Month: June 2019

  • BOŻE CIAŁO czerwiec 2019

    BOŻE CIAŁO czerwiec 2019

    Być świadkiem
    Uroczystość Najświętszego Ciała i
    Krwi Chrystusa – ROK C

    Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa Kościół przeżywa każdego roku w swojej Liturgii podczas Wielkiego Tygodnia – w Wielki Czwartek. Tego dnia Pan Jezus ustanowienił dwa sakramenty: Eucharystię i kapłaństwo. Ale wtedy, w przeddzień Męki i Śmierci Pana Jezusa trudno jest o nastrój radosny i uroczysty. Dlatego po okresie Pięćdziesiątnicy Kościół adoruje i czci publicznie Hostię konsekrowaną – prawdziwe Ciało i Krew Pańską.

    Wtedy rozlega się poprzez wioski i miasta potężny śpiew Twoja cześć, chwała, nasz wieczny Panie! Wszędzie jest tłum. Wszędzie jest zieleń. Są kwiaty, bo Pan idzie z nieba, pod przymiotami ukryty chleba. Zagrody nasze widzieć przychodzi i jak się dzieciom Jego powodzi. Każdy wychowany na polskiej ziemi nie może nie mieć swoich ciepłych wspomnień związanych z procesją Bożego Ciała. Kto wie, czy pamięć z dziecinnych lat nie obudziła nostalgii polskich komunistów, bo święto Bożego Ciała jakoś się ostało w tym szalejącym i destrukcyjnym zawirowaniu, które likwidowało wszystko, co z religią było związane?

    O tym święcie ksiądz Janusz Pasierb napisał w swojej książce pt. Czas otwarty, że „to jest bardzo piękne święto, złote i zielone. Zrodziła je zarówno teologia, jak i poezja. Największy myśliciel średniowiecza układał o nim wiersze i hymny. U nas nabrało barokowego kształtu i takie chyba pozostało, ale to nie jest źle: daj Boże innym, bardziej zarozumiałym epokom tyle ludzkiego ciepła i pogodnej mądrości…”

    Pierwsza w naszej Ojczyźnie udokumentowana procesja Bożego Ciała odbyła się w Krakowie w 1420 roku. Zaś monstrancja, która była wynalazkiem północnych miast hanzeatyckich, pojawiła się po raz pierwszy w Gdańsku. W tej uroczystości chodziło przede wszystkim o to, aby przybliżyć Tajemnicę Eucharystii naszej codzienności. Później, kiedy w Europie zbierała swoje żniwo nieszczęsna Reformacja, odrzucając we wszystkich odmianach protestantyzmu rzeczywistą obecność Chrystusa pod postacią konsekrowanego chleba, zaszła potrzeba, aby uroczystością Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej i związaną z nią procesją Eucharystyczną zamanifestować tę prawdę.

    Odrzucanie prawdziwej obecności Chrystusa bardzo było widoczne podczas ostatniej wojny  w Szkocji, gdzie dominują wyznawcy prezbiteriańscy wywodzący się od John’a Knox.   Duchowieństwo szkockie, obawiając się negatywnych reakcji prezbiterian, nie chciało się zgodzić, aby Polacy urządzali procesję Bożego Ciała. Bowiem publiczne katolickie manifestacje religijne w Szkocji były zakazane. Po dziś dzień ekstremalna odmiana szkockich kalwinów Mszę świętą nazywa bluźnierstwem.

    Katolików w Szkocji jest bardzo mało, a nasi rodacy porozrzucani na rozległych połaciach, żyją już coraz częściej pojedynczo i tęsknią za procesjami Bożego Ciała. Bo trudno być świadkiem Chrystusa w pojedynkę. Człowiek odczuwa wtedy lęk i boi się otoczenia. Siłą Kościoła jest niewątpliwie moc Ducha Świętego, ale jest nią też poczucie jedności, którą sprawia Bóg. Dlatego na Ostatniej Wieczerzy Pan Jezus zgromadził uczniów i nakazał im jednoczyć się na łamaniu Chleba aż do ostatniego wieczoru świata.

    Ci, którzy są świadomi na czym polega życie prawdziwe znają taktykę szatana. On, aby pokonać człowieka wyprowadza go najpierw na bezdroża duchowej samotności. Ksiądz Pawlukiewicz napisał, że „można żyć w tłumie, ale swoją wiarę przeżywać samotnie. Sam ze swoimi poglądami w pracy, sam ze swoją postawą w środowisku . A wtedy zaczyna się człowiekowi wydawać, że już tylko on jeden pozostał takim dziwakiem, przejmującym się Bogiem i Jego przykazaniami. To dlatego tak wielu ludziom zależy, by nasza wiara była jedynie naszą prywatną sprawą i ograniczała się tylko do intymnego wymiaru serca. A jak wiele może uczynić choćby najmniejsza wspólnota”.

    Na przyjęciu gospodarz, tak jak zwykle bywa przy takich okazjach, namawiał wszystkich do picia alkoholu. Pewna pani, która złożyła przyrzeczenie abstynencji, miała już swoje doświadczenie w odmawianiu. Wszyscy dziwili się, że tylko ona i jeszcze jeden pan wytrwali do końca w swoim postanowieniu. Po przyjęciu, przy pożegnaniu niepijący mężczyzna podszedł do tej pani i powiedział:

    –       Chcę pani bardzo podziękować.

    –       Pan mi dziękuje? Ale za co?

    –       Widzi pani, ja jestem nałogowym alkoholikiem. Dla mnie nawet jeden kieliszek może być początkiem końca. Znam siebie i wiem, że tak wewnętrznie, duchowo nie jestem mocny. Gdyby nie pani, pewnie dziś bym się skusił i wypił. Pani mi bardzo  pomogła. Nie byłem sam i zwyciężyłem.

    Jak trudno być wiernym, być mocnym w pojedynkę, będąc zupełnie osamotnionym w środowisku, które zupełnie nie bierze w rachubę Pana, Boga. Dlatego Kościół, wypełniając polecenie Pana, gromadzi ludzi wokół Eucharystii. I to dzięki Eucharystii zgromadzeni stają się wspólnotą, parafią.

    Ksiądz Aleksander Federowicz, proboszcz z Lasek, w rozmowie z księżmi na temat parafii, tak powiedział: „Parafia, czy Kościół w swojej istocie – to jest Słowo Boże, Eucharystia i wypływająca z tych źródeł miłość wzajemna”. Jego ulubionym powiedzeniem były słowa: „Msza święta się kończy, Msza święta się zaczyna”. Bo rzeczywiście, po liturgii Mszy świętej zaczyna się msza życia. I ona trwa dalej. Ksiądz Piotr Pawlukiewicz tak obrazuje ten ciąg dalszy Mszy świętej: „Gdy ktoś w szpitalu przyjmie Komunię świętą, to jego łóżko staje się jak eucharystyczny ołtarz, na którym cierpienie chorego jednoczy się z ofiarą Chrystusa. Msza święta trwa dalej. Słowa prefacji W górę serca! rozbrzmiewają tam, gdzie wobec człowieka załamanego, pogrążonego w smutku ktoś wypowiada słowa: Nie martw się, ja ci pomogę. Msza święta trwa dalej, gdy ludzie mówiąc: Przepraszam, nie gniewaj się, podają sobie ręce i przekazują znak pokoju. Msza święta trwa dalej, gdy udzielamy sobie jednoczącej komunii dobroci i uśmiechu. Eucharystia bez tych codziennych owoców byłaby niepełna. Ona przecież rodzi Kościół, a Kościół jest tam, gdzie ludzie wierzący w Chrystusa żyją na co dzień miłością. Msza święta jest jak uderzenie serca, które rozprowadza tę nadprzyrodzoną krew Bożej miłości po całym organizmie Kościoła.”

    Pamiętamy z naszych rodzinnych parafii, jak w Boże Ciało uroczyście niósł kapłan Boga w procesji drogą, którą co dnia chodziliśmy do szkoły czy do pracy. Jak łatwo było wtedy uklęknąć i śpiewać wspólnie eucharystyczne pieśni – bo był tłum, bo było nas wielu. A teraz, kiedy jesteśmy na Wyspach Brytyjskich, gdzie z każdym rokiem przybywa tubylców, którzy nie uznają Boga – czy mam odwagę, tu w tym środowisku, wyznać moją wiarę, którą otrzymałem na chrzcie świętym?

    Panie, Jezu, proszę Cię, daj mi tę łaskę, aby miał odwagę uklęknąć przed Twoim Najświętszym Ciałem. Bo wtedy łatwiej będzie mi rozpoznać Ciebie także w moich bliźnich, których postawiłeś na mojej drodze.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • ROZWAŻANIE NA NIEDZIELĘ TRÓJCY PRZENAJŚWIĘTSZEJ

    ROZWAŻANIE NA NIEDZIELĘ TRÓJCY PRZENAJŚWIĘTSZEJ

    Miłość Boga
    Uroczystość Najświętszej Trójcy –
    ROK C . 16 czerwca 2019

    Tajemnica prawdy o Bogu Trój-Jedynym jest tak dalece nie uchwytna dla ludzkiego rozumowania, że Pan Jezus nawet nie próbował jej tłumaczyć swoim uczniom.

    „On jedyny, który nie tylko ją znał, ale który w niej tkwił, On, który nią był… On był jedynym kompetentnym nauczycielem prawdy o Ojcu, a jednak nigdy nie usiłował swym uczniom odsłaniać tych przepastnych głębin, gdzie jedność i troistość spotykają się w Bogu” – tak napisał w swojej książce pt. Spotkania ksiądz biskup Jan Pietraszko.

    Sposób w jaki Chrystus Pan mówił o tej prawdzie jest po prostu stwierdzeniem faktów: „Kto mnie widzi, widzi i Ojca”. Albo: „Idę do Ojca mojego i Ojca waszego”. Do tych zaś, którzy Mu nie wierzyli powiedział: „Jest Ojciec mój, o którym wy powiadacie, że jest Bogiem waszym.” Podobnie mówił o Duchu Świętym: „Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat. Teraz opuszczam świat i idę do Ojca”… „Jeśli nie odejdę, Duch Święty nie przyjdzie do was, a jeśli odejdę, poślę Go do was”… „Pocieszyciel Duch Święty, którego Ojciec pośle w imię moje, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, cokolwiek wam powiedziałem”. I tu obietnica Pana Jezusa idzie jeszcze dalej: „On – tzn. Duch Święty – doprowadzi was do całej prawdy.” A tą całą prawdą jest właśnie tajemnica Trój-Jedynego Boga. Innej prawdy nie ma. Prawda zawarta w świecie stworzonym jest jedynie tylko odblaskiem Bożej prawdy, bo wszystko to co nas otacza i to czym sami jesteśmy – to pochodzi z Bożej ręki.

    Hans Urs von Balthasar był i pozostanie nie tylko bardzo znanym i liczącym się teologiem. Jego wnikliwe opisywanie Bożej rzeczywistości ma przede wszystkim związek z jego duchowym życiem, które było nacechowane wielką głębią. Bo właśnie w człowieczym sercu sam Bóg odsłania swoje tajemnice. To są te serca, które Go przyjmują. I on napisał na czym polega wewnętrzna prawda Boża: „Bóg jako Praprzyczyna i jako Ojciec odwiecznie udziela się swemu „Słowu” – jakby „wyrazowi” czy „obrazowi” siebie – które mocą owego bezgranicznego oddania zostaje „zrodzone”. Jest to dzieło najgłębszej, najpierwotniejszej miłości, takiej, na którą można odpowiedzieć tylko równie bezgraniczną miłością. A miłość im bardziej jest bezwarunkowa, tym jest owocniejsza. Naga relacja „ja – ty” pozbawiona byłaby jednak treści, gdyby to spotkanie nie oznaczało zarazem wydania owocu, który świadczy (tak jak dziecko jest świadectwem zespolenia rodziców) o odwiecznym spotkaniu Ojca i Syna. Istoty skończone, nawet jeśli płodzą i wydają na świat potomstwo, pozostają odrębnymi jednostkami – tymczasem nieskończona Istota będąca Bogiem może być tylko jedna, a miłujący się mogą w tym wypadku pozostawać tylko jedno w drugim.

    Gdy Syn stał się człowiekiem, nie mógł nam objawić nic innego jak tylko miłość Ojca i swą miłość do Ojca oraz miłość Ojca i Syna do nas. Tę tajemnicę możemy jednak pojąć i mieć w niej udział dopiero wtedy, gdy wlany zostanie w nas Duch, który jest wzajemną miłością Bożą i zarazem tej miłości owocem.”

    Święty Jan Ewangelista, jak podaje tradycja, stale powtarzał: „Bóg jest miłością.” A to jest właśnie to co najbardziej powinno interesować człowieka. Dlaczego więc tak trudno jest uwierzyć w tę prawdę? Niestety, dla wielu te słowa nic nie znaczą. Miłość czysta i bezinteresowna – pytają – czy to ogóle istnieje i czy to jest możliwe?

    Swego czasu czytałem wyniki badań, które socjologowie religii przeprowadzili wśród młodzieży na temat: „Co najbardziej interesuje cię na katechezie?” Wyniki badań pokazały, że 60% młodzieży najbardziej interesują sprawy ludzkie, na przykład aborcji, etyki seksualnej, wzajemnych relacji dzieci i rodziców. Około 30% młodych ludzi odpowiedziało, że najbardziej interesują ich relacje Boga i człowieka, na przykład modlitwa czy powołanie. Tylko kilka procent respondentów napisało, że interesuje ich Bóg. Jeden z młodych ludzi w swojej ankiecie zapytał wprost: „Jak to jest, że kiedy w kościele mówi się o sprawach doczesnych, jest to w miarę ciekawe, ale kiedy zaczyna się mówić o Bogu, staje się to nudne?

    Źródło tego nieporozumienia sięga niestety już najmłodszych lat. Ileż to ludzi zawsze musiało zasługiwać sobie na miłość. Bardzo często rodzice ofiarowywali tzw. miłość warunkową: „Jeżeli będziesz grzeczny i posłuszny – to wtedy będziemy cię kochać.” I takie dziecko rosło w przekonaniu, że istnieje jakaś taryfa opłat za miłość. Z biegiem czasu coraz bardziej to przekonanie z dzieciństwa potwierdzało się. W szkole kochanymi dziećmi byli tylko ci najzdolniejsi, najpilniejsi i najgrzeczniejsi. Reszta była pozostawiona na uboczu. Takie przekonanie przeniosło się później na życie dorosłe. Po ślubie bywało i to całkiem nierzadko, że któreś z małżonków zawiodło drugą stronę i wtedy od razu reakcja: „Już cię nie kocham, bo jesteś okropnym egoistą.” A nawet gdy się otrzymało szansę na poprawę i choć ta szansa była ponawiana kilka razy – to w końcu cierpliwość matki, ojca, nauczyciela, czy współmałżonka wyczerpywała się. I wtedy co można było usłyszeć: „No, teraz po tym wszystkim już nie mogę ci wybaczyć, miarka bowiem została przebrana.”

    Takie doświadczenia, niestety, dotyczą bardzo wielu ludzi. Dlatego, gdy w kościele słyszy się, że Bóg jest miłością, że On nie może nie kochać i że wcale nie kocha za coś, ale od zawsze ogarnia każdego swoją miłością zupełnie bezinteresowną – to wydaje się, że to jest nieprawdopodobne, jakby nie z tego świata. Ile razy upadając i grzesząc ogarnia człowieka wątpliwość: Czy Bóg jeszcze i tym razem mi wybaczy? Tu odbija się ten mój fałszywy obraz Boga, który jest wynikiem moich życiowych doświadczeń, że za miłość trzeba płacić. Czy nie nachodzą mnie takie myśli: „Jeśli nie będę gorliwie się modlić, to Bóg przestanie mnie kochać. Jeżeli popełnię grzech, utracę Go. Jeśli coś niedobrego będzie się w moim życiu powtarzać, On się rozgniewa i straci do mnie cierpliwość.” Przez ten błędny obraz ilu ludzi zniechęciło się, bo doszli do wniosku, że nie stać ich na to, aby kupić sobie miłość Boga.

    A tymczasem dzisiejsza uroczystość może być olśnieniem, jeżeli odważę się otworzyć cały przed Tajemnicą Trój-Jedynego Boga, od którego nikt nigdy nie może usłyszeć słów: „Teraz to już przekroczyłeś granicę i nie masz prawa do mojej miłości.” Ale za każdym razem kiedy się oddalam poprzez swój grzech i niewierność, On nawołuje mnie, aby mi znowu przebaczyć.

    Takim promieniem Bożej bezwarunkowej miłości jest Jego Kościół, o którym pisze ksiądz Piotr Pawlukiewicz, że „każdy kto przystąpi do konfesjonału i szczerze wyzna swoje grzechy, kto sercem wypowie słowo „żałuję”, otrzyma Boże przebaczenie! Nikt, kto uklęknie przy stole eucharystycznym, by otrzymać Ciało Chrystusa, nie zostanie od niego odpędzony. I nie zadawajmy sobie pytań: „Ale za co kocha mnie Bóg? Co On we mnie widzi? Czym jeszcze mógłbym zasłużyć na Jego miłość?” On kocha, bo taki jest! Kocha już teraz, zanim cokolwiek dobrego zrobisz. To rzeczywiście wiadomość nie z tego świata.”

    ksiądz Marian Łękawa SAC

  • komentarz do Liturgii Słowa na ZESŁANIE DUCHA ŚWIĘTEGO

    komentarz do Liturgii Słowa na ZESŁANIE DUCHA ŚWIĘTEGO

    Napełnić się żarem Ducha Świętego
    Uroczystość Zesłania Ducha Świętego
    – ROK C 9 czerwca 2019

    Zofia Kossak podczas swojego bardzo trudnego życia na emigracji, które trwało lat dwanaście, głównie w Trossell, w północnej Kornwalii, napisała na przełomie grudnia i stycznia książkę pt. „Rok Polski”, którą Veritas pod zarządem Zygmunta Kotkowskiego wydrukował już w lutym. To był rok 1955.

    Autorka opisując w niej nasze różne zwyczaje, związane również z dzisiejszym świętem, pyta: „Dobrze, ale gdzież została treść Zielonych świątek? Powiedzmy szczerze, zrozumienie jej jest nikłe. To wielkie święto nie posiada w psychice polskiej oddźwięku równie żywego jak Narodzenie i Zmartwychwstanie. Gdy tamte dni pokryło obficie kwiecie poezji ludowej, o Duchu Świętym nie posiadamy ani jednej pieśni własnej, samorodnej, nieznanego autora. Szczegół drobny, lecz wymowny. Ujawnia on w naszej wierze lukę o sięgających głęboko konsekwencjach.”

    Jak bardzo słuszna była uwaga naszej pisarki – zacytuję słowa metropolity Ignatiosa z Latakii:

    „Bez Ducha Świętego Bóg jest daleki,
    Chrystus jest przeszłością,
    Ewangelia martwą literą,
    Kościół tylko organizacją,
    władza panowaniem,
    posłannictwo propagandą,
    kult przywoływaniem wspomnień,
    a postępowanie po chrześcijańsku moralnością niewolników.”

    Na pewno Duch Święty jest najbardziej tajemniczą Osobą w Bogu, którego moc ujawnia się tak różnorodnie i tak nieuchwytnie. Już chociażby w dzisiejszym I Czytaniu występuje zarówno jako gwałtowne uderzenie wichru i jako ogień. Zaś w II Czytaniu ten sam Duch Święty zamieszkuje w ciszy człowieczego serca i staje się wewnętrznym głosem.

    Liturgia Słowa rozpoczyna się dziś od słów: „Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy”… Dla Żydów było to święto upamiętniające przekazanie Prawa Mojżeszowego na Górze Synaj. Według tradycji rabinistycznej Bóg zesłał prawie niewidzialny sygnał, który przekształcił się w ogień i wydał głos oznajmujący Prawo. Wiatr i ogień były symbolami często używanymi w Starym Testamencie dla oznaczenia obecności Boga. Szum, wiatr bardzo dobrze ilustruje atrybut wolności. Sam Pan Jezus posługuje się tym obrazem: „Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża.” Zaś ogień nie tylko ogrzewa i rozgrzewa, ale również rozprzestrzenia się. Zstąpienie Ducha Świętego na zgromadzonych w Wieczerniku dokonało się w taki właśnie sposób. Najpierw jako gwałtowne uderzenie wichru, a potem na każdym z apostołów pojawia się ogień w kształcie języka. To po to, aby języki świadków, którzy za chwilę zaczną przemawiać, napełnić żarem Ducha tak, aby zapłonęły serca ich słuchaczy.

    Hans Urs von Balthasar tak pisze: „Zewnętrzne przejawy Ducha mają zawsze określony sens: gwałtowny wiatr gromadzi tłumy słuchaczy, a ogień umożliwia wszystkim usłyszenie Dobrej Nowiny w ojczystym języku, który jest im bliski od dziecka. Albowiem nowina, która spada na nich znienacka, nie jest czymś obcym, co musieliby studiować, tłumaczyć sobie z obcego języka – jest to wieść, która trafia bezpośrednio do ich serc.”

    Tu moc Ducha Świętego ukazuje się w kategoriach przezwyciężenia barier językowych z wieży Babel. Zaś wymienione przez św. Łukasza narody reprezentują cały ówczesny świat. Każdy człowiek potrafi doskonale zrozumieć drugiego człowieka – jeżeli jest otwarty na działanie Bożego Ducha. Cóż z tego, że można znać bardzo dobrze język angielski i równocześnie zupełnie nie zrozumieć tubylca. Tak samo można zupełnie nie rozumieć rodzinnego życia, nie rozumieć cierpiącego człowieka. Na tym kompletnym zamknięciu się w skorupie własnego egoizmu polega pomieszanie języków. Duch Święty jest tutaj całkowitym przeciwstawieniem. Poprzez swoje dotknięcie oczekujących w Wieczerniku rozpoczął budowanie Kościoła. Dlatego mówimy, że Zesłanie Ducha Świętego jest narodzinami Kościoła. Papież święty Jan Paweł II w swojej Encyklice Dominum et vivificantem pisał: „Czas Kościoła rozpoczął się wraz z przyjściem, czyli zesłaniem Ducha Świętego na Apostołów, zgromadzonych w jerozolimskim Wieczerniku wespół z Maryją, Matką Pana.”

    Zaś święty Augustyn rolę Ducha Świętego tłumaczy w ten sposób: „Czym dusza jest dla ciała człowieka, tym Duch Święty jest dla Ciała Chrystusa, którym jest Kościół. Duch Święty sprawia w Kościele to samo, co dusza w członkach ciała.” Dlatego każdy kto jest otwarty na działanie Bożego Ducha już jest w Kościele. Natomiast dopóki ludzkie serce nie odważy się otworzyć, ale wciąż będzie trwać w swoim szczelnym zamknięciu – to choćby wydawało się, że jest w Kościele, de facto ono już z Niego wypadło, tak jak wypada z budowli kamień, ponieważ nie miał cementu, aby się złączyć z innymi kamieniami.

    Dlatego trzeba mi wciąż i wciąż wołać z głębi mojego wnętrza o światło i moc Ducha Świętego. Bo cóż znajduję w swoim własnym sercu – zwietrzały cement, którym jest chaos, zamieszanie i potworne rozproszenie. Ileż we mnie kotłuje się różnorakich propozycji i sprzecznych decyzji, kłócących się ze sobą nawzajem i wprowadzających straszliwy chaos. Ileż we mnie jest niepotrzebnych rzeczy, które nie tylko zawadzają, ale stają się coraz większą kłodą, przez którą przejść będzie coraz trudniej.

    Pan Jezus nie tylko kiedyś zapytał opętanego człowieka: „Jak ci na imię?” – i usłyszał odpowiedź: „Na imię mi ‘legion’, bo jest nas wielu.” Pyta i dziś.

    Wspomniana na początku Zofia Kossak tak kończy opis majowego miesiąca: „Dary Ducha Świętego to narzędzia, za pomocą których możemy przekuć sami siebie na obraz i podobieństwo Boże. Dzięki tym siedmiu darom, możemy zgodnie z wezwaniem Kościoła wyrażonym przy Chrzcie św., stać się świątynią Boga żywego. Możemy, posłuszni żądaniu Chrystusa Pana, być doskonali, jak Ojciec nasz w niebiesiech jest doskonały. To nie przenośnia, to prawda. Możemy być tacy. Więc czemuż dary bezcenne nie są wykorzystywane?

    Nie kryje tego skarbu podziemna pieczara o wejściu nieznanym, nie strzegą olbrzymy ani smoki, osiągnięcie nie pociąga żadnego niebezpieczeństwa. Wystarczy o dary te prosić, wystarczy ich pragnąć…Zstąp Gołębica, twórczy Duch”…

    ks. Marian Łękawa SAC

  • Komentarz do Liturgii Słowa   2 czerwca 2019

    Komentarz do Liturgii Słowa 2 czerwca 2019

    Wejście w inny sposób życia

    Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego – ROK C

    Dziś Kościół obchodzi Tajemnicę Wniebowstąpienia. Boży Syn powraca i równocześnie ten sam Człowieczy Syn zabiera z sobą naszą ludzką naturę, która jest już przemieniona. Jakie jest moje pierwsze skojarzenie z tą prawdą wiary? Od razu jawi się obłok na wiosennym błękicie, osłaniający coraz bardziej odchodzącego Chrystusa. Oglądałem wiele obrazów, na których artyści właśnie w ten sposób przedstawiali dzisiejszą uroczystość – wznoszący się coraz wyżej ku niebu Pan Jezus. Bo tak to jest opisane i w Ewangelii i w Dziejach Apostolskich.

    Tu przypomina mi się Ojciec Święty święty Jan Paweł II, kiedy odlatuje po kolejnej swojej pielgrzymce w Ojczyźnie ze swojego lotniska w Krakowie. My wszyscy, i ci, którzy są tam w Balicach i ci, którzy poprzez telewizyjne kamery uczestniczą w pożegnaniu – długo wpatrujemy się jak papieski samolot unosi się coraz wyżej, aż gdzieś daleko zmienia się w maleńki punkcik i potem zanika zupełnie. A my wciąż patrzymy i patrzymy, tak jak apostołowie patrzyli w górę – aż dopiero aniołowie musieli ich pocieszyć: „Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba.” Ten głos przypomniał im, że droga wcale się nie skończyła i że trzeba iść dalej.

    Ksiądz Janusz Pasierb w swojej książce Czas otwarty napisał, że „trudno im było przejść od tego zapatrzenia do zwykłego życia. Serce ma swoje prawa… Mistrz przygotowywał ich na to odejście, a jednak uderza nas, nawet po tylu wiekach, nastrój melancholii i smutku przesycający liturgię niedziel przed Wniebowstąpieniem. „Teraz zaś idę do Tego, który Mnie posłał, a nikt z was nie pyta Mnie: Dokąd idziesz? Ale ponieważ to wam powiedziałem, smutek napełnił wam serce.”

    Przyzwyczaili się, że Chrystus zawsze był z nimi. Zawsze ich prowadził. Stawiali Mu pytania. On odpowiadał. Mogli Go chwycić za rękę i oprzeć się na Nim, jak Piotr kiedy zwątpił i zaczął tonąć. A teraz nie mogli sobie wyobrazić życia bez Niego, że zabraknie już Jego widzialnej obecności i Jego mocy, która dawała im poczucie bezpieczeństwa. Ale to było konieczne. Tak mówił Pan Jezus: „Jednakże mówię wam prawdę: Pożytecznie jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was.”

    Każde rozstanie jest ciężkie. Ale czyż nie na tych rozstaniach polega rozwój człowieczego życia? Takie jest prawo wzrostu i choć nie jest łatwo odchodzić – to przecież jednak wciąż odchodzę. Każdy wyrasta ze swego dzieciństwa (oprócz pana Piotrusia, który nie chciał rosnąć). Kiedy wchodzi się w wiek dojrzały – trzeba opuszczać swoich bliskich: „Opuści człowiek ojca i matkę.” A te odejścia od siebie samego, które ustawicznie towarzyszą człowieczym dniom. Bo kiedy lat przybywa wtedy już i zdrowia zaczyna ubywać i sił, i młodości. Już pamięć nie ta sama, nie ten słuch, ani wzrok. I twarz jest inna, bardziej pomarszczona. Nie taka jak na dawnych fotografiach. Ale wszystkie te odejścia są bardzo potrzebne, bowiem przygotowują człowieka na to odejście najważniejsze, o którym mówi dzisiejsza uroczystość, mianowicie, że śmiertelne ciało przemienione poprzez Wniebowstąpienie Jezusa dociera aż do nieba.

    Rozważając teksty Ewangelii i Dziejów Apostolskich trudno jest ustalić szczegóły dzisiejszego święta. Według świętego Jana w poranek Wielkanocny Pan Jezus mówił do Marii Magdaleny: „Wstępuję do Ojca mojego i Ojca waszego.” A więc już wtedy wstępuje do nieba. Inni Ewangeliści umieszczają to wydarzenie na kończący się dzień Wielkiej Nocy po spotkaniu z Apostołami w Wieczerniku. Zaś w Dziejach Apostostolskich, które dziś są czytane, jest takie zdanie: „Im też po swojej męce dał wiele dowodów, że żyje: ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym.” Widać z tego, że Pismo św. nie robi tutaj jakiegoś wyraźnego przedziału czasowego pomiędzy Zmartwychwstaniem a Wniebowstąpieniem. Ukazujący się Jezus kiedy mówi Apostołom: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi” – jest już uwielbiony i powraca po wielokroć z zupełnie innego świata. A tym światem jest niebo.

    Ksiądz Władysław Przybyś tłumaczy w ten sposób: „To, co się stało w poranek wielkanocny, jest więc tak wielkie, niesłychane, że Kościół nie może przeżyć tylko w święta Wielkanocne. Stąd na to samo wydarzenie Kościół zwraca dwa razy swoją uwagę, ale pod innym kątem: w Wielkanoc przeżywa fakt powstania Jezusa z martwych, a dzisiaj Jego wejście w nowy, inny sposób życia.”

    Pismo Święte, przedstawiając powrót Chrystusa do nieba, używa wyrażenia: „uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu.” Ale tu nie chodzi o niebo unoszące się ponad chmurami. Chodzi o takie niebo, które nie jest z tego świata. Język tubylców jest tutaj bardziej precyzyjny, niż nasz ojczysty, bowiem ma dwa całkowicie różne określenia: „sky” i „heaven”. Nie da się tych pojęć ani pomylić, ani użyć zamiennie. Dlatego bardzo głupio i naiwnie swego czasu popisał się Jurij Gagarin po pierwszym okrążeniu ziemi. Oświadczył bowiem, że nie ma Boga, ponieważ ponad chmurami w kosmosie, nie widział Go.

    A jednak jak wielu ludzi widziało Boga już na tej ziemi. I dziś również jest ich ogromna ilość, bo niebo zaczyna się tu i teraz, i jest tak zaskakująco blisko. „Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie; i nie powiedzą: „Oto tu jest” albo „Tam”. Oto bowiem Królestwo Boże pośród was jest” – powiedział Pan Jezus. I ono nie tylko jest, ale wciąż rośnie, rozszerza się – jak ziarno wrzucone w ziemię. Czy we mnie też?

    Teraz jest czas trwania na modlitwie w Wieczerniku, w którym jest Matka Jezusowa i Apostołowie. To tam przychodzi stale obiecany Pocieszyciel i daje dar zrozumienia po którym człowiek już wie, że niebo tu się zaczyna i może doświadczać jak ono smakuje.

    ks. Marian Łękawa SAC