Month: January 2020

  • Rozważania

    Rozważania

    Ile zawdzięczam Chrystusowi?
    II Niedziela Zwykła – ROK A
    19.01.2020

    Dzisiejsze Słowo Boże ukazuje Pana Jezusa, tak jak rozpoznał Go św. Jan Chrzciciel, jako Baranka Bożego: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”. W czasie każdej Mszy św. wypowiadam te słowa tuż przed przyjęciem Chrystusowego Ciała. A nieco wcześniej wraz z całą wspólnotą śpiewam je trzykrotnie.

    Już niedługo, kiedy minie zima, będę miał znowu okazję patrzeć na maleńkie baranki dopiero co urodzone na rozległych wrzosowych polach. Co roku przeżywam ten widok przemierzając szkocką krainę, aby nawiedzić moich Rodaków, też tak rozrzuconych jak te owce. Wtedy patrzę i rozmyślam. Jak wygląda baranek z bliska? Taki jeszcze maleńki, puszysty, nie mający ani rogów, ani kopytek – właściwie sama bezbronność. Czy to znaczy, że Pan Jezus też jest taki w moim życiu – po prostu jak baranek, z którym można zrobić wszystko? Maleńki Jezus, urodzony w stajni. Aż chce się śpiewać: „Ach, ubogi w żłobie, cóż ja widzę w tobie? Droższy widok niż ma niebo w maleńkiej Osobie”. I śpiewam aż do 5 zwrotki włącznie: „Zmiłuj się nad nami, obmyj z grzechów łzami, przyjmij serca te skruszone, które Ci składamy”.

    Zapowiadany Mesjasz w Księgach Starego Testamentu nazywany jest Bożym Sługą, bowiem On poprzez swoją wynagradzającą śmierć „gładzi grzechy świata”. Prorok Izajasz nazywa oczekiwanego Sługę również Barankiem. W języku aramejskim słowo talja odnosi się zarówno i do sługi i do baranka. Niedawno natrafiłem na komentarz biblijny, w którym autor zauważa, że Jezus, wybierając godzinę swojej śmierci wybrał tę porę, kiedy w świątyni zabijano baranki przeznaczone na paschalną ucztę.

    Czym jest Tajemnica Odkupienia?

    W Paryżu znajduje się księga podatkowa z notatką dotyczącą gminy Domremy: „Z powodu zasług bohaterskich gmina nie płaci podatków”. Chodzi tu o św. Joannę d’Arc, która uratowała Francję z beznadziejnej sytuacji walcząc z królem Anglii, Edwardem III. Dzięki niej, to co uczyniła, uwolniło jej rodzinną wieś na długie lata, bo aż do rewolucji francuskiej, od podatków.

    Ile zawdzięczam Chrystusowi? Ile zawdzięcza cała ludzkość uwolniona ze straszliwej niewoli grzechu? Dzieło Odkupienia odmieniło całkowicie człowieczy los, bowiem Jezus, gładząc grzechy, dokonał naszego pojednania ze swoim Ojcem. W dzisiejszej Ewangelii tłem w odsłanianiu przeżyć, właściwie mistycznych przeżyć św. Jana Chrzciciela, jest rzeka Jordan. Jest ona bardzo wymownym symbolem, bowiem w niej dokonała się nieprawdopodobna wymiana. „Zanurzając się w wody Jordanu, pisze dominikanin ojciec Jacek Salij – wody całe brudne od grzechów, jakie symbolicznie pozostawili tam chrzczeni przez Jana grzesznicy – Syn Boży dał wyraz swojej woli, żeby aż do samego końca, aż do straszliwej męki krzyżowej, zanurzyć się w naszym ludzkim świecie, jaki na przekór Bogu ukształtowaliśmy naszymi grzechami”. Pan Jezus czekającą Go mękę i śmierć nazywa swoim chrztem. „Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie”. Synom zaś Zebedeuszowym, którzy w początkowym okresie znajomości Mistrza nie omieszkali zapytać o swoją karierę w kategoriach tego świata, Jezus stawia pytanie: „Czyż możecie przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony?”

    W różnych religiach człowiek zawsze usiłował z ziemi zrobić coś w rodzaju katapulty, aby odbić się od niej i dosięgnąć Olimpu, tak jak by to była jedyna możliwość zabrania bogom ognia. Przypomina mi się prosta odpowiedź ojca, podczas zabawy na śniegu, na pytanie najmłodszego syna w momencie kiedy przelatywał nad nimi samolot:

    – Tatusiu, jak ludzie wchodzą na niebo, żeby wsiąść do samolotu?

    – Nie wchodzą na niebo, syneczku, samolot ląduje na ziemi i wtedy ludzie mogą do niego wejść.

    To jest cała prawda o Bożym Narodzeniu, którą wciąż wyśpiewujemy w kolędach. Nie musimy wspinać się do nieba, by tam szukać Boga. Sam Bóg zszedł do nas na ziemię, aby nas odnaleźć. Bo biedny człowiek nie tylko, że się zagubił, ale wpadł w okropną pułapkę zastawioną przez Złego. „On mnie zwiódł” – mówi biedny człowiek, fundując sobie fałszywe bóstwa żerujące na nim. Bo żeby te fałszywe bóstwa ożyły, muszą się karmić krwią i mózgiem człowieka. Wystarczy przypomnieć te ołtarze oglądane w muzeach z wyżłobionymi rowkami, po których spływała krew. Bóstwa, którym trzeba było składać ofiary z ludzi. Ale dlaczego piszę w czasie przeszłym? Przecież to odbywa się w dalszym ciągu. Fundowanie sobie fałszywych bóstw jest dziś tak powszechne, że aż przerażające. A tymczasem przyjście prawdziwego Zbawcy jest takie jak i wtedy: „Syn Boży przyszedł do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli”. Dlaczego nie cieszy pojawienie się Zbawiciela? Czyżby grzech potrafił spowodować aż taką niezdolność zobaczenia co czyni Jezus? Fałszywe bóstwa wysysają ludzką krew, jak wampiry. Jezus zaś, który jest Bogiem prawdziwym, oddaje swoją krew. Tu przetaczanie ma zupełnie odwrotny kierunek, bowiem jak modlimy się w litanii do najdroższej Krwi Chrystusa Pana, ta Krew Chrystusa jest zapłatą naszego zbawienia.

    Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami!

    ksiądz Marian Łękawa SAC

  • Rozważania

    Rozważania

    Boże drogi
    Uroczystość Objawienia Pańskiego
    5 stycznia 2020

    Gwiazdą posłużył się Bóg, aby objawić swojego Jednorodzonego Syna poganom. To ona wskazała mędrcom drogę do Betlejem. Nie to jest ważne czym była z punktu widzenia przyrodniczego. Ważne jest, że dzięki niej znaleźli „nowo narodzonego Króla żydowskiego”. Ale droga, którą przebyli, nie była łatwa.

    Sługa Boży ksiądz biskup Jan Pietraszko tak napisał w swoich rozważaniach „Po śladach Słowa Bożego”: „To tak, jakby były dwie gwiazdy. Jedna ta, która wędrowała i pokazywała drogę nogom, stopom, a druga ta, która świeciła wewnątrz, w duszach ludzkich, i pokazała im, że mędrzec musi w pewnej chwili odłożyć swoje mądrości i musi uznać, że małe dziecko może być kimś takim, przed kim trzeba zgiąć nie tylko czoło, ale i kolana, że trzeba przed tym dzieckiem otworzyć swój skarb”.

    Sens naszego życia polega na usłyszeniu Bożego głosu, który nieustannie nawołuje nas do siebie. Pasterzy przywołał z bliska, zaś mędrców – z dalekiej krainy. Jak poznać ten Głos i jak pozostać Mu wiernym?

    Dzisiejsza uroczystość daje bardzo czytelną ilustrację Bożych dróg. Mędrcy, pytającemu Herodowi o cel ich wędrówki, odpowiadają: „Ujrzeliśmy bowiem gwiazdę Jego na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon”. Ale zanim ujrzeli gwiazdę i zdecydowali się pójść za nią musieli przeżywać wewnętrzny niepokój razem z oczekiwaniem na spełnienie się czegoś, czego nie byli świadomi do końca. Tym razem w innej książce pt. „Spotkania” wspomniany już ks. bp Pietraszko, który napisał ją będąc jeszcze księdzem, taki znalazłem komentarz: „Widzialny znak gwiazdy pomógł im zrozumieć ostatecznie tajemnicę wezwania, mowę Boga bez słów, która bez tego widzialnego znaku nie byłaby dla nich wystarczająco jasna. Zewnętrzny znak był kluczem do rozszyfrowania tajemniczej mowy Bożej, która docierała do ich świadomości”.

    Liturgiczny Adwent, który dopiero co minął, ma swoje odniesienie do Adwentu historycznego, trwającego całe wieki. Człowiek wołał do Boga głosem proroków, aby zaznać Bożej obecności. A kiedy został wysłuchany poprzez przyjście na tę ziemię samego Syna Bożego – role jakby się odmieniły. Czy to teraz nie Bóg dopomina się, będąc obecnym na tym świecie, przyjaźni z człowiekiem?

    Dojście do bliskości z nowo narodzonym Królem, jakiej zaznali mędrcy, poprzedziła długa droga. Ich wytrwałość była po wielokroć doświadczana. Samo wyjście do dalekiej krainy, aby szukać czegoś więcej, było przyznaniem się, że jeszcze nie wszystko wiedzą. To jest ta mądrość pokorna, dla której jest czymś naturalnym zgodzić się, że gdzieś daleko może istnieć zupełnie inna Prawda, zupełnie inna niż ta, którą zdobyli poznaniem własnego rozumu i tak daleka, jak daleka była kraina, do której wyruszyli. Ludzie, którzy są przekonani, że posiedli wszelką mądrość, nie pójdą do żadnej „dalekiej krainy”. A wtedy bardzo trudno jest odnaleźć Boga. Czy nie dlatego gwiazda stała się niewidoczna, kiedy byli u Heroda? Ewangelia mówi, że „Herod przeraził się, a wraz z nim cała Jerozolima” z wieści, na którą przecież tak długo oczekiwano. Otoczenie dworskie wiedziało o przyjściu Jezusa. Znali na pamięć teksty proroków. Ale ich przywiązanie do tego wszystkiego co posiedli, a co mieściło się tylko w obrębie królewskiego dworu było mocniejsze. Nie byli zdolni wyjść poza swój świat, który zasłonił im Prawdę. A Ona przecież była w zasięgu ich ręki. Nie rozpoznali Narodzonego Mesjasza. Pozostali przy swojej „mądrości”. Pozostali przy Herodzie, którego już całkowicie owładnął Zły. Jego rozmowa z mędrcami była po prostu już początkiem wypełniania się słów proroka Jeremiasza: „Krzyk usłyszano w Rama, płacz i jęk wielki. Rachel opłakuje swe dzieci i nie chce utulić się w żalu, bo ich już nie ma”. Czy odpowiedź człowieka na Boże przyjście musi kosztować aż tak wysoką cenę, jak śmierć niemowląt?

    Ile razy człowiek staje na rozdrożu przed trudnościami zdawałoby się nie do pokonania, wchodzi wtedy w jakąś ciemną przestrzeń wątpliwości i różnych pretensji do Boga. Bo przecież nie do siebie. Ksiądz profesor Sedlak miał tutaj bardzo trafne porównanie, że tępawy uczeń, siedząc nad zadaniem domowym kilka godzin i nie mogąc sobie z nim poradzić, dochodzi do genialnego wniosku: błąd jest w tekście. To jest pokusa, która często stoi u wrót człowieczego serca.

    A tymczasem trzej mędrcy, kiedy zorientowali się, że na próżno szukają w królewskim mieście Nowonarodzonego Króla, opuścili Jerozolimę. Wtedy ujrzeli znowu swoją gwiazdę, która zaprowadziła ich do Betlejem, bo to miejsce Jezus wybrał dla swoich narodzin. Na matkę wybrał żonę prostego cieśli, a zamiast komnat – stajnię dla zwierząt.

    Kiedy oddali już pokłon Odnalezionemu „ inną drogą udali się do ojczyzny”.

    Boża Opatrzność każdemu z nas daje taką gwiazdę, która prowadzi. Czy widzę ją i czy jestem jej wierny?

    ksiądz Marian Łękawa SAC