Month: November 2020

  • I Niedziela Adwentu – ROK B

    fot. Niedziela.pl

    ****

    Czas oczekiwania 

    Minął kolejny rok przeżywania Bożych Tajemnic. I oto znowu staje przede mną szansa, nie tylko kontynuowania, ale nowa świeżość, nowa możliwość odkrywania wielkiej i niepowtarzalnej bliskości samego Boga, który mimo że jest niepojęty i nieogarniony, jest równocześnie tak blisko człowieka, tym samym umniejszając swoją boskość przed swoim stworzeniem i to do takiego nieprawdopodobieństwa, czego w żaden sposób ani pojąć ani ogarnąć niepodobna.

    Bogu niech będą dzięki, że mogę znowu wchodzić w ten nowy, kolejny w moim życiu Adwent. Kościół ze swoją liturgią w fioletowym kolorze i ze świecą roratną, której w tym kraju nie ma, ale ona jest – wciąż żywa w mojej pamięci z rodzinnych stron i przypomina, że oto jest czas, najwyższy czas, aby przebudzić się i zacząć czuwać. Tak mówi dziś Pan Jezus w Ewangelii: „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodziewanie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie”.

    W tej krótkiej przypowieści o odźwiernym, którą był powiedział Jezus tuż przed swoją męką w pożegnalnej mowie, tak bardzo przynagla do czujności. W starożytnych posiadłościach do obowiązków odźwiernego należało zamykać i otwierać bramę od wewnątrz kluczem wielkim i ciężkim. Dlatego odźwierny musiał czuwać, by być gotowym od razu, natychmiast otworzyć, gdy jego pan nadejdzie, obojętnie o jakiej porze dnia czy nocy.

    Na półwyspie znajdującym się na jeziorze Comer stoi duża willa zatopiona w pięknej zieleni. Mieszka tam jedynie ogrodnik, który oprowadza zwiedzających.

    • Jak długo już pan tutaj mieszka?
    • Dwadzieścia siedem lat.
    • A jak często właściciel domu bywał tutaj w tym czasie?
    • Cztery razy.
    • A kiedy był tu ostatnio?
    • Dwanaście lat temu, szanowny panie. Jestem tutaj prawie zawsze sam. Rzadko zdarza się, że ktoś dociera w te strony i chce obejrzeć posiadłość.
    • Ale pan utrzymuje ogród w takim doskonałym stanie, tak dobrze pan go pielęgnuje, że właściciel domu mógłby przyjechać choćby jutro!
    • Dzisiaj, mój panie, dzisiaj – odpowiedział ogrodnik uśmiechając się serdecznie.

    Słowo Adwent wywodzi się od Rzymian. Zanim król przybył odwiedzić jakieś miasto, które mu podlegało, jego mieszkańcy przeżywali okres oczekiwania i zarazem przygotowywania. Ten właśnie czas nazywał się adwentem.

    Kogo ja oczekuję? Jaki będzie ten mój Adwent, który dziś rozpoczynam?

    Samuel Beckett francuski dramaturg, irlandzkiego pochodzenia, laureat literackiej nagrody Nobla, napisał w roku 1952 sztukę pt. En attendant Godot – Czekając na Godota. Bohaterami są Godo i Didi, ludzie samotni i kompletnie zagubieni na tym świecie, a w dodatku zupełnie pozbawieni środków do życia. Czekają na Godota, który ma przyjść „jutro”. Są tego pewni, bo ten Godot – człowiek czy jakaś abstrakcja – ma rozwiązać wszystkie ich problemy. Ale niestety, Godot nie nadchodzi i ich nadzieje nie ziściły się.

    A w dzisiejszym świecie iluż jest takich bohaterów Becketta, którzy nie potrafią poradzić sobie z koszmarem i absurdem życia? Jeszcze nie zauważyli, że przecież jest Ktoś kto już przyszedł i całkowicie odmienił człowieczy los. I ten Ktoś przychodzi wciąż i nieustannie. Jak bardzo wielu ludzi cieszy się Jego spotkaniem, Jego obecnością. To są ci, którzy potrafią „patrzyć sercem” – jakby powiedział Antoine de Saint- Exupéry.

    Słyszałem opowiadanie o pewnej matce jak pojechała w odwiedziny do swojego syna, który mieszkał w innym mieście. To był ukochany jej syn, już dorosły. Po studiach, właśnie w tym mieście, znalazł swoją pierwszą pracę. Ponieważ pociąg przyjeżdżał koło południa i syn w tym czasie musiał jeszcze pracować, więc umówili się, że sama przyjedzie z dworca do jego mieszkania, a klucze będą na nią czekały u sąsiadki. I opowiadała jak jej było miło, kiedy weszła do domu swego syna. W wazonie był bukiet jej ulubionych kwiatów, a przy nim karteczka ze słowami: „Witam Cię, Mamusiu. Pamiętaj: mój dom jest Twoim domem”. Ucieszyła ją przygotowana filiżanka, herbata, talerz z ciastkami, a w łazience ręcznik i pachnące mydło. Wszystko przygotowane na przyjazd mamy. Później opowiadała księdzu: „W tym mieszkaniu spędziłam sama kilka godzin, ale czułam się tak mocno ogarnięta miłością mojego syna. Trzymał na biurku moje zdjęcie. Meble i różne przedmioty na nich stojące tyle mi mówiły o moim synu – jak żyje, co czyta, czego słucha, gdzie jest jego ulubiony kąt, a nawet to, czy często i dokładnie sprząta. Nie był obecny w mieszkaniu, a jednak było go tam tak wiele. Z wielkim zainteresowaniem przyglądałam się wszystkim, nawet najmniejszym drobiazgom, bo one mówiły mi o życiu kogoś, kogo kocham”.

    To wydarzenie, takie zwyczajne i całkowicie zrozumiałe, bardzo dobrze ilustruje obecny okres oczekiwania. Oby ten mój adwent, który dziś rozpoczynam, nie rozminął się z Bożym Adwentem, bo dzisiejsze Pierwsze Czytanie opisuje i moje doświadczenie: „ My wszyscy opadliśmy zwiędli jak liście, a nasze winy poniosły nas jak wicher. Nikt nie wzywał Twojego imienia, nikt się nie zbudził, by się chwycić Ciebie. Bo skryłeś Twoje oblicze przed nami i oddałeś nas w moc naszej winy. A jednak, Panie, Tyś naszym ojcem. Myśmy gliną, a Ty naszym twórcą. My wszyscy jesteśmy dziełem rąk Twoich”.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata – ROK A

    Kochać tak, jak On kocha

    mozaikowe logo miłosierdzia/ o. Marco Rupnik SJ /franiszkańska 3.pl

    ***

    Dzisiejsza Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata jest już ostatnią niedzielą Liturgicznego Roku. W Kościele pod taką nazwą jest znana i obchodzona od 77 lat. Papież Pius XI wydając Encyklikę „Quas primas” ustanowił to święto, aby przypomnieć zlaicyzowanemu światu, że „Królem Królów i Panem Panów” jest Jezus Chrystus. 

    Dlatego w Liturgii Słowa znajduję dziś opis sądu ostatecznego. Syn Boży równocześnie jest i sędzią i pasterzem. W pierwszym Czytaniu jest to jeszcze pasterz, który „w dni ciemne i mroczne” chodzi za swoimi rozproszonymi owcami: „Zagubioną odszukam, zabłąkaną sprowadzę z powrotem, skaleczoną opatrzę, chromą umocnię, a tłustą i mocną będę ochraniał.” Natomiast w Ewangelii ten sam pasterz jest już sędzią, który „zasiądzie na swoim tronie, pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów.”

    Z jednej strony to Boże Słowo daje ogromną pociechę, ponieważ Jezus nieustannie jest pośród człowieczego życia i jest jak Dobry Pasterz. Ta Jego obecność nie tylko dotyka swoim bóstwem tych, którzy już teraz są obdarzeni łaską wiary, ale wszystkich, a więc także ludzi, którzy w ogóle nawet o Nim nie słyszeli. Dar Jezusowej obecności może zatem być w dzień sądu wspaniałym, szczęśliwym zaskoczeniem: Panie, kiedy widzieliśmy Cię i usłużyliśmy Ci? Ale niestety, może być i tak, że będzie zaskoczenie, ale tragiczne z powodu strasznego oskarżenia: Idźcie precz ode mnie, ponieważ nie usłużyliście – Mnie, który byłem obecny w każdym potrzebującym waszej pomocy człowieku.

    Dzisiejsza Ewangelia mówi bardzo przejrzyście i nie pozostawia najmniejszej wątpliwości. Na nic się zda cała moja religijna pobożność – jeżeli pozostała tylko na poziomie zewnętrznym, to znaczy taka, która nie miała żadnego wpływu na moje codzienne życie, na moje wybory. I nie pomogą ani moje codziennie odmawiane modlitwy, ani moja bliska znajomość z Jezusem. Bo sąd będzie dotyczył tylko jednego: czy wypełniłem przykazanie miłości bliźniego? To przykazanie jest jedynym sprawdzianem mojej miłości do Boga.

    Ks. Ludwik Evely tłumaczy dlaczego Pan Jezus tak ściśle uzależnił od siebie, tak nierozdzielnie powiązał ze sobą te dwa przykazania: „Ponieważ miłość do Boga nie jest tak jednoznaczna, jak miłość do braci. Ponieważ kochając Boga, nigdy nie dojdziemy do rozróżnienia, co dajemy bezinteresownie, a co nie, co jest miłością, a co nią nie jest. Miłość, jaką mamy dla Boga, nie może nie przynieść nam korzyści. Jedynym sposobem, by się upewnić, że mimo wszystko jest to miłość, jest nie tylko kochać Boga, ale kochać tak, jak On kocha. Poza tym, gdy mówimy, że kochamy Boga, nigdy nie jesteśmy pewni, czy to prawda…”Boga, którego się nie widzi” można sobie przybliżać i oddalać dowolnie. Przystosować Go do swoich wymagań. Z braćmi… trudniej; Nie pozwalają na to; Nikt nie potrafi na dłuższą metę uchronić swe złudzenia od konfrontacji z bolesną prawdą.”

    Słyszałem kiedyś takie opowiadanie o pewnej bogatej, samotnej damie. Życie jej było bardzo poprawne. Codziennie chodziła na Mszę św. i znajdowała niewiele, albo zgoła nic, z czego mogłaby się spowiadać, co powtarzała za każdym razem w czasie spowiedzi, ponieważ twierdziła, że „nie zrobiła nigdy nikomu nic złego”.

    I kiedy przyszło jej umrzeć, ku swemu przerażeniu odkryła, że wysłano ją do piekła. Udała się więc do diabła i zaczęła się skarżyć, jak to niesprawiedliwie ją potraktowano. Przecież ona tak pobożnie żyła, właściwie można powiedzieć – bezgrzesznie. Upierała się więc, że tam na górze na pewno zrobiono wielki błąd.

    Szatan, którego głównym zajęciem jest mieszać i poróżniać ludzi, tym razem jednak obiecał damie, że sprawdzi, czy rzeczywiście nastąpiła jakaś pomyłka. Ale otrzymał potwierdzenie z nieba, że to nie pomyłka, ale owa kobieta jest w miejscu jak najbardziej dla niej właściwym, ponieważ jest osobą ogromnie pyszałkowatą i niesamowitą egoistką. Za życia na ziemi nigdy niczym się nie podzieliła. W ogóle nie wie ona, co to znaczy: dać coś od siebie. Przecież gdyby kiedykolwiek coś dała drugiemu – mogłaby być tu na górze.

    Zdziwiony diabeł chcąc się upewnić zapytał:

    – Nawet gdyby tylko zrobiła jeden dobry uczynek, to by wystarczyło, byście ją zaakceptowali?

    – Z całą pewnością – usłyszał potwierdzenie.

    Wtedy diabeł poradził owej damie, aby przypomniała sobie, że może jednak zrobiła, chociaż jeden jedyny raz, jakiś dobry uczynek – to wtedy przyjmą ją do nieba. Posłuchała rady i zaczęła przypominać sobie swoje życie. Po jakimś czasie nagle znalazła taki bezinteresowny jeden dar, jaki kiedyś uczyniła. Mianowicie podczas gdy gotowała któregoś dnia obiad przyszedł do niej żebrak. Był głodny, więc dała mu cebulę.

    Diabeł zrelacjonował jej słowa i dostał potwierdzenie, że rzeczywiście tak było i nawet mają w posiadaniu tę jej cebulę. Anioł więc zaproponował:

    – Spuścimy tę cebulę na linie. Wtedy ona uchwyci się jej i wciągniemy ją do nieba.

    Ucieszona zbliżającym się ratunkiem złapała cebulę i nagle poczuła, że wydostaje się z piekła. Ale zauważyła też jak kilku jej towarzyszy niedoli zdołało się uczepić tej liny, aby razem z nią wydostać się z otchłani.

    Wtedy zaczęła wrzeszczeć, kopiąc ich swoimi nogami:

    – Idźcie sobie! To moja cebula!

    I w tym momencie lina się urwała i dama spadła z powrotem wraz ze swoją cebulą wprost w objęcia diabła, który tak jej powiedział:

    – Lina była dość mocna, aby ocalić i ciebie i twoich braci, ale nie była na tyle mocna, by udźwignąć tylko ciebie jedną.

    Wraz ze zgromadzoną trzódką na Eucharystii modlę się o serce wrażliwe i o oczy uważne. Bo tu, Pan Jezus klęka przed każdym z nas, aby obmyć, a później posilić. W ten sposób przyzwyczaja nas do ostatecznej Uczty, gdzie On, Król Królów i Pan Panów „przechodząc usługiwał będzie”.

    Tymczasem Bóg chodzi pomiędzy nami w przebraniu potrzebującego człowieka.

    Obym zawsze usłużył i nigdy nie przeszedł obojętnie.

    ks. Marian SAC

  • Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata Niedziela, 22 listopada 2020

    MSZE ŚWIĘTE W KOŚCIELE ŚW. PIOTRA o godzinie 14.00 i 16.00

    przed Mszą świętą o godz. 14.00 jest możliwość przystąpienia do sakramentu spowiedzi świętej i adoracji przed Najświętszym Sakramentem od godziny 13.15

    This image has an empty alt attribute; its file name is msza.jpg

    LITURGIA SŁOWA

    PIERWSZE CZYTANIE

    Ez 34, 11-12. 15-17

    Chrystus zna swoje owce

    Czytanie z Księgi proroka Ezechiela

    Tak mówi Pan Bóg: «Oto ja sam będę szukał moich owiec i będę sprawował nad nimi pieczę. Jak pasterz dokonuje przeglądu swojej trzody, gdy znajdzie się wśród rozproszonych owiec, tak Ja dokonam przeglądu moich owiec i uwolnię je ze wszystkich miejsc, dokąd się rozproszyły w dni ciemne i mroczne.

    Ja sam będę pasł moje owce i Ja sam będę je układał na legowisku» – mówi Pan Bóg. «Zagubioną odszukam, zabłąkaną sprowadzę z powrotem, skaleczoną opatrzę, chorą umocnię, a tłustą i mocną będę ochraniał. Będę pasł sprawiedliwie».

    Do was zaś, owce moje, tak mówi Pan Bóg: «Oto Ja osądzę poszczególne owce, barany i kozły».

    Oto słowo Boże.

    PSALM RESPONSORYJNY

    Ps 23 (22), 1b-2a. 2b-3. 5. 6 (R.: por. 1b)

    Refren: Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego.

    Pan jest moim pasterzem, *
    niczego mi nie braknie,
    pozwala mi leżeć *
    na zielonych pastwiskach.

    Refren.

    Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć, *
    orzeźwia moją duszę.
    Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach *
    przez wzgląd na swoją chwałę.

    Refren.

    Stół dla mnie zastawiasz *
    na oczach mych wrogów.
    Namaszczasz mi głowę olejkiem, *
    kielich mój pełny po brzegi.

    Refren.

    Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną *
    przez wszystkie dni życia
    i zamieszkam w domu Pana *
    po najdłuższe czasy.

    Refren.

    DRUGIE CZYTANIE

    1 Kor 15, 20-26. 28

    Królestwo Boże

    Czytanie z Pierwszego Listu Świętego Pawła Apostoła do Koryntian

    Bracia:
    Chrystus zmartwychwstał jako pierwociny spośród tych, co pomarli. Ponieważ bowiem przez człowieka przyszła śmierć, przez Człowieka też dokona się zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności: Chrystus jako pierwociny, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia. Wreszcie nastąpi koniec, gdy przekaże królowanie Bogu i Ojcu i gdy pokona wszelką Zwierzchność, Władzę i Moc.

    Trzeba bowiem, ażeby królował, «aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy». Jako ostatni wróg zostanie pokonana śmierć. A gdy już wszystko zostanie Mu poddane, wtedy i sam Syn zostanie poddany Temu, który Synowi poddał wszystko, aby Bóg był wszystkim we wszystkich.

    Oto słowo Boże.

    ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ

    Por. Mk 11, 9c. 10a

    Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.

    Błogosławiony, który przybywa w imię Pańskie.
    Błogosławione Jego królestwo, które nadchodzi.

    Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.

    EWANGELIA

    Mt 25, 31-46

    Chrystus będzie sądził z uczynków miłości

    Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza

    Jezus powiedział do swoich uczniów:
    «Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale, a z Nim wszyscy aniołowie, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych ludzi od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. 

    Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie:

    „Pójdźcie, błogosławieni u Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane dla was od założenia świata!
    Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;
    byłem spragniony, a daliście Mi pić;
    byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;
    byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;
    byłem chory, a odwiedziliście Mnie;
    byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”.

    Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? Albo spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię, lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?” A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnie uczyniliście”.

    Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom!
    Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść;
    byłem spragniony, a nie daliście Mi pić;
    byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie;
    byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie;
    byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie”.

    Wówczas zapytają i ci: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?” Wtedy odpowie im: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tego i Mnie nie uczyniliście”. 

    I pójdą ci na wieczną karę, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego».

    Oto słowo Pańskie.

    Chrystus Król i Jego Królestwo

    W 1980 r. rozpoczęto gruntowne czyszczenie i restaurację Kaplicy Sykstyńskiej w Watykanie. Po usunięciu pyłu i brudu nagromadzonego przez ponad czterysta lat zostały odsłonięte w pierwotnym blasku wspaniałe malowidła znamienitych artystów. Wśród nich, na ścianie ołtarza, znajduje się monumentalny fresk Michała Anioła „Sąd Ostateczny”, który powstał w latach 1536-1541. To jedno z najwspanialszych arcydzieł sztuki renesansu. Artysta w mistrzowski sposób posługując się kolorami oraz z wielkim poczuciem ruchu, ukazał na obrazie wzrastające napięcie i oczekiwanie osób, które otaczają Chrystusa. Pośrodku On, surowy i nieubłagany, sprawuje Sąd. To wyobrażenie zakłada sędziowską, a zarazem królewską godność Chrystusa.

    Sąd Ostateczny (fresk Michała Anioła)
    Sąd Ostateczny (fresk Michała Anioła)/ wikipedia.org

    W 34. niedzielę zwykłą, ostatnią w roku liturgicznym, staje także przed nami Jezus Chrystus jako Król Wszechświata. Kult Chrystusa Króla wyrósł z nabożeństwa do Serca Jezusowego. Na prośbę biskupów polskich, za pontyfikatu papieża Klemensa XIII w 1765 r. została wprowadzona uroczystość Serca Jezusowego, w piątek po oktawie Bożego Ciała. Papież bł. Pius IX w 1856 r. rozciągnął obchody tego święta na cały Kościół. W 1925 r. papież Pius XI wydał encyklikę Quas primas i na mocy posiadanej władzy zaprowadził do liturgii kościelnej osobne święto Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata. Wyznaczył je na ostatnią niedzielę października i polecił, aby w tym dniu corocznie oddawano całą ludzkość Najświętszemu Sercu Jezusowemu. Podczas reformy kalendarza liturgicznego, po Soborze Watykańskim II, papież Paweł VI przeniósł to święto w 1969 r. na ostatnią niedzielę roku liturgicznego nadając mu nazwę Uroczystości Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata.
    Chociaż uroczystość została wprowadzona stosunkowo niedawno (79 lat temu), to odniesienie tytułu królewskiego do Boga było używane w Biblii dla wyrażenia tajemnicy Pana, który zasiadając na niebieskim tronie jest władny objąć, prowadzić cały kosmos i nim rządzić. Na kartach Pisma Świętego obraz króla zasiadającego na tronie pierwszy raz zjawia się w pieśni Mojżesza i Miriam: „Pan jest królem na zawsze, na wieki!” (Wj 15,18). Idea wiecznego królowania Boga powraca wielokrotnie w innych księgach. Jego panowanie trwa od niepamiętnych czasów (por. Ps 74; 93).
    W starotestamentowych Księgach Sędziów i Samuela królowanie Pana nad swym ludem wyklucza ludzką władzę królewską jako właściwą formę sprawowania rządów nad ludem Przymierza. Ustanowienie Saula, a potem Dawida królem wymagało szczególnego przyzwolenia Bożego. Królewski dom Dawidowy nie obala najwyższej władzy Boga, jest On nadal najwyższym Władcą, Panem całej ludzkości i Królem Izraela. Bóg panuje nad swoim ludem i nad królem Izraela. Biblijny obraz panowania Bożego ogarnia swym zasięgiem wszystkie narody. Bóg sprawuje nad wszystkimi suwerenną władzę, a w czasach ostatecznych wszystkie narody oddadzą Mu cześć.
    Psalm 93 pięknie chwali królowanie Boga: „Pan króluje, oblókł się w majestat, Pan przywdział potęgę i nią się przepasał: tak utwierdził świat, że się nie zachwieje…” (w. 1). Podobnie Psalm 47 oraz Psalmy 96-99 są pięknymi hymnami na cześć Boga-Króla. Panowanie Boga obejmuje wszystkie siły natury oraz wszystkich bogów, których czczą ludzie. Pan Bóg panuje w niebie, a Stary Testament wymienia Arkę Przymierza jako tron Boży (1 Sm 4,4; Ps 99,1). Prorok Izajasz ukazuje Boga na wysokim i wyniosłym tronie w otoczeniu serafinów oddających Mu cześć. Prorok Zachariasz głosi, że Bogu należy się chwała od wszystkich narodów.
    Nowy Testament ukazuje często Pana Jezusa jako króla. Ten obraz nawiązuje do przepowiedni króla z rodu Dawida oraz pochodzącej ze Starego Testamentu idei Mesjasza. Mesjasz – z języka hebrajskiego – znaczy „namaszczony, pomazaniec”. Te określenia zostały przejęte przez język grecki (messias), co po przetłumaczeniu zostało odzwierciedlone w formie „christos”. Jezus Chrystus, jak wykazuje Ewangelista Mateusz (1,1) i Apostoł Narodów w Liście do Rzymian (1, 3), jest potomkiem Dawida. Jest więc królewskim pomazańcem, jak wskazują na Niego liczne proroctwa ze Starego Testamentu.
    W Ewangeliach Jezusa nazwano Synem Dawida, królem Żydów lub królem Izraela. Podczas procesu sądowego przed Piłatem tych tytułów używają Jego wrogowie – oskarżyciele. Jezus potwierdził wprost swą królewską godność odpowiadając na pytanie najwyższego arcykapłana: „Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Błogosławionego?” (Mk 14,61). Jezus odpowiedział wtedy: „Ja Jestem [Mesjaszem]. Ujrzycie Syna Człowieczego siedzącego po prawicy Wszechmocnego i nadchodzącego z obłokami niebieskimi” (Mk 14,62).
    Opis królewskiego panowania Chrystusa osiąga swoje apogeum w Księdze Apokalipsy. Bóg przez św. Jana przedstawia Jezusa jako Króla królów i Pana panów (por. 19,16; 17,14). Jezus Chrystus zajmuje w proroczej wizji Nowego Testamentu miejsce należne Bogu w tekstach Starego Testamentu mówiących o Jego panowaniu. Jezus Chrystus jest Królem narodów lub wieków. Apokaliptyk ukazuje w większej części swej księgi zwycięstwo Boga nad mocami zła.
    W Nowym Testamencie, w osobie Jezusa Chrystusa połączone są urzędy proroka, kapłana, sędziego i króla ze Starego Testamentu. Jezus jest królem wywyższonym ponad wszystko i ponad wszystkich; przed Nim zegnie się każde kolano, jak trafnie ujął to św. Paweł w Liście do Filipian (por. 2,9-11).
    Jezus Chrystus jest Królem. A Jego królestwo? Liturgia mszalna mówi w prefacji – uroczystym wezwaniu do dziękczynienia – że jest to „wieczne i powszechne Królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju” (MR 205*). Odwołajmy się jednak do Pisma Świętego Nowego Testamentu, w którym jest o nim mowa ponad 100 razy, najczęściej w przypowieściach. Niektóre przypowieści są przedstawione przez różnych Ewangelistów. Założenie Królestwa Bożego opisuje Jezus w przypowieści o zasiewie i jego różnych wynikach. To królestwo charakteryzuje się dynamizmem rozwoju. Ukazany jest on jako zasiew rosnący własną siłą lub jako ziarno gorczycy czy zaczyn chlebowy. Najwyższą wartość Królestwa Bożego przedstawiają przypowieści o skarbie ukrytym w roli i drogocennej perle, o wieży i wojnie. Pomimo zainaugurowania Królestwa Bożego na ziemi, na świecie istnieje zło, co odzwierciedla przypowieść o chwaście oraz o sieci zagarniającej różne ryby: dobre i złe.
    W Królestwie Bożym obowiązują inne, nowe kryteria oceny, w stosunku do ludzkich królestw. O tej nowej skali opowiadają przypowieści o faryzeuszu i celniku, o głupim bogaczu, który zbudował nowe spichlerze; bogaczu, który się świetnie bawił i o Łazarzu; robotnikach w winnicy, o dwu skreślonych długach (jawnogrzesznica), zaginionej owcy, zagubionej drachmie oraz o synu marnotrawnym. Cechy królestwa, które można poznać z nauczania Jezusa budzą w niektórych słuchaczach zasadniczy opór. Kapitalnie przedstawia to przypowieść o dziatwie na rynku, przypowieść o dwóch synach wobec rozkazu ojcowskiego, przypowieść o wielkiej uczcie i niegrzecznych zaproszonych, o nieurodzajnym drzewie figowym i o przewrotnych rolnikach – dzierżawcach winnicy.
    Dla Królestwa Bożego potrzeba się poświęcić. Wzywa nas do tego przypowieść o obrotnym (nieuczciwym) rządcy oraz o minach i talentach. Wobec takich wymagań Pan Jezus daje wskazówki w postaci nowego przykazania, aby się nie pogubić w drodze. Odzwierciedlają je przypowieści o nielitościwym współsłudze i miłosiernym Samarytaninie. W Królestwie Bożym obowiązuje modlitwa, która czyni prawdziwymi synami. Przykładem ducha modlitwy jest przypowieść o natrętnym przyjacielu i ukazująca niesprawiedliwego sędziego, który ugina się wobec wielkiej wytrwałości ubogiej wdowy.
    Królestwo Boże już się rozpoczęło. Kościół jest – jeszcze niedoskonałą – fazą jego realizacji. Kiedy nadejdzie Król, królestwo Boże stanie się w całej pełni. Do gotowości i czujności na Jego przyjście wzywają nas przypowieści o czujnym odźwiernym, czujnym gospodarzu, słudze wiernym i niewiernym, dziesięciu pannach i sługach nagrodzonych za czujność.
    Z okazji uroczystości ku czci Chrystusa Króla spojrzeliśmy na samego Chrystusa i na Jego Królestwo. W dobie powszechnej demokratyzacji; w epoce, gdy już królestwa ziemskie można policzyć na palcach – odwołaliśmy się nieco do biblijnej idei królowania Boga, która w nauczaniu Chrystusa otrzymała swój definitywny kształt, stając się synonimem zbawienia człowieka. Docierając bowiem w liturgii do końca roku, trzeba spojrzeć na rzeczy ostateczne, na cel ludzkiego życia, którym jest wieczne zbawienie.
    W archidiecezji przemyskiej majestatyczny tytuł Chrystusa Króla noszą parafie w: Jarosławiu, Łańcucie, Łubnie Opacem, Przeworsku, Sanoku i Trzcianie-Zawadce. Godną zauważenia jest monumentalna figura Chrystusa Króla stojąca w Rakszawie przy drodze Łańcut – Leżajsk, wskazująca drogę do kościoła. Z kolei w Jarosławiu, w pobliżu kościoła pw. Ducha Świętego, stoi od niedawna figura, jako materialny znak poświęcenia miasta Chrystusowi Królowi. Kult Chrystusa Króla jest bardzo żywy, bo wyrasta z dobrze rozwiniętego nabożeństwa do Bożego Serca, zaprowadzonego przez św. bp. Józefa Sebastiana Pelczara.
    Jezus Chrystus – Odkupiciel ludzkości, jest darem Ojca ze swego ukochanego, Jednorodzonego Syna, darem tym większym, że z Bożego Serca płyną dla nas życiodajne, oczyszczające zdroje Krwi. Królestwo Boże jest także darem, wobec którego, tak jak w przypadku Chrystusa, trzeba zająć osobiste stanowisko: przyjąć je z wdzięcznością lub odrzucić. Przyjąć królestwo – i to jako wartość bezwzględnie najwyższą – to przyjąć samego Chrystusa-Króla, a przyjąć nie tylko z Jego programem, prawem i wymaganiami, ale i z Jego miłością, która przemienia świat. Przyjąć zaś, to nie znaczy uznać tylko w teorii, ale całkowicie się zaangażować w tę jedyną sprawę, która wszystko przetrwa.
    Nasze pragnienie wyrażajmy w słowach z Modlitwy Pańskiej: „Przyjdź Królestwo Twoje!”

    Ks. Stanisław Zbojnowicz/Niedziela przemyska

  • Wieża z miliarda nienarodzonych sięgnęłaby do Księżyca – tyle zabito od 1920 roku

    Dzieło słowackiego artysty Martina Hudáčka/żródło: pch24.

    Odkąd 100 lat temu zalegalizowano aborcję w Rosji na świecie, zginęło w jej skutek ponad miliard dzieci nienarodzonych. Komentatorzy mówią tu o otwarciu bram piekieł rozpoczętym w 1920 roku i trwającym po dziś dzień.

    Jak zauważył już w 2017 roku Pete Baklinski, o ogromie tej liczby świadczy choćby fakt, że odliczanie do miliarda zajęłoby niemal 100 lat. Miliard minut temu na świecie żył Pan Jezus. Wieża z miliarda nienarodzonych dzieci dosięgłaby księżyca. Bolszewicki dekret z 1920 roku oznaczał de facto darmowe aborcje na życzenie pod warunkiem przeprowadzania ich przez lekarza. Minimalnym obostrzeniem okazało się zobowiązanie medyków do zniechęcania kobiet, jeśli nie istniały żadne społeczne, ekonomiczne ani medyczne przesłanki do dokonania aborcji.  

    Co ciekawe, sto lat temu w dość prymitywnym, rolniczym kraju, jakim była Rosja, kraju zdominowanym przez ludobójczą ideologię, argumentowano podobnie jak dziś. Otóż chodziło o zapobieganie negatywnym skutkom nielegalnego dzieciobójstwa dla zdrowia kobiet. Według Michaela Heynesa z Life Site News w 1920 roku Rosja stała się pierwszym krajem świata legalizującym aborcję. Kraje kapitalistyczne wówczas chroniły życie. Kilka miesięcy wcześniej nawet laicka Francja zakazała nawet sprzedaży oraz promocji antykoncepcji.  

    Wskutek decyzji z 1920 roku już dwa lata później w samej Moskwie dokonano 7969 aborcji (urodziło się wówczas 35 320 dzieci). Oznacza to, że na jedne narodziny przypadało ok. 0.23 aborcji. Z kolei do 1925 roku doszło tam do 18071 aborcji i 57537 narodzin (co daje proporcję 0.31). W 1926 doszło już do 31 986 aborcji. Według doktora Marka Fielda publikującego na łamach „New England Journal of Medicine” można sądzić, że do końca lat 20. liczba aborcji rosła wskutek nagromadzenia ludności w miastach i związanej z tym ciasnocie w mieszkaniach (jeden pokój dla całej rodziny, wspólne łazienki) oraz aktywizacji zawodowej kobiet.

    Następnie doszło do pewnego odwrotu. W 1936 roku za rządów Józefa Stalina mordowanie nienarodzonych zostało w znacznej mierze zakazane. Argumentowano, że aborcje podziemne to skutek działań nieoświeconych klas, a Związek Radziecki lepiej od krajów kapitalistycznych docenia kobietę jako matkę. Jednak w 1955 roku prawo aborcyjne zostało ponownie „zliberalizowane”, co również argumentowano problemem nielegalnych aborcji.

    Choć komunizm podobno upadł, to w Rosji aborcja pozostaje wciąż poważnym problemem. Obecnie na 1000 urodzin przypada 412 aborcji, a więc więcej niż w Rosji Radzieckiej lat 20. XX wieku. Jak zauważył ojciec Richard Heilman na Life Site News, wraz z legalizacją aborcji w Rosji Radzieckiej otwarły się bramy piekła. Niewykluczone, że Matka Boża przewidując to w 1917 roku mówiła w Fatimie o błędach Rosji i wzywała do poświęcenia tego kraju Niepokalanemu Sercu. Niestety wspomniane w Fatimie „błędy Rosji” przedostają się na zachód – zgodnie zresztą z fatimskim ostrzeżeniem. Co ciekawe, niekoniecznie jest to proces li-tylko spontaniczny.

    Wszak były agent KGB Jurij Bezmenov w wywiadzie z Edwardem Griffinem z 1984 roku mówił, że aż 85 procent budżetu KGB przeznacza się na ideologiczną „subwersję”, a nie tradycyjne szpiegostwo. Wspomniał o 4 stadiach „wielkiego prania mózgu” dokonywanego z inspiracji sowieckiego wywiadu w USA. To: demoralizacja (skłonienie do pogardy dla własnej kultury i tradycji), destabilizacja (osłabienie kluczowych instytucji); kryzys (rewolucyjna zmiana struktur władzy politycznej i elit ekonomicznych) i normalizacja w nowej już rzeczywistości. Dziś masowe aborcje (a także rozwody czy seksualne wynaturzenia) to problem nie tylko Rosji, lecz także USA czy innych krajów cywilizacji zachodniej. Ślady tego odnajdujemy w wulgarnych działaniach feministycznego Strajku Lempart.

    źródła: lifesitenews.com / pch24.pl/mjend/2020-11-18

  • Dr Gabriele Kuby apeluje do Polek: Wybierzcie życie. Zabijanie ludzi to nie jest prawo człowieka!

    Dr Gabriele Kuby apeluje do Polek: Wybierzcie życie. Zabijanie ludzi to nie jest prawo człowieka!
    fot. PCh24

    W Europie toczy się wojna. Jej główny front przebiega przez Polskę. Kultura życia toczy bój z kulturą śmierci. Ludzie, którym wydaje się, że są ukoronowaniem rozwoju ludzkości, wzywają do brutalnego mordowania dzieci nienarodzonych. Polskie kobiety nie mogą pozwolić, by nasz kraj poszedł tą samą drogą co wiele innych państw europejskich. O tym mówił dr Gabriele Kuby. 

    Instytut Ordo Iuris zorganizował konferencję online w obronie praw kobiet. Jednym z prelegentów była niemiecka socjolog, dr Gabriele Kuby, ceniona i znana w Polsce autorka książek poświęconych między innymi ideologii gender. Dr Kuby apelowała do polskich kobiet o to, by wybrały kulturę życia, a nie zabijania.

    Na początku dr Kuby zwróciła się z apelem do tych kobiet, które na ulicach Polski domagają się prawa do aborcji, niszczą kościoły, używają wulgarnych słów. Kobiety te powinny przemyśleć, co to znaczy być kobietą. – Jesteśmy w środku wojny. To wojna między kulturą życia a kulturą śmierci. Lub inaczej, to wojna między ateistycznym marksizmem, który chce doprowadzić do całkowitej jednakowości, a między tymi, którzy wierzą w Boga i domagają się sprawiedliwości. To wojna tych, którzy chcą utworzyć totalitarną dyktaturę manipulując świadomością mas, manipulując prawem i posługując się przemocą – z tymi, którzy wierzą w moc natury, rozumu i Boga – i dlatego walczą o wolność i sprawiedliwość. Wiedzą, że Bóg, natura i rozum wygrają tę wojnę – powiedziała.

    Jak wskazała Kuby, dziś w Europie główny front tej wojny przebiega przez Polskę. Kolejne europejskie narody w niesamowitym tempie porzucają Boga; od Pana odwracają się Hiszpania, Włochy, Irlandia czy Malta, kraje, które przez wieki były głęboko katolickie. – Czy także Polska pójdzie tą drogą? – zapytała.

    Jak przypomniała, Polska dzięki wierze katolickiej przetrwała nazistowski i komunistyczny terror. Państwa, które odrzucają Boga, ulegają kłamstwu węża z ogrodu Eden: nie, nie umrzesz, będziesz jak Bóg. – Wąż jednak kłamie. Po pierwsze, wszyscy umrzemy – także ci, którzy niszczą kościoły, dewastują pomniki Matki Bożej. Oni również umrą – wskazała.

    Nawiązała następnie do kwestii tak zwanej aborcji eugenicznej.

    – Drogie siostry w Polsce, może niektóre z was walczą o prawo do zabicia dziecka tylko i wyłącznie w odniesieniu do dzieci i tak skazanych na śmierć ze względu na ciężkie schorzenia i dysfunkcje. One też mają prawo do życia. Nie chcemy społeczeństwa, gdzie tylko zdrowi mają prawo do życia. Nie chcemy społeczeństwa, gdzie chorzy, niezależnie od etapu ich rozwoju, są zabijani. Może się wam wydawać, że to nie do przyjęcia, by wychowywać dziecko z zespołem Downa, że wasze życie jest zrujnowane. Nie wątpię, że bardzo trudno pogodzić się z takim wyrokiem losu. Rodzice dzieci ze specjalnymi potrzebami powinni być wyjątkowo szanowani w społeczeństwie i otrzymywać zarówno od społeczeństwa jak i od rządu każdą możliwą pomoc – stwierdziła.

    Dalej odniosła się do postulatów aborcji na żądanie jako rzekomego prawa człowieka.

    – Radykalne feministki w Polsce i na świecie walczą o więcej. Walczą o prawo człowieka do dokonania aborcji. Drogie kobiety, czy jesteście świadome tego, o co prosicie? Po horrorach i strasznych wydarzeniach II wojny światowej świat zgodził się, że są pewne prawa przynależne każdemu człowiekowi tylko dlatego, że ona czy on jest istotą ludzką, ma swoją ludzką godność. Oczywiście, ochrona prawa do życia jest ważniejsza niż jakiekolwiek inne prawo człowieka. Ale czy naprawdę jest prawem człowieka, że jedni ludzie mogą zabijać drugich? Każda z nas – wy też – zaczął swoje życie jako embrion. Czy w łonie matki byłyśmy czymś innym niż człowiekiem? – pytała.

    Następnie wskazała na różne metody zabijania dzieci nienarodzonych.

    Pierwszą z nich jest ekstrakcja, czyli wysysanie ciała dziecka we wczesnym etapie ciąży; taka metoda jest wykorzystywana w krajach, gdzie aborcja jest zakazana.

    Druga metoda polega na rozerwaniu starszego już dziecka, którego na USG widoczne są rączki czy rozwijający się mózg. Dziecko jest chwytane przez specjalne ostrze, rozrywane i usuwane po kawałku.

    Trzecia metoda to wysysanie za pomocą specjalnej tuby wprowadzanej do macicy, która rozcina ciało dziecka na części i wysysa je.

    Po czwartym miesiącu zabić dziecko jest trudniej, bo jego ciało jest już sztywniejsze a kościec twardszy. Wprowadza się więc do macicy mocne nożyce, które odcinają kończyny dziecka. Kiedy dziecko wykrwawi się na śmierć, usuwa się jego tors. Przy większych dzieciach miażdży się główkę żeby mogła opuścić drogi rodne kobiety.

    Kolejna metoda polega na zatruciu dziecka roztworem z solnym. Dziecko połyka ten roztwór i w ciągu kilku godzin ginie bolesną i ciężką śmiercią przez zatrucie solą. W ciągu następnych 48 godzin martwe dziecko, zabarwione na czerwono, jest rodzone przez sztucznie wywołane skurcze.

    Następna metoda polega na wstrzyknięciu rivanolu, środka dezynfekującego zawierającego alkohol. Rivanol wnika w skórę dziecka i niszczy jego ciało. Wysoki odsetek alkoholu jest dla dziecka toksyczny, zatrzymuje pracę jego serca. Rezultatem jest urodzenie zwłok zabarwionych na żółto.

    Wreszcie kolejna metoda to zabijanie dziecka zastrzykiem z trucizną zatrzymującą pracę serca. W końcowym etapie ciąży przez podbrzusze matki wprowadzana jest igła, która wprowadza roztwór chlorku potasu do serca dziecka. W efekcie następuje skurcz mięśni i praca serca zostaje zatrzymana. Martwe dziecko jest rodzone w wyniku sztucznie wywołanego porodu.

    Ostatnia metoda to aborcja chemiczna. Połyka się pigułkę, która może działać do drugiego trymestru ciąży. Wielu kobietom wydaje się to mniej brutalne niż rozrywanie dziecka na kawałki. Tabletka zawiera niezwykle silny syntetyczny hormon, który blokuje progesteron wymagany do rozwoju ciąży.

    W efekcie macica zaciska się; agonia dziecka trwa wiele godzin. Dziecko umiera wskutek zagłodzenia i zaduszenia. Dziecko jest rodzone i zwykle kończy w toalecie.

    – Wszystkie te rzeczy dzieją się w społeczeństwie, które uważa się za ukoronowanie ludzkości. Czy naprawdę nim jesteśmy? – zapytała.

    – Tak naprawdę wróciliśmy do najbardziej brutalnych epok naszej historii – dodała.

    – Drogie siostry, walczycie o prawo do zabicia swojego dziecka. Czy naprawdę tego właśnie chcecie? Jestem przekonana, że nie. Po prostu nie wyobrażacie sobie dziecka w swoim życiu. Jako matka trójki dzieci i babcia trójki dzieci mogę powiedzieć – życie samo w sobie jest niezwykle potężne. Żyjące dziecko, maleńkie, bezbronne, znajdzie sobie miejsce na ziemi, aby współistnieć razem z tobą, ze swoją matką. Będzie cię kochać, bezwarunkowo, niezależnie od tego kim jesteś i jaka jesteś. Nikt inny nie będzie cię tak kochał. Niezliczone kobiety, które powstrzymały swoją chęć dokonania aborcji, dzisiaj są z tego powodu niezwykle szczęśliwe, ze względu na radość, jaką dało im to dziecko – wskazała.

    – Nikt nie akceptuje cię tak, jak twoje własne dziecko. To będzie ścieżka twojego własnego uzdrowienia. Dziecko wzmocni twoją więź z życiem jako takim, z przyszłością. Miłość, jaką okazujesz dzisiaj dziecku, wróci do ciebie, kiedy ty będziesz potrzebowała miłości swoich dzieci. Wszyscy chcemy, żeby świat stał się lepszym miejscem. Zabijając nienarodzone dzieci tego nie osiągniemy. Jeżeli akceptujesz dziecko z całego serca, jeżeli kochasz je macierzyńską miłością, jeśli jesteś gotowa dokonywać poświęceń dla swojego dziecka, jak każda matka i każdy ojciec, to może się okazać, że twoje dziecko sprawi, iż świat naprawdę stanie się lepszym miejscem. Radość i głęboka satysfakcja, jakie wiążą się z potrzebą realizacji macierzyństwa, będą dla ciebie wspaniałą nagrodą – stwierdziła.

    Na koniec wezwała, by Polki podtrzymały przykład, jakim Polska była zawsze dla świata, sprzeciw wobec zbrodniczych ideologii i siłę wiary.

    PCh24.pl/Pach/2020-11-13

  • Sługa Boży Ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński w obronie poczętych dzieci

    Sample
    fot. BP/KEP

    Prymas Tysiąclecia w swoich przemówieniach często nawiązywał do ochrony poczętego życia. Był świadkiem jak w 1956 roku komuniści wprowadzili prawo do aborcji na życzenie, w wyniku której dokonano ok. 20 mln aborcji. Wielokrotnie apelował o zaprzestanie tego procederu i szacunek wobec dziecka w łonie matki. Oto kilka cytatów Prymasa Tysiąclecia, które świadczą o wielkiej trosce do nienarodzonych dzieci.

    „Matka ma prawo do swego ciała, ale nie ma prawa do poczętego dziecięcia, bo ono jest własnością Boga i narodu.”

    „Obudźcie się! Ratujcie życie! Wszak chodzi tu o życie narodu! Zginajcie kolana przed każdym rodzącym się życiem, przed każdym dziecięciem”

    „Jeżeli najbardziej niewinne i bezbronne dziecko nie może czuć się bezpiecznie w jakimś społeczeństwie, wówczas już nikt bezpiecznie czuć się w nim nie może!”

    „Największym szczęściem jest dziecko! Może stu inżynierów postawić tysiące kombinatów fabrycznych, ale żadna z tych budowli nie ma w sobie życia wiecznego. A małe niemowlę, które wyda na świat mocami Bożymi matka, ma w sobie życie wieczne.”

    „Pamiętajcie, nowa Polska nie może być Polską bez dzieci Bożych! Polską niepłodnych lub mordujących nowe życie matek! Polską pijaków! Polską ludzi niewiary, bez miłości Bożej! Nie może być ojczyzną ludzi bez wzajemnej czci jedni dla drugich, bez ducha ofiary i służby, bez umiejętności dzielenia się owocami pracy z tymi, którzy sami nie są w stanie zapracować na życie i utrzymanie.”

    „Jaka jest rodzina domowa, taka też będzie rodzina ojczysta. Jeśli nie będą umieli uszanować maleńkiego życia, które się rodzi w komórce życia domowego, nie uszanują i życia obywateli, bo nauczą się mordować już w rodzinach. W ten sposób zamiast społeczności życiodajnej, będzie się wyrabiać społeczność morderców. Będzie to naród samobójczy (…). Taki naród się skończy.”

    „Prawo do życia musi każdy uszanować: rodzice, Naród, społeczeństwo, Państwo i Kościół. Nikt nie może go pogwałcić, choćby dotyczyło istoty, która kryje się jeszcze pod sercem matki, bo już jest ona człowiekiem (…). Ta maleńka istota ma pełne prawo do życia i nikt, bez odpowiedzialności za zwykłe zabójstwo, nie może tego prawa naruszyć!”

    „Każde tak zwane prawo, które daje komukolwiek możliwość dysponowania i przesądzania o ludzkim życiu, jest bezprawiem. Każdy czyn, który zmierza wprost do zniszczenia i przekreślenia prawa człowieka do życia jest zwykłą zbrodnią.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! (…) Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna.”

    „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu – nauczał Prymas Tysiąclecia – jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! Powstające pod sercem matki nowe życie nie należy do niej. Jest ono własnością nowego człowieka! Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna. Musi więc mieć swoich obrońców. Obrońcą jest sam Bóg, który się upomni o to życie…”

  • Pro-liferka odpowiada na argumenty zwolenników pro-choice.

    Rozmowa ze Stephanie Gray Connors

    STEPHANIE GRAY CONNORS
    fot. archiwum prywatne/Aleteia

    – Dziecko przed narodzeniem jest człowiekiem, ponieważ posiada ludzkich rodziców i jest żywe, ponieważ rośnie. Ma więc niezbywalne prawo do życia – mówi Stephanie Gray Connors w wywiadzie dla Aletei. Odpowiada na najbardziej znane argumenty osób opowiadających się za prawem do aborcji.

    Stephanie jest międzynarodową mówczynią pro-life, która dała już prawie tysiąc prezentacji na całym świecie, i autorką książki „Miłość uwalnia życie. Aborcja i sztuka komunikowania prawdy”.

    Ewa Rejman: Zacznijmy od tego: czy pozwolisz mi zająć stanowisko za aborcją, lub, jak niektórzy wolą mówić, „za wyborem”, na czas tego wywiadu? Zapewniam cię, że uważnie śledziłam argumenty tej strony debaty w ostatnich tygodniach.

    Stephanie Gray Connors: Jasne, bardzo proszę!

    Wchodzę więc w moją rolę. Wierzysz w Boga Stworzyciela, masz swój własny zestaw zasad i podążasz za nimi. Oczywiście możesz to robić. Ale kto dał ci prawo narzucania swojej moralności innym ludziom, kiedy to nie ty będziesz ponosić konsekwencje ich wyborów?

    Na kwestię aborcji możemy patrzeć z perspektywy religijnej lub niereligijnej. Oczywiście, jestem religijna i wiem, że Bóg, w którego wierzę, kocha wszystkich ludzi, bez względu na to, jak rozwinięci są i jakie umiejętności mają. Jednak, także ktoś, kto nie jest religijny, może dojść do wniosku, że zabójstwo jest czymś złym. Ateiści także potępiają rasizm i walczą z nim. Nie wierzą w Boga, ale wierzą, że złem jest dyskryminowanie kogoś z powodu jego rasy. Mają poczucie, czy to intuicyjne, czy wynikające z ogólnych standardów ludzkiej równości, że musimy traktować inne osoby, jako równych. Nawet jeśli ktoś nie podziela mojego religijnego światopoglądu, mam nadzieję, że wierzy, że ludzie są równi i posiadają prawa człowieka, a wśród nich najbardziej podstawowe – prawo do życia. Skoro dziecko przed narodzeniem jest człowiekiem – jest nim, ponieważ ma ludzkich rodziców, i jest żywe, ponieważ rośnie, wtedy z perspektywy praw człowieka byłoby czymś złym zakończenie jego życia.

    Jako społeczeństwo mamy prawa, które chronią już urodzone osoby. Wszystko, o co prosimy, to konsekwencja, tak aby prawo chroniło także osoby przed narodzeniem, bez dyskryminacji ze względu na wiek. https://www.youtube.com/embed/DzzfSq2DEc4

    Wydaje się, że zapominasz, że prawa kobiet, włącznie z prawem wyboru, też są prawami człowieka! Czy naprawdę myślisz, że płód jest równy kobiecie, która ma już rozwinięty każdy aspekt swojego życia?

    Jeśli pochylamy się nad ideą praw kobiet, musimy zadać kluczowe pytanie: kiedy zaczynają się te prawa? Prawa kobiet zaczynają się wtedy, kiedy zaczyna się życie kobiety. Nauka uczy nas, że życie kobiety zaczyna się w momencie poczęcia. Jeżeli ktoś uważa, że kobieta powinna mieć prawo do aborcji, chciałabym poprosić tę osobę aby przemyślała następującą sytuację. Co jeśli kobieta chce aborcji, ponieważ nie chce urodzić dziewczynki? Zdaję sobie sprawę, że nie jest to raczej problem Polski, ale weźmy pod uwagę część świata, w której istnieje silna preferencja dla dzieci płci męskiej, na przykład południowo-wschodnią Azję. Jeśli ktoś twierdzi, że kobieta powinna mieć prawo do aborcji, wówczas powinien wspierać kobiety w Indiach, które decydują się na nią, ponieważ chcą chłopca i czują się nieszczęśliwe, będąc w ciąży z dziewczynką. Myślę, że większość obrońców praw kobiet, także tych w Polsce, byłoby przerażonych obieraniem za cel dziewczynek tylko ze względu na ich płeć. Jeśli sprzeciwiałyby się aborcji na dziewczynkach – z tego powodu, że są one dziewczynkami, powinny sprzeciwiać się wszystkim aborcjom. Tak, czymś złym jest zabicie dziewczynek, ponieważ są dziewczynkami, ale jest także czymś złym zabijanie małych ludzi, którzy są chłopcami – ponieważ są oni ludźmi.

    Żadna kobieta ani mężczyzna nie powinni mieć prawa zakończyć życia swojego dziecka. Pomyśl o sytuacji, kiedy mężczyzna zabija kobietę w ciąży. Nawet wielu zwolenników aborcji przyznałoby, że byłoby to uznane za podwójne zabójstwo.

    Moment, istnieje jednak pewna różnica pomiędzy sytuacją mężczyzn a kobiet. Mężczyźni nie zachodzą w ciążę. Urodzone dziecko można oddać komuś innemu, ale będąc w ciąży, jesteś jedyną osobą obciążoną i nikt inny nie może przejąć tego ciężaru.

    Masz rację. Pytanie brzmi – czy ten fakt usprawiedliwia aborcję, czy czyni nas jeszcze bardziej odpowiedzialnym za dziecko w łonie? Jeżeli ktoś się krztusi i w pomieszczeniu znajduje się dziesięć osób potrafiących udzielić pierwszej pomocy i uratować mu życie, wówczas jesteś mniej odpowiedzialna za udzielenie jej, ponieważ wiesz, że to samo może zrobić dziewięć innych osób. Co jednak, jeśli ktoś się krztusi i nie ma dziewięciu innych osób, jesteś tylko ty i wiesz, jak udzielić pierwszej pomocy? Wtedy czyni cię to bardziej odpowiedzialną, i jeżeli nie zrobisz nic, będzie to oznaczało, że zrobiłaś coś złego. Analogicznie, jeśli uznajemy, że dużo osób mogłoby zająć się już urodzonym dzieckiem – jest to prawdą – musimy uznać, że jeśli tylko kobieta w ciąży może zająć się dzieckiem przed urodzeniem, czyni ją to jeszcze bardziej za nie odpowiedzialną.

    Innym punktem, który bym podkreśliła jest to, że ostatecznie, zabicie dwulatka nie jest czymś złym, dlatego, że są inne osoby, które mogłyby się o niego zatroszczyć. Zabicie dwulatka jest czymś złym, ponieważ dwulatek jest człowiekiem, a wszyscy ludzie są równi i mają podstawowe prawo do życia. Co jeśli nie byłoby nikogo, kto zająłby się tym dwulatkiem? Oczywiście, nie dałoby nam to prawa do zabicia go. To samo jest prawdą, w przypadku dziecka przed narodzeniem.

    To, kiedy zaczyna się życie i czy płód może być uznany za człowieka jest pytaniem filozoficznym. Nie możesz tworzyć praw na tej podstawie.

    To, czy mamy do czynienia z człowiekiem czy nie, jest pytaniem całkowicie naukowym, ta kwestia może być obiektywnie ustalona przez test DNA. Filozoficzny aspekt debaty o aborcji polega raczej na czymś innym: gdy już ustalimy, czy mamy do czynienia z człowiekiem, jak powinniśmy traktować ludzi? Światopogląd, który ja proponuję, zgadza się z założeniami ONZ i wielu społeczeństw obywatelskich na całym świecie, a mianowicie oznacza, że jeśli należysz to ludzkiej rodziny, to jesteś równy innym i posiadasz prawo do życia. Niektórzy filozofowie nie podzielają tego poglądu. Niedawno debatowałam z prof. Peterem Singerem z Princeton. Uważa on, że tylko ci ludzie, którzy funkcjonują w danej chwili na określonym poziomie mają prawo do życia. Ten światopogląd jest problematyczny, ponieważ wyklucza nie tylko dzieci przed narodzeniem. Zgodnie z własnymi założeniami pozwala na zabijanie niemowląt. Większość osób byłoby tym przerażonych.https://www.youtube.com/embed/5OfNsPJ3hNM?feature=oembed

    Nie bierzesz pod uwagę przypadków ekstremalnych, w których aborcja mogłaby być dobrym rozwiązaniem. Pomyśl o matce, które wie, że jej dziecko umrze krótko po urodzeniu.

    Oczywiście musimy podchodzić z ogromnym współczuciem i delikatnością do osób w tak trudnych sytuacjach. Pytaniem, które musimy sobie zadać jest jednak: czy zakończenie życia osoby chorej jest aktem miłości? Zasugerowałabym, że nie i możemy pomyśleć o tym w następujący sposób. Jeśli miałabyś kogoś w innym kraju, kogoś, kogo bardzo kochasz i ta osoba zadzwoniłaby do ciebie i powiedziała, że zostały jej tylko cztery tygodnie życia, czy czekałabyś do końca trzeciego tygodnia, żeby do niej polecieć i pożegnać się z nią?

    Oczywiście, że nie! Zrobiłabym wszystko, żeby polecieć w pierwszym możliwym terminie i spędzić z tą osobą tyle czasu, ile to tylko możliwe.

    Ja również. Nie sądzę, żeby wiele osób wybrało tę drugą możliwość. Jeśli pozostało nam niewiele czasu do spędzenia wspólnie, chcemy rozciągnąć czas, który nam jeszcze pozostał, a nie go skracać. Jeżeli ktoś jest w zdrowej ciąży, może mieć przed sobą 50 lat na spędzenie ich razem z dzieckiem. Jeżeli jednak w 20. tygodniu dowie się, że jego dziecko umrze zaraz po urodzeniu, zamiast 50 lat ma tylko 20 kolejnych tygodni. Aborcja skróciłaby ten czas jeszcze bardziej.

    Nie sądzisz, że bardzo bolesne jest bycie w ciąży ze świadomością nieuchronnej śmierci swojego dziecka?

    Jeśli bolesna jest dla ciebie śmierć dziecka krótko po urodzeniu, prawdopodobnie również aborcja jest dla ciebie bolesna. Dokonanie jej nie sprawi, że smutek zniknie. Kiedy nadejdą pierwsze święta Bożego Narodzenia i nie będziesz mieć przy sobie dziecka, będziesz smutna. Kiedy nadejdzie pierwsza rocznica terminu porodu będziesz smutna tak czy inaczej. Ale inny rodzaj smutku występuje, kiedy ktoś umiera, ponieważ nie mogliśmy ocalić jego życia, a inny wtedy kiedy ktoś umiera, bo to życie mu odebraliśmy.

    Mówienie, że aborcja jest odbieraniem życia brzmi jak osądzenie kobiet, które miały aborcje. W wielu przypadkach może być to nasza matka, siostra, bliska przyjaciółka.

    Żaden człowiek nie jest idealny i każdy, kogo kochamy, czasami robi rzeczy, których nienawidzimy. Może pomocne byłoby przywołanie przykładu prowadzenia samochodu i jednoczesnego pisania wiadomości na telefonie – zgadzamy się, że jest to czymś złym. Jeśli twoja najlepsza przyjaciółka zabiłaby kogoś w wypadku, który spowodowała, ponieważ prowadziła samochód, pisząc wiadomości, nie popierałabyś tego, co zrobiła, gdyż znasz różnicę między osobą, a jej zachowaniem. Jednocześnie, nadal powinnaś kochać swoją przyjaciółkę, kochać ją nawet mocniej, kiedy cierpi w wyniku tego, co się stało.

    Ewa Rejman /17.11.20/ Aleteia.pl

  • Modlitwa rodziców, winnych zabójstwa nienarodzonych dzieci

    Opublikowano 21 sierpnia 2020 by wobroniewiary

    Autorem modlitwy jest kapłan, który chce zachować anonimowość. Redakcji strony „w obronie wiary” jest dobrze znany.

    Boże, nasz kochany Ojcze!

    Przychodzimy do Ciebie z wielkim bólem, ze złamanym sercem, z głębokim smutkiem. Nasza dusza nie przestaje płakać, a nasz wzrok jest spuszczony i nie mamy odwagi spojrzeć Ci w oczy. Naruszyliśmy Twoje przykazanie NIE ZABIJAJ!

    Matko Najświętsza, Matko Miłosierdzia, ucieczko grzeszników, oręduj za nami u Boga. Bóg Ci niczego nie odmawia, gdyż i Ty nigdy Mu niczego nie odmówiłaś. On ustanowił Cię Bramą Nieba, więc w Tobie i w Twej modlitwie pokładamy nadzieję. Przeprowadź nas nad otchłanią grzechu i zła, uproś nam Boże Miłosierdzie, zanim nie staniemy przed Sędzią Sprawiedliwym.

    Bardzo pobłądziliśmy! Nie jest prawdą, że istnieje jakiś „ślepy los”, „przeznaczenie”, i nikt się przed nim nie uchroni – „jeśli ma spotkać go zło, to go spotka, jeśli ma wypełnić dobro, to je wypełni”. Ty stwarzasz, Boże, każde swoje dziecko do szczęścia, tak ziemskiego jak i wiecznego, dla każdego z nich masz swój wspaniały plan i powołanie, jednak dla jego wypełnienia każdy ma współpracować z Tobą w sposób wolny, wybierając dobro i odrzucając zło. Także nasze dziecko otrzymało dar powołania, którego nie znamy. My jednak nadużyliśmy swojej wolności, podnosząc na nie rękę i odbierając mu życie, a przez to nie pozwalając mu tego powołania wypełnić, choć tyle małżeństw bezdzietnych chętnie zapewniłoby mu przyszłość. Zdążyło zaledwie złożyć Ci ofiarę z doznanej męczarni i okrutnej śmierci. Ponieważ stwarzasz od razu duszę człowieka jako dorosłą, dziecko miało pełną świadomość tego co się dzieje i było zdolne do złożenia takiej ofiary. Mamy nadzieję, że ginąc nie zaniosło przed Twój tron oskarżenia przeciwko nam, tylko modlitwę o przebaczenie i miłosierdzie, i nadal tę modlitwę za nas zanosi – o nią je prosimy.

    Nasz Ojcze, Ty nie brzydzisz się żadnym ze swoich dzieci, nawet najbardziej brudnym i grzesznym. Przychodzimy więc do Ciebie z wielką ufnością i świadomością faktu, że im dalej od Ciebie odeszliśmy, tym bardziej cieszy Cię nasz powrót. Przeżywasz radość, gdy możesz przebaczyć, widząc szczery żal oraz mocne postanowienie poprawy, a także wolę wynagrodzenia dobrem za popełnione zło. Na pewno to wszystko widzisz w naszym sercu. Błagamy Cię, byś nie tylko przyjął nas na nowo w swoje ramiona, ale także umożliwił nam życie miłe Tobie i obfitujące w jak największe zasługi.

    Dodaje nam odwagi, a nawet pociesza nas ogrom Twojego Miłosierdzia. Gdy komuś zło przebaczasz, czynisz to w sposób całkowity i pełny i patrzysz odtąd na niego tak, jakby wcale tego zła się nie dopuścił! Wymazujesz je ze swej pamięci i z serca i nie chcesz już do niego powracać, a na nas patrzysz jak na świętych… Pozostaje nam już tylko wyrównywanie naruszonego porządku czynieniem dobra, czy to na ziemi, czy w Czyśćcu. Jakie to dla nas szczęście! Chętnie włączymy się w dzieło duchowej adopcji dziecka poczętego, swoją codzienną modlitwą wypraszając szczęśliwe narodziny jakiegoś maleństwa, którego matka nie kocha i chciałaby je zabić w swoim łonie. Naszej pomocy potrzebują także biedne rodziny, wśród nich wielodzietne.

    Chociaż jesteśmy na drodze nawrócenia, piekielny oskarżyciel nadal trzyma swój pazur na ranie naszego serca i wciąż ją rozdrapuje. Kiedyś, przed grzechem zabójstwa, kusił nas do bagatelizowania i pomniejszania zła, podsuwał rzekome usprawiedliwienia, by zdławić głos ostrzegającego nas sumienia. Teraz natomiast – wprost przeciwnie: wyolbrzymia zło, ukazuje je jako „niewybaczalne” i wmawia nam, że zawsze w Twoich oczach będziemy przestępcami i nie możemy liczyć na Twoje Miłosierdzie! Nie chcemy być jego niewolnikami, nie pozwolimy mu dalej na wchodzenie między Ciebie a nas i na zatruwanie nam życia. Przezwyciężymy te jego ataki potężną modlitwą uwielbienia Ciebie i dziękczynienia za Twoją dobroć. Taką modlitwą przepełnione jest całe Niebo, niech więc nasz głos złączy się z głosami Aniołów i Świętych. Prostujemy się więc przed Twoim Obliczem, unosimy głowę, podnosimy wzrok, dotąd ze wstydem spuszczany, i wznosimy w górę serce. Alleluja – chwalmy Pana! Hosanna na wysokości!

    Ufamy, że spotkamy nasze dziecko w chwale Nieba i na wieki będziemy razem z nim szczęśliwi tam, gdzie wszelkie zło zostało zapomniane, a dobro rozkwitło w całej swej pełni.

    Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.