Month: January 2019

  • komentarz do Liturgii Czytań 27 stycznia 2019

    Całkowicie zaufać Jego Słowu
    III Niedziela Zwykła – ROK C

    W dzisiejszym I Czytaniu jest wzruszający opis, jak to Naród Wybrany, po powrocie z wygnania w 488 roku przed Chrystusem, przeżywa Święto Namiotów. Kapłan Ezdrasz, na drewnianym podwyższeniu, otworzył Księgę, a cały zgromadzony lud podniósł się i z należnym szacunkiem słuchał świętych słów.

    Jeszcze z ministranckich czasów pamiętam taki obraz: kapłan stał na ambonie i zanim zaczął czytać tekst Pisma św. wypowiadał słowa: „Na większą cześć i chwałę Pana Boga Wszechmogącego, a nam na zbawienny pożytek czyta Kościół święty, Matka nasza, Ewangelię”. Wszyscy obecni w kościele w postawie stojącej robili – tak jak i dziś – na czole, na ustach i na sercu znak krzyża, aby usłyszane Słowa Boże pozostały w pamięci, w mowie i w sercu.

    Te dwa szczegóły: kapłan stojący na podwyższeniu i otwarcie Księgi, która jest Księgą życia, mają tutaj swoje szczególne znaczenie. Kapłan Ezdrasz stanął na drewnianym podwyższeniu nie tylko dlatego, aby lepiej być słyszanym. Jest to przede wszystkim zapowiedź krzyża, na którym zawisło Zbawienie świata. Pan Jezus stale przygotowywał swoich uczniów na ten moment: „A Ja gdy zostanę podwyższony wszystkich pociągnę do siebie”. Z kolei Księga życia dopóki jest zamknięta – dopóty człowiek trwa w swojej niemocy i w swoim poniżeniu. Dopiero kiedy Słowo Boga jest czytane i znajduje rezonans w ludzkich sercach – wtedy ci, którzy je przyjmują odnajdują w sobie moc, która jest mocą Bożą. I mogą się podnieść i wyzwolić. Dlatego dzień, w którym kapłani otwierają Biblię, aby ją czytać we wspólnocie, jest naprawdę dniem radości: „Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano, że pójdziemy do Domu Pana” – mówi psalmista. A słowa Nehemiasza, kończące dzisiejsze Czytanie, czyż nie dotyczą i nas, uczestników niedzielnej Eucharystii?: „A nie bądźcie przygnębieni, gdyż radość w Panu jest ostoją waszą”.

    Zaś dzisiejsza Ewangelia jest już wypełnieniem Starotestamentowej zapowiedzi. Bo oto przychodzi do synagogi, w swoim rodzinnym mieście, w dzień szabatu, sam Chrystus Pan. Wstaje i czyta proroka Izajasza: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnych, abym obwoływał rok łaski od Pana”. A więc nic dziwnego, że „oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. Począł więc mówić do nich: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli”.

    W Starym Testamencie jubileuszowy rok obchodzono co 49 lat. Polegał on na powszechnej amnestii. Niewolników obdarzano wolnością, dłużnikom darowano długi. Ale odkąd Syn Boży przyszedł na tę ziemię, aby wypełnić Boży zamysł – rok łaski nie obejmuje już tylko 365 dni, ale trwa i trwać będzie nieustannie aż do ostatniego wieczoru świata. Dlatego charakter wiary chrześcijańskiej jest zdecydowanie radosny. I jeżeli papieże ogłaszają w Kościele jubileuszowe lata, to po to, aby przypominać i odnawiać tę prawdę, że chrześcijaństwo ze swej natury jest orędziem wyzwolenia.

    O. Jacek Salij, dominikanin, pisze, „że sama logika naszej wiary domaga się od nas tego, abyśmy usłyszeli Chrystusową obietnicę wolności i starali się wyzwolić z niewoli naszych lęków, czy różnych ciemnych namiętności, nałogów, czy chorobliwych ambicji”.

    I tak się wciąż dzieje, że kiedy człowiek naprawdę uwierzy w Ewangelię – to przekonuje się jaką moc ma Ewangelia i jak potrafi prowadzić człowieka, nieraz po trudnych ścieżkach, dając mu prawdziwe wyzwolenie.

    Tu posłużę się konkretnym przykładem, aby lepiej zrozumieć co to znaczy „wierzyć”. To znaczy po prostu całkowicie zawierzyć siebie Panu Bogu – bo „Słowa Twe, Panie, są duchem i życiem”.

    Kardynał Miloslav Vlk, prymas Czech, zanim stał się osobą znaną i szanowaną nie tylko w Kościele, ale i w świecie, przeszedł bardzo wiele doświadczeń i prób. Długo nie mógł być przyjęty do seminarium duchownego, bo w szkole średniej nie wstąpił do organizacji prokomunistycznej. Nie został również przyjęty na studia mimo dobrze zdanej matury. I w tamtym czasie pojechał do pewnego sanktuarium maryjnego. Podczas Mszy św. usłyszał słowa, które utkwiły mu w pamięci: „Upokórzcie się pod mocną ręką Boga, aby was wywyższył w stosownej chwili”. Zrozumiał wtedy, że bardziej trzeba polegać na Słowie Bożym niż na ludziach. Toteż cierpliwie czekał na przyjęcie do seminarium, co nastąpiło w 1964 roku po 12 latach starań. Gdy został wyświęcony na księdza, był gorliwym kapłanem, za co władze państwowe przerzucały go na trudne parafie. W końcu w 1978 roku, po 10 latach pracy duszpasterskiej, władze wymówiły mu umowę o pracę. Ks. Vlk przyjął to doświadczenie, wyjechał do Pragi i tam przez 10 lat mył szyby wystawowe. Msze św. mógł tylko odprawiać potajemnie u swoich przyjaciół.

    Po upadku komunizmu w 1989 roku ks. Vlk mógł już swobodnie pracować na parafii. Niedługo został biskupem, potem arcybiskupem w Pradze, a w końcu w 1994r. – kardynałem.

    Kiedy w Watykanie odbierał biret kardynalski, podczas liturgii Słowa usłyszał, o dziwo, te same słowa, co przed 42 laty w maryjnym sanktuarium: „Upokórzcie się pod mocną ręką Boga, aby was wywyższył w stosownej chwili”.

    Jak nieprawdopodobnymi drogami prowadzi Bóg tych, którzy mają odwagę całkowicie zaufać Jego Słowu. Jeżeli tylko człowiek pragnie słuchać Bożego Słowa – to na pewno usłyszy Je, bo Kościół święty, Matka nasza, wciąż czyta pełnym głosem Ewangelię stojąc na miejscu podwyższonym.

    Ks. Marian Łękawa SAC

  • komentarz do Liturgii Bożego Słowa – 20 stycznia 2019

    komentarz do Liturgii Bożego Słowa – 20 stycznia 2019

    Nieustanna prośba Maryi
    II Niedziela Zwykła – ROK C

    Z dzisiejszą niedzielą liturgia Kościoła dopełnia Bożego Objawienia, które jawi się w kształcie tryptyku. Każdego tygodnia następowała kolejna Jego odsłona. W pierwszym obrazie był pokłon Mędrców z pogańskiego świata. W drugim – ukazuje się Duch Święty i słychać głos Boga Ojca podczas chrztu Syna Bożego w wodach Jordanu. I dziś trzeci obraz opisujący cud przemiany wody w wino. To wydarzenie kończy się stwierdzeniem: „Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.”

    W maleńkiej mieścinie, jaką była Kana Galilejska, odbywało się zwykłe wesele i pewnie w niezbyt zamożnej rodzinie, skoro zabrakło wina. Młodzi zaprosili na swoje zaślubiny Pana Jezusa, Jego Matkę i uczniów. Zapraszając nie zdawali sobie sprawy, że oto będą świadkami niezwykłych wydarzeń. Bowiem właśnie w tych wydarzeniach ujawniły się Boże Tajemnice. Maryja, Matka Jezusowa, odegrała tu bardzo istotną rolę. Ona pierwsza swoimi matczynymi oczyma zauważyła i przewidziała nie tylko to, że może nastąpić przykra sytuacja upokarzająca młodą parę w oczach współbiesiadników, ale przede wszystkim – będąc najbardziej obeznaną z tajemnicą przemienienia – zdawała sobie sprawę, czego człowiekowi najbardziej brakuje. Pragnęła jak najszybciej doczekać się narodzin nowego człowieka, który ma nie tylko ludzką naturę, lecz także Boską. Chociaż nie widziała jeszcze żadnego cudu swojego Syna, zwróciła się do Niego z gorącą prośbą. Odtąd ta Jej prośba już nie zamilknie, ale pozostanie prośbą nieustanną, zawsze obecną w Kościele. Wtedy jaką mogła mieć pewność, że Syn wysłucha swoją Matkę, skoro usłyszała: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?”

    Św. Augustyn twierdzi, że Pan Jezus przygotowując się do wypełnienia najważniejszego Bożego dzieła – dlatego właśnie w taki niezrozumiały i trudny do przyjęcia sposób odpowiedział swojej Matce: „Nie urodziłaś tego, co jest we mnie cudem, lecz urodziłaś moją słabość. Dopiero wówczas cię uznam, gdy właśnie ta słabość zawiśnie na krzyżu.”

    Udział Maryi w Bożym planie najwyraźniej ukazuje się w Ewangelii według św. Jana. Najpierw jest Ona obecna przy rozpoczęciu publicznej działalności Pana Jezusa, które miało miejsce właśnie w Kanie Galilejskiej. A kiedy nastąpił kulminacyjny moment w dziele zbawienia św. Jan opisze w jaki sposób Maryja była obecna pod krzyżem. Matka Boża najpierw zachęcała swojego Syna, aby dokonał cudu przemiany. Zaś na Kalwarii, wiszący Chrystus na krzyżu powierzył swoją Matkę Janowi, a tym samym całemu Kościołowi.

    Również Hans Urs von Balthasar bardzo wnikliwie tłumaczy tę sytuację z dzisiejszej Ewangelii: „Jezus, świadom, że jedynym cudem, jaki zlecił Mu Ojciec, ma być Krzyż, nie chce dać się zepchnąć na pozycję cudotwórcy, czego wciąż będzie się domagał nienasycony lud. I teraz Maryja wypowiada swe najpiękniejsze słowa, gdy zostawiając decyzję Jezusowi, poucza jednocześnie sługi, by byli Mu posłuszni: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Objawia się tu, przez nikogo nie spostrzeżona, chwała Maryi. Jezus nie oprze się sugestii Maryi, gdyż słowa Matki współgrają z Jego najgłębszą istotą. Nie dowiemy się, czy ta przemiana bezwartościowej materii w bezcenny dar została w ogóle dostrzeżona, czy uznano Go wówczas za cudotwórcę, czego zawsze starał się unikać. Ewangelista zdradzi nam tylko tyle, że Jego uczniowie „uwierzyli w Niego”; dla Jezusa jest to jedyne osiągnięcie godne tego miana. Później wiele Jego cudów, o których nakazuje milczeć, wzbudzi powszechną sensację, utrudniając Mu wypełnienie właściwej misji.”

    Poprzez ten pierwszy cud Chrystusa w Kanie Galilejskiej można zobaczyć na czym polega Tajemnica Bożych Narodzin i w jaki sposób te narodziny Bożego Syna spowodowały całkowitą przemianę ludzkiego życia. Zanim dokonało się Wcielenie Jezusa Chrystusa, ludzkie życie było jak ta woda, która wypełniała, aż po brzegi, kamienne stągwie. Przy czym znaczenie i symbolika tej wody nie jest tutaj źródłem życia, ani też nie służy, by ugasić ludzkie pragnienia. Ona jest tu przeznaczona, w tych sześciu wielkich dzbanach, po 100 litrów każdy, do zachowywania żydowskich zwyczajów, jakimi między innymi było mycie rąk przed posiłkiem. A więc jest symbolem rytuału, obrzędu, starych tradycji. Tak samo jak weselne wino, które już się skończyło – według starosty weselnego było dużo gorsze od nowego. To stare wino symbolizuje tutaj Torę.

    Ojciec Anselm Grün, benedyktyn, pisze nawet, że ta „woda w dzbanach jest już nieświeża, zwietrzała i chociaż pomaga utrzymać czystość, nie może być jednak trunkiem jednoczącym świętujących gości. Można powiedzieć, że Chrystus poprzez wcielenie przemienił naszą ludzką naturę i nasze zwietrzałe życie w wino, tak jak wodę w kamiennych dzbanach. Dzięki Jego wcieleniu nasze życie nabrało smaku. Psalmista mówi o winie, że raduje ono serce człowieka. Wino wprawia nas w radosny nastrój, rozwiązuje nam języki, pomaga nawiązać kontakt z drugim człowiekiem i zjednoczyć biesiadników. Wcześniej, nawiązując do ewangelii, byliśmy wodą, bez smaku, zwietrzali, nieświeży. Byliśmy, jak tych 6 kamiennych dzbanów, twardymi, nieugiętymi, skostniałymi, ziemskimi istotami. Liczba „6” wskazuje na naszą niedoskonałość. Według Jana Jezus dokonuje 7 cudów, aby wypełnić życie człowieka Boską doskonałością. W pierwszym cudzie pod liczbą „6” kryje się niedoskonałość naszego życia. Czegoś nam brakuje, czegoś istotnego, nie tworzymy jednolitej całości. Dopiero gdy przyłączy się do nas Chrystus, powstanie „7”, święta liczba. Siódmy dzban Jezus otworzy na krzyżu, gdy żołnierz przebije włócznią Jego serce. Ofiaruje nam wówczas swoją krew i życiodajną wodę, przemieni cały świat swoją miłością i duchem.”

    Czy zauważam z każdym Nowym Rokiem coraz lepiej nie tylko to co Jezus uczynił, ale to co wciąż czyni i we mnie i w nas? Blisko zaś Jezusa zawsze obecna jest Boża Matka i Jej nieustanna modlitwa.

    Ks. Marian Łękawa SAC

  • komentarz do Liturgii Słowa – 13 stycznia 2019

    komentarz do Liturgii Słowa – 13 stycznia 2019

    Wejść w Boże życie
    Święto Chrztu Pańskiego – ROK C

    Niewierzący zapytał chrześcijanina, który dopiero co przyjął chrzest:

    – Czy to prawda, że nawróciłeś się do Chrystusa?

    – Tak.

    – Skoro przekonałeś się do Niego to na pewno musisz bardzo dużo wiedzieć o Jego życiu, o czasach w których żył. Czy potrafiłbyś mi powiedzieć o czym On nauczał,  ile w ogóle wygłosił kazań?

    – Nie wiem. Nie umiem ci odpowiedzieć na Twoje pytania i to jest nie dobrze, że tak mało wiem o Jezusie. Ale jedno wiem na pewno: Jeszcze rok temu byłem pijaczyną, miałem pełno długów i moja rodzina przeżywała ze mną męki. Dziś przestałem pić, nie mam żadnych długów i jesteśmy znowu szczęśliwą rodziną. Wszystko to uczynił dla mnie Chrystus.

    W dzisiejszą niedzielę Chrztu Pańskiego Kościół przeżywa tajemnicę oczyszczenia i tajemnicę wejścia w Boże życie. Czy zdaję sobie sprawę co uczynił we mnie chrzest święty?  Jak odmienił całe moje życie?

    W Rzymie chodząc po miejscach uświęconych przez pierwszych chrześcijan często można odnaleźć wizerunki Chrystusa jako Dobrego Pasterza niosącego na swoich ramionach owcę. W katakumbach jeszcze dzisiaj znajduje się aż 105 zachowanych przykładów takiego ujęcia Chrystusa i to często umieszczonych przy chrzcielnicach. Bo Jezus jest dobrym pasterzem. I On nie tylko oddaje swoje życie za owce, ale daje każdemu, kto uwierzy i ochrzci się, szansę wejścia w autentyczne Boże życie.

    Według Słownika języka polskiego słowo „chrzest” wywodzi się od imienia Chrystusa. Naznacza niejako imieniem Chrystusa, bo czyni człowieka chrześcijaninem. Zaś występujące w Piśmie św. słowo „baptisma” związane jest z zanurzaniem, z obmyciem. Podczas chrztu najważniejszym momentem jest obrzęd polewania wodą. Woda jest bowiem źródłem i siłą życia. Bez wody ziemia i wszystko co na niej żyje stałoby się pustynią. Dlatego w chrzcie świętym jest znakiem Bożego życia. Symbol wody dla współczesnego człowieka nie ma już takiego samego znaczenia jak dla ludzi Wschodu.

    Ks. Władysław Przybyś zauważa, że „człowiek Wschodu, spalony słońcem i przyprószony piaskiem pustyni, potrzebował wody do orzeźwienia się i obmycia. Stąd też elementarnym gestem gościnności było umycie nóg przybysza. Jak obmycie wodą oczyszcza zabrudzone ciało potem i pyłem, tak działanie Boże  oczyszcza duszę ze zła, które ją szpeci. W miarę jak postępuje zatrucie wód i my coraz lepiej rozumiemy znaczenie czystej wody”.

    W dzisiejszej Ewangelii Chrystus wstępuje w wody Jordanu i tym samym sprawia, że odtąd ta rzeka będzie symbolizować wielorakie obmycia. Pierwsze obmycie dokonuje się poprzez chrzest. W miarę upływu czasu, kiedy życie człowieka doświadcza przeróżnych sytuacji, przychodzą kolejne obmycia. Bo ludzkie serce nie dochowuje wierności Bogu, nie wytrzymuje życia we wspólnocie i popełnia złe czyny – wtedy może odwoływać się do władzy odpuszczania grzechów istniejącej w Kościele na mocy słów Chrystusa: „Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone…”

    Ks. Biskup Jan Pietraszko w swoich rozważaniach pt. Po śladach Słowa Bożego pisze w ten sposób: „Tak jak cały Kościół rodzi się z pierwszego obmycia w wodzie i w Duchu Świętym, tak samo cały Kościół we wszystkich swoich członkach wstępuje ciągle w sakramencie pokuty w te wody oczyszczenia, które płyną szerokim  nurtem przez każdą współczesność Kościoła”.

    Jest jeszcze jeden bardzo istotny nurt, który nieustannie płynie poprzez całe Ciało Mistyczne Chrystusa. Jest to strumień Chrystusowej Krwi. Jeżeli na świecie jest ponad 450 000 kapłanów sprawujących o każdej porze dnia i nocy Najświętszą Eucharystię – to przecież wciąż dokonuje się akt konsekracji: „To jest bowiem kielich Krwi mojej… która za was i za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów”. Tak więc nieustannie poprzez człowieka  i obok człowieka płynie strumień Bożego oczyszczenia. Znaczenie wód Jordanu jest bardzo głębokie odkąd Chrystus wszedł w tę rzekę. W niej znajduje się ocalenie dla każdego kto tylko pragnie tak naprawdę szczerze porzucić swoje grzeszne życie.

    Jaką budzi w człowieku nadzieję ta tajemnica chrztu Chrystusa czekając cierpliwie i pokornie. Oby tylko ludzkie serce otworzyło się i z wiarą wyznało: Panie nie jestem godzien…

    Bo oto przed nami jest Baranek Boży, który gładzi grzechy świata.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • CHRZEST PAŃSKI 13 stycznia 2019

    Łukasz mówi nam, że podczas chrztu Jezusa w Jordanie „otworzyło się niebo” (Łk 3,21). Niegdyś prorok Izajasz wołał do Boga: „Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił” (Iz 63,19). Właśnie teraz, w momencie chrztu, Bóg zdaje się odpowiadać na to wołanie, spełnia tę modlitwę. „Otwarcie się” nieba jest połączone ze zstąpieniem na Chrystusa Ducha Świętego pod postacią gołębicy. Jest to widzialny znak, że modlitwa proroka została wysłuchana i że jego proroctwo wypełniło się. Temu widzialnemu znakowi towarzyszy głos z nieba: „A z nieba odezwał się głos: (Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Łk 3,22). Tak więc znak oddziałuje na wzrok (gołębica) i na słuch (głos) uprzywilejowanych świadków owego niezwykłego i nadprzyrodzonego wydarzenia. Zwłaszcza w ludzkiej duszy Chrystusa, ale także w świadomości innych osób obecnych nad Jordanem nabiera realnego kształtu przedwieczne „upodobanie” Ojca w Synu. (11 lipca 1990)

    PIERWSZE CZYTANIE Iz, 42,1-4.6-7

    Jak wynika z pieśni, Sługa, na którym „spoczął Duch Pański”, ma spełnić misję króla mesjańskiego: wyzwolić lud. Ustanowiony „przymierzem dla ludzi i światłością dla narodów”, ma otworzyć oczy niewidomym, z zamknięcia wypuścić jeńców z więzienia tych, co mieszkają w ciemności. W królewskiej misji wspiera Mesjasza moc Boża, jak głosi Sługa w swojej drugiej pieśni: “Bóg mój stał stał się moją siłą”(Iz 49,5), a także w trzeciej: „Pan Bóg Mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obeIgi” (Iz 50,7). Mocą pozwalającą Słudze wypełnić misję królewską jest duch Boży, który w mesjańskiej wyroczni Izajasza występuje w ścisłym powiązaniu ze „sprawiedliwością”, jaką należy oddać ubogim i pokornym. (21 marca 1990)

    DRUGIE CZYTANIE Dz 1O
, 34-38

    W Dziejach Apostolskich odnajdujemy syntezę kerygmatu apostolskiego i pierwszy zarys katechezy, utrwalonej następnie w Credo. Są to kerygmat i katecheza jerozolimska z dnia Pięćdziesiątnicy, powtórzone w Cezarei, w domu Korneliusza – poganina, gdzie powtórzyło się wydarzenie z Wieczernika: Była to „Pięćdziesiątnica pogan”, analogiczna – wedle świadectwa samego Piotra – do Pięćdziesiątnicy jerozolimskiej. (6 grudnia 1989)

    EWANGELIA Łk 3,15-16,21-22

    Osoba Ducha Świętego najbardziej przerasta wszystkie dostępne nam metody poznania. Dla nas Trzecia Osoba jest Bogiem ukrytym i niewidzialnym, również dlatego, że trudno znaleźć dla Niej jakieś wyraźne analogie w świecie ludzkiego poznania. Samo pochodzenie i tchnienie miłości, która w duszy ludzkiej odzwierciedla Miłość nie stworzoną, nie jest czymś tak przejrzystym jak akt poznawczy, w pewnym sensie samoświadomy. Dlatego mówi się o tajemnicy miłości w wymiarze psychologicznym i teologicznym; czytamy o tym u św. Tomasza. Pozwala to też zrozumieć, dlaczego mówiąc o Duchu Świętym – podobnie zresztą jak o miłości ludzkiej – odwołujemy się najczęściej do symbolów. Ujawniają one dynamizm Jego działania, ale także Jego samego jako Osobę działającą, (17 października 1990)

    CHRZEST ZOBOWIĄZUJE

    
Chrzest jest darem nadprzyrodzonym, radykalną przemianą natury ludzkiej, włączeniem duszy w samo życie Boże, konkretną i osobową realizacją Odkupienia, i dlatego chrzest zobowiązuje konsekwentnie do życia w nowy sposób, to znaczy, do naśladowania Chrystusa. Nigdy nie było łatwo żyć po chrześcijańsku, a tym mniej w społeczeństwie nowoczesnym. (9 stycznia 1983)

  • Radość z odnalezienia Boga  Uroczystość Bożego Objawienia – ROK C

    Radość z odnalezienia Boga Uroczystość Bożego Objawienia – ROK C

    6 stycznia 2019

    Narody pogańskie choć nie otrzymały wcześniej zapowiedzi, tak jak Żydzi, to jednak w osobach Mędrców jako pierwsi przychodzą złożyć Bogu hołd. Tak jest w dzisiejszej Ewangelii  według świętego Mateusza. U św. Łukasza pierwszymi, którzy przyszli pokłonić się Nowonarodzonemu byli żydowscy pasterze – a więc ludzie bardzo prości i pogardliwie nazywani „am haarecami”. Nie byli więc żadnymi reprezentantami swojego narodu. Byli  jedynie bardzo blisko betlejemskiej stajni. I tu nie tyle o tę odległość chodzi, którą trzeba przejść nogami, ale o tę przestrzeń serca – szczerego i prostego, które potrafiło uwierzyć w nieprawdopodobną nowinę oznajmioną przez anioła.

    Mędrcy zaś przyszli z bardzo daleka. Szli tak jak wskazywała im gwiazda. To ona była dla nich znakiem, że trzeba ruszyć w drogę – a to oznaczało pozostawić swój dotychczasowy świat, swoją mądrość, swoje przyzwyczajenia, swój utarty codzienny tryb życia i wyruszyć w nieznane. Jest to rodzaj pójścia za głosem Bożym – zupełnie dla nich nowym, wcześniej nieznanym – w przeciwieństwie do narodu wybranego, który pomimo, że był już oswojony ze Słowem Bożym,  jednak nie rozpoznał czasu Bożych nawiedzin. Nie wystarczającym więc okazało się znać jedynie miejsce narodzin Mesjasza.

    Hans Urs von Balthasar pisze w ten sposób: „Izrael stał się głuchy na tego rodzaju słowa Objawienia: nie życzy sobie, by cokolwiek zakłócało odwieczny rytm jego pokoleń. (Podobnie zachowuje się Kościół, gdy stanie mu na drodze święty z jakimś nieoczekiwanym orędziem). Naiwne pytanie ludzi spoza wspólnoty: „Gdzie jest nowo narodzony król żydowski?”, skierowane do Żydów – lub do Kościoła – wprawia zapytanych w zakłopotanie, wręcz przerażenie. U Heroda reakcja ta zrodzi zawoalowany plan morderstwa; na szczęście Mędrcy, dotarłszy – idąc za prowadzącą ich gwiazdą – na miejsce i oddawszy pokłon Dziecięciu, dzięki Opatrzności Bożej unikają niebezpieczeństwa. To wydarzenie ma wartość znaku; wskazuje na to, że poganie będą wybrani przed wszystkimi innymi; Jezus nieraz znajduje u nich większą wiarę niż w Izraelu. Często właśnie konwertyci będą ukazywać Kościołowi nowe, owocne drogi.”

    Ta radość z odnalezienia Boga wciąż trwa. Pismo św. przemawia do każdego i każdego nawołuje słowami: „Szukajcie Pana, dopóki pozwala się znaleźć”. I bywa często tak, że radość jest tym większa, im dłuższa i trudniejsza była droga, która doprowadziła do Boga.

    Tu przywołam taką jedną z wielu dróg, która jest przedziwną historią ludzkiego życia. Dotyczy holenderskiego pisarza Piotra van der Meer Walcherena. Nie był on ochrzczony. W młodym wieku Bóg był dla niego pustym słowem; po prostu nie istniał. Był bogaty i miał powodzenie. Miał kochającą żonę i dziecko, a jednak odczuwał pustkę i osamotnienie. Był rozczarowany, bo nikt z wykształconych ludzi nie mógł mu odpowiedzieć, dlaczego ludzie cierpią, dlaczego jest tyle krzywdy i jaki sens ma śmierć człowieka.

    Zastanawiało go jednak, że Kościół dawał odpowiedź na te pytania i dlatego zaczął się nim interesować. Pewnego dnia wybrał się do klasztoru trapistów. Przyjęli go życzliwie. W ich klasztorze doświadczył spokoju i ciszy, a ich nocne śpiewy psalmów wstrząsnęły nim. Piotr poczuł się naraz małym grzesznym człowiekiem i bardzo zapragnął Boga. Potem – wszystko poszło już łatwo: zaczął poznawać religię katolicką i po przygotowaniu się przyjął chrzest święty. Po śmierci żony, mając 74 lata, wstąpił do zakonu benedyktynów. Po dwóch latach został wyświęcony na kapłana w klasztorze, gdzie jego córka była zakonnicą.

    Bóg jest zawsze obecny w każdym ludzkim sercu, ale do odkrycia tej prawdy prowadzi nieraz dziwna i długa droga. Światło gwiazdy jest Bożym wołaniem. Jeżeli człowiek pójdzie za tym światłem i nie zniechęci się drogą na której trzeba doświadczyć przeróżnych trudności, nawet i takich, że na jakiś czas światło gwiazdy nie będzie widoczne – to jednak wytrwałość zostanie wynagrodzona i to stokrotnie, bo nadejdzie upragniony dzień wielkiej radości – dzień odnalezienia Boga.

    Ks. Jan Twardowski zauważa, że trzech mędrców malowano zawsze uśmiechniętych – nie tylko dlatego, że znaleźli Jezusa, ale i dlatego, że wciąż nowi mędrcy idą pokłonić się Bogu.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • OBJAWIENIE PAŃSKIE Niedziela 6 stycznia 2019

    Mędrcy spotykają Jezusa w Beth-lechem, co oznacza „dom chleba”. W ubogiej betlejemskiej grocie leży na słomie „ziarno pszeniczne”, które umierając przyniesie „plon obfity” (J 12,24). Mówiąc o sobie samym i o swej zbawczej misji, w czasie swojego życia publicznego, Jezus będzie posługiwał się obrazem chleba. Powie: „Jam jest chleb życia”, „Jam jest chleb, który z nieba zstąpił”, „Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata” (J 6,35.41.51). Przemierzając z wiarą drogę Odkupiciela od ubóstwa żłóbka do opuszczenia na krzyżu, lepiej zrozumiemy tajemnicę Jego miłości, która odkupiła ludzkość. Dziecię, złożone przez Maryję w żłobie, jest Bogiem-Człowiekiem, którego zobaczymy przybitego do krzyża. Ten sam Zbawiciel jest obecny W sakramencie Eucharystii. W betlejemskiej stajni dał się adorować Maryi, Józefowi i pasterzom w ubogiej postaci Nowonarodzonego Dziecięcia; w konsekrowanej Hostii adorujemy Go obecnego sakramentalnie w ciele i krwi, duszy i bóstwie, i dającego się nam jako pokarm na życie wieczne. Msza święta staje się więc prawdziwym spotkaniem miłości z Tym, który samego siebie wydał za nas. (Orędzie na Światowy Dzień Młodzieży 2005)