Month: September 2018

  • komentarz do Liturgii Bożego Słowa na XXVI Niedzielę – 30.09.2018

    komentarz do Liturgii Bożego Słowa na XXVI Niedzielę – 30.09.2018

    Francuski dramaturg Jean Anouilh w jednej ze swoich sztuk przedstawił szokującą scenę z Sądu Ostatecznego: Sprawiedliwi – pewni swoich zarezerwowanych miejsc – stoją przed bramą do Raju. Niecierpliwie czekają na moment, w którym będzie można wejść. I kiedy tak chełpią się swoimi zasługami nagle powstaje wielkie zamieszanie, bo słyszą nieprawdopodobną wieść, że tym innym, którymi oni pogardzali, Bóg przebaczył. Najpierw niedowierzają, ale kiedy okazało się to prawdziwe – są pełni oburzenia, pretensji i żałują swoich wysiłków i trudów. Robią więc ostre wyrzuty Bogu:

    • Gdybyśmy to wiedzieli wcześniej…

    I w tym momencie, ogarnięci całkowitą złością, zostają potępieni.

    Tak łatwo człowiek ustawa siebie wyżej patrząc na innych z góry. Sam fakt bycia w Kościele jak potrafi nieraz stworzyć dystans w stosunku do tych, którzy są poza. Dlatego dzisiejsze Słowo Boże przestrzega biorących udział w sprawowaniu Eucharystii, że chrześcijańskie myślenie i działanie jest możliwe nie tylko w jej obrębie, bowiem Boża wszechmoc również poza Kościołem może wzbudzić chrześcijańską postawę – czego symbolem jest tu kubek wody podany uczniom Chrystusa i uczynek ten nie pozostanie bez wynagrodzenia. I zaraz potem Pan Jezus mówi jak wielkim niebezpieczeństwem jest zazdrość. Ta sama zazdrość za otrzymanie Bożych darów opisana jest w dzisiejszym I Czytaniu z Księgi Liczb. Mojżesz patrzy jednak dalej, bo wyczekuje kiedy Duch Boży rozleje się na wiele serc: „Czyż zazdrosny jesteś o mnie? Oby tak cały lud Pana prorokował, oby mu dał Pan swego ducha”. Aby wytłumaczyć na czym polega niebezpieczna droga, na którą człowiek wchodzi, może czasem i nieświadomie, ale na niej nie ma ocalenia, bowiem taka droga wiedzie tylko do zatracenia – Pan Jezus posługuje się bardzo drastycznymi obrazami. Widać w nich konsekwencje zwielokrotnione poprzez wciąganie również innych na tę samą drogę. Jeżeli te słowa wywołują niepokój – to dobrze, bo pomogą mi zdać sobie sprawę z odpowiedzialności za moje postępowanie. Ale jeżeli zostaną zlekceważone, albo jeszcze gorzej – wywołają irytację – co wtedy? Aż trzy razy Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii używa słowa „piekło”.

    Był czas, że kaznodzieje aż nazbyt często mówili o wiecznym potępieniu i o przeklętych wrzucanych w ogień, który nie gaśnie. Dziś można zauważyć, że głoszący Boże słowa jakby popadli w drugą krańcowość. W tłumaczeniu Ewangelii zda się, że pomijają fakt, iż piekło istnieje i istnieją diabły.

    Ks. Piotr Pawlukiewicz opisując kondycję polskiego społeczeństwa po wyjściu z komunizmu, wspomina jak był przerażony, kiedy słuchał wypowiedzi pewnego robotnika:

    • „Panie redaktorze, mnie nie obchodzi, kto rządzi w Polsce, lewica czy prawica. Niech nawet sam diabeł rządzi, byle tylko pieniądze były”.

    I komentarz ks. Piotra:

    – „Słuchałem tych słów i drżałem, bo ktoś żyjący obok mnie wzywa samego szatana, eby zaprowadził porządek wśród nas, żeby porządził na tej ziemi. Może było to tylko niezbyt fortunne sformułowanie pewnych społecznych oczekiwań. Ale gdy widziałem te oczy pełne złości, nienawiści, to rzeczywiście czułem, że naprawdę było w tym coś z modlitwy do złego ducha.”

    A przecież porządził już diabeł na polskiej ziemi i to w sposób aż nazbyt widoczny. W tym wrześniowym miesiącu nie można nie przywołać potwornego czasu sprzed lat. Papież Jan Paweł II, jeszcze jako kardynał, napisał takie słowa: „Obozy koncentracyjne były i zawsze pozostaną realnym symbolem jakiegoś piekła na ziemi. Wyraziło się w nich swoiste maksimum zła, które ludzie wyrządzili ludziom”. A przecież ta hekatomba nie trwała tylko w wojennych latach. Karl Popper jest autorem zdania: „Próba zrealizowania nieba na ziemi kończy się zawsze wyprodukowaniem piekła”. Jeżeli dziś wciąż są tacy, którzy proszą i modlą się do szatana o jego rządy i o jego władzę – to trzeba wiedzieć, że zły duch potrafi takie modlitwy wysłuchać. On potrafi nie tylko stół zastawić, ale przy tym również tak wszystko powykręcać, że już nie powinno dziwić to co dzieje się w mojej Ojczyźnie. Te przestępstwa najbardziej wynaturzone i zboczenia, które już są widoczne wśród młodzieży i nawet dzieci, skondensowana agresja, powszechna nieuczciwość i zupełna obojętność wobec tych faktów – czy nie jest to skutek wysłuchanych przerażających próśb?

    „Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze” – to mówi Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii. Czy zdaję sobie sprawę co to znaczy zgorszyć kogoś? To znaczy odebrać mu wiarę, dobroć, czystość. I to dzieje się nie tylko poza domem. Ks. Piotr Pawlukiewicz, cytowany już wyżej, opowiadał jak to podczas Mszy św. dla dzieci jeden z księży podchwytliwie zapytał o jakiś szczegół z serialu, w którym namiętność, zbrodnia i wszelkie brudy moralne były przedstawione aż nazbyt wyraźnie. Przeważająca część dzieci była doskonale zorientowana, o jaki serial i o jaki szczegół chodzi. Czy to jest obojętność, albo ten zły już tak potrafił się zadomowić, że ja nie mam siły, aby przycisnąć wyłącznik srebrnego ekranu? Albo to świadome wlewanie do duszy drugiego człowieka uczucia zazdrości i zawiści – jak często się dokonuje. Jak łatwo można komuś, kto ma w swoim życiu powody do prawdziwej radości, odebrać pokój serca. Wystarczy tylko powiedzieć: „Z czego ty taki jesteś zadowolony. To co masz – to nic. Zobacz jak inni się dorobili. Jakie mają domy, jakie mają samochody?” Czy takie wlewanie jadu nie przypomina wężowej taktyki z rajskiego ogrodu? Bardzo! Taki grzech zgorszenia działa z potężną siłą, porywając człowieka tak mocno, że jest gotów zatracić się w nim bez reszty. Nawet modlić się do szatana.

    „Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie.” Jeżeli moje wielkie mniemanie o sobie jest mi tak bliskie i tak niezbędne jak mój wzrok, ale ono powoduje, że drugi człowiek staje się gorszy z powodu mojej pychy – to muszę ją wyrwać z siebie, bo lepiej jest wejść przez bramę do żywota wiecznego z bardzo kiepskim i nawet kalekim o sobie mniemaniem, niż razem ze wspaniałym samopoczuciem wylądować gdzie indziej: „gdzie robak ich nie umiera”.

    Modlę się więc słowami psalmu: Panie Jezu Chryste, oczyść mnie z błędów, które są dla mnie skryte i broń mnie od pychy, by nie panowała nade mną.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • XXVI Niedziela zwykła  Rok B    30 września 2018

    XXVI Niedziela zwykła Rok B 30 września 2018

    DWUDZIESTA SZÓSTA NIEDZIELA ZWYKŁA

    Jak bardzo dzisiejszy świat potrzebuje Bożego miłosierdzia! Na wszystkich kontynentach z  głębin ludzkiego cierpienia zdaje się wznosić wołanie o miłosierdzie. Tam, gdzie panuje nienawiść, chęć odwetu, gdzie wojna przynosi ból i śmierć niewinnych, potrzeba łaski miłosierdzia, które koi ludzkie umysły i serca i rodzi pokój. Gdzie brak szacunku dla życia i godności człowieka, potrzeba miłosiernej miłości Boga, w świetle której odsłania się niewypowiedziana wartość każdego ludzkiego istnienia. Potrzeba miłosierdzia, aby wszelka niesprawiedliwość na świecie znalazła kres w blasku prawdy. (17 sierpnia 2002)

    PIERWSZE CZYTANIE         Lb 11,25-29

    Historyczne zjawisko profetyzmu wiąże się niewątpliwie z darem słowa. Prorok to człowiek, który przemawia w imieniu Boga, przekazuje swoim słuchaczom lub czytelnikom to, co Bóg pragnie oznajmić o czasach współczesnych i przyszłych. Duch Boży ożywia słowo i czyni je skutecznym. Sprawia, że postać i słowa proroka nabierają niejako boskiego patosu, a przez to stają się przenikliwe, niekiedy pełne pasji i cierpienia, zawsze pełne siły. Cechą ducha prorockiego, pozostającego w służbie słowa, jest jego zdolność udzielania się i niejako „dzielenia”, zależnie od potrzeb ludu. Kiedy Mojżesz niepokoi się, że sam nie podoła obowiązkom wodza i zarządcy wielkiej rzeszy Izraelitów, liczącej już „sześćset tysięcy mężów”, Pan każe mu wybrać i zgromadzić siedemdziesięciu mężów spośród starszych Izraela. (14 lutego 1990)

    DRUGIE CZYTANIE         Jk 5,1-6

    Wśród działań i postaw przeciwnych woli Bożej, dobru bliźniego i wśród „struktur”, które z nich powstają, najbardziej charakterystyczne zdają się dzisiaj być dwie: z jednej strony wyłączna żądza zysku, a z drugiej pragnienie władzy z zamiarem narzucenia innym własnej woli. Do każdej z tych postaw można dodać dla lepszego ich scharakteryzowania wyrażenie: „za wszelką cenę”. Innymi słowy, stoimy wobec absolutyzacji postaw ludzkich ze wszystkimi możliwymi następstwami. Za określonymi decyzjami, pozornie dyktowanymi jedynie przez racje gospodarcze lub polityczne, kryją się prawdziwe formy bałwochwalczego kultu: pieniądza, ideologii, klasy, technologii. (Sollicitudo rei socialis, 37)

    EWANGELIA            Mk 9,38-43.45.47-48

    Każdy jest wezwany głosem Bożej prawdy do realistycznego czytania w swym sumieniu i do wyznania, że narodził się w przewinieniu, jak mówimy w Psalmie Miserere. Ludzie współcześni, zagrożeni lękiem i rozpaczą, mogą jednak czuć się pokrzepieni Bożą obietnicą dającą im nadzieję pełnego pojednania. Tajemnica pobożności od strony Boga to owo miłosierdzie, w które nasz Pan i Ojciec jest nieskończenie bogaty. (Reconciliatio et paenitentia, 22)

    EUCHARYSTIA I ŚWIAT

    Eucharystia jednoczy niebo z ziemią. Zawiera w sobie i przenika całe stworzenie. Syn Boży stał się człowiekiem, aby w najwyższym akcie uwielbienia przywrócić całe stworzenie Temu, który je uczynił z niczego. I w ten sposób Chrystus – Najwyższy i Wieczny Kapłan wchodząc do odwiecznego sanktuarium przez swoją krew przelaną na Krzyżu, zwraca Stwórcy i Ojcu całe odkupione stworzenie. Czyni to przez posługę kapłańską Kościoła, na chwałę Najświętszej Trójcy. Doprawdy jest to misterium fidei dokonujące się w Eucharystii: świat, który wyszedł z rąk Boga Stwórcy, wraca do Niego odkupiony przez Chrystusa. (Ecclesia de Eucharistia, 8)

  • komentarz do Bożego Słowa na XXV Niedzielę – 23 września 2018

    komentarz do Bożego Słowa na XXV Niedzielę – 23 września 2018

    Dzisiejsze Słowo Boże, tak jak poprzedniej niedzieli, jest kontynuacją tłumaczenia, że „Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie.” Aż dziw bierze, że I Czytanie z Księgi Mądrości z taką dokładnością opisuje zachowanie Jezusa i Jego wrogów. Przecież obelżywe słowa, jakie padają pod krzyżem, odpowiadają dokładnie słowom bluźnierców ze Starego Testamentu.

    I Pan Jezus mówi o tym swoim uczniom jak będzie wydany na haniebną śmierć, ale oni nic nie rozumieją. Gorzej – zajęci są tylko sobą prowadząc sprzeczkę, który z nich jest ważniejszy. I tu znowu ogarnia mnie, ale tym razem już nie zdziwienie, tylko niepokój, ponieważ pomimo tak nieprawdopodobnej bliskości samego Boga – choćby przez fakt głoszenia Słowa Bożego i udzielania sakramentów, a więc dzieło zbawienia wciąż trwa, wciąż się dokonuje również poprzez mnie – a mimo to wciąż odnajduję w sobie tak wiele podobieństwa do owych uczniów z tamtego czasu, kiedy oni podróżowali z Jezusem przez Galileę.

    Pan Jezus mówił do nich o swojej drodze jaka Go czeka i mówił również o podobnej drodze przeznaczonej dla tych, którzy zechcą pójść za Nim. Jak to musiało okropnie brzmieć w uszach Jego uczniów. Krzyż w owym czasie był znakiem hańby i śmierci cudzoziemskiej. Przecież to była rzymska szubienica. Nie dość, że taka okropna śmierć, to jeszcze i hańba. Ale na tym polega tajemnica wzięcia krzyża.

    Dziś kiedy nasi kombatanci otrzymują wezwanie, aby wziąć krzyż – to idą do SPK, albo do ambasady – bo to oznacza wzięcie honorowego odznaczenia. Ale w tamtym czasie to nie był klejnot. Dzięki tylko Chrystusowi krzyż stał się całkowicie innym symbolem i to do tego stopnia, że chętnie dekorują się krzyżem, jako znakiem wyróżnienia i chwały nawet ci, którzy wyrzekają się krzyża. A przecież ten krzyż był najpierw znakiem hańby i śmierci.

    Co to znaczy, kiedy Pan Jezus mówi: „Kto chce iść za Mną, musi wziąć swój własny krzyż”? To znaczy, że dla mnie też przygotowano krzyż. Fulton Sheen napisał takie zdanie: „Jest tyle krzyży co ludzi”. Co jest więc moim krzyżem? Muszę odnaleźć w sobie co dla mnie jest znakiem hańby. Coś co budzi we mnie największy lęk. Coś czego się boję, przed czym się lękam. Co budzi we mnie największą odrazę? Przecież nie mogę naśladować Chrystusa jeżeli nie wiem co jest moim krzyżem. Bo mam nieść ten mój krzyż wstępując w ślady Jezusowych stóp. I to nieść każdego dnia. Nieść przez całe życie. Co w moim życiu jest najcięższe? Może moja największa słabość? Moja wada? A może choroba, o której stopniowo gdy się starzeję, dowiaduję się, że już lepiej nie będzie, tylko gorzej? Może tym krzyżem jest fakt starzenia się? I to starzenia się nie w swoim kraju? Budząc się rano, jeszcze przed świtem człowiek myśli o swoim życiu, o zmarnowanych latach. Myśli o wszystkim co właściwie najcięższe. Jakim ciężarem bywa niemożność przekazania swoich doświadczeń z obawy, że będzie się niezrozumianym nawet przez ludzi bardzo mi bliskich, bo stanowiących własną rodzinę. I na dodatek jeszcze ten ciągły widok ciężkich chmur za oknem na szkockim niebie wyolbrzymia kształt mojego krzyża. Mój krzyż – czy ja go rozpoznaję? Krzyż to jest to co mnie najbardziej upokarza, policzkuje i degraduje. Coś czego najbardziej się wstydzę. Pod czym ciągle upadam. A potem człowiek znowu powstaje i niesie dalej. I dobrze, jeżeli mnie pochyla, jeżeli mnie gniecie, bo wtedy wiem, że wciąż jest na moich ramionach. Mam z czym iść za Jezusem, który mnie zapewnia, że jeżeli będę szedł z tym krzyżem za Nim – zostanę ocalony. Bo pokusa ucieczki krętymi drogami od swojego krzyża wciąż jest blisko. Ks. Jan Twardowski w swoim rozważaniu o krzyżu przy II stacji pisze, że „kiedy uciekamy od jednego krzyża, zwykle wpadamy na drugi. Jeżeli unikamy krzyża miłości, zaczyna nas przygniatać krzyż egoizmu”. Jest więc niebezpiecznie biec w innym kierunku, kryć się przed Bogiem, jak Adam po grzechu krył się ze swoim wstydem. Bo wtedy można zmarnować swoją szansę. „Każdy los, w którym widać krzyż, staje się łaską” – mówi Reinhold Schneider. Zaś Adam Mickiewicz wołał, że „krzyż na Golgocie nikogo nie zbawi, jeśli ktoś we własnym sercu krzyża nie wystawi”.

    Stara legenda opowiada o ludziach, którzy nieśli ze sobą swoje krzyże. Jednemu z pielgrzymów wydawało się, że jego krzyż jest za długi i przez to niewygodny. Więc według swego uznania skrócił jego długość, żeby mu było lżej. Po długiej wędrówce wszyscy stanęli nad przepaścią. Na drugim brzegu było już widać ziemie – upragnioną i obiecaną. Ale nie było żadnego mostu. Więc pielgrzymi kładli nad przepaścią swoje krzyże, które nieśli. Ich długość była wystarczająca, tak że stały się dla nich kładką. Tylko ten obcięty krzyż okazał się za krótki. Jego właściciel stał więc smutny i bezradny.

    Czyż nie tą samą myśl poezją ujął Cyprian Kamil Norwid:

    „Synku! Trwogi zbądź;

    Znak to zbawienia!

    Płyńmy! Bądź co bądź…

    Patrz, jak się zmienia:

    Oto – wszerz i wzwyż

    Wszystko – toż samo.

    – Gdzież podział się krzyż?

    – Stał się nam: bramą.”

    Więc ten mój krzyż – to jest cała moja szansa. Bylebym tylko nie zniechęcił się. I pewnie nieprzypadkowo, pisząc ten tekst, natrafiłem na takie zdanie Franza Grillparzera: „Bóg nie zdejmuje ciężaru, lecz wzmacnia plecy”.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • XXV Niedziela zwykła Rok B    23 września 2018

    XXV Niedziela zwykła Rok B 23 września 2018

    DWUDZIESTA PIĄTA NIEDZIELA ZWYKŁA

    Eucharystia, będąc źródłem miłości, znajdowała się i znajduje zawsze w samym środku życia uczniów Chrystusa. Ma ona postać chleba i wina czyli pokarmu i napoju, jest więc tak bliska człowiekowi, tak ściśle związana z jego życiem, jak pokarm i napój. Uwielbienie Boga, który jest Miłością, wyrasta w kulcie eucharystycznym z owego rodzaju obcowania, w którym – podobnie jak pokarm i napój – wypełnia On naszą duchową istotę i zabezpiecza jej życie. (Dominicae cenae, 7)

    PIERWSZE CZYTANIE         Mdr 2,12.17-20

    Męczennicy, a wraz z nimi wszyscy święci Kościoła, dzięki wymownemu i porywającemu przykładowi ich życia, do głębi przemienionego blaskiem prawdy moralnej, rzucają jasny promień światła na każdą epokę dziejów, budząc zmysł moralny. Poprzez swoje świadectwo dobru stają się wyrzutem dla tych wszystkich, którzy łamią prawo, przypominając ciągłą aktualność słów proroka: „Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem, którzy zamieniają ciemności na światło, a światło na ciemności, którzy przemieniają gorycz na słodycz, a słodycz na gorycz!” (Iz 5, 20). (Veritatis splendor, 93)

    DRUGIE CZYTANIE        Jk 3,16-4,3

    Chrystus nas odkupił! Znaczy to, że obdarzył nas możliwością realizacji całej prawdy naszego istnienia; że wyzwolił naszą wolność spod władzy pożądania. Skoro więc odkupiony człowiek wciąż grzeszy, nie świadczy to o niedoskonałości Chrystusowego aktu odkupienia, ale o woli człowieka, chcącej wymknąć się łasce, jaka płynie z tego aktu. (Veritatis splendor, 103)

    EWANGELIA         Mk 9,30-37

    Jak ważne jest dziecko w oczach Pana Jezusa! Można by wręcz powiedzieć, że Ewangelia jest głęboko przeniknięta prawdą o dziecku. Można by ją nawet w całości odczytywać jako „Ewangelię dziecka”. Czyż Pan Jezus nie stawia dziecka za wzór także ludziom dorosłym? Jest coś takiego w dziecku, co winno się odnaleźć we wszystkich ludziach, jeżeli mają wejść do królestwa niebieskiego. Niebo jest dla tych, którzy są tak prości jak dzieci, tak pełni zawierzenia jak one, tak pełni dobroci i czyści. Tylko tacy mogą odnaleźć w Bogu swojego Ojca i stać się za sprawą Jezusa również dziećmi Bożymi. (List do dzieci 1994)

    PRAWDZIWI WYZNAWCY CHRYSTUSA

    Dla każdego z nas Eucharystia jest wezwaniem do coraz większego wysiłku, abyśmy żyli jako prawdziwi wyznawcy Chrystusa: prawdomówni w słowach, szlachetni w swoich czynach, uważni, pełni szacunku dla godności i praw wszystkich, niezależnie od ich rangi i ich dochodów, gotowi do osobistej ofiary, uczciwi i sprawiedliwi, wielkoduszni, roztropni, współczujący i opanowani, mający na względzie dobro naszych rodzin, naszej młodzieży, naszego kraju, Europy i świata. (29 września 1979)

  • komentarz do Liturgii Słowa na XXIV Niedzielę Roku B    16.09.2018

    komentarz do Liturgii Słowa na XXIV Niedzielę Roku B 16.09.2018

    W dzisiejszej Ewangelii ustami św. Piotra zostaje wyznana, po raz pierwszy publicznie, wiara w Jezusa Chrystusa. Uczniowie rozpoznają w swoim Mistrzu Mesjasza. Ta poprawna odpowiedź jest jednak jeszcze za bardzo związana z wyobrażeniami rozpowszechnionymi w Izraelu, który owszem, oczekiwał Mesjasza, ale wyłącznie i przede wszystkim jako wyzwoliciela ich narodu spod okupacji Rzymian. Dlatego Chrystus „surowo im przykazał, żeby nikomu o Nim nie mówili”.

    I wtedy również po raz pierwszy wobec swoich uczniów Pan Jezus, jakby przeciwstawiając się chwalebnemu tytułowi, powie o sobie, że jest Synem Człowieczym i powie jaki los Go czeka: „Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie”. A więc mówi o sobie jako Mesjaszu religijnym. Tym samym odbiera złudzenia słuchaczom. To nie będzie Mesjasz polityczny, Mesjasz – na którym będzie można zyskać, za którym warto się opowiedzieć. Jezus mówi o sobie, że będzie Mesjaszem cierpiącym. Będzie ukrzyżowany. Pojawia się tu słowo o krzyżu. I z takim Jezusem trzeba było wtedy i trzeba dzisiaj się związać. A człowiek mając tak często do czynienia z cierpieniem i swoim i cudzym chciałby od niego uciec i dlatego wciąż woła do Pana słowami Piotra: „Niech Cię Bóg broni, nie przyjdzie to nigdy na Ciebie!” Ale Pan Jezus i wtedy i dziś odpowiada zdecydowanie: „Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie.” I tłumaczy, że po to przyszedł na ten świat, aby dokonać, właśnie w ten sposób, najważniejszego dzieła. Tego dzieła ma dokonać nie dla siebie samego, ale dla każdego, kto w wierze pragnie Go naśladować.

    Dzisiejsze II Czytanie z Listu św. Jakuba pokazuje w sposób praktyczny na czym polega naśladowanie Pana. Hans Urs von Balthasar pisze, że w tym naśladowaniu „tkwią korzenie nauczania św. Jakuba na temat wiary i uczynków. Wiara bez dzieła Męki nie jest wiarą chrześcijańską; wiara, która pragnie samą siebie zachować, straci wszystko. Pragnienie zachowania siebie to egoizm, nie do pogodzenia z wiarą, która jest nieodłączna od miłości. Oto jest istota uczynków, bez których według św. Jakuba wiara nie może istnieć: uczynki w tym rozumieniu to oddanie całego siebie – czy to Bogu, czy bliźniemu. Niewątpliwie, taki „uczynek” może stać się dla człowieka źródłem cierpienia, a nawet śmierci; śmierć jest zresztą niejako wpisana w istotę tego uczynku, zawsze bowiem jest to rezygnacja z własnego ja; i w gruncie rzeczy jest sprawą drugorzędną, czy ta rezygnacja zaowocuje śmiercią cielesną – świadectwem krwi.”

    Pan Jezus mówił potem do wszystkich słuchających: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, ten je zachowa.” Trzeba więc z takim Jezusem związać się. Św. Paweł używa określenia: „przyoblec się w Chrystusa”. Ta symbolika obrzędu oblekania się jest obecna w Kościele. Podczas udzielania sakramentu chrztu św. nakłada się białą szatę na nowo ochrzczonych. Ubieranie ministrantów w komże i księdza w ornat – też jest przebieraniem się w Jezusa.

    Pamiętam z rekolekcji, które wygłosił ks. Janusz Pasierb, takie pytania: „Czy naprawdę przyoblekliśmy się w Jezusa? Czy wdzialiśmy Go na siebie? Tak jak mówimy: ale się ubrałem w tego człowieka, to znaczy: ale się wpakowałem, ale się z nim związałem, ale on mi ciąży. Czy tak ubrałem się w Jezusa?” Bo Pan Jezus stawia sprawę bardzo jasno: wyrzec się siebie. Przyznać się do Niego. Przylgnąć do Niego. Taka jest tajemnica miłości, która polega na utracie suwerenności. Miłość zawsze jest wejściem w strefę drugiej osoby, w rejon przyciągania drugiej osoby. Tą osobą jest Jezus, osoba ukrzyżowana, a więc związana z cierpieniem. Dzisiejsze I Czytanie z Księgi proroka Izajasza opisuje przez jakie męki będzie przechodził „Sługa Pański” czyli Mesjasz. Chrystus wie dokładnie jaka będzie Jego droga. I nie ukrywa jej przed swoimi uczniami. Tym, którzy zechcą pójść za Nim mówi wyraźnie, że muszą wziąć swój krzyż. To znaczy, że każdy człowiek ma swój krzyż. Czy ja już wiem jak wygląda mój krzyż w moim życiu? Ale z odpowiedzią na to pytanie spróbuję się zmierzyć w następnym komentarzu, bo Chrystus i w następną niedzielę nadal będzie tłumaczył, że „zbawienie przyszło przez krzyż.”

    A w dzisiejszą niedzielę proszę Cię Panie, aby Twoje Słowo o krzyżu uciszyło moje szamotanie i mój bunt. Proszę, bowiem inaczej nie potrafię ani odnaleźć, ani zobaczyć jak wygląda mój krzyż.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • XXIV NIEDZIELA ZWYKŁA  ROK B   16 września 2018

    XXIV NIEDZIELA ZWYKŁA ROK B 16 września 2018

    DWUDZIESTA CZWARTA NIEDZIELA ZWYKŁA

    Eucharystia karmi i kształtuje Kościół: «Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno Ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego samego chleba» (1 Kor 10,17). Dzięki tej żywotnej więzi z Sakramentem Ciała i Krwi Pańskiej właśnie w Eucharystii można tę tajemnicę Kościoła najdoskonalej głosić, doświadczać i przeżywać. (Dies Domini, 32)

    PIERWSZE CZYTANIE      Iz 50,5-9a

    Izajaszowe Pieśni o Słudze Jahwe zawierają w sobie jakby szczególną syntezę starotestamentowej prawdy o Mesjaszu, a równocześnie posiadają daleko sięgającą nośność. Chociaż napisane na wiele wieków przed Chrystusem, mogą służyć w zadziwiającej mierze do identyfikacji Jego postaci, zwłaszcza gdy chodzi o obraz cierpiącego Sługi Jahwe. Jest to obraz tak bliski i wierny, jakby Izajasz patrzył na wydarzenia Chrystusowej Paschy. (25 lutego 1987)

    DRUGIE CZYTANIE       Jk 2,14-18

    Pierwsi chrześcijanie, wywodzący się zarówno z narodu żydowskiego, jak i z innych ludów, odróżniali się od pogan nie tylko wiarą i liturgią, ale także świadectwem moralnego postępowania, czerpiącego inspirację z Nowego Prawa. Kościół bowiem jest zarazem komunią wiary i życia; jego normą jest „wiara, która działa poprzez miłość” (Ga 5,6). Żadne rozdarcie nie powinno zagrażać harmonii między wiarą a życiem: jedność Kościoła zostaje naruszona nie tylko przez chrześcijan, którzy odrzucają lub zniekształcają prawdy wiary, ale i przez tych, którzy nie doceniają wagi powinności moralnych, jakie nakłada na nich Ewangelia. (Veritatis splendor, 26)

    EWANGELIA        Mk 8,27-35

    Każdy z nas winien odnieść do samego siebie pytanie Jezusa: A ty za kogo Mnie uważasz? Ty, który słyszysz, jak o Mnie mówią, powiedz, kim Ja naprawdę jestem dla ciebie? Piotr został oświecony przez Boga i znalazł odpowiedź wiary dopiero po długim okresie przebywania z Jezusem, słuchania Jego słowa, obserwowania Jego życia i Jego posługiwania. W pytaniu Jezusa o własną Jego tożsamość wyraża się subtelna pedagogia Tego, który nie ufa pochopnym odpowiedziom, lecz oczekuje odpowiedzi dojrzałej, poprzedzonej długim niekiedy czasem refleksji i modlitwy oraz uważnym i intensywnym wsłuchiwaniem się w prawdę wyznawanej i głoszonej przez Kościół wiary chrześcijańskiej. (7 stycznia 1987)

    ŻYCIE EUCHARYSTYCZNE

    Głoszenie śmierci Pana „aż nadejdzie” (1 Kor 11, 26) zakłada, iż wszyscy uczestniczący w Eucharystii podejmą zadanie przemiany życia, aby w pewnym sensie stało się ono całe „eucharystyczne”. (Ecclesia de Eucharistia, 20)

  • PODWYŻSZENIE KRZYŻA ŚWIĘTEGO  14 września 2018

    PODWYŻSZENIE KRZYŻA ŚWIĘTEGO 14 września 2018

    PODWYŻSZENIE KRZYŻA ŚWIĘTEGO

    Liturgia dzisiejsza zachęca nas byśmy patrzyli na krzyż. Jest on „miejscem szczególnym”, w którym objawia się i ukazuje miłość Boga. Na krzyż z niezachwianą wiarą spoglądali święci. Na krzyżu spotykają się nędza człowieka i Boże miłosierdzie. Wielbienie tego bezgranicznego miłosierdzia jest dla człowieka jedyną drogą, pozwalającą otworzyć się na tajemnicę, którą krzyż objawia. (14 września 2003)

    PIERWSZE CZYTANIE       Lb 21,4b-9

    W czasie wędrówki Izraela z Egiptu do Ziemi Obiecanej dopuścił Bóg – w związku z szemraniem ludu – klęskę jadowitych wężów, od których wielu pomarło. Kiedy zrozumieli swój grzech, prosili Mojżesza o wstawiennictwo do Boga. Mojżesz modlił się i wykonał od Boga otrzymane polecenie. Umieszczony na wysokim palu wąż z brązu stał się ocaleniem od śmierci dla każdego z ukąszonych przez węże. Wąż z brązu, wywyższony na pustyni, jest zapowiedzią Chrystusa, wywyższonego na Krzyżu, (14 września 1984)

    DRUGIE CZYTANIE      Flp 2,6 -11

    Krzyż jest znakiem najgłębszego uniżenia Chrystusa. W opinii ówczesnych był znakiem śmierci hańbiącej. Chrystus dobrowolnie przyjmuje taką śmierć na Krzyżu. Ta śmierć jednak staje się początkiem zmartwychwstania. W zmartwychwstaniu zostaje wywyższony ukrzyżowany Sługa Jahwe: zostaje wywyższony wobec całego stworzenia. W parze z tym zostaje również wywyższony Krzyż. Przestaje być znakiem hańbiącej śmierci – staje się znakiem zmartwychwstania. (14 września 1984)

    EWANGELIA         J 3,13-17

    Zbawcze wywyższenie Syna Bożego na Krzyżu ma swe odwieczne źródło w miłości. Jest to miłość Ojca, który posyła Syna, daje Syna dla zbawienia świata. Jest to równocześnie miłość Syna, który „nie potępia” świata, ale daje siebie z miłości Ojcu dla zbawieni świata. Dając siebie Ojcu przez ofiarę Krzyża, daje siebie zrazem światu: każdemu człowiekowi i całej ludzkości, (14 września 1984)

    PALEC WYCELOWANY W NIEBO

    Krzyż jest osadzony w ziemi i mogłoby się wydawać, że korzeniami tkwi w złu człowieka, jednak wznosi się on ku górze, jak palec wskazujący wycelowany w niebo, znak przypominający dobroć Boga. Za sprawą krzyża Chrystusa został pokonany szatan, przezwyciężona śmierć, przekazane życie, przywrócona nadzieja życia, dane światło. (14 września 2003)

     

  • komentarz do Liturgii Słowa Bożego na XXIII Niedziela zwykłą – 9.9.2018

    komentarz do Liturgii Słowa Bożego na XXIII Niedziela zwykłą – 9.9.2018

    Pan Jezus nauczając o Królestwie Bożym równocześnie bardzo często uzdrawia tych, którzy cierpią na różnorakie ułomności. A więc sparaliżowanym i chromym daje pełną swobodę ruchu. Ślepym przywraca wzrok. Niemym pozwala mówić. Głuchym odkrywa świat dźwięku. Bo ci, którzy zostali dotknięci kalectwem mają bardzo ograniczony kontakt z otaczającym światem, przez co odbierają go w sposób bardzo zubożony.

    U Tadeusza Żychiewicza znalazłem opis takich ludzkich okaleczeń: „Dla niewidomego istnieje dźwięk, dotyk, zapach, wrażenie ciepła i zimna. Ale niewidomy nie wie w pełni, co znaczy, że „słońce świeci”, dla niego znaczy to tyle tylko, że coś niewiadomego grzeje – a to nie jest pełna prawda; jest to prawda zubożona i kaleka. Nie istnieją dlań barwy świtu i zmierzchu; może istnieć tylko mokra rosa bez kształtu i barw. A dla głuchego znów inaczej: wszystko widome jest pogrążone w milczeniu. Dźwięk jest pojęciem bez zawartości treściowej – chyba, że wywołuje drgania uchwytne dotykiem. Słowo „muzyka” nie znaczy nic – co najwyżej dmuchanie, przebieranie palcami, pociąganie smyczkiem z końskiego włosia po strunach z baranich kiszek albo metalu: to jest muzyka. A przecież wiemy, że jest inaczej; muzyka jest czymś zupełnie innym.”

    Pan Jezus poprzez swoje uzdrowienia otwiera upośledzonym i kalekim możliwości daleko większe, daleko piękniejsze i bliższe prawdy jeżeli chodzi o człowieka i świat. Ale czy tylko?

    Dominikański mistyk z Nadrenii, Jan Tauler już w czternastym wieku napisał taki komentarz dotyczący głuchoniemego z dzisiejszej Ewangelii: „Trzeba zbadać bardzo dokładnie, co czyni człowieka głuchym. Nasi najstarsi przodkowie, pierwsza ludzka para, stali się głusi przez to, że nakłonili swe uszy na podszepty Nieprzyjaciela. Za nimi również my staliśmy się głusi i dlatego nie możemy usłyszeć ani zrozumieć słodkich natchnień Słowa Przedwiecznego. A przecież wiemy, że Słowo Przedwieczne znajduje się w naszej głębi tak niewymownie blisko nas i w nas, że sam nasz byt, nasza własna natura, nasze myśli, wszystko co możemy nazwać, wypowiedzieć i pojąć, nie jest nam tak bliskie i tak w nas obecne, jak Słowo Przedwieczne. Ono też nieustannie mówi w człowieku. Ale ten nie słyszy tego wszystkiego z powodu wielkiej głuchoty, którą został dotknięty”.

    Ludzkie serce, aby usłyszeć słowa, które wypowiada Bóg, potrzebuje wyciszenia. Bo diabeł bardzo łatwo i szybko potrafi zwielokrotnić swój hałas. Mówimy: piekielna wrzawa – czy tylko ta na zewnątrz? Taka piekielna wrzawa bywa i to często w człowieczym wnętrzu, a wtedy usłyszeć Bożą mowę jest już bardzo trudno. Na tym polega głuchota ducha, o której pisał w swoich Wyznaniach św. Augustyn: „Późno Cię ukochałem, Piękności dawna i zawsze nowa! Późno Cię ukochałem! We mnie byłeś, ja zaś byłem na zewnątrz i na zewnątrz Cię poszukiwałem. Sam pełen brzydoty, biegłem za pięknem, które stworzyłeś. Byłeś ze mną, ale ja nie byłem z Tobą. Z dala od Ciebie trzymały mnie stworzenia, które nie istniałyby w ogóle, gdyby nie istniały w Tobie. Przemówiłeś, zawołałeś i pokonałeś moją głuchotę.”

    Kiedy trzęsienie ziemi, albo lawina zasypuje ludzi wtedy używa się specjalnych aparatów, które swoimi czujnikami potrafią usłyszeć bicie ludzkiego serca i to nawet na dość dużej głębokości. Czy nie na tym polega działanie Słowa Bożego, moc sakramentów, że ludzie, których sytuacja wydaje się być już przegrana, bez nadziei wyciągnięcia – nagle zostają uratowani? Jak istotną rolę odgrywa tu modlitwa, wstawiennictwo drugiego człowieka, bo zwiększa szanse odnalezienia zagubionych. Modlitwa św. Moniki, matki św. Augustyna, modlącej się przez długie lata jest tu wymownym przykładem. A i w dzisiejszej Ewangelii głuchoniemy nie przyszedł do Jezusa sam: „Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę”.

    W każdej Eucharystii rozbrzmiewa Słowo Boże. Czy przypadkiem nie przyzwyczaiłem się, że tylko słucham i przyjmuję do wiadomości, ale Boży przekaz nie dociera do mnie? Jeżeli tak, to znaczy, że mój duchowy słuch jest stępiony i potrzebuję Jezusowego cudu uzdrowienia z mojej głuchoty. Bo Chrystus wciąż dotykając ludzkich serc dokonuje w nich przemiany, o której mówi II Modlitwa Eucharystyczna o tajemnicy pojednania: że Boża ręka poprzez swojego Syna dotyka grzesznika i swoim Słowem zbawia. Bylebym uwierzył, że Pan uzdrowi również mnie. Uwierzył, że możliwe jest i bardzo konieczne, aby dokonało się we mnie wypełnienie się na nowo proroctwa Izajasza z dzisiejszego I Czytania: „Powiedzcie małodusznym: Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg sam przychodzi, aby nas zbawić! Wtedy uszy głuchych się otworzą i język niemych wołać będzie”.

    Spraw więc Panie, aby tak się stało.

    ks. Marian Łękawa SAC

  • DWUDZIESTA TRZECIA NIEDZIELA ZWYKŁA  9 września 2018

    DWUDZIESTA TRZECIA NIEDZIELA ZWYKŁA 9 września 2018

    Nie bójcie się przygarnąć Chrystusa i przyjąć Jego władzę, pomóżcie Papieżowi i wszystkim tym, którzy pragną służyć Chrystusowi, służyć człowiekowi i całej ludzkości. Nie bójcie się, otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi. Dla Jego zbawczej władzy otwórzcie granice państw, systemów ekonomicznych i politycznych, szerokie dziedziny kultury, cywilizacji, rozwoju! Nie bójcie się! Chrystus wie, co nosi w swoim wnętrzu człowiek. On jeden to wie! (22 października 1978)

    PIERWSZE CZYTANIE     Iz 35,4-7a

    W Chrystusie wypełniają się mesjańskie obietnice ogłoszone przez proroka Izajasza: uszy głuchych się otworzą i język niemych wesoło krzyknie. W Nim rozpoczął się rok łaski od Pana dla całej ludzkości. Ten rok łaski trwa w czasie, odcisnął już swoje znamię na ca kości. Ten rok łaski trwa w czasie, odcisnął już swoje znamię na całych dziejach, jest źródłem zmartwychwstania i życia, które ogarnia nie tylko ludzkość, ale i całe stworzenie. (10 września 2000)

    DRUGIE CZYTANIE      Jk 2,1-5

    Ubóstwo ma wiele wymiarów – „ubogimi” są uciśnieni, zepchnięci na margines, starcy, chorzy, dzieci i wszyscy, których społeczeństwo postrzega i traktuje jak „ostatnich”. Opcja na rzecz ubogich jest wpisana w dynamikę miłości przeżywanej zgodnie z zamysłem Chrystusa. Są do niej zatem zobowiązani wszyscy uczniowie Chrystusa; ci jednak, którzy chcą Mu towarzyszyć bardziej z bliska, naśladując Jego postawy, muszą czuć się w nią zaangażowani w sposób wyjątkowy. (Vita consecrata, 82)

    EWANGELIA     Mk 7,31-37

    Przedstawiono Mu głuchoniemego, prosząc Go, żeby położył na niego rękę. Jezus natomiast wykonuje przy nim różne gesty: bierze go na bok, wkłada palce w uszy, dotyka mu języka. Po co to wszystko? Ponieważ warunkiem, jakiego Jezus zawsze wymaga od cierpiących i od chorych, jest wiara, o którą ich pyta lub do niej zachęca, stosownie do przypadku. Otóż w przypadku głuchoniemego, dotknięcie jego nieczynnych zmysłów odpowiada właśnie temu celowi: nawiązaniu łączności z tym, który nie może słyszeć ani mówić, i wzbudzeniu w nim odruchu wiary. (9 września 1979)

    CHRYSTUS LEKARZ

    Głęboko przekonani o cudownej mocy Chrystusa, powinniśmy iść do Niego, aby uleczył nas z naszych słabości i z naszych grzechów: otrzymamy od Niego, w stopniu i według miary naszej wiary, nadzieję, moc i zbawienie. (9 września 1979)

     

  • sobota 8 września 2018 NARODZENIE NMP

    sobota 8 września 2018 NARODZENIE NMP

    NARODZENIE NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY

    To święto maryjne jest głęboko zakorzenione w pobożności i w sercach wiernych, którzy patrzą na Najświętszą Maryję Pannę z gorącą ufnością i głęboką nadzieją, świadomi, że w zamysłach Bożych narodzenie (Najświętszej Maryi Panny) dało konkretny początek tym zbawczym wydarzeniom, w których Maryja miała być ściśle związana z Synem. (9 września 1981)

    PIERWSZE CZYTANIE         Mi 5, 1- 4a

    Te słowa (o Betlejem) wyrażają oczekiwanie na narodziny pełne mesjańskiej nadziei, które raz jeszcze uwypuklają rolę matki: to przedziwne wydarzenie, niosące radość i zbawienie, jednoznacznie na nią wskazuje i ją wywyższa. Dziewicze macierzyństwo Maryi zostało przygotowane w szerszym sensie przez łaskę, jaką Bóg okazał pokornym i ubogim. (31 stycznia 1996)

    DRUGIE CZYTANIE      Rz 8,28-30

    Mając przekonanie, że poprzez historię spełniają się zamiary Opatrzności nie możemy nigdy poddawać się zniechęceniu. Całkowite spełnienie Królestwa nastąpi dopiero na końcu czasów, ale prawdziwa droga ku Królestwu, na każdym etapie historii, jest rzeczą, którą można i trzeba realizować na ziemi, na tym świecie, w historii. By to dążenie ku Królestwu mogło się urzeczywistnić, chrześcijanie winni nie tylko modlić się, ale starać się o to niestrudzenie i pracować. (19 marca 1985)

    EWANGELIA     Mt 1,1-25

    Wyjątkowość Maryi wynika także z rodowodów, o których mówią Mateusz i Łukasz. Ewangelia według Mateusza rozpoczyna się zgodnie ze zwyczajem żydowskim od rodowodu Jezusa i wychodząc od Abrahama podaje kolejne pokolenia w linii męskiej. Mateusz w istocie stara się uwydatnić, poprzez ojcostwo Józefa, w świetle prawa, pochodzenie Jezusa od Abrahama i Dawida, a co za tym idzie – udowodnić, iż przysługuje Mu tytuł Mesjasza. Jednakże wyliczenie przodków kończy się następująco: “Jakub był ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem”. Tak więc uwydatnione zostaje nie ojcostwo, ale samo macierzyństwo. (28 stycznia 1987)

    ŚWIETLANY ZNAK BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

    Specjalny przywilej przyznany przez Boga „całej świętej” pozwala nam podziwiać wspaniałe rzeczy, jakich dokonała w Jej życiu łaska. Przypomina nam on również, że Maryja zawsze i w pełni należała do Pana oraz że żadna niedoskonałość nie naruszyła nigdy doskonałej harmonii pomiędzy Nią a Bogiem. Jej ziemski los znamionuje stały i głęboki wzrost wiary, nadziei i miłości. Dlatego też Maryja jest dla wiernych świetlanym znakiem Bożego Miłosierdzia i bezpiecznym przewodnikiem ku szczytom doskonałości ewangelicznej i świętości. (19 czerwca 1996)