna miłość. Nawet gdy nie są to organizacje chrześcijańskie, jeśli czynią dobrze i bezinteresownie pomagają biednym, chorym, więźniom, głodującym – realizują polecenie Chrystusa.

    d) pielgrzymki

    Pielgrzymki mają uzasadnienie biblijne 45. Misja publiczna Chrystusa związana była ściśle z jego pielgrzymowaniem do świętego miasta Jeruzalem (por. KKK 583) 46. Cały Kościół jest także ludem pielgrzymującym do niebieskiej ojczyzny (por. KK 2; 48-49; KKK 671). Również życie każdego chrześcijanina jest pielgrzymką, „czasem łaski i miłosierdzia, jaki Bóg ofiaruje człowiekowi, by realizował swoje ziemskie życie według zamysłu Bożego i by decydował o swoim ostatecznym przeznaczeniu” (KKK 1013; por. 1344; 1392; 1469). Dlatego pielgrzymka może być symbolem życia chrześcijańskiego (por. Hbr 11, 13), gdyż jesteśmy jedynie przechodniami na tej ziemi (por. 1 P 2, 11). Pielgrzymka jest aktem religijnym należącym do pobożności ludowej i jako taka podejmowana jest w celu dziękczynienia, przebłagania i zadośćuczynienia za grzechy lub prośby (por. KKK 1674). Pielgrzymka zawsze związana jest z wysiłkiem i ofiarą. Jest czasem intensywnej modlitwy, słuchania słowa Bożego, umocnienia wiary, pełniejszego zjednoczenia z Bogiem i braćmi. Ma także aspekt eschatologiczny – jest obrazem pielgrzymowania do domu Ojca w niebie.

    Papież Jan Paweł II w Incarantionis mysterium pisze, że pielgrzymki są świadectwem wiary i wspomagają religijność chrześcijańskiego ludu, uświadamiając mu, że życie ludzkie jest wędrówką, gdyż człowiek z natury swej jest homo viator. Pielgrzymka do sanktuarium jest zawsze ważnym wydarzeniem w życiu chrześcijan jako symbol indywidualnej wędrówki człowieka wierzącego śladami Odkupiciela, „jest praktyką czynnej ascezy i pokuty za ludzkie słabości, wyraża nieustanną czujność człowieka wobec własnej ułomności i przygotowuje go wewnętrznie do przemiany serca. Przez czuwanie, post i modlitwę pielgrzym postępuje naprzód drogą chrześcijańskiej doskonałości…” 47.

    Pielgrzymka wtedy ma właściwe znaczenie i prowadzi do przebaczenia grzechów, jeśli podejmowana jest w motywów religijnych i połączona jest z uczestnictwem w praktykach pobożnych zarówno w czasie drogi, jak i w samym sanktuarium. Pielgrzymi winni mieć również należytą intencję ofiarowania wszystkich trudów pielgrzymowania za popełnione grzechy oraz pragnienie otrzymania od Boga ich przebaczenia, połączone ze szczerym żalem i mocnym postanowieniem poprawy.

    Zakończenie

    Obdarzony przez Boga darem nowego życia w sakramencie chrztu i wezwany do ustawicznego jego rozwoju oraz ciągłego doskonalenia naśladowania Chrystusa stosownie do swego powołania i stanu życia, każdy chrześcijanin powinien czynić pokutę. Jeśli popełni grzech ciężki, który zrywa jego więzi przyjaźni z Bogiem i Kościołem, powinien poddać się pokucie sakramentalnej, tzn. wyznać go w indywidualnej spowiedzi, przyjąć i wypełnić wyznaczone przez kapłana zadośćuczynienie (czyn pokutny). Sakrament pokuty i pojednania Kościół zaleca także tym wiernym, którzy nie popełnili żadnego grzechu wymagającego sakramentalnej pokuty, aby jego łaską umocnili się w dobrym i prowadzili coraz doskonalsze życie chrześcijańskie. Natomiast tak jedni, jak i drudzy powinni spełniać uznane i zalecane przez Kościół praktyki pokuty codziennej. Jej formy są bardzo różne i przez to dostępne dla każdego, kto świadom swych grzechów pragnie za nie przebłagać Boga i otrzymać od Niego łaskę przebaczenia. Zaniedbywanie i lekceważenie tych pozasakramentalnych dróg pojednania z Bogiem prowadzić może także do odejścia od sakramentalnej spowiedzi, wynikającego z przekonania o własnej doskonałości i braku grzechu. Natomiast podejmowanie z wiarą i miłością codziennej pokuty doskonale przygotowuje i usposabia do duchowo owocnego spotkania z miłosiernym Bogiem w sakramencie pokuty i pojednania. W życiu religijnym każdego chrześcijanina jest zatem miejsce i stosowny czas zarówno na sakrament pokuty i pojednania, jak i na wielorakie formy tzw. pokuty codziennej, która także gładzi grzechy powszednie i przez to doskonali miłość do Boga.

    ks. Czesław Krakowiak

    (część z artykułu z „Roczników Teologicznych” 48:2001 z.6 s.103–120)

    mp/za: Mateusz.pl/Fronda/pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    fot. Freepik

    ***

    Rachunek sumienia.

    Czym jest i dlaczego powinniśmy go robić?

    Rachunek sumienia to bardzo ważny element przygotowania się do spowiedzi. Czym jest i dlaczego powinniśmy go robić przed każdym przystąpieniem do sakramentu pokuty i pojednania?

    Rachunek sumienia przede wszystkim jest jednym z pięciu warunków dobrej spowiedzi. To właśnie od niego powinno się rozpocząć każde przygotowanie do sakramentu pokuty i pojednania.

    Najprościej rzecz ujmując, rachunek sumienia jest swego rodzaju moralną oceną własnego postępowania. To niezwykle ważny element wiary chrześcijańskiej, bowiem dzięki niemu człowiek rozeznaje swoją sytuację życiową pod względem duchowego rozwoju. Dzięki niemu, można stale wzrastać w wierze i naprawiać swoje postępowanie.

    Codzienny rachunek sumienia

    Wielu świętych zalecało, aby pamiętać o rachunku sumienia w codziennej modlitwie. Między innymi Ignacy Loyola propagował to rozwiązanie. Stworzył nawet konkretne wskazówki, które miały pomagać w codziennym rozważaniu.

    Według niego rachunek sumienia powinien rozpoczynać się od dziękczynienia Bogu za okazane dobrodziejstwa. Następnie człowiek powinien prosić Boga o łaskę poznania grzechów i porzucenia ich. Kolejno należy uświadomić sobie, co działo się w ciągu dnia i dostrzec to co było dobre, ale także to, co było złe. Na samym końcu człowiek powinien prosić Boga o przebaczenie oraz postanowić poprawę za Jego łaską.

    Jak przygotować się do spowiedzi?

    Jeśli wiesz, że w najbliższym czasie chcesz przystąpić do spowiedzi, znajdź przede wszystkim czas. Przejrzyj stan swojej duszy w spokoju i bez pośpiechu. Jednakże należy pamiętać, aby nie robić rachunku sumienia bez pomocy. To ma być działanie Ducha Świętego, dlatego trzeba pozwolić mu działać w modlitwie.

    Z jakich grzechów należy się spowiadać? Świadomość tego, że w temacie grzechu nie możemy do końca zaufać temu, co czujemy, jest bardzo ważna przy rozróżnianiu grzechów ciężkich i lekkich. Często brak nam takiej świadomości, dlatego ciężar grzechu mylimy z intensywnością wstydu, który z jego powodu odczuwamy albo ze skalą dezaprobaty ze strony innych ludziKościół daje nam pewne obiektywne kryteria oceny tego, czy dany czyn był grzechem i czy chodziło o grzech ciężki (zwany inaczej śmiertelnym), czy też o grzech lekki (zwany powszednim).

    Nie można pamiętać tylko o tym, co złe. Trzeba też dostrzec dobro, które dzieje się na co dzień. Dzięki temu łatwiej będzie spojrzeć na grzechy z innej perspektywy. Kiedy już je dostrzeżesz, nie zapomnij prosić Boga o wybaczenie, a także zadośćuczynić tym, którym wyrządziłeś krzywdę.

    Pamiętaj także, że niezależnie od stanu Twojego sumienia, Twojej sytuacji życiowej – rachunek sumienia jest momentem przepełnionym Bożą Miłością. Bóg spotyka się z Tobą, aby Ci przebaczyć. Dlatego właśnie powinniśmy go robić codziennie, albo chociaż regularnie przed przystąpieniem do sakramentu pokuty i pojednania.

    kw/Stacja7

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ŻYWY RÓŻANIEC

    Aby Matka Boża była coraz bardziej znana i miłowana!

    „Różaniec Święty, to bardzo potężna broń.

    Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie”.

    (św. Josemaria Escriva do Balaguer)

    A rosary is used for prayers and meditations.
    fot.wiseGeek

    *****

    INTENCJA ŻYWEGO RÓŻAŃCA

    NA MIESIĄC LUTY 2024

    Intencja papieska:

    *Módlmy się, aby osoby nieuleczalnie chore oraz ich rodziny zawsze miały niezbędną opiekę i wsparcie, zarówno medyczne, jak i ludzkie.

    więcej informacji – Vaticannews.va: Papieska intencja

    _______________________________________________________

    Intencje Polskiej Misji Katolickiej w Glasgow:

    * za naszych kapłanów, aby dobry Bóg umacniał ich w codziennej posłudze oraz o nowe powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego.  

    * za papieża Franciszka, aby Duch Święty prowadził go, a św. Michał Archanioł strzegł.

    *Prosimy Cię Boża Matko, nazywana w tym miesiącu Gromniczną Panią, uproś nam łaskę naśladowania Twojej pokory. Pragniemy przeżywać nasze życie w rozświetlonej przestrzeni przez Światłość Twojego Syna, którego nam dałaś. Broń nas przed zaplątaniem się w niebezpieczne zakusy złego ducha, abyśmy nie popadli w ciemności grzechu. Nawet kiedy przyjdzie nam przechodzić przez ciemne doliny mroków zwątpienia, już teraz prosimy – bądź z nami w każdy czas.

    *** 

    Intencja dodatkowa dla Róży Matki Bożej Częstochowskiej (II),

    św. Moniki i bł. Pauliny Jaricot: 

    * Rozważając drogi zbawienia w Tajemnicach Różańca Świętego prosimy Bożą Matkę, aby wypraszała u Syna swego a Pana naszego Jezusa Chrystusa właściwe drogi życia dla naszych dzieci.

    *****

    Od 1 lutego modlimy się kolejnymi Tajemnicami Różańca Świętego i w nowych intencjach, które otrzymaliście na maila w środę 31 stycznia z adresu e-rozaniec@kosciol.org (jeśli ktoś z Was nie dostał maila na ten miesiąc, proszę o kontakt z Zelatorem Róży, albo na ten adres rozaniec@kosciolwszkocji.org)

    KTO CHCIAŁBY DOŁĄCZYĆ DO ŻYWEGO RÓŻAŃCA – BARDZO SERDECZNIE ZACHĘCAMY

    Strona Żywego Różańca: zr.kosciol.org – intencje, ogłoszenia, patroni róż, tajemnice.

    ___________________________________________________________________________________________

    Niezwykła historia o tym, jak powstała Nowenna pompejańska i o cudach Matki Bożej Różańcowej

    BLESSED VIRGIN OF THE ROSARY OF POMPEI

    Wikimedia Commons / domena publiczna

    ***

    Concettina była przerażona i zdziwiona zarazem. Dała im znak, by zbliżyły się po cichu i szepnęła: „Natina rozmawia z Najświętszą Panną”.

    Biografia bł. Bartola Longa – włoskiego satanisty, który przeżył cudowne uwolnienie i nawrócenie, a w ramach pokuty obiecał, że „nie opuści tej dzikiej krainy, dopóki nie rozszerzy tutaj różańca Maryi” – jest materiałem na świetny film. Jednak dziś nie opowiemy Państwu o życiu budowniczego Pompejów, ale o Nowennie pompejańskiej, nazywanej „nowenną nie do odparcia”, którą miliony wierzących na całym świecie modli się z ufnością w sprawach, których po ludzku nie da się rozwiązać. I zaświadczają, że sprawy te zostają rozwiązane.

    Bartolo Longo: satanista zostaje tercjarzem

    Nawrócenie Bartola Longa było mocne, przeżył potężny wstrząs. Ale nie było jednorazowym aktem. Co pewien czas targały nim nie tylko wątpliwości, ale doświadczał napadów panicznego wręcz lęku.

    „Pomimo pokuty wciąż gnębiła mnie myśl, że należę do szatana i nadal jestem jego niewolnikiem, a on oczekuje na mnie w piekle. Rozważając to popadłem w rozpacz i byłem bliski samobójstwa” – pisał były kapłan świątyni szatana.

    Dominikanin Albert Radente, u którego Bartolo odbył generalną spowiedź, modlił się za niego gorąco i pościł w jego intencji. 25 marca 1871 r. przyjął go do trzeciego zakonu dominikańskiego, a Longo wybrał dla siebie imię brat Różaniec.

    Różaniec i zbawienie

    Mimo powracającej depresji  i lęków walczył, podjął pokutę. Porządkował dawne sprawy i odwiedzał znajomych z sekty, mówiąc im, że całym sercem tkwią w błędzie, który może skazać ich na wieczne potępienie. Był wyśmiewany, nikt nie rozumiał, o co mu chodzi.

    Poszedł nawet na spotkanie grupy oddającej się seansom spirytystycznym i trzymając w dłoniach medalik Matki Bożej zawołał: „Wyrzekam się spirytyzmu, bo jest on tylko plątaniną kłamstw i błędów!”. W chwilach największych pokus przeciw nadziei przywoływał słowa o. Radentego, powtarzającego za Maryją: „Ten, kto propaguje mój różaniec, będzie zbawiony”.

    Podczas kolejnego ataku rozpaczy, którego doświadczył już w Pompejach, też przypomniał sobie te słowa, upadł na kolana i wyznał: „Jeżeli te słowa są prawdą, to osiągnę zbawienie, ponieważ nie opuszczę tej dzikiej krainy, dopóki nie rozszerzę tutaj Twojego różańca”.

    I ruszył. Tak zaczęła się jego ciężka, wyczerpująca zdrowie i siły, pełna trudności praca nad zbudowaniem nie tylko świątyni z kamieni i drewna, ale żywej, z serc ludzi wierzących Królowej Różańca Świętego. „Opatrzność wzięła mnie za rękę, tak jak ktoś, kto prowadzi niewidomych i dzieci” – zanotował po latach.

    Bartolo Longo
    Bartolo Longo/Wikimedia Commons / domena publiczna; montaż – Aleteia

    ***

    Potęga ufności Bartola Longa

    Był rok 1879, Bartolo Longo chorował na dur brzuszny, którego nikt nie potrafił wyleczyć. Bardzo cierpiał, wydawało się, że umiera. Jednocześnie nadzorował prace budowy świątyni w Pompejach.

    „Nadszedł dzień Wniebowzięcia, 15 sierpnia 1879 roku. Po raz pierwszy koronę ze złota umieszczono na głowie Matki Bożej, lecz tego dnia leżałem w łóżku we wciąż pogarszającym się stanie. Wszyscy otaczający mnie przyjaciele, a wśród nich ojciec Radente, modlili się do Madonny za moje życie. Nie było nawet promyka nadziei…

    Wtedy pomyślałem, żeby już dłużej nie czekać i z Bożą pomocą zatrzymać ciężki dur. Trzeba było wziąć obraz z parafii i postawić go w mojej sypialni. Tak się stało. Obecni powtarzali: Wtedy i my uwierzymy w cuda Maryi pod tym obrazem, gdy wyzdrowieje. A ja zwróciłem się z ufnością do świętej Katarzyny ze Sieny i powiedziałem jej tak:

    Moja droga siostro, napisałem o tobie w książce «Piętnaście Sobót», że z nieba narzekasz na małą liczbę swoich wiernych na ziemi, którzy uciekaliby się do ciebie z prośbą o łaski, jakby zmniejszyła się w niebie moc, którą Jezus powierzył ci na ziemi. Dziś jakim sposobem czytelnicy mają dać wiarę moim słowom, jeśli ja jako pierwszy, który się do ciebie zwracam, nie otrzymam od ciebie łaski? I jak uwierzą w cuda Maryi Różańcowej z Pompejów, jeśli ona pozwoli umrzeć temu, kto zainicjował budowę jej świątyni i rozpowiada o jej czynach?

    Niewypowiedziana dobroci Matki, która spełniła modlitwy świętej Katarzyny! O północy otworzyłem oczy – ból w karku i kręgosłupie minął wraz z durem, tak że pierwszy promień słońca przyjemnie skaleczył moje oczy pierwszy raz po wielu dniach, gdy przez ból nie znosiłem światła! Czy nie jest to jawny cud?” – pisał wzruszony Bartolo Longo będąc pewnym interwencji Matki Bożej Różańcowej.

    Pięć lat później, w 1884 r., Maryja czczona w Pompejach w wizerunku Królowej Różańca sama zabierze głos, dając tym samym światło Bartolowi Longowi na napisanie nowenny, dziś zwanej pompejańską.

    Sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Pompejach
    Sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Pompejach
    fot. Cezary Wojtkowski Shutterstock

    ***

    Cud Królowej Różańca

    8 maja 1884 r. w Neapolu, na pierwszym piętrze pałacu Rocco przy Via Settembrini 5 wydarza się rzecz niewytłumaczalna. W pokoju stoi 21-letnia Fortunatina Agrelli, od prawie dwóch lat chorująca na dziwną chorobę, która objawiała się silnymi konwulsjami, trwającymi nieustannie przez dziesięć godzin. Każdego wieczoru coś dusiło ją w środku, a ona trzymała się kurczowo za gardło, rzucała się na łóżku, wyrywała włosy z głowy, gryzła i z nadludzką siłą uderzała w ludzi i przedmioty.

    Były wieczory, że czterech silnych mężczyzn nie potrafiło utrzymać jej na łóżku. Po atakach padała bezsilna i wyczerpana, a jej ciałem wstrząsały drgawki. Poza atakami cierpiała na bóle głowy, nóg i brzucha, a temperatura jej ciała raz opadała, a raz się podnosiła do niebezpiecznych wartości. Nikt nie wiedział, co robić. Medycyna wyczerpała możliwości, nietypowe objawy trwały przez dwa lata.

    Fortunatina, nazywana przez bliskich Natiną, modliła się do Matki Bożej, prosząc Ją o pomoc. I właśnie 8 maja, po tych dwuletnich torturach wstała z krzesła i bez żadnego problemu stanęła prosto na środku pokoju. Wszyscy świadkowie wstrzymali oddech, a ona odkryła, że może się poruszać, nic jej nie dusi, nie przypiera do łóżka. Została uzdrowiona!

    Natychmiast przypomniała sobie słowa Maryi: „Kiedy zaczniesz znów chodzić, uklęknij i odmów trzy razy Zdrowaś, Maryjo w podziękowaniu”. Ruszyła pod obraz i uklękła w skupieniu.

    18 czerwca 1884 r. przyjechała do Doliny Pompejańskiej i w obecności całej rodziny dała świadectwo cudu. Był to cud nie tylko o jej uzdrowieniu, ale o skuteczności nowenny, którą podpowiedziała sama Maryja. Bartolo Longo rozpropagował modlitwę w oparciu o relację Fortunatiny, która pod przysięgą zeznała, że sposób odmawiania został jej objawiony przez Matkę Bożą. Jak to się stało?

    Skuteczność „pompejanki”

    Żeby zrozumieć cud uzdrowienia Fortunatiny i rolę, którą odegrał w spisaniu nowenny pompejańskiej Bartolo Longo, musimy się cofnąć w czasie. „Był 16 lutego 1884 roku. Pan Mariano Rosati, gorliwy pomocnik w budowie świątyni, przybył do mnie i poprosił o poświęcony medalik Matki Bożej Pompejańskiej. Chciał go wręczyć swojemu przyjacielowi, doktorowi Belmontemu dla jego ciężko chorej pacjentki” – zapisał w książce pt. Cuda i łaski Królowej Różańca Świętego w Pompejach bł. Bartolo Longo.

    „Jeżeli Najświętsza Panna Pompejańska uzdrowi pannę Agrelli – powiedział – to do grona jej czcicieli na pewno dołączy wielu neapolitańczyków. Ojciec chorej ma sporo przyjaciół. Wyślę jej także książeczkę z nowenną, niech rodzina się modli, a obrazek Matki Bożej Pompejańskiej niech zawieszą nad łóżkiem chorej.

    Kiedy Natina odebrała obrazek, medalik i nowennę od swojego lekarza, poczuła przypływ miłości i jakąś tajemniczą ufność ku nabożeństwu do Matki Bożej Pompejańskiej. Przejęta tym pobożnym uczuciem zapragnęła napisać prośbę do Matki Bożej. Ponieważ była bardzo osłabiona i nie mogła utrzymać pióra, podyktowała następujące słowa:

    Ciężko chora Fortunatina Agrelli prosi o uzdrowienie Najświętszą Pannę Różańcową w Pompejach. Jeżeli zostanie wysłuchana, przyrzeka osobiście przybyć do Pompejów, złożyć swoje podziękowanie i przekazać ofiarę na Jej kościół”.

    Pan Rosati odesłał prośbę do Pompejów, Bartolo Longo złożył ją na ołtarzu u stóp Matki Bożej Pompejańskiej, a Fortunatina i cała jej rodzina rozpoczęła nowennę w intencji odzyskania zdrowia. Stan chorej nie tylko nie ulegał poprawie, ale zaczął się pogarszać. Dziewczyna zaczęła wątpić w pomoc Maryi.

    Gdy jednak upłynęły dwa dni od zakończenia nowenny, zaczęły dziać się nadzwyczajne zdarzenia, które obszernie opisała, a potwierdzili je liczni świadkowie, w tym jej ojciec, adwokat Camil Agrelli, ksiądz Salvator Nisio oraz Vincent Belmonte, lekarz z Neapolu.

    BLESSED VIRGIN OF THE ROSARY OF POMPEI
    Matka Boża Pompejańska – obraz znajdujący się w ołtarzu głównym bazyliki w Pompejach

    ***

    Rozmowy z Maryją

    W świadectwie złożonym w sanktuarium w Pompejach czytamy: „3 marca po godzinie 14 na nowo zaczęły się konwulsje, które po godzinie jednak niespodziewanie ustąpiły. Concettina, która siedziała przy łóżku chorej, usłyszała nagle głos Fortunatiny, która zupełnie głośno i wyraźnie wypowiedziała następujące słowa: Królowo Różańca z Pompejów, udziel mi tej łaski!

    Wystraszyło to Concettinę i zaczęła uważnie przysłuchiwać się słowom chorej. Pragnąc, by także inni członkowie rodziny byli świadkami tego nadzwyczajnego wydarzenia, pociągnęła za dzwonek. Przybyła natychmiast jej matka Teresa oraz inni domownicy. Concettina była przerażona i zdziwiona zarazem. Dała im znak, by zbliżyły się po cichu i szepnęła: Natina rozmawia z Najświętszą Panną!

    Wszyscy zaczęli przysłuchiwać się tej tajemniczej rozmowie. Do ich uszu docierały tylko odpowiedzi chorej, ale nie słyszeli słów niewidzialnej Rozmówczyni. Zauważyli, że podczas rozmowy Natina szukała czegoś na szyi, jakby pragnęła wziąć do ręki medalik Matki Bożej. Zabrano mi go! – zawołała głosem pełnym bólu. Potem zaczęła składać różne obietnice, że będzie ten medalik nosiła na szyi i zawiesi obrazek nad łóżkiem. W końcu usłyszeli takie słowa: Pozwól mi, Matko, ucałować koniec Twojej szaty!

    Zapadła cisza. Fortunatina przeżegnała się tak dokładnie i z taką swobodą, jakby odzyskała wszystkie siły. Lecz zaraz potem znów wpadła w konwulsje”.

    Świadectwo widzenia Maryi

    Fortunatina później zrelacjonowała swoje widzenie: „Leżałam w półśnie, gdy ukazała mi się Matka Boża Różańcowa. Gdy ją ujrzałam, natychmiast uczyniłam znak krzyża. Najświętsza Panna jedną ręką trzymała Dzieciątko Jezus, a drugą różaniec. Siedziała na tronie, który otaczali aniołowie. Maryja i Jezus byli ubrani w biało-złote szaty z jedwabiu, na głowach mieli korony wysadzane drogimi kamieniami.

    Towarzyszyli im zakonnik i zakonnica św. Dominika. Tron, piękno Maryi i wspaniałość nieba mnie zachwyciły. Maryja patrzała na mnie czułym, macierzyńskim wzrokiem. Wzbudziło to moje zaufanie i zaczęłam ją natychmiast błagać:

    Królowo Różańca Świętego w Pompejach, udziel mi łaski zdrowia! Już złożyłam Ci tę prośbę, odmówiłam nowennę, ale nie doświadczyłam jeszcze Twojego miłosierdzia. O Maryjo, dotąd nie wyświadczyłaś mi jeszcze żadnej łaski. Chcę być zdrowa!

    Maryja odpowiedziała: Modliłaś się do mnie pod różnymi wezwaniami i zawsze odbierałaś łaski. Teraz, gdy mnie wzywasz pod imieniem Królowej Różańca Świętego z Pompejów, które mi jest bliższe ponad wszystkie inne, nie mogę ci odmówić. Odpraw trzy nowenny, oddawaj mi cześć, a wyzdrowiejesz”.

    Nowenna pompejańska

    W trakcie trwania trzyczęściowej nowenny Maryja przyszła do Fortunatiny jeszcze kilka razy. W czasie jednego z widzeń powiedziała: „W trakcie ostatniej nowenny pogorszy ci się tak bardzo, że lekarz potwierdzi beznadziejny stan. A gdy już wszyscy zwątpią w twoje wyzdrowienie, ty tym bardziej w to ufaj. 15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia, będziesz zupełnie zdrowa”.

    Po dwóch tygodniach, w nocy z 19 na 20 kwietnia Fortunatina znów zobaczyła Matkę Bożą Różańcową. To widzenie dodało jej odwagi i wyznała: „Najświętsza Panno Pompejańska, nie chcę czekać do 15 sierpnia na całkowite wyzdrowienie”. I o dziwo Maryja wysłuchała prośby o zmianę daty cudu uzdrowienia. Co ciekawe, Maryja odpowiedziała natychmiast:

    „Ponieważ znosiłaś chorobę z poddaniem się woli Bożej, Bóg udzieli ci tej łaski na Moją prośbę. W 26 dniu tego miesiąca zostaniesz uzdrowiona z porażenia. 30 kwietnia ustaną wszystkie inne cierpienia. Od tego dnia będziesz mogła chodzić. Kiedy znów staniesz na nogi, uklęknij i odmów trzy razy Zdrowaś, Maryjo w podziękowaniu. Zanim upłynie maj, wyjdziesz z domu”.

    Zanim odeszła, dodała głosem pełnym przychylności i dobroci: „Ktokolwiek pragnie otrzymać łaski, niech odprawi na moją cześć trzy nowennyodmawiając piętnaście tajemnic różańca, a potem niech odmówi znowu trzy nowenny dziękczynne” – zapisał Bartolo Longo.

    26 kwietnia, w święto Matki Bożej Dobrej Rady, około godziny 3 nad ranem, całkowicie ustało wewnętrzne porażenie, któremu medycyna nie mogła w żaden sposób zaradzić. Fortunatina Agrelli cierpiała na nie przez rok i dwa tygodnie bez przerwy. W ten sposób spełniła się zapowiedź Maryi. Zgodnie z Jej słowami 30 kwietnia ustały wszystkie inne cierpienia.

    8 maja odmówiła modlitwę błagalną do potężnej Królowej Różańca w Pompejach, którą tego dnia w południe odmawiają wszyscy czciciele Matki Bożej Różańcowej. Wpatrywała się też ufnie w obraz Matki Bożej Pompejańskiej wiszący na przeciwległej ścianie, przed którym paliły się od rana dwie duże świece.

    WIARA

    Rido | Shutterstock

    ***

    Cuda z rąk Matki

    Bartolo Longo, pewny wstawiennictwa Maryi nie tylko uporządkował Jej rady co do sposobu odprawiania nowenny, ale zaczął starannie zapisywać wszystkie świadectwa o łaskach otrzymanych za pośrednictwem Królowej Pompejów.

    „O ukochane serce Maryi! Pojawiła się ona córce kapitana Agrelli z Neapolu i powtórzyła jej te słodkie słowa: Za każdym razem, gdy chcesz otrzymać ode mnie łaskę, zmów trzy razy nowennę z piętnastoma tajemnicami różańca, a potem trzy nowenny dziękczynne.

    Młoda Fortunatina odmówiła wszystko w tym porządku i cudownie ozdrowiała. Za jej przykładem, po odmówieniu trzech nowenn, cudownie ozdrowiało i otrzymało odpowiednie łaski tysiące osób nie tylko we Włoszech, ale także we wszystkich rejonach Europy, w Ameryce, Afryce, a nawet w Indiach i Chinach.

    Relacje o łaskach i cudach, jakie miały miejsce w następstwie odmawiania nowenny pompejańskiej – poświadczone procesami kanonicznymi i zeznaniami wiarygodnych świadków oraz dyplomowanych lekarzy, opisywane przez wielu biskupów z dalekich diecezji – przeczytać można w czasopiśmie Różaniec i Nowe Pompeje począwszy od roku 1884 aż do dziś” – pisał niestrudzony brat Różaniec.

    B. Longo, „Historia sanktuarium w Pompejach”.
    B. Longo, „Cuda i łaski Królowej Różańca Świętego w Pompejach
    „.

    Agnieszka Bugała/Aleteia.pl


    ______________________________________________________________________________________________________________

    PIĄTEK 9 LUTEGO – KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    OD GODZ. 18.00 – GODZINNA ADORACJA PRZED NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENTEM/ RÓWNIEŻ W TYM CZASIE JEST MOŻLIWOŚĆ PRZYSTĄPIENIA DO SAKRAMENTU SPOWIEDZI ŚW.

    MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 19.00

    ______________________________________________________________________________________________________________

    49 LAT TEMU, W PIĄTKOWY WIECZÓR PRZYJECHAŁEM NA GLASGOWSKI DWORZEC CENTRAL STATION, WYSŁANY PRZEZ PRZEŁOŻONEGO REGII BOŻEGO MIŁOSIERDZIA, ABY PEŁNIĆ TU POSŁUGĘ DUSZPASTERZA DLA POLAKÓW, KTÓRZY PRZESZLI PRZEZ “NIELUDZKĄ ZIEMIĘ”. CUDEM OCALENI PRZEMIERZALI POTEM I PERSJĘ I BLISKI WSCHÓD I WŁOCHY I FRANCJĘ, ABY W KOŃCU DOTRZEĆ DO SZKOCKIEJ ZIEMI, NA KTÓREJ JUŻ POZOSTALI AŻ DO SWOJEJ ŚMIERCI, BO NIE BYŁO IM DANE, ABY POWRÓCIĆ NA OJCZYZNY ŁONO.

    KAŻDEGO DNIA POLECAM TYCH NASZYCH RODAKÓW MIŁOSIERNEMU BOGU, ABY JUŻ W PEŁNI UCZESTNICZYLI W PRAWDZIWEJ LUDZKIEJ ZIEMI – W NIEBIESKIM KRÓLESTWIE, PO PRZEBYCIU SWOJEJ KRZYŻOWEJ DROGI TU, NA TYM NASZYM, TAK BARDZO CZĘSTO, NIELUDZKIM PADOLE.

    ***

    źródło: INP Twitter/Polskie Radio Koszalin

    W nocy z 9 na 10 lutego 1940 roku, rozpoczęła się pierwsza z czterech masowych deportacji Polaków na Sybir. W głąb Związku Radzieckiego wywieziono wtedy około 140 tysięcy obywateli polskich.

    __________________________________________________________________

    „Kat mnie popędzi ku Sybiru śniegom”. Abp Gądecki w 84. rocznicę pierwszej masowej zsyłki Polaków

    fot. screenshot – YouTube (Sybirak)

    ***

    „Kat mnie popędzi ku Sybiru śniegom”.

    Abp Gądecki w 84. rocznicę pierwszej masowej zsyłki Polaków

    Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski arcybiskup Stanisław Gądecki wygłosił w kościele pod wezwaniem Najświętszego Zbawiciela w Poznaniu homilię z okazji 84. rocznicy pierwszej masowej zsyłki Polaków na Sybir przez rosyjskiego okupanta.

    Oto pełny tekst homilii:

    Jest w Polsce jedna droga, od lat wyjeżdżona. 84. rocznica pierwszej masowej zsyłki Polaków na Sybir

    Odejdę od was cicho, niespodzianie,
    Odejdę od was pewnie nocą ciemną,
    Nikt mi nie ściśnie rąk na pożegnanie
    I, jak z umarłym, nikt nie pójdzie ze mną!

    Na próżno składać będziecie narady!
    Pytać się, płacząc: ‘Kędy jego droga?’
    Bo wam ukryte, zostaną me ślady,
    Jak ślad dusz, z trumny lecących do Boga! 

    Lecz nie polecę ku wiecznej krainie –
    Lecz nie odejdę ku kwiecistym brzegom –
    Kat mnie popędzi ku Sybiru śniegom
    I pamięć moja z serc waszych upłynie.

                        (Zygmunt Krasiński, Na Sybir)

    Tymi słowami Zygmunt Krasiński opisywał drogę Polaków na Sybir. Tragiczna rzeczywistość, opisywana  przez poetę, w przedziwny sposób wpisuje się – w dzisiejszym pierwszym czytaniu – w dawne dziejami zsyłek, które rozpoczynają się od zsyłki starożytnego Izraela do Asyrii oraz starożytnych mieszkańców Judy do Babilonu. To jakby dalszy ciąg podobnego zjawiska, którego 84. rocznicę dzisiaj obchodzimy, a które – świadomi imperialnych zapędów Rosji – może mieć swoją dalszą kontynuację.

    Z tej racji warto dzisiaj zatrzymać się choć na chwilę przy dwóch sprawach: przy kwestii starotestamentalnych zsyłek i deportacjach nowożytnych.

      1.       ZSYŁKI STAROTESTAMENTALNE (1 Krl 11,29-32; 12,19).

    „Gdy pewnego razu Jeroboam wyszedł z Jerozolimy, spotkał go na drodze prorok Achiasz z Szilo, odziany w nowy płaszcz. Sami tylko obydwaj byli na polu. Wtedy Achiasz zdjął nowy płaszcz, który miał na sobie, porozdzierał go na dwanaście części i powiedział Jeroboamowi: ‘Weź sobie dziesięć części, bo tak rzekł Pan, Bóg Izraela: Oto wyrwę królestwo z ręki Salomona, a tobie dam dziesięć pokoleń. Jedno tylko pokolenie będzie miał ze względu na Dawida, mego sługę, i ze względu na miasto Jeruzalem, które wybrałem ze wszystkich pokoleń Izraela’. Tak więc Izrael odpadł od rodu Dawida po dzień dzisiejszy”.

    Autor tego fragmentu Pierwszej Księgi Królewskiej przedstawia teologiczną interpretację historii narodu wybranego – od przejęcia rządów przez Salomona po swoim ojcu Dawidzie (1 Krl 1–2) aż do upadku Królestwa Judy (2 Krl 24–25). W tym ludzkim porządku wydarzeń często przywołuje motyw „gniewu Bożego”. Ze szczególnym naciskiem czyni to w punktach zwrotnych tych dziejów, takich jak podział Królestwa Salomona (1 Krl 11–12), a następnie upadek Królestwa Północnego (Izraela) i  i deportacja mieszkańców do Asyrii (2 Krl 17*) a potem upadek Królestwa Południowego (Judy) i wygnanie ludności do Babilonii (2 Krl 24–25).

    Tragiczny rozpad Królestwa Salomona oraz katastrofalny koniec monarchii w Izraelu i Judzie są – według niego – skutkiem słusznego gniewu YHWH w odpowiedzi na zerwanie przymierza przez

    naród wybrany i bałwochwalstwo samego Salomona (1 Krl 11,31-37). Gniewne działanie Boga jest odpłatą za nieprawnie zerwanie przymierza. Tak nakreślona teologiczna wizja dziejów wskazuje na uniwersalną prawdę, że to człowiek sprowadza gniew Boży przez swoje grzeszne uczynki i zmusza Boga do wymierzenia mu zasłużonej kary. Motyw gniewu YHWH staje się ponadczasową lekcją historii i przestrogą dla przyszłych pokoleń.

    2.       DEPORTACJE NOWOŻYTNE

    Druga kwestia nowożytne deportacje w głąb Rosji. Zdajemy sobie bowiem sprawę z tego, iż deportacja Polaków na Sybir, której 84. rocznicę obchodzimy, nie była pierwszą tego rodzaju deportacją naszych rodaków w tamte regiony. Jest to raczej jeden z wielu odcinków Golgoty Wschodu, która to droga rozpoczęła się już w XVI wieku.   

    •     Bodajże najwcześniej – bo już w XVI wieku – zesłanymi na Syberię byli polscy jeńcy z czasów wojny Stefana Batorego z Rosją.
    •     Następnie dołączyli do nich – wzięci do niewoli rosyjskiej – uczestnicy tzw. dymitriad, czyli wypraw polskiej szlachty do Rosji w XVI w., mających na celu zdobycie i zwiększenie tam wpływów polskich. Ich nazwa pochodzi od Dymitra Samozwańca, domniemanego syna Iwana Groźnego, którego szlachta polska usiłowała wprowadzić na tron moskiewski.
    •     Na początku XVIII wieku na Syberię zsyłano zwolenników króla Stanisława Leszczyńskiego.
    •     14 października 1767 roku poseł rosyjski Nikołaj Repnin rozkazał porwać przywódców konfederacji radomskiej (biskupa krakowskiego Kajetana Sołtyka, biskupa kijowskiego Józefa Andrzeja Załuskiego, hetmana polnego koronnego Wacława Rzewuskiego i jego syna Seweryna) i zesłał ich do Kaługi. Pozbawiony opozycji sejm uchwalił w lutym 1768 prawa kardynalne i przyjął gwarancję rosyjską. Tym samym Rzeczpospolita stała się protektoratem Imperium Rosyjskiego.
    •     Potem – na podstawie rozkazu Katarzyny II – na Syberię zostali zsyłani konfederaci barscy. Według szacunków rosyjskich w 1771 wzięto wówczas do niewoli 14 tys. konfederatów.
    •     Po stłumieniu powstania kościuszkowskiego zostało zesłanych na Wschód ok. 20 tys. jego uczestników.
    •     Bliżej nieznana pozostaje dokładna liczba polskich zesłańców, wziętych do rosyjskiej niewoli po przegranej wojnie w 1812 roku.
    •     Nieznana jest też liczba polskich zesłańców po rozbiciu przez władze rosyjskie organizacji spiskowych na ziemiach zajętych w latach dwudziestych XIX wieku.
    •     Podobnie nieznana jest dokładna liczba zesłanych po powstaniu listopadowym. W latach 1831–1832 – w ramach represji po powstaniu – wcielono kilka tysięcy uczestniczących w nim dzieci do specjalnych batalionów rosyjskich i popędzono w głąb Rosji. W drodze z Warszawy do Bobrujska zmarło dwie trzecie tych dzieci, resztę wychowano na rosyjskich żołnierzy.
    •     W 1833 roku – po rozbiciu ruchu partyzanckiego Józefa Zaliwskiego – wielu z jego członków zostało skazanych na katorgę.
    •     W 1844 władze carskie rozbiły spisek chłopski księdza Piotra Ściegiennego. Zesłano wówczas w głąb Rosji wielu członków tej konspiracji.
    •     W roku 1863 – po stłumieniu powstania styczniowego – zesłano na katorgę ok. 40 tysięcy powstańców, z których więcej niż połowa już nigdy nie powróciła do Ojczyzny.
    •     W latach 1807 – 1870 zesłano na Syberię 461 tysięcy osób.
    •     W drugiej połowie XIX wieku liczba zsyłanych wahała się w granicach 10 – 15 tysięcy rocznie.

    Dzisiaj jednak obchodzimy 84. rocznicę pierwszej masowej zsyłki Polaków na Sybir, nie zapominając owszem o wszystkich poprzedzających deportacjach.

    Pierwsza deportacja

    Po agresji ZSRR na Polskę (17 września 1939 r.) tysiące polskich mieszkańców Kresów uległo przesiedleniu, niektórzy m.in. na Syberię (inni np. do Kazachstanu). W pierwszej wywózce (10.02.1940) Polacy stanowili 70% wywożonych, pozostałe 30% to ludność białoruska i ukraińska. Wywożono wtedy przede wszystkim osadników wojskowych, średnich i niższych urzędników państwowych, służbę leśną oraz pracowników PKP. Zabierano całe rodziny bez wyjątku. Zgodnie ze ściśle tajnymi materiałami radzieckimi deportowano wówczas ok. 140 tys. osób.

    Druga deportacja

    W czasie drugiej deportacji (13-14.04.1940) wysiedleniu podlegały rodziny tzw. wrogów ustroju: urzędników państwowych, wojskowych, policjantów, służby więziennej, nauczycieli, działaczy społecznych, kupców, przemysłowców i bankierów, oraz rodziny osób aresztowanych i zatrzymanych przy nielegalnej próbie przekroczenia granicy niemiecko-radzieckiej. W ramach tej akcji zesłano ok. 61 tys. Wyjątkowo duży był w tym przypadku odsetek kobiet i dzieci, wynosił bowiem do 80% całości transportów.

    Trzecia deportacja

    Trzecia deportacja (maj-lipiec 1940) objęła głównie uchodźców z centralnej i zachodniej Polski,  przybyłych w czasie działań wojennych na tereny, które znalazły się potem pod okupacją radziecką. Liczba zesłańców wyniosła ponad 80 tys.

    Czwarta deportacja

    W czasie czwartej wywózki (maj-czerwiec 1941) na Wschód pojechała głównie ludność ze środowisk inteligenckich, pozostali uchodźcy, rodziny kolejarzy, rodziny osób aresztowanych przez NKWD w czasie drugiego roku okupacji, wykwalifikowani robotnicy i rzemieślnicy. Deportacja ta dotknęła szczególnie dotkliwie Białostocczyznę, Grodzieńszczyznę i Wileńszczyznę. W sumie deportowano ponad 85 tys. osób.

    O tych zbiorowych ludzkich cierpieniach nie da się zapomnieć. Naszym obowiązkiem jest podtrzymać pamięć o tych, którzy zostali wywiezieni na Golgotę Wschodu. Którzy do końca swego życia pozostali wierni Bogu i Ojczyźnie, chroniąc się od wynarodowienia i utraty wiary. Wielu – zadręczonych katorżniczym losem – pozostało tam, bez znaku pamięci, pogrzebawszy wcześniej swoje dzieci w bezkresach tajgi i stepów. Podziwiamy ich heroizm i chcemy pamiętać ich niezłomne trwanie w obronie najwyższych wartości, jakimi są: życie, wolność, Polska, a nade wszystko wiara w Boga.

    Karol I, błogosławiony cesarz Austrii i Węgier, przekazał w 1920 roku bardzo ważną  obserwację: „nie ma bardziej patriotycznego narodu od narodu polskiego, […] Z katolickiej perspektywy, również nie ma bardziej wierzącego narodu od narodu polskiego i żaden w ostatnim czasie tyle nie wycierpiał dla swojej wiary, co Polacy. Jedyną tylko cechę negatywną ma państwo polskie: jest za bardzo wyeksponowane, ma zbyt wielu wrogów i bardzo złe położenie militarne” (Memoriał dla Lethbridge’a).

    Gdy więc na koniec pytamy o sens ludzkiego cierpienia, to trzeba zwrócić uwagę na to, że – po pierwsze – czasami cierpienie bywa ceną za nasze własne grzechy; podobnie jak w przypadku syna marnotrawnego. Ów syn sam sobie zgotował cierpienie, jako nieuchronny skutek popełnionych przez siebie błędów. W ten sposób rodzą się ludzkie tragedie (np. w postaci uzależnień, brutalnej przestępczości, rozwodów, zabijania nienarodzonych, ludobójstwa). O tego rodzaju krzyżach najchętniej mówią stacje telewizyjne. Dziennikarze opisują je z okrutną dokładnością. Nie przejmują się wcale tym, że ich relacje często inspirują kolejne pokolenia do powtarzania dramatu swych poprzedników. Istnieją całe środowiska, które w obliczu cierpienia najchętniej oskarżają Boga, o to, że On jest winny za wszelkie zło tego świata.

    Po wtóre, nasze cierpienia bywają też ceną za miłość: za miłość małżeńską, rodzicielską, kapłańską, za miłość odpowiedzialnego wychowawcy i wiernego przyjaciela, za miłość człowieka sprawiedliwego, za miłość człowieka, który wprowadza pokój, który przebacza, który kocha nawet nieprzyjaciół, który staje się dla innych bezinteresownym darem z samego siebie. Cierpienie rozumiane jako cena za miłość bywa szczególnie bolesne wtedy, gdy kochamy tych, którzy nas nie kochają i których trudno jest nam pokochać.

    Po trzecie, bywa i tak, że cierpimy bez żadnej naszej winy; na przykład na skutek jakiejś niezawinionej choroby, albo wskutek kataklizmu, który niszczy nasz dobytek. W takim przypadku cierpienie pozostaje tajemnicą, ale i wtedy możemy być pewni, że to nie Bóg nam je zsyła. Zwykle za niewinnym cierpieniem jednego człowieka kryje się głupota, chciwość, lub wina innego człowieka.

    ZAKOŃCZENIE

    Zakończmy dzisiejszą refleksję słowami poety:

    Jest w Polsce jedna droga, od lat wyjeżdżona
    Na wschód północny wiedzie, znana od stuleci,
    Za mężem w noc porwanym płakała tam żona

    I od matek oddarte ginęły tam dzieci. […]

    O poro złud okrutnych, żałosna rachubo,
    Po której się to samo powtarza, to samo,
    Że lata są wygnaniem, dzień każdy jest zgubą
    A w nocy słychać salwy za więzienną bramą. […]

    Jest w Polsce jedna droga, gdzie prędzej czy później
    Z cierpień moc taka wyjdzie, że Boga zadziwi:
    Powracają ojcowie, umarli podróżni
    Budzą synów – i walczą – polegli i żywi.

                                  (Kazimierz Wierzyński, Jest w Polsce jedna droga)

    Abp Stanisław Gądecki, Poznań, kościół pod wezwaniem Zbawiciela – 9.02.2024.

    ren/archpoznan.pl, fronda.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Wiara, Kościół i tożsamość – dzięki nim zesłańcy zdołali przetrwać piekło na ziemi

    #Kosciół #sybir #wiara #zesłańcy

    (Zesłańcy, zdjęcie ilustracyjne. Fot. IPN)

    ***

    Zesłańców jednoczyła wiara, dzięki wierze przetrwali. To zaprasza także i nas do tego żebyśmy nie zdradzali wiary i wartości naszych przodków. Warto robić wszystko, żeby tę wiarę pielęgnować i przekazywać dalej. Zesłańcy zbierali się na wspólnej modlitwie, ale ktoś przeważnie stał na czatach. Kiedy tam rodziło się dziecko, to rodzice szukali babci, która by się odważyła to dziecko ochrzcić. Za taki czym mogli ją rozstrzelać, a ponieważ była osobą starszą to – tak po ludzku – miała już najmniej do stracenia – mówi o. Alexey Mitsinskiy MIC – misjonarz z Kazachstanu, który obecnie posługuje w Tajynszy.

    Proszę Ojca, miejscowość, w której Ojciec posługuje jest chyba szczególnie Ojcu bliska?

    To jest miejscowość, do której w 1936 roku była wywieziona moja babcia. Może warto przypomnieć, że zesłańcy byli wywożeni w tragicznych warunkach – w wagonach bydlęcych, poupychani, jeden na drugim. Bez jedzenia, bez prywatności, bez toalety. Za toaletę służyła dziura w jednym z rogów wagonu. Zdarzało się, że ktoś podczas podróży umarł, to wtedy jego ciało było wyrzucane z pociągu. Oni zostali wywiezieni tylko dlatego, że byli chrześcijanami, należeli do szlachty. Dziś, kiedy się spotykam z tymi, którzy przeżyli tragedię wywózek, widzę, że oni są pogodni, nie mają w sobie żalu, złości, nienawiści. To my, młodsi, często na coś ciągle narzekamy… A zesłańcy są pogodzeni z tym, co się wydarzyło. Przyjmują rzeczywistość taką, jaka jest. Zimą pamiętam minus czterdzieści osiem, czterdzieści dziewięć, a latem – plus pięćdziesiąt w cieniu i w takich warunkach ludzie musieli przeżyć.

    Co się stało z Ojca babcią?

    Moja babcia opowiadała, że przygarnęła ich rodzina Kazachów, i w nocy tylko jedną godzinę każde z nich spało pod kożuchem. A los rzucali o to kto będzie spał przy drzwiach, ponieważ zwyczajnie mógł się nie obudzić, mógł zamarznąć. Ludzie mówią, że najbardziej w tamtym czasie dokuczał im głód i chłód. Głód był na tyle duży, że kobiety próbowały przynieść z pola w kieszeniach chociaż kilka ziaren zboża, żeby z tego ugotować strawę dla swoich dzieci. Kobiety chodziły też po stepie i próbowały znaleźć coś, co by się nadawało do jedzenia. Później wyszła ustawa, w myśl której każda kobieta, u której znaleziono kilka ziaren zboża miała być rozstrzelana na miejscu, bez dochodzenia. Często potem umierały także jej dzieci, bo nie miały co jeść.

    Historia pokazuje, że ludzie, którzy przeżyli piekło na ziemi, którym próbowano wyrwać człowieczeństwo – byli ludzcy, wrażliwi na krzywdę innych…   

    Owszem, zdarzały się takie sytuacje, że dziecko, którego matka została zamordowana, a ojciec – wcześniej wywieziony w przeciwnym kierunku, trafiło pod opiekę obcych ludzi, ale na ogół do takiego dziecka ludzie bali się zbliżyć, bo władza groziła, że za pomoc sierotom może ich spotkać taki sam los jak matkę dziecka. Kiedy ktoś w urzędzie się jednak dowiedział, że jakaś rodzina zajęła się dzieckiem – gwałcili tą kobietę. Ona się na to godziła, bo ważniejsze było dla niej życie dziecka. 

    Co jednoczyło zesłańców? 

    Wiara ich jednoczyła, dzięki wierze oni przetrwali. To zaprasza także i nas do tego żebyśmy nie zdradzali wiary i wartości naszych przodków. Warto robić wszystko, żeby tę wiarę pielęgnować i przekazywać dalej. Zesłańcy zbierali się na wspólnej modlitwie, ale ktoś przeważnie stał na czatach. Kiedy tam rodziło się dziecko, to rodzice szukali babci, która by się odważyła to dziecko ochrzcić. Za taki czym mogli ją rozstrzelać, a ponieważ była osobą starszą to – tak po ludzku – miała już najmniej do stracenia.

    A jednak silna wiara przetrwała…

    Kobiety, kiedy miały kilkadziesiąt minut na przygotowanie się do wywózki zabierały ze sobą obrazki z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej, ale też medaliki, różańce i modlitewniki. Te modlitewniki przepisywały ręcznie, a później z nich uczyły swoje dzieci modlitwy i języka polskiego.

    Co dawało tamtym ludziom siłę do życia?

    Oprócz wiary to także Kościół, ale nie w sensie budynków, bo takich nie było. Kościół jako duszpasterze, którzy byli razem z nimi zesłani, którzy uczyli i swoim przykładem zachęcali, żeby przebaczyć nieprzyjaciołom – przebaczyć tym, którzy mordowali tych, których kochali. Ci ludzie przebaczali. Księża chodzili po nocach, aby ludziom posługiwać. Jednym z takich księży był ks. Bukowiński, obecnie błogosławiony i jak ufamy, że będzie także ogłoszony świętym.

    Co Ojca fascynuje w Ks. Bukowińskim?

    To, jaki był. Miał możliwość powrotu do Polski, ale nie skorzystał z tej szansy. Wiedział, że jeśli zostanie z zesłańcami to będzie miał większy dostęp do ludzi, że będzie mógł się swobodnie poruszać po kraju. Ks. Bukowiński szukał każdej okazji by dotrzeć do człowieka. Na przykład – co może wyda się zaskakujące, szukał ludzi na cmentarzu. Przychodził w to miejsce, szukał grobów z polskimi nazwiskami i czekał, aż ktoś przyjdzie odwiedzić miejsce doczesnego spoczynku swojego bliskiego. Tam, na cmentarzu zaczęła się rodzić wspólnota Kościoła. Kiedy ks. Bukowiński był w łagrach to do niektórych swoich przyjaciół pisał, żeby wysłali mu troszkę rodzynek i chleba. Było mu to potrzebne, aby mógł odprawić Msze świętą. Napisał, że gdyby miał możliwość wybierać sobie drogę życiową, to wybrałby taką samą drogę. 

    Tamci ludzi naprawdę pragnęli Mszy świętej, chociaż wiedzieli, że „zgromadzenia” nie są legalne?

    Ludzie trwali z księdzem na modlitwie nawet i całe noce. Wiedzieli, że więcej takiej możliwości może już nie być, bo przecież nie było pewności, że ksiądz jeszcze wróci.     

    Wspomniał Ojciec o trzech filarach: wiara, Kościół i …?

    Tożsamość. To trzeci filar, a znaczyło to dla nich tyle, co drugi człowiek obok. Nie było ważne, że nie jest to brat czy siostra z rodziny. Oni mówili, że to jest ich „mała Ojczyzna”. Naprawdę ci ludzie byli odpowiedzialni za siebie nawzajem. Pamiętam rozmowy, kiedy zesłańcy dokładnie pamiętali z kim byli, co robili… Prawda jest taka, że Kazachowie pomogli zesłańcom przeżyć. Dzielili się tym, co mieli. Kazachowie sami cierpieli, ale dbali o zesłańców, mimo, że dzieliło ich wyznanie, język, wartości, zasady. 

    Takie przykłady można mnożyć?

    Pamiętam, że po śmierci mojej babci przyszła do zakrystii starsza pani. Była niewidoma, po omacku szła do kościoła, ale powiedziała mi, że codziennie modli się za moją babcię, bo jechały w jednym wagonie. Ogromne znaczenie dla tamtych ludzi miała wierność także i drugiemu człowiekowi. Pamięta, że były razem, i nawet po śmierci mojej babci nie przestawała za nią się modlić.

    Wspomniał Ojciec o pomocy, bezinteresownej. A dziś są wojny, nieporozumienia, morderstwa…

    Dziś wcale człowiek nie musi być dla drugiego człowieka wilkiem. Może być bratem, ale warto pielęgnować to, za co nasi przodkowie oddawali życie: wiara, Kościół, tożsamość. To wartości, które pomogły przeżyć nie tylko zesłańcom, ale mogą być pomocne także i nam. Obyśmy nigdy nie zapomnieli tego, co ma prawdziwą wartość i znaczenie.

    Wydaje się, że to prawdziwe wyzwanie dla współczesnego świata, kiedy obserwujemy to, co się dzieje?

    Boli mnie serce, kiedy słyszę jak w Polsce ludzie planują uroczystość Pierwszej Komunii Świętej. Już dwa lata wcześniej wynajmują sale, wybierają dekoracje, prezenty… Zastanawiam się czy jest jeszcze miejsce dla Pana Jezusa, w tym wszystkim.

    Jak Ojciec zapamiętał swoją Pierwszą Komunię Świętą?

    Na uroczystość Pierwszej Komunii Świętej poszła ze mną babcia. Moi rodzice nie chodzą do Kościoła i pewnie jakoś po swojemu wierzą. Tamtego dnia mama coś robiła w domu, tato oglądał telewizję, ale babcia towarzyszyła mi w czasie przyjęcia Pierwszej Komunii Świętej.

    Pamięta Ojciec jakie dostał prezenty?

    Trochę cukierków, ale nie tak dużo, bo zmieściły się w jednej ręce. Dostałem też różaniec i Pismo Święte w obrazkach po rosyjsku.

    Jak rodzice zareagowali na decyzję o wstąpieniu do seminarium?

    Powiedzieli, że nigdy nie dadzą na to zgody. Wyjechałem jako siedemnastolatek do Polski, bo zostałem przyjęty do Zgromadzenia Księży Marianów. Dziś nie wyobrażam sobie, że mógłbym posługiwać poza Kazachstanem. Głosimy tego samego Chrystusa. Mamy kościół parafialny i kilka kapliczek dojazdowych, w odległości ok. 30-35 km. Jak na warunki Kazachstanu to mamy dużo parafian – ok. czterystu osób. W tych ludziach jest ogromne pragnienie modlitwy.   

    Co wyróżnia duszpasterstwo w Kazachstanie?

    To bardziej duszpasterstwo dla konkretnego człowieka. Oczywiście to dłużej trwa, ale ludzie, którzy do nas przychodzą wiedzą, że jesteśmy teraz tylko dla nich. Często nawet kiedy idziemy do jakiegoś domu, bo dostajemy informację, że ktoś umarł – słyszymy, że umarł z różańcem w ręce. W parafii jest jeden pan, który ma problem ze słuchem i wzrokiem, ale kiedy przychodzi się do niego z Komunią świętą – dla niego nie ma większej radości. Przygrabiony klęczy, przyjmuje Ciało Chrystusa. W jego postawie zawiera się: „Pan mój i Bóg mój”.    

    Skąd tak dobrze zna Ojciec język polski?

    Kiedy miałem jedenaście lat to zapisałem się na język polski, chociaż sam nie wiedziałem po co to zrobiłem. Mój tato jest Polakiem, mama – Rosjanką, ale poznali się w Kazachstanie. Tato powiedział, że dobrze zrobiłem, chociaż mama nie bardzo była z tego faktu zadowolona. I jak to dziecko – trochę pochodziłem na język polski, ale w końcu przestałem. Zacząłem się sam uczyć w domu. Minęło pięć lat i zrozumiałem, po co mi była ta nauka…

    Pan Bóg na każdego znajdzie sposób?

    Kiedyś na przerwie w szkole widziałem, że moja koleżanka pokazuje coś nauczycielce w zeszycie. Nie wiedziałem co to było, ale dowiedziałem się, że jest taka kapliczka, przy której Księża Marianie uczą dzieci. Jeden uczył geografii, drugi angielskiego. To mnie zaciekawiło, bo było to coś nowego. Następnego dnia poszedłem tam z moją koleżanką ze szkoły. To było moje pierwsze spotkanie z Kościołem.

    Co jest najtrudniejszym wyzwaniem na teraz?

    Już myślimy o następnej zimie, bo potrzebujemy kupić wagon węgla oraz utrzymać misję. Jak zaczynamy palić we wrześniu to kończymy czasami w połowie maja. Środki materialne są dla nas potrzebne, ponieważ poza naszym utrzymaniem – staramy się też pomagać innym, na przykład przez długi czas dokarmialiśmy w jednej ze szkół biedne dzieci, które, kiedy wracały do domu to widziały tylko pijanych rodziców; pomagamy również według rozeznania i możliwości także bezdomnym. Dziękuję też za modlitwę, bo czujemy, że są ludzie, którzy za nas się modlą. 

    Dziękuję za rozmowę

    Marta Dybińska/PCh24.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ______________________________________________________________________________________________________________

    NIEDZIELA – 11 LUTEGO

    OD GODZ. 13.30 – ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU / SPOWIEDŹ ŚW.

    GODZ. 14.00 – MSZA ŚWIĘTA * VI NIEDZIELA ZWYKŁA * ROK B

    PO MSZY ŚW. – KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    _________________________________________________

    Dzień Matki Bożej z Lourdes

    “Na świecie istnieje miłość silniejsza od śmierci, od naszych grzechów i słabości” 

    Dziś dzień Matki Bożej z Lourdes. "Na świecie istnieje miłość silniejsza od śmierci, od naszych grzechów i słabości"
    Lourdes, grota/ fot. Roman Koszowski/Gość Niedzielny

    ***

    Dziś przypada XXXII Światowy Dzień Chorego oraz 40. rocznicy Listu Apostolskiego „Salvifici doloris” św. Jana Pawła II o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia, który jest jednym z najbardziej kompletnych dokumentów Kościoła ostatnich dziesięcioleci na temat ludzkiego cierpienia.

    Cierpienie wyzwala miłość.

    Św. Jan Pawł II powiedział: „Miłosiernym Samarytaninem jest każdy człowiek, który zatrzymuje się przy cierpieniu drugiego człowieka”.

    W owej ewangelicznej przypowieści o dobrym Samarytaninie odnajdujemy różne postawy w odniesieniu do ludzkiego cierpienia. Najpierw jest to obojętność i religijna hipokryzja kapłana i lewity, którzy widząc śmiertelnie pobitego i złupionego przez zbójców człowieka, po prostu go mijają, choć wracają z jerozolimskiej świątyni, gdzie sprawowali religijny kult. I pewnie wydawało się im, że są blisko Boga. Ale to tylko im się wydawało – bo przecież ich serca były całkowicie znieczulone i zimne. Właściwie – tak jak powinien zachować się każdy człowiek – zachował się Samarytanin, bo w tym na pół umarłym nieszczęśniku zobaczył drugiego człowieka. Mieć serce po właściwej stronie – to znaczy zobaczyć w cierpiących, których napotykamy na drodze naszego życia, przede wszystkim człowieka. Ks. Józef Tischner będąc już na łożu śmierci napisał takie słowa: “Cierpienie nie dźwiga, cierpienie nie uszlachetnia. Wręcz przeciwnie: cierpienie zawsze niszczy. Tym, co uszlachetnia, co dźwiga, podnosi i wznosi ku górze, jest tylko miłość”. Prawdziwa miłość bliźniego potrafi zobaczyć dramat cudzego cierpienia, wzruszyć się i konkretnie mu ulżyć. To właśnie uczynił Dobry Samarytanin.

    Z Ewangelii wg św. Łukasza


    Jezus (…) rzekł: „Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców.

    Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął.

    Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go.

    Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: »Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał«. Któryż z tych trzech okazał się, według twego zdania, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?”. On odpowiedział: „Ten, który mu okazał miłosierdzie”. Jezus mu rzekł: „Idź, i ty czyń podobnie!” (Łk 10, 30–37)

    _____________________________________________________________________________

    Miłosierny Samarytanin

    Eugene Delacroix, „Miłosierny Samarytanin”

    „Miłosierny Samarytanin” – Eugene Delacroix,
    olej na płótnie, 1849, kolekcja prywatna, Paryż
    /Gość Niedzielny

    ***

    Dobry Samarytanin (wg Delacroix)

    Dobry Samarytanin (wg Delacroix)
    Obraz Vincenta van Gogha z 1890 roku

    ______________________________________________________________________________________________________________

    OD 11 LUTEGO DO 16 LIPCA 1858 ROKU

    NAJŚWIĘTSZA MARYJA PANNA

    OBJAWIŁA SIĘ 18 RAZY

    św. BERNARDECIE SOUBIROUS w grocie Massabielle

    Objawienia w Lourdes - gigantyczny dar Pana Boga dla ludzkości

    ***

    Objawienia w Lourdes – gigantyczny dar Pana Boga dla ludzkości

    Objawienia Matki Bożej w Lourdes

         Objawienia Matki Bożej w Lourdes w 1858 r. są niezwykle ważnym wydarzeniem historycznym i równocześnie wielkim Bożym darem dla Kościoła oraz całej ludzkości.

         W tym sanktuarium Jezus Chrystus za pośrednictwem swojej Matki, Maryi, nieustannie przemienia serca milionów pielgrzymów przybywających tam każdego roku, uzdrawiając ich dusze i ciała. To właśnie w takich miej scach j ak Lourdes w sposób namacalny odkrywa się prawdę słów Chrystusa: że to, co decyduje o historii ludzkości i wiecznym szczęściu każdego człowieka, jest zakryte przed “mądrymi i roztropnymi” – czyli takimi, którzy nie kierują się logiką wiary, natomiast “zostaje objawione prostaczkom” – czyli ludziom, dla których wiara w Jezusa Chrystusa staje się najcenniejszym skarbem. Kochający Bóg nieustannie do nas apeluje: “Jeżeli nie uwierzycie, nie zrozumiecie” (por. Iz 7, 9). To znaczy: jeżeli nie uwierzycie w istnienie tajemnicy Boga, który stał się prawdziwym człowiekiem w łonie Maryi Dziewicy, zamykacie sobie możliwość poznania prawdy i drogę życia wiecznego.

    Historia objawień

         Święta Bernadetta Soubirous przychodzi na świat 7 stycznia 1844 r. w pobożnej i biednej rodzinie młynarza Franciszka i Ludwiki Soubirous. W 1854 r. z powodu finansowego kryzysu rodzina musi opuścić młyn w Boly i przeprowadzić się do małego, nędznego mieszkania w Lourdes. Ich sytuacja materialna pogarsza się wtedy jeszcze bardziej. Ojciec i matka pracują jako najemni robotnicy. Bernadetta zastępuje ich w domu i opiekuje się młodszym rodzeństwem – siostrą Antosią oraz braćmi Janem-Marią i Justynem. Z tego powodu nie chodzi do szkoły i nie przygotowuje się do Pierwszej Komunii św.

         W 1855 r. epidemia cholery dociera do Lourdes. Umiera wielu ludzi. Zaraża się również jedenastoletnia Bernadetta. Choroba zrujnowała jej delikatny organizm – dziewczynka nabawiła się astmy, a później gruźlicy kości nóg, co stało się przyczyną jej śmierci w trzydziestym czwartym roku życia. Na początku września 1857 r. rodzice wysyłają Bernadettę do rodziny Avarantów w pobliskiej wiosce Bertres, aby pomagała tam w pasieniu owiec.

         Wkrótce podejmuj decyzję o jej powrocie do Lourdes. Bernadetta wraca 21 stycznia 1858 r. i rozpoczyna przygotowanie do Pierwszej Komunii św. oraz naukę w szkole podstawowej, którą prowadziły siostry z Nevers. W krótkim czasie Bernadetta nauczyła się płynnie pisać i czytać. Kiedy wracała ze szkoły, pomagała matce w pracach domowych i opiekowała się młodszym rodzeństwem. Bernadetta wychowywała się w atmosferze prostej i szczerej pobożności swoich rodziców, którzy codziennie modlili się razem z dziećmi. Przejęła od nich skarb żywej wiary i dziecięcego zaufania Bogu.

    Przełomowy dzień

         11 lutego 1858 r. Bernadetta razem z siostrą Antonią i sąsiadką Joanną wybrały się nad rzekę Gave, aby nazbierać suchych gałęzi do palenia w piecu. Kiedy podeszły do groty, nad którą wznosiła się skała, nazywana Massabielle, musiały przeprawić się przez przepływający tam strumień lodowatej wody. Po ściągnięciu butów Bernadetta zdejmowała pończochy, gdy nagle usłyszała dziwny szum wiatru. “Spojrzałam w stronę groty – pisała potem – i zobaczyłam, że z jej wnętrza wypłynął złocisty obłok, a tuż za nim wyszła tak niezwykle piękna Pani, jakiej nigdy w życiu nie widziałam. Miała białą szatę, welon także biały, błękitny pasek i żółte róże na stopach. Od razu popatrzyła na mnie, uśmiechnęła się i pokazała mi, bym podeszła do Niej, jak gdyby była moją matką. Cały mój strach zniknął, ale wydawało mi się, że straciłam świadomość tego, gdzie jestem. Przecierałam oczy, zamykałam je, otwierałam, lecz Pani wciąż stała na tym samym miejscu, dalej uśmiechając się do mnie – aż zrozumiałam, że to wszystko nie jest złudzeniem. Nie myśląc o tym, co robię, wzięłam w ręce swój różaniec i uklękłam. Pani skinęła głową na znak aprobaty i sama także wzięła do rąk różaniec, który miała przewieszony przez prawe ramię. Kiedy chciałam zacząć odmawiać różaniec i próbowałam podnieść dłoń do czoła, rękę miałam jakby sparaliżowaną – i dopiero kiedy Pani się przeżegnała, ja mogłam zrobić to samo. Jednak modliłam się sama, a Pani tylko przesuwała paciorki różańca w palcach, nie mówiąc nic. Dopiero na końcu każdej dziesiątki różańca odmawiała ze mną Chwała Ojcu… Kiedy skończyłam, dała mi znak, abym się do niej zbliżyła, ale się nie ośmieliłam. Wtedy nagle znikła”.

         Kiedy dziewczynki zobaczyły klęczącą Bernadettę, zaczęły się z niej wyśmiewać, mówiąc, że jest głupią dewotką. Jednak po chwili zrozumiały, że coś musiało się stać, i dlatego uporczywie dopytywały się swej koleżanki, co to było. Początkowo Bernadetta nic im nie chciała powiedzieć, ale w końcu uległa; opowiedziała swym towarzyszkom o ukazaniu się tajemniczej Pani, prosząc je o zachowanie całkowitej tajemnicy. Jednak po powrocie do domu dziewczynki szybko wszystko wypaplały, a Bernadetta musiała w szczegółach opowiedzieć matce o swym tajemniczym widzeniu. Matka skrzyczała ją za to, twierdząc, że są to tylko przywidzenia, i zakazała jej chodzenia do groty.

    “Nie obiecuję ci szczęścia na tym świecie”…

         Spotkanie z tajemniczą piękną Panią, która wyglądała na młodą dziewczynę w wieku szesnastu lub siedemnastu lat, było dla Bernadetty tak wielkim przeżyciem, że od tamtej pory odczuwała wewnętrzne przynaglenie, aby jak najszybciej iść do groty na kolejne widzenie. Matka jednak kategorycznie zabraniała jej tego. Dopiero w niedzielę 14 lutego po Mszy św. uległa usilnym prośbom córki i wyraziła zgodę. Bernadetta razem z dwiema koleżankami natychmiast wyruszyły do groty Messabielle. Były uzbrojone w różańce oraz w butelkę ze święconą wodą. Chciały tajemniczą postać pokropić wodą święconą i w ten sposób sprawdzić, czy nie jest to przypadkiem jakaś pułapka złego ducha. Po drodze przyłączyły się do nich jeszcze inne dziewczynki. Bernadetta doszła pierwsza do groty i od razu uklękła do modlitwy różańcowej. “Zaledwie skończyłam pierwszy dziesiątek – pisze – ujrzałam tę samą Panią. Natychmiast zaczęłam kropić ją wodą święconą, mówiąc, aby została, jeśli przychodzi od Boga, a jeśli nie – aby odeszła. Równocześnie przyspieszyłam kropienie wodą. Pani uśmiechnęła się do mnie i pochyliła głowę. Im więcej kropiłam, tym bardziej uśmiechała się i potakiwała głową. (…) Kiedy skończyłam różaniec, postać znikła”. Trzeba podkreślić fakt, że tylko sama Bernadetta widziała objawiającą się Postać. W czasie widzenia była w ekstazie, cała pochłonięta tym, co widzi, jakby oderwana od rzeczywistości, ze wzrokiem utkwionym w jeden punkt.

         Po powrocie do domu Bernadetta usłyszała od matki, że już nigdy nie będzie jej wolno pójść do groty Massabielle. Wpływowa i bogata mieszkanka Lourdes, pani Peyret, trawiona wielką ciekawością, wymogła jednak na matce Bernadetty, aby ta zgodziła się na pójście swej córki na miejsce objawień. 18 lutego, w piątek, po porannej Mszy św. Bernadetta razem z paniami Peyret i Millet wyruszyły do Massabielle. Piękna Pani ponownie objawiła się i prosiła widzącą: “Czy będziesz uprzejma przychodzić tu przez piętnaście dni?”. Dziewczynka odpowiedziała, że z radością spełni Jej prośbę – i wtedy usłyszała: “Nie obiecuję ci szczęścia na tym świecie, lecz w innym”.

         W czasie czwartego i piątego objawienia (19 i 20 lutego) Bernadetcie towarzyszyła dosyć duża gromadka ludzi. 20 lutego Maryja nauczyła ją modlitwy, którą Bernadetta odmawiała codziennie przez całe życie, ale jej tekstu nikomu nie przekazała. Podczas szóstego objawienia (21 lutego) Matka Boża prosiła o modlitwę za grzeszników. Wtedy też niewierzący lekarz, dr Dozous, chciał “zdemaskować oszustwo” – i dlatego postanowił zbadać dziewczynkę podczas ekstazy. Został głęboko poruszony jej zachowaniem i doświadczył obecności wielkiej tajemnicy. Od tego momentu rozpoczął się proces jego nawracania się. W swoim oświadczeniu dr Dozous stwierdził, że podczas ekstazy twarz Bernadetty stawała się nieziemsko piękna. Oznaczało to, że dziewczynka nawiązywała z kimś autentyczny kontakt. Podczas swych widzeń miała regularny puls, swobodny oddech i absolutnie nic nie wskazywało na jej nerwowe podniecenie.

    Wezwanie do pokuty i nawrócenia

         Ponieważ coraz więcej ludzi zaczęło przybywać na miejsce objawień, władze bardzo się zaniepokoiły i próbowały przez zastraszanie i przesłuchania zabronić Bernadetcie przychodzenia do groty. Podczas siódmego objawienia (23 lutego) Maryja przekazała dziewczynce “trzy tajemnice” – dotyczące wyłącznie jej osoby – których Bernadetta nigdy nikomu nie wyjawiła. Matka Boża prosiła ją też o przekazanie księdzu proboszczowi prośby, aby wybudował kaplicę w miejscu objawień. Ksiądz Peyramale nie wierzył jednak w prawdziwość objawień i dlatego poprosił o czytelny znak – aby Bernadetta zapytała piękną Panią, jakie ma imię, gdyż on, jak powiedział, nie ma zwyczaju wierzyć tajemniczym nieznajomym. A jeśli zjawa nie powie, kim jest, to będzie wg niego oznaczało, że jest oszustką albo że Bernadetta ma halucynacje.

         Podczas ósmego objawienia Matka Boża przekazała orędzie wzywające do pokuty i nawrócenia oraz do modlitwy o nawrócenie grzeszników. Mówiła: “Pokutujcie i módlcie się do Boga o nawrócenie grzeszników”. Następnego dnia (25 lutego) Maryja wskazała Bernadetcie miejsce na ziemi w grocie i kazała jej “napić się z tego zdroju, a potem się w nim obmyć”. A ponieważ nie było tam żadnego źródła, zaskoczona dziewczynka zaczęła rozgrzebywac ziemię i po chwili zauważyła wypływającą wodę. Nabrała więc dłońmi mulistej cieczy, napiła się jej, a następnie obmyła nią twarz, przez co pobrudziła ją sobie całą błotem. Wkrótce z tego miejsca zaczął płynąć wartki strumień krystalicznej wody. Wiadomość o źródle, które wytrysnęło w grocie, szybko rozeszła się po okolicy. Woda z tego źródła stała się znakiem uzdrawiającej łaski Bożej. Świadczą o tym tysiące uzdrowień niewytłumaczalnych z naukowego punktu widzenia.

    Pierwsze cudowne uzdrowienia

         Następnego dnia Maryja nie objawiła się Bernadetcie, za to przy grocie wydarzył się pierwszy cud. Kamieniarz Luis Bouriette od dwudziestu lat nie widział na prawe oko, które zostało mu wybite podczas wypadku przy pracy. Żarliwie modlił się przed grotą Massabielle i kilkakrotnie przemył oczy wodą ze źródła. Wtedy stał się cud: jego prawe oko zostało na nowo stworzone, a Luis odzyskał zdolność widzenia.

         Drugie cudowne uzdrowienie nastąpiło 1 marca. Katarzyna Latapie po ciężkim wypadku i skomplikowanym złamaniu nie mogła otworzyć dłoni. Po modlitwie i zanurzeniu dłoni w źródle jej ręka powróciła do stanu przed wypadkiem.

         Woda ze źródła w grocie Massabielle stała się znakiem Bożego działania. W pobliżu pobudowano specjalne baseny, w których każdego roku, po modlitwie, zanurza się setki tysięcy chorych. Następują tam wtedy cudowne uzdrowienia fizyczne i duchowe. Badania wykazały, że jest to normalna woda, że nie ma ona żadnych właściwości antyseptycznych czy antybakteryjnych. Nie stwierdzono jednak żadnego przypadku zakażenia czy zachorowania przez kąpiel albo picie zanieczyszczonej wody z tych basenów, w których wcześniej zanurzono tysiące ludzi cierpiących na różne choroby. Jest to dla nauki wielka lekcja pokory wobec Bożej strategii działania, które wymyka się wszelkim laboratoryjnym badaniom i analizom. Nie jest to jakaś woda “magiczna”, ale zanurzenie się w niej, napicie się jej czy obmycie się nią ma być znakiem nawrócenia, zerwania z grzechem, całkowitego zawierzenia Bogu i pojednania się z Nim oraz gotowości pełnienia Jego woli. Wtedy woda z Lourdes staje się znakiem, poprzez który Bóg dokonuje uzdrowień fizycznych i duchowych.

         Podczas objawień 27 lutego przed grotą zgromadziło się około 1000 ludzi. Z każdym dniem było ich coraz więcej. 3 marca zebrało się około 4000 osób, a 4 marca było ich już blisko 8000. Wśród nich znajdowali się dziennikarze lokalnych czasopism, w których niezadługo ukazały się artykuły pełne kpin i ironii. Teksty te stały się głównym źródłem informacji dla dzienników z Paryża i innych wielkich miast francuskich. Tylko artykuły Romana Capdevielle’a, znakomitego redaktora Memoriał des Pyrenees, przedstawiały w sposób bezstronny, wyważony oraz obiektywny fakty z groty Massabielle.

         Tego samego dnia, po skończonym objawieniu przy grocie, Bernadetta wracała do domu. Przy drodze spotkała niewidomą dziewczynę, Eugenię Troy, dotkniętą nowotworem rakowatym oczu, którą serdecznie uściskała i ucałowała, a następnie poprosiła ją, aby obmyła się wodą ze źródła z groty Massabielle. Kiedy Eugenia to uczyniła, została natychmiast uzdrowiona. Wieść o tym cudzie rozeszła się naokoło lotem błyskawicy.

    “Jestem Niepokalanym Poczęciem”

         W święto Zwiastowania, 25 marca, w nocy Bernadetta czuje nagle silne wewnętrzne przynaglenie, dlatego już o godzinie 5 rano udaje się do groty, razem ze swoimi rodzicami. Było jeszcze ciemno i panowała głęboka cisza, ale w miejscu objawień zgromadziła się już duża grupa ludzi, a wśród nich komisarz Jacomet. W czasie modlitwy różańcowej Bernadetcie objawia się piękna Pani. Podczas wcześniejszych objawień dziewczynka wielokrotnie pytała Ją o imię, ale w odpowiedzi otrzymywała tylko uśmiech. Tym razem ponownie zapytała zjawę, kim jest, i wtedy otrzymała długo oczekiwaną odpowiedź: “Jestem Niepokalanym Poczęciem”. Bernadetta była zaskoczona tą odpowiedzią, gdyż nie wiedziała, co znaczy to dziwne imię “Niepokalanie Poczęta”, tym bardziej że nigdy o nim nie słyszała. Nie zdążyła się już jednak o nic więcej zapytać, ponieważ śliczna Pani zniknęła.

         Bernadetta szybko pobiegła do proboszcza Peyramale’a, aby przekazać mu to dziwne imię. Aby go nie zapomnieć, w drodze ciągle powtarzała: “Niepokalanie Poczęta”. Bernadetta nie wiedziała, że 8 grudnia 1854 r. w Bazylice Watykańskiej został uroczyście ogłoszony przez papieża Piusa IX dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryii Panny. Kiedy proboszcz usłyszał z ust Bernadetty imię “Niepokalanie Poczęta”, z wrażenia aż zaniemówił. Zrozumiał bowiem, że Maryja użyła teologicznie doskonałej formuły, która potwierdzała dogmat ogłoszony cztery lata wcześniej. Maryja jest Niepokalanie Poczętą, ponieważ od momentu swego poczęcia została zachowana od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego, po to by mogła wypełnić misję Matki Zbawiciela. Dopiero wtedy proboszcz zrozumiał, że ma do czynienia z rzeczywistymi objawieniami Matki Bożej, a ta czternastoletnia dziewczynka, w swojej prostocie i niewiedzy, stała się przekazicielką orędzia Niepokalanej Pani dla całego świata. Widzenie 25 marca było przełomowe dla Bernadetty, gdyż dopiero wtedy dziewczynka zrozumiała, że ta piękna Pani, która się jej objawia, to Matka Boża, a nie jakaś dusza czyśćcowa czy też halucynacja, jak to niektórzy próbowali jej sugerować.

    Dwa ostatnie objawienia

         7 kwietnia miało miejsce siedemnaste objawienie. Podczas ekstazy Bernadetta nieświadomie przesunęła swą prawą dłoń nad palący się płomień świecy, którą trzymała w lewej ręce. Przez blisko kwadrans płomień przenikał jej przez palce, a mimo to dziewczynka nic nie czuła; na jej dłoni nie pozostał najmniejszy znak oparzenia. Obserwował to wszystko wspomniany wyżej dr Dozous, który po skończonej ekstazie Bernadetty przeprowadził na niej eksperyment: wziął drugą zapaloną świecę i dotknął nią ręki dziewczynki, która natychmiast krzyknęła z bólu i z oburzeniem powiedziała: “Pan mnie parzy!”. Dla dra Dozousa stało się wówczas oczywiste, że ma do czynienia z faktem nadprzyrodzonym, co definitywnie przekonało go o prawdziwości objawień.

         A przy grocie dokonywały się kolejne cudowne uzdrowienia – choćby takie jak to z 2 maja, kiedy to zrozpaczona matka przez 15 minut zanurzała w cudownym źródle swojego umierającego 18-miesięcznego synka. Już następnego dnia dziecko wróciło do pełni zdrowia.

         Nadzwyczajne uzdrowienia zaczęły przyciągać na miejsce objawień tysiące ludzi. Władze chciały jednak za wszelką cenę zatrzymać narastającą falę pielgrzymek i dlatego zamknęły dostęp do groty. Decyzją mera miasta stała się ona nielegalnym miejscem kultu religijnego. Nie poparł jednakże tego zarządzenia biskup i ludzie nadal tłumnie przybywali do Massabielle. Ponadto pielgrzymi zaczęli pisać petycje do ministra do spraw wyznań o odwołanie zarządzenia prefekta. Prócz tego mimo ponawianych gróźb ze strony władz ludzie kilkakrotnie zburzyli ogrodzenie broniące dostępu do groty. Wiele osób zostało z tego powodu osądzonych i skazanych lub ukaranych mandatami. Bernadetta w ogóle nie angażuje się w narastający konflikt pomiędzy ludźmi i władzą.

         Postawa władz radykalnie się zmieniła dopiero w końcu września 1858 r. Wówczas to cesarz Napoleon III, po cudownym uzdrowieniu swojego syna, nakazał otworzenie pielgrzymom dostępu do groty. Jego dziecko wyzdrowiało po napiciu się wody z cudownego źródła i spożyciu ziół pochodzących z Massabielle.

         Tymczasem z powodu pogarszającego się stanu zdrowia Bernadetta zostaje wysłana 8 maja na dwutygodniowe leczenie do pobliskiego sanatorium w Cauterets. Z wielkim utęsknieniem czekała i przygotowywała się na przyjęcie Pierwszej Komunii Świętej w dniu 12 czerwca 1858 r. Od tamtej chwili przyjmowanie Jezusa w Komunii św. stało się dla niej najważniejszym wydarzeniem i największym źródłem duchowej mocy. 16 lipca 1858 r., w święto Matki Boskiej z góry Karmel, po przyjęciu Komunii św. Bernadetta czuje wewnętrzne przynaglenie, aby udać się do groty na spotkanie z Niepokalaną Dziewicą. Dotarła tam tuż przed zachodem słońca. Podczas modlitwy różańcowej Matka Boża objawiła się jej po raz ostatni. Bernadetta mówiła, że Maryja wtedy milczała i że była piękniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.

         Warto w tym miejscu odnotować znamienny fakt, że w czasie objawień, od 11 lutego do 16 lipca 1858 r., nie odnotowano w rejonie Lourdes żadnych przestępstw i nikt nie został w tym okresie skazany na karę więzienia.

    Epilog

         Objawienia Matki Bożej w Lourdes potwierdziły, że nauczanie Kościoła jest prawdą pochodzącą od Boga. 28 lipca 1858 r. ordynariusz Tarbes, bp Laurence, powołał komisję kanoniczną do zbadania prawdziwości objawień. Wielokrotnie przesłuchiwała ona Bemadettę i innych świadków, a także szczegółowo badała wszystkie przypadki cudownych uzdrowień. Po przyjęciu wyników prac komisji, 18 stycznia 1862 r., biskup Laurence wydał dekret uznający nadprzyrodzony charakter objawień w Lourdes. Czytamy w nim: “Uważamy za pewne, że Maryja Niepokalana, Matka Boża, rzeczywiście ukazała się Bernadecie Soubirous 11 lutego 1858 r. i w dniach następnych osiemnaście razy w Grocie Massabielskiej, na peryferiach Lourdes, i że wszystkie te objawienia były prawdziwe. Wierni zatem mogą w nie wierzyć”.

         W roku 1866 Bernadetta wstąpiła do zakonu sióstr miłosierdzia w Nevers i pozostała tam aż do swojej śmierci 16 kwietnia 1879 r. Lourdes tymczasem stało się jednym z największych sanktuariów w świecie. Obecnie każdego roku przybywa tam około 5 milionów pielgrzymów, aby prosić Maryję o uzdrowienie duszy i ciała. Sługa Boży Jan Paweł II dwukrotnie pielgrzymował do tego sanktuarium. Jego druga wizyta w Lourdes była zarazem jego ostatnią podróżą zagraniczną. Papież wypowiedział wtedy znamienne słowa: “Oto dotarłem do kresu mojej pielgrzymki”…



     ks. Andrzej Trojanowski TChr

    nr 1-2008

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Wściekli na objawienia!

    Jak wrogowie Kościoła obśmiewali Lourdes

    (fot. REUTERS/Regis Duvignau/FORUM)

    ***

    Objawienia z Lourdes widowiskowo potwierdziły prawdziwość wiary katolickiej. Nie dziwi zatem, że wrogowie Kościoła próbowali i nadal próbują je „zdemitologizować”. Jednak ich argumenty, po bliższym przyjrzeniu się, same okazują się dość łatwymi do obalenia mitami.

    Początek drugiej połowy XIX wieku to trudny czas dla chrześcijan. W 1859 roku Karol Darwin opublikował książkę „O pochodzeniu gatunków”. Wbrew woli autora wykorzystano ją do walki z religią. Z kolei trzy lata później ukazało się „Życie Jezusa” Ernsta Renana. Jego autor próbował „dowieść”, jakoby Pan Jezus był zwykłym, acz wyjątkowym człowiekiem. Po upływie kolejnych pięciu lat Karol Marks i Fryderyk Engels wydali „Kapitał”. Pozycję tę niejednokrotnie wykorzystywano do zwalczania religii.

    Jakby antycypując te ataki, w 1858 roku w miejscowości Lourdes w południowo-zachodniej Francji Matka Boża objawiła się 14-letniej ubogiej analfabetce Bernadecie Soubirous. Matka Boża w Lourdes, w grocie Massabielle zjawiła się 18 razy. Po raz pierwszy 11 lutego 1858 roku, a ostatni, osiemnasty, 16 lipca 1858 roku. Kulminacyjnym momentem jest objawienie szesnaste. Wówczas to, w Święto Zwiastowania, 25 marca Matka Boża powiedziała „Jestem Niepokalane Poczęcie”. Stało się to 4 lata po ogłoszeniu przez błogosławionego Piusa IX dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Matki Bożej. Jednak Bernadeta, jako pochodząca z ubogiej rodziny analfabetka, nie wiedziała o tej prawdzie wiary. Podczas objawień Matka Boża wezwała też do odkopania źródła, do dziś służącego cudownym uzdrowieniom. Gorąco prosiła także o pokutę za grzeszników, a także ukazywała różaniec.

    Oprócz niezwykle istotnej treści tego objawienia, co najmniej równie istotne jest to, że w ogóle się ono wydarzyło. Jak bowiem zauważa Vittorio Messori w książce „Tajemnica Lourdes – Czy Bernadeta nas oszukała”: „jeśli Bernadeta nas nie oszukała, jeśli nie oszukiwała samej siebie, to nie oszukuje siebie też katolik, wierząc w prawdę Ewangelii i kierując się nauką Kościoła, który jest tej prawdy autentycznym gwarantem. (…) Ta grota jest więc punktem oparcia, kołem ratunkowym podarowanym wiernym, by mogli się go uchwycić w dramatycznym momencie zwrotnym współczesnej historii, w którym racjonalizm, pozytywizm, socjalizm, liberalizm i wszelkie inne izmy, wszelkie inne ideologie postchrześcijańskie przypuściły wielki atak na korzenie wiary jako takiej”.

    Innymi słowy, jeśli objawienia w Lourdes są fałszywe, to upada tylko jeden z licznych argumentów za prawdziwością wiary. Katolicyzm może i tak być religio vera – religią prawdziwą, choć z innych powodów. Jeśli jednak Lourdes nie jest zmyśleniem, jeśli rzeczywiście zjawiła się tam Matka Boża z różańcem, prosiła o przekazanie informacji katolickim księżom, mówiła o procesji, o budowie kaplicy, o katolickim dogmacie Niepokalanego Poczęcia, to stanowi to dowód prawdziwości Kościoła i wartości katolickiej pobożności.

    Kto chce ten może, przy odrobinie dobrej woli, dojść do prawdy na temat Lourdes. Tym bardziej, że praca źródłowa została już wykonana przez ludzi takich jak Vittorio Messori. Mimo to wciąż pojawiają się, nawet w wypowiedziach „uczonych”, twierdzenia dawno już obalone. Powiela się je wyłącznie by walczyć z Kościołem i głoszoną przezeń prawdą. Warto przyjrzeć się bliżej tym kłamliwym tezom.

    Rzekome oszustwo rodziców

    Zgodnie z jedną z karkołomnych prób „racjonalistycznego” wyjaśnienia objawień w Lourdes, stanowiły one spisek… rodziców dziewczynki. Ci bowiem, wcześniej zamożni, popadli w ruinę. W dodatku cieszyli się złą sławą. Ojciec, ledwie rok przed objawieniami, z powodów humanitarnych został zwolniony z aresztu. Mimo to wiele wskazywało na to, że rzeczywiście był winny zarzucanego mu czynu: kradzieży mąki. Matka natomiast „cieszyła się” złą sławą osoby nader często używającej alkoholu.

    „Zważywszy na to” – pisze Messori – „można było zakładać oszustwo zorganizowane przez owych nędzarzy, wykorzystujących najstarszą córkę, żeby zebrać ofiary od naiwnych bigotów i wyjść z nędzy, w którą wpadli po wcześniejszym okresie dobrobytu”.

    Prawda jest jednak całkowicie inna, jak precyzuje włoski pisarz. Przecież rodzicom Bernadety wręcz zależało na ukróceniu jej wizji. Niepokoiły ich tłumy ciekawskich chcących zobaczyć córkę. Komisarz policji Dominique Jacomet wmawiał wprawdzie, że rodzice nakłaniali dziewczynkę, by ta chodziła do groty. Posunął się do sfabrykowania zeznań Bernadety, skarżącej się jakoby na tego typu przymus. W rzeczywistości to jednak komisarz (podobnie jak jej ojciec) nakłaniali dziewczynkę do rezygnacji z chodzenia do groty objawień. Ta zaś nie uginała się pod presją. – Nie proszę pana, nie mogę nie pójść. Obiecałam – mówiła do komisarza. 

    „Wiarygodności świadectwu Bernadety przydała, może w sposób ostateczny, całkowita obojętność młodej dziewczyny na korzyści oraz jej troska, by to, co się wydarzyło i co się działo, nie przyniosło profitów ani jej samej, ani jej rodzinie. Dzięki temu obalone zostały podejrzenia władzy, które – niechętnie, jak przypuszczam – wreszcie zrezygnowały z tezy o oszustwie w celu ciągnięcia zysków” – podkreśla Messori.

    Bernadetta, pomna na słowa Matki Bożej pilnowała, by nie osiągnąć żadnego zysku z objawień. Dlatego też nie przyjmowała podarunków. Zasadę tę rozumiała dosłownie: nie chciała nawet podarowanych jej książek religijnych. Odmówiła też przyjęcia drogocennego różańca od biskupa. Także rodzina nie wzbogaciła się na wizjach Bernadety. Jeśli już, to można mówić o stracie. Wszak ciekawscy przybywający do domu… odrąbywali tynk ze ścian i podniszczali stół.

    „Kiedy ktoś przyjeżdżał z Lourdes i przekazywał jej wieści o najbliższych, zawsze mówiła, kręcąc głową: Oby tylko się nie wzbogacili. I rzeczywiście, mimo otwarcia sklepiku Jean Marie ani żadne z Soubirous, nigdy się nie wzbogacił – ani wtedy, ani później” – podkreśla Vittorio Messori.

    Rzekome oszustwo księży

    Zgodnie z inną pogłoską, Lourdes to wymysł ówczesnego kleru, liczącego bądź na zysk, bądź też na przyciągnięcie ludu do wiary. Jednak i ta pogłoska rozbija się o skałę faktów. Nie wykluczał jej wprawdzie komisarz policji, Dominique Jacomet. Sam wierny katolik, był co najmniej równie wiernym policjantem.   

    Wszystko jednak wskazuje przeciwko tej tezie. Kler nie tylko nie promował wizji Bernadety, lecz stanowczo się jej sprzeciwiał. Autor bestsellera poświęconego Lourdes, Henri Lasserre, zarzucał wręcz duchownym ignorowanie ludu, widzącego w objawieniach „palec Boży”. Jest w tym sporo prawdy, choć tak ostra krytyka jest nieuzasadniona. Zdrowy sceptycyzm w odniesieniu do objawień prywatnych stanowi bowiem stałą praktykę Kościoła. Pozwala on na odróżnienie objawień prawdziwych oraz fałszywych.

    Właśnie takim racjonalnym podejściem cechował się ówczesny biskup diecezji Tarbes, na terenie której dochodziło do objawień. Rygorystyczny i surowy, popierał jednocześnie postęp naukowy i techniczny. Mawiał, że gdyby nie powołanie kapłańskie zostałby inżynierem. Z pewnością tego spokojnego hierarchy nie da się oskarżyć o wichrzycielstwo czy łatwowierność. „Tego typu człowiek mógł dać się przekonać jedynie faktom, które przeszły próbę konkretnych badań” – zauważa Vittorio Messori.

    Co więcej, księża w ogóle nie mogli udawać się do groty objawień z powodu zakazu władz kościelnych. Jedynym duchownym, jaki podczas obowiązywania biskupiego zakazu zobaczył objawienia, okazał się Antoine Desirat. Usprawiedliwiając się, że nie mieszka w Lourdes, dołączył pewnego dnia do świeckich podążających do groty objawień. Stał tuż przy wizjonerce.

    Po opuszczeniu groty nie zamierzał swojego pobytu ukrywać. Gdy jednak opowiedział całą historię w seminarium w Saint-Pe w rozmowie z dwoma księżmi „przerwał mu wybuch śmiechu obu duchownych, którzy zaczęli natrząsać się z jego łatwowierności. Niechże, jeśli już musi, poświęci czas na poważne kwestie, teologiczne, biblijne, a nie ugania się za bajkami i duchami z ludowych zabobonów” – mówili. Dobrze odzwierciedla to ówczesne podejście lokalnego kleru do sprawy.

    Ktoś jednak może stwierdzić, że duchowieństwo, nie wierząc w objawienia wymyśliło je dla zysku, dla przyciągnięcia pielgrzymów i zwiększenia ich datków. Stosunek Bernadety do korzyści finansowych był, jak już wiemy, całkowicie negatywny. A co z duchowieństwem?

    Jak już wspomniano, początkowo sprzeciwiało się ono objawieniom i zniechęcało do dawania wiary rewelacjom Bernadetty. Nawet jednak po uznaniu objawień przez biskupa miejsca i rozpoczęciu budowy sanktuariów, objawienia nie przyczyniły się do wzbogacenia lokalnego kleru ani diecezji. Francuska władza, całkowicie oddzielona od Kościoła, nie wspomagała budowy sanktuariów nad Gave de Pau. Oficjalnej pomocy nie udzielił też Watykan. Wpływały jedynie osobiste datki: papieży i hierarchów, ale przede wszystkim wiernych. Handel w Lourdes, sprzedaż pamiątek religijnych et cetera od razu przekazano „wolnemu rynkowi”. I tak też jest do dzisiaj.

    Generalnie, jak zauważa Vittorio Messori „Lourdes nie było interesem, tylko studnią bez dna, przede wszystkim ze względu na konieczność poniesienia olbrzymich wydatków na zakup ziemi, gdyż biskup chciał, aby teren był jak najrozleglejszy, by ochronić nieprzekraczalny święty pas wokół groty”. Budowa i utrzymanie kompleksu także nie należały – i nie należą – do tanich. Co zaś z handlem pamiątkami religijnymi? Otóż „jedną z pierwszych decyzji diecezji w Tarbes było pozostawienie handlu w rękach osób prywatnych”.

    Hipoteza o komedii

    Twierdzenia o wpływie kleru lub rodziców na Bernadetę okazują się zatem błędne. Walczący z prawdą nie poprzestają jednak na nich. Jedną z najbardziej obraźliwych, jakie wysuwają jest „hipoteza komediantki”. Zgodnie z nią, Bernadeta, nawet jeśli nie działała w imię zysku, chciała po prostu zwrócić na siebie uwagę.

    Przeanalizujmy zatem także tę hipotezę. Otóż jej prawdziwości przeczy przede wszystkim charakter wizjonerki. Wszak Bernadeta wszystko czyniła z umiarem „(…) sprowadzała do samej istoty w sposób naturalny, bez cienia pokazowego mistycyzmu. Przychodziła do groty w ostatniej chwili w towarzystwie jedynie paru koleżanek, cicha i zamyślona, często biegła, spiesząc się na spotkanie z cudowną Postacią, z radosną twarzą, bez żadnych oznak udawanej pokory”. W objawieniach brakowało jakiejkolwiek teatralności. Ekstaza trwała krótko, a jedynym jej objawem okazywała się przemiana twarzy dziewczynki podczas wizji” – pisze Mesorri.

    Co istotne, dziewczynka nie zgadzała się też spełniać życzeń osób pragnących dotykać jej, niczym relikwii. Przeciwnie, zachowywała całkowitą skromność. Co ciekawe, Bernadeta sprzeciwiała się przedstawianiu Matki Bożej w postaci innej, niż ta, jaką rzeczywiście ujrzała. A więc drobnej dziewczynki. Obstawała przy tym, pomimo, że kłóciło się to z wyobrażeniami dominującymi w ówczesnym Kościele.

    Co więcej, objawienia Bernadety wywołały na krótki czas modę wśród okolicznych mieszkanek na udawanie wizjonerek. Zachowanie oszustek, pragnących zwrócić na siebie uwagę i usuwającej się w cień Bernadety okazało się jednak krańcowo inne.

    Halucynacje? Żadną miarą!

    Hipoteza mniej obraźliwa, a z pozoru naukowa, to twierdzenie o halucynacjach, na jakie rzekomo cierpiała Bernadeta. Z powodu niedożywienia, biedy, wątłego zdrowia uległa ona rzekomo złudzeniom. Zwolennicy tej wersji zachowują prawdę o nieskazitelności charakteru Bernadety, a jednocześnie chronią się przed przyjęciem do wiadomości „zabobonu”. Nie dziwi zatem, że to twierdzenie zyskało sobie popularność wśród inteligencji.

    Szkopuł tkwi jednak w tym, że ono także rozmija się z prawdą. Bernadeta była wprawdzie słabo wykształcona, ale zdrowego rozsądku jej nie brakowało. Wręcz przeciwnie. Nie wykazywała żadnych symptomów histerii ani podobnych zaburzeń. Nigdy nie skarżyła się na brak zrozumienia ani na choroby, a jej opowieści cechował wielki realizm.

    Ponadto 27 marca 1958 roku trzech lekarzy na polecenie władzy świeckiej miało orzec o zaburzeniach psychicznych wizjonerki. Chodziło o podkładkę służącą umieszczeniu jej w zakładzie dla obłąkanych. Mimo nacisków władzy lekarze, znajdujący się w rzeczywistości pod wrażeniem dziewczynki, wydali salomonowe orzeczenie. Służyło ono oddaleniu groźby umieszczenia Bernadety w przytułku, bez jednoczesnego rozdrażniania władzy.

    Gmach wznoszony przez zwolenników racjonalizmu nieskładnie, choć z wielkim mozołem, rozpada się zatem jak domek z kart. Pozostaje prawda o niezwykłych uzdrowieniach, odnowie życia religijnego, o Niepokalanym Poczęciu. Pozostaje prawda katolicka, prawda o Bogu stale wybierającym „właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców (…) to, co niemocne, aby mocnych poniżyć”. Wszak „to bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi.” (1 Kor 25;27). 

    Marcin Jendrzejczak/na podstawie książki Vittorio Messori „Tajemnica Lourdes czy Bernadeta nas oszukała” Wydawnictwo Znak, Kraków 2014/PCh24pl

    _________________________________________________

    Dobrze jeszcze dodać do powyższego rozważania o zwalczaniu objawień refleksje na temat proroków Starego Testamentu, którzy głosili to co im Bóg objawił. W Nowym Testamencie św. Paweł nawrócił się, ponieważ objawił mu się Pan Jezus. Cała Księga Apokalipsy powstała z objawień. A w naszych czasach jak powstał “Dzienniczek” siostry Faustyny? Po prostu ona spisała podyktowane słowa Pana Jezusa.

    Warto również poczytać dokumenty św. Piusa X, który w mocnych słowach określał tzw. modernistów i pełnych pychy heretyków nieuznających objawień z Nieba.

    Czas objawień w Lourdes bardzo wyraźnie pokazuje walkę z Bogiem a tym samym z Kościołem, którą nieustannie prowadzi masoneria. To w tamtych latach (1848-1870) rządy we Francji sprawował Napoleon III. Ileż w tym czasie wybuchało buntów, rebelii i powstań. Wtedy rodził się liberalizm, socjalizm, nacjonalizm i komunizm. Warto również wspomnieć o objawieniach we Fatimie, gdzie władza w Portugalii w tamtym czasie była w rękach masonerii.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Namaszczenie chorych – sakrament uzdrowienia, nie „ostatnie namaszczenie”

    fot. via: Flickr (Catholic Church England and Wales)

    ***

    Namaszczenie chorych – sakrament uzdrowienia, nie „ostatnie namaszczenie”

    W 1858 roku, w cztery lata po ogłoszeniu przez Piusa IX dogmatu o Niepokalanym Poczęciu, Matka Boża zjawiła się ubogiej pasterce, św. Bernadecie Soubirous, w Grocie Massabielskiej w Lourdes. Podczas osiemnastu zjawień (w okresie 11 lutego-16 lipca) Maryja wzywała do modlitwy i pokuty.

    25 lutego w czasie ekstazy Bernadetta słyszy polecenie:

    „A teraz idź do źródła, napij się z niego i obmyj się w nim”. Dziewczę kieruje swoje kroki do pobliskiej rzeki, ale słyszy głos: „Nie w tę stronę! Nie mówiłam ci przecież, abyś piła wodę z rzeki, ale ze źródła. Ono jest tu”.

    Dziewczę na kolanach podążyło ku wskazanemu w pobliżu groty miejscu. Gdy zaczęła grzebać, pokazała się woda. Na oczach tłumu śledzącego wszystko uważnie ukazało się źródło, którego dotąd nie było. Woda biła z niego coraz obficiej i szerokim strumieniem płynęła do rzeki. Okazało się rychło, że woda ta ma moc leczniczą. Następnego dnia posłał do źródła po wodę swoją córkę niejaki Bouriette, kamieniarz, rzeźbiarz nagrobków. Stracił prawe oko przy rozsadzaniu dynamitem bloków kamiennych. Także na lewe oko widział coraz słabiej. Po gorącej modlitwie począł przemywać sobie ową wodą oczy. Natychmiast odzyskał wzrok. Cud ten zapoczątkował cały szereg innych tak dalece, że Lourdes zasłynęło z nich jako pierwsze wśród wszystkich sanktuariów chrześcijańskich. 27 lutego Matka Boża ponawia życzenie, aby na tym miejscu powstała kaplica. 1 marca 1858 roku poleca Najświętsza Panna Bernadecie, aby modliła się nadal na różańcu. 2 marca Matka Boża wyraża życzenie, aby do groty urządzano procesje.

    Kiedy wspominamy Matkę Bożą z Lourdes – jest to czas, który zmusza nas do refleksji – jak przeżywamy z najbliższymi czas choroby i jak ich przygotowujemy przez sakrament chorych do spotkania z Bogiem w wieczności?

    Cierpienie budzi współczucie, szacunek i na swój sposób onieśmiela. Nic dziwnego: jest w nim przecież zawarta tajemnica. Dla katolików nie bez znaczenia jest to, że Jezus Chrystus, przez posługę Kościoła niesioną choremu w sakramencie chorych, faktycznie obdarowuje go nie tylko swoją Boską mocą, ale też daje znak swej szczególnej łączności z człowiekiem cierpiącym. Pisze św. Jakub Apostoł: Choruje ktoś wśród Was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechybędę mu odpuszczone” (Jk 5, 14-15).

    „Skutki specjalnej łaski sakrament namaszczenia chorych są następujące:
    – zjednoczenie chorego z męką Chrystusa dla jego własnego dobra oraz dla dobra całego Kościoła;
    – umocnienie, pokój i odwaga, by przyjmować po chrześcijańsku cierpienia choroby lub starość;
    – przebaczenie grzechów, jeśli chory nie mógł go otrzymać przez sakrament pokuty;
    – powrót do zdrowia, jeśli to służy dobru duchowemu;
    – przygotowanie na przyjście do życia wiecznego” (KKK 1532).

    Wraz z sakramentem chorych jest związana posługa roznoszenia chorym Komunii św. do ich domów. Pan Bóg sprawia, że już w trzeciej parafii, w której posługuję, odwiedzam w I Piątki Miesiąca chorych. Jest to szczególny rodzaj posługi, niesienie Jezusa Eucharystycznego tym, którzy przez chorobę i cierpienie, nie mogą aktywnie uczestniczyć w życiu parafii. Przez prawie 3 lata odwiedzałem regularnie, raz w miesiącu ponad 20 osób, część już z nich odeszła do Pana, obecnie odwiedzam 11 osób przykutych krzyżem choroby do łoża. Bardzo sobie cenią tę posługę. Przez regularnie przyjmowanie Jezusa, wielu chorych „godnie” przeżywa samotność, chorobę, fakt odchodzenia. Wielu „uspokaja” obecność kapłana. Boli jednak fakt, że wielu parafian, nie chce korzystać z tej formy posługi stałej bądź doraźnej. Wiele odchodzi nie przygotowanych, nie pojednanych z Bogiem. Często jest to wina najbliższych, którzy zabiegają przy chorym lub odchodzącym o wiele ważnych spraw, ale nie o te najważniejsze. Kto jest odpowiedzialny za to, że najbliższa osoba nie została przygotowana do przejścia do wieczności?

    Podczas studiów w na Uniwersytecie we Fribourgu, dane mi było kilka razy nawiedzać Sanktuarium Cierpienia w Lourdes. Jest to szczególne miejsce naznaczone obecnością Matki Bożej i ludzi chorych. Ilekroć staje się przed Grotą Masabielską, w której objawiała się Maryja, dotyka się tajemnicy ludzkiego cierpienia. Nie można zapomnieć tego miejsca z ludźmi chorymi, nie może nie wywrzeć nawet na niewierzących wrażenia procesja z Najświętszym Sakramentem o godz. 15.00 i błogosławieństwo nim chorych, czy wieczorna procesja różańcowa o godz. 21.00. Wielokrotnie byłem szczęśliwy, że mogłem tam być i uczestniczyć w tych wydarzeniach czynnie. Z całego świata rocznie przybywa prawie 6 milionów pielgrzymów, gdzie dokonują się uzdrowienia z chorób ciała i duszy. Wiele jest zgłaszanych w księgach uzdrowień, a o wielu wie tylko Bóg, Maryja i dane osoby. Chorzy pociągami, samolotami, samochodami przybywają i proszą o łaskę zdrowia.

    Takim pielgrzymem był już schorowany św. Jan Paweł II, który odbył w dniach 14-15/08/2004 roku przebywał w Lourdes. Najpierw skierował się do Groty Objawień. Długo klęczał na specjalnie przygotowanym klęczniku a jego twarz przenikała modlitewna zaduma połączona z wyraźnym śladem cierpienia. – Klękając tutaj, przy grocie Massabielskiej, ze wzruszeniem odczuwam, że dotarłem do kresu mej pielgrzymki – powiedział w przejmujący sposób.
    Zapalił świecę i napił się wody ze źródła – tak jak czynią to wszyscy pielgrzymi. Na ręce biskupa Tarbes i Lourdes Jacques’a Perrier przekazał Złotą Różę dla sanktuarium.
    Mówił:

    „Jestem tutaj razem z Wami, drodzy bracia i siostry, jako pielgrzym do Najświętszej Dziewicy. Czynię moimi wasze modlitwy i nadzieje, dzielę z Wami ten czas naznaczony fizycznym cierpieniem, ale niemniej płodny w cudownym zamyśle Boga. Z Wami modlę się za tych, którzy powierzają się modlitwie – zwrócił się bezpośrednio do chorych. Chciałbym Was wszystkich objąć, jednego po drugim, w sposób serdeczny moimi ramionami i zapewnić Was, jak bardzo Wam jestem bliski i solidarny z Wami. Czynię to w sposób duchowy, powierzając Was macierzyńskiej miłości Matki Pana i prosząc Ją, by wybłagała Wam Błogosławieństwo i pocieszenie Jej Syna Jezusa”.

    Ostatnim etapem pobytu Jana Pawła II w Lourdes, była przejmująca modlitwa papieska w Grocie. W miejscu, gdzie 25 marca 1858 r. św. Bernadettcie Sobirous objawiła się Matka Boża, papież przez kilkanaście minut modlił się w absolutnym skupieniu.
    Po tej modlitwie w ciszy i skupieniu towarzyszący papieżowi kardynałowie i biskupi zaintonowali pieśń „Salve Regina”. Papież uśmiechał się, pochylał głowę, wznosił wzrok na figurę Matki Bożej.

    Nie bójmy się kapłana, który przynosi ulgę w cierpieniu. Niech Matka Boża z Lourdes wyprasza nam łaskę zdrowia, łaskę dobrze przeżywanego sakramentu namaszczenia chorych i przyjmowania Jezusa Eucharystycznego, który daje siłę i moc do dźwigania krzyża cierpienia i choroby.

    ks. Grzegorz A. Ostrowski/Diecezja Płocka/Fronda.pl

    _____________________________________________________________________________________________________________

    o. Jan Strumiłowski OCist:

    Najgroźniejszy skutek grzechu

    (pixabay.com)

    ***

    Grzech nigdy nie jest wyłącznie pojedynczym aktem złego uczynku czy fatalnego wyboru, który pozostaje za nami w przeszłości. Grzech, nawet odpuszczony, pozostawia po sobie ranę, która wymaga uzdrowienia. Niekiedy terapia trwa do końca doczesnego życia. Jakie są zatem skutki grzechu?

    Grzech jest nade wszystko aktem sprzeciwu wobec Boga, przez co sprawia, że tracimy łaskę i jedność z Bogiem. Tak było zarówno w przypadku grzechu pierworodnego, jak i do dziś jest w przypadku grzechów uczynkowych ciężkich. Wraz z utratą Bożego życia tracimy zbawienie. Oczywiście dzięki Bożemu miłosierdziu możemy powrócić do jedności z Bogiem. Niektóre skutki grzechu jednak pozostają w nas nawet po odpuszczeniu nam samego grzechu. Najbardziej jaskrawo widzimy te skutki na przykładzie grzechu pierworodnego. Jednak to, co Kościół podaje nam jako prawdę o stanie naszej natury po grzechu pierworodnym, w odpowiedniej proporcji odnosi się również do skutków powodowanych przez nasze winy zaciągane indywidualnie.

    Wiemy, że skutkiem grzechu pierworodnego jest cały nieporządek w świecie: załamanie pierwotnej harmonii i osłabienie naszej natury. To, że dotykają nas choroby, że cierpimy, że umieramy – to wszystko stanowi skutek grzechu pierworodnego.

    Jego następstwem jest również osłabienie naszej woli i rozumu. Na skutek grzechu Bóg nie jest dla nas kimś oczywistym. Nasz rozum nie rozpoznaje Go spontanicznie. W stanie pierwotnej niewinności istnienie i obecność Boga były dla Adama czymś oczywistym. Grzech jednak tak osłabił ludzki rozum, że istnienie Boga nie jest czymś bezpośrednio mu się narzucającym.

    Ale natura nie została zniszczona, tylko osłabiona. Z tego względu nadal dla każdego człowieka poznanie istnienia Boga i Jego przymiotów jest możliwe nawet samym światłem naturalnego rozumu – o czym wyraźnie naucza Sobór Watykański I. Zauważyć jednak możemy pewną zależność: im bardziej człowiek grzeszy, czyli im bardziej sprzeciwia się Bogu, tym bardziej jego umysł pogrąża się w ciemności i nie jest w stanie rozpoznawać Jego światła.

    Podobnie dzieje się z wolą. Ta również została osłabiona, lecz nie zniszczona. Czynienie dobra jest możliwe nawet dla człowieka pozbawionego łaski uświęcającej. Ale nie jest ono czymś spontanicznym i oczywistym. Czasami czynienie dobra jest trudne i wymaga od nas poświęcenia. A zdarza się i tak, że nawet kiedy rozpoznajemy dobro i pragniemy go, nasza wola bywa sparaliżowana złem.

    Grzech zatem sieje spustoszenie i w nas, i w świecie. Skutki grzechu nie mają jednak mocy bezwzględnej. Jeśli konsekwentnie żyjemy łaską, to nasz rozum staje się coraz jaśniejszy, a Bóg jawi się nam jako ktoś coraz bardziej oczywisty. Podobnie wola, jeśli żyjemy łaską, umacnia się tak, że coraz bardziej potrafimy przeciwstawiać się przemocy grzechu. Nie oznacza to oczywiście, że wraz ze wzrostem świętości, maleją pokusy – czasami jest wręcz odwrotnie. Jednak wraz ze wzrostem świętości wzrasta wolność względem szatana i jego zła – tak, że jesteśmy coraz bardziej zdolni przeciwstawiać się najsilniejszym pokusom.

    Dalsze natomiast skutki grzechu, jak cierpienie i śmierć, nie są zależne od stopnia naszej świętości. One ustaną dopiero po przekroczeniu granicy doczesności.

    Zapomnienie o Bogu

    Istnieje jednakowoż jeszcze jeden skutek grzechu – najgroźniejszy ze wszystkich. Jest nim zapomnienie o Bogu. Człowiek został stworzony w taki sposób, że Bóg jest jego jedynym i właściwym spełnieniem. Pod tym względem jesteśmy zupełnie wyjątkowi w świecie stworzeń (nie licząc aniołów). Każde stworzenie znajduje swoje spełnienie we własnej doskonałości, to znaczy w pełni realizacji własnego bytu, aktualizacji własnej natury. Natura ludzka jest zaś otwarta na Boga – nie potrafi więc odnaleźć spełnienia w sobie samej. Choćby człowiek zyskał wszystkie dobra naturalne – wraz z nieśmiertelnością cielesną – to i tak będzie potrzebował „czegoś więcej”. Póki nie znajdzie Boga, będzie nieustannie za czymś tęsknił i usychał.

    Skutek grzechu, jakim jest zapomnienie o Bogu, może zatem pogrążyć człowieka w absolutnej beznadziei i pustce – tożsamej z piekłem. Sam zaś ten skutek jest w pewnym sensie przedziwny. Zazwyczaj bowiem ludzie, odnalazłszy jakiś swój cząstkowy cel lub spełnienie w czymś doczesnym, tracąc to, niepomiernie cierpią. Jeżeli ktoś na przykład błędnie odnajduje spełnienie w zaszczytach czy dobrach doczesnych, to utraciwszy je, tęskni za nimi i smuci się z powodu ich utraty. Kiedy ktoś pokłada nadzieję na spełnienie w relacji międzyosobowej, to tracąc ukochaną osobę przeżywa ogromną pustkę i czuje niewypowiedzianą tęsknotę. Po utracie żony, męża lub dziecka człowiek długo nie potrafi się pozbierać, bo przecież te ukochane osoby były w pewnym stopniu sensem jego istnienia.

    Jakże więc tragiczny jest fakt, że człowiek, dla którego Bóg jest absolutnym spełnieniem, tracąc Go, zapomina o Nim – a to zapomnienie jest wprost proporcjonalne do skali grzechu.

    Jest to w pewnym sensie skutek naturalny. Bóg jest Miłością. Spełnienie człowieka leży w miłosnym zjednoczeniu z Bogiem – i to mocą nie jedynie ludzkiej miłości, ale mocą miłości Bożej, która uobecnia się w ludzkiej woli i ją rozpala. Grzech zaś jest zaprzeczeniem właśnie tej nadprzyrodzonej miłości. Dlatego dla zbawienia konieczne było Objawienie. Konieczne jest przypomnieć sobie Boga.

    Jednakże problem ten sięga głębiej. Bo nie chodzi jedynie o przypomnienie czy poznanie intelektualne – chodzi o zwrot całej naszej osoby. Wydaje się bowiem, że można zapragnąć zbawienia – to znaczy zauważyć, że cały czas nam czegoś brakuje. Można nawet dać wiarę, że Bóg może nam to „coś” zapewnić – i z tego względu stać się człowiekiem religijnym. Jeśli jednak nie uświadomimy sobie w głębi naszej duszy, że tym kimś jest sam Bóg, to zdeformujemy nawet Jego dzieło Zbawienia. Wydaje się, że z takim zjawiskiem mamy dzisiaj powszechnie do czynienia.

    Wielu ludzi w Kościele – również duchownych – pokłada nadzieję w Bogu, jednak często Bóg nie jest celem. Celem jest ugaszenie tęsknoty i uleczenie świata z jego bolączek. Bóg oczywiście w tej przestrzeni pragnienia zbawienia pojawia się jako jego gwarant. Nie jest jednak celem.

    Wierzymy, bo Bóg da nam szczęście. Wierzymy, że On naprawi nasz świat. W Nim jest nadzieja, że nauczy nas pokoju, wzajemności, a nawet, że uratuje planetę od katastrof ekonomicznych czy ekologicznych. Jednocześnie brakuje nam przeświadczenia, że w pierwszym rzędzie mamy Mu oddawać chwałę – gdyż w naszym przekonaniu jest On przecież narzędziem, a nie celem. Nie czujemy się zobowiązani do czynienia wszystkich ludzi Jego wyznawcami, gdyż celem nie jest zjednoczenie z Nim, lecz powszechne braterstwo. Skupiamy się na człowieku, bo biedę człowieka dostrzegamy. Nie szukamy uzdrowienia w Bogu, lecz jedynie za pomocą Bożą – bo tak naprawdę Boga nie kochamy.

    Kościół, którego centrum stanowi człowiek, jest chory na najcięższą chorobę. Kościół, który skupia się na doczesności bardziej niż na wieczności, nie pamięta swojego celu. Kościół, który nie mówi o konieczności nawrócenia się do jedynego i prawdziwego Boga, lecz skupia się na imigrantach, ubóstwie czy ekologii, nie kocha Boga, gdyż jest dotknięty najstraszniejszą ślepotą duchową, jaka może istnieć. Kościół, który chętniej mówi o człowieku niż o Bogu, czyni tak dlatego, że po prostu tkwi w fatalnym zapomnieniu o Nim. Kościół, który człowieka stawia ponad wszystko, niestety tak naprawdę nie kocha Boga.

    o. Jan Strumiłowski OCist

    PCh24.pl/tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Polonia Christiana” – nr 96 (styczeń-luty 2024)

     

    ______________________________________________________________________________________________________________


    Karol de Foucauld. Święty od porażek, który ukazuje prawdziwy sens życia

    Karol de Foucauld. Święty od porażek, który ukazuje prawdziwy sens życia

    Karol de Foucauld / fot. EWTN Vatican / YouTube / Jacob Bentzinger / Unsplas

    ***

    Karol de Foucauld “nie zobaczył owoców swojej ofiary, godzin adoracji, jedyne, na co mógł liczyć, to wysokie temperatury, chmary szarańczy, zmarszczki na twarzy i przykre dolegliwości ze strony szkorbutu”. Przeczytaj pierwszy z artykułów wielkopostnego cyklu “Święci od porażki”. Ryszard Paluch prezentuje w nim sześć nie(zwykłych) postaci, których życie może być dla nas wzorem i inspiracją.

    Drzwi były zaryglowane. Po drugiej stronie rozpoznał głos El Madaniego – znali się, bo wcześniej pracował w Tamanrasset. Tym razem jednak – pisze Mały Brat Moris – nie chciał podać ręki na przywitanie. Brat Karol de Foucauld został wywabiony ze swojej pustelni. Kolejna sekwencja zdarzeń nie jest do końca jasna, a wiele faktów zrekonstruowanych jest z dozą prawdopodobieństwa. Brata Karola oddano pod straż piętnastoletniego chłopca, wieczorem – kiedy kurierzy przyjadą odebrać pocztę – najprawdopodobniej przestraszony, oddaje śmiertelny strzał do swojego “więźnia”. W tym odejściu jest dużo jakiegoś chaosu i bezsensu. Ogrom złości, pytania “dlaczego?” i brak możliwości przygotowania na odejście kogoś nam bliskiego. Na myśl przychodzi mi wiadomość o śmierci Brata Rogera w Taizé, która dotknęła nas w gorący sierpniowy wieczór… To doświadczenie bezsilności jest spotęgowane uczuciem porażki – Brat Karol nie otrzymał odpowiedzi wobec projektu reguły, który wysłał do Rzymu. Stowarzyszenie, które chciał powołać do życia, zostanie reaktywowane już po jego śmierci przez przyjaciela – wybitnego francuskiego uczonego islamistę – Ludwika Massignon (na marginesie – wrócił do Boga dzięki Karolowi). Sam Karol nie doczekał się następców, nie zbudował wspólnoty, umierał w samotności. Nie zobaczył owoców swojej ofiary, godzin adoracji, jedyne, na co mógł liczyć, to wysokie temperatury, chmary szarańczy, zmarszczki na twarzy i przykre dolegliwości ze strony szkorbutu. Generalnie po byłym trapiście powinno pozostać jakieś sympatyczne wspomnienie, pielęgnowane w sercach wiernych albo złoty medal od Francuskiego Towarzystwa Geograficznego za książkę Wdzięczność dla Maroka. Tymczasem nieprzerwanie – aż po dzień dzisiejszy – rzesze osób inspirują się duchowością Brata Karola, wchodząc na drogę życia konsekrowanego jako siostry czy bracia (niektórzy z nich przyjmują święcenia) albo świeccy, za każdym razem jednak zachowując ducha Nazaretu, starając się naśladować ukryte życie Jezusa.

    Kilka tysięcy kilometrów od gorących piasków Sahary u stóp Jasnej Góry spotykamy Małe Siostry Jezusa – duchowe córki św. Karola i Magdaleny Hutin. Korzystając z okazji, ks. Krzysztof Grzywocz, po sąsiedzku – ze względu na obecność w jezuickim Centrum Duchowości – odwiedza “niebieskie siostry”. Lubi to miejsce. Ich przyjaźń trwa już wiele lat, często gości w domu, w którym chyba najbardziej ceni prostotę i naturalność – wspomina Katarzyna Mała Siostra Jezusa. Cieszy się gościnnością niewielkiej wspólnoty, sam, nie zajmując swoją osobą wiele miejsca, głównie słucha, zatroskany o więzi i wyrażający (z właściwym sobie poczuciem humoru) pragnienie… pochowania go po śmierci przy pustelni sióstr. Podczas sesji z 2002 r. Pójdzie na miejsce osobne opolski kapłan mówi o adoracji, o tym że trzeba się liczyć ze świadomością, że nie zobaczy się efektów swojej modlitwy, że “kwiaty” godzin milczącej modlitwy zakwitną w życiu innych osób. Jako przykład ks. Krzysztof podaje właśnie wspólnotę sióstr z Częstochowy – owoc adoracji Brata Karola (wówczas jeszcze w drodze na ołtarze).

    Adoracja jest modlitwą obumierania – Brat Moris słowa Jezusa o ziarnie, które wpadłszy w ziemię musi obumrzeć, aby wydało owoc (por. J 12,24) rozpisuje na dwa ostatnie rozdziały biografii swojego Założyciela. Wpierw musi przyjść doświadczenie ciemnych dni, niespełnionych marzeń, pustych dłoni i glinianych naczyń, które Pan napełni swoją łaską (por. 2 Kor 4,7). Owoce będą zbierane na jesień – uświadamiał nam tę niby oczywistą zależność ks. Krzysztof. Pamiętam spotkanie z Małymi Siostrami, kiedy mieszkały w jednym z lubelskich blokowisk. Kuchnia, sypialnia, jeden z pokoi zamieniony na kaplicę i równolegle słyszę słowa Brata Karola: “Marzę o czymś bardzo prostym, o czymś zbliżonym do najprostszych gmin chrześcijańskich w pierwszych wiekach Kościoła… Prowadząc życie Nazaretu w pracy i kontemplacji Jezusa… Mała rodzina, mała domowa wspólnota, jak najprostsza, jak najmniejsza…”. Duchowość Nazaretu: milczenie, rodzina, praca – wyliczam za Pawłem VI na podstawie jego przemówienia w mieście, w którym wzrastał Jezus (I 1964 r.).

    Po co to wszystko? Aby, adorując Jezusa na kolanach, w następstwie móc “uklęknąć” przed każdym, stać się bratem szczególnie tych już “skalsyfikowanych”, na których patrzymy z góry, łudząc się, że jesteśmy lepsi, moralniejsi, mądrzejsi. Aby adorując Jego oblicze, móc je dostrzec w twarzach tych, którzy zajmują ostatnie miejsca. I nie chodzi tu o jakiś duchowy ranking, okazywanie litości słabszym, napinanie duchowych mięśni, ale po prostu, by w naszym pogubionym świecie, w okresie moralnych przewartościowań, w którym – jak mówił ks. Grzywocz – mdłe słodycze mają przesłonić nam gorycz życia, aby w takim czasie swoją postawą “mówić” braciom, że ich życie – nawet jeśli zaciągnęło się w palecie szarości – ma sens. I w końcu, żeby im podziękować, bo przecież ci wrażliwi, z wiecznie załzawionymi oczyma, niejednokrotnie przypominają nam, że “nie ma (…) lepszych czy gorszych miejsc przy stole, lepszych czy gorszych ludzi” (W mroku depresji, s. 123).

    Rozważając o ubóstwie i istocie posiadania, ks. Krzysztof podkreślał, że Chrystus umierając na krzyżu, nie stracił życia, ale je oddał, nikt Mu go nie zabrał, to była Jego wola (Przeszkody w życiu duchowym, s. 12-13). A jak z moją wolą? Dziś, kiedy jest ciężko, szepczę za Bratem Karolem jego modlitwę oddania: “Uczyń ze mną, co zechcesz. Cokolwiek uczynisz ze mną, dziękuję Ci. Jestem gotów na wszystko, przyjmuję wszystko, aby Twoja wola spełniała się we mnie i we wszystkich Twoich stworzeniach”. On nie przegrał swojego życia, choć mierząc je, li tylko ludzkimi miarami trzeba powiedzieć, że była to porażka, nawet jego ciało zostało porzucone w rowie. Ostatecznie na tę tajemnicę należy spojrzeć w świetle Wielkiego Piątku, próbując ogarnąć coś, co jest niezrozumiałe, pożenić miłość z nieskończonym bólem, jak na “logo” Małych Braci i Sióstr, gdzie serce łączy się z krzyżem. W liście apostolskim Novo millennio ineunte, na zakończenie Wielkiego Jubileuszu Roku 2000, Jan Paweł II pisał o tym trudnym “związku”: “Kontemplacja oblicza Jezusa pozwala nam zatem zbliżyć się do najbardziej paradoksalnego aspektu Jego tajemnicy, który ujawnia się w ostatniej godzinie, w godzinie Krzyża. Jest to tajemnica w tajemnicy, którą człowiek może jedynie adorować na kolanach” (NMI 25). Tu nie ma innej metody – drogę do “zrozumienia” wyznaczają kolana i adoracja, wówczas Oblicze, w które się wpatrujemy, skierowane w naszą stronę, definiuje łaskę – jest naszym zbawieniem (por. Ps 80,4).

    Spowity w ciemnościach, Brat Karol dzięki praktykowanej adoracji ukazuje nam prawdziwy sens życia. I tak to już jest, że w tajemnicy świętych obcowania, my dzisiaj, możemy odnaleźć sens naszego życia dzięki doświadczeniu bez-sensu, jakie było udziałem Świętego z Tamanrasset: “Poprzez mrok bezsensu przechodzi w głąb mojego serca jej (adoracji-Eucharystii – przyp. red.) światło, światło sensu” (Pójdzie na miejsce osobne, s. 128). Poobijany w młodości, szukający, ale nie umiejący się nasycić, wreszcie sam odnaleziony, tak pisał: “Sprawiłeś, mój Boże, iż odczuwałem bolesną pustkę, smutek, których nigdy przedtem tak nie doświadczyłem, jak wtedy. (…) Trwałem w milczeniu i przygnębieniu podczas tzw. uroczystości: organizowałem je, lecz czas ich trwania spędzałem w milczeniu, pełen niesmaku, z poczuciem nieskończonej nudy. (…) To Ty sprawiłeś, że odczuwałem niepokój nieczystego sumienia, które – choć uśpione – nie było jeszcze zupełnie martwe. Nigdy wcześniej nie odczuwałem takiego smutku, takiego niesmaku, takiego niepokoju, jak wówczas”. Brat Karol, równolegle ze św. Faustyną Kowalską (por. Dzienniczek 20), wskazuje nam, jaki jest prawdziwy głód człowieka. To głód Boga, tęsknota za Nim. Ostatecznie – podkreśla ks. Grzywocz – adoracja będzie rodziła w nas tęsknotę za Eucharystią, w której Bóg dosłownie karmi nas sobą, jak nakarmił jednego z podoficerów w Forcie Motylińskiego, który przyjął Komunię Świętą z odnalezionej (porzuconej) w pustelni Brata Karola – po akcie męczeństwa – części monstrancji.

    I jeszcze na koniec. Nawet w odczuciu osamotnienia (ks. Krzysztof starannie odróżniał tę kategorię od samotności) prośmy Boga, aby… nie być samemu. Ta przestrzeń w życiu św. Karola została zagospodarowana przez długoletniego kierownika duchowego ks. Henriego Huvelina – a zaczęło się od przełomowego doświadczenie spowiedzi przyszłego świętego w kościele św. Augustyna w Paryżu. Od tamtej pory był on stale obecny w zwrotnych punktach życiorysu Małego Brata, który rozeznawał z nim ważne decyzje, niezmiennie z pokorą słuchając i zachowując postawę posłuszeństwa wobec słynnego francuskiego spowiednika. Inną ważną postacią była kuzynka Karola – Maria de Bondy – zachowana korespondencja między nimi to traktat życia duchowego. Wymieńmy także przełożoną klarysek w Nazarecie – ta ostatnia miała duży wpływ na podjęcie decyzji o przyjęciu święceń kapłańskich przez de Foucauld. Tak, czasem potrzebujemy pary innych oczu, aby dostrzec swoją wartość. Drugi człowiek może obiektywizować ale również “zapalić” i pokazać nowe światy – tak jak ubogi krawiec Jan Tyranowski, który choć sam nigdy nie wyszedł poza krakowskie Dębniki, to jednak wprowadził na drogę na Górę Karmel młodego Wojtyłę, przyszłego papieża.

    Spoglądam na fotografię młodego – jeszcze z włosami na głowie i w nienagannie skrojonej sutannie – ks. Krzysztofa Grzywocza wraz z Wioletą Małą Siostrą Jezusa, dla której, jak wspominała podczas Koncertu pamięci (XI 2017 r.), był jak ojciec i brat. Stoją przed drzwiami domu częstochowskiej wspólnoty. Zdjęcie opowiada o ciszy, która jest siostrą adoracji, o milczeniu, którego uczy nas Nazaret: “Nazaret jest szkołą, w której zaczyna się pojmować życie Jezusa: jest to szkoła Ewangelii… Najpierw lekcja milczenia. Niech się odrodzi w nas szacunek dla milczenia, tej pięknej i niezastąpionej postawy ducha…” (św. Paweł VI).

    Ryszard Paluch/Deon.pl

    P.S. Przy pisaniu korzystałem z – i do lektury której serdecznie zachęcam – biografii Brat Karol de Foucauld autorstwa Małego Brata Morisa (tłum. M. Żurowska, Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 1997).

    ***

    Jeśli upadasz, brakuje ci nadziei, motywacji lub autorytetów, z których możesz brać przykład w trudnych chwilach, zapraszamy cię do wielkopostnego cyklu “Święci od porażki”. Ryszard Paluch prezentuje w nim sześć nie(zwykłych) postaci, których życie może być dla nas wzorem i inspiracją. Dlaczego? Bo święci, o których pisze autor, byli bezradni jak my, ale całkowicie zdali się na Boga. “Święci od porażki” są prezentowani z przenikliwością i wrażliwością, które były bliskie ks. Krzysztofowi Grzywoczowi.

    ____________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

    PIERWSZY CZWARTEK MIESIĄCA – 1 LUTEGO

    MSZA ŚWIĘTA W KAPLICY IZBIE JEZUSA MIŁOSIERNEGO O GODZ. 19.00

    PO MSZY ŚW. – GODZINNA ADORACJA PRZED NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENTEM W INTENCJI KAPŁANÓW

    This image has an empty alt attribute; its file name is image-2-e1673870873179-1024x683.png

    4 PARK GROVE TERRACE, GLASGOW G3 7SD

    ___________________________________________________

    This image has an empty alt attribute; its file name is adoracja_jp2.jpg
    fot. parafia Matki Bożej Frydeckiej/Jaworzynka

    ***

    Modlitwa za kapłanów

    Panie Jezu, Ty wybrałeś Twoich kapłanów spośród nas i wysłałeś ich, aby głosili Twoje Słowo i działali w Twoje Imię. Za tak wielki dar dla Twego Kościoła przyjmij nasze uwielbienie i dziękczynienie. Prosimy Cię, abyś napełnił ich ogniem Twojej miłości, aby ich kapłaństwo ujawniało Twoją obecność w Kościele. Ponieważ są naczyniami z gliny, modlimy się, aby Twoja moc przenikała ich słabości. Nie pozwól, by w swych utrapieniach zostali zmiażdżeni. Spraw, by w wątpliwościach nigdy nie poddawali się rozpaczy, nie ulegali pokusom, by w prześladowaniach nie czuli się opuszczeni. Natchnij ich w modlitwie, aby codziennie żyli tajemnicą Twojej śmierci i zmartwychwstania. W chwilach słabości poślij im Twojego Ducha. Pomóż im wychwalać Twojego Ojca Niebieskiego i modlić się za biednych grzeszników. Mocą Ducha Świętego włóż Twoje słowo na ich usta i wlej swoją miłość w ich serca, aby nieśli Dobrą Nowinę ubogim, a przygnębionym i zrozpaczonym – uzdrowienie. Niech dar Maryi, Twojej Matki, dla Twojego ucznia, którego umiłowałeś, będzie darem dla każdego kapłana. Spraw, aby Ta, która uformowała Ciebie na swój ludzki wizerunek, uformowała ich na Twoje boskie podobieństwo, mocą Twojego Ducha, na chwałę Boga Ojca. Amen.

    ***

    Nowenna Pompejańska za Kapłanów: 1 kwietnia – 24 maja 2021 r.

    ***

    Zachęcamy, a jednocześnie prosimy Was o podjęcie wyzwania – walki o świętość życia Kapłanów. Pragniemy zaprosić Was do modlitwy z prośbą o światło, moc i mądrość Ducha Świętego dla Kapłanów, aby sprostali znakom czasu i pułapkom szatana. Dziś potrzebujemy Waszego wsparcia bardziej niż kiedykolwiek… (www.zakaplanow.pl)

    

    ______________________________________________________________________________________________________________

    

    KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    I PIĄTEK MIESIĄCA – 2 LUTEGO

    UROCZYSTOŚĆ OFIAROWANIA PANA JEZUSA W ŚWIĄTYNI JEROZOLIMSKIEJ

    Dlaczego Matka Boska jest Gromniczna?

    W CZASIE MSZY ŚW. BĘDZIE POŚWIĘCENIE NASZYCH ŚWIEC GROMNICZNYCH

    ***

    OD GODZ. 18.00 – GODZINNA ADORACJA PRZED NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENTEM W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA, W TYM CZASIE JEST RÓWNIEŻ MOŻLIWOŚĆ PRZYSTĄPIENIA DO SAKRAMENTU SPOWIEDZI ŚW.

    MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 19.00 W INTENCJI PRZEBŁAGALNEJ ZA GRZECHY NASZE I GRZECHY CAŁEGO ŚWIATA

    

    _______________________________________

    KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    I SOBOTA MIESIĄCA – 3 LUTY

    W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA – OD GODZ. 17.00 SPOWIEDŹ ŚW.

    O GODZ. 18.00 – MSZA ŚW. WIGILIJNA Z V NIEDZIELI ZWYKŁEJ

    PO MSZY ŚWIĘTEJ BĘDZIE NABOŻEŃSTWO WYNAGRADZAJĄCE ZA PIĘĆ ZNIEWAG I BLUŹNIERSTW PRZECIWKO NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNIE

    ***

    _____________________________________________________________________________________________________________

    Nowenna

    do Płomienia Miłości Niepokalanego Serca Maryi: 24 stycznia – 1 lutego

    

    W dniach od 24 stycznia do 1 lutego pragniemy podjąć nowennę do Płomienia Miłości Niepokalanego Serca Maryi przed świętem Ofiarowania Pańskiego, zwanym świętem Matki Bożej Gromnicznej, które przypada 2 lutego.


    Dlaczego właśnie wtedy? Maryja wyraziła życzenie, aby dzień 2 lutego był również świętem Płomienia Miłości Jej Niepokalanego Serca, mówiąc do węgierskiej mistyczki, Elżbiety Kindelmann: 

    Proszę Ojca Świętego, by wyznaczył obchody święta Płomienia Miłości mojego Niepokalanego Serca w dniu 2 lutego – w święto Matki Bożej Gromnicznej. Nie pragnę, by ustanawiano dodatkową uroczystość. (Dziennik duchowy PM – 1.08.1962)

    ***

    This image has an empty alt attribute; its file name is nowenna-do-plomienia.jpg

    ***

    Wprowadzenie

    Najświętsza Maryja Panna pragnie nam o wiele bardziej pomóc, niż my sami tej pomocy pragniemy. Składając naszą ufność w Jej Niepokalanym Sercu, odpowiadamy na Jej miłość i dajemy Jej wielką matczyną radość.

    Podjęcie modlitwy nowennowej to stanięcie do duchowej walki.

    Maryja: Stańcie do walki ‒ zwyciężymy! Szatan oślepnie na tyle, na ile zaangażujecie się w szerzenie Płomienia mojej miłości. Pragnę, by Płomień Miłości mojego Niepokalanego Serca, który dokonuje cudów w głębi ludzkich serc, stał się znany wszędzie, tak jak na całym świecie znane jest moje Imię. (Dziennik duchowy PM – 19 października 1962)

    Ja, piękny Promień jutrzenki, oślepię szatana.

    Uwolnię ludzkość od grzesznej lawy nienawiści.

    Żaden umierający nie może zostać potępiony.

    PŁOMIEŃ MOJEJ MIŁOŚCI wkrótce zapłonie. Córeczko, wiedz, że wybrane dusze będą musiały stoczyć walkę z księciem ciemności. Rozpęta się straszliwa burza. Nie, nie burza, lecz orkan, który wszystko spustoszy. Zniszczy wiarę i ufność nawet w wybranych. Wraz z nadciągającym szkwałem rozbłyśnie dla was jednak światło PŁOMIENIA MOJEJ MIŁOŚCI. Rozświetlę ciemną noc waszych dusz wylaniem jego łask. (Dziennik duchowy PM – 19 maja 1963)

    Jak myślicie, kto będzie odpowiadał za stawiane mi przeszkody? Gdyby tacy znaleźli się między wami, ze wszystkich sił brońcie przed nimi Płomienia mojej miłości! Starajcie się o oślepienie szatana, bo inaczej kiedyś zostaniecie pociągnięci do odpowiedzialności z powodu wielu, wielu zgubionych dusz. Nie chcę, by choć jedna dusza została potępiona. Szatan oślepnie na tyle, na ile zaangażujecie się w to dzieło. (Dziennik duchowy PM – 27 listopada 1963)

    Zaleca się odmawianie tej nowenny szczególnie, by otrzymać łaski do przezwyciężenia wszystkich trudnych doświadczeń w naszej rodzinie lub środowisku – prób, nieszczęść i okoliczności – na które nie mamy wpływu.

    Podczas tych dziewięciu dni nowenny ofiarujmy Najświętszej Dziewicy każdą duchową próbę, która może przyjść, lub ofiarę – co pomnoży moc naszych modlitw. Oto kilka przykładów: ofiarowanie naszego dnia Bogu, nawiedzenie Najświętszego Sakramentu, uczestnictwo we Mszy Świętej, składanie ofiar – dużych lub małych, post, cierpliwe zniesienie krzywdy, trudności rodzinne lub zawodowe, itp. Bądźmy pomysłowi, aby zachwycić Maryję! Bóg odpowiada na ufne modlitwy swoich dzieci obfitym błogosławieństwem.

    Jeśli któraś z naszych próśb nie zostanie od razu wysłuchana, nie traćmy pokoju, ufając Bogu, ponieważ oznacza to, że Bóg ma coś lepszego i większego dla nas niż to, o co prosimy. Niech ta prawda pomnoży naszą nadzieję i ufność.

    Modlitwy na każdy dzień nowenny

    Każdego dnia przed odmówieniem nowenny, zapalamy świecę i rozpoczynamy od uczynienia pięciokrotnego znaku krzyża, jednocześnie całując pięć Ran Pana Jezusa na krzyżu.

    KORONKA KAMEDULSKA

    Pexels | CC0

    

    1. Całuję Ranę Twojej Świętej Lewej Ręki, Panie Jezu, z głębokim i prawdziwym żalem.

    W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

    2. Całuję Ranę Twojej Świętej Prawej Ręki, Panie Jezu, z głębokim i prawdziwym żalem.

    W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

    3. Całuję Ranę Twojej Świętej Lewej Stopy, Panie Jezu, z głębokim i prawdziwym żalem.

    W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

    4. Całuję Ranę Twojej Świętej Prawej Stopy, Panie Jezu, z głębokim i prawdziwym żalem.

    W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

    5. Całuję Ranę Twego Świętego Boku, Panie Jezu, z głębokim i prawdziwym żalem.

    W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

    

    Crystus umiera na krzyżu

    ____________________

    Modlę się w intencjach Niepokalanego Serca Maryi, a także proszę Cię, Matko, przez Płomień Twojej Miłości o łaskę/w intencji…. (wymień prośbę). Z wiarą, ufnością i kochającym sercem oddaję Ci Maryjo ten czas trwania nowenny, oświecaj mnie, przemieniaj i prowadź.

    ____________________

    

    Dzień 1 – 24 stycznia

    Dzieło Maryi dla zbawienia dusz

    Samplefot. DDP / Unsplash

    ***

    Zapalamy świecę i rozpoczynamy od uczynienia pięciokrotnego znaku krzyża, jednocześnie całując pięć Ran Pana Jezusa na krzyżu (patrz: “Modlitwy na każdy dzień nowenny” na górze strony).

    „Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa” (Łk 1,38). Maryja mówi Bogu FIAT na Jego plan zbawienia. Zgodnie z Wolą Bożą, Maryja ma plan dla każdego z nas, a my możemy zjednoczyć się z Płomieniem Miłości jej Niepokalanego Serca i wiernie naśladować ją w Jej misji Matki Kościoła. Ona prosi nas, abyśmy przez nasze modlitwy i ofiary uratowali jak najwięcej dusz.

    Maryja: Moja karmelitanko! Chcę z tobą porozmawiać w nocnej ciszy. Słuchaj mnie, leżąc wygodnie! Prawda, że znasz wielki ból, który wypełnia mi Serce? Szatan z zatrważającą łatwością porywa dusze. Dlaczego nie staracie się ze wszystkich sił temu zapobiegać? Potrzebuje was! Serce pęka mi z bólu, gdy muszę się przyglądać, jak tyle dusz idzie na potępienie. Wiele z nich wpada w sieć diabła wbrew swoim dobrym intencjom. Zły z szyderczym śmiechem wyciąga ręce i ze złowrogą uciechą zagarnia dusze, za które mój Syn wycierpiał tak straszliwe męki. Pomóżcie mi! Pomóżcie! (Dziennik duchowy PM – 14 maja 1962)

    Chwila na refleksję

    1. Czy pragnę żyć jak prawdziwy chrześcijanin, któremu zależy na zbawieniu swojej duszy?
    2. W jaki sposób mogę najlepiej współpracować z Płomieniem Miłości Niepokalanego Serca Maryi, aby przyczynić się do zbawienia dusz innych ludzi?
    3. Każdy z nas może zmienić los dusz, którym grozi zatracenie. Mogę modlić się w zjednoczeniu z Trójcą Przenajświętszą, za wstawiennictwem Najświętszej Maryi Panny, wszystkich Świętych i dusz uwolnionych z czyśćca przez moje modlitwy.
    4. Czy ofiarowuję nocne czuwania modlitewne naszej Świętej Matce?

    Intencja

    Modlę się o zbawienie dusz, o uświęcenie moje i tych wszystkich, których noszę w sercu.

    Różaniec

    Odmawiamy jedną część Różańca (5 tajemnic) przypadającą na dany dzień, dodając na końcu:

    Matko Boża, rozlewaj na całą ludzkość działanie łaski Twojego Płomienia Miłości, teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.

    Święty Józefie, Ty w Betlejem szukałeś dla Matki Bożej miejsca na nocleg. Prosimy Cię, pomóż nam znajdować w ludzkich sercach miejsce dla jej Płomienia Miłości! Amen.

    ***

    

    Dzień 2 – 25 stycznia

    Modlitwa Płomienia Miłości Niepokalanego Serca Maryi – sposób na ratowanie dusz

    This image has an empty alt attribute; its file name is mb35y.jpg
    fot. vecstock Freepik

    ***

    Zapalamy świecę i rozpoczynamy od uczynienia pięciokrotnego znaku krzyża, jednocześnie całując pięć Ran Pana Jezusa na krzyżu (patrz: “Modlitwy na każdy dzień nowenny” na górze strony).

    Działania szatana ‒ wroga Boga, z jego mroczną strategią i demonicznymi sztuczkami, dają o sobie znać na różnych płaszczyznach i wywołują różne skutki, jak: negacja Boga, podziały w rodzinach, nieczystość i pożądliwość, aborcja, okultystyczne obrzędy, zabieganie o władzę i dominację, chciwość pieniądza i chęć posiadania coraz więcej, wojny, itd. Jakże pocieszająca jest świadomość, że mamy zdolność do przyjęcia i wykorzystania prostego sposobu danego nam przez Dziewicę Maryję, aby zwyciężyć zło!

    Maryja: Podczas modlitwy, poprzez którą oddaje mi się największą cześć, dodawajcie taką prośbę: „Zdrowaś Maryjo […], módl się za nami grzesznymi, rozlewaj na całą ludzkość działanie łaski Twojego Płomienia Miłości, teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen”. (Dziennik duchowy PM – październik 1962)

    

    Pewien biskup zapytał Elżbietę, dlaczego modlitwa Zdrowaś Maryjo ma być teraz odmawiana inaczej?

    Maryja: Nie chcę zmieniać modlitwy, poprzez którą oddaje mi się największą cześć, lecz poprzez tę prośbę pragnę obudzić ludzkość. Te słowa nie mają być aktem strzelistym, lecz stałą modlitwą błagalną. (Dziennik duchowyPM – 2 lutego 1982)

    Jezus: Trójca Przenajświętsza wylała na was morze łask Płomienia Jej miłości wyłącznie na żarliwą prośbę mojej Najświętszej Matki i dlatego macie dodawać te słowa do ‘Pozdrowienia anielskiego’, aby ludzkość się nawróciła pod wpływem działania łask tego Płomienia. (Dziennik duchowy PM – 2.02.1982)

    

    Chwila na refleksję

    1. Czy z ufnością odmawiam Zdrowaś Maryjo, dodając potężną prośbę o wylanie Płomienia Miłości?
    2. Dziennik duchowy Elżbiety Kindelmann uczy nas i zaprasza do poznania próśb Dziewicy Maryi i Pana naszego Jezusa Chrystusa o ratowanie ginących dusz. Czy poświęcam czas na jego lekturę i medytację?
    3. Jakie jest moje zaangażowanie w szerzenie Płomienia Miłości Niepokalanego Serca Maryi, aby przyczyniać się do zbawienia ludzi wokół mnie?

    Intencja

    Będę odmawiać tak często, jak to możliwe, modlitwę Płomienia Miłości Niepokalanego Serca Maryi, jako potężny środek do ratowania dusz.

    Różaniec

    Odmawiamy jedną część Różańca (5 tajemnic) przypadającą na dany dzień, dodając na końcu:

    Matko Boża, rozlewaj na całą ludzkość działanie łaski Twojego Płomienia Miłości, teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.

    Święty Józefie, Ty w Betlejem szukałeś dla Matki Bożej miejsca na nocleg. Prosimy Cię, pomóż nam znajdować w ludzkich sercach miejsce dla jej Płomienia Miłości! Amen.

    ***

    

    Dzień 3 – 26 stycznia

    Maryja i świętość

    This image has an empty alt attribute; its file name is angiemenes-1585871083715-cathopic-scaled.jpg
    fot. radio Niepokalanów

    ***

    Zapalamy świecę i rozpoczynamy od uczynienia pięciokrotnego znaku krzyża, jednocześnie całując pięć Ran Pana Jezusa na krzyżu (patrz: “Modlitwy na każdy dzień nowenny” na górze strony).

    Ludzkość nie nawróci się dopóty, dopóki nie nawróci się i nie uświęci każda pojedyncza dusza ludzka, dlatego jesteśmy zobowiązani i musimy wybrać świętość. Jezus zachęca nas do tego, mówiąc: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5,48). Nie ma świętości bez pokory. W duszy, która jest na drodze do świętości, pokora zawsze będzie wzrastać. Im bardziej dusza się uniża, tym bardziej rośnie w niej świętość. Z naszej pokornej ufności pokładanej w Boga wypływają wszystkie inne cnoty. Każda chwila życia Maryi była nieustannym „Tak” dla woli Bożej. Maryja jest doskonałym przykładem pokory, która w całkowitym poddaniu się przyjęła wolę Bożą dla swojego życia: kiedy została Matką Zbawiciela, kiedy udała się do Betlejem na spis ludności, kiedy przyjęła proroctwo Symeona, kiedy uciekała do Egiptu, kiedy była świadkiem śmierci Syna na krzyżu, kiedy uczestniczyła w Jego pogrzebie.

    Jezus i Maryja dbali o zachowanie pokory w sercu swojej wysłanniczki Elżbiety Kindelmann, a tym samym chronili jej świętość.

    Maryja: Córeczko, po co się męczysz? Dlaczego chciałaś mówić o Płomieniu mojej miłości w zgrabnych słowach? Miej przed oczami swoje powołanie: cierpienie. Pomyśl o słowach, które powiedział do ciebie mój Boski Syn: „Cierp bez ustanku i składaj ofiary!”. Twoje cierpienie nie pójdzie na darmo, ale nie twoim zadaniem jest decydowanie o tym, kto zrozumie Płomień mojej miłości. Jesteś małym narzędziem i nie powinnaś się dziwić, że brakuje ci daru wymowy. To ja działam. To ja zapalam Płomień mojego Serca w głębi ludzkich serc. To ja odebrałam ci słowa i zmąciłam twój umysł. Nie chciałam, by w twojej duszy rozpleniła się pycha. […] To byłby wielki błąd… Jesteś małym narzędziem w naszych rękach. Dbamy o to, by grzech nie miał do ciebie przystępu. Uważaj na siebie w pokusach, bo Zły wykorzystuje każdą okazję, by zachwiać twoją pokorą. (Dziennik duchowy PM – 17 grudnia1962)

    Jezus: Z każdym uderzeniem serca żałuj za swoje grzechy, również w zastępstwie tych, którzy nie współodczuwają razem ze Mną. Gdyby twoja miłość zaczęła słabnąć, zwróć się do naszej niebieskiej Matki. Ona znów napełni twoje serce głęboką miłością do Mnie. Nie ustawaj w kontemplowaniu moich świętych pięciu Ran, da ci to dużo siły. Polecaj siebie Ojcu Przedwiecznemu i żyj w łączności z Trójca Przenajświętszą. W chwilach pokus chroń się pod płaszczem naszej Matki. Ona obroni cię przed złym duchem, który was wciąż nęka. Ja będę z tobą. Nikt i nic nie może cię ode Mnie oddzielić… (Dziennik duchowy PM ‒ między 4 a 7 marca 1962)

    Chwila na refleksję

    1. Czy pragnę życia, które przynosi świętość? Jak chcę je osiągnąć?
    2. Czy strzegę i zachowuję łaskę uświęcającą, którą otrzymałem na chrzcie świętym?

    Intencja

    Odnawiam moje pragnienie świętości i żyję każdego dnia łaską chrztu świętego; zawsze wybierając dobro i wyrzekając się zła.

    Różaniec

    Odmawiamy jedną część Różańca (5 tajemnic) przypadającą na dany dzień, dodając na końcu:

    Matko Boża, rozlewaj na całą ludzkość działanie łaski Twojego Płomienia Miłości, teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.

    Święty Józefie, Ty w Betlejem szukałeś dla Matki Bożej miejsca na nocleg. Prosimy Cię, pomóż nam znajdować w ludzkich sercach miejsce dla jej Płomienia Miłości! Amen.

    ***

    

    Dzień 4 – 27 stycznia

    Maryja i Krzyż Święty

    This image has an empty alt attribute; its file name is iza-ok-1-e1615291557629.jpg
    „Maryja podtrzymująca martwego Chrystusa” Hans Memling/fot. z Królowej Różańca Świetego

    ***

    Zapalamy świecę i rozpoczynamy od uczynienia pięciokrotnego znaku krzyża, jednocześnie całując pięć Ran Pana Jezusa na krzyżu (patrz: “Modlitwy na każdy dzień nowenny” na górze strony).

    Dziewica Maryja była u stóp krzyża Jezusa. Ogromnie cierpiała, widząc jak Jej Syn umiera w tak straszliwej agonii. Z miłości do Boga i do nas zawsze przyjmowała swoje cierpienia, ponieważ znała wartość każdego z nich, i dlatego nimi żyła, kochała je i ofiarowywała Bogu jako dar, dla zbawienia dusz. Dzisiaj Maryja również towarzyszy nam w naszych cierpieniach. Swoim przykładem zaprasza nas do przyjęcia ich z głęboką pokorą i miłością, aby Płomień Miłości Jej Niepokalanego Serca z większą siłą oślepił szatana. Wiele dusz zostanie uzdrowionych i stanie się świętymi pod wpływem łagodnego światła i pocieszającego ciepła Płomienia Miłości. W ten sposób, zapraszając nas do przyjęcia naszych cierpień, Maryja zaprasza nas również do udziału w dziele zbawienia.

    Maryja: Widząc twoją długą walkę, powiem ci, dlaczego najpierw dałam Płomień mojej miłości właśnie tobie. Sama powiedziałaś, że jesteś tego niegodna. To prawda. Łaski tej mogłoby dostąpić wiele dusz o większych zasługach. Zasługi zyskałaś jednak dzięki licznym łaskom i cierpieniom, które na ciebie zsyłałam i które wiernie przyjmujesz. (…)

    Zobacz, córko, ty też jesteś matką wielu dzieci. Za ich sprawą znasz biedy i troski życia rodzinnego. Pod ciężarem krzyża często osuwałaś się na ziemię. Z powodu twoich dzieci, często z ich winy, doświadczyłaś wiele bólu. To, że znosiłaś to wszystko, jest twoją zasługą jako matki. (Dziennik duchowy PM – 19 listopada 1962)

    Jezus: Przyjmuj te udręki, choć są tak bolesne! Wiesz, że otrzymasz tyle łask, ilu inni nie dostępują w ciągu całych dziesięcioleci. Bądź za to wdzięczna! Do udzielenia tych łask zobowiązuje Mnie Płomień Miłości mojej Matki. Często podkreślam, że to Ona cię wybrała i zalicza cię do szczególnie uprzywilejowanych przez siebie dusz. (Dziennik duchowy PM – 1 sierpnia1963)

    Chwila na refleksję

    1. Nie ma prawdziwej miłości bez krzyża i ofiary. Czy w obliczu prób działam na wzór Maryi i ofiarowuję Bogu moje cierpienia?
    2. Czy moja miłość do Maryi Dziewicy, do mojej rodziny i do dusz, daje mi łaskę ofiarowania moich cierpień za nich?

    Intencja

    Każdego dnia będę z miłością przyjmował krzyż mojego życia zgodnie z wolą Bożą.

    Różaniec

    Odmawiamy jedną część Różańca (5 tajemnic) przypadającą na dany dzień, dodając na końcu:

    Matko Boża, rozlewaj na całą ludzkość działanie łaski Twojego Płomienia Miłości, teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.

    Święty Józefie, Ty w Betlejem szukałeś dla Matki Bożej miejsca na nocleg. Prosimy Cię, pomóż nam znajdować w ludzkich sercach miejsce dla jej Płomienia Miłości! Amen.

    ***

    

    Dzień 5 – 28 stycznia

    Maryja, Matka Eucharystii

    This image has an empty alt attribute; its file name is przygotowaniedoEucharystii.jpg
    fot. ze strony: Boża wola

    ***

    Zapalamy świecę i rozpoczynamy od uczynienia pięciokrotnego znaku krzyża, jednocześnie całując pięć Ran Pana Jezusa na krzyżu (patrz: “Modlitwy na każdy dzień nowenny” na górze strony).

    Mówiąc Bogu swoje „Tak”, Maryja w sposób intymny przyczyniła się do Wcielenia Syna Bożego, gdyż w jej ciele uformowały się Ciało i Krew Zbawiciela, które stały się obecne w Eucharystii. Niepokalane Poczęcie Maryi jest pierwszym przypadkiem przyjęcia przez człowieka Ciała Chrystusa. Można też powiedzieć, że wizyta Maryi u jej kuzynki Elżbiety była pierwszą procesją z Ciałem Chrystusa. W drodze do domu Elżbiety i powrotu do Nazaretu, Maryja wraz ze Świętym Bogiem przechodziła przez wioski i pola, które zostały pobłogosławione i uświęcone przez Zbawiciela. Z jaką czułością, pobożnością i rozkoszą Maryja nosiła w swym łonie Syna Bożego! To wzniosłe macierzyństwo Maryi pozwala nam na intymny kontakt z Jezusem, gdy przyjmujemy Go w Komunii Świętej. Razem z Maryją wpatrujmy się w oblicze Jezusa w Eucharystii i razem z Nią kontemplujmy Jego świętą Obecność i święte pragnienie zjednoczenia się z każdym z nas.

    Jezus: Córko, zrozum Mnie dobrze! Odtąd będę z tobą w Komunii Świętej. Nadal będę czekał na twoje przyjście z bijącym sercem. Bądź wierna, nie szukaj swojej woli. Nie kieruj się własnymi uczuciami, wyrzekaj się siebie i kochaj tylko Mnie! Niech cię wypełnia duch miłości! Kochaj Mnie, tak jak się kocha dziecko owinięte w białe pieluszki. Szukaj Mnie, tak jak moja Najświętsza Matka szukała Mnie w tłumie ze ściśniętym sercem, a gdy Mnie znajdziesz, uciesz się tym! Jeżeli uznasz, że potrzeba ci ojcowskiego wsparcia, wznieś oczy ku mojemu Ojcu Przedwiecznemu i z Duchem Świętym zanurz się w naszej miłości. (Dziennik duchowy PM – 20 kwietnia 1962)

    Chwila na refleksję

    1. Jakie miejsce zajmuje w moim życiu Msza Święta?
    2. Czy rozpoznaję przemianę, jaka dokonuje się w moim sercu dzięki Komunii Świętej?
    3. Czy przyjmując Eucharystię, jednoczę się z Jezusem dla oddania chwały Ojcu Niebieskiemu?

    Intencja

    Będę jak najczęściej godnie przyjmował Jezusa w Komunii św., a jeśli nie mogę uczestniczyć we Mszy św., to każdego dnia przyjmę Go duchowo.

    Różaniec

    Odmawiamy jedną część Różańca (5 tajemnic) przypadającą na dany dzień, dodając na końcu:

    Matko Boża, rozlewaj na całą ludzkość działanie łaski Twojego Płomienia Miłości, teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.

    Święty Józefie, Ty w Betlejem szukałeś dla Matki Bożej miejsca na nocleg. Prosimy Cię, pomóż nam znajdować w ludzkich sercach miejsce dla jej Płomienia Miłości! Amen.

    ***

    

    Dzień 6 – 29 stycznia

    Płomień Miłości Zjednoczonych Serc

    Jezusa i Maryi

    Święte Serce
    Witraż przedstawiający Najświętsze Serce Jezusa i Niepokalane Serce Maryi (zdjęcie OSV News / Sam Lucero)

    ***

    Zapalamy świecę i rozpoczynamy od uczynienia pięciokrotnego znaku krzyża, jednocześnie całując pięć Ran Pana Jezusa na krzyżu (patrz: “Modlitwy na każdy dzień nowenny” na górze strony).

    Miłość, która łączy Święte Serca jest nieskończona. Ojciec Przedwieczny roztacza nad ludzkością Ducha Miłości Jezusa i Maryi. Jeśli kochamy Maryję, to kochamy Jezusa. Serce matki jest zawsze zjednoczone poprzez czas i przestrzeń ze swoimi dziećmi. Prośmy Boga, aby pomógł nam kochać Zjednoczone Serca Jezusa i Maryi całą mocą naszej duszy.

    Jezus: Kochaj Mnie jeszcze bardziej, jeszcze wierniej, niech nie sprawia ci to trudu nawet wtedy, gdy się tylko skarżę. Córko, zanoszę tyle skarg, bo bardzo niewielu Mnie słucha. Na próżno skarżę się duszom Mi poświęconym. Nie zanurzają się one w skupieniu w swoją głębię, by tam wsłuchać się w moje słowa. A przecież w związku z przyjściem mojego królestwa chciałbym z nimi porozmawiać o tak wielu sprawach! (Dziennik duchowy PM – 2 lipca 1962)

    

    Elżbieta: Ukochany Zbawiciel poprosił mnie, bym razem z Nim wypowiadała Jego odwieczne pragnienia:

    Niech nasze stopy kroczą razem,

    niech nasze ręce zbierają razem,

    niech nasze serca biją razem,

    niech nasze dusze odczuwają razem.

    Niech nasze myśli się jednoczą!

    Niech nasze uszy razem wsłuchują się w ciszę.

    Niech nasze oczy wpatrują się w siebie,

    a nasze spojrzenia stapiają się w jedno.

    Niech nasze wargi razem proszą

    Ojca Przedwiecznego o zmiłowanie!

    Ta modlitwa stała się moją najbardziej osobistą modlitwą. Pan tyle razy ją ze mną rozważał! Nauczył mnie jej, bym ją przekazywała innym, aby złączyli się z Jego odwiecznymi myślami i pragnieniami.

    Kiedy Zbawiciel mnie o to poprosił, dodał jeszcze:

    – Ta modlitwa jest bronią w waszych rękach, bo gdy ktoś współdziała ze Mną, szatan zostaje oślepiony, a dzięki temu dusze są uwalniane od grzechu. (Dziennik duchowy PM – maj 1962)

    Chwila na refleksję

    1. Czy modlę się do Zjednoczonych Serc Jezusa i Maryi za dusze konsekrowane?
    2. Czy często pocieszam Zjednoczone Serca Jezusa i Maryi moimi aktami miłości i miłosierdzia?
    3. Płomień Miłości Zjednoczonych Serc Jezusa i Maryi nadaje nowy sens naszemu życiu. Czy rozsiewam radość, entuzjazm i miłość, aby rozpalić serca ludzi wokół mnie?

    Intencja

    Pójdę w najbliższym miesiącu na Mszę św. ku czci Najświętszego Serca Pana Jezusa i Niepokalanego Serca Maryi w pierwszy piątek i w pierwszą sobotę miesiąca.

    Różaniec

    Odmawiamy jedną część Różańca (5 tajemnic) przypadającą na dany dzień, dodając na końcu:

    Matko Boża, rozlewaj na całą ludzkość działanie łaski Twojego Płomienia Miłości, teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.

    Święty Józefie, Ty w Betlejem szukałeś dla Matki Bożej miejsca na nocleg. Prosimy Cię, pomóż nam znajdować w ludzkich sercach miejsce dla jej Płomienia Miłości! Amen.

    ***

    

    Dzień 7 30 stycznia

    Maryja, Arką ocalenia dla naszych czasów

    This image has an empty alt attribute; its file name is maryja_krolowa_pokoju_niepokalanow_1.jpg
    fot. radio Niepokalanów

    ***

    Zapalamy świecę i rozpoczynamy od uczynienia pięciokrotnego znaku krzyża, jednocześnie całując pięć Ran Pana Jezusa na krzyżu (patrz: “Modlitwy na każdy dzień nowenny” na górze strony).

    Wszyscy żyjemy w czasach, w których potrzebujemy pocieszenia i pomocy z nieba. Naszym schronieniem jest Serce Maryi. Z Niepokalanego Serca Maryi wypływa Płomień Miłości. Jezus wyjaśnia, że Płomień Miłości jest Arką zbawienia dla naszych czasów. W tej sprawie mówił do Elżbiety:

    Jezus: Przecież Płomień Miłości mojej Matki jest jak arka Noego! (Dziennik duchowy PM ‒ marzec 1981)

    Dusza, która całkowicie schroni się w Płomieniu Miłości Maryi, może się w życiu duchowym spodziewać wielu przywilejów. Łaski związane z Płomieniem Miłości: spowodują lub przyspieszą jej nawrócenie; zapewnią duszy pokój, ponieważ światło Płomienia Miłości oślepia szatana, dusza otulona tym Płomieniem jakby dla niego nie istniała; przyspieszają postęp duszy w życiu duchowym, bo dusza nie nękana już przez szatana, zyskuje więcej czasu i sił, by całkowicie zwrócić się ku Bogu oraz jednoczą duszę z Bogiem, bowiem miłość nie zatrzymuje się w pół drogi i domaga się coraz większego zjednoczenia, nie zaznaje spoczynku dopóty, dopóki nie osiągnie celu. Kiedy zaś dusza dostąpi jedności z Bogiem, umiera wprost ze szczęścia. Arka Niepokalanego Serca Maryi zapowiada misję Maryi Dziewicy w szerzeniu Płomienia Miłości. Jezus zaprasza nas do wejścia do Arki i życia orędziami Jego i naszej Matki. Ponieważ Płomień Miłości ratuje nas w tych trudnych i ciemnych czasach, zjednoczmy się z Płomieniem Miłości i ofiarujmy Maryi nasze wysiłki, aby rozprzestrzenić go jak pożar wokół nas i na całym świecie.

    Maryja: Jestem przecież waszą kochającą Matką, która was nie opuści. Jednoczcie się ze wszystkich sił i przygotowujcie dusze, by dały schronienie temu Płomieniowi. Odpowiednim miejscem dla niego będą serca tych, którzy pielgrzymują do sanktuariów. Ja, Matka łaski, nieustannie błagam mojego Boskiego Syna, aby wasze drobne wysiłki zjednoczył ze swoimi zasługami.

    Nie bójcie się Płomienia, który zapłonie niepostrzeżenie. Jego łagodny blask nie wzbudzi lęku, bo w sercach będą się dokonywać cuda. (Dziennik duchowy PM – 4 maja 1962)

    Chwila na refleksję

    1. Czy jestem świadomy, że moralnemu zepsuciu należy przeciwstawić uświęcenie?
    2. Czy mam czas na pielgrzymkę do sanktuariów maryjnych? Czy uczestniczę w rekolekcjach?
    3. Czy zdaję sobie sprawę, że Płomień Miłości Niepokalanego Serca Maryi jest arką ocalenia dla naszych czasów?

    Intencja

    Przyjmuję dziś Płomień Miłości jako ostateczny ratunek przed niebezpieczeństwem, także dla innych dusz.

    Różaniec

    Odmawiamy jedną część Różańca (5 tajemnic) przypadającą na dany dzień, dodając na końcu:

    Matko Boża, rozlewaj na całą ludzkość działanie łaski Twojego Płomienia Miłości, teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.

    Święty Józefie, Ty w Betlejem szukałeś dla Matki Bożej miejsca na nocleg. Prosimy Cię, pomóż nam znajdować w ludzkich sercach miejsce dla jej Płomienia Miłości! Amen.

    ***

    

    Dzień 8 – 31 stycznia

    Rozprzestrzenianie Płomienia Miłości Niepokalanego Serca Maryi

    Płomień Miłości Niepokalanego Serca Maryi
    źródło obrazu: Flame of Love of the Immaculate Heart of Virgin Mary | Facebook
    Obraz Maryi z objawień namalował austriacki artysta Erwin Schöppl

    ***

    Zapalamy świecę i rozpoczynamy od uczynienia pięciokrotnego znaku krzyża, jednocześnie całując pięć Ran Pana Jezusa na krzyżu (patrz: “Modlitwy na każdy dzień nowenny” na górze strony).

    Płomień Miłości jest łaską, którą Matka Boża otrzymała od Ojca Niebieskiego przez zasługi Świętych Ran Jezusa. Jej działanie polega na oślepianiu szatana, uniemożliwiając mu doprowadzanie dusz do grzechu. Dziewica Maryja prosi nas o pomoc w rozprzestrzenianiu Jej Płomienia Miłości na całym świecie. Oczekuje pilnej i wspaniałomyślnej odpowiedzi od każdego ze swoich dzieci.

    Maryja: Jak myślicie, kto będzie odpowiadał za stawiane mi przeszkody? Gdyby tacy znaleźli się między wami, ze wszystkich sił brońcie przed nimi Płomienia mojej miłości! Starajcie się o oślepienie szatana, bo inaczej kiedyś zostaniecie pociągnięci do odpowiedzialności z powodu wielu, wielu zgubionych dusz. Nie chcę, by choć jedna dusza została potępiona. Szatan oślepnie na tyle, na ile zaangażujecie się w to dzieło. (Dziennik duchowy PM – 27 listopada 1963)

    

    Bliski jest czas, gdy zapłonie Płomień mojej miłości, a kiedy to nastąpi, szatan zostanie oślepiony. Dam wam to odczuć, by pomnożyć w was ufność. Wleje to w wasze serca wielką siłę. Poczuje ją każdy człowiek, do którego dotrze Płomień. Zapłonie on nie tylko w poświęconych mi krajach, ale i na całej ziemi, rozszerzając się na cały świat, nawet na najbardziej niedostępne zakątki, bo i dla diabła nie ma niedostępnych miejsc! Niech napełnia to was siłą i ufnością! Będę wspierać wasz trud nieznanymi dotąd cudami. (Dziennik duchowy PM – 1 sierpnia 1962)

    Chwila na refleksję

    1. Czy daję z siebie wszystko, współpracując z ruchem Płomienia Miłości, aby wypełnić misję, jaką powierzyła nam Matka Boża?
    2. Co robię, aby uczynić znanym Płomień Miłości Niepokalanego Serca Maryi i ofiarowywać pocieszenie moim braciom i siostrom w potrzebie?

    Intencja

    Poprzez moje zjednoczenie z Jezusem Płomieniem Miłości, sam staję się „Płomieniem Miłości”, aby mój przykład rozsławiał ruch Płomienia Miłości i zachęcał jak najwięcej osób do przyłączenia się do tego maryjnego dzieła.

    Różaniec

    Odmawiamy jedną część Różańca (5 tajemnic) przypadającą na dany dzień, dodając na końcu:

    Matko Boża, rozlewaj na całą ludzkość działanie łaski Twojego Płomienia Miłości, teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.

    Święty Józefie, Ty w Betlejem szukałeś dla Matki Bożej miejsca na nocleg. Prosimy Cię, pomóż nam znajdować w ludzkich sercach miejsce dla jej Płomienia Miłości! Amen.

    ***

    

    Dzień 9 – 1 lutego

    Nasz dom – sanktuarium Płomienia Miłości

    This image has an empty alt attribute; its file name is 1685004291.jpg
     fot. Karol Porwich/Tygodnik Niedziela

    ***

    Zapalamy świecę i rozpoczynamy od uczynienia pięciokrotnego znaku krzyża, jednocześnie całując pięć Ran Pana Jezusa na krzyżu (patrz: “Modlitwy na każdy dzień nowenny” na górze strony).

    Dzisiaj diabeł koncentruje wszystkie swoje wysiłki szczególnie na tym, aby zniszczyć rodziny. Musimy rozpoznać strategie, jakimi posługuje się szatan, aby zniszczyć świętość małżeństwa i rodziny. Są to: negacja Boga i brak wiary, brak modlitwy, rutyna w rodzinie, brak dialogu, pycha, zazdrość, niewierność, pornografia, złość, raniące słowa, brak przebaczenia – krótko mówiąc, to wszystko, co rozbija lub pomniejsza miłość. Musimy być czujni, aby temu zapobiec. Musimy uwolnić broń Płomienia Miłości i moc modlitwy rodzinnej. „Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię Moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18, 20).

    Maryja: Moja mała karmelitanko! Za twoim pośrednictwem chcę wyrazić bezgraniczną miłość mojego matczynego Serca oraz wypływający z niej ból, który odczuwam z powodu grożącego całemu światu niebezpieczeństwa rozpadu rodzin. Moje matczyne błaganie kieruję zwłaszcza do was i w jedności z wami pragnę ratować ziemię. Córko, tobie w szczególny sposób pozwalam dostrzec, z jaką mocą działam, by oślepić szatana. (Dziennik duchowy PM ‒ 17 stycznia 1964)

    Jezus: Wiesz, że tam [w domu w Nazarecie] przygotowywałem się do wielkiej ofiary i licznych cierpień, które dla was wziąłem na siebie. I ty musiałaś się ukształtować w rodzinnym gnieździe, a ponieważ byłaś sierotą, dom zyskany dzięki założeniu rodziny stał się dla ciebie miejscem, gdzie przygotowałaś się do swojego powołania, które może dojrzeć wyłącznie w sanktuarium rodziny. Znam cię i znam twoje talenty, dlatego Bóg w swojej Opatrzności zaplanował wszystko tak, aby uzdolnić cię do ogłoszenia światu mojego orędzia. Z rodzinnej świątyni musicie wyjść w świat, rzucić się w ciężki bój życia. Pociągające ciepło tej świątyni ogrzewa dusze powracające z błędnych dróg. Tutaj odnajdują z powrotem siebie i na nowo zwracają się ku Bogu. Wy, matki, musicie zachować dla dzieci wyrozumiałe ciepło serca również po ich odejściu. To wielka odpowiedzialność, która na was spoczywa. Nie myślcie tylko, że dorosłe dziecko nie potrzebuje już rodziców! Moja Matka chodziła za Mną z miłością, a Jej ofiara i modlitwa wszędzie Mi towarzyszyły. I wy powinnyście tak postępować, a Ja błogosławię waszym wysiłkom.

    Moja Matka zobowiązała Mnie do tego, wybłagawszy mocą swojego orędownictwa strumień wielkich łask dla rodzin, który teraz zamierza wylać na ziemie. Jak sama powiedziała, takie wylanie łask nigdy jeszcze nie nastąpiło, odkąd Słowo stało się ciałem! (Dziennik duchowy PM ‒ 17 stycznia 1964)

    Chwila na refleksję

    1. Czy modlę się za podzielone rodziny przez Płomień Miłości Niepokalanego Serca Maryi?
    2. Czy dokonałem poświęcenia mojej własnej rodziny zjednoczonym Sercom Jezusa, Maryi i Józefa?
    3. Czy modlę się wspólnie w modlitwie małżeńskiej i rodzinnej?

    Intencja

    Zwracam się do Płomienia Miłości, aby błagać o miłosierdzie i przebaczenie dla mojej rodziny, aby wyprosić uzdrowienie podzielonych rodzin i uwolnić ich członków od zniewolenia przez szatana.

    Różaniec

    Odmawiamy jedną część Różańca (5 tajemnic) przypadającą na dany dzień, dodając na końcu:

    Matko Boża, rozlewaj na całą ludzkość działanie łaski Twojego Płomienia Miłości, teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.

    Święty Józefie, Ty w Betlejem szukałeś dla Matki Bożej miejsca na nocleg. Prosimy Cię, pomóż nam znajdować w ludzkich sercach miejsce dla jej Płomienia Miłości! Amen.

    ***

    Fragmenty dziennika duchowego Elżbiety Kindelmann zaczerpnięte z książki:„Płomień Miłości Niepokalanego Serca Maryi”, Elżbieta Kindelmann, wyd. Esprit., Nihil obstat: Kuria Metropolitalna w Krakowie, 21 czerwca 2022 r., bp Damian Muskus, wik. gen., o. prof. dr hab. Tomasz Dąbek OSB, cenzor.

    

    This image has an empty alt attribute; its file name is plomien-nsm.jpg

    ______________________________________________________________________________________________________________

    

    

    fot. Hopefootage /Carhopic/Stacja7.pl

    ***

    7 sakramentów świętych

    Właściwie od okresu niemowlęcego, przyjmujemy sakramenty. Na początku chrzest święty, potem Komunia, bierzmowanie… Sakramentów jest jednak więcej. Jakie są i dlaczego akurat takie? Sprawdźmy!

    7 sakramentów świętych – jedna z podstawowych definicji małego katechizmu. Niektóre sakramenty przyjmuje się wyłącznie raz w życiu, inne wiele razy. Kościół przyjmuje, że sakramenty ustanowił sam Chrystus. Katechizm Kościoła Katolickiego (1131) mówi o nich w następujący sposób:

    Sakramenty są skutecznymi znakami łaski, ustanowionymi przez Chrystusa i powierzonymi Kościołowi. Przez te znaki jest nam udzielane życie Boże. Obrzędy widzialne, w których celebruje się sakramenty, oznaczają i urzeczywistniają łaski właściwe każdemu sakramentowi. Przynoszą one owoc w tych, którzy je przyjmują z odpowiednią dyspozycją.

    

    Sakramenty i ich znaczenie

    Nie bez powodu 7 sakramentów świętych nazywa się czasem siedmioma mocami Kościoła. To prawdziwe dodanie mocy, radości, siły chrześcijanom, którzy je otrzymują. Każdy sakrament ma inną rolę.

    Chrzest święty

    Chrzest święty jest pierwszym sakramentem, który przyjmuje każdy wyznawca Chrystusa. Najczęściej przyjmuje się go na rękach rodziców w wieku niemowlęcym. Jednak zdarza się, że chrzest przyjmuje się w dorosłym wieku. Wówczas najczęściej dzieje się to w Wigilię Paschalną, a takie osoby nazywa się katechumenami. Ten sakrament obmywa z grzechu pierworodnego i jest nazywany sakramentem inicjacji chrześcijańskiej.

    Bierzmowanie

    Ten sakrament najczęściej otrzymują młodzi, wchodzący w dorosłość. W jego trakcie przyjmują Dary Ducha Świętego. Nazywa się go także sakramentem dojrzałości chrześcijańskiej. Ci, którzy go przyjmują decydują się na świadome życie zgodnie z zasadami wiary.

    Eucharystia

    Eucharystia jest takim sakramentem, do którego przystępuje się bardzo uroczyście pierwszy raz w trakcie Pierwszej Komunii Świętej. Potem można go, a nawet powinno się przyjmować całe życie. Eucharystia jest spożywaniem Ciała i Krwi Chrystusa pod postaciami chleba i wina. Podczas normalnej Mszy świętej najczęściej wierni spożywają wyłącznie Ciało Chrystusa pod postacią opłatka eucharystycznego. Jest to pamiątka Męki Chrystusa. Ten sakrament ustanowił Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy, kiedy mówił: „bierzcie i jedzcie z tego wszyscy, to jest bowiem ciało moje, które za was będzie wydane”.

    Pokuta i pojednanie

    Spowiedź jest sakramentem, podczas którego wierni mają przyjrzeć się swojemu sumieniu i przyznać się do popełnianych błędów. Polega ona na wyznaniu w konfesjonale swoich złych czynów, zachowań, postaw. Ksiądz następnie w imię Chrystusa odpuszcza grzechy.

    Namaszczenie chorych

    Namaszczenie chorych nazywa się często ostatnim namaszczeniem. Nie oznacza to jednak, że sakrament ten można przyjąć wyłącznie raz w życiu i to przed śmiercią. Przyjmują go jednak głównie osoby chore i cierpiące.

    Kapłaństwo

    Kapłaństwo jest jednym wśród 7 sakramentów świętych, gdzie przyjmują go nieliczni. Tylko ci, którzy zostali wezwani przez Chrystusa do pełnienia wyjątkowej służby i poświęcenia w Jego imię całego swojego życia. Po sakramencie kapłaństwa, ksiądz następnie najczęściej pełni posługę w parafii, do której zostaje skierowany.

    Małżeństwo

    Małżeństwo to taki sakrament, który już na zawsze łączy dwa ciała w jedno. Dwoje kochających ludzi – kobieta i mężczyzna stają się jedną rodziną. Dzieje się tak, gdy przed Bogiem, w obecności kapłana i świadków, ślubują sobie wzajemnie miłość, wierność i uczciwość małżeńską.

    ***

    7 sakramentów świętych to prawdziwy dar dla nas, chrześcijan. Powinniśmy zatem z nich korzystać i dziękować Bogu za to, że nam je ofiarował, jako pomoc w codziennym wyznawaniu wiary.

    Stacja7.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    fot. Zander Bederi/unsplash.com

    ***

    Dlaczego Matka Boża jest Gromniczna?

    Nazwa pochodzi od gromów, przed którymi strzec miały stawiane podczas burzy w oknach zapalone świece. Niektórzy widzieli tu też znaczenie symboliczne – Maryja czczona jest jako łamiąca strzały gniewu Bożego, który symbolizują również gromy…

    Maryja jest Niepokalana – dlaczego obchodzimy święto jej oczyszczenia?

    Święto Ofiarowania Pańskiego jest jednym z najstarszych świąt chrześcijańskich. Znane było już w IV wieku w Jerozolimie, natomiast w liturgii rzymskiej zadomowiło się w wieku VII. Przed 1969 rokiem na Zachodzie znane było jako Święto Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny. Po soborze zmieniono nazwę, żeby ukazać chrystocentryczne znaczenie uroczystości. W Polsce od gromnic święconych tego dnia przyjęła się nazwa „Matki Bożej Gromnicznej”.

    Z czego oczyszczono Maryję?

    Ewangelista Łukasz tak opisuje scenę ofiarowania Pana Jezusa w świątyni:

    „Gdy zaś nadszedł dzień poddania ich oczyszczeniu zgodnie z Prawem Mojżeszowym, zanieśli Go do Jerozolimy, aby był ofiarowany Panu, według tego, co jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Mieli również złożyć ofiarę zgodnie z tym, co jest powiedziane w Prawie Pańskim: parę synogarlic lub dwa gołąbki” (Łk 2, 22-23).

    Gdy kobieta urodziła syna, przez czterdzieści dni była uważana za rytualnie nieczystą (Kpł 12, 1-8). Dopiero po upłynięciu tego czasu mogła wejść do świątyni. Ofiarowanie („wykupienie” za złożoną ofiarę) pierworodnego, nawiązywało do wyzwolenia Żydów z egipskiej niewoli i ocalenia ich przed ostatnią plagą (Wj 12, 29-30).

    

    Dlaczego Matka Boska jest Gromniczna?
    PREZENTACJA W ŚWIĄTYNI. MENOLOG BAZYLEGO II, KONIEC X WIEKU

    ***

    W fakcie, iż Niepokalana Maryja poddała się mojżeszowemu Prawu, pobożność ludowa dostrzegała przede wszystkim jej pokorę. Wyraźnie widać to w tej tradycyjnej pieśni:

    Czystsza nad słońce oczyszczenia czeka,
    Idąc w poczet z grzesznemi;
    Lubo jest Matką Boga i Człowieka,
    Panią nieba, ziemi:
    Z Mojżeszowego wyjęta prawa,
    Przecież na wywód w kościele stawa,
    Wraz z niewiastami innemi.

    Będąc bez grzechu idzie na ofiarę,
    Z pokorą do wywodu;
    Kładzie na ołtarz synogarlic parę,
    Na okup Swego Płodu:
    Niesie na ręku Matka jedyna
    Swego i oraz Boskiego Syna,
    Zbawcę ludzkiego narodu.

    Zwycięża pychę Maryi pokora,
    Wyniosłość bierze w pęta;
    Gdy oczyszczenie ta przyjmuje, która
    Bez zmazy jest poczęta:
    Dała nam przykład Królowa nieba,
    Jak się w pokorze ćwiczyć potrzeba;
    Więc zgiń hardości przeklęta.

    Szczęśliwy Symeon i miecz boleści

    Symeon pod natchnieniem Ducha wypowiada wobec Maryi słowa, które przygotują ją na specjalny udział w odkupieńczej misji Syna: „Oto Ten przeznaczony jest na powstanie i na upadek wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu” (Łk 2, 34-35).

    Scena ta mocno wpłynęła na mariologię i pobożność maryjną. Tu mają źródło nabożeństwa do Matki Boskiej Bolesnej, przebitego serca Niepokalanej, czy pogląd o Współodkupicielce rodzaju ludzkiego. Hymn uwielbienia, który wcześniej wyśpiewał świątynny starzec, biorąc w ramiona Zbawcę świata, jest codziennie odmawiany lub śpiewany przez modlących się kompletą.

    Wznosi Boga na swym ręku Symeon stary,
    I głosi światłem narodów prawdziwej wiary,
    Kapłan pożądany i na to posłany,
    Aby poznał Boga w ciele, Pana nad Pany.

    Anna święta, staruszeńka, ona prorokini,
    Uwija się prędziuteńko jako gospodyni,
    Nikomu nie łaje, przystępną się staje,
    Wszystkim gościom tam będącym chęci dodaje.

    [tradycyjna kolęda śpiewana 2 lutego]

    Miecz boleści, i teraz Maryją przenika,
    Według mowy onego starca Symeona,
    Gdy posłyszy że piekło pożera grzesznika,
    Za którego na krzyżu Jezus Syn jéj kona.

    (z pieśni: O Ofiarowaniu Chrystusowém)

    

    Dlaczego Matka Boska jest Gromniczna?
    Bellini 1474

    ***

    Symbolika światła

    Od początku celebracjom tego święta towarzyszyły procesje ze świecami. Procesja ze światłem nawiązuje do podróży Maryi i Józefa do świątyni oraz hymnu Symeona („Światło na oświecenie pogan”). Światło oczywiście oznacza Chrystusa (J 8, 12).

    Symbolikę wyjaśnia św. biskup Sofroniusz (VI/VII w.), którego piękne kazanie jest w Godzinie Czytań z tego dnia:

    „Idźmy wszyscy na spotkanie Chrystusa. Z ochoczym sercem podążajmy wielbiąc Jego tajemnice. Niechaj nikogo nie zabraknie na tym spotkaniu, niech każdy niesie zapaloną świecę.

    Blask gorejących świec oznacza najpierw Bożą chwałę Tego, który przychodzi, przez którego wszystko jaśnieje od czasu, kiedy blask światła wiecznego rozproszył złe ciemności. Oznacza także i nade wszystko, że trzeba nam z jasną duszą wyjść na spotkanie Chrystusa. Jak bowiem Bogurodzica, Dziewica niepokalana, niosła w swoich ramionach Światło prawdziwe idąc na spotkanie tych, którzy pozostawali w mroku śmierci, tak też i my oświeceni jego promieniami i trzymając w ręku widoczny dla wszystkich płomień, pośpieszajmy naprzeciw Tego, który jest prawdziwym Światłem .”

    

    Dlaczego Matka Boska jest Gromniczna?
    WIKIPEDIA.ORG/DOMENA PUBLICZNA

    ***

    Skąd gromnice? Walcząca z piorunami…

    Święto Matki Boskiej Gromnicznej w Polsce zawsze obchodzono bardzo uroczyście. Świece, które były święcone przed Mszą, i z którymi szło się w procesji, nazywano gromnicami. Nazwa pochodzi od gromów, przed którymi strzec miały stawiane podczas burzy w oknach zapalone świece.

    Niektórzy widzieli tu też znaczenie symboliczne – Maryja czczona jest jako łamiąca strzały gniewu Bożego, który symbolizują również gromy…

    Gromnice te, jak wskazuje stara modlitwa na ich poświęcenie, miały być wykonane z pszczelego wosku. W różnych regionach były one różnie przystrajane. Podczas Mszy trzymano je zapalone, często starano się je z tym poświęconym ogniem donieść do domu. Tam gospodarz błogosławił nimi dobytek, a dymem robił krzyżyk nad drzwiami i oknami, modląc się o ochronę przed wszelkimi niebezpieczeństwami.

    Gromnicę zapala się również przy konającym, by miał przed oczami światłość wiekuistą oraz wzywał Maryję, patronkę dobrej śmierci.

    Niżeli oczy zgasną proszę weź gromnicę,
    Post, jałmużny i spowiedź, poprzedzaj skonanie;
    A ujźrzysz z Symeonem mnie Bogarodzicę,
    Rzeczesz: dziś mnie wypuszczasz sługę Twego Panie.

    (z pieśni: O Ofiarowaniu Chrystusowém)

    Dawid Gospodarek/Stacja7.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    fot. Unsplash

    ***

    Gromnica – świeca, która niesie światło Chrystusa

    Gromnica to świeca, którą każdy chrześcijanin powinien mieć w swoim domu. Zapala się ją przy przyjmowaniu sakramentów świętych, w trudnych chwilach, w czasie nawałnic, czy w godzinie śmierci. Jest ona symbolem światłości Chrystusa, która rozjaśnia mroki grzechu każdego człowieka.

    Gromnica to świeca, która towarzyszy chrześcijaninowi w najważniejszych wydarzeniach w życiu takich jak: chrzest święty, pierwsza Komunia Święta, bierzmowanie, ślub, czy w godzinie śmierci. Zapalana jest w trakcie najważniejszych świąt – między innymi w Wielką Sobotę podczas Liturgii Światła. 

    Wykonana jest z pszczelego wosku i niegdyś była przechowywana w każdym domu. Kiedy przychodziły gwałtowne burze, nawałnice, czy groziły wszelkiego rodzaju klęski żywiołowe – wyciągano je, palono i modlono się przy blasku świecy. Jest ona znakiem obecności Chrystusa – czyli Światłości świata.

    Gromnica a Ofiarowanie Pańskie 

    Święto Ofiarowania Pańskiego przypada na 2 lutego. Wiąże się ona ściśle z zakończeniem tradycyjnego okresu Bożego Narodzenia, od którego tego dnia mija 40 dni. W liturgii nie słyszymy już kolęd, a z naszych domów znikają wszelkie, świąteczne ozdoby. Podczas uroczystości, w Kościele świecimy świecę. Obrzęd ma przypominać chrześcijanom, że Chrystus jest Światłością świata, która rozjaśnia wszystkie mroki grzesznego życia każdego z nas. 

    Światło, które daje Chrystus możemy otrzymać między innymi w sakramentach. Wtedy wychodzimy z mroku i zaczynamy dostrzegać światło, które przyćmił grzech. Dzięki temu na nowo jesteśmy w stanie spojrzeć na rzeczywistość w świetle Ewangelii. Święto Ofiarowania Pańskiego w Polsce ma charakter Maryjny i przyjmuje się, że jest to Święto Matki Bożej Gromnicznej. 

    Kiedy zapalamy gromnicę? 

    Gromnicę zapala się zawsze podczas święta Ofiarowania Pańskiego, kiedy to następuje obrzęd jej poświęcenia. Mamy ją także w Kościele podczas liturgii światła, która odbywa się w Wielką Sobotę. Ponadto świeca zapalana jest między innymi podczas przyjmowania sakramentów tj. chrzest święty, pierwsza Komunia Święta, itd. Mówi się, że świeca, którą człowiek dostaje przy chrzcie świętym, powinna towarzyszyć mu przez całe życie. 

    Natomiast gromnicę zapala się także w domowych warunkach. Są to najczęściej sytuacje, kiedy powstaje zagrożenie związane z kataklizmami, panowaniem żywiołów. Symbol światła ma być dowodem obecności Boga w trudnych chwilach. Świecę można także zapalić, kiedy w życiu człowieka są sytuacje bez wyjścia, gdy wszystkie sprawy się komplikują – prosząc, by światło Chrystusa wskazało drogę wyjścia, oczyszczenia. Gromnicę zapala się także w obecności umierającej osoby, aby światłość Chrystusa zaprowadziła ją do zbawienia. 

    Świecę święci się co rok, ponieważ wynika to z tradycji. Dziś gromnicę pali się bardzo rzadko, zapominamy o tym, by modlić się przy jej towarzystwie w trudnych chwilach. Niegdyś bardzo często palono gromnicę, w czasie nawałnic, burz – stąd gromnica szybko się wypalała i pojawiła się potrzeba, by obrzęd poświęcenia świec odbywał się co roku. 

    Modlitwa przy gromnicy 

    Spraw, Gromniczna Pani,
    abyśmy naśladując Twoją pokorę,
    zawsze stawiali Chrystusa – Światłość
    w centrum naszego życia i wszelkich naszych poczynań.
    Nie pozwól, abyśmy zaplątani w wilcze zamysły szatana i jego sług, bezradnie błądzili w ciemnościach grzechu,
    beznadziei i niewiary.
    Gdy ogarnie nas mrok zwątpienia, przybądź nam na pomoc z zapaloną gromnicą i spraw, aby jej światłość rozproszyła wszelkie „wilcze watahy”, które czyhają na nas na każdym etapie naszego życia. A gdy zbliżymy się do jego kresu,, okaż w ciemności światło Chrystusa, Matko Gromniczna, Matko Jezusa’’ 

    Aleteia.pl, KAI, krolowa.pl/Stacja7.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    fot. Sor Gaby FMA/cathopic.com

    ***

    Akt oddania Matce Bożej

    Matko Boża, ochotnym sercem oddaję się Tobie w niewolę miłości…

    Matko Boża, Niepokalana Maryjo!

    Tobie poświęcam ciało i duszę moją, wszystkie modlitwy i prace, radości i cierpienia, wszystko czym jestem i co posiadam. Ochotnym sercem oddaję się Tobie w niewolę miłości.

    Pozostawiam Ci zupełną swobodę posługiwania się mną dla zbawienia ludzi i ku pomocy Kościołowi świętemu, którego jesteś Matką.

    Chcę odtąd wszystko czynić z Tobą, przez Ciebie i dla Ciebie. Wiem, że własnymi siłami niczego nie dokonam. Ty zaś wszystko możesz, co jest wolą Twojego Syna i zawsze zwyciężasz.

    Spraw więc, Wspomożycielko wiernych, by moja rodzina, parafia i cała Ojczyzna były rzeczywistym Królestwem Twego Syna i Twoim. Amen.

    błogosławiony kardynał Stefan Wyszyński, Prymas Polski/Stacja7.pl


    

    Św. Jan Paweł II: Nie podcina się korzeni, z których się wyrosło!

    Św. Jan Paweł II:

    Nie podcina się korzeni, z których się wyrosło!

    – Byliśmy i jesteśmy w Europie, nie musimy do niej wchodzić ponieważ ją tworzyliśmy i tworzyliśmy ją z większym trudem aniżeli ci którym się to przypisuje… albo ci którzy sobie sami  przypisują patent na europejskość, wyłączność… A co ma być tym kryterium? – Wolność? – Jaka wolność? Np. wolność odbieranie życia nienarodzonemu dziecku..? – powiedział podczas św. Jan Paweł II.

    – Moi drodzy bracia i siostry, ja pragnę jako biskup Rzymu zaprotestować przeciwko takiemu kwalifikowaniu Europy! Europy zachodniej .. To obraża wielki świat kultury chrześcijańskiej z któregośmy czerpali i któryśmy współtworzyli… współtworzyli także za cenę naszych cierpień!  Tu na tej ziemi kujawskiej, tu w tym mieście męczenników musi być powiedziane to głośno! – mówił dalej.

    – Tak, oczywiście Europa to także dzieje wielkich kryzysów, dzieje kryzysu europejskiego, który ma wiele korzeni, który trwa i rozwija się, który trwa… rozwija się w naszych czasach.. ma także swój dalszy ciąg….niestety w tym stuleciu tragiczny!  – przekonywał Jan Paweł II -.To przecież w tym stuleciu stworzono ten światopogląd w imię którego człowiek może odbierać życie drugiemu człowiekowi… dlaczego? – ponieważ jest innej rasy, ponieważ ma taką grupę etniczną… ponieważ jest Żydem… ponieważ jest Cyganem…ponieważ jest Polakiem… rasa panów i rasa niewolników, mit klas…To wszystko jest także dziedzictwem europejskim, ale z tego się mamy wyzwalać!

    – Europa potrzebuje odkupienia! – wołał papież – Uroczystość Serca Bożego jest uroczystością odkupienia Europy, odkupienia świata, odkupienia Europy dla świata.

    – A cóż to jest odkupienie jak nie przywrócenie wartości?

    – Nie jest przywróceniem wartości człowiekowi spychanie go do tego co zmysłowe, do tych wszystkich rodzajów pożądania…do tych wszystkich ułatwień w dziedzinie zmysłów, w dziedzinie życia seksualnego, w dziedzinie używania.  Nie jest miarą europejskości, nie jest miarą kultury na które tak często powołują się rzecznicy naszego wejścia do Europy.

    – Przede wszystkim my wcale nie musimy wchodzić do  Europy bo my w niej jesteśmy !  Kulturę europejską tworzyli męczennicy trzech pierwszych stuleci, tworzyli ją także męczennicy na wschód od nas w ostatnich dziesięcioleciach i u nas  w ostatnich dziesięcioleciach! Tak tworzył ją ksiądz Jerzy..
    On jest partonem naszej obecności w Europie za cenę ofiary z życia. Tak jak Chrystus, tak jak Chrystus…

    – Tak jak Chrystus ma prawo obywatelstwa w świecie, ma prawo obywatelstwa w Europie…dlatego, że dał swoje życie za nas wszystkich …ma prawo obywatelstwa wśród nas , wszystkich narodów tego kontynentu, całego świata….przez swój krzyż…Tajemnica serca, które przebili, przebodli , tajemnica serca w które się wpatrywali …

    – To są ci wielcy pionierzy Europy …w przeszłości na przyszłość… Taką miarę europejskości przyjmujemy. Takiej miary europejskości pragniemy podjąć i kontynuować.

    Nie pozwolimy sobie zaniżyć tej miary!

    Pod koniec swojego życia papież Jan Paweł II podziękował Polsce, „która na forum europejskim broniła wiernie korzeni chrześcijańskich naszego kontynentu, z których wyrosła kultura i podstawy cywilizacji”.

    – JEDYNIE WIERNA SWYM KORZENIOM EUROPA BĘDZIE W STANIE SPROSTAĆ WYZWANIOM III TYSIĄCLECIA …. NIE PODCINA SIĘ KORZENI Z KTÓRYCH SIĘ WYROSŁO!

    mp/Fronda.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    

    Abp Gądecki:

    Wzywam wszystkich ludzi dobrej woli, by jednoznacznie opowiedzieli się za życiem

    This image has an empty alt attribute; its file name is Stanislaw_Gadecki_2020.jpg

    (fot. Biuro Prasowe Konferencji Episkopatu Polski)

    ***

    W duchu odpowiedzialności za Kościół w Polsce i za dobro naszej wspólnej Ojczyzny, wzywam wszystkich ludzi dobrej woli, by jednoznacznie opowiedzieli się za życiem – napisał przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki w Oświadczeniu w kwestii aborcji.

    Odwołując się do encykliki św. Jana Pawła II Evangelium vitae, przewodniczący Episkopatu przypomniał, że „Ustawy, które dopuszczają bezpośrednie zabójstwo niewinnych istot ludzkich, poprzez przerywanie ciąży i eutanazję, pozostają w całkowitej i nieusuwalnej sprzeczności z nienaruszalnym prawem do życia, właściwym wszystkim ludziom, i tym samym zaprzeczają równości wszystkich wobec prawa” (72).

    Powołując się dalej na Evangelium vitae, przewodniczący Episkopatu zaznaczył, że „w przypadku prawa wewnętrznie niesprawiedliwego, jakim jest prawo dopuszczające przerywanie ciąży i eutanazję, nie wolno się nigdy do niego stosować «ani uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu, ani też okazywać mu poparcia w głosowaniu»” (73).

    Przewodniczący KEP podkreślił, że nauczanie Magisterium Kościoła jest jednoznaczne: „każdy – nie tylko członek Kościoła katolickiego – człowiek prawego sumienia stoi wobec moralnego obowiązku uszanowania ludzkiego życia od jego początku, aż do naturalnej śmierci”.

    Abp Gądecki zwrócił uwagę, że chociaż w demokracji większość podejmuje decyzje, „nie oznacza to jednak, że racja jest po stronie większości, a jedynie, że mniejszość nie potrafiła znaleźć wystarczająco przekonujących argumentów, aby stać się większością. O racji nie decyduje liczba zwolenników danego poglądu. Racja – przede wszystkim racja etyczna – często jest po stronie mniejszości. Niekiedy zaś – o czym przypomina postać Sokratesa – po stronie pojedynczego człowieka o dobrze uformowanym sumieniu”.

    „W duchu odpowiedzialności za Kościół w Polsce i za dobro naszej wspólnej Ojczyzny, wzywam wszystkich ludzi dobrej woli, by jednoznacznie opowiedzieli się za życiem” – podkreślił przewodniczący Episkopatu. Zaapelował również do członków obu izb parlamentu i prezydenta Rzeczypospolitej, „by dali świadectwo prawdziwej troski o życie bezbronne, bo nienarodzone”.

    OŚWIADCZENIE
    PRZEWODNICZĄCEGO KONFERENCJI EPISKOPATU POLSKI
    W KWESTII ABORCJI

    W związku z coraz częściej obecnymi w przestrzeni publicznej opiniami o rzekomej konieczności rozszerzenia dostępu do aborcji, chciałem przypomnieć stanowisko Kościoła katolickiego w kwestii prawa do życia. Jest to nauczanie, które odwołuje się do prawa naturalnego, a więc obowiązującego w sumieniu każdego człowieka. Dowodem jest choćby tekst przysięgi Hipokratesa, gdzie czytamy: „Nigdy nikomu, także na żądanie, nie dam zabójczego środka ani też nawet nie udzielę w tym względzie rady; podobnie nie dam żadnej kobiecie środka poronnego”. W przypadku katolika prawo do życia potwierdzone jest dodatkowo autorytetem Kościoła. Św. Jan Paweł II poświęcił temu zagadnieniu encyklikę Evangelium vitae, której fragmenty chciałbym teraz przypomnieć.

    Różnica między demokracją a tyranią

    „[We] współczesnej kulturze demokratycznej szeroko rozpowszechnił się pogląd, wedle którego porządek prawny społeczeństwa powinien ograniczać się do utrwalania i przyswajania sobie przekonań większości i w konsekwencji winien być zbudowany wyłącznie na tym, co większość obywateli stosuje i uznaje za moralne” (69). „Można się spotkać z poglądem, że relatywizm ten jest warunkiem demokracji, jako że tylko on miałby gwarantować tolerancję, wzajemny szacunek między ludźmi i uznanie decyzji większości, podczas gdy normy moralne uważane za obiektywne i wiążące prowadziłyby rzekomo do autorytaryzmu i nietolerancji. Ale właśnie problematyka szacunku dla życia pozwala dostrzec, jakie dwuznaczności i sprzeczności (…) kryją się za tym poglądem.

    To prawda, że historia zna przypadki zbrodni dokonywanych w imię «prawdy». Ale do czynów równie zbrodniczych i do radykalnego pogwałcenia wolności dochodziło też i nadal dochodzi pod wpływem «relatywizmu etycznego». Gdy większość parlamentarna lub społeczna uchwala, że zabicie jeszcze nie narodzonego życia ludzkiego jest prawnie dopuszczalne, choćby nawet pod pewnymi warunkami, to czyż nie podejmuje tym samym decyzji «tyrańskiej» wobec najsłabszej i najbardziej bezbronnej ludzkiej istoty? Sumienie powszechne słusznie wzdryga się w obliczu zbrodni przeciw ludzkości, które stały się tak smutnym doświadczeniem naszego stulecia. Czyż te zbrodnie przestałyby być zbrodniami, gdyby nie popełnili ich pozbawieni skrupułów dyktatorzy, ale gdyby nadała im prawomocność zgoda większości?” (70).

    Moralny charakter demokracji

    „W rzeczywistości demokracji nie można przeceniać, czyniąc z niej namiastkę moralności lub «cudowny środek» na niemoralność. Jest ona zasadniczo «porządkiem» i jako taka środkiem do celu, a nie celem. Charakter «moralny» demokracji nie ujawnia się samoczynnie, ale zależy od jej zgodności z prawem moralnym, któremu musi być podporządkowana podobnie jak każda inna działalność ludzka (…). Wartość demokracji rodzi się albo zanika wraz z wartościami, które ona wyraża i popiera (…). Gdyby na skutek tragicznego zagłuszenia sumienia zbiorowego sceptycyzm podał w wątpliwość nawet fundamentalne zasady prawa moralnego, zachwiałoby to samymi podstawami ładu demokratycznego, tak że stałby się on jedynie mechanizmem empirycznej regulacji różnych i przeciwstawnych dążeń. (…) W takiej sytuacji demokracja łatwo staje się pustym słowem” (70).

    Prawo cywilne a prawo moralne

    „Nie ulega wątpliwości, że zadanie prawa cywilnego jest inne niż prawa moralnego, a zakres jego oddziaływania węższy. (…) Właśnie dlatego prawo cywilne musi zapewnić wszystkim członkom społeczeństwa poszanowanie pewnych podstawowych praw, które należą do natury osoby i które musi uznać i chronić każde prawo stanowione. Wśród nich pierwszym i podstawowym jest nienaruszalne prawo do życia każdej niewinnej ludzkiej istoty. Chociaż władza państwowa może niekiedy powstrzymać się od zakazania czegoś, co — gdyby zostało zabronione — spowodowałoby jeszcze poważniejsze szkody, nigdy jednak nie może uznać, że jest prawem jednostek — nawet jeśli stanowiłyby one większość społeczeństwa — znieważanie innych osób przez łamanie ich tak podstawowego prawa, jakim jest prawo do życia. Prawna tolerancja przerywania ciąży lub eutanazji nie może więc w żadnym przypadku powoływać się na szacunek dla sumienia innych właśnie dlatego, że społeczeństwo ma prawo i obowiązek bronić się przed nadużyciami dokonywanymi w imię sumienia i pod pretekstem wolności” (71).

    Prawo jako narzędzie przemocy

    „W ciągłości z całą Tradycją Kościoła pozostaje także nauczanie o koniecznej zgodności prawa cywilnego z prawem moralnym (…). Takie też jest jednoznaczne nauczanie św. Tomasza z Akwinu, który pisze między innymi: «Prawo ludzkie jest prawem w takiej mierze, w jakiej jest zgodne z prawym rozumem, a tym samym wypływa z prawa wiecznego. Kiedy natomiast jakieś prawo jest sprzeczne z rozumem, nazywane jest prawem niegodziwym; w takim przypadku jednak przestaje być prawem i staje się raczej aktem przemocy»” (72).

    „[U]stawy, które dopuszczają bezpośrednie zabójstwo niewinnych istot ludzkich, poprzez przerywanie ciąży i eutanazję, pozostają w całkowitej i nieusuwalnej sprzeczności z nienaruszalnym prawem do życia, właściwym wszystkim ludziom, i tym samym zaprzeczają równości wszystkich wobec prawa. (…) Prawa, które dopuszczają oraz ułatwiają przerywanie ciąży i eutanazję, są zatem radykalnie sprzeczne nie tylko z dobrem jednostki, ale także z dobrem wspólnym i dlatego są całkowicie pozbawione rzeczywistej mocy prawnej. Nieuznanie prawa do życia, właśnie dlatego, że prowadzi do zabójstwa osoby, której społeczeństwo ma służyć, gdyż to stanowi rację jego istnienia, przeciwstawia się zdecydowanie i nieodwracalnie możliwości realizacji dobra wspólnego. Wynika stąd, że gdy prawo cywilne dopuszcza przerywanie ciąży i eutanazję, już przez ten sam fakt przestaje być prawdziwym prawem, moralnie obowiązującym” (72).

    „Otóż to właśnie ma dziś miejsce także na scenie polityki i państwa: pierwotne i niezbywalne prawo do życia staje się przedmiotem dyskusji lub zostaje wręcz zanegowane na mocy głosowania parlamentu lub z woli części społeczeństwa, choćby nawet liczebnie przeważającej. Jest to zgubny rezultat nieograniczonego panowania relatywizmu: „prawo” przestaje być prawem, ponieważ nie jest już oparte na mocnym fundamencie nienaruszalnej godności osoby, ale zostaje podporządkowane woli silniejszego. W ten sposób demokracja, sprzeniewierzając się własnym zasadom, przeradza się w istocie w system totalitarny. Państwo nie jest już „wspólnym domem”, gdzie wszyscy mogą żyć zgodnie z podstawowymi zasadami równości, ale przekształca się w państwo tyrańskie, uzurpujące sobie prawo do dysponowania życiem słabszych i bezbronnych, dzieci jeszcze nie narodzonych, w imię pożytku społecznego, który w rzeczywistości oznacza jedynie interes jakiejś grupy” (20).

    Powinność przeciwstawienia się niegodziwym prawom

    „Przerywanie ciąży i eutanazja są zatem zbrodniami, których żadna ludzka ustawa nie może uznać za dopuszczalne. Ustawy, które to czynią, nie tylko nie są w żaden sposób wiążące dla sumienia, ale stawiają wręcz człowieka wobec poważnej i konkretnej powinności przeciwstawienia się im poprzez sprzeciw sumienia. (…) Już w Starym Testamencie znajdujemy wymowny przykład oporu wobec niesprawiedliwego rozporządzenia władz — i to właśnie takiego, które było wymierzone przeciw życiu. Żydowskie położne sprzeciwiły się faraonowi, który nakazał zabijać wszystkie nowo narodzone dzieci płci męskiej: «nie wykonały rozkazu króla egipskiego, pozostawiając przy życiu [nowo narodzonych] chłopców» (Wj 1,17). Trzeba jednak zwrócić uwagę na głęboki motyw takiej postawy: «położne bały się Boga». Właśnie z posłuszeństwa Bogu (…) człowiek czerpie moc i odwagę, aby przeciwstawiać się niesprawiedliwym ludzkim prawom. Jest to moc i odwaga tego, kto gotów jest nawet iść do więzienia lub zginąć od miecza, gdyż jest przekonany, że «tu się okazuje wytrwałość i wiara świętych» (Ap 13,10)” (73).

    Zakaz głosowania przeciwko prawu do życia

    „Tak więc w przypadku prawa wewnętrznie niesprawiedliwego, jakim jest prawo dopuszczające przerywanie ciąży i eutanazję, nie wolno się nigdy do niego stosować «ani uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu, ani też okazywać mu poparcia w głosowaniu»” (73). „Wprowadzenie niesprawiedliwych ustaw prawnych stawia często ludzi moralnie prawych przed trudnymi problemami sumienia dotyczącymi kwestii współpracy, a wynikającymi z obowiązku obrony własnego prawa do odmowy uczestnictwa w działaniach moralnie złych. Decyzje, które trzeba wówczas podjąć, są nieraz bolesne i mogą wymagać rezygnacji z osiągniętej pozycji zawodowej albo wyrzeczenia się słusznych oczekiwań związanych z przyszłą karierą” (74).

    Budowa państwa o ludzkim obliczu

    „Sprawa życia oraz jego obrony i promocji nie jest wyłączną prerogatywą chrześcijan. Choć czerpie swe niezwykłe światło i moc z wiary, należy do każdego ludzkiego sumienia, które dąży do prawdy i któremu nie są obojętne losy ludzkości. Życie ma w sobie niewątpliwie coś świętego i religijnego, ale ten jego aspekt nie dotyczy tylko wierzących: chodzi bowiem o wartość, którą każda ludzka istota może pojąć także w świetle rozumu i dlatego bez wątpienia odnosi się ona do wszystkich. (…) Kiedy Kościół stwierdza, że bezwarunkowe poszanowanie prawa do życia każdej niewinnej osoby — od poczęcia do naturalnej śmierci — jest jednym z filarów każdego cywilizowanego społeczeństwa, «pragnie po prostu przyczyniać się do budowy państwa o ludzkim obliczu. Państwa, które uznaje za swą podstawową powinność obronę fundamentalnych praw człowieka, zwłaszcza człowieka słabszego». (…). Nie może bowiem istnieć prawdziwa demokracja, jeżeli nie uznaje się godności każdego człowieka i nie szanuje jego praw. Nie może istnieć prawdziwy pokój, jeśli się nie bierze w obronę i nie popiera życia (…)” (101).

    Przytoczone fragmenty encykliki św. Jana Pawła II pokazują, że nauczanie Magisterium Kościoła jest jednoznaczne: każdy człowiek prawego sumienia – także nie należący do Kościoła katolickiego – stoi wobec moralnego obowiązku uszanowania ludzkiego życia od poczęcia, aż do naturalnej śmierci.

    Niejednokrotnie w życiu publicznym daje się słyszeć fałszywą tezę: „większość ma zawsze rację”. W demokracji – niewątpliwie – większość podejmuje decyzje. Nie oznacza to jednak, że racja jest po stronie większości, a jedynie, że mniejszość nie potrafiła znaleźć wystarczająco przekonujących argumentów, aby stać się większością. O racji nie decyduje liczba zwolenników danego poglądu. Racja – przede wszystkim racja etyczna – często jest po stronie mniejszości. Niekiedy zaś – o czym przypomina postać Sokratesa – po stronie pojedynczego człowieka o dobrze uformowanym sumieniu.

    W duchu odpowiedzialności za Kościół w Polsce i za dobro naszej wspólnej Ojczyzny, wzywam wszystkich ludzi dobrej woli, by jednoznacznie opowiedzieli się za życiem. Szczególny apel kieruję do członków obu izb parlamentu i prezydenta Rzeczypospolitej, by dali świadectwo prawdziwej troski o życie bezbronne, bo nienarodzone.

    + Stanisław Gądecki
    Arcybiskup Metropolita Poznański
    Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

    Rzym, dnia 26 stycznia 2024 roku

    źródło: KAI, BP KEP

    ______________________________________________________________________________________________________________

    

    Dlaczego Bóg karze? O. Salij: Bo kocha!

    fot. Screenshot – YouTube (Teologia Polityczna)/Lot z córkami ucieka z Sodomy, za nimi odwracająca się jego żona, ilustracja z 1918 via: Wikipedia (domena publiczna)

    ***

    Dlaczego Bóg karze? O. Salij: Bo kocha!

    Nie wiem, skąd mi się wzięło takie przekonanie, że Kościół współczesny nie naucza już o karze Bożej, gdyż było to nazbyt ludzkie ujmowanie stosunku Boga do ludzi. Jakież było moje zdziwienie, kiedy w Apokalipsie przeczytałam tę oto modlitwę: “Dokądże, Władco święty i prawdziwy, nie będziesz sądził i wymierzał za krew naszą kary tym, co mieszkają na ziemi?” (6,10) Jak się wtedy poczułam, zachowam to dla siebie. W każdym razie zrozumiałam, że Pismo Święte nie tylko mówi o karze Bożej za grzechy, ale mówi to jeszcze w taki sposób, że nawet gdyby ktoś nie znał teorii resentymentu, to i tak w duchu tej teorii przytoczoną tu modlitwę zrozumie. Myślę, że Kościół i teologia mają jakieś metody ochrony wiernych przed nazbyt ludzkim rozumieniem takich wypowiedzi Pisma Świętego. Sama nie wiem, czego ja od Ojca oczekuję. Najprościej by było, gdyby Ojciec napisał, co myśli na temat kary Bożej.

    ODPOWIADA O. JACEK SALIJ OP:

    Postaram się nie powtarzać tego, co napisałem w tekście o gniewie Bożym (znajduje się on w mojej książce pt. Pytania nieobojętne). Próbowałem tam pokazać, iż nie tylko jest tak, że miłosierdzie Boże jest większe od Jego gniewu, ale również sam gniew Boży jest przejawem Jego miłości do nas. To po prostu niemożliwe, żeby Bóg był obojętny wobec zła, jakie czynimy. Znaczyłoby to, że my sami jesteśmy Mu obojętni, czyli że nas nie kocha.

    Przeinaczylibyśmy również prawdę o karze Bożej, gdybyśmy nie umieli w niej dostrzec przejawu Bożej miłości. Najpierw zauważmy, że tak już jesteśmy stworzeni, że czynienie zła i trwanie w złu niszczy nas i sprowadza na nas nieszczęście. Tutaj nie potrzeba nawet żadnej dodatkowej kary. Po prostu tak to już jest, że kto szuka korzyści lub szczęścia, nie licząc się z Bożymi przykazaniami, prędzej czy później przekona się, że działał przeciwko samemu sobie. Wprawdzie można powiedzieć, że na syna marnotrawnego Bóg w końcu zesłał karę. Ale przecież samo jego postępowanie prowadziło go do coraz to głębszej degradacji. Jak powiada przysłowie: “zło trawi samo siebie”.

    I to jest pierwsza różnica, jaka dzieli karę Bożą od kar ludzkich: Ludzie wymierzają karę w następstwie jakiegoś przestępstwa, kara Boża zawarta jest już w samym grzechu, tyle że grzesznik nie zawsze od razu to spostrzega. “Twoja niegodziwość cię karze — wypomina Bóg swojemu grzesznemu ludowi — twoje przestępstwo jest tym, co cię chłoszcze. Poznaj i zobacz, jak źle ci i gorzko, żeś opuściła Pana, Boga twego, i żadnej trwogi nie miałaś przede Mną” (Jr 2,19; por. 6,19).

    Pomyślmy sobie teraz, jakie to by było straszne, gdyby grzech nie sprowadzał na nas nieszczęścia. To by było gorzej jeszcze, niż kiedy żonie mąż nie jest potrzebny do szczęścia. Bo wprawdzie nie jest to normalne, że małżonkowie nie są sobie potrzebni do szczęścia, ale taką sytuację da się jeszcze wyobrazić. Jakże jednak człowiek może być szczęśliwy bez Boga? To trochę tak, jakby ktoś chciał oddychać bez powietrza albo najeść się tym, że mu się śniło jedzenie. Skoro grzech jest odejściem od Boga, rozumie się samo przez się, że jest to droga ku samozniszczeniu. Świat byłby absurdalny, gdyby było inaczej.

    “Grzech sam w sobie jest karą” — powiada mądre przysłowie. To prawda, że czasem działa on jak narkotyk i może dać człowiekowi na jakiś czas poczucie szczęścia i spełnienia, ale obiektywnie każdy grzech zmienia sytuację człowieka na gorsze. Toteż najbardziej tragiczną i przeklętą karą za grzech jest to, że otwiera on wrota do grzechów następnych. Jak powiada Apostoł Paweł: Tych, którzy nie liczą się z Bogiem, “wydał Bóg na pastwę ich bezużytecznego rozumu, tak że czynią to, co się nie godzi” (Rz 1,28).

    My czasem sądzimy, że utrapienia, które nas spotykają, są karą za nasze grzechy. Otóż tylko w szerokim sensie może to być prawda. Przecież nawet wówczas, kiedy są one oczywistym skutkiem jakichś naszych grzechów, stanowią raczej miłosierne upomnienie, żebyśmy jak najszybciej porzucili grzech, gdyż niszczy w nas samą duszę. W Piśmie Świętym czytamy nieraz, że grzesznik, któremu wszystko wiedzie się pomyślnie, powinien się tym bardzo zaniepokoić — kto wie, może to jest znak, że sam Bóg traci już nadzieję na jego nawrócenie.

        Pamiętny wyraz tej intuicji dał Adam Mickiewicz:
        Onego czasu w upał przyszli ludzie różni
        Zasnąć pod cieniem muru; byli to podróżni.
        Między nimi był zbójca; a gdy inni spali,
        Anioł Pański zbudził go: “Wstań, bo mur się wali”.
        On zbójca był ze wszystkich innych najzłośliwszy:
        Wstał, a mur inne pobił. On ręce złożywszy
        Bogu dziękował, że mu ocalono zdrowie.
        A Anioł Pański stanął przed nim i tak powie:
        “Ty najwięcej zgrzeszyłeś! kary nie wyminiesz,
        Lecz ostatni najgłośniej, najhaniebniej zginiesz”.

    Nie będę tu wskazywał wszystkich biblijnych źródeł tej poetyckiej przypowieści z Dziadów, części trzeciej, ale warto przynajmniej przytoczyć tu następującą wypowiedź Drugiej Księgi Machabejskiej: “Znakiem wielkiego dobrodziejstwa jest to, iż grzesznicy nie są pozostawieni w spokoju przez długi czas, ale że zaraz dosięga ich kara. Nie uważał bowiem Pan, że z nami trzeba postępować tak samo, jak z innymi narodami, co do których pozostaje cierpliwy i nie karze ich tak długo, aż wypełnią miarę grzechów. Nie chciał bowiem karać nas na końcu, dopiero wtedy, gdyby nasze grzechy przebrały miarę. A więc nigdy nie cofa On od nas swojego miłosierdzia; choć wychowuje przez prześladowania, to jednak nie opuszcza swojego ludu” (2 Mch 6,13-16; por. Am 4,6-12).

    Sami wiemy najlepiej, że to trudne miłosierdzie Boga wobec nas — miłosierdzie wyrażające się spuszczaniem na nas utrapień — bywa szczególnie skuteczne. Iluż to ludzi pod wpływem doznanych utrapień opamiętało się! “Wszystko, co na nas sprowadziłeś — modli się pokornie Azariasz — i wszystko, co nam uczyniłeś, uczyniłeś według sprawiedliwego sądu. (…) Niech jednak dusza strapiona i duch uniżony znajdą u Ciebie upodobanie. (…) Nie zawstydzaj nas, lecz postępuj z nami według swojej łagodności i według wielkiego swego miłosierdzia!” (Dn 3,31.39.42).

    Właśnie w tej perspektywie należy rozumieć modlitwę z Apokalipsy, która tak Panią zaniepokoiła. Proszę zauważyć, że nie jest to modlitwa ludzi takich samych jak my, a więc narażonych na subiektywizm oraz ciemne uczucia wobec swych prześladowców. Jest to modlitwa męczenników, którzy już oglądają święte oblicze Boga. Czyż serce nie podpowiada nam, że oni błagają Boga, aby nie zrażał się zatwardziałością swoich nieprzyjaciół, ale miłosiernie spuścił na nich utrapienia? Przecież nawet skałę da się skruszyć!

    Podsumujmy. O karze za grzechy mówi słowo Boże jakby na dwóch płaszczyznach. W sensie ścisłym karą za grzech są ciemności przebywania poza obecnością Bożą, wystawienie samego siebie na pustkę i bezsens. Mówiąc inaczej, karą za grzech jest sam grzech; nasze przebywanie w świecie bez Boga.

    Pismo Święte mówi ponadto o karze za grzech w sensie nieścisłym. Są to utrapienia, będące albo zwyczajną konsekwencją naszych grzechów, albo nawet przychodzące na nas w wyniku szczególnej ingerencji Bożej Opatrzności w nasze życie: abyśmy zaprzestali wreszcie iść do własnej zguby. Tego rodzaju “kara” jest znakiem Bożego miłosierdzia: Bóg usiłuje w ten sposób przywrócić nas do duchowej przytomności, abyśmy nie spadli do przepaści.

    Dla uniknięcia nieporozumień dodajmy jeszcze, że nie wszystkie utrapienia, które nas spotykają, muszą mieć właśnie ten sens. Bóg dopuszcza na nas również takie utrapienia, które stanowią raczej próbę i oczyszczenie niż wezwanie do opamiętania. “Bo kogo Bóg miłuje, tego karze. Chłoszcze zaś każdego, kogo uznaje za syna” (Prz 3,12; Hbr 12,6).

    mp/Fronda.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Witold Gadowski:

    Euromarksiści rozprawili się z prawdą nieodwołalnie

    „Bez Pana Boga nie ma mowy o uniwersalnych wartościach, prawie naturalnym czy o wspólnym przestrzeganiu praw człowieka” – pisze na łamach tygodnika „Niedziela” Witold Gadowski.

    Koncepcję świata bez Boga przejawia przede wszystkim Komisja Europejska. Jak podkreśla Gadowski, negacja obecności Boga wśród europejskich biurokratów opiera się na stwierdzeniu, iż skoro „współczesna nauka” nie jest w stanie Go określić i wyjaśnić natury Jego istnienia, to znak, że takowa postać nie istnieje.

    „Co prawda wybitni specjaliści z zakresu fizyki i matematyki w dużej części umywają ręce przed takimi kategorycznymi stwierdzeniami, nasi eurokraci jednak są pewni, że Boga nie ma, a to co jest z Nim związane, nie ma żadnego sensu” – podkreśla Witold Gadowski. Jak dodaje – „ich dowody są przy tym równie mocne, jak ongiś twierdzenia, że Gagarin był w kosmosie i Boga nie zobaczył”.

    W postrzeganiu świata, w którym Bóg nie stanowi jedynej prawdy, takowych może być wiele, a zdarza się i tak, że zaczynają one wchodzić ze sobą w kolizję. „Oczywiście, nikomu z biurokratów [to] nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, stanowi dowód na zdrową różnorodność. Z prawdą euromarksiści rozprawili się więc nieodwołalnie. Każdy ma swoją, a obowiązuje ta, za którą stoją największe wpływy” – podsumowuje dziennikarz.

    Podobnie sprawa ma się z uniwersalną dotąd etyką. Jeśli założymy, że Pana Boga, a wraz z nim jednej, niezbywalnej prawdy nie ma, trudno będzie nam ustalić jak owa etyka miałaby wyglądać. „Każdy przecież znów może mieć swój prywatny odstęp do objawień mówiących o tym, jakie zasady powinny powszechnie obowiązywać”- stwierdza. Skoro „nie ma Istoty Najwyższej, nie ma więc także mowy o ostatecznym ukorzenieniu, zuniwersalizowaniu jakichkolwiek wartości”.

    Błędne koło się zamyka, a my dochodzimy do wniosku, że każdy ma swoją hierarchie wartości i drugi człowiek nie ma prawa w nią ingerować. „Pomieszanie etycznych języków skutkuje powrotem prawa silniejszego i narzucaniem innym swoich standardów oraz ogólną barbarią” – podsumowuje dziennikarz.

    Kolejną konsekwencją odrzucenia Pana Boga jako prawdy absolutnej jest mnożenie się tzw. „ofert światopoglądowych”. Zdaniem autora – „w Jego miejsce szybko zostanie podstawiona galeria coraz większych absurdów”. „Pojawią się coraz to nowe zabobony i prymitywna magia, które są rozpowszechnione jako najbardziej modne i sprawdzone sposoby patrzenia na świat” – dodaje.

    Publicysta podkreśla, iż konsekwencje wycięcia Boga z postrzegania świata „można obserwować chociażby na tzw. paradach równości, które z paradami równości mają tyle wspólnego, ile z nauką twierdzenie o tym, że Boga nie ma”.

    źródło: Tygodnik Niedziela

    ______________________________________________________________________________________________________________

    

    22 stycznia 2024

    PATRON DNIA – ŚW. WINCENTY PALLOTTI

    ZAŁOŻYCIEL STOWARZYSZENIA APOSTOLSTWA KATOLICKIEGO KSIĘŻY PALLOTYNÓW

    

    This image has an empty alt attribute; its file name is Wincenty-Pallotti-zrodlo-pallotyni.pl_-e1705909508856.jpg

    ***

    ***

    Zakon Jezuitów otrzymał od swojego Założyciela motto:

    DLA WIĘKSZEJ CHWAŁY BOGAAD MAIOREM DEI GLORIAM

    Założyciel Księży Pallotynów swoim duchowym synom przekazał 4 zawołania:

    DLA NIESKOŃCZONEJ CHWAŁY BOGA – AD INFINITAM DEI GLORIAM

    DLA ZBAWIENIA DUSZ – AD SALVANDAS ANIMAS

    DLA ZNISZCZENIA GRZECHU – AD DESTRUENDUM PECATUM

    PAX CHRISTI – POKÓJ CHRYSTUSOWY

    ________________________________________________________________

    „O Boże, jakże ograniczone są nasze siły!
    Pocieszmy się jednak, że najdobrotliwszy Bóg znajduje upodobanie już w samych naszych pragnieniach,
    a więc przez nie już składamy Mu hołd uwielbienia!
    A zatem wszędzie tam, dokąd nie dociera skuteczność naszych uczynków, przeniknąć zdołamy,
    rozwijając na skrzydłach pragnień lot pokory i ufności”

    „Przypominaj sobie często, że jeśliby inni mieli do dyspozycji twoje środki i możliwości czynienia dobra, byliby wielkimi świętymi.”

                                                             św. Vincenty Pallotti

    ***

    W Kościele wspominamy dziś św. Wincentego Pallottiego – założyciela Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego, którego integralną częścią są pallotyni i pallotynki. „Po Soborze Watykańskim II charyzmat pallotyński stał się charyzmatem całego Kościoła. Członkowie zgromadzenia starają się odpowiadać na potrzeby ludzi” – powiedział portalowi Polskifr.fr pracujący we Francji superior Regii Miłosierdzia Bożego, ks. Krzysztof Hermanowicz SAC.

    Św. Wincenty Pallotti (1795-1850) był rzymskim kapłanem. Miał proroczą, nową jak na współczesny mu czas, ideę, żeby każdy ochrzczony był apostołem, świadkiem wiary, nadziei i miłości.

    „Chciał, aby każdy ochrzczony brał przykład z Jezusa Chrystusa – Apostoła Ojca Przedwiecznego. Abyśmy mogli wypełnić misję apostoła, mamy obrać jako naszą Przewodniczkę Maryję – Królową Apostołów, która pozostaje na modlitwie z Apostołami w Wieczerniku, oczekując na dar Ducha Świętego” – podkreślił ks. Krzysztof Hermanowicz.

    Ze względu na te idee angażowania ludzi świeckich w życie Kościoła Wincenty Pallotti bywa nazywany „prekursorem Akcji Katolickiej”. Papież Paweł VI powiedział o nim: „Obecnie jest rzeczą pewną, że Pallotti był zwiastunem przyszłości. Prawie o sto lat uprzedził on odkrycie następującego faktu: w świecie laików, do tego czasu biernym, ospałym, lękliwym i niezdolnym do wypowiedzenia się, istnieje wielka energia służenia dobru”.

    „Jak przypomina Katechizm Kościoła Katolickiego, poprzez chrzest stajemy się »żywymi kamieniami«. Każdy ochrzczony staje jest współodpowiedzialny za Kościół, każdy poprzez chrzest ma uczestniczyć w kapłaństwie Chrystusa, w Jego misji prorockiej i królewskiej” – podkreślił superior pallotynów.

    W czasach Pallottiego w praktyce nie było to aż tak bardzo oczywiste, ale od czasu Soboru Watykańskiego II (1962-1965) ta prorocza idea stała się udziałem całego Kościoła.

    Z czasem ludzie, pociągnięci jego przykładem, zaczęli gromadzić się wokół Wincentego Pallottiego. A on wciąż ich zachęcał, przykładem i słowem, do podejmowania różnych inicjatyw na rzecz Kościoła. Księża, bracia, siostry, ludzie świeccy, którzy określają siebie jako duchowe dzieci Pallottiego, nadal starają się żyć charyzmateùm założyciela, odczytując „znaki czasu” i odpowiadając, w czasie i w miejscu, w którym żyją, na konkretne potrzeby Kościoła i człowieka.

    „Angażują się w pracę duszpasterską w parafiach krajów, w których brakuje księży, prowadzą działalność misyjną, ekumeniczną, charytatywną, medialną, formację ludzi świeckich… Wszystko to w duchu zawołania św. Pawła: »Miłość Chrystusa przynagla nas« (2 Kor 5,14)”– zaznaczył rozmówca Polskifr.fr.

    We Francji pallotyni służą miejscowemu Kościołowi i starają się pozostać w służbie rodakom, pomagając im w utrzymaniu i przekazywaniu wiary młodym pokoleniom, ale także kultury polskiej, ojczystego języka i zwyczajów.

    „Przykładami takiej działalności są nasze ośrodki duszpasterskie w Arcueil, w Osny, w Oignies czy w Joinville-le-Pont, szkoły polskie przy naszych parafiach, czy też Centrum Dialogu w Paryżu lub ośrodek w Montmorency. Nie można zapomnieć także o lipcowych Zjazdach Katolickich w Osny, które nie tylko pozwalają Polakom znaleźć we Francji kawałek Ojczyzny, ale są także, dzięki obecności licznych przyjaciół francuskich, pomostem między Polską i Francją” – ocenił ks. Krzysztof Hermanowicz.

    22 stycznia 2024/Radio Maryja

    ***

    ______________________________________________________________________________________________________________

    NOWENNA PRZED UROCZYSTOŚCIĄ

    ŚW. WINCENTEGO PALLOTTIEGO

    This block contains unexpected or invalid content.

    Attempt Block Recovery

    Jan Ekiert (1907-1993), Wincenty Pallotti (1963) © SAC

    ***

    W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

    P. Módlmy się. Wszechmogący Boże, oświeć światłem wiary i rozpal żarem miłości nasze serca, abyśmy jako wspólnota zgromadzona wokół św. Wincentego Pallottiego, mogli godnie uczcić Twój majestat i przyczynić się do budowania Królestwa Bożego i zjednoczenia wszystkich ludzi wokół Twojego Syna, a naszego Pana Jezusa Chrystusa. Który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków.

    W. Amen.


    ROZWAŻANIA NA POSZCZEGÓLNE DNI NOWENNY:

    Wprowadzenie

    Dzień I   Bóg jest Miłością Nieskończoną i Miłosierdziem

    Dzień II Stworzenie człowieka

    Dzień III   Powołanie do świętości

    Dzień IV Apostoł Ojca Przedwiecznego

    Dzień V Naśladowanie Chrystusa

    Dzień VI   Maryja, Królowa Apostołów

    Dzień VII   Misja Ewangelizacyjna

    Dzień VIII  Jedność chrześcijan

    Dzień IX   Zjednoczenie Apostolstwa Katolickiego

    Zakończenie


    WPROWADZENIE:

    Nowenna jest modlitwą o charakterze błagalnym, odmawianą zwyczajowo przed każdą większą uroczystością lub wspomnieniem świętego, do którego ma się szczególne nabożeństwo. Odmawia się ją indywidualnie lub wspólnie przez dziewięć kolejnych dni dla uproszenia szczególnej łaski przez wstawiennictwo osoby, którą w nowennie przyzywamy.

    Proście, a otrzymacie, kołaczcie, a otworzą wam, szukajcie, a znajdziecie – powiedział Pan Jezus do swoich uczniów.

    Nowenna jest nie tylko przygotowaniem do obchodu jakiegoś ważnego wydarzenia, ale jest także dobrą okazją do zintensyfikowania swoich próśb, dlatego też modlitwa odmawiana przez kolejnych dziewięć dni ma niezwykłą skuteczność. Warto przy okazji odprawiania nowenny podjąć jakieś dodatkowe drobne wyrzeczenia, umartwienia, dobre uczynki, przystąpić do sakramentu pokuty i pojednania, uczestniczyć w Eucharystii i przyjąć Komunię Świętą.

    Nowenna przez wstawiennictwo św. Wincentego Pallottiego odprawiana jest przed jego liturgicznym wspomnieniem (w dniach od 13 do 21 stycznia), ma szczególną wymowę.

    13 stycznia 1850 roku, w ostatnim dniu Oktawy Epifanii, ks. Wincenty Pallotti posługiwał w konfesjonale. W czasie jednej ze spowiedzi zauważa, że jego penitent jest zziębnięty i nie ma na sobie wierzchniego okrycia. Zdejmuje wtedy swój płaszcz i oddaje go człowiekowi w potrzebie, co staje się z kolei przyczyną jego własnego przeziębienia. Przez kolejnych 9 dni choroba rozwija się i przeradza w zapalenie opłucnej. Wincenty Pallotti odchodzi do Pana w dniu 22 stycznia. Nowenna ta jest zatem niejako „czuwaniem przy łóżku konającego ks. Wincentego”.

    Przez tych dziewięć kolejnych dni rozważać będziemy dziewięć „kroków św. Wincentego”, czyli tych wszystkich spraw, którymi on żył. Wspólnie z nim będziemy kontemplowali Nieskończoną Miłość i Miłosierdzie Boga, stworzenie człowieka, nasze powołanie do świętości, posłannictwo Jezusa Chrystusa jako Apostoła Ojca Przedwiecznego i nasze naśladowanie Chrystusa, szczególną obecność NMP Królowej Apostołów, misję ewangelizacyjną Kościoła, budowanie jedności chrześcijan oraz Zjednoczenie Apostolstwa Katolickiego – dzieło, któremu poświęcił swoje życie.

    Niech zatem ta modlitwa i te rozważania będą dla nieskończonej chwały Boga i przyczynią się ku naszemu uświęceniu, zbawieniu dusz naszych i naszych bliźnich oraz zniszczeniu grzechu.

    _________________________________________

    DZIEŃ I

    Bóg jest Miłością Nieskończoną i Miłosierdziem

    Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga, (…) bo Bóg jest miłością. W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że to On sam nas pierwszy umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy. Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować (…). Bóg jest miłością, kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim.

    I List św. Jana Apostoła (4,7-16)

    This block contains unexpected or invalid content.

    Attempt Block Recovery

    Z PISM ŚW. WINCENTEGO PALLOTTIEGO:

    Bóg w Istocie swej to Miłość odwieczna, nieskończona i miłosierna bez granic; ja zaś, choć nieskończenie niegodny, aby w sercu mym rozlana była miłość Boża, to jednak ufam mocno, że Bóg, który jest Miłością w swej Istocie, przepaja mnie miłosiernie odwieczną swą i nieskończoną miłością, i ufam, że niweczy we mnie przez to całą mą świecką i przyziemną miłość oraz wszelkie jej następstwa i wszelkie myśli, słowa i uczynki, jakie spełniałem wbrew miłości Boga i bliźniego. I żywię nadto nadzieję, że niweczy mnie przez to na duszy, jak w ciele i w czynach tak dalece, że jestem jakby mnie nigdy nie było i jakbym nigdy nie miał być na świecie i że we mnie i we wszystkim był i jest zawsze Bóg – Miłość z Istoty swej odwieczna, niezmierna, nieskończona, niepojęta i bezgranicznie miłosierna – sam Bóg, wszystkie Boskie Osoby, wszystkie nieskończone przymioty.

    Wybór Pism, t. III, s. 249-250

    ____________________________________________

    MODLITWA DNIA:

    P. Boże, nasz Ojcze, Ty jako jedyne źródło miłości pierwszy nas umiłowałeś, abyśmy napełnieni bogactwem Twojej łaski, mogli żyć jedynie dla Twej miłości. Ty w ciągu wieków zapewniałeś nas o Twojej dobroci względem nas, a w tych ostatecznych czasach zesłałeś nam Twojego Umiłowanego Syna, a naszego Pana Jezusa Chrystusa, który jest pełnym objawieniem Twojej miłości i wierności. On to, umiłowawszy nas do końca, wydał samego siebie na okup za nasze grzechy, a umierając na drzewie krzyża, przywrócił nam życie wieczne. Dziękując Tobie za tak wielkie dary i wierząc, że jako nasz Najlepszy Ojciec pragniesz jedynie naszego szczęścia, ośmielamy się Ciebie prosić (o oraz) o łaski, których nam potrzeba. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    W. Amen.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    DZIEŃ II

    Stworzenie człowieka

    Bóg rzekł: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!”. Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. Po czym Bóg im błogosławił (…). A Bóg widział, że wszystko, co uczynił było bardzo dobre.

    Księga Rodzaju (1, 26-31)

    This block contains unexpected or invalid content.

    Attempt Block Recovery

    mal. Bruno Zwiener

    ***

    Z PISM ŚW. WINCENTEGO PALLOTTIEGO:

    Człowiek jest, jak nas o tym poucza święta wiara, stworzony na obraz i podobieństwo Boga, Bóg zaś ze samej swej istoty jest miłością. A zatem człowiek na mocy samego aktu stwórczego jest żywym obrazem miłości Bożej. Bóg zaś, który ze samej swej istoty jest miłością, w swojej zewnętrznej działalności zawsze się skłania do działania na korzyść człowieka i to tak bardzo, że Syna swego Jednorodzonego zesłał, aby Ten swoją śmiercią krzyżową odkupił rodzaj ludzki. Jak Chrystus „stał się dla nas posłuszny aż do śmierci i to śmierci krzyżowej”, tak też i człowiek winien, w miarę swoich możliwości, naśladować Boga, okazując przy pomocy swoich uczynków czynną miłość bliźniemu, którym jest każdy człowiek zdolny do poznania Boga, niezależnie od warstwy społecznej, strefy geograficznej, narodowości itd. Dlatego też człowiek, mając na uwadze samą istotę aktu stwórczego, nie może się uchylać od przykazania miłości. Przyjąwszy zaś, że przykazanie miłości bliźniego, nakazujące nam kochać bliźniego jak siebie samego, jest naszym obowiązkiem, każdy już łatwo może sobie uświadomić, że nikt nie kocha siebie samego, jeśli całym sercem, całą duszą i wszystkimi siłami nie stara się w sposób skuteczny o własne zbawienie wieczne; i to, że nikt nie kocha bliźniego swego jak siebie samego, jeżeli nie stara się o wieczne zbawienie bliźniego tak, jak o swoje.

    Wybór Pism, t. I, s. 59-60

    _________________________________________________

    MODLITWA DNIA:

    P. Ojcze święty, Ty jeden jesteś Bogiem żywym i prawdziwym, Ty jesteś przedwieczny i trwasz na wieki. Tylko Ty, Boże, jesteś dobry i jako jedyne źródło życia powołałeś wszystko do istnienia, aby napełnić swoje stworzenia dobrami i wiele z nich uszczęśliwić jasnością Twojej chwały. Wysławiamy Cię, Ojcze święty, bo jesteś wielki i wszystkie stworzenia głoszą Twoją mądrość i miłość. Ty stworzyłeś człowieka na swoje podobieństwo i powierzyłeś mu cały świat, aby służąc Tobie samemu jako Stwórcy, rządził wszelkim stworzeniem. Dlatego też ośmielamy się wzywać Twego Świętego Imienia i z ufnością, że zostaniemy wysłuchani, ośmielamy Cię prosić (o… oraz) o łaski, których nam potrzeba. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    W. Amen.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    DZIEŃ III

    Powołanie do świętości

    Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie objawiło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się to objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest. Każdy, kto pokłada w Nim tę nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty.

    I Listu św. Jana Apostoła (3, 2-3)

    This image has an empty alt attribute; its file name is ANF-Saint-Vincent-Pallotti-1600x900.jpg

    Z PISM ŚW. WINCENTEGO PALLOTTIEGO:

    Pomiędzy innymi łaskami, o które zwracam się z prośbą do mojego Ojca Niebieskiego, mojego nade wszystko najukochańszego oblubieńca Jezusa i mojej nade wszystko najukochańszej Matki Marii, aniołów i świętych, i błagam wszystkie inne stworzenia o wyjednanie tego za mnie, proszę, by Pan prowadził mnie drogą, że tak powiem, nieskończenie świętą, bezpieczną, doskonałą i ukrytą przed oczyma ludzi; proszę o dar świętej wytrwałości w dobrym i nieustające pomnażanie żarliwości w świętej służbie Bożej, a to ku nieskończonej chwale i czci Boga, oraz korzyści wszystkich dusz. Świętość jest konieczna. Ufam wielce dobroci Boga, że dla zasług świętych, aniołów, Marii i Jezusa wpoi ufność otrzymania tej łaski, która uświęca i sprawia, iż dla samej chwały Boga dokonujemy największych rzeczy i że zaszczepi we mnie najwyższe stopnie świętości i doskonałości.

    Postanowienia i dążenia, 116, 211 i 81

    ______________________________________________________________

    MODLITWA DNIA:

    P. Boże, źródło życia i świętości, tylko Ty jesteś święty i godzien wszelkiej chwały. Ty z miłości stworzyłeś człowieka i powołujesz go do świętości, aby mógł we wspólnocie z Tobą przebywać w Twojej chwale i radować się Twoją obecnością. Dlatego słusznie Cię sławi wszelkie stworzenie, bo przez Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, staliśmy się Twoimi przybranymi dziećmi, a mocą Twojego Świętego Ducha ożywiasz nas i uświęcasz. Przez zasługi i wstawiennictwo wszystkich Świętych, wdzięczni za Twoje wielkie miłosierdzie względem nas, ośmielamy się Ciebie prosić (o… oraz) o łaski, których nam potrzeba. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    W. Amen.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    DZIEŃ IV

    Apostoł Ojca Przedwiecznego

    Jezus, podniósłszy oczy ku niebu, rzekł: „Ojcze, nadeszła godzina. Otocz swojego Syna chwałą, aby Syn Ciebie nią otoczył i aby mocą władzy udzielonej Mu przez Ciebie nad każdym człowiekiem dał życie wieczne wszystkim tym, których Mu dałeś. A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa. Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania. A teraz Ty, Ojcze, otocz Mnie u siebie chwałą, którą miałem u Ciebie wpierw, zanim świat powstał”.

    Ewangelii według św. Jana (17, 1-5)

    This block contains unexpected or invalid content.

    Attempt Block Recovery

    Z PISM ŚW. WINCENTEGO PALLOTTIEGO:

    Przykazanie zaś miłości, które wszystkim nakazuje wielbić i ponad wszystko kochać Boga, a bliźniego swego miłować jak siebie samego, zobowiązuje nas również do starania się wszelkimi możliwymi sposobami o wieczne zbawienie tak swoje, jak i bliźniego. Staje się to jeszcze bardziej oczywiste, gdy przypomnimy sobie to, co mówi Duch Święty: „Każdemu z osobna dał Bóg rozkazanie o bliźnim jego”. Każdemu więc Bóg przykazał się troszczyć o wieczne zbawienie bliźniego. A ponieważ w wypełnianiu tego przykazania winniśmy naśladować Jezusa Chrystusa, który jest Apostołem Ojca Przedwiecznego, przeto życie Jezusa Chrystusa, będące Jego apostolstwem, ma być dla każdego wzorem apostolstwa. A że wszyscy są wezwani i, co więcej, zobowiązani do naśladowania Jezusa Chrystusa, przeto wszyscy powołani są do apostolstwa stosownie do swojego stanu i zawodu. Ale ponieważ nie wszyscy przestrzegają przykazania miłości Boga i bliźniego tak doskonale, jak to przykazał Jezus Chrystus, mówiąc: „Bądźcie doskonałymi, jak Ojciec wasz Niebieski jest doskonałym”, stąd też nie wszyscy zasługują na miano „apostoła”. Jednak miłość Pana naszego Jezusa Chrystusa pobudza każdego człowieka do czynów apostolskich, aby każdy mógł zasłużyć na miano „apostoła” i zdobyć zasługę oraz cieszyć się chwałą, dzięki wstawiennictwu Królowej Apostołów, Najświętszej Maryi.

    Wybór Pism, t. I, s. 39

    ___________________________________________________

    MODLITWA DNIA:

    P. Panie, nasz Boże, Ty objawiłeś nam Umiłowanego Syna Twojego Jezusa Chrystusa jako Apostoła posłanego przez Ciebie dla dokonania dzieła naszego zbawienia. On to za sprawą Ducha Świętego stał się człowiekiem, narodził się z Maryi Dziewicy i był do nas podobny we wszystkim oprócz grzechu. Ubogim głosił dobrą nowinę o zbawieniu, jeńcom wyzwolenie, a smutnym radość. Aby wypełnić Twoje postanowienie, wydał się na śmierć krzyżową, a zmartwychwstając, zwyciężył śmierć i odnowił życie, abyśmy żyli już nie dla siebie, ale jedynie ku Twojej chwale. Wdzięczni za tak wspaniały dar Twojej miłości, z dziecięcą ufnością ośmielamy się Ciebie prosić (o… oraz) o łaski, których nam potrzeba. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    W. Amen.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    DZIEŃ V

    Naśladowanie Chrystusa

    Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swoje życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swojej duszy szkodę poniesie? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi i wtedy odda każdemu według jego postępowania”.

    Ewangelia według św. Mateusza (16, 24-27)

    This block contains unexpected or invalid content.

    Attempt Block Recovery

    Żyć w duchu świętego Wincentego Pallottiego

    Z PISM ŚW. WINCENTEGO PALLOTTIEGO:

    „Przeznaczył nas, abyśmy się stali na podobieństwo Syna Jego, żeby On był pierworodnym między wieloma braćmi” (por. Rz 8, 29). Święty Paweł Apostoł przestrzega nas, że Bóg chce, abyśmy dla osiągnięcia naszego jedynego, uszczęśliwiającego celu stali się podobni do Jego Jednorodzonego Syna, który dla nas stał się człowiekiem i który jest naszym pierworodnym Bratem. Naśladowanie zatem Pana naszego Jezusa Chrystusa jest tak niezbędne, jak niezbędne jest samo nasze zbawienie. Stąd też podstawową Regułą naszego najmniejszego Stowarzyszenia ma być życie Pana naszego Jezusa Chrystusa, po to, by naśladować Go w pokorze i z ufnością możliwie jak najdoskonalej we wszystkich Jego poczynaniach w życiu ukrytym i w publicznej posłudze ewangelicznej. Z tego powodu powinniśmy podejmować zawsze, najdoskonalej jak potrafimy, wysiłki zmierzające do tego, by nasze życie stawało się stale coraz bardziej podobne do życia pierworodnego naszego Brata Jezusa Chrystusa.

    Wybór Pism, t. II, s. 314

    _________________________________________________________________

    MODLITWA DNIA:

    P. Ojcze święty, wielbimy Ciebie, przez umiłowanego Syna Twojego Jezusa Chrystusa, za wspaniały plan Twojej miłości względem nas. On jest Słowem Twoim, przez które wszystko stworzyłeś. Jego nam zesłałeś jako Zbawiciela i Odkupiciela, który stał się człowiekiem za sprawą Ducha Świętego i narodził się z Dziewicy. On, spełniając Twoją wolę, nabył dla Ciebie lud święty, gdy wyciągnął swoje ręce na krzyżu, aby śmierć pokonać i objawić moc Zmartwychwstania. On swoim życiem wezwał nas do naśladowania, abyśmy upodobniwszy się do Niego, mogli osiągnąć życie wieczne w Twoim Królestwie. Za te znaki Twojej dobroci wychwalamy Cię i z ufnością Ciebie prosimy (o… oraz) o łaski, których nam potrzeba. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    W. Amen.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    DZIEŃ VI

    Maryja, Królowa Apostołów

    Wtedy wrócili do Jerozolimy. Przybywszy tam, weszli do sali na górze i przebywali w niej: Piotr i Jan, i Jakub, i Andrzej, Filip i Tomasz, Bartłomiej i Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Szymon Gorliwy, i Juda, brat Jakuba. Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, z Maryją, Matką Jezusa, i z braćmi Jego. Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też jakby języki z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym.

    Dzieje Apostolskie (1, 12-14; 2, 1-4)

    This image has an empty alt attribute; its file name is Kr%C3%B3lowo-Aposto%C5%82%C3%B3w.png

    Z PISM ŚW. WINCENTEGO PALLOTTIEGO:

    Postanawiam przedstawiać sobie (często to w sobie odnawiać), że w jakimkolwiek będę się znajdował miejscu, będę wraz ze wszystkimi stworzeniami w jerozolimskim Wieczerniku, gdzie Apostołowie otrzymali Ducha Świętego; i jak Apostołowie pozostawali tam z Najświętszą Maryją, tak będę sobie też wyobrażał, iż jestem tam z moją nade wszystko najukochańszą Matką Maryją i z nade wszystko najbardziej umiłowanym Oblubieńcem Jezusem, którzy – uważam to za pewne – jako moi najosobliwsi Obrońcy sprawią, że spłynie na mnie i na innych obfitość Ducha Świętego. A jak pragnę, aby ta obfitość Pańskiego Ducha pomnażała się we mnie i we wszystkich stworzeniach, w każdym, tak ze wszystkimi stworzeniami zostawać pragnę zawsze w tymże Wieczerniku. Tak też częściej wedle możności przedstawiać sobie będę, że kiedy ja i inne stworzenia trwamy w Wieczerniku, zstępuje na nas obfitość i pełnia Ducha Świętego. Pragnę z niej odnosić owoce tak obfite, jakie odnosiliby z niej wszyscy Święci, Apostołowie i Maryja.

    Wybór Pism, t. III, s. 46-47

    __________________________________________________________________

    MODLITWA DNIA:

    P. Wszechmogący, wieczny Boże, Ty w cudowny sposób wybrałeś Maryję na Matkę Twojego Jednorodzonego Syna, Jezusa Chrystusa. Ona, przyjmując niepokalanym sercem Twoje Słowo, poczęła Je w dziewiczym łonie i otaczała macierzyńską troską początek Kościoła, rodząc jego Założyciela. Przyjmując pod krzyżem testament Bożej miłości, wzięła za swoje dzieci wszystkich ludzi, którzy przez śmierć Chrystusa narodzili się do życia wiecznego. Gdy Apostołowie oczekiwali obiecanego Ducha Świętego, łączyła swe błagania z prośbami uczniów Chrystusa i stała się wzorem modlącego się Kościoła. Wyniesiona do niebieskiej chwały otacza macierzyńską miłością Kościół pielgrzymujący i wspiera go w dążeniach do wiecznej ojczyzny, aż nadejdzie pełen blasku dzień Pański. Wysławiając tak wielkie dzieła Twojej miłości oraz pokładając ufność we wstawiennictwo i zasługi naszej Matki i Królowej, ośmielamy się Ciebie prosić (o… oraz) o łaski, których nam potrzeba. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    W. Amen.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    DZIEŃ VII

    Misja ewangelizacyjna

    Jedenastu zaś uczniów udało się do Galilei, na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: „Dana Mi jest wszelka władza na niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przekazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.

    Ewangelia według św. Mateusza (28, 16-20)

    This block contains unexpected or invalid content.

    Attempt Block Recovery

    São Vicente Pallotti

    Z PISM ŚW. WINCENTEGO PALLOTTIEGO:

    Pobożne nasze Zjednoczenie, a jeszcze bardziej Stowarzyszenie Księży, stanowiące część wewnętrzną i dynamizującą tegoż Zjednoczenia, oddaje się od samego początku swego istnienia krzewieniu Królestwa Pana naszego Jezusa Chrystusa; poruszone zaś do żywego tkliwą miłością wyrażoną przez samego Odkupiciela w słowach: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście więc Pana żniwa, aby wysiał robotników na żniwo swoje” (Mt 9, 37-38), czuło się zawsze jak najbardziej zaangażowane do współdziałania, za pośrednictwem niezawodnego środka zalecanego przez Chrystusa w postaci modlitwy, w pozyskiwaniu ewangelicznych pracowników.

    Wybór Pism,t. II, s. 187

    __________________________________________________________

    MODLITWA DNIA:

    P. Boże, nasz Ojcze, Ty chcesz, aby wszystkie ludy i narody Ciebie poznały i jedynie Ciebie wielbiły jako swojego Pana i Stwórcę. Ty posłałeś na świat swojego Umiłowanego Syna Jezusa Chrystusa, aby wszystkim ludziom przyniósł zbawienie. Przez Niego posyłasz nieustannie głosicieli Dobrej Nowiny, aby Twoje Imię było wysławiane po całej ziemi. Ty powołałeś Kościół, aby był dla narodów sakramentem zbawienia i aby z wszystkich narodów wzrastał jeden lud święty. Wysławiamy Ciebie Boże, za wielkie dzieła Twojej Miłości i z pokorą ośmielamy Cię prosić (o…  oraz) o łaski, których nam potrzeba. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    W. Amen.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    DZIEŃ VIII

    Jedność chrześcijan

    Trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach. Bojaźń ogarniała wszystkich, gdyż Apostołowie czynili wiele znaków i cudów. Ci wszyscy, którzy uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali majątki i dobra i rozdawali je każdemu według potrzeby. Codziennie trwali jednomyślnie w świątyni, a łamiąc chleb po domach, spożywali posiłek w radości i prostocie serca. Wielbili Boga, a cały lud odnosił się do nich życzliwie. Pan zaś pomnażał im codziennie tych, którzy dostępowali zbawienia.

    Dzieje Apostolskie (2, 42-47)

    This block contains unexpected or invalid content.

    Attempt Block Recovery

    św. Vincenty Pallotti namalowany przez Oskara Kokoschka 






    Z PISM ŚW. WINCENTEGO PALLOTTIEGO:

    Jezus Chrystus zapowiedział czas, kiedy cały świat zjednoczy się jako jedna Owczarnia pod jednym Pasterzem. Nasza modlitwa o nadejście Królestwa podoba się Panu. Nasze dobre czyny, żarliwe modlitwy sprawiedliwych i wstawiennictwo Błogosławionej Dziewicy Maryi sprawią, że dzień ten nadejdzie. Mamy nadzieję, że przez naszą żarliwą modlitwę Bóg pozwoli, by już wkrótce nadszedł ten dzień, kiedy ujrzymy świat jako jedną Owczarnię pod jednym Pasterzem.

    Modlitewnik SAK, s. 70-71

    ________________________________________________________________________

    MODLITWA DNIA:

    P. Wszechmogący, wieczny Boże, nieustannie Ciebie wychwalamy i Tobie za wszystko składamy dzięki, przez naszego Pana Jezusa Chrystusa. Przez Niego bowiem doprowadziłeś nas do poznania Twojej prawdy, abyśmy złączeni węzłem jednej wiary i chrztu świętego, stali się członkami Jego Ciała. Przez Niego udzieliłeś wszystkim narodom Twojego Ducha Świętego, który działając przez rozmaite dary, jest Sprawcą jedności. Duch Święty zamieszkuje w Twoich przybranych dzieciach, napełnia cały Kościół i nim kieruje. Wierzymy, że przez nasze pokorne modlitwy przybliża się dzień, kiedy wszystkie ludy i narody zgromadzą się jako jedna Owczarnia pod jednym Pasterzem oraz ufamy, że wysłuchasz nasze prośby (o… oraz) o łaski, których nam potrzeba. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    W. Amen.

    _____________________________________________________________________________________________________________

    DZIEŃ IX

    Zjednoczenie Apostolstwa Katolickiego

    Jezus tak modlił się za swoich uczniów: „Teraz poznali, że wszystko, cokolwiek Mi dałeś pochodzi od Ciebie. Słowo bowiem, które Mi powierzyłeś, im przekazałem, a oni je przyjęli i prawdziwie poznali, że od Ciebie wyszedłem, oraz uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś. Ja za nich proszę. Ojcze święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My, wszyscy oni stanowili jedno. Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem, i oni poznali, żeś Ty Mnie posłał. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich.

    Ewangelia według św. Jana (17, 7-9a, 11b. 25-26)

    VINCENT-PALLOTT

    Public Domain

    MATKA BOŻEJ MIŁOŚCI – OBRAZ DCASSAROTTI NA RELIKWIARZU ŚW WINCENTEGO PALLOTIEGO

    ***

    Z PISM ŚW. WINCENTEGO PALLOTTIEGO:

    Celem Stowarzyszenia jest większa chwała Boża, uświęcenie i zbawienie wieczne duszy własnej i dusz naszych bliźnich przez życie czynne i bogomyślne i przez uczynki miłosierdzia co do ciała i duszy. Chodzi też o to, by wiodąc życie w pokorze i w prawdziwej zawisłości, jednoczyć świętym węzłem współzawodniczącej miłości i gorliwości duchowieństwo świeckie i zakonne w pełnieniu dzieł świętego posługiwania, aby w ten sposób skuteczniej zapewnić zbawienie dusz, a także, by wszystkich wiernych bez różnicy płci wszelkiego stanu, godności, stanowiska, tak pojedynczo, jak zbiorowo, zapraszać do tego, by każdy, wypełniając rzetelnie przykazanie miłości Boga i bliźniego, przyczyniał się wedle swej możliwości do wspierania dzieł podejmowanych ku większej chwale Bożej i dla zbawienia dusz, bądź przez bezinteresowne prace osobiste, bądź przez składanie jałmużny czy ofiar wszelkiego rodzaju, bądź przynajmniej poprzez modlitwy. Dlatego to nasze Stowarzyszenie stara się samo o przyłączanie wszystkich wiernych bez różnicy płci oraz deleguje innych, aby się o to starali. Ci zaś przyłączeni do naszego Stowarzyszenia stanowią Pobożne Zjednoczenie, zwane też Apostolstwem Katolickim.

    Wybór Pism, t. II, s. 314-315

    _____________________________________________________

    MODLITWA DNIA:

    P. Wszechmogący i miłosierny Boże, Jedyne Źródło jedności i pokoju, Ty wszystkich ludzi, stworzonych dla chwały Twojego Imienia i odkupionych przez Krzyż Twojego Syna, zbierasz mocą Twojego Ducha w jedną rodzinę ludzką. Ty zgromadziłeś wszystkie narody i ludy ziemi w jedności Kościoła i dajesz wszystkim ludziom błogosławioną nadzieję swojego Królestwa. Ojcze święty, uwielbiamy Cię za to, że zechciałeś posłużyć się świętym Wincentym Pallottim dla budowania jedności w świecie i szerzenia Dobrej Nowiny. Pobudzeni przeto tak wspaniałym przykładem apostolskiej gorliwości, ośmielamy się Ciebie prosić (o… oraz) o łaski, których nam potrzeba. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    W. Amen.

    _____________________________________________________________________________________________

    Z Dekretu Apostolskiego przyznającego

    ks. Wincentemu Pallottiemu cześć należną świętym

    20 stycznia 2020

    ***

    Wincenty Pallotti urodził się w Rzymie, dnia 21 miesiąca kwietnia, roku 1795, następnego dnia został ochrzczony w Bazylice Św. Wawrzyńca in Damasco. Od rodziców, którzy byli bardzo religijni, zaczerpnął wspaniałe wzory wszystkich cnót, tak że będąc trzyletnim dzieckiem zwykł już prosić Świętą Rodzicielkę Boga, aby uczyniła go świętym. Mając lat dziesięć, uprosił, aby mu po raz pierwszy pozwolono przystąpić do Komunii świętej; od tego dnia codziennie brał udział w Uczcie Eucharystycznej. Za poradą swojej pobożnej matki, ponieważ nie odznaczał się zdolnościami umysłowymi, odprawił modlitewną nowennę do Ducha Świętego i dzięki otrzymanej łasce stał się zdolnym do nauki, tak że łatwo już mógł przerobić wymagane dyscypliny, zdobyć doktoraty z filozofii i teologii i spełniać akademicki urząd na Uniwersytecie Sapienza, wyjaśniając alumnom teologiczne zagadnienia. Ten poważny urząd spełniał przez dziesięć lat z najwyższym podziwem i pożytkiem uczniów.

    Postępując w latach, stwierdził w sposób pewny, że jest wzywany do kapłaństwa. Wahając się czy wstąpić do jakiegoś zakonu, czy też w szeregi duchowieństwa świeckiego, wybrał wreszcie to ostatnie i włożył szatę kościelną. A ponieważ w tym czasie niesprawiedliwe prawo państwowe zabraniało przyjmować młodzieńców do świętych Seminariów, Wincenty pozostał w domu, gdzie celem należytego przygotowania się do kapłaństwa nieustannie oddawał się tak dziełom pobożności, jak i nauce. Nie zaniedbał umartwiania ciała, sypiał na ziemi, pościł czy też spożywał gorsze potrawy. Tego rodzaju umartwienia, dla odpokutowania za swoje grzechy i za grzechy innych ludzi, powiększał z każdym dniem, aż do końca swojego życia.

    Święcenia kapłańskie otrzymał w dniu 16 maja 1818 roku; zapalony gorliwością duszpasterską stał się apostołem miasta Rzymu, pamiętając w swoim życiu na słowa Pawła Apostoła: „Miłość Chrystusa przynagla nas“ (2 Kor 5,14). Aby religijnie ukształtować przede wszystkim młodzieńców, otworzył w Rzymie elementarne szkoły, w których rzemieślnicza młodzież zbierała się w godzinach wieczornych i zapoznawała się z chrześcijańską nauką oraz uczyła się czytać i pisać. Podjął się w świętym Seminarium Rzymskim obowiązków ojca duchownego oraz obowiązków spowiednika alumnów w Kolegiach: Rozkrzewiania Wiary, Szkockim, Greckim, Angielskim i Irlandzkim – aby w ten sposób służyć jak najlepiej tym, którzy zostali powołani do kapłaństwa. […]

    Mając na uwadze słowa Apostoła: „Kto nie miłuje brata swego, którego widzi, jakże może miłować Boga, którego nie widzi?“ (1 J 4,20) – wspomaganie biednych uważał za wielką radość; często, aby ich wesprzeć, oddawał im swoje łóżko czy pozbywał się swojego płaszcza. Miłość jego do chorych przejawiała się wspaniale wtenczas zwłaszcza, gdy w roku 1837 grasowała w Rzymie epidemia cholery. Nie szczędził wtedy swoich sił, aby w miarę swoich możliwości zaopatrzyć chorych Sakramentami świętymi i przynieść im pociechę, nie dbając przy tym o swoje zdrowie i życie.

    […] gorąco pragnął, aby wszyscy ludzie, stworzeni na obraz Boży, oddawali Bogu należną cześć, chciał również u wszystkich katolików na ziemi ożywić i umocnić prawdziwą i czynną wiarę; zaś tych, którzy tkwili jeszcze w próżnym pogaństwie, pociągnąć do chrześcijańskich obrzędów. Aby ten swój zamiar zrealizować, założył w roku 1835 Zjednoczenie Apostolstwa Katolickiego*, którego celem jest […] – „wzrost, obrona i rozszerzanie miłości i katolickiej wiary, pod specjalną opieką Niepokalanej Matki Bożej, Królowej Apostołów, w całkowitej zależności od Papieża“. Zjednoczenie to obejmuje trzy klasy członków: wpierw kapłanów i braci; następnie siostry, do których należy opieka nad dziełami miłosierdzia; i wreszcie ludzi świeckich obojga płcizakonników z różnych zakonów, którzy specjalnymi prawami albo przynajmniej modlitwą przyczyniają się do realizacji celów tego Zjednoczenia.

    […] Troską swoją ogarniał [Pallotti] również chrześcijan, którzy byli odłączeni od Stolicy Apostolskiej, aby i oni jak najprędzej wrócili do jednej Owczarni Chrystusowej; postarał się, iżby przez osiem dni po Objawieniu Pana naszego Jezusa Chrystusa zanoszono specjalne modlitwy i w sposób uroczysty sprawowano liturgię katolików wschodnich oraz wygłaszano kazania w różnych językach. Uroczystości te, jako że w nich brali udział ludzie z różnych narodów, ojcowie kardynałowie, biskupi, zakonnicy z różnych zakonów, alumni seminariów i kolegiów rzymskich, w przedziwny sposób ukazywały jedność i powszechność Rzymskiego Kościoła.

    […] gdy swoje życie poświęcał, aby przyczynić się do uśmierzenia istniejących rozruchów, aby Kościół mógł się cieszyć pełną i nienaruszoną wolnością, aby jego Papież mógł się uratować i czuć się bezpiecznym – wtenczas to dnia 13 stycznia 1850 roku niespodziewanie zachorował, wyglądało jednak, że w stanie jego zdrowia nastąpiła pewna poprawa. Z łoża jednak, ku zdziwieniu wszystkich, już nie chciał powstać. Życzył nawet, aby go pokrzepiono Wiatykiem i namaszczono olejami świętymi; podnosząc na duchu swoich synów, zmarł w dniu, który przepowiedział, to jest 22 tegoż miesiąca i roku.

    Jan XXIII

    Rzym, 20 stycznia 1963 rok

    _______________________________________________________________________________________________________

    Św. Wincenty Pallotti: kapłan otwarty na miłość

    PHOTO 2020 10 04 13 34 17

    ***

    Homilia św. Jana Pawła II wygłoszona 22 czerwca 1986 roku w kościele Świętego Zbawiciela na Fali w Rzymie ku czci Św. Wincentego Pallottiego

    „Będę głosił imię Twoje swym braciom” Ps. 21,23.

    1) Te słowa 21 psalmu mówił Jezus na krzyżu, a jako pośrednik między człowiekiem a Bogiem mówi je dalej i w tej eucharystycznej celebrze; głosi Boga w dalszym ciągu, pełniąc swe zadanie ostatecznego objawiciela Ojca „pośród zebrania” – to znaczy w Kościele, którego jest Głową; w dalszym ciągu wielbi On Boga i wzywa wszystkie ludy odkupione Jego własną Krwią, by Bogu oddawały chwałę oraz przez wewnętrzną odmianę wracały do Niego.

    Podobne wezwanie i podobne słowa odbijają się – czujemy to dziś – niby echo i w tej świątyni, jakby szły do nas od wielkiego naśladowcy Jezusa Chrystusa – świętego Wincentego Pallottiego, który w ciągu całego swojego życia był niestrudzonym zwiastunem ewan­gelicznego orędzia zbawienia.

    Drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie!

    Wobec wszystkich obecnych tu członków pallotyńskiej Rodziny i wobec zbożnych wielbicieli świętego Wincentego Pallottiego pragnę wyrazić prawdziwą radość, że jestem tu z Wami i że Ofiarę Mszy św. sprawuję na tym ołtarzu, który strzeże przecennych relikwii Waszego świętego Założyciela.

    Przyszedłem odwiedzić to miejsce i tę Wspólnotę, ponieważ moje osobiste dzieje były przeplatane licznymi i ważnymi spotkaniami z duchowymi synami świętego Wincentego Pallottiego. Wadowice – moje rodzinne miasto – są kolebką polskich Pallotynów; moje z nimi kontakty były częste w okresie mej młodości, a szczególnie w czasie mego posługiwania kapłańskiego i biskupiego. Ponadto z tym miejscem i z tą Wspólnotą łączy mnie jeszcze szczególniejszy motyw. Nie bez wzruszenia i wdzięczności pamiętam teraz ów daleki dzień roku 1946, kiedy to jako młody kapłan, przybywszy do Rzymu dla doskonalenia mych studiów na papieskich uczelniach, zostałem przyjęty przez tę Wspólnotę. Jakkolwiek mój pobyt nie trwał tu zbyt długo, okazał się jednak wystarczający, by nie zapomnieć już o owym klimacie braterskiej pogody, jakim tu mogłem oddychać.

    Ale dzisiejsza moja wizyta ma jeszcze głębsze uzasadnienie, znajduje się w mym wielkim podziwie dla Osoby i Dzieła Waszego Założyciela, w podziwie, który potęgował się w częstych kontaktach ze sławnym Waszym współbratem, którego wspominam nie bez tęsknego żalu: z ojcem Wilhelmem Móhlerem, długoletnim przełożonym generalnym Waszego Stowarzyszenia, a także członkiem Papieskiej Rady dla Świeckich. W czasie Soboru Watykańskiego II pracowaliśmy razem nad tekstem Dekretu o apostolstwie świeckich, Apostolicam actuositatem, który zawiera uroczyste potwierdzenie trwałej wartości idei „Apostolstwa Katolickiego”, założonego i proklamowanego już w wieku ubiegłym przez Wincentego Pallottiego.

    Dlatego wizyta moja ma być aktem wdzięczności dla Waszego Założyciela, owego świętego Kapłana rzymskiego, którego niezapomniany mój poprzednik Jan XXIII nazwał „mężem mądrym o wybitnej świętości, który w swoim czasie… przyniósł zaszczyt włączeniu i przynależności do kleru pierwszej diecezji katolicyzmu,… niezmordowany apostoł, kierownik sumień, budziciel świętego entuzjazmu, wspaniały w różnych swych poczynaniach” (Discorsi, Messaggi, Colloąui, V, 1962-1963, s. 86 i 90).

    2) Oddając mu hołd chciałbym też wraz z Wami, Drodzy Bracia i Siostry, zastanowić się nieco nad początkami i nad twórczą siłą Jego charyzmatu.

    Wincenty Pallotti pragnął żyć w nieprzerwanym i w stale coraz to bardziej pogłębianym zjednoczeniu z Chrystusem tak dalece, że chciał być w Niego całkowicie przemieniony. Miał zwyczaj powtarzać tę oto modlitwę, która pozwala nam dostrzec wielkość jego chrześcijańskiego i kapłańskiego serca: „Niech będzie zniweczone życie moje, a życie Jezusa Chrystusa niech będzie moim życiem” (Vincenzo Pallotti, Opere Complete, X, 158 nn; passim). W podtrzymywanym przez długie lata kontakcie z Panem przez nieustanną modlitwę, przez wsłuchiwanie się i zatapianie w słowo Boże, w budującym sprawowaniu Eucharystii i sakramentu pojednania, przyswoił sobie usposobienie Chrystusa, pragnącego wszak zbawienia wszystkich ludzi i doprowadzenia ich do Ojca. W kapłańskim sercu Wincentego Pallottiego znajdowało oddźwięk tętniące Serce Jezusa, Dobrego Pasterza, wychodzącego na poszukiwanie zagubionej owieczki.

    Zagłębiając się w rozważanie przykazania miłości Boga i bliźniego Wincenty Pallotti pojął, jak niemożliwe jest kochać Boga bez miłowania bliźniego i jak niemożliwe jest kochać naprawdę bliźniego bez zaangażowania się w wieczne jego zbawienie. Otwierając się na miłość Bożą, wlaną weń przez Ducha Świętego, przynaglany miłością Chrystusa, pracował bez wytchnienia dla wiecznego zbawienia ludzi. A zatem Apostolat Katolicki zrodził się ze zbawczej miłości Chrystusa. Wincenty Pallotti pracował niestrudzenie nad odwagą wiary i nad rozpaleniem miłości wśród wszystkich katolików, by stali się apostołami Chrystusa, gorliwymi świadkami wiary i prawdziwego oddania się braciom, szczególnie ubogim i potrzebującym pomocy. Przeżywając na nowo posłanie Księgi Izajasza (Iz 58, 7-8 10-11), jakiego słuchaliśmy w pierwszym czytaniu, a jakie odnosi się do prawdziwego kultu należnego Bogu, mnożył inicjatywy zmierzające do pobudzania chrześcijan, aby w osamotnionym i słabym bracie dostrzegali cierpiące oblicze Chrystusa. Jednocześnie był przekonany, że za podstawę oddawania się braciom należy uznać miłość Boga, która jest ponad wszystkie charyzmaty. W tym sensie mógł powtarzać za św. Pawłem: „I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wydał na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał” (1 Kor 13,3); są to moce wyrażenia z „Hymnu Miłości”, jakie liturgia słowa dała nam do rozważenia.

    3) Wincenty Pallotti był głęboko przekonany, że autentyczne apostolstwo Kościoła bez działania Ducha Świętego jest niemożliwe. Widział to jasno w Jezusie Chrystusie, który swe apostolstwo – dzieło zbawienia – wykonał pod działaniem Ducha Świętego (Łk 4,18 nn); widział to w Najśw. Maryi, która otwarta na Ducha Świętego i na Niego zdana stała się nie tylko Matką Apostoła Ojca, ale i Matką uczniów Chrystusa; widział to i we wspólnocie wieczernikowej – wspólnocie, która posłuszna wyrażonemu na ostatku pragnieniu Jezusa, trwała na modlitwie w oczekiwaniu na Ducha.

    Wiecie dobrze, jak ważny dla Pallottiego był sens i wartość Wieczernika. Zanim został kapłanem, powziął już postanowienie trwania na zawsze w Wieczerniku z Maryją i wszystkimi stworzeniami, aby otrzymać obfitość darów Ducha Świętego (Vincenzo Pallotti, Opera Completa, X, 86 n.). A kiedy, niewolny od niepewności, nieporozumień i doświadczeń, kładł podwaliny pod swe Dzieło, to właśnie w wieczernikowej wspólnocie przepojonej Duchem Świętym odkrywał prawdziwą naturę i ideał własnej fundacji. Oto fragment z jego Testamentu: „Kiedy skończyłem pisanie Reguł Pobożnego Domu Miłosierdzia, to wtenczas podczas czytania w Życiorysie Najśw. Dziewicy o tym, jak Apostołowie po Zesłaniu Ducha Świętego udali się w różne strony świata, by tam głosić Ewangelię świętą, Pan nasz Jezus Chrystus ukształtował w moim umyśle prawdziwe pojęcie natury i zadań Pobożnego Zjednoczenia, dostosowane do ogólnego celu, jakim jest powiększanie, obrona i rozszerzanie pobożności oraz katolickiej wiary” (Vincenzo Pallotti, Opera Completa, III, 27).

    Święty Wasz Założyciel dał w sobie przykład człowieka, który się otwiera na Ducha, przyjmuje Go ochoczo i pozwala kierować się tym Duchem, który jest duszą Kościoła, a zatem źródłem życia i dynamizmu wszelkiego apostolstwa; czuł w sobie żarliwe pragnienie zbawiania dusz, a zastanawiając się często nad miejscem w Ewangelii dotyczącym „rozesłania Apostołów” – któregośmy słuchali – chciał odpowiedzieć na naglące wezwanie Jezusa: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo” (Łk 10,2). Wincenty Pallotti modlił się wiele i wiele działał; a czynił to w tym celu, aby Bóg w Kościele wzbudził liczne i święte powołanie, i by wielu młodych entuzjastycznie i wielkodusznie podjęło apel Jezusa, by iść i głosić światu: „Bliskie jest… Królestwo Boże!” (Łk 10,9).

    Chciałbym się jeszcze zatrzymać na innym, wiele mówiącym aspekcie życia i apostolskiej działalności świętego Wincentego Pallottiego. Chodzi o jego synowską, czułą i żarliwą cześć do Najśw. Maryi Panny. Ten wielki czciciel Maryi pragnął miłować Ją – gdyby to było możliwe – nieskończenie (Vincenzo Pallotti, Opere Complete, X, 538 n.), nadawać Jej najpiękniejsze tytuły (tamże, 156 n.), kochać Ją miłością Ojca, Syna i Ducha Świętego (tamże, 677). Chciał, by jego własna fundacja była niby akt hołdu wobec Najśw. Dziewicy, obranej – z tytułem Królowej Apostołów – na niebieską Patronkę Dzieła. Postąpił tak w tym celu, aby Ona uzyskiwała od Boga wszelkie dary niezbędne do tego, by Apostolat Katolicki istniał i był płodny w Kościele oraz by rozszerzył się szybko na całym świecie; w szczególności zaś, by „wszyscy ludzie, tak świeccy, jak i duchowieństwo świeckie oraz zakonnicy, z każdego stanu, zawodu i stanowiska, mieli w Najśw. Maryi, po Jezusie Chrystusie, najdoskonalszy wzór katolickiej gorliwości i doskonałej miłości. Maryja bowiem, aczkolwiek nie obdarzona kapłańską godnością, tak dalece się poświęciła dziełom dla większej chwały Boga i zbawienia dusz, że swymi zasługami przewyższyła Apostołów, stąd też Kościół słusznie Ją pozdrawia jako Królowę Apostołów; zasłużyła Ona w pełni na ten tytuł, gdyż o wiele bardziej niż Apostołowie pracowała około rozkrzewiania świętej wiary” (Vincenzo Pallotti, Opere Comple-te, I, 6 n.).

    A zatem podążając wiernie i wielkodusznie za przykładem Waszego świętego Założyciela kochajcie Maryję, uwielbiajcie Maryję, wzywajcie Maryję, naśladujcie Maryję!

    5) Spotkanie dzisiejsze nie może się ograniczyć do zwykłego wspomnienia rzeczy minionych, ale ma nas pobudzić do refleksji także nad tym, co jest obecnie, jak i do spoglądania w przyszłość. Niech Chrystusowa miłość przynagla nas do niestrudzonego działania, aby Kościół był rzeczywiście światłością świata i solą ziemi lub też, jak poucza Sobór Watykański II, „powszechnym sakramentem zbawienia” (Lumen gentium, 48).

    Chociaż idea, według której wszyscy ochrzczeni mają prawo i obowiązek być apostołami – prawo i obowiązek oparte na własnym „być chrześcijaninem” (Apostolicam actuositatem, 3) – i chociaż idea Apostolstwa Katolickiego nie budzi już niepokojów czy sporów, jak to miało miejsce w wieku ubiegłym, niemniej jego pełnienie co do skuteczności nie jest jeszcze w Kościele tym apostolstwem, jakiego można by się słusznie spodziewać, zwłaszcza po pouczeniach Soboru Watykańskiego II.

    Dlatego dziś chciałbym powiedzieć Wam po raz wtóry to, co powiedziałem do Członków Waszej Kapituły Generalnej: „Bardzo mi jest miłe to Wasze zobowiązanie, jakie zamierzacie wziąć na siebie, by zawsze z coraz to większą wielkodusznością odpowiadać na potrzeby Kościoła w duchu Waszego Założyciela…, by tchnąć nowe życie w tę formę apostolstwa, która zrzesza wiernych w dziele ewangelizacji i uświęcania, do jakiego cały Kościół został wezwany, zarówno w swej Głowie, jak i członkach, by rozwijać to w świecie dzisiejszym i przyszłym” (Discorso al Capitolo Generale dei Pallottini, 17 listopada 1983, n. 3; Insegnamenti, VI (2, s. 1113).

    Utwierdzajcie się dalej w tym zobowiązaniu, aby to, co w duchu proroczym zapowiedział Wincenty Pallotti i co autorytatywnie potwierdził Sobór Watykański II stało się szczęsną rzeczywistością, i by wszyscy chrześcijanie byli autentycznie apostołami Chrystusa w Kościele i świecie! Amen.

    __________________________________________________________________________________________________________________________

    TESTAMENT DUCHOWY ZAŁOŻYCIELA

    W chwili mej śmierci do moich Najukochańszych Braci Pobożnego Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego, aby się starali je rozwijać, wkładając w to całe serce, umysł, duszę i wszystkie siły.

    1. Pan nasz Jezus Chrystus kierując się swoim nieskończonym miłosierdziem, przez wzgląd na zasługi i orędownictwo swojej Najświętszej Matki Niepokalanej Maryi, Aniołów i Świętych, nie biorąc pod uwagę mojej niegodności, jaką zmierzyć można tylko w świetle Jego nieskończonej doskonałości, raczył sprawić, że od samego początku mogłem należeć do Pobożnego Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego, założonego w Rzymie za pozwoleniem wyższej władzy kościelnej i oddanego pod szczególną opiekę Najświętszej Maryi, Królowej Apostołów, celem powiększania, obrony i szerzenia pobożności oraz katolickiej wiary.

    This block contains unexpected or invalid content.

    Attempt Block Recovery

    Kościół św. Zbawiciela na Falach. Rzym
    kościół św. Zbawiciela na Falach. Rzym/fot. Włodzimierz Rędzioch

    ____________________________________________________________________________

    Mistyk i apostoł

    …. Wielu założycieli zakonnych, zwłaszcza w XIX wieku, czerpało pełnymi garściami ze szkoły ignacjańskiej, której twórcą był św. Ignacego Loyola (1491-1556) – założyciel zakonu Jezuitów. Wśród nich był również św. Wincenty Pallotti. W biografii poświęconej Pallottiemu pióra włoskiego benedyktyna (zresztą biskupa) Luigi Vaccari – brata jednego z pierwszych towarzyszy Wincentego Pallottiego, Franciszka Vaccari, czytamy, iż „Pallotti przygotowując Reguły dla swojego Stowarzyszenia Księży i Braci, inspirował się Konstytucjami Towarzystwa Jezusowego napisanymi przez św. Ignacego z Loyoli”. Więcej, pierwsze nasze Konstytucje, które zostały zatwierdzone w 1904 roku, były w dużej części dziełem jezuity ojca Nixa. Niestety, nie wyczuł on do końca charyzmatu pallotyńskiego. Dopiero w latach odnowy posoborowej, po tzw. „Kapitule Nadzwyczajnej” z 1968/69 roku, pallotyni powrócili do charyzmatu założycielskiego w jego oryginalnej formie.

    Co zaś do ignacjańskich śladów w duchowości pallotyńskiej, należy zwrócić uwagę na następujące elementy. Św. Ignacy założył zakon jezuitów dla obrony i szerzenia wiary oraz dla większej chwały Bożej i pożytku dusz. Podobną misję wyznaczył sobie Pallotti. Założył Zjednoczenie Apostolstwa Katolickiego dla ożywiania wiary i rozpalania miłości; dla nieskończonej chwały Bożej oraz dla zniszczenia grzechu i dla zbawienia dusz.

    W historii duchowości szczególne znaczenie mają 30-dniowe rekolekcje pod nazwą Ćwiczenia duchowne, których św. Ignacy jest autorem. On sam przeżył je i opisał podczas swojego pobytu w Manresa. Ćwiczenia te stały się pierwowzorem dla chrześcijańskich rekolekcji. Ignacy przypomina w nich, że człowiek musi dokonać pewnego wysiłku, aby współpracować z Bogiem. Stąd nazwa własna „ćwiczenia”. Trzy wieki później, podobne – choć nieco krótsze, bo 10-dniowe ćwiczenia – zaproponował św. Wincenty Pallotti, zwłaszcza dla wzrostu żarliwości i gorliwości ewangelicznej wśród duchowieństwa. Jako metodę, według której owe ćwiczenia powinny być prowadzone, Wincenty zasugerował metodę św. Ignacego z Loyoli. Pallotti znał dobrze tę metodę, i to z podwójnego tytułu: ponieważ sam praktykował ćwiczenia ignacjańskie, i sam je prowadził. W pallotyńskich archiwach nie brakuje dokumentów, które to potwierdzają. Na przykład „Regulamin do przestrzegania przez kierownika duchowego podczas ćwiczeń duchowych według św. Ignacego z Loyoli, przygotowywane z polecenia ojca Claudio Acquaviva, przełożonego generalnego Towarzystwa Jezusowego”. Regulamin ów, w dziesięciu punktach, jest przepisany własną rękę Pallottiego (por. OOCC XI, s.826-829).

    Ks. Wincentemu bardzo odpowiadała dynamika ćwiczeń ignacjańskich. „Ćwiczenia duchowe proponowane przez św. Ignacego Loyolę – pisał, są środkiem dobrze znanym i bardzo odpowiednim, ponieważ zdolnym przemienić człowieka i odziać go w człowieka nowego, to znaczy naszego Pana Jezusa Chrystusa. Dlatego nikt nie będzie nigdy z nich zwolniony, nawet ten, którego cnoty, godność, ranga i kwalifikacje byłyby bardzo uznane” (por. OOCC II, s. 282). Więcej, Pallotti zaleca w napisanej przez siebie Regule, aby każdy nowicjat rozpoczynał się czterema tygodniami Ćwiczeń ignacjańskich (por. OOCC II, s.282); seminarzyści i inni członkowie Zgromadzenia mają je odprawiać co roku podczas dziesięciu dni (por. OOCC II, s. 183-187); misjonarze mają je odprawić w formie 30-dniowej przed wyjazdem na misje (por. OOCC II, s.253); nawet wybory przełożonego generalnego winny być poprzedzone 10-dniowymi ćwiczeniami duchowymi (por. OOCC III, s.17).

    O św. Wincenty Pallottim mówiono, że był „apostołem i mistykiem”. Powstały nawet o nim biografie pod tym właśnie tytułem w językach niemieckim, angielskim, francuskim i polskim. Jezuici mówią natomiast o św. Ignacym z Loyola, że był „mistykiem i apostołem”. W rzeczy samej, Ignacy i Wincenty – to mistycy, którzy budzili, niepokoili, prowokowali, poruszali…

    Każdy z nas ma tendencję do „duchowej hibernacji” i życia na powierzchni. Człowiek lubi się urządzić i okrzepnąć, boć to przecież wygodne i spokój dające zajęcie. Ignacy i Wincenty uważali natomiast, że w życiu trzeba ciągle praktykować, ćwiczyć, próbować, podejmować wyzwania… Dlatego obaj nazywali siebie „pielgrzymami”, ludźmi w drodze. Uważali, że człowiek wierzący winien ciągle być w szkole. Ma prawo do eksperymentowania i do błędów. Nie jest przecież mistrzem, tylko uczniem, nowicjuszem. Nie musi mieć samych szóstek. Nie staje się bowiem doskonałym od razu.

    I ostatnia lekcja wypływająca prosto ze skarbca Ignacego i Wincentego: trzeba zawsze robić to, co po ludzku możliwe! A więc wlać ewangeliczną wodę do stągwi, odwalić kamień od grobu Łazarza, przynieść pięć chlebów i dwie ryby. Resztę zrobi Bóg. „Taką będzie pierwsza reguła tych, którzy działają – pisał Ignacy. Ufaj Bogu tak, jak gdyby powodzenie spraw zależało we wszystkim od ciebie a w niczym od Boga. Jednocześnie, włóż w sprawę cały twój wysiłek, tak, jakby Bóg miał zrobić wszystko sam, a ty nic”. Wincenty Pallotti zaś pisał: „Bóg może uczynić o wiele więcej niż to, o co Go prosimy lub co możemy sobie wyobrazić. Chce jednak, abyśmy my czynili wszystko to, co na tym świecie jest w naszej mocy”.

    I jeszcze jedno. Warto przypomnieć, iż zakon jezuitów odegrał w Polsce szczególną rolę. Wydał między innymi takie postaci, jak: św. Stanisław Kostka, św. Andrzej Bobola, św. Melchior Grodziecki czy bł. Jan Beyzym – apostoł trędowatych na Madagaskarze. Poza tym, jezuita Jakub Wujek jest tłumaczem pierwszej drukowanej Biblii w Polsce; Piotr Skarga był wybitnym kaznodziejom; Maciej Sarbiewski, to poeta zwany polskim Horacym; Franciszek Bohomolec jest ojcem komedii polskiej; Adam Naruszewicz był nie tylko biskupem, ale też historykiem i poetą; a Grzegorz Piramowicz sekretarzem Komisji Edukacji Narodowej.

    ks. Stanisława Stawicki SAC/ Re/cogito

    ______________________________________________________________________________________________________________

    św. Wincenty Pallotti

    WINCENTY ALOJZY FRANCISZEK PALLOTTI święty (1795 – 1850), ksiądz, założyciel Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego, pallotynów i pallotynek, pierwszy generał stowarzyszenia, „apostoł Rzymu”

    Urodził się 21 IV 1795 w Rzymie, w domu na Via del Pellegrini 130, jako 3. z 10 dzieci majętnej kupieckiej rodziny Piotra Pawła i Magdaleny de Rossi, słynących z pobożności i miłosierdzia. To o nich napisał później Wincenty: „Bóg dał mi świętych rodziców”. Ochrzczony został nazajutrz w kościele San Lorenzo in Damaso. Sześcioro rodzeństwa zmarło w dzieciństwie, żegnane przez rodziców z żalem, ale i z wiarą: „Bóg dał! Bóg wziął!”. W 6. roku życia rozpoczął naukę w szkole powszechnej u pijarów, przystąpił do pierwszej spowiedzi i otrzymał sakrament bierzmowania, a mając 10 lat przystąpił do I Komunii Świętej. Według ówczesnego zwyczaju przygotowanie odbywało się przez specjalne rekolekcje. Od tamtego czasu przyjmował Komunię Świętą kilka razy w tygodniu, a za pozwoleniem spowiednika codziennie. Idąc za przykładem ojca od wczesnych lat uczestniczył codziennie we Mszy i często towarzyszył ojcu w czasie 40-godzinnych nabożeństw. Należał do grupy ministrantów przy kościele św. Filipa Nereusza w Chiesa Nuova. Po ukończeniu szkoły podstawowej usiłował wstąpić do zakonu kapucynów. Jednak za radą spowiednika, ze względów zdrowotnych, zrezygnował z zakonu, ale nie z kapłaństwa. Rodzice Wincentego byli dobrodziejami tego zakonu; matka, która zmarła 19 VII 1827, spoczywa w rzymskim kościele kapucynów Santa Maria della Concezione na via Veneto. Na płycie nagrobnej widnieje do dziś napis, który ułożył na cześć swej matki Wincenty: „Kobieta mocna, pełna bojaźni Bożej, daleka od grzechu, a dobru zawsze oddana; trwała wiernie przy prawach Bożych. Była umocnieniem dla męża Piotra Pawła, pobożną matką dla dzieci, opiekunką biednych, wspaniałą w niepowodzeniach i cierpieniach. Módlcie się, aby jej mieszkaniem było niebieskie Jeruzalem”. Za radą swojej ciotki – klaryski Rity de Rossi, Wincenty stał się członkiem III Zakonu św. Franciszka; duchowość franciszkańska będzie inspirowała całe jego późniejsze życie. Jesienią 1809 rozpoczął naukę na Gregorianum (Kolegium Rzymskie), którą ukończył 1814, przyjmując 1811 święcenia niższe. Od jesieni 1814 studiował filozofię i teologię na rzymskim uniwersytecie Sapienza, uczęszczając równocześnie na wykłady nauk przyrodniczych, wyższej matematyki, historii i prawa. W tych latach prowadził głębokie życie wewnętrzne, jak o tym świadczy jego dziennik duchowy (Diario spirituale, Roma 1929; Dzienniczek duchowny. Wskazówki i rady Wielebnego ks. Wincentego Pallottiego dla jego synów duchownych, Warszawa 1937). Stać się świętym księdzem, było dla niego sprawą nieskończenie ważniejszą niż być księdzem uczonym. W czasie studiów zapoznał się ze Kasprem del Bufalo (†1837, święty), późniejszym założycielem Zgromadzenia Misjonarzy Przenajdroższej Krwi Chrystusa. Święcenia wyższe, poprzedzające kapłaństwo, otrzymał w Bazylice św. Jana na Lateranie. 16 V 1818 w tej samej świątyni przyjął święcenia kapłańskie z rąk wicegerenta Candido Marii Frattiniego, abpa tytularnego Philippi (†1821); Mszę prymicyjną odprawił następnego dnia w kościele del Gesù we Frascati. „Przechodzi to ludzkie wyobrażenie – napisał w swoim Diario spirituale – że nieskończona dobroć Boża mojego ukochanego Ojca raczyła w zadziwiający sposób spojrzeć na mnie i wynieść mnie do zaszczytu kapłaństwa… Proszę wszystkie stworzenia, aby za mnie dziękowały Bogu za nieocenioną łaskę powołania… Proszę Boga, aby raczył uczynić mnie niezmordowanym pracownikiem”. Ponieważ rodzice byli dość zamożni, stąd Wincenty po święceniach mieszkał w domu rodzinnym, aż do śmierci ojca (15 IX 1837) – na drugim piętrze, a potem na trzecim.

    Studia uniwersyteckie ukończył 15 VII 1818, uzyskując doktorat z filozofii i teologii. Otrzymał ponadto magisterium z filologii greckiej. Pierwszy rok kapłaństwa poświęcił głównie młodzieży, wśród której pracował już podczas studiów, niosąc jej pomoc duchową i materialną. Kontynuacją tej formy pracy było przyjęcie przez Pallottiego w 1819 stanowiska korepetytora teologii scholastycznej na Uniwersytecie Sapienza. W 1829 zrezygnował z funkcji wykładowcy. Swoje kapłańskie życie kształtował przez modlitwę i działalność duszpasterską. Do każdej Mszy przygotowywał się starannie, zaczynając od popołudnia dnia poprzedniego. Zwykle celebrował Mszę dla ludu przez ponad pół godziny, ale gdy odprawiał prywatnie, trwało to przez 3 kwadranse, a pod koniec życia nawet godzinę. W procesie beatyfikacyjnym wielu ludzi świadczyło, że widziało, jak podczas odprawiania Mszy unosił się w ekstazie nad posadzką (Bł. Elżbieta Sanna Porcu †1857, niepełnosprawna, współpracownica św. Wincentego, jedna z pierwszych kobiet w ZAK; bp Ignatius von Senestréy z Regensburga †1906). Posiadał też dar uzdrawiania chorych. Otrzymał też wiele innych darów mistycznych. Część z nich wzięto pod uwagę podczas procesu beatyfikacyjnego i poddano gruntownemu badaniu. Niezwykłymi darami była zdolność do bilokacji i widzenie przyszłości. Spowiadał się codziennie. Wielką wagę przywiązywał do nawiedzenia i adoracji Najświętszego Sakramentu, zwłaszcza poza Mszą św. Niekiedy całe noce spędzał na adoracji w różnych kościołach Rzymu. Pomimo wątłego zdrowia i rozległej działalności apostolskiej umiał zawsze wygospodarować czas na adorację eucharystyczną. Nieustanna adoracja Jezusa była dla niego źródłem apostolskiej gorliwości. „Gdy się modlił, oddawał świat Bogu, gdy szedł ulicą, niósł Boga światu”.

    W XII 1834 został mianowany rektorem ubogiego kościoła Santo Spirito dei Napoletani przy via Giulia. Funkcję tę spełniał do II 1846. Tu założył Zjednoczenie Apostolstwa Katolickiego, zatwierdzone najpierw 4 IV 1835 przez Carla Odeschalchi (†1841), kardynała wikariusza Rzymu, a następnie 11 VII 1835 przez papieża Grzegorza XVI. ZAK zrodziło się z jego pragnienia niesienia Ewangelii wszystkim narodom („by rozpalać ognie wiary i miłości w sercach wszystkich ludzi”). Postawił sobie przy tym jeden cel: dążyć do tego, by wszystkich katolików uczynić apostołami. Dlatego otoczył się grupą bliskich przyjaciół, tak duchowieństwa, jak i laikatu, którzy gromadzili się w jego pokoju, by omawiać sposoby „pogłębienia, szerzenia, obrony pobożności i wiary”. Wspólnie uradzono, że należy przetłumaczyć na język arabski książkę św. Alfonsa Marii de Liguoriego Prawdy wieczne, opublikować ją w niewielkim nakładzie i wysłać do ośrodków misyjnych na Bliskim Wschodzie. Do tego przedsięwzięcia postanowił utworzyć stowarzyszenie. Takie były początki Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego, dostępnego zarówno dla kapłanów, jak i dla osób świeckich. Był to nowatorski ruch, przypominający późniejszą Akcję Katolicką, czy instytuty świeckie albo stowarzyszenia życia apostolskiego. Pallotti twierdził, że „apostolstwo może być udziałem osób ze wszystkich stanów, gdyż jest ono działalnością, jaką każdy w miarę swoich możliwości może i powinien wykonywać ku większej chwale Boga oraz dla wiecznego zbawienia swego własnego i bliźnich”.

    Wedle Pallottiego motorem Zjednoczenia miało być stowarzyszenie kapłanów i braci, wyodrębnione przez niego i zatwierdzone 1846 przez pap. Piusa IX, które później nazwano Pobożnym Stowarzyszeniem Misyjnym (Pia Societas Missionum, zatwierdzonym przez Stolicę Apostolską w 1904), a które w 1947 powróciło do pierwotnej nazwy Stowarzyszenie Apostolstwa Katolickiego, popularnie nazywanym księżmi pallotynami. Pallotti jest też założycielem rzymskich Sióstr Misjonarek Pallotyńskich. Okazją do powstania tego zgromadzenia było rozpoczęcie starań w 1837 o założenie Kolegium Misyjnego oraz sierocińca dla młodzieży żeńskiej. W 1836 rozpoczął urządzać uroczystości oktawy Epifanii, które przetrwały w stowarzyszeniu przez 130 lat i gromadziły licznie wiernych Wiecznego Miasta. Nabożeństwa liturgiczne okresu epifanijnego były sprawowane w różnych obrządkach; śpiewy wykonywali alumni z międzynarodowych kolegiów rzymskich, a kazania były głoszone w różnych językach, także polskim. Liturgia tych nabożeństw miała ukazać bogactwo duchowe i liturgiczne Kościoła oraz uświadomić wiernym potrzebę zjednoczenia wszystkich chrześcijan i przyłączenia się do działań w tym kierunku. Wincentemu bardzo zależało na pozyskanie wyznawców Kościoła anglikańskiego, stąd w 1844 wysłał do Londynu ks. Raffaelego Melię (†1876), aby otoczył troską duszpasterską emigrantów włoskich i pracował – jak mawiano w tamtej epoce – na rzecz nawrócenia anglikanów. Osiągnięcia Melii wzbudziły w Pallottim chęć zaangażowania się do tej pracy. Miał zapłaconą już podróż, ale nie mógł jej urzeczywistnić. Ostatecznie wysłał do Londynu ks. Faà di Bruno (†1889). Pallotti ułożył też specjalną modlitwę o nawrócenie Anglii. Praca pallotynów w Londynie wydała swoje owoce w postaci nawróceń członków Ruchu Oksfordzkiego. Oprócz Melii i Faà di Bruno trochę później doniosłą rolę w tej kwestii odegrali księża Dominic Crescitelli (†1917), Antonio di Cristofaro (†1929) i inni. Wincenty bywa uważany za prekursora współczesnego ruchu ekumenicznego – zapoczątkował bowiem wspomnianą „Oktawę Modłów” po uroczystości Objawienia Pańskiego, a którą obecnie wyraża Kościół katolicki, obchodząc w dniach 18-25 I Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. Mimo przepracowania i choroby przyjął w 1842 nominację na duszpasterza wojskowego w Rzymie, a rok później kapelanię szpitala wojskowego Palazzo Cento Preti. Ważnym momentem w życiu Pallottiego było przekazanie przez Stolicę Apostolską dla Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego pofranciszkańskiego klasztoru i kościoła SS. Salvatore in Onda przy via dei Pettinari (pismo z 14 VIII 1844; oficjalne przekazanie 27 II 1845; Pallotti ze wspólnotą przeprowadził się do niego w I 1846), gdzie do dziś znajduje się Zarząd Generalny stowarzyszenia. Swoją profesję w stowarzyszeniu Wincenty złożył 4 X 1846.  Bóg objawił Wincentemu dokładną datę jego śmierci za pośrednictwem Sługi Bożego z zakonu minimitów, Bernarda Marii Clausiego (†20 XII 1849), który wyjeżdżając z Rzymu, pożegnał się z nim słowami: „Wincenty! Rozstaniemy się z tym brudnym światem w odstępie miesiąca i trzech dni!”. Rzeczywiście Wincenty zmarł w miesiąc i 3 dni po o. Clausim. Choroba, która doprowadziła do śmierci trwała około 8 dni. Była następstwem ogólnego wyczerpania organizmu. Już po obchodach oktawy Epifanii był coraz bardziej wyczerpany „przekazywaniem wielorakich dzieł miłosierdzia”. Rano 14 I, przebywając w Domu Wychowawczym dla biednej i opuszczonej młodzieży, zwanym Pia Casa di Carità przy Sant’Agata ai Monti dostał silnego krwotoku, dlatego z pomocą innych osób powrócił do domu. Do łóżka położył się dopiero w środę 16 I, wieczorem, o godzinie 22.00, mając już lekką gorączkę. Następnego dnia temperatura wzrosła, zaczął odczuwać duszności oraz ból w klatce piersiowej. Wezwani lekarze stwierdzili zapalenie klatki piersiowej lub opłucnej. Zastosowano metody leczenia właściwe ówczesnym czasom – środki przeczyszczające oraz upuszczanie krwi z 8 miejsc na ciele.

    W niedzielę wieczorem 20 I, czując zbliżający się moment śmierci udzielił zebranym współbraciom potrójnego błogosławieństwa: miłości, mądrości i męstwa, czyli całej Trójcy Świętej. Ks. Francesco Vaccari błagał jeszcze usilnie Wincentego, aby wymodlił sobie przedłużenie życia, ale on nie chciał tego słyszeć mówiąc – „na miłość boską, pozwól mi odejść tam, gdzie będę z Bogiem”. Powiedział też wtedy: „Umrę, bo nie jestem godny być w zgromadzeniu, ale ono się rozwinie i Bóg mu pobłogosławi. Przekonacie się o tym. Mówię wam to nie dlatego, że taką mam ufność, tylko pewność”. Pożegnał się z każdym z osobna, wbrew dotychczasowemu swemu zwyczajowi, podając rękę do ucałowania, choć sam nie lubił całowania w rękę; w swej pokorze, zawsze nosił w rękawie niewielki relikwiarz ozdobiony wizerunkiem Matki Boskiej i Dzieciątka, który podsuwał każdemu, kto usiłował pocałować go w rękę. Następnie podniósł krucyfiks i przypomniał zebranym członkom stowarzyszenia, że do Chrystusa muszą się upodobnić i Jego mają naśladować w życiu. We wtorek wieczór 22 I powróciła wysoka gorączka i duszności; chciał też iść spowiadać. Ostatnie słowa, które wypowiedział na głos, około pół godziny przed śmiercią to: „Miejcie nade mną miłosierdzie i pozwólcie mi iść!”. Potem przycichł i spoczął na łóżku. Wszyscy myśleli, że odpoczywał. Wówczas przyjaciele i penitenci rozeszli się. Kiedy powrócili, aby dać mu lekarstwo, zorientowali się, że był w agonii. Tak „bez dawania znaku o zbliżającej się śmierci, tzn. bez łez, bez grymasu bólu, bez unieruchomionych powiek, umarł z wielkim pokojem i łagodnością, pozostawiając swoje dzieci w bólu, ale i w pocieszeniu, że ich ojciec jest teraz w Niebie. Śmierć przyszła trzy kwadranse po godzinie dziewiątej wieczorem”, tzn. we wtorek wieczór, 22 I, o godz. 21.45. Świadkiem śmierci był br. Angelo Palombi (†1891 jako cysters), który opiekował się nim i zostawił wzruszające wspomnienie: „W swoich rękach trzymał różańcowy medalik oraz krzyż i pomimo iż był wyczerpany z powodu utraty krwi, ciągłej gorączki, braku pożywienia i biegunki, cały czas trwał na modlitwie, która mnie zadziwiała i przypominałem sobie tę maksymę: jak żyjemy tak też umieramy: jego całe życie było modlitwą, której towarzyszyło życie cnotami i jeszcze bardziej taka była jego śmierć”. Dalszą przyczyną śmierci była ofiara z życia za Kościół i papieża, choć pytania o to zbywał uśmiechem. Były to bowiem czasy rewolucji rzymskiej, wypędzenia bł. papieża Piusa IX z miasta Rzymu i prześladowania Kościoła. Sam Pallotti w czasie rewolucji ukrywał się w Pontificio Collegio Irlandese. Ofiarę za Kościół i papieża potwierdza poniekąd on sam przytaczając słowa z księgi Pieśni nad pieśniami: „Przyjdź, Panie, nie zwlekaj; bądź podobny do gazeli lub do młodego jelenia” (8,14), „albowiem ani na chwilę nie mogę pozostać bez Ciebie” (Dzienniczek duchowny, 249). Prawie równocześnie w swej izdebce Elżbieta Sanna Porcu, miała wizję Ukrzyżowanego o ranach promieniujących jak źródła światła, do których uniósł się Wincenty, opromieniony ich blaskiem. Z polecenia Antonio kard. Tosti’ego (†1866) zdjęto pośmiertnie maskę gipsową. Przy przebieraniu zwłok przekonano się naocznie, że nawet w chorobie Wincenty nosił włosiennicę i łańcuchy. Inne narzędzia pokutne zastano w jego osobistych rzeczach. Lud Rzymu zelektryzowany wiadomością o śmierci „świętego”, za jakiego go już wówczas uważano, wypełniał od 23 I kościół SS. Salvatore in Onda. Msze żałobne, egzekwia i kazania prowadzili przez 3 dni wybitni księża, bliscy Wincentemu. Wszyscy chcieli mieć choćby cząstkę relikwii Pallottiego, dlatego z obawy, żeby szaty zmarłego nie zostały naruszone, rozprowadzono wśród wiernych kawałki jego pociętej sutanny. Pogrzeb odbył się 25 I. Kazanie pogrzebowe wygłosił jezuita Antonio Angelini-Rota (†1892), profesor wymowy na Gregorianum, biorąc za podstawę słowa: „Czyż będziemy mogli znaleźć podobnego mu człowieka, który miałby tak jak on ducha Bożego?” (Rdz 41,38); zostało ono wydrukowane jako Ellogium Vincentii Pallotti (Roma 1851). Zwłoki złożono w krypcie pod posadzką, w lewej nawie kościoła. Stosowny napis głosił „Tu spoczywa ciało Sługi Bożego Wincentego Pallottiego, kapłana rzymskiego, założyciela Zgromadzenia i Pobożnego Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego. Urodzony 21 kwietnia Roku Pańskiego 1795, przeżył 54 lata, 9 miesięcy i 1 dzień. Zmarł 22 stycznia Roku Pańskiego 1850. Ciało Jego zostało złożone w tym grobie 25 stycznia 1850, o szóstej godzinie nocy”. Wincenty Pallotti był człowiekiem znanym z niezwykłej różnorodności działań apostolskich na terenie Wiecznego Miasta i już za życia nazywano go „apostołem Rzymu” i „drugim św. Filipem Nereuszem”. Po jego śmierci prasa – mimo zdawkowości – prześcigała się w niekłamanych wyrazach żalu: Umarł Święty…Umarł drugi św. Filip Nereusz…Odszedł Apostoł Rzymu…Zmarł ojciec ubogich. W tym duchu patrycjat rzymski w swej uchwale stwierdził: „Nie było w Rzymie pobożnego dzieła, którego on nie byłby założycielem, promotorem lub najpilniejszym współpracownikiem”. Generałowie franciszkanów i serwitów, kapituła lateraneńska i watykańska uznali go za „sławę i ozdobę kleru rzymskiego”. Bł. Antoni Rosmini (†1855), kapłan, filozof i działacz polityczny, założyciel Instytutu Miłosierdzia (rosminianie) i Sióstr od Opatrzności tak określił Wincentego: „Rzadkością są tacy ludzie, których Pan kształtuje swą łaską i posyła w darze na ziemię dla pożytku wielu”. Pallotti jest duchowym twórcą i współzałożycielem Stowarzyszenia Misjonarzy św. Józefa z Mill Hill, Towarzystwa Misji Zagranicznych z Mediolanu i Zgromadzenia Słowa Bożego (werbistów).

    Jednym z najbardziej zadziwiających darów mistycznych, jakie otrzymał od Boga, była zdolność do nawracania najbardziej zatwardziałych grzeszników. Często cudowne okoliczności sprawiały, że pojawiał się o właściwej porze i miejscu, by przygotować człowieka na śmierć. Potrafił określić, czy chory umrze, czy też wyzdrowieje. Nieraz dzięki jego interwencji i modlitwie cierpiący odzyskiwał siły. Zyskał sobie uznanie jako spowiednik i przewodnik duchowy obdarzony szczególnymi łaskami, co zmuszało go do spędzania wielu godzin w konfesjonale; bywało że niekiedy przesiedział w nim cały dzień, opuszczając go dopiero około północy. Był dobrym i cierpliwym spowiednikiem, ale i stanowczym, jeżeli uznał to za konieczne. Obdarzony był niezwykłą zdolnością oceniania stanu duszy tych, którzy przychodzili do niego do spowiedzi. Zaglądając ludziom w tajniki serca nierzadko nawracał upartych grzeszników. Wincenty bezgranicznie ufał Bogu, a On nagradzał go za to cudownymi nawróceniami. Dlatego papież naznaczył go jednym z egzorcystów diecezji rzymskiej. Był też spowiednikiem papieży Grzegorza XVI i Piusa IX. Od 1827 przez 13 lat pełnił funkcję ojca duchownego kleryków seminarium rzymskiego, a także spowiednika w rozmaitych kolegiach, m.in. dla misji zagranicznych (Pontificio Collegio Urbano de Propaganda Fide), w Kolegium Angielskim (Pontificium Collegium Anglicanum), Irlandzkim i Greckim (Pontificio Collegio Greco).

    Szczególną troską Pallotti otaczał biedaków i robotników. Wykorzystywał swe talenty organizacyjne, by rozpoczynać lub inspirować rozmaite działania, sprzyjające zaspokojeniu ich potrzeb doczesnych. Stąd zakładał wieczorowe szkoły (m.in. służące doskonaleniu metod uprawy roli – dlatego we Włoszech czczono dawniej go wśród hodowców winorośli), sierocińce i ochronki dla dziewcząt, oraz zachęcał do zakładania wiejskich banków, mających chronić drobnych rolników. Rzemieślników łączył w cechy. Prowadził duszpasterstwo wśród żołnierzy i więźniów, a zwłaszcza wśród skazańców. Kiedy tylko wzywano go do któregoś z nich, spieszył do jego celi i nie opuszczał aż do momentu egzekucji, wiedząc, że wieczne zbawienie zależy nieraz od ostatnich chwil życia człowieka. Nie szczędził wysiłków, łez i modlitw, by wywołać u takiego nieszczęśnika poczucie skruchy. Powołał nawet w swoim Zjednoczeniu specjalną grupę, której zadaniem było wymodlenie tym osobom dobrego rozstania z tym światem. Pallotti działał także jako duszpasterz chorych, rekolekcjonista, misjonarz ludowy, spowiednik i kierownik duchowy laikatu i duchowieństwa. Sam pisał: „Chciałbym znaleźć się w szpitalach i więzieniach, równocześnie chciałbym iść do pałaców wielkich i możnych, chciałbym stale być obecny na wszystkich miejscach świata, aby wysoko postawionym i zapomnianym, biednym i bogatym, tak – wszystkim stworzeniom świata pomagać w poznawaniu Boga Ojca, w ukochaniu Go i służeniu Jemu”. Nie obcy mu był los emigrantów włoskich w Londynie, do których wysyłał kapłanów. Zbierał fundusze na misje. Miał wielu przyjaciół wśród ludzi całego świata. Bywał w klasztorze bazylianek rzymskich, gdzie poprzez przełożoną Makrynę Mieczysławską (†1869) poznał sprawę unii Kościoła z prawosławiem i polistopadową emigrację polską, m.in. pierwszych zmartwychwstańców Hieronima Kajsiewicza (†1873) i Piotra Semenekę (†1886). Kiedy w okresie Wiosny Ludów bazylianki popadły w biedę, prosił o pomoc dla nich, zwracając się w liście do księżnej Zofii Odescalchi z rodu Branickich (†1886). Poprzez nią Pallotti inspirował powstanie w 1848 specjalnego bractwa dla Polski – Miłosierdzia Bożego, które zostało zatwierdzone przez papieża Piusa IX i obdarzone odpustami. Ponadto 13 prokura Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego, obejmująca Polskę, oprócz oficjalnego patrona-apostoła, została przez Wincentego poświęcona Miłosierdziu Bożemu. Do podejmowania tak wielu zadań, na tak szeroką skalę, wzywało Pallottiego doświadczenie miłości Boga, a następnie ogromne pragnienie, aby każdy człowiek mógł poznać i uwielbić Boga, który dla Pallottiego był przede wszystkim nieskończoną Miłością. Pallotti był zafascynowany hasłem Caritas Christi urget nos – Miłość Chrystusa przynagla nas, prowadzi nas (2 Kor 5,14). Zainspirowany tym ewangelicznym przesłaniem stał się jednym z najaktywniejszych kapłanów rzymskich XIX stulecia, otwartym na potrzeby Kościoła w bardzo trudnych czasach. Już wkrótce po śmierci rozpoczęto jego proces informacyjny (18 II 1852; zamknięto 2 X 1860). Gdy w 1906 otwarto jego grób, znaleziono dobrze zachowane relikwie. Papież Pius XI ogłosił go 24 I 1932 „wielebnym”, potwierdzając heroiczność cnót. Dokładnie sto lat po jego śmierci, 22 I 1950, papież Pius XII beatyfikował go jako pierwszego błogosławionego Roku Świętego 1950. Jego doczesne szczątki, które nie uległy rozkładowi, zostały złożone w kryształowym sarkofagu pod mensą głównego ołtarza w kościele SS. Salvatore in Onda w Rzymie. W czasie trwania II Soboru Watykańskiego, 20 I 1963 papież Jan XXIII ogłosił Wincentego Pallottiego świętym. W homilii papież m.in. przedstawił Pallottiego jako wzór pragnienia jedności chrześcijan. Uroczystości kanonizacyjne powiązano z obchodami triduum w kościele San Andrea della Valle, tam gdzie tradycyjnie odbywała się oktawa Epifanii, sprawując Msze w różnych obrządkach.

    Pallotti miał szczególne nabożeństwo do Matki Bożej, którą ogłosił protektorką apostolstwa katolickiego. Nazywa się go niekiedy prekursorem Akcji Katolickiej (list apostolski Piusa XII z 22 I 1950 z okazji beatyfikacji). 6 IV 1963 papież Jan XXIII wydał dekret ogłaszający Pallottiego głównym patronem Papieskiej Unii Misyjnej. Między I a II sesją Soboru Watykańskiego II, zajmującą się różnymi aspektami apostolstwa świeckich, 1 IX 1963 papież Paweł VI udał się z Castel Gandolfo do pobliskiego miasta Frascati, aby uczcić relikwie św. Wincentego, które były wystawione w katedrze dla uczczenia przez wiernych. Przewodniczył tam Eucharystii, podczas której wygłosił homilię, podkreślając w niej proroczy i pionierski duch Pallottiego. Wspomnienie liturgiczne Pallottiego wypada w Kościele 22 I. W ikonografii przedstawiany jest w stroju zakonnym lub komży ze stułą, trzymający w ręku obrazek Matki Bożej z Dzieciątkiem; po 1850 ten typ ikonograficzny przedstawił w 2 obrazach Domenico Cassarotti.

    Wincenty Pallotti wydał Mese di maggio per i claustraliMese di maggio per gli ecclesiastici oraz Mese di maggio i fedeli (wszystkie Roma 1833). Jest także autorem krótkiej modlitwy za Polskę (1843): „Obsecro Te, Domina mea, Sancta Maria, suscipe Poloniam in manus Tuas. Amen (Matka moja, Najświętsza Maryjo, błagam Cię, weź Polskę w swoje ręce)”. Została ono przekazana wraz z błogosławieństwem poecie Józefowi Bohdanowi Zaleskiemu (†1886) i majorowi Józefowi Zaleskiemu (†1864), uczestnikom powstania listopadowego, przed ich wyjazdem do Ziemi Świętej, po odprawieniu Mszy w kościele Sant Andrea del Prate (przy ołtarzu, gdzie rok wcześniej dokonała się konwersja żydowskiego prawnika i bankiera Alfonsa Ratisbone’a †1884). Wówczas, jak pisał J. Zaleski (list z 6 XI 1863 do hrabiny Marii Stadnickiej): „Mszę świętą odprawiał nam słynący podówczas świętością życia i uczynków Ojciec Palota z intencją uproszenia dla nas pokory i pobożności w naszej pielgrzymce, oraz ubłagania łask Zbawiciela dla biednej naszej Ojczyzny i cierpiącego naszego Kościoła pod rządami odszczepieńców. Przy Mszy jego przystępowaliśmy do Komunii św. i ze schodzącym od Ołtarza kapłanem udaliśmy się za nim do zakrystii; tam uklęknęliśmy jeszcze raz u stóp świętego, aby nas obu na drogę pobłogosławił. Wstając od tego błogosławieństwa ująłem Ojca Palotę za rękę i uścisnąwszy z uszanowaniem prosiłem, aby nam dał jaką modlitewkę, którą byśmy u Grobu Pańskiego odmawiać mogli. Święty obrócił się do lady, na której stał kałamarz z piórem i leżała książka do zapisywania odprawianych Mszy, wziął kawałek luźnego papieru i napisał na nim po łacinie modlitewkę powyżej przepisaną”. Modlitwa Pallottiego została wypowiedziana przez Zaleskich przy Bożym Grobie w Jerozolimie, a następnie była odmawiana codziennie przez 20 lat, rano i wieczór.

    Pozostałe pisma Pallottiego zostały zebrane i opublikowane w Rzymie przez ks. Johannesa Hettenkofera (†1962, postulatora procesu beatyfikacyjnego), w tzw. kolekcji Hettenkofera: Epistulae latinae (1907), Propositi ed aspirazioni (1922; Postanowienia i dążenia, Kraków 1945), Regola della Congregazione dell’Apostolato Cattolico (1923), Pia Società dell’Apostolato Cattolico (1924), Diario spirituale. Avvisi e consigli ai suoi figli spirituali (1929; Dzienniczek duchowny. Wskazówki i rady Wielebnego ks. Wincentego Pallottiego dla jego synów duchownych, Warszawa 1937), Fioretti raccolti dagli scritti distribuiti per ogni giorno dell’anno (1929; Kwiateczki. Myśli wybrane na każdy dzień roku, Warszawa 1938), Raccolta di scritti relativi alla Pia Società dell’Apostolato Cattolico (I-II, 1929-34), Lettere e brani di lettere (1930), Collezione spirituali. Preghiere, meditazioni, considerationi, consigli, ricordi e materie predicabili (1933), Iddio l’amore infinito (1936; Bóg – miłość nieskończona, Ząbki 1996), Memorie biografiche (1937) i Scritti. Supplemento e Indice generale (1939); dzieła Pallottiego opublikował także ks. Ansgar Faller †1992 (Regole fondamentali della Società dell’Apostolato Cattolico, Roma 1944 i Le preghiere, Città del Vaticano 1982); opracowanie krytyczne pism wydał ks. Francesco Moccia †1998 (Opere complete I-XIII, Roma 1964-97; Wybór pism I-IV, Poznań 1978-2001), a listów – Faller i ks. Bruno Bayer (Opere complete lettere I-VIII, Roma 1995-2010; Listy. Lata 1816-1833, Ząbki 1997 i Listy łacińskie, Ząbki 2001); ponadto fragmenty pism Pallottiego zamieszczono w zbiorach: Notatki rekolekcyjne (Warszawa 1935), Krótka reguła (Warszawa 1938), Wielebny założyciel przypomina (Poznań 1949), Kacper del Bufalo jakim go znałem (Warszawa 1993), Świętość w służbie apostolstwa (Ząbki 1995), W drodze ze św. Wincentym Pallottim (Częstochowa 1999), Wyryłem Cię na dłoniach moich (Ząbki 2000) i O Eucharystii (Katowice 2005); w języku polskim biografię Wincentego popularyzują powieści – ks. Franciszka Mickiewicza Jedno życie to za mało (Poznań 1994) i ks. Franciszka Bogdana †2008 Znad Tybru na podniebne szlaki (Ząbki 2000).

    Tłumaczem na język polski większości pism Pallottiego wydanych do 1939 był ks. Józef Wróbel (†1971). W formie maszynopisu pozostawił 25 tytułów dzieł Założyciela. Ks. Tomasz Bielski (†1978) przetłumaczył pierwszy tom Wyboru pism i Listy łacińskie Pallottiego. Kontynuatorem tłumaczenia i wydania kolejnych tomów Wyboru pism założyciela stowarzyszenia oraz jego listów był ks. Franciszek Bogdan(…). „Czas jest drogocenny, krótki, niepowtarzalny. Czyńmy więc wszystko, wszystko – jeżeli to możliwe – nieskończenie wiele” (św. Wincenty Pallotti).

    Ostatnio zmodyfikowano: 12 kwietnia 2014 (uzupełniono 27 kwietnia 2017)

    ks. Stanisław Tylus SAC

    ______________________________________________________________________________________________________________

    W DZIEŃ OFIAROWANIA PANA JEZUSA W ŚWIĄTYNI JEROZOLIMSKIEJ KOŚCIÓŁ MODLI SIĘ ZA OSOBY KONSEKROWANE

    fot. franzball7/Cathopic

    ***

    Miała spędzić w zakonie 3 dni… Jest w nim od 50 lat!

    “Mój dziadek powiedział: ta dziewczyna? Ona albo w trzy dni rozwali klasztor albo ją wyrzucą…” – opowiada o niełatwej drodze powołania pallotynka, siostra Aleksandra Podleżańska.

    _________________________

    Alicja Samolewicz-Jeglicka: Czy trudno być siostrą zakonną w dzisiejszych czasach?

    Siostra Aleksandra Podleżańska SAC: Myślę, że w każdych czasach może być trudno. Każde czasy są ciekawe. Siostra zakonna jest członkiem społeczeństwa. W tym społeczeństwie się urodziła, wychowała, więc niesie ze sobą to co niesie społeczeństwo. W związku z tym to, co ludzie w danym czasie przeżywają, to też przeżywa siostra zakonna. Siostra w sposób świadomy i dobrowolny wybiera służbę Bogu i Kościołowi. A mówiąc Kościołowi nie mam na myśli murów tylko chrześcijan. Prawie zawsze w historii kościoła było tak, że osoby zakonne służyły społeczeństwu w którym żyły. Nawet jeśli to społeczeństwo było wymieszane kulturowo czy religijnie. My służymy wszystkim, bez wyjątku.

    Jesteśmy zgromadzeniem misyjnym – Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Apostolstwa Katolickiego –  więc jako misjonarki służmy nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Zarówno w krajach misyjnych, jak i tam, gdzie jest potrzebna neokatechizacja, czyli w krajach postsowieckich: Ukraina, Białoruś, Rosja. Prowadzimy domy dziecka, przedszkola, szkoły. Przyjmowani są wszyscy potrzebujący.

    Cofnijmy się w czasie. Pamięta siostra moment, kiedy poczuła, że chce iść do zakonu?

    Kiedy już się zdecydowałam żeby pójść do zgromadzenia, to długo ukrywałam to przed rodziną i znajomymi – by nikt nie wpływał na moją decyzję. Chciałam, by to było w stu procentach moje zdanie. W pewnym momencie moi rodzice się domyślili… No i wtedy rozpoczęła się wojna domowa. Powiedzieli mi, że pójście do zakonu jest dla mnie absolutnie niemożliwe. Mój dziadek powiedział to konkretnie: „ta dziewczyna? Na pewno nie! Ona albo w trzy dni rozwali klasztor albo ją wyrzucą…”

    Byłam osobą bardzo ruchliwą. W dzieciństwie bawiłam się głównie z chłopakami. Raczej byłam typem żołnierza niż grzecznej dziewczynki bawiącej się lalkami. Pochodzę z rodziny bardzo patriotycznej, rodziny powstańców wielkopolskich, rodziny więźniów obozów niemieckich. W tym roku mam 50-lecie wstąpienia do zgromadzenia.

    W moim dzieciństwie często była mowa o tym, że Niemcy wrócą do Polski – więc chciałam być żołnierzem. Chciałam bronić Wrocławia w którym mieszkałam. Rodzice mówili na mnie Oleńka, ale koleżanki i koledzy: Olek. Chodziłam w spodniach i trampkach, co w tamtych czasach nie było takie powszechne. Boksowałam, walczyłam, skakałam po drzewach i dachach. I naprawdę wtedy nikt sobie nie wyobrażał, że mogę być zakonnicą.

    …a jednak! Zakon kojarzy się wielu osobom z ciszą i spokojem. Ale dobrze wiem, że to mylne skojarzenie, prawda?

    Oczywiście! To bardzo fałszywe wyobrażenie o życiu zakonnym. Z mojego doświadczenia 50-letniego życia zakonnego, osoby ciche, spokojne, składające pobożnie rączki i wznoszące w górę oczki – najczęściej nie wytrzymują okresu próby. Większość sióstr, które znam to są typy waleczne.

    Siostra tę siłę to z mlekiem rodziców wyssała…

    Tak, i dziadków. Choruję genetycznie. Mam za sobą ponad 40 pobytów w szpitalach. Mam w sobie mnóstwo złomu, ale podkreślam „szlachetnego złomu”. Mam sztuczną część kręgosłupa, sztuczne kolano, wiele implantów. Jestem po udarze mózgu i po zawale serca. Ale nikt by tego nie powiedział patrząc na mnie. Jestem ciągle aktywna. Obecnie prowadzę kursy językowe dla uchodźców. Ponad 20 godzin tygodniowo. Dodatkowo działam w Centrum Integracji „Na Górce”, zajmuję się ekonomią, tworzę strony internetowe… Po prostu się nie poddaję. Nawet będąc sparaliżowaną uczyłam siostry pisania na komputerze, którego nie widziałam… i to w języku angielskim! Z zawodu jestem anglista, germanista. Mam również studium teologii i prawa. Staram się wykorzystywać wszystkie moje talenty.

    Jak wspomina siostra moment w którym poczuła powołanie?

    Na swoją pierwszą pieszą pielgrzymkę z Warszawy do Częstochowy wybrałam się w 1971 roku. Powód banalny – mój chłopak chodził na pielgrzymki. Pan Bóg ma niesamowite poczucie humoru. Pewnego dnia, podczas pielgrzymki, siedzę pod płotem i odpoczywam. Patrzę na tłumy młodych ludzi. Młodych – pełnych wiary, oddania i rozmodlonych. Serce rośnie. Wśród tego tłumu widzę swojego chłopaka i myślę „no jest najlepszy ze wszystkich”. I nagle, jak grom z jasnego nieba słyszę głos: „To prawda, ale jest Ktoś, kto jest od niego lepszy. Jeden jedyny”. Nie było obok mnie nikogo, nikt nie mógł mi tego powiedzieć, a ja słyszałam realny głos. I w ułamku sekundy stało się to dla mnie jasne, że mówi do mnie sam Bóg. Intelektualnie było to dla mnie jasne, ale emocjonalnie trudno było mi to przyjąć… Od tego dnia nie byłam w stanie spać, nie byłam w stanie zaznać spokoju.

    Wspomniała siostra, że pochodziła z wierzącej, religijnej rodziny. Ale potem powiedziała, że na wiadomość o siostry powołaniu wybuchła „wojna domowa”… Jak to?

    Przypuszczam, że gdyby któraś z moich starszych sióstr chciała iść do zakonu – nie byłoby problemu. Ale moje rodzeństwo już wyszło z domu. Ja byłam najmłodsza. Rodzice wymarzyli sobie, że zostanę z nimi. Poza tym – byłam chorowita, rodzice nie wierzyli, że dam sobie radę w zakonie. Wyobrażali sobie – tak jak to sobie wyobraża większość ludzi – że w zakonie to takie życie między kaplicą, krowami i polem. Czyli praca fizyczna, służebna i modlitwa.

    Kilka miesięcy sama walczyłam z Panem Bogiem. Tłumaczyłam Mu, że ja się do tego nie nadaję. Nocami nie spałam. Przypominałam Bogu swoje grzechy, z których przecież wcześniej się już wyspowiadałam. Którejś nocy poczułam bardzo mocno, że przecież Bóg jest miłosierny i nie powołuje mnie, bo jestem super, ale dlatego, że ma wobec mnie konkretny plan.

    Przyjęłam wolę Boga, ale zaczęłam się zastanawiać – kto mnie taką zechce, jak ja wytrzymam w zakonie. Chodziłam upalnym latem w sztruksowych sukienkach, bo ćwiczyłam jak to będzie w habicie… Przestałam pływać – choć to kocham – bo przecież w zakonie nie będzie możliwości. To były dziwne próby, które robiłam sama sobie… Teraz się z tego śmieję, ale wtedy nie było mi do śmiechu.

    Miały być trzy dni w zakonie, a jest już siostra 50 lat!

    Oj, to minęło jak jeden dzień. Naprawdę nie wiem kiedy. Całe moje życie zakonne to kolejne przygody przez które przeprowadzał mnie Bóg. Powiem szczerze, że mogłabym przyprowadzić całą gromadkę sióstr, które miały równie ciekawe przygody w życiu co ja.

    Co siostrze życzyć na kolejne lata oraz z okazji Dnia Życia Konsekrowanego?

    By ta przygoda z Bogiem nadal trwała. By dawał mi siłę. Wiem, że jak staje przede mną mur to i tak z Bogiem dam radę go pokonać, obejść, przeskoczyć a może i rozbić.

    Nie wiem ile Bóg da mi życia, ale na pewno będzie to wystarczający czas. Trzeba być gotowym, co dnia, na śmierć. Wystarczy codzienna Msza Święta, przyjmowanie komunii świętej, rachunek sumienia i spowiedź – i w każdej minucie można zmienić świat na ten drugi. Moje życie jest fantastyczne, ja się cały czas uczę. Nie mam czasu się nudzić albo zastanawiać czy jest trudno. Wszędzie może być pięknie, ale to my musimy starać się, żeby było pięknie. A z Bogiem zawsze tak jest!

    ALICJA SAMOLEWICZ-JEGLICKA – wywiad /Stacja7

    ______________________________________________________________________________________________________________

    III NIEDZIELA ZWYKŁA JEST OD PIĘCIU LAT CELEBROWANA JAKO NIEDZIELA SŁOWA BOŻEGO

    Papież Franciszek ogłosił ustanowienie Niedzieli Słowa Bożego Listem Apostolskim w formie motu proprio „Aperuit illis” wydanym 30 września 2019 roku. Dokument został popisany w 1600 rocznicę śmierci oraz w liturgiczne wspomnienie św. Hieronima – wielkiego miłośnika i tłumacza Pisma Świętego, doktora Kościoła.

    ____________________________________________________________________

    

    Co Ojciec Pio mówił o lekturze Pisma Świętego?

     

    o. Pio

     Archiwum Głosu Ojca Pio

    ***

    W czasach Ojca Pio czytanie Pisma Świętego przez wiernych nie było tak rozpowszechnione, jak dzisiaj. Niemałą trudnością był zresztą sam dostęp do świętego tekstu. W zapiskach Cleonice Morcaldi, jednej z najbliższych Ojcu Pio duchowych córek znajdujemy wymowne tego świadectwo.

    Któregoś dnia moja przyjaciółka, bardzo pobożna, przyniosła mi książkę, którą pożyczyły jej klaryski tylko na trzy dni. To było Pismo Święte. Z radości aż krzyknęłam. Trzymałam w rękach księgę, którą mogą mieć tylko kapłani! Pomyślałam, że przepiszę ją do grubego zeszytu, żeby zawsze mieć przy sobie słowo Boże. Pracowałam dzień i noc przy świetle lampki oliwnej, bez przerwy. Musiałam jednak oddać książkę koleżance, zanim skończyłam. To były księgi proroków. Zaczynało się tak: „Synów odchowałem i wypiastowałem, lecz oni odstąpili ode mnie. Wół zna swego właściciela, a osioł żłób swego pana, lecz Izrael nie ma rozeznania, mój lud niczego nie rozumie”. Tak bardzo poruszyły one moje serce, że się rozpłakałam. Płaczę za każdym razem, gdy je czytam. Ta książka tak mi się spodobała, że pochłaniałam ją umysłem i sercem. Jak spragniona łania piłam słowo Pana. Mówiłam: błogosławieni kapłani i zakonnice, że posiadają taki skarb.

    Choć dopiero Sobór Watykański II w 1965 roku zakończył ostatecznie w Kościele okres ostrożności w dawaniu świeckim do ręki tekstu Pisma Świętego, Ojciec Pio w kierownictwie duchowym bardzo zachęcał do jak najbliższego kontaktu ze słowem Boga, widząc w tym wielką wartość. Szczególnie wymowny jest tutaj list do Raffaeliny Cerase z 28 lipca 1914 roku, w którym przywołując przykłady i słowa różnych świętych, pisał:

    Przerażają mnie, moja Siostro, szkody, jakie czyni brak lektury Pisma Świętego. Nieprawdopodobny wydaje się szacunek, jaki dla świętych ksiąg miał św. Hieronim. Salvinie polecał, aby zawsze miała w ręku pobożne księgi, gdyż są one potężną tarczą pomocną w odrzuceniu wszelkich bezbożnych myśli, z którymi boryka się człowiek w młodym wieku. To samo wpajał św. Paulinowi: „Niech zawsze w twoich rękach znajduje się Pismo Święte, które dzięki pobożnej lekturze da pokarm twemu duchowi”. Wdowę o imieniu Furia namawiał, aby często czytała Pismo Święte oraz książki doktorów, których nauczanie jest święte i zdrowe, aby nie musiała męczyć się w wyborze pomiędzy błotem fałszywych dokumentów a złotem świętej i zdrowej nauki.

    Do Demetriady pisał: „Kochaj Pismo Święte, jeśli chcesz być kochana, napełniona i strzeżona przez Bożą Mądrość. Ona wpierw Cię ozdobi na różne sposoby – dodaje szybko święty doktor – umieści klejnoty na Twej piersi, kolie na szyi, drogie kamienie w uszach. W przyszłości święta lektura niech będzie Twoimi drogocennymi kamieniami i Twoją radością, świętymi myślami i pobożnym uczuciem, jakimi ozdobisz Twego ducha”. Potwierdza to św. Grzegorz, używając alegorii lustra: „Duchowe książki są jak lustro, które Bóg stawia przed nami, abyśmy patrząc na nie, mogli naprawić nasze mankamenty i przyozdobić się wszelkimi cnotami. Podobnie jak próżne kobiety często przeglądają się w lustrze, starając się usunąć wszelkie skazy z twarzy, na tysiąc sposobów poprawiają włosy, aby wyglądać pięknie w oczach innych, tak też chrześcijanin winien często przed oczy stawiać sobie Pismo Święte, aby poprawić błędy i umocnić cnoty, by podobać się swemu Bogu”.

    Nie będę odwoływał się do innych autorytetów. Chcę podkreślić, jaką siłę w zmianie drogi czy wejściu na drogę doskonałości, także świeckich osób, posiada święta lektura. Wystarczy zastanowić się nad nawróceniem św. Augustyna. Kto spowodował, że ten wielki człowiek się nawrócił? Nie były to ani łzy matki, ani elokwencja św. Ambrożego, lecz lektura świętej księgi. Kto czyta jego Wyznania nie może powstrzymać się od łez. Jakąż straszną walkę, jakież wielkie konflikty przeżywał w swym sercu, by odrzucić lubieżne przyjemności. Mówił, że jego wola była jak przykuta łańcuchem, a piekielny nieprzyjaciel trzymał go w okowach potrzeb. Mówił, że przeżywał agonię, kiedy miał pozostawić swe stare przyzwyczajenia. Mówił też, że gdy zbliżał się do rozwiązania, jego stare przyzwyczajenia i przyjemności odciągały go od dobrych postanowień i mówiły: Co, zostawiasz nas? Od tego momentu nie będziemy już z tobą przez całą wieczność? Podczas gdy przeżywał wewnętrzną walkę, usłyszał głos, który mu powiedział: „Weź i czytaj”. Od razu posłuchał tego głosu i czytając rozdział z listu św. Pawła, poczuł, jak natychmiast jego umysł oczyścił się z gęstej mgły, zniknęła twardość serca i ogarnęła go radość i głęboki pokój ducha. Od tej chwili św. Augustyn zrywa ze światem, z demonem, z ciałem i cały oddaje się służbie Bogu, stając się wielkim świętym, któremu dziś oddaje się cześć na ołtarzach. historia wspomina jeszcze św. Ignacego z Loyoli, który podczas choroby dzięki podjętej z nudów lekturze duchowej zmienił się z kapitana ziemskiego króla w kapitana Króla Niebios. Jeżeli lektura Pisma Świętego posiada wielką siłę, będącą w stanie przemienić ludzi w istoty duchowe, to o ileż potężniejsze w doprowadzeniu do jeszcze większej doskonałości winno okazać się czytanie Pisma Świętego przez osoby rozwinięte duchowo.

    W tym samym liście Ojciec Pio wspomina też o modlitewnym czytaniu Biblii, zachęcając do takiej właśnie pogłębionej lektury świętego tekstu:

    Święty Bernard mówi o czterech stopniach lub środkach, dzięki którym kroczy się do Boga i rozwija w doskonałości. Pisze, że są to: czytanie i medytacja, modlitwa i kontemplacja. Na potwierdzenie tego przytacza słowa Boskiego Nauczyciela: „Szukajcie a znajdziecie. Pukajcie, a otworzą wam”. Odnosząc to do czterech środków czy stopni doskonałości, twierdzi, że poprzez czytanie Pisma Świętego oraz innych świętych i pobożnych książek szuka się Boga. Znajduje się Go poprzez medytację. Dzięki modlitwie puka się do Jego serca, a dzięki kontemplacji wchodzi się do teatru Bożego piękna. Wszystko stoi otworem przed oczyma naszego umysłu dzięki czytaniu, medytacji i modlitwie. W innym miejscu autor ten pisze, że lektura jest niejako pokarmem dla duszy. Podczas medytacji „przeżuwa się” ten pokarm poprzez rozważania. Na modlitwie doświadcza się jego smaku, zaś kontemplacja jest słodyczą pokarmu duchowego, który umacnia i pociesza duszę. Lektura zatrzymuje się na stronie zewnętrznej tego, co się czyta. Medytacja analizuję istotę rzeczy. Modlitwa przeszukuje ją, używając swych próśb. Kontemplacja delektuje się nią, jak rzeczą, którą się posiada.

    Wspominana na wstępie Cleonice Morcaldi, gdy już posiadała wszystkie księgi Pisma Świętego, na jednej z nich otrzymała od Ojca Pio dedykację, która również dla nas niech będzie zachętą i wskazówką od świętego Stygmatyka:

    Duch Święty niech prowadzi Twój umysł, niech pozwoli Ci odkrywać ukryte prawdy zawarte w niniejszej księdze i niech rozpali Twą wolę, byś je wprowadzała w życie.

    Ojciec Pio z Pietrelciny

    o.Tomasz Duszyc OFMCap /naszczas.pl/Tygodnik Niedziela

    ______________________________________________________________________________________________________________

    

    „Osobista lektura Pisma Świętego prowadzi do fascynacji Bogiem”

    “Trzeba najpierw samemu „zasmakować” w osobistej lekturze ksiąg biblijnych. Wtedy łatwo będzie nam podzielić się osobistymi przeżyciami w słuchaniu słów, które Bóg do nas kieruje” – podkreślił ks. prof. Henryk Witczyk, przewodniczący Dzieła Biblijnego.

    

    This image has an empty alt attribute; its file name is pismo-swiete-750x422.jpg
    fot. Plusonevector/Freepik/Stacja7.pl

    ***

    Biuro Prasowe KEP: Księże Profesorze, z ustanowienia papieża Franciszka, III niedziela zwykła obchodzona jest w całym Kościele jako Niedziela Słowa Bożego. Jaki jest główny cel tej inicjatywy?

    Ks. prof. Henryk Witczyk: Papież Franciszek podaje kilka celów, które winny być osiągane poprzez uroczyste przeżywanie Niedzieli Słowa Bożego, zwłaszcza celebracje liturgiczne w parafiach i diecezjach. Równie ważne są różne aktywności związane ze Słowem Bożym zawartym w Piśmie świętym w naszych rodzinach. Sądzę, że ich syntetycznym ujęciem są słowa Aperuit illis („Oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma”; por. Łk 24, 45), które otwierają papieskie Motu proprio ustanawiające tę celebrację. Zmartwychwstały Jezus oświecił umysły uczniów idących z Jerozolimy do Emaus. Byli rozczarowani przebiegiem procesu, drogi krzyżowej, ukrzyżowania – i ostatecznie złożenia do grobu umęczonego Mesjasza – Króla głoszącego Królestwo Boże jako obecne pośród nich. Gdy dołączył do nich tajemniczy Wędrowiec, zaczął z nimi rozmawiać, zadawać pytania, a ostatecznie wyjaśniał im Pisma, które mówiły o cierpieniach Mesjasza, wpisanych w Jego drogę do Chwały. Jak sami wyznali, pod wpływem tych Jego słów, w każdym z nich „pałało serce”, otworzyły się ich oczy na aktywną i miłującą obecność zmartwychwstałego Pana. On stał się na nowo najważniejszą Osobą w ich życiu! Centrum życia całego Kościoła apostolskiego, gdy objawił się z kolei wszystkim uczniom w wieczerniku, niosąc im swoje słowa: Pokój wam!

    Tylko apostołowie z „otwartymi oczami” i „sercami pałającymi” ogniem Bożej obecności darowanej im w słowach Zmartwychwstałego mogli stać się głosicielami i świadkami Ewangelii. W Niedzielę Słowa Bożego cały Kościół pod przewodnictwem papieża Franciszka chce uwielbiać Boga za Jego obecność pod postacią słów Pisma świętego proklamowanych w Kościele, chce też dziękować Ojcu niebieskiemu za Słowo, które od Niego pochodzi! Ono otwiera nam oczy na misterium Trójcy Świętej, na Jej działanie w dziejach świata i ludzi, na Jej obecność w Kościele.

    W jaki sposób można realizować założenia tej Niedzieli na co dzień? Co może być pomocne w poznawaniu Słowa Bożego?

    Najważniejsze jest codzienne czytanie Pisma świętego. Dobrze jest zacząć od ksiąg Nowego Testamentu, które są nam mało znane, na przykład listy św. Pawła czy tzw. listy katolickie. One nie tylko wyjaśniają nauczanie Chrystusa, otwierają misterium Jego osoby, ale nade wszystko odnoszą je do życia tak pojedynczych wierzących jak i wspólnoty Kościoła. Ta aplikacja ma dla nas – borykających się dzisiaj z podobnymi wyzwaniami – absolutnie podstawowe znaczenie. Dokonywana jest bowiem pod natchnieniem Ducha Świętego, który jest Nauczycielem Kościoła wszystkich czasów aż do skończenia świata. To On, nie badania socjologiczno-psychologiczne, prowadzi Kościół do poznania Prawdy o zbawieniu człowieka, objawionej przez wcielonego Syna Bożego w Ewangeliach i Tradycji.

    Dużą pomocą w poznawaniu Słowa Bożego są istniejące w wielu parafiach kręgi biblijne, wspólnoty praktykujące lectio divina. W większości diecezji, w wielu dekanatach bibliści prowadzą regularne wykłady z Pisma św. dla osób świeckich i zakonnych w ramach różnego rodzaju szkół Słowa Bożego (głównie w soboty). Warto również wybrać się na rekolekcje biblijne, organizowane w licznych domach rekolekcyjnych.

    A niezastąpioną pomocą w osobistym studium Pisma świętego jest od roku aplikacja pod nazwą „Dzieło Biblijne”, stworzona dzięki dużemu zaangażowaniu i patronatowi KUL Jana Pawła II oraz Instytutowi Nauk Biblijnych KUL. Jest ona dostępna bezpłatnie w smartfonach, laptopie czy w wygodnym do czytania tablecie. A osoby zainteresowane nie tylko duchowym, ale i badawczym poznawaniem treści Pisma św. zachęcam do czytania artykułów naukowych w najlepszym polskim czasopiśmie biblijnym „The Biblical Annals”. Jest ono dostępne gratis na platformie czasopism KUL (https://czasopisma.kul.pl/index.php/ba), razem w biblijno-teologicznym „Verbum Vitae” (https://czasopisma.kul.pl/index.php/vv). Zamieszczane są w nich opracowania aktualnie dyskutowanych zagadnień i tematów – także w języku polskim.

    Św. Hieronim powiedział, że „nieznajomość Pisma świętego jest nieznajomością Chrystusa”. W jaki sposób można zachęcić wiernych do czytania Pisma Świętego?

    Trzeba najpierw samemu „zasmakować” w osobistej lekturze ksiąg biblijnych, czyli w dialogu z Bogiem. Wtedy łatwo będzie nam podzielić się osobistymi przeżyciami w słuchaniu słów, które Bóg do nas kieruje. W istocie bowiem czytanie Pisma świętego jest jedynie „narzędziem” umożliwiającym Ojcu niebieskiemu, Synowi Bożemu i Duchowi Prawdy komunikowanie się z nami. A każdy, kto świadomie chce przeżywać swoją wiarę, jest maksymalnie zainteresowany tym, co Bóg chce mi dzisiaj, w tym tygodniu, w tę niedzielę powiedzieć. Dopiero znając przesłanie do mnie skierowane mogę odpowiedzieć w modlitwie: uwielbienia, dziękczynienia, ufności czy prośby.

    Osobista lektura Pisma świętego prowadzi wierzących także do fascynacji Bogiem, osobą i nauczaniem Syna Bożego, działaniem Ducha Świętego w dziejach świata, pojedynczych ludzi, w historii Ludu Bożego pierwszego i nowego Przymierza, a nade wszystko w życiu współczesnego Kościoła, do którego zostaliśmy powołani.

    KAI/Stacja7.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Ks. Teodor Sawielewicz na Niedzielę Słowa Bożego:

    nie trzeba czytać Biblii od deski do deski

    This image has an empty alt attribute; its file name is pismo_swiete_1.jpg

    fot. radio Niepokalanów

    ***

    Katolik powinien regularnie czytać Biblię, choć niekoniecznie musi to być przeczytanie jej od deski do deski. Wiele osób poznaje treść Biblii poprzez wybieranie konkretnych ksiąg, rozdziałów lub tematów, które są dla nich budujące – powiedział ks. Teodor Sawielewicz. Rekolekcjonista, założyciel kanału Teobańkologia, w rozmowie z KAI, wyjaśnił dlaczego warto sięgać po lekturę Pisma Świętego, opowiedział także jakie inicjatywy biblijne można znaleźć na kanale Teobańkologia. Jutro, już po raz piąty, będziemy obchodzić w Kościele Niedzielę Słowa Bożego, ustanowioną przez papieża Franciszka.

    Zadałbym pytanie mężowi: „czy to ważne, by poznawać każdego dnia lepiej swoją żonę? Przecież ją już niby poznałeś, to po co na to poświęcać więcej czasu?”. Św. Hieronim napisał takie słowa w czasach, w których nie było druku, a zdecydowana większość ludzi nie umiała czytać: „nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa”. Najważniejsze przykazanie Starego Testamentu zaczyna się od słów: „Słuchaj Izraelu…”. Skoro mamy komuś ufać, powierzać mu swoje życie, kogoś naśladować, kochać, to najpierw musimy go poznawać. Każda karta Ewangelii to skarbiec informacji o życiu i posłannictwie Tego, w którego wierzymy.

    Papież Franciszek w swoim orędziu o ustanowieniu tej niedzieli podkreślił, że „Słowo Boże powinno być zawsze obecne w naszym życiu, a zwłaszcza w niedzielę, abyśmy mogli rozpoznać w nim obecność Chrystusa, który przemawia do nas i prowadzi nas”. Poprzez regularne spotkanie z Pismem Świętym możemy coraz bardziej odkrywać Boże przesłanie dla nas, pogłębiać wiarę, kształtować sumienie i prowadzić bardziej świadome życie chrześcijańskie.

    Ma Ksiądz pomysł jak zachęcić wiernych do czytania Biblii? Jak podkreślił Franciszek, celem Niedzieli Słowa Bożego jest to, by „w ludzie Bożym wzrosła religijna i bliska znajomość Pisma Świętego”.

    Myślę, że ogromna rolę ma tu nastawienie człowieka do Biblii, ale też głód. Prorok Amos wypowiada takie słowa: „Oto nadejdą dni – wyrocznia Pana Boga – gdy ześlę głód na ziemię, nie głód chleba ani pragnienie wody, lecz głód słuchania słów Pańskich. Wtedy błąkać się będą od morza do morza, z północy na wschód będą krążyli, by znaleźć słowo Pańskie”. Jeśli ktoś zdaje sobie sprawę, że Biblia to żywe Słowo Boga, Słowo, które ma moc przemiany serca i życia, to nie trzeba go specjalnie zachęcać do chłonięcia Go.

    Czy trzeba namawiać wygłodniałego do jedzenia? W Biblii znajdują się wskazówki jak żyć na Bożą chwałę, a przez to doświadczać wielu skutków ubocznych takiego życia: szczęście, dobre zarządzanie finansami, pozbycie się lęków i zmartwień itp. Rozmawiając z różnymi ludźmi, słyszałem podobne zdania: „Bóg jeden wie, co powinienem w tej sytuacji zrobić, modlę się o jakąś wskazówkę i nic…”. A kiedy pytałem: „A czy zajrzałeś do Pisma Świętego?”, odpowiadali ze zdziwieniem: „Ale po co? Przecież ja mam taki a taki problem do rozwiązania, co ma do tego czytanie Biblii?”. Odpowiadałem podobnymi słowami: „Zajrzyj, a sam się przekonasz”. Niektórzy z tych ludzi wracali potem do mnie z niesamowitymi świadectwami, a czytanie Słowa Bożego stało się odtąd ważnym elementem ich codzienności.

    Również na Teobańkologii można znaleźć wiele interesujących treści umożliwiających lepsze poznanie Pisma Świętego, chociażby różnego rodzaju medytacje nad tekstem biblijnym, czy mógłby Ksiądz nieco o nich opowiedzieć?

    Staram się, by treści i motywy zaczerpnięte z Pisma Świętego towarzyszyły każdemu aspektowi działalności Teobańkologii. Pojawiają się w błogosławieństwach w postaci postów i rolek o 7:00 i 19:00, w codziennych transmisjach różańcowych o 20:30, są inspiracją do rozmaitych akcji, są zawarte na naszej płycie “Niech zstąpi Duch Twój”.

    Jedną z najważniejszych inicjatyw związanych z Pismem Świętym są serie Komentarzy Biblijnych. Na początku przygotowywałem je sam. Później zaprosiłem do współpracy ks. prof. Mariusza Rosika – wybitnego polskiego biblistę – który w kilku- albo kilkunastominutowych filmach odpowiada na ważne pytania w oparciu o Pismo Święte. W ramach ostatniej serii były podejmowane m.in. takie zagadnienia: Czy Bóg chce mojej choroby? Czy Bóg może posłużyć się złem? Dlaczego Bogu na mnie zależy? Po co Kościołowi papież? To ważne pytania, na które czasem sami nie potrafimy znaleźć przekonującej odpowiedzi. Dlatego właśnie warto posłuchać, co ma nam w tych kwestiach do przekazania Pismo Święte, co do nas mówi sam Bóg.

    Myśli Ksiądz, że każdy katolik powinien przeczytać Pismo Święte od początku do końca? Dlaczego to tak mało powszechna praktyka wśród ludzi wierzących?

    Może zacznę od tego drugiego pytania. Powody, by czegoś nie robić, zawszę się znajdą: „Nie mam czasu”, „I tak nic z tego nie rozumiem, to za trudne”, „Nie lubię czytać”, „Wolę posłuchać kazania, katechezy, konferencji”, „To nudne i nie ma związku z moim życiem”. To tylko niektóre z wymówek, jakie słyszałem. Przy okazji zapraszam na do naszej akcji wielkopostnej „Jerycho – zmień swoje nawyki”. Może warto będzie te nauki zastosować właśnie do stałego zaprzyjaźnienia się z Pismem Świętym!

    A wracając do tematu, myślę, że każdy katolik powinien regularnie czytać Biblię, choć niekoniecznie musi to być przeczytanie jej od deski do deski. Wiele osób poznaje treść Biblii poprzez wybieranie konkretnych ksiąg, rozdziałów lub tematów, które są dla nich budujące. I to jest bardzo dobry pomysł, bo pozwala na głębsze zrozumienie konkretnych treści i ich odniesienie do swojej codzienności. Nie ma uniwersalnej, jednej metody. Papież Benedykt XVI mówił tak: „Rozważajcie często Słowo Boga i pozwólcie, aby Duch Święty był waszym nauczycielem. Odkryjecie wówczas, że myśli Boga nie są myślami ludzi. Będziecie skłonni kontemplować prawdziwego Boga i odczytywać wydarzenia historii Jego oczyma. Zakosztujecie w pełni radości, jaką rodzi prawda”. To jest właściwy klucz do lektury Pisma Świętego.

    Nie chodzi tylko o poznanie treści minionych wydarzeń, biografii Jezusa czy dziejów pierwotnego Kościoła, ale o czerpanie wiedzy i mądrości potrzebnej człowiekowi tu i teraz, powiązanie tych wydarzeń ze swoim życiem, o poddanie się Bożemu prowadzeniu, słuchanie Jego głosu każdego dnia, w każdej sytuacji. Przy takim podejściu do Pisma Świętego człowiek z biegiem lat czerpie z niego coraz więcej, coraz więcej odkrywa, rozumie i można powiedzieć, że ta lektura nigdy dla niego się nie kończy. I – uwaga – co najważniejsze: człowiek, który poznaje Stwórcę przez lekturę Biblii, w końcu dojdzie do pragnienia – ja chcę nie tylko o Bogu czytać, ja chcę Jego!

    Czy ma ksiądz jakieś wskazówki dla osób, które chciałyby zacząć czytać Pismo Święte, ale czują się zniechęcone jego objętością lub trudnością w zrozumieniu niektórych fragmentów?

    W dzisiejszych czasach można wykorzystać różne narzędzia, takie jak aplikacje mobilne, audiobooki lub podcasty, które dają łatwy dostęp do lepszego rozumienia Pisma Świętego. Trzeba jednak pamiętać, że głównym celem czytania Biblii nie jest jej zrozumienie, ale raczej sięgnięcie do tego, co jest niejako pod naskórkiem tekstu – a jest tam sam Bóg, którego możemy spotkać, nawet wtedy, gdy nie rozumiemy tego, co czytamy. On jest przecież Słowem, a to Słowo, które czytamy jest Bogiem.

    W seminarium przeczytałem na głos w oryginalnym języku dwa razy cały Nowy Testament. Niewiele z języka greckiego rozumiałem, ale chciałem się “otaczać” Bogiem. Fale dźwiękowe, wiadomo, nie są Bogiem, ale to Słowo Nim jest. Jeśli coś wydaje się nam niezrozumiałe, zbyt trudne, a bardzo nam zależy na zrozumieniu, mamy dziś sporo możliwości, by znaleźć pomoc, wsparcie, wyjaśnienie nurtujących nas kwestii. Jedną z nich jest Teobańkologia, bezpieczna przestrzeń modlitwy przeniknięta Słowem Bożym, z naszym hasłem “Niech Ewangelia się niesie na chwałę Bożą i pożytek ludzi jak najlepszymi środkami”.

    Jakie są Księdza ulubione fragmenty Pisma Świętego?

    Ewangelia św. Jana 10,10 [Ja przyszedłem po to, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości – KAI] – ten cytat umieściłem też na moim obrazku prymicyjnym. Gdy rozważałem ten fragment, dotarło do mnie, że Pan Bóg chce dla mnie szczęścia, życia w obfitości tutaj na ziemi.

    Wcześniej chrześcijaństwo kojarzyło mi się inaczej: Królestwo Boże rozumiałem jako rzeczywistość odległą, niedostępną człowiekowi tu i teraz, na ziemi mam się męczyć i cierpieć, by potem pójść do nieba. Ten fragment zmienił moje myślenie. Zrozumiałem też, że odnosi się on do mojej misji. Ja jako pasterz dostałem misję od Dobrego Pasterza – Jezusa Chrystusa – po to, by uczynić obfitym życie innych.

    Czy ma Ksiądz jakieś osobiste świadectwo dotyczące momentu czytania Pisma Świętego, który wpłynął znacząco na Księdza życie duchowe?

    Przypominam sobie taką sytuację, gdy miałem 17 lat i jechałem autobusem do szkoły. Natknąłem się wtedy na fragment, który opisuje spotkanie Jezusa z niewidomym. Jezus zapytał tego człowieka: „Co chcesz, abym Ci uczynił?”, a on mu odpowiedział „Panie, żebym przejrzał”. Tak bardzo mnie wtedy dotknęły te słowa, przez kolejne dni wypowiadałem je niemalże bez przerwy i były tak naprawdę początkiem mojego głębokiego nawrócenia, zmiany, kiełkowania dobrych pragnień i uzdrowienia wielu ran na duszy.

    Gdzie szukać pomocy w interpretacji niezrozumiałych fragmentów Pisma Świętego?

    Pismo Święte jest zbiorem tekstów, które wymagają znajomości pewnego kontekstu i umiejętnej interpretacji. Czytanie Biblii bez odpowiedniej wiedzy i przygotowania może prowadzić do niewłaściwego zrozumienia treści, odnalezienia w niej sprzeczności, nawet absurdów, wyprowadzenia błędnych wniosków, wypaczenia obrazu Boga i Jego miłości. Dlatego warto korzystać z powszechnie dziś dostępnych komentarzy i objaśnień opracowanych przed doświadczonych biblistów, uwzględniających kontekst historyczny i kulturowy oraz kwestie języka i tłumaczeń, dobrym pomysłem jest też lektura we wspólnocie.

    Warto również korzystać z innych katolickich źródeł, takich jak publikacje katolickie, czasopisma, strony internetowe i aplikacje mobilne, które oferują komentarze, wyjaśnienia i materiały pomocne w zrozumieniu Pisma Świętego. Tylko proszę, by te moje powyższe zachęty do zgłębiania wiedzy o Biblii nie zniechęciły do tego, by by po prostu Pismo Święte otwierać i czytać. Ono jak zaklinacz węży będzie nawet bez naszego zrozumienia lub odczucia wyrzucać z nas złe myśli i pragnienia, o ile z wiarą i otwartym sercem staramy się je zgłębić i odnieść do swojego życia.

    rozmawiała Anna Rasińska/KAI/Tygodnik Niedziela

    ______________________________________________________________________________________________________________

    ____________________________________________________________________________________________________________

    PIERWSZY CZWARTEK MIESIĄCA – 1 LUTEGO

    MSZA ŚWIĘTA W KAPLICY IZBIE JEZUSA MIŁOSIERNEGO O GODZ. 19.00

    PO MSZY ŚW. – GODZINNA ADORACJA PRZED NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENTEM W INTENCJI KAPŁANÓW

    This image has an empty alt attribute; its file name is image-2-e1673870873179-1024x683.png

    4 PARK GROVE TERRACE, GLASGOW G3 7SD

    ___________________________________________________

    fot. parafia Matki Bożej Frydeckiej/Jaworzynka

    ***

    Modlitwa za kapłanów

    Panie Jezu, Ty wybrałeś Twoich kapłanów spośród nas i wysłałeś ich, aby głosili Twoje Słowo i działali w Twoje Imię. Za tak wielki dar dla Twego Kościoła przyjmij nasze uwielbienie i dziękczynienie. Prosimy Cię, abyś napełnił ich ogniem Twojej miłości, aby ich kapłaństwo ujawniało Twoją obecność w Kościele. Ponieważ są naczyniami z gliny, modlimy się, aby Twoja moc przenikała ich słabości. Nie pozwól, by w swych utrapieniach zostali zmiażdżeni. Spraw, by w wątpliwościach nigdy nie poddawali się rozpaczy, nie ulegali pokusom, by w prześladowaniach nie czuli się opuszczeni. Natchnij ich w modlitwie, aby codziennie żyli tajemnicą Twojej śmierci i zmartwychwstania. W chwilach słabości poślij im Twojego Ducha. Pomóż im wychwalać Twojego Ojca Niebieskiego i modlić się za biednych grzeszników. Mocą Ducha Świętego włóż Twoje słowo na ich usta i wlej swoją miłość w ich serca, aby nieśli Dobrą Nowinę ubogim, a przygnębionym i zrozpaczonym – uzdrowienie. Niech dar Maryi, Twojej Matki, dla Twojego ucznia, którego umiłowałeś, będzie darem dla każdego kapłana. Spraw, aby Ta, która uformowała Ciebie na swój ludzki wizerunek, uformowała ich na Twoje boskie podobieństwo, mocą Twojego Ducha, na chwałę Boga Ojca. Amen.

    ***

    Nowenna Pompejańska za Kapłanów: 1 kwietnia – 24 maja 2021 r.

    ***

    Zachęcamy, a jednocześnie prosimy Was o podjęcie wyzwania – walki o świętość życia Kapłanów. Pragniemy zaprosić Was do modlitwy z prośbą o światło, moc i mądrość Ducha Świętego dla Kapłanów, aby sprostali znakom czasu i pułapkom szatana. Dziś potrzebujemy Waszego wsparcia bardziej niż kiedykolwiek… (www.zakaplanow.pl)

    ______________________________________________________________________________________________________________

    Gdybym jako student miał taką wiedzę, nie dałbym się wyświęcić na kapłanao. Pio

    Ojciec Pio: Gdybym jako student miał taką wiedzę, nie dałbym się wyświęcić na kapłana

    fot. Domena publiczna / Wikimedia Commons

    ***

    Nie ma takich słów, które w pełni oddałyby powołanie do kapłaństwa. Owa złożona w sercu ludzkim iskra Boża wymyka się wszelkim definicjom. Świadczy o tym następująca anegdota z życia Ojca Pio. Kiedy pewnego razu został zapytany, czy gdyby urodził się powtórnie, zostałby kapucynem i kapłanem, odpowiedział: “Tak, zostałbym znów kapucynem, ale nie kapłanem, ponieważ jestem niegodny reprezentować Jezusa na ziemi. Każdego rana drżę i cierpię na myśl, że mam Go uśmiercić i ukrzyżować, aby potem złożyć w ofierze Ojcu Niebieskiemu. Gdybym jako student miał taką wiedzę, jaką mam teraz, nie dałbym się wyświęcić na kapłana”.

    Kapłaństwo jest miłością Najświętszego Serca Jezusowego. Kapłan to monstrancja, ma pokazywać Jezusa. Sam musi zniknąć, aby Go ukazać. “Patrzcie na swoją godność, bracia kapłani – apelował św. Franciszek z Asyżu – i bądźcie świętymi, bo On jest święty. I jak Pan Bóg ze względu na tę posługę uczcił was ponad wszystkich ludzi, tak i wy więcej od innych kochajcie Go, szanujcie i czcijcie. Wielkie to nieszczęście i pożałowania godna słabość, że gdy macie Go wśród siebie obecnego, zajmujecie się czymś innym na świecie. Niech zatrwoży się cały człowiek, niech zadrży cały świat i niech rozraduje się niebo, gdy na ołtarzu w rękach kapłana jest Chrystus, Syn Boga Żywego”.

    Dar z własnego życia

    Dzisiaj ofiara krzyża wciąż trwa, choć dokonuje się w sposób bezkrwawy w każdej mszy świętej. Jest stale uobecniana dzięki kapłanom, którym została zlecona posługa uświęcania, sprawowania sakramentów, nauczania i kierowania Ludem Bożym. “Za pośrednictwem kapłana – pisał Jan Paweł II – sam Chrystus w sposób tajemniczy składa siebie w ofierze, oddając Ojcu dar własnego życia, złożony ongiś na krzyżu. W Eucharystii nie zawiera się jedynie wspomnienie ofiary złożonej raz na zawsze na Kalwarii. Ta ofiara powraca jako aktualna, ponawiając się sakramentalnie w każdej wspólnocie, która ją składa przez ręce konsekrowanego szafarza”.

    By zrozumieć istotę daru kapłaństwa, warto sięgnąć do słów patrona proboszczów, św. Jana Marii Vianneya z Ars: “Gdyby nie było sakramentu kapłaństwa, nie mielibyśmy Pana wśród nas. Kto bowiem włożył Go do tabernakulum? Kapłan. Kto przyjął wasze dusze do społeczności Kościoła, kiedyście się narodzili? Kapłan. Kto karmi je, by miały siłę do ziemskiego pielgrzymowania? Kapłan. Kto przygotowuje je, aby mogły stanąć przed Bogiem, wykąpane w krwi Jezusa Chrystusa? Kapłan. Zawsze kapłan. A kiedy dusza popadnie w grzech śmiertelny, kto ją wskrzesi do życia? Tylko kapłan.

    Nie znajdziecie żadnego dobra, które pochodzi od Boga, żeby za nim nie stał kapłan. Spróbujcie wyspowiadać się przed Matką Bożą albo przed którymś z aniołów. Rozgrzeszą was? Nie. Czy mogą dać wam Ciało i Krew Pańską? Nie. Najświętsza Maryja Panna nie ma władzy sprowadzenia swego Syna do Hostii. Choćby stanęło przed wami dwustu aniołów, nie mają oni władzy odpuszczania wam grzechów.

    O, kapłan to coś wielkiego! Gdyby samego siebie pojął, skonałby. Kapłan pojmie siebie dobrze dopiero w niebie. Ten sakrament wynosi człowieka do Boga. Spotykając kapłana i anioła, kapłana pozdrowiłbym jako pierwszego. Anioł jest przyjacielem Boga, lecz kapłan Go zastępuje. Jakie to nieszczęsne – kapłan pozbawiony duchowości! Lecz ona wymaga wyciszenia, milczenia, rekolekcji. To, co nam, kapłanom, przeszkadza zostać świętymi, to brak rozważań. Nie zastanawiamy się nad sobą, nie wiemy, co robimy. Trzeba nam rozważań, modlitwy, zjednoczenia z Bogiem!”.

    Wyjątkowa celebracja

    Ojciec Pio dobrze wiedział, z czym wiąże się powołanie, które otrzymał. Z wielkim zaangażowaniem wypełniał więc swoją posługę: celebrowanie mszy, sprawowanie sakramentu pojednania i kierownictwo duchowe. Te trzy działania właściwe są każdemu kapłanowi, lecz w tym przypadku według papieża Jana Pawła II zostały rozwinięte w najwyższym stopniu. Stygmatyk bardzo sobie cenił możliwość odprawiania Eucharystii, zwłaszcza w obecności wiernych. Było to sensem jego życia, spełnieniem powołania. W ten sposób oddziaływał na innych. Największe i najgłośniejsze nawrócenia nastąpiły właśnie podczas składania przez niego ofiary na ołtarzu. Msza święta była sercem jego kapłaństwa: źródłem i szczytem, fundamentem i centrum życia oraz działania.

    15 kwietnia 1949 roku Ettore Bernabei w dzienniku “Il domani d’Italia” napisał artykuł pt.: “Msza Ojca Pio”, w którym zamieścił następującą relację: “Ojciec Pio powoli zbliżył się do ołtarza i z twarzą pochyloną nad kielichem rozpoczął ofiarę Ciała i Krwi Chrystusa. Zdjął swoje do połowy obcięte czarne rękawice, które zakrywają rany dłoni, i rozkładając ramiona w żarliwej prośbie Orate fratres, ukazał czerwień świeżej krwi błyszczącej w migoczącym świetle świec.

    Modliło się z nim, wcale nie czując ciężaru ani ciała, ani świata, ani nawet żadnego z najbardziej dotkliwych zmartwień: modliło się z niewymownym bólem ofiary krzyża. Tego czerwcowego poranka, tak jak przez trzydzieści już lat, Ojciec Pio nie odprawiał rytu, lecz doświadczał w ciele cierpień ludzkości, przeżywał w duszy karę za wszystkie grzechy ludzi. Od konsekracji do komunii po jego woskowej cerze spływały do kielicha duże łzy. Przy spożywaniu Komunii Świętej jego ciało zdawało się być wzburzone nawałnicą szlochania.

    Gdy Ojciec Pio ruszył w stronę zakrystii, nie zdawałem sobie sprawy z tego, że upłynęły prawie dwie godziny. Wszyscy, którzy przebywali ze mną w małym kościele Matki Bożej Łaskawej, w modlitwie towarzyszyli mu we wchodzeniu na Kalwarię i pozostali u stóp krzyża, na nowo utwierdzając się w wierze i nadziei”.

    Świadectwo to wskazuje, że Ojciec Pio dogłębnie uczestniczył w męce Chrystusa. Był Jego obrazem od pierwszej do ostatniej odprawionej przez siebie Eucharystii. Po śmierci Stygmatyka dziennik “L’Osservatore Romano” pisał: “Do ostatka cierpiący na astmę i zapalenie oskrzeli, wyczerpany pokutą, Ojciec Pio żył, wypełniając swoją posługę: pozwolono mu na odprawianie mszy świętej na siedząco, do konfesjonału udawał się na wózku inwalidzkim, gdyż nie mógł utrzymać się na nogach, lecz nie chciał zrezygnować z misji i obowiązku każdego kapłana, szafarza łaski i Bożego miłosierdzia. Jego konfesjonał był trybunałem miłosierdzia i stanowczości. Nawet ci, którzy zostali odesłani bez rozgrzeszenia, w większości pragnęli powrócić, aby odnaleźć pokój i zrozumienie, podczas gdy już właśnie w tym rozpoczął się dla nich nowy okres życia duchowego”.

    Więcej niż sława

    Papież Paweł VI w 1971 roku powiedział o Ojcu Pio: “Spójrzcie, jak był sławny! Jak wielką światową klientelę zgromadził wokół siebie! Ale dlaczego? Czy może dlatego, że był filozofem, mędrcem albo dysponował wielkimi środkami? Nie! Dlatego, że pokornie odprawiał mszę świętą, spowiadał od rana do wieczora i był, trudno to wyrazić słowami, naznaczonym stygmatami przedstawicielem naszego Pana”. Sam Ojciec Pio mawiał, że pośród ludzi jest bratem, na ołtarzu ofiarą, a w konfesjonale sędzią.

    Kapłaństwo Ojca Pio wydaje się być nadzwyczajne ze względu na dary, które otrzymywał od chwili, gdy przyszedł na świat. Wynika to z jego zwierzeń wyjawionych w szczerej rozmowie na osobiste tematy z duchowymi dziećmi, jak również z listów: “Już od momentu narodzin Jezus ukazał mi szczególne znaki swojego upodobania we mnie i dał mi poznać, że będzie nie tylko moim Zbawicielem, moim największym dobroczyńcą, lecz także najwierniejszym przyjacielem, szczerym i od serca, nieskończoną miłością, pocieszeniem, radością, otuchą, całym moim skarbem”.

    Potwierdzeniem tych słów są notatki pozostawione przez jego kierownika duchowego, o. Agostina z San Marco in Lamis, z których można się dowiedzieć, że Ojciec Pio już od dzieciństwa spotykał się na co dzień z Maryją i Jezusem: “Ekstazy i wizje zaczęły się u niego w piątym roku życia, gdy przyszło mu na myśl po raz pierwszy, żeby ofiarować się Panu i gdy jeszcze wierzył, że jest to całkiem naturalne i zdarza się wszystkim”.

    Przesłanie na dziś

    Kapłan sprawuje Eucharystię in persona Christi: uosabiając Chrystusa. Jego kapłaństwo rodzi się podczas mszy świętej (ponieważ wtedy ten sakrament jest udzielany), wypełniane jest dla niej (bo sprawuje ją każdego dnia) i za nią szczególnie odpowiada (powinien dbać o to, aby sacrum nie przerodziło się w profanum). Dzięki otrzymanemu powołaniu, jak nikt inny, ma jedyną w swoim rodzaju możliwość kłócenia się z Panem Bogiem o grzesznika. Warto przypomnieć sobie, jak wielką odwagę mieli prorocy walczący o tych, którzy już nawet sami o sobie nie pamiętali. Przykładem niech będzie Abraham mówiący Bogu, że jeśli odrzuci jego pobratymców, musi i jego wymazać z księgi życia, gdyż on jest jednym z nich.

    W dobie wielkiego zamieszania we współczesnym świecie trzeba się modlić o nowe, święte powołania do służby Bożej, za wszystkich kapłanów, opiekunów duchowych Grup Modlitwy, proboszczów… Nie należy jednak patrzeć tylko na ich osobiste przymioty, lecz na powołanie, posługę i zadania. Wsparcie kapłanów dobrym słowem, modlitwą i zaangażowaniem przełoży się na wspólne dobro.

    o. Robert Krawiec OFMCap/z dwumiesięcznika “Głos Ojca Pio”/DEON.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    O. Badeni: Antychryst już przebywa pośród nas

    fot. screenshot – YouTube (Stacja 7)

    ***

    O. Badeni: Antychryst już przebywa pośród nas

    Dla tych, którzy go mniej znali, ojciec Joachim Badeni mógł się wydawać miłym starszym księdzem, dobrotliwie uśmiechniętym, przyjaźnie nastawionym do każdego, kto się do niego zbliżał. Ale za tą — prawdziwą zresztą — powierzchownością krył się wulkan, kipiący wewnętrzną mocą. Dawał on o sobie znać nieoczekiwanymi pomrukami i nagłymi wstrząsami. Łagodny staruszek stawał się groźnym prorokiem, miotającym pioruny. Piszę o tym, aby ostrzec potencjalnych czytelników tej książki, którzy biorą ją do ręki.

    Co Ojcu daje wiara w paruzję?

    Pewność paruzji daje mi chociażby zupełnie inną postawę wobec przebiegu historii. Widząc, że istnieją historyczne sytuacje wrogie wierze chrześcijańskiej, wiem, że one przeminą. Widząc, że pustoszeją kościoły na Zachodzie Europy, konfesjonały są rozebrane — wiem, że ta sytuacja jest przejściowa, bo potęga Boga w niczym nie jest naruszona tym, że dzisiaj słabnie wiara. A triumf Chrystusa jest całkowicie pewny. Na kartach Ewangelii czytamy, pytanie, jakie Chrystus skierował do swoich uczniów: Czy kiedy przyjdę, zastanę wiarę na świecie? Uczniowie nie mieli potężnej wiary od razu, ale modlili się bardzo mądrze: Panie przymnóż nam wiary! Oni rozumieli, że sama znajomość Syna Bożego — w ich przypadku bardzo osobista — nie wystarczy.. Czy wszyscy uczniowie wierzyli od razu, że Jezus jest Mesjaszem? Wydaje mi się, że nie od razu wszyscy wierzyli, ale na pewno rozumieli, że muszą prosić o głęboką wiarę Każdy człowiek potrzebuje głębokiej wiary.

    Co mi jeszcze daje wiara w paruzję? Myślę, że dzięki niej otrzymałem spokój ducha, choć niekoniecznie nerwów. Człowiek zyskując pewność paruzji, dalej pozostaje nerwowy i zmienny. Ale jeśli sięgnę głębiej do swojej świadomości, to widzę tam wyraźnie absolutną pewność paruzji. Ona jest czasem przykryta wątpliwościami, lękami, ale pewność raz dana, nie została mi już odebrana. Wiem, że bieg historii, jest tylko przejściowy, a triumf Chrystusa, triumf wiary jest całkowity i pewny. Ta pewność jest ponadczasowa. Gdyby została podana z datą, to można by powiedzieć, że mamy jeszcze 200 albo 120 lat. Zaczęlibyśmy odliczać czas i doszli do wniosku, że jeszcze sobie możemy pohulać. Dlatego ponadczasowość paruzji daje bardzo głęboki, duchowy spokój temu, który ten spokój otrzymał. Może zrodzi się teraz w kimś pytanie, jak go otrzymać? Trzeba się o niego modlić. Niekonieczna jest wizja symboliczna, taka jaką ja miałem. Wystarczy sam dar pewności. Jeśli człowiek będzie się modlił o paruzję to otrzyma pewność, że będzie szczęście i dobro na świecie. Zaś pewność istnienia paruzji jest ogromną siłą pocieszenia, daną od samego Boga.

    Przeżycie paruzji jest też bardzo twórcze. Ustawia człowieka i umacnia jego wiarę. Człowiek mając pewność paruzji patrzy inaczej na zło. Widzi je jako zło, ale ono jest już w jego świadomości pokonane. Czyli człowiek współczesny wierzący w paruzję widzi, że zło nie jest już siłą, której nie można pokonać, ale wierzy, że w miejsce zła przyjdzie niewyobrażalne boskie szczęście całej ludzkości, ład i sprawiedliwość.

    Wiara w paruzję to dar Boży, dlatego daje spokój — spokój boski. Człowiek może być nadal nerwowy, zmienny, czy depresyjny, ale w głębi duszy będzie spokojny. Głębia ducha ludzkiego jest niezależna od nerwów.

    Czy wiara w paruzję daje siłę, żeby przetrwać?

    W razie kryzysu można po nią sięgnąć. Ale wiara w paruzję nie jest na powierzchni tak, jak wiara w istnienie Boga — o tym się wie, że Bóg istnieje. Natomiast wiara w paruzję jest skryta w planach bożych. Nawet Chrystus nie wie, kiedy będzie paruzja. Tylko Ojciec Niebieski będzie o tym wiedział.

    A jak się mamy modlić o paruzję?

    Marana tha — Przyjdź Panie Jezu. To ostatnie słowa Apokalipsy św. Jana. Odpowiedź brzmi: Przyjdę niebawem…

    Mówi Ojciec, że Pan Bóg nas zaskoczy? A może jednak łagodnie przygotuje za nim przyjdzie nas sądzić?

    Sam fakt paruzji, jak wynika z tekstu Pisma świętego, będzie raczej nagły. W Biblii zawarte jest wyraźne ostrzeżenie: Czuwajcie, bo nie znacie dnia ani godziny. Ten, kto jest w polu niech nie wraca po płaszcz.

    Ale kiedyś Ojciec mi mówił, że Pan Bóg lubi przychodzić w ciszy.

    Tak, ale nie zawsze. Stąd wynika potrzeba skupienia.

    Nie rozumiem, przecież skupienie to cisza. Jakie więc będzie to powtórne przyjście? W ciszy, czy w nagłości?

    Może być nagle w ciszy — w ciszy modlitewnej. Cisza nie przeszkadza nagłości. Przeciwnie, wydaje mi się, że cisza przygotowuje do nagłości. Jeśli jestem sfrustrowany, myślę o tysiącach rzeczy, to wtedy nie jestem przygotowany do czegoś nagłego. Jeśli zaś jestem skupiony i wyciszony, to wtedy nagłość mnie nie zaskoczy. Cisza, a raczej skupienie przygotowuje mnie do nagłości. To jest bardzo ciekawa myśl: czy cisza przeszkadza nagłości, czy sprzyja? Myślę, że sprzyja. Bo to cisza skupienia, która nas odrywa od doczesności. W tej chwili jestem skupiony i to może być bardzo podatny czas…

    Czyli może w tym jest jakiś klucz, że paruzja będzie wtedy, kiedy świat się wyciszy?

    Czy jest możliwe, żeby świat się wyciszył? Chyba nie. Spekulacje tutaj nie mają sensu. Warto skupić się w myślach na paruzji i potraktować to jako ćwiczenie w medytacji: „Paruzja jest pewna… Kiedy?… Nie wiem… W tej chwili nie wiem…”.

    W Apokalipsie św. Jana jest taka wskazówka, żebyśmy obserwowali drzewo figowe. I ten opis sugeruje, że paruzja będzie bliska wtedy, kiedy dobre owoce zaczną dojrzewać. Jak Ojciec zinterpretuje ten fragment?

    Powiem szczerze, że nie wiem… W Apokalipsie jest też bardzo wyraźnie powiedziane o klęskach, które poprzedzą paruzję. Jak te dwa fragmenty pogodzić? Trzeba zapytać dobrego biblistę… Ale próbowałbym to zrozumieć tak, że przy końcu świata może będzie liczna elita ludzi wybranych. I ze względu na nich, na owoce dobra, zostanie skrócone cierpienie i mniej będzie katastrof poprzedzających paruzję — to jest powiedziane w innym miejscu.

    W sumie, to szukamy teraz ludzkich, jasnych pojęć, a to jest ciemność wiary, w którą trzeba wejść z miłością. Dyskusja nigdy nie rozwiąże tajemnicy, tylko doprowadzi do frustracji.

    Czy oczekiwanie na przyjście Pana może pogłębić relacje z Panem Bogiem?

    Na pewno, bardzo. W relacji z Bogiem jest podobnie jak w relacji małżeńskiej. Wyobraźmy sobie taką historię: mąż wyjechał do Ameryki zarobić na dom. Żona przestaje oczekiwać jego powrotu, nie myśli o nim, nie dzwoni. Stwarza się między nimi dystans. Natomiast, jeżeli żona codziennie czeka na telefon od męża, mimo upływu czasu, to pogłębia stale swoją więź z mężem. Podobnie jest z Panem Bogiem. Oczekiwanie na Jego powtórne przyjście, pogłębia relację. Oczekujmy przyjścia Pana, ale bardzo spokojnie. Na pewności paruzji spoczywa mój spokój, bardzo głęboki.

    A może Pan Bóg specjalnie będzie nas trzymał w napięciu, żeby się pogłębiła wiara?

    Napięcia co do paruzji nie ma zupełnie i nie będzie. Nie wiem czy w Krakowie znalazłabyś choć jednego człowieka, który byłby spięty czekaniem na Pana Boga… Nawet wśród zakonników myślę, że nie ma takiego. Ja też do czasu widzenia, nigdy nie myślałem o paruzji, chociaż interesowały mnie opisy zawarte w Piśmie Świętym.

    Skąd bierze się w ludziach potrzeba poznania daty paruzji? Skąd te pomysły, że koniec świata będzie na przykład w roku 2012?

    Tajemnice Boga podlegają niestety sfałszowaniu. Myślę, że potrzeba zwycięstwa dobra nad złem jest zawsze obecna, dlatego objawia się czasem w sposób fałszywy. Wiem, że jednym z najważniejszych zadań życia wewnętrznego jest umiejętność rozróżniania fałszywek, które są dość częste. W swoim życiu nie raz udało mi się nabrać na coś, co było genialnie podrobione — bo diabeł nie jest głupi, czasami udaje głupiego, ale staje się też bardzo inteligenty. Ludzie niby pragną zwycięstwa dobra nad złem, więc wyznacza się datę paruzji — przecież było już coś takiego, że tłum zgromadził się na szczycie góry w białych sukniach. Ale fałszywka nie spełnia się i wtedy następuje załamanie wiary. Myślę, że jeżeli ktoś chce poznać dokładną definicję końca świata i poznać datę, to z Panem Bogiem się nie dogada. Pan Bóg owszem, daje człowiekowi dokładne rozporządzenia, takie, jak na przykład dał Mojżeszowi na górze Horeb — dokładny opis Tabernakulum w szczególikach. Ale wtedy Panu Bogu chodziło o kult i formację Izraela. Natomiast, jeśli indywidualnie chcemy się czegoś od Pana Boga dowiedzieć, to nawet nie powinniśmy pytać Go, tylko możemy prosić, żeby objawił swoją wolę przez natchnienie, przez księdza, przez znajomego…

    Mnie osobiście wiele rzeczy uświadomili ludzie świeccy. Przypadkiem, coś nagle powiedzieli i to była prawda. Dzisiaj miałem telefon, dzwoni kobieta i mówi, że moje książki są dla niej modlitwą. Świecka kobieta! Duchowny by tego nie powiedział, kobieta tak. Jej zdaniem są one pisane w sposób modlitewny, to jest prawda. Ludzie, którzy są przeformowani pojęciowo, myślę, że nie są w stanie bezpośrednio odczytać wiadomości tego typu. Wszystko klasyfikują starannie i dokładnie, ale to ich zamyka na niespodziewane światło Boga, bo nie potrafią go zmieścić, w żadnym rozdziale podręcznika do teologii. Pan Bóg mówi o czymś, zgodnie z dekalogiem, bo sam go podyktował, ale mówi czasami poza wszelkimi układami ludzkimi, mówi nagle. I to jest zaskakujące, ale prawda wtedy uderza. Instynkt prawdy wydaje się być dość częsty u ludu bożego. Spotykam się z nim u zupełnie prostych ludzi — żonatych, mających dzieci. U księży raczej nie spotkałem się z nim, choć może niektórzy mają taki wyraźny instynkt prawdy w sobie. . Jest takie przekonanie w teologii, że Duch Święty jest w ludzie bożym. Owszem w tym ludzie jest też pijaczyna i morderca, ale Duch święty jest ponad tym. A czy jest wśród duchowieństwa? Oby, ale wydaje się być mniej czytelny w duchowieństwie zakonnym czy diecezjalnym, niż u świeckich.

    Ale to przecież księża powinni być tym czytelnym znakiem Boga.

    Niestety nie są. Znam bardzo świętobliwych i pracowitych kapłanów, modlących się, ale oni nie są podatni na nagłe przyjęcie światła bożego. Są zbytnio uporządkowani. Ja osobiście nie mam żadnego porządku dnia, bo nie widzę, nie słyszę, wobec tego nie chodzę do chóru na modlitwy, czy liturgię godzin. Na mszy świętej słucham tylko mszału i dużo mnie to nauczyło. Słuchając tekstów z mszału, często otrzymuję odpowiedzi na różne pytania. Ale może przez to, że nie jestem czynny i mam dużo wolnego czasu, łatwiej widzę światło — mimo moich wszelkich braków. To samo dotyczy ludzi świeckich. Wiara u nich jest głęboka. Chodzą do kościoła, do spowiedzi, ale nie są zorganizowani wobec Pana Boga, i nie mają ustawionego planu. Pan Bóg zwykle działa ponad plan, w sposób zaskakujący. Wybory Boga są nie do przewidzenia, chociażby opisany w Biblii wybór króla Dawida. Nagle przychodzi światło, które poucza człowieka i nie można ustalić, że będzie to o piątej czy szóstej godzinie. Zakonnicy zwykle mają medytację o określonym czasie. Nic się wtedy specjalnego nie dzieje. Owszem, wszystko jest poprawne, ale to co Pan Bóg chce powiedzieć nagle, istnieje poza wszystkim. Czasem światło przychodzi do mnie na mszy świętej, bo tam jest sprawowana ofiara Syna Bożego. Ale nie koniecznie, bo czasem przyjdzie w najmniej oczekiwanych sytuacjach życiowych. Pan Bóg daje wtedy poczucie absolutnej prawdy, tym bardziej, kiedy otoczenie tego przeżycia jest zwyczajne, na przykład podczas obiadu. Pan Bóg nie ogranicza się do rozkładu zajęć klasztoru czy plebani, owszem uznaje ten układ, ale w razie potrzeby go przekracza. To jest tajemnica bożego działania. Zgodnie z prawdą, z Dekalogiem, z zarządzeniami w Kościele. Jednak Pana Boga nie mogą żadne kategorie uchwycić. To co mówi, tak, ale Jego samego, nie. Bóg przekracza wszelkie możliwe kategorie myślowe. Mistrz Eckhart bardzo dobrze wyczuwa Pana Boga i dobrze do niego podchodzi — negatywnie. Paradoksalnie, często więcej się wie o Panu Bogu, przez to, że się nic nie wie. W tej chwili, kiedy mówię, to czuję absolutną pewność paruzji i czuję, że to co mówię, ma być powiedziane.


    Czy kult Miłosierdzia Bożego jest znakiem zbliżającego się końca świata?

    Wydaje mi się, że tak. Można sobie to tak, trochę po ludzku wyobrazić, że jest to ostatnia próba. Jedna siostrzyczka z drugiego chóru [św. Faustyna], gruźliczka, słabo pisząca po polsku, jest narzędziem w rękach Boga. Ona krzewi miłosierdzie, które cieszy się wielkim powodzeniem. Do krakowskiego sanktuarium w Łagiewnikach od lat przybywają tłumy. Ale czy miłosierdzie zwycięży nad złem? Chyba nie. Dlatego przyjdzie czas na sprawiedliwość. Miłosierdzie ma nas przygotować, jak pisze św. siostra Faustyna, na drugie przyjście Chrystusa. Aktem wolnej woli człowiek może poddać się Bożemu Miłosierdziu. Ale ilu ludzi to robi?…

    Uważa Ojciec, że miłosierdzie nie wygra ze złem?

    To zależy od naszej wolnej woli. Człowiek musi przyjąć miłosierdzie. Nawet w teologii moralnej, spowiednicy podkreślają, że jeśli ktoś umierając, odrzuca Miłosierdzie Boże, to nie zostanie zbawiony. Czy tak jest na pewno, tego nie wiemy. Może prorocy to wiedzą.

    Tłumy w Łagiewnikach są bardzo pocieszające, ale to kropla w morzu potrzeb. Czy ta kropla uratuje świat? To jest możliwe. Przypominają mi się ciągle sławne targi Abrahama z Panem Bogiem, to wspaniała scena biblijna. Piękny dialog między człowiekiem a Stwórcą: Abraham pyta Boga, czy jak będzie trzydziestu sprawiedliwych, zniszczy Sodomę i Gomorę? Bóg odpowiada, że dopóki będą sprawiedliwi, nie zniszczy. Może właśnie ci ludzie, którzy przyjeżdżają do krakowskich Łagiewnik, pełnią taką funkcję? Może św. Faustyna oddala gromy gniewu Bożego?…

    W życiu kontemplacyjnym można doświadczyć przeżycia niesamowitej łagodności Boga. Ale zaraz po nim, następuje widzenie grozy Boga. Ona jest straszliwa. Mówi się, że ktoś, kto by widział tu na ziemi Boga twarzą w twarz, umarłby. Bóg jednak dopuszcza inne widzenie tu na ziemi, ono nie jest jeszcze bezpośrednie. To nie jest widzenie twarzą w twarz. To jest widzenie grozy, która jednocześnie jest niesamowicie łagodna: Baranek Boży, który gładzi grzechy świata… Pewien chłopiec zdradził mi swoją myśl, uważa, że Pan Jezus wszystkich gładzi, czyli głaszcze. „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”… Ale ten Baranek jest wszechmocny i bardzo groźny. Jeśli odrzucimy Baranka, to będzie groza.

    Groza?! Przecież Miłosierdzie Boże nie zna granic.

    Granicą miłosierdzia jest poniekąd wolna wola każdego z nas. Pan Bóg nie wymusi na nikim swojego miłosierdzia. On je tylko proponuje. Tłumom, które przybywają do Łagiewnik proponuje się spowiedź i miłosierdzie. Ale jeśli ktoś powie nie, to Bóg na nim niczego nie wymusi. Co będzie w ostatniej minucie życia, tego nikt nie wie. Jedno jest pewne, gniew Boży jest nieubłagany, konkretny, straszliwy, a miłosierdzie Boże jest bardzo łagodne. Ludzie sobie myślą, że Pan Bóg jest cały czas taki sam, że nie ma gniewu Bożego, nie ma Bożej sprawiedliwości, że jest tylko miłosierdzie. Bardzo się mylą.

    Mówi się, że piekła już nie ma, bo Bóg objawił swoje miłosierdzie.

    Jest nawet taki teolog w Lublinie, który twierdzi, że piekła nie ma — nazwiska nie wypowiem, bo nie wypada — ale publicznie to głosi. Mówi, że piekło jest puste, bo tak wielkie jest miłosierdzie Boże. To jednak niemożliwe, żeby największy łobuz wbrew swojej woli został nawrócony. Jeżeli ktoś nie chce być nawrócony, bo nie wierzy w Boga, to Bóg go na siłę nie zbawi. Bóg bardzo szanuje wolną wolę człowieka. Przykład mamy już w pierwszym rozdziale Księgi Rodzaju. Miłosierdzie Boże nie będzie narzucone, ono jest tylko proponowane. Sprawiedliwość zaś, będzie narzucona i stanie się nagle. Ale przyjmując miłosierdzie, trzeba mu też zaufać, a wtedy wszystko będzie w porządku. Zaufać i przestać grzeszyć.

    Albo grzeszyć mniej…

    Zaufać Miłosierdziu Bożemu i dalej grzeszyć to byłoby nadużycie, bardzo groźne.

    Jakie może mieć konsekwencje?

    Sądzę, że odrzucenie miłosierdzia kończy się piekłem. Ale kto jest, kto nie jest w piekle, tego nie wiemy. Z wizji opisanych przez mistyków wynika, że piekło nie jest puste.

    Tutaj dotykamy tematu uczuciowości Boga. Osobiście uważam, że z tymi uczuciami u Boga to jest bardzo dziwna sprawa. Pan Bóg jest Absolutem. Jemu nie przypisuje się życia uczuciowego, ale przecież uczuciowe życie miał Chrystus: zapłakał nad Łazarzem, był wzruszony postawą Marii Magdaleny. W Starym Testamencie Bóg również mówi o sobie, że się wzruszył. I uczucia są tam bardzo częste. Ostrzega przecież Izraelitów, że się na nich rozgniewa. Czasami się na nich obraża — mówiąc na przykład pod górą Horeb, że dalej z nimi nie pójdzie. Później daje się przekonać Izraelitom i idzie dalej. To wszystko jest oczywiście taką antropomorficzną wizja Boga, ale jednak objawioną.

    W Biblii jest więcej takich opisów, których Absolutowi nie powinno się przypisywać. Mój ulubiony fragment Psalmu 17, przepiękny:

    Strzeż mnie, jak źrenica oka;
    w cieniu twych skrzydeł mnie ukryj

    Według Psalmisty Pan Bóg ma skrzydła, pod którymi ktoś może się schować, a przecież Absolut nie może mieć skrzydeł. Podobnie jest z Aniołami. Duch nie ma żadnych skrzydeł, tylko my tak sobie to wszystko wyobrażamy, bo Pan Bóg objawił się jako istota, pod której skrzydłami może schronić się wystraszony Izraelita, jak również każdy z nas. Pan Bóg jest tą źrenicą oka na sposób Absolutu, ale nie uczuciowo. On nie współczuje, bo Absolut nie ma współczucia, ale na kartach Biblii wchodzi w rolę istoty, która ma uczucia. I czyni to nawet jeszcze przed wcieleniem Syna Bożego.

    Przypominają mi się znowu targi Abrahama z panem Bogiem o Sodomę i Gomorę. Pamiętam, jak w oparciu o tę scenę, przekonałem kiedyś jednego protestanta, że Pana Boga można po ludzku skłonić do zmiany decyzji. Abraham targował się z Panem Bogiem i Pan Bóg ustąpił. Mimo, iż jest cały czas Absolutem Niezmiennym, to pragnie intymności i relacji z człowiekiem. Ale na pewno Pana Boga nie można zamknąć w uczuciowości, bo to byłaby dewocja.

    Myślę, że Pan Bóg najbardziej pragnie wiary, a wiara to ogromna siła. Syn Boży mówi: Gdybyście mieli, wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej górze rzuć się w morze, a stałoby się tak. Wiara ma kolosalną siłę. Wiarą można z Panem Bogiem bardzo wiele utargować — z własnego doświadczenia wiem, że jak z wiarą się o coś prosi, to Pan Bóg wysłucha, choć nie zawsze i nie wszystko.

    Dzisiaj wiara na Zachodzie Europy zanika, stała się bardzo obrzędowa. Dlatego boję się, żeby u nas nie była obecna tylko wiara w obrzędowość mszy św., zamiast w tajemnicę, w której ofiaruję mękę Syna Bożego Ojcu Przedwiecznemu za nasze grzechy.

    Fronda.pl/opoka.org

    ______________________________________________________________________________________________________________

    KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA

    

    Niedziela 13/12 Msza św. g. 14:00 kościół św. Piotra (St Peters) Glasgow

    ST PETER’S CHURCH, PARTICK, 46 HYNDLAND STREET, Glasgow, G11 5PS

    ___________________________________________________________________________________

    I PIĄTEK MIESIĄCA – 2 LUTEGO

    UROCZYSTOŚĆ OFIAROWANIA PANA JEZUSA W ŚWIĄTYNI JEROZOLIMSKIEJ

    Dlaczego Matka Boska jest Gromniczna?

    W CZASIE MSZY ŚW. BĘDZIE POŚWIĘCENIE NASZYCH ŚWIEC GROMNICZNYCH

    OD GODZ. 18.00 – GODZINNA ADORACJA PRZED NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENTEM W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA, W TYM CZASIE JEST RÓWNIEŻ MOŻLIWOŚĆ PRZYSTĄPIENIA DO SAKRAMENTU SPOWIEDZI ŚW.

    MSZA ŚWIĘTA O GODZ. 19.00 W INTENCJI PRZEBŁAGALNEJ ZA GRZECHY NASZE I GRZECHY CAŁEGO ŚWIATA

    __________________________________________________________________________________


    2 lutego obchodzimy święto

    Ofiarowania Pańskiego – Matki Bożej Gromnicznej,

    a także Dzień Życia Konsekrowanego

    (Francis Helminski, Public domain, via Wikimedia Commons)

    ***

    2 lutego, Kościół katolicki obchodzi święto Ofiarowania Pańskiego. Czyni to na pamiątkę ofiarowania przez Maryję i Józefa ich pierworodnego syna, Jezusa, w świątyni jerozolimskiej. W polskiej tradycji jest to też święto Matki Bożej Gromnicznej. 2 lutego przypada także Dzień Życia Konsekrowanego. Siostry i bracia zakonni, podobnie jak Jezus w świątyni Jerozolimskiej, ofiarowują swoje życie na wyłączną służbę Bogu. W Polsce żyje ok. 30 tys. osób konsekrowanych.

    Przed 1969 r. na Zachodzie święto Ofiarowania Pańskiego znane było jako Święto Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny. Po soborze zmieniono nazwę, żeby ukazać chrystocentryczne znaczenie uroczystości. W Polsce od gromnic święconych tego dnia przyjęła się nazwa „Matki Boskiej Gromnicznej”.

    Święto Ofiarowania Pańskiego przypada czterdziestego dnia po Bożym Narodzeniu. Jest to pamiątka ofiarowania Pana Jezusa w świątyni jerozolimskiej i dokonania przez Matkę Bożą obrzędu oczyszczenia.

    Według Ewangelii Jezus, zgodnie z prawem żydowskim, jako pierworodny syn był ofiarowany Bogu w świątyni jerozolimskiej. Wtedy też starzec Symeon wypowiedział proroctwo nazywając Jezusa „światłem na oświecenie pogan i chwałą Izraela”. Dlatego święto to jest bogate w symbolikę światła.

    Na pamiątkę ocalenia pierworodnych synów Izraela podczas niewoli egipskiej każdy pierworodny syn u Żydów był uważany za własność Boga. Dlatego czterdziestego dnia po jego urodzeniu należało zanieść syna do świątyni w Jerozolimie, złożyć go w ręce kapłana, a następnie wykupić za symboliczną opłatą. Równocześnie z obrzędem ofiarowania i wykupu pierworodnego syna łączyła się ceremonia oczyszczenia matki dziecka. Z tej okazji matka była zobowiązana złożyć ofiarę z baranka, a jeśli jej na to nie pozwalało zbyt wielkie ubóstwo – przynajmniej ofiarę z dwóch synogarlic lub gołębi. Fakt, że Maryja i Józef złożyli synogarlicę, świadczy, że byli bardzo ubodzy.

    Święto Ofiarowania Pana Jezusa należy do najdawniejszych, gdyż było obchodzone w Jerozolimie już w IV w., a więc zaraz po ustaniu prześladowań. Dwa wieki później pojawiło się również w Kościele zachodnim. W Jerozolimie odbywały się – zazwyczaj nocą – uroczyste procesje ze świecami.

    Według podania, procesja z zapalonymi świecami była znana w Rzymie już w czasach papieża św. Gelazego w 492 r. Od X w. upowszechnił się obrzęd poświęcania świec, których płomień symbolizuje Jezusa – Światłość świata, Chrystusa, który uciszał burze, był, jest i na zawsze pozostanie Panem wszystkich praw natury. Momentem najuroczystszym apoteozy Chrystusa jako światła, który oświeca narody, jest podniosły obrzęd Wigilii Paschalnej – poświęcenie paschału i przepiękny hymn Exsultet.

    W Rzymie w tym dniu odbywała się najstarsza maryjna procesja, której uczestnicy nieśli zapalone świece.

    Prawdopodobnie ta procesja do największego sanktuarium rzymskiego – bazyliki Matki Bożej Większej – nadała świętu Pańskiemu charakter maryjny, który z wolna zaczął przeważać. Przypuszcza się, że już w VI w. celebrowano je w Konstantynopolu, w którym zwrócono też większą uwagę na maryjny charakter święta.

    Od X w. – jak już wspomnieliśmy – pojawia się obrzęd poświęcenia świec, który jeszcze podkreśla i ubogaca symbolikę światła. Nawiązuje ona bezpośrednio do wielkanocnego paschału, który wyraża zwycięstwo nad śmiercią, grzechem i szatanem. Ofiarowanie Jezusa oznacza początek nowego przymierza i nowego kapłaństwa, w którym Syn Boży sam jest Świątynią, Kapłanem i Ofiarą. Treść tego święta podkreśla zamierzoną przez Boga powszechność zbawienia, które ma objąć nawet pogan.

    Matki Bożej Gromnicznej

    W Polsce święto ma charakter zdecydowanie maryjny – stąd nazywane jest świętem Matki Bożej Gromnicznej. Nazwa pochodzi od gromów, przed którymi strzec miały stawiane podczas burzy w oknach zapalone świece.

    W kościele dokonuje się poświecenia gromnic przyniesionych przez wiernych. Liturgię tego święta rozpoczyna obrzęd błogosławienia świec i procesja z nimi na uroczyste sprawowanie Eucharystii. Kapłan wypowiada słowa modlitwy, w której prosi, aby „wszyscy, którzy zgromadzili się w tej świątyni z płonącymi świecami, mogli kiedyś oglądać blask chwały Chrystusa”.

    Gromnice te, jak wskazuje stara modlitwa na ich poświęcenie, miały być wykonane z pszczelego wosku. W różnych regionach były one różnie przystrajane. Podczas Mszy trzymano je zapalone, często starano się je z tym poświęconym ogniem donieść do domu. Tam gospodarz błogosławił nimi dobytek, a dymem robił krzyżyk nad drzwiami i oknami, modląc się o ochronę przed wszelkimi niebezpieczeństwami.

    Na znak zawierzenia Maryi w czasie klęsk, szczególnie podczas burzy, w domach i gospodarstwach, również zapala się gromnice. Jako gromnice służą też świece chrzcielne, kiedy to w życie nowo ochrzczonej osoby wkracza światło wiary, która prowadzi przez życie. Pobłogosławione 2 lutego świece podaje się też umierającym.

    Ze świętem Matki Bożej Gromnicznej kończy się w Polsce okres śpiewania kolęd, trzymania żłóbków i choinek – kończy się tradycyjny (a nie liturgiczny – ten skończył się świętem Chrztu Pańskiego) okres Bożego Narodzenia. Święto zamyka więc cykl uroczystości związanych z objawieniem się światu Słowa Wcielonego. Liturgia po raz ostatni w tym roku ukazuje nam Chrystusa-Dziecię.

    Dzień Życia Konsekrowanego

    2 lutego przypada w Kościele katolickim także Dzień Życia Konsekrowanego, który ustanowił w 1997 roku święty papież Jan Paweł II, stwarzając okazję do głębszej refleksji całego Kościoła nad darem życia poświęconego Bogu. Siostry i bracia zakonni, a także członkowie instytutów świeckich, stowarzyszeń życia apostolskiego, pustelnicy, dziewice i wdowy podobnie jak Jezus w świątyni Jerozolimskiej, ofiarowują swoje życie na wyłączną służbę Bogu.

    W Polsce żyje ok. 30 tys. osób konsekrowanych. Największą grupę stanowią siostry ze zgromadzeń czynnych – ok. 16 tys. osób. W klasztorach kontemplacyjnych żyje ok. 1200 mniszek. Męskie instytuty życia konsekrowanego liczą ok. 11 tys. zakonników. Do Instytutów Świeckich w Polsce należy ok. 1000 osób a ok. 800 osób wybrało indywidualną formę życia konsekrowanego. Dane z ostatnich lat pokazują, że liczba zakonnic, zakonników i mniszek powoli lecz systematycznie spada. Względnie stabilna jest liczba członków Instytutów Świeckich, natomiast wzrasta liczba osób, które przyjęły indywidualną konsekrację.

    Tradycyjnie 2 lutego w kościołach w Polsce odbywa się zbiórka na potrzeby zakonów klauzurowych.

    PCh24.pl/źródło: KAI

    __________________________________________________________________________________________

    Święćmy gromnice.

    Sakramentalia zbliżają do Boga

    ***

    W święto Matki Bożej Gromnicznej, 2 lutego, zgodnie z tradycją święcimy świece, by zapewnić ochronę od żywiołów i wypraszać dobrą śmierć. Dzień później, w św. Błażeja, błogosławieństwo dwoma skrzyżowanymi świecami służy zachowaniu od chorób gardła i języka. Poświęcony 5 lutego, w św. Agaty, chleb i sól mają chronić nasz dom od pożaru. Zwyczaje, ważne dla naszych przodków, dziś praktykujemy coraz rzadziej. Rzadziej rozumiemy także jak te symboliczne czynności mają wpłynąć na naszą relację z Bogiem.

    Czy to jakaś magia? – pytają niektórzy. Bynajmniej, nie chodzi tu o żadne magiczne działanie czy myślenie, lecz o rodzaj modlitwy. O przypomnienie, że Bóg wypełnia skierowaną do Niego podczas poświęcenia przedmiotu prośbę: o ochronę czy o zdrowie. Innymi słowy, chodzi o to, by nie traktować błogosławieństw i błogosławionych przedmiotów jako zabobonu czy talizmanu, lecz jako znak, że zapraszamy Boga w naszą codzienność. To, co odróżnia poświęcone podczas świąt przedmioty czy inne sakramentalia od przesądów czy talizmanów to wiara w Boga, a nie w moc przedmiotu.

    Zabobon czy wiara

    Po co zatem komuś świeczka poświęcona w Gromniczną i postawiona na oknie, by chroniła od piorunów, skoro to Bóg chroni dom przed piorunami? Jesteśmy osobami zmysłowymi, bardziej przemawia do nas to, co widzimy i czego dotykamy. Dlatego to świeca ma nam przypominać, że Bóg jest Światłem w ciemnościach burzy czy śmierci, a chleb i sól zachowuje i ocala. I w ten sposób, oddziałując na zmysły, ułatwiać nam wiarę.

    Podobnie posługujemy się innymi sakramentaliami: nosimy poświęcony medalik nie po to, by wierzyć w jego moc, ale by przypominał nam o wierze w Boga. Nosimy go też jako zgodę wyrażoną Bogu: „Tak, chcę, by w moim życiu działało błogosławieństwo, które kapłan wypowiadał poświęcając ten przedmiot”. Noszenie medalika, palenie gromnicy, czy używanie wody święconej bez wiary w Boga nie ma sensu – ponieważ poświęcenie go nie jest nadawaniem jakiejś mocy. Sakramentalia od zabobonu odróżnić bardzo prosto: po wierze tego, kto daną rzecz poświęca i nosi.

    Tradycja Kościoła

    Zwyczaj święcenia świec, chleba i soli mają swoje interesujące pochodzenie. Podczas gdy święcenie świec w Matki Bożej Gromnicznej jest w swojej symbolice dość oczywiste i związane z oczekiwaniem na wiosnę i jej pierwsze burze, opowieści związane z pozostałymi świętami intrygują. Otóż św. Błażej, lekarz a potem biskup Sebasty (dziś teren Turcji) i pustelnik, żyjący na przełomie III i IV w. n.e. został uwięziony podczas prześladowań chrześcijan za cesarza Licyniusza. Gdy przebywał w lochu, był świadkiem jak rybia ość przebiła chłopcu gardło. Nikt nie potrafił jej wyjąć i chłopcu groziła śmierć przez uduszenie. I jak to w podobnych wypadkach bywa, gdy człowiek – z bezradności zwraca się do Boga,  wysłuchał prośby św. Błażeja. Chłopiec został uratowany, a Kościół zaczął czcić świętego męczennika jako patrona od chorób gardła.

    Ciekawa historia wiąże się także ze św. Agatą. Według tradycji, po jej męczeńskiej śmierci w Katanii na Sycylii, wybuchła Etna. Rozpalona lawa zagrażała miastu. Mieszkańcy prosili więc św. Agatę o pomoc i posłużyli się jej welonem dla powstrzymania ognistej lawy. Widać święta wyprosiła u Boga łaskę ocalenia, a na pamiątkę tego wierni do dziś modlą się o ocalenie przed ogniem za Jej wstawiennictwem. Aby to podkreślić, w dzień św. Agaty poświęca się pieczywo, sól i wodę, które mają chronić ludność od pożarów i piorunów, a dawniej poświęcone kawałki chleba wrzucano do ognia, by wiatr odwrócił pożar.

    Znak ufności

    Czym różnią się sakramentalia od sakramentów?  Różnica jest zasadnicza. Sakramenty to widzialne znaki bezpośredniego spotkania z żywym Bogiem i otrzymania Jego łaski. A sakramentalia to znaki oraz czynności (błogosławieństwa osób, posiłków, miejsc), które – przez modlitwę Kościoła – uzdalniają do przyjęcia łaski i dysponują do współpracy z nią. O ile moc działania sakramentów pochodzi wprost od Boga, o tyle działanie sakramentaliów bierze się z wiary i modlitwy Kościoła.

    Nadchodzące dni, jak widać, są okazją, by szczególnie uświadomić sobie sprawczość naszej  wiary. I to, że w obrzędach poświęcenia nie ma żadnej magii, bo to nie przedmiot ani nie dotyk uzdrawia. Oba są jedynie zewnętrznymi znakami naszej wewnętrznej ufności we wstawiennictwo świętego i moc Boga”.

    Dorota Niedźwiecka/PCh24.pl

    _________________________________________________________________________________________

    Matka Boża Gromniczna strzeże przed „wilkami”. „Duchowe drapieżniki” dyszą nienawiścią!

    ***

    Jednym z najpiękniejszych kalendarzy lat trzydziestych był „Kalendarz Królowej Apostołów”, wydawany przez Księży Pallotynów. I właśnie tam widziałem reprodukcję obrazu, która na długo utkwiła mi w pamięci.

    Oto jest noc, zasypane śniegiem wiejskie chaty, nigdzie nie widać nawet nikłego blasku świecy, cała wieś pogrążona jest we śnie. Bliżej widać drzewa, tuż za wioską rozciąga się gęsty las. Na jego skraju wyraźnie widoczna jest wataha wilków: wygłodniałych, złych, szykujących się do ataku na ludzkie siedziby. I nagle z boku obrazu wyłania się przepiękna, świetlista postać, odziana – mimo mrozu – jedynie w białą szatę. Postać kobieca, tchnąca dobrocią i spokojem, rusza prosto na stado wilków i odpędza je od domostw tych, którzy pogrążeni we śnie, nawet nie domyślają się niebezpieczeństwa. Wilki warczą, ale cofają się, gdyż Pani ta trzyma w ręku świecę, której drapieżniki najwyraźniej się boją. Pod obrazem widniał podpis: Matka Boża Gromniczna…

    Nie pamiętam już, kto był autorem tego obrazu, ani wszystkich szczegółów, bo od tamtego czasu upłynęło już wiele lat. Jednak od spotkania z tym obrazkiem w kalendarzu katolickim tytuł Matka Boża Gromniczna kojarzy mi się zawsze z ową piękną Panią, która czuwa nad człowiekiem i chroni go oraz jego bliskich od niebezpieczeństwa.

    2 lutego obchodzimy święto Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny, od reformy kalendarza liturgicznego nazywające się Świętem Ofiarowania Pańskiego. Nazwa nie jest tu jednak najważniejsza, natomiast niezwykle ważna jest wielowiekowa tradycja łącząca to święto z gromnicą, a więc świecą, która w tym dniu jest pobłogosławiona w kościele przez kapłana na pamiątkę słów starca Symeona, który nazwał Dziecię Jezus Światłem na oświecenie pogan.

    Zapewne słyszeliśmy, jak do tego doszło. Maryja, jak każda kobieta izraelska, chciała poddać się oczyszczeniu po narodzinach Dziecka. Nie musiała tego robić, bo porodziła bez utraty dziewictwa, ale chciała. Ona i św. Józef pragnęli jak najdokładniej wypełnić przepis Prawa. Dzień ten był równocześnie świętym dniem dla dwojga staruszków – Symeona i Anny, którzy wyczekiwali Zbawiciela, codziennie trwając przy Świątyni i błagając Boga, by ich oczy mogły ujrzeć Jego Syna. Czekali długo, ale kiedy wreszcie Maryja i Józef przynieśli Dzieciątko do Świątyni, Symeon wyśpiewał przepiękną pieśń, którą Kościół uczynił częścią modlitwy brewiarzowej i kazał swoim kapłanom, zakonnikom i wszystkim, którzy w tej doskonałej modlitwie chcą brać udział, odmawiać w ostatniej modlitwie danego dnia, czyli tzw. komplecie.

    To wtedy właśnie Maryja usłyszała proroctwo o Jezusie, że Jej duszę kiedyś przeniknie miecz, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu. Od pierwszych wieków chrześcijaństwa Kościół święci w tym dniu świece i odwołuje się do wstawiennictwa Matki Zbawiciela, stąd popularnie to święto po dziś dzień nazywa się świętem Matki Bożej Gromnicznej. Poświęcona świeca jest symbolem Pana Jezusa, jako Światłości, ale jest też znakiem orędownictwa Jego Matki. Stąd opisany przeze mnie na początku obraz ukazujący Maryję, jako opiekunkę ludzkich siedzib. Dawniej, kiedy wilki rzeczywiście zagrażały ludziom w czasie długich i srogich zim, ci polecali się z ufnością Matce Boga, paląc gromnice, jako znak Jej wstawiennictwa i opieki. Zapalano gromnice także w czasie nawałnic i burz, kiedy pioruny (piorun to inaczej grom, stąd gromnica) uderzały w drzewa, a nieraz i w zabudowania. Pożar domu oznaczał zazwyczaj utratę całego dobytku, dlatego ludzie gorąco prosili Matkę Bożą, by ich ratowała od piorunów i nawałnic.

    Co do wilków, to te z lasu nie zagrażają nam już tak jak dawniej. Dziś jesteśmy narażeni raczej na spotkanie z innymi „wilkami”: to pokusy, grzechy czy sam szatan. Te „duchowe drapieżniki” porywają nawet niewinne dusze małych dzieci przez zło, które się zewsząd sączy w ludzkie umysły i zabija w duszach miłość Boga, czyniąc je przez to martwymi. Nigdy chyba jeszcze od czasów Cesarstwa Rzymskiego ludzie tak się nie chlubili popełnianym złem, jak robią to teraz. Grzech stał się czymś, co „robią wszyscy”. Czy ci nieszczęśliwi ludzie zdają sobie sprawę z tego, że razem z tymi „wszystkimi” mogą przegrać życie, a co gorsza – całą wieczność?

    Drodzy Czciciele Matki Bożej! Weźmy Jej świece, zaufajmy, że przez ten znak Maryja będzie nas chronić od zła fizycznego, a przede wszystkim od duchowego. Módlmy się, by kiedyś, kiedy będą się zamykać na zawsze nasze oczy na tym świecie, ostatnią rzeczą, jaką ujrzymy, było światło gromnicy. Amen.

    PCh24.pl(tekst ukazał się w 86. numerze „Przymierza z Maryją” z 2016 roku)

    _______________________________________

    I SOBOTA MIESIĄCA – 3 LUTEGO

    W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA – OD GODZ. 17.00 SPOWIEDŹ ŚW.

    O GODZ. 18.00 – MSZA ŚW. WIGILIJNA Z V NIEDZIELI ZWYKŁEJ

    PO MSZY ŚWIĘTEJ

    NABOŻEŃSTWO PIĘCIU PIERWSZYCH SOBÓB MIESIĄCA

    Wynagrodzenie składane Niepokalanemu Sercu Maryi

    This image has an empty alt attribute; its file name is NSM.jpg

    *****

    Wielka obietnica

    Siedem lat po zakończeniu fatimskich objawień Matka Boża zezwoliła siostrze Łucji na ujawnienie treści drugiej tajemnicy fatimskiej. Jej przedmiotem było nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi.
    10 grudnia 1925r. objawiła się siostrze Łucji Maryja z Dzieciątkiem i pokazała jej cierniami otoczone serce.

    Dzieciątko powiedziało:
    Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał.

    Maryja powiedziała:
    Córko moja, spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewierności stale ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinie śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię świętą, odmówią jeden Różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi towarzyszyć mi będą w intencji zadośćuczynienia.

    2. Dlaczego pięć sobót wynagradzających?

    Córko moja – powiedział Jezus – chodzi o pięć rodzajów zniewag, którymi obraża się Niepokalane Serce Maryi:

    1. Obelgi przeciw Niepokalanemu Poczęciu,
    2. Przeciw Jej Dziewictwu,
    3. Przeciw Jej Bożemu Macierzyństwu,
    4. Obelgi, przez które usiłuje się wpoić w serca dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść wobec nieskalanej Matki,
    5. Bluźnierstwa, które znieważają Maryję w Jej świętych wizerunkach.

    WARUNKI ODPRAWIENIA NABOŻEŃSTWA

    PIĘCIU PIERWSZYCH SOBÓT MIESIĄCA

    Warunek 1
    Spowiedź w pierwszą sobotę miesiąca

    Łucja przedstawiła Jezusowi trudności, jakie niektóre dusze miały co do spowiedzi w sobotę i prosiła, aby spowiedź święta mogła być osiem dni ważna. Jezus odpowiedział: Może nawet wiele dłużej być ważna pod warunkiem, ze ludzie są w stanie łaski, gdy Mnie przyjmują i ze mają zamiar zadośćuczynienia Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Do spowiedzi należy przystąpić z intencją zadośćuczynienia za zniewagi wobec Niepokalanego Serca Maryi. W kolejne pierwsze soboty można przystąpić do spowiedzi w intencji wynagrodzenia za jedną z pięciu zniewag, o których mówił Jezus. Można wzbudzić intencję podczas przygotowania się do spowiedzi lub w trakcie otrzymywania rozgrzeszenia.

    Przed spowiedzią można odmówić taką lub podobną modlitwę:

    Boże, pragnę teraz przystąpić do świętego sakramentu pojednania, aby otrzymać przebaczenie za popełnione grzechy, szczególnie za te, którymi świadomie lub nieświadomie zadałem ból Niepokalanemu Sercu Maryi. Niech ta spowiedź wyjedna Twoje miłosierdzie dla mnie oraz dla biednych grzeszników, by Niepokalane Serce Maryi zatriumfowało wśród nas.

    Można także podczas otrzymywania rozgrzeszenia odmówić akt żalu:

    Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, szczególnie za moje grzechy przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Warunek 2

    Komunia św. w pierwszą sobotę miesiąca

    Po przyjęciu Komunii św. należy wzbudzić intencję wynagradzającą. Można odmówić taką lub inna modlitwę:

    Najchwalebniejsza Dziewico, Matko Boga i Matko moja! Jednocząc się z Twoim Synem pragnę wynagradzać Ci za grzechy tak wielu ludzi przeciw Twojemu Niepokalanemu Sercu. Mimo własnej nędzy i nieudolności chcę uczynić wszystko, by zadośćuczynić za te obelgi i bluźnierstwa. Pragnę Najświętsza Matko, Ciebie czcić i całym sercem kochać. Tego bowiem ode mnie Bóg oczekuje. I właśnie dlatego, że Cię kocham, uczynię wszystko, co tylko w mojej mocy, abyś przez wszystkich była czczona i kochana. Ty zaś, najmilsza Matko, Ucieczko grzesznych, racz przyjąć ten akt wynagrodzenia, który Ci składam. Przyjmij Go również jako akt zadośćuczynienia za tych, którzy nie wiedzą, co mówią, w bezbożny sposób złorzeczą Tobie. Wyproś im u Boga nawrócenie, aby przez udzieloną im łaskę jeszcze bardziej uwydatniła się Twoja macierzyńska dobroć, potęga i miłosierdzie. Niech i oni przyłączą się do tego hołdu i rozsławiają Twoją świętość i dobroć, głosząc, że jesteś błogosławioną miedzy niewiastami, Matką Boga, której Niepokalane Serce nie ustaje w czułej miłości do każdego człowieka. Amen.

    Warunek 3

    Różaniec wynagradzający w pierwszą sobotę miesiąca

    Po każdym dziesiątku należy odmówić Modlitwę Anioła z Fatimy. Akt wynagrodzenia:

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i pomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.

    Zaleca się odmówienie Różańca wynagradzającego za zniewagi wyrządzone Niepokalanemu Sercu Maryi. Odmawia się go tak jak zwykle Różaniec, z tym, że w „Zdrowaś Maryjo…” po słowach „…i błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus” włącza się poniższe wezwanie, w każdej tajemnicy inne:

    Zachowaj i pomnażaj w nas wiarę w Twoje Niepokalane Poczęcie!
    Zachowaj i pomnażaj w nas wiarę w Twoje nieprzerwane Dziewictwo!
    Zachowaj i pomnażaj w nas wiarę w Twoją rzeczywistą godność Matki Bożej!
    Zachowaj i pomnażaj w nas cześć i miłość do Twoich wizerunków!
    Rozpłomień we wszystkich sercach żar miłości i doskonałego nabożeństwa do Ciebie!

    Warunek 4

    Piętnastominutowe rozmyślanie nad piętnastoma tajemnicami różańcowymi w pierwszą sobotę miesiąca

    (Podajemy przykładowe tematy rozmyślania nad pierwszą tajemnicą radosną)

    1. Najpierw odmawia się modlitwę wstępną:
    Zjednoczony ze wszystkimi aniołami i świętymi w niebie, zapraszam Ciebie, Maryjo, do rozważania ze mną tajemnic świętego różańca, co czynić chcę na cześć i chwałę Boga oraz dla zbawienia dusz.

    2. Należy przypomnieć sobie relację ewangeliczną (Łk 1,26 – 38). Odczytaj tekst powoli, w duchu głębokiej modlitwy.

    3. Z pokora pochyl się nad misterium swojego zbawienia objawionym w tej tajemnicy różańcowej. Rozmyślanie można poprowadzić według następujących punktów:
    a. rozważ anielskie przesłanie skierowane do Maryi,
    b. rozważ odpowiedź Najświętszej Maryi Panny,
    c. rozważ wcielenie Syna Bożego.

    4. Z kolei zjednocz się z Maryją w ufnej modlitwie. Odmów w skupieniu Litanię Loretańską. Na zakończenie dodaj:
    Niebieski Ojcze, zgodnie z Twoją wolą wyrażoną w przesłaniu anioła, Twój Syn Jednorodzony stał się człowiekiem w łonie Najświętszej Dziewicy Maryi. Wysłuchaj moich próśb i dozwól mi znaleźć u Ciebie wsparcie za Jej orędownictwem, ponieważ z wiarą uznaję Ją za prawdziwą Matkę Boga. Amen.

    5. Na zakończenie wzbudź w sobie postanowienia duchowe.

    Będę gorącym sercem miłował Matkę Najświętszą i każdego dnia oddawał Jej cześć.
    Będę uczył się od Maryi posłusznego wypełniania woli Bożej, jaką Pan mi ukazuje co dnia.
    Obudzę w sobie nabożeństwo do mojego Anioła Stróża.


    WIęcej informacji na temat Nabożeństw pięciu pierwszych sobót miesiąca można znaleźć na stronie www.pierwszesoboty.pl lub na stronie www.sekretariatfatimski.pl

    _____________________________________________________________________________________________________________

    pope-john-paul-ii-and-sister-lucia.jpg 
    W tym miesiącu 13 lutego będzie XIX rocznica śmierci siostry Łucji od Jezusa. 
    W Cova da Iria w Sanktuarium Fatimskim od 19 lutego 2006 r. spoczywają doczesne szczątki siostry Łucji, najstarszej z widzących z Fatimy.

    Łucja dos Santos, urodzona (podobnie jak jej kuzyni – święci Franciszek i Hiacynta Marto) w miejscowości Aljustrel, od 13 maja 1917 r. była świadkiem objawień Maryi, które zostały uznane przez Kościół katolicki za godne wiary. Wraz z rodzeństwem Marto uczestniczyła w trzech objawieniach Anioła (w 1916 r.) oraz sześciu objawieniach Matki Boskiej (w 1917 r.), która prosiła dzieci o modlitwę i pokutę w intencji wynagrodzenia i nawrócenia grzeszników. Szczególne posłannictwo Łucji polegało na upowszechnianiu nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi, które jest sednem orędzia fatimskiego. W związku z powierzoną jej misją widząca miała kolejne objawienia Matki Boskiej oraz została obdarzona mistycznymi łaskami, które pomogły jej wiernie przejść wyznaczoną drogą życia.W 1925 r. Łucja wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Świętej Doroty i przebywając w domach zakonnych tego zgromadzenia w Hiszpanii – w Tui i w Pontevedrze – doznała objawień, w których widziała Trójcę Świętą, Matkę Boską i Jezusa. Aby móc lepiej odpowiedzieć na wezwania orędzia, które Maryja powierzyła widzącej, Łucja pragnęła życia w większym odosobnieniu. W 1948 r. wstąpiła do Karmelu w Coimbrze, gdzie oddała się głębokiej modlitwie i pokucie. Przyjęła wówczas imię siostra Maria Łucja od Jezusa i od Niepokalanego Serca.Siostra Łucja spotykała się z papieżami, głowami państw i szefami rządów, znanymi osobistościami i prostymi ludźmi. Odpowiadała na tysiące listów i próśb o modlitwę. Jej bogata korespondencja była szczegółowo badana w diecezjalnej fazie procesu kanonizacyjnego, która zakończyła się 13 lutego 2017 r. Oprócz analizy tysięcy listów i tekstów, wysłuchano również 61 świadków. Zgromadzono w sumie 15 tysięcy stron dokumentów, które przekazano następnie Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych Stolicy Apostolskiej.Siostra Łucja od Jezusa zmarła 13 lutego 2005 r.

    SANKTUARIUM MATKI BOSKIEJ RÓŻAŃCOWEJ Z FATIMY

    ****

    „Córko moja – prosiła Maryja – spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewdzięczność stale ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść Mi radość i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinie śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię świętą, odmówią jeden różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi towarzyszyć Mi będą w intencji zadośćuczynienia”. Te słowa zawierające prośbę Maryi wypowiedziane w dni 10 grudnia 1925 r. w Pontevedra (Hiszpania) są nadal mało znane, a tym bardziej słabo praktykowane w kościele Chrystusowym. W tym dniu Maryja objawiła się s. Łucji z Dzieciątkiem Jezus i pokazała cierniami otoczone Serce…

    Nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca jest związane z Objawieniami Fatimskimi. Spośród trójki dzieci Franciszka, Hiacynty i Łucji, „Niebo” wybrało Łucję do „specjalnego zadania” o którym poinformowała ją Najświętsza Maryja w dniu 13 czerwca 1917 roku: „Jezus chce posłużyć się tobą, abym była bardziej znana i miłowana. Chce zaprowadzić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Tym, którzy przyjmą to nabożeństwo, obiecuję zbawienie. Te dusze będą przez Boga kochane jak kwiaty postawione przeze mnie dla ozdoby Jego tronu”.

     S. Łucja również otrzymała w nocy z 29 na 30 maja 1930 r. w Tuy odpowiedź od Pana Jezusa na pytanie o zasadność pięciu pierwszych sobót miesiąca.
    „Córko moja, powód jest prosty: Jest pięć rodzajów obelg i bluźnierstw wypowiadanych przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi:

    Pierwsze bluźnierstwo – przeciwko Niepokalanemu Poczęciu.

    Papież Pius IX w 9 grudnia 1854 roku w konstytucji apostolskiej Ineffabilis Deus ogłosił dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny: 
    (…) ogłaszamy, orzekamy i określamy, że nauka, która utrzymuje, iż Najświętsza Maryja Panna od pierwszej chwili swego poczęcia – mocą szczególnej łaski i przywileju wszechmogącego Boga, mocą przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego – została zachowana jako nietknięta od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego, jest prawdą przez Boga objawioną, i dlatego wszyscy wierni powinni w nią wytrwale i bez wahania wierzyć.

    “Niepokalane Poczęcie” jest dogmatem wiary katolickiej. Cztery lata po ogłoszeniu przez Kościół samo Niebo potwierdziło tę prawdę poprzez objawienie Maryi skromnej 14 letniej Bernadecie z Lourdes, w święto Zwiastowania, 25 marca 1858 roku słowami: “Ja jestem Niepokalanym Poczęciem”. Bernadetta była zaskoczona tą odpowiedzią, gdyż nie wiedziała, co znaczy to dziwne imię “Niepokalanie Poczęta”, tym bardziej że nigdy o nim nie słyszała. Nie zdążyła się już jednak o nic więcej zapytać, ponieważ śliczna Pani zniknęła. 
    Bóg wybrał Maryję, aby stała się Matką Odkupiciela rodzaju ludzkiego. Jest błogosławioną między niewiastami. Uwierzyła, że u Boga nie ma nic niemożliwego. Wielokrotnie przez wiele wieków Bóg przemawiał przez proroków przygotowując ludzkość na Tajemnicę Zwiastowania. W cudowny sposób Syn Ojca Przedwiecznego wchodzi w historię życia ludzkiego poprzez odpowiedź Maryi: “Niech mi się stanie według Słowa Twego!”


    „Muszę wyznać – pisała Siostra Łucja – że nigdy nie czułam się tak szczęśliwa, niż kiedy przychodzi pierwsza sobota. Czy nie jest prawdą, że największym naszym szczęściem jest być całym dla Jezusa i Maryi i kochać Ich wyłącznie, bezwarunkowo?”

    _________________________________________________________________________

    _____________________________________________________________________________________________________________

  • Matka Boża i Święci Pańscy – luty 2024

    ______________________________________________________________________________________________________________

    1 listopada – Uroczystość Wszystkich Świętych

    Wszyscy wierni, wyposażeni w tyle tak wielkich środków zbawienia, we wszystkich sytuacjach życiowych i w każdym stanie powołani są przez Pana, każdy na swojej drodze do doskonałej świętości.

    z Konstytucji o Kościele (Sobór Watykański II)

    Kościół nieustannie podaje nam wciąż nowe osoby, które w swoim życiu w sposób doskonały współpracowały z Bożą łaską i dziś oglądają już Boga twarzą w twarz. To są nasi błogosławieni, którzy nieustannie przed Bożym Obliczem orędują za nami i są wzorem dla nas szukającym swojej drogi prowadzącej do Boga.

    Jakże piękne i pełne pociechy jest świętych obcowanie! Jest to rzeczywistość, która nadaje inny wymiar całemu naszemu życiu. Nigdy nie jesteśmy sami! Należymy do duchowego «towarzystwa», w którym panuje głęboka solidarność: dobro każdego przynosi korzyść wszystkim i odwrotnie, wspólne szczęście promieniuje na jednostki.

    Każdy powinien mieć jakiegoś Świętego, z którym pozostawałby w bardzo zażyłej relacji, aby odczuwać jego bliskość przez modlitwę i wstawiennictwo, ale także, aby go naśladować. Chciałbym zaprosić was, abyście bardziej poznawali Świętych, rozpoczynając od tego, którego imię nosicie, czytając ich życiorysy i pisma. Bądźcie pewni, że staną się oni dobrymi przewodnikami, abyście jeszcze bardziej kochali Pana oraz będą cenną pomocą dla wzrostu ludzkiego i chrześcijańskiego.

    papież Benedykt XVI

    _____________________________________________________________________________________________________________

    29 lutego

    Święty Oswald, biskup

    Zobacz także:
      •  Święty Roman Jurajski, opat
      •  Błogosławiona Antonia z Florencji
    ***
    Święty Oswald

    Oswald urodził się w Anglii, pochodził z rodziny duńskiej. Jego dziadkiem był św. Oddorn, a jego wujem – św. Odon, arcybiskup i prymas Anglii z Canterbury. Zgodnie z ówczesnym zwyczajem, gdy Oswald był młodzieńcem i nie miał jeszcze żadnych święceń, został kanonikiem, a potem dziekanem kapituły katedralnej w Wichester. Chodziło bowiem o to, by młodzieńca skierować do stanu duchownego i zapewnić mu utrzymanie. Oswald porzucił jednak świetnie zapowiadającą się karierę i wstąpił do benedyktynów, którzy mieli swoje głośne opactwo we Fleury, nad Loarą, we Francji.
    Nie było mu dane cieszyć się długo szczęściem zacisza klasztornego, z dala od trosk publicznych. Po napadach Duńczyków i Norwegów Anglia potrzebowała kapłanów, którzy odrestaurowaliby zburzone przez pogańskich najeźdźców świątynie i mogli zająć się duszpasterstwem. Dlatego to umierający wuj, prymas Anglii, wezwał Oswalda do powrotu. Oswald udał się do ojczyzny, ale po śmierci wuja ponownie zatęsknił do życia oddanego wyłącznie Panu Bogu; niebawem wrócił więc do klasztoru we Fleury. I tym razem nie było mu dane długo pozostawać w opactwie. Wskutek natarczywych nalegań musiał powrócić do Anglii. Zatrzymał się u metropolity Yorku, który udzielił mu święceń kapłańskich (959). Pomagał arcybiskupowi w zarządzie diecezji i w przeprowadzaniu koniecznych reform.
    Po śmierci biskupa Worcester został powołany na tę stolicę (961). Był już zaprawiony do rządów. Zabrał się z całą sobie właściwą gorliwością do przeprowadzenia u siebie koniecznych reform: tak w klasztorach, jak i wśród swojego kleru. Księży żonatych zastąpił kapłanami zakonnymi. Wraz ze swoją kapitułą katedralną prowadził życie wspólne, na wzór zakonnego. Idealnym wzorem był dla niego św. Etelvold (+ 984), który w tym czasie rządził diecezją Winchester, a także św. Dunstan, który po śmierci św. Odona, wuja Oswalda, objął stolicę prymasów Anglii w Canterbury. Dunstan widząc, jak Oswald gorliwie pracuje dla swojej diecezji, mianował go po śmierci metropolity Yorku pasterzem tego arcybiskupstwa. Król chętnie wyraził na to zgodę (962).
    Jako biskup pierwszej po Canterbury stolicy biskupiej w Anglii Oswald otrzymał z rąk papieża Jana XII w Rzymie paliusz metropolity i do śmierci zarządzał dwoma diecezjami. Były to rządy nader dla tych okręgów kościelnych pomyślne. Oswald nie ograniczał swojej gorliwości jedynie do powierzonych sobie diecezji, ale chętnie brał udział w życiu całego Kościoła w Anglii, popierając każdą inicjatywę, która zmierzała do jego dobra i przyczyniała się do zbawienia dusz.
    Okres spokojnej i błogosławionej działalności przerwało na krótki czas prześladowanie Kościoła, jakie wybuchło za panowania króla Elhera. Zginął wtedy męczeńską śmiercią król św. Edward (+ 979), zamordowany podstępnie przez swoją macochę Elfrydę, która w ten sposób chciała utorować drogę do władzy swemu synowi, Etelredowi. Zamkniętych zostało wiele klasztorów, a zakonnicy zostali rozpędzeni. Pogaństwo, które ponownie podniosło głowę, narzuciło Kościołowi więzy niewoli. Na szczęście trwało to krótko i Oswald mógł na nowo zabrać się do pracy apostolskiej i zabliźniania ran.
    Śmierć zastała Oswalda w momencie, kiedy zasiadał do stołu wraz z ubogimi, którym umył nogi. Miał bowiem piękny zwyczaj w Wielkim Poście czynić to codziennie. Zmarł 29 lutego 992 roku ze słowami: “Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu”. Jego śmiertelne szczątki umieszczono w katedrze w Worcester. Do nowego grobowca przeniósł je w sto lat potem św. Wulfstan (1062-1095).
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    28 lutego

    Święty Hilary I, papież



    Święty Hilary I. Papież, teolog, ojciec Kościoła
    fot. via Wikipedia, CC 0
    ***

    Hilary pochodził z Sardynii. Był w Rzymie archidiakonem za czasów papieża Leona Wielkiego. Jako legat papieski uczestniczył w synodzie w Efezie (449). W aktach synodalnych zapisano, że zaprotestował przeciwko usunięciu patriarchy Konstantynopola, Flawiana, sprzeciwiającego się herezji monofizytów. Patriarcha bowiem został w okrutny sposób pobity i wtrącony do więzienia, w którym zmarł; synod ten nazywano później “zbójeckim”.
    Po śmierci Leona Wielkiego Hilary został wybrany na stolicę Piotrową 19 listopada 461 roku. Próbował uporządkować Kościół od strony administracyjnej, zwłaszcza na terenie Galii. W Rzymie wybudował m.in. klasztor i bazylikę św. Wawrzyńca za Murami, w której został pochowany. Był wielkim czcicielem św. Jana Ewangelisty, którego uczcił budując kaplicę przy baptysterium na Lateranie. Zbudował także kaplicę św. Jana Chrzciciela. Zmarł 29 lutego 468 roku.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    27 lutego

    Święty Gabriel od Matki Bożej Bolesnej, zakonnik

    Zobacz także:
      •  Święty Leander, biskup
    ***

    Bawidamek na ołtarzach - św. Gabriel Possenti
    św. Gabriel Possenti/N.Diotallevi,fot. Philippe Plet(PD)
    ***

    Franciszek Possenti urodził się w Asyżu 1 marca 1838 r. Gdy miał 4 lata, zmarła jego matka. Jego ojciec piastował urząd gubernatora tego miasta i okolic z ramienia Stolicy Apostolskiej, gdyż obszar ten należał wówczas do Państwa Kościelnego.
    Pierwsze lata swojego życia Franciszek spędził w różnych miejscach, a to dlatego, że jego ojciec nie zdecydował się jeszcze, gdzie obrać sobie stałą rezydencję. W roku 1856 osiadł na stałe w Spoleto.
    Franciszek odbywał studia najpierw u Braci Szkół Chrześcijańskich, którzy pogłębili w nim zasady religijne, wyniesione już z domu. Od roku 1850 uczęszczał do kolegium jezuitów. Należał do najlepszych uczniów. Miał wówczas 12 lat. Sakrament bierzmowania przyjął z rąk arcybiskupa Jana Sabbioni. Dbał aż do przesady o swój wygląd zewnętrzny, lubił grę w karty, tańce, imprezy artystyczne, wieczorki towarzyskie, polowania.
    Po krótkim okresie zbyt swobodnej młodości 22 sierpnia 1856 r. wstąpił do klasztoru pasjonistów w Morovalle, gdzie przyjął imię zakonne Gabriel. Ojciec, który myślał o ożenieniu go z pewną panienką z dobrej rodziny, był stanowczo przeciwny, by jego syn szedł do zakonu – i to jednego z wówczas najsurowszych. Franciszek zdołał jednak przełamać opór ojca; jako 18-letni młodzieniec pożegnał bliskich i zapukał do bram nowicjatu. Obrał sobie zakon, którego celem było pogłębianie w sobie i szerzenie wśród otoczenia nabożeństwa do męki Pańskiej i do Matki Bożej Bolesnej. Te dwa nabożeństwa szczególnie przypadły mu bowiem do serca. One też uświęciły go tak dalece, że po niewielu latach wzniósł się aż na stopień heroiczny doskonałości chrześcijańskiej. Zachował się jego notatnik, w którym zapisywał postanowienia podejmowania coraz to nowych ofiar w duchu pokuty. Był gotów przyjąć wszystkie, choćby największe męki, byle tylko pocieszyć Serce Boże i Jego Matki.
    Zmarł na gruźlicę 27 lutego 1862 r., mając 24 lata, nie doczekawszy święceń kapłańskich. Włosi nazywają św. Gabriela Santo del sorriso – “Świętym uśmiechu”. Jest patronem kleryków i młodych zakonników. Papież św. Pius X ogłosił Gabriela błogosławionym (1908), a papież Benedykt XV wpisał go do katalogu świętych (1920). Papież Pius XI obrał św. Gabriela za patrona młodzieży włoskiej Akcji Katolickiej (1926). W roku 1953 papież Pius XII wyznaczył św. Gabriela na patrona diecezji Teramo i Atri na równi ze św. Bernardynem i św. Reparatą. Jego relikwie znajdują się w Sanktuarium św. Gabriela w Isola del Gran Sasso. Jest patronem studentów, działaczy Akcji Katolickiej oraz księży.
    Ksiądz Jan Twardowski napisał o nim krótki wiersz:
    O Gabrielu bledziutki,
    z bolesnym w ręku obrazkiem;
    jesteś mi cały – gdy kocham –
    Szczęśliwym wynalazkiem.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    26 lutego

    Święta Paula Montal, dziewica

    Zobacz także:
      •  Święty Aleksander, biskup
    ***
    Święta Paula Montal

    Paula Montal Fornés urodziła się 11 października 1799 r. niedaleko Barcelony w Hiszpanii. Otrzymała staranne i głębokie wychowanie religijne. W wieku 10 lat straciła ojca. Aby pomóc w utrzymaniu rodziny, zaczęła pracować jako hafciarka. Pomagała w swojej parafii w katechizacji dzieci i młodzieży. Przez to doświadczenie zobaczyła, jak ważne jest odpowiednie przygotowanie intelektualne i zawodowe młodych kobiet.
    W 1829 r., pokonując rozliczne trudności, udała się do Figueras i założyła tam pierwszą szkołę dla dziewcząt. Dbała w niej o formację chrześcijańską i ogólnoludzką. Wkrótce zaczęły powstawać kolejne szkoły. W 1847 r. założyła Zgromadzenie Córek Maryi Sióstr Szkół Pobożnych (pijarki). Od 1859 r. aż do śmierci przebywała w Olesa de Montserrat. Poprzez trud wychowawczy, a także przez ufną modlitwę uczestniczyła w przeżywaniu losów nowego zgromadzenia. W chwili jej śmierci liczyło ono 19 domów, w których mieszkało ponad 300 sióstr.
    Paula Montal Fornés od św. Józefa Kalasantego zmarła 26 lutego 1889 r. w Olesa de Montserrat. Beatyfikował ją św. Jan Paweł II w kwietniu 1983 r.; w listopadzie 2001 r. włączył ją do grona świętych.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    25 lutego

    Święci męczennicy
    Alojzy Versiglia, biskup, i Kalikst Caravario, prezbiter

    Zobacz także:
      •  Święty Cezary z Nazjanzu, pustelnik
      •  Błogosławiony Dominik Lentini, prezbiter
      •  Święty Tarazjusz, patriarcha
    ***
    Święty Alojzy Versiglia

    Alojzy Versiglia urodził się 5 czerwca 1873 r. w Olivia Gessi koło Turynu. Wzrastał w pobożnej atmosferze domu rodzinnego. W wieku 12 lat rozpoczął naukę w turyńskim oratorium salezjańskim. Z czasem uległ wpływowi ks. Bosko i klimatowi niezwykłej pobożności oratorium. Wstąpił więc do bardzo młodego jeszcze zgromadzenia w roku śmierci jego Założyciela. Ukończył nowicjat w Foglizzo, a 11 października 1889 r. złożył uroczyste śluby zakonne. Widząc jego wielką gorliwość, wyznaczano mu coraz trudniejsze zadania. Po ukończeniu filozofii na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, zaczął uczyć kleryków w Foglizzo.
    Święcenia kapłańskie przyjął 21 grudnia 1895 r. Przez kolejnych 9 lat był dyrektorem nowo utworzonego nowicjatu w Genzano, niedaleko Rzymu. Ze swoich obowiązków wywiązywał się doskonale, wyróżniał się pracowitością i dobrocią. Żywił głębokie nabożeństwo do Maryi.
    W roku 1906 powierzono mu misje w Makao. Salezjanie mieli tam objąć portugalski sierociniec. Alojzy był kierownikiem pierwszej wyprawy do Chin, aby zapoczątkować tam dzieło ks. Bosko. Obowiązki przełożonego wspólnoty chrześcijańskiej wypełniał z wrodzoną gorliwością i zapałem. Prace budowlane, sprawy organizacyjne, niezliczone podróże apostolskie do misji porozrzucanych na wielkim obszarze – to wszystko kosztowało go wiele wysiłku, osłabiając siły już uszczuplone latami ascezy.
    W 1920 r. został mianowany wikariuszem apostolskim okręgu Schiu Chow, a rok później – biskupem tytularnym Cariste. Jego dzieło misyjne rozwijało się mimo politycznych zamieszek i nienawiści do obcokrajowców. Podczas podróży wizytacyjnej do Lin Chow, którą odbywał wraz z młodszym współbratem, ks. Kalikstem Caravario, który pracował na tutejszej placówce, zostali obydwaj napadnięci przez uzbrojonych żołdaków. Sprzeciwili się uprowadzeniu dziewcząt chińskich, które wraz z nimi podróżowały wynajętą barką do Lin Chow. To rozwścieczyło napastników, którzy żywili wielką nienawiść do wyznawców obcej im wiary.
    Biskup Versiglia był duchowo przygotowany do męczeństwa; uważał nawet, że jest ono potrzebne dla owocnego rozwoju misji. Przed śmiercią prosił tylko napastników, aby darowali życie młodemu ks. Caravario, którego sam niegdyś zachęcił do wyjazdu na misje. Jego prośba nie została wysłuchana: obaj salezjanie zostali zamordowani bestialsko 25 lutego 1930 r. Szczątki ciała biskupa Alojzego umieszczono w krypcie prokatedry w Schiu Chow.

    Święty Kalikst Caravario

    Kalikst Jakub Caravario urodził się w Courgne koło Turynu 8 czerwca 1903 r. Gdy miał pięć lat, jego rodzice przenieśli się do Turynu, gdzie zaczął uczęszczać do salezjańskiego oratorium św. Józefa. Kontynuował naukę w kolegium św. Jana. Wyróżniał się posłuszeństwem, pobożnością i działaniami apostolskimi podejmowanymi wśród kolegów. Mając 15 lat, postanowił wstąpić do salezjanów.
    19 września 1919 r. złożył śluby zakonne w Foglizzo i wyraził chęć podjęcia pracy misyjnej. Trzy lata później spotkał się z biskupem Alojzym Versiglia, który przyjechał, by wziąć udział w obradach kapituły generalnej. Zachęcony jego opowiadaniami o misjach, Kalikst poprosił przełożonych o zgodę na wyjazd do Chin.
    W kilka tygodni po złożeniu ślubów wieczystych (24 września 1924 r.) opuścił Włochy i ruszył na Daleki Wschód. Jego pierwszą placówką stał się sierociniec w Szanghaju: opiekował się tu chłopcami, ucząc się jednocześnie języka i studiując teologię. Gdy w 1927 r. miasto zostało zdobyte przez wojska Chang Kai Sheka, wyjechał najpierw do Makao, a potem przez dwa lata przebywał na wyspie Timor u brzegów Australii, gdzie wypędzeni z Chin salezjanie otrzymali parafię.
    Po powrocie do Chin znalazł się w Schiu Chow. Tutaj 18 maja 1929 r. przyjął z rąk biskupa Alojzego święcenia kapłańskie. Mimo młodego wieku był już wówczas skutecznym misjonarzem. Doskonale znał język, wykazywał się odwagą i zapałem w działaniach i pracy. W 1930 r., objeżdżając stacje misyjne, gorliwie przygotowywał wiernych do zapowiedzianej wizytacji biskupa. W drodze na miejsce zginął męczeńsko razem z biskupem Alojzym Versiglia w dniu 25 lutego 1930 r., stając w obronie niewinnych dziewcząt.

    Święci Alojzy i Kalikst

    Pogrzeb męczenników przekształcił się w wielką manifestację religijną. Powszechna cześć dla nich sprawiła, że już 6 lat po pogrzebie rozpoczęto proces beatyfikacyjny. Św. Jan Paweł II dokonał beatyfikacji obu salezjańskich męczenników w dniu 15 maja 1983 r. na placu św. Piotra w Rzymie. 1 października 2000 r. kanonizował 120 męczenników chińskich, a wśród nich biskupa Versiglia i ks. Caravario. Tym samym dzieło salezjańskie w Chinach zyskało patronów i orędowników w niebie.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    24 lutego

    Święty Etelbert, król

    Zobacz także:
      •  Święty Marek Marconi, zakonnik
    ***

    Król-misjonarz
    ***
    Etelbert I rozpoczął panowanie w Anglii jako ośmioletnie dziecko po śmierci ojca (560). W rządach wyręczała go początkowo przyboczna rada królewska. Długoletnie, bo trwające przez 50 lat rządy Etelberta, były dla Anglii wprost opatrznościowe. Nie tylko bowiem roztropnie rządził własnym małym królestwem, ale przyczynił się do zjednoczenia prawie wszystkich królestw Anglii, dotąd ze sobą skłóconych i będących w stanie nieustannej wojny. Udało mu się utworzyć coś w rodzaju konfederacji, unii królów angielskich.
    Był poganinem przez pierwszych 36 lat życia. Około 588 udał się do Paryża, gdzie za małżonkę pojął Bertę – córkę króla Merowingów frankońskich, Chariberta. Postawiono wszak warunek, że Etelbert zostawi całkowitą swobodę Bercie i jej kapelanowi, Letardowi, biskupowi z Senlis. Pobożna królowa tak wpłynęła na męża, że zgodził się nawiązać kontakt z Rzymem. Co więcej, nakłonił papieża św. Grzegorza I Wielkiego, aby ten przysłał misjonarzy do jego królestwa w Anglii. Na czele wyprawy stanął św. Augustyn z Canterbury. Przywiódł on ze sobą 40 mnichów-kapłanów benedyktyńskich. Przybyli oni do Kentu w samą Wielkanoc 597 roku. Król wyszedł św. Augustynowi i jego misjonarzom na spotkanie i zezwolił im swobodnie głosić nową wiarę.
    Sam też po kilku latach przyjął chrzest. Zachował się list św. Grzegorza do Etelberta i jego małżonki, w którym papież czyni wyrzut, że król tak późno zdecydował się na przyjęcie wiary. Etelbert jednak wolał tak ważny krok uczynić po poważnym namyśle i dokładnym zapoznaniu się z całokształtem wiary i moralności chrześcijańskiej. Był zresztą pierwszym władcą Anglii, który się na to zdobył. Z czasem i inni królowie poszli w jego ślady. Wśród nich niedługo wprowadził do siebie katolickich misjonarzy siostrzeniec Etelberta, Sebert, król Sussexu, który też przyjął chrzest. Córka Etelberta, św. Etelburda, wydana za króla Northumbrii (środkowowschodnia część Anglii), pozyskała go również dla Kościoła katolickiego.
    Etelbert ze wszystkich sił dopomagał misjonarzom w szerzeniu wiary. Dzięki jego pomocy i hojności wystawiono świątynie, zamienione niebawem na katedry: w Canterbury, Londynie i Rochester. Kiedy zaś utworzona została metropolia w Canterbury, przydzielono do niej biskupstwa w Rochester, w Londynie i w innych miastach, które król szczodrze uposażył.
    Etelbert nie tylko poszerzył granice swojego królestwa i zabezpieczył je od napaści wrogów, ale wyróżniał się jako doskonały administrator i prawodawca. Do naszych czasów zachował się szczęśliwie zbiór praw, które wydał. Zdradzają one pokrewieństwo z prawem salickim, skodyfikowanym przez króla Francji, Chlodwika. Świadczy to o żywym kontakcie między Galią a Anglią.
    Po około 64 latach życia i 56 latach rządów Etelbert zmarł 24 lutego 616 roku. Jego śmiertelne szczątki złożono w kościele świętych Piotra i Pawła w Canterbury przy jego małżonce, Bercie.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ___________________________________________________________________________________

    Św. Etelbert, król Kentu

    W 601 roku przybyła do Stolicy Apostolskiej grupa mnichów-misjonarzy z Wysp Brytyjskich, ogłaszając radosną wiadomość. Oto władca jednego z walczących ze sobą państewek pod wpływem swej świątobliwej małżonki i kapłana Augustyna pochylił głowę pod zbawienny strumień wody chrztu świętego i stał się członkiem Chrystusowego Kościoła. Nie od razu wszakże król Etelbert sprawił tę radość Namiestnikowi Chrystusa – miał za sobą prawie pięćdziesiąt lat rządów, zanim skosztował ze Zdroju Życia.

    Ówczesne tereny angielskie były podzielone na mnóstwo różnych władztw, które walczyły ze sobą o hegemonię, a ich liczba zmieniała się w zależności od wyników tych walk. Na południowym wschodzie znajdowało się państwo (obecnie hrabstwo) Kentu, którym rządził Etelbert. Pierwszym historycznym faktem jego biografii, jakiego jesteśmy pewni, jest ślub z córką króla Franków Childeberta – Bertą. Miało to miejsce około roku 588.

    Był to pierwszy wyraźny ruch, jaki Opatrzność Boża wykonała w ramach chrystianizacji królestwa – Childebert bowiem postawił warunek: wyda córkę za Etelberta, ale ona przyjedzie na jego dwór wraz ze swoim kapelanem. Tak pierwszy głosiciel Królestwa Bożego znalazł się w królestwie Kentu.

    Następnym krokiem było przysłanie przez papieża św. Grzegorza Wielkiego misjonarza św. Augustyna (późniejszego biskupa Canterbury). Przykład jego na wskroś chrześcijańskiego życia uwieńczył dzieło, które rozpoczęła pobożna Berta. Władca przyjął chrzest i szczerze przejął się misją rozszerzenia chrześcijaństwa na podległych mu ziemiach. Wkrótce za jego przykładem poszli inni władcy brytyjscy i tak prawdziwa religia ponownie zapuściła korzenie na terenach późniejszej zjednoczonej Anglii.

    Etelbert prowadził odtąd działalność fundacyjną, budując świątynie w Canterbury, Londynie i Rochester, które zostały wkrótce podniesione do godności katedralnej. Już w 598 roku praca misjonarzy przynosiła duże, odnotowane w korespondencji ze Stolicą Świętą owoce, wszelako po nawróceniu władcy stała się niezmiernie skuteczniejsza. Mądry monarcha, który sam poznał dogłębnie świętą wiarę, zanim przyjął chrzest, był świadom, że powinno być to aktem wolnej woli. Dlatego nakłaniał, a nie zmuszał poddanych, a mimo to liczbę nawróconych można liczyć w dziesiątkach tysięcy.

    Ojciec Święty Grzegorz I, wielki animator działalności misyjnej i niezłomny sternik łodzi Piotrowej, zachęcał władcę do zachowania i krzewienia wiary: „Chwalebny Synu, pilnie strzeż łaski, jaką otrzymałeś od Boga; staraj się w poddanych ci narodach szerzyć wiarę chrześcijańską” i zwracał się słowami świadczącymi o prawdziwym uznaniu dla króla Kentu: „Ten bowiem, którego czci szukacie i w narodach ją zachowujecie, rozsławi również imię Waszej Chwalebności nawet u przyszłych pokoleń. Bo tak niegdyś najpobożniejszy cesarz Konstantyn, odwodząc rzeczpospolitą rzymską od przewrotnych kultów bałwochwalczych, poddał ją i siebie Bogu wszechmocnemu, Panu naszemu, Jezusowi Chrystusowi, i sam z podległymi narodami całą duszą nawrócił się do niego. Skutek tego był taki, że mąż ów przyćmił swą chwałą imię władców starożytnych i tak w opinii, jak i dobrym działaniu przewyższył swych poprzedników. Niechże więc i teraz Wasza Chwalebność stara się wpoić królom i narodom jej poddanym znajomość jednego Boga Ojca i Syna, i Ducha Świętego.”

    Św. Beda Czcigodny odnotował, iż Etelbert sprawował rządy przez pięćdziesiąt sześć lat. Po tak długich rządach, odznaczywszy się nie tylko gorliwością religijną, ale także działalnością administracyjną i prawodawczą (jest autorem pierwszego zachowanego anglo-saskiego kodeksu prawnego), po wielu latach szczęśliwego pożycia z królową Bertą, oddał ducha Panu Bogu i został pochowany u boku ukochanej małżonki w kościele św. Marcina w Canterbury.

    Kościół wspomina św. Etelberta króla Kentu 24 lutego.

    PCh24.pl

    __________________________________________________________________________________

    Wprowadził chrześcijaństwo do Anglii – św. Etelbert

    Wprowadził chrześcijaństwo do Anglii – św. Etelbert

    św. Etelbert – Jules & Jenny from Lincoln, UK, CC BY 2.0 www.creativecommons.org

    ***

    24 lutego Kościół wspomina św. Etelberta. Imię prawdopodobnie niewielu z nas mówi cokolwiek, ale jest to święty król angielski, który miał wielkie znaczenie dla rozwoju chrześcijaństwa na terenach dzisiejszej Wielkiej Brytanii.

    Anglia VI wieku podzielona była na małe i często ze sobą skłócone królestwa. Etelbert był synem Eormenryka. Jego pradziadkiem był legendarny Hengist – pierwszy król Kentu. Etelbert został królem po śmierci ojca w 560 roku. Miał wtedy osiem lat i w rządach wspomagała go przyboczna rada królewska.

    Prowadził zręcznie politykę i zdobywał zaufanie sąsiadów. Dzięki temu doprowadził do swego rodzaju unii królów angielskich.
    W poszukiwaniu żony udał się do Paryża. Około roku 588 ożenił się z księżniczką Bertą. Była to pobożna i bogobojna wnuczka Chlodwiga I i św. Klotyldy, a córka Childeberta I, króla Merowingów frankońskich. To powiązanie z Merowingami znacznie wzmocniło jego pozycję polityczną. Etelbert stał się w ten sposób jednym z najważniejszych władców Anglii.

    Biorąc Bertę za żonę, Etelbert zgodził się na to, że wraz z nią przybędzie jej kapelan, biskup Liudhard z Senlis i że nie będzie przeszkadzał w praktykowaniu wiary katolickiej. Król wywiązał się z tych warunków i oddał biskupowi do dyspozycji stary, zbudowany jeszcze w czasach rzymskich, kościół św. Marcina.
    Berta wywarła wielki wpływ na męża do tego stopnia, że nie tylko pozwolił na praktykowanie wiary, ale sam nawiązał kontakt z Rzymem i poprosił papieża Grzegorza I Wielkiego o przysłanie misjonarzy. Papież wysłał grupę misjonarzy, na czele której stanął św. Augustyn z Canterbury wraz ze św. Wawrzyńcem. Razem z grupą 40 mnichów benedyktyńskich dotarli do Kentu na Wielkanoc 597 roku. Król przyjął ich bardzo życzliwie. Oddał do ich dyspozycji kilka kościołów i pozwolił na wzniesienie nowych.

    Św. Etelbert, król Kentu - NN, Public domain, via Wikimedia Commons

    ***

    Św. Etelbert, król Kentu – NN, Public domain, via Wikimedia CommonsRok później Grzegorz I pisał do Eulogiusza, patriarchy Aleksandrii, o powodzeniu wyprawy św. Augustyna. Pisał o ochrzczeniu ponad 10 tysięcy pogan. Zasługi, pobożność i zapał apostolski Berty papież porównuje do cnót św. Heleny.
    Etelbert przyjął chrzest dopiero na Zielone Świątki w 601 roku. Miał już prawie 50 lat. Ochrzcił go św. Augustyn. Papież napisał list do Etelberta i Berty radując się przyjęciem przez niego chrztu, ale też czyniąc lekki wyrzut, że stało się to tak późno. Mimo to Etelbert był pierwszym władcą Anglii, który przyjął chrzest. Z czasem inni poszli w jego ślady. Można zatem powiedzieć, że Etelbert wprowadził chrześcijaństwo do Anglii.

    Król Etelbert wspomagał wysiłki misjonarzy. Po przyjęciu chrztu sam pragnął doskonałego zjednoczenia z Chrystusem. Modlił się, pościł i umartwiał. Nie narzucał swoim poddanym religii. Był przekonany, że sami nawrócą się, jeśli poznają naukę Chrystusa.
    Król ufundował wiele kościołów i klasztorów. Katedry w Canterbury, Londynie i Rochester i wiele innych świątyń i klasztorów hojnie uposażył.
    Czasy panowania Etelberta były okresem rozwoju królestwa. Władca Kentu nie tylko poszerzył granice, obronił przed wrogimi najazdami, ale też sprawnie nim zarządzał i stanowił dobre prawo. Do naszych czasów zachował się zbiór praw, w którym widać powiązania z prawem króla Francji Chlodwiga I, co pokazuje żywy kontakt pomiędzy Anglią i Galią.

    Etelbert zmarł w 616 roku, mając 64 lata i po 56 latach rządów. Został pochowany obok swojej małżonki Berty. Oboje zostali uznani w kościele katolickim za świętych. Etelbert w ikonografii przedstawiany jest w stroju królewskim. Czasami w ręku trzyma katedrę. Jego atrybutami są korona i księga.

    o. Paweł Kosiński SJ/Deon.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________


    23 lutego

    Błogosławiony
    Stefan Wincenty Frelichowski,
    prezbiter i męczennik

    Zobacz także:
      •  Święty Polikarp, biskup i męczennik
      •  Błogosławiona Izabela Francuska, dziewica
    ***
    Błogosławiony Stefan Wincenty Frelichowski

    Wincenty przyszedł na świat 22 stycznia 1913 roku w Chełmży. Wzrastał w rodzinie, w której panowała atmosfera wzajemnej życzliwości, wzajemnego wspierania, sumiennej pracowitości. Panowały tam staropolskie zwyczaje, szczera i niezakłamana miłość, duch wyważonej pobożności, głęboki patriotyzm. Siedmioletni Wicek był świadkiem wkroczenia do Chełmży wojska polskiego, które 20 stycznia 1920 roku przyniosło miastu i jego mieszkańcom wolność. Od tego momentu rozpoczął się nowy etap jego życia.
    W cieniu dawnej katedry Wicek, jak go wszyscy nazywali, spędził swoją młodość. W latach szkolnych związał się z harcerstwem. Zapalony wielkimi ideałami, odnajdywał radość w służbie drugiemu człowiekowi, działając w 24. Pomorskiej Drużynie Harcerskiej im. Zawiszy Czarnego. Wstąpił do niej w marcu 1927 r. W swoim pamiętniku tak pisał o swojej roli drużynowego: “Taka drużyna dawałaby swym członkom coś więcej niż samą karność i trochę wiedzy polowej i przyjemne obozy, lecz dawałaby im pełne wychowanie obywatela znającego dobrze swoje obowiązki dla Ojczyzny. Ja sam wierzę mocno, że państwo, którego wszyscy obywatele byliby harcerzami, byłoby najpotężniejszym ze wszystkich. Harcerstwo bowiem, a polskie szczególnie, ma takie środki, pomoce, że kto przejdzie przez jego szkołę, jest typem człowieka, jakiego nam teraz potrzeba”.
    Będąc uczniem ośmioklasowego męskiego gimnazjum humanistycznego w Chełmży, rozwijał swoje życie wewnętrzne w Sodalicji Mariańskiej. W 1930 roku został jej prezesem. Decyzja wstąpienia na drogę kapłaństwa nie przyszła mu łatwo. Nie było łatwo wszystko zostawić, ale nie utracił swojej naturalnej radości, którą nadal promieniował w nowym środowisku. Chciał oddać się na służbę Bogu. “Wiem, że to najlepsza droga. Ufam, że Jezus mi dopomoże, bo dla Niego ta ofiara. Wiem, że niegodny jej jestem, ale chcę być kapłanem wedle Serca Bożego. Tylko takim. Innym nie”. Jako diakon został kapelanem i sekretarzem biskupa Stanisława Okoniewskiego. W dniu 14 marca 1937 roku przyjął święcenia kapłańskie.
    Rok później został wikariuszem w parafii Wniebowzięcia NMP w Toruniu. Był gorliwym apostołem dzieci i chorych, pełniąc funkcję kapelana Chorągwi Pomorskiej ZHP i redaktora “Wiadomości Kościelnych”. Wciąż były w nim żywe młodzieńcze ideały.
    Gdy 7 września 1939 r. oddziały niemieckiego Wermachtu wkroczyły do Torunia, rozpoczęły się aresztowania. W dniu 17 października aresztowano ks. Frelichowskiego. Był on dla władz niemieckich szczególnie podejrzany ze względu na swoje zaangażowanie w ruchu harcerskim. Osadzony w Forcie VII, realizował nadal swoje ideały harcerskie. Uwięziona młodzież spontanicznie garnęła się do niego z wielką ufnością. Ksiądz sam wyszukiwał ludzi szczególnie smutnych i samotnych, chorych i słabych. Odtąd realizował powołanie kapłańskie w warunkach konspiracyjnych, w kolejnych niemieckich obozach koncentracyjnych w Stutthof, Grenzdorf, Sachsenhausen i Dachau. Organizował wspólne modlitwy, wyszukiwał najbardziej umęczonych i załamanych współwięźniów. Jeden z nich, późniejszy biskup chełmiński, ks. Bernard Czapliński, tak go wspominał: “Nikt nie zapomni owego Wielkiego Czwartku 1940 roku, gdyśmy mogli dzięki jego staraniom i zapobiegliwości – wprawdzie w sposób katakumbowy – odprawić pierwszą, od chwili aresztowania, Mszę świętą. W Sachsenhausen pełni dalej obowiązki kapelana nie tylko naszego, lecz również i rodaków. Wspomnę choćby słuchanie wychodzących z obozu transportów spowiedzi, które on organizował”.
    W Dachau Wincenty opiekował się chorymi na tyfus, przekradał się do ich baraków, by nieść im pomoc i umacniać Eucharystią. Sam nie dałby rady pomóc wszystkim umierającym. Udało mu się pozyskać 32 polskich księży, którzy zgłosili się, by na tych właśnie blokach pielęgnować zakażonych. Wszyscy oni bez wyjątku przeszli ciężki tyfus, a dwóch zmarło. Ksiądz Wincenty już wcześniej zaraził się tyfusem – zmarł w opinii świętości w dniu 23 lutego 1945 roku, na około dwa miesiące przed wyzwoleniem obozu. Wyjątkowość zmarłego kapłana uznali nawet hitlerowcy, pozwalając po raz pierwszy w obozie w Dachau na wspólne modlitwy przy trumnie, wyłożonej białym prześcieradłem, udekorowanej kwiatami. Współwięzień wyjął kilka kosteczek z jego palców, by przechować je jako relikwie, zanim spalono ciało w krematorium.
    Św. Jan Paweł II ogłosił ks. Frelichowskiego błogosławionym 7 czerwca 1999 roku w Toruniu podczas pielgrzymki do Ojczyzny. 22 lutego 2003 roku bł. Stefan Wincenty został ogłoszony patronem harcerstwa polskiego.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    22 lutego

    Katedry świętego Piotra, Apostoła


    Katedra św. Piotra, czyli...
    Bazylika Watykańska. Tron świętego Piotra/fot. Henryk Przondziono/GN
    ***

    Do roku 1969 Kościół łaciński obchodził dwa święta związane ze Stolicą Piotrową: Katedry św. Piotra w Rzymie (18 I) i Katedry św. Piotra w Antiochii (22 II). Po reformie liturgii oba te święta zostały połączone w jedno pod wspólną nazwą: Katedry św. Piotra.
    Od IV w. chrześcijanie rzymscy znali i obchodzili święto Katedry świętego Piotra, wspominając, że Apostoł był biskupem tego miasta. W ten sposób składali hołd św. Piotrowi za to, że właśnie w Rzymie założył gminę chrześcijańską i miasto to obrał za stolicę chrześcijaństwa. Ponieważ jednak święto wypadało dawniej często podczas postu, dlatego w wielu stronach, np. w Galii, zaczęto je obchodzić 18 stycznia. Z biegiem lat ustaliły się zwyczajowo dwa święta: 18 stycznia Katedry św. Piotra w Rzymie, a 22 lutego Katedry św. Piotra w Antiochii. Według bowiem bardzo dawnej tradycji św. Piotr miał najpierw założyć swoją stolicę prymasa Kościoła Chrystusowego w Antiochii, gdzie przebywał kilka lat, zanim udał się ok. 42 roku do Rzymu i tam poniósł śmierć męczeńską. W 1558 roku papież Paweł IV ustalił ostatecznie 18 stycznia jako pamiątkę wstąpienia na tron rzymski św. Piotra, a 22 lutego na obchód święta objęcia stolicy w Antiochii. Oba święta obchodzone początkowo w Rzymie Paweł IV rozszerzył obowiązkowo na cały Kościół łaciński.
    W bazylice św. Piotra w Rzymie za głównym ołtarzem, w absydzie, jest tron (katedra), na którym miał zasiadać św. Piotr. Do V w. znajdował się on w baptysterium bazyliki św. Piotra. Drogocenna relikwia składa się jedynie z wielu kawałków drewna, spojonych od dawna bogato zdobionymi płytami z kości słoniowej. Słynny budowniczy bazyliki św. Piotra, Jan Wawrzyniec Bernini (+ 1680), zamknął ów tron w potężnej, marmurowej budowli. Ta właśnie katedra stała się symbolem władzy zwierzchniej w Kościele Chrystusa tak w osobie świętego Piotra, jak również jego następców. Święto to jest więc z jednej strony aktem wdzięczności Rzymian za to, że św. Piotr tak bardzo wyróżnił ich miasto, z drugiej zaś strony – jest okazją dla wiernych Kościoła okazania następcom św. Piotra wyrazu czci. Tron, na którym zasiadał św. Piotr, obecny stale w kościele, gdzie papież odprawia nabożeństwa i sprawuje liturgię dnia, jest nieustannym świadectwem, że biskupi rzymscy mają tę samą władzę nad Kościołem Chrystusa, jaką miał Piotr; że następcami Piotra mogą być tylko biskupi rzymscy.Teksty ewangeliczne podają nam wiele przykładów, że Chrystus Pan spomiędzy wszystkich Apostołów wyróżniał w sposób szczególniejszy św. Piotra. Warto przypomnieć w tym miejscu dwa: obietnicę prymatu i jej wypełnienie:”[…] I ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr (czyli Skała), i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” (Mt 16, 18-19).Wspomniany tekst znajduje się we wszystkich starożytnych kodeksach i przekładach. W jego autentyczność nie można więc naukowo wątpić. Słowa obietnicy są skierowane jasno i wyraźnie tylko do św. Piotra. Skierował zaś je Pan Jezus publicznie, wobec wszystkich Apostołów. Obrazy: opoka, klucze, władza związywania i rozwiązywania – to wszystko są znane powszechnie symbole władzy.
    Pan Jezus faktycznie oddał św. Piotrowi najwyższą władzę w swoim Kościele:”Gdy spożywali śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: «Szymonie, synu Jana, czy Mnie miłujesz więcej aniżeli ci?» Odpowiedział Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego: «Paś baranki moje». I znowu, po raz drugi, powiedział do niego: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?» Odparł Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego: «Paś owce moje». Powiedział mu po raz trzeci: «Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?» Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: «Czy kochasz Mnie?» I rzekł do Niego: «Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego Jezus: «Paś owce moje».” (J 21, 15-17)Chrystus w przekazaniu władzy posłużył się znanym powszechnie symbolem owczarni i pasterza. W słowach jednoznacznych, wobec świadków – Apostołów, uczynił Piotra pasterzem swojej owczarni. Ojcowie Kościoła przez termin “baranki” rozumieją wiernych, a przez wyraz “owce” – matki tychże baranków, czyli biskupów i kapłanów Kościoła.
    Piotr faktycznie sprawował najwyższą władzę w Kościele po wniebowstąpieniu Pana Jezusa. Mamy na to wiele dowodów, które nam przekazał św. Łukasz w Dziejach Apostolskich. To Piotr proponuje w miejsce Judasza wybór następcy (Dz 1, 15-26). Jego propozycja zostaje przyjęta. Piotr przemawia do tłumu w dzień Zesłania Ducha Świętego (Dz 2, 5-38) i do najwyższej Rady żydowskiej (Dz 4, 5-12). Piotr został aresztowany przez Heroda jako głowa Kościoła (Dz 12, 1-19). To w końcu Piotr rozstrzyga na soborze apostolskim, żeby ewangelizację rozszerzyć także na pogan i że neofitów nawróconych z pogaństwa należy zwolnić z nakazów judaizmu (Dz 15, 1-12).
    O pobycie św. Piotra w Rzymie piszą Ojcowie apostolscy. Św. Klemens I Rzymski (koniec wieku I) pisze o męczeńskiej śmierci św. Piotra i Pawła w Rzymie. Św. Ignacy (+ 107) mówi w Liście do Rzymian: “Nie jak Piotr i Paweł rozkazuję wam”. Św. Papiasz (I-II w.) podaje, że Marek napisał Ewangelię wtedy, gdy Piotr był w Rzymie (Euzebiusz, Historia Kościoła, III, 39). Św. Ireneusz (+ 202) relacjonuje: “Mateusz wydał między Żydami w ich języku Ewangelię wtedy, gdy Piotr i Paweł w Rzymie głosili Ewangelię i zakładali Kościół” (Adversus haereses, III 1, c. 1). Tertulian (+ ok. 240) zapisał: “Jeśli przybędziesz do Italii, masz Rzym… O, jak szczęśliwy to Kościół, któremu całą naukę wraz ze swoją krwią przekazali Apostołowie, gdzie Piotr rodzajem męki zrównany z męką Pańską, gdzie Paweł ukoronowany śmiercią Jana” (De praescripto, c. 36). Wreszcie świadectwo św. Kajusa, kapłana rzymskiego (ok. 210): “Mogę pokazać ci groby Apostołów Piotra i Pawła. Bo gdy pójdziesz do Watykanu albo w kierunku Ostii, znajdziesz groby tych, którzy ten Kościół założyli” (Euzebiusz, Historia Kościoła, II, 25).
    Dowodem najwymowniejszym, że św. Piotr był w Rzymie i że tam poniósł śmierć męczeńską, jest jego grób. Według podania miał on znajdować się w bazylice św. Piotra pod konfesją. Badania przeprowadzone przed rokiem 1950 potwierdziły głos tradycji. Znaleziono tam śmiertelne szczątki Apostoła.Współcześnie wśród chrześcijan istnieją jednak spory dotyczące zakresu władzy papieża. Z tego powodu Sobór Watykański I (1870) wydał następujące orzeczenie dogmatyczne: “Nauczamy przeto i orzekamy, według świadectw Ewangelii, że Chrystus Pan bezpośrednio i wprost św. Piotrowi Apostołowi obiecał i powierzył prymat władzy nad całym Kościołem Bożym… Jeśliby tedy kto powiedział, że św. Piotr Apostoł nie jest przez Chrystusa Pana ustanowiony księciem wszystkich Apostołów i głową widzialną całego Kościoła walczącego, albo że otrzymał on od tegoż Pana naszego Jezusa Chrystusa wprost i bezpośrednio tylko honorowy a nie prawdziwy prymat władzy, niech będzie wyklęty”.Biskupi rzymscy zawsze uważali się i byli uważani za bezpośrednich następców św. Piotra Apostoła. Warto podać przynajmniej kilka przykładów:
    W latach 93-96 wybuchł w Koryncie spór gwałtowny pomiędzy wiernymi a tamtejszą hierarchią. Pomimo że żył jeszcze w Efezie św. Jan Apostoł, hierarchia Koryntu odwołuje się do biskupa Rzymu, którym był wówczas św. Klemens I. Ten wystosował do chrześcijan w Koryncie bardzo autorytatywny list.
    Św. Wiktor I ok. 190 roku wysyła do wszystkich biskupów list, wzywający ich, aby zwołali synody i rozpatrzyli sprawę daty Wielkanocy. Kiedy synod w Efezie uchwalił datę przeciwną tej, jaką wprowadził papież, św. Wiktor rzucił na tamtejszych biskupów klątwę.
    Św. Stefan I (+ 267) pod groźbą klątwy nakazał biskupom Afryki ze św. Cyprianem na czele uznać chrzest udzielony przez heretyków za ważny. Mimo oporu jednostek wszyscy biskupi opowiedzieli się wówczas za papieżem.
    Św. Juliusz I (+ 352) w liście do biskupów Afryki użala się, że bez jego wiedzy złożono ze stolicy biskupiej św. Atanazego, patriarchę Aleksandrii, a przecież powinni wiedzieć, “że jest zwyczajem naprzód pisać do nas, aby stąd według sprawiedliwości wszystko było rozstrzygnięte”. Tak więc papieże rozciągali władzę nawet nad patriarchami.
    Św. Syrycjusz (+ 399) uzasadnia troskę o czystość wiary tym, że “nosi ją w nas Apostoł Piotr, który nas, dziedziców swych, strzeże”.
    Na Soborze Efeskim (431) legat papieski zasiadał na honorowym miejscu zaraz obok cesarza. A oto fragment jego przemówienia: “Nikomu to nie jest wątpliwym, owszem wszystkim wiekom jest znane, że św. Piotr, Książę i Głowa Apostołów, kolumna wiary i fundament katolickiego Kościoła, otrzymał od Pana naszego Jezusa Chrystusa… klucze królestwa niebieskiego. Dana mu została władza związywania i rozwiązywania, który aż do tego czasu i zawsze w swych następcach żyje i sądzi. Tegoż tedy według kolejności następca, najświątobliwszy Ojciec nasz, biskup Celestyn, nas, zastępców swoich, na ten synod posłał”. Na ponad 200 biskupów tam zebranych nikt nie zaprotestował.
    Podobnie nikt nie wyraził sprzeciwu, kiedy na Soborze Chalcedońskim (451) przemówił legat papieski, nazywając papieża wprost “Głową wszystkich Kościołów”, chociaż było wówczas zgromadzonych ok. 600 biskupów. Kiedy odczytano na tymże soborze list papieża św. Leona, potępiający błędy Eutychesa, zgromadzeni ojcowie zawołali: “Piotr przez Leona przemówił!”.
    Stąd też Sobór Watykański I miał prawo orzec: “Nauczamy przeto i oświadczamy, że Kościół Rzymski z ustanowienia Pana posiada naczelną władzę nad wszystkimi Kościołami. Władza ta Kościołowi Rzymskiemu przysługuje na mocy zwykłego porządku rzeczy. Tę władzę biskup rzymski otrzymał bez niczyjego pośrednictwa… Względem niej mają też obowiązek hierarchicznej uległości i posłuszeństwa pasterze każdego obrządku i każdego stopnia godności oraz wierni, tak każdy z osobna, jako też wszyscy razem wzięci, nie tylko w sprawach wiary i obyczajów, ale również w tych, które należą do karności i rządów Kościoła na całym świecie… Jeśliby więc kto mówił, że papież ma tylko obowiązek nadzorowania lub kierowania, a nie najwyższą i pełną władzę rządzenia całym Kościołem… niech będzie wyklęty”.Dzisiejsze święto przypomina, że Stolica Piotrowa jest podstawą jedności Kościoła. Kościół modli się, aby “pośród zamętu świata nasza wiara pozostała nienaruszona”.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    _______________________________________________________________________

    Tobie dam klucze… – święto Katedry św. Piotra

    Tobie dam klucze… - święto Katedry św. Piotra

    Papież Franciszek celebruje Mszę św. przy Katedrze św. Piotra – Wielkanoc 2020 – www.youtube.com

    ***

    22 lutego wspominamy św. Piotra Apostoła, któremu Chrystus powierzył urząd najwyższego pasterza. Święto Katedry św. Piotra odsyła nas bowiem do postaci Apostoła, który na polecenie Chrystusa przejął władzę w Kościele po Jego wniebowstąpieniu.

    Ewangelii św. Mateusza czytamy o tym, jak Jezus przekazuje władzę Piotrowi: „I ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr (czyli Skała), i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie”.

    Słowa te były skierowane, wobec wszystkich Apostołów, wyraźnie i jednoznacznie do Piotra. Kiedy potem Jezus nad jeziorem trzykrotnie pytał Piotra o to, czy Go kocha, po czym dodał: „Paś owce moje”, potwierdził, że powierza mu najwyższą władzę w Kościele.

    Św. Łukasz w Dziejach Apostolskich ukazuje Piotra jako tego, który przewodzi uczniom po Wniebowstąpieniu. To on przemawia do tłumu po Zesłaniu Ducha Świętego. To Piotr został aresztowany przez Heroda jako głowa Kościoła. On przewodzi pierwszemu soborowi w Jerozolimie. Mamy także liczne świadectwa pobytu Piotra w Rzymie. Jego śmierć męczeńska jest fundamentem, na którym zbudowany został kościół rzymski.

    Biskupi Rzymu byli uważani za następców św. Piotra, któremu została przekazana władza w Kościele. Pod koniec I wieku, kiedy żył jeszcze Apostoł Jan, hierarchia Koryntu w trakcie sporu odwołała się do papieża Klemensa I, następcy św. Piotra, a nie ostatniego żyjącego Apostoła. W późniejszych wiekach wielokrotnie się zdarzało, że biskupi Rzymu mieli głos decydujący w różnych kwestiach doktrynalnych czy dyscyplinarnych, dotyczących innych stolic biskupich czy patriarszych.

    Prymat Piotrowy był różnie rozumiany i sprawowany przez wieki. Podziały w Kościele doprowadziły ostatecznie do tego, że Sobór Watykański I ogłosił dogmat o tak zwanej ‘nieomylności papieża w sprawach wiary i moralności’. Dogmat ten określa to, w co Kościół wierzył od samego początku, „że Chrystus Pan bezpośrednio i wprost św. Piotrowi Apostołowi obiecał i powierzył prymat władzy nad całym Kościołem Bożym…”

    Chrześcijanie Rzymu już od IV wieku obchodzili święto katedry św. Piotra, wspominając z wdzięcznością to, że właśnie Apostoł Piotr wybrał ich miasto i tu założył gminę chrześcijańską a z Rzymu uczynił stolicę chrześcijaństwa.

    W bazylice św. Piotra w Rzymie przechowywana jest relikwia katedry Apostoła. Znajduje się za głównym ołtarzem, w absydzie. Są to fragmenty tronu (katedry), na którym miał zasiadać św. Piotr. Drogocenna relikwia to jedynie wiele kawałków drewna, spojonych bogato zdobionymi płytami z kości słoniowej. Wielki artysta Giovanni Lorenzo Bernini, zamknął ów tron w marmurowej budowli.

    Tron (katedra) jest symbolem władzy zwierzchniej w Kościele Chrystusa tak dla świętego Piotra, jak również jego następców. Przechowywanie relikwii katedry w Bazylice watykańskiej świadczy o tym, że tylko biskupi rzymscy są następcami św. Piotra i przysługuje im ta władza, jaką Chrystus powierzył Piotrowi.

    Do roku 1969 Kościół łaciński obchodził dwa święta związane ze Stolicą Piotrową. Od XVI wieku Paweł IV ustalił, że 18 stycznia obchodzona będzie pamiątka wstąpienia Piotra na tron w Rzymie, a 22 lutego pamiątka ustanowienia stolicy prymasowskiej w Antiochii. Jan XXIII w 1962 roku połączył te święta w jedno pod wspólną nazwą: Katedry św. Piotra.

    Stolica Piotrowa jest podstawą jedności Kościoła. Obchodzone 22 lutego święto o tym przypomina. Władzy, której Jezus udzielił Piotrowi, udziela w każdej epoce wszystkim jego następcom.

    o. Paweł Kosiński SJ/Deon.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    21 lutego

    Święty Piotr Damiani, biskup i doktor Kościoła

    Święty Piotr Damian

    Piotr urodził się w 1007 roku w Rawennie, w licznej i niezamożnej rodzinie. Matka, zniechęcona licznym potomstwem, porzuciła niemowlę. Ledwie żywe odnalazła je służąca i oddała rodzinie. Po przedwczesnej śmierci rodziców Piotr znalazł drugą, lepszą matkę, w ukochanej siostrze, Rozelinie. Zaopiekował się nim starszy brat, Damian, od którego przyjął przydomek Damiani (czyli “od Damiana”). Początkowo brat obchodził się z Piotrem surowo. Święty musiał paść u niego świnie. Kiedy jednak Damian poznał się na niezwykłych zdolnościach brata, za radą siostry oddał go na studia do Rawenny, a następnie do Faenzy i Parmy.
    Po przyjęciu święceń kapłańskich Piotr został wykładowcą w jednej ze szkół parafialnych. Po pewnym czasie zrezygnował z czynnego życia. Udał się na pustkowie, a potem do klasztoru benedyktynów-eremitów. Został mnichem, a następnie w 1043 r. opatem eremu kamedulskiego w Fonte Avellana. Odnowił życie zakonne. Stał się doradcą wielu klasztorów i kierownikiem duchowym wielu uczniów, którzy garnęli się do niego. Ponieważ opactwo, w którym przebywał, nie było zdolne ich wszystkich pomieścić, założył dwa inne i ułożył dla nich osobną regułę. Z biegiem lat powstały dalsze ośrodki pustelnicze: w Marchii, Umbrii, Romanii i w Abruzzach. Piotr Damiani był przyjacielem kolejnych cesarzy: Henryka III i Henryka IV, doradcą papieży: Klemensa II, Damazego II, Leona IX i Stefana II. Ten ostatni mianował go w 1057 r. biskupem Ostii i kardynałem.
    Piotr Damiani pracował nad wewnętrzną odnową Kościoła. Bolał bardzo nad Kościołem Chrystusowym, dręczonym wówczas chorobą symonii i inwestytury. Władcy i możni panowie świeccy pod pozorem zasług, jakie położyli dla Kościołów lokalnych, żądali dla siebie w zamian przywilejów mianowania duchownych na stanowiska proboszczów, przełożonych klasztorów, rektorów świątyń, a nawet biskupów. Panowie ci ponadto, jako fundatorzy i opiekunowie kościołów, rezerwowali sobie także kontrolę nad majątkami, które do tych kościołów przydzielili, i mieszali się w wewnętrzne sprawy Kościoła. Piotr Damiani szeregiem pism zwalczał te nadużycia.
    Wielokrotnie bywał legatem papieskim na synodach i często pełnił funkcję mediatora. Mikołaj II wysłał go do Mediolanu, by w diecezji tamtejszej zaprowadził konieczne reformy. Papież Aleksander II trzymał Piotra stale przy sobie jako doradcę. W roku 1062 zlecił mu misję we Francji, by załagodził spór między biskupem Macon a słynnym opactwem benedyktyńskim w Cluny. Z tej okazji Piotr załatwił także sporne sprawy wśród biskupów: Reims, Sens, Tours, Bourges i Bordeaux. Po drodze odbył pielgrzymkę do grobów św. Majola i św. Odylona w Souvigny.
    Przez cały czas tęsknił za życiem mniszym. W 1067 r. otrzymał pozwolenie na powrót do Fonte Avellana i zrzekł się diecezji Ostii. Jednak nadal w razie konieczności służył papieżowi pomocą. W roku 1069 udał się do Frankfurtu nad Menem, gdzie zdołał przekonać cesarza Henryka IV, by nie opuszczał swojej prawowitej małżonki, Berty. W roku 1071 jako legat papieski współuczestniczył w konsekracji kościoła benedyktynów na Monte Cassino, a w roku następnym przybył do Rawenny, by tamtejszego biskupa, Henryka, pojednać ze Stolicą Apostolską.
    W drodze powrotnej zachorował i w nocy z 22 na 23 lutego 1072 r. zmarł niespodziewanie w klasztorze benedyktynów w Faenzy i w ich kościele został pochowany. W roku 1354 jego relikwie przeniesiono do wspaniałego grobowca, wystawionego ku jego czci w tymże kościele. Od roku 1898 jego śmiertelne szczątki spoczywają w katedrze, w osobnej kaplicy.
    Piotr Damiani był wielkim znawcą Biblii i Ojców Kościoła oraz znakomitym prawnikiem kanonistą. Należał także do najpłodniejszych pisarzy swoich czasów. Zostawił po sobie ok. 240 utworów poetyckich, 170 listów, 53 kazania, 7 życiorysów i kilka innych tekstów. Pisał rozprawy o stanie Kościoła i jego naprawie. Piętnował w nich zakorzenione nadużycia, symonię i nieobyczajność kleru. Zachował się wśród jego licznej korespondencji także list do antypapieża, Honoriusza, z pogróżkami kar Bożych. Napisał osobną rozprawę w obronie praw papieża i jego absolutnej niezawisłości od cesarza w sprawach kościelnych. Z dzieł ascetycznych wymienić należy piękną rozprawę o życiu pustelniczym. Święty przedstawił je w tak ponętnych barwach, że pociągnął nim bardzo wielu ludzi do zakonu kamedułów, któremu on właśnie zapewnił największy rozwój. Jedyny to w obecnych czasach istniejący jeszcze zakon pustelników. Papież Leon XII zatwierdził w roku 1821 kult św. Piotra Damiani i ogłosił go doktorem Kościoła. Jest wzywany przy bólach głowy.
    W ikonografii św. Piotr przedstawiany jest jako biskup w mitrze, jako kardynał w cappa magna lub jako mnich w habicie. Atrybuty: anioł trzymający kapelusz kardynalski, cappa magna, czaszka, krucyfiks.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    20 lutego

    Święci Franciszek i Hiacynta Marto, dzieci fatimskie

    Zobacz także:
      •  Święty Zenobiusz, prezbiter i męczennik
      •  Święty Eleuteriusz, biskup
    ***
    Franciszek i Hiacynta Marto, kanonizowani przez papieża Franciszka w Fatimie 13 maja 2017 r., to pierwsze wyniesione na ołtarze dzieci, które nie są męczennikami.

    Święty Franciszek Marto

    Franciszek Marto urodził się 11 czerwca 1908 r. w Aljustrel w parafii Fatima, należącej do diecezji Leiria-Fatima, jako szóste z siedmiorga dzieci ubogiego małżeństwa Manuela Pedro Marto i Olímpii de Jesus. 20 czerwca został ochrzczony w parafialnym kościele w Fatimie.
    Podobnie jak większość dzieci z ówczesnych portugalskich wiosek, chłopiec nie umiał czytać ani pisać. W wieku 8 lat rozpoczął pracę jako pastuszek, wypasając – wraz ze swoją siostrą Hiacyntą i kuzynką Łucją dos Santos – owce należące do rodziców. W 1916 roku był świadkiem trzech objawień Anioła Pokoju, który poprosił dzieci o modlitwę do Trójcy Przenajświętszej, Najświętszego Serca Jezusowego i Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny. Wiosną i jesienią Anioł ukazał mu się na wzgórzu Cabeço, a latem – w pobliżu studni zwanej Arneiro.
    W 1917 r. Franciszek wraz z młodszą siostrą Hiacyntą i kuzynką Łucją, byli świadkami sześciu objawień maryjnych, które miały miejsce 13 maja, 13 czerwca i 13 lipca w Cova da Iria, 19 sierpnia w Valinhos, a następnie 13 września i 13 października ponownie w Cova da Iria. Podczas objawień, Franciszek widział postać Anioła i Maryi, jednak nie słyszał żadnego z wypowiadanych przez nich słów.
    Wkrótce po objawieniu z 13 lipca, kiedy Maryja powierzyła dzieciom tajemnice, rodzeństwo zostało aresztowane przez władze gminy Vila Nova de Ourém, lecz pomimo dwudniowego przetrzymywania w więzieniu i zastraszania dzieci nie wyjawiły treści orędzia przekazanego im przez Matkę Bożą.
    W październiku 1918 r. Franciszek zapadł na grypę “hiszpankę”, której epidemia panowała wówczas na Półwyspie Iberyjskim. Jego choroba trwała do wiosny 1919 r. 2 kwietnia Franciszek przystąpił do pierwszej spowiedzi, a następnego dnia przyjął Pierwszą Komunię Świętą, będącą zarazem wiatykiem. Zmarł 4 kwietnia 1919 r. Następnego dnia został pochowany na cmentarzu w Fatimie. 17 lutego 1952 r. nastąpiła ekshumacja jego ciała, które 13 marca przeniesiono do bazyliki fatimskiej.

    Święta Hiacynta Marto

    Hiacynta Marto urodziła się 11 marca 1910 r. w Aljustrel. Była najmłodsza z siedmiorga rodzeństwa. 19 marca została ochrzczona w kościele parafialnym w Fatimie.
    W 1916 r. wraz z Franciszkiem i kuzynką Łucją dos Santos zaczęła wypasać owce należące do rodziców i wraz rodzeństwem była świadkiem trzech objawień Anioła: wiosną i jesienią na wzgórzu Cabeço, a latem w pobliżu studni Arneiro.
    W 1917 r. wraz z bratem i kuzynką doświadczyła także sześciu objawień Matki Bożej. W przeciwieństwie do Franciszka, Hiacynta słyszała słowa wypowiadane przez Maryję, choć rozmawiała z Nią jedynie Łucja.
    W październiku 1918 r. Hiacynta, podobnie jak brat, zaraziła się grypą “hiszpanką”, której powikłania doprowadziły do śmierci dziewczynki. Od 1 lipca do 31 sierpnia 1919 r. dziewczynka przebywała w szpitalu w Vila Nova de Ourém. W styczniu 1920 r. trafiła do ochronki w Lizbonie, a stamtąd do szpitala. Tam przeszła operację usunięcia dwóch żeber, która przyniosła bolesne komplikacje. 16 lutego 1920 r. po raz siódmy objawiła jej się Matka Boża. Po tym widzeniu Hiacynta przestała cierpieć.
    Zmarła wieczorem 20 lutego 1920 r., a przed śmiercią zdążyła przystąpić do pierwszej w życiu spowiedzi. Cztery dni później została pochowana w Vila Nova de Ourém. 12 września 1935 r. jej ciało przeniesiono na cmentarz w Fatimie i złożono obok ciała Franciszka, skąd 1 maja 1951 r. zostało przeniesione do bazyliki.

    Święta Hiacynta Marto

    Jak pisała w swoich “Wspomnieniach” s. Łucja dos Santos, Franciszek i Hiacynta po objawieniach, pomimo dziecięcego wieku, skoncentrowali swoje życie na Bogu, modlitwie i podejmowaniu różnorodnych ofiar i cierpień w intencji grzeszników. Oprócz modlitwy i wyrzeczeń, odwiedzali i pocieszali potrzebujących, a niekiedy udzielali im także rad. O ich duchowej dojrzałości świadczy także postawa wobec własnej śmierci, przed którą dzieci pocieszały bliskich i o której mówiły, że jest przejściem do nieba i spotkaniem z Bogiem. Podczas objawień Matka Boża zapowiedziała dwójce rodzeństwa, że wkrótce zabierze ich do nieba.Proces beatyfikacyjny rodzeństwa Marto toczył się w latach 1952-1979 i zakończył się promulgacją dekretu Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych o heroiczności ich cnót. W 1999 r. została uznana autentyczność pierwszego z cudów za ich przyczyną, dotyczącego uzdrowienia franciszkańskiej tercjarki Marii Emilii Santos, która przez 20 lat pozostawała unieruchomiona z powodu choroby kości. Jan Paweł II beatyfikował Franciszka i Hiacyntę Marto 13 maja 2000 r. w Fatimie podczas swojej wizyty w Jubileuszowym Roku 2000.
    Następny cud uznany w procesie kanonizacyjnym dotyczył uzdrowienia brazylijskiego chłopca, do którego doszło w 2007 r. Wówczas, w trzy dni po tragicznym wypadku, podczas którego chłopiec wypadł z okna i doznał poważnych uszkodzeń mózgu, które groziły utratą życia lub głęboką niepełnosprawnością, dziecko w niewytłumaczalny sposób odzyskało zdrowie i sprawność. W marcu 2017 r. Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych ogłosiła dekret uznający ten cud. Kanonizacji Franciszka i Hiacynty dokonał w Fatimie w 100. rocznicę objawień maryjnych papież Franciszek.Obecnie trwa proces beatyfikacyjny trzeciej uczestniczki objawień maryjnych, s. Łucji Dos Santos (1907-2005).
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ___________________________________________________________________________________

    Dzieci z Fatimy

    Fatimskie dzieci to rodzeństwo Franciszek i Hiacynta oraz ich kuzynka Łucja. Najstarsza z nich – Łucja, w rozmowach z Matką Najświętszą wzięła na swe barki reprezentowanie świata. Ją też Maryja umieściła w świetle, które rozchodziło się po ziemi. Dwoje młoszych znalazło się w blasku biegnącym ku niebu. Rzeczywiście, Franciszek umiera już w kwietniu 1919 r, Hiacynta rok później. Łucja pozostaje? Matka Boża powiedziana, że jakiś czas? Zgodnie z zapowiedzią Najświętszej Panienki, by mówić ludziom o nabożeństwie do Niepokalanego Serca. Ten czas wyznaczony przez Boga trwał bardzo, bardzo długo. Jakby Bóg go przedłużał, dawał światu szansę skorzystania z obecności fatimskiego świadka. W końcu zabrał i ją. W lutym 2005. 
    Misja Łucji jest nam znana, możemy ją odtworzyć w szczegółach. A tamta dwójka? Jakie było ich zadanie? Czy tylko bycie świadkiem objawień w Dolinie Pokoju? Czy sama Łucja by nie wystarczyła? Franciszek i Hiacynta znali swe miejsce. Resztę swego dziecięcego życia wypełniło nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi.
    Nie polegało ono – jak sobie nieraz wyobrażamy kogoś praktykującego jakieś nabożeństwo – na odmawianiu określonych modlitw, uczestnictwa w nabożeństwach kościelnych. Ich nabożeństwo to ich życie! Jeśli było doskonałe, a było, to każda chwila była nim wypełniona po brzegi. Dlatego Kościół wyniósł je na ołtarze.

    ŁUCJA DOS SANTOS, kuzynka Franciszka i Hiacynty Marto, urodziła się 22 marca 1907 roku w AIjustrel. 2 października 1926 roku rozpoczęła nowicjat w Zgromadzeniu Sióstr św. Doroty w Tuy w Hiszpanii. 3 października 1928 roku złożyła pierwsze śluby zakonne. Tu miała ponowne objawienia Matki Bożej. W 1929 roku Matka Boża prosiła ją o wprowadzenie nabożeństwa Pięciu Pierwszych Sobót miesiąca oraz o poinformowanie Kościoła, że pragnie poświęcenia Rosji Jej Niepokalanemu Sercu 02 grudnia 1940 roku siostra Łucja zwraca się z prośbą do Piusa XII o poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi i pobłogosławienie Pięciu Pierwszych Sobót miesiąca. 31 sierpnia 1941 roku spisała dwie pierwsze części „tajemnicy”, natomiast 03 stycznia 1944 roku, na polecenie biskupa Leirii, spisuje trzecią część „tajemnicy” i przekazuje ją biskupowi 25 marca 1948 roku, za pozwoleniem Piusa XII, opuszcza Zgromadzenie Sióstr św. Doroty i wstępuje do klasztoru Sióstr Karmelitanek w Coimbra. Tutaj, 31 maja 1948 roku, składa uroczyste śluby.

    13 maja 1982, 1991 i 2000 roku siostra Łucja spotkała się z Janem Pawłem II, przy okazji jego pielgrzymek do sanktuarium fatimskiego.

    Siostra Łucja zmarła w opinii świętości w dniu 13 lutego 2005 r. w Coimbra w Portugalii.


    ŚW. FRANCISZEK MARTO, brat Hiacynty, urodził się 11 czerwca 1908 roku w wiosce AIjustrel, należącej do parafii Fatima. W październiku 1917 roku rozpoczął naukę w szkole powszechnej. Często w drodze do szkoły wstępował do kościoła parafialnego na modlitwę. Lubił rozmyślać i medytować. Był dobry i opiekuńczy. Wykazywał zdolność do poświęceń. Pokutował, aby „pocieszać Pana”. Było w nim wielkie pragnienie wynagradzania za winy grzeszników. We wrześniu 1918 roku na Półwyspie Iberyjskim zapanowała epidemia zapalenia oskrzeli i płuc. Oprócz ojca, wszyscy w rodzinie Marto zachorowali. Franciszek znosił cierpienia bez uskarżania się. Pod koniec marca 1919 roku na własną prośbę przyjął I Komunię św. Zmarł z uśmiechem na ustach 04 kwietnia 1919 roku, w domu rodzinnym, i został pochowany na cmentarzu parafialnym.

    13 marca 1952 roku jego ciało przeniesiono do bazyliki w Fatimie i pochowano w bocznej Kaplicy po prawej stronie głównego ołtarza.

    Ojciec Święty Jan Paweł II w dniu 2 kwietnia 1981 roku podpisał dekret, który umożliwiał rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego dzieci, które nie były męczennikami. 

    13 maja 2000 roku Św. Jan Paweł II dokonał beatyfikacji Franciszka i Hiacynty. Ich kanonizacja miała miejsce 13 maja w 2017 r. w Fatimie w czasie pielgrzymki Papieża Franciszka.



    ŚW. HIACYNTA MARTO, siostra Franciszka, urodziła się 11 marca 1910 roku w Aljustrel. Różniła się od Franciszka ruchliwością i żywotnością. Dużo modliła się o nawrócenie grzeszników i podejmowała pokutę w ich intencji. Bardzo boleśnie przeżyła śmierć Franciszka. Swoje cierpienia w czasie choroby ofiarowała za nawrócenie grzeszników, za pokój na świecie i w intencji Ojca Świętego. Gdy zbliżała się chwila odejścia Franciszka, Hiacynta poleciła mu: „Pozdrów ode mnie serdecznie Naszego Pana i Naszą Panią i powiedz im, że będę cierpiała tyle, ile zechcą, aby nawrócić grzeszników”. Hiacynta tak była przejęta wizją piekła podczas objawień 13 lipca 1917 roku, że żadna pokuta ani umartwienie nie wydawały się jej zbyt wysoką ceną za zbawienie grzeszników.

    Zmarła 20 lutego 1920 roku, po długiej chorobie, w Lizbonie. 12 września 1935 roku ciało jej przeniesiono z rodzinnego grobowca barona Alvaiazere w Ourem na cmentarz w Fatimie. 01 maja 1951 roku ciało jej złożono w bazylice w Fatimie, w bocznej kaplicy po lewej stronie głównego ołtarza.

    Ojciec Święty Jan Paweł II w dniu 2 kwietnia 1981 roku podpisał dekret, który umożliwiał rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego dzieci, które nie były męczennikami. 

    13 maja 2000 roku Św. Jan Paweł II dokonał beatyfikacji Franciszka i Hiacynty. Ich kanonizacja miała miejsce 13 maja w 2017 r. w Fatimie w czasie pielgrzymki Papieża Franciszka.


    Ujawniono przypadek cudu za wstawiennictwem bł. Rodzeństwa Marto. 

    Szczegóły cudownego uzdrowienia za wstawiennictwem błogosławionych Franciszka i Hiacynty Marto, świadków objawień maryjnych w 1917 roku, ujawniono w Fatimie w czwartek, dzień przed przybyciem papieża Franciszka do tego portugalskiego sanktuarium.

    Na konferencji prasowej w Fatimie rodzice 9-letniego dziś Lucasa, ujawnili szczegóły wypadku, do którego doszło 3 marca 2013 r. na terenie archidiecezji Olinda i Recife w północno-wschodniej Brazylii. Bawiący się z siostrą pięciolatek wypadł w domu swojego dziadka przez okno z wysokości ponad 6 metrów i odniósł poważny uraz głowy.

    „Nie mamy wątpliwości, że Lucas jest zdrowy dzięki cudowi, jaki zdarzył się za wstawiennictwem błogosławionych pastuszków z Fatimy” – powiedział ojciec chłopca, Joao Batista.

    Mężczyzna ujawnił, że w związku z tym, że w trakcie wypadku dziecko utraciło część materii mózgowej, zespół medyczny orzekł po przyjęciu go na oddział, że nawet jeśli poszkodowany przeżyje, to pozostanie w stanie wegetatywnym lub do końca życia będzie niepełnosprawny umysłowo.

    Cztery dni po wypadku rodzice poprosili zgromadzenie sióstr zakonnych z Carmelo de Campo Mourao o modlitwę wstawienniczą za dziecko. Te zgodziły się odmawiać modlitwę przy znajdujących się w ich kaplicy relikwiach błogosławionych Franciszka i Hiacynty.

    „Podobnie także i my, najbliżsi, modliliśmy się za wstawiennictwem pastuszków. 9 marca Lucas obudził się i zaczął z nami rozmawiać. 15 marca nasz syn wyszedł ze szpitala” – ujawnił Joao Batista.

    Ojciec dziecka dodał, że w zespole medycznym, który orzekł, że przypadek uzdrowienia Lucasa należy uznać za niewytłumaczalny z naukowego punktu widzenia, byli zarówno wierzący, jak i ateiści.

    9-letni Lucas weźmie udział w sobotniej mszy w Fatimie, podczas której papież Franciszek ogłosi rodzeństwo Marto świętymi. Trzecia uczestniczka objawień z 1917 r., karmelitanka Łucja dos Santos, która zmarła w 2005 r., zostanie kanonizowana prawdopodobnie jeszcze w tym roku.

    W marcu br. Stolica Apostolska ogłosiła, że papież Franciszek wyraził zgodę na publikację dekretu o uznaniu cudu za wstawiennictwem dwójki portugalskich wizjonerów, a ich kanonizacja miała miejsce 13 maja w 2017 r. w fatimie w czasie pielgrzymki Papieża Franciszka.

    Hiacynta i Franciszek Marto zostali beatyfikowani w 2000 r. w Fatimie przez Jana Pawła II podczas jego trzeciej, a zarazem ostatniej wizyty w Portugalii – 13 maja 2000 roku.

    Sanktuarium Narodowe Matki Bożej Fatimskiej w Zakopanem

    ______________________________________________________________________________________________________________

    19 lutego

    Święty Konrad z Piacenzy, pustelnik

    Święty Konrad z Piacenzy

    Konrad Confalonieri urodził się około roku 1290 w zamożnej, włoskiej rodzinie. Za młodu obrał sobie zawód rycerski. W roku 1313 w czasie polowania rozpalił ognisko dla wypłoszenia zwierzyny i wywołał pożar. Nie zdawał sobie sprawy, jaką klęskę żywiołową wywoła tym czynem. Namiestnik Piacenzy, Galeazzo Visconti, skazał na śmierć przypadkowo przyłapanego w lesie człowieka, podejrzanego o umyślny pożar lasu. Gdy Konrad się o tym dowiedział, natychmiast zgłosił się do namiestnika i wyznał swoją winę. Wynagrodził też pieniężnie wyrządzoną miastu szkodę. Oddał na ten cel cały swój majątek. Wydarzenie to stało się przełomem religijnym w życiu jego i jego małżonki, która wstąpiła do klasztoru klarysek w Piacenzy.
    Konrad natomiast zaczął prowadzić żywot wędrownego ascety. Wstąpił w 1315 r. do III zakonu św. Franciszka. Jako pielgrzym pokutny nawiedził wiele sanktuariów Italii. Osiadł w 1343 r. jako pustelnik w dolinie Noto koło Syrakuz na Sycylii, gdzie wiódł życie pełne wyrzeczenia. Miał dar prorokowania.
    Zmarł 19 lutego 1351 r. Pochowano go w Noto, w kościele św. Mikołaja. W roku 1485 jego śmiertelne szczątki umieszczono w srebrnej trumnie. Papież Urban VIII jego kult zatwierdzony dla diecezji syrakuskiej w roku 1515, potem rozszerzony na całą Sycylię (1544), rozciągnął także na zakony franciszkańskie (1625). Jest patronem osób cierpiących z powodu przepukliny.
    W ikonografii przedstawiany jako franciszkański pustelnik lub starzec z jeleniami i innymi zwierzętami. Jego atrybutami są: krzyż, dyscyplina, czaszka i księga.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    18 lutego

    Błogosławiony Jan z Fiesole
    – Fra Angelico, prezbiter

    Zobacz także:
      •  Święty Teotoniusz, zakonnik
      •  Święta Konstancja
      •  Święty Flawian, patriarcha
    ***
    Fra Angelico: Noli me tangere

    Guido (lub Guidolino) da Pietro urodził się około 1400 roku w Castello Vecchio w Mugello (Toskania). W młodym wieku uczył się malarstwa we Florencji. Kiedy mając 20 lat odkrył w sobie powołanie do życia zakonnego, wstąpił do zreformowanego konwentu dominikanów w Fiesole, który niedawno wybudował bł. Jan Dominici. Około 1420 roku otrzymał od niego habit oraz to samo imię. Śluby złożył około 1425 roku.
    Po otrzymaniu święceń kapłańskich był dwa razy wikariuszem swojego konwentu, a następnie jego przeorem. Wiernie wypełniał swoje obowiązki zakonne, a w swoich dziełach malarskich przekazywał braciom i wiernym Boże tajemnice, które kontemplował na modlitwie i w czasie studium świętej prawdy. Wezwany do Rzymu przez papieża Eugeniusza IV, wymalował dwie kaplice w kościele św. Piotra i w Pałacu Watykańskim. Na polecenie papieża Mikołaja V przyozdobił jego prywatną kaplicę i prywatny apartament (1445-1449). Pracował także w Kortonie, w konwencie św. Dominika (1438 r.) i w katedrze w Orvieto (1447 r.). Najbardziej znane są freski w konwencie San Marco we Florencji (dziś

    Fra Angelico: Św. Dominik adorujący Krzyż

    Gdy zwolniło się biskupstwo florenckie, Eugeniusz IV zaproponował jego objęcie Janowi. Brat Jan błagał papieża, aby nie musiał przyjmować tego obowiązku. “Był nie mniej znakomitym malarzem, jak i miniaturzystą, i niezwykle przykładnym mnichem” – zapisał Giorgio Vasari. Głównym źródłem jego natchnienia było Pismo Święte. Był człowiekiem prostym i uczciwym, ubogim i pokornym. Także jego malarstwo jest pełne kontemplacji Bożego piękna, a zarazem proste. Ze względu na to, że umiał połączyć cnotliwe życie ze sztuką, otrzymał przydomek Beato Angelico – anielski. Najczęściej jest nazywany Fra Angelico (Braciszek Anielski). Szeroko rozeszła się sława jego świętości i talentu.
    Zmarł w Rzymie 18 lutego 1455 roku, w konwencie Santa Maria sopra Minerva, gdzie do dzisiaj nad posadzką bazyliki znajduje się jego grób z marmurową podobizną. Beatyfikowany został przez św. Jana Pawła II w 1982 roku listem apostolskim motu proprio Qui res Christi gerit. W Polsce jest patronem historyków sztuki.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    _________________________________________________________________________________________

    Bł. Fra Angelico – Piękno Chrystusa

    Malarz w habicie

     Luca Signorelli (PD)Fra Angelico (w głębi)

    ***

    W klasztorze San Marco we Florencji można podziwiać freski Fra Angelico przedstawiające ewangeliczne wydarzenia. Emanuje z nich duchowe piękno, którym przeniknięty był dominikański artysta. Bez wątpienia było to Piękno Chrystusa. Zaprzyjaźnił się z Pięknym-Dobrym Pasterzem, w Którym wszystkie rzeczy piękne zostały stworzone.

    Fra Angelico urodził się ok. 1400 r. w Castello Vecchio w Toskanii. Za młodu uczył się malarstwa we Florencji, gdzie w wieku 20 lat odczuł, że Bóg go powołuje do życia zakonnego. Wstąpił do konwentu dominikanów w Fiesole, gdzie w 1425 r. złożył śluby zakonne. Po otrzymaniu święceń kapłańskich zapragnął przekazywać piękno tajemnicy Chrystusa przez malarstwo, które coraz bardziej stawało się dla niego ważną formą przepowiadania Słowa. Fra Angelico malował freski w miejscach, gdzie mieszkali i modlili się jego współbracia zakonni, głównie w klasztorze św. Marka we Florencji.  

    Jak napisał jego biograf, Giorgio Vasari: „Jego malarstwo było owocem wielkiej harmonii między świątobliwym życiem i otrzymaną od Boga siłą twórczą”. On sam lubił powtarzać zdanie: „By malować Chrystusa, należy żyć Chrystusem”. Pragnął, by jego malarstwo było jednocześnie przepowiadaniem Słowa. Malował Słowem, nosząc w sobie całe bogactwo Chrystusa. Patrząc na fresk Zwiastowania w klasztorze św. Marka, można mieć wrażenie, jakbyśmy byli świadkami tego wydarzenia i odbywało się ono w naszej obecności.

    Pan Jezus, który w nim zamieszkiwał, sprawił, że jego spojrzenie na otaczający go świat nasycone było łaską odkupienia. To dlatego z jego malarskich dzieł emanuje tyle światła i pokoju, który rodzi nadzieję. W opracowaniach poświęconych Fra Angelico podkreśla się także ścisły związek między jego malarstwem i teologią św. Tomasza, która ukazuje jedność tajemnicy stworzenia z tajemnicą wcielenia i odkupienia. Fra Angelico żywo włączył się w nurt odnowy zapoczątkowany w zakonie dominikańskim przez bł. Rajmunda z Kapui i św. Katarzynę Sieneńską.   

    Jego freski i obrazy są bardzo charakterystyczne, dominują w nich żywe pastelowe kolory. Kolor złoty przypomina, podobnie jak we wschodnich ikonach, tajemnicę Boga, który przenika swoją obecnością Swoje stworzenie. Patrząc na jego sztukę malarską, można odkryć, że tworzył ją człowiek przemieniony łaską Chrystusa. Malował je człowiek zbawiony owocami męki Pana. Nawet jeśli Fra Angelico przedstawia scenę ukrzyżowania, to nie przytłacza ona tragizmem czy smutkiem, jest raczej przeniknięta blaskiem Bożej Chwały, blaskiem zmartwychwstania, a przez to zaprasza do powierzenia się z wielkim zaufaniem i pokorą Bożemu miłosierdziu. Jak zauważa O. Guy Bedouelle OP:

    „Nawet namalowana około roku 1438 Pieta ze Starej Pinakoteki w Monachium, gdzie Najświętsza Dziewica całuje rękę swego Syna, jest dziełem przesyconym absolutnym spokojem. Postać Najświętszej Panny służy bowiem Fra Angelico jako punkt wyjścia do przedstawienia nie tylko istoty stworzonej, uczestniczącej w Bożej przyjaźni, ale i Tej, która przyjmuje w sobie Jego Słowo”.

    Fra Angelico malował freski także w katedrze w Orvieto. Obok Florencji najwięcej jego dzieł można podziwiać w Rzymie, jak choćby malowidła w bazylice Santa Maria sopra Minerva, gdzie spoczywają jego relikwie. Fra Angelico (Anielski brat) zmarł w Rzymie 18 lutego 1455 r.

    Dzisiaj, gdy artyści kuszeni są, by wyrażać brzydotę, mylnie sądząc, że właśnie wtedy będą bardziej autentyczni, tym bardziej ważna staje się twórczość Fra Angelico, który malował samo Źródło piękna, Jezusa Chrystusa, Boga, który pokornie przyjął ludzkie ciało. Na freskach dominikanina Jezusowi towarzyszą jego uczniowie, męczennicy i święci. Patrząc na nich, możemy choć trochę sobie wyobrazić, jak piękne jest niebo.

    W roku 1982 Ojciec Święty Jan Paweł II listem apostolskim potwierdził autorytetem Kościoła kult oddawany od dawna Fra Angelico w zakonie dominikańskim. Zaś w Liście do Artystów napisanym w 1999 r. zaprosił artystów na całym świecie do otwarcia serca na piękno nadprzyrodzone, Boże piękno, które jako jedyne może zbawić świat:

    Piękno jest kluczem tajemnicy i wezwaniem transcendencji. Zachęca człowieka, aby poznał smak życia i umiał marzyć o przyszłości. Dlatego piękno rzeczy stworzonych nie może przynieść mu zaspokojenia i budzi ową utajoną tęsknotę za Bogiem, którą święty Augustyn, rozmiłowany w pięknie, umiał wyrazić w niezrównanych słowach: «Późno Cię umiłowałem, Piękności tak dawna a tak nowa, późno Cię umiłowałem».

    Niech różnorakie drogi, którymi podążacie, artyści całego świata, prowadzą was wszystkich do owego bezmiernego Oceanu piękna, gdzie zachwyt staje się podziwem, upojeniem, niewymowną radością.

    Niech drogowskazem i natchnieniem będzie dla was tajemnica zmartwychwstałego Chrystusa, którą […] Kościół z radością kontempluje.

    Niech wam towarzyszy Najświętsza Panna – «cała piękna»: Jej wizerunek przedstawiali w swych dziełach niezliczeni artyści, a wielki Dante ogląda Ją w chwale Raju jako «piękność, co była rozkoszą dla oczu świętych onych rzesz bez końca».

    «Wyjdzie z zamętu świat ducha…». Ze słów, które Adam Mickiewicz napisał w czasach bardzo trudnych i bolesnych dla swojej ojczyzny, pragnę zaczerpnąć życzenie dla was: niech wasza sztuka przyczynia się do upowszechnienia prawdziwego piękna, które będzie niejako echem obecności Ducha Bożego i dzięki temu przekształci materię, otwierając umysły na rzeczywistość wieczną”.

    o. Marek Wójtowicz SJ/Deon.pl

    __________________________________________________________________________________

    Fra Angelico: Zwiastowanie

    “Zwiastowanie”, 1435-1445, tempera na desce, 194 x 194 cm, Muzeum Prado (Madryt) Autor: Guido di Pietro da Mugello “Fra Angelico”, malarz włoski, ur. ok. 1400 w Vicchio nell Mugello, zm. 1455 w Rzymie

    ***

    Patron artystów
    Fra Angelico naprawdę nazywał się Guido di Pietro da Mugello. Był dominikaninem, w zakonie przybrał imię Giovanni da Fiesole (jego klasztor znajdował się w miejscowości Fiesole). Ponieważ mówiono, że maluje pięknie jak aniołowie, przylgnął do niego przydomek “Fra Angelico” – Anielski Brat.

    Był niezwykle pobożny. Malował wyłącznie obrazy religijne, przy czym nie brał do ręki pędzla, dopóki nie odmówił modlitwy. Już w XV w. nazywano go “il Beato” – błogosławiony, ale beatyfikował go dopiero Jan Paweł II, ogłaszając go jednocześnie patronem artystów.

    W swej twórczości łączył elementy późnego gotyku (użycie złoceń) i wczesnego renesansu (perspektywa). Jego obrazy charakteryzuje głęboki, religijny nastrój i świetna kolorystyka. Tworzył m.in. w Rzymie, Florencji i Orvieto. “Zwiastowanie” namalował dla swego klasztoru w Fiesole.

    Tuż przed Poczęciem
    Tematem dzieła jest zaczerpnięta z Ewangelii wg św. Łukasza scena Zwiastowania. Archanioł Gabriel przemawia do Najświętszej Marii Panny stojąc w pełnej szacunku pozie. Artysta przedstawił jednocześnie chwilę tuż przed Poczęciem. Dwie ręce Boga Ojca wysyłają ze świetlistego kręgu w górnym lewym rogu obrazu złote promienie i gołębia, symbolizujące Ducha Świętego. Zbliżają się one do NMP. Gołąb został namalowany koło drugiej od lewej kolumny, nad głową Archanioła Gabriela, jakby na przedłużeniu jego pochylonej sylwetki.

    Pomiędzy Archaniołem a Najświętszą Marią Panną artysta namalował także jaskółkę, siedzącą na pręcie łączącym kolumny. Symbolizuje ona czystość NMP.

    Architektura nierzeczywista
    Cała scena odbywa się na ganku otoczonym kolumnami, sprawiającym nierzeczywiste wrażenie. Budowla jest zbyt niska, a kolumny zbyt cienkie by udźwignąć sklepienie. Fra Angelico chciał uniknąć naturalizmu i wiązania przedstawionej sceny z konkretnym miejscem na ziemi. Uważał, że żadne nie jest godne, by umieścić w nim tak ważną chwilę.
    Ponadto artysta postanowił oddzielić Zwiastowanie od sąsiedniej sceny, umieszczonej z lewej strony obrazu. Dlatego posłużył się nierzeczywistą architekturą.

    Grzech i odkupienie
    Z lewej strony artysta przedstawił scenę wygnania Adama i Ewy z raju. W ten sposób na jednym obrazie umieścił rezultat grzechu pierworodnego i zapowiedź odkupienia ludzkości pokutującej za ten grzech. Pokój Najświętszej Marii Panny wydaje się znajdować w tym samym rajskim ogrodzie, który opuszczają Adam i Ewa. W ten sposób artysta połączył Stary i Nowy Testament.

    Życie Matki Bożej
    Pod obrazem, w predelli, Fra Angelico umieścił pięć małych przedstawień ze scenami z życia Matki Bożej. Czyta się je, jak książkę, od lewej do prawej. Są to kolejno: Narodziny Marii, Zaślubiny ze św. Józefem, Nawiedzenie św. Anny, Pokłon Trzech Króli, Ofiarowanie w Świątyni, Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny.

    Gotyk i renesans
    “Zwiastowanie” jest dziełem renesansowym, Fra Angelico posłużył się jednak pewnymi stosowanymi w gotyku metodami. W dekoracji szat Matki Bożej i Archanioła zastosował złocenia symbolizujące świętość. Ponadto zróżnicował rozmiary przedstawionych postaci w zależności od tego jak są ważne. W średniowieczu, gdy nie znano perspektywy, była to obowiązująca zasada. W I połowie XV w. ludzie byli jeszcze przyzwyczajeni, że najważniejsze osoby muszą być największe. Dlatego NMP, gdyby namalować Ją stojącą, nie zmieściłaby się w swym pokoju. Oboje z Archaniołem Gabrielem są więksi niż Adam i Ewa, co zresztą artysta rozwiązał zgodnie z duchem renesansu, umieszczając wygnanie z raju na dalszym planie.

    wiara.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    17 lutego

    Siedmiu Świętych Założycieli
    Zakonu Serwitów Najświętszej Maryi Panny

    Święci Założyciele Zakonu Serwitów NMP

    Do grona czczonych dziś Założycieli należeli: Aleksy Falconieri, Bartłomiej Amidei, Benedykt Antella, Buonfiglio Monaldi, Gerardino Sostegni, Hugo Lippi-Uguccioni oraz Jan Buonagiunta Monetti.
    Najbardziej znanym z nich jest św. Aleksy Falconieri. Był kupcem i mieszkał we Florencji w czasach, kiedy kraj przeżywał rozdarcie i bratobójcze walki. W 1215 roku w samą Wielkanoc przy Ponte Vecchio we Florencji miała pojawić się Matka Boża cała we łzach, opłakująca to, że Jej dzieci są między sobą rozdarte nienawiścią i wojną. Dnia 15 sierpnia 1233 roku Matka Boża miała pojawić się po raz drugi, okryta żałobą, pełna boleści. Reakcją na te objawienia było to, że wraz z sześcioma rówieśnikami, również florenckimi kupcami, Aleksy porzucił zajęcia i usunął się na ubocze, gdzie żył w ubóstwie i pokucie. Założył z nimi pobożną konfraternię, która podejmowała zadośćuczynienie za życie i grzechy współziomków. Z czasem przeniosła się ona na Monte Senario, gdzie powstał skromny dom i kaplica Matki Bożej. Członkowie konfraterni rozważali Mękę Pańską i mieli żywą cześć do Matki Bożej Bolesnej. Tak powstał nowy zakon, tzw. serwitów, czyli sług Maryi. Wspólnota przyjęła regułę św. Augustyna, a część konstytucji przejęła od dominikanów.
    Jako wędrowni kaznodzieje serwici przemierzyli Italię, Francję, Niemcy i Węgry. Dotarli nawet do Polski. W 1304 r. Stolica Apostolska zatwierdziła ich Zakon. Istnieje on do dzisiaj. Największą sławą okrył zakon św. Filip Benicjusz (+ 1285), który stał się prawodawcą tej rodziny zakonnej i najbardziej przyczynił się do jej rozpowszechnienia. Innym znanym serwitą był św. Peregryn Laziosi (+ 1345), patron chorych na raka. Niebawem powstał także zakon żeński, serwitek, którego założycielką była św. Juliana Falconieri (1270-1341), bratanica Aleksego.
    Aleksy zmarł 17 lutego 1310 r., dożywszy 100 lat. Papież Benedykt XIII wszystkich siedmiu pierwszych serwitów wyniósł do chwały ołtarzy w latach 1717-1725, a papież Leon XIII zaliczył ich w poczet świętych 15 stycznia 1888 roku jako Siedmiu Świętych Założycieli Zakonu Serwitów Najświętszej Maryi Panny (nazywanych także Braćmi z Monte Senario). Ich relikwie przechowywane są w sanktuarium na Monte Senario.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    16 lutego

    Święta Juliana, dziewica i męczennica

    Zobacz także:
      •  Święty Daniel, męczennik
      •  Błogosławiony Piotr z Castelnau, mnich i męczennik
    ***
    Święta Juliana

    Juliana żyła w III w. w Nikomedii. Była jedyną chrześcijanką w rodzinie. Ojciec, zaciekły poganin, zamierzał wydać córkę za prefekta miasta, Eleuzjusza. Dziewczyna jednak stanowczo oświadczyła, że za poganina za żadną cenę nie wyjdzie. Wobec odmowy ojciec kazał przyprowadzić ją przed sąd, któremu przewodniczył. Kiedy zachęty i groźby nie odnosiły skutku – nie mogąc pojąć, jak może odrzucać zaszczytną dla siebie ofertę małżeńską – poddał ją torturom, które sam jej wymierzył, a następnie skazał na śmierć przez ścięcie mieczem w 305 r.
    Śmiertelne szczątki męczennicy z Nikomedii przeniesiono do Pozzuoli we Włoszech, w czasie najazdu Longobardów wywieziono je do Kumy pod Neapolem (ok. 567), by w roku 1207 umieścić je w jednym z kościołów Neapolu. Tak wielka troska o relikwie Świętej świadczy, jak dużą czcią cieszyła się zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie. Niebawem relikwie św. Juliany, męczennicy, rozdzielono pomiędzy wiele kościołów Włoch, Hiszpanii i Holandii.
    W ikonografii św. Juliana przedstawiana jest w długiej szacie. Jej atrybutami są: u stóp diabeł w łańcuchach, korona, księga, krzyż, lilia, miecz, palma męczeńska.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    15 lutego

    Błogosławiony Michał Sopoćko, prezbiter

    Zobacz także:
      •  Święty Klaudiusz de la Colombiere, prezbiter
      •  Święty Zygfryd, biskup
    ***
    Błogosławiony Michał Sopoćko

    Michał Sopoćko urodził się 1 listopada 1888 roku w Juszewszczyźnie (zwanej też Nowosadami) w powiecie oszmiańskim na Wileńszczyźnie w ubogiej rodzinie szlacheckiej, pielęgnującej tradycje patriotyczne. Mimo problemów materialnych rodzice zadbali o podstawowe wykształcenie dzieci. Wybór drogi życiowej i wczesne odczytanie powołania Michał zawdzięcza moralnej postawie rodziców, ich głębokiej pobożności i miłości rodzicielskiej. Rodzina wspólnie modliła się i razem regularnie dojeżdżała wozem konnym na nabożeństwa do odległego o 18 km kościoła parafialnego.
    Po ukończeniu szkoły miejskiej w Oszmianie, w 1910 r. Sopoćko rozpoczął czteroletnie studia w seminarium duchownym w Wilnie. Naukę mógł kontynuować dzięki zapomodze przyznanej mu przez rektora. Święcenia kapłańskie otrzymał 15 czerwca 1914 r. Kapłańską posługę rozpoczął jako wikariusz w parafii Taboryszki koło Wilna.
    W 1918 r. otrzymał pozwolenie na wyjazd do Warszawy, na studia na Wydziale Teologicznym UW. Jednak choroba, a później działania wojenne uniemożliwiły mu podjęcie studiów. Zgłosił się na ochotnika do duszpasterstwa wojskowego. Prowadził działalność duszpasterską w szpitalu polowym i wśród walczących na froncie żołnierzy. Starał się wykonywać swoją posługę jak najlepiej mimo kolejnych kłopotów zdrowotnych. W 1919 r. Uniwersytet Warszawski wznowił działalność i ks. Sopoćko zapisał się na sekcję teologii moralnej oraz na wykłady z prawa i filozofii, które ukończył magisterium w 1923 r.; trzy lata później uzyskał tam tytuł doktora teologii. W latach 1922-1924 studiował także w Wyższym Instytucie Pedagogicznym. W czasie studiów był nadal kapelanem wojskowym (aż do roku 1929).
    W 1924 roku powrócił do rodzimej diecezji; w 1927 roku został mianowany ojcem duchownym, a rok potem – wykładowcą w Seminarium Duchownym i na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie.
    Po 1932 r. poświęcił się głównie pracy naukowej. Podjął naukę języków: niemieckiego, angielskiego i francuskiego, których znajomość ułatwiła mu studiowanie. Habilitował się w 1934 r. na Uniwersytecie Warszawskim. Pracy dydaktyczno-naukowej oddawał się aż do II wojny światowej. Pozostawił po sobie liczne publikacje z tego okresu.
    Od 1932 r. był spowiednikiem sióstr ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Tam spotkał siostrę Faustynę Kowalską, która od maja 1933 r. została jego penitentką. Spotkanie to okazało się ważne dla obojga. Ona znalazła w nim mądrego spowiednika, który był inspiratorem powstania jej Dzienniczka Duchowego, a on za jej przyczyną stał się czcicielem Miłosierdzia Bożego i stworzył podstawy teologiczne tego kultu. W Dzienniczku siostra Faustyna zapisała obietnicę Pana Jezusa, dotyczącą jej spowiednika, ks. Michała Sopoćki, który pomagał jej przekazać prawdę o Miłosierdziu Bożym:Tyle koron będzie w koronie jego, ile dusz się zbawi przez dzieło to.
    Nie za pomyślność w pracy, ale za cierpienie nagradzam (Dzienniczek, 90).W czasie okupacji niemieckiej, aby uniknąć aresztowania, musiał ukrywać się w okolicach Wilna. Był założycielem zgromadzenia zakonnego Sióstr Jezusa Miłosiernego (1941). Od 1944 r., gdy Seminarium Duchowne w Wilnie wznowiło działalność, wykładał w nim aż do jego zamknięcia przez władze radzieckie. Ponieważ groziło mu aresztowanie, wyjechał w 1947 roku do Białegostoku, gdzie w seminarium wykładał pedagogikę, katechetykę, homiletykę, teologię pastoralną i ascetyczną. Uczył też języków łacińskiego i rosyjskiego.
    Jeszcze przed wojną zaczął prowadzić intensywną akcję trzeźwościową w ramach Społecznego Komitetu Przeciwalkoholowego. W latach 50. zorganizował szereg kursów katechetycznych dla zakonnic i osób świeckich, a także wykłady otwarte o tematyce religijnej przy parafii farnej w Białymstoku. W 1962 r. przeszedł na emeryturę, ale do końca swych dni uczestniczył aktywnie w życiu diecezji, pracował naukowo i publikował. Zmarł w domu Sióstr Misjonarek przy ul. Poleskiej 15 lutego 1975 r., w dzień wspomnienia świętego Faustyna, patrona siostry Faustyny Kowalskiej. Został pochowany na cmentarzu w Białymstoku.
    30 listopada 1988 r. dokonano ekshumacji jego doczesnych szczątków w celu przeniesienia ich do Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Białymstoku. 28 września 2008 r. w tym właśnie sanktuarium miała miejsce uroczysta beatyfikacja ks. Michała.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ___________________________________________________________________________________

    Kto ma ufność w Miłosierdzie Boże, ten nie zginie

    fot. F. Czarnowski, CC BY SA 3.0, Wikimedia Commons

    ***

    Kto ma ufność w Miłosierdzie Boże, ten nie zginie

    POTRZEBA UFNOŚCI

    Istnieje legenda, że wszystkie cnoty, na czele ze sprawiedliwością, postanowiły opuścić ziemię, splamioną tylu występkami, a odejść do ojczyzny swojej, skąd przyszły – do nieba. Zebrały się wszystkie razem i ruszyły do bram niebieskich. Bramy jednak były zamknięte i odźwierny nie chciał ich do przybytku szczerości wpuścić, zapytując, dlaczego tak szybko z ziemi wracają. “Nie można już dłużej na ziemi wytrzymać – odrzekły – każda cnota jest tam poniewierana i prześladowana, a grzechy jak powódź świat zalewają”. “Wejdźcie – odrzekł odźwierny – tylko ty, ufność, wracaj na ziemię, by biedny człowiek nie popadł w rozpacz wśród tylu pokus i cierpień”. Na te słowa ufność wróciła, a z nią powróciły potem i wszystkie inne cnoty.

    W tej starej legendzie zawiera się głęboka myśl, że kto ma ufność w Miłosierdzie Boże, ten nie zginie, choćby wpadł w największe grzechy, albowiem z ufnością mogą wrócić do niego i inne cnoty. Dlatego ufność przyrównują do gołębicy Noego, która, wypuszczona z arki w czasie potopu, przyniosła mu gałązkę zieloną na znak, że wody opadły. Tak ufność zwiastuje, że Bóg jest miłosiernym Ojcem. Przyrównują ją również do latarni morskiej, która wskazuje rozbitkowi, że brzeg jest blisko, i że może do niego przy wysiłku dopłynąć. Tak ufność przyświeca ziemskiemu wędrowcowi w jego nieraz trudnej drodze życia, a błogie jej światło pociesza go, ożywia i wskazuje drogę do celu. (…) Ufność – jako spodziewanie się pomocy obiecanej – jest koniecznym warunkiem cnoty teologicznej nadziei, którą można przyrównać do kotwicy. Jak bowiem kotwica utrzymuje okręt na morzu i chroni go w czasie burzy od rozbicia się o skały ukryte, tak nadzieja w żegludze życia ludzkiego – niby kotwica o dwóch zębach – podtrzymuje w nas pragnienie [aby] posiąść w całej pełni dobro najwyższe – Boga i Jego dary, i ufa, czyli się spodziewa obiecanej w tym celu i wysłużonej przez Jezusa Chrystusa pomocy, czyli łaski potrzebnej.

    A jak konieczną jest ta łaska do zbawienia, tak konieczną rzeczą jest spodziewanie się jej, albo ufność, że Najmiłosierniejszy Zbawiciel tej łaski nie poskąpi, a udzieli jej hojnie. Przedmiotem nadziei jest sam Bóg, a przedmiotem ufności jest obietnica Boga, że udzieli nam potrzebnej pomocy. Najmiłosierniejszy Zbawiciel wielokrotnie obiecał nam swoją pomoc, gdy np. powiedział: “Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”(Mt 11,28). (…) To jest niedwuznaczna obietnica, uczyniona przez Tego, który nigdy nikogo nie zawiódł. Bóg w raju obiecał prarodzicom Mesjasza i zesłał Go wreszcie jako Syna swojego a Pana naszego Jezusa Chrystusa. Ten zaś Jezus z jednej strony powiada, że “beze Mnie nic nie możecie uczynić”(J 15,5), czyli żąda uznania naszej słabości, niemocy i nieudolności w sprawie naszego zbawienia. Z drugiej zaś strony zapewnia: “Wszystko, o co prosicie w modlitwie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie”(Mk 11,24), – wierzcie to znaczy ufajcie, jak wynika z kontekstu. Do tej ufności nawołuje Apostoł: “Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy doznali miłosierdzia i znaleźli łaskę pomocy w stosownej chwili”(Hbr 4,16).

    Czyli, że ufność jest koniecznym warunkiem Miłosierdzia Bożego. (…) Ufność przebija niebiosa i wraca stamtąd z błogosławieństwem, podczas gdy brak ufności powoduje oziębłość i przekształca się w zarozumiałość, a nawet ściąga karę.(…) Zdarzyć się może, że człowiek wśród burz tego życia straci wszystko, co stanowiło jego piękno i wartość: wiarę swą nadwyręży, porwie liny miłości, zbruka swe sumienie różnymi ciężkimi grzechami, ale jeżeli ma jeszcze kotwicę nadziei, której koniecznym warunkiem jest ufność, zaczepi się o dno Miłosierdzia Bożego i uniknie zupełnej zguby. (…) Ufność w Miłosierdzie Boże jest składową częścią żalu za grzechy, dlatego tylko ufający może się spodziewać odpuszczenia grzechów swoich w sakramencie pokuty. Toteż przygotowując się do spowiedzi (…)wzbudzajmy często akt ufności i patrząc na obraz Najmiłosierniejszego Zbawiciela, który Go nam przedstawia w momencie ustanowienia sakramentu pokuty, powtarzajmy często ten akt strzelisty, którego nauczył nas Zbawiciel: “Jezu, ufam Tobie!”.

    SKUTKI UFNOŚCI

    “A ja zaufałem Twemu miłosierdziu; niech się cieszy me serce z Twojej pomocy, chcę śpiewać Panu, który obdarzył mnie dobrem”(Ps 13,6)

    Ufność w Miłosierdzie Boże jest uznaniem wszechmocy, dobroci i litości Stwórcy. Przez takie uznanie składamy Bogu hołd najwyższy, który otwiera bramy nieba i sprowadza na duszę liczne łaski Boże. Dlatego Psalmista powiada: “łaska ogarnia ufających Panu”(Ps 32,10). Kto zaś ufa nie Bogu, lecz sobie, swemu rozumowi, bogactwom, stosunkom, ten stawia tamę Miłosierdziu Bożemu.(…) Ufność daje męstwo i siłę do wytrwania w najtrudniejszych okolicznościach życia. Dlatego św. Jan Chryzostom nazywa ufność hełmem, który zasłania duszę przed pociskami nieprzyjaciół. Dowodem tego jest Dawid, który bez broni wystąpił przeciwko uzbrojonemu Goliatowi i w imię Boga Najwyższego zwyciężył.

    Ufność w Miłosierdzie Boże chroni nas przed atakami piekła. Wszystkie pokusy najłatwiej zwyciężamy przez krótki akt strzelisty, skierowany do Najmiłosierniejszego Chrystusa: “Jezu, ufam Tobie!”(…). Ufność usuwa smutek i przygnębienie, a wlewa do duszy nadprzyrodzoną pociechę i radość. (…) Radość jest jedną z największych potrzeb życia. Czym światło dla rośliny, powietrze dla zwierząt, a woda dla ryby, tym jest radość dla człowieka. (…) Otóż ufność w Miłosierdzie Boże jest źródłem takiej radości, albowiem podnosi duszę znękaną, a krzyż życia czyni lżejszym i milszym. Dlatego św. Paweł raduje się wśród trudów apostolskich: “Raduję się w cierpieniach za was”(Kol 1,24). (…) Ufność czyni cuda, bo ma na usługi wszechmoc Boga i nieskończone Jego Miłosierdzie. (…) Mojżesz z ufnością uderza laską o skałę, a ze skały wytryska potok. Piotr i Jan z ufnością mówią do spotkanego kaleki: wstań i chodź, a ten natychmiast odzyskuje władzę w nogach (por. Dz 3,7). Gdy więc mamy do spełnienia coś wielkiego i trudnego, zwracajmy się z ufnością do Miłosierdzia Bożego, jak owa niewiasta chora, która się dotknęła szat Jezusa i poczuła się zdrową.

    Ufność w Miłosierdzie Serca Jezusowego daje pokój wewnętrzny, jak to mówi Psalmista: “Gdy się położę zasypiam spokojnie, bo tylko Ty, Panie, pozwalasz mi mieszkać bezpiecznie”(Ps 4,9). Jak dziecię spokojnie zasypia na ręku matki, nie obawiając się niczego, tak dusza ufająca Miłosierdziu Bożemu pozostaje zawsze zrównoważona, niczego się nie obawia, przed niczym się nie trwoży, bo wie, iż prędzej matka zapomni o dziecięciu swoim, niż Bóg o tych, którzy Mu zaufali. Dlatego Chrystus Pan ukazując się Apostołom po Zmartwychwstaniu pozdrawiał ich słowami: “Pokój wam”, albowiem Mu bardzo ufali. Znany obraz Miłosierdzia Bożego przedstawia nam Jezusa w tym właśnie momencie ukazania się Apostołom w Wieczerniku w dniu Zmartwychwstania wieczorem, a kto będzie czcić ten obraz i ufać Zbawicielowi, dozna niezamąconego pokoju. Ufność wreszcie zapewnia świetną nagrodę po śmierci, jak tego dowodzą liczne przykłady Świętych Pańskich.

    Oto św. Szczepan ufa Chrystusowi w dysputach z faryzeuszami, a gdy ci zaczęli na niego rzucać kamienie, on woła padając na ziemię: “Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego stojącego po prawicy Boga”(Dz 7,56), – i dla tej ufności nie lęka się pocisków. (…) Przypominajmy często umierającym ufność w Miłosierdzie Boże, co uchroni ich od trwogi i rozpaczy, a sprowadzi na ich łoże śmiertelne Anioła pokoju. Wobec tak błogich skutków ufności, każdy z nas winien ją w sobie często wzbudzać, szczególnie w czasie pokusy, w niepowodzeniach i nieszczęściach, w samotności i opuszczeniu przez ludzi, w cierpieniach i chorobach, a nawet i wówczas, gdy się nam będzie wydawać, że nawet Bóg nas opuścił. Tym bardziej wówczas garnijmy się do Najmiłosierniejszego Serca Zbawiciela, gdy nam odmawia swych pociech i nie wysłuchuje próśb naszych, gdy przygniata nas ciężkim krzyżem doświadczeń, jakich doznawali wszyscy święci. (…)

    W JAKI SPOSÓB UTWIERDZIĆ SIĘ W STAŁEJ UFNOŚCI BOGU?

    Pan Jezus w najrzewniejszych słowach i obrazach wzywa człowieka, by szedł za Nim drogą dziecięcej ufności i prostoty. “Ja jestem dobrym pasterzem”(J 10,11) – mówi, a ten jeden tytuł winien wzbudzać w sercu każdego chrześcijanina bezgraniczne zaufanie. W stosunku do Ojca Zbawiciel podaje siebie za Baranka, złożonego na całopalenie za grzechy całego świata, a w stosunku do nas jest to Pasterz dobry: On zna i miłuje swe owce, karmi je swą nauka i łaską, a nawet oddaje Ciało i Krew swoją na pokarm. (…) Dlaczego Bóg tak zaleca ufność? Dlatego, że ona jest hołdem złożonym Miłosierdziu Bożemu. Ufność to odpoczynek naszego umysłu, pogrążonego w stałej myśli o obecności Wszechmocnego i Miłosiernego Boga, pojmowanego raczej jako Ojca i Zbawiciela niż jako Pana.

    Ufność to zachęta i otucha zawsze dająca się pogodzić ze wszystkimi klęskami i próbami życia. Jakkolwiek głęboka w sercu byłaby boleść, jest jeszcze coś głębszego w nas samych: To Bóg obecny w duszy z całą swą potęgą, dobrocią i miłosierdziem. A ta zachęta w duszy chrześcijańskiej rośnie w miarę, jak się wzmagają cierpienia. Im bardziej dusza czuje się przytłoczoną i niemocną, tym więcej pojmuje, że ma liczyć tylko na pomoc Boga. (…) W jaki sposób utwierdzić się w stałej ufności Bogu? Trzeba przede wszystkim chcieć służyć Bogu, a chcieć szczerze, żyjąc prawdziwie po chrześcijańsku. Dusza nasza ma jedną słabą stronę, a jest nią główna namiętność. Bóg wymaga od nas tej jednej ofiary, a której od dawna Mu odmawiamy, albo przynajmniej złożenie jej odkładamy. Wobec ostatecznych naszych przeznaczeń, musimy w gorącej modlitwie Bogu przyrzec, że chcemy ofiarować Mu wszystko, czego od nas wymaga dla uświęcenia naszego.

    Taka stanowcza wola wytworzy w duszy pokój i ufność. Wszelkie wahanie przytłumia ufność, dlatego trzeba raz stanowczo się zdecydować. Po co te płonne wysiłki, by pogodzić wymagania Ewangelii z żądaniami świata? To się nigdy nie uda, bo kto się przywiązuje do świata, ogłasza się przeciwnikiem Jezusa. Cóż zyskamy stawiając opór łasce? Niepokój. Bóg jest naszą ostoją i naszym Wodzem w bojach naszych. On potrafi zawsze obrócić wszystko na dobro: nasze pokusy, przykrości, boleści, choroby, oschłości itp. tak, że nie ma dnia, godziny, chwili, w której nie moglibyśmy mówić z Prorokiem: “Oto Bóg jest zbawieniem moim! Będę miał ufność i nie ulęknę się, bo mocą moją i pieśnią moją jest Pan. On stał się dla mnie zbawieniem!”(Iz 12,2). (…) Ufność to klucz do Miłosierdzia Bożego, to naczynie, jakim czerpiemy ze skarbca litości Bożej.. “Jezu, ufam Tobie!”. (…) Jeszcze są dwie rady, jakie podaje Pismo św. dla utwierdzenia się w ufności – “Miej ufność w Panu i postępuj dobrze”(Ps 37,3), mówi Psalmista, byśmy nie roztrząsali, czy Bóg jest z nas zadowolony, ale raczej przypuszczali, że tak jest. Weźmy to za punkt wyjścia i czyńmy dobrze, pokładając w Bogu całą ufność.

    Drugą radę podaje Apostoł: “Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się!(…) Pan jest blisko”(Flp 4,4). Radość ma być tak silna i serdeczna, by nic nie mogło jej nadwyrężyć i zmienić. Niech to uczucie będzie nieodmienne, jak jego pobudka – Bóg. Wszystko niech się zmienia, prócz naszego względem Boga usposobienia.. (…) Bóg nam towarzyszy wszędzie, uśmierza burze, dodaje odwagi, leczy ułomności. Ręka Jego jest zawsze blisko nas, możemy ją chwycić ufną modlitwą. Nie traćmy odwagi, gdy wbrew naszym oczekiwaniom dotkną nas cierpienia, które wyleczą nas z wad ukrytych, jakie może przyniosłyby nam zgubę. Jak garncarz trzyma w piecu glinę, dopóki się nie stanie dobrą, tak Bóg każe nam pozostawać w piecu doświadczeń, dopóki nie wyćwiczymy się w cnocie. (…) Wreszcie ufność ma być połączona z tęsknotą, czyli pragnienie oglądania obietnic Bożych. (…) Tęsknota za Bogiem ma zagrzewać nas do ustawicznej pracy i zupełnego ofiarowania się Jemu. (…) Nie możemy dosyć ufać Bogu, ale nie wolno nam kusić Go, gdyż ufność prawdziwa nie jest ani zarozumiałością, ani bezwładnością.

    “Za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremna; przeciwnie, pracowałem więcej od nich wszystkich”(1Kor 15,10), mówi św. Paweł, czyli że jest dział dla łaski i dział dla naszej działalności. Nie jesteśmy zdolni do wszystkiego, więc i nie wymagajmy od siebie wszystkiego. Możemy mało, toteż i Bóg od nas nie żąda dużo, ale domaga się, byśmy z Jego łaską współpracowali. Jeżeli chcemy, chciejmy szczerze i czyńmy, co możemy, a modlitwa dopełni czynu, jak łaską dopełni naturę.

    Bł. ks. Michał Sopoćko

    __________________________________________________________________________

    Nigdy się nie skarżył

    Ks. Michał Sopoćko był kapłanem rozmodlonym, ale mocno stąpającym po ziemi

     Archiwum Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego/faustyna.pl

    ***

    Ks. Michał Sopoćko był kapłanem rozmodlonym, ale mocno stąpającym po ziemi

    O nabożeństwie do Miłosierdzia Bożego, wielkiej pokorze i cierpieniu ks. Michała Sopoćki opowiada s. Bogdana Łasocha, misjonarka Świętej Rodziny.

    O. Sebastian Wiśniewski, oblat Maryi Niepokalanej: Towarzyszyła Siostra bł. Michałowi Sopoćce, spowiednikowi św. Siostry Faustyny, w jego ostatnim roku życia. Jak Siostra wspomina ks. Sopoćkę?

    S. Bogdana Łasocha: W 1974 r. zostałam skierowana przez matkę generalną do domu zakonnego przy ul. Poleskiej w Białymstoku. Miałam opiekować się ks. Michałem Sopoćką, który był wtedy kapelanem naszej kaplicy i mieszkał w naszym domu. Miał już 86 lat i był bardzo schorowany. Warunki były u nas bardzo skromne. Przełożona oddała swój pokój księdzu kapelanowi i mieszkała razem ze mną w pokoju obok. Miała ze mną jedno wielkie utrapienie, bo ciągle ćwiczyłam grę na pianinie. Ksiądz Sopoćko też na pewno mnie słyszał, bo mieszkał za ścianą. Musiałam w tym czasie ćwiczyć i zdawać kolejne egzaminy w Warszawie, a poza tym miałam opiekować się ks. Sopoćką.

    Czy ks. Sopoćko dał się Siostrze poznać jako szczególny czciciel Miłosierdzia Bożego?

    Przypominam sobie, że zawsze podczas kazań ks. Sopoćko nawiązywał do Miłosierdzia Bożego. Pamiętam, że w niedzielę po Wielkanocy – która według Dzienniczka św. Siostry Faustyny miała być Niedzielą Miłosierdzia, a kult Bożego Miłosierdzia był ciągle wstrzymywany – ks. Sopoćko, mówiąc o Miłosierdziu Bożym podczas Mszy św. rozpłakał się. Nie dokończył tego kazania… Pamiętam też, że kiedy, jako uczennica Studium Muzycznego, wyjeżdżałam na zajęcia czy egzaminy, prosiłam go o modlitwę. Błogosławił mnie i mówił, żebym się modliła do Miłosierdzia Bożego, a kiedy wracałam, to zawsze pytał mnie, jak było, jak mi poszło…

    W 1959 r. kult Miłosierdzia Bożego został wstrzymany przez Stolicę Apostolską. To musiało być wyjątkowo trudne dla ks. Sopoćki…

    Prymas Stefan Wyszyński wrócił z Rzymu i chciał przekazać decyzję Kongregacji Świętego Oficjum ks. Sopoćce, który przyjął ją bardzo spokojnie. Później jednemu z zaprzyjaźnionych księży opowiedział: „Upokorzyłem się przed księdzem prymasem i powiedziałem: «Księże prymasie, proszę mi zadać pokutę za tyle zamieszania przeze mnie»”. Był bardzo pokorny… Kiedy rozmowa się kończyła, to prymas dodał mu otuchy i powiedział: „Życzę zwycięstwa, jeśli to będzie wolą Bożą, żeby wypłynęło to nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego”. Gdy wrócił od prymasa, to szybko pozbierał wszystkie obrazki z modlitwą do Miłosierdzia Bożego z kaplicy, przyniósł je do pokoju i powiedział: „Jest to dla mnie ból, ale jestem posłuszny Kościołowi”, a następnie włożył je do biurka.

    Wiemy, że stanowisko Rzymu w tej sprawie zmieniło się dopiero 3 lata po śmierci ks. Sopoćki. On jednak – chociaż sam był przekonany co do teologicznych podstaw kultu – przyjął ostrożność Stolicy Apostolskiej, jak Siostra wspomniała, ze spokojem. Czy wobec tego można powiedzieć, że ks. Sopoćko bardzo dużo od siebie wymagał? Czy był bardzo zasadniczy?

    To był naprawdę konkretny człowiek, wykształcony, jako jedyny w Białymstoku miał habilitację. W seminarium wykładał homiletykę i katechetykę. Był człowiekiem mocno stąpającym po ziemi. Poza tym to był bardzo rozmodlony kapłan. U niego było: „Tak, tak; nie, nie”. Nie było w ogóle niepotrzebnych słów. Kiedy go poznałam, był już bardzo zbolały i wychudzony. Myślę, że bolało go wszystko, przyjmował dużo lekarstw, ale nigdy się nie skarżył. Nigdy nie słyszałam, żeby się nad sobą użalał, heroicznie znosił cierpienie. Był bardzo umartwiony, taki człowiek dawnej ascezy. Ograniczał swoje potrzeby do minimum. Gdy kupiłyśmy mu buty, to on je komuś oddał, a sam chodził w starych kamaszach. W tych butach został też pochowany. Żył bardzo ubogo. Jeśli miał jakieś oszczędności, to oddawał je na założone przez siebie Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego. Siostry budowały wtedy dom generalny i on wszystko im oddawał. W swoim pokoju nie miał nawet nic do jedzenia. Wystarczały mu posiłki, które dostawał od sióstr. Czasami proponowałam mu herbatę, bo przyjmował tyle lekarstw, ale on za wszystko dziękował. Nie chciał niczego więcej. To był naprawdę zapracowany człowiek. Codziennie wstawał o czwartej rano. Przed Mszą św. spowiadał, a po niej zostawał jeszcze długo na dziękczynieniu. Po śniadaniu pisał na maszynie i dużo czytał, a miał już 86 lat.

    Siostra towarzyszyła ks. Sopoćce również w ostatnich jego godzinach…

    Tak. Pamiętam, że 11 lutego 1975 r. ks. Sopoćko, idąc na Mszę św., zasłabł. Zaprowadzono go do pokoju, a siostry wezwały lekarza, który powiedział, że to już jest początek agonii. Powiadomiłyśmy Kurię Diecezjalną i wtedy przyszło dwóch księży, którzy udzielili ks. Sopoćce sakramentu namaszczenia. Ksiądz Sopoćko bardzo cierpiał. Czuwałyśmy przy nim przez 3 czy 4 dni i noce. W pokoju u księdza była na szafie walizka. Ksiądz Sopoćko spojrzał na mnie i po chwili na tę walizkę. Zapytałam, czy ją podać. Odpowiedział, że tak, więc chwyciłam tę walizkę i ją otworzyłam, a tam była alba i fioletowy ornat. Przygotował sobie wcześniej na pogrzeb… W ostatnich dniach życia ks. Sopoćko wyraźnie przeżywał walkę duchową. On – zazwyczaj delikatny, spokojny, bardzo taktowny – sprawiał wrażenie, jakby walczył z jakimś niewidzialnym wrogiem. Jeden z kapłanów udzielił mu absolucji i odprawił Mszę św. o szczęśliwą śmierć, a my klęczałyśmy przy ks. Sopoćce i odmawiałyśmy chwalebną część Różańca. Gdy skończyłyśmy ostatnią tajemnicę – była to godz. 19.55 – ks. Sopoćko oddał ducha Panu. Był to dzień 15 lutego 1975 r.

    S. Bogdana Łasocha
    należy do Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Świętej Rodziny. Opiekowała się schorowanym bł. ks. Michałem Sopoćką do jego śmierci w 1975 r. Obecnie mieszka w klasztorze przy sanktuarium bł. Bolesławy Lament w Białymstoku.

    Świadectwo Rafała Dudzińskiego – męża i ojca czworga dzieci, członka Wspólnoty Bożego Ojcostwa, wojownika Maryi:
    Rok 2001 był przełomowy w moim życiu duchowym. Otrzymałem łaskę „nawrócenia”, wszystko nabrało nowego sensu i znaczenia. Pamiętam jak dziś rozmowę z siostrą zakonną, której tłumaczyłem, że księża powinni „to i tamto” zmienić w swoim życiu. Była to bardzo mądra osoba, która nie tłumaczyła mi wiele, tylko powiedziała: „Rafał, to nie ten kierunek, ty potrzebujesz rekolekcji, czyli spotkania z Bogiem Miłosiernym”. Zaproponowała mi rekolekcje u salwatorianów w Krakowie. Zanim jednak na nie dotarłem, zawitałem do Łagiewnik, ponieważ jako pokutę podczas spowiedzi dostałem do odmówienia Koronkę do Miłosierdzia Bożego. To miejsce, ta modlitwa, tak prosta i tak głęboka, poruszyły moje serce. Pamiętam do dziś prośbę, a raczej modlitwę, którą wówczas napisałem: „Dziękuję za wszystko i proszę o wszystko”. W dzieciństwie nie miałem kochającej się rodziny, ale podziękowałem za wszystko, jakby to, co złe, nie mogło przysłonić dobra, którego tak wiele doświadczyłem w moim życiu. Było to dla mnie jak nowe życie, wróciłem inny. Nie osądzałem księży, wybaczyłem rodzicom, odnowiłem relacje ze znajomymi, miałem inne serce, zagościło w nim miłosierdzie. W czasie rekolekcji wyspowiadałem się ze wszystkiego, dosłownie ze wszystkiego. W sercu miałem przekonanie, że Bóg o tym wszystkim wiedział, o całym moim życiu po ciemnej stronie i jednocześnie poczułem Jego ogromną miłość, która jest większa niż mój grzech. Zrozumiałem, że skoro jestem kochany, to też chcę się nauczyć kochać. Od tamtego momentu minęło 20 lat, w moim życiu wiele się zmieniło. Mam szczęśliwą rodzinę, czworo dzieci, mamy dom, który wyremontowaliśmy, byłem na Światowych Letnich Igrzyskach Olimpiad Specjalnych w Los Angeles jako trener Reprezentacji Polski w Bowlingu, ponieważ na co dzień pracuję z dziećmi i młodzieżą z niepełnosprawnością intelektualną. A to, co najważniejsze, mam do dziś – doświadczenie bezwarunkowej miłości Boga Ojca i wolne serce. Serce bez uzależnień, które zabijały we mnie radość życia i poczucie mojej wartości.

    rozmawiał: o. Sebastian Wiśniewski OMI/Tygodnik Niedziela

    ______________________________________________________________________________________

    Błogosławiony ks. Sopoćko - spowiednik Św. Faustyny Kowalskiej

    fot. via Wikipedia, CC 0

    ***

    Błogosławiony ks. Sopoćko –

    spowiednik Św. Faustyny Kowalskiej

    Na potwierdzenie tego zdania można przywołać zdarzenie opisane w Dzienniczku, kiedy to pewna starsza zakonnica zwierzyła się siostrze Faustynie, że od paru lat cierpi wewnętrznie, ponieważ zdaje się jej, że wszystkie spowiedzi źle odprawiła, i ma wątpliwości, czy Pan Jezus jej przebaczył. Nie wierzyła też spowiednikowi, który był pewien ważności sakramentu pojednania.

    „Płacząc gorzko, nie chciała mnie puścić – relacjonuje apostołka miłosierdzia – i mówi mi:

    »Ja wiem, że Pan Jezus do siostry mówi«.

    A nie mogąc się od niej wyrwać, bo mnie chwyciła za ręce, więc przyrzekłam jej, że się za nią pomodlę. Wieczorem w czasie benedykcji usłyszałam w duszy te słowa:

    »Powiedz jej, że więcej rani moje serce jej niedowierzanie, aniżeli grzechy, które popełniła«

    Kiedy jej o tym powiedziałam, rozpłakała się jak dziecko i radość wielka wstąpiła w jej duszę. Zrozumiałam, że Bóg pragnął tę duszę pocieszyć przeze mnie, a więc chociaż mnie to wiele kosztowało, spełniłam życzenie Boże” (Dz. 628).

    UFNOŚĆ POMIMO GRZECHU

    Ksiądz Sopoćko przestrzegał, ażeby widzenie własnych braków i słabości nie zniechęcało nikogo do ufności. Wręcz przeciwnie: świadomość popełnianych grzechów powinna mobilizować do opierania się na Jezusie w ich usuwaniu, a więc do oddania ich w „trybunale miłosierdzia”, jakim jest konfesjonał.

    Osobom, które przygniecione są ciężarem popełnionych grzechów, trudno jest nieraz zaufać. A tymczasem – jak powtarzał wielokrotnie Pan Jezus św. Faustynie – te dusze mają szczególny dostęp do Jego serca.

    W Dzienniczku znajdziemy przejmującą rozmowę miłosiernego Boga z duszą w rozpaczy:

    „– Dusza […]: Czy to możliwe, żeby jeszcze dla mnie było miłosierdzie? – pyta pełna trwogi.

    – Jezus: Właśnie ty, dziecię moje, masz wyłączne prawo do mojego miłosierdzia. Pozwól mojemu miłosierdziu działać w tobie, w twej biednej duszy; pozwól, niech wejdą do duszy promienie łaski, one wprowadzą światło, ciepło i życie. […]

    – Dusza: O Panie, ratuj mnie sam, bo ginę, bądź mi Zbawicielem. O Panie, resztę wypowiedzieć nie jestem zdolna, rozdarte jest moje biedne serce, ale Ty, Panie…

    – Jezus nie pozwolił dokończyć tych słów duszy, ale podnosi ją z ziemi, z otchłani nędzy, i w jednym momencie wprowadza ją do mieszkania własnego Serca, a wszystkie grzechy znikły w okamgnieniu, miłości żar zniszczył je.

    – Jezus: Masz, duszo, wszystkie skarby mojego serca, bierz z niego, cokolwiek ci potrzeba. […] Nie zagłębiaj się w nędzy swojej, jesteś za słaba, abyś mówiła; lepiej patrz w moje serce pełne dobroci i przejmij się moimi uczuciami, i staraj się o cichość i pokorę. Bądź miłosierna dla innych, jako Ja jestem dla ciebie, a kiedy poczujesz, że słabną twe siły, przychodź do źródła miłosierdzia i krzep duszę swoją, a nie ustaniesz w drodze” (Dz. 1486).

    Niezależnie od tego, na jakim etapie drogi życia jesteśmy, troszczmy się o wzrost zażyłości z Panem Bogiem, szczególnie w sakramencie pojednania i Eucharystii. A kiedy przyjdą na nas ciężkie dni i niecodzienne wyzwania, nie zapominajmy o radzie bł. ks. Michała Sopoćki:

    „Gdy tedy mamy do spełnienia coś wielkiego i trudnego, zwracajmy się z ufnością do miłosierdzia Bożego, jak owa niewiasta chora, która się dotknęła szat Jezusa i poczuła się zdrowa (por. Mk 5,25-34)”.

    źródła: ks. Michał Sopoćko, Jezus Król Miłosierdzia. Artykuły z lat 1936-1975, Warszawa 2005; tenże: Dar Miłosierdzia. Listy z Czarnego Boru, Częstochowa 2008.

    ______________________________________________________________________________________________________________

    14 lutego

    Święci Cyryl, mnich, i Metody, biskup
    patroni Europy

    Zobacz także:
      •  Święty Walenty, biskup i męczennik
    ***
    Święci Cyryl i Metody

    Cyryl urodził się w Tesalonikach w 826 r. jako siódme dziecko w rodzinie Leona, który był wyższym oficerem miejscowego garnizonu. Jego właściwe imię to Konstanty, imię Cyryl przyjął pod koniec życia, wstępując do zakonu. Po studiach w Konstantynopolu został bibliotekarzem przy kościele Hagia Sophia. Później usunął się na ubocze. Z czasem podjął w szkole cesarskiej wykłady z filozofii. Wkrótce potem, w 855 r. udał się na górę Olimp do klasztoru w Bitynii, gdzie przebywał już jego starszy brat – św. Metody.
    Na żądanie cesarza Michała III obaj wyruszyli do kraju Chazarów na Krym, aby rozwiązać spory religijne między chrześcijanami, Żydami i Saracenami. Cyryl przygotował się do tej misji bardzo starannie – nauczył się języka hebrajskiego (by dyskutować z Żydami) i syryjskiego (by prowadzić dialog z Arabami, przybyłymi z okolic Syrii). Po udanej misji został wysłany z bratem przez patriarchę św. Ignacego, aby nieść chrześcijaństwo Bułgarom. Pośród nich pracowali pięć lat. Następnie, na prośbę księcia Rościsława udali się z podobną misją na Morawy, gdzie wprowadzili do liturgii język słowiański pisany alfabetem greckim (głagolicę). Potem jeden z uczniów św. Metodego wprowadził do tego pisma majuskuły (duże litery) alfabetu greckiego. Pismo to nazwano cyrylicą. Cyryl przetłumaczył Pismo Święte na język starocerkiewno-słowiański. Inkulturacja chrześcijaństwa stała się przyczyną ich cierpień, a nawet prześladowań.
    Z Panonii (Węgier) bracia udali się do Wenecji, by tam dla swoich uczniów uzyskać święcenia kapłańskie. Jednak duchowieństwo tamtejsze przyjęło ich wrogo. Daremnie Cyryl przekonywał swoich przeciwników, że język nie powinien odgrywać warunku istotnego dla przyjęcia chrześcijaństwa. Bracia zostali oskarżeni w Rzymie przed papieżem św. Mikołajem I niemal o herezję. Posłuszni wezwaniu namiestnika Chrystusowego na ziemi, udali się do Rzymu. W tym jednak czasie zmarł papież św. Mikołaj I (+ 867), a po nim został wybrany Hadrian II. Ku radości misjonarzy nowy papież przyjął ich bardzo serdecznie, kazał wyświęcić ich uczniów na kapłanów, a ich słowiańskie księgi liturgiczne kazał uroczyście złożyć na ołtarzu w kościele Matki Bożej, zwanym Fatne.
    Wkrótce potem Cyryl wstąpił do jednego z greckich klasztorów, gdzie zmarł na rękach swego brata 14 lutego 869 r. Papież Hadrian (Adrian) urządził Cyrylowi uroczysty pogrzeb.
    Metody (jego imię chrzcielne – Michał) urodził się między 815 a 820 r. Ponieważ posiadał uzdolnienia wybitnie prawnicze, wstąpił na drogę kariery urzędniczej. W młodym wieku został archontem – zarządcą cesarskim w jednej ze słowiańskich prowincji. Zrezygnował z urzędu, wstępując do klasztoru w Bitynii, gdzie został przełożonym. Tam też przyjął imię Metody. Około 855 roku dołączył do niego jego młodszy brat, św. Cyryl. Odtąd bracia dzielą razem swój los w ziemi Chazarów, Bułgarów i na Morawach.
    Po śmierci Cyryla (w 869 r.) Hadrian II konsekrował Metodego na arcybiskupa Moraw i Panonii (Węgier) oraz dał mu uprawnienia legata. Jako biskup, Metody kontynuował rozpoczęte dzieło. Z powodu wprowadzenia obrządku słowiańskiego, mimo aprobaty Rzymu, był atakowany przez arcybiskupa Salzburga, który podczas synodu w Ratyzbonie uwięził go w jednym z bawarskich klasztorów. Spędził tam dwa lata (870-872). Interwencja papieża Jana VII przyniosła Metodemu utraconą wolność.
    Nękany przez kler niemiecki, Metody udał się ponownie do Rzymu. Papież Jan VIII przyjął go bardzo życzliwie i potwierdził wszystkie nadane mu przywileje. Aby jednak uspokoić kler niemiecki, dał Metodemu za sufragana biskupa Wickinga, który miał urzędować w Nitrze. W tym czasie doszło do pojednania Rzymu z Konstantynopolem. Metody udał się więc do patriarchy Focjusza, by mu zdać sprawę ze swojej działalności (881 lub 882). Został przyjęty uroczyście przez cesarza. Kiedy powracał, przyprowadził ze sobą liczny zastęp kapłanów. Powróciwszy na Morawy, umarł w Welehradzie 6 kwietnia 885 r.W roku 907 rozpadło się państwo wielkomorawskie, a z jego rozpadem został usunięty obrządek słowiański na rzecz łacińskiego. Mimo tego dzieło św. Cyryla i św. Metodego nie upadło. Ich językiem w liturgii nadal posługuje się kilkadziesiąt milionów prawosławnych i kilka milionów grekokatolików. Obaj święci (nazywani Braćmi Sołuńskimi – od Sołunia, czyli obecnych Salonik w Grecji) są uważani za apostołów Słowian. W roku 1980 papież św. Jan Paweł II ogłosił ich – obok św. Benedykta – współpatronami Europy, tym samym podnosząc dotychczas obowiązujące wspomnienie do rangi święta.

    W ikonografii Bracia Sołuńscy przedstawiani są w stroju pontyfikalnym jako biskupi greccy lub łacińscy. Czasami trzymają w rękach model kościoła. Św. Cyryl ukazywany jest w todze profesora, w ręce ma księgę pisaną cyrylicą. Ich atrybutami są: krzyż, księga i kielich, rozwinięty zwój z alfabetem słowiańskim.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ________________________________________________________________________________-

    Święci Cyryl i Metody

    Katecheza Benedykta XVI podczas audiencji generalnej 17.06.2009

    Drodzy bracia i siostry!

    Dziś będziemy mówić o świętych Cyrylu i Metodym, braciach, których łączyły więzy krwi oraz wiary, zwanych Apostołami Słowian. Cyryl urodził się w Salonikach w 826 lub 827 r. jako syn Leona, wysokiego urzędnika cesarskiego. Był najmłodszym z siedmiorga rodzeństwa. Jako dziecko nauczył się języka słowiańskiego. W 14. roku życia został wysłany do Konstantynopola, by się kształcić, i został towarzyszem młodego cesarza Michała III. W tych latach poznał różne dyscypliny uniwersyteckie, pośród których dialektykę, pod kierunkiem Focjusza. Odrzucił świetną propozycję małżeństwa, po czym postanowił przyjąć święcenia kapłańskie i został «bibliotekarzem» przy Patriarchacie. Wkrótce potem, spragniony samotności, ukrył się w jednym z klasztorów, ale szybko go odnaleziono i powierzono mu nauczanie dyscyplin kościelnych i świeckich. Pełnił tę funkcję tak dobrze, że nazwano go «Filozofem». W międzyczasie jego brat Michał (urodzony ok. 815 r.), który był urzędnikiem w Macedonii, ok. 850 r. zrezygnował z życia w świecie i dołączył do wspólnoty mnichów na górze Olimp w Bitynii, gdzie otrzymał imię Metody (imię zakonne musiało zaczynać się od tej samej litery, co imię otrzymane na chrzcie) i został przełożonym klasztoru Polychron.

    Zachęcony przykładem brata, również Cyryl postanowił zrezygnować z nauczania i udać się na górę Olimp, by poświęcić się medytacji i modlitwie. Jednakże kilka lat później (ok. 861 r.) rząd cesarski zlecił mu misję nad Morzem Azowskim wśród Chazarów, którzy prosili o przysłanie człowieka wykształconego, potrafiącego prowadzić dyskusje z Żydami i Saracenami. Cyryl, któremu towarzyszył jego brat Metody, zatrzymał się na Krymie na długo i nauczył się hebrajskiego. Szukał również ciała papieża Klemensa i, który przebywał tam na wygnaniu. Odnalazł jego grób i kiedy razem z bratem wyruszył w drogę powrotną, zabrał ze sobą cenne relikwie. Po przybyciu do Konstantynopola dwaj bracia zostali wysłani na Morawy przez cesarza Michała III, do którego książę morawski Rościsław zwrócił się z wyraźną prośbą: «Odkąd nasz lud — powiedział — odrzucił pogaństwo, przestrzega prawa chrześcijańskiego; ale nie mamy nauczyciela, który potrafiłby wyjaśnić prawdziwą wiarę w naszym języku». Misja w krótkim czasie odniosła niezwykły sukces. Przekład liturgii na język słowiański wzbudził w ludzie wielką sympatię do obu braci.

    To jednak zrodziło w stosunku do nich wrogość kleru frankońskiego, który przybył na Morawy wcześniej i uważał, że terytorium to należy do jego jurysdykcji kościelnej. Dwaj bracia udali się w 867 r. do Rzymu, by złożyć wyjaśnienia. Po drodze zatrzymali się w Wenecji, gdzie odbyła się bardzo żywa debata ze zwolennikami tak zwanej «herezji trójjęzycznej», którzy utrzymywali, że tylko w trzech językach można godziwie wielbić Boga: po hebrajsku, grecku i łacinie. Oczywiście dwaj bracia zdecydowanie zaoponowali. W Rzymie Cyryl i Metody zostali przyjęci przez papieża Hadriana ii, który wyszedł im naprzeciw z procesją, by godnie przyjąć relikwie św. Klemensa. Papież zrozumiał również wielkie znaczenie ich nadzwyczajnej misji. Od połowy pierwszego tysiąclecia bardzo liczni Słowianie osiedlili się bowiem na terytoriach położonych na pograniczu wschodniej i zachodniej części Cesarstwa Rzymskiego, między którymi już panowało napięcie. Papież przeczuł, że ludy słowiańskie mogły odegrać rolę pomostu, przyczyniając się w ten sposób do zachowania jedności chrześcijan z obu części Cesarstwa. Bez wahania zatwierdził więc misję dwóch braci na Wielkich Morawach, akceptując i aprobując posługiwanie się językiem słowiańskim w liturgii. Księgi słowiańskie zostały złożone na ołtarzu Matki Boskiej Większej, a liturgię w języku słowiańskim sprawowano w bazylikach św. Piotra, św. Andrzeja i św. Pawła. W Rzymie, niestety, Cyryl poważnie zachorował. Czując zbliżanie się śmierci, chciał poświęcić się całkowicie Bogu jako mnich w jednym z greckich klasztorów Wiecznego Miasta (prawdopodobnie przy kościele św. Praksedy) i przyjął imię zakonne Cyryl (na chrzcie otrzymał imię Konstantyn). Później prosił gorąco swego brata Metodego, który w międzyczasie został wyświęcony na biskupa, by nie rezygnował z misji na Morawach i powrócił do tych ludów. Prosił Boga takimi słowami: «Panie, mój Boże (…), wysłuchaj moje modlitwy i zachowaj w wierze owczarnię, którą mi powierzyłeś. (…) Wyzwól ich od herezji trójjęzycznej, zgromadź wszystkich w jedno i spraw, by wybrany przez Ciebie lud pozostał zgodny w prawdziwej wierze i prawidłowo ją wyznawał». Zmarł 14 lutego 869 r.

    Wierny zobowiązaniu podjętemu wraz z bratem, Metody powrócił w 870 r. na Morawy i do Panonii (obecne Węgry), czemu znów gwałtownie sprzeciwili się frankońscy misjonarze, którzy go uwięzili. Nie zniechęcił się i gdy w 873 r. został uwolniony, włączył się aktywnie w organizowanie Kościoła, zajmując się formacją grupy uczniów. Zasługą tych uczniów było przezwyciężenie kryzysu, który wybuchł po tym, jak Metody umarł 6 kwietnia 885 r.: kilku z tych uczniów, prześladowanych i uwięzionych, sprzedano jako niewolników i przewieziono do Wenecji, gdzie wykupił ich pewien funkcjonariusz konstantynopolitański, który zezwolił na powrót do krajów Słowian bałkańskich. Zostali przyjęci w Bułgarii, gdzie mogli dalej prowadzić misję zapoczątkowaną przez Metodego, głosząc Ewangelię na «ziemiach Rusi». W swojej tajemniczej opatrzności Bóg posłużył się zatem prześladowaniem, by ocalić dzieło świętych braci. Dokumentują je również zachowane dzieła piśmiennicze. Wystarczy wymienić Ewangeliarz (perykopy liturgiczne Nowego Testamentu), Psałterz, różne teksty liturgiczne w języku słowiańskim, nad którym pracowali obydwaj bracia. Po śmierci Cyryla, Metody i jego uczniowie przetłumaczyli całe Pismo Święte, Nomokanon oraz Księgę Ojców.

    Chcąc teraz pokrótce zarysować profil duchowy dwóch braci, trzeba przede wszystkim uwydatnić pasję, z jaką Cyryl zgłębiał pisma św. Grzegorza z Nazjanzu, ucząc się od niego, jaką wartość ma język w przekazywaniu Objawienia. Św. Grzegorz powiedział, że pragnie, by Chrystus przemawiał przez niego: «Jestem sługą Słowa, dlatego oddaję się na służbę Słowa». Pragnąc naśladować Grzegorza w tej posłudze, Cyryl prosił Chrystusa, by za jego pośrednictwem przemawiał w języku Słowian. Swój przekład rozpoczyna uroczystym wezwaniem: «Słuchajcie, wszystkie ludy słowiańskie, słuchajcie Słowa pochodzącego od Boga, Słowa karmiącego dusze, Słowa prowadzącego do poznania Boga». W rzeczywistości, zanim książę morawski poprosił cesarza Michała III o przysłanie na swoje ziemie misjonarzy, wydaje się, że już kilka lat wcześniej Cyryl i jego brat Metody razem z grupą przyjaciół pracowali nad projektem zbioru dogmatów chrześcijańskich w księgach napisanych w języku słowiańskim. Wówczas pojawiła się oczywiście konieczność stworzenia nowych znaków graficznych, lepiej odpowiadających językowi mówionemu: tak powstała głagolica — alfabet, który po kolejnych zmianach został nazwany «cyrylicą» na cześć swojego twórcy. Było to przełomowe wydarzenie w rozwoju cywilizacji słowiańskiej w ogóle. Cyryl i Metody byli przekonani, że poszczególne ludy nie mogą uważać, że otrzymały w pełni Objawienie, dopóki nie usłyszą go we własnym języku i nie przeczytają jego zapisu we własnym alfabecie.

    Dzięki Metodemu dzieło podjęte razem z bratem nie zostało gwałtownie przerwane. Podczas gdy Cyryl, «Filozof», miał skłonność do kontemplacji, Metodego pociągało życie aktywne. Dzięki temu położył podwaliny późniejszego rozpowszechnienia idei, którą można by nazwać «cyrylo-metodiańską»: występowała ona w różnych okresach historii ludów słowiańskich, sprzyjając ich rozwojowi kulturalnemu, narodowemu i religijnemu. Uznał to już papież Pius XI w Liście apostolskim Quod Sanctum Cyrillum, w którym napisał, że bracia byli «Synami Wschodu, ojczyzny bizantyjskiej, z pochodzenia Grekami, z uwagi na misję rzymianami, a z uwagi na owoce apostolskie Słowianami» (AAS 19 [1927], 93-96). Historyczną rolę, jaką odegrali, oficjalnie uznał później papież Jan Paweł II, który w Liście apostolskim Egregiae virtutis viri ogłosił ich współpatronami Europy wraz ze św. Benedyktem (AAS 73 [1981], 258-262). Istotnie, Cyryl i Metody stanowią klasyczny przykład tego, co dzisiaj nazywamy «inkulturacją»: każdy naród powinien przyjąć objawione orędzie w kontekście własnej kultury i wyrazić jego zbawczą prawdę we własnym języku. Wymaga to bardzo trudnego dzieła «przekładu», ponieważ trzeba znaleźć odpowiednie pojęcia, by przekazać bogactwo objawionego Słowa, nie sprzeniewierzając się mu. Dwaj święci bracia pozostawili w tym zakresie bardzo znaczące świadectwo, na którym również dzisiaj Kościół się wzoruje, czerpiąc z niego natchnienie i wskazówki.

    Do Polaków:

    Moją myśl i słowo pozdrowienia kieruję do pielgrzymów polskich. W piątek, w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, rozpoczniemy Rok Kapłański. Jego mottem będzie: «Wierność Chrystusa, wierność kapłana». Niech Serce Jezusa, «dobroci i miłości pełne», umocni kapłanów w świętości i w wierności Bogu. Polecając wszystkich kapłanów waszej modlitwie, z serca wam błogosławię.

    BENEDYKT XVI

    L’Osservatore Romano 9/2009/Opoka.pl

    _________________________________________________________________________________

    Święci Cyryl i Metody - pionierzy inkulturacji

    fot. s. Amata J. Nowaszewska

    ***

    Święci Cyryl i Metody – pionierzy inkulturacji

    Apostołowie Słowian, pionierzy inkulturacji, Ojcowie słowiańskiej cywilizacji – pisze ks. Arkadiusz Nocoń w felietonie dla portalu www.vaticannews.va/pl i Radia Watykańskiego. 14 lutego to dzień świętych Cyryla (826 lub 828 – 869) i Metodego (ok. 820 – 885), współpatronów Europy na mocy decyzji św. Jana Pawła II. Relikwie św. Cyryla znajdują się w rzymskiej bazylice św. Klemensa oraz w cerkwi świętych Cyryla i Metodego w Salonikach. Relikwie św. Metodego zaginęły w czasie wojen husyckich.

    Święci Cyryl i Metody byli rodzonymi braćmi, synami wyższego urzędnika cesarskiego. Po ukończeniu szkół, starszy z nich – Metody, wstąpił do klasztoru. Cyryl natomiast przyjął święcenia kapłańskie, ale pełnił też obowiązki sekretarza patriarchy i wykładowcy na akademii cesarskiej, gdzie ze względu na jego erudycję nazywano go „Filozofem”. Doceniając intelektualne przygotowanie obydwu braci i ich talenty dyplomatyczne, cesarz wysyłał ich z trudnymi poselstwami. Podczas jednego z nich, na Krymie, odnaleźli relikwie św. Klemensa, papieża i męczennika, które przekazali papieżowi. Punktem zwrotnym w życiu braci była prośba Rościsława, księcia Moraw, do cesarza Michała III o przysłanie misjonarzy, którzy ludom słowiańskim, zamieszkującym to wielkie wówczas państwo w Europie Środkowej, głosiliby Ewangelię w zrozumiałym dla nich języku: – „Przyszli bowiem do nas liczni nauczyciele z Italii, Grecji i Niemiec, i uczą nas rozmaicie, ale nie mamy nikogo, kto by uczył nas zrozumiale” –– argumentowali wysłannicy księcia. Cyryl i Metody nadawali się do tej misji znakomicie, obydwaj znali bowiem język słowiański (ich matka była prawdopodobnie Słowianką).

    Przygotowując się do działalności misyjnej Bracia Sołuńscy, jak bywają czasem nazywani (od słowiańskiego Sołuń, czyli Tesalonika), stworzyli najpierw pismo dostosowane do fonetyki języka słowiańskiego (głagolicę), tłumacząc nań Ewangelie i księgi liturgiczne, kładąc tym samym podwaliny pod rozwój całej słowiańskiej cywilizacji. Ich nowatorska działalność, określana dzisiaj terminem „inkulturacji”, czyli zakorzeniania Ewangelii w różnych kulturach, z wykorzystaniem lokalnego języka, rozszerzała i umacniała wiarę chrześcijańską pośród Słowian. Niestety, pod adresem Braci wysunięto także fałszywe zarzuty, oskarżając ich o próbę oderwania Słowian od prawdziwej wiary. Dotknęły ich prześladowania: Metody przez dwa lata przebywał w więzieniu. Wezwani do Rzymu, spotkali się jednak ze zrozumieniem papieża Hadriana II, który wyraził zgodę na sprawowanie liturgii w języku słowiańskim. Cyrylowi nie dane jednak było wrócić na Morawy. W Rzymie ciężko zachorował. Umierając na rękach brata zdążył mu jeszcze powiedzieć: – „Byliśmy jedną parą w zaprzęgu, jedną bruzdę ciągnąc: ja teraz padam u zagrody, dnia swego dokonawszy, ty zaś nie porzucaj nauczania naszego, przez nie możesz lepiej osiągnąć zbawienie”.

    Z encykliki „Slavorum Apostoli” („Apostołowie Słowian”) Papieża św. Jana Pawła II: „Działalność apostolską i misjonarską świętych Cyryla i Metodego, przypadającą na drugą połowę IX wieku, można uznać za pierwszą skuteczną ewangelizację Słowian. (…) Słusznie więc święci Cyryl i Metody zostali uznani przez rodzinę ludów słowiańskich za ojców zarówno ich chrześcijaństwa, jak też ich kultury… Ich dzieło stanowi także wybitny wkład w tworzenie się wspólnych korzeni Europy. (…) Cyryl i Metody stanowią bowiem jakby ogniwo łączące, jakby duchowy pomost pomiędzy nurtem tradycji wschodniej i zachodniej, które łączą się razem w jedną wielką Tradycję Kościoła powszechnego. Są oni dla nas wzorem i patronują wysiłkowi ekumenicznemu siostrzanych Kościołów: Wschodniego i Zachodniego, w odnalezieniu poprzez dialog i modlitwę widzialnej jedności w doskonałej i całkowitej wspólnocie” (nn. 23, 25, 27, fragm.)

    W uznaniu roli jaką w historii naszego kontynentu odegrali Cyryl i Metody, „synowie Wschodu, z urodzenia Bizantyjczycy, z pochodzenia Grecy, z misji Rzymianie, z owoców apostolskich Słowianie” (Pius XI), Papież Jan Paweł II ogłosił ich, 31 grudnia 1980 roku, współpatronami Europy.

    Urodzony na Morawach, wybitny znawca kultury i religii chrześcijańskiego Wschodu, kard. Tomáš Špidlík, powiedział w jednym z wywiadów: „Podobnie jak kiedyś, w pierwszych wiekach, mieliśmy szkołę aleksandryjską, antiocheńską, tak i dzisiaj mamy duchowość niemiecką, francuską, włoską, ale nie mamy syntezy duchowości europejskiej. Ta właśnie duchowość, którą Europa powinna przekazać nowym ludom, musi czerpać ze wszystkich tradycji europejskich, w tym również z tradycji wschodniej, która jest bardzo ważna. Wiemy już, co dali Kościołowi Żydzi; wiemy, co dali Grecy (dogmaty), Rzymianie (prawo), Niemcy (reforma), nie widzimy jednak tego, co dali Słowianie – może nadszedł ku temu czas? (…) Chodzi bowiem o to, aby wypracować syntezę chrześcijaństwa europejskiego… Prowadziłem kiedyś kurs duchowości w Kinszasie i kiedy mówiłem o duchowości wschodniej, Afrykańczycy pytali mnie: ‘Dlaczego chrześcijaństwo nie przychodzi do nas w takiej właśnie formie’. Trzeba bowiem wiedzieć, że myślenie abstrakcyjne, tak typowe dla Zachodu, obce jest ich mentalności. (…) W czym wyraża się duchowość słowiańska? W pieśniach, w poezji. Narody słowiańskie mają znacznie więcej pieśni religijnych, niż na Zachodzie. Niestety, duchowość tych pieśni nie jest dostatecznie zbadana. Podobnie jest z poezją religijną. To jest zadanie, które przed nami stoi”.

    Przebywając w Rzymie, w roku 869, Cyryl i Metody sprawowali liturgię w Bazylice św. Piotra w języku słowiańskim, nie przypuszczając zapewne, że kiedyś, ponad tysiąc lat później, w tej samej Bazylice, liturgię w języku słowiańskim będzie sprawował słowiański papież.

    ks. Arkadiusz Nocoń/www.vaticannews.va/pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    13 lutego

    Błogosławiony Jordan z Saksonii
    zakonnik, prezbiter

    Zobacz także:
      •  Święty Eulogiusz, patriarcha
    ***
    Błogosławiony Jordan z Saksonii

    Jordan urodził się pod koniec XII w. w Borberge koło Paderborn (Westfalia w Niemczech). Studiował w Paryżu. Kiedy do stolicy Francji przybył św. Dominik Guzman, wywarł na Jordanie tak silne wrażenie, że ten odbył przed nim spowiedź z całego życia i 12 lutego 1220 r. przyjął z rąk bł. Reginalda z Orleanu habit zakonny. W dwa miesiące później jako jeden z czterech braci z klasztoru paryskiego uczestniczył w kapitule w Bolonii. Rok później, po kolejnej kapitule, został prowincjałem Lombardii. Natychmiast udał się do Bolonii, by stamtąd kierować powierzonymi sobie konwentami prowincji. W rok potem pożegnał ziemię św. Dominik (1221) i kapituła generalna w 1222 r. wybrała Jordana przełożonym generalnym całego zakonu. W rządzeniu zakonem był zatem pierwszym następcą św. Dominika, z którym łączyły go serdeczne stosunki.
    Przez 15 lat służył braciom i siostrom słowem, przykładem, listami i częstymi wizytacjami. W całej pełni ukazał się talent organizacyjny Jordana. Domy, a nawet całe prowincje szybko się mnożyły. Jordan niestrudzenie podróżował, wizytował placówki, odbywał kapituły generalne i prowincjalne, otwierał nowe domy. W ciągu 15 lat swoich rządów z 30 konwentów pomnożył liczbę domów zakonnych do 300, a liczbę współbraci z 300 powiększył do 4000! W samym Paryżu nałożył suknię zakonną 70 studentom tamtejszego uniwersytetu. Podobnie działo się na uniwersytetach w Bolonii, Kolonii i w Oksfordzie. Jednym z obłóczonych przez Jordana był św. Albert Wielki.
    Zredagował i opublikował konstytucje zakonne. Papież Grzegorz IX miał tak wielkie zaufanie do zakonu, że z jego właśnie szeregów mianował pierwszych inkwizytorów dla krajów i państw Europy celem obrony wiary. Bł. Jordan pozostawił pierwszy żywot św. Dominika Guzmana. Libellus de principiis Ordinis Praedicatorum (wydany po polsku jako Książeczka o początkach Zakonu Kaznodziejów) jest niezwykłym źródłem wiedzy o powstaniu i pierwszych latach Zakonu Kaznodziejskiego oraz o jego Założycielu.
    Jordan kierował zakonem z wielką łagodnością, a dzięki świętości swojego życia i szczególnemu darowi słowa, ogromnie go rozszerzył. Troszczył się także o wykształcenie zakonników. Był świetnym kaznodzieją. Miał poważny udział w misji dominikanów do Maroka i do Pieczyngów.
    Podczas podróży z wizytacji klasztorów w Prowincji Ziemi Świętej okręt, którym płynął, rozbił się na wybrzeżu syryjskim, w zatoce Pamfilii w Małej Azji. Jordan utonął 12/13 (?) lutego 1237 roku. Papież Leon XII zatwierdził kult, oddawany mu od dawna w Zakonie Kaznodziejskim (1826). Jego śmiertelne szczątki zdołano odnaleźć i pochowano je w konwencie św. Jana w Akce (Izrael).
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    o. Joachim Badeni :

    Ciało Chrystusa to ciało męskie.

    Kapłaństwo kobiet to nonsens i bluźnierstwo

    Kobieta nie może wypowiadać słów: “To jest ciało moje…”. To byłby nonsens i bluźnierstwo, bo ciało Chrystusa to ciało męskie – tłumaczy dominikanin o. Joachim Badeni w swojej najnowszej książce, której fragmenty publikujemy.

    Czy kobieta może być księdzem?
    Nie może. Kapłaństwo kobiet odpada zupełnie. Dlaczego? Zacznijmy od pytania o sprawy organizacyjne. Czy kobieta może prowadzić parafię? Tu odpowiedź jest na tak. Uważam, że zrobiłaby to świetnie. Jeśli wykorzystałaby swoje zdolności jednoczenia, to mogłoby to mieć dobry wpływ na parafię. Jednak czy kobieta może przewodniczyć Eucharystii? Nie. Nie może ona wypowiadać słów: “To jest ciało moje…”. Byłby to nonsens. Ciało Chrystusa to ciało męskie. Wypowiadanie takich słów przez kobietę byłoby bluźnierstwem. Kobieta została matką Boga i to jest ogromne wywyższenie jej, o czym się niestety zapomina. W V wieku wybuchła nawet wielka kłótnia o to, czy można mówić, że Miriam z Nazaretu była matką Boga. Uchwalili w końcu, że była. (…)

    Czy ksiądz może się przyjaźnić z kobietą?
    W historii chrześcijaństwa były skandale i przyjaźnie. Były nieślubne dzieci i święte pary. Wzorem prawdziwej przyjaźni są między innymi Franciszek z Asyżu i Klara, Franciszek Salezy i Joanna de Chantal czy Jordan z Saksonii i Diana. Ci ostatni pisali do siebie listy miłosne. Klerykom niechętnie dawano je kiedyś do czytania. To była bardzo wielka miłość: generała zakonu, czyli następcy św. Dominika, do przeoryszy dominikanek. Dzisiaj oboje są na ołtarzach. Ale czym św. Diana i wymienione tu kobiety różnią się od kochanki proboszcza, której ten postawił na dodatek kamienicę? To bardzo ciekawa różnica. Po pierwsze XIII wiek był zupełnie inny niż XXI. Panowała wtedy wielka prostota w tych rzeczach. Nie było erotyki takiej, jaką mamy w dzisiejszym pojęciu. Seks nie był tematem numer jeden. Chodziło o coś innego, bardziej wzniosłego: rycerz i jego pani – chociaż z rycerzami też różnie bywało. Ale czym te przyjaźnie się różnią? Całkowitym przekroczeniem zmysłowości. Jest to możliwe u świętych. To kwestia kontemplacji, może nawet wlanej. Jeżeli w tych przyjaźniach pojawiała się nawet jakaś zmysłowość, to została ona przekroczona właśnie przez kontemplację. To znaczy widzeniem tajemnicy Bożej. Nie wiem, czy następowało to powoli, czy szybko. Ale na pewno tak było.
    Ciekawa była przyjaźń pomiędzy teologiem Ursem von Balthasarem i Adrianną von Speyr. Adrianna była natchnieniem dla jego teologii, bo kobieta w ogóle jest natchnieniem, najbardziej dla artystów.

    Jak możliwa jest taka przyjaźń?
    Na pewno nie jest możliwa u księży, którzy zazdroszczą innym mężczyznom pożycia małżeńskiego. Jeśli ksiądz przyjeżdża do rodziny i zaczyna zazdrościć swojemu bratu żony, to koniec, ponieważ ksiądz musi radować się szczęściem swojego brata. Nie może zazdrościć mężowi codziennego obcowania z intymnością kobiety – nie mam tu wcale na myśli seksu, ale pocieszenia, jakie daje kobieta mężczyźnie, jej codziennej troski o niego. Kapłan nigdy tego nie będzie miał, bo się tego wyrzekł. Więc jeśli w księdzu nie ma cienia zazdrości męskiej, możliwa jest przy-jaźń z kobietą. Pamiętam film “Naj-dłuższa wojna nowoczesnej Europy”. Akcja działa się w Wielkopolsce, bohater filmu chciał być księdzem patriotą i w ten sposób służyć zniewolonej przez zabór pruski ojczyźnie. Po kilku latach kapłaństwa udzielał ślubu swojej dawnej miłości i czynił to bez cienia żalu.

    Kiedy kapłan błogosławi parę nowożeńców, powinien cieszyć się objawami miłości pomiędzy nimi. Kapłan powinien cieszyć się ze wszystkiego, czego się wyrzekł, i dopiero wtedy możliwa jest przyjaźń z kobietą. Jednak ksiądz musi być ostrożny, bo nie może on stanowić w żadnym sensie konkurencji dla męża tej kobiety i próbować ich dzielić. Nie może pragnąć jej czasu, duszy i ciała. Czasem czyta się w książkach, że mąż jest od spraw cielesnych, a ksiądz od duszy. No jasne! Dusza jest lepsza od ciała. Jednak jeśli ksiądz myśli w taki sposób, to tylko po to, by czuć się dowartościowanym. To jest oczywiście złe. Dlatego ksiądz musi widzieć małżonków w świetle wiary jako tych, którzy mają stanowić jedno. Myślę, że to jest możliwe i księża powinni do tego dążyć, a wtedy kobieta może być natchnieniem jego działalności.

    Uważa Ojciec, że szybciej kobieta zrozumie mężczyznę?
    Kobieta doskonale zrozumie mężczyznę, prześwietli go na wylot – syna czy męża. Natomiast mąż żonę bardzo kocha, podziwia, zna doskonale jej potrzeby, ale do końca jej nie rozumie. Pamiętam oburzenie mojej mamy, kiedy powiedziałem, że znam się na kobietach. “Nie masz pojęcia o kobiecie” – powiedziała wtedy mama. Zachowania kobiety są pozornie irracjonalne, ale w istocie bardzo mądre. Weźmy na przykład Joannę d’Arc – niesamowita kobieta. Miała szaloną odwagę – dowodziła wojskiem! Albo królowa Jadwiga. Nie bała się jako młoda dziewczyna przemawiać do Krzyżaków. Zgromadziła ich we wrocławskim kościele i tam zaczęła wydawać sądy, a oni byli gotowi słuchać kobiety. Inna święta – Katarzyna ze Sieny – godziła miasta włoskie i upomniała papieża. Dalej, Hildegarda z Bingen – papieże przyjeżdżali do niej po radę. W niektórych sytuacjach mężczyzna gotów jest słuchać kobiety, jej mądrości. Jan Paweł II również radził się kobiet: Wandy Półtawskiej, Matki Teresy z Kalkuty, Marii Michałowskiej. O pewnych sprawach, które działy się przed laty w polskim Kościele, doniosła Papieżowi właśnie Wanda Półtawska.

    Wniosek z tego taki, że mądry mężczyzna słucha kobiety i wie, że jej sposób widzenia świata jest głębszy od jego. Nie jest przestrzenny czy informacyjny. Kobieta widzi pewne tajemnice życia, może nie każda, bo są też głupiutkie panienki, ale sporo było i jest na świecie mądrych kobiet, które odegrały ważną rolę w historii.

    ***


    “Kobieta – boska tajemnica” to rozmowa Judyty Syrek z o. Badenim wydana przez Dom Wydawniczy “Rafael”/Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ____________________________________________________________________________________________

    JORDAN Z SAKSONII

    Fr Lawrence Lew OP/Flickr

    ***

    Rozkoszować się twoją duszą

    Opowieść o bł. Jordanie i bł. Dianie

    Łączyło ich wiele: dominikański habit, gorący temperament, silna wola, lecz przede wszystkim głęboka przyjaźń, której pasjonującą pamiątką jest zbiór listów. Błogosławiony Jordan z Saksonii, bezpośredni następca świętego Dominika w kierowaniu zakonem, oraz Diana Andalo, założycielka klasztoru mniszek dominikańskich w Bolonii. Dzieje tych dwojga mogłyby się stać kanwą niejednej barwnej opowieści. Pójdźmy zatem śladem ich dróg, które, raz skrzyżowawszy bieg, nigdy już nie miały się rozstać

    PISALI DO SIEBIE LISTY

    (…) Liczne obowiązki nie pozwalały Jordanowi spędzać dostatecznej ilości czasu u boku ukochanej przyjaciółki i jej towarzyszek. Swoją tęsknotę i wierność przelewał więc na papier, wysyłając do niej pisma zewsząd, dokądkolwiek się udał.
    Są wśród nich zarówno prawdziwe miniaturowe traktaty na temat życia zakonnego, modlitwy kontemplacyjnej, ubóstwa czy umiarkowania, jak i małe bileciki, zawiadamiające w kilku słowach o stanie zdrowia nadawcy lub o jego zamierzeniach na najbliższą przyszłość. Odnosi się wrażenie, że dla Jordana każda okazja jest dobra, by za pośrednictwem listu odwiedzić drogą przyjaciółkę, udzielić jej kilku rad, pocieszyć w strapieniu.
    Czasami wzmianki nabierają bardziej osobistego charakteru: w ten sposób Jordan prosi o wiadomości o rodzinie Diany, bowiem bracia z Bolonii wiele zawdzięczają rodowi Andalo, przekazuje pozdrowienia od “twego brata i syna Gerarda”, swego towarzysza podróży. Cieszy się z obłóczyn sióstr i troszczy się o drobne zdarzenia życia codziennego – “boli mnie Twoja noga”.
    Stale odsyła Dianę i jej siostry do tego, co najistotniejsze: wzrostu miłości i innych cnót, czerpanych z kontemplacji księgi Krzyża, księgi życia, księgi miłości, “napisanej przez Chrystusa Jego ranami i iluminowanej Jego hojnie rozlaną krwią”. Przypomina bez przerwy, iż ośrodkiem życia dominikańskiego jest Jezus Chrystus, który wszystko w sobie zawarł i w którym wszystko zawarł Bóg. Nie mogąc z braku czasu pisać do niej długiech listów, Jordan przesyła jej Chrystusa, fundament, do którego należy powracać.
    “…posyłam Słowo: Słowo bezbronne i złożone w żłobie, które dla nas stało się Ciałem, Słowo zbawienia i łaski, Słowo dobre i umiłowane, Słowo chwalebne i pełne słodyczy – Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego (1Kor 2,2), który zasiada po prawicy Ojca. Ku Niemu wznoś swoją duszę i obyś w Nim znalazła spoczynek na wieki wieków, bez końca. To Słowo czytaj w swym sercu i powtarzaj w myśli, aż w ustach Twoich stanie się słodkie jak miód. Niestrudzenie powracaj do tego Słowa, aby stale trwało przy tobie. I jeszcze inne słowo, skromne i niepozorne, to moja miłość, która przemówi do Twego serca i zaspokoi Twoje pragnienie. Przyjmij to słowo i niech ono, podobnie jak tamto, pozostaje zawsze z Tobą.”

    (fragmenty)

    o. Paweł Krupa OP/Opoka.pl.

    ________________________________________________________________________________________

    Synowie św. Dominika

    Św. Dominik umierał otoczony wianuszkiem współbraci. Zachęcał ich, aby nie opłakiwali jego śmierci, ale raczej jeszcze gorliwiej oddali się służbie głoszenia słowa. Wskazał na cztery ważne elementy tej służby: na wspólnotę, świadectwo, poszukiwanie mądrości i troskę o każdą duszę.

    Jakub de Voragine, dominikanin w Złotej legendzie pisze o pewnym widzeniu: Pewnego razu św. Dominik modlił się w kościele św. Piotra w Rzymie o rozszerzenie swego zakonu. Wtedy ujrzał książąt apostołów Piotra i Pawła, którzy w chwale przybyli do niego i dając mu: Piotr laskę, a Paweł księgę – rzekli: Idź i nauczaj, bo do tej służby wybrany zostałeś przez Boga. W chwilę później wydało mu się, że widzi synów swego zakonu rozproszonych po całym świecie, idących po dwóch. Wrócił wtedy do Tuluzy i rozesłał swoich braci: jednych do Hiszpanii, drugich do Paryża, innych wreszcie do Bolonii. Sam natomiast powrócił do Rzymu. Za jego życia powstało ponad trzydzieści klasztorów w Hiszpanii, Francji, w Niemczech, w Italii, na Węgrzech, w Anglii, Szwecji i Danii.

    Synowie Dominika nie chcieli wycofać się za bezpieczny i wysoki klasztorny mur, by z dala od hałasu świata ocalić swoją duszę i kształtować charakter zgodnie ze wzniosłymi zasadami cnoty i pobożności. Chcieli realizować swe ideały nie przez odejście od ludzi, ale przez ich wytrwałe szukanie. Humbert z Romans tak ujął to w komentarzu do Reguły św. Dominika: Nasz zakon został założony dla głoszenia kazań i zbawienia naszych bliźnich. Nasze studia powinny z zasadniczych powodów zmierzać przede wszystkim żarliwie ku temu, byśmy byli pożyteczni dla dusz. Pierwsi dominikanie mieli do dyspozycji nie tylko zgrabnie ułożoną zakonną Regułę. Może nawet ważniejszy był przykład samego założyciela, najdoskonalszy komentarz do tej Reguły. Czytali go chętnie.

    Wybór następcy zmarłego założyciela był zdumiewający. Został nim Jordan z Saksonii (+1237), choć miał liczne braki: był za młody, zbyt krótko przebywał w zakonie, był dopiero neoprezbiterem; i miał tylko jeden atut: wskazał go sam Dominik. Jordan wspomina: W Roku Pańskim 1220 odbyła się w Bolonii pierwsza kapituła generalna Zakonu. Uczestniczyłem w niej także, wysłany z Paryża wraz z trzema innymi braćmi, ponieważ Mistrz Dominik polecił listownie, aby z domu paryskiego posłano czterech braci do Bolonii. Ja, kiedy mnie wysłano, nie byłem w Zakonie nawet dwóch miesięcy. Na tej właśnie kapitule, za zgodą wszystkich braci, postanowiono na przyszłość odbywać kapitułę generalną jednego roku w Bolonii, drugiego zaś w Paryżu, z tym jednak, że najbliższa kapituła w przyszłym roku odbędzie się w Bolonii. Roku Pańskiego1221 na kapitule generalnej w Bolonii wydało się braciom słuszne nałożyć na mnie obowiązek przełożonego Prowincji Lombardzkiej, chociaż upłynął zaledwie rok mojego życia w zakonie i nie zapuściłem w nim jeszcze korzeni tak głęboko, jakby należało. Tak więc zostałem ustanowiony, aby rządzić innymi, zanim jeszcze sam nauczyłem się kierować własną niedoskonałością. Mój udział w tej kapitule był zresztą niewielki.

    Z reguły rodziny zakonne po śmierci założyciela przeżywają kryzys wspólnoty. Oczywistym jest, że ten, który ich zgromadził, posiada pozycję zupełnie wyjątkową. Dopiero następca niejako wypracowuje model przełożonego generalnego, oparty o ideał i przykład założyciela. Gdy Jordan zastanawiał się nad swoim nowym zadaniem, niewątpliwie przywoływał na pamięć postać św. Dominika. Zwrócił szczególną uwagę na rolę wspólnoty jako oparcia dla posługi przepowiadania. Pozostawił dwa ważne źródła, w których nakreślił strategię wyuczoną w dominikańskiej szkole.

    Pierwszym jest Libellus, w którym zarysował początki Zakonu Kaznodziejskiego. Nie chodziło mu o odmalowanie historycznych początków, raczej o przekazanie ducha pierwszej wspólnoty, aby móc naśladować miłość pierwotną. Pisze nie tylko o Magistrze Dominiku, pisze także o swoim przyjacielu Henryku z Kolonii, z którym nie chciał się nigdy rozstawać, a z którym nie dane mu było nigdy zamieszkać… Pisze o przyjaźni między braćmi, która stwarzała wyjątkową przestrzeń do modlitwy i dawała pewne wsparcie w misji.

    Drugim świadectwem pozostaje korespondencja z Dianą d’Andalo, dominikanką. Oboje dzielą się swoim bogatym życiem duchowym. Udzielają sobie pobożnych napomnień i rad. Cieszą się dynamicznym rozwojem nowego zakonu. Jordan ceni wysoko kontakt z siostrami. Widzi w nich uczestniczki kaznodziejskiego posługiwania braci, ponieważ upraszają nieustannie Bożą opiekę. W jednym z listów przyznaje: Nie modlę się często: oto dlaczego trzeba, byś nakłaniała siostry do zastępowania mnie w modlitwie. Bardzo ciekawy motyw pojawia się w tej korespondencji. Wybitny kaznodzieja, doświadczony kierownik duchowy, niezwykle zajęty sprawami zakonu pisze do swojej duchowej siostry: Czas, którym obecnie dysponuję, jest zbyt krótki, bym mógł napisać, jak byłoby mi to miłym, jeden z takich listów, jakie lubisz. Jednak piszę do ciebie i przesyłam ci skrót Słowa, które uczynione maleńkim w żłobie, wcieliło się dla nas: Słowa zbawienia i łaski, Słowa słodyczy i chwały, Słowa, które jest bardzo dobre – najmilszego Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego, okrytego chwałą na krzyżu i podniesionego na prawicę Ojca, ku Któremu i przez Którego wznosisz swą duszę: niechaj w Nim spoczywa ona w pokoju bez końca na wieki wieków. Jordan zginął w katastrofie morskiej, płynąc z Ziemi Świętej, gdzie wizytował tamtejsze wspólnoty…

    Piotr z Werony (+1252) także odczytał postać Dominika. To, że znalazł się w zakonie, było niezwykłe. Urodził się z rodziców katarów! Tych samych heretyków, dla których Dominik podjął się posługi słowa. Mógł poznać św. Dominika, bo wstąpił do zakonu na kilka miesięcy przed jego śmiercią w 1221 r. Praca, jaką mu wyznaczył papież Grzegorz IX, nie była łatwa. Został mianowany inkwizytorem w północnej Italii. Piotr podjął się zadania z dużą gorliwością. Odważnie występował w dysputach z manichejczykami. Nie trwożyła go popularność ich nauczania. Nie chciał się odwoływać do łatwych metod walki. Słowo, które rodzi się w ciszy medytacji, zawsze zwycięży głośno propagowane chwytliwe hasła. Zdawał sobie doskonale sprawę, że Prawa przysługują tylko prawdzie, a nie błędowi, ale osobie ludzkiej przysługują prawa jeszcze bardziej fundamentalne. Nie chciał dostrzegać w heretykach ludzi wyjętych spod prawa, raczej zagubionych, którym należy podać pomocną dłoń. Nie odniósł właściwie żadnych spektakularnych sukcesów. Pokazał jednak drogę, na której był już jego duchowy Ojciec: przekonywać łagodnie, rozmawiać, dać czas na działanie Bożej łaski. Nie podobało się to ani manichejczykom, ani katolikom.

    Roderyk z Atencji w liście do św. Rajmunda z Penyafort w maju 1252 r. pisał: Wkrótce znaleźli się na pewnym wzgórzu oddalonym od miasteczka o dwie mile, gdzie w ukryciu siedzieli dwaj najemnicy, słudzy szatana. Gdy z daleka ujrzeli braci, postanowili, że ich zabiją. Lecz jeden z nich pod wpływem skruchy, przerażony uczestnictwem w tak wielkiej zbrodni, opuścił drugiego i szybko pobiegł do miasteczka. Kiedy zaś zobaczył przed sobą dwóch innych braci, ze łzami wyjawił ich cały podstępny zamiar. Wówczas bracia zaczęli biec z całych sił na ratunek bratu Piotrowi, jednak zanim przybiegli, drugi sługa szatana ostrym narzędziem w okrutny sposób zadał pięć ran bratu Piotrowi. On zaś – jak zaświadczył jego towarzysz, który żył jeszcze przez sześć następnych dni – gdy go zabijano, na wzór Zbawiciela, nie narzekał, nie bronił się, nie uciekał, lecz wszystko wytrzymał i łaskawie przebaczył krzywdę zabójcy, a modląc się za niego, wzniósł ręce do nieba i głośno zawołał: W ręce Twoje, Panie, powierzam ducha mojego. Posługa Słowa wymaga niekiedy świadectwa krwi…

    Tomasz z Akwinu (+1274) nie uosabia jedynie ideału poszukiwania mądrości. Zwraca także uwagę na pewien ważki aspekt owych poszukiwań: ubóstwo. Syn hrabiego Aquino, możnego pana dumnej neapolitańskiej szlachty, miał zostać benedyktynem na Monte Cassino i w spokoju zakonnej celi oddać się intelektualnemu próżniactwu. Gorszący dla rodziców był wybór, jakiego dokonał ich syn, przyłączając się do grona nikomu nie znanych zakonników z Bolonii. Gdy Jordan z Saksonii zabrał go z sobą do Bolonii, jego bracia porwali go w drodze i więzili przez rok w zamku w Aquino. Młodzieniec był jednak uparty. Później bracia nazywali go pieszczotliwie niemym wołem z powodu jego wytrwałości w studium i modlitwie, małomówności i sporej tuszy. Od Dominika nauczył się Tomasz umiłowania pokory i pracowitości. Opat Mikołaj, cysters z Fassanova, gdzie Tomasz zmarł w drodze na Sobór Laterański II, wystawił mu takie świadectwo: Brat Tomasz był człowiekiem o wielkiej prawości żywota, wielkiej czystości i wielkiej świętości. Kiedy był zdrowy, każdego dnia odprawiał świętą Ofiarę i bez ustanku zajmował się pracą naukową i modlitwą. Wilhelm z Tocco, biograf Tomasza, dodaje: Miał świadomość, że otrzymał swą wiedzę od Boga; dlatego też żadne poruszenie próżnej chwały nie mogło nigdy zaszkodzić jego duszy, wiedział bowiem, że każdego dnia otrzymuje światło Boże. Pokora jego sposobu życia jest oznaką jego cnoty; poucza ona, czym wewnątrz była jego dusza. Nie ustawał w poszukiwaniu prawdy. Nie zadawalał się prostymi rozwiązaniami. Stawiał trudne pytania. Gdy tylko napotkał jakąś trudność, (…) zatapiał się w modlitwie i w sposób cudowny znajdował rozwiązanie swoich wątpliwości.

    Kontemplować i przekazywać innym owoce kontemplacji – dewiza Zakonu Kaznodziejskiego była realizowana nie tylko podczas uczonych dysput i wykładów, ale przede wszystkim podczas kazań, praktyki duszpasterskiej dawno zarzuconej w Kościele, odkurzonej i zastosowanej przez nowy zakon. Trudno to sobie wyobrazić, ale uczestnictwo wiernych w Eucharystii, w Europie średniowiecznej do XIII w. przeważnie ograniczone było do swoistego oglądactwa. Wierni gromadzili się nierzadko w otoczeniu kościoła, na rynku, gdzie załatwiali swoje sprawy codzienne. Do wnętrza kościoła wchodzili jedynie na znak dzwonka zwiastującego Przeistoczenie. Postali, popatrzyli i wychodzili. Moment ten nawet zaczęto przedłużać, wprowadzając zwyczaj adoracji konsekrowanej Hostii. Wielką zasługą Braci Kaznodziejów było zainteresowanie wiernych prawdziwym i czynnym udziałem w świętych Tajemnicach.

    Jakub de Voragine (+1293) zasłynął przede wszystkim jako autor Złotej legendy, gdzie zebrał żywoty wielu najpopularniejszych świętych. Dzieło o niezwykłej poczytności, tłumaczone na wiele języków i stale uzupełniane, stanowiło pokarm dla zakonnych wspólnot i materiał homiletyczny dla kaznodziejów. Tych historii słuchało się wybornie. Zgodnie ze średniowiecznymi kanonami literackimi ich warstwa historyczna zdecydowanie przysłonięta była warstwą anegdotyczną. Trafiała jednak do serc i umysłów wielu i pomagała kształtować życie według wskazań Ewangelii bardziej pewnie niż uczone rozprawy współczesnych teologów, powstające w zaciszu gabinetów z dala od wspólnoty, bez potrzeby żywego świadectwa życia (nie wspominając o świadectwie krwi).

    Celem Zakonu Dominikańskiego było i jest przekazywanie w kazaniach i wykładach owoców, które przez modlitwę i studium wypływały z pełni życia kontemplacyjnego, i nieustanne poszukiwanie mądrości w trosce o dusze. Na szczęście św. Dominik nadal żyje w wielu swoich współbraciach…

    o. Paweł Szpyrka SJ

    (tekst pochodzi z miesięcznika Posłaniec Serca Jezusowego)

    ______________________________________________________________________________________________________________

    12 lutego

    Błogosławiony Józef Eulalio Valdés, zakonnik

    Zobacz także:
      •  Błogosławiony Reginald z Orleanu, prezbiter
      •  Święty Melecjusz, patriarcha
    ***
    Błogosławiony Józef Eulalio Valdés

    Józef urodził się 12 lutego 1820 roku na Kubie. Miesiąc później został oddany do sierocińca. Wychowany w surowych warunkach, zachował pogodę ducha i serdeczność dla innych. Jako bardzo młody chłopiec oddawał się opiece nad chorymi, ofiarami epidemii cholery, która miała miejsce w 1835 roku.
    Odczytawszy w głębi swojego serca głos powołania, wstąpił do Zakonu Szpitalnego – bonifratrów. Przez kolejne 54 lata życia, aż do chwili śmierci, posługiwał w szpitalu jako usłużny i życzliwy pielęgniarz, później jako lekarz-chirurg. Zawsze z oddaniem wykonywał swoją pracę. Zajmował się biednymi i osobami z marginesu, troszcząc się o ich stan zdrowia, zapewniając wsparcie i pomoc materialną oraz duchową.
    Brat Józef Eulalio udowodnił swoje wielkie oddanie chorym, kiedy kubańscy przywódcy wydali dekrety delegalizujące działalność zakonów w całym kraju. Pomimo tych wydarzeń pozostał wierny swoim przekonaniom i głosowi powołania, nie pozostawiając szpitala i nie opuszczając chorych, których nazywał swoimi braćmi i siostrami. Posiadał szczególny dar rozwiązywania problemów i sporów rodzinnych.
    Zmarł 7 marca 1889 roku w Camaguey. Beatyfikowany został na Kubie w Camaguey przez kard. José Saraiva Martinsa w dniu 29 listopada 2008 r.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    12 lutego

    Humbelina, błogosławiona siostra św. Bernarda z Clairvaux

    fot. Bdx via Wikipedia, CC BY-SA 4.0

    ***

    Humbelina, błogosławiona siostra św. Bernarda z Clairvaux

    Humbelina urodziła się w 1092 r. i była młodszą siostrą św. Bernarda z Clairvaux. Kiedy jej brat wstępował do cystersów wraz z pozostałymi braćmi, ona jedna nie poszła wraz z nim. Wybrała małżeństwo z dostojnikiem.

    Kilka lat po założeniu przez Bernarda opactwa w Clairvaux, Humbelina przybyła do niego z wizytą. Ubrana była bardzo dostojnie, towarzyszyła jej liczna świta. Kiedy Bernard dowiedział się, że przybywa jego siostra, odmówił spotkania z nią. Przez ich brata, Andrzeja, przekazał jej, że opat uważa jej przybycie za niepotrzebny spektakl. Humbelina miała wtedy odrzec, że jeśli Bernard zgodzi się z nią spotkać, zrobi, o cokolwiek ten ją poprosi. Bernard przystał na tę propozycję i pouczył z miłością siostrę, że jej tańce i przepych nie licują z wartościami, które wynieśli z domu od świątobliwej matki.

    Ta rozmowa wydała swoje owoce dopiero dwa lata później. Humbelina dostała zgodę od męża, by zostać mniszką. Wstąpiła do klasztoru, w którym przeoryszą była jej szwagierka Elżbieta. Wkrótce potem, kiedy Elżbieta opuściła klasztor w celu założenia nowej fundacji w pobliżu Dijon, Humbelina została wybrana nową przeoryszą.

    Podjęła bardzo surowe życie pokutnicze. Tłumaczyła siostrom, że tak długo żyła w świecie, że żadna pokuta nie jest dla niej zbyt wielka. Przy jej śmierci byli obecni jej bracia: Bernard, Andrzej i Niward. Obejmowana przez Bernarda, wydała ostatnie tchnienie w 1135 r.

    Jej kult rozpoczął się zaraz po jej śmierci; w 1763 r. Stolica Apostolska potwierdziła przysługujący jej tytuł błogosławionej. Jest patronką osób, które straciły rodziców.

    brewiarz.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    11 lutego

    Najświętsza Maryja Panna z Lourdes

    Zobacz także:
      •  Święty Grzegorz II, papież
      •  Święty Benedykt z Anianu, opat
      •  Święta Teodora II, cesarzowa
    ***
    Maryja Niepokalana objawia się św. Bernardecie w Lourdes

    W 1858 roku, w cztery lata po ogłoszeniu przez Piusa IX dogmatu o Niepokalanym Poczęciu, Matka Boża zjawiła się ubogiej pasterce, św. Bernadecie Soubirous, w Grocie Massabielskiej w Lourdes. Podczas osiemnastu zjawień (w okresie 11 lutego – 16 lipca) Maryja wzywała do modlitwy i pokuty.
    11 lutego 1858 r. Bernadetta Soubirous wraz z siostrą i przyjaciółką udała się w pobliże Starej Skały – Massabielle – na poszukiwanie suchych gałęzi, aby rozpalić ogień w domu. Gdy dziewczyna została sama, usłyszała dziwny dźwięk podobny do szumu wiatru i zobaczyła światłość, z której wyłoniła się postać “Pięknej Pani” z różańcem w ręku. Odtąd objawienia powtarzały się.
    Bernadetta opowiedziała o tym wydarzeniu koleżankom, te rozpowiedziały o tym sąsiadom. Rodzice strofowali Bernadettę, że rozpowiada plotki; zakazali jej chodzić do groty, w której miała jej się ukazać Matka Boża. Cofnęli jednak zakaz, gdy zobaczyli, że dziecko gaśnie na ich oczach z udręki. Dnia 14 lutego dziewczęta udały się najpierw do kościoła i wzięły ze sobą wodę święconą. Gdy przybyły do groty, było już po południu. Kiedy w czasie odmawiania różańca ponownie ukazała się Matka Boża, Bernadetta, idąc za radą towarzyszek, pokropiła tajemniczą zjawę i wypowiedziała słowa: “Jeśli przychodzisz od Boga, zbliż się; jeśli od szatana, idź precz!”. Pani, uśmiechając się, zbliżyła się aż do brzegu wylotu groty i odmawiała różaniec.
    18 lutego Bernadetta udała się w pobliże groty z dwiema znajomymi rodziny Soubirous. Przekonane, że może to jest jakaś dusza czyśćcowa, poradziły Bernadecie, aby poprosiła zjawę o napisanie życzenia na kartce papieru, którą ze sobą przyniosły. Pani odpowiedziała: “Pisanie tego, co ci chcę powiedzieć, jest niepotrzebne”. Matka Boża poleciła dziewczynce, aby przychodziła przez kolejnych 15 dni. Wiadomość o tym rozeszła się lotem błyskawicy po całym miasteczku. 21 lutego, w niedzielę, zjawiło się przy grocie skał massabielskich kilka tysięcy ludzi. Pełna smutku Matka Boża zachęcała Bernadettę, aby modliła się za grzeszników. Tego dnia, gdy Bernadetta wychodziła po południu z kościoła z Nieszporów, została zatrzymana przez komendanta miejscowej policji i poddana śledztwu. Kiedy dnia następnego dziewczynka udała się do szkoły, uczące ją siostry zaczęły ją karcić, że wprowadziła tyle zamieszania swoimi przywidzeniami.
    23 lutego Matka Boża ponownie zjawiła się i poleciła Bernadecie, aby udała się do miejscowego proboszcza i poprosiła go, aby tu wystawiono ku Jej czci kaplicę. Roztropny proboszcz, po pilnym przeegzaminowaniu 14-letniej dziewczynki, rzekł do Bernadetty: “Mówiłaś mi, że u stóp tej Pani, w miejscu, gdzie zwykła stawać, jest krzak dzikiej róży. Poproś Ją, aby kazała tej gałęzi rozkwitnąć”. Przy najbliższym zjawieniu się Matki Bożej Bernadetta powtórzyła słowa proboszcza. Pani odpowiedziała uśmiechem, a potem ze smutkiem wypowiedziała słowa: “Pokuty, pokuty, pokuty”.
    25 lutego w czasie ekstazy Bernadetta usłyszała polecenie: “A teraz idź do źródła, napij się z niego i obmyj się w nim”. Dziewczę skierowało swoje kroki do pobliskiej rzeki, ale usłyszało wtedy głos: “Nie w tę stronę! Nie mówiłam ci przecież, abyś piła wodę z rzeki, ale ze źródła. Ono jest tu”. Na kolanach Bernadetta podążyła więc ku wskazanemu w pobliżu groty miejscu. Gdy zaczęła grzebać, pokazała się woda. Na oczach śledzącego wszystko uważnie tłumu ukazało się źródło, którego dotąd nie było. Woda biła z niego coraz obficiej i szerokim strumieniem płynęła do rzeki. Okazało się rychło, że woda ta ma moc leczniczą. Następnego dnia posłał do źródła po wodę swoją córkę niejaki Bouriette, kamieniarz, rzeźbiarz nagrobków. Stracił prawe oko przy rozsadzaniu dynamitem bloków kamiennych. Także na lewe oko widział coraz słabiej. Po gorącej modlitwie począł przemywać sobie ową wodą oczy. Natychmiast odzyskał wzrok. Cud ten zapoczątkował cały szereg innych – tak dalece, że Lourdes zasłynęło z nich jako pierwsze wśród wszystkich sanktuariów chrześcijańskich.
    27 lutego Matka Boża ponowiła życzenie, aby na tym miejscu powstała kaplica. 1 marca 1858 roku poleciła Bernadecie, aby modliła się nadal na różańcu. 2 marca Matka Boża wyraziła życzenie, aby do groty urządzano procesje. Zawiadomiony o tym proboszcz odpowiedział, że będzie to mógł uczynić dopiero za pozwoleniem swojego biskupa. 4 marca na oczach ok. 20 tysięcy ludzi został cudownie uleczony przy źródle miejscowy restaurator, Maumus. Miał on na wierzchu dłoni wielką narośl. Lekarze orzekli, że jest to złośliwy rak i trzeba rękę amputować. Kiedy modlił się gorąco i polecał wstawiennictwu Bernadetty, zanurzył rękę w wodzie bijącej ze źródła i wyciągnął ją zupełnie zdrową, bez ropiejącej narośli. Poprzedniego dnia pewna matka doznała łaski nagłego uzdrowienia swojego dziecka, które zanurzyła całe w zimnej wodzie źródła, kiedy lekarze orzekli, że dni dziecka są już policzone.
    Nastąpiła dłuższa przerwa w objawieniach. Dopiero 25 marca, w uroczystość Zwiastowania, Bernadetta ponownie ujrzała Matkę Bożą. Kiedy zapytała Ją o imię, otrzymała odpowiedź: “Jam jest Niepokalane Poczęcie”. Były to bardzo ważne słowa, ponieważ mijały zaledwie 4 lata od ogłoszenia przez papieża Piusa IX dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Maryi, który budził pewne kontrowersje. Warto zauważyć, że pojęcie to dla wiejskiej dziewczynki nie było ani zrozumiałe, ani nawet jej znane.
    Po dłuższej przerwie 7 kwietnia, w środę po Wielkanocy, Matka Boża ponownie objawiła się Bernadecie. Po rozejściu się tłumów policja pod pozorem troski o bezpieczeństwo publiczne i konieczności przeprowadzenia badań wody źródła, zamknęła dostęp do źródła i groty. Zabrano także do komisariatu liczne już złożone wota. Jednak Bernadetta uczęszczała tam nadal i klękając opodal modliła się. 16 lipca, w uroczystość Matki Bożej Szkaplerznej, Matka Boża pojawiła się po raz ostatni.
    18 stycznia 1862 roku komisja biskupa z Targes po wielu badaniach ogłosiła dekret, że “można dać wiarę” zjawiskom, jakie się przydarzyły w Lourdes. W roku 1864 ks. proboszcz Peyramale przystąpił do budowy świątyni. W roku 1875 poświęcił ją uroczyście arcybiskup Paryża Guibert. W uroczystości tej wzięło udział: 35 arcybiskupów i biskupów, 3 tys. kapłanów i 100 tys. wiernych. W roku 1891 Leon XII ustanowił święto Objawienia się Matki Bożej w Lourdes, które św. Pius X w 1907 r. rozciągnął na cały Kościół. Lourdes jest obecnie słynnym miejscem pielgrzymkowym, do którego przybywają tysiące ludzi, by czcić Matkę Bożą jako Uzdrowienie Chorych.
    Bernadetta wstąpiła w 1866 roku do klasztoru Notre Dame de Nevers i tam zmarła na gruźlicę w 1879 r. w wieku 35 lat. Pius XI w roku 1925 uroczyście ją beatyfikował, a w roku 1933 – kanonizował. Jej wspomnienie obchodzone jest 16 kwietnia.

    Jean-Claude Sagne OP
    Bernadetta Soubirous
    Duchowa droga wizjonerki z Lourdes

    Zwięzła biografia Bernadetty Soubirous, świętej z Lourdes, napisana przez dominikanina. Autor akcentuje ważne wątki duchowe: czystość, ubóstwo, skupienie na modlitwie różańcowej i głębi życia eucharystycznego. 

    Objawienia maryjne

    Na płycie znajdują się trzy półgodzinne filmy animowane produkcji amerykańskiej z pełnym polskim dubbingiem aktorskim, opowiadające historię objawień maryjnych: w Fatimie, w Lourdes i w Guadalupe. Na płycie znajduje się również bonus w postaci felietonu o sanktuarium w La Salette.

    Ewa Stadtmüller
    Bernadetta i Pani z Lourdes

    Jest to pisana wierszem historia objawienia Matki Bożej w Lourdes – Piękna Pani ukazała się nastoletniej Bernadetcie w grocie nad rzeką. Tekst uzupełniają barwne ilustracje.

    Bożena Hanusiak, Kinga Babiuch
    Objawienia maryjne
    Historia, orędzia, tajemnice

    Ta ilustrowana księga objawień maryjnych wprowadza nas w świat niezwykłych spotkań z Matką Bożą, jakie miały miejsce na przestrzeni ostatnich kilku wieków, aż po czasy współczesne. Znane i mniej znane objawienia ujawniają orędzia i tajemnice dotyczące Kościoła, poszczególnych narodów i świata. 

    Françoise Stutzmann
    Jak zostać uzdrowionym?

    Książka niesie pomoc w cierpieniach psychicznych i towarzyszących im dolegliwościach ciała. Omawia najtrudniejsze sytuacje w życiu człowieka, jak cierpienie spowodowane chorobą, samotność, brak poczucia sensu, nieuleczone zranienia, niszczące uzależnienia, ciężkie patologie, depresja, strapienie, sytuacje kryzysowe. 

    Marek Czekański
    Nabożeństwo do Matki Bożej z Lourdes

    Modlitewnik wydany z okazji 150 rocznicy objawień.

    ks. Józef Orchowski
    Lourdes. Modlitewnik, śpiewnik

    Ksiązka zawiera obrzędy liturgii Mszy Świętej, modlitwy i pieśni skierowane do Matki Bożej z Lourdes. Rozważania Drogi Krzyżowej i Różańca zawierają mocno podkreślone motywy maryjne. 

    Modlitewnik dla chorych. Twoja wiara cię uzdrowiła

    Modlitewnik przeznaczony zarówno dla osób cierpiących duchowo lub fizycznie, jak i dla tych, którzy opiekują się chorymi. Uczy zawierzenia Bogu w każdej, nawet najtrudniejszej chwili życia. Ułatwia nawiązanie niosącej pociechę, bliskiej relacji z Bogiem.

    Marek Skwarnicki
    Księga pociechy. Modlitwy dla chorych

    Autor, odwołując się do własnego doświadczenia choroby, zebrał w tym tomiku teksty modlitw, pieśni i innych utworów poetyckich w swoim tłumaczeniu. Mogą one pokrzepić cierpiących, zwłaszcza wtedy, kiedy trudno wydobyć z siebie odpowiednie słowa.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    10 lutego

    Święta Scholastyka, dziewica

    Zobacz także:
      •  Błogosławiony Alojzy Wiktor Stepinac, biskup
    ***
    Święta Scholastyka i jej rodzony brat, św. Benedykt z Nursji

    Scholastyka pochodziła z Nursji (w środkowych Włoszech) i była siostrą bliźniaczką św. Benedykta. Na miejscu ich urodzenia stoi skromny kościół pw. św. Benedykta. W podziemiach kościoła pokazują część muru, który stanowił dom rodzinny Scholastyki i Benedykta.
    Scholastyka była niewątpliwie od dziecka pod urokiem św. Benedykta. Towarzyszyła też mu w jego podróżach i naśladowała jego tryb życia, poświęcony Panu Bogu. Kiedy Benedykt założył pierwszy klasztor w Subiaco, ona założyła podobny klasztor dla niewiast. Do dnia dzisiejszego istnieją tam dwa klasztory na pobliskich wzgórzach: w Subiaco męski klasztor św. Benedykta, a w Plombariola – żeński klasztor św. Scholastyki. Można także oglądać grotę, gdzie się spotykali na świętych rozmowach. Podobnie działo się na Monte Cassino.
    Kiedy spotkali się po raz ostatni na tej ziemi, ich rozmowa przedłużyła się do nocy. Benedykt chciał już odejść wraz ze swymi towarzyszami, ale siostra błagała go, by jeszcze pozostał. Kiedy ten jednak stanowczo się temu oparł i już zamierzał odejść, na prośbę Scholastyki zaczął padać tak silny deszcz, że zmusił go do pozostania całą noc. Święty brat uczynił swojej siostrze łagodną wymówkę: “Coś uczyniła, siostro moja? Nie mogę wrócić do braci, którzy dziwić się będą, że tak długo nie wracam”. Na to Święta: “Prosiłam cię, a ty mnie nie chciałeś wysłuchać. Zwróciłam się przeto do Boga i zostałam wysłuchana”. A potem ze słodką przekorą dodała: “Jeśli ci tak spieszno, to idź teraz”. Wypowiadała te słowa w czasie, kiedy ulewa szalała na zewnątrz.
    Scholastyka umarła trzy dni później, 10 lutego 547 r. Według relacji św. Grzegorza Wielkiego, zapisanej w jego “Dialogach”, trzeciego dnia po ostatnim spotkaniu, kiedy św. Benedykt patrzył ze swojej celi na świat i na klasztor, w którym żyła św. Scholastyka, ujrzał jej duszę w postaci białej gołąbki, unoszącej się do nieba. Posłał natychmiast braci po jej ciało i złożył je w grobie, który w kościele swego klasztoru przygotował dla siebie. Jej relikwie znajdowały się we Fleury, dokąd zostały przeniesione po najeździe Longobardów na klasztor na Monte Cassino i zniszczeniu go w roku 587. Obecnie są w Le Mans. Ich część otrzymało Monte Cassino.
    Scholastyka uważana jest za matkę duchową rodzin wszystkich benedyktynek. Czczona jest także jako patronka Le Mans i Subiaco.
    W ikonografii Święta przedstawiana jest z gołębiem. Sztuka religijna ukazuje św. Scholastykę w habicie benedyktyńskim. Jej atrybutami są: krzyż, księga, pastorał ksieni.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ____________________________________________________________________________

    Patronka dobrych rozmów

    Patronka dobrych rozmów

    św. Benedykt i św. Scholastyka u stóp Dzieciątka/Alessandro Tiarini (PD)

    ***

    Jej życie pozostało w cieniu wielkiego brata, św. Benedykta. Scholastyka była jego siostrą bliźniaczką. Bliźniaki, jak wiadomo, żyć bez siebie nie mogą.

    Biografowie podają, że Scholastyka już od dziecka naśladowała pobożnego brata. Towarzyszyła mu w jego podróżach, a kiedy Benedykt założył pierwszy klasztor w Subiaco, ona natychmiast założyła żeński klasztor w pobliskim Piumarola.

    Legendą obrosły spotkania rodzeństwa, które odbywały się raz do roku. Biograf św. Benedykta, papież Grzegorz Wielki opisał ostatnie ze spotkań Scholastyki z bratem. Ich rozmowa przedłużyła się do późnego wieczoru. Św. Benedykt chciał już wrócić do klasztoru, aby zachować wierność regule, ale siostra prosiła go, by pozostał jeszcze dłużej.

    Scholastyka przeczuwała, że to ich ostatnie spotkanie, dlatego już wcześniej modliła się do Boga, aby mogła rozmawiać z bratem przez całą noc. Odpowiedzią niebios na tę modlitwę była gwałtowna burza. Brat zwrócił się do siostry z łagodną wymówką: „Coś uczyniła, siostro moja? Nie mogę wrócić do braci, którzy dziwić się będą, że tak długo nie wracam”.

    A Scholastyka na to: „Prosiłam cię, a ty mnie nie chciałeś wysłuchać. Zwróciłam się przeto do Boga i zostałam wysłuchana”. I z uroczą przekorą dodała: „Jeśli ci tak spieszno, to idź teraz”. Siostra wykazała się większą miłością niż brat – skomentował tę sytuację św. Grzegorz. Scholastyka wkrótce po tej nocnej rozmowie zmarła.

    Biografia świętej zakonnicy przechowała właściwie tylko ten jeden epizod. Przyznajmy, że pokazuje on coś bardzo ludzkiego i zwyczajnego. Scholastyka jest patronką benedyktynek, ale można by ją uznać za patronkę dobrych rozmów.

    Okazuje się, że bywają takie ulewy czy burze, które sprzyjają miłości. Ta pobożna anegdota przypomina prawdę, że oprócz wszelkich praw, reguł czy pobożnych regulaminów, które pomagają w drodze do świętości, istnieje najważniejsza wskazówka do szukania Bożej woli: szczera i żarliwa miłość.

    I może jeszcze jedno. Dobra rozmowa rodzeństwa, małżonków czy przyjaciół jest pięknym Bożym darem. Takie chwile nie zdarzają się często, ale kiedy już są, warto się nimi nacieszyć i przechować w pamięci. Dobra rozmowa umacnia ludzkie więzi bardziej niż cokolwiek innego.

    Myśl:
    Dobra rozmowa umacnia ludzkie więzi bardziej niż cokolwiek innego.

    ks. Tomasz Jaklewicz/wiara.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    9 lutego

    Błogosławiona Anna Katarzyna Emmerich, dziewica

    Zobacz także:
      •  Święta Apolonia, dziewica i męczennica
      •  Błogosławiony Marian Szkot, opat
      •  Błogosławiona Euzebia Palomina Yenes, dziewica
      •  Błogosławiony Leopold z Alpandeire, zakonnik
    ***
    Błogosławiona Anna Katarzyna Emmerich

    Anna przyszła na świat w dniu 8 września 1774 roku w Flamschen, w Westfalii. Pochodziła z ubogiej wiejskiej rodziny. Jako dziecko razem z rodzeństwem (było ich dziewięcioro) wiele pracowała w domu i na gospodarstwie. Do szkoły chodziła tylko przez 4 miesiące. Nauczyła się jednak szyć i zarabiała na utrzymanie jako krawcowa. W dzieciństwie wyróżniała ją wielka i szczera pobożność. Już wtedy miała pierwsze wizje. Nie uważała ich za coś nadzwyczajnego. Była przekonana, że podobne wizje mają również inne dzieci. Wielokrotnie chciała wstąpić do klasztoru, ale było to trudne, bo nie miała posagu. Była zbyt uboga.
    Klaryski z Münster obiecały, że przyjmą ją, jeśli nauczy się grać na organach. W tym celu Anna Katarzyna zamieszkała u organisty Söntgena w Coesfeld. Nie znalazła jednak czasu na naukę, ponieważ opiekowała się jego liczną i biedną rodziną. Pomagała im we wszystkim, a w końcu oddała im nawet swoje oszczędności.
    Gdy miała 24 lata, ujrzała Chrystusa niosącego jej dwa wieńce – jeden z kwiatów, drugi cierniowy. Wtedy na jej głowie pojawiły się bolesne, krwawe rany. Od tego dnia, niczego nie wyjaśniając, zaczęła nosić na głowie opaskę. Potem, po wielu trudach, w 1802 roku, przyjęły ją augustianki w Agnetenbergu. Rok później złożyła śluby zakonne.
    Wszystkie swoje obowiązki wypełniała z wielką gorliwością. Dobrowolnie podejmowała się najcięższych i upokarzających zajęć. Jej gorliwość w przestrzeganiu reguły budziła podejrzliwość innych sióstr, które posądzały ją o hipokryzję. W klasztorze bardzo wiele wycierpiała, zarówno ze względu na otaczającą ją wrogość, jak i z powodu słabego zdrowia.

    Błogosławiona Anna Katarzyna Emmerich

    W okresie wojen napoleońskich, w 1811 roku, klasztor został zamknięty. Przeprowadzano wtedy przymusową laicyzację. Anna Katarzyna znalazła schronienie w Dülmen, w domu francuskiego kapłana J.M. Lamberta, który uciekł z Francji w czasach rewolucyjnych prześladowań Kościoła. Wkrótce po opuszczeniu klasztoru bardzo poważnie zachorowała i do końca życia nie podniosła się już z łóżka. W tym czasie otrzymała stygmaty – widzialny znak cierpień, które jednoczyły ją z ukrzyżowanym Chrystusem.
    Od tej pory zaczęło ją odwiedzać wielu ludzi i zyskała szczerych przyjaciół, takich jak jej lekarz doktor Franz Wesener czy Klemens Brentano, niemiecki poeta i prozaik, który przez 5 lat, począwszy od 1818 roku, codziennie spisywał jej mistyczne wizje, dotyczące szczegółów z życia Jezusa i Maryi. Zostały one opublikowane już po jej śmierci, w 1833 roku.
    Anna Katarzyna swoje cierpienia ofiarowywała za nawrócenie grzeszników i za dusze w czyśćcu cierpiące, które często prosiły ją o modlitwę. Była przy tym kobietą całkiem naturalną, nawet wesołą, ale mającą w sobie coś nieokreślonego. “Ona jakby widziała człowieka od środka” – mówili ci, którzy z nią rozmawiali. Miała dar rozpoznawania stanu ducha ludzkiego. Przez lata nie przyjmowała żadnych pokarmów, z wyjątkiem Komunii świętej.
    Zmarła w Dülmen w dniu 9 lutego 1824 roku.
    Od 2005 roku możemy w Polsce oglądać film “Pasja”, wybitnego reżysera i aktora Mela Gibsona. Obrazy tam przedstawione wiernie oddają wizje Błogosławionej. Są w swym wyrazie mocne, ale prawdziwe. Jest to pierwszy w historii film tak uczciwie i rzetelnie ukazujący wielkość cierpienia i ofiary Chrystusa.
    Podczas beatyfikacji Anny Katarzyny Emmerich, w dniu 3 października 2004 roku, św. Jan Paweł II powiedział: “Kontemplowała bolesną Mękę naszego Pana Jezusa Chrystusa i doświadczała jej w swoim ciele. Dziełem Bożej łaski jest to, że córka ubogich rolników, żarliwie szukająca bliskości Boga, stała się znaną mistyczką z landu Münster. Jej ubóstwo materialne stanowi kontrast z bogactwem życia wewnętrznego. Zdumiewa nas cierpliwość, z jaką znosiła dolegliwości fizyczne, a także wywiera na nas wrażenie siła charakteru nowej błogosławionej oraz jej wytrwałość w wierze. Siłę czerpała z Najświętszej Eucharystii. Jej przykład sprawił, że serca ubogich i bogatych, ludzi prostych i wykształconych otwierały się i z całą miłością oddawały Jezusowi Chrystusowi. Do dziś głosi wszystkim zbawcze orędzie: dzięki Chrystusowym ranom zostaliśmy uzdrowieni”.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ___________________________________________________________________________________

    Zdrada Judasza według bł. Katarzyny Emmerich

    Pocałunek Judasza – Giotto

    ***

    W Wielką Środę chrześcijanie wspominają dzień, w którym Sanhedryn podjął działania mające na celu pojmanie i zabicie Pana Jezusa. Związana z tym zdrada jednego z Dwunastu – Judasza, w sposób szczególny oddziaływała na wyobraźnię wiernych, czego owocem były liczne obyczaje ludowe związane z tą postacią. Poniżej zamieszczamy fragment Pasji według Anny Katarzyny Emmerich opowiadający o aresztowaniu Zbawiciela i roli jaką odegrał w nim Judasz.

    […] Judasz oczekiwał właściwie innego obrotu swej zdrady. Chciał zdobyć sobie nagrodę pieniężną i przypodobać się Faryzeuszom, wydając w ich ręce Jezusa, ale nie myślał, że Jezus może być osądzony i ukrzyżowany, i to nie było w jego planach. Sprzykrzyło mu się to uciążliwe, wędrowne życie, pełne przykrości i prześladowań, więc już od dłuższego czasu wszedł w stosunki z kilku szpiegującymi Jezusa Faryzeuszami i Saduceuszami, którzy pochlebstwami wciągnęli go zręcznie do zdrady. Złym popędom swym dał folgę już w ostatnich miesiącach, kradnąc, co się dało, z jałmużny przeznaczonej dla ubogich; skąpą jego naturę obruszyła do reszty hojność Magdaleny przy namaszczeniu Jezusa, skąpstwo też popchnęło go wreszcie do ostateczności. Zawsze miał Judasz widoki na doczesne królestwo Jezusa i nadzieję, że dostanie mu się w nim świetne i zyskowne stanowisko; gdy jednak ani słychu nie było o tym, umyślił sam zdobyć sobie majątek.

    Widział przy tym, jak wzmagały się zewsząd przeciwności i prześladowania, więc rozumiał, że lepiej na wszelki wypadek nawiązać dobre stosunki z potężnymi a znakomitymi nieprzyjaciółmi Jezusa. Jezus jakoś nie myślał zostać obiecanym królem; z drugiej strony arcykapłani i znakomici mężowie przy świątyni cieszyli się w oczach Judasza wielką powagą, więc coraz ściślejsze zawiązywał stosunki z owymi pośrednikami, a ci pochlebiali mu we wszystkim i prawdopodobnie dla uspokojenia go zapewniali, że w każdym razie Jezus nie długo się już utrzyma. Niedawno szukali za nim znowu w Betanii, a tak zdrada dojrzewała z dniem każdym i Judasz coraz głębiej popadał w przepaść zguby grzechowej. W ostatnich dniach nie czuł prawie nóg, tak biegał po arcykapłanach i kapłanach, by skłonić ich do ostatecznego kroku. Ci jednak traktowali go z wielką pogardą, a co do czynu wahali się, bardzo.

    Mówili, że czas już za krótki przed paschą, że wywoła się tylko przez to przeszkodę i zamieszanie w czasie świąt; Rada jedynie przychylała się nieco ku wnioskowi Judasza. Przyjąwszy świętokradzko Najśw. Sakrament, popadł Judasz do reszty w moc szatana i zaraz też poszedł dokonać tej ohydnej zbrodni. Najpierw wyszukał owych pośredników, którzy dotychczas stale mu schlebiali, a i teraz przyjęli go z obłudną uprzejmością. Powoli zeszli się i inni Faryzeusze, także Kajfasz i Annasz, ale ci ostatni szyderczo i wzgardliwie się z nim obchodzili. Zaczęła się burzliwa, niezdecydowana narada, nie wierzono w dobry wynik sprawy i Judaszowi zdawano się nie ufać.

    Równocześnie miałam widzenie, że i w państwie piekielnym nie było jedności. Szatan pragnął, by Żydzi stali się winnymi tej zbrodni, wydając na śmierć najniewinniejszego z ludzi; pragnął śmierci Jezusa, bo nienawidził Go za nawracanie grzeszników, świętą naukę, uzdrawianie i sprawiedliwość. Z drugiej strony zaś czuł jakąś trwogę wewnętrzną na myśl o niewinnej śmierci Jezusa, który jej nie unikał i nie chciał się ratować; zazdrościł Mu, że niewinnie będzie cierpiał i zaskarbi sobie przez to zasługi. Tak więc kusiciel z jednej strony rozżarzał złość i nienawiść nieprzyjaciół Jezusa, zebranych w koło zdrajcy, z drugiej strony podsuwał niektórym z nich myśli, że Judasz — to nikczemny łotr, że przed świętami nie da się załatwić sprawa osadzenia Jezusa i nie będzie można ściągnąć potrzebna ilość świadków przeciw Jezusowi.

    Tak tedy zwalczali Faryzeusze nawzajem swe zdania i nie mogli powziąć postanowienia. Zapytywali także Judasza, czy można będzie pojmać Jezusa, czy nie ma On koło Siebie jakiej zbrojnej gwardii. Nikczemny zdrajca odpowiedział im na to: „Broń Boże! Ma tylko jedenastu uczniów, bojaźliwych co się zowie, a i Sam upadł zupełnie na duchu. Teraz musicie pojmać Jezusa, albo nigdy; innym razem nie będę Go mógł wam wydać, bo już nie chcę Mu się pokazywać na oczy.

    I tak już ostatnimi dniami a szczególnie dziś i Jezus sam i inni uczniowie półsłówkami przytyki i docinki mi różne czynili, dając do poznania, że odgadują moje zamiary; gdybym więc teraz znowu do nich powrócił, niechybnie by mnie zamordowali. Zresztą jeśli teraz nie pojmiecie Jezusa, to wymknie się wam, powróci później z liczną rzeszą stronników i każe się obwołać królem.” Takimi argumentami Judasz ich wreszcie przekonał; zgodzono się na jego wniosek, by pojmać Jezusa stosownie do jego wskazówek, poczym mu zaraz wypłacono trzydzieści srebrników, jako nagrodę za zdradę. Było to trzydzieści sztuk srebrnej blachy w formie języczków, pospajanych kółeczkami na łańcuszku w jeden pęk. Na blaszkach wybite były jakieś znaki.

    Teraz już, czując tę ciągłą nieufność i pogardę Faryzeuszów, dał się Judasz unieść pysze i chełpliwości, by się pokazać przed nimi jako mąż sprawiedliwy i bezinteresowny, i ofiarował się oddać otrzymane pieniądze na świątynię. Odrzucono jednak tę ofiarę, która, jako zapłata krwi, nie mogła być przyjęta. Judasz, choć może poniekąd zadowolony z tego, poznał tym bardziej głęboką pogardę, jaką żywiono ku niemu, więc złość wielka chwyciła go za serce; nie tego się spodziewał. Owoce zdrady, jeszcze nawet nie spełnionej, już napawały go goryczą; ale zanadto już zaplątał się z Faryzeuszami i był w ich rękach, więc wycofać się było za późno. Zresztą zwracano na niego baczną uwagę i nie spuszczano go z oka, dopóki nie ułożył całego planu pojmania Jezusa.

    Trzej Faryzeusze zaprowadzili następnie zdrajcę na dół do sali, zajmowanej przez żołnierzy, zostających na żołdzie przy świątyni; należeli do nich nie tylko Żydzi, ale i przedstawiciele innych narodowości. Gdy już wszystko umówiono i zebrano potrzebną ilość żołnierzy, pobiegł Judasz w towarzystwie jednego sługi Faryzeuszów, najpierw do wieczernika, by dać im znać, czy Jezus tam jest jeszcze, bo tu łatwo mogliby Go pojmać, obsadziwszy bramy. Miał im o tym dać znać przez posłańca. […]

    Judasz, powróciwszy, oznajmił Faryzeuszom, że Jezusa nie ma już w wieczerniku, lecz musi być zapewne w Swej zwykłej modlitewni na Górze Oliwnej. Nalegał teraz na to, by dodano mu niewielką tylko garstkę żołnierzy, by nie zwracać uwagi uczniów, czuwających wszędy, i nie wzbudzić jakiego rozruchu. Za to trzystu żołnierzami miano obsadzić bramy i ulice dzielnicy Ofel, leżącej na południe od świątyni i doliny Milo aż do domu Annasza na Syjonie, by powracającemu z Jezusem orszakowi można w razie potrzeby zdążyć na pomoc; wiedziano bowiem, że mieszkańcy Ofel są, gorliwymi stronnikami Jezusa.

    Dawał także nikczemny zdrajca rady, jak trzeba się zabezpieczyć, by Jezus się nie wymknął, jak już nieraz na wzgórzach nagle znikał Swemu otoczeniu i stawał się niewidzialny przy pomocy sztuk tajemnych. […]

    Judasz umówił się z żołnierzami, że wejdzie przed nimi do ogrodu, ucałuje i pozdrowi Jezusa, jak gdyby był wciąż jeszcze Jego uczniem i przyjacielem i teraz wracał po załatwieniu interesów; wtedy dopiero mieli żołnierze otoczyć i pojmać Jezusa. Judasz sam miał się przy tym zachować tak, jak gdyby pojawienie się żołnierzy nastąpiło przypadkowo tylko, tuż po jego przybyciu; miał niby to uciec wraz z innymi uczniami, jakoby nic nie był winien. Przychodziło też Judaszowi na myśl, że być może powstanie jakiś rozruch, Apostołowie będą się bronić i Jezus wymknie się, jak to już nieraz było. Byłby może i zadowolony z tego, nie, jakoby żałował swego czynu, lub litował się nad Jezusem, bo szatan już owładnął nim zupełnie, lecz złościła go pogarda i nieufność, jaką mu okazywali nieprzyjaciele Jezusa.

    Judasz żądał także, by żołnierze, idący z nim, nie nieśli żadnych więzów ani powrozów i w ogóle by nie dodawano mu żadnych podłych siepaczy. Pozornie zgodzono się na to, a w rzeczywistości postąpiono z nim tak, jak zwykle obchodzi się z nikczemnym zdrajcą, któremu się nie ufa i którego się odrzuca po wyzyskaniu jego zdrady. Dali więc Faryzeusze żołnierzom szczegółowe polecenie, by dawali pilne baczenie na Judasza i nie spuszczali go z oka, dopóki Jezusa nie pojmą, gdyż jak mówili, należy się obawiać tego, że łotr ten umknie z otrzymaną zapłatą, a tak tej nocy wcale by nie schwytali Jezusa, lub też pojmali kogo innego zamiast Niego, a wtedy z całego tego przedsięwzięcia wynikłoby tylko zamieszanie, a może i rozruch w czasie świąt. […]

    Wysłani żołnierze obchodzili się bardzo grzecznie z Judaszem, aż doszli do drogi, oddzielającej ogród Getsemański od Oliwnego. Tu jednak zmienili swoje zachowanie się, nie chcieli puścić samego naprzód, a gdy upierał się przy tym, rozpoczęli z nim brutalnie kłótnię. mieście czaty, by zapobiec zbiegowisku i usiłowaniom ratowania Jezusa.

    Gdy Judasz już wyruszył w drogę z dwudziestu żołnierzami, pchnięto za nimi w pewnym oddaleniu czterech nikczemnych siepaczy, pospolitych oprawców z pętami i powrozami, kilka zaś kroków za nimi szło owych sześciu urzędników, z którymi Judasz nawiązał był zdradzieckie stosunki. Byli to jeden znamienity kapłan i zausznik Annasza, drugi Kajfasza, dalej dwóch faryzejskich i dwóch saducejskich urzędników, którzy to ostatni należeli zarazem do Herodian. Byli to wszyscy szpiedzy, ludzie podstępni i podli pochlebcy Annasza i Kajfasza, a przy tym tajemni, najzaciętsi nieprzyjaciele Zbawiciela.

    Wysłani żołnierze obchodzili się bardzo grzecznie z Judaszem, aż doszli do drogi, oddzielającej ogród Getsemański od Oliwnego. Tu jednak zmienili swoje zachowanie się, nie chcieli puścić samego naprzód, a gdy upierał się przy tym, rozpoczęli z nim brutalnie kłótnię. […]

    Właśnie, gdy Jezus wyszedł z trzema Apostołami na drogę między ogrodem Getsemańskim a Oliwnym, pojawili się z drugiej strony na 20 mniej więcej kroków żołnierze z Judaszem, którzy z początku może nawet nie zobaczyli Pana, tak zajęci byli kłótnią. Judasz mianowicie chciał sam bez żołnierzy przystąpić do Jezusa, niby jako przyjaciel, a oni mieli później jakby zupełnie przypadkowo, wyskoczyć i pojmać tego, którego on pocałuje. Lecz żołnierze, przytrzymawszy go, zawołali: Poczekaj, bratku! nie puścimy cię od nas, dopóki nie dostaniemy w ręce Galilejczyka! Wtem spostrzegli ośmiu Apostołów, którzy, zwabieni hałasem, nadeszli z ogrodu Getsemańskiego, więc zawołali na czterech idących z tyłu siepaczy, by wzmocnić swe siły. Judasz, teraz dopiero spostrzegłszy tychże, chciał ich odprawić z powrotem i znowu rozpoczął o to kłótnię.

    Tymczasem trzej Apostołowie rozpoznali przy świetle pochodni, co to za jedni, ta banda zbrojna, więc Piotr, zapytawszy jak zawsze, zawołał: Panie, owych ośmiu z Getsemane są tam na przedzie, zatem dalej, uderzymy na tych oprawców!” Jezus jednak kazał mu spokojnie się zachować i cofnął się z nimi parę kroków za drogę na murawę. Judasz, widząc, jak mu pomieszano szyki, złościł się ogromnie i sarkał. Na to wyszło z ogrodu czterech uczniów i przystąpili, pytając, co ma znaczyć ta kłótnia i zgiełk. Judasz więc zwrócił się zaraz do nich, zaczął ich zagadywać i chciał bardzo jakoś się wykręcić z tej całej sprawy, ale straż go nie puszczała. Czterej ci uczniowie byli to Jakub Młodszy, Filip, Tomasz i Natanael. Ten ostatni, dalej jeden z synów Symeona i wielu innych uczniów, przybyli tu, częścią jako posłowie od przyjaciół Jezusa do ośmiu Apostołów w ogrodzie Getsemańskim, częścią sprowadziła ich trwoga i ciekawość. Oprócz tych czterech krążyli i inni w dali z oczekiwaniem, każdej chwili gotowi do ucieczki.

    Jezus tymczasem zbliżył się na kilka kroków do żołnierzy i zapytał głośno i poważnie: – Kogo szukacie? – Jezusa z Nazaretu – zawołali przywódcy. A Jezus rzekł: – Jam jest! Zaledwie wyrzekł te słowa, a żołdacy, jakby kurczem gwałtownym ogarnięci, rzucili się w tył i upadli na ziemię. Judasza, stojącego w pobliżu, zmieszało to jeszcze bardziej. Objawił chęć zbliżenia się do Jezusa, lecz Pan podniósł rękę i rzekł: – Przyjacielu, po co przyszedłeś? Na co Judasz, zmieszany, zaczął mówić coś o załatwionym interesie, lecz Jezus przerwał mu i, zdaje mi się, rzekł: – O, lepiej byłoby dla ciebie nie narodzić się wcale.

    Nie przypominam sobie na pewno tych słów. Podczas tego podnieśli się żołdacy z ziemi i oczekując umówionego znaku zdrajcy, pocałunku, zbliżyli się do Jezusa i Apostołów, a Piotr i inni obstąpili Judasza, powstając na niego i nazywając go złodziejem i zdrajcą. Chciał się Judasz łgarstwem wywinąć, ale nie udało mu się to; sami bowiem żołnierze, biorąc go w obronę przed Apostołami, dali tym samym świadectwo przeciw niemu.

    Na powtórne pytanie Jezusa, kogo szukają, odpowiedzieli żołdacy znowu: – Jezusa z Nazaretu! A Jezus rzekł: – Jam jest! Powiedziałem wam już to, więc jeśli Mnie szukacie, zostawcie innych w spokoju. Na Jego słowo: „Jam jest” upadli powtórnie żołdacy na ziemię, powykręcani, jak cierpiący na padaczkę, a tymczasem Apostołowie otoczyli znowu Judasza, rozgoryczeni przeciw niemu do najwyższego stopnia. Jezus zaś rzekł do leżących żołnierzy: – Wstańcie! I wstali zaraz, strachem przejęci; lecz gdy Judasz nadal kłócił się z Apostołami, a ci i na straż poczęli naciskać, zwrócili się żołnierze przeciw Apostołom, a oswobodziwszy w ten sposób Judasza, groźnie zażądali od niego, by dał im umówiony znak; mieli bowiem surowy nakaz tego tylko pojmać, kogo on pocałuje. Judasz więc rad nie rad przystąpił do Jezusa, uścisnął Go i pocałował, mówiąc:

    – Bądź pozdrowiony, Mistrzu! A Jezus odrzekł mu: – Judaszu, pocałowaniem zdradzasz Syna człowieczego! W tej chwili jednak otoczyli Go w koło żołnierze, a siepacze Go pochwycili. Judasz chciał uciekać, lecz Apostołowie przytrzymali go, a nacierając na żołnierzy, zawołali: – Panie, czy mamy wziąć się do mieczów? Piotr zaś w zapalczywości, nie czekając odpowiedzi, ciął mieczem Malchusa, pachołka arcykapłana, który chciał ich odpędzić i odciął mu kawałek ucha. Zraniony Malchus upadł na ziemię, więc zamieszanie stało się jeszcze większe.

    […]

    Judasz błądził długo po skalistej dolinie Hinnom na południe od Jerozolimy, pełnej śmieci, odpadków i nieczystości. Szatan opanowawszy go, nie dał mu spoczynku, a rozpacz rozsiadła się w jego sercu. Gnany niepokojem, podszedł w pobliże domu Kajfasza, właśnie gdy Jezus był w więzieniu. Lękliwie skradał się koło zabudowania, mając przy sobie u pasa pęk związanych srebrników, zapłatę swej zdrady. W budynku sądowym panowała cisza, widać było tylko pilnujące straże. Zbliżył się Judasz i nie poznany przez nich, zapytał jednego żołnierza, co też zamierzają zrobić z Galilejczykiem. Odpowiedziano mu, że już skazany na śmierć i że dziś będzie ukrzyżowany. Podszedłszy dalej, usłyszał znów żołnierzy rozmawiających między sobą, jak okrutnie obchodzono się z Jezusem i jak cierpliwie On to wszystko znosił.

    Z rozmowy dowiedział się dalej Judasz, że z brzaskiem dnia stawią znowu Jezusa przed Wielką Radę, by uroczyście i prawomocnie wydać nań wyrok. Chciwie, a zarazem z udręczeniem zbierał Judasz te wiadomości, lecz tymczasem zaczęło świtać, a w domu i koło domu ruch zrobił się większy, Judasz przeto cofnął się na tył domu, by nie być widzianym; podobnie jak Kain uciekał przed ludźmi, a zwątpienie opanowywało go coraz więcej. Lecz, oto, co napotkał! Natrafił właśnie na miejsce, gdzie obrabiano krzyż; pojedyncze kawałki leżały w porządku koło siebie a robotnicy spali otuleni w koce; nad Górą Oliwną tymczasem niebo zaczęło blask rzucać, a światło zdawało się niby wzdrygać paść na narzędzie naszego odkupienia. Przerażenie ogarnęło Judasza na widok tego krzyża, na którym miał zawisnąć Mistrz przezeń zaprzedany. Uciekł czym prędzej, ale nie zbyt daleko, bo chciał tu w ukryciu oczekiwać wyniku rannego sądu.

    […] Judasz w pobliżu się ukrywał, więc słyszał gwar, jaki powstał przy wyprowadzaniu Jezusa; do uszu jego dochodziły urywki rozmowy tych, którzy, opóźniwszy się, doganiali pochód. Słyszał, jak mówili: – Teraz prowadzą Go do PiłataWielka Rada” skazała Galilejczyka na śmierć, musi pójść na krzyż. Przy życiu przecie nie zostanie; obeszli się z Nim już i tak dobrze. Cierpliwy jest, nad miarę; nic nie mówił, tylko powiedział, że jest Mesjaszem i że będzie siedział po prawicy Boga; więcej nie chciał się nic tłumaczyć i dlatego musi iść na krzyż. Gdyby był tego nie powiedział, nie mogliby Mu udowodnić, że zasłużył na karę śmierci, a tak już przepadło. Ten łotr, który Go zaprzedał, był Jego uczniem i na krótki czas przedtem pożywał z Nim baranka wielkanocnego. Nie chciałbym maczać ręki w tej sprawie. Bądź co bądź jaki jest Galilejczyk, ale żadnego przyjaciela nie wydał na śmierć za pieniądze. Zaprawdę, ten niecnota zasługuje także na szubienicę.

    Słyszał to wszystko Judasz, widział, że już Jezus zgubiony jest bez ratunku, więc duszę jego owładnęła czarna trwoga, spóźniona skrucha i rozpacz. Dręczony przez szatana, puścił się cwałem. Trzos srebrników, uwieszony u pasa pod płaszczem, był mu bodźcem piekielnym i ościeniem. Ujął go w rękę, by uderzając mu o bok, nie sprawiał zbytniego chrzęstu i biegł na oślep przed siebie; ale nie pobiegł za Jezusem, by rzucić Mu się do nóg, by błagać Go o litość i przebaczenie i umrzeć z Nim razem; nie poszedł wyznać ze skruchą swą winę przed Bogiem, lecz chciał przed ludźmi zrzucić z siebie winę i pozbyć się zapłaty za zdradę. Pobiegł więc jak szalony do świątyni, gdzie po osądzeniu Jezusa zebrało się wielu starszych członków Rady, którzy byli przełożonymi nad kapłanami, pełniącymi służbę.

    Gdy Judasz, zmieniony na twarzy, zrozpaczony, stanął przed nimi, spojrzeli najpierw ze zdziwieniem po sobie, a potem z szyderczym uśmiechem utkwili w Judasza dumne spojrzenia. On zaś wyrwał zza pasa trzos srebrników, wyciągnął je ku nim i rzekł, gwałtownie wzruszony: – Odbierzcie te pieniądze, którymi skusiliście mnie do wydania Sprawiedliwego! Odbierzcie te pieniądze, a puśćcie Jezusa. Rozwiązuję nasza umowę; zgrzeszyłem ciężko, zdradziwszy krew niewinną. Lecz kapłani teraz dopiero dali mu odczuć całą swa pogardę dla niego. Wyciągnęli ręce, niby odpychając podawane srebrniki, jak gdyby nie chcieli się zanieczyszczać przez dotknięcie nagrody za zdradę, i rzekli: – Co nas to obchodzi, że ty zgrzeszyłeś? Jeśli mniemasz, żeś sprzedał niewinną krew, to już twoja rzecz. My wiemy, cośmy kupili od ciebie i znaleźliśmy Go winnym śmierci. Pieniądze sobie schowaj, nie chcemy się ich nawet dotykać!

    Tak mówili prędko i z roztargnieniem, jak ludzie, którzy, zajęci interesami, chcą okazać natrętnemu, że radziby się go pozbyć; wreszcie z pogardą odwrócili się od niego. Jego zaś złość porwała i rozpacz, przyprawiająca go prawie o utratę zmysłów; włosy zjeżyły mu się na głowie. Rozerwał obiema rękami łańcuszek, na którym nanizane były srebrniki, rzucił im je pod nogi, że aż rozsypały się po całej świątyni i wybiegł jak szalony za miasto.

    I znowu błądził na oślep po dolinie Hinnom, a szatan w strasznej postaci trzymał się wciąż jego boku i szeptał mu do ucha wszystkie przekleństwa Proroków, wypowiedziane o tej dolinie, na której Żydzi niegdyś ofiarowali bałwanom własne dzieci; chciał go w ten sposób przywieść do ostatecznej rozpaczy. Zdawało się Judaszowi, że prorok palcem wskazuje na niego, mówiąc te słowa: Wyjdą i będą oglądać zwłoki tych, którzy zgrzeszyli przeciw Mnie, a robak ich nie umrze, a ogień ich nie wygaśnie. To znowu brzmiało mu w uszach: Kainie, gdzie jest Abel, brat twój? Co uczyniłeś? Krew jego woła o pomstę do Mnie. Przeklęty będziesz na ziemi, błąkać się będziesz i uciekać od widoku ludzi! Błądząc tak, przybył Judasz nad potok Cedron i spoglądał ku Górze Oliwnej, lecz w tej chwili odwrócił się ze zgrozą.

    Wszak niedawno słyszał tam słowa: – Przyjacielu, po co przyszedłeś? Judaszu, pocałowaniem zdradzasz Syna człowieczego! Straszne przerażenie przejęło duszę Judasza, gdy to wspomniał, zmysły odmawiały mu służby, jednej myśli nie mógł zebrać, a czarny, wróg szeptał mu wciąż do uszu: – Tu, przez Cedron uciekał Dawid przed Absalonem; Absalon obwiesił się na drzewie i tak zginął. O tobie to zarazem prorokował Dawid, gdy mówił: „Złem odpłacili dobre, będzie miał surowego sędziego, szatan stanie po jego prawicy, wszelki sąd go potępi, krótkie będą dni jego życia; urząd jego obejmie kto inny, Pan zawsze mieć będzie w pamięci złośliwość jego przodków, i grzechy matki jego, bo bez litości prześladował ubogich, zabił zasmuconego. Lubował się w przekleństwach, niech więc będzie przeklęty; i oto wziął na siebie przekleństwo jak szatę, jak woda wcisnęło się ono w jego wnętrzności, jak oliwa weszło w jego golenie, odziała go klątwa jak szata, jak pas, który go opasuje na wieki.

    Poznawał Judasz, jak na jotę stosuje się to wszystko do niego, a sumienie dręczyło go strasznie, gorzej niż męki cielesne. Właśnie zabłądził w miejsce bagniste, pełne rumowisk i nieczystości, na południowy wschód od Jerozolimy u stóp góry Zgorszenia, gdzie go nikt nie mógł widzieć. Ale sumienie dręczyło go coraz więcej, a z miasta dolatywał doń głośny zgiełk, szatan zaś szeptał mu do ucha słowa: Oto prowadzą Go na śmierć! Ty Go zaprzedałeś! A wiesz ty, że napisano jest w Zakonie: „Kto sprzeda jedne duszę z braci swoich z dzieci Izraela i weźmie za nią zapłatę, śmiercią ma umrzeć. Zrób raz koniec, nędzniku! Zrób koniec! A Judasz, pod wpływem tych podszeptów, oddał się zupełnie rozpaczy; zdjąwszy pas, obwiesił się na drzewie o wielu rozgałęzieniach, wyrastającym z zagłębienia ziemi. A gdy już wisiał, rozpękło się jego ciało i wnętrzności wyleciały na ziemię.

    PCh24.pl/źródło: Żywot i bolesna męka Pana Naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Marki Jego Marii według widzeń świątobliwej Anny Katarzyny Emmerich (za: pasja.wg.emmerich.fm.interia.pl)

    _______________________________________________________________________________

    Bł. Anna Katarzyna Emmerich widziała UPADEK Europy! Burzenie kościołów, 'Wrogie Prusy, Moskwa niosąca wiele zła'

    fot. Gabriel von Max via Wikipedia, CC BY-SA 4.0

    ***

    Bł. Anna Katarzyna Emmerich widziała UPADEK Europy! Burzenie kościołów, ‘Wrogie Prusy, Moskwa niosąca wiele zła’

    “Widziałam różne części ziemi. Mój przewodnik wskazał mi Europę i pokazując mi piaszczyste miejsce, wyrzekł te znaczące słowa: “Oto wrogie Prusy” (…) “Oto Moskwa niosąca ze sobą wiele zła.”

    Anna Katarzyna urodziła się 8 września 1774 r. w ubogiej rodzinie w wiosce Flamske, w diecezji Münster w Westfalii, w północno-wschodnich Niemczech.Oprócz łaski stygmatów Anna Katarzyna Emmerich od 4 roku życia miała dar widzenia spraw nadprzyrodzonych, dotyczących męki i śmierci Pana Jezusa, życia Najświętszej Maryi Panny, świętych i uroczystości kościelnych, w których skromna, niewykształcona wieśniaczka wykazywała zadziwiającą znajomość topografii, szczegółów archeologicznych i historycznych, objawionych jej w wizjach wypadków. Miała również wizję misternego burzenia Kościoła przez masonerię świecką i kościelną.

    A oto fragmenty wizji:

    “Widziałam różne części ziemi. Mój przewodnik wskazał mi Europę i pokazując mi piaszczyste miejsce, wyrzekł te znaczące słowa: “Oto wrogie Prusy”. Pokazał mi następnie punkt najbardziej wysunięty na północ mówiąc: “Oto Moskwa niosąca ze sobą wiele zła.” (A III.133)*

    Mieszkańcy odznaczali się niesłychaną pychą. Zobaczyłam, że zbrojono się i pracowano wszędzie. Wszystko było ciemne i zagrażające. Zobaczyłam tam świętego Bazylego i innych (przyp. wyd. franc.: na Placu Czerwonym jest katedra św. Bazylego). Ujrzałam pałac o lśniących dachach. Na nim stał szatan na czatach. Widziałam, że spośród demonów związanych przez Chrystusa w czasie jego zstąpienia do piekieł, kilku się niedawno rozwiązało i wskrzesiło tę sektę (masonerii). Zobaczyłam, że inne zostaną uwolnione… (19.10.1823)

    Ujrzałam straszne skutki działań wielkich propagatorów “światła” wszędzie tam, gdzie dochodzili oni do władzy i przejmowali wpływy albo dla obalenia kultu Bożego oraz wszelkich praktyk i pobożnych ćwiczeń, albo dla uczynienia z nich czegoś równie próżnego jak używane przez nich słowa: światło, miłość, duch. Usiłowali pod nimi ukryć przed sobą i innymi opłakaną pustkę swych przedsięwzięć, w których Bóg był niczym. (A. III 161).

    Zobaczyłam ludzi z tajnej sekty podkopującej nieustannie wielki Kościół… (A. III.113) i zobaczyłam blisko nich obrzydliwą Bestię, która wyszła z morza.

    Miała ogon jak u ryby, pazury jak u lwa i liczne głowy, które otaczały jak korona jej największą głowę. Miała pysk szeroki i czerwony. Była w cętki jak tygrys i okazywała wielką zażyłość wobec burzących. Kładła się często pośród nich, gdy pracowali. Oni zaś często wchodzili do pieczary, w której czasami się chowała. W tym czasie widziałam tu i tam na całym świecie wielu ludzi dobrych i pobożnych przede wszystkim duchownych znieważanych, więzionych i uciskanych i miałam wrażenie, że któregoś dnia staną się męczennikami. (A. III.113).

    Kościół był już w dużej mierze zburzony, tak że pozostawało jeszcze tylko prezbiterium z ołtarzem. Ujrzałam burzących, jak weszli do niego razem z bestią. Wchodząc do Kościoła z bestią burzyciele napotkali tam potężną niewiastę pełną majestatu. Zdawało się, że spodziewała się dziecka, szła bowiem powoli. Nieprzyjaciół ogarnęło przerażenie na jej widok, a bestia nie mogła postąpić nawet o jeden krok. Wyciągnęła w powietrzu najbardziej wściekłą szyję w kierunku tej niewiasty, jak gdyby chciała ją pożreć. Lecz Ona się odwróciła i upadła na twarz. Zobaczyłam wtedy bestię uciekającą w kierunku morza, a nieprzyjaciele biegli w wielkim nieładzie. (A. III.113)

    Zobaczyłam Kościół św. Piotra i ogromną ilość ludzi pracującą by go zburzyć. Ujrzałam też innych naprawiających go. Linia podziału pomiędzy wykonującymi tę dwojaką pracę ciągnęła się przez cały świat. Dziwiła mnie równoczesność tego, co się dokonywało. Burzyciele odrywali wielkie kawały (budowli). Byli to w szczególności zwolennicy sekt w wielkiej liczbie, a z nimi – odstępcy. Ludzie ci, wykonując swą niszczycielską pracę, wydawali się postępować według pewnych wskazań i jakiejś zasady. Nosili białe fartuchy, obszyte niebieską wstążką i przyozdobione kieszeniami z kielniami przyczepionymi do pasa. Mieli szaty wszelkiego rodzaju. Byli pomiędzy nimi ludzie dostojni, wielcy i potężni w mundurach i z krzyżami, którzy jednak nie przykładali sami ręki do dzieła, lecz kielnią oznaczali na murach miejsca, które trzeba było zniszczyć. Z przerażeniem ujrzałam wśród nich także katolickich kapłanów. Zburzono już całą wewnętrzną część Kościoła. Stało tam jeszcze tylko prezbiterium z Najświętszym Sakramentem. (A. II. 202-203)”.

    Kościół św. Piotra był zniszczony, z wyjątkiem prezbiterium i głównego ołtarza. (A. III. 118) Widziałam znowu atakujących i burzących Kościół św. Piotra. Zobaczyłam, że na końcu Maryja rozciągnęła płaszcz nad Kościołem i nieprzyjaciele Boga zostali przepędzeni. (A. II.414) Znowu miałam wizję tajnej sekty podkopującej ze wszystkich stron Kościół św. Piotra. Pracowali oni przy pomocy różnego rodzaju narzędzi i biegali to tu, to tam, unosząc ze sobą kamienie, które z niego oderwali. Musieli jedynie pozostawić ołtarz. Nie mogli go wynieść. Zobaczyłam, jak sprofanowano i skradziono obraz Maryi. (A. III. 556) Poskarżyłam się Papieżowi. Pytałam go, jak może tolerować, że jest tylu kapłanów wśród burzących. Widziałam przy tej okazji, dlaczego Kościół został wzniesiony w Rzymie. To dlatego, że tam jest centrum świata i że wszystkie narody są z nim na różne sposoby związane.

    Zobaczyłam też, że Rzym stoi jak wyspa, jak skała pośrodku morza, gdy wszystko wokół niego obraca się w ruinę. Gdy patrzyłam na burzących, zachwycała mnie ich wielka zręczność. Posiadali wszelkie rodzaje maszyn, wszystko dokonywało się według pewnego planu. Nic nie waliło się samo. Nie robili hałasu. Na wszystko zwracali uwagę, uciekali się do wszelkich rodzajów podstępów i kamienie wydawały się często znikać w ich rękach. Niektórzy z nich ponownie budowali; niszczyli to, co było święte i wielkie, a to, co budowali było próżne, puste i powierzchowne. Np. wynosili kamienie z ołtarza i budowali z nich schody wejściowe. (A. III. 556)

    )przekład z fr. Ewa Bromboszcz. Raoul Auclair. Prophétie de Catherine Emmerich pour notre Temps, Nouvelles Ed. Latines, Paryż 1974)

    Oznaczenia francuskiego wydawcy w tekście określają źródło cytatów:

    * A: Vie d’Anne-Catherine Emmerich (t. I-III) K. E. Schmoeger, Téqui 1950

    Fronda.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    8 lutego

    Święta Józefina Bakhita, dziewica

    Zobacz także:
      •  Święty Hieronim Emiliani
      •  Święty Idzi Maria od św. Józefa, zakonnik
    ***
    Święta Józefina Bakhita

    Józefina Bakhita urodziła się w 1868 r. w Sudanie. W wieku około 10 lat została porwana i stała się niewolnicą. Wielokrotnie sprzedawana kolejnym właścicielom, doświadczyła niemal wszystkich fizycznych i duchowych cierpień wynikających z niewolnictwa. Gdy ostatecznie znalazła się w rękach Callisto Legnani’ego, włoskiego konsula, odzyskała wolność. Wraz z nim udała się do Włoch, by zajmować się jego rodziną. Tam zetknęła się ze zgromadzeniem Córek Miłosierdzia, które podjęło trud jej religijnego wykształcenia. Po kilku miesiącach przygotowań Bakhita przyjęła chrzest i bierzmowanie. Otrzymała wówczas imię Józefina – jako znak nowego życia. Kilka lat później wstąpiła do zgromadzenia Córek Miłosierdzia w Wenecji. Przez następnych 50 lat służyła Bogu i współsiostrom, podejmując najprostsze prace: gotowanie, sprzątanie, szycie. Jej przyjemny wygląd i ciepły głos pomagał wielu biednym i opuszczonym, którzy przychodzili do klasztoru, w którym mieszkała. Po długotrwałej chorobie zmarła w 1947 r.
    W 1992 r. beatyfikował ją św. Jan Paweł II. W następnym roku, podczas swej podróży apostolskiej do Afryki, mówił: “Ciesz się, Afryko! Bakhita wróciła do ciebie: córka Sudanu, sprzedana w niewolę, cieszy się już wolnością – wolnością wiekuistą, wolnością świętych!” W październiku 2000 r. św. Jan Paweł II kanonizował Józefinę Bakhitę. Benedykt XVI w encyklice Spe salvi przytoczył natomiast jej życiorys jako przykład nierozerwalnej i determinującej relacji wiary i nadziei w życiu chrześcijan.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    7 lutego

    Błogosławiony Pius IX, papież

    Zobacz także:
      •  Święty Ryszard, król
      •  Święty Teodor, żołnierz, męczennik
      •  Święta Koleta z Corbie, dziewica
      •  Święty Gwaryn, biskup
      •  Święty Jan z Triory, prezbiter i męczennik
      •  Błogosławiona Klara Ludwika Szczęsna, dziewica
    ***

    Błogosławiony Pius IX

    Jan Maria Mastai Ferretti przyszedł na świat w dniu 13 maja 1792 roku w Senigalii, we Włoszech, w rodzinie hrabiowskiej jako drugie dziecko Hieronima i Katarzyny Sollazi. Matka troszczyła się o religijne wychowanie i wrażliwość na potrzeby bliźnich. Rodzina głęboko przeżyła śmierć papieża Piusa VI, który umarł na wygnaniu w Walencji. Katolicy obawiali się o przyszłość Kościoła. Kościoły zamykano, mordowano biskupów, księży i świeckich wiernych Chrystusowi. Ale Opatrzność Boża czuwała nad Kościołem. Nowym papieżem został Pius VII.
    Tymczasem Jana Marię oddano na naukę do kolegium w Volterra w Toskanii. W młodości cierpiał na chorobę (prawdopodobnie epilepsję), z której został uzdrowiony za przyczyną Matki Bożej Loretańskiej. Wciąż głęboko przeżywał prześladowania Kościoła i jego pasterzy. Jego wujek, biskup Pesaro, został porwany i uwięziony za wierność nowemu papieżowi. Stryj, kanonik u Św. Piotra, za to samo został wypędzony z Rzymu. W końcu podniesiono rękę na papieża – uwięziono Piusa VII: najpierw w Sawonie, potem w Fontainebleau. Wydawało się, że władza doczesna papieży upadła pod ciężką ręką cesarza Napoleona I Bonaparte. Przyszłość przyniosła odmianę losu.
    W 1819 r. Jan Maria przyjął święcenia kapłańskie. Został wkrótce mianowany rektorem instytutu wychowawczego “Tata Giovanni”. W latach 1823-1825 towarzyszył nuncjuszowi apostolskiemu w Chile. Pełnił potem funkcję dyrektora rzymskiego hospicjum św. Michała.
    W 1827 roku, mając 35 lat, został biskupem Spoleto, a po pięciu latach – Imoli. Jako ordynariusz wyróżniał się wielką troską o dobro wiernych, otaczał opieką duchowieństwo i seminarzystów, popierał przedsięwzięcia wychowawcze i oświatowe. Przy tak wielu obowiązkach potrafił prowadzić głębokie życie duchowe. Wiele czasu poświęcał na modlitwę i kontemplację, ożywiany żarliwą pobożnością maryjną i kultem Najświętszego Serca Pana Jezusa. Godność kardynalską otrzymał w 1840 roku. Sześć lat później, w dniu 1 czerwca 1846 roku, zmarł papież Grzegorz XVI. Świat katolicki czekał na wybór Ojca świętego.
    Nadeszła noc 14 czerwca 1846 roku. Dochodziła północ, kiedy za kilkudziesięcioma kardynałami zamknęła się brama konklawe. Zaczęło się pełne niepokoju oczekiwanie. Wszyscy zadawali sobie pytanie, kto przejmie stery Kościoła w obliczu nadchodzących politycznych zmian. Państwo Kościelne, od tysiąca lat przypisane następcom świętego Piotra, zaczynało chylić się ku upadkowi. Świecka władza papieży stawała się nieznośnym obciążeniem dla nich samych, jak i dla ich poddanych. Wiecznym Miastem coraz częściej wstrząsały bunty niezadowolonej ludności.
    Dwa dni później, w dniu 16 czerwca 1846 roku, Jan Mastai został wybrany na papieża. Przyjął imię Piusa IX – z wdzięczności dla Piusa VII, który wiele lat wcześniej zezwolił na udzielenie mu święceń. Tamta dyspensa była konieczna, w młodości bowiem Jan cierpiał na epilepsję, co w zwykłych warunkach zamykało drogę do kapłaństwa. Z tej samej zresztą przyczyny nie został wcześniej przyjęty do gwardii papieskiej. Po święceniach już nigdy ataki nie powtórzyły się. Teraz miał 54 lata.
    Pius IX był wielkim papieżem na trudne czasy. Jego uwagę pochłaniały w dużej mierze sprawy Państwa Kościelnego, którego integralność starał się zachować, zarazem reformując je od wewnątrz. Zreorganizował administrację, dopuścił do udziału w rządzie centralnym przedstawicieli prowincji, a wreszcie ogłosił konstytucję. Były to jednak półśrodki, które zadowalały tylko na krótki czas. Ponieważ droga do zjednoczenia Włoch wiodła przez uwolnienie się od zwierzchnictwa Austrii, większość Włochów spodziewała się, że wojska papieskie razem z nimi zaatakują Austrię. Pius IX, mimo wielkiej sympatii do ruchu narodowego, stanowczo odmówił.

    Błogosławiony Pius IX

    W listopadzie 1848 roku mianowany przez niego nowy premier, Pellegrino Rossi, został zamordowany. To był cios i dla papieża. Uznał, że nie może dłużej pozostać w Rzymie, bo to oznaczałoby zgodę na rewolucyjne zmiany. W jesienny poranek, w czarnej sutannie i w ciemnych okularach, wyjechał potajemnie z miasta. Udał się do Gaety, a potem do Neapolu. W tym czasie Rzym ogłosił się republiką i pozbawił papieża jego świeckiej władzy. Prawie nikt z ludzi Kościoła nie wyobrażał sobie wtedy, żeby papiestwo mogło skutecznie funkcjonować bez własnego państwa. Dlatego też Pius IX zdecydował się poprosić o zbrojną interwencję Francję, Austrię, Hiszpanię i Neapol.
    Udręczony sytuacją Pius IX, po powrocie do stolicy, całą administracją i polityką państwa obarczył konserwatywnego kardynała Antonellego. Sam chciał być przede wszystkim pasterzem Kościoła. Nie było to jednak do końca możliwe. Jego konserwatywne przekonania i wrogość do tendencji rewolucyjnych siłą rzeczy odbijały się na polityce państwa. To powodowało niepokoje społeczne i w efekcie trzeba było angażować coraz więcej sił policyjnych. Mimo wszystko udało się względnie ustabilizować gospodarkę. Wiele zostało też zrobione w dziedzinie architektury i sztuki: restaurowano zabytki, prowadzono wykopaliska, otwarto liczne zakłady dobroczynne. Wszystkie te zmiany mogły jednak tylko opóźnić nadejście nieuchronnego końca. Lecz dla papieża i wielu katolików ta nieuchronność była niemożliwa do przyjęcia.
    W 1860 roku wojsko Zjednoczonego Królestwa Włoskiego opanowało większość terytorium Państwa Kościelnego. Pius IX nie ustępował. Odrzucił propozycję rezygnacji z państwa za cenę suwerenności Rzymu. Sądził, że uderzy to w Kościół i uważał za swój obowiązek sprzeciwianie się temu bez względu na koszty. Osobom ze swego otoczenia powtarzał: “W ludzkich sprawach trzeba robić tyle, ile można, i tym się zadowolić, a resztę zawierzyć Opatrzności, która uleczy wady i niedostatki człowieka”. W 1864 roku ogłosił encyklikę Quanta cum, w której potępił między innymi racjonalizm, socjalizm, wolność prasy, równość kultów wobec prawa i nieskrępowaną wolność sumienia. Do encykliki dołączono Syllabus – wykaz 80 błędów nauk epoki, wśród których znalazły się socjalizm i komunizm, wolnomularstwo, nowoczesny liberalizm i odrzucanie władzy papieskiej.
    Nadchodził rok 1869. Od dłuższego czasu dojrzewała myśl zwołania soboru. Pius IX liczył, że dzięki niemu możliwe będzie przeciwstawienie się racjonalizmowi i wszystkiemu, co on ze sobą niesie. W grudniu zgromadzenie biskupów zostało otwarte. Ojcowie soboru pracowali z pośpiechem. Im też udzieliło się napięcie, które ogarnęło Europę. W powietrzu wisiała wojna Francji z Prusami, co musiało się odbić na losach Państwa Kościelnego. Rankiem dnia 18 lipca nad Rzymem przeszła ciężka burza, jakby zwiastując zbliżające się wydarzenia. Zebrani w auli soborowej biskupi, w blasku błyskawic i huku przewalających się nad miastem gromów, głosowali właśnie nad przyjęciem konstytucji Pastor aeternus, która formułowała dogmat o nieomylności papieskiej. Miażdżąca większość biskupów oddała głosy na “tak”.
    “Ten dogmat przyszedł w momencie, kiedy był najbardziej potrzebny” – mówiono później. Rzeczywiście, wzmacniał on autorytet następcy świętego Piotra właśnie wtedy, gdy bezpowrotnie tracił on oparcie w strukturach doczesnych. Po miesiącu, w związku z wybuchem wojny, Rzym opuścił korpus francuski. W dniu 15 września kilkutysięczny oddział papieski bez walki złożył broń przed nadchodzącymi wojskami włoskimi. Obszar świeckiej władzy papieża ograniczył się już tylko do murów Wiecznego Miasta. Pius IX kazał ich bronić, aż powstanie w nich wyłom. Działa oblegających dokonały tego wkrótce. W dniu 15 września, o godzinie dziesiątej, do Rzymu wkroczył generał wojsk włoskich Cadorna. Tak zakończył się tysiącletni etap dziejów Państwa Kościelnego.
    Ostatnie lata życia papież spędził w murach pałacu papieskiego, nie opuszczając ich ani razu. Na znak protestu ogłosił się “więźniem Watykanu”. Ten swoisty tytuł na ponad pół wieku miał przylgnąć do papieży, aż do czasu, kiedy państwo włoskie pojednało się z papiestwem i potwierdziło suwerenność państwa Watykan (w 1929 roku, gdy papież Pius XI podpisał traktaty laterańskie). Szczerze oddany Chrystusowi, uważał, że dla dobra Kościoła musi działać nawet wbrew swoim naturalnym cechom. Był bowiem człowiekiem o niezwykłym uroku osobistym, pełnym prostoty i zarazem wewnętrznej godności. Każdy, kto znał go bliżej, stawał się jego przyjacielem. Pod wrażeniem jego osobowości byli nawet niekatolicy. Kiedy jednak w grę wchodziły sprawy wiary, stawał się nieustępliwy.
    Papież odnowił hierarchię kościelną w Anglii i Holandii, popierał rozwój katolicyzmu w Ameryce Północnej, zawarł konkordaty z kilkunastoma krajami, czynnie występował w obronie praw Kościoła w Niemczech w okresie Kulturkampfu. Miało to szczególne znaczenie na terenach zaboru pruskiego, w Polsce, gdzie walka władz niemieckich z Kościołem katolickim zmierzała do osłabienia tożsamości religijno-narodowej polskiego narodu. Uwięzionego wówczas arcybiskupa gnieźnieńskiego Mieczysława Ledóchowskiego Pius IX mianował kardynałem. Występował w obronie unitów na Podlasiu, siłą zmuszanych przez carat do przejścia na prawosławie. Beatyfikował Andrzeja Bobolę i kanonizował Jozafata Kuncewicza. Przeciwstawiał się rusyfikacji nabożeństw na ziemiach polskich, poparł utworzenie w Rzymie przez zmartwychwstańców Kolegium Polskiego, w czasie powstania styczniowego apelował do Austrii i Francji, by pospieszyły Polsce z pomocą, a cara wzywał do zaprzestania represji.
    W 1854 r. Pius IX ogłosił dogmat o Niepokalanym Poczęciu NMP.
    Pius IX był jednym z tych papieży, którzy wytrwale pracowali nad podniesieniem do chwały ołtarzy wiernych synów i córki Kościoła. Podjął i daleko posunął wielką liczbę procesów kanonizacyjnych. Franciszka Salezego i Alfonsa Liguoriego, po skrupulatnym zbadaniu ich dzieł, ogłosił doktorami Kościoła.
    Zmarł w dniu 7 lutego 1878 roku w wieku 86 lat. Pozostawił po sobie dobrą pamięć i szczery żal katolików na całym świecie. Pontyfikat tego papieża, tercjarza franciszkańskiego, był – po św. Piotrze Apostole – najdłuższym w dziejach Kościoła katolickiego. Trwał 32 lata.
    Św. Jan Paweł II wprowadził go do grona błogosławionych w dniu 3 września 2000 roku. Jak mówił, Pius IX “pośród burzliwych wydarzeń swojej epoki był wzorem bezwarunkowej wierności wobec niezmiennego depozytu prawd objawionych. Wypełniając w każdych okolicznościach powinności swojej posługi, potrafił przyznać absolutne pierwszeństwo Bogu i wartościom duchowym (…) Był otoczony miłością wielu, ale także nienawidzony i oczerniany. Postawa Piusa IX (…) i podejmowane przezeń doraźne decyzje były wówczas i pozostają do dziś przedmiotem polemik, ale beatyfikując któregoś ze swoich synów, Kościół nie wyraża przez to uznania dla dokonanych przezeń wyborów historycznych, ale wskazuje go jako godnego naśladowania i czci ze względu na jego cnoty, ku chwale łaski Bożej, która w nich jaśnieje”.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    _________________________________________________________________________________

    Więzień Watykanu – bł. Pius IX

    Więzień Watykanu – bł. Pius IX

    bł. Pius IX – Jilligate, Public domain, via Wikimedia Commons

    ***

    Europa połowy dziewiętnastego wieku była kontynentem w stanie wrzenia. Także państwo kościelne było pod ogromną presją z jednej strony koniecznych reform i modernizacji, z drugiej procesu zjednoczenia Włoch, które mogło się dokonać tylko kosztem przejęcia terenów będących we władzy papieża. 7 lutego wspominamy w liturgii błogosławionego Piusa IX, papieża o najdłuższym pontyfikacie po św. Piotrze, uciekającego w przebraniu, potem “więźnia Watykanu”.

    Jan Maria Mastai Ferretti przyszedł na świat 13 maja 1792 roku w Senigalii, we Włoszech. W 1819 r. przyjął święcenia kapłańskie. Mając 35 lat został biskupem Spoleto, a po pięciu latach – Imoli. 16 czerwca 1846 roku, Jan Mastai został wybrany na papieża. Przyjął imię Piusa IX. Miał 54 lata.

    W listopadzie 1848 roku mianowany przez Papieża Piusa IX nowy premier, Pellegrino Rossi, został zamordowany. To był cios i dla papieża. Uznał, że nie może dłużej pozostać w Rzymie, bo to oznaczałoby zgodę na rewolucyjne zmiany. W jesienny poranek, w czarnej sutannie i w ciemnych okularach, wyjechał potajemnie z miasta. Udał się do Gaety, a potem do Neapolu. W tym czasie Rzym ogłosił się republiką i pozbawił papieża jego świeckiej władzy.
    Udręczony sytuacją Pius IX, po powrocie do stolicy, całą administracją i polityką państwa obarczył kardynała Antonellego. Sam chciał być przede wszystkim pasterzem Kościoła. Nie było to jednak do końca możliwe.

    Pius IX był wielkim papieżem na trudne czasy. Jego uwagę pochłaniały w dużej mierze sprawy Państwa Kościelnego, którego integralność starał się zachować, zarazem reformując je od wewnątrz. Zreorganizował administrację, dopuścił do udziału w rządzie centralnym przedstawicieli prowincji, a wreszcie ogłosił konstytucję. Były to jednak półśrodki, które zadowalały tylko na krótki czas.
    W 1854 roku Pius IX ogłosił dogmat o Niepokalanym Poczęciu NMP.
    W 1860 roku wojsko Zjednoczonego Królestwa Włoskiego opanowało większość terytorium Państwa Kościelnego.
    Nadchodził rok 1869. Od dłuższego czasu dojrzewała myśl zwołania soboru. Pius IX liczył, że dzięki niemu możliwe będzie przeciwstawienie się racjonalizmowi i wszystkiemu, co on ze sobą niesie. W grudniu zgromadzenie biskupów zostało otwarte. Ojcowie soboru pracowali z pośpiechem. Im też udzieliło się napięcie, które ogarnęło Europę. W powietrzu wisiała wojna Francji z Prusami, co musiało się odbić na losach Państwa Kościelnego.

    Rankiem 18 lipca nad Rzymem przeszła ciężka burza, jakby zwiastując zbliżające się wydarzenia. Zebrani w auli soborowej biskupi, w blasku błyskawic i huku przewalających się nad miastem gromów, głosowali właśnie nad przyjęciem konstytucji Pastor aeternus, która formułowała dogmat o nieomylności papieskiej. Miażdżąca większość biskupów oddała głosy na “tak”.
    Po miesiącu, w związku z wybuchem wojny, Rzym opuścił korpus francuski. Obszar świeckiej władzy papieża ograniczył się już tylko do murów Wiecznego Miasta. Pius IX kazał ich bronić, aż powstanie w nich wyłom. Działa oblegających dokonały tego wkrótce. W dniu 15 września 1870 r., o godzinie dziesiątej, do Rzymu wkroczył generał wojsk włoskich Cadorna. Tak zakończył się tysiącletni etap dziejów Państwa Kościelnego.

    Ostatnie lata życia papież spędził w murach pałacu papieskiego, nie opuszczając ich ani razu. Na znak protestu ogłosił się “więźniem Watykanu”. Ten swoisty tytuł przylgnął do papieży aż do roku 1929, gdy Pius XI podpisał traktaty laterańskie. Pius IX zmarł 7 lutego 1878 roku, mając 86 lat. Jego pontyfikat trwał 32 lata. Jan Paweł II beatyfikował go 3 września 2000 roku.

    o. Paweł Kosiński SJ/Deon.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    6 lutego

    Święci męczennicy
    Paweł Miki i Towarzysze

    Zobacz także:
      •  Święta Dorota, dziewica i męczennica
    ***
    Święty Paweł Miki i Towarzysze
    Na początku XVI wieku chrześcijaństwo w Japonii rozwijało się bardzo dynamicznie. Pierwszym misjonarzem w tym kraju był św. Franciszek Ksawery w latach 1549-1551. Niestety, pięknie zapowiadające się dzieło zostało prędko zatrzymane przez fanatyzm władców. Wybuchło nagłe, bardzo krwawe prześladowanie. Na te właśnie czasy przypada bohaterska śmierć św. Pawła Miki i jego 25 Towarzyszy. Wśród tych męczenników było 3 jezuitów, 6 franciszkanów i 17 tercjarzy franciszkańskich.
    Paweł Miki urodził się koło Kioto w zamożnej rodzinie w roku 1565. Miał zaledwie 5 lat, kiedy otrzymał chrzest – w Japonii w XVI w. zdarzało się to niezwykle rzadko. Kształcił się u jezuitów, do których w wieku 22 lat wstąpił. Będąc klerykiem, pomagał misjonarzom jako katechista. Po nowicjacie i studiach przemierzył niemal całą Japonię, głosząc naukę Chrystusa. Kiedy miał już otrzymać święcenia kapłańskie, w 1597 r. wybuchło prześladowanie. Aresztowano go i poddano torturom, aby wyrzekł się wiary. W więzieniu spotkał się z 23 Towarzyszami. Po torturach obwożono ich po mieście z wypisanym wyrokiem śmierci. Paweł wykorzystał okazję, by zebranym tłumom głosić Chrystusa. Więźniów umieszczono w więzieniu w pobliżu miasta Nagasaki. Dołączono do nich jeszcze dwóch chrześcijan, których aresztowano za to, że usiłowali nieść pomoc więźniom. Na naleganie prowincjała władze zgodziły się dopuścić do skazanych kapłana z sakramentami. Tę okazję wykorzystali dwaj nowicjusze, by na jego ręce złożyć śluby zakonne.
    Poza miastem ustawiono 26 krzyży, na których zawieszono aresztowanych chrześcijan. Paweł Miki jeszcze z krzyża głosił zebranym poganom Chrystusa, dając wyraz swojej radości z tego, że ginie tak zaszczytną dla siebie śmiercią. Zachęcał do wytrwania także swoich Towarzyszy. Męczennicy przeszyci lancami żołnierzy dopełnili swej ofiary 5 lutego 1597 r. Są to pierwsi męczennicy Dalekiego Wschodu. Do chwały błogosławionych wyniósł ich Urban VIII w roku 1627, a do chwały świętych – Pius IX w roku 1862. Ten sam papież doprowadził ponadto do beatyfikacji kolejnych 205 męczenników japońskich, którzy ponieśli śmierć w wieku XVII.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ___________________________________________________________________________________

    Św. Paweł Miki SJ – upodobniony do Chrystusa

    Św. Paweł Miki SJ - upodobniony do Chrystusa

    (fot. Wikimedia Commons)

    ***

    Umierał na krzyżu jak nasz Pan Jezus Chrystus, 5 lutego 1597 r. w Nagasaki, razem z 25 ukrzyżowanymi męczennikami. Prężnie rozwijające się młode chrześcijańskie wspólnoty spotkało niespodziewanie okrutne prześladowanie. Ich powodem była miedzy innymi konkurencja pomiędzy kupcami portugalskimi i hiszpańskimi. Japończycy poczuli się zagrożeni słysząc pogłoski, że chrześcijańscy misjonarze, głównie jezuici i franciszkanie są szpiegami europejskich potęg usiłujących zapanować nad krajem.

    Paweł Miki urodził się ok. 1565 r. w zamożnej rodzinie niedaleko Kioto. Będąc dzieckiem otrzymał Chrzest św. Gdy miał jedenaście lat rozpoczął naukę w szkole prowadzonej przez jezuitów. Wstąpił do nowicjatu Towarzystwa Jezusowego w wieku 22 lat. Po nowicjacie i odbytych studiach przez długi czas był wędrownym katechistą na terenie całej Japonii. Przygotował także na piśmie w języku japońskim główne prawdy wiary. Niedługo przed przyjęciem przez niego święceń kapłańskich wybuchły prześladowania.

    Paweł został aresztowany w Kioto. Razem z innymi zatrzymanymi zakonnikami i świeckim, poddany był torturom. Gdy oszpeconych wyznawców obwożono po mieście i wyśmiewano, Paweł również wtedy głosił Ewangelię i śmiało przemawiał do tłumów.

    Wkrótce potem na wzgórzu w Nagasaki ustawiono 26 krzyży, do których przybito męczenników. Świadkiem męczeństwa byli licznie zgromadzeni tam chrześcijanie, którzy modlili się razem z ukrzyżowanymi. Wydarzenie to było na przedłużeniu misterium jerozolimskiej Golgoty, na której umierał Jezus Chrystus, nasz Odkupiciel. Męczennicy, obdarzeni specjalną łaską, śpiewali psalmy i wielbili Boga. Jak relacjonował świadek męczeństwa, w pewnym momencie do wszystkich przemówił jezuita Paweł Miki:

    “Nasz brat, Paweł Miki, skoro zobaczył, że zajmuje miejsce najzaszczytniejsze ze wszystkich, na jakie kiedykolwiek wstępował, oświadczył najpierw zebranym, iż jest Japończykiem należącym do Towarzystwa Jezusowego, że umiera z powodu głoszenia Ewangelii i że dziękuje Bogu za tak wspaniałe Jego dobrodziejstwo. Następnie dodał takie słowa: <Myślę, że skoro doszedłem do tej chwili, nikt z was nie będzie mnie podejrzewał o chęć przemilczenia prawdy. Dlatego oświadczam wam, że nie ma innej drogi zbawienia poza tą, którą podążają chrześcijanie. Ponieważ ona uczy mnie wybaczyć wrogom oraz wszystkim, co mnie skrzywdzili, dlatego z serca przebaczam królowi, a także wszystkim, którzy zadali mi śmierć, i proszę ich, aby zechcieli przyjąć chrzest>. Potem się zwrócił ku swoim towarzyszom toczącym ostatni bój, aby im dodać otuchy”.

    Paweł Miki wraz z innymi towarzyszami męczeństwa został beatyfikowany w 1627 r. przez Urbana VIII; kanonizował ich w 1862 Pius IX.

    “Boże, mocy wszystkich Świętych, Ty po męczeństwie na krzyżu wezwałeś do życia wiecznego świętych męczenników Pawła Miki i jego towarzyszy, spraw za ich wstawiennictwem, abyśmy aż do śmierci mężnie trwali w wierze, którą wyznajemy”.

    o. Marek Wójtowicz SJ/Deon.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________


    5 lutego

    Święta Agata, dziewica i męczennica



     
    „IcoonAgatha” autorstwa Bergognone (1481-1522) – Transferred from nl.wikipedia 
    ***

    Agata (etymologicznie: “dobra”) zwana Sycylijską jest jedną z najbardziej czczonych w chrześcijaństwie świętych. Wiadomości o niej mamy przede wszystkim w aktach jej męczeństwa. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa istniał bowiem zwyczaj, że sporządzano akta męczenników; większość z nich nie doczekała do naszych czasów. Akta męczeństwa Agaty pochodzą dopiero z V wieku.
    Według opisu męczeństwa Agata urodziła się w Katanii na Sycylii ok. 235 r. Po przyjęciu chrztu postanowiła poświęcić się Chrystusowi i żyć w dziewictwie. Jej wyjątkowa uroda zwróciła uwagę Kwincjana, namiestnika Sycylii. Zaproponował jej małżeństwo. Agata odmówiła, wzbudzając w odrzuconym senatorze nienawiść i pragnienie zemsty. Trwały wówczas prześladowania chrześcijan, zarządzone przez cesarza Decjusza. Kwincjan aresztował Agatę. Próbował ją zniesławić przez pozbawienie jej dziewiczej niewinności, dlatego oddał ją pod opiekę pewnej rozpustnej kobiety, imieniem Afrodyssa. Kiedy te zabiegi spełzły na niczym, namiestnik skazał Agatę na tortury, podczas których odcięto jej piersi. W tym czasie miasto nawiedziło trzęsienie ziemi, w którym zginęło wielu pogan. Przerażony namiestnik nakazał zaprzestać mąk, gdyż dostrzegł w tym karę Bożą. Ostatecznie Agata poniosła śmierć, rzucona na rozżarzone węgle, 5 lutego 251 r.
    Jej ciało chrześcijanie złożyli w bezpiecznym miejscu poza miastem. Papież Symmachus (+ 514) wystawił ku jej czci w Rzymie przy Via Aurelia okazałą bazylikę. Kolejną świątynię w Rzymie poświęcił jej św. Grzegorz Wielki w roku 593. Wreszcie papież Grzegorz II (+ 731) przy bazylice św. Chryzogona na Zatybrzu wystawił ku jej czci trzeci rzymski kościół. Dowodzi to wielkiej czci, jaką otaczano ją w owych czasach. Obecnie ciało Agaty znajduje się w katedrze w Katanii. Wielkiej czci doznają jej relikwie, m.in. welon, dzięki któremu, jak niesie podanie, Katania niejeden raz miała doznać ocalenia.
    W dzień św. Agaty w niektórych okolicach poświęca się pieczywo, sól i wodę, które mają chronić ludność od pożarów i piorunów. Poświęcone kawałki chleba wrzucano do ognia, by wiatr odwrócił pożar w kierunku przeciwnym. W dniu jej pamięci karmiono bydło poświęconą solą i chlebem, by je uchronić od zarazy. Św. Agata jest patronką Sycylii, miasta Katanii oraz ludwisarzy. Wzywana przez kobiety karmiące oraz w chorobach piersi.
    W ikonografii św. Agata przedstawiana jest w długiej sukni, z kleszczami, którymi ją szarpano. Atrybutami są: chleb, dom w płomieniach, korona w rękach, kość słoniowa – symbol czystości i niewinności oraz siły moralnej, palma męczeńska, obcięte piersi na misie, pochodnia, płonąca świeca – symbol Chrystusa.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ________________________________________________________________________________

    Święta Agata – Piękno czystości

    Święta Agata - Piękno czystości

    św. Agata (+251 ) (mal. Giovanni Battista Tiepol)

    ***

    Duszą i ciałem chciała należeć do Chrystusa, pragnęła, by jedynie On był jej Oblubieńcem. Skarbu czystości serca broniła do końca, nie lękając się okrutnych tortur, odważnie zdobywając palmę męczeństwa.

    Agata urodziła się w Katanii na Sycylii. Pochodziła ze znakomitego rodu. Po przyjęciu Chrztu świętego postanowiła żyć w dziewictwie. Z tego powodu napotkały ją liczne przeciwności i niesprawiedliwe traktowanie. O jej rękę ubiegał się sam prefekt miasta Katanii. A gdy Agata odmówiła, prefekt wpadł w gniew i kazał ją siłą umieścić w domu publicznym. Bóg jednak czuwał nad nią i nie straciła łaski dziewictwa. Wkrótce poddano ją strasznym katuszom, okaleczono ją,  a następnie wrzucono na rozżarzone węgle, gdzie oddała ducha Bogu. Poniosła śmierć męczeńską za panowania cesarza Decjusza w 251 r.

    Już w rok po jej śmierci była czczona jako męczennica i niebieska protektorka miasta Katanii, kiedy to po wybuchu wulkanu Etna potężne strumienie lawy cudem ominęły miasto. Do dzisiaj św. Agata jest bardzo czczona na Sycylii. Jej kult wkrótce rozprzestrzenił się w całej Europie, dotarł także do Polski.

    Warto przytoczyć w tym miejscu refleksję kard. Carlo Marii Martiniego na temat czystości. Według niego, jest ona porządkiem, równowagą, opanowaniem i harmonią, jest pięknem miłości:

     “Czystość, daleka od pogardy dla ciała, pozwala łatwiej rezygnować z egoistycznych skłonności, skanalizować energię, koncentrując ją na coraz bardziej oddanej i pełnej wzajemności służbie. Prawdą jest, że <czystość> kojarzy się z surowością, trzymaniem na wodzy. Czystość uczy nas dyscypliny serca, oczu, języka i wszystkich zmysłów. Lecz wszystko to przynosi swobodę, wolność, harmonię i pokój. Czystość nie jest czymś negatywnym; przeciwnie, jest autentycznym panowaniem nad sobą, a zarazem uznaniem panowania Jezusa nad naszym ciałem i życiem. Święty Paweł powiedział słowa, które są niczym ogień: <Ale ciało nie jest dla rozpusty, lecz dla Pana, a Pan dla ciała> (1 Kor 6,13)”.

    o. Marek Wójtowicz SJ/Deon.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    4 lutego

    Święta Maria de Mattias, dziewica

    Zobacz także:
      •  Święta Joanna de Valois
      •  Święta Weronika
      •  Święta Katarzyna Ricci, dziewica
      •  Święty Jan de Brito, prezbiter i męczennik
      •  Święty Gilbert z Sempringham, prezbiter
      •  Święty Józef z Leonissy, prezbiter
    ***

    ***

    Maria de Mattias urodziła się 4 lutego 1805 r. w Vallecorsa (Włochy), na pograniczu Państwa Kościelnego, w zamożnej i głęboko religijnej rodzinie. Jej dzieciństwo było szczęśliwe, pełne radości i beztroskie. Zgodnie ze zwyczajem epoki, nie chodziła do żadnej szkoły. Podczas częstych i długich rozmów ojciec zaszczepiał w niej miłość do Boga i podziw dla dzieła stworzenia. Niezatarte wspomnienia pozostawił w niej tragiczny okres walk bratobójczych, które w latach 1810-1825 toczyły się w okolicach jej rodzinnej miejscowości.
    Głębsze zainteresowanie religią i życiem duchowym zrodziło się w niej w 1822 r. pod wpływem misji ludowych głoszonych przez św. Kaspra Del Bufalo, wielkiego krzewiciela kultu Najświętszej Krwi Jezusa. Maria stała się poniekąd spadkobierczynią jego przesłania i kontynuatorką jego dzieła. Mając zaledwie 29 lat, za radą swego kierownika duchowego ks. Giovanniego Merliniego założyła w Acuto, niedaleko Rzymu, Zgromadzenie Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa. Nowa wspólnota zakonna rozpoczęła swą działalność w szkole, która została jej powierzona przez administratora apostolskiego diecezji Anagni.
    Maria, która sama nauczyła się czytać i pisać, nie ograniczała się do pracy w szkole, ale po lekcjach zbierała dziewczęta i kobiety, by uczyć je miłości do Jezusa i zasad życia chrześcijańskiego. Jej katechezy przyciągały wielu ludzi, a mężczyźni – głównie pasterze, którym ówczesna obyczajowość nie pozwalała uczestniczyć w organizowanych przez nią spotkaniach – słuchali jej w ukryciu. Z czasem stała się wielką i znaną kaznodziejką, cenioną przez dzieci i dorosłych, ludzi prostych i wykształconych. Niestrudzenie szerzyła kult Najświętszej Krwi, głosiła miłosierdzie i zabiegała o pokój i jedność między ludźmi. Nowe zgromadzenie rozwijało się bardzo szybko. Dzięki swej charyzmatycznej osobowości Maria założyła niemal 70 placówek we Włoszech, w Anglii i Niemczech.
    Beatyfikował ją papież Pius XII 1 października 1950 r., a kanonizował św. Jan Paweł II w Rzymie 18 maja 2003 r.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ________________________________________________________________________________

    Godzinami siedziała przed lustrem, czesała włosy. I stał się cud, który pchnął ją ku świętości

    Maria de Mattias

    EAST NEWS

    ***

    Trudne dzieciństwo z despotyczną i smutną matką zraniło ją głęboko. Przez wiele lat nie mogła się z niego otrząsnąć. Kto wie, co by się stało, gdyby pewnego dnia…

    Żyła zaledwie 61 lat. Miała 29 lat, gdy założyła Zgromadzenie Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa i szkołę dla dziewcząt. „Nie tęsknię za niczym innym, jedynie za Jezusem Ukrzyżowanym, nie pragnę niczego innego prócz Jezusa Ukrzyżowanego, nie kocham nic innego, jak Jezusa Ukrzyżowanego, nie szukam niczego, jedynie Jezusa Ukrzyżowanego” – pisała w liście.

    Maria de Mattias za życia otworzyła 70 placówek. Zmarła w opinii świętości. Ale nie urodziła się święta. Trudne dzieciństwo z despotyczną i smutną matką zraniło ją głęboko i przez wiele lat nie mogła się z niego otrząsnąć. Kto wie, co by się stało, gdyby pewnego dnia…

    Maria de Mattias: początek

    Był czwarty lutego 1805 r., bardzo zimny dzień. W małej wiosce Vallecorsa we Włoszech Jan i Octavia De Mattias czekali na narodziny kolejnego dziecka. Po ciężkim porodzie przyszła na świat dziewczynka. Była drugim z czworga dzieci małżonków.

    Rodzina była zamożna, ale czasy trudne. Chaos, który wywołały wojny napoleońskie sprzyjał rozbojom i napadom. Rodzina rzadko opuszczała domostwo, a Maria, zgodnie z duchem epoki, w której dziewczęta nie zdobywały formalnego wykształcenia, nie chodziła do szkoły.

    Jednak jej wykształcenie i formacja były dla rodziców ważne. Czytać i pisać nauczyła się w domu. Książek nie brakowało, ojciec dbał, by w bibliotece obecne były ważne lektury, również duchowe.

    Relacje domowe nie należały do najlepszych. Pani Octavia miała naturę despotyczną, była zgorzkniała i zmęczona życiem. Zazwyczaj szukała ciszy i ustronnych pokojów. Gdy podejmowała domowe prace – narzekała i miała pretensje o wszystko.

    Nie okazywała czułości, a dziecięce zabawy czwórki dzieci bardzo ją drażniły. Reagowała krzykiem, często biciem. Nie potrafiła okazać czułości, nie przytulała i nie organizowała wspólnych zabaw.

    MARIA DE MATTIAS

    EAST NEWS

    ***

    Trudna mama, trudne dziecko

    – Jesteś skaraniem boskim – krzyczała, kiedy mała Maria biegała rozrzucając ubrania po całym domu.

    – Ale co ja złego zrobiłam, mamo? – mówiła wtedy dziewczynka stojąc bezradnie na środku pokoju.

    Jan de Mattias był z natury zaprzeczeniem żony, ale chcąc łagodzić jej nastroje nie negował metod wychowawczych. Gdy sam zajmował się dziećmi, próbował rekompensować braki czułości.

    To z nim Marię łączyła więź prawdziwej miłości. To on nauczył ją modlitwy i wprowadzał w życie duchowe. Mamy raczej unikała, choć po latach widziała w jej postawie raczej nieumiejętność niż złą wolę.

    Jednak w okresie dojrzewania zimna postawa mamy sprawiła, że dziewczyna zaczęła unikać ludzi, zajmować się sobą, przesiadywać w pokoju i nie okazywać uczuć. Często siadywała przed lustrem i czesała w milczeniu włosy, mogła to robić godzinami. Tu była bezpieczna, ale bardzo cierpiała.

    Pierwsze spotkanie – Miłość jest!

    Na ścianie pokoju, vis à vis lustra toaletki, wisiał obraz Bożego Macierzyństwa. Kiedy Maria siadała na krześle, obok swojej, zazwyczaj smutnej twarzy, widziała w lustrze tulącą w ramionach małego chłopca Maryję.

    Przez lata w ogóle nie zwracała na ten fakt uwagi, ale pewnego dnia poczuła w głębi serca, że ta Maryja, która odbija się w jej lustrze, woła „Chodź do mnie…”. To było wstrząsające odkrycie.

    Łzy płynęły po policzkach dziewczyny, nie wiedziała co robić, ale za dawną radą ojca modliła się całym sercem, w spazmach szarpiących jej ciałem, żeby Maryja powiedziała jej co robić, co dalej, bo przecież się męczy i cierpi i nie może całymi dniami siedzieć przed lustrem, ale nie potrafi wyjść z pokoju, boi się działać, boi się żyć…

    I stało się coś niezwykłego. Tęskniąca przez całe dzieciństwo za czułością mamy, za ciepłem, za pocałunkami Maria doświadczyła, fizycznie i na głębinach serca, miłości matczynej od Maryi.

    Ciepło wypełniło jej ciało, czuła się zanurzona w miłości i otulona miłością. Wszystkie braki, rany, które zadała szorstka i zgorzkniała mama Octavia, wypełniła i zaleczyła, w ciągu chwili, Maryja! To była rewolucja. Z krzesła przed lustrem wstała zupełnie inna osoba.

    „Nie bój się, pomogę ci”

    Od tej pory rozmowy przed obrazem były najpiękniejszymi chwilami dnia. „Matko Najświętsza, udziel mi światła” – powtarzała. Modliła się z wysiłkiem. Rewolucja dotknęła jej serca i ustawiła kierunek życia, dała pewność i siłę, ale nie zmieniła dotychczasowej Marii na nową – dziewczyna musiała podjąć wysiłek formacji.

    Modlitwa była dla niej trudem. Oskarżała się, że kocha za mało, szukała tego płomienia, którego doświadczyła w czasie cudu przed lustrem. Mozolnie szła na przód. Sukcesem było to, że nie ustawała. Co pewien czas czuła, że Maryja jest blisko i pomaga jej w trwaniu.

    Siadywała przed obrazem i spędzała tak długie godziny. Zalana łzami, bez słów. Po pewnym czasie odkryła, że Maryja pokazuje jej swojego Syna i budzi pragnienie, aby to Jego pokochała całym sercem i na całe życie, bo to On odkupił dusze swoją najdroższą krwią.

    Maria nie wszystko rozumiała, ale zaczęła odważnie prosić Matkę i nie wstydziła się mówić Jej, że nie rozumie. „Maryjo, pomóż mi, abym pałała miłością do Jezusa i do Ciebie. Powiedz mi, co mam czynić, aby podobać się Twojemu Synowi?” – wyznała pewnego dnia.

    I o dziwo, w tym modlitewnym spotkaniu Maryja, wskazując na Kalwarię, zaprosiła ją do wejścia na tę drogę. „Nie bój się, pomogę ci” – odpowiedziała na lęk, który szarpnął sercem Marii.

    MARIA DE MATTIAS

    EAST NEWS

    ***

    Zapowiedź nowej drogi

    Domowe sanktuarium vis à vis lustra było dla Marii rajem, ale miała świadomość, że nie spędzi tam całego życia, i że potrzebuje pomocy, przewodnika. W 1822 r. w kościele w Vallecorsie zaplanowano misje ludowe. Z kazaniami przyjechał 36-letni wówczas ks. Kasper del Bufalo, założyciel Misjonarzy Krwi Chrystusa, który od lat niestrudzenie głosił kazania w ogarniętej chaosem Italii.

    Był w nim żar i miłość Jezusa. Gdy stawał przed ludźmi – głosił również bandytom ukrywającym się w górach – niewielu opierało się zmianie życia, fundował słuchaczom duchowe trzęsienie ziemi.

    Gdy w 1822 r. stanął na ambonie w Vallecorsie – zatrząsnął życiem Marii de Mattias. Miała 17 lat, kochała Boga i wiedziała, w jaki sposób będzie mogła Mu to okazać – chciała być dla Niego na wyłączność. Ale co to znaczy? Nie może przecież siedzieć przed obrazem i rozmawiać z Maryją.

    Rozpoczęła modlitewny szturm o jasne pokazanie jej tego, co ma robić. I przyszła łaska! Zobaczyła w sercu „rzeszę zakonnic, które w Bogu były złączone i usłyszała: „Oto twoje towarzyszki, które później rozpoznasz w swoich córkach” – wspominał w mowie pogrzebowej po śmierci Marii ks. Giovanni Merlini, jej wieloletni kierownik duchowy i współpracownik św. Kaspera del Bufalo.

    Gotowa, by kochać

    W 1834 r. Maria ma 29 lat. Od jej nawrócenia minęło już dwanaście długich lat. Po zamkniętej, nieśmiałej dziewczynie, która bała się ludzi i godzinami siedziała przed lustrem, nie ma już śladu. Przeszła wewnętrzną metamorfozę, dlatego gdy biskup diecezji Anagni, Giuseppe Maria Lais prosi ją, by otworzyła szkołę dla dziewcząt w Acuto, zgadza się od razu.

    4 marca 1834 r. zakłada Zgromadzenie Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa, którego nadrzędnym zadaniem będzie troska o to, „aby wszystkim dać poznać czułą miłość Ojca Niebieskiego” i „Jezusa, Miłość Ukrzyżowaną”.

    Maria była przekonana, że każda reforma społeczna rodzi się w sercu człowieka, a on przemienia się dopiero wtedy, kiedy zrozumie, że jest cenny w oczach Boga i jest przedmiotem jego miłości. Jezus – Bóg i Człowiek – nie przelewałby krwi za kogoś, kogo nie kochałby miłością bez końca.

    Każdy dzień swojego życia – od nawrócenia, aż do 22 sierpnia 1866 r., gdy umiera – poświęca temu, by „żadna kropla Boskiej krwi nie była przelana nadaremnie”. Naśladuje w tej trosce Maryję. W Niej widzi pierwszą adoratorkę Boskiej krwi. Wie, że Maryja zawsze prowadzi do Jezusa, to jest cel Jej życia.

    „Szukajmy pokrzepienia w najdroższej krwi i w najświętszej Matce, która nie przestaje zlewać na nas swojego miłosierdzia” – pisze w liście z 1842 r.

    Agnieszka Bugała/Aleteia.pl

    źródła:
    M. Spinelli. Kobieta Słowa. Życie Marii De Mattias.
    Listy błogosławionej Marii De Mattias

    _______________________________________________________________________________________

    Miłość Ukrzyżowanego

    – przesłanie św. Marii de Mattias

    Św. Maria de Mattias założycielka Sióstr Adoratorek

    ***

    18 maja 2008 roku Maria De Mattias, kobieta, która przez świętość swojego życia stała się darem dla całego Kościoła, zostanie ogłoszona patronką Bolesławca. To wydarzenie oznacza, że ma ona dużo do powiedzenia współczesnym ludziom. W listach, które pozostawiła, przekazuje wiele ważnych prawd, wśród nich pisze o wartości cierpienia, pokazując jaki sens ma miłość Krzyża.

    W świętości Marii De Mattias są różne elementy, które można naśladować, ale najbardziej charakterystycznym jest miłość Jezusa ukrzyżowanego. W jednym z listów pisze: nie tęsknię za niczym innym, jedynie za Jezusem Ukrzyżowanym, nie pragnę niczego innego prócz Jezusa Ukrzyżowanego, nie kocham nic innego, jak Jezusa Ukrzyżowanego, nie szukam niczego, jedynie Jezusa Ukrzyżowanego. Miłość głęboko wyryta w sercu Marii sprawia, że wbrew obowiązującym zwyczajom XIX wieku, staje się kobietą głoszącą nauki, prowadzącą skupienia i rekolekcje. Gromadzi wokół siebie dziewczęta i zapoczątkowuje zgromadzenie zakonne pod nazwą Adoratorki Krwi Chrystusa. Wszystkie jej działania mają jeden cel, aby ludzie poznali miłość Boga najpełniej objawioną w tajemnicy Jezusa ukrzyżowanego.
    Słowa, które kieruje do osób zakonnych, kapłanów i ludzi świeckich nigdy nie straciły na aktualności. Dlatego ciągle możemy czerpać z jej doświadczenia miłości, wsłuchując się w to, co chce powiedzieć również kobietom i mężczyznom naszych czasów. Święta uczy, że umiłowanie krzyża jest łaską, którą daje sam Bóg, ponieważ krzyż jest ukazaniem największego dobra pochodzącego od Boga. Człowiek sam nie jest zdolny do poznania wartości krzyża, potrzebuje wzorców. Najlepszym jest Matka Boża Bolesna. Jej postawa milczenia i modlitwy pod krzyżem jest przykładem godnym naśladowania. Pozwala docenić, że udział w krzyżu jest nie tylko darem, ale również zaszczytem, ponieważ kochając Ukrzyżowanego osoba staje obok Maryi i może się do Niej upodobnić ucząc się miłości Jezusa. Na wzór Maryi należy wpatrywać się w Jezusa na Krzyżu, adorować go z głęboką czcią i prawdziwym przywiązaniem. Nie potrzeba posługiwać się wieloma słowami, ponieważ one nie pomagają w modlitwie. Adoracja krzyża w milczeniu pozwala usłyszeć to, co Jezus ukrzyżowany chce przekazać, a jest to przesłanie miłości.
    Maria De Mattias uczy, że przyjęcie miłości prowadzi do całkowitej przemiany, ponieważ krzyż jest zasadą życia, perspektywą, przez którą człowiek doświadczający miłości, na nowo odczytuje sens przeżytych doświadczeń i na której buduje swoją przyszłość. W Ukrzyżowanym odkrywa swoją tożsamość, poznaje siebie w prawdzie. Wpatrując się w Jezusa, doskonałego Człowieka, sam staje się również pełniej człowiekiem. Relację miłości, która powstaje między człowiekiem, a Ukrzyżowanym, Święta obrazowo przedstawia jako serce całkowicie zanurzone w miłości Krzyża. Osoba wypełniona miłością krzyża czuje się pociągnięta przez miłość Jezusa i zanurzona w Jego sercu. Jej uczucia, pragnienia, marzenia są ukierunkowane na krzyż. Dlatego potrafi dostrzec piękno krzyża i nim się zachwycić.
    Chcąc określić głębię miłości krzyża Maria posługuje się różnymi określeniami. Mówi o miłości słodkiej, miłości gorącej, miłości posłusznej, miłości, która jest ponad wszystko inne. Miłość Jezusa ukrzyżowanego, podkreśla Święta, daje możliwość szczególnego rodzaju relacji z drugą osobą, zwłaszcza z człowiekiem cierpiącym, ponieważ prowadzi do miłości drugiego człowieka i daje umiejętność współcierpienia z nim. Krzyż Jezusa staje się wówczas miejscem spotkania osób cierpiących. Rany Chrystusa, a zwłaszcza przebite Serce Jezusa są wyrazem Jego miłości do człowieka. Miłując je, człowiek wchodzi nie tylko w cierpienie, ale przeniknięty zostaje miłością cierpiącą Jezusa. W tej miłości najpełniej zrozumie cierpienie drugiej osoby. Maria De Mattias podkreśla, że im wierniej człowiek trwa pod krzyżem, tym mocniej doświadcza miłości. Kto kocha krzyż, ten ma w sercu prawdziwą miłość Jezusa. Kochani, nie oddalajmy się nigdy od Krzyża, gdyż jest on kluczem do skarbów niebieskich, on jest bramą do raju. Jest to doświadczenie bezpośrednie i głębokie, bowiem w krzyżu objawia się moc Bożej miłości. Miłość daje pewność i napełnia odwagą. Jeżeli człowiek pozwoli przeniknąć się miłości, nigdy nie oddali się od krzyża, nie potrafi żyć bez niego, ponieważ tam odnalazł sens swojego życia. Jest przepełniony tą samą pasją miłości, którą Jezus ukochał świat aż do śmierci. Dzięki miłości krzyża jest zdolny pokonać swoje słabości i grzechy. Uznając swoją grzeszność jednocześnie otrzymuje dar życia i przebaczenia. To doświadczenie pozwala mu odkryć sens miłości przebaczającej, która przynosi pokój serca. Staje się również zdolny do oddania życia z miłości.
    Powołanie do miłości Ukrzyżowanego, która prowadzi do całkowitego oddania swojego życia jest istotną cechą duchowości zakonnej Zgromadzenia Adoratorek Krwi Chrystusa, założonego przez św. Marię De Mattias. Pisze ona, że jeżeli miłość osoby zakonnej do Jezusa jest autentyczna, to pragnie ona wejść w Jego los, aby jak najintensywniej przybliżyć się do Zbawiciela. Naśladuje życie Jezusa we wszystkich wymiarach, aż do złożenia najwyższej ofiary z siebie Ojcu. Adoratorka jest osobą, która pragnie umrzeć z Jezusem i nigdy nie będzie zadowolona, jeżeli nie zakończy swoich dni na Krzyżu z Jezusem, Ukochanym Oblubieńcem. Założycielka już w pierwszej Regule pisała, że sama nazwa Adoratorki Boskiej Krwi przypomina o tym, że osoby powołane do zgromadzenia mają być gotowe do złożenia Bogu swojego życia w ofierze. Gotowość oddania życia dla Jezusa jest cechą charakterystyczną duchowości zakonnej adoratorek. Osoba, która wstępuje do zgromadzenia, ma mieć świadomość, że życie zakonne adoratorek jest związane z przyjęciem śmierci z Jezusem na krzyżu. Adoratorka jest osobą przygotowaną na oddanie życia i przelanie krwi nie tylko w sensie przenośnym, ale również w rzeczywistości, jeżeli tak zechce Bóg. Dlatego ma być gotowa i dyspozycyjna do pójścia na krańce świata, nie bojąc się, jeżeli apostolat wymaga ofiary życia. Nie chodzi tylko o przepowiadanie, ale o czynienie wszystkiego, aby ludzie pokochali Jezusa. Temu celowi jest podporządkowana każda praca, którą podejmują siostry. Pragną zapoznać wszystkich z miłością i serdecznością Jezusa Ukrzyżowanego, aby każdy człowiek pokochał Go całym sercem.

    Maria De Mattias

    urodziła się w 4 lutego 1805 r. w Vallecorsa na terenie Państwa Kościelnego. Pociągnięta przykładem św. Kaspra del Buffalo, założyciela Misjonarzy Przenajdroższej Krwi, pod wpływem sługi Bożego Jana Merliniego, w 1834 roku założyła zgromadzenie Adoratorek Krwi Chrystusa. Do Polski adoratorki przybyły wraz z repatriantami z Bośni i Hercegowiny w 1946 roku i osiedliły się w Bolesławcu. Przez czterdzieści lat polskie siostry żyjące razem z siostrami Chorwatkami marzyły, aby wrócić do kraju. Podjęły to wezwanie po wojnie. Chociaż one same były już starsze, a czasy były nieodpowiednie do zakładania nowych wspólnot zakonnych w odległym kraju, to moc płynąca z Krzyża dawała im siłę i odwagę. Były gotowe pójść w nieznanie, podjąć cierpienie, złożyć ofiarę z życia jak Jezus na krzyżu, aby nie zostawić ludności bez duchowej pomocy. Bolesławiec przyjął je z wdzięcznością. Wielu bolesławieckich repatriantów czekało na siostry, które już znali wcześniej. Dzieci potrzebowały katechizacji, kościół – troskliwej opieki, osoby potrzebujące – wsparcia, wszyscy – gorącej modlitwy i miłości. Siostry, pragnąc być wierne charyzmatowi, który przekazała im Założycielka, wykonywały różne posługi, aby przez nie świadczyć o miłości Boga do człowieka, która najpełniej objawia się w ofierze krzyżowej Jezusa. Ogłoszenie świętej Marii De Mattias patronką Bolesławca jest również hołdem, który składamy tym pierwszym, odważnym siostrom, gotowym do oddania życia i pójścia w nieznane, aby głosić miłość Jezusa ukrzyżowanego.

    s. Wiesława Przybyło ASC/Tygodnik Niedziela

    ______________________________________________________________________________________________________________

    3 lutego

    Święty Błażej, biskup i męczennik

    Zobacz także:
      •  Święty Oskar, biskup
      •  Święta Maria Klaudyna od św. Ignacego Thevenet, dziewica
    ***
    Święty Błażej

    Błażej pochodził z Cezarei Kapadockiej, ojczyzny św. Bazylego Wielkiego, św. Grzegorza z Nazjanzu, św. Grzegorza z Nyssy, św. Piotra z Sebasty, św. Cezarego i wielu innych. Był to niegdyś jeden z najbujniejszych ośrodków życia chrześcijańskiego. Błażej studiował filozofię, został jednak lekarzem. Po pewnym czasie porzucił swój zawód i podjął życie na pustyni. Stamtąd wezwano go na stolicę biskupią w położonej nieopodal Sebaście (wcześniej w Armenii, dziś Sivas w Turcji). Podczas prześladowań za cesarza Licyniusza uciekł do jednej z pieczar górskich, skąd nadal rządził swoją diecezją. Ktoś jednak doniósł o miejscu jego pobytu. Został aresztowany i uwięziony. W lochu więziennym umacniał swój lud w wierności Chrystusowi. Tam właśnie miał cudownie uleczyć syna pewnej kobiety, któremu gardło przebiła ość, uniemożliwiając oddychanie. Chłopcu groziło uduszenie. Dla upamiętnienia tego wydarzenia Kościół do dziś w dniu św. Błażeja błogosławi gardła. W niektórych stronach Polski na dzień św. Błażeja robiono małe świece, zwane “błażejkami”, które niesiono do poświęcenia i dotykano nimi gardła. W innych stronach poświęcano jabłka i dawano je do spożycia cierpiącym na ból gardła.
    Kiedy daremne okazały się wobec niezłomnego biskupa namowy i groźby, zastosowano wobec niego najokrutniejsze tortury, by zmusić go do odstępstwa od wiary, a za jego przykładem skłonić do apostazji innych. Ścięto go mieczem prawdopodobnie w 316 roku. Jest patronem m.in. kamieniarzy i gręplarzy, mówców, śpiewaków oraz wszystkich innych osób, które muszą dbać o swoje gardło i struny głosowe; jest także patronem chorwackiego miasta Dubrownik. Jego kult był znany na całym Wschodzie i Zachodzie. Przyzywany podczas chorób gardła, opiekun zwierząt, jeden z Czternastu Świętych Wspomożycieli.
    W ikonografii św. Błażej przedstawiany jest jako biskup, który błogosławi. Atrybutami jego są: jeleń, pastorał, ptaki z pożywieniem w dziobie, dwie skrzyżowane świece, zgrzebło – narzędzie tortur.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    _________________________________________________________________________________

    Św. Błażej – na ból gardła

    Św. Błażej - na ból gardła

    św. Błażej z Sebasty/autor nieznany (PD)

    ***

    Raz w roku podczas Eucharystii ma miejsce jeden z ciekawszych obrzędów. Po końcowej modlitwie kapłan zapala dwie specjalne świece. Następnie przygotowuje wiernych do udziału w specjalnym błogosławieństwie przemawiając: Prośmy Boga, który jest źródłem życia, o zdrowie gardła i o właściwe korzystanie z daru mowy, abyśmy go umieli używać na chwałę Bożą i pożytek ludzi.

    Św. Błażej, biskup Sebasty – miasta położonego na terenie dzisiejszej Turcji – umarł około 316 roku. Kościół wspomina tego męczennika 3 lutego. Tradycja sięgająca wczesnego średniowiecza przekazała pamięć o nim jako orędowniku i opiekunie wiernych, zwłaszcza w chorobach gardła. Za jego wstawiennictwem prosimy Boga o zdrowie gardła i o łaskę dobrego korzystania z daru mowy. Pod koniec Mszy świętej wierni otrzymują błogosławieństwo połączone z prośbą o zachowanie od chorób gardła i języka.

    Po błogosławieństwo wierni najczęściej podchodzą do stopni ołtarza. Kapłan nie tylko wypowiada stosowne słowa, ale i dotyka gardeł dwiema świecami. Warto sobie w tym dniu szczególnie uświadomić moc wiary. To ona decyduje o skuteczności sakramentaliów, do których Kościół zalicza błogosławienie gardeł. Są to znaki umacniające w nas łaski otrzymane w sakramentach i lepiej przygotowujące do ich przyjęcia. Tak więc nie ma żadnej magii w tym obrzędzie, bo nie dotyk ma moc uzdrawiania. Jest on jedynie zewnętrznym znakiem naszej wewnętrznej ufności we wstawiennictwo św. Błażeja.

    Modlitwa błogosławieństwa świec i wiernych:

    Wszechmogący, wieczny Boże, Ty stworzyłeś cały świat. Z miłości zesłałeś nam swojego Syna, Jezusa Chrystusa, narodzonego z Maryi Dziewicy, aby leczył nasze choroby duszy i ciała. Dając świadectwo wiary, święty Błażej, chwalebny biskup, zdobył palmę męczeństwa. Ty, Panie, udzieliłeś mu łaski leczenia chorób gardła. Prosimy Cię, pobłogosław te świece i spraw, aby wszyscy wierzący za wstawiennictwem świętego Błażeja zostali uwolnieni od chorób gardła i wszelkiego innego niebezpieczeństwa i zawsze mogli Tobie składać dziękczynienie. Przez Chrystusa, Pana naszego.

    Kapłan kropi wodą święconą zgromadzonych oraz świece. Następnie wierni proszący o błogosławieństwo podchodzą do celebransa, który – posługując się świecami zgodnie z miejscowym zwyczajem – błogosławi ich mówiąc:

    Za wstawiennictwem świętego Błażeja, biskupa i męczennika, niech Bóg zachowa cię od choroby gardła i wszelkiej innej dolegliwości. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

     wiara.pl

    ______________________________________________________________________________________________________________

    2 lutego

    Ofiarowanie Pańskie

    Fra Angelico: Ofiarowanie Chrystusa w świątyni

    Nazwa obchodzonego 2 lutego święta wywodzi się od dwóch terminów greckich: Hypapante oraz Heorte tou Katharismou, co oznacza święto spotkania i oczyszczenia. Oba te święta były głęboko zakorzenione w tradycji Starego Testamentu.
    Na pamiątkę ocalenia pierworodnych synów Izraela podczas niewoli egipskiej każdy pierworodny syn u Żydów był uważany za własność Boga. Dlatego czterdziestego dnia po jego urodzeniu należało zanieść syna do świątyni w Jerozolimie, złożyć go w ręce kapłana, a następnie wykupić za symboliczną opłatą 5 syklów. Równało się to zarobkowi 20 dni (1 sykl albo szekel to 4 denary lub drachmy, czyli zapłata za 4 dni pracy robotnika niewykwalifikowanego). Równocześnie z obrzędem ofiarowania i wykupu pierworodnego syna łączyła się ceremonia oczyszczenia matki dziecka. Z tej okazji matka była zobowiązana złożyć ofiarę z baranka, a jeśli jej na to nie pozwalało zbyt wielkie ubóstwo – przynajmniej ofiarę z dwóch synogarlic lub gołębi. Fakt, że Maryja i Józef złożyli synogarlicę, świadczy, że byli bardzo ubodzy.Święto Ofiarowania Pańskiego przypada czterdziestego dnia po Bożym Narodzeniu. Jest to pamiątka ofiarowania Pana Jezusa w świątyni jerozolimskiej i dokonania przez Matkę Bożą obrzędu oczyszczenia.
    Kościół wszystkim ważniejszym wydarzeniom z życia Chrystusa daje w liturgii szczególnie uroczysty charakter. Święto Ofiarowania Pana Jezusa należy do najdawniejszych, gdyż było obchodzone w Jerozolimie już w IV w., a więc zaraz po ustaniu prześladowań. Dwa wieki później pojawiło się również w Kościele zachodnim.
    Tradycyjnie dzisiejszy dzień nazywa się dniem Matki Bożej Gromnicznej. W ten sposób uwypukla się fakt przyniesienia przez Maryję małego Jezusa do świątyni. Obchodom towarzyszyła procesja ze świecami. W czasie Ofiarowania starzec Symeon wziął na ręce swoje Pana Jezusa i wypowiedział prorocze słowa: “Światłość na oświecenie pogan i na chwałę Izraela” (Łk 2, 32). Według podania procesja z zapalonymi świecami była znana w Rzymie już w czasach papieża św. Gelazego w 492 r. Od X w. upowszechnił się obrzęd poświęcania świec, których płomień symbolizuje Jezusa – Światłość świata, Chrystusa, który uciszał burze, był, jest i na zawsze pozostanie Panem wszystkich praw natury. Momentem najuroczystszym apoteozy Chrystusa jako światła, który oświeca narody, jest podniosły obrzęd Wigilii Paschalnej – poświęcenie paschału i przepiękny hymn Exultet.
    W Kościele Wschodnim dzisiejsze święto (należące do 12 najważniejszych świąt) nazywane jest Spotkaniem Pańskim (Hypapante), co uwypukla jego wybitnie chrystologiczny charakter. Prawosławie zachowało również, przejęty z religii mojżeszowej, zwyczaj oczyszczenia matki po urodzeniu dziecka – po upływie 40 dni od porodu (czyli po okresie połogu) matka po raz pierwszy przychodzi do cerkwi, by w pełni uczestniczyć w Eucharystii. Ślad tej tradycji był kultywowany w Kościele przedsoborowym – matka przychodziła “do wywodu” i otrzymywała specjalne błogosławieństwo; było to praktykowane zazwyczaj w dniu chrztu dziecka i – tak jak wówczas także chrzest – poza Mszą św. Zwyczaj ten opisał Reymont w “Chłopach”.
    W Polsce święto Ofiarowania Pana Jezusa ma nadal charakter wybitnie maryjny (do czasów posoborowej reformy Mszału w 1969 r. święto to nosiło nazwę “Oczyszczenia Maryi Panny” – “In purificatione Beatae Mariae Virginis”). Polacy widzą w Maryi Tę, która sprowadziła na ziemię niebiańskie Światło i która nas tym Światłem broni i osłania od wszelkiego zła. Dlatego często brano do ręki gromnice, zwłaszcza w niebezpieczeństwach wielkich klęsk i grożącej śmierci. Niegdyś wielkim wrogiem domów w Polsce były burze, a zwłaszcza pioruny, które zapalały i niszczyły domostwa, przeważnie wówczas drewniane. Właśnie od nich miała strzec domy świeca poświęcona w święto Ofiarowania Chrystusa. Zwykle była ona pięknie przystrajana i malowana. W czasie burzy zapalano ją i stawiano w oknach, by prosić Maryję o ochronę. Gromnicę wręczano również konającym, aby ochronić ich przed napaścią złych duchów.
    Ze świętem Matki Bożej Gromnicznej kończy się w Polsce okres śpiewania kolęd, trzymania żłóbków i choinek – kończy się tradycyjny (a nie liturgiczny – ten skończył się świętem Chrztu Pańskiego) okres Bożego Narodzenia. Dzisiejsze święto zamyka więc cykl uroczystości związanych z objawieniem się światu Słowa Wcielonego. Liturgia po raz ostatni w tym roku ukazuje nam Chrystusa-Dziecię.

    Ofiarowanie Chrystusa w świątyni

    Od 1997 r. 2 lutego Kościół powszechny obchodzi ustanowiony przez św. Jana Pawła II Dzień Życia Konsekrowanego, poświęcony modlitwie za osoby, które oddały swoje życie na służbę Bogu i ludziom w niezliczonych zakonach, zgromadzeniach zakonnych, stowarzyszeniach życia apostolskiego i instytutach świeckich. Pamiętajmy o nich w podczas naszej dzisiejszej modlitwy na Eucharystii.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________

    1 lutego

    Święta Brygida z Kildare, dziewica

    Zobacz także:
      •  Święty Rajmund z Fitero, opat
      •  Święta Weridiana
    ***
    Święta Brygida z Kildare
    Brygida z Kildare (nazywana także Irlandzką) urodziła się między rokiem 452 a 456 w Irlandii (w okolicach dzisiejszego Kildare albo Faughart w hrabstwie Louth). Była pogodna i hojna, energiczna i przedsiębiorcza, dobra i sprawiedliwa. Już od dzieciństwa tęskniła za życiem poświęconym Bogu. Od nieznanego z imienia biskupa otrzymała welon, symbol dozgonnego dziewictwa. Zaczęła gromadzić przy sobie dziewice o podobnych ideałach. Założyła dla nich w Kildare, na zachód od Dublina, pierwszy klasztor w Irlandii (nazwa Kildare pochodzi od iryjskiego Cill dara – kościół dębu). Klasztor ten niebawem zasłynął i dał początek wielu innym. Brygida niosła pomoc cierpiącym i ubogim, przemierzając wzdłuż i wszerz Zieloną Wyspę. Stale była w podróży.
    Zmarła w Kildare 1 lutego 523 lub 524 r. i została pochowana w istniejącej do dziś katedrze. Jednak w IX wieku, w okresie najazdu wojsk duńskich, relikwie ukryto. Zostały one odnalezione dopiero w XI w., a w roku 1185 biskup św. Malachiasz przeniósł je razem z relikwiami św. Patryka i św. Kolumbana do katedry w Downpatric. Niestety, król Henryk VIII kazał je zniszczyć. Część udało się uratować. Obecnie doznają czci w pięknym, kamiennym sarkofagu w Kildare (dzisiaj Cell Dara). Natomiast inna cząstka (prawdopodobnie relikwie głowy) znajdują się w kaplicy kościoła p.w. św. Jana Chrzciciela w Lumiar, niedaleko Lizbony.
    Święta Brygida z Kildare jest uważana za współapostołkę i patronkę Irlandii (obok św. Patryka i św. Kolumbana Starszego) oraz za matkę życia zakonnego na tej wyspie. Czczona jest jako opiekunka pracujących na roli. Jej kult szybko rozpowszechnił się w Irlandii, Anglii i krajach skandynawskich. Podobno już w średniowieczu dotarł nawet do Polski.
    Z VII w. zachował się staroirlandzki hymn ku czci św. Brygidy – najstarszy pomnik rodzimej literatury hagiograficznej Irlandii. Do dzisiaj żywa jest w Irlandii tradycja plecenia na 1 lutego wiklinowych krzyży świętej Brygidy, które mają chronić domy, a zwłaszcza zawartość spiżarni. Kultywowane są dawne zwyczaje nakazujące w wigilię św. Brygidy wysprzątać dom, upiec ciasto, przyjąć gości, w żadnym wypadku nie odmawiać potrzebującym. Domy i drzewa przy nich ozdabiane są wstążkami, które – według podań – dotyka Patronka wędrująca tego dnia po Irlandii.
    W ikonografii Święta przedstawiana jest w stroju opatki, w białym habicie i czarnym welonie, z pastorałem w ręku i księgą reguły zakonnej. Czasami rozdaje osełki masła. Jej atrybutami są: otwarta księga, u jej stóp krowa, pastorał ksieni, płomień nad głową, świeca w dłoni.
    Internetowa Liturgia Godzin/Czytelnia

    ______________________________________________________________________________________________________________